<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=TZiec</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=TZiec"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/TZiec"/>
	<updated>2026-05-09T13:23:39Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8952</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8952"/>
		<updated>2019-10-15T08:57:13Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pętla górnej Sztoły|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;|13 10 2019}}&lt;br /&gt;
Potoki i rzeki jurajskie to dość ciekawy element tamtejszego krajoborazu. Tym razem pieszo udajemy sie tzw. pętlą górnej Sztoły (dopływ Białej Przemszy) startując z Bukowna. Lasami docieramy to tzw. źródła w Żuradzie. Strumień wypływa spod dość dużego wzgórza a właściwie ciekawej kotlinki. Wracamy z biegiem rzeki najpierw dnem dolinki o dość stromych zboczach a potem jej górną skarpą. Pogoda była przepiękna a Jura przebrała się w obłędne barwy jesieni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/GornaSztola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Czarna - trawers|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|13 10 2019}}&lt;br /&gt;
Czas 6:38. Pogoda w Tatrach piękna. W jaskini nie spotkaliśmy nikogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura; Podlesice - spotkanie dot. wypadku w jaskini Śnieżnej|Ryszard Widuch, na miejscu przedstawiciele klubów PZA|05 10 2019}}&lt;br /&gt;
W Podlesicach odbyło się zorganizowane przez PZA spotkanie przedstawicieli klubów speleologicznych dot. analizy wypadku w jaskini Śnieżnej. Na spotkaniu omówiono szczegóły akcji ratunkowej oraz kulisy feralnej wyprawy grotołazów z Wrocłowia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - grań od Rysów do Żabiego Konia|Jan Kieczka, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Marcin (TOPR) -  pomoc logistycza (dziękujemy)|26 - 27 09 2019}}&lt;br /&gt;
Startujemy o świcie z Morskiego Oka i w rześkiej temperaturze wychodzimy dość szybko na Rysy (2499). Dalej, juz z lotną asekuracją podążamy zachodnią granią (to zarazem odcinek głównej grani Tatr) nie omijając żadnej turni. Północna wystawa grani w wielu miejscach pokryta jest lodowym lukrem więc siłą rzeczy staramy się jak tylko się da trzymać nasłonecznionej już południowej wystawy. Już na tym odcinku czasem musimy kombinować nad znalezieniem optymalnych przejść. W końcu dochodzimy do uskoku nad Żabią Przeł gdzie wykonujemy dwa dość długie zjazdy. Żabiego Konia pokonujmy drugi raz lecz tym razem przy pięknej pogodzie (w czerwcu robiliśmy to we mgle) i możemy sycić oczy dalekimi widokami w poziomie i w pionie. Zjeżdżając na Żabią Przeł. Wyżnią pogoda ulega zmianie. Nadciągają wały chmur co było zgodne z prognozami. Decydujemy się zejść na słowacką stronę do Żabiej Doliny. Stąd podchodzimy pod szczyt Rysów (robiąc niemal 2000 m deniwelacji) i biwakujemy w małej kolibie pod skałą, która osłoniła nas od nasilającego się wiatru. Noc była dość ciężka. Oprócz wiatru, który potargał jedną NRCetę, przypętał się deszcz, który przetrwaliśmy siedząc i okrywając śpiwory pozostałymi NRCetami tym razem pilnując aby nie wytargał ich wiatr. Potem przestało padać i było tylko zimno i niewygodnie (akupunktura kamieniami). Jak tylko nastał świt robimy sobie gorące kubki i znów przez szczyt Rysów schodzimy do Moka i dalej do Palenicy. &lt;br /&gt;
Trochę mamy rozterek bo prognozowana zła pogoda wcale nie była taka zła i grań można było by pociągnąć dalej tak jak planowaliśmy. Natomiast sama grań mimo, że może niezbyt trudna technicznie wymaga stałej koncentracji z uwagi na dużą kruszyznę, potężna ekspozycję i nie oczywisty przebieg trasy poruszania się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Rysy-Zabi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura:Warsztaty autoratownictwa PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/U&amp;gt;, Adam Tulec|21 - 22 09 2019}}&lt;br /&gt;
Tym razem frekwencja nie za duża, dzięki czemu pracujemy w małych grupach. Pierwszego dnia powtarzamy już opanowane przez nas techniki, w różnych wariantach, nawet, gdzie starczyło czasu aranżując prawdopodobne sytuacje. &lt;br /&gt;
Ja, Łukasz i Adam ratujemy się nawzajem pod czujnym okiem instruktorów. Ćwiczmy metody croll w croll, przeciwwagi, schodzenie i podchodzenie do poszkodowanego. Metoda Hiszpańskiej przeciwwagi do wyciągania poszkodowanego oraz ratowanie poszkodowanego podczas zjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kończymy ćwiczenie i udoskonalanie technik, które są nam dobrze znane. Naszej grupie brakuje tylko przećwiczenia metody ruchomego bloczka. Dalej zaczynamy ćwiczyć nowe rzeczy – ściąganie poszkodowanego z trawersu oraz wyciąganie z ucha przepinki. Trochę brakowało nam większej ilości nowych rzeczy, jednak musieliśmy się z tym pogodzić z powodu braku czasu... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FAutoratownictwo &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Wielka Fatra|Iwona oraz &amp;lt;u&amp;gt;Karol&amp;lt;/U&amp;gt; Pastuszka|20 - 23 09 2019}}&lt;br /&gt;
Z Iwoną zaplanowaliśmy sobie przedłużony weekend. Od dłuższego czasu byliśmy zainteresowani Wielką Fatrą, po tym jak bardzo nas pozytywnie zaskoczyła Mała Fatra, którą odwiedziliśmy prawie 3 lata temu. Ponadto bardzo chcieliśmy sprawdzić informacje zawarte na jednej &amp;quot;fajsbukowej&amp;quot; stronie dotyczącej wiat/kolib/innych alternatywnych miejsc noclegowych. Zapakowani w prowiant na cztery dni wyjechaliśmy w piątek rano w stronę miejscowości Błatnica na Słowacji, skąd rozpoczynał się nasz szlak. Pierszego dnia zaplanowaliśmy trasę na ok. 8h. Zdobyliśmy szczyt Ostra (1264 m), z którego zeszliśmy do doliny, która prowadziła nas do naszego kolejnego celu - Kralova Studnia (1377 m) przez Smrekov (1441 m). Szlak słabo uczęszczany, przez to ciekawy. Po ciemku byłoby bardzo trudno orientacyjnie. Na nocleg wybraliśmy starą chatę pasterską, która okazała się być jak najbardziej przez pasterzy używana. Baca zaprosił nas do środka, gdzie zastaliśmy jeszcze cztery inne osoby, które również skorzystały z grzeczności Bacy. Po wspólnym posiłku i krótkiej pogawędzce poszliśmy wszyscy spać. Następnego dnia, po śniadaniu pożegnaliśmy się z naszym gospodarzem i wyruszyliśmy dalej. Tego dnia, był festiwal omyłek. Również w kość dały nam nasze plecaki, które zapakowane do pełna swoje ważyły (szczególnie ze względu na moją troskę o odpowiednią ilość wody... a jak się okazało niepotrzebnie, bo źródeł po drodze było aż nadto). Tego dnia szlaki prowadziły nas przez szczyty: Krizna (1574 m), Ostredok (1596 m), Ploska (1535 m) oraz Rakytov (1567 m) i Skalna Alpa (1463 m). Omyłka tego dnia polegała na tym, że z naszej mapy wynikało, że mieliśmy zrobić trek na ok. 6h, a po wereyfikacji na kolejnych tabliczkach ostatecznie zajeło nam to niecałe 10h, na co się nie nastawialiśmy. W okolicy, nie było za bardzo żadnych chatek, a że przyszliśmy ponad 3h później niż początkowo planowaliśmy, skorzystaliśmy z noclegu w schronisku/horskym hotelu. Ciepła bieżąca woda oraz noc w łóżku bardzo nas pokrzepiła. Plecaki były jakoś lżejsze, a i nasze kroki jakieś szybsze. Tego dnia, mieliśmy zamiar przejść z jednego grzbietu na drugi, którym mogliśmy z powrotem wracać do Błatnicy. Szybko zeszliśmy do doliny i również szybko weszliśmy z powrotem do góry. Wędrując przez Maly Lysec (1297 m), Jaworine (1328 m) i Sopron (1370 m) weszliśmy na Borisov (1510 m). Tym razem na nocleg zatrzymaliśmy się w zamkniętej chacie pasterskiej, w której na szczęście był otwarty strych, gdzie się ulokowaliśmy. Śpiwory puchowe, były cudowne tej nocy. Później okazało się, że mamy jeszcze jednego lokatora (mysz? Kuna? Jenot?), który nie szanował powszechnie uznanej ciszy nocnej. Kolejny dzień już nie był taki piękny, od rana padał deszcz. Mimo tego i tak mieliśmy szczęście, że przez ostatnie trzy dni pogodę mieliśmy cudowną. Po śniadaniu wyruszyliśmy w stronę auta, po drodze zamykając kółko przez znajome nam szczyty m. in. Ostredok z którego zeszliśmy do doliny. Dolina okazała się dla nas najcięższym wyzwaniem... 13 km po płaskiej, wyasfaltowanej powierzchni było mordęgą większą, niż nie jedno podejście... Do auta doszlismy przed 15 i ruszyliśmy do domu. Po drodze staneliśmy najpierw w poniedziałkowych słowackich korkach, a później aby zjeść sobie pyszna czosnkova polevke :) Statystyka: w 4 dni wyszło ponad 90 km oraz 5230 m podejść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FVelka%20Fatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziechowska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;|22 09 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schyłek lata to wspaniały okres do wędrówek górskich. Przy idealnej pogodzie w cudownej, kolorowej scenerii odbywamy wędrówkę na Magurkę Radziechowską (1108) z Przybędzy. Schodzimy inną drogą do doliny, która w dolnej części przyjmuje charakter wąwozu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMaguraRadziechowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - spotkanie urodzinowe w Piasecznie|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Witkowska-Szmatłoch, Piotr Witkowski, Ania Szmatłoch, Adam Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, Tomek Szmtłoch z dziwczyną, Wojtek Orszulik, Henryk Tomanek, Justyna, Bianka Witman-Fulde, Ziga Zbirenda, Lucek, Wojtek Rusiecki z żona, Esi z Iwoną, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Marzenna i Ryszard Widuch oraz niemal drugie tyle dzieci i osób tow. (może ktoś dopisze)|13 - 15 09 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
60-tka naszego klubowego przyjaciela Tadka stała się pretekstem do miłego spotkania w naszym ukochanym miejscu w jurajskim Piasecznie. Pogoda dopisała znakomicie, humory również. Może akcent sportowy był tym razem mniej wyeksponowany z dość zrozumiałych względów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie dziękujemy za miłe przyjęcie i życzymy wszystkiego dobrego!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (może ktoś dorzuci dalsze): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FTadek-60&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/U&amp;gt;, Magda Sarapata|13 - 15 09 2019}}&lt;br /&gt;
W tym roku hasłem przewodnim obozu centralnego PZA była powierzchnia i zwiedzanie mniejszych, aczkolwiek rzadziej odwiedzanych i trudniej dostępnych jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia obozu jesteśmy z Magdą w grupie odbywającej spacer pod Jaskinię Ptasią oraz tego samego dnia do jaskini Pod Dachem. Z oczywistych względów choć ta druga znacznie mniejsza (przyrównując nawet do jurajskiej skali – jest ona po prostu krótka) to robi na nas wrażenie i wzbudza niejako ekscytację. Obie jesteśmy w niej pierwszy raz i obie zostałyśmy olśnione, dlaczego choć jaskinia prosta i niedługa jest stosunkowo rzadko odwiedzana (stosunkowo w odniesieniu do pozostałych Tatrzańskich dużych i znacznie trudniejszych jaskiń). Otwory znajdujące się wysoko w ścianie i konieczność wspinania znacznie wydłuża, utrudnia i komplikuje całą akcję... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę, ogarnięciu cię i zjedzeniu obiadokolacji odbieramy z Zakopanego Karola, który miał dołączyć na weekend. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Magda trafia do grupy odwiedzającej jaskinię Studnię za Murem. Grupa w której byłam ja i Karol również miała w planie tą jaskinię, jednak z braku czasu spowodowanym wcześniejszym spacerem pod Jaskinię Ptasią, plany zostają zmienione. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia część ekipy (ta która potrzebuje się wyspać po późnym powrocie z Wielkiego Kłamcy) zostaje na bazie i wczesnym popołudniem zajmuje się porządkami w szpeju i pomaga przy porządkach na Polanie, druga część (w tym Ja, Magda i Karol) idzie na spacer topograficzny do Doliny Małej Łąki i do jaskini Tunel Małołącki. Jest to również mała jaskinia, jednak ze względu na ciekawe dojście do niej warta do rozważenia przy dniach restowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wyjątkowo dopisała, jakby na specjalne zamówienie na Obóz. Przez cały czas świeciło słońce, a wszelkie ekscesy pogodowe występowały w nocy, kiedy byliśmy zaszycie w namiotach. Udało nam się nawet przygotować na mróz ostatniej nocy (-3 jak się kładliśmy i ponoć -6 w okolicach szóstej rano) i zbytnio nie zmarznąć pod namiotem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Starorobociański Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/U&amp;gt; i Magda Sarapata|12 09 2019}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z Magdą z niespodziewanie wolnego czwartku. Po prawie nieprzespanej nocy z powodu zimna (śpimy na polanie Rogoźniczańskiej), miło jest wychylić się z namiotu i ogrzać w słońcu. Nogi same się chodzą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idziemy doliną Kościeliską przez schronisko (tu krótka przerwa, jak na turystyczny spacer przystało!), i dalej na Ornak. Po kolejnej przerwie na wygrzewanie się na przełęczy, ruszamy na Starorobociański wierch. Pogoda dopisała. Choć w cieniu czuć już lekki chłód, to w słońcu nadal można rozebrać się do krótkiego rękawa i pokusić się o podwinięcie spodni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostali turyści nastawieni równie pogodnie do życia i spacerów po górach, więc parę razy zostajemy wciągnięte w towarzyskie pogawędki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy przez Trzydniowiański wierch do Doliny Chochołowskiej, z góry nienawidząc asfaltu, po którym będziemy musiały iść, odbijamy przed końcem doliny na Ścieżkę pod Reglami, gdzie unikając błota po kostki i pasterskiego psa umykamy na chwilę w las torując własne przejście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie zmęczone, aczkolwiek szczęście robimy obiad czekając na przyjazd pozostałych uczestników Obozu Centralnego PZA, który miał się rozpocząć następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FStarorobocia%F1ski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Banikow od dol. Żarskiej|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;|01 09 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiamy w Smreczanach fundując sobie podjazd z poz. 700 m.n.p.m na 1286 do Żarskiej Chaty gdzie kończy się szlak rowerowy a zaczynają szlaki piesze. Ruszamy śladem naszej zimowej wycieczki na Przysłop Jałowiecki spotykając po drodze jedynie pojedyncze osoby. Boczną granią (wyżej dość skalistą) docieramy na Banikow (2178) skąd fragmentem głównej grani (dość sporo łańcuchów w miejscach eksponowanych) idziemy przez Hrubą Kopę (2166) i Tri Kopy (2136) do Smutnej Przełęczy (1963). Na przedostatniej kopie na dość znaczną chwilę zatrzymuje nas nadchodząca burza. Wraz z kilkoma jeszcze piechurami kucamy na przełączce oczekując najgorszego. Po kilkunastu minutach jednak trochę się przejaśnia a widoczna stąd nawałnica kieruje się nad Tatry Wys. Trochę już zmęczeni schodzimy wreszcie do Żarskiej Chaty gdzie czekały nasze rowery. Błogim zjazdem (było tego z 10 km) dostajemy się do auta i ruszamy do domu. Łącznie (rowerami i pieszo) zrobiliśmy ponad 1700 m deniwelacji i 30 km dystansu. W ten weekend w Tatrach Zach. i Beskidzie Śl wędrowały jeszcze 2 zespoły z Nocka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBanikow &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 09 2019}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na zachodniej ścianie Kościelca. Wchodzimy w Byczkowskiego, ale w związku ze zbliżającymi się grzmotami przeskakujemy na Lobby Instruktorskie (rozumując, że łatwiej jest się z tej drogi wycofać). Decyzję o odwrocie podejmujemy po trzecim wyciągu (bardzo fajnym). Burza w końcu przeszła bokiem. Lepiej jednak wycofać się o kilka razy za dużo, niż o raz za mało...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Bielskie - Przełęcz pod Kopą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Stefan, Julia|31 08 2019}}&lt;br /&gt;
Spacer Doliną Zadnich Koperszadów. Pogoda dopisała. Zmokliśmy tylko trochę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jurajski Szlak Rowerowy &amp;quot;Orlich Gniazd&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/U&amp;gt; + os. tow.|25 - 26 08 2019}}&lt;br /&gt;
Zainspirowany wyjazdem Tomka z czerwca rzuciłem temat koledze, który podchwycił myśl i na końcówkę sierpnia umówiliśmy się na pokonanie Szlaku Rowerowego &amp;quot;Orlich Gniazd&amp;quot;. Podobnie jak większość zaczęliśmy w Częstochowie z metą w Krakowie. My akurat wybraliśmy nocleg w hamakach pod pałatką. Pogoda dopisała, trasa również fajna, choć nie obyło się bez pomyłek, gdyż część &amp;quot;krakowska&amp;quot; dużo gorzej oznaczona niż Śląska. Jeżeli dla kogoś nie straszne wyjazdy 200km to polecam, bo warto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA: Kaukaz Centralny – Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł  Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Piotr K. (os. tow.)|14 - 21 08 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście normalną drogą na Kazbek (5033) od strony gruzińskiej z Stepancminda (Kazbegi). W pierwszy dzień akcji górskiej przy pieknej pogodzie podejście z miasta (1780) do stacji meteo (3670) gdzie spaliśmy w namiocie pierwszą noc. W drugi dzień przenieśliśmy obóz pod tzw. Biały Krzyż (3820) i zrobiliśmy krótką wycieczkę aklimatyzacyjna na ok. 4100. Pogoda znacząco się pogorszyła lecz mimo to następnego dnia rano ruszyliśmy na szczyt w kiepskich warunkach (mgła, padający śnieg i silny wiatr). Pod szczytem spotkaliśmy 3 Ukraińców, z którymi wchodzimy na szczyt po 7 godzinach od startu (po drodze problemy nawigacyjne). Podczas prawie całej wędrówki towrzyszył nam zbłąkany pies. Zejście w podobnych warunkach przez dość mocno pocięty lodowiec. Po biwaku udajemy spowrotem na dół do Kazbegi skąd wracamy do Tibilisi i dalej drogą lotniczą do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie – kaniony|Tomasz Jaworski, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/U&amp;gt;, Henryk Tomanek, Justyna oraz koledzy z innych klubów|10  - 18 08 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działaliśmy (w różnych składach osobowych) w kanionach: Bianco, Pielungo, Cosa, Foce, Alba, Ronc, Simon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie pogoda piękna co w przypadku penetracji kanionów ma kluczowe znaczenie. Wiele różnorakich zjazdów na linie ale również ciekawych skoków i toboganów. Równolegle działała grupa turystyczna poznając ścieżki i szlaki w rejonie naszej działalności. Pogoda była dobra i każdy mógł się poczuć zadowolony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Goll'2019|)|27 07 - 17 08 08 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis tu: http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/goll-2019&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Alpy Bawarskie - Zugspitze|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr (os. tow.), Ania (os. tow)|10  - 12 08 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zugspitze (2962) jest najwyższym szczytem Niemiec. Wyjscie z Hammersbach przez wąwóz Hollental następnie krótko po lodowcu i podejście ferratą od strony pn. - wsch. ciekawą formacją skalną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Goll - feralna &amp;quot;wyprawa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 02 08 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem kilka dni czasu więc postanowiłem wyskoczyć na kilka dni (tzn. na jakąś akcję) do kolegów eksplorujących jaskinie w masywie Goll. Od samego początku prześladowało mnie jakieś fatum (choć nie jestem przesądny). Oprócz korków na drodze, w tunelach pod Wiedniem zresetowal mi się telefon, który pożyczyłem od Esy (z nawigacją) a nie miałem do niego PINu. Na szczęście mapę Austrii mam trochę w głowie więc o zmierzchu dotarłem do Barrenhutte gdzie w aucie spędziłem noc. Gorsze czekało mnie na zajutrz. W mżawce dochodzę do lądowiska. Jakoś nie otworzył mi się ślad podejścia w GPSie więc idę wg tego co pamiętałem. Nie wstrzliłem się w &amp;quot;ścieżkę&amp;quot; (cudzysłów, gdyż to zbyt szumna nazwa dla tego śladu w trawie). Po przejściu stromych traw jestem kompletnie mokry ale udaje mi się wydostać do oczek wodnych w kanionie opadającym z góry. W tym też miejscu ustabilizował się pułap chmur ograniczając widoczność. W dodatku dopada mnie totalna amnezja. Nie potrafię w tych warunkach dotrzeć do lin. Deszcz się nasila (wg prognoz miał padać dzień wcześniej) więc odpuszczam mając na uwadze dystans, który musiał bym jeszcze pokonać. Schodząc natrafiam na &amp;quot;ścieżkę&amp;quot; i jakoś wygodnie wracam na lądowisko. Stąd tuż pod pułapem chmur na prawo od oczek dostrzegłem czarny otwór w ścianie tuż poniżej stromego lasku. Byłem i tak mokry a do wieczora zostało jeszcze kilka godzin. Wracam do auta po kawałek liny wspinaczkowej (zawsze wożę ja w aucie) i ponownie startuję do góry tym razem już właściwą &amp;quot;ścieżką&amp;quot;. Przy pomocy liny udaje mi się dostać do tego otworu lecz jak się wkrótce okazało była to tylko wnęka skalna o czarnych ścianach. Zaspokoiłem jednak ciekawość i rozwiałem swoje wątpliwości. Potem nadchodzi burza i ulewny deszcz utwierdzając mnie w słuszności podjętej decyzji.  Kolejną noc śpię w aucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następny dzień pogoda była piękna lecz wyjście do Zakrystii stało się już bezsensowne z uwagi na brak czasu (w sobotę chciałem już schodzic więc wyjście na jeden dzień mijało sie z celem). W aucie na wszelki wypadek miałem rower górski więc pojechałem ciekawą, szutrową drogą do górnego Jochalmu a potem pieszo (rower schowałem w kosówkach) na szczyt Schneibstein (2276). Rozlegają sie stad piekne widoki na &amp;quot;naszą&amp;quot; dolinę a także na Hagengebirge. Przełęcz i góra stanowią granicę austriacko - niemiecką. Tu dopadło mnie kolejne nieszczęście. W trakcie schodzenia tuż przed przełęczą zauważam brak aparatu fotograficznego. Wracam niemal pod sam szczyt (do miejsca gdzie wg mojej pamięci go jeszcze miałem) i nic, nie znalazłem. Jeżeli ktoś przypadkiem znajdzie czerwony Lumix to będę wdzięczny. Przygnebiony stratą wracam do ukrytego roweru i rozpoczynam cudowny zjazd do Barrenhutte (razem 1800 m deniwelacji). Tu zaprzjaźniony Niemiec (biwakował w kamperze obok mnie) wysłał SMS i dzięki temu odzyskałem PIN do telefonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastepny świt znów zaczął się deszczem a i miejsce nie było przenaczone do kampingu (teren jest prywatny). Wracam więc trochę zdegustowany do domu brnąc w niezliczonych korkach (na szczęście niezbyt długich). Wyjazd trochę hazardowy lecz i tak nie moge narzekać bo jak się zrzymać na godziny spędzone w górach. Zdjęć z oczywistych powodów brak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Ciąg dalszy nastąpił. Napisałem do schroniska w sprawie aparatu fot. Ktoś znalazł aparat i dostarczył do schroniska. Otrzymałem go pocztą i tu kilka zdjęć z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FGoll1''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - dolinki krakowskie rowerem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 07 2019}}&lt;br /&gt;
Na rowerach górskich jedziemy z Czubrowic niebieskim szlakiem rowerowym, który zatacza koło przez Jerzmanowice, dol. Będkowską, Szklarki i Racławki. Trasa miejscami dość trudna o charakterze górskim. W wielu miejscach słabo oznakowana. Ponadto upał. Teren jednak przepiękny pod wieloma względami. Kilka ciekawych zjazdów (na jednym oniemal wylądwał bym w potoku).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FDolinkiKrakowskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie - szarpanie mułów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), towarzyszyli nam: Pavel Bosák (Geologický ústav AV ČR), Szymon i Zuza|2019-07-17}}&lt;br /&gt;
Szybka akcja, mająca na celu pobranie próbek mułu do badań paleomagnetycznych z okolic biwaku. Na szczęście ilość potrzebnego materiału była dużo mniejsza, niż poprzednio w Śnieżnej Studni. Rozglądamy się również w poszukiwaniu innych miejsc, z których potencjalnie można by pobrać próbki. Oprócz licznych ciasnych korytarzyków i zapieraczkowych szczelin, odwiedzamy też słynne sale - Mastodonta, Humbaków, Kutaśnik. Bez wątpienia jaskinia Niedźwiedzia jest najpiękniejszą jaskinią w Polsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mini Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, os. tow., Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski |12 -14 07 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis Grzegorza z Jaskini Śnieżnej: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy w Dolinę Małej Łąki, przy dobrej pogodzie, około godziny 7. Dojście do otworu zajęło nam około 2h i obyło się bez problemów. Dzięki wyraźnej ścieżce i znakom na skale znaleźliśmy otwór za pierwszym razem. Wyraźnie czuć było chłodem od lodospadu na początku jaskini. Przebraliśmy się i zaczęło się schodzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała akcja zajęła nam około 11h. Na początek wspomniany lodospad. Czekałem na niego z ciekawością bo nigdy wcześniej nie widziałem lodospadu ale… nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak się nastawiałem. Pomimo tego ilość śniegu i lodu jest naprawdę spora. Spore wrażenie za to wywarła na mnie Wielka Studnia. Zjazd nią był naprawdę ciekawy i długi. Fajne miejsce. Wyjście nią niestety było mniej ciekawe… ale o tym później. Z krótkim szukaniem drogi na samym końcu, doszliśmy do Suchego Biwaku gdzie zastanawianie się (połączone z odpoczynkiem) trwało dość długo i zakończyło się decyzją o powrocie. Chyba byliśmy już nieco zmęczeni a z tyłu głowy mieliśmy podejście w górę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście szło nam dość szybko. W Wodociągu spotkaliśmy jeszcze jedną ekipę która też już zbierała się do wyjścia.&lt;br /&gt;
Deporęczowanie przypadło mi w udziale i raczej też szło bez problemów… aż do Wielkiej Studni. Osoba idąca przede mną zaproponowała żeby przywiązać wory na końcu liny i wciągnąć je na koniec, zamiast wnosić. Bardzo szybko przystałem na ten pomysł… ale jak osoba przede mną była już całkiem wysoko zacząłem zauważać złe strony tego rozwiązania. Wory z liną były dość ciężkie… i zacząłem się obawiać rozwiązywania przepinki pod obciążeniem worów. Ten problem udało się dość zgrabnie rozwiązać podnosząc nieco wory i wieszając je na wyblince odciążając przepinkę. Poważniejszą sprawą okazały się dodatkowe lin w ilości 3 sztuk które wysiały w studni. Jak wyszedłem na samą górę i zaczęliśmy wciągać wory okazało się że na przepince zaplątały się z pozostałymi linami… Cóż, pozostały jedynie wrócić się po nie do połowy studni (co średnio nam się uśmiechało) albo… zaczekać aż ekipa za nami podejdzie do nich i prosić ich o pomoc. Na szczęście ten wariant nie trwał bardzo długo i obyło się bez wracania. Najlepiej uczy się na własnych błędach :) Reszta deporęczowania poszła już bez problemowo. Na powierzchni byliśmy po zmierzchu.&lt;br /&gt;
Szybkie przebieranie i zejście w dół. Szło się przyjemnie choć Dolina Małej Łąki była dla mnie baaaardzo długa :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A tak wyjście widział Maciek: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy planowaniu akcji jaskiniowej w górach najważniejszym czynnikiem, który należy brać pod uwagę to pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Żadna prognoza nie daje 100% pewności ale wszystko wskazuje na to, że akcje jaskiniowe planowane na piątek i niedzielę mogą dojść do skutku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognoza na dziś ? Słońce i tylko słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na dziś ? Jaskinia Śnieżna - suchy biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze przed przyjazdem pakowanie. Wory, karabinki, sprzęt osobisty i ponad 400 metrów liny. Pierwsza nasza akcja, na którą bierzemy tyle sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Worowanie lin i pakowanie trwa do 2 w nocy. 6 rano pobudka, szybkie śniadanie i o godzinie 7 wyjazd z bazy noclegowej. Kilkanaście minut później ruszamy z Doliny Małej Łąki w poszukiwaniu Jaskini Śnieżnej. &lt;br /&gt;
Po 25 minutach docieramy do Wielkiej Polany Małołąckiej. Zaraz za polaną schodzimy z głównego szlaku i po niespełna 2 godzinach jesteśmy na miejscu. W tym czasie pokonujemy dystans siedmiu kilometrów i prawie osiemset metrów wzrostu wysokości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy raz przygotowania do wejścia się przedłużają. Ktoś zapomniał skarpet, kolejny zapasowej czołówki... Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Biedak bez skarpet musiał nauczyć się wiązać &amp;quot;onuce&amp;quot; z bandaży, a zapasowa czołówka znalazła się w innym plecaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed wejściem padło standardowe hasło: &amp;quot;Kto ma. Niech sprawdzi czy ma zakręconą deltę&amp;quot; i o 10:50 rozpoczynamy akcje. Na marginesie warto wspomnieć, że Delta jest niezbędnym elementem uprzęży i jej brak nie pozwala na udział w liniowej akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczynamy poręczowanie. Po zjechaniu kilku metrów nagły spadek temperatury, śnieg a po chwili lodospad. Zazwyczaj w tatrzańskiej jaskini temperatura jest stała, w granicach 4 ST.C. Temperatura w okolicach otworu jest zależna od pory roku i lokalizacji. Latem powinno być cieplej ale przez zalegający śnieg i lód w tej jaskini temperatura jest niższa,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby jak najszybciej minąć strefę lodu przyspieszamy i jeden za drugim poruszamy się w dół. Po Lodospadzie przychodzi czas na Wielką Studnię. Jest to najgłębsza studnia do której dotychczas zjeżdżamy. Kolejna nowość. Zjeżdżamy na linie 9 mm. Pod obciążeniem wygląda na 8 mm. Znamy wytrzymałość lin, testy zrywania, statystyki i wiemy, że częstszym wypadkiem jest uraz spowodowany spadającym kamieniem niż zerwaniem liny ale wyobraźnia pracuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja idzie bardzo sprawnie. Po 5 godzinach jesteśmy na Suchym Biwaku. Mamy jeszcze chwilę czasu i rozważamy możliwość dalszego zwiedzania jaskini ale po krótkiej analizie &amp;quot;za&amp;quot; i &amp;quot;przeciw&amp;quot; postanawiamy wracać. Jeszcze chwila na mały biwak, dla niektórych krótka drzemka i ruszamy w drogę powrotną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed 22 jesteśmy na powierzchni. Cała akcja zajęła 10:51 min, a droga powrotna okazała się dużo szybsza niż to przewidywaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodząc z otworu zastaje nas piękny widok. Nie ma chyba piękniejszego widoku w górach jak zachód słońca nad panoramą rozświetlonego miasta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy przebrani. Liny zabezpieczany pod otworem, bierzemy sprzęt osobisty i o 22:10 ruszamy do bazy. Po 2 godzinach jesteśmy na miejscu. Jest już sobota. Jutro wolne więc można uczcić kolejną udana akcje. Co znaczy świętowanie akcji? Zjeść wszystko co zostało w lodówce, wypić dwie herbaty i uciec spać.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis Maćka z Jaskini Czarnej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dniu pełnym wrażeń przychodzi czas na odpoczynek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognoza pogody sprawdza się w 100% i  w sobotę mamy załamanie pogody.&lt;br /&gt;
Odpoczywamy na bazie. Momentami za oknem ściana deszczu, a jutrzejsze plany stoją pod znakiem zapytania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po naradzie zapada decyzja. Szykujemy się na akcję, a rano zobaczymy co będzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Większość dnia mija na leniuchowaniu, spaniu  i jedzeniu. &lt;br /&gt;
Instruktor nie mógł pozwolić aby cały dzień minął nam na próżnowaniu więc wieczorem dostajemy wykład pt.: &amp;quot;Rejony krasowe świata&amp;quot; &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy godziny mija w mgnieniu oka i już późnym wieczorem ostatecznie pakujemy się do jutrzejszego wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całą noc zlewa. Niemal pewne, że akcji nie będzie, a jak będzie to dojście nie będzie należało do najprzyjemniejszych. Chwilę po 5 scena jak z filmu. Nagle przestało padać. Jakby ktoś zatkał korek!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak już nie śpimy to wstajemy. Pakujemy wszystkie rzeczy, śniadanie, toaleta i ruszamy do doliny Kościeliskiej. Parę minut po 7 ruszamy do otworu. Jest to nasz druga akcja do Jaskini Czarnej więc tym razem nie szukamy otworu tylko pewnie idziemy do celu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pięć kilometrów i 400 metrów przewyższenia pokonujemy w 1:14 min.Tym razem biwak jest szybki. Część ubrań jaskiniowych mamy na sobie. Zakładamy kombinezony i o 8:50 rozpoczynamy akcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem robimy trawers Czarnej. Informacje o długości przejścia są bardzo różne. Z jednego źródła wynika, że sama akcja zajmuje 5 godzin. Legendy głoszą, że 12 a jeszcze ktoś podaje rekordowy czas przejścia 3 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Patrząc na ilość wziętych lin przyjmujemy średnią. 100 m na 4 osoby!  Max 6 godzin... To będzie jakaś &amp;quot;popierdułka&amp;quot; a nie poważna akcja...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trawers Czarnej polega na wejściu jednym otworem i wyjściu innym. Taktyka jest taka. Pierwsza dwójka poręczuje i posuwa się dalej, a ogon deporęczuje. W wolnej chwili jedna z osób zamykających akcję dostarcza liny. Generalnie mają za zadanie nas dogonić aby zapewnić ciągłość akcji. W połowie jaskini zmiana ról i walczymy dalej. Jak dla mnie Trawers Czarnej okazał się najlepszą akcją jaskiniową, w której dotychczas brałem udział. Jeszcze tak dobrze się nie bawiłem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warto wspomnieć o małym drobiazgu. Nasza &amp;quot;popierdułka&amp;quot; trwała grubo ponad 12 godzin i okazała się najdłuższą akcją jaskiniową w jakiej dotychczas braliśmy udział.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Standardowo wyjście z jaskini wita nas zachodem słońca. Już na powierzchni aby dostać się w bezpieczne miejsce musimy jeszcze  poruszać się w asekuracji linowej. Następnie kierujemy się w stronę czerwonego szlaku, Kościeliska i do samochodów. Uwzględniając asekurację linową zejście zajmuje 1:30 min. Oczywiście wszyscy zadowoleni z zakończonej akcji. Mamy 21:13. Jutro do pracy. Czeka nas jeszcze kilka godzin podróży więc po szybkiej zmianie ubrań ruszamy do domu. Trochę szkoda żegnać się z Tatrami ale z niecierpliwością czekamy na kolejne akcje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Ptasia Studnia - Pustynna Burza|Stanisław Dacy, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Magda Sarapata, Adam Tulec|12 -13 07 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjście jaskiniowe w ramach planowanego wyjazdu kursowo-rozgrzewkowego przed wyprawą. Pierwotny pan zakładał dwa dni akcji przeplatanych taternicko-kursowych i jeden dzień tylko taternicki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nadchodzące prognozy pogody nie napawały chęcią do działania. Z kilku opcji decydujemy się w końcu na zrobienie dużej akcji w piątek/sobotni poranek, kiedy jeszcze pogoda miała nie być zła i odsypiać w czasie, kiedy będzie lało. Plan zrealizowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Magda, Staszek i Adam, z pomocą Mateusza, spakowali nas do jaskini w czwartek. Łącznie zabieramy liny tak żeby starczyło na dojście do Wielkiego Kłamcy. Żeby nas odlekczyć, Mateusz pożyczył nam swój zestaw ultracienkich i lekkich lin oraz karabinków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy późnym rankiem. Bez pośpiechu drepcząc do góry: Dolina Kościeliska, Adamica, Piec, Wodopój… kolejno mijamy znajome punkty. Zejście ze szlaku w kierunku jaskini Marmurowej i nareszcie odbicie w stronę Jaskini Ptasiej. Dochodzimy pod zjazd do otworu. Przebieramy się i po godzinie 15 wchodzimy do jaskini. Pierwsza Studnia Zlotowa na rozgrzewkę, druga na wzmocnienie psychiki – tym razem podwójnie:] Bo wrażenie robi jak zwykle zjazd przez szczelinę w spągu do Studni 40-stki, dodatkowo spotęgowany pierwszym w życiu zjazdem na linie 8.5. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne trzy zjazdy i trafiamy nad Studnię z Mostkiem Piratów. Łukasz szybko znika w okienku w połowie zjazdu, a za nim cała reszta. Stajemy pod Pustynną Burzą. Na jej szczyt doszliśmy w trójkę – Łukasz, ja i Adam. Staszek decyduje się zostać z Magdą, której nasilił się ból brzucha. Szybko zdecydowaliśmy, że nie zostawimy tej dwójki samej i rozpoczynamy odwrót. Przeklinamy trochę na oporęczowanie Pustynnej Burzy, które w dół daje się bardziej we znaki, niż w górę i dołączamy do reszty. Wychodzenie idzie nam sprawnie, nawet za bardzo nie marzniemy. Na powierzchni ku naszej uciesze jest sucho i nie pada. Jest 2 w nocy. Nietoperze wlatują i wylatują z otworu na nocne łowy, dlatego czym prędzej schodzimy im z drogi. Zdecydowaliśmy się na powrót drogą podejścia, trochę dłuższą, ale w ciemnościach bardziej pewną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wejściu na szlak zaczyna świtać. Około 4:30 w okolicach pieca słyszymy huk spotęgowany echem. Czy to jakiś obryw? Może skała gdzieś spadła? Nie wiemy. Robimy trochę częstsze przerwy niż zwykle, każdy próbuje uszczknąć choć minutkę snu, nim ktoś inny zarządzi koniec odpoczynku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodząc z doliny spotykamy pierwszych turystów, na bazę trafiamy około 6, pierwszy deszcz zaczyna padać dopiero po wyjściu z auta. Udało się, nie zmokliśmy. Jedzenie, mycie i spanie przerywane tylko kolejnymi falami ulewy uderzającej o dach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kajakiem po Sztole|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 07 2019}}&lt;br /&gt;
Dolina Sztoły należy do bardzo ciekawych i pięknych zakątków Jury. Rzeka jest dopływem Białej Przemszy. Byliśmy w tym rejonie na rowerach i nie co przypadkowo wjechaliśmy na przystań kajakarską w Bukownie. 3,5 km spływu wartkim nurtem w głęboko wciętej dolinie dostarcza sporo wrażeń. Na rzece nie można się nudzić, prąd szybko niesie i wymagania są ciut większe niż na leniwych rzekach (choć to odcinek turystyczny).  Potem jeszcze robimy przechadzkę wysokim brzegiem „pod prąd&amp;quot; by dostać się do rowerów zostawionych na starcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSztola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mini Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski |29 06 - 01 07 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Jaskinia Pod Wantą (Kamil):'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wypadzie do naszej pierwszej jaskini w Tatrach (Jaskinia Czarna), przyszła pora na mini obóz na Polanie Rogoźniczańskiej PZA. Plan dość ambitny, celem jest zaliczyć 3 jaskinie w 3 dni. Wraz z Michałem jako pierwsi dojeżdżamy na jeszcze oficjalnie nie otwartą polanę i okazuję się, że jesteśmy pierwszymi gośćmi w tym roku :) witamy się z gospodarzami i czekamy na resztę ekipy. Pakujemy sprzęt do późnej nocy, w planach Jaskinia pod Wantą. Planowane wyjście o 7.00, więc snu nie zostało zbyt wiele (jak się okazało później tak juz było do końca naszego wyjazdu). Śniadanie, pakowanie reszty ekwipunku i o 7.15 wyjście z polany. Pogoda piękna, słonecznie. Nasza ekipa liczy 6 osób (wliczając Zjawę :) ).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tempo podejścia było żwawe, dało się odczuć kilogramy niesione na plecach. W trakcie marszu nasz instruktor Mateusz dzielił się z nami swoją wiedzą o topografii Tatr (Kończysta, Zawiesista,... i tak dalej i tak dalej wbijamy sobie do głowy). Po drodze mijamy jeden strumyk na szlaku, gdzie uzupełniamy zapasy wody. Teraz zaczyna się podejście. Kamienie i kamienie, jeden odcinek z łańcuchami i prawie jesteśmy u celu. Jeszcze tylko krótki odpoczynek z widokiem na Giewont i ostatni odcinek pokonujemy poza szlakiem szukając otworu wejściowego do jaskini. Kamil czyta opis, Michał używa GPS-a, a Maciek &amp;quot; czuje &amp;quot;, że jaskinia jest tuz tuż :). Tym sposobem bez problemu znajdujemy wejście. Jest godzina 10.50. Dojście zajęło nam trzy i pół godziny. Dystans ośmiu kilometrów, pełne plecaki, przewyższenie prawie kilometrowe dało się odczuć. Teraz przygotowanie do zejścia do jaskini. Kierownikiem wyprawy jest Michał, który sprawnie podzielił między nami obowiązki. Rozdysponowanie worów i startujemy. Nie za szybko, nie za wolno bo o 11.33 zaczynamy pierwsze poręczowanie. Tempo poruszania się po jaskini chyba sprawne, gdyż był czas nawet na późniejsze gotowanie barszczu :). Zjazd &amp;quot;dzbanem&amp;quot; zrobił na wszystkich wrażenie. Zeszliśmy na samo dno, a nawet w 3 osoby poszliśmy o krok dalej, w miejsce, gdzie nikt z naszej całej ekipy nigdy nie był. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15.00 została podjęta decyzja o wyjściu na powierzchnie. I znowu &amp;quot;dzban&amp;quot; tyle, że tym razem w górę. Ostatnia osoba deporęczująca wyszła na powierzchnie o 17.35.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drogą powrotna zajęła nam godzinę krócej. Ale były ku temu pewne powody (sprzęt zdeponowany koło jaskini, droga w dół i pragnienie zimnego piwa:), a sklep otwarty tylko do 20.45). Zdążyliśmy tuż przed zamknięciem, a dokładnie byliśmy w sklepie o 20.38 :), szybkie zakupy i powrót na polanę. Smażenie kiełbasek przy ognisku, zimne piwko i rozmowy o jaskiniach sprawiły, że bardzo szybko zrobiło się późno. Znowu się nie wyśpimy :) Ale jutro Jaskinia Wielka Litworowa :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Jaskinia Pod Wantą oczami Maćka''':&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątkowe przygotowania do dzisiejszej akcji trwały do późnej nocy. Chyba standardem jest, że na tego typu wyjazdach sen odgrywa drugoplanową rolę. Wczesnym rankiem pobudka, śniadanie ostateczne pakowanie i o 7:15 wychodzimy z obozu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojście do otworu zajmuje trzy i pół godziny. Dystans ośmiu kilometrów nie wydaje się dużym wyzwaniem gdyby nie masa sprzętu, który musieliśmy zabrać i prawie kilometrowa różnica wysokości między obozem a otworem jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 10:50 jesteśmy na miejscu. Standardowo przygotowanie do zejścia zajmuje kilkadziesiąt minut i ostatecznie o 11:33 rozpoczynamy akcję jaskiniową. Cała akcja posuwała się o tyle sprawnie, że ekipa miała czas na biwak i przygotowanie barszczu z tortelini.:D Oczywiście barszcz był z torebki.;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O godzinie 15:00 została podjęta decyzja o zakończeniu akcji. Ostatnia osoba dotarła na powierzchnię o 17:35.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga powrotna do obozu trwała godzinę krócej. Złożyło się na to kilka czynników. Sprzęt na kolejny dzień został w górach, droga powrotna prowadziła w dół  no i chyba najważniejsze, lokalny sklep był otwarty do 20:45. Dotarliśmy o 20:38. W obozie paliło się już ognisko. Nocne rozmowy z bardziej doświadczonymi grotołazami nie miały końca i ostatecznie postanowienie, że dzisiaj się wyśpimy prysło jak bańka mydlana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Jaskinia Wielka Litworowa (Maciek)''':&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Harmonogram wyjść jaskiniowych ustalony jeszcze przed wyjazdem w Tatry nie przewidywał akcji jaskiniowej w drugim dniu obozu. Mieliśmy odpoczywać, a w tym czasie działać mieli klubowi Taternicy. Na szczęście zmiana decyzji świadczy o ciągłości dowodzenia i harmonogram uległ zmianie. Po poprzedniej akcji jaskiniowej nastroje były pozytywne, sprzęt został w górach więc część drogi przebyta będzie na lekko. Jeszcze przed zejściem dostaliśmy informację, że o świcie dotrze wsparcie i tą wiadomością ostatecznie plan jaskiniowy na następny dzień został &amp;quot;klepnięty&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aby w pełni wykorzystać uroki obozowego życia nie mogło zabraknąć ogniska, integracji i niekończących się opowieści. Mimo zmęczenia biesiada trwała jeszcze długooooo po północy...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5:00 pobudka, śniadanie, pakowanie, poranna toaleta i podobnie jak poprzedniego dnia parę minut po 7 ruszamy z obozu. Aby urozmaicić podejście do otworu tym razem jedziemy samochodami w okolicę Doliny Małej Łąki i stamtąd o godzinie 8:34 ruszamy na szlak. Po 40 minutach docieramy na Przysłop Miętusi i od tego momentu poruszamy się tym samym szlakiem co dnia poprzedniego. Dystans 9 kilometrów i prawie kilometrowe przewyższenie zajął nam 3:15 min. W tym czasie odbiliśmy ze szlaku po wcześniej zostawiony sprzęt i na nowo przygotowaliśmy całość do nowej akcji jaskiniowej. Biorąc pod uwagę dodatkowy czas na worowanie lin i fakt, że kolejna jaskinia była położona dalej od poprzedniej czas podejścia był bardzo dobru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W okolicach 11:30 rozpoczęła się akcja jaskiniowa. Wszystko szło sprawnie do II Pięćdziesiątki gdzie intuicja trochę nas zawiodła i większy korytarz okazał się niewłaściwą drogą. W miarę szybo zorientowaliśmy się o pomyłce i po chwili byliśmy na właściwej drodze. Do pokonania pozostał jeszcze tylko I Płytowiec i jesteśmy na miejscu. Na miejscu po krótkim odpoczynku część zespołu postanowiła wracać, a pozostała ekipa &amp;quot;poszła&amp;quot; szukać II Płytowca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z czasem na nadprogramowe zwiedzanie akcja zajęła 8 godzin. Z otworu wyszliśmy w okolicach 20. Naszym oczom ukazał się piękny widok powoli zachodzącego słońca. Może przez te słońce, a może ze zmęczenia postradaliśmy zmysły i wpadliśmy na pomysł aby znowu zostawić sprzęt w górach i następnego dnia wrócić do jaskini Marmurowej. Wtedy Mateusz ( samych imion chyba RODO nie obejmuje ? :D ) widząc, że chcemy iść do kolejnej jaskini zaproponował jeszcze bardziej szalony pomysł !!! Zaczął tak &amp;quot; Nadkładając półtorej godziny drogi, kierując się przez Czerwone Wierchy...&amp;quot; Po tej przemowie decyzja zapadła. Następnego dnia idziemy do Ptasiej Studni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na silny wiatr i zapadający zmrok przejście przez Czerwone Wierchy było męczące ale i to nie ostudziło naszego zapału. Do obozu dotarliśmy w okolicach pierwszej. Tym razem nie było już posiedzenia tylko szybka analiza planu Ptasiej i marsz &amp;quot;zombie&amp;quot; do namiotów aby przynajmniej parę godzin się przespać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Jaskinia Ptasia Studnia (Kamil)''':&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia mini obozu weszliśmy do Jaskini Wielkiej Litworowej. Po wyjściu podjęliśmy decyzję o zdeponowaniu sprzętu w celu wejścia następnego dnia do Jaskini Ptasiej Studni. Więc podejście szykowało się na lekko :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień. Wyjście do Jaskini Ptasiej zaplanowaliśmy na 8.30, gdyż z poprzedniej jaskini wróciliśmy o 1.00 w nocy. Ekipa liczy 5 osób. Pogoda znowu słoneczna, temperaturę dało się odczuć przy podejściu (mimo lekkich plecaków). Z Doliny Kościeliskiej skręcamy na czerwony szlak, którym dzień wcześniej schodziliśmy i przy którym zdeponowaliśmy sprzęt. Pot się leje. Woda w butelkach szybko znika, ale wiemy, że po drodze jest magiczne źródełko z wodą :) tam robimy krótki postój w celu uzupełnienia zapasów wody. Kolejny jest przy zdeponowanych rzeczach. Szybkie worowanie lin, rozdzielenie worów i już jesteśmy w drodze do miejsca zjazdu do otworu jaskini. Trawersujemy zbocze i docieramy do zalegających w cieniu pokładów śniegu. Szybkie zjazdy na tyłkach, kilka zdjęć i znowu w drodze po zdobycie naszej trzeciej na tym wyjeździe jaskini. Docieramy do miejsca zjazdu pod otwór. Zjeżdżamy, ostatnia osoba ściąga linę założoną na złodzieja. Nie obyło sie bez problemów ze ściągnięciem jej, gdyż węzeł nie chciał tak łatwo do nas zejść.  Dojście pod otwór zajęło nam 4 godziny, pokonując prawie 12 kilometrów i zdobywając jakieś 1100 metrów przewyższenia. Mimo nabierania doświadczenia przy przygotowywaniu się do wejścia, nie poszło nam to tak jak zakładaliśmy. Zmęczenie dwoma poprzednimi akcjami dawało się odczuć. Cel to: Sala Dantego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście zaczynamy przed godziną 14. W Studni Zlotowej musieliśmy połączyć dwie liny co nie było zbyt łatwe ze względu na małe doświadczenie w tej czynności. Ale po chwili wszystko już było gotowe i akcja dalej sie toczyła. Kolejny etap to Studnia 40-tka. Jej wejście to szczelina z ostrymi krawędziami. Tu trzeba naprawdę odpowiednio założyć stanowisko zjazdowe. Działamy sprawnie. Kolejna Studnia Palidera kończy się wahadłem do okna, które prowadzi do Sali Dantego. Dojście zajęło nam około 2,5 godziny. Krótki odpoczynek i zdjęcia. Szybka analiza sztafetowej metody deporęczowania jaskini i zaczynamy wyjście na powierzchnie. Od wejścia do wyjścia minęło 4,5 godziny. Po dotarciu na powierzchnie nadeszły czarne chmury. Jak sie później okazało burzowe jak przewidywały sms-owe alerty pogodowe. Czekał nas teraz czterowyciągowy zjazd progiem do doliny Miętusiej i pokonanie lasu Wantule.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Burza na szczęście tylko otarła się o nas, kilka minut popadał niezbyt duży deszcz. Zjechaliśmy bezpiecznie do podstawy progu Mułowego. Nadeszła noc. Pokonanie w ciemnościach lasu Wantule nie było takie łatwe, a i te pokrzywy :) Ale nasz przewodnik Mateusz dzielnie nas prowadził wąską ścieżką. Mokre podłoże nie ułatwiało zejścia. Dotarliśmy do szlaku, którym doszliśmy do doliny Kościeliskiej, skąd dalej na Polane Rogoźniczańską. Powrót zajął nam jakieś cztery godziny. To była super dla wszystkich przygoda. Oby więcej takich przeżyć.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
To był super wyjazd, 3 jaskinie w 3 dni. Bez dnia odpoczynku, bez odpowiedniej ilości snu, z wieloma wyjaśnieniami spornych sytuacji, które tylko Nas budują. Czuję, że ta ekipa z kolejnymi wyjazdami staję się tylko silniejsza i bardziej ze sobą zżyta. Oby tak dalej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I jeszcze raz '''Jaskinia Ptasia Studnia tym razem w relacji Maćka''':&lt;br /&gt;
Gdy po trzech dniach gorączka nie mija to już wiesz, że złapałeś &amp;quot;bakcyla&amp;quot;. Tak jest z nami. Nikt nie myśli o zmęczeniu tylko o kolejnej akcji jaskiniowej. Tego dnia wyjście zaplanowane jest na 8:30. Niby późno ale biorąc pod uwagę fakt, że wróciliśmy po 1 w nocy, a cały sprzęt czeka na nas w górach to i tak bardzo wcześnie. O dziwo każdy był gotowy do drogi przed ustaloną godziną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z polany Rogoźniczańskiej ruszamy w stronę Doliny Kościeliska, następnie odbijamy na czerwony szlak prowadzący na Czerwone Wierchy. Idziemy na &amp;quot;lekko&amp;quot; ale wysoka temperatura nie ułatwia podejścia. Maksymalna temperatura zarejestrowana na szlaku w tym dniu wynosiła 37 ST.C. Chwile odpoczynku spędzamy w cieniu, chłodząc się i pijąc hektolitry wody. Dwie przerwy zasługują na szczególną uwagę. Przy źródełku spędziliśmy kilka miłych chwil z turystami podążającymi tym szlakiem ,a w dolinie Mułowej na pokładach zalegającego śniegu urządziliśmy zawody w zjeżdżaniu na tyłku. Wygranych nie było ale zabawa dodała pozytywnej energii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po czterech godzinach docieramy pod otwór jaskini. W tym czasie przeszliśmy prawie 12 km i pokonaliśmy ponad 1100 metrów różnicy wysokości. Sporo emocji i niepewności przyniosło ściąganie liny, którą zjeżdżaliśmy pod otwór. Za każdym razem lina blokowała się w jednym miejscu. Na nasze szczęście koniec liny zawsze był w naszym zasięgu i ostatecznie za kolejnym razem lina spadła. Bez tej liny rozpoczęci akcji jaskiniowej byłoby niemożliwe. Wejście rozpoczynamy przed 14. Ze względu na drobne problemy akcja utknęła na dłuższą chwilę przy łączeniu lin. Ostatecznie problem zostaje rozwiązany i już pełną parą posuwamy się do &amp;quot;przodu&amp;quot;. Dotarcie do Sali Dantego zajmuje około 2,5 godziny. Na miejscu chwila odpoczynku, czas na zdjęcia i analizę jak przeprowadzić odwrót. Pierwszy raz stosujemy &amp;quot;sztafetę&amp;quot; w deporęczowaniu jaskini. Jak dla mnie najlepsza metoda jaką dotychczas stosowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość akcji zajęła około 4,5 godziny. Pierwszy raz po wyjściu z jaskini czekało nas zaskoczenie. Na horyzoncie czarne chmury czyli coś całkiem odmiennego jak to z czym żegnaliśmy się rozpoczynając wejście. W telefonie właśnie odezwał się kolejny alert informujący o załamaniu pogody. Aby znaleźć się w bezpiecznym miejscu musimy zjechać na linach kilkaset metrów w dół. Nie marnujemy czasu. Gdy część osób się przebiera inni zajmują się przygotowaniem zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie odwrotu wiatr się wzmógł. Po chwili zaczął padać deszcz, a w najbliższej okolicy błyskawice sypały się z nieba.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy trzecim zjeździe usłyszałem coś co pamiętam do dziś. Nie mógł tego powiedzieć nikt inny jak &amp;quot;Zjawa&amp;quot; D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot; ... a jeśli smutny los tak sprawi, że śmierć przyjdzie zanieście pęki róż i wszystkie moje pieśni umiłowanej mej...&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było to dziwne ale bardzo pozytywne. Po około 40 minutach wszyscy byliśmy bezpieczni na dole. Wtedy na usta sam pchała się dalsza część piosenki:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;... Niech któryś z Was odwiedzi wyspę Syren. Niech krzyknie pośród fal, że do nich nie przypłynę bo walka jeszcze trwa...&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla nas faktycznie walka jeszcze trwała. W między czasie deszcz ustał ale zapadł już zmrok. Do pokonania mieliśmy las Wantule przez, który prowadziła tylko jedna właściwa ścieżka. Noc nie ułatwiała drogi powrotnej. Olbrzymie pokrzywy parzyły nawet przez ubranie, buty grzęzły w błocie a ślady niedźwiedzia dodały jeszcze więcej pikanterii naszej wędrówce do obozu. Powrót zajął około 4 godziny. Wszyscy dotarliśmy cali i zdrowi. Na szczęście to nie koniec przygody. Za dwa tygodnie spotkamy się tu znowu i z przyjemnością wrócimy do tego okopu, w którym jakby nie było zaczęliśmy się już urządzać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajzd z Rysów|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|czerwiec 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis temperatura lekko przekracza 20 st. C. W okresie planowania wyjazdu temperatury przekraczały 30 st. C, trzeba, więc było się jakoś schłodzić. Większość pukała się w głowę na moją propozycję wyjazdu ze strachu przed brakiem śniegu. Lecz ja po długich analizach wiedziałem, że da się zjechać, choć bałem się zastanych warunków. Znalazłem tylko 1 szaleńca – „Łukasz, twój pomysł jest tak głupi, że to może okazać się ciekawe”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy dość późno, bo dzień jest bardzo długi. Prognozy są optymistyczne, a zagrożenie lawinowe praktycznie zerowe. Oczywiście zabieramy hulajnogi. Parkujemy bardzo nisko – w Łysej Polanie. Do Moka tłumy. Tłok ustaje dopiero powyżej Czarnego Stawu, choć na sam szczyt szło sporo turystów. Na szczyt docieramy w adidasach i krótkich spodenkach, gdyż decydujemy się podchodzić szlakiem letnim, a nie samą rysą, a trasę dobieramy tak, żeby odcinki śnieżne pokonać w jak najwęższych miejscach. Warunki w rysie widać bardzo dobrze ze szlaku, stąd wiemy, że śnieg jest naprawdę niezły, ale leży na nim sporo kamieni, które spadły ze ściany. Tomek zostawia narty jakieś 50m przed szczytem, ja ok 20m, bo tam kończy się śnieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd przepiękny i jakoś nie odczułem ekspozycji ani stromizny. Śnieg mało rozjeżdżony i słabo wydeptany, nie było też rynien po zsówach śniegu, czego się obawiałem. Nie było też twardo, więc bez większego strachu można był się rozpędzić, szczególnie po wyjeździe z samej rysy. Pod Bulą ściągamy narty by pokonać kilka metrów na nogach i przedostać się do niżej schodzącej linii śniegu wypatrzonej na podejściu, którą zjeżdżamy praktycznie do Czarnego Stawu. Pod schroniskiem przesiadamy się na hulajnogi, ale Tomkowi znów trafia się awaryjna sztuka. Ja za to szybko pokonuję niewdzięczny odcinek asfaltu i czekam na Tomka na parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- warto stale śledzić warunki śniegowe,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- o tej porze roku zagrożenie lawinowe jest marginalne (nie braliśmy lawinowego ABC) – nie mówię, że zrobiliśmy dobrze, czy źle,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nie użyliśmy raków i czekanów (mieliśmy w plecakach),&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na sam zjazd warto ubrać kurtkę, która ochroni przed przetarciami w razie upadku,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wydaje mi się, że z Rysów należy zjeżdżać właśnie o tej porze roku a nie zimą gdy jest tam bardzo lawinowo, a lawiny w tamtym rejonie są szczególnie niebezpieczne,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pewne zagrożenie mogą sprawiać spadające kamienie – nas ominęło, choć turyści przed nami ostrzegali, że widzieli jak się sypało,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- same kamienie na śniegu nie przeszkadzały jakoś mocno, ale trzeba było uważać,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- dzień jest bardzo długi,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wybierając się w weekend należy uzbroić się w cierpliwość do kilkudziesięciu pytań i zaczepek turystów zdziwionych widokiem nart,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jak zwykle polecam hulajnogi, choć uważam zjazd asfaltem za naprawdę niebezpieczny,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- można odpocząć od piekielnych upałów, które ponoć mają wrócić:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy dolną Nidą|Rysiek i Marzena Widuch, Tadek, Basia, Artur, Adam, Tomek Szmatłoch, Aga Witkowska-Szmatłoch oraz Piotrek i Ignaś Witkowscy, Tomek Jaworski z synami, Henryk i Sonia Tomanek wraz z Krzysiem, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde, Bożena Kołodziej, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (w niedzielę), Jan Kempny, Basia Browiec, Jola i Olek Klepek, Jurek i Ewa Bodzenta, Grzegorz Burek wraz z rodziną, Justyna, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka oraz wiele osób znajomych i towarzyszących (w sumie 29 załóg)|28 - 30 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Relacja Damiana:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem Rysiek był patronem spływu po dolnej Nidzie (za co wielkie dzięki). Rzeka może rozleniwiająca lecz w sam raz na taki upał jaki panował. Spływ odbył się na odcinku Pińczów -  Wiślica. Baza spływu w Krzyżanowicach Średnich. Nida wije się tu szeroką doliną pośród pól i łagodnych wzniesień. Były również przygody rzeczne i zapoznanie z ekspozycją na słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Relacja Asi:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy wpływ kajakowy, był rekordowy pod wieloma względami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pierwsze liczby uczestników – 29 kajaków, 59 osób i 1 pies. Pierwsze obawy przed podniesieniem się poziomu rzeki po zwodowaniu wszystkich kajaków i problemów z mijaniem na zakrętach okazały się przesadzone. I absurdalnie, nasza grupa tak się rozciągnęła, że czasami można było mieć wrażenie, że jest się jedynym kajakiem na rzece… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drugie temperatur, które sięgały ponad trzydziestu stopni. Miły wietrzyk i lekka bryza omamiły wielu uczestników, którzy nie przeliczyli dobrze cyferek w filtrze UV na rzeczywiste słońce i wielu z nas, wieczorem wyglądała jak dobrze przypieczona skwarka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po trzecie spokoju rzeki, która tak wszystkich rozleniwiła brakiem ciężkich przeszkód, że wiele kajaków po prostu dryfowała w dół rzeki, pobijając tym samym rekord długości odcinka (czym przyprawili o palpitacje serca właściciela wypożyczalni kajaków…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po czwarte logistyki podczas transportu kierowców i kajaków dla tylu ludzi…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływ przebiegał spokojnie, najbardziej męczące było słońce. Po powrocie na bazę, tradycyjnie odbyło się ognisko, z nieodłącznymi rozmowami, wspomnieniami, śpiewami i grą na gitarze oraz harmonijce. Niebywałą furorę robili najmniejsi uczestnicy - niespełna dwuletni Ignaś i pies Tina (ten pierwszy młodszy, ten drugi mniejszy), obaj podróżujący w kajakach ,,na trzeciego”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia, część osób musiała zrezygnować z kontynuowania spływu z powodu oparzeń słonecznych. Większość ekipy, która zdecydowała się wystartować, wybrała krótszy wariant w obawie przed konsekwencjami upału...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FNida&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Śnieżna Studnia - szarpanie żwirów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Emanuel Soja (SDG), Filip Filar (ST)|26 06 2019}}&lt;br /&gt;
Tym razem celem badań prowadzonych przez Jacka jest wstrząsnięcie fundamentami wiedzy o rozwoju rzeźby naszych kochanych Tatr. W piękny, środowy poranek błyskawicznie docieramy na Wielką Polanę Małołącką, podchodzimy pod otwór i zjeżdżamy na -430 m najgłębszą tatrzańską studnią. Stamtąd ruszamy na poszukiwanie żwirów kwarcowych, nadających się do datowania metodą nuklidów kosmogenicznych. Wprawne oko (nie moje) natychmiast zauważa, że na pewnym etapie dolne piętro jaskini było wypełnione żwirem w całym przekroju korytarza. Na różnych półeczkach w ścianach żwirów jest w tej jaskini nadal obfitość i udało się pobrać podobno całkiem dobry materiał z kilku stanowisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Żabi Koń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|24 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy startuję o 4.00, odbijam do Wisły (co oczywiście wydłuża drogę) po Jasia i szczęśliwie po 5 h dojeżdżamy do Strebskiego Plesa. Stąd rowerami w pół godziny docieramy do Popradskiego Plesa (1500) a dalej już pieszo szlakiem w stronę Rysów. Pogoda do tej pory pięlna, na wysokości Żabiej Doliny zmienia się diametralnie. Zimny wiatr i totalna cwangla. Wiemy mniej więcej gdzie iść lecz na białym śniegu w białej mgle podejście wydłuża się gdyż nie mając punktu odniesienia błąkamy się trochę bezładnie ale jednak do góry. Zrządzeniem losu na kilka sekund chmury się rozrywają co pozwala ugruntować pozycję i podejść pod ścianę. Widzimy nawet jakąś dwójke schodzących wspinaczy (wydawało się nam, że zbłądzili) lecz nie nawiązujemy z nimi kontaktu. Skała w którą wchodzimy jest mokra i przez to śliska. Mchy i trawki mokre, tarcie kiepskie. Mimo, że teren może dwójkowy to odpadnięcie z tego podejścia skutkowało by upadkiem do podnóża ściany. Nie wiedzieliśmy nawet czy idziemy właściwą drogą. Czasem w ścianie widnieją stare haki. Linę wyciągamy na na ostanim stromszym miejscu. Wydostajemy się na rozległy taras i nim docieramy nad przełęcz. Stąd zjazd w nicość (cwangla nie chciała ustąpić). Dalej zaczyna się właściwa grań, podobno jedna z bardziej lufciatych w Tatrach. Jasiu ciągnie jak maszyna do góry. Butki wspinaczkowe ubieramy na drugim stanowisku (należy uważać przy przebieraniu aby nie zrzucić obuwia w przepaść). Po zmianie obuwia dalsza droga to finezja. Piękna tarcie, trudności nie wygórowane lecz ekspozycja znaczna. Na chwilę od słowackiej strony opona chmur się rozrywa i możemy zobaczyć sporo luftu pod sobą i kawał Tatr. Jedno czy dwa trudniejsze miejsca i wkrótce jesteśmy na wierzchołku (2290) wpisując się do zeszytu. Na Żabią Wyżnią wykonujemy zjazd. Problemem na chwilę stała się zablokowana przy ściąganiu lina (końcówka zaklinowła się szczelinie), którą jednak Jasiu uwolnił wspinając się do feralnego miejsca. W sumie po 3 zjazdach osiągamy ścieżkę schodzącą w dół do piargów. Czujnie bacząc by nie zbłądzić w urwiska docieramy do śniegu na piargach. Nie mieliśmy czekanów więc najkrótszą drogą trawersujemy do piargów i nimi schodzimy jak najniżej. Potem już do szlaku i do słońca. Z Popradskiego Plesa rowerami w kilka minut osiągamy auto w Strebskim. Do domu znów 5 h przez Wisłę. Po północy melduję się w domu. Warto było się trudzić na tą fantastyczną przygodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FZabiKon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY - Góry Bukowe - 63. Barlangnap|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ) oraz Peti, Agi, Nora, Povi, Bela, Gabor i wielu innych węgierskich grotołazów|21 - 23 06 2019}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie kolegi z Węgier (który już wielokrotnie gościł w Tatrach) odwiedziłem doroczny zjazd grotołazów węgierskich. Bazą imprezy było pole namiotowe w miejscowości Hollóstető, a w sumie brało w niej udział sto kilkadziesiąt osób. Organizatorzy przygotowali 27 różnych wycieczek jaskiniowych do wyboru. Poza tym przydały się też zatyczki do uszu, bo do późnych godzin nocnych odbywał się koncert na gitarę elektryczną, basową, perkusję i akordeon (na tym ostatnim grał Povi). W sobotę odwiedziliśmy István-lápai-barlang (w części Keleti-ág), gdzie po drabinach schodzi się 200 m w pionie do poziomych, błotnych, choć urokliwych partii z wysokim stężeniem dwutlenku węgla. Węgrzy twierdzą, że do 4% - spoko luz. Początkowo myśleliśmy, że to taka lokalna legenda, ale rzeczywiście w pewnym momencie, przy podchodzeniu wydawałoby się niewinną pochylnią, wszyscy nagle dostali zadyszki. Wycieczkę kończymy w urokliwej sali z polewami naciekowymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę byliśmy w Szepesi barlang. Jaskinia ta zaczyna się zejściem drabinami na -160 m. Z sali, w której kończy się ostatnia drabina, rozpoczyna się długi i urokliwy ciąg wodny. Stamtąd poszliśmy najpierw na krótko za wodą na zdjęcia, a następnie pod prąd, pokonując interesujące prożki i ciasnotki i podziwiając bogatą szatę naciekową. Tak jak w sobotę, z wycieczki wyszliśmy całkiem zadowoleni. Okazało się, że pogoda udała się nam idealnie. Tuż po tym, jak wrzuciliśmy rzeczy do samochodu rozpętała się wielka ulewa, która przez następne kilka godzin systematycznie podtapiała mijane przez nas węgierskie i słowackie wioski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 43-lecia klubu w Piasecznie|Szmałochowie - Tadek, Basia, Artur, Tomek, Adam i Ania z Piotrusiem i Wojtusiem, Aga i Piotrek z Ignasiem, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Kamil Liwocha z żoną, Maciek Rurański z dziećmi Natalią i Igorem, Marzena i Rysiek Widuch z synem, Justyna, Sonia, Henryk Tomanek, Olek Kufel, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Bianka Witman-Fulde, Ziga Zbirenda, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz sporo dzieci i osób towarzyszących + 1 pies |14 - 16 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sporo osób w różne dni na &amp;quot;naszym&amp;quot; uroczym miejscu w okolicy skały Cydzownik. Trochę wspinaczki, zabawy i jaskinie Piaskowa oraz Wielkanocna. Znów wiele wspomnień ale również i plany na przyszłość. No, może refleksja nad upływającym czasem nie jest tak wesoła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Czarnej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kamil Liwocha, &amp;lt;u&amp;gt;Maciek Rurański&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Trąbski&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow. |07 - 08 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd oczami Michała:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i żarty się skończyły, idziemy  do tatrzańskiej jaskini. Ta oczekiwana chwila wreszcie nadeszła. Jaskinia Czarna - szósta co do wielkości w Polsce, ponad 7 kilometrów długości. Brzmi nieźle, tylko co to oznacza dla nas? No, ale wyzwanie to drugie imię naszej dzielnej grupy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy meldujemy się punktualnie pod domem naszej kierowniczki Asi. Pakujemy się do auta w piątkę, a tu zdziwienie – brakuje miejsca w bagażniku! Gumofilce skutecznie utrudniają zamknięcie klapy. Kombiak Kamila pęka w szwach. Parę rzeczy na kolana i jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podróż mija w bardzo wesołej atmosferze. Liczne żarty o zrywaniu szanta, odpadaniu od ściany i lustrach tektonicznych powodują, że podróż mija w oka mgnieniu. Jesteśmy w Kirach. Szybkie pakowanie na jutro no i nasz pierwszy wieczorek zapoznawczy. Żartom nie ma końca.  Dojeżdża nasz instruktor Mateusz. Surowym okiem ocenia sytuację, no, ale siada w końcu z nami. W jego oczach widać duże zaniepokojenie – czy chłopaki jutro dadzą radę? My nie mamy wątpliwości. O godzinie 1.00 rozgania towarzystwo - idziemy spać. W końcu o 6.00 trzeba wstać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano szybka pobudka, śniadanie i wyjazd. W Dolinie Kościeliskiej meldujemy się koło 7.20 no i start. Dość wymagające podejście i pod jaskinią jesteśmy o 9.00. Wchodzimy. Maciek zaczyna poręczować później ja. Idzie sprawnie. Jesteśmy w głównym ciągu. No i problem – gdzie jest wejście do Partii Tehuby? Znaleźliśmy. Trzeba zaporęczować. Grześ idzie pierwszy, później ja. Przy wspinaczce kawałek skały zostaje mi w ręku. Tak, to był jeden z moich punktów podparcia. I znów to bardzo miłe uczucie lotu zgodnie z prawami fizyki. Trochę obijam się o skały, ale żyję. Dzień jak co dzień w „Nocku”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Partie Tehuby. Przechodzimy przez fantastyczne korytarze, sale. Kilka zjazdów na linie, kilka wspinaczek. Przeprawa przez jeziorko. No i te upragnione lustra. Dla kogoś kto nie był jeszcze w tatrzańskich jaskiniach robi to duże wrażenie. W między czasie Mateusz ze swoją świtą próbują różnych manewrów wystawienia nas do wiatru. I czasami im się to udaje. Docieramy do końca, krótki odpoczynek i wracamy. Po wyjściu z Partii Tehub  zwiedzamy jeszcze olbrzymią salę Francuską. Zwijamy liny i wychodzimy. Jest 17.00. 7,5 godziny w jaskini minęło w oka mgnieniu. Schodzimy. Po drodze kilka lekcji z geologii oraz topografii Tatr. Zaczyna lekko padać. Docieramy na parking. No i okazuje się po raz kolejny, że członkowie grupy kursantów są niezniszczalni. Szczególnie widać to po Maćku który zjada swojską kiełbasę która leżała 12 godzin przy oknie w aucie. Żyje do dziś. Wyjazd można uznać za szczególnie udany!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to widział Maciek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby ktoś chciał napisać książkę na podstawie naszego wyjazdu i zastanawiał się nad tytułem to na pewno byłaby to &amp;quot;Logistyka&amp;quot; :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama akcja jaskiniowa zaplanowana była na sobotę ale, że przyświecała nam &amp;quot;Logistyka&amp;quot; to w stronę Tatr wyruszyliśmy już w piątek wieczorem. Można by pomyśleć, że auto było za małe jak na pięć osób i ilość zabranego bagażu ale chyba po prostu zabraliśmy zbyt dużo... &amp;quot;Lepiej nosić jak się prosić&amp;quot; w tym przypadku się nie sprawdziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam dojazd częściowo upłynął na śmiechach, hihah, różnych opowieściach o otwartych nożach i poręczowaniu bez liny ale nie zabrakło też poważniejszych zajęć. Zapoznanie się z planem i opisem jaskini oraz próby wypracowania taktyki akcji jaskiniowej zajęły dość sporą część dojazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
22:00 - zakwaterowanie, sprawdzenie sprzętu, worowanie lin i integracja. )Na szczęście ekipa była zgrana i nie była jej obca umiejętność szybkiego spania bo z planów, że pójdziemy wcześniej spać żeby się wyspać nic nie wyszło.D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowana pobudka była zbędna, wszyscy i tak wstali wcześniej D. Szybkie śniadanie i w drogę. Dojście z pełnym ekwipunkiem od parkingu do otworu jaskini zajęło 1:40 min. Do pokonania było 6 km i 400 m wzrostu wysokości. Biorąc pod uwagę ilość sprzętu i konieczność szukania otworu &amp;quot;Logistyka&amp;quot; wypadła wzorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu szybka zmiana ubrań, sprawdzenie sprzętu i ustalenie kolejności wejścia. Kierownik grupy stanowczo trzymał się wyznaczonych czasów więc wszystko szło zgodnie z planem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama akcja jaskiniowa trwała prawie 8 godzin. Wspominając &amp;quot;Logistykę&amp;quot;, było kilka wpadek ale długość akcji nie była spowodowana konsekwencjami tych wpadek tylko ciekawością kursantów. Nie ma co ukrywać. Nikt nie chciał wychodzić !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden wyjazd a ilość bezcennej wiedzy, którą mieliśmy okazję zdobyć nie da się opisać. Nad całością akcji czuwał instruktor, kierownik kursu oraz bardzo doświadczona koleżanka z zaprzyjaźnionego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót mimo trudnego technicznie zejścia zajął 1:47 min. Wszyscy byli zmęczeni ale porównywalny czas podejścia i zejścia pokazuje, że nie był to szczyt możliwości kursantów, którzy deklarowali, że chcą więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Należą się ogromne podziękowania dla bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek, którzy z chęcią wzięli udział w wyjeździe kursowym i podzielili się swoją cenną wiedzą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fczarna+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2019}}&lt;br /&gt;
Marszowo-biegowa wycieczka przez ciekawy rejon Beskidu Żyw. do którego niewątpliwie można zaliczyć masyw Romanki (1366). Z Sopotni Wlk. bez szlaku na grzbiet Romanki. Potem na przemian biegnąc i idąc osiągamy Rysiankę. Stąd zbiegamy do Sopotni. Pogoda idealna, widoki obłędnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia, które jednak nie oddają zapachów i muskania lekkiego wiaterku - http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Romanka-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - jaskinia Czarna|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 06 2019}}&lt;br /&gt;
Choć w ostatnim czasie mieliśmy dość napięty grafik, to jednak już nas ciągnęło w Tatry Z konieczności wyjazd dopiero po powrocie Łukasza z nocki. Stąd pomysł na szybką Czarną. Cała ekipa była podekscytowana wyjazdem, jaskinią i pozostałą częścią ekipy. Dawno już nie byliśmy w takim gronie na wyjeździe :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w dolinie wymijaliśmy tłumy turystów, spoglądając na nadciągające ciemne chmury z lekkim niepokojem. Na podejściu duszno. Do jaskini wchodziliśmy dopiero o 12:30. Pokonując całkiem sprawnie kolejne zjazdy, trawersy i wspinaczki, na prowadzeniu zmieniamy się co chwilę, bo każdy chyba już trochę za tym tęsknił. Idziemy obejściem Węgra, na trawersie nad Węgrem spotykamy szybką dwójkę z Dąbrowy. Zamieniam z chłopakami parę słów, czekając aż zwolnią ostatni punkt. Nad Smoluchem robimy krótką przerwę. Mamy problem ze ściągnięciem liny ze studni Imieninowej, Łukasz wraca na górę by rozwiązać złodzieja i zjeżdża opuszczany przez Bogdana. Ku naszemu zaskoczeniu po wyjściu na powierzchnię jest nie tylko jasno, ale też ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fczarna+trawers&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jurajski Szlak Rowerowy &amp;quot;Orlich Gniazd&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, dwie osoby z klubu (w pierwszym dniu Adam i Tatiana - &lt;br /&gt;
os. towarzyszące)|01 - 02 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę pokonaliśmy od Częstochowy do Krakowa czerwonym szlakiem rowerowym  (pociągiem dojazdówki). W intrenecie można znaleźć mnóstwo relacji i oposów wychwalających tą trasę i w naszej opinii jest świetna. Nie trzeba wcale daleko wyjeżdżać, żeby przeżyć fajną przygodę. Jak na grotołazów przystało nocleg spędziliśmy w jaskini Jasnej, która jest idealnie na środku trasy. Szlak poprowadzony jest najciekawszymi zakątkami naszej Jury (około 50/50 drogi asfaltowe, szutry-leśne dukty-piachy). Cały dystans to niespełna 200 km. Oznakowanie szlaku, który pokonaliśmy w pierwszym dniu (Częstochowa-Smoleń) wystarczające, natomiast w drugim dniu kilkakrotnie wspomagaliśmy się GPS i trakiem z https://www.orlegniazda.pl/Trasy/Pokaz/12398/jurajski-szlak-rowerowy-orlich-gniazd/1533&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ćwiczenia w Podlesicach|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Kamil Liwocha, &amp;lt;u&amp;gt;Maciek Rurański&amp;lt;/u&amp;gt; i Michał Trąbski|25 05 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejne ćwiczenia z kursantami  w terenie za nami. Losy zaplanowanego wyjazdu stały pod znakiem zapytania praktycznie do ostatniej chwili! Ostatecznie pogoda dopisała, a kursanci spisali się rewelacyjnie. Jak zwykle szlifowali podchodzenie, zjeżdżanie, przepinki ale nie zabrakło też nowych elementów jak trawersowanie na napiętej linie czy zjazdu z odciągiem. Mimo ciężkiej pracy wszyscy dobrze się bawili. Czas leciał szybko, a towarzystwo i cenne rady bardziej doświadczonych klubowiczów pozwoliły wyciągnąć z wyjazdu jak najwięcej dobrych technik potrzebnych do eksploracji jaskiń. Biorąc pod uwagę minę instruktora, który nie wydawał się już tak przerażony jak podczas pierwszego wyjazdu widać, że kursanci robią postępy i chcą się uczyć. Wszyscy z niecierpliwością czekają na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FPodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|20 - 23 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy w Pszczelinach w pierwszy dzień przebieżka &amp;quot;ścieżką jodły&amp;quot; na Magurze Stuposiańskiej. W drugi dzień przechodzimy odludny Otryt. W trzeci dzień wszyscy pojechali na wycieczkę do Lwowa więc robię sobie dość ambitną wycieczkę rowerowo-pieszą. Należy dodać, że niemal ciągle padało/lało. Po pierwszym zjeździe jestem już kompletnie ufifrany z błota. Potem już się niczym nie przejmuję pokonując górskie, leśne drogi w dolinie Wołosatego i Sanu. Nie złe podjazdy i piękne zjazdy (zwalniam gdy błoto zaklejało mi oczy). Kierując się mapą zataczam niemal 50-kilometrową pętlę z przerywnikiem na piesze wyjście z Mucznego na Bukowe Berdo (Szołtynia - 1201). Strażniczka parku gorąco odradzała mi wyjście gdyż chwilę wcześniej spanikowani turyści uciekali przed niedźwiedziem, który rzekomo grasował na szlaku. Jakoś mnie to nie przeraziło i spokojnie zrealizowałem cel. Na połoninie za to musiałem się zmagać z totalną zlewą i przygniatającym wiatrem. Na zakończenie w Pszczelinach myję sprzęt w wezbranej rzece a potem ciepły prysznic i zasłużony reścik przed nocną podróżą autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Bieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Olsztyńska/Wszystkich Świętych|&amp;lt;u&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr|19 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie niedzielny wypad na Sokole Góry. Mamy do zamknięcia niedokończoną sprawę z jaskinią Wszystkich Świętych / Olsztyńską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We Wszystkich Świętych przechodzimy Herbertem do dna, zalegamy dłuższą chwilę w jaskini prowadząc dysputy o życiu, a następnie wracamy i próbujemy przejść dołem do Olsztyńskiej. Dla Pitera jaskinia jest łaskawa, mnie złośliwie nie puszcza zmniejszając zacisk gdy tylko się do niego zbliżam. Finalnie nie udaje mi się przepchnąć dołem, wracam na tarczy górą na powierzchnię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie niedziela bardzo relaksacyjna, żadnego pośpiechu czy patrzenia na zegarek. Dodatkowo udaje nam się dotrzeć do samochodu chwilę przed dotarciem burzy nad Olsztyn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/image.php?path=.%2F2019%2Fwzystkich%20swietych%2Fjaskinia-olsztynska-wszystkich-swietych-9.JPG&amp;amp;showall=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Skrzyczne|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł klubu) oraz inne osoby|19 05 2019}}&lt;br /&gt;
Po wieczorno - nocnej imprezie ruszamy na Skrzyczne. Ja marszobiegiem, początkowo zielonym szlakiem a potem różnie. Pogoda piękna, kondycja średnia. Na szczycie po godzinnym oczekiwaniu nadchodzi reszta ekipy. Później z Esą zbiegamy w kilka chwil FISowską nartostradą do Szczyrku. Kolejny raz uświadomiłem sobie, że podbieg (zwłaszcza stromym zboczem) jest najmniej ekonomicznym sposobem poruszania się (lepiej szybko podchodzić a siły zachowywać na podbiegi łagodniejszymi odcinkami).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek oraz wiele, wiele innych osób, stowarzyszeń, firm i organizacji|18 05 2019}}&lt;br /&gt;
Nocek pomagał przy kolejnej (już 9) edycji gry terenowej GROT, którą organizuje Klub Młodzieżowy Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Gra odbywała się w lasach na pograniczu Rudy Śląskiej, Katowic i Mikołowa. Trasa obejmowała około 20 km i posiadała 20 punktów z zadaniami. Nie było czasu i okazji byśmy odwiedzili inne punkty niż te obsługiwane przez nas samych, ale z wypiekami na policzkach słuchaliśmy o cgodzeniu po drzewach, przeprawach przez rzekę, paintballu, jeździe na skrętnym rowerze i wielu, wielu innych... Podczas gdy Grzegorz, zmuszał uczestników do podnoszenia ciężarów nad rzeką, ja i Łukasz przełamywaliśmy ich lęk wysokości na moście tybetańskim. Długość mostu wynosiła 34m, w najwyższym miejscu był zawieszony 13m nad ziemią. Kończył się zjazdem z drzewa (na którym Łukasz uwił sobie gniazdko i spędził cały dzień). Wszyscy uczestnicy przeszli przez most, nawet ci najmniejsi (9 lat). Na zakończenie grill na przystani, rozdanie nagród i podziękowania dla wszystkich którzy zdecydowali się wesprzeć akcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z mostu tybetańskiego: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FGROT &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXX-te spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz grotołazi z różnych klubów|18 05 2019}}&lt;br /&gt;
Jak co roku pod patronatem Speleoklubu Bielsko Biała a konkretnie Jurka Ganszera odbyło się XXX-te już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem celem jaskiniowym była turystyczna (ale też ciekawa) jaskinia Zbraszowska Aragonitowa do której szacowni weterani mieli darmowe wejście. Ponieważ jaskinia powstała głównie za sprawą wód geotermalnych to średnia temp. (+14 st.) jest najwyższą w czeskich jaskiniach. Po za tym w niższych partiach w powietrzu zalega sporo dwutlenku węgla co udowadnia gasnąca świeczka po obniżeniu na lince kilku metrów. Drugim celem w tym rejonie jest Hranicka Propast (owczywiście tylko na brzeg, obecnie nawet nie można zejść do wody). To niesamowicie ciekawy obiekt jaskiniowy. W tej chwili to najgłębsza zalana studnia na świecie, jej głębokość (zmierzona) przekracza 400 m (nurkowanie Starnawskiego do - 275) czyli dno znajduje się poniżej poziomu morza. Po etapie jaskiniowym koledzy i koleżanki jadą na imprezę do Cienkowa a ja z Esą do Szczyrku na inną imprezkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej o tych jaskiniach można przeczytać tu: http://telezbyszek44.pl/Republika-Czeska--Zbraszowskie-Jaskinie-Aragonitowe-.php&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Weterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia Jurka Ganszera:  https://photos.app.goo.gl/2vuubw9ykV7P7PMB8 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej informacji na stronie SBB: https://www.speleobielsko.pl/jaskiniw/item/3651-2019-05-18-19-xxx-wyjazd-dla-weteranow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA - jaskinie w Yorkshire Dales|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|11 - 12 05 2019}}&lt;br /&gt;
W sobotę odwiedzamy system Ease Gill, wchodząc i wychodząc poprzez County Pot. Pod ziemią zrobiliśmy jednak całkiem niezłą pętlę, powtarzając może raptem 15 minut tą samą drogą w partiach przyotworowych. Wycieczka zajęła około 6 godzin, podczas których zjechaliśmy w sumie dwa krótkie odcinki linowe. Pozostały czas wypełniły nam inne przyjemności, takie jak czołganie się w błocie, szukanie drogi, czołganie się w wodzie, przeciskanie się, rozmaite wspinaczki na żywca i czołganie po kamieniach. Choć faktem jest, że należy też wspomnieć, że byliśmy też w Cornes Cavern, w przewodniku opisywanej jako jeden z najobszerniejszych korytarzy jaskiniowych w całym Yorkshire.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę po raz kolejny zdecydowałem się zaufać małej, czarnej książeczce pod tytułem &amp;quot;Nie dla ludzi o słabym sercu&amp;quot;, którą jakiś czas temu zamówiłem wysyłkowo z Anglii. Zgodnie z tym przewodnikiem, &amp;quot;Brown Hill Pot to jedna z kilku wyśmienitych jaskiń w okolicach East Kingsdale. Posiada ona, jak to zwykle, serię wąskich ciągów wlotowych, weryfikujących gotowość wchodzących do jaskini grotołazów do poświęceń. Jest też w niej różnorodność wspinaczek i zacisków skutecznie działających przeciwko nudzie, a także całkiem obszerna studnia, w której można doskonalić techniki linowe&amp;quot;. Na dotarcie do dna i z powrotem potrzebowaliśmy około pięć i pół godziny. Choć opis dobrze oddaje rzeczywistość, to jednak różnice kulturowe - w tamtejszej i w naszej kulturze chodzenia po jaskiniach - po raz kolejny spowodowały, że rzeczywistość ta nieco minęła się z tym, na co się nastawialiśmy. W naszej kulturze bowiem jaskinia, której przejście wymaga dużo lin musi być przecież bardziej męcząca, niż taka z dwoma odcinkami po kilkanaście metrów. A tu niespodzianka - County Pot jednak zmęczyło nas bardziej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Polica|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|12 05 2019}}&lt;br /&gt;
Niemal w ciągłym deszczu wejście na Halę Krupową z Sidziny. Potem przejście na Policę (1369) i próba zejścia niebieskim szlakiem. Ścieżka jednak zatarasowana pokotem powalonych drzew co ostatecznie powoduje odwrót tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd na skałki do Birowa|Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek z żoną i dziećmi, Kamil Liwocha, Maciek Rurański z dziećmi i Michał Trąbski|11 05 2019}}&lt;br /&gt;
Łut szczęścia, albo dobrze opłacony szaman spowodował, że zaplanowany na kursowy wyjazd dzień, był jedynym słonecznym i ciepłym wśród szeregu mokrych i zimnych dni w ostatnim czasie. &lt;br /&gt;
Kursanci po raz pierwszy zmierzyli się z ,,prawdziwą&amp;quot; skałą na kursie. Podchodzili, schodzili, zjeżdżali, przepinali się i tak w kółko, przez cały dzień. Dużo intensywnej nauki, dużo chodzenia na linach i dobrej zabawy też (mamy nadzieję). Trochę znajomych twarzy - spotkaliśmy inne śląskie kluby na skałach. I dobra zabawa dla dzieciaków - zwiedzanie Grodu, wspinanie, namioty i huśtawka między skałami. &lt;br /&gt;
Zarówno kursanci, jak i instruktor z niecierpliwością czekają następnego wyjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: wyjazd wspinaczkowy|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr K., Anna G.|30 04 - 05 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zalozeniem wyjazdu był wspin w rejonie Costa Blanca ,a konkretnie w okolicy miasta Calp. Tam mieliśmy nocleg na 3 noce. Po przylocie do Valencji wynajęliśmy auto i pojechaliśmy do miejsca docelowego. Dwa następne dni przeznaczyliśmy w pełni na wspin. Udaliśmy się w pobliskie rejony (ok 15 min autem od Calp) Sierra de Toix i Olta. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Wybór dróg pod względem trudności, długości i rzeźby jest ogromny. Tylko w jednym z tych miejsc można by siedzieć z tydzień. Do tego tarcie  i pogoda jak marzenie. Robimy drogi od IV do VI.2 . Ludzi mało, nawet jak na tak duży rejon. Na Olcie spotkaliśmy tylko jedna grupę wspinaczy. Trzeciego dnia chcieliśmy jechac do nieco bardziej odleglej Selli, ale niestety pogoda pierwszy raz krzyżuje nam plany. Cały dzień zbierało się na burze . Dla odmiany poszliśmy na pobliski szczyt turystyczny Ifac. Piękne widoki na cale Calp i wybrzeże. Wieczorem pojechaliśmy do Walencji skąd następnego dnia mieliśmy lot powrotny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Wiercica|&amp;lt;u&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Myszków, Bielsko, Łódź|28 04 2019}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, odwiedzam Myszków w trakcie ich corocznego biwaku pod Wiercicą. W planach mam szybkie obskoczenie Wiercicy i powrót do Wiernej na kilka dłuższych chwil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To, co spotyka mnie w pierwszej z wymienionych sprawia, że odpuszczam z Wierną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myszków tak wspaniale przygotował Wiercicę, że nie sposób było „zaliczyć jaskinię na szybko”. Położone liny zapraszały na dwie trasy: bezpośrednio w dół do sali głównej, oraz droga nad dnem z finalnym zjazdem i metą obok „ołtarza”.  Fantastycznie zaporęczowana góra pozwoliła na zabawę wszystkimi możliwymi technikami poruszania się na linach. Były trawersy, firanki, wspinaczka, zjazdy, przepinki, a wszystko to w malowniczej oprawie przepięknej jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie za rok mam zamiar tam wrócić i jeszcze raz poświęcić tej dziurze swój czas. Tym razem zarezerwuję go o wiele więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fwiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie z technik poręczowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ponad 20 osób z innych klubów|26 04 2019 - 28 04 2019}}&lt;br /&gt;
Początkiem &amp;quot;długiego weekendu&amp;quot; uczestniczyłem w szkoleniu z poręczowania organizowanym przez PZA. Zajęcia odbywały się na górze Birów. W piątek odebrałem z dworca dwie osoby z Wrocławia i Wałbrzycha i wspólnie dojechaliśmy na Podzamcze. Po rozłożeniu namiotów dołączyliśmy do ludzi przy ognisku, gdzie do późnych godzin wieczornych rozmawialiśmy.&lt;br /&gt;
Następnego dnia po szybkim śniadaniu i dobraniu się w pary, każda parka dostała swój kawałek skały do zaporęczowania. Instruktorzy surowo oceniali nie tylko nas, ale również nasz szpej. W moim przypadku skończyło się tylko na pouczeniu :) W czasie zajęć było czuć wzrok instruktorów, którzy wyłapywali najmniejsze błędy. Każdorazowo, po zaporęczowaniu odcinka skały, było wspólne omawianie naszych &amp;quot;arcydzieł&amp;quot; oraz dostawaliśmy wytyczne, o jakie kolejne elementy mamy wzbogacić naszą &amp;quot;poręcz&amp;quot;. W pierwszy dzień każda para zaporęczowała po trzy &amp;quot;stanowiska&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Niedziela niestety nie była już taka udana, ze względu na pogodę. Lało całą noc, a wraz z nastaniem dnia, sytuacja się nie zmieniła. Zajęcia przyjeły bardziej formę wykładu, niż zajęć praktycznych, przez to wartość szkolenia znacząco spadła. Pomimo pełnego zaangażowania instruktorów, którzy cały czas aktywnie nas angażowali w czasie zajęć, nie wyniosłem takiej wiedzy, na jaką się nastawiałem. Same warsztaty polecam i na pewno będę się zgłaszał w kolejnych edycjach :)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ALPY - Glocknergruppe - Wielkanoc na skitourach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|19 - 22 04 2019}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni przebyliśmy trasę z Putschall przez Gradental do Adolf-Noßberger Hütte i dalej przez przełęcz Hornscharte do Elberfelderhütte, skąd zjechaliśmy do Heiligenblut doliną Gößnitztal. Międzyczas umilaliśmy sobie wycieczkami: na lodowiec Klammerkees, na przełęcz Hornscharte w celu sprawdzenia warunków, na lodowiec Gradenkees i potem - już po stronie doliny Gößnitztal - na Hornkees. W sumie wyszło około 3.5 tysiąca metrów przewyższenia. Przez cały czas w górach spotkaliśmy tylko dwóch Czechów, a i to przez chwilę. Prawdopodobnie miało to związek z niewielką atrakcyjnością schronisk w rejonie: miejscowi wolą wrócić na noc do domu, podczas gdy przyjezdni Czesi czy Polacy - przejechawszy taki kawał drogi - wolą zapewne słynniejsze, a znajdujące się nieopodal szczyty. Pogoda w każdym razie dopisała nam świetnie; a śnieg i również - a przynajmniej tam, gdzie był, bo na zejściu sporo się nanosiliśmy. Jedyną większą nieprzyjemnością była wyprawa po samochód asfaltem w butach narciarskich. Miał być autobus, ale cóż, Wielkanoc...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Rysia|Łukasz Piskorek &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2019}}&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy ranek był dla nas porankiem dylematów, z jednej strony mieliśmy wolny dzień i mieliśmy ochotę spędzić go aktywnie, z drugiej strony naszym powiekom i objedzonym brzuchom ciężko było się przeciwstawić grawitacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo z niechęcią, a później z coraz bardziej rosnącym zapałem zebraliśmy się, spakowali i pojechali na Jurę w okolice Rodak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszej kolejności odwiedziliśmy jaskinię Józefa. Jeden, choć dość długi jak na Jurę zjazd tylko rozbudził w nas smak na ,,liny”. Pochodziliśmy chwilę po jaski, odwiedzając kilka korytarzy i szczelin, wdrapując się to tu, to tam. Po wyjściu czując niedosyt lin oraz czasu spędzonego w jaskini poszliśmy jeszcze do Jaskini Rysiej, wiedząc, że tam spędzimy trochę więcej czasu i przejedziemy przez więcej przepinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę więcej lin, błota i podchwytliwych prożków. Przedostatni zjazd wąską szczeliną zawsze budzi we mnie trochę niechęci, bo wiem, że w drodze powrotnej grawitacja zamiast pomagać, będzie jedynie przeszkadzać. O dziwo tym razem, czerpiąc chyba nauki z wszystkich poprzednich razów, wyjście było dla mnie całkowicie bezproblemowe. Trochę jeszcze tylko się napociliśmy przy wyjściu ostatnią szczeliną, ale chłodny wiatr na zewnątrz szybko nas osuszył. Miły spacer do auta i powrót na wieczór do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Frysia%20i%20jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - Wlk. Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde|22 04 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjście (bez nart) na Wlk. Krywań (1709) od dol. Vratny. Okoliczności pogody bardzo różne, od burzy z piorunami po śnieżyce. Zejście przez Krawiarską dolinę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr K. (os. tow.)|20 04 2019}}&lt;br /&gt;
8 różnej trudności dróg (od V do VI.2). Wokół pusto i spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Adepcie|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04 2019}}&lt;br /&gt;
W Podzamczu przy zamku o dziwo pustki. Robimy kilka dróg na Adepcie (od V - VI.2; tą trudniejszą Paweł). Piękna pogoda na wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FAdept&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Skowrońska oraz Mateusz Golicz|13 04 2019}}&lt;br /&gt;
Rano ok. 9 nasza czwórka wyruszyła w stronę dobrze znanej jaskini Czarnej, choć my z Iwoną nie byliśmy w niej już ponad rok. Naszym celem były partie Królewskie. Zalegający śnieg  skutecznie utrudniał dojście do jaskini. Po przebraniu się w jaskiniowe kombinezony, zjechaliśmy zlotówką. Skutecznie brneliśmy do przodu. Po przejściu partii Królewskich i zjechaniu z do smolucha, byłem zdumiony, że ta nasza Czarna potrafi jeszcze zaskoczyć. Ładna szata naciekowa i bardzo ciekawe wspinanie! Później był powrót z deporęczem ( reporęczem?) do otworu i myk do samochodów :)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|11 - 14 04 2019}}&lt;br /&gt;
W Betlejmce na Hali Gąsienicowej w ramach szkolenia zimowego wyjście na Świnicę (2308). W trakcie poszczególnych dni zajęć treningi w poruszaniu się z lotną asekuracją, zakładanie zjazdów z różnych stanowisk, sytuacje awaryjne oraz kolejna powtórka lawinowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBetlejmka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, osoba X, Marek Jezierki-Krupa, Anna Kącka|05 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Projekt planowany od dłuższego czasu. Z uwagi na brak większej ilości wolnego czasu planujemy przejść Tatry Wysokie w 3 dni. Plan był taki: Start w Tatrzańskiej Jaworzynie – podejście dol. Zadnich Koperszadów – Chata Przy Zielonym Stawie – Baranie Rogi i dalej aż do Popradzkiego Stawu i powrót przez dol. 5 Stawów do Łysej Polany. Jak na 3 dni to bardzo napięty plan o znacznych przewyższeniach i dziennych odległościach, ale wydawał się realny. Ekipa zapowiadała się też mocna, szczególnie pod względem kondycyjnym. Niestety plany sobie a rzeczywistość sobie, w końcu na pogodę i niestrawność wpływu nie mamy:). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądało to tak: Wyjazd w czwartek popołudniu. Z Tomkiem i Michałem śpimy na Głodówce, Ania z Markiem w Zakopanem. Rano podjeżdżamy jednym autem do Tatrzańskiej Jaworzyny i parkujemy na terenie Uniwersytetu Żylińskiego (parking niby płatny, ale dogadujemy się z właścicielami i nic nie płacimy. Panie chyba nie wierzyły, że filance puszczą Nas w Tatry o tej porze roku i niewiele się mylą bo po 5 min. Marszu zatrzymuje Nas samochód TANAPu i parkowiec każe zawracać itd. Ale po krótkiej argumentacji puszcza Nas i wyjaśnia, że przekaże informację dalej żeby piątki polskich skiturowców nikt się już nie czepiał – miło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastawialiśmy się na długi marsz bez śniegu przez Jaworową i Zadnich Koperszadów, lecz śnieg zaczął się bardzo wcześnie, więc szybko zakładamy narty na nogi i depczemy misiom po piętach. Cała dolina była wydeptana przez niedźwiedzie, do tego trafiliśmy na 2 misiowe kupy – niedźwiedzie ewidentnie nie trawią kukurydzy. I o ile nie musieliśmy się zbytnio martwić zagrożeniem lawinowym – była „jedynka” – o tyle strach przed niedźwiedziami zaczął się nasilać. Na szczęście bez zbędnego towarzystwa docieramy na Przeł. Pod Kopą po wchłonięciu pięknych widoków na Tatry Bielskie, zjeżdżamy do Chaty Przy Zielonym Stawie. Odcinek od startu do schroniska pokonujemy w bardzo dobrym czasie i dobrze bo czekało nas jeszcze podejście kolejnych 850 hm na Baranią Przeł, lecz już w znacznie większych stromiznach. W schronisku odpoczywamy jakieś 45 min. Ciesząc się, że akcja przebiega sprawniej niż planowaliśmy. Na Baranią Przeł. docieramy również w bardzo dobrym czasie, ale mi odcina energię tuż przed przełęczą i zaczynam się czuć kiepsko. Do Chaty Teryho zjeżdżamy w mocno zaoranym, choć miękkim śniegu i na miejscu jesteśmy jakoś ok. 15, więc po ok. 8 godzinach z odpoczynkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście udaje nam się załatwić noclegi na glebie, choć z krzywą miną opiekuna schroniska – „Polacy nigdy nie rezerwują noclegów…”. Popołudnie i wieczór spędzamy przy piwie i daniach schroniskowych oraz w oczekiwaniu na godzinę 22, kiedy to pozostali bywalcy pójdą grzecznie spać. Spać poszliśmy natychmiast. Dostaliśmy nawet materace, koce i poduszki! Niestety po około godzinie łapie mnie mocne zatrucie i pozostałą część nocy spędzam w niezbyt przytulnym schroniskowym kibelku i już wiem, że plany na kolejny dzień trzeba będzie modyfikować, jeśli w ogóle dożyję do rana… Efekty gastryczne wspomagał bardzo silny wiatr wiejący w nocy, więc czułem się jak na morzu. Rano decydujemy się na zakończenie akcji, ale jakoś trzeba jeszcze wydostać się z Tatr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się na powrót przez Lodową Przełęcz żeby dotrzeć bezpośrednio do samochodu. Po śniadaniu – kto mógł ten jadł – wyruszamy około 10:00 na przełęcz. Z powodu braku widoczności idziemy na trzech GPSach, a i tak gubimy drogę podchodząc gdzieś pod ściany Lodowego Szczytu i zamiast 1,5 godziny, dojście na przełęcz zajmuje nam ok. 2,5 godz. Wywiany śnieg na Lodowej nie pozwala na zjazd z samej góry. Schodzimy więc ok. 30 m i zakładamy narty. Zjazd w bardzo przyjemnym śniegu – lekko zmrożone podłoże z 10 centymetrową warstwą świeżego i nawianego śniegu. Niestety nie można było się za bardzo rozpędzać z powodu kiepskiej widoczności, przez co zjazd zabiera nam sporo czasu i kilka razy zatrzymujemy się tuż nad przepaściami tudzież progami. Dalej zjazd płaskim dnem doliny przez leśny labirynt. Całą dolinę jechaliśmy w lekkim deszczu, a niby krótkie podejście i zjazd zajmuje nam praktycznie cały dzień. Ostatnie ok. 4 km idziemy na nogach, choć można było jeszcze zapinać narty i zjeżdżać metodą „Na Damiana”, ale jakoś szkoda nart… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień część mojego sprzętu bierze do swoich plecaków reszta ekipy, za co im serdecznie dziękuję, bo było ze mną naprawdę kiepsko. Koniec końców, decyzja o powrocie uważamy za bardzo słuszną, bo w takiej pogodzie nie zaszlibyśmy daleko, a brak pewności co do noclegów na kolejne noce mocno podnosił ryzyko pogmatwania sytuacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam cały wyjazd za bardzo udany i pouczający – nikt z Nas nie zabrał leków na problemy żołądkowe – bardzo pomocne było również wcześniejsze zaplanowanie wszelkich wariantów wycieczki. Resztę trawersu zostawiamy sobie na przyszłość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Ania z Markiem w niedzielę wracają w Tatry Słowackie i podchodzą do Zbójnickiej Chaty, następnie na Zawracik Równieńkowy – Czerowną Ławkę i zjeżdżają do Chaty Terhego i do Starego Smokowca – wszystko w bardzo dobrym czasie – szykuje się mocna ekipa na przyszłe wyjazdy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FTatryWys-skitury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar, Przemysław Styrna, Jakub Nowak, Krzysztof Kukułka, Sylwia Gołosz, Bartosz Berdel, Florian Małek; Robert Matuszczak (WKTJ); Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków); Agnieszka Gajewska i Krzysztof Recielski (SW) z nastoletnią Gają; chwilami też Miłosz Dryjański (KKS)|30 03 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Ponieważ kilka lat temu odszedł na emeryturę Richard Feichtner - dobra, przychylna jaskiniom dusza, a zarazem odkrywca i eksplorator jaskini Feichtnerschachthöhle - pogorszyły się stosunki krakowskiego klubu z dyrekcją kombinatu narciarskiego na Kitzsteinhornie. W konsekwencji nastąpiło sześć lat przerwy w działalności w tej jaskini, a kiedy już udało się w końcu wrócić, warunki bytowe na miejscu nie były już tak dobre, jak za dawnych lat. Niegdyś spaliśmy na materacach w cichej i spokojnej piwnicy, zlokalizowanej w podziemiach &amp;quot;Alpincenter&amp;quot; - zaplecza dla narciarzy mieszczącego restaurację, sklep, punkt informacyjny itp. Tym razem zostaliśmy zmuszeni do wykupienia noclegów w prawdziwych łóżkach, w jedynym zlokalizowanym na interesującej nas wysokości hotelu, który zresztą kieruje swoją ofertę głównie do grup młodzieży. Podniosło to znacząco koszt wyprawy, ale i również pogorszyło nasz sen - bo jak wiadomo, wieczorami młodzież na obozie sportowym przede wszystkim hałasuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle po stronie narzekań. Pozytywów było dużo więcej: podczas mojego tygodniowego pobytu na drugiej połowie wyprawy udało mi się trzykrotnie być w jaskini, z czego raz na dwuszychtowym biwaku. Mierzyłem nowo odkryte galerie, udrażniałem przekop i szarpałem wory, tym razem zupełnie nie martwiąc się, gdzie w tym wszystkim jakiś ogólny sens i ogólna logika. Budujący jest fakt, że tyle osób przyjechało na wyprawę, o której z góry było wiadomo, że będzie sprzątająco-deporęczująca. Przykładowo, przez trzy bite szychty wyciągaliśmy piach z ciasnego korytarza tylko i wyłącznie po to, żeby dostać się do starego biwaku, na którym pozostały zdeponowane w 2013 roku sprzęt oraz jedzenie. Mimo wszystko, odkryliśmy i skartowaliśmy ponad 400 m nowych ciągów - w tym sto metrów pokaźnych rozmiarów, dobrze udekorowanej naciekami galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji jaskiń udało mi się również podziałać trochę na nartach. W niedzielę z Florkiem i Furkiem podeszliśmy na lodowiec Kammerkees i zjechaliśmy kawałek po pysznym śniegu doliną potoku Schranbach, wracając do kombinatu przez przełęcz Nördl. Kammerscharte i w sumie podchodząc ok. 400 m. W środę razem z Florkiem i Przemkiem odbyliśmy długą wycieczkę wokół szczytu Tristinger. Najpierw zjechaliśmy znad przełęczy Schmiedingerscharte na północny zachód, aż do położonego w dolinie Schaunberg-Mittelalmu. Następnie przez Lakaralm i Winterkarl dostaliśmy się na przełęcz Winterkarlscharte, skąd zjechaliśmy z powrotem na bazę. Ponieważ okazało się, że na jednym z postojów zostawiłem języki do butów narciarskich, musiałem spory kawałek się wrócić i tego dnia zrobiłem w sumie 2160 m podejścia. W czwartek, po akcji w jaskini, nie chcąc marnować pięknego popołudnia podszedłem samotnie około 250 m na przełęcz Schmiedingerscharte. W piątek, po szybkim wyszarpaniu wora z wlotówki, wybrałem się z Agatą i Furkiem pod szczyt Kitzsteinhorn, zjeżdżając niebalanie nachylonym stokiem z wysokości ok. 3060 ponownie na lodowiec Kammerkees i potem żlebem spod Nördl. Kammerscharte. W sobotę, tuż przed powrotem do domu, powtórzyłem z Furkiem trasę mojej &amp;quot;wyprawy po języki&amp;quot;: najpierw pyszny zjazd po północnych stokach z Winterkarlscharte do Lakaralm i z powrotem tą samą drogą na fokach; w sumie 590 m zjazdu, a następnie tyle samo podejścia w niecałe dwie godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura  - Kryspinowska, Pychowicka, Twardowskiego|&amp;lt;U&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr, osoby towarzyszące|30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Uczestnicy: Emil, Maciek, Piotr, osoby towarzyszące&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy sobie objazdówkę pod Krakowem: w planie Jaskinia Kryspinowska, Pychowicka (Wiślana), Twardowskiego z przyległościami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kryspinowska zaskakuje mnogością miejsc do zabawy – wszystkiego jest po trochu. Rozbiegamy się po dziurze odwiedzając jej liczne zakamarki, trochę przepychamy przez ciasnoty, trochę staramy się nie powpadać do mini jeziorek. &lt;br /&gt;
Bardzo przyjemna jaskinia dla początkujących.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pychowicka (Wiślana) to wielkie zaskoczenie. Ulokowana niedaleko Jaskini Twardowskiego, zachwyca swoimi mytymi (niestety nielicznymi) korytarzami i niezwykle wygodnym, piaszczystym podłożem. Warto odwiedzić obiekt póki jeszcze istnieje – podobno ma zostać poświęcony na rzecz planowanej tu obwodnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twardowskiego – klasyk, czyli zabawa w „kto znajdzie tabliczkę”. Dochodzimy z Piterem do wniosku, że albo metry robią się z wiekiem coraz krótsze, albo te jaskinie jakoś się dziwnie kurczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po odwiedzeniu dziur urządzamy sobie tradycyjny spacer na Zakrzówek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura++-+Kryspinowska%2C+Pychowicka%2C+Twardowskiego &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spacery po śniegu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ekipa z Poznania i Sopotu|29 - 30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Dostałam zaproszenie od Piotrka z WKTJ na dołączenie do wyjazdu jaskiniowo - powierzchniowego. Niestety część jaskiniowa trochę mnie ominęła z konieczności wcześniejszego powrotu w niedzielę. Wyjechaliśmy w piątek i w sobotę z rana rozchodzimy się po Tatrach. Część ekipy rusza do jaskini Czarnej, reszta (w tym i ja) na spacer powierzchniowy. Podchodzimy dostępnym fragmentem doliny Tomanowej, brodząc w śniegu, którego trochę dosypało od ostatniego tygodnia. Pogoda ani zimowa, ani wiosenna. Śniegu nadal dużo (choć w dolinie wytopiony), ale z powodu wysokiej temperatury (całą drogę szłam w krótkim rękawie) miękki i mokry, na jego powierzchni utrzymywała się warstewka wody. Nawet się cieszyliśmy, że tego dnia wybraliśmy się na powierzchnię, bo szkoda byłoby schodzić pod ziemię w takim słońcu. Niedziela równie pogodna i ciepła. Pomachałam rano na pożegnanie ekipie jaskiniowej, odprowadziłam ich wzrokiem do doliny i sama wsiadłam do PKSu, którym miałam wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy + nie duże jaskinie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2019}}&lt;br /&gt;
Start z Blanowic. W wiosennym słońcu śmigamy na rowerkach w stronę Morska. Po drodze, od strzału odnajdujemy Jaskinię na Śmigówkach. Wlot w formie nie wielkiej studni do której schodzimy. Do ciasnych korytarzy się nie zapuszczamy bo nie mamy kombinezonów. Dalej przez Morsko w stronę Ligotki. Tu znów po drodze wchodzimy do Jaskini w Dziadowej Skale. To nie duża dziura, która w zamierzchłych czasach stanowiła schronienie człowieka pierwotnego. Następnie przez Podlesice, Rzędkowice i Parkoszyce docieramy do ładnego jeziorka gdzie łapię gumę ale do auta już było blisko. Trasa bardzo ciekawa a pogoda piękna. Czas już na wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|egzaminujący: Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, egzaminowani:Stanisław Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec. Ponadto: trzeci instruktor egzaminujący oraz egzaminowani kursanci z KKS|24 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis wkrótce, tymczasem trochę kultury na podsumowanie kursu:'''&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Rysiek najlepszy jest, ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bez niego kurs zupełnie traci sens,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''jego cytaty będą wspominać pokolenia,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bo wyjście do jaskini nie może obyć się bez małego marudzenia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wiemy, że nie zamieniłbyś chwil z nami''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na skrzynkę z browarami! &amp;lt;3''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Mateusz godziny spędził na uczeniu nas topografii znajomości,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''z dużą dawką cierpliwości. ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Doliny walne zaliczone ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''nawet jedno wyjście do jaskini obiadem zakończone.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Z nim zjechaliśmy na Marmurowej dno,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''było fajnie, że ho ho!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Asia dzielnie nam kurs organizowała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''swój czas wolny poświęcała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na nasze maile odpowiadała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''a nawet wodę lewarowała!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wlk. Brytania - Góry Kambryjskie +Lake District|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące |21-24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejny raz udało mi się wyskoczyć na 3 dni do Wielkiej Brytanii. Obrałam dwa cele: Park  Lake District w płn-zach. Anglii oraz Góry Kambryjskie w Walii, z najwyższym szczytem Snowdon. &lt;br /&gt;
Lake District to piękna i tajemnicza kraina jezior i gór. Tajemnicza dla mnie, bo aura jaka tam panuje za każdym razem jak ją odwiedzam jest dość...dżdżysta, deszczowa i pięknie ponura:) W sam raz, aby oderwać się od codzienności. Ponoć jest to bardzo popularna destynacja turystyczna. Ja tego nie odczułam i może dlatego tak mi się tam podobało. Punktem wypadowym mojej jednodniowej  wycieczki była wioska Coniston, skąd można dojść na piękny szczyt The Old Man of Coniston. Mniej więcej połowę trasy zrobiłam w nie-deszczowej aurze, a drugą czyli ten odcinek najbardziej widokowy-w deszczowej. Myślę, że zdjęcia w większej mierze oddadzą charakter tego terenu, tak różny od naszych Tatr czy Beskidów.&lt;br /&gt;
Kolejny cel mojego szybkiego wypadu to najwyższy szczyt Walii-Snowdon (1085 m.n.p.m.). Ukształtowanie terenu w przypadku tutejszych Gór Kambryjskich jest podobne-ogromne, niezalesione tereny, puste, dostojne. Wystarczy przejść przez pierwszą linię niskich zabudowań w wiosce Rhyd Ddu, przejść przez furtkę i znaleźć się na szlaku, w jakby zupełnie innym świecie, a po 3 godzinach cieszyć się widokiem ze szczytu. Szlak poprowadzony jest tak, że tworzy rodzaj pętli, podczas której można obserwować rozciągające sie widoki,  niczym nie przesłonięte surowe krajobrazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWlk+Brytania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2019}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad do jaskini Zimnej. W Tatry już zagląda wiosna, choć nadal dużo śniegu w wyższych partiach. Również nas on nie ominął, ponieważ pod otworem nadal dużo się go utrzymuje. Choć wszystko topnieje to zejście do jaskini całe oblodzone. Zajrzeliśmy tylko do korytarza Galeriowego i do sali nad Galeriowym. Prożek wywspinała Iwona, musiała bo nikt inny nie miał na to odwagi :) Syfoniku na szczęście nie trzeba było lewarować, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Wracaliśmy już po zmroku. Jako bonus, mieliśmy okazję obserwować tysiące żab w trakcie godów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|21 - 24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd chatkowy rozpoczynamy od podejścia z parkingu (ok. 950 m) doliną potoku Obersulzbach do Kürsingerhütte (2548 m). Śnieg zaczyna się już od samochodu. Podejście z plecakami dłuży się, mimo korzystnie w połowie drogi usytuowanej gospody Postalm, serwującej nam zimne piwo z alkoholem oraz bez. Tuż przed zmrokiem docieramy do naszej bazy noclegowej, zastając na miejscu czterech Austriaków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek przez lodowiec Obersulzbachkees wchodzimy na wierzchołek Grossvenediger (3667). Pogoda jest świetna, wręcz zbyt świetna, bo jest aż za ciepło i skutek jest taki, że śnieg nie dopisuje. Sam szczyt jest bardzo popularny; większość skiturystów podchodzi na niego od południa, toteż od przełęczy Venedigerscharte (3413) widzimy już wielu ludzi. Do &amp;quot;naszej&amp;quot; chaty wracamy wprawdzie jako pierwsi, ale stopniowo pojawiają się kolejne grupy zamierzające zdobywać Venedigera w słoneczny weekend i ostatecznie śpi nas tam czternaścioro (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nie planujemy nic zdobywać, a raczej w końcu zjechać po jakimś &amp;quot;fajnym&amp;quot; śniegu. Wychodzimy więc pod przełęcz Geigerscharte (na wysokość 3100). Cel zostaje osiągnięty - do wysokości 2400 m zjeżdżamy po nieco zbitym, ale jednak bardzo przyjemnym, lodowcowym śniegu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tych corocznych, tradycyjnych już wyjazdach zwykle odwiedzamy dwa różne schroniska Alpenverein. Tym razem dochodzimy jednak do wniosku, że przy panujących w górach warunkach (dobra pogoda, sporo śniegu, niskie zagrożenie lawinowe) wszędzie będą tłumy. Ponieważ tymczasem własnie zaczyna się wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn, to wdrażamy planowanie oportunistyczne i postanawiamy połączyć ze skiturami integrację międzyklubową, wbijając się krakusom na ich &amp;quot;bazę przejściową&amp;quot; - chatkę jaskiniową pod Lamprechtsofen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wstajemy wcześnie rano i jedziemy do miejscowości Fusch an der Glocknerstrasse. Stamtąd o siódmej wyruszamy w stronę szczytu Zwingkopf (3113). Na niebie ponownie &amp;quot;lampa&amp;quot;, a na parkingu ponownie dużo samochodów. Przez pierwsze sto metrów wysokości musimy nieść narty, ale wkrótce wkraczamy ponownie w prawdziwą zimę. Sam wierzchołek osiągnął tylko Marek, ja i Monika zadowoliliśmy się położoną pod nim przełeczą (ok. 3000) - co i tak oznaczało, że tego dnia odrobiliśmy uczciwe 2000 m podejścia. Zjazd w każdym razie był wyśmienity, jeden z najlepszych tego sezonu: jednego dnia zjeżdżaliśmy zarówno po delikatnie przewianym puchu, jak i po firnach. Po szybkim pakowaniu, jeszcze przed północą udaje się nam dotrzeć z powrotem na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące i pies Snooker|17 03 2019}}&lt;br /&gt;
Pogoda na niedzielę zapowiadała się świetna, a ja posiadałem kilka godzin czasu wolnego, więc szybko nie myśląc zadzwoniłem w sobotę wieczorem do kolegi, który rzucił hasło &amp;quot;barania&amp;quot; bo stwierdził, że nie był na niej kilka lat. Ja w sumie nie protestowałem. Wyruszyliśmy rano, zabierając po drodze mamę znajomego, która chciała abyśmy ją odstawili na przełęczy Kubalonka, bo miała w planach użyć swoich skiturów. Śniegu jeszcze sporo, choć był bardzo mokry pod wpływem słońca i wiosennych temperatur. Auto zostawiliśmy na przełęczy i ruszyliśmy w stronę szczytu. Zapomniałem, że od kubalonki jest tyle asfaltu, co trochę zniechęcało, bo nie po to pojechałem w góry. Za to widoki z wieży były cudne. Tatry prezentowały się majestatycznie. Później szybki powrót do auta  i popołudniu byliśmy w Katowicach.&lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
będą później ;)&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Załęcze Wielkie - III Forum Spelogiczne|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; i około 180 osób z różnych klubów|15 - 17 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne, trzecie już forum, tym razem odbywające się w Załęczu Wielkim. W piątek tradycyjnie odbyły się wycieczki, uczestnicy odwiedzili jaskinie rezerwatu &amp;quot;Węże&amp;quot;. Po kolacji odbyły się Ogólnopolskie Jaskiniowe Zawody Sprawnościowe. Kolejne dwa dni to odbywające się wykłady i prelekcje na różne tematy. Poczynając od geologii, przez paleozoologię, aż po luźniejsze dyskusje na temat zawartości apteczek i sposobu biwakowania w jaskiniach. Dla chętnych na bardziej aktywne spędzenie Forum, możliwy był udział w wycieczkach terenowych, a dla dzieci w dedykowanych zajęciach. Wieczorem w sobotę odbyło się wręczenie nagród zwycięzcom zawodów oraz konkursów fotograficznego i kartograficznego. Forum jak zwykle było dało możliwość dowiedzenia się kliku nowych rzeczy o jaskiniach oraz wymiany zdań i doświadczeń pomiędzy grotołazami i klubami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; + Justyna i dwie koleżank|10 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem bez nart w kiepskiej pogodzie wejście od słowackiej strony (Oszczdnicy) na szczyt. W schronisku tylko dwóch ludzi. Śniegu jeszcze dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skitura do dol. 5 Stawów|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + 1 czł. klubu|09 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obserwując pogodę od tygodnia wydawało się, że z weekendu sobota będzie najlepsza na turę. Pierwszy stopień zagrożenia lawinowego + w miarę ładna pogoda do południa powinna wystarczyć na osiągnięcie planowanego celu minimum czyli Koziego Wierchu. Słońce i brak wiatru na parkingu w Palenicy pozwolił nawet snuć plany o przełęczy Szpiglasowej… ale osiągając schronisko w „piątce&amp;quot; wiedzieliśmy już, że z halnym nie wygramy. Ambicja górska nie pozwoliła nam na odwrót prosto z schroniska, choć każdy z nas wiedział, że wyjście wyżej ma zerowe szanse na sukces – poszliśmy w górę doliny do czasu … kiedy przewracało nas przy zmianie kierunku i przesuwaliśmy się na fokach w odwrotnym kierunku. Pozostał tylko powrót do schroniska „wykorzystując” żeglarskie umiejętności – przepinka i w dół. Pocieszeniem dla nas był jedynie fakt, że w tym samym czasie odbywały się zawody skiturowe, których meta była w schronisku na piątce – TPN zakazał zjazdu z Zawratu- więc nikt wyżej nie poszedł. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Palenica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2019}}&lt;br /&gt;
Znów szybki szpil. Z Sopotni, podejście na przełaj, przecinakami leśnymi na Palenicę (1339). Wyżej mgła. Z szczytu zjazd trochę inną linią. Śnieg był idealny. Miękka warstewka świeżego śniegu na twardym podłożu, które jeszcze skutecznie pokrywa wszystkie wykroty. Zjazd więc adekwatny do warunków - przewspaniały. W dodatku urozmaicony teren pozwala realizować narciarskie fantazje w realu. Zbocze sprowadza nas do Sopotni Koloni. Tu przeprawa przez rozlany strumień i wkrótce kończymy kolejną przygodę przy aucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry-Skitur na Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;+2 os.tow.|02 03 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy jeszcze przed świtem, więc na szlaku jesteśmy chwilę po ósmej. Wybieramy podejściem długim szlakiem narciarskim od Kuźnic do Murowańca. Spotykamy tylko jednego zjeżdżającego narciarza, za to podchodzących skiturowców już znacznie więcej. Pogoda wydaje się być idealna-przeważa słońce a gdzieś daleko na horyzoncie widać niewielkie chmury. Ulżyło mi, bo dzień wcześniej pogoda była bardziej, niż kiepska. Docieramy do Murowańca, gdzie zastajemy oblężenie schroniska. Po odpoczynku ruszamy w górę i po ponad godzinie docieramy na szczyt Kasprowego. Tu znowu przerwa a następnie zjazd kotłem goryczkowym a później szlakiem w stronę Hali Kondratowej. Zjazd nie mógł być przy takiej pogodzie i przy takim śniegu nieudany. Od schroniska zjeżdżamy szlakiem narciarskim do Kuźnic a później prawie pod samo auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2019%2FKasprowy%20Wierch%2FIMG_20190302_084010.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury w dolnie Rohackiej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2019}}&lt;br /&gt;
Podchodzę wzdłuż trasy czynnego ośrodka narciarskiego i dalej grzbietem Skrajnego Salatyna do kulminacji tuż na wschód od wierzchołka Brest&lt;br /&gt;
owej (ok. 1880). W górach kilkucentymetrowa warstwa świeżego śniegu, ale pod spodem bardzo twardo. Łatwiej chyba zginąć upadając i ześlizgując się&lt;br /&gt;
z dużą prędkością po stoku, niż w lawinie. Z tego też powodu - widząc z daleka, co ludzie tam wyczyniają - porzuciłem plan podejścia na Pośrednią&lt;br /&gt;
Salatyńską Przełęcz i zdecydowałem się na zbocza Brestowej. Zjazd mimo wszystko był trudny, bo po zamaskowanych przez świeży śnieg, utrwalonych w&lt;br /&gt;
leżącym pod spodem betonie starych śladach. Pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sycylia - wspinanie|Iwona i Karol Pastuszka, osoby towarzyszące|23 02-2 03 2019}}&lt;br /&gt;
Podczas tegorocznego sylwestra, jeden ze znajomych rzucił hasło &amp;quot;A czemu nie zacząć sezonu wspinaczkowego trochę wcześniej? Na Sycylii w lutym będzie warun, a na dodatek jest tam taki rejon...&amp;quot;. Słowa nie zostały rzucone na wiatr i po święcie Trzech Króli, mieliśmy już zakupione bilety. Wylot z Katowic był w godzinach popołudniowych i wylądowaliśmy w Katanii późnym wieczorem. Po załatwieniu formalności z wypożyczalnią ruszyliśmy w stronę San Vito Lo Capo. Nocleg mieliśmy zapewniony w urokliwym miejscu z widokiem na morze, które każdego ranka podziwialiśmy jedząc śniadania na werandzie. Pierwszego dnia po przylocie ze względu na pogodę, czas spędziliśmy na zwiedzaniu San Vito i Erice. Wiało przeraźliwie, ale widok rozbijających się fal o skały wynagradzał chłód spowodowany wiatrem. Pierwszy dzień wspinaczkowy spędziliśmy w rejonie campu El Bahira, który jest bazą wypadową dla wspinaczy. W sezonie na pewno musi tętnić życiem, jednak na przełomie lutego i marca, był raczej wymarły. Skały na których się wspinaliśmy to skaliste klify, które ciągną się kilka kilometrów. Ilość dróg jest olbrzymia (pewno kilkaset!) i oferuje wspin na poziomie od 4a do 8b (w skali francuskiej). Drogi poprowadzone na klifach prezentowały odmienny styl, niż ten znane z naszej Jury. Przede wszystkim oferowały znakomite tarcie, pod tym względem czuliśmy się jak w Tatrach. Po drugie były zdecydowanie dłuższe 25-35 m. Pod tym kątem nawet &amp;quot;zwykła szóstka&amp;quot; była wymagająca kondycyjnie, dawała w kość, ale przez to dawała więcej satysfakcji po pokonaniu jej. Dodatkowo było trochę formacji, których nie uraczymy u nas, np. liczne tufy. Sumarycznie w San Vito Lo Capo i w rejonie Never Sleeping Wall spędziliśmy na wspinaniu 4 dni. Pogoda zdecydowanie dopisała, czasem było nawet aż zbyt ciepło. &lt;br /&gt;
W dni restowe zwiedzaliśmy saliny w Marsali, starożytne miasto Selinunt, grotę Mangiapane (kiedyś była w niej ludzka osada) i Palermo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSycylia&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny, zimowy obóz tatrzański KTJ PZA 2019|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, około 20 osób z różnych klubów|22-24 02 2019}}&lt;br /&gt;
W miniony weekend, odbył się w Tatrach, zimowy centralny obóz tatrzański organizowany przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego PZA. Celem szkolenia było podniesienie poziomu umiejętności technik zimowych wśród taterników jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia zaczęły się w piątek od wykładu, na którym zostały omówione rodzaje oraz użycie raków oraz czekanów i lawinowego ABC. Po wykładzie wyszliśmy na ćwiczenia. Doliną Małej Łąki podeszliśmy w rejon Głazistego Żlebu, gdzie znaleźliśmy odpowiednie miejsce na nasze ćwiczenia. Cała ekipa została podzielona na kilka mniejszych grup, które poruszały się pomiędzy stanowiskami ćwiczeniowymi. Ja zaczęłam od technik poruszania się z rakami i czekanem podczas podchodzenia i schodzenia, następnie ćwiczyliśmy poszukiwanie osoby zakopanej przez lawinę, przy użyciu lawinowego ABC (detektor, sonda, łopata). Na końcu ćwiczenia z hamowania czekanem, które były wyjątkowo udane ze względu na lód zalegający pod świeżą warstwą śniegu, przez co nasze zjazdy były dość szybkie i wymagały szybkich reakcji. W takich warunkach kontrola swojego zachowania była bardzo trudna, a już w przypadku upadku &amp;quot;znienacka&amp;quot; niemalże niemożliwa. Wieczorem, na bazie, omówiliśmy poruszanie się z asekuracją lotną i przećwiczyliśmy wiązanie się zespołów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia ćwiczyliśmy w rejonie Zawracika Kasprowego. Zaczęliśmy od budowy stanowiska zjazdowego z czekana, tudzież &amp;quot;czegokolwiek&amp;quot; innego. Następnie w małych zespołach wykonaliśmy przejście z asekuracją lotną. Miałam szczęście trafić do zespołu który musiał pokonać trudniejszy, skalisty teren, więc musieliśmy użyć punktów asekuracyjnych montowanych po drodze. Po wspinaczce, omówiliśmy zakładanie punktów &amp;quot;zimowych&amp;quot; z przyrządów do asekuracji w lodzie i zmrożonych trawkach. Dość swobodnie podeszliśmy do tematu ćwiczeń, podczas których każdy mógł wbić omawiane wcześniej igły, buldogi, mobidicki i inne o równie fantazyjnych nazwach. O ile bardziej przyłożylibyśmy się do tych ćwiczeń i naprawdę dobrego osadzenia punktów, gdybyśmy wiedzieli, że za chwilę naprawdę będziemy musieli zrobić sobie stanowisko zjazdowe! Tu również teren nas nie rozpieszczał, linia naszego zjazdu nie prowadziła po pochylni, a po zacięciu w ścianie tak, że musieliśmy naprawdę zaufać naszemu stanowisku. Trochę nieprzewidzianych problemów technicznych, jeszcze jeden zjazd i okazało się, że jesteśmy ostatnią grupą w terenie. Po powrocie na bazę, odbył się kolejny wykład, ostatni, o nawigacji w terenie i określaniu azymutu za pomocą mapy i kompasu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia, poszliśmy do Doliny Lejowej, gdzie po krótkim ćwiczeniu uświadamiającym jak łatwo zgubić obraną trasę podczas niekorzystnych warunków pogodowych, przeszliśmy do kolejnych ćwiczeń z poszukiwań za pomocą detektorów lawinowych. Tym razem ćwiczyliśmy sytuacje z dwoma uwięzionymi osobami. Następnie budowaliśmy stanowiska zjazdowe z grzybów śnieżnych, a na końcu kopaliśmy kopce śnieżne. Choć udało nam się wykonać dwa całkiem przyzwoite domki na niepogodę, to zabrakło czasu na ich wykończenie i dekorację. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie dokonaliśmy jeszcze szybkiego omówienia minionych dni i wymieniliśmy się pomysłami na następne takie szkolenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fobozzimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zch - Spalona Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka|24 02 2019}}&lt;br /&gt;
Była to pierwsza tatrzańska tura Andrzeja, więc padło na pobliską i dobrze nam znaną dolinę Rohacką. Plan A polegał na zdobyci Spalonej Kopy, plan B – jak będzie nam mało to szarpniemy się jeszcze na pobliskiego Pachoła. Z powodu mgły, która grała pierwsze skrzypce na tym wyjeździe nie do końca świadomie wybieramy plan C, czyli mijamy odbicie na Spaloną, więc odwracamy planowaną kolejność szczytów. Lecz tu do akcji wkracza 11-osobowa grupa słowackich skiturowców, krocząca przed nami. Podążamy ich śladami, myśląc że wybierają się co najmniej na Banikowską Przeł., no bo gdzież indziej – na tym etapie doliny innych celów już być nie może …, a jednak!&lt;br /&gt;
Znając opis podejścia na relatywnie nie trudną Banikowską Przeł. zaczynamy mieć lekkie obawy gdy Słowacy zakładają harszle… my po krótkim czasie wkładamy raki … coś dziwnie stromo … i do tego trochę sporo lodu … Dopiero docierając na grań (sporo za późno) sprawdzamy lokalizację i jakie jest nasze zaskoczenie gdy okazuje się, że jesteśmy na Spalonej Przeł. (Spalone Sedlo) - nazwę przełęczy poznałem dopiero w domu!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu decydujemy się na plan D – zjazd jak najszybciej, póki widzimy jeszcze siebie z odległości ok. 20m. Pierwsi jednak ruszają hardzi (jeden z nich przebierał się prawie do rosołu na przełęczy) Słowacy, zjechała 2/3 grupy i nagle słychać zgrzyt krawędzi o lód i jeden z hardych leci w dół!!! Spanikowana Słowaczka woła o pomoc 2 doświadczonych (na pewno wiekiem) Słowaków. Ci jednak nawet nie zerkają w ich kierunku, tylko mamroczą coś w rodzaju „jak spadł to się gdzieś pewnie zatrzyma”, albo „i tak już mu nie pomożemy”. Na szczęście ślizg okazał się nie długi i oprócz wypiętej narty nic się nie stało – ach te opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i my, lecz mgła robi się coraz gęstsza. Po pokonaniu stromizn mgła jest już irytująco gęsta i do końca nie wiemy czy aby czasem nie jedziemy pod górę. Dlatego też odpuszczamy sobie wejście na Spaloną Kopę i staramy się powoli tracić wysokość, co 100 m sprawdzając położenie. Na samym końcu trawersujemy zbocza Spalonej, aby ominąć slabozjeżdżalny, leśny fragment szlaku i znajdujemy wypatrzone jeszcze z dołu wycinki leśne z cudownym puchem – nimi docieramy na dno doliny i dalej na nartach do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wycieczki wynosimy jeden główny wniosek – rada „idziemy za nimi bo wyglądają jakby wiedzieli gdzie idą” to słaba rada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców Andrzejowi się podobało, owszem był zmęczony ale na skitury jeszcze pojedzie – tak przynajmniej powiedział😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSpaloneSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ); Erin Lynch (kierownik wyprawy, Hong Meigui CES), Sonia Meyer, &amp;lt;u&amp;gt;Carl Bern&amp;lt;/u&amp;gt; (Front Range Grotto), Jeffrey Goben (Colorado Grotto), &amp;lt;u&amp;gt;Kathleen Graham&amp;lt;/u&amp;gt; (Alberta Speleological Society); w organizacji bazy wydatnie pomagał nam Phil Rowsell (Hong Meigui CES)|14 - 23 02 2019}}&lt;br /&gt;
Po trzech latach przerwy udaje się ponownie zorganizować wyprawę do jaskini Luo Shui Kong. Działalność możliwa jest tylko zimą, ponieważ dwustumetrowej głębokości studnia wlotowa stanowi ponor całkiem pokaźnej rzeki. W sumie cieszymy się, że w ogóle działalność jaskiniowa jest jakkolwiek możliwa, bo za przewodniczącego Xi Jinpinga Chiny znów przeżywają fazę delikatnego zamknięcia na obcokrajowców. Mimo tego, że brytyjsko-amerykańskie wyprawy jaskiniowe działają w rejonie od wielu lat, lokalna policja wnikliwie analizuje naszą grupę. Musimy cierpliwie wyjaśniać, że dziewczyny również chodzą po jaskiniach i że naprawdę śpimy obok siebie, choć nie jesteśmy w związkach małżeńskich. Jeden z inspektorów wybiera się z Philem na naszą bazę i na miejscu prosi go, żeby pokazał mu swoją... szczoteczkę do zębów (na dowód, że rzeczywiście tu mieszka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierowniczka wyprawy - Erin Lynch - spóźniła się na samolot z USA i pod kilka dni jej nieobecności musimy wdrożyć środki zastępcze. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pracujący akurat w Chinach Phil Rowsell - z którym nigdy nie byłem w jaskini, ale z którym miałem do czynienia na takich czy innych jaskiniowych konferencjach - podjął się przygotowania dla nas bazy, a zatem wynegocjował dla nas warunki pobytu &amp;quot;u gospodarza&amp;quot; i załatwił wspomniany już meldunek na policji. Z kolei ja, jako jedyna osoba, która była na poprzedniej wyprawie, organizowałem samą działalność jaskiniową. Po dwóch dniach poręczowania byliśmy gotowi na zbadanie pierwszego celu eksploracyjnego: ciągu za wodą w najgłębszej części jaskini (na ok. -378). W tym rejonie ostatnio była w 2015 roku Katie, której to tajemnicza rzeka za błotnym progiem śniła się przez wiele lat. Do pomocy Katie werbuje niczego nieświadomego Carla. Jeff, poręczujący poprzedniego dnia z Katie pożycza Carlowi kombinezon typu &amp;quot;cerata&amp;quot;, a Sonia proponuje swoje neoprenowe ogrodniczki. Próbujący się wbić do damskiego neoprenu Carl dostarcza wieczornej rozrywki pozostałym uczestnikom wyprawy, zgromadzonym jak zwykle na bazie wokół elektrycznych grzejników. Nogi wchodzą, i choć szelek nie da się zapiąć, to jednak materiał ciasno opina tors Carla i wydaje się, że uda się mu w ten sposób pokonać krótki odcinek we względnie ciepłych wodach jaskiń Wulongu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd na przodek przebiega szybko i bez komplikacji. W krótkim czasie Katie i Carl przebierają się w cieplejsze kombinezony na błotnistym brzegu podziemnego strumienia. Akcja zaczyna się na dobre wejściem po błotnych stopniach, które Katie wykuła osobiście przed czterema laty. Czołganie, zejście po pochylni a następnie 20 m zjazd doprowadza w końcu na półeczkę nad wodą zbyt wąską, żeby na niej stać. Patrząc na rozciągające się przed nim jezioro, Carl rozumie już, dlaczego Jeff zrezygnował z towarzyszenia Katie na tej akcji. Będąc Kanadyjką - wprost z kraju lodu i śniegu - a także nurkiem jaskiniowym i jednocześnie osobą z dużym sentymentem do tego przodka, Katie bez zastanowienia wskakuje do wody i płynie za róg sprawdzić, co też znajduje się dalej. Carl czeka na wieści na półeczce. Po chwili słyszy potwarzane przez echo pytanie: &amp;quot;Idziesz?&amp;quot;. Co zrobić? Nie ma wyjścia, trzeba zsunąć się do wody. Tuż za rogiem jego oczom ukazuje się płaszczyzna jeziora, ciągnąca się po horyzont. Ściany są bardzo strome i nie mają żadnych stopni. Nigdzie też nie widać Katie. &amp;quot;No, miejmy to z głowy&amp;quot;, myśli Carl, &amp;quot;Jestem przecież dobrym pływakiem, pójdzie mi szybko&amp;quot;. Oczywiście pływanie w zbyt ciasnym neoprenie, w kombinezonie jaskiniowym, gumowcach na nogach, kamizelce ratunkowej, ciągnąc za sobą wora jaskiniowego jest totalnie nieefektywne. Ściany przesuwają się centymetr po centymetrze. Kiedy w końcu pojawia się światło Katie, ulga jest tylko chwilowa; Katie spogląda bowiem na wodę i dostarcza Carlowi wyobrażenia o dzielącej ich odległości. &amp;quot;Jasny gwint, to jest naprawdę daleko!&amp;quot;. Po chwili w żaden sposób nieizolowane od zimna ramiona Carla drętwieją. &amp;quot;No to pięknie, teraz umrę w jaskini w dziewczęcym neoprenie i w pożyczonym kombinezonie&amp;quot;, myśli Carl. Ostatecznie udaje mu się dopłynąć na tyle blisko, żeby dostrzec, że Katie nie wyszła na brzeg i wystaje z wody tylko od pasa w górę. Zdesperowany, Carl gramoli się na coś, co uchodzi za ląd w tym zapomnianym przez bogów miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Katie zdaje Carlowi sprawę ze swojego rekonesansu. Wygląda na to, że znajdują się w wielkim syfonie, później określonym na 120 m długości i 90 m szerokości. Nie ma żadnej widocznej drogi naprzód. Katie zmaga się z rozczarowaniem, po tylu latach marzenia o połączeniu tego przodka z jaskinią San Wang Dong. Carl zmaga się z faktem, że zimne, podziemne jezioro stoi teraz pomiędzy nim, a resztą jego życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nieudanej próbie obejścia syfonu bocznym ciągiem, stojąc na suchym, choć błotnistym lądzie zespół przymierza się do kartowania. Carl odkrywa, że ledwo jest w stanie otworzyć szczelny worek z przyrządami. Próbuje poinformować o problemie partnerkę, ale słowa jakoś się nie kleją. Po kilku urwanych sylabach, Katie stawia mu diagnozę: &amp;quot;Nohoho, ktoś tu chyba ma przypadek umbli?&amp;quot; (objawy hipotermii po angielsku: stumble, fumble, mumble, grumble), po czym obejmuje go ramieniem. Przez chwilę debatują nad odwrotem w imię bezpieczeństwa. Oznaczałoby to jednak, że ktoś będzie musiał tu wrócić na kartowanie. Za kilka godzin, przy ciepłym obiedzie na powierzchni, będzie trudno się z tej decyzji wytłumaczyć reszcie ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie udaje się wypracować pewien kompromis. Carl z grubsza może notować; zrobią po prostu zgrubne notatki, a szczegóły uzupełnią z pamięci. W drodze z powrotem do jeziora, Katie opowiada, jak przygotowywała się do nurkowania w zimnych syfonach biorąc zimne prysznice. Carl dochodzi do wniosku, że ludzie tacy jak Katie nie rodzą się z odpowiednimi genami. Oni po prostu każdego dnia podejmują decyzje, które stopniowo czynią ich coraz większymi skurczybykami.  Dla porównania, każdy ciepły prysznic, który Carl wziął tego roku, pogarszał jego gotowość na obecnie przeżywaną podróż przez hipotermię. Tyle w sprawie chińskich jaskiń, będących przecież na ogół wielkimi, suchymi jak pieprz tunelami. Kiedy tylko zaczynają się trochę ruszać, Carl odzyskuje możliwość wypowiadania się pełnymi zdaniami. Odkrywa za to, że ma kłopoty z oddychaniem i że żebra bolą go przy każdym głębokim wdechu. Powoli dociera do niego, że problem leży chyba w zbyt ciasnym neoprenie. Ogrodniczki, które trzymają go przy życiu, jednocześnie próbują go zabić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Katie przymierza się do udokumentowania jeziora. Proponuje, żeby Carl wyznaczył punkt stojąc w wodzie, wskazując go swoją czołówką, w czasie kiedy ona przepłynie i dokona pomiarów. Carl wetuje ten pomysł: &amp;quot;Nie zamierzam stać w tej wodzie. Kiedy już wejdziemy do jeziora, płynę na drugą stronę i się nie zatrzymuję&amp;quot;. Przyjmując ze zrozumieniem konieczność uproszczenia rysunku, Katie zanurza się i rozpoczyna przeprawę na drugi brzeg. Zmniejsza jasność swojej czołówki - nie po to, żeby oszczędzać baterię, ale raczej żeby ukryć przed swoją wyobraźnią wijące się masy białych ryb i kijanek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Carl płynie jako drugi. Próbuje najpierw kraulem, potem żabką, potem pieskiem. Tak czy siak, płynie bardzo wolno. Ramiona znów mu drętwieją, ale tym razem nie jest to dla niego zaskoczeniem i perspektywa śmierci w zimnej wodzie nie jest już aż tak intensywna. W końcu udaje się mu dotrzeć na półeczkę, na której Katie wielkodusznie puszcza go przodem. Pozostaje już tylko pokonać rozgrzewającą, 20 metrową pochylnię w błocie o konsystencji biegunki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie wyprawy: w sumie umieściliśmy w jaskini 850 metrów liny żeby sprawdzić powyższy mokry przodek oraz pewien gigantyczny, suchy tunel, ktory nie mógł się tak po prostu skończyć. Jednak ku naszemu rozczarowaniu, obydwa główne &amp;quot;tematy eksploracyjne&amp;quot; zakończyły się w połowie wyprawy - kiedy to Mateusz i Ola opuszczali bazę. Sprawdziliśmy też kilka bocznych ciągów, odnotowanych na tej oraz na poprzednich trzech wyprawach. Znaleźliśmy też kilka nowych jaskiń, które prawdopodobnie łączą się z LSK, ale nie było czasu na ich dokładne zbadanie. W czasie wyprawy zbadaliśmy ok. 1.5 km korytarzy, ustanawiając znaną długość jaskini na około 8.6 km. Choć jest jeszcze kilka znaków zapytania, nieprędko pewnie będzie miała miejsce kolejna wyprawa do Luo Shui Kong. Ciąg w jaskini San Wang Dong (77 km długości) kierujący się w stronę LSK urywa się studnią, jest on więc pewnie bardziej porywającym punktem startowym do poszukiwania połączenia między San Wang Dong, Er Wang Dong i Luo Shui Kong - którego znalezienie mogłoby doprowadzić do powstania systemu jaskiniowego o długości ponad 130 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uczestnicy wyprawy dziękują za wsparcie Administracji Dziedzictwa Kulturowego i Historycznego Okręgu Wulong, Administracji Okręgu Wulong, rodzinie Yu oraz Instytutowi Geologii Krasu Chińskiej Akademii Nauk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Tekst: Carl Bern, redakcja: Kathleen Graham, wstęp i przekład: Mateusz Golicz''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od południa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Jaworska oraz 1 członek klubu|10 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęceni warunkami z ostatniego tygodnia ponownie uderzamy na Skrzyczne lecz tym razem za cel bierzemy południowe zbocza. Podchodzimy szlakiem od Ostrego U góry bardzo mocny wiatr. Po przerwie w schronisku zjeżdżamy na przełaj wprost na południe. Początkowo wiatr zatrzymywał nas w miejscu lecz troszkę niżej warunki były idealne a zjazd do dol. Potoku Malinowskiego zaliczać można do najpiękniejszego w Beskidach. Wszystko pod lazurowym niebem w otoczeniu białych szczytów. W dolinie po przetartym szlaku z &amp;quot;łyżwy&amp;quot; szybko docieramy do auta. Zrobiliśmy 722 m przewyższenia i ok. 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Skrzyczne2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + członek klubu|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotne plany wyjazdu dotyczyły Tatr, ale wiadomo 3 stopień lawinowy i halny szybko je zweryfikował. Trasę wybraliśmy pod kątem dłuższego turowania i liczyliśmy na przyzwoity zjazd. Niestety po odpoczynku w schronisku rozpadało się, śnieg stał się mokry i tępy co zmusiło nas jedynie do zjazdu bez historii do auta. Jedyną smutną obserwacją jest stan drzewostanu bukowego zniszczonego przez masy śniegu na grani. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż dziw bierze jak wschodnie stoki Srzycznego diametralnie różnią się od przeciwnej strony. Brak szlaków, nartostrad a co za tym idzie brak ludzi. Tym razem wystartowaliśmy z Podlasu. Po mokrym śniegu podchodzimy na wprost zostawiając za sobą i pod sobą mglistą szarość. Ostatnie stromizny pokonujemy zakosami wydostając się na szczyt Skrzycznego (1257) pełnego przywyciągowych narciarzy choć i skiturowców też kilku było. Krótka chwila w schronisku i szybko w dół rozkosznym zjazdem po owych stromiznach a potem łagodniej w lesie. Bez szwanku docieramy do auta. Zrobiliśmy 750 m przewyższenia i 7 km dystansu. Był to nasz trzeci zjazd w tą &amp;quot;dziką&amp;quot; stronę i każdy można zaliczyć do bardzo atrakcyjnych pod każdy względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSkrzyczne &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria - skitour|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
Paskudne warunki; deszcz, mgła. Podejście czerwonym szlakiem na wierzchołek i zjazd nartostradą tuż przed zamknięciem wyciągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Babia Góra - skitour|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Ze Slanej Vody żółtym szlakiem na wierzchołek i z powrotem. Warunki przy szczycie jak w tunelu aerodynamicznym (był&lt;br /&gt;
em niedawno) - a z powodu mgły zjazd bez GPS byłby loterią. Generalnie zjazd słaby: najpierw ta mgła i kalafiory, potem mokry i hamujący śnieg a n&lt;br /&gt;
a koniec plaskato. Tyle dobrze, że był to prawdziwy zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Zgadaliśmy się ze Strzelcem, że oboje mamy wolną sobotę i chęć wybrania się gdzieś, jednak żadne z nas jakoś nie miało ani weny, ani specjalnych chęci wymyślić co robimy. Poza mglistym ,,jedziemy w góry” nie mieliśmy pomysłu co robić. W sobotę rano, spakowani na wycieczkę, otwarliśmy w samochodzie mapę i zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na Beskidzkie szczyty, żaden z nich nie wydał nam się oryginalnym pomysłem, szukaliśmy czegoś nowego i dostosowanego do pogody, ale jednak czegoś co można by nazwać ,,konkretnym” wyjściem. Godzina (8:30!) też miała duży wpływ na poszukiwanie miejsca destynacji. Szukając coraz bliżej, trafiliśmy palcem na mapie na Beskid Mały i najwyższy jego szczyt Czupel (930m). Tak więc pojechaliśmy do Czernichowa, stamtąd weszliśmy na wspomniany Czupel, niebieskim szlakiem przez Suchy wierch. Pogoda wiosenna, blisko 10 stopni na plusie i nawet za mocno nie wiało (halny w Tatrach!). Jednak topniejący śnieg okazał się bardziej uciążliwy niż się spodziewaliśmy, mimo wydeptanych śladów i tak zapadaliśmy się jeszcze bardziej, po kolana, a czasami bardziej. Moje buty na szczycie już chlupotały :}. Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem przez Przysłop i Suchy Groń. Co okazało się śmiesznym pomysłem gdzieś w okolicach żółtego szlaku. Poza zapadaniem się w śnieżnej brei, deptaliśmy po wodzie do kostek, która z się wytopiła ze śniegu i pod nim płynęła. Uciekliśmy ze szlaku, jak tylko pojawiła się możliwość zejścia odśnieżonymi uliczkami. Choć wycieczka była bardzo fajna i przeszliśmy około 11km i zrobiliśmy nieco ponad 600m przewyższenia, to czułam się zmęczona nie mniej niż jakbym poszła na solidną ,,wyrypę&amp;quot;… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 2019}}&lt;br /&gt;
Samotne wyjście na Czantorię po pracy. Niebieskim szlakiem od Poniwca wychodzę na wierzchołek. Zjazd lasem mniej więcej drogą podejścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria od dol. Suchego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów na Czantorię. Tym razem od Doliny Suchego Potoku. Kilka lat temu podchodziliśmy tym niezwykle stromym jak na Beskidy podejściem lecz co najwyżej teren był przyprószony śniegiem a zjechać musieliśmy natrostradą. Tym razem śniegu było dużo a warun wymarzony do zjazdu (na twardym podłożu warstwa świerżego puchu). Podchodzimy prawym orograficznie skłonem doliny, której zbocza robią się później strome i tylko podejście licznymi zakosami pozwala zdobywać teren. Po wydostaniu się na szlak zaliczamy szczyt Czantorii (995) by w chwilę później w śnieżnej zadymce mknąć w dół pięknym bukowym lasem. Celem był zjazd wąwozem lecz po kilkudziesięciu metrach zjazdu tym wąskim parowem zacząłem się zapadać do głębokich jam, które pojawiały się pod naporem nart. Śniegu optycznie było dużo lecz zalegał na wierzchołkach głazów bez konkretnego podkładu (wina spływającej tam wody). W ostatnim więc możliwym momencie wydostaję się z wąwozu na strome zbocze by kontynuować zjazd lasem najpierw równolegle do rozpadliny a później optymalnym wariantem ku dolinie. Jak zwykle szybko osiągamy dno doliny i w kilka chwil jesteśmy przy aucie w Polanie. Czantoria od tej strony oferuje ciekawe pod względem skiturowym możliwości dla bardziej wymagjących narciarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSuchy%20Potok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasrowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Tadek Szmatłoch|26 01 2019}}&lt;br /&gt;
W Tatrach pełnia zimy. Wyruszamy z Kuźnic w kilkustopniowym mrozie. Pod jaskinię docieramy po przetartej ścieżce. W trakcie przebierania, dochodzi do nas kurs z Krakowa. Czując ich oddechy na plecach, szybko wrzucamy resztę rzeczy do plecaków i wskakujemy do dziury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kasprowa Niżnia jest moją ulubioną jaskinią, a ostatni raz w Tatrzańskiej jaskini byłam już jakiś czas temu, więc wyszło na to, że wpadłam do dziury jak narkoman na głodzie chcąc pożreć wszystkie wspinaczki i poręczówki sama. Nie było po drodze żadnej wody, która by mnie zatrzymała. Po pierwszej euforii wyhamowuję dopiero gdzieś w okolicach partii Sylwestrowych, kiedy zaczyna się robić zdecydowanie ciasno, a moje nienasycenie przemienia się w ciekawość, bo do tego miejsca nigdy wcześniej nie dotarłam. Kręcimy się tu przez jakiś czas i zaglądamy w różne korytarze. Znudzeni zażądamy odwrót. Deporęczem zajmują się chłopaki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Rycerskiej nie kierujemy się w stronę wyjścia, a zbaczamy do korytarza prowadzącego do Syfonu Danka. Tam również jeszcze żadne z nas nie było. Trochę nas zaskoczył ten odcinek jaskini, każdy spodziewał się czegoś innego. Niemniej, zaskoczeni jesteśmy na plus! Kiedy w końcu docieramy do syfonu, zachwycamy się jego przejrzystością i dumamy nad tym co siedzi w głowach ludzi, którzy decycują się na nurkowanie w jaskini... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do wyjścia. Choć przebieramy się w środku jaskini, to udało nam się przez otwór dostrzec jeszcze ostatnie odcienie dnia. Na powierzchni dalej mróz i do tego prószy śniegiem. Próbowałam jeszcze ukoronować ten dzień zjazdem na worze, ale szlak w żadnym miejscu nie był na tyle stromy, żeby mi się to udało... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|20 01 2019}}&lt;br /&gt;
Dość krótki wypad do Brennej. Ostatnia fala ocieplenia z zeszłego tygodnia wytopiła sporo śniegu, a ten który zostawiła, skryła pod szczelną skorupką lodu. Nic nowego nie nasypało więc szlak/droga dość daleko posypany piachem. Dopiero wyżej zaczyna się przyjemny puszek. Nasz pierwszy w tym sezonie. Z zachwytu zapominamy o pierwotnym planie i po wejściu na Kotarz zjeżdżamy i podchodzimy różnymi drogami i lasem tak żeby trenować (i delektować) zjazdy. &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fkotarz&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie – jaskinia Lamprechtsofen|Mateusz Golicz, Ola Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, dwie osoby z klubu, Miłosz Dryjański (KKS) oraz grotołazi z klubu z Salzburga i z Niemiec: Joe, Sebi, Alex, Martin, Markus, Schorsch, Toni, Andy; Jorg i jeszcze dwie osoby|18 - 20 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni ciekawej działalności za sprawą Mateusza, który zorganizował akcję do systemu Lampo. W pierszy dzień Mateusz z Olą, Magdą  i Bogdanem. wybrali się na skiturach w stronę szczytu Schwalbenwand (2011) a pozostali na spacery po okolicy. Wieczorem wszyscy (my dojechaliśmy wprost na spotkanie) spotykamy się na prelekcji Mateusza Golicza w siedziebie austriackiego klubu, która się mieści w jednym z pomieszczeń pałacu w Salzburgu. Wykład o eksploracji masywu Goll z udziałem m. in. legendy tuejszej speleologii Walterem Klappacherem spotkał się dużym zainteresowaniem sporej grupy obecnych. Jeszcze wieczorem ustalamy szczegóły akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do Lampo miała na celu dotarcie do Mondhalle (+300 m) i przetestowanie urządzenia – cavelink. Urządzenie to pozwala na komunikację tekstową bez kabla na spore odległości w jaskini. Oprócz tego mieliśmy wynieś niepotrzebny sprzęt oraz śmieci. Z kolei Mateusz chciał naprawić uszkodzone mocowanie jednej z drabinek. Podzieleni na dwie polsko - austriackie grupy realizowaliśmy zaplanowane zadania. Obecnie Lampo to jedna z najgłębszych jaskiń świata (najgłebsza w Europie) a różnica między najwyższym otworem (CL 3) a dolnym wynosi 1735 m co stanowi najgłębszy trawers jaskiniowy świata. 60 km korytarzy daje pojęcie o potędze tej dziury. Pierwsze kilkaset metrów jaskini latem jest udostępnionych dla turystów.  Zimą dostępna jest tylko dla grotołazów. Przez kilkadziesiąt lat eksploracji pokolenia grotołazów założyły tu setki drabinek, lin, bolców i różnego rodzaju patentów w celu łatwiejszego posuwania się w górę jaskini. W jednym z zalanych korytarzy jest nawet tratwa, którą trzeba przepłynąć kilkadziesiąt metrów. Niemniej jednak poruszanie się wymaga trochę gimnastyki. Po 5 godzinach udaje nam się dojść do Mondhalle (ok. + 300 m) i ku naszemu zdumieniu udaje się nawiązać łączność z Miłoszem, który był w wstępnych partiach jaskini. W drodze powrotnej spotykamy natomiast Mateusza z Olą i Iwoną przy feralnej drabince a na końcu Miłosza, który jeszcze siedział przy cavelinku. Pozostali z jaskini wyszli wcześniej. Chatka w której mieszkaliśmy znajduje się kilkadziesąt metrów od otworu co jest kolosalnym ułatwieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na ogromne opady śniegu przed naszym przyjazdem, wszystkie drogi prowadziły wąwozami w śniegu a w górach było wysokie zagrożenie lawinowe. Wstaliśmy o świcie. Najbepzpieczniejszy w okolicy był właśnie Schwalbenwand, na który wyszliśmy na skiturach. Było mroźno lecz u góry słonecznie. Zjazd był przecudowny. Przez wielkie polany w otoczeniu szczelistych szczytów po wspaniałym śniegu. Zrobiliśmy 1200 m deniwelacji i niespełna 9 km dystansu. W południe ruszamy w droge powrotną do domu tak jak i reszta ekipy (którzy też odbyli krótkie wycieczki po okolicy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia (reszta trochę później): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FLampo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria przez Gahurę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2019}}&lt;br /&gt;
W górach śniegu moc. Robimy szybki wypad w upatrzone 2 lata temu miejsce. Jest to dolina Gahury, której odnoga wcina się stromo od wschodu w masyw Czantorii (995). Auto zostawiamy przy kamieniołomie w Wiśle Obłaziec i dalej ciągle po śniegu wgłąb doliny. Zaskoczeniem były świeże ślady skiturowców lecz po kilkuset metrach skręciły gdzieś w bok w stronę wyciągów. My w bardzo głębokim śniegu windujemy się powoli do góry znacząco się zapadając nawet mimo nart na nogach. Podejście w tych warunkach zajmuje nam bite 2 godziny (613 m przewyższenia). Oczywiście w lesie nie spotykamy nikogo. Spokój zaburzały jedynie spadające z drzew ogromne czapy śniegu. Na szczycie widoczność ograniczona (prószył śnieg). Tylko przepinka i po chwili mkniemy w dół mniej więcej trasą podejścia. Były to przewspaniałe chwile gdyż zjazd był właściwe płynięciem po grubej warstwie puchu a nastromienie stoku pozwalało na rozwinięcie znaczącej szybkości. Bardzo szybko osiągamy więc drogę w dolinie, którą niebawem przy sipiącym już deszczu dojeżdżamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Pilsko - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS)|12 01 2019}}&lt;br /&gt;
Skiturowy debiut Jacka. Super warunki w lesie, aż do samego parkingu. Kolejno śnieg zmrożony, świezy puch, śnieg ubity niczym na trasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7686</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7686"/>
		<updated>2017-07-05T06:26:36Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''01 07 2017''' - chwilka w Tatrach Zach.&lt;br /&gt;
* '''30 06 - 02 07 2017''' - Spływ kajakowy dolnym odcinkiem Liswarty&lt;br /&gt;
* '''24 06 2017''' - Jura - wspina na Górze Birów&lt;br /&gt;
* '''24 06 2017''' - Tatry Zach. - Koprowa Studnia&lt;br /&gt;
* '''15 - 18 06 2017''' - wspinanie w Sokolikach&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 06 2017''' - klubowy spływ Rabą&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7685</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7685"/>
		<updated>2017-07-05T06:25:39Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - obserwacje meteo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Teresa Szołtysik|01 07 2017}}&lt;br /&gt;
Jak w temacie. Tylko deszcze. Z jaskini nici.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ kajakowy dolnym odcinkiem Liswarty|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz dzieci i osoby towarzyszące (w sumie 14 os.)|30 06 - 02 07 2017}}&lt;br /&gt;
Spływ odbył się na trasie Danków - Wąsocz Gorny. Zrobiliśmy ją zw. na obecność dzieci (6~8 lat) dla których to spływ był organizowany w dwóch odcinkach gdzie noclegiem była polanka za Zawadami.&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień (odcinek 17 km) to 3 przenioski i jedno utopienie kajaka. Drugi (prawie 19 km) to spokojne wiosłowanie przez malowniczy i kręty dolny odcinek Liswarty zanim wpada do Warty. Na całej trasie dosyć płytko, nawet Warta &lt;br /&gt;
nie grzeszyła głębokością. Pogoda ogólnie dopisała. W sobotę złapał nas tylko kilkuminutowy deszcz i dopiero niedzielny poranek przywitał nas lekkim ale długotrwałym opadem, który skończył się ok 11:00 i po tej godzinie mogliśmy spakować rzeczy by ruszyć dalej. Oczywiście nie obyło się bez dwóch biwaków, ogniska, gitary z bębnami i wspólnym śpiewaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda|24 06 2017}}&lt;br /&gt;
Szybki wyjazd. Wspinamy drogi do VI.3, w tym kilka klasyków. Piękna pogoda, mało ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Koprowa Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Joanna Przymus|24 06 2017}}&lt;br /&gt;
Koprowa Studnia (-52) nie jest zapewne popularnym celem speleologicznych wypadów o czym może świadczyć brak jakiejkolwiek ścieżki w żlebie. Nam jednak udaje się bez większych problemów dotrzeć pod otwór. W jaskini jesteśmy raptem 2 godziny. Na uwagę zasługuje sporych rozmiarów korek śnieżny w dolnych partiach studni. Ponieważ pogoda była przecudowna to potem podchodzimy jeszcze Koprowym Żlebem na grzbiet Kondrackiej Kopy a dalej zahaczamy o Giewont i przez Grzybowiec schodzimy do Mł. Łąki co w sumie okazało się piękną wycieczką. Wszędzie dominuje soczysta zieleń. Lato w pełnej krasie. Kilka zdjęć (robiliśmy tylko telefonami) jest tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKoprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie w Sokolikach i Podzamczu|Iwona i Karol Pastuszka, Błażej Czaicki|15 - 18 06 2017}}&lt;br /&gt;
Na ten długi weekend mieliśmy z Iwoną różne plany, ale ze względu na moje obowiązki zdecydowaliśmy spędzić czas w Polsce. Kilku kumpli wybierało się w Sokoliki, więc się do nich dołączyliśmy. W sokolikach byliśmy przeszło rok temu i mamy dobre wspomnienia z nimi związane. W nocy z środy na czwartek dojechaliśmy na tabor pod Krzywą i po rozbiciu namiotów poszliśmy spać. Następnego dnia pogoda była cudna, a że kolejne dni nie zapowiadały się aż tak ciekawie, postanowiliśmy spędzić cały dzień w skałach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jakie skały są w Sokolikach? Cudne! Przepiękne! Mnogość form skalnych: rysy, krawądki, kominy itp. Całkowicie inne wspinanie niż na jurze. Prawdziwy przedsmak tatrzańskiej przygody. Mieliśmy ze sobą najmłodszego brata Iwony- Błażeja, którego zapoznawaliśmy z tajnikami wspinaczki. Błażej okazał się pojętnym uczniem. W sumie mu zazdroszczę, że w jego dość młodym wieku (16 lat), ktoś go zapoznaje ze wspinaczką w tak arcyciekawych terenie. Oby złapał bakcyla ;)&lt;br /&gt;
Cały dzień był owocny, szczególnie dla Iwony, która pokazała hart ducha, przechodząc OS-em klasyki na Sokoliku dużym. Piątek zaś był pechowy. Od rana padał deszcz, ale był to dość ciepły dzień, więc skały szybko obeschły. Mimo, iż nic tego nie zapowiadało, to popołudniu zerwał się wiatr i przywiał kolejne deszczowe chmurki, które zostały z nami do wieczora. Prognozy pogody na sobotę nie były jeszcze gorsze, więc pomiędzy kolejnymi falami deszczu zwinęliśmy w piątek namioty i wróciliśmy do Katowic. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie był to nasz jedyny wypad wspinaczkowy w ten weekend. W niedzielę zawiesiliśmy ekspresy na skałkach w Podzamczu. Pomimo bardzo fajnego wspinu, szkoda nam było, że tak krótko gościliśmy w Sokolikach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy dolną Rabą|Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Henryk Tomanek, Sonia Tomanek, Adam Tomanek, Justyna, Grzegorz Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Darek i Kasia Garbas z dziećmi, Michał Chowaniec oraz 7 osób tow., grupa wspomagająca z lądu – Tomasz Szmatłoch i Asia|17 - 18 06 2017}}&lt;br /&gt;
Spływ odbył się na trasie Dobczyce (poniżej zapory) do Chełmu. Rzeka na tym odcinku ma typowo górski charakter i wije się pośród wzgórz. Spływ ciekawy. W pierwszy dzień chłodno i przelotne deszcze. Odnotować należy trzy wywrotki na tym odcinku. Przepiękne miejsce biwakowe mieliśmy na leśnej polanie w okolicach Pierzchowa (ujście Stradomki do Raby). Biwak, ognisko, nie zastąpiony Grzegorz przygrywał na gitarze. Wszystko dość brutalnie przerwał kolejny opad deszczu. Drugi dzień to już przepiękna pogoda i kajakowy spacerek do Chełma gdzie kończymy spływ. W spływie wzięło udział łącznie 27  osób. Warto dodać, że firma KajakiDunajcem profesjonalnie nas obsłużyła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRaba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolny Śląsk / Czechy - Rowery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|17 06 2017}}&lt;br /&gt;
Przejechaliśmy z grubsza wzdłuż szlaku ER-10 z Lwówka Śląskiego do miasta Frydlant w Czechach. Przejażdżka rowerowa jest bardzo dobrym sposobem zwiedzania i tego regionu Polski. Wiele okolicznych miasteczek datuje swoją historię od średniowiecza. Mirsk uzyskał prawa miejskie w 1337, Lwówek Śląski w 1217, Lubomierz w 1291... Dziś życie tu nie jest łatwe, ale w wielu miejscach zachował się średniowieczny układ miast, z pręgierzami i zabytkowymi budynkami (oby jeszcze kiedyś wróciły do dawnej świetności). Powrót mniej więcej tą samą trasą, w sumie wyszło nam 149 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - Ferrata HZS|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2017}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad w Małą Fatrę. Głównym celem była ferrata HZS, której nie mieliśmy okazji przejść będąc poprzednim razem na Słowacji. Wyruszyliśmy rano, mijając na szlaku nielicznych Słowaków.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Droga prowadzi początkowo wąwozem przez las. Upał dawał się nawet tam we znaki. Po dojściu do tablicy informującej o początku ferraty założyliśmy uprzęże z lonżami i ruszyliśmy dalej w górę rzeki. Wybraliśmy wariant trudniejszy (B/C), jednak łatwość przejścia trochę nas rozczarowała. Poza jednym fragmentem wspinaczki na ścianie przy wodospadzie, większych emocji dostarczyło nam jedynie moje poślizgnięcie się na mokrych kamieniach. Choć brak trudności nie odebrał kanionowi uroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po wyjściu na szlak wpisaliśmy się do pamiątkowej książki i ruszyliśmy na Wielką Lukę. Na szczycie zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Drogę w dół, składającą się z monotonnych zakosów, urozmaiciliśmy sobie wyszukując liczne skróty stromymi ścieżkami dla rowerzystów. Cała wycieczka zajęła nam około 6 godzin. [http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FHZS |'''Zdjęcia z ferraty tutaj.''']&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: rowerem dookoła kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 13 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głównym celem wyjazdu było objechanie Szwajcarii, podążając długodystansowymi ścieżkami rowerowymi. Szwajcaria ma całą sieć takich ścieżek i bez problemów można przemierzać cały kraj na rowerze. Jako punkt start/metę wybrałem Bazyleę ponieważ tam były najdogodniejsze połączenia pociągiem. Od Bazylei już na rowerze w stronę Neuchatel i Lozanny. Pierwsze dni dają popalić. Teren bez przerwy góra - dół, do tego upał ponad 30 stopni. Trzeciego dnia cały czas deszcz i nawałnice. Przez Lozannę i Montreux docieram do Martigny. Tam na sczeszcie wypogadza się i wiatr zmienia kierunek. Zaczynają się wysokie góry. Tego dnia docieram za Sierre. Niestety, ostatnie kilometry to awaria przerzutki i walka by dotrzeć do zaplanowanego noclegu. Rano 18km to samo aż do sklepu rowerowego w Visp gdzie wymieniam przerzutkę. Tego dnia słonecznie, dojeżdżam na camping w Oberwald przed Furka Pass. Kolejnego dnia wcześnie pobudka i solidny podjazd na przełęcz Furka (2429) a następnie na Operalppass (2044) . Od Andermatt kieruję się ścieżka krajową nr 2 wzdłuż Renu. Po drodze na krótko odwiedzam Lichtenstein i obok Jeziora Bodeńskiego, granicy niemieckiej docieram z  powrotem do Bazylei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - centralny kurs autroatownictwa jaskiniowego PZA| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie różnych klubów PZA|10 - 11 06 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę ćwiczenia na górze Birów. Niedziela autoratownictwo w jaskiniach: Świniuszka, Studnia Szpatowców, Filipa, Rysia, gdzie prowadziłem zajęcia.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|11 06 2017}}&lt;br /&gt;
Rudzki Klub Grotołazów po raz drugi wsparł akcję zbiórki krwi Motoserce. Impreza miała miejsce na terenach parkingowych Biedroni na Wirku w Rudzie Śląskiej. Na wszystkich uczestników imprezy czekały ciekawe atrakcje oraz występy różnych grup na scenie oraz przed nią. Najważniejszym miejscem był jednak autobus stacji krwiodawstwa. Podczas kilku godzin imprezy udało się zebrać prawie 18 litrów krwi. Po południu nastąpiło wręczenie nagród (w tym losowanie motocykla dla jednej z osób oddających krew) oraz podziękowania dla wszystkich, którzy zdecydowali się wesprzeć akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rudzki klub Grotołazów miał do swojej dyspozycji spory kawałek zieleni, na którym przygotował tor przeszkód dla dzieci. Wszystkich chętnych witała pani manekin ubrana w strój grotołaza oraz tablica, gdzie można było poczytać objaśnienia dotyczące jej stroju. Wszystkie dzieciaku oczekujące na swoją kolej mogły poćwiczyć wiązanie węzłów oraz sprawdzić swoją wiedzę dotyczącą wystroju jaskini na specjalnie do tego przygotowanej planszy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na trasie poza przeszkodami do pokonania, dzieci miały do wykonania zadania dodatkowe, takie jak: szukanie ukrytych karabinków oraz bieg z worem jaskiniowym z liną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wszystkich uczestników naszej zabawy czekały drobne upominki, a najlepszym (dzieci były podzielone na cztery kategorie wiekowe) po południu zostały wręczone nagrody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć w nockowej galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fmotoserce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
oraz artykuł ze zdjęciami: https://rudaslaska.com.pl/i,motoserce---zebrali-1785-litra-krwi,200274,1284672.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - górska przebieżka rowerowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;| 11 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy pięknej pogodzie start z Szarculi (obok Kubalonki), dalej szlakami pieszymi bądź rowerowymi przez Istebnę, dolinę Olzy, wzdłuż granicy do Jaworzynki. Następnie przez Koniaków i Stecówkę na miejsce startu. Trasa zmienna, zauważyć można coraz więcej wyasfaltowanych szlaków co jak dla mnie jest złą tendencją. Zrobiliśmy 40 km i 1360 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/MTB-BeskidSl&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 41-lecia RKG w Piasecznie|Tadek, Basia, Adam, Ania,  Artur (z Julią), Tomek Szmatłoch (z Asią), Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Piotr Witkowski, Justyna, Daniel i Magda Bula, Grzegorz i Agnieszka Szczurek, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Zygmunt Zbirenda, Bianka Witman-Fulde, Bożena Kołodziej, Ryszard i Marzenna Widuch, Jan i Marzena Kieczka, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Iwona i Karol Pastuszka, Michał Chowaniec z dziewczyną, Janusz Dolibog (z Jolą), Mirek i Ilona Siwiec, Ola i Wojciech Rymarczyk, Ewa i Jerzy Bodzenta, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Gałecka, Piotr Strzelecki, Darek Sapieszko z dość liczną ekipą TKTJu oraz dzieci i osoby towarzyszące|02 - 04 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się kolejne spotkanie klubowiczów Nocka z okazji 41-lecia klubu. Część osób przyjechała w piątek. W sobotę odbył się egzamin kursowy na kartę taternika jaskiniowego do którego przystąpili nasi kursanci – Iwona i Karol oraz 6 osób z TKTJu. Wszyscy zdali  egzamin pomyślnie pod okiem instruktorów PZA za co należą się gratulacje. Pozostali wspinali się na różnych skałach tudzież zapędzili się do jaskini Wielkanocnej. Wieczór upływa przy ognisku. Jak zwykle mnóstwo wspomnień, anegdot, żartów. Został również podsumowany klubowy plebiscyt „SPITY’2016”. W kategorii: zdjęcie roku zwyciężyła Basia Szmatłoch za zdjęcie z 40-lecia klubu w Łutowcu, w kategorii: opis roku zwyciężył Sylwester Siwiec za opis akcji w jaskini Śnieżnej oraz Paweł Szołtysik w kategorii: wyczyn roku za wyjście na najwyższy szczyt Ameryki Płd. – Aconcagua. Niedziela upływa na wycieczkach rowerowych, wspinaczce, pogawędkach i wypoczynku. Zarząd serdecznie dziękuje wszystkim za przybycie i zaangażowanie w działalności klubowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FLecie (jeżeli ktoś posiada jeszcze zdjęcia to proszę zamieścić w Galerii lub posłać Damianowi, można również dodać opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd z młodzieżą szkolną|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Obrzut-Makowicz (kadra G7), Marek Buczek (kadra G7) oraz 11 uczniów i uczennic Gimnazjum nr 7 - Karolina Dziopa, Patrycja Kapica, Kinga Watola, Mateusz Kaczmarek, Dawid Kaczmarek, Mateusz Opaszowski, Adam Kokoszka, Zbigniew Michalski, Mariusz Muras, Jakub Szymański, Marcin Wandzlewicz|30 05 - 01 06 2017}}&lt;br /&gt;
Odbyliśmy kolejny rajd pieszy po północnej Jurze na trasie Zalew Porajski - Góry Sokole (biwak w jaskini Olsztyńskiej) - Krasawa - Ostrężnik - Trzebniów - Łutowiec - Mirów (biwak pod skałami). W pierwszy skwarny dzień dotarliśmy w Góry Sokole gdzie niespełna 1 km przed jaskinią dopadła nas ulewa. Biwak w jaskini jednak był znośny gdyż udało się rozpalić ognisko i posuszyć bardziej mokre rzeczy. W drugi dzień przez zmienny teren docieramy do Mirowa gdzie biwakujemy pod skałami. Przed południem wracamy do domu. W trakcie rajdu młodzież mogła zapoznać się z charakterem długodystansowej wędrówki, biwakowaniem w terenie bez namiotu, oraz terenem krasowym naszej pięknej Jury. Przebyliśmy ponad 50 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: Nocek na GONItwie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny|27 05 2017}}&lt;br /&gt;
Rudzki Klub Grotołazów uczestniczył w organizacji biegu charytatywnego GONItwa, podczas którego zbierano datki na remont Ośrodka Rehabilitacyjno - Edukacyjno - Wychowawczego OREW w Bytomiu. Poza samym biegiem, przygotowano wiele atrakcji dla małych i dużych. Dmuchane zamki i zjeżdżalnie, tor przeszkód Runmagedonu, radiowozy, wozy strażackie czy ratownicze to tylko niektóre z nich. Wiele emocji wzbudził występ zespołu tanecznego z Teatru Tańca Integra,a po nim losowanie nagród (i wygranie nagrody głównej przez jeden z naszych losów). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocek wystawił namiot z ,,jaskiniowymi atrakcjami&amp;quot;. Dla najmłodszych stworzyliśmy do zabawy tunel oraz kącik z kolorowankami, trochę starsi mieli okazję zmierzyć się z trudniejszymi zadaniami m.in. musieli dopasowywać nazwy do elementów wystroju wnętrza jaskini czy spróbować zawiązać węzły na podstawie instrukcji obrazkowych. Poza tym przygotowaliśmy garść jaskiniowych ciekawostek oraz zaprezentowaliśmy ubiór grotołaza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kajakiem przez stawy kochłowickie|Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 05 2017}}&lt;br /&gt;
W lasach południowej części naszego miasta jest kilka dużych stawów, które obraliśmy sobie za cel kajakowej przeprawy. Może to nie Mazury lecz przyroda jak na przemysłowy Śląsk dość ciekawa. Przepływamy ciąg stawów robiąc po drodze kilka przenosek. Największym utrudnieniem okazali się moczykije, których doprowadzaliśmy do furii strasząc ich złote rybki. Widząc ich fanatyzm rezygnujemy nawet z dwóch ostatnich stawów (płacą za nie składki). Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FStawy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Wąwóz Ostryszni - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2017}}&lt;br /&gt;
Nasz pierwszy w tym roku wspinaczkowy wyjazd w skały. Nie obyło się bez przygód: przespanie budzika (jednego, drugiego, trzeciego…), popsutej szyby i kluczenia po wsiach naokoło Imbramowic. Do Wąwozu Ostryszni dojechaliśmy dość późno i zaczęliśmy wspinaczki od pierwszej napotkanej skały - Fortepian. Po zrobieniu kilku dróg przenieśliśmy się kawałek dalej na Kowadło. Mimo szczerych chęci przewspinania większej ilości dróg, ograniczał nas czas i na tej skale musieliśmy zakończyć. &lt;br /&gt;
W ciągu naszego pobytu spotkaliśmy ludzi: 0, w tym wspinaczy: 0, jednego zająca oraz zaskrońca. &lt;br /&gt;
Brak ludzi przemawia zdecydowanie na korzyść tego miejsca, jednak sprawia, że drogi są nieprzechodzone, obrośnięte mchem (ślisko), a niektóre chwyty wymagają odchwaszczenia, przedmuchania albo wymiecenia pajęczyn, co trochę wydłużało wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fostrysznia &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Murańska Płanina - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Tomek Szmatłoch, Asia (os. tow.) oraz ponad 50 grotołazów z rożnych klubów Polski i Słowacji|19 - 21 05 2017}}&lt;br /&gt;
To było 28 spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego organizowane tym razem przez Speleoklub Brzeszcze oraz Jurka Ganszera (SBB) przy współpracy grotołazów słowackich. W sobotę przeprowadziliśmy akcję w jaskini Bobackiej, która przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Piękna szata naciekowa, narowisty strumień, prożki, wodospad a na końcu syfon. Wieczorem na bazie odbyło się pasowanie kolegi i koleżanki z SBB na weteranów. Wieczór i noc upływa na śpiewach i gawędach. W niedzielę odbywamy również podziemną wycieczkę tym razem do zapomnianego tunelu, którym nigdy nie przejechał pociąg (był kuty w latach 1940 - 45 aby połączyć koleją dwie doliny lecz po wojnie na wskutek zmiany granicy słowcko-węgierskiej inwestycja okazała się zbędna). Ma 2 km długości a na ostatnich 400 m jest zatopiony na wskutek obrywu skał. Po południu wszyscy się rozjeżdżają a nocki udają się jeszcze na pikinik do przepięknej doliny Hrdzavy. Więcej szczegółów na stronie SBB - http://www.speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/2600-2017-05-19-21-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-28-na-s%C5%82owacj%C4%99-mur%C3%A1%C5%88ska-planina.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralne Warsztaty Poręczowania Jaskiniowego KTJ|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;| 12-14 05 2017}}&lt;br /&gt;
Warsztaty odbywały się w stałym już miejscu, na Górze Birów w Podzamczu. Ze względu na ścianę obitą pod ćwiczenie poręczowania jaskiniowego jest to najlepsze miejsce dla takich zajęć. Przyjechaliśmy z Bogdanem na miejsce w piątek wieczorem, zgodnie z informacją jaka została przesłana przez organizatora. Jednak ze względu na absencję wielu osób, wszelkie wprowadzenia i omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na dwójki i przez cały dzień wykonywaliśmy poręczowania w różnych konfiguracjach, na różnych drogach i z użyciem różnych elementów (v-ki, poręczowanie szeregowe, odciąg). Pokazane również zostało poręczowanie zjazdu kierunkowego, oraz omówione zostały węzły używane do poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, ćwiczyliśmy poręczowanie cienkimi linami (w tym również na cienkich linach – 8 mm) oraz poręczowanie i deporęczowanie trawersów w zespole i wycofanie się ze ściany. W ramach teorii zostało nam pokazane kilka rodzajów plakietek oraz przedstawiono zasady ich osadzania, wwiązywanie liny w punkt bez użycia karabinka oraz stanowiska samonastawne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fauto&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Niżne Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik|14 05 2017}}&lt;br /&gt;
W Tatrach jeszcze sporo śniegu a rejon Rysów jest wciąż legalnie dostępny dla skiturowców. Szybki spacerek żmudnym asfaltem do Moka mija na ciekawych dyskusjach. Tuż powyżej Moka wchodzimy na śnieg. Cel Rysy lub Niżne Rysy (2430). Ponieważ na podobny pomysł wpadło wielu skiturowców tudzież kwalifikowanych turystów to Rysa siłą rzeczy była zajęta przez wszelkiej maści łazików. Natomiast na Niżne Rysy nikt nie zmierzał więc ostatecznie na ten szczyt się udajemy. Dość stromym stokiem w nieszczególnej widoczności osiągamy cel. Zjazd piękny lecz śnieg mokry, przepadający lecz zarazem wybaczający. Upojne chwile zjazdu mijają jak zwykle szybko. Od Moka z buta. Do Palenicy Damian z Esą piechotą a Tomek z Łukaszem na hulajnogach co jest znakomitym o tej porze rozwiązaniem. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 23 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FNizneRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Kursanci przechodzą Czarną|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|13 05 2017}}&lt;br /&gt;
W końcu nasze przekładane wejście do J.Czarnej doszło do skutku. Oficjalnie – to ostatni wyjazd w ramach kursu. Kto by pomyślał, że czas tak szybko zleci!&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano wszyscy razem. Po szybkiej kawie u znajomych gospodarzy Ryśka podążając opustoszałą doliną przypominamy sobie poszczególne punkty topograficzne. Na szczęście mimo złych prognoz nie łapie nas burza po drodze. Nie ma więc obawy, że zostaniemy wpisani na kartach historii jako drudzy rażeni piorunem na zlotówce ;). W miarę sprawnie docieramy do Prożku Rabka, którego tym razem wspinam ja, podobnie Trawers Herkulesa. Komin Węgierski wspina Sylwek z Karolem. W tym miejscu zaczyna się tworzyć loża szyderców, początkowo należą do niej Tadek i Rysiek. Przed Smoluchem robimy małą przerwę. Do Szmaragdowego Jeziorka poruszamy się swobodniej, jako że byliśmy tu już wcześniej z Mateuszem. Po tym fragmencie miło było wejść w partie jaskini, w których wcześniej nie byliśmy.&lt;br /&gt;
Trawers Szmaragdowego Jeziorka należy do Sylwka. Kolejno idzie Karol, który przez małe nieporozumienie męczy się z ściągnięciem karabinka z pierwszego przelotu (miał się przepiąć). Było mu o tyle ciężej, że Rysiek na dole go głośno dopingował na różne sposoby, a my z Tadkiem dołączyliśmy do niego tłumiąc śmiech, gdy rękawiczki Karola były pozbawiane kolejnych palców. Przewieszoną Wantę jako pierwszemu udaje się przejść Sylwkowi stosując technikę szpagatową. Potem idzie Karol, a następnie Rysiek, który z wielką dumą udowadnia chłopakom (a przynajmniej próbuje), że próg można przejść nawet bez użycia rąk! Choć daleko nie zaszedł i ku wielkiej szyderczej mojej i Tadka uciesze odpada ze ściany. Do Sali św.Bernarda dochodzimy Przez Studnię Imieninową. Ostatnią wspinaczkę prowadzi Karol. Tym razem obyło się bez większych złośliwości ;)&lt;br /&gt;
Wyjazd musimy zdecydowanie zaliczyć do udanych. Nawet mimo zapowiadanych burz, pogoda nie spłatała nam figla i nie złapał nas deszcz ani na wejściu ani na zejściu. Teraz jedyne co pozostaje, to zdać egzamin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzarna-maj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Mała Fatra Krywańska|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2017 - 07 05 2017}}&lt;br /&gt;
Nigdy wcześniej nie będąc w Małej Fatrze zaplanowaliśmy sobie kilka tras, które chcieliśmy zrobić w tych górach. Niespokojnie obserwując prognozy pogody oraz kamerki internetowe (śnieg, wszędzie śnieg), szukaliśmy nawet alternatyw dla naszego majówkowego wyjazdu. Ostatecznie jednak spędziliśmy ten czas w Małej Fatrze Krywańskiej, nieznacznie tylko modyfikując pomysły po uwzględnieniu informacji o zamkniętych szlakach zamieszczonej na stronie HZS (słowacki odpowiednik TOPR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rozgościliśmy się we wsi Terchová, żeby móc w poniedziałek z samego rana zacząć eksplorować szlaki. W pierwszej kolejności udaliśmy sie chyba na najbardziej popularny szlak - Dolne diery biegnący w malowniczym wąwozie potoku Hlbokiego. Poza wrażeniami estetycznymi szlak dostarcza wiele uciechy w postaci konieczności przebycia go skokami po kamieniach, przejściami po kładkach i wspinaczkami po drabinkach. Po krótkiej przerwie (polana Podziar), weszliśmy w Horne diery - jeszcze więcej drabinek, skoków i wspinaczek. Z sedla Medzirozsutce roztaczała się panorama na Tatry. Weszliśmy na Maly Rozsutec i znaleźliśmy kawałek szczytu dla siebie, żeby napić się herbaty i pooglądać widoki. Po powrocie na siodło Miedzirozsutce, z westchnieniem minęliśmy zamknięty szlak na Velky Rozsutec i zadowoliliśmy się tylko obejściem go bokiem aż na sedlo Medziholie, stamtąd do wsi Stefanova i z powrotem do Dolnych dierów przez Nove diery. W nocy rozpoczęła się ulewa i trwała cały następny dzień (z krótkimi przerwami, które kończyły się deszczem za każdym razem, kiedy byliśmy gotowi do wyjścia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy na resztę tygodnia były równie deszczowe jak cały poprzedni dzień, dlatego wybierając środową trasę, zaślepiona chęcią zobaczenia/przejścia jak największej liczby ciekawych miejsc, nie wzięłam pod uwagę rozsądnego doboru trasy, co poskutkowało tym, że łączna suma podejść tego dnia przekroczyła wysokość najwyższego szczytu jaki zdobyliśmy. &lt;br /&gt;
Początkowo wysokość zdobywaliśmy szybko wspinając się po skałkach (i łańcuchach) szlaku z Tiesnavy (w Dolinie Vratniej) na Male Noclachy i pierwszy szczyt Sokolie. Siedlo Prislop było prawdopodobnie tym miejscem, w który moje rozsądne ,,JA&amp;quot; zdecydowało by się zejść z powrotem do doliny i wybrać jakiś krótki szlak na dalszą wycieczkę. W zamian tego odsuwając od siebie myśl o możliwym deszczu i burzy zaczęliśmy się piąć na kolejne szczyty: Baraniarky, Zitne i Kraviarskie (piękny szlak, ale miejscami bardzo wąska grań, której nie chciałabym pokonywać w śniegu, ani deszczu), aż do sedla za Kraviarskym. Podchodząc na sedlo Bublen spotkaliśmy się z największą na naszej drodze ilością śniegu, mokrego, płynącego śniegu, na którym trzeba było stawiać stopy dokładnie tam gdzie widniały ślady poprzedników. Stąpnięcie w każdym innym miejscu groziło zapadnięciem się po pas w mokry, płynący śnieg i kosówkę. Dalej na Pekelnik i Velky Krivan, którym jednak nie mogliśmy się nacieszyć tak jak chcieliśmy, z powodu pierwszych kropel deszczu, które nas tam dopadły. Do górnej stacji kolejki na Snilovskym sedle szliśmy już w ulewie, która ustała dopiero w połowie szlaku biegnącego wzdłuż wyciągu kolejki i wróciła kiedy szliśmy drogą wzdłuż potoku Varinka do samochodu (to ten sam potok, który w wyniku osunięci się do niego mas ziemi spowodował w 2014 roku ogromne szkody w całej dolinie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulewa nawracała przez całą noc i przedpołudnie dnia następnego, zniechęcając do jakiegokolwiek spaceru. Popołudniowe wypogodzenie postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzenie wsi -w tym wieży widokowej i spawanego pomniku Janosika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia naszego pobytu w Małej Fatrze zdecydowaliśmy się kontynuować wycieczkę granią, ze Snilovskiego sedla, na które dostaliśmy się wspomnianą wcześniej kolejką. I stamtąd przez kolejne szczyty: Chleb, Hromove, Steny, aż na Poludnovy grun, cały czas gnani przez wizję kolejnej ulewy (objawiającej się ciężką, burzową chmurą nad Velkim Kryvaniem). Deszcz nas nie dopadł i nawet udało nam się posiedzieć chwilę na słońcu w okolicy Chaty na Gruni. Ulewa z burzą rozpoczęła się dopiero (i towarzyszyła nam) w drodze do Kościeliska, gdzie chcieliśmy spędzić koniec naszego wyjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz ostatni rozpoczęliśmy dzień od zerknięcia w pogodę. Znowu zaplanowana była ulewa i burza. Nie licząc na kolejny uśmiech szczęścia w postaci pomyłki meteorologów zdecydowaliśmy się tylko na krótką wycieczkę na Gubałówkę [Przez chwilę w Zakopanym zastanawiałam się gdzie się podziali wszyscy turyści, lecz szybko się zorientowałam, że wszyscy wpadli na ten sam pomysł co my. Jednak na nasze szczęście wybierając zamiast podejścia, kolejkę i taki sam powrót.] i powrót przez Michny. Widok Tatr, którego się spodziewaliśmy został w połowie ocenzuorowany (tej górnej) przez kolejne chmury. Prognozy sprawdziły się co do minuty i ostanie metry do samochodu pokonaliśmy biegiem. Pozostałą część dnia spędziliśmy relaksując się (i szalejąc) na basenach termalnych w Białce Tatrzańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu można zobaczyć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMala%20Fatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - rowerowo-narciarski wypad na grzbiet Rakonia |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 05 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety tym razem fatalne prognozy pogody się sprawdziły. Mając to na uwadze wybieramy na skiturowe ostatki górne partie doliny Chochołowskiej. Najpierw na rowerach (wszędzie mnóstwo wody i błota, w dodatku ciągłe zlewy z nieba) a od schroniska początkowo z buta a potem już po śniegu. Planowałem Czerwony Wierch lecz upatrzony żleb zaledwie w 2/3 był wyśnieżony a wkrótce zakryła go całkowicie cwangla więc podchodzimy na Rakonia (1866). W okolicach szczytu następuje zmiana deszczu na grad więc przepinamy się błyskawicznie do zjazdu. Mimo fatalnej pogody zjazd początkowo wspaniały, później trzeba w kilku miejscach zdjąć narty i dojść do schroniska szlakiem a właściwie potokiem. Jak tylko wsiedliśmy na rowery znów zaczyna lać. Zmoknięci, ochlapani i zziębnięci szybko zjeżdżamy do auta. Dosłownie na kilka metrów przed autem Esa zalicza spektakularny upadek (nogę miała zakleszczoną między nartami a kierownicą) lecz na szczęście nic groźnego się nie stało. Potem tylko myjemy w rzece sprzęt i wracamy do domu. Łącznie zrobiliśmy 27 km i ponad 1000 m deniwelacji. Myślę, że długo będziemy pamiętać ten wyjazd. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FChocholowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn |Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|06 05 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niekorzystne prognozy pogody, zanikająca pokrywa śnieżna i niechęć do noszenia nart więcej niż jest to konieczne zdecydowały poniekąd za nas o wyborze celu wycieczki skiturowej.  Padło na Tatrzański KLASYK. W temperaturze + 11 stopni (łał tak ciepło jeszcze nie było - uf jak ciepło - ale się pocę) w szybkim tempie w pełni słońca wchodzimy na szczyt. Widok ośnieżonych szczytów kontrastował z morzem zielonymi łąk w dolinach. Niestety szybko przychodzą chmury i deszcz mobilizują do zagęszczenia ruchów w celu odwrotu -  ale jakiego - prawie dziewiczy stok - w tym dniu przed nami na górze była tylko czwórka Słowaków. Szybki zjazd w &amp;quot;górskiej&amp;quot; części i nie do końca wytopiona nartostrada są ostatnim akordem dnia. Czasowy bilans wypadu trochę nie korzystny bo 6 godzin w aucie a 4 w górach - ale za to jakich.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Pădurea Craiului|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST), Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków - organizator wyjazdu), wielu grotołazów z Sopotu, kilku z Krakowa i całkiem osobna grupa z KS &amp;quot;Aven&amp;quot; Sosnowiec|29 04 2017 - 03 05 2017}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy jaskinie Ciur Ponor, Avenul din Sesuri i Osoi oraz wybraliśmy się na wycieczkę rowerową (choć rowery zostawiliśmy kiedy woda zaczęła sięgać ponad suporty, a zawróciliśmy kiedy sięgała po pas). Generalnie, przez cały tydzień odbywały się wyjścia do wielu różnych jaskiń. Wszystko koordynował niezawodny Tomek Pawłowski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka w Czarnobylu|&amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 - 03 05 2017}}&lt;br /&gt;
Postanowiłem wreszcie zrealizować długo planowany wyjazd do Czarnobyla. Jako fan klimatów postapo, miast-widm nie mogłem sobie wyobrazić by pewnego dnia tam nie zawitać. Wyprawę zacząłem od dojazdu do Warszawy. W Warszawie miałem 2,5 h okienko między jednym autokarem a następnym, dlatego poświęciłem ten czas na spacer po stolicy, w której dotychczas nie byłem nawet przejazdem. Zahaczyłem o wszystkie najbardziej popularne miejsca i jakoś szału nie było. Ok, miasto zadbane, czyste, sporo zabytków, ale na kolana to mnie nie rzuciło. Ze wszystkich miejsc Pałac Kultury wydał mi się zdecydowanie najciekawszym architektonicznie i stylowo zabytkiem. To zabawne, zwłaszcza gdy pomyślę jak wiele osób mówi, że Pałac to budowlany potworek, który trzeba by było zaorać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 20 załadowałem się w kolejny autokar jadący na Ukrainę. Na granicy w Dorhusku straciliśmy sześć godzin, ale na szczęście większość tego czasu przekimałem. Pierwsze co mnie uderzyło  po wjeździe na Ukrainę to prawie niewidoczna obecność cywilizacji. Łąki, pola, lasy, łąki, pola, lasy. No spoko, jestem na jakiś peryferiach to pewnie później zaczną się jakieś miasta i wsie- pomyślałem na początku. Ale gdzie tam! Łąki, pola, lasy, łąki, pola, lasy, trzy chałupki gdzieś w oddali, łaki, pola, lasy i tak w kółko. Czy te trzy domki tu, dwa tam to typowa wielkość tutejszych wsi? – zastanawiałem się później - może tak… Ostatecznie minęliśmy może jakieś dwie większe miasteczka i parę wsi w drodze do Kijowa. Niestety ze względu na duże opóźnienie na granicy nie było czasu zwiedzić stolicy czym byłem bardzo zawiedziony. Jedyną opcją było szybkie zwiedzanie byłej Willi Janukowycza przemianowanej na Muzeum Korupcji, ale mnie to całkowicie nie interesowało. Podejrzewam, że wszystkie wille bogaczy są do siebie podobne: złote wanny, złote klamki, pola golfowe i wypasione fury w garażu. Jak się później dowiedziałem z relacji, było właśnie tak jak przypuszczałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu ruszyłem wreszcie na północ do Sławutycza, w którym miałem nocować. Niewielkie miasto 30 km od Czarnobyla założone dla ludzi ewakuowanych z Prypeci oraz dla osób wciąż pracujących w elektrowni atomowej. Następnego dnia wczesnym rankiem załadowałem się do eksterytorialnego pociągu do Stefy. Na miejscu poznałem przewodnika Jurija ,który  z wyglądu był najbardziej stereotypowym Rosjaninem jakiego można sobie wyobrazić. Po krótkim objaśnieniu kwestii bezpieczeństwa itp. zaczęliśmy eksplorację. Na początku zobaczyliśmy nowy sarkofag nad blokiem nr 4. Wbrew pozorom samo nasunięcie nowego sarkofagu na stary nie załatwiło sprawy i do dziś alpiniści przemysłowi kończą budowę. Ich długość pracy zależy od poziomu promieniowania nad sarkofagiem danego dnia, który czasami wynosi nawet 1000 mSv/h- przy takim promieniowaniu mogą pracować przez 6 minut, podczas gdy przejście wszystkich procedur kontrolnych przed i po pracy nawet osiem godzin. Następnie zwiedziłem port rzeczny przy którym rdzewieją dźwigi portowe, czołg, który miał być wykorzystany do strzelania specjalnie zaprojektowanymi pociskami w uszkodzony reaktor(!) (sowieci to mieli fantazje), zdalnie sterowane roboty służące do usuwania radioaktywnych odłamków reaktora, niedokończony blok 5 i 6, komin chłodniczy. Do Czerwonego Lasu nie wolno był wejść, ponieważ wciąż jest tam wysokie promieniowanie. Nasze pomiary przy drodze wskazały na co najmniej 35 mSv/h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny dzień zacząłem od Oka Moskwy. Wejście na tę gigantyczną antenę zajęło mi ok. 50 min, ale widoki były fantastyczne. Z góry cały obszar Strefy wygląda jak Puszcza Białowieska: wielkie, gęste połacie drzew w różnych odcieniach zieleni, rzeka, parę większych i mniejszych zbiorników wodnych. Jednym słowem sielanka. Następnym punktem zwiedzania była Prypeć. Promieniowanie na większości obszaru jest stosunkowo niskie i rzadko przekracza 1 mSv/h, jest jednak kilka miejsc, których lepiej unikać. Jednym z nich są podziemia szpitala w Prypeci, w której zmagazynowane kombinezony likwidatorów promieniują na poziomie 1500 mSv/h i zdecydowanie nie miałem ochoty się tam zapuszczać. Niewielka strata, bo miejsc do odwiedzenia było całe mnóstwo. Poza górną częścią szpitala, połaziłem po paru przedszkolach, szkołach, ruinach hotelu i kawiarni zlokalizowanej nad brzegiem jeziora, blokach mieszkalnych, zadziwiająco dobrze zachowanej szklarni, która spokojnie mogła by posłużyć jako miejsce akcji jakiegoś horroru. Na płycie boiska miejskiego rośnie dzisiaj bujny las i gdyby mi nie powiedziano, że był tam stadion, to w życiu sam bym się nie domyślił. Nie sposób wymienić wszystkich ciekawych miejsc, które widziałem, więc nawet nie będę próbował. Przez cały pobyt w Strefie przechodziłem regularne kontrole dozymetryczne, które na szczęście nic nie stwierdziły, więc na koniec zadowolony mogłem wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie mogę tylko dodać, że bardzo polecam odwiedzić Strefę Zero. Jest to jedyne takie miejsce na świecie i nie wiadomo jak długo pozostanie w takim stanie jak teraz, bo złomiarze ostro sobie ostrzą na nie zęby, wiele budynków się wali, a natura coraz większymi kawałkami pochłania ślady dawnej obecności człowieka. Za parę lat może już nic z tego nie zostanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - bieg na Rysiankę|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując kilkoma godzinami czasu postanowiliśmy skoczyć raz jeszcze w Beskid Żywiecki jednak tym razem bez pewności co do warunków terenowych. Nastawialiśmy się zarówno na wyjście skiturowe jak i na bieg górski. Widok w górę z Żabnicy decyduje o pozostawieniu nart skuturowych w aucie (było zielono, tylko na górze jakieś płaty śniegu). Od auta podbieg zielonym szlakiem na Rysiankę. Na stromych odcinkach idziemy szybkim marszem a na łagodniejszych ambitnie podbiegamy walcząc z narastającym zmęczeniem. Gdzieś na wys. 1100 m pojawia się śnieg dobry do zjazdu (nawet chwilę pożałowałem, że jednak nie zawierzyłem swojej intuicji śniegowej), który utrudnia podejście/podbieg. Wkrótce osiągamy schronisko gdzie robimy nie zbyt długi odpoczynek. Zbiegamy wprawdzie szlakiem lecz tylko częściowo gdyż wykorzystujemy inne leśne drogi co znakomicie urozmaica zadanie. Bardzo szybko docieramy do auta nie czując nawet bólu w kolanach za to wspaniałe uczucie lekkiego zmęczenia i pulsującej w żyłach krwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Rysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko/Mechy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|23 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lawinowa &amp;quot;czwórka&amp;quot; w Tatrach nie pozostawiała wiele możliwości. Warunki śnieżne w okolicach Pilska (1557) przerosły jednak nasze najśmielsze oczekiwania. Od auta z Soptoni Wlk. ruszamy na nartach dol. Cebulowego Potoku aż na graniczny grzbiet w okolicach Hali Miziowej. W trakcie marszruty pada dość intensywnie śnieg. Po odpoczynku w schronisku podejście na Pilsko (tu pojawiło się więcej skiturowców) gdzie akurat chmury zaczęły się przerzedzać więc można było zrealizować wypad na rzadko uczęszczany wierzchołek Mechów (1466) wznoszący się dalej na południe, całkowicie na terenie Słowcji. Stąd mamy cudowny zjazd dość nachylonym zboczem w boskim puchu do doliny Raztoki gdzie tylko na nie wielkim odcinku powalone drzewa utrudniały nam zadanie. Po sforsowaniu potoku (narty przerzuciliśmy na drugą stronę) ponownie odrabiamy wysokość kierując się na graniczny grzbiet. Wychodzimy na niego idealnie w miejscu, w którym zamierzaliśmy. Stąd przepiękny zjazd do Cebulowego Potoku i choć śnieg na dole został trochę uszczuplony to i tak udaje nam się zjechać do auta co jak na koniec kwietnia w Beskidach nie zdarza się często. Zrobiliśmy 16 km i ponad 1000 m deniwelacji. Większość szlaku była kompletnie nieprzetarta. Ludzi spotkaliśmy tylko w okolicy schroniska. Nawet nie spodziewaliśmy się, że wyjdzie z tego taka piękna skitura.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu króciutka migawka filmowa autorstwa Heńka Tomanka: https://vimeo.com/214737990&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, studenci SGSP|22 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaliczeniu &amp;quot;Najgłębszej Jurajskiej&amp;quot; mając chwilę czasu kierujemy się w stronę Olsztyńskiej/Wszystkich Świętych. Po drodze jakimś magicznym sposobem gubimy się z dziesięć razy. Finalnie docieramy pod otwory, które niestety zostały już wypełnione przez drużyny ratownicze prowadzące tam ćwiczenia. Decydujemy się na szybkie zejście do Koralowej. &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Salę Zawaliskowę - niezmiennie urokliwa i przerażająca. Zdobywamy WAR - udaje się bez ofiar w ludziach. Po zwiedzeniu wystawy glinianych... juwenaliów zbieramy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkoralowa2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, studenci SGSP|22 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upiekło się, nie musiałem czekać do września. Jakimś magicznym sposobem podczepiłem się pod zespół chłopaków z SGSP, którzy już wkrótce będą dowodzić akcjami ratunkowymi na wysokościach. Upiekło się podwójnie, bo dodatkowo była okazja spotkać się z Ratownikami z Olsztyna, którzy wpadli do nas sprawdzić jak sobie radzimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niesamowite jest to, jak zareagowałem widząc niebieskie krzyż na bluzach. Niby tacy sami ludzie jak ja (w sensie, że dwie ręce, dwie nogi, głowa itd zależnie od płci), a jednak jakby stali „po drugiej stronie barykady”. Do dziś zadaję sobie pytanie: czy to odruch, czy instynktowna reakcja sprawia, że widząc ratownika człowiek przełącza się automatycznie na tryb wykonywania poleceń? Nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy do jaskini, bowiem przed naszymi stopami rozwarła swą paszczę mityczna jaskinia na „S”.&lt;br /&gt;
Jaskinia Studnisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej głowie wokół Studniska powstał jakiś tajemniczy mit. Od początku szlajania się po Sokolich Górach wiedziałem, że jest taki obiekt. Ba! Nawet widziałem otwór raz, czy dwa, natomiast nigdy wcześniej nawet nie przymierzałem się do tej jaskini. Wcześniej wiedziałem, że „trzeba dużo liny i umiejętności”, później biegałem po Tatrach z kursem, następnie jakoś było nam tak nie po drodze. Aż do soboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stając na krawędzi otworu wspomniałem słowa Pitera: „po Tatrach jaskinie jurajskie będą jak wczołganie się pod tapczan”. Spodziewałem się więc, że ze względu na rozmiar i głębokość Jaskini Studnisko (jako tej naj-naj-naj), dane mi będzie poczuć odrobinę tatrzańskiego klimatu. Nie pozostało więc nic innego, jak wskoczyć do dziury by to sprawdzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Legendarny, śmiercionośny zjazd do Komory Wejściowej. Kilometry metrów do pokonania, legendarny dzwon, który powala rozmiarami i przestrzenią. Gdzie on jest? Czy zaczynam odczuwać rozczarowanie? Czyżby niedosyt wynikający z faktu, że lina pod rolkami już się skończyła i stoję na dnie? A może odebrałem sobie część tajemnic jaskini rozrywając jej mroki nowym światłem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdziwienie, na pewno zdziwienie. Bo miało być przerażająco, przestrzennie, a jest… Przytulnie. „Dzień dobry Pani Jaskinio” ciśnie się jeszcze raz na usta. Póki co rozglądamy się po sali, zrzucam szpej, ruszamy do Maryny, by poczuć odrobinę Pragnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo przyjemnie będę wspominał drogę w dół, do dna. Było to jedno z tych zejść, w trakcie których zawalaty człek jadąc na plecach grawitacji co chwilę myśli: „ale tędy to nie wylezę, nie przecisnę się w górę, tu będzie problem, ledwo zlazłem, nie wylezę bez ściągania z siebie gratów”. Bo Jaskinia Studnisko na tym odcinku to momentami jakby Miętusia i jej Ciasny Korytarzyk. Więc cisnąłem się w dół, skazując sam siebie na późniejsze pokonywanie tej samej drogi w górę, mając przeciw sobie swój gabaryt, grawitację i wszystko to, o co można zaczepić kombinezonem. Pchałem się do dna, z uśmiechem na ustach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okolice najgłębszego punktu jaskini. Kładę się, wrzucam nogi w otwór i staram się wepchnąć najdalej jak jestem w stanie. Mam nadzieję, że ostatnie rozwidlenie które ledwie minąłem wsuwając się do wysokości kolan, jest legendarnym -77,5. Tyle. Wracamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczucie Maryny, które wydawać by się mogło będzie chciało mnie zabić, zatrzymuje mnie na dłużej tylko raz. Wystarczyło zdjąć kask, wyjąć aparat, poszukać kilku cm obwodu likwidując kaptur i kawałek źle ułożonego kombinezonu i już jesteśmy na Pochyłej. Wyskakujemy jeszcze na chwilę do Sali Zawaliskowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miła, przyjemna, poduszkowa. Dyndające pod stropem, dumnie prężące pierś Kalafiory zachwycają. Mały stalaktytowy lasek też wydaje się całkiem przyjemny.&lt;br /&gt;
Tylko na potęgę kudłaty strop przypomina, że pora się zbierać – posiadacze włochatych futerek chcą jeszcze trochę pospać.&lt;br /&gt;
Kierujemy się w stronę powierzchni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpinamy się kolejno w linę, ja zamykam i deporęczuję drogę. Idzie jakoś topornie, chyba z żalu. Co chwila przystaję, staram się zrobić jeszcze jedno zdjęcie. Naprawdę szkoda stąd wychodzić, pomimo że Studnisko jeszcze ma na rękach świeżą krew ostatniej ofiary. A, nie, przepraszam, to nie Studnisko ma zakrwawione dłonie, lecz ludzka głupota. Studnisko jest po prostu jaskinią, z jej wszystkimi jaskiniowymi zachowaniami. Tak więc, ten teges, do widzenia Pani Jaskinio.&lt;br /&gt;
Do zobaczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/studnisko2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna - partie Techuby od sali Francuskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch|19 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry wróciła zima. W głębokim śniegu podchodzimy pod otwór Czarnej. W przykrym zimnie zjeżdżamy Zlotówką i lecimy do sali Francuskiej. Naszym celem jest przejście z tego miejsca dołem przez partie Techuby do Sali Ewy i Hanki. Najpierw zaliczamy trzy krótkie zjazdy a potem odnajdujemy w zawalisku ciąg doprowadzający nas w efekcie wprost do syfonu Techuby. Nie śpiesząc się podążamy w górę zaglądając również w boczne odgałęzienia (byliśmy to ostatnio &amp;quot;przed wiekami&amp;quot;). Od tzw. Ślizagawki trzeba się więcej wysilić. Tomek wspina poszczególne progi zakładając asekurację. W końcu udaje nam się dotrzeć do progu w głównym ciągu jaskini (zatoczyliśmy pętlę do Sali Ewy i Hanki). Tadek zagląda jeszcze do zaporęczowanego okna i wychodzimy na dwór. Przez kilka godzin naszego pobytu pod ziemią warunki na zewnątrz drastycznie się zmieniły. Przybyło w tym czasie gdzieś pół metra śniegu. Po wykopaniu plecaków od razu bez przebierania najpierw zjeżdżamy na linie a potem schodzimy (a właściwie zsuwamy się) w dół. Nie często się zdarza torować szlak w dolinie Kościeliskiej, która była zawiana w różnych konfiguracjach. Wiatr hulał swawolnie i ciągle sypało. Do auta docieramy niczym lodowe sople. Po uporaniu się z szpejem uciekamy do domu zadowoleni z akcji i przeżycia kolejnej pięknej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzarna-Techuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Skrajny Salatyn|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak późno w Tatry nigdy nie wyjeżdżaliśmy (10.30). Cel jednak nie zbyt odległy i wymagający (tak przynajmniej mi się zdawało). Skrajny Salatyn (1864) w sąsiedztwie trasy zjazdowej był w zasięgu 4-godzinnej wycieczki skiturowej, zwłaszcza, że podejście naśnieżoną nartostradą przyśpiesza akcję. Parking pod wyciągiem niemal pełny (pierwszy raz widziałem tu tyle aut). My przemykamy bokiem pełnej nartostrady i od górnej stacji skręcamy na nowy szlak wiodący na Skrajny Salatyn. Tu już nie ma nikogo. Wkrótce jednak gubimy znaki i idziemy tak jak pozwala konfiguracja terenu mniej więcej równolegle do żlebu, który upatrzyłem sobie do zjazdu.  Gdzieś w połowie podejścia zbocze robi się strome (trochę bardziej niż na Salatyńską przełęcz) więc podchodzimy z buta. Miało być „łatwo” więc nie zabraliśmy sprzętu zimowego ani nawet lawinowego. Ostatnie kilkadziesiąt metrów przedłuża się masakrycznie gdyż  muszę wykuwać długo stopnie w twardym śniegu. Esa z Pawłem zostawiają narty przy ostatnich kosówkach tylko ja taszczę je na górę. Na grzbiecie Skrajnego mocno wieje więc długo tu nie bawimy i uciekamy w dół. Najpierw po twardym stromym śniegu kilka nie pewnych skrętów lecz potem bajka. Wkrótce wszyscy mkniemy w dół owym żlebem. Na twardym podłożu zalegała cienka warstwa puchu o idealnej do zjazdu konsystencji. Żleb sprowadza nas na nartostradę w okolicy rozwidlenia. Wyciąg już nie kursował więc cała trasa nasza. Szalonym zjazdem osiągamy pusty już prawie parking i szybko wracamy do domu. Zrobiliśmy 777 m deniwelacji na dyst. ok. 6 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/SkrajnySalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| &amp;quot;Jaskinia Czarna - Sala św. Bernarda&amp;quot;| Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec| 08-04-2017}}&lt;br /&gt;
Na ten wyjazd długo czekaliśmy, ponieważ miał być naszym ostatnim przejściem w Tatrach, a później miały nas czekać żmudne przygotowania do egzaminu na kartę, chociaż Rysiek jeszcze nam przyrzekł, że jak starczy czasu to odwiedzimy Litworkę, która nas na letnim obozie omineła.&lt;br /&gt;
W bojowych nastrojach pakowaliśmy się, później dojechał do nas Sylwek i w trójkę wyruszyliśmy w stronę Kir, gdzie już czekał na nas Rysiek. Podczas podróży nasze nastroje ostudziła prognoza pogody, ale jak to z prognozą, może się nie sprawdzić. Ok. 23 dojeżdżamy na bazę. Umawiamy się z Ryśkiem o ktorej wstajemy i idziemy spać. &lt;br /&gt;
Rano budzi nas Rysiek i mówi żebyśmy spojrzeli przez okno. Faktycznie prognozy się nie sprawdziły, było gorzej niż zapowiadali wczoraj. Deszcz, deszcz, deszcz, zimno, zimno... Przy wspólnym śniadaniu robimy debatę (przypominamy sobie opis Asi dotyczący Komina Węgierskiego z jej ostatniego pobytu, moje złamane kije na błocie pod Czarną) i dochodzimy do wniosku, że przekładamy akcję na &amp;quot;po święta&amp;quot;. Z ciężkim sercem wsiadamy w auto i wracamy, planując resztę dnia, aby go jakoś jeszcze aktywnie spędzić. Następnym razem się nie wycofamy. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Małgorzata Czeczott (UKA Warszawa)|09 04 2017}}&lt;br /&gt;
W ostatnim tygodniu w Tatrach miejscami (Dol. 5 Stawów) spadło 50 cm śniegu. W związku z tym, należało wybrać się na skitury. Z Brzezin przez Psią Trawkę z drobnymi problemami orientacyjnymi trafiamy do dol. Pańszczycy i ruszamy pod Krzyżne. Z powodu zagrożenia lawinowego, zamiast z Krzyżnego zjeżdżamy z Przełączki pod Ptakiem. Przez pierwsze 300 metrów pionu jedziemy po zsiadłym, świeżym śniegu. Jest pysznie. Niżej śnieg jest już bardziej uwodniony i z każdym traconym metrem wysokości bardziej przyhamowuje narty. Wracamy przez Murowaniec i drogą z powrotem do Brzezin. Pogodę mieliśmy doskonałą (słońce, brak wiatru, ciepło). Narty trzeba było nosić przez ok. 20 minut w każdą stronę. Podczas podejścia spotkaliśmy jednego turystę na butach (torował na kolanach, z czekanem w ręku), zaś wracając, w drodze do Murowańca, jeszcze dwóch piechurów i trzech skiturowców. I to tyle. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - przejażdżka rowerowa do jaskini Na Kamieniu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 04 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem wybieramy się z rowerami na pn. Jurę. Start z Olsztyna. Przez okolice Gór Towarnych i Zielonej Góry docieramy do Częstochowy gdzie odwiedzamy Kamila (b. czł. klubu). Stąd kierując się namiarami GPS odszukujemy jaskinię Na Kamieniu (ma kilka otworów). Sama dziura  ma podobno ponad 100 m lecz zwiedzam tylko wstępne partie (nie miałem kombinezonu). Spąg jakiś grząski a zapach dość nieciekawy. Jaskinia raczej dla desperatów przynajmniej w tym stanie czystości. Od jaskini jedziemy ładnym szlakiem wzdłuż Warty i nie co inną drogą wracamy do Olsztyna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FNaKamieniu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - ekstremalna droga krzyżowa|&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka, Darek Kowalski (os. tow.), Sylwester Kmiecik (os. tow.)|07/08 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miejsce Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 kwietnia o godzinie 19 mszą św. w kościele w Istebnej rozpoczęła się droga krzyżowa, w której uczestniczyło około 300 osób. 44km trasa prowadziła po górach. Uczestnicy szli indywidualnie lub w kilkuosobowych grupach. Warunki były trudne. Przez całą noc z małymi przerwami padał deszcz, była mgła, na szczytach zalegał śnieg. Podejście na Baranią Górę z Wisły Czarne było zabłocone, zaśnieżone i chwilami w płynącym strumieniu. Do ostatniej stacji doszliśmy o godzinie 8:30 następnego dnia mokrzy, zmęczeni, śpiący i z przekonaniem że było warto to przeżyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRA: Alpy Zillertalskie, Alpy Ötztalskie, Wysokie Taury - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Michał Ciszewski (KKTJ)|31 03 - 03  04 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem na coroczne &amp;quot;chatki&amp;quot; wybraliśmy się całkowicie męską ekipą. Po nocnym dojeździe i krótkiej drzemce w samochodzie, w piątek  podchodzimy z parkingu do Zittauer Hütte (2328). Zostawiamy w chatce sprzęt biwakowy i przemieszczamy się dalej na szczyt Gabler (3262). Niewiele pamiętam, bo byłem niewyspany, ale na pewno była dobra pogoda i był przyjemny zjazd w miękkim śniegu. Po noclegu, w sobotę, nasz cel jest nieco mniej zdefiniowany. W każdym razie, robimy z 500 czy 600 m podejścia z chaty, a Furek i Marek wychodzą nawet na jakiś szczyt. Zwiedzamy też jaskinię w lodowcu. Zjeżdżamy do samochodu i przemieszczamy się 200 km do miejscowości Vent pod Sölden. W tej okolicy występuje drastyczny brak śniegu, ale na szczęście w kierunku naszej upatrzonej chatki jest mały ośrodek narciarski z utrzymaną nartostradą, na której śnieg zalega niemal do miasteczka. Korzystamy z niej, a następnie nieco wspomagając się GPSem, pół godziny po zmroku docieramy do Breslauer Hütte.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wychodzimy na Wildspitze, drugi co do wysokości szczyt Austrii (3770m). Moim zdaniem była to najgorsza wycieczka wyjazdu: musieliśmy nosić dodatkowy sprzęt do poruszania się po lodowcu (z którego i tak nie skorzystaliśmy, ale być musiał); ostatnie ok. 150 metrów musieliśmy wchodzić po kamieniach bez nart, a ponadto zjazd odbywał się po okropnych betonach. Utrwalone w nich ślady zjazdów poprzedników wprowadzały nasze narty w drgania, których mój dentysta z pewnością by nie pochwalił. Chłopakom się bardzo podobało, a ja podobno nie rozumiem, na czym polega istota alpinizmu. Dodatkową nieprzyjemnością tego dnia była popularność tego celu. Poprzedniego wieczoru zaprzyjaźnialiśmy się z pięcioma Czechami i ok. 10 Polakami, którzy również postanowili nocować w Chatce Wrocławiaków. Po powrocie z Wildspitze spotkaliśmy kolejną, ok. 10 osobową grupę Polaków z przewodnikiem. Pod naszą nieobecność wkręcili w swój palnik nasz kartusz, bo leżał. W krótkiej konwersacji, która wywiązała się po naszej prośbie o rozmienienie 20 EUR wyrazili szczere zdumienie faktem, że za chatkę trzeba zapłacić do skarbonki. Być może w istocie byli to bardzo mili ludzie i doszło tylko do drobnych i nieistotnych nieporozumień. Tym niemniej, przewidując skalę wieczornej imprezy (wcześniejsza grupa rodaków, zamierzająca spędzić kolejną w chatce, dysponowała sporym zapasem trunków) pokazaliśmy sobie wzajemnie na migi &amp;quot;SPADAMY!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu względnie późnej pory i zamiaru zakończenia kolejnej wycieczki w miarę wcześnie (mając w perspektywie powrót do domu), zdecydowaliśmy się na sprawdzone miejsce - Sonnblickbasis w Wysokich Taurach, u stóp szczytu Sonnblick. Jest to normalne schronisko z obsługą, stosunkowo łatwo dostępne z parkingu (20 minut drogą). Po raz kolejny obsługa zrobiła dla nas wyjątek - i mimo tego, że teoretycznie kartę do szlabanu dostaje się przy pobycie na minimum dwie noce, pozwolono nam wjechać wspomnianą drogą naszym samochodem aż pod schronisko. Idziemy spać w miarę wcześnie i następnego dnia powtarzamy spacer na Hocharn (3254 m). Warunki śniegowe są w miarę, praktycznie po dziesięciu minutach od parkingu udaje się założyć narty na nogi. Tym razem mamy jednak słabą pogodę i podchodzimy w dużej mierze nawigując się przy pomocy GPSa. Kiedy osiągamy szczyt, chmury magicznie rozstępują się i nagle uzyskujemy całkowicie stuprocentową widoczność zboczy, aż do schroniska. Po pierwszych, nieprzyjmnie twardych ok. 200 m zjazdu następują przepyszne, miękkie firny. Cała wycieczka kończy się więc przyjemnie i około godziny 14:00 ruszamy w podróż powrotną do Katowic. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Rowery i jaskinie z dziećmi| &amp;lt;u&amp;gt;Asia &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek, Karol, Szymon Jaworscy|01 - 03 04 2017}}&lt;br /&gt;
3 wspaniałe dni w Tatrach, z piękną pogodą. Pierwszy dzień to rowery na Gubałówce, drugi- to wizyta w Kościeliskiej: w Jaskini Mylnej i Smoczej Jamie, trzeci dzień to rowery w Chochołowskiej. Mimo, iż w tej okolicy zanotowano najazd turystów, to nam udało się w miarę spokojnie spędzić te dni. Dzięki temu, że odwiedziliśmy najpierw jaskinie w Kościeliskiej a dopiero później wybraliśmy się do schroniska, to na Hali Ornak mogliśmy posiedzieć w miarę spokojnie. Wracając odwiedziliśmy jeszcze Wąwóz Kraków-tam nie było już żywej duszy. Pozostawienie Dol. Chochołowskiej na poniedziałek było równie dobrym wyborem- nie męczyliśmy się dzięki temu przesadnym towarzystwem innych turystów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2F3%20dni%20w%20Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Będkowska - wspinanie|Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow|01 - 02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Już drugi raz piękny weekend pokrył mi się ze zjazdem w Krakowie. W sumie to dobra kombinacja. Dni coraz dłuższe, a zajęcia coraz krótsze. &lt;br /&gt;
W sobotę z Iwoną oraz szwagrem Michałem byliśmy w dolinie Będkowskiej w okolicach Wysokiej oraz Futerka. Wspin zaliczony do udanych, ale był lekki niedosyt, że krótko. Z spod skał poszliśmy pod brandysówkę, gdzie czekały na nas kiełbaski z ogniska. &lt;br /&gt;
W niedzielę powróciliśmy do Witkowych skał, gdzie oprócz pomęczenia się na kilku drogach poćwiczyliśmy sobie techniki wspinaczkowej takie jak budowa stanowiska, zjazdy itd. aby nam nikt nie zarzucał że się nie przygotowujemy do egzaminu na kartę ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fbedkowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Łukasz Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|01 - 02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Pod Dolinę Kościeliską dotarliśmy ze sporym opóźnieniem, spowodowanym przez ,,turystów” przyjeżdżających zobaczyć krokusy. Jako, że sami nigdy nie byliśmy na krokusowej wycieczce, zupełnie nie byliśmy świadomi jak wyglądają Tatry w tym okresie. Samochody poszukujące parkingu na tyle spowolniły ruch, że byliśmy wyprzedzani przez pieszych, wjazd do doliny był blokowany przez straż pożarną oraz policję. Z niewiadomych dla nas przyczyn, krokusy są powodem do pielgrzymek ogromnej, normalnie nie spotykanej w Tatrach rzeszy ludzi. Równie niezrozumiały jest dla mnie fakt, że krokusy są pożądane jedynie w dolinie, te na łąkach przed, są bez skrupułów rozjeżdżane i rozdeptywane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy w końcu doszliśmy pod jaskinię i zaczęliśmy zjazd do otworu Czarnej była godzina 14. Pierwotny plan zakładał dojście do Partii Królewskich i z powrotem. W samej jaskini dość sporo wody. Kiedy doszliśmy do Herkulesa zastaliśmy wartki i huczący potok. Również na Węgrze woda spływała strumykiem (tym razem cichym) o czym przekonałam się podczas wspinaczki, kiedy woda wpływała mi rękawem i wypływała w kaloszu. Z powodu przemoczenia oraz późnej godziny zdecydowaliśmy, że odpuścimy sobie Partie Królewskie i wyjście jaskiniowe zakończymy statusem ,,przyjemne”. Po wylaniu wody z kalosza i wykręceniu skarpetek rozpoczęliśmy wycof. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę ograniczyliśmy się do wycieczki na Stoły. W dolinie wymijaliśmy wszystkich niedzielnych turystów, tak bardzo zdeterminowani na ucieczkę w spokojniejsze miejsce, że prawie nie zauważyliśmy Asi i Tomka, którzy wraz z dziećmi szli do jaskini Mylnej. Po odbiciu na Stoły spotkaliśmy tylko kilku turystów schodzących na dół, pod domkami zrobiliśmy sobie piknik oraz lekcję topografii. Skończyliśmy, kiedy u góry zaczęło się robić tłoczno. Nie chcieliśmy też przedłużać wycieczki, żeby wyjechać przed wszystkimi ,,krokusowymi turystami”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Baranie Rogi|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Baranie Rogi (2526) były celem naszego wypadu w przepięknych okolicznościach przyrody i pogody. Z Starego Smokowca przez Hrebieniok do Chaty Zamkowskiego gdzie pojawia się śnieg sensowny do podejścia na nartach. Doliną Studeną docieramy do chaty Theriego i po krótkim odpoczynku dość stromo na Baranią przeł. (2389). Tu zasadnicza grupa zostawia narty (tylko bierzemy raki i czekany) i tylko Łukasz zabiera sprzęt na szczyt. Od przełęczy wiedzie stromy żleb lecz potem bez trudności na szczyt. Pogoda wciąż dobra, widoki wspaniałe. Wkrótce zejście a Łukasz na nartach pokonuje stromy fragment żlebu bez problemów. Od przełęczy bajeczny zjazd do Terinki gdzie tylko zaliczamy piwo (po takiej wyrypie można na temat piwa pisać poemat, zwłaszcza w Terince). Dalej równie fajnie do końca śniegu. Ostatni odcinek znów z buta ale i tak nie było źle więc bez niespodzianek dochodzimy do auta. Zrobiliśmy 1500 m deniwelacji i ok 20 km. Zacny wyjazd, jak na razie numer jeden sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBaranieRogi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Bogdanem rano w Tatry do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Na parkingu jesteśmy przed godziną 0900 i już po chwili idziemy szlakiem w Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
Zazwyczaj wybieram taką jaskinię i taki termin, który gwarantuje przemoczenie się w jaskini do suchej nitki i nie dojście do celu bo coś po drodze jest zawsze zalane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie inaczej było tym razem. Doliną Miętusią idziemy w śniegu, podejście pod otwór oblodzone.&lt;br /&gt;
Szybkie przebranie się i po chwili jesteśmy gotowi do zejścia. Idzie dość sprawnie co skutkuje tym, że zatrzymuje nas dopiero wiszący syfonik, który jest zalany aż do połączenia z syfonem Zwolińskich. Jako, że naszym pierwotnym celem było dojście do MarWoju mamy spory zapas czasu, który decydujemy się wykorzystać na zwiedzenie każdego zakamarka jaskini od tego miejsca aż do otworu. Od Igliczki wchodzimy do górnego korytarza i udajemy się do Partii Nietoperzowych lewarując około 30 minut gdzieś po drodze jakieś donikąd nie prowadzące jeziorko. Stamtąd do Jeziorka Gotyckiego i przez prożek z powrotem do Komory pod Matką Boską. Jako, że pod Igliczką zostawiliśmy wory wracamy po nie i zaczynamy wycof.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;rurze&amp;quot; wychodzi z człowieka to co najpiękniejsze ale dajemy radę. Na powierzchni jest jeszcze jasno więc szybko się przebieramy i zaczynamy schodzić.Bogdan po drodze zalicza upadek tak spektakularny, że nawet jego kijki z wrażenia dosłownie chylą ku niemu swoje końcówki. Po dojściu do szlaku zastaje nas zmrok. Doliną kościeliską idziemy już przy świetle czołówek. Tego samego dnia przed 2200 jesteśmy już na Śląsku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|I Ogólnopolskie Forum Speleologiczne w Chęcinach - czyli weekend pełen wrażeń|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka oraz speleofani z całej Polski|24 - 26 03 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nim Forum zdążyło się zacząć skorzystałam z wolnego dnia i zwiedziłam muzeum minerałów Wydziału Nauk o Ziemi w Sosnowcu oraz Zamek Królewski w Chęcinach. &lt;br /&gt;
Po południu zaczyna się Forum. Pierwszą atrakcją są odwiedziny jaskiniach w Jaworzni – Chelosiowa Jama oraz Pajęcza. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiam i do jednej i do drugiej jaskini. Oba obiekty znajdują się w nieczynnym kamieniołomie na Górze Kopaczowej. Teren jest obecnie rezerwatem przyrody nieożywionej właśnie z powodu znajdującego się tam najdłuższego systemu jaskiniowego w Górach Świętokrzyskich (system Chelosiowa Jama-Jaskinia Jaworznicka o długości korytarzy 3,67 km oraz Pajęcza 1,18km). &lt;br /&gt;
W czasie wycieczki możliwe jest obejrzenie jedynie fragmentów jaskiń, które zobaczone nawet w tak małych fragmentach robią spore wrażenie. Choć jaskinie nie mają przepaścistych studni jak te tatrzańskie, to jednak nie są tak ciasne jak jurajskie. W Chelosiowej Jamie stykamy się z szerokimi korytarzami i dużymi salami, gdzieniegdzie naciekami oraz (!) wyrastającymi ze ściany kryształami kalcytu. Jaskinia Pajęcza jest mniej obszerna lecz równie interesująca jak poprzednia. Przejście tych jaskiń również nieco bardziej wymagające niż zwiedzanie jaskiń jurajskich. Poza wszędobylskim błotem, do pokonania mamy kilka zapieraczek i czujnych prożków. &lt;br /&gt;
Po powrocie kolacja na której spotykam Iwonę i Karola, którzy dojechali wieczorem. Po kolacji odbył się drużynowy quiz jaskiniowy. Sama nie wiem jak, ale nagle znalazłam się przy stole jednej z drużyn, jak się później okazało zwycięskiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed południem odbywały się panele tematyczne, między którymi można było dowolnie wybierać, bardzo różnorodna tematyka. Można było posłuchać czegoś o eksploracji, geologii, sprzęcie, ratownictwie (GOPR I GRJ), czy zapoznać się ze sprawami KTJ. Powtórzona zostaje wycieczka z dnia poprzedniego. &lt;br /&gt;
Kiedy wykład o łączności przenosi się na dwór w celu zaprezentowania działania poszczególnych pozycji, ja idę na wycieczkę dookoła kamieniołomu (na 3 poziomach, przy okazji doczytując informacje o skałach i geologii znajdujące się na tablicach Świętokrzyskiego Szlaku Archeo-Geologicznego. &lt;br /&gt;
Po obiedzie odbywa się Forum Eksploracji na którym przedstawione zostały dokonania 9 polskich wypraw wraz z rysem historycznym oraz geologicznym, a wieczorem ognisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Również zaczyna się cyklem wykładów i zajęć o różnorodnej tematyce. Część zajęć odbywa się w terenie. Wczesnym popołudniem duża grupa udaje si na wycieczkę geologiczną. W odniesieniu do lokalnej budowy geologicznej wyjaśnione zastało wiele pojęć i zagadnień geologicznych, procesów i zależności. Mimo chęci grupy do większego wgłębiania się w temat, były to ostatnie zajęcia, a czas ograniczony. W związku z czym zakończyliśmy wycieczkę i wróciliśmy na obiad do ośrodka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostaje mi mieć nadzieję, że numeracja przed nazwą forum nie została dodana przypadkowo i w przyszłym roku będę się mogła wybrać na Drugie Ogólnopolskie Forum Speleologiczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka raz jeszcze|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde, Sonia Tomanek (os. tow.)|26 03 2017}}&lt;br /&gt;
Okoliczności sprawiły, iż po raz drugi przyszło wychodzić na Rysiankę. Przez ostatni tydzień powłoka śnieżna znacznie &amp;quot;odjechała&amp;quot; w górę. Sonia idzie bez nart a Bianka zostawia swoje narty również w aucie bez wiary w konkretny zjazd. Wkrótce jednak jest upragniony śnieg. Wyjście do schroniska a potem zjazd przez las do Złatnej a dziewczyny niestety drałowały &amp;quot;z buta&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Dolina Żarska; Skitur na Pośredni Przysłop|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Damian Szołtysik + os.tow|25 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wcześnie rano, dojazd zajmuje nam niespełna 4 godz. W asyście promieni słonecznych docieramy do Żarskiego Schroniska. Stamtąd ruszamy w przeciwnym kierunku, niż wszyscy inni skiturowcy, zmierzający na Smutną Przełęcz. Po drodze, na szlaku mijamy duże lawinisko-dość dawna pamiątka po wielkim śniegu. Dochodzimy do stromego żlebu, który po pewnym czasie musimy pokonać z nartami na plecach. Po osiągnięciu celu wędrówki tj. Pośredniego Przysłopu, zaczynamy wyśmienity zjazd, w nieco mokrym śniegu. Słońce towarzyszy nam, aż do końca wycieczki. W bardzo dobrych humorach wracamy kolejne 4 godz. do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FPosredni%20Przyslop%20w%20dolinie%20Zarskiej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Klimczok przez Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2017}}&lt;br /&gt;
W środę z samego rana wybieram się do Brennej by przed popołudniowym spotkaniem przejść się na Klimczok. Pogoda nie rozpieszcza. Na miejscu nie pada ale też nie ma słońca, wieje i jest dość zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję z Brennej czarnym szlakiem do zielonego prowadzącego na Błatnią i w tym momencie zaczyna padać. Tam zmieniam szlak na niebieski i podążam nim aż do zapory w Wapiennicy. Za zaporą skracam szlak przez mostek, na żółty prowadzący do czerwonego, biegnącego przez schronisko na Szyndzielni. Przed samym Klimczokiem zmieniam szlak na żółty i nim schodzę na Błatnią, cały czas idąc w deszczu. Droga zejścia taka jak przy podejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dane z GPSa 22.3km w czasie 4h47min gdzie pod górę było prawie 1300m&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Copik (os. tow.)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach szlakiem z Złatnej po śniegu. Ze schroniska przejście na Redykalny Wierch a następnie zjazd częściowo lasami do szlaku zjazdowego z Lipowskiej. Piękna pogoda i śnieg do samego dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kołowa Czuba|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski,  Damian Żmuda, Kasia Rupiewicz (os. tow.)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście całą grupą z Kuźnic do Murowańca. Kasia poszła w stronę Granatów a reszta zespołu próbowała podejść pod Honoratkę (żleb opadający z Mł. Koziego Wierchu). Po wichurach jednak potworzyły się ogromne depozyty niebezpiecznego śniegu. Ostrożnie jak po szkle podchodzimy pod wylot żlebu lecz nie odważamy się na naruszenie przypuszczalnie nikłej stabilności śnieżnej poduchy przy podstawie żlebu. Czujnie trawersujemy do Zawratowego żlebu i nim w rakach na przełęcz. Aby coś &amp;quot;zdobyć&amp;quot; wychodzimy więc na Kołową Czubę (2105). Potem zjazd po zmiennych śniegach Dol. 5 Stawów i Roztoką do drogi (Damianowi Ż. zdarza się złamać nartę). Od Wodogrzmotów już po ciemku z buta na Palenicę. Nie było już żadnych busów. Tomek udaje się więc do Kużnic po auto z przypadkiem jadącym w tamtą stronę gościem. To i inne opóźnienia sprawiają, że w domu jesteśmy dopiero po północy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKolowaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Szpiglasowa Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Podchodzimy z Palenicy Białczańskiej przez Pięć Stawów pod Szpiglasową Przełecz. Powyżej schroniska leżał pyszny, nieco upakowany, ale jednak miękki, bezpieczny i nie klejący się śnieg. Zjazd po łagodnych, rozległych stokach &amp;quot;piątki&amp;quot; do Wielkiego Stawu należał do jednych z lepszych w sezonie. Pogoda też dopisała, choć momentami wiało bardzo mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Jacek Szczygieł (WNoZ UŚ), os. tow.|18 03 2017}}&lt;br /&gt;
Zostaliśmy zaproszeni do współpracy podczas służbowego wyjścia Jacka na badania geologiczne w Kasprowej Niżniej. Polegało to na odkopywaniu, polewaniu wodą, pobieraniu, fotografowaniu, przenoszeniu sprzętu z punktu A do punktu B itd. Wszystkie merytoryczne prace odbywały się w zasadzie na odcinku od otworu do Wielkiego Progu. Żeby cokolwiek pozwiedzać, przebiegliśmy się jeszcze na szybko do Złotej Kaczki (sucha!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: The Lake District |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska+os.tow.&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
3 dni w Zjednoczonym Królestwie, z czego jeden spędzam w Parku Narodowym Lake District, wybierając trasę przy Rydal Water, niewielkim jeziorku otoczonym przez ciekawe, trawiaste wzniesienia, położonym w centralnej częsci Parku. Ponoć Park ten słynie z malowniczych, często bezdrzewnych widoków, mnie nie dane było zweryfikować, czy rzeczywiście to prawda. Powodem była oczywiście zła pogoda i gęste mgły. Co gorsza, dzień przed i dzień po, było całkiem fajnie i słonecznie. Poza tym, zdołałam zwiedzić York i Liverpool oraz przejazdem odwiedzić Park The Peak District.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Lake%20District&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pośrednia Salatyńska Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem trudno mówić tu o &amp;quot;samotnym wyjściu&amp;quot;. Dobrze że była mgła, bo nie widziałem wszystkich tych ludzi. Zjazd w każðym razie bardzo przyjemny; śnieg miękki, a i chmury się nieco rozstąpiły. Cała wycieczka zajęła mi 2h 40m, więc po południu wyciągam jeszcze kolegę na szybką przebieżkę do Doliny Kondratowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Huncowski Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Agnieszka Sarnecka (AKG)|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
Ocieplenia z końca lutego spowodowały &amp;quot;ucieczkę&amp;quot; śniegów mocno w górę zwłaszcza na południowych stokach. Dlatego m. in. za cel wybraliśmy Huncowski Szczyt (2352) gdyż sporo podejścia można wykonać naśnieżoną nartostradą. Od Skalnatego Plesa już całkowicie sami, dość stromym stokiem podchodzimy zachodnią stroną śnieżnymi polami na szczyt. Śnieg twardy. Michał walczy długo na fokach lecz górny odcinek pokonujemy wszyscy w rakach zostawiając narty kilkadziesiąt metrów pod wierzchołkiem gdyż zalegało tam więcej kamieni niż śniegu. Pogoda była cudowna i nawet przykry na początku wiatr przycichł. Z kamienistego szczytu kawałek schodzimy do nart a potem twardym zboczem suniemy na nartach w dół lawirując nieco między kamieniami. Śnieg taki trochę szreniowaty. Niżej już lepiej. Do auta śmigamy już rozjeżdżoną nartostradą w coraz większym upale. Zrobiliśmy 1420 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Huncowski&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie na skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka|05 03 2017}}&lt;br /&gt;
W ten weekend miałem kolejny zjazd i bardzo psioczyłem na fakt, iż wypadają mi studia. Dodatkowo niedziela miała być już zdecydowanie gorsza. Zrobiliśmy z Iwoną szybkie postanowienie. ja biorę szpej, a ona dojeżdza do mnie  w niedzielę do Krakowa. Jeżeli prognozy się poprawią to jedziemy na Witkowe skały (obok słonecznych), a jak będzie kicha to po drodze wstąpimy na jakąś ściankę. Na szczęście prognozy się polepszyły i po wykładach byliśmy już  pod skałami. W pierwszej chwili szok! Tyle aut nie widziałem w słonecznych skałach przez cały sezon! Tylu wspinaczy rzuciło się na te pierwsze słoneczne dni, my również ;) Na początek padło kilka łatwych dróg, z cięższymi były lekkie trudności. Widać, że będzie się trzeba porządnie rozwspinać zanim w tym roku rzucimy się ma swoje życiówki ;) Najważniejsze, że sezon się już rozpoczął, przynajmniej do kolejnego słonecznego weekendu ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch skiturowo|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia i Tomasz Jaworscy, Jacek Copik (os. tow.)|05 03 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad na Kasprowy Wierch (1987). Podejście &amp;quot;nowym&amp;quot; szlakiem skiturowym przez dol. Goryczkową. Wiał halny i kolej linowa nie działała więc generalnie pustki. Warunki nie specjalne na podejściu za to po południu śniegi puszczają i zjazd przepiękny. Zahaczamy jeszcze o schronisko na Kondratowej (spotykamy tu Marka Wierzbowskiego) i dalej do Kuźnic  niemal do brukowanej drogi po śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - J. Kryształowa, Ludwinowska, Niedźwiedzia Grota|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|04 03 2017}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z wolnego dnia i ładnej pogody... schodząc pod ziemię. Jaskinia Kryształowa zaskakuje nie tylko małym wejściem które musimy rozkopać by przecisnął się mój gabaryt, ale i warunkami które zastajemy w środku. Wszystko wygląda tak, jakby dziura zawaliła się w połowie i nie była do końca zdecydowana czy chce runąć na amen. Zwiedzamy główny ciąg odpuszczając niepewne boczne korytarze i wycofujemy się na bezpieczną powierzchnię. Ludwinowska i Niedźwiedzia Grota okazują się typowo rodzinnymi obiektami, którym bliżej do schronisk niż jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkrysztalowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Brzozowa|Andrzej Gałecka, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Ruda (PGE - os. tow), Chris (PGE - os. tow.)|26 02 2017}}&lt;br /&gt;
Dzięki uprzejmości Speleoklubu Brzeszcze mamy okazję odwiedzić Jaskinię Brzozową. Do jaskini ruszamy we trójkę: ja, Piter i Andrzej. Na miejscu dołącza do nas zaprzyjaźniony duet z PGE.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Jako, że jaskinia jest otwarta jedynie przez 3 godziny, nie mamy wiele czasu. Pomimo sporej ilości osób krążących w korytarzach jaskiniowych, udaje nam się wygodnie zajrzeć w każdy dostępny chodnik. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Stan w którym jest jaskinia udowadnia, że decyzja o zabezpieczeniu jej włazem była dobrą decyzją: nienaruszona szata naciekowa, wielkie bogactwo kości i brak wydrapanych na ścianach wyznań miłosnych sprawiają, że obiekt robi wielkie wrażenie.&lt;br /&gt;
2.5 godziny mijają nam w oka mgnieniu. Największe wrażenia robi Zamkowy Korytarz, na wstęp do którego otrzymujemy oficjalne przyzwolenie. Las stalaktytów na który trafiamy sprawia, że nawet ja w końcu milknę z wrażenia. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Chyba z odrobiną niedosytu wychodzimy z jaskini minutę przed jej zamknięciem. Jednomyślnie stwierdzamy, że to było bardzo dobrze spędzone niedzielne popołudnie. &amp;lt;br&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fbrzozowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Asia Przymus, Łukasz Piskorek|25 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6:45. Natarczywy sygnał budzika. Otwieram oczy. Nie! Już!? Przecież ledwo co zasnąłem! Przynajmniej tak mi się zdawało. Sprawdzam godzinę. Jest źle, ale jeszcze nie tragicznie. Mam kwadrans po planowanego wstawania, więc przestawiam alarm i obracam się na drugi bok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7:00. NIEEEE! Podnoszę się na poduszce i robię zwiad. Wciąż cisza, reszta wygląda jakby spała. Nawet Rysiek nie daje oznak przebudzenia. Walczę przez chwilę z myślami „ Czy powinienem dać dobry przykład i wstać pierwszy?”.  Wynikiem tej krótkiej lecz zażartej wewnętrznej walki było przestawienie alarmu na kolejne piętnaście minut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7:30. Nieee! Zaspałem! Iwona z Karolem również zamarudzili. Rysiek już walił nam reprymendę za opieszałość. W pośpiechu zacząłem się zbierać. Na szczęście  graty miałem w większości spakowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie dojechała jeszcze Asia z Łukaszem i  jakoś o 8.20 wyruszyliśmy. Myknęliśmy najpierw autem , potem busem do Kuźnic. Szlak był na szczęście prawie płaski. Odbiliśmy w pewnym momencie ku Kasprowemu Potokowi i tam po krótkim przedzieraniu się na przełaj dotarliśmy do otworu. Wleźliśmy do środka. W przedsionku jaskini było już ciemno, a podłoże było wilgotne i przez to dość bagniste. W pierwszej chwili pomyślałem, że wolałbym się przebierać na zewnątrz, ale już nie miałem ochoty przeciskać się przez otwór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na wstępie przywitał nas tunel, w którym na zmianę trzeba było się czołgać i lawirować między kałużami. Może bardziej fachowo trzeba by to nazwać jeziorkami? Jak kto woli. Dla innych może to małe jeziorka, dla mnie duże kałuże. Na szczęście  w żadnej z nich poziom wody nie przekroczył krytycznej wysokości mojej cholewki, więc przeszedłem całość suchą skarpetą. Sukces. Pierwszy zjazd- łatwizna. Następnie znowu mokradła, które wymagały już większej gimnastyki niż poprzednie. No! Wreszcie Wielki Komin. Karol szykował się do wspinaczki. Zastanawiałem się, czy nie zaoferować się z asekuracją. Młody jest, właśnie się ożenił, pewnie jeszcze chce pożyć jakiś czas – ok., przekonałem samego siebie, że powinna zająć się tym Iwona. W oczekiwaniu na gotową drogę siedziało się zadziwiająco komfortowo. Jedynym minusem było regularne nadchodzące nieprzyjemne zapachy. Ta jaskinia po prostu śmierdziała. Czym? Błotem, zbyt długo zalegającą wodą, produktami potrzeb fizjologicznych poprzednich wizytatorów?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pokonaniu Wielkiego Komina krótki zjazd do Gniazda Złotej Kaczki. „Złotej” jest pewnie odniesieniem do zalegającej w tym miejscu żółtej wody… o pardon, złotej. Barwa wynikająca z rozpuszczenia dużej ilości pewnych składników mineralnych w wodzie? Oby. Na szczęście nie trzeba było się w niej moczyć. Korytarz do dalszej części jaskini okazał się całkowicie zalany i rozbijając biwak na bagnistym brzegu każdy zajął się tym czym uważaj za stosowne. Większość coś wrzucała na ząb, ale Asia poza tym postanowił również ulepić błotnego bałwana z jedną kończyną. Cóż za kunszt! Te wyrzeźbione rysy, ta niemal naturalna sylwetka. Opera d’arte w pełnej krasie! Na koniec zrobiliśmy sobie parę zdjęć przy Złotej Kaczce i zaczęliśmy wychodzenie. Przebiegło sprawnie i bez większych problemów. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o kilka pobocznych korytarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tylu miesiącach wreszcie miła odmiana - po wyjściu z jaskini wciąż było widno. Jakże przyjemniejsze jest wyjście i później pedałowanie w stronę Zakopanego. Oczywiście nie było się bez paru upadków głównie w moim wykonaniu, ale już taki mam chyba styl chodzenia po szlaku zimą. Po dotarciu do Kuźnic i pożegnaniu z Łukaszem oraz Asią skierowaliśmy się do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ISLANDIA: nieokiełzana natura|Tomasz Jaworski, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Teresa Szołtysik, Agnieszka Sarnecka (AKG)|17 - 25 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozowanie pogody na Islandii jest tyle warte co obstawianie w 3 karty. Spędziliśmy na wyspie tydzień i mieliśmy wszystkie możliwe pogody i pory roku mimo kalendarzowej zimy. Cel naszego wyjazdu – góra Hvanndalsnukur (2121) mimo dużej determinacji zespołu nie została osiągnięta. Wycieczkę na nią zaplanowaliśmy w najlepszy wg wszelkich dostępnych prognoz dzień. O świcie ruszyliśmy w mżawce/deszczu niosąc narty na plecach. Od wysokości ok. 900 m n. p. m. (a startuje się niemal z poziomu morza) szliśmy po śniegu, osiągając lodowiec już na nartach. Deszcz zamienił się w śnieg a temperatura drastycznie spadła powodując zamianę naszych ubrań w lodowe pancerze. Wyżej poruszaliśmy się wg wskazań GPSa bo widoczność spadła do kilku metrów co w połączeniu z śnieżną zadymką i wzmagającym na sile wiatrem dramatycznie spowalniało ruchy. Lodowiec mógł skrywać szczeliny lecz mimo posiadania sprzętu nie związaliśmy się liną z uwagi na te właśnie trudne warunki (również wykonanie zdjęcia było nie lada wyzwaniem) . To lodowa pustynia bez jakichkolwiek punktów odniesienia i tego co można nazywać infrastrukturą turystyczną. Zawracamy więc z wysokości niespełna 1800 m. Więcej nie uda się ugrać gdyż nie mieliśmy zamiaru zabijać się dla Hvanna. Na szczęście ślady nie zostały całkowicie zawiane więc czujnie lecz w miarę szybko zjeżdżamy jak lodowe sople do granicy śniegu i innego klimatu. Znów wychodzi słońce a pod nami rozlega się bezgraniczna i wręcz przerażająca pustka lawowych połaci, białych lodowców i czarnych skał. Szybko odtajaliśmy schodząc już na nogach do drogi nr 1. W tym rejonie naszą bazę stanowiła chatka oddalona o niespełna kilometr o w/w drogi (kilkanaście km na E od parkingu przy Hvannie). Stąd właśnie zrobiliśmy sobie wycieczkę do lodowej laguny oraz do dwóch jaskiń lodowych usytuowanych w lodowcu Vatnajoköll.  O ile do chatki dojechaliśmy gruntową drogą w „letnich” warunkach o tyle powrót do „jedynki” odbywał się w iście zimowej scenerii. Damian z Tomkiem jechali po białej pustce a reszta ekipy z czołówkami wskazywała domniemany przebieg drogi. Nawet główna, asfaltowa droga była tylko białym, nieskalanym żadnym śladem kobiercem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następnych dniach odwiedziliśmy lawową jaskinię Raufarholshellir, kąpaliśmy się w ciepłych wodach i podziwialiśmy wspaniałe wodospady. Na zakończenie, były członek naszego klubu – Stasiu Zawada (mieszka już na Islandii 10 lat) oprowadził nas niczym zawodowy przewodnik po Reykjaviku. W ostatni dzień wcześnie musieliśmy się ewakuować na lotnisko gdyż ostrzeżono nas o możliwości zamknięcia na czas sztormu drogi do Keflawik. I rzeczywiście trudno było się w tym wietrze przemieszczać czy to pieszo czy samochodem. Udało nam się jednak do domu dotrzeć szczęśliwie. Tu bardziej szczegółowy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Islandia_2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Islandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Zwiedzanie i nieco jaskiń bis|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 21 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nauczeni doświadczeniami z poprzedniego wyjazdu, uzupełnionymi o dane od innej ekipy jaskiniowej, uznaliśmy, że co prawda Wizzar do Dubaju jest dużo tańszy, ale przy wyjeździe tygodniowym dużo więcej sensu ma przelot prosto do Maskatu. Nie trzeba biegać z worami, szukać transportu do Omanu, martwić się o granice... Poza tym udało się nam znaleźć świetne połączenie, z Krakowa, czyli niemal spod domu, z krótką przesiadką w Amsterdamie i międzylądowaniem w Abu Dhabi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej w Relacji: [[Relacje:Oman_2017]] &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - System Jaskiń Towarnych|Andrzej Gałecka, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|19 02 2017}}&lt;br /&gt;
Szybka niedzielna akcja: ja po dłuższej przerwie szukam okazji do poleżenia w jaskiniowym błocie, a Andrzej rozgląda się za możliwością odwiedzenia łatwiejszej jaskini. Znajdujemy wspólny mianownik naszych potrzeb i jedziemy pod Olsztyn odwiedzić Cabanową, Towarną, Dzwonnicę i na deser Zieloną Górę. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Cabanowa bez zmian, nie widać kolejnych zniszczeń przy wejściu, najwyraźniej poszerzanie otworu skończyło się na jednym kamieniu. Szybko przemieszczamy się do Towarnej wchodząc najwyżej i najgłębiej gdzie się da (no jest tego ze 3.5 metra!), odwiedzamy część Niedźwiedzią i czołgamy się niskim korytarzem do Dzwonnicy. Tam robimy kilka zdjęć po czym wychodzimy drugim wyjściem (zawaliskowym) z jaskini i zmieniamy lokalizację. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Rezerwat Zielona Góra poza samą jaskinią pokazał nam też ciekawy wytop w jednym miejscu. Charakterystyczne, śnieżne zapadlisko przy wyłażących spod ziemi kamieniach może sugerować jakąś ciekawą przestrzeń pod ziemią, ale o tym trzeba porozmawiać z kimś mądrzejszym ;)&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Jaskinia w Zielonej Górze zajmuje nam odrobinę więcej czasu. Andrzej ma możliwość poćwiczenia czytania planów jaskiniowych, sprawdzamy też, przez jak wąskie miejsca jesteśmy w stanie się przecisnąć. Po zwiedzeniu każdego z miejsc, w które udało nam się wepchnąć nasze szacowne organizmy, opuszczamy jaskinię. Po drodze do samochodu jeszcze sprawdzamy jedno ze schronisk z interesującym prawie-korytarzem. Jako, że nie odkrywamy nic nowego - wracamy do domów by resztę niedzieli spędzić na praniu rozkosznie umorusanych ciuchów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: [http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTowarne http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTowarne]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Sölden|Tomek i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 18 02 2017}}&lt;br /&gt;
Coroczny wyjazd na narty. Tym razem wybór padł na Sölden w Austrii gdzie na lodowcach Tiefenbachgletscher i Rettenbachgletscher doskonaliliśmy techniki zjazdowe na nartach. Warunki do szaleństwa narciarskiego doskonałe a pogoda nas dopieszczała. Widoki gór bajeczny tylko czas za szybko płynął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Faustria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Morsowanie w Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Lucjan Kaliński (dawny Speleoklub Gliwice), Zygmunt Zbirenda (b. cz. klubu)|09 - 12 02 2017}}&lt;br /&gt;
Odbył się XIV Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie. Kąpiele w Bałtyku były rewelacyjne, pogoda wspaniała, imprezy towarzyszące świetnie zorganizowane. Wszyscy uczestnicy Zlotu byli obowiązkowo ubezpieczeni a odpowiednie służby (ratowicy wodni i medyczni) czuwali nad bezpieczeństwem kąpiących się. Po kąpieli w Bałtyku, tuż obok plaży czekały na Morsów jakuzzi i sauna! &lt;br /&gt;
Na Zlot pojechaliśmy z klubem MORSY z Dobrzenia (woj. opolskie) którego wieloletnim członkiem jest Lucek; założyliśmy tam podsekcję Morsów Jaskiniowych. Było to prawdopodobnie pierwsze w historii naszego klubu oficjalne Morsowanie&lt;br /&gt;
jego członków; mamy nadzieję,że na kolejny Zlot Morsów wybierzemy się w liczniejszej reprezentacji, bo naprawdę warto.  Do Morsowania – oprócz rozgrzewki na plaży tuż przed kąpielą - nie przygotowywaliśmy się w jakiś specjalny sposób ; no chyba , że wliczymy w to  nieplanowane /najczęściej/ kąpiele w jaskiniach. W związku z powyższym proponuję, założenie również w naszym klubie podsekcji Morsów Jaskiniowych. Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMorsy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - manewry ratownictwa jaskiniowego (GRJ) w jaskini Miętusiej|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt; oraz grotołazi zrzeszeni w GRJ z różnych klubów PZA|11 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/grj-zimowe-manewry-022017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Berchtesgadeńskie - skitury i jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team) i przez jeden dzień Michał Ciszewski (KKTJ)|04 - 07 02 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z Katowic w piątek wieczorem. Bazę tego wypadu stanowi chatka pod Lampo, gdzie przebywa liczna grupa naszych jaskiniowych znajomych. Po kilku godzinach snu, w sobotę wychodzimy na Buchauer Scharte (2300). W niedzielę do naszej ekipy dołącza tymczasowo Furek i podejmujemy próbę podejścia na szczyt Hochkönig. Niedospanie i mała ilość śniegu wysoko na plateau przyczyniają się jednak do redukcji planów i odwrotu z bańbuły na wysokości 2600. Niżej ze śniegiem jest bardzo dobrze, mamy więc używanie i nawet zjeżdżamy nieco dalej niż w planach, podchodząc później z powrotem na fokach w celu dotarcia do samochodu. W poniedziałek, ze względu na duży opad deszczu, szybką dwójką wybieramy się z Markiem do jaskini Lamprechtsofen zerknąć do studni King Kong. Akcja na +440 zajmuje nam nieco ponad 6 godzin. Ze względu na podejścia i zejścia w tej jaskini, dotarcie do tego poziomu wymaga w istocie podejścia sześciuset metrów w jedną stronę, głównie na nogach i po drabinach. W poniedziałek pogoda się poprawia, wzrasta za to zagrożenie lawinowe. Ruszamy więc w Wysokie Taury, na szczyt Baukogel (2224). Jesteśmy kompletnie sami na szerokich, pokrytych świeżym puchem łąkach. Na około 300 metrów przed szczytem Marek odkrywa, że jego wiązanie usiłuje odpaść od narty, co przyczynia się do decyzji o wcześniejszym odwrocie. Może nawet wyszliśmy na tym lepiej, bo mogliśmy konsumować pyszny zjazd na mniej zmęczonych nogach. W Katowicach jesteśmy z powrotem we wtorek o 22:30. W sumie, w ciagu czterech dni podeszliśmy łącznie ponad 4 000 metrów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Jacek Copik|05 02 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejny szybki i przyjemny wyjazd. Pogoda w Mikołowie nie zachęcała do opuszczania domu.  Na szczęście,  po dotarciu do Soblówki deszcz ustąpił niemalże w momencie. Startujemy z parkingu przy czarnym szlaku i po ponad godzinie docieramy do Schroniska. Krótka przerwa na herbatkę i ruszamy na Wielką Rycerzową. Stąd zaczynamy zjazd  niebieskim szlakiem bardziej przez las, niż wzdłuż szlaku. Później szusujemy już wzdłuż szlaku zielonego. Pokonanie przeszkód w postaci gęsto występujących drzew, bądź też ukrytych strumyków okazuje sie ciekawym doświadczeniem i treningiem zwiększającym nasze umiejętności:)&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,Łukasz Mazurek, Monika (os.tow.)|05 02 2017}}&lt;br /&gt;
Krótki niedzielny wypad. Mieliśmy pokazać Łukaszowi i Monice czym zajmują się grotołazi. Do jaskini weszliśmy obejściem, tak by nie musieć używać lin. Doszliśmy aż do korytarza Kryształowego. Tam zrobiliśmy parę pętelek i pozaglądaliśmy w kilka zakamarków. Łukasz znalazł zestaw temperówek i baterii (proszę nie zgłaszać się po zgubę, różowa temperówka bardzo mi się podoba). W drodze powrotnej część zespołu skorzystała z obejścia Studni Awenowców. Dalszą drogę pokonaliśmy trasą zejścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - wyjazd narciarsko-jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Posłuszny Bogdan, Asia Przymus|28 - 29 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan na weekend był prosty sobota narty, niedziela jaskinia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę przed południem i przez Słowację udajemy się do Kościeliska. Po zorganizowaniu się na bazie zabieramy sprzęt i jedziemy do Witowa na stok. Zjeżdżamy raz za razem nie tracąc czasu a wręcz zaczynając przyspieszać co z boku mogło wyglądać jak wyścigi. Ale czego się spodziewać jak chce się nadrobić tyle czasu życia w nieświadomości, że na dwóch kawałkach &amp;quot;deski&amp;quot; można tak sprawnie jeździć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem wracamy na bazę i weryfikujemy nasz plan dotyczący wyjścia do jaskini i ostatecznie postanawiamy udać się do Zimnej. Plan dojścia do wideł realizujemy sprawnie, w ponorze sucho więc nic nas nie spowolniło. W jaskini spotykamy grupę kursantów z instruktorami, w sumie 12 osób ale dość sprawnie mijamy się przed Chatką. Z jaskini wychodzimy po około pięciu godzinach i udajemy się na bazę a wieczorem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Małgorzata Czeczott (UKA; w sobotę)|28 - 29 01 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę wchodzimy na Spaloną Kopę. Śnieg bardzo zmienny, miejscami twardo, ale miejscami sypko i bardzo przyjemnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę szybkie wyjście na Wyżnią Kondracką Przełęcz od strony Małej Łąki. Dużo więcej ludzi i dużo gorsze warunki śniegowe, niż dwa tygodnie temu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki meteo tym razem bajkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trzydniowiański Wierch i Grześ na skiturach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 2017}}&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Za szczęśliwca może się uważać ten, który w ten weekend przemierzał tatrzańskie szczyty. Granatowe niebo z królującym słońcem, zero wiatru, lekki mrozik. Warunki niemal idealne gdyż na niektórych wystawach śnieg mógł sprawiać niespodzianki. O świcie w okolicach Chochołowa mroził nas widok samochodowego termometru – 22 st. W Chochołowskiej też dość arktycznie ale czym wyżej tym cieplej co wskazywało na ewidentną inwersję. Strome podejście na Trzydniowiański Wierch (1765) wypruwa trochę sił, zwłaszcza, że robimy to w żwawym tempie (wyprzedzaliśmy grupki skiturowców). Na szczycie krótki odpoczynek z niesamowitą panoramą białych szczytów. Z góry zjeżdżamy najpierw Jarząbczym Upłazem a potem na wprost centralnym żlebem. Na początku trochę szreni łamliwej lecz niżej już zsiadły puch. Gdy żleb robi się wąską rynną wskakujemy do stromego lasu i nim docieramy do szlaku w Jarząbczej dolinie. Po drodze jest zaśnieżona, dość wąska kładka bez poręczy nad strumykiem. Zrobiłem to na szybkości i się udało. Esa dotarła na drugi brzeg lecz tuż za kładką zjechała jej narta i z nie małej skarpy spadła lądując w wodzie na plecach z nartami na sztorc. Po krótkiej akcji ratunkowej okazało się, że do połowy jest mokra (plecak uratował ją od zmoczenia pleców). W tej sytuacji byłem przekonany, że to koniec akcji więc z ogromnym zaskoczeniem usłyszałem zdanie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Mieliśmy jeszcze iść na Grzesia...”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Grzesia szlakiem a zjazd najpierw  na przełaj a niżej traktem narciarskim wprost pod schronisko gdzie się nawet nie zatrzymujemy. Tnę szybko doliną w dół zostawiając Esę daleko z tyłu a ostatnie 2 km pokonuję szybką „łyżwą”. Spotykamy się przy parkingu. Pokonaliśmy 28 km i 1550 m deniwelacji. Skiturowa zima Nocków trwa...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTrzydniowanski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitur na Baranią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|25.01.2017}}&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Ferie spędzamy rodzinnie w Istebnej ucząc dzieciaki jazdy na nartach, ale nie był bym sobą gdyby nie uszczknął coś tylko dla siebie. Najsensowniejsza dla mnie była Barania Góra z Kamiesznicy czarnym szlakiem. Samochód zostawiam w okolicy koloni Fajkówka, skąd jednostajnie wznoszącym szlakiem wchodzę na górę. Trasa świetna na skiturową wycieczkę, lecz pogoda najgorsza z całego tygodnia (mgła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Ferie w Korbielowie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 22 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd pod hasłem ,,nic nie musimy”. Do Korbielowa pojechaliśmy bez konkretnego planu, jednak z kilkoma pomysłami na spędzenie czasu. &lt;br /&gt;
Poza leniuchowaniem i nadrabianiem zaległości kinematograficznych, które zdecydowanie dominowały na tym wyjeździe udało nam się odbyć kilka wycieczek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę stanowiliśmy grupę wsparcia dla grupy wsparcia skiturowców mierzących się z ,,tryptykiem beskidzkim”. Co oznacza jedynie to, że uchroniliśmy Teresę i Heńka przed kilkugodzinnym marznięciem w samochodzie w oczekiwaniu na Damiana i Michała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek w czasie kiedy Łukasz zagłębiał tajniki jazdy na nartach, ja postanowiłam bliżej zapoznać się ze skiturami. W czasie dwugodzinnej wycieczki udało mi się pokonać około połowę drogi na Pilsko, zanim uznałam, że muszę się pospieszyć, żeby wrócić na umówioną godzinę. Pogoda dopisywała, miałam dobry widok na Babią Górę i jeszcze lepszy na Tatry. Na drogę powrotną wybrałam nartostradę, którą podchodziłam.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek oboje z Łukaszem wybraliśmy się na Pilsko (na nogach), podchodziliśmy wzdłuż nartostrady, tak jak ja dzień wcześniej na nartach, skracając sobie jednak drogę od czasu do czasu przecinając las i nieczynną jeszcze linię krzesełkową. W schronisku na Hali Miziowej zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby się rozgrzać i przygotować na spotkanie z białą śnieżno-mgielną ścianą. Na szczyt udało nam się dotrzeć bez problemów, jednak byliśmy nielicznymi, którzy zapuścili się poza linię najwyższego wyciągu.  Szlak od nieszlaku dało się rozpoznać po tym, że zapadaliśmy się nieco płycej w śniegu (po zboczeniu okazało się, że jesteśmy powyżej kosówki w której lądowaliśmy do pasa). &lt;br /&gt;
Na drogę powrotną wybraliśmy szlak niebieski biegnący wzdłuż granicy PL-SK. W miejscu w którym dobijał on z grani był zupełnie nie przetarty, schodząc nim mieliśmy ubaw po pachy (śniegu zresztą prawie też) lądując co chwilę w śniegu. Z powodu mgły nie szło odróżnić gdzie kończy się ziemia, a zaczyna powietrze. Jedynym wskaźnikiem drogi był dla nas GPS. Niżej, w miejscu połączenia z czerwonym szlakiem widoczność się poprawiła i już bez przygód wróciliśmy na kwaterę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę przenieśliśmy się na jeden dzień w Tatry. Tam między innym odbyliśmy spacer nad Smreczyński Staw. Po obiedzie odwiedziliśmy jeszcze Ryśka i Marzenę, którzy spędzali w tamtej okolicy ferie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostałe dni spędziliśmy na jeżdżeniu na nartach. Jedynie ostatni dzień zasługuje na uwagę. Pragnąc zaznać trochę mocniejszych wrażeń zdecydowaliśmy się zmienić stok i zjechać na nartach z Hali Miziowej. Jadąc wyciągiem zweryfikowaliśmy plany i zjazd rozpoczęliśmy z Hali Szczawiny. Z dołu widzieliśmy wyjeżdżoną trasę dlatego wielki znak ,,TRASA ZAMKNIĘTA”, minęliśmy niemalże z pogardą. Po drodze przeprosiłam w duchu osobę, która go stawiała walcząc na wąskim zjeździe z lodowymi połaciami usypanymi kamieniami lub lawirując między drzewami próbując je ominąć. I jeszcze raz na końcu, wykręcając nogę z narty, która się zablokowała przy próbie skrętu na dość stromym lodzie. Moja próba założenia narty była na tyle długa, że Łukasz rozpoczął misję ratunkową w moim kierunku. Cale szczęście zjechałam nim zaczął na poważnie podchodzić. Po tym ekstremalnym dla mnie zjeździe zastanawiam się czy takie przygody bardziej mnie zniechęcają, czy zachęcają do takich zabaw. Za to w oczach Łukasza na pewno widziałam błyski ekscytacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkorbielow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|22 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli można by pisać poematy na temat skitouringu to przebyta przez nas trasa na pewno na to by zasłużyła. Każdy kto od kotliny Żywieckiej mija ten szczyt musi zobaczyć białe i strome zbocza opadające na wschód z tej największej w Beskidzie Śl. góry. Zachodnie zbocza są do granic możliwości skomercjalizowane przez gestorów wyciągów narciarskich podczas gdy tu są totalne pustki. Startujemy z Słotwiny głęboko wciętą  doliną między Niesłychanym Groniem a Palenicą. Leśna droga wkrótce ucieka w bok  a my podążamy przez rzadki las w stronę owych stromizn. Wyżej śniegu w bród. Jest tu kilka starych śladów narciarskich lecz człowieka nie spotykamy. Zakosami po starym wiatrołomie windujemy się ostro w górę osiągając zakręt niebieskiego szlaku i wkrótce szczyt pełen przywyciągowaych narciarzy. Tu tylko przepinaka i po przełknięciu śliny (z wrażenia przed czekającym zjazdem) ruszamy w dół. Mając w zespole lekarza ortopedę i pielęgniarkę można sobie pozwolić na trochę więcej swawoli. Na początku „tatrzańskimi” stromiznami wśród rzadkich drzew a potem przez rozległe polany dające niesamowite poczucie wolności śmigamy w dół ku naszej dolinie pogrążającej się w cieniu  kończącego się dnia. Gdzieś daleko na południu błyszczały Tatry a Babia i Pilsko wydawały się być w zasięgu ręki. Szybko tracimy wysokość pisząc nartami na śniegu linie naszej fantazji. Śnieg jest bardzo nośny więc gdy wyskakujemy na leśną drogę zjazd do auta trwa zaledwie kilka chwil.  Uff...! Co za upojny dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne-Slotwina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków - jaskinia Twardowskiego i inne|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Krakowie - Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|21 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy wzgórze Twardowskiego przechodząc szlak okrężny. Zaglądamy do jaskini Twardowskiego lecz tylko tam gdzie za nadto nie trzeba się tarzać. Udaje mi się w niej walnąć głową o strop do tego stopnia, że poczułem jak głowa wciska się z 2 cm do karku (nie miałem  kasku). Później idziemy na zalew Zakrzówek a następnie zerkamy do jaskini Wiślanej. W okolicy rozkopanych jest jeszcze kilka innych otworów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugiej części dnia przenosimy się do centrum. Przechodzimy przez Wawel i stare miasto by w Instytucie Konfucjusza Uniwersytetu Jagiellońskiego w kameralnej atmosferze posłuchać prelekcji dot. Chin oraz je przeprowadzić.  Mateusz opowiadał o polskiej eksploracji jaskiń w Chinach a ja o wędrówce rowerowej przez ten kraj. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKrokow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - samotne wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 15 01 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzę na Kondracką Przełęcz od strony dol. Małej Łąki. Do Wielkiej Polany spotykam cztery osoby. Potem muszę torować, bo na świeżym śniegu nie ma nawet śladu śladów. Na grani pusto, kolejnych ludzi widzę dopiero na zjeździe (po moich tropach na popołudniowy spacer po dolinie wybrało się kilka grupek). Pierwsze 100 m zjazdu z Przełęczy to wymagające lodowe kalafiory, przykryte świeżym śniegiem. Potem czekała mnie dosyć puchowa przygoda, choć miejscami musiałem przesmykiwać się pomiędzy wystającymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę od strony dol. Chochołowskiej wchodzę na Iwaniacką Przełęcz i dalej na Suchy Wierch Ornaczański. Choć podobnie jak poprzedniego dnia, początek zjazdu był nieco trudny, to dalej już trafiłem w pyszny puch. Tym razem kamieni nie było, ale w momencie, w którym zjeżdżałem, opad śniegu akurat się wzmógł i znacząco spadł kontrast, więc i tak musiałem jechać dosyć powoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Jaworzyna w Worku Raczańskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.) |15 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z zasypanej śniegiem Rycerki Górnej zagłębiamy się w dolinę Śrubity. W górnej części doliny skręcamy stromo do góry na grzbiet Kołyski a nim do granicznego grzbietu. Celem była Jaworzyna (1174), która osiągamy. Stąd zjazd początkowo drogą podejścia a potem na przełaj w dół do doliny Abramów po przepięknym puchu w rzadkim bukowym lesie. W dolinie jest tyle śniegu, że na łagodnym stoku nie da się swobodnie zjeżdżać. Później jednak docieramy do drogi z Przegibka gdzie jest w miarę przetarte. Do auta docieramy „łyżwą” w coraz bardziej padającym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Skiturowy maraton przez „tryptyk beskidzki”|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik (na długiej trasie), Heniek Tomanek, Teresa Szołtysik (na krótszej trasie), Łukasz Piskorek, Asia Przymus (na kwaterze w Korbielowie)|14 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babia Góra (1725), Mała Babia Góra (1517) i Pilsko (1557) to trzy najwyższe szczyty Beskidów. Zrobienie ich na skiturach w ciągu jednego dnia wydało nam się dość ambitnym planem, który był następujący: Heniek podrzuca nas autem do Zawoji. On i Teresa robią turę narciarską przez Mosorny Groń a potem odbierają nas z mety w Korbielowie. My natomiast po kolei zdobywamy Babią Górę, Mł. Babią Górę, zjeżdżamy na Słowację do dol. Polhoranki by następnie wdrapać się na Beskid Krzyżowski (923) i zjechać do Korbielowa. Stąd podejście na Pilsko i zjazd ponownie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była taka sobie. Prószył śnieg, pochmurno. Ruszamy dość późno tj. o godz. 9.00. Szczyt Babiej osiągamy o 11.30 po pokonaniu pełnej nawisów przeł. Brona a potem po ostrej walce na lodowych kalafiorach w zimnym wietrze i kiepskiej widoczności. Kopuła szczytowa niemal całkowicie wywiana  z śniegu. O dziwo było tu kilka osób. W dół najpierw schodzimy po piargach a potem zjeżdżamy po lodowej tarce gdzie każdy skręt był loterią a Michał zaliczył nawet bliski kontakt z zlodzonym kamieniem. Widoczność była fatalna i mimo, że staraliśmy się wypatrywać tyczek to i tak udało nam się zapędzić na słowacką stronę na szlak do Slanej Vody. Po odrobieniu wysokości docieramy nie bez problemów z powrotem na przeł. Brona. Zjazd wcale nie był wiele krótszy od podejścia. Na Babiej byliśmy zimą wiele razy lecz nigdy nie zastaliśmy tak fatalnych warunków narciarskich. Wyjście na Mł. Babia (Cyl) obyło się bez przeszkód. Stąd mamy przepiękny (nie licząc poprzecznych zasp), długi zjazd zupełnie nietkniętym śniegiem na Jałowcową przełęcz i dalej na przełaj do słowackiej doliny Polhoranki. Dolina jest piękna, zwłaszcza, że nagle oświetliło ją słońce. Po kilku kilometrach niemal poziomego terenu skręcamy na graniczne pasmo. Po nieskalanych, głębokich śniegach torujemy w stronę Beskidu Krzyżowskiego, który udaje nam się bezbłędnie osiągnąć. Łagodny zjazd do Korbielowa już w zapadającym zmroku. Dalej doliną Buczynki maszerujemy na Halę Miziową już solidnie zmęczeni dość szybko docieramy do schroniska gdzie robimy półgodzinny odpoczynek. W całkowitych ciemnościach ruszamy jeszcze na szczyt Pilska. Profilaktycznie wbijamy do GPSa ostatni słup wyciągu narciarskiego bo Pilsko to zdradliwa góra (dla przestrogi warto przeczytać historię tragedii z roku 1980 - http://www.wgorach.com/?id=66219 ). W wietrze i padającym coraz mocniej śniegu docieramy na szczyt słowackiego Pilska. Szybka przepinka, selfie i mkniemy w dół. Wydawało nam się, że zjeżdżamy w dobrym kierunku lecz gdy zbocze zaczęło robić się stromsze a w świetle naszych czołówek nie pojawiła się żadna tyczka zaglądamy na GPS. Szok. Odbiliśmy w bok o 633 metry od ostatniego nabitego punktu. Znów długi trawers w zablokowanych butach. Dopiero gdy ujrzeliśmy ostatni słup wyciągu odetchnęliśmy z ulgą. Dalej zjeżdżamy nartostradą aż do Korbielowa gdzie czekał na nas Heniek z Teresą. Była godzina 20.30. Pokonaliśmy 42 km i 2478 m deniwelacji. W domu jesteśmy przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Tryptyk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Heniek z Teresą w tym czasie podeszli szlakiem na Mosorny Groń (przerwa na posiłek w stacji turystycznej) i dalej na Cyl Hali Śmietanowej (1298). Stąd zjechali na Brożki i dalej na przełaj pełnym wykrotów lasem do Polcznego. Potem drogą z buta pod wyciąg Mosorny Groń. Heniek na lekko skoczył po auto i wrócił po Esę i sprzęt. Następnie pojechali do Korbielowa gdzie czekając na „martończyków” zagościli u naszych klubowych przjaciół: Łukasza Piskorka i Asi Przymus, którzy akurat spędzali tam ferie. Gdy tylko cała ekipa skiturowa znalazła się na dole wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMosorny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.- Skrzyczne_Skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny wyjazd, uzależniony od decyzji teściów...Udało się i rano po 7 wyruszamy spod domu. Temp. -25 st nie zachęcała do opuszczenia auta w Szczyrku, jednak na podejściu nie było już tak źle. Pod szczytem wiatr był już nieco bardziej okrutny. W schronisku ogrzewamy się w towarzystwie wielu narciarzy i po chwili szybko ruszamy w dół. Zjazd nartostradą wyśmienity. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria na nartach od Bucznika|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Kurdziel-Sarnecka (AKG) |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Czantorii byliśmy już wiele razy z różnych stron lecz tym razem podeszliśmy zupełnie nową trasą w dość odosobnionym terenie. To dolina Gahury (w górnym biegu zwana Bucznikiem). Wystartowaliśmy klasycznie od parkingu pod wyciągiem, potem kawałek niebieską nartostradą i dość długim trawersem zakończonym nie długim zjazdem (na fokach) do doliny Bucznika. Doliną podchodzimy na nartach w zupełnie nieprzetartych śniegach stromo do góry osiągając wierzchołek Czantorii (995) niemal przy samej wieży.  Szlak podejścia okazał się bardzo ciekawy. Przy dobrych śniegach będzie tu przepiękny zjazd. Z szczytu najpierw szlakiem a później nartostradą smagani mroźnym powietrzem osiągamy w kilka chwil parking gdzie zostawiliśmy auto. Tym razem było cieplej, ok. –17 st. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 Żagańskie Bobry, Bogusia Chlipała z TPNu|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień Pierwszy słowami Iwony'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień obozu zimowego spędziliśmy na szkoleniu lawinowym. Ze względu na niezbyt zachęcającą temperaturę powietrza wynoszącą prawie -30st oraz ogłoszony 3 stopień zagrożenia lawinowego, pierwsza część szkolenia odbyła się na Kalatówkach. Najpierw słuchaliśmy wykładu Mateusza m.in. na temat lawinowego ABC, plecaka ABS (w tym momencie Karol się rozmarzył na myśl o odpaleniu plecaka) grzejąc się w ciepełku hotelu/schroniska. Następnie już na zewnątrz Bogusia Chlipała z TPNu opowiadała nam o zasadach korzystania z detektorów i sond, po czym  wbiegaliśmy na pole z zakopanymi detektorami wysyłającymi sygnał, z sondami wzniesionymi jak dzida u człowieka pierwotnego wyruszającego na polowanie. A jaka radość była przy znalezieniu zakopanego punktu! Ćwiczyliśmy na pojedynczych „ofiarach lawin”, jak i na mnogich. Dla urzeczywistnienia sondowania człowieka wykopaliśmy jamę śnieżną, gdzie schował się Sylwek, a potem Paweł. Mogliśmy wyczuć miękkie odbijanie sondy od człowieka i wbicie sondy w powietrzną jamę. Po tych atrakcjach znowu schowaliśmy się do hotelu. Tam posłuchaliśmy dalszej części wykładu na temat, jak poruszać się po górach, żeby uniknąć lawiny i co zrobić, jeśli już zejdzie. Ku największej uciesze Karola, Bogusia zaprezentowała nam mammutowy plecak lawinowy, pozwalając go uruchomić. Mnie w tamtej chwili tylko brakowało wnętrza – stroju Supermana, może by wtedy nawet się supermoc uruchomiła i by odleciał ;)&lt;br /&gt;
Na dalszą część szkolenia przeszliśmy spacerkiem na Nosal i niedaleko ćwiczyliśmy obsługę czekana. Imitowaliśmy wszelkie zjazdy, nogami w przód, głową, na plecach, na brzuchu. A i tak najlepiej było na jabłuszku.  Próbowaliśmy założyć stanowiska z czekanów, taśm, grzyba śnieżnego – w naszym wykonaniu i takim śniegu ja bym im nie zaufała :)&lt;br /&gt;
Po wszystkim korzystając, że skończyliśmy nie za późno pojechaliśmy na obiad, gdzie dołączył do nas Piter.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Temperatura nie była aż taka nieznośna, na jaką wydawać by się mogła. Choć myśl, że w kolejny dzień wejdziemy do stosunkowo ciepłej i przytulnej jaskini dodawała otuchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy oczami Damiana'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień szkoleniowy. Całą ekipą spotykamy się w Kuźnicach i razem podchodzimy na Kalatówki. Temperatura oscylowała wokół –20 st. więc wykład Mateusza na temat zagadnień lawinowych w przytulnym kąciku schroniska był bardzo na miejscu. W końcu jednak wyszliśmy na mróz i obok schroniska ćwiczyliśmy na „poletku lawinowym” specjalnie przeznaczonym do tego typu szkoleń. Jest tu specjalna konsola pozwalająca na losowe szukanie „ofiar” a w terenie pod śniegiem zasypane są „ofiary” z pipsami. Bogusia Chlipała (TPN) zademonstrowała na Karolu plecak wypornościowy Jet Force. Po części lawinowej przenieśliśmy się na Nosala gdzie na nieczynnej od dawna nartostradzie próbowaliśmy ćwiczyć hamowanie czekanem tudzież chodzenie w rakach. Śnieg był kopny więc niezbyt dobrze to szło (posiłkowaliśmy się nawet „jabłuszkiem”) lecz każdy mógł wykonać niezbędne w danej sytuacji ruchy. O zmroku zjeżdżamy (Mateusz,  Damian, Esa, Paweł na nartach a Asia na „jabłuszku”)/ schodzimy (reszta) do Zakopca. Ja wracam z Esą do domu a reszta ekipy zostaje na następne dni by zrobić przejścia jaskiniowe lub wycieczki skiturowe. Opisy z akcji jaskiniowych zapewne się pojawią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi według Sylwestra - Jaskinia Miętusia'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po całkiem rozrywkowym dniu pierwszym, przyszedł czas na poważniejsze wyzwanie- Jaskinię Miętusią. Dojście do otworu nie było specjalnie trudne. Wystarczyło przebrnąć przez głęboki śnieg i nie zwracać uwagi na śmieszne minus dwadzieścia kilka stopni. Dolina Miętusia raczyła nas swoimi mroźnymi urokami. Tu ładnie ośnieżone zbocze, tam schowany szczyt za kłębami poszarpanych chmur. No ogólnie było na co popatrzeć. Doszliśmy w dobrym czasie pod Dziurawego i po krótkim lawirowaniu między drzewami stanęliśmy przed otworem. Przebierając się w tak ekstremalnym zimnie, z zaskoczeniem zauważyłem, że wcale nie jest mi zimno. Dopiero w przedsionku jaskini, w tzw. „Rurze”, gdy pomagałem Asi założyć czołówkę na kask, szybko straciłem czucie w palcach. Rada dla innych: lepiej bez czucia nie majstrować przy zatrzaskach na kasku, bo można sobie zrobić krzywdę. :) Rura była ogólnie super, trochę jak zjeżdżalnia w aquaparku, tylko lód zamiast wody. Bez większych problemów dotarliśmy do Sali bez Stropu. Tam chwila relaksacji i znowu ruszyliśmy w dół. Poręczując po kolei kolejne odcinki dotarliśmy do wejścia do tzw. Wielkich Kominów. Karol zanurzył się w kolejnej czeluści, w której miało ostro lać, ale po paru minutach Mateusz postanowił zmienić plany i ostatecznie Karol musiał wyleźć znowu do nas na górę. W tym czasie minęliśmy się z inną grupą grotołazów, która po kilku kurtuazjach zniknęła nam z oczu za Błotnymi Zamkami. Zamiast Wielkich Kominów mieliśmy zaporęczować przynajmniej część Korytarza Trzech Króli. Ten zaszczyt przypadł mnie. Wróciłem pierwszy do Sali bez Stropu i stamtąd miałem zapieraczką wspiąć się osiemnaście metrów wyżej, asekuracją miał się zająć Karol. Już dojście do miejsca, skąd miałem rozpocząć wejście przysporzyło nam nie lada gimnastyki. Nie byłem pewien, czy dam radę, ale w sumie okazało się, że się udało. Już oszczędzę czytelnikom szczegółów, jak wydawałem z siebie dziwaczne odgłosy rodzącej kobiety i chichoczącego do siebie psychopaty- co te jaskinie robią z człowiekiem?! Najciekawszym jednak zjawiskiem, które się objawiło po przebytym chwilę wcześniej wysiłku, było niemal namacalnie przeze mnie doświadczone spowolnienie procesów myślowych, co nie zostało bez konsekwencji. Najpierw, zupełnie niepotrzebnie, spowolniłem całą grupę nie poręczując od razu kolejnego odcinka, by następnie zamiast zawiązać podwójny zderzak, zawiązać coś co sam później nazwałem „psim ogonkiem”. Ale czułem, że coś jest nie tak. Wiążę, wiążę i sobie myślę: „ Nieee, coś za szybko mi poszło. Zawsze dłużej musiałem się napocić przy tym węźle.” Z wyglądu też był jakiś podejrzany, ale jednak zjeżdżam na tym „psim ogonku” trochę niżej i  oglądając się za Mateuszem widzę jak dość energicznie gimnastykuje palce przy moim węźle. Na moje pytanie odpowiada uspokajająco: „ Nie, nie, wszystko ok…. ale ty tam jesteś do czegoś teraz przypięty?” – Ahaa, czyli schrzaniłem! Z poczuciem zażenowania i kolejnej wtopy muszę żyć do dziś. Zeszliśmy wreszcie do jakiejś niezbyt dużej półeczki i stamtąd mieliśmy rozpocząć wyjście na powierzchnię. Deporęczowaniem zajęła się Iwona z asystą Mateusza. Ja, Karol i Asia mieliśmy nie oglądając się na nich wychodzić jak najszybciej. Nie trzeba było nam tego dwa razy powtarzać. Wyście raczej było dość standardowe i nie ma się tu o czym rozpisywać. Jedynie przejście przez lodową Rurę było karkołomne. Po wyjściu było już ciemno, wciąż bardzo zimno, ale chociaż nic na nas nie padało, ani nie sypało z nieba. Szybko się przebraliśmy i żwawo ruszyliśmy szlakiem do cywilizacji. Zabawne, jak wiele w człowieku jest pokładów energii, gdy chodzi o chęć jak najszybszego wydostania się skądś. Przystanęliśmy jednak w Dolinie Miętusiej dwa razy, by zawiesić na dłuższą chwilę oczy na widowiskowo gwiaździste niebo i błyszczący księżyc oprawione w klimatyczną zimową ramkę. Na dobry koniec wywinąłem jeszcze orła na prostej drodze i tyle. Wróciliśmy do ciepła, miękkiej pościeli i zapasów jedzenia. Tak, tego po całym dniu było nam potrzeba. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi - wycieczka skiturowa Prezesa i Ali'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FGesiaSzyja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień trzeci według Karola - Jaskinia Zimna'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzeci dzień obozu wybraliśmy się do jaskini Zimnej. Pierwotnie planowaliśmy przejście jaskini aż do Wideł. Plany duże, ale analizując możliwości i dostępny czas, Mateusz zadecydował, że schodzimy do Chatki.&lt;br /&gt;
Pobudka, śniadanie i wpakowanie szpeju do auta. Jak przez ostatnie 2 dni, pogoda nie zachęca, aby wyjść na zewnątrz. Mało kto ma ochotę, żeby wychodząc z pod ciepłej kołderki ładować się na – 26 stopni. Piter po zapoznaniu się z panującą na zewnątrz aurą ponownie przejmuje rolę kwatermistrza, jednakże z tym wyjątkiem, że tym razem nie organizuje nam niespodzianki w postaci rosołku. Po pierwszym szoku temperaturowym dochodzimy do siebie i już na szlaku robi nam się ciepło. Zaletą „zimowych” jaskiń jest na pewno ich dogodne położenie. Zamiast wyprawy mamy spokojny spacer i po dłużej chwili stoimy już pod wyjściem z jaskini Mroźnej. Temperatura mobilizuje do szybkiego przebrania się.  Plecaki zostawiamy w przebieralni i myk do korytarzyka. Ze względu na to, że we wrześniu doszliśmy do zalanego ponoru, powrót do niego przebiega sprawnie. Po dojściu  do Błotnego Progu, zaczynamy wspinaczkę. 13 m nie stanowi wyzwania, choć obłocone skały i gumiaki nie są pomocne. Dalej Sylwek bez przeszkód pokonuje Próg Wantowy i dochodzimy największej trudności, czyli Czarnego Komina. Nie ukrywam, że miałem duże wątpliwości, czy dam radę go zrobić. Zdarzało mi się rezygnować na jurze z niektórych „piątek” bo były za wymagające, a taka trudność spotkana w jaskini może dopiero przyprawić człowieka o czarne myśli. Może przez to ten fragment jaskini nazywany jest Czarnym Kominem? Zamieniam gumiaki na butki wspinaczkowe i cisnę. Z kilkoma przerwami udaje się zrobić pierwszy wyciąg i o dziwo czuję nie dosyt. Dalej ciśnie Iwonka, której trudność dopiero sprawia Szklany Prożek (przed którym strasznie marudzi i wyżywa swoją złość na bogu ducha winnym asekurującym;) ), ale ostatecznie z nim wygrywa. Jaskinia Zimna sprawia w gruncie rzeczy wiele frajdy, ze względu na wspinaczkowe urozmaicenia. Nie jest nudno. Taka Beczka, czy Biały Prożek potrafią dostarczyć dreszczyku, nawet czasem bardziej od kolejnej studni;) Chyba jedyny poważny zjazd, to zjazd do Chatki. Tam po krótkim odpoczynku pada szybkie polecenie: „Wychodzimy”. W Zimnej ćwiczymy techniki zjazdu na złodzieja i przeciwwagę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra – Sylwester|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;; + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście z Krowiarek ustalamy na godzinę 20:30. Dla mnie to już drugi sylwester, który będę spędzać na szczycie Królowej Beskidów. Poprzedni był już lata temu i należał do tych najlepszych, więc chętnie odświeżę wrażenia. Już na początku widać różnicę. Poprzednio na Krowiarkach ukazały nam się rozstawione namioty i ludzie, którzy krzątali się tu i ówdzie coś gotując czy przygotowując się do wyjścia na szczyt. Od kilku lat w miejscu, gdzie kiedyś była polana, znajduje się zagospodarowany parking. Również i w tym roku ujrzeliśmy na Krowiarkach ludzi przygotowujących się do wyjścia z tą małą różnicą, że namioty zostały zastąpione samochodami. Cóż, może i mniej klimatyczne, ale zmian zatrzymać nie sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy pojawiają się punktualnie, więc możemy wyruszyć bez zbędnych opóźnień. Po krótkim podejściu zrzucam z siebie zbędne warstwy odzieży, i aż do Sokolicy podchodzę w lekkim softshellu. Na sokolicy obowiązkowo zdjęcie grupowe i pierwszy nieco dłuższy postój. Tu dosięgają nas pierwsze mocniejsze podmuchy wiatru, więc trzeba zarzucić na siebie kurtkę. Na dzisiejszą noc na Babiej zapowiadają ok. -10 stopni, ale wiatr ma się wzmóc dopiero po północy. Trafia się nam swego rodzaju okno pogodowe, bo na te dwa dni pogoda bardzo się poprawia. Kilka dni wcześniej sypał śnieg, kilka dni później znowu zapowiadają opady i znaczne ochłodzenie, a nam trafia się zupełnie bezchmurna noc. Szkoda tylko, że księżyc był w nowiu, no, ale wszystkiego mieć nie można.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Sokolicy meldujemy się o 21:30, a więc w miarę punktualnie. Do północy jeszcze daleko a czas mamy bardzo dobry, więc strategicznie proponuję iść nieco wolniej, aby nie być na szczycie za szybko. Pamiętam warunki z poprzedniego sylwestra, kiedy to na szczyt weszliśmy jakieś 15-30 min przed północą i tak wiało, że nie byliśmy w stanie wytrzymać bez ruchu. Musieliśmy zacząć schodzić aby nie przemarznąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem kolejny nieco dłuższy postój robimy na Kępie. Krótka sesja fotograficzna na sznur czołówek ciągnący się od Sokolicy. Zaczynam żałować, że nie zabrałem statywu. Miało być light&amp;amp;Fast, ale te kilka dodatkowych gramów by mnie nie zbawiło. Zakładam na siebie buffa i ruszamy w górę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa szybko nam się rozciągnęła. Ja widząc oczami wyobraźni tysiące okazji do upolowania ciekawego ujęcia schodzę nieco na bok i przepuszczam pozostałych. Szukam w pobliżu szlaku jakiś kamieni, barierek, tyczek. Czegokolwiek, na czy mógłbym postawić aparat i nieco go ustabilizować. Niestety, bez statywu i lepszego aparatu większość ujęć zostaje w sferze marzeń. Zdjęcia z ręki na długim czasie naświetlania wychodzą poruszone, a krótki czas naświetlania nie daje efektu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciągnący się przed nami i za nami sznur czołówek ponownie robi imponujące wrażenie. Jak wtedy, kilka lat wcześniej. Szybko orientuję się, że ostatnie osoby z naszej grupy dawno mnie wyprzedziły i zostałem nieco z tyłu. To w sumie dobrze, myślę sobie. Naszym tempem bylibyśmy na szczycie godzinę przed północą, a tak na spokojnie wejdę sobie zwykłym tempem robiąc przerwy fotograficzne. Wysyłam tylko sms-a, że u mnie wszystko ok i żeby na mnie nie czekali. W karawanie podążającej na szczyt jestem raczej bezpieczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po podejściu na najbliższe wzniesienie okazuje się, że Grażyna z Piotrkiem i Asią niewiele mi „uciekli”. Doganiam ich czekających na szczycie wzniesienia. Zaczyna mocniej wiać, więc zmieniam rękawiczki na cieplejsze. Piotrek z Asią idą nieco szybszym tempem a my zostajemy na końcu i pomału podążamy na szczyt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na jakieś 30 min. przed północą, po podejściu na kolejne wzniesienie widzę setki czołówek. Tak, to chyba już szczyt. Chyba, że wszyscy nagle postanowili odpocząć w tym samym miejscu :P Co mnie dziwi to brak jakiegokolwiek namiotu. Ostatnim razem jak tu byłem, na szczycie stało już na tyle dużo namiotów, że nie dało się już znaleźć jakiegokolwiek bardziej płaskiego i osłoniętego od wiatru miejsca na rozbicie naszego, dlatego też zdecydowaliśmy się zejść nieco niżej. Tym razem planujemy zejść do schroniska, więc również nikt z nas nie ma namiotu. Chowamy się przed wiatrem za ułożonym z kamieni murkiem i oczekując na godzinę zero popijamy ciepłą herbatę i pałaszujemy „szturm żarcie”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na krótko przed północą na szczycie pojawiają się grupki Straży Parku. Grzecznie przechodzą wśród wszystkich osób prosząc o nie puszczanie fajerwerków ze szczytu. Chwała im za to, że im się chciało i za sposób, w jaki to zrobili. Za to, że nie zaogniali konfliktu pomiędzy Parkiem a jego użytkownikami, jak to ma często miejsce w Tatrach. Jak widać – da się i moim zdaniem należą im się za to wielkie brawa. Słuszna inicjatywa, bo to w końcu Park Narodowy, a w zeszłym roku ze szczytu niestety poleciało bardzo dużo petard, widocznych z daleka (obserwowałem je wtedy z Maciejowej w Gorcach).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O północy życzenia, symboliczny szampan i podziwianie aż po widnokrąg milionów a może i miliardów małych, kolorowych wulkanów wybuchających gdzieś daleko w dole. Niesamowite wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz pozostało nam już tylko, a może aż, zejście ze szczytu w kierunku schroniska przez przełęcz Brona. Zejście wcale nie takie łatwe, bo warunki są trudne. Szlaki co prawda przedeptane, ale miejscami sporo zalodzeń. Poza szlakiem całą kopułę szczytową pokrywa gruba warstwa lodoszreni. I to nie takiej cienkiej, łamliwej, a takiej, która spokojnie utrzymuje ciężar człowieka i jedynie raki uchronić mogą przed poślizgnięciem. A tych niestety tym razem nie posiadam. Jak praktycznie za każdym razem, gdy szedłem na Babią miałem ze sobą raki, których prawie nigdy nie używałem, bo tylko nabijały się miękkim śniegiem, to teraz, kiedy ich nie mam jak na złość akurat by się przydały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze zatrzymuję się na chwilę w pobliżu Kamiennej Dolinki. To część mojego ostatniego projektu. Zimowego wejścia akademicką percią na szczyt Babiej i zjazd na nartach Kamienną Dolinką. Niestety, ciężkie warunki śniegowe i duża mgła zmusiła nas wtedy do odwrotu z perci i zmiany planów. Kamienna Dolinka też będzie musiała chyba jeszcze trochę poczekać na wzrost moich skiturowych umiejętności :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupowe zdjęcie na przełęczy Brona. Tutaj jesteśmy już wszyscy w komplecie. Grupa podchodząca z Krowiarek od razu granią, oraz grupa, która zdecydowała się na podejście na szczyt percią przyrodników. Zejścia z Brony obawiałem się najbardziej. Okazało się jednak niezalodzone i całkiem przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koło drugiej w nocy lądujemy w schronisku na Markowych Szczawinach.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7080</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7080"/>
		<updated>2016-12-07T06:38:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Stożek|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Jan Kieczka, Ania Bil, Teresa Szołtysik|04 12 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne i pogoda przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Z Łabajowa na przełaj podejście na Kobyłę a dalej na Mł. Stożek i Stożek (978). Dziewczyny zostają w schronisku a ja z Łukaszem z szczytu Stożka zjeżdżamy bardzo stromym stokiem na stronę czeską do szlaku trawersującego od zachodu ten masyw. Zjazd w właściwie płynięcie po wspaniałym puchu między rzadkim drzewami  był ekscytujący. Potem całkowicie nie przetartym terenem brniemy na Kyrkawicę i z powrotem do schroniska gdzie w międzyczasie dotarł Jasiu. Stąd już razem zjeżdżamy nartostradą a potem lasem i drogą do domu Jasia gdzie załapujemy się jeszcze na herbatkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek-skitury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czerna - Sztolnia Galmanowa, Jaskinia pod Bukami I i II|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Michał Maksalon, Łukasz Zawada|27 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pomysł zwiedzenia tych jaskiń wpadł Emil. Jednak mimo wielkich chęci i zapału w załatwieniu zezwoleń, w piątkowy wieczór zadzwonił z informacją, że zezwoleń nie posiadamy i musimy wymyślić jakąś inną akcję na niedzielę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się sobotę, kiedy Emil równie radosny, jak dzień wcześniej rozgoryczony oznajmił mi, że zadzwonił do niego Leśniczy, by omówić warunki wejścia do jaskiń. Jak się okazało informacja o przyznaniu nam zezwoleń zgubiła się gdzieś w internetowym eterze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostaliśmy poinstruowani jak wejść do jaskiń, gdzie znajdują się dokumenty do podpisania oraz gdzie pozostawiono dla nas worki (zobowiązaliśmy się trochę posprzątać w tych jaskiniach - nim stały się obiektem chronionym stanowiły skryte wysypisko śmieci dla miejscowej ludności).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Pierwszą zwiedzaliśmy jaskinię pod Bukami I - całkiem sympatyczna zapieraczkowa jaskinia, w której nawet można się zmęczyć, po zejściu na dno w próbie odnalezienia dalszej drogi w (zbyt) krótkiej jaskini, jako osoba najwątlejszej budowy zostałam wysłana na przodek. Żadnego nowego korytarza nie odkryłam i jaskinia kończy się jak napisano opisem wąską szczeliną oraz zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie zwiedzaliśmy jaskinię pod Bukami II - tu wysypisko było w stanie nie ruszonym i zobaczyliśmy jak bardzo można skrzywdzić naturę. Ponadto dobrze widoczne były ślady eksploatacji górniczej. Obudowy górnicze, oraz ślady wybierania urobku na ścianach. Jako jedyna wybrałam się do ponoć najładniejszej części  jaskini z naciekami i perłami jaskiniowymi. Znajduje się ona za zaciskiem ZII i szczeliną szerokości 20-60cm. O ile żadna z tych informacji nie mija się z prawdą to naprawdę poczułam się rozczarowana ,,perłami jaskiniowymi&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec została Galmanowa Sztolnia. Najbardziej zadbana i największa ze zwiedzanych przez nas jaskiń. Najciekawszym miejscem był fragment Sztolni Głównej z drewnianymi obudowami i tak wysoki, że każdy z grupy mógł iść w nim wyprostowany. &lt;br /&gt;
Na koniec pozostało wypełnić nam nasze zobowiązanie. Początkowo przerażeni ilością i wielkością worków szybko uporaliśmy się z wypełnieniem około 10 z nich. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wszystkim wybraliśmy się jeszcze zobaczyć ruiny mostu w Czernej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|26 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy z Bogdanem wybrać się do Zimnej. Wyjechaliśmy w piątek i jako prawdziwi twardziele noc spędziliśmy w samochodzie. Następnego dnia rano szybko doszliśmy pod otwór. Przepakowaliśmy sprzęt i zanurkowaliśmy do jaskini. Naszym celem było dojście do wideł. Pomimo zalanego ponoru i tak finalnie docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - Unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 27 11 2016}}&lt;br /&gt;
Myśleliśmy, że będzie tor przeszkód, a tymczasem Melon (szef szkolenia jaskiniowego PZA) usadził nas w sobotę na dwanaście godzin na krzesłach (z godzinną przerwą obiadową). Po wysłuchaniu prelekcji o ocenie stanu zużycia sprzętu oraz o wadach dyneemy, przeszliśmy do dyskusji nad programem szkolenia. Zostało do niego wprowadzonych kilka zmian, które jednak zaczną obowiązywać po ostatecznym skonsultowaniu i zatwierdzeniu. W niedzielę wybraliśmy się na Górę Birów, gdzie w podgrupach wymienialiśmy się uwagami co do poszczególnych technik autoratownictwa. Miało to na celu ujednolicenie sposobu ich nauczania. Mieliśmy zajmować się tym do późnego popołudnia, na szczęście najpierw zaczął padać deszcz, a potem śnieg. Uruchomiło w Melonie litość i po dwóch czy trzech wykonaniach każdej z technik zostaliśmy przedwcześnie zwolnieni do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek: Pierwszy dzień przesiedzieliśmy w hotelu w Podlesicach i wymyślaliśmy co by tu jeszcze (spieprzyć) ulepszyć w systemie szkolenia kursantów. W niedzielę udaliśmy się na Birów celem unifikacji i metod autoratowniczych, które w opadach deszczu i śniegu zakończyliśmy cali i zdrowi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers jaskiniowy Jasny Awen - Nad Kotliny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|26 11 2016}}&lt;br /&gt;
Jasny Awen i Nad Kotliny to najkrótszy i najpłytszy z możliwych trawersów systemu Wielkiej Śnieżnej. Nigdzie jednak indziej nie ma tak ciasnego miejsca jak tu. Mityczny zacisk Marioli to pionowa szczelina za którą jest od razu studnia opadająca do Korytarza Piarżystego w Nad Kotlinach (cytat z Jaskiń Polski: „Wznoszący się za nim korytarzyk po kilku metrach doprowadza do bardzo ciasnego zwężenia, zwanego Zaciskiem Marioli. Jest on dostępny tylko dla osób niezwykle szczupłych i został pokonany zapewne przez zaledwie 3 lub 4 osoby”). Przejście tego zacisku z sprzętem jest niewyobrażalne. Jasiu w drugiej próbie asekurowany przeze mnie, w samej uprzęży i po odchudzeniu odzieży przedziera się na drugą stronę gdzie na wątłej półce wkręca plakietkę. Moja próba była skazana z góry na porażkę. Rozdzielamy się. Jasiu kasuje punkt i zjeżdża tylko z mojej uprzęży po czym zrzucam mu linę. Następnie wychodzi Zlotówką przez Nad Kotliny. Ja reporęczuję Awen i wychodzę w górę. Wkrótce kolega idzie mi naprzeciw i pomaga na ostatnich metrach w śniegu. Z wszystkim wyrabiamy się w około 4 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (jeszcze będą uzupełnione o zdjęcia Jasia): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Jasny-Awen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - Speleokonfrontacje|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|19 11 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w spotkaniu KTJ PZA z przedstawicielami wypraw i klubów (Mateusz). Potem integracja towarzyska. W międzyczasie udało się mi nawet zrobić jedną drogę na wędkę na Górze Zborów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Udział w &amp;quot;LAWINACH&amp;quot; w Nowym Bytomiu|warsztaty w G7 - Barbara i Tadek Szmatłoch, Asia i Tomek Jaworski, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Łukasz Pawlas, Ola Rymarczyk, na prelekcjach - Ala Kucharska, Piotr Witkowski, Aga Szmatłoch-Witkowska, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Jola, Henryk Tomanek, Justyna, Zygmunt Zbirenda, Ryszard i Marzenna Widuch, Darek Rank, Bianka i Jurek Fulde|18 - 20 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na ściance w sobotę przeprowadziliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, w których mogli się zapoznać z wspinaniem, wiązaniem podstawowych węzłów, udzielaniem pierwszej pomocy (wielkie dzięki dla ratowników medycznych, którzy poprowadzili ćwiczenia) oraz pokonaniem slacka (dzięki Ania!). Wieczorami przebywaliśmy w MCK i kinie &amp;quot;Patria&amp;quot; na filmach i prezentacjach dotyczących działalności górskiej. Jak zwykle była bardzo sympatyczna atmosfera a organizatorzy stanęli na wysokości zadania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek + osoby towarzyszące|18 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że piątek miałem wolny zabieram się po raz kolejny w góry z moimi znajomymi strażakami na szybki spacer.&lt;br /&gt;
Przejazd jak ostatnim razem do Węgierskiej Górki i start na Baranią Górę ale tym razem czerwonym szlakiem, który zawsze wydawał mi się jakiś taki nijaki i wolę podchodzić zielonym a następnie czarnym na ostatnie podejście przed szczytem.&lt;br /&gt;
To co odróżniało ten wyjazd od ostatniego to to, że tym razem dostałem do poprowadzenia(czasem było odwrotnie) czworonożnego towarzysza. Po zejściu/zbiegnięciu już nie było dla mnie tajemnicą dlaczego 3 letni owczarek niemiecki wabi się Bolt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała choć świecące słońce poprzez wiejący dość mocno wiatr nie dawało tyle ciepła ile powinno. Trasa 26.2km w nieco ponad 4h30min. Czasem dobrze jest się porządnie zmęczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
Zimowe przejście Śnieżnej. Dotarliśmy na Suchy Biwak, choć z dwiema próbami samobójczymi po drodze. Z jaskini wychodzimy wprost w najczarniejszy koszmar instruktora - śnieżna zawieja, świeży opad od łydek po kolana, noc, widać na 50 m. Brakowało tylko huraganowego wiatru i mgły, w której własnej ręki nie widać. W każdym razie, nawet bez tego, uprzęże ściągamy już pod samochodem (warstwy na tym etapie: koszulka termoaktywna, na niej polarek, na nim kamizelka puchowa, dalej kombinezon, na nim obszerny polar i na koniec kurtka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisanie właściwego opisu zastrzegł sobie Sylwester:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Aż po tysiącach prób&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przeraźliwą biel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opłacił się nasz trud&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osiągnęliśmy cel”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiatr wył zawzięcie podrywając wciąż do góry tysiące maleńkich płatków śniegu, które w swym szaleńczym tańcu przysłaniały wszystko wokoło. Kilka szarych sylwetek sunęło pośród tej zawieruchy wypatrując śladów szlaku na gołych już od dłuższego czasu drzewach. O dziwo nie szło im źle. Postojów nie był zbyt wiele, a coraz bardziej strome podejścia gwarantowały utrzymanie odpowiedniej ciepłoty ciała. Na końcu, jak zwykle, ciągnąłem się ja, ale nawet nie byłem jeszcze skory do narzekania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po jakiś 2 godzinach przedzierania się przez Dolinę Małej Łąki doszliśmy wreszcie na Głazisty Żleb u podnóża Mnichowych Turni. Dotarłszy na skraj Niżnej Świstówki zostawiliśmy główny szlak na rzecz slalomu między łysą kosodrzewiną. Niżnia Świstówka… zwykła niecka usiana krzakami między Wielką Turnią a Mnichowymi Turniami, fachowa nazywa to ‘cyrk lodowcowy’. „Cyrk to się dopiero zacznie”- wówczas pomyślałem. Brnąc miejscami w śniegu nawet po kolana doszliśmy do progu, jego „pierwszy schodek” nie wydawał się trudny, ale szybko zemścił się na moich goleniach i kolanach za tę lekceważącą go myśl. Miejscami wchodząc na czworaka udało mi się wraz z resztą uporać się z tą trudnością , ale właściwy próg był dopiero przed nami…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzuciłem na przeciwnika mym analitycznym okiem. „Ok., pomalutku, powolutku, na pewno się uda” . Nie chcąc zostać zbyt daleko z tyłu, poczłapałem za resztą naszej drużyny, która zdążyła zacząć podejście beze mnie. Najpierw ukosem w prawo, później w lewo. Iwona wspaniałomyślnie, widząc moje wcześniejsze problemy z utrzymaniem pionu na świeżym śniegu, użyczyła mi jednego ze swoich kijków trekkingowych. Zabezpieczony w kijek i idąc śladami towarzyszy poczułem się zbyt pewnie i o mało nie przypłaciłem tego zdrowiem, jeśli nie życiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdzieś w połowie wysokości progu zrobiło się stromo, a nasza ścieżynka niebezpiecznie się zwężyła. Mateusz, bacząc na niebezpieczeństwo, czekał na wszystkich po drugiej stronie przewężenia. Karol hop, Iwona hop, moja kolej. Wszyscy na mnie patrzą, a ja sobie myślę” Pfff! Zrobię dwa kroki i po wszystkim. Wielkie mi mecyje.” Okazało się ,że pomyliłem się nawet w liczbie kroków… Po dwóch byłem dopiero w połowie i trzeci krok miał być tym ostatnim, gdy nagle czuje jak mi śnieg obsuwa się spod lewego buta - „spoko, już tak bywało”. Ale zaraz potem obsuwa mi się również spod prawego („O-oł!”) i zanim zdążyłem mrugnąć leżałem brzuchem na śniegu i zsuwałem się w dół niezdarnie próbując zaczepić się czegokolwiek. Życie mi nie stanęło przed oczami. Mój umysł zajął się szybką analizą szans na przeżycie. :D W ułamku sekundy przed oczami stanął mi rezultat analizy- 50% szans na zgon ; 50% szans na przeżycie , ale z dość niefajnymi obrażeniami. Na szczęście Iwona, stojąca najbliżej mnie, zdążyła w ostatniej chwili wyciągnąć ku mnie swój kijek i dzięki temu udało mi się wyhamować. „ Głupcy mają szczęście” – pomyślałem zaraz po zatrzymaniu. Z pomocą Iwony i Mateusza udało mi się z powrotem stanąć na nogi i od tej chwili obiecałem sobie, że bardziej będę uważał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkanaście minut po moim cudownym ocaleniu osiągnęliśmy skraj Wyżnej Świstówki i odbijając w prawo wreszcie znaleźliśmy się pod Jaskinią Śnieżną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieranie się w takiej pogodzie to samo w sobie sport ekstremalny. Jeszcze chwile wcześniej byłem lekko zgrzany, by zaraz potem dygotać z zimna i modlić się o jak najszybsze wejście do przytulnej, ciepłej jaskini, która jawiła mi się wówczas niemal jak miejsce wszelkiej szczęśliwości. „Miejsce wszelkiej szczęśliwości” powitało nas już na wstępie mroźnym oddechem z głębi swej czeluści. Wchodziliśmy w następującej kolejności: Karol, Mateusz, ja, Iwona. Karol poręczując zapewne bardzo szybko się rozgrzał, reszcie z nas zajęło to niestety znacznie więcej czasu. Z początku, oczekując na zwolnienie kolejnych przepinek na lodospadzie, nie potrafiłem powstrzymać się przed wystukiwaniem na zębach „Czterech pór roku” Vivaldiego (dobrze zgadujecie - „L'Inverno” ;D ). Ale im głębiej, tym robiło się cieplej aż po jakiś 3 godzinach już całkiem było mi ciepło i przyjemnie. Odzyskałem czucie w kończynach, którego brak wcześniej trochę mnie martwił. Moja kolej poręczowania też mi w tym wymiernie pomogła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najbardziej widowiskowy moment eksploracji Śnieżnej to moim zdaniem zjazd 60 metrową Wielką Studnią. Taaaaka wielka przestrzeń pod ziemią, która powstała w sposób naturalny – niesamowite! Bardzo ciekawy był również Wodociąg. Przemierzanie go sprawiło mi dużo frajdy. Czas jednak zaczął nas szybko gonić i do wyznaczonego celu tzn. Suchego Biwaku musieliśmy już dość mocno zagęszczać ruchy. Po drodze spotkaliśmy jednak parę grotołazów, z którymi ucięliśmy sobie krótka, ale miłą pogawędkę. Oni zapewne chcieliby dłuższej pogawędki, bo jak to określił Mateusz” byli spragnieni towarzystwa”, ale my, jak już wcześniej wspomniałem, musieliśmy być żwawi w kroku. Na Suchym Biwaku kilka minut odpoczynku i szuu! W drogę powrotną. O jak cieplutko było! Jak miło było się zgrzać wychodząc! Już zapomniałem, jak zimno jest na zewnątrz, ale doszliśmy w końcu do Lodospadu i sobie w mig przypomniałem. Znów zaczęło wiać , no i śnieg jeszcze w jaskini ostudził mój entuzjazm dosłownie i w przenośni. Karol deporęczował i w sumie nie miał najgorzej. Wiadomo, umęczył się pewnie jak dzik, ale przynajmniej wychłodził się jako ostatni. Chcę w to wierzyć. ;) Ja i Iwona w oczekiwaniu na niego i Mateusza zdecydowaliśmy się nie wychodzić na zewnątrz tylko przycupnąc w przedsionku. Gdy nadszedł wreszcie moment wyjścia na zewnątrz to, nie zawaham się użyć tego określenia, była to trauma. Ciemno, znowu śnieżyca, znowu zamrażalka, i znowu przestałem czuć pewne części ciała . Postanowiłem się w ogóle nie przebierać, miałem nawet wątpliwości, czy to możliwe ze względu na sztywne jak skorupa gumiaki – nie wierzyłem , że będę w stanie je ściągnąć. Narzuciłem tylko kurtkę, kaptur na głowę i czekałem na pozostałych. Zebraliśmy się dość sprawnie i ruszyliśmy w dół. Było po 21. Cały sprzęt zostawiliśmy na sobie w nadziei na znalezienie liny, która miała być gdzieś zawieszona po lewej stronie pamiętnego progu i pomóc nam w szybkim i bezpiecznym zjeździe na dół. Udało się, znaleźliśmy ją. Zjechaliśmy i sunąc szybko przez Niżnią Świstówkę doszliśmy do żółtego szlaku. Sypało non stop. Mnie osobiście trudno było utrzymać równowagę na obsuwającym się pod nogami śniegu i co rusz wywalałem się albo do przodu, albo do tyłu. Na szczęście bez większych konsekwencji poza narastającą irytacją i oglądaniem coraz odleglejszych świateł czołówek moich towarzyszy. Sypiący śnieg często odbijał światło mojej własnej czołówki mamiąc mnie nadzieją, że widzę już światła cywilizacji. Och, jak okrutnie naigrywała się aura ze mnie tamtego dnia! W tym wszystkim brakowało mi tylko spotkania z Wielką Stopą, czy innym Yeti. Idealnie by się wkomponował w atmosferę wówczas panującą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do cywilizacji dotarliśmy dopiero po północy, ale to nie był koniec naszej wyprawy. Ona wciąż trwa, wraz z kolejnymi planami i paroma nauczkami na przyszłość, pcha nas ku kolejnym miejscom, do których nasze nogi nie zdążyły dotychczas powędrować. Ale powędrują!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
CDN. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„I warto było iść&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do góry wciąż się piąć&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
By z sobą wreszcie być&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
By przestać karki giąć”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - M. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze w piątek rano przeglądam kamerki internetowe w polskich górach i uznaję, że Małe Skrzyczne wygląda niczego sobie. Zapada więc szybka decyzja na wyjazd. Podchodzimy leśnymi duktami z doliny Malinowa. Cóż fok nawet nie założyliśmy, ale nie mogłem sobie odmówić co prawda krótkiego ale zawsze zjazdu ze szczytu M. Skrzycznego. Na szczęście górny odcinek jest mocno trawiasty więc nie pokaleczyłem nawet nart, choć do normalnych warunków trzeba jeszcze kilkunastu centymetrów białego. Ala nie była tak mocno wygłodniała jak ja i decyduje się schodzić z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dobicie udajemy się jeszcze na Biały Krzyż - tam otwarli już wyciąg. Na Białym Krzyżu poszaleć się nie da, ale można się już delikatnie przyzwyczaić do desek przypiętych do nóg i mroźnego powiewu na twarzy:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze- Śnieżka - Czarna Kopa - Skalny Stół|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za namową Asi dałem się wyciągnąć ponad 300km w kierunku przeciwnym do tego do jakiego zdążyłem się ostatnio przyzwyczaić. I zamiast w Tatry jedziemy w Karkonosze z zamiarem wejścia na Śnieżkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O zarezerwowaniu noclegu przypomniałem sobie w czwartek wieczorem przed długim weekendem. Po wykonaniu około 30 telefonów do hoteli, pensjonatów, willi, i prywatnych kwater udaje mi się znaleźć pokój w samym centrum dosłownie 3 minuty drogi od głównego deptaku w Karpaczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu jesteśmy w piątek wieczorem, gdzie w drzwiach wita nas przemiła Pani informując nas o wszystkich rzeczach jakie powinniśmy wiedzieć przebywając w Karpaczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy na szlak, który początkowo biegnie chodnikiem co po opadach śniegu z dnia poprzedniego i ujemnej temperaturze panującej w nocy sprawia, że idzie się dość czujnie i powoli. Dochodzimy wreszcie do wejścia na teren parku położonego na czarnym szlaku nieopodal Dzikiego Wodospadu, kupujemy bilety i udajemy się do góry. Na czarnym szlaku, którym idziemy leży warstwa śniegu, widoczność w niższych partiach może na 100m. &amp;quot;Chwila&amp;quot; marszu i jesteśmy w schronisku Dom Śląski. Nazwa okazuje się prawdą ponieważ na paragonie widnieje informacja, że firma zarejestrowana jest w Katowicach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkiej przerwie w mocno zatłoczonym schronisku wychodzimy na zewnątrz a tam... tłumy ludzi, wieje jak diabli a widoczność jeszcze gorsza. Przechodząc obok ludzi, których włosy, brwi i rzęsy a u mężczyzn również brody i wąsy pokryte są grubą warstwą zmrożonego śniegu zastanawiam się skąd oni wracają(ja po zejściu tak nie miałem). Od schroniska czerwonym szlakiem idziemy na szczyt i po chwili jesteśmy na Śnieżce. Spędzamy tu tylko chwilę ponieważ i tak nic nie widać a wszędzie tłumy ludzi. Kontynuujemy więc marsz czerwonym szlakiem przez Czarną Kopę, aż do Sowiej Przełęczy skąd niebieskim wchodzimy na Skalny Stół i dalej schodzimy żółtym do połączenia z zielonym biegnącym z Budnik do Szerokiego Mostu i nim do centrum. Całość trasy to ponad 27km w nieco ponad 6h i przewyższeniem 1290m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę udajemy się coś zjeść(jeżeli Kogoś interesuje gdzie NIE JEŚĆ w Karpaczu można mnie spytać) i w niedzielę przed południem opuszczamy słoneczny w ten dzień Dolny Śląsk wracając do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fsniezka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Chuda|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Chuda znajduje się na wierzchowinie Rysiej Góry na pn. – zach. od Trzebniowa. Posiada 3 otwory. Całkiem fajna jaskinia. Z sali Barokowej pomagając sobie liną osiągamy salę Naciekową. Dość dużo przestrzeni. Jaskinia kończy się korytarzem wchodzącym w zawalisko. Na powierzchnię wychodzimy drugim otworem po przeciwnej stronie skały. Na dworze prószył śnieg więc rozpalamy ognisko i do szybko nadchodzącego zmierzchu przy nim spędzamy reszki krótkiego, jesiennego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu 3 zdjęcia z przed otw.: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FChuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|6 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późny wypad na Baranią Górę. Na szlak weszliśmy o godzinie 13. Startujemy z Czarnej. Od samego początku było mgliście, wilgotno i błotniście, później deszczowo. Szlak bardzo ładny, choć miałabym więcej okazji się nim pozachwycać, gdybym nie musiała patrzeć pod nogi i szukać kamieni wystających z błota i kałuż. Sporym urozmaiceniem były napotkane barany z różowymi czuprynami. Do schroniska dochodzimy jeszcze nie przemoczeni. Tam przerwa na jedzenie. Dalej szlak zamienił się w potok. Miejscami wyłożony palami. Miejscami pale pływały w wodzie (UWAGA! ,,pływające&amp;quot; pale nie różnią się od tych ,,stałych&amp;quot;, można je rozpoznać dopiero po nadepnięciu, kiedy woda przeleje się do buta górą). Szczyt nie wywołał u mnie specjalnych emocji, raczej wolałam się nie zatrzymywać i nie wychładzać wody w butach, ale żeby nie było, że tylko malowane barany zostały obfotografowane, sobie też zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie na szczycie. Szlak prowadzący w dół, również był skryty pod potokiem. Zanim zeszliśmy do asfaltu musieliśmy wyciągnąć czołówki. Zaczął padać śnieg, który po czasie przemienił się w deszcz i pod górę do samochodu szliśmy już całkowicie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miło było wybrać się w góry po tych wszystkich mokrych jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia malowanych baranów i zamglonego szczytu tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbaraniagora &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 11 2016}}&lt;br /&gt;
Szybki spacer Lipowa - Skrzyczne - Malinowska Skała - Lipowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|29 - 30 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, dołączam do Speleoklubu Bielsko-Biała i uczestniczę w trzydziestym Maratonie Jaskiniowym. W ciągu około 17 godzin odwiedzamy 32 obiekty (w tym kilkanaście jaskiń) na Jurze. Szczegółowy opis już wkrótce. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmaratonjaskiniowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|1 11 2016}}&lt;br /&gt;
Kuźnice - dol. Kondratowa - przełęcz pod Kopą - Kasprowy Wierch - Murowaniec - Boczań - Kuźnice. Wspaniały dzień na przechadzkę, na szlakach spotykamy pojedyncze osoby. Bez słońca, ale i bez wiatru. Śnieg w ilościach drobnych, akurat korzystnych dla kolan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chiny - eksploracja jaskiń w prowincji Hubei|Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Stanisław Wasyluk, Agata Klewar (KKTJ); Sylwia Solarczyk (ST); Krzysztof Recielski (SW); Sławomir Parzonka (WKGiJ); Robert Matuszczak (WKTJ); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i w roli tłumaczy Kaja Kałużyńska (SŁ) oraz Paweł Maciejewski (niezrz.)|7 - 29 10 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w kolejnej wyprawie. Szerszy opis w swoim czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Centralne Manewry Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|21 - 23 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weekend spędzamy na etapie tatrzańskim centralnych manewrów autoratownictwa jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Witowa przyjeżdżamy w piątek wieczorem. Pogoda nie rozpieszcza, ale po obozie centralnym nie robi to na nas wrażenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano odprawa i ze względu na panującą pogodę wszystkie trzy małe ekipy udają się do jaskini Czarnej. Grupa, w której przypadło mi być miała udać się do Partii Królewskich od kraty, poprzez obejście Komina Węgierskiego. Od tego miejsca realizujemy założenia przekazane przez instruktora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kolei wykorzystujemy techniki autoratownicze transportując &amp;quot;rannego&amp;quot; w stronę otworu. Przy kolejnych odcinkach zamieniamy się rolami aby każdy mógł przećwiczyć jak najwięcej technik. Do otworu docieramy przed założonym czasem w związku z czym postanawiamy sprowadzić poszkodowanego od otworu do przebieralni poniżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy razem spotykamy się na bazie wieczorem, omawiamy dzisiejszy dzień i planujemy następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wszyscy razem udajemy się do jaskiń Kasprowa Średnia i Kasprowa Wyżnia. Tam po zmianie instruktorów w ekipach, ćwiczymy dalej techniki autoratownictwa. Na niebie świeci słońce, ale jego ciepło jest prawie w ogóle nieodczuwalne przez wiejący dość mocno wiatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia kończymy około 1400 i rozjeżdżamy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Aktywnie na Jurze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2016}}&lt;br /&gt;
Dzień spędzam na jurze wysilając się umysłowo i fizycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Troszkę biegu, marszu, nawigacji i jak by mogło być inaczej z wejściem do jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nie rozpieszczała tego dnia ale nie było takiej potrzeby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina i Karina (os. tow)|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babski wypad w góry. Dla koleżanek ,,niechodzących&amp;quot;. Na dobry początek wybrałam Skrzyczne. Ruszyłyśmy ze Szczyrku zielonym szlakiem. Schodziłyśmy niebieskim, biegnącym wzdłuż kolei liniowej. Pogoda jak na specjalne zamówienie. Podchodziłyśmy w krótkich rękawkach. Turystów sporo, ale na szczęście udało się nam na szczycie znaleźć kawałek ustronnego lasu i zrobić piknik. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji tego, że nie jechaliśmy na rajd w piątkowy wieczór przyjmuję propozycję wyjazdu w sobotę do Węgierskiej Górki ze strażakami mającymi w tym dniu ćwiczenia kondycyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, towarzystwo również. Co prawda bez zaliczenia szczytu Baraniej Góry ale jak najbardziej dzień należał do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
Plany na sobotę były zupełnie nie wspinaczkowe. Na szczęście już o 10 rano plany trafił szlak i po ekspresowych choć bezskutecznych poszukiwaniach ekipy do wspinu, jedziemy we dwójkę do Podzamcza sprawdzić czy może tam podziali się wspinacze. Cóż, to co zaobserwowaliśmy budzi zdziwienie oraz strach w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
Nawet na podzamczańskich skałach wspinaczy praktycznie brak. Obchodząc większość skałek przy zamku spotykamy łącznie około 10 osób (nie licząc kilku turystów). Nadal tajemnicą pozostaje więc miejsce ukrycia polskich wspinaczy, bo przecież nie przerzucili się chyba na speleologię...&lt;br /&gt;
Postrach natomiast wzbudziła dwójka męska, która ochoczo wspinała się na skały pomijając powszechnie znane zasady kultury wspinaczkowej włączając w to puszczoną przez nich muzykę z głośników bezprzewodowych oraz kamery ustawionej na ciągłe nagrywanie!&lt;br /&gt;
Na szczęście chłodny wiatr oraz brak pary w przedramionach wywiał cudaków spod skały dość szybko.&lt;br /&gt;
A co do samego wspinania, to straciłem niepotrzebnie trochę czasu na próbach na drodze &amp;quot;Ani gniady nie da rady&amp;quot;, gdyż droga okazała się być zupełnie mokra na ostatnich przechwytach. Przenosimy się więc na Adepta i tam pokonuję dość szybko m.in. drogę &amp;quot;997&amp;quot; za VI.2+/3, której cała trudność polega na wpinaniu ekspresów. Potem jeszcze kilka łatwiejszych i przyjemnych dróg. Pogoda piękna choć wiatr skutecznie mroził kości. Dzięki Ala za wytrwałość godną prawdziwego asekuranta:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa| &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki |12 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z dnia wolnego, udajemy się z Piterem na Jurę. W planie mamy Jaskinię Koralową i Wszystkich Świętych, jednak pogoda weryfikuje nasze plany - realizujemy tylko pierwszą część naszego planu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia piękna, jeszcze nie jest zbyt mocno zdewastowana. Z Sali Wejściowej, przez Gotycką i Pochyły Korytarz docieramy do Sali Zawaliskowej, której odwiedziny to jedna z najkrótszych wizyt w których brałem udział - ilość pęknięć stropu przeraża, to co leży na ziemi także nie poprawia samopoczucia. &lt;br /&gt;
Wracamy na WAR, z asekuracją Pitera zdobywam szczyt, tworząc kilka nowych technik we wspinaczce plugawej, odrażającej wizualnie, technicznie dramatycznej. Ale skutecznej, dzięki czemu docieramy do Sali MGG i po chwili kierujemy się w stronę wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zewnątrz wita nas ulewa, podejmujemy decyzję o powrocie do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fkoralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, instruktorzy i grotołazi z różnych klubów|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspominając zeszłoroczny obóz byłam nastawiona na ciężkie, długie, ciekawe i niestandardowe akcje. Pogoda zweryfikowała nasze plany. Wiedzieliśmy, że może popadać trochę śniegu, ALE miał stopnieć! Nie spodziewaliśmy się, że w ciągu paru godzin od naszego przyjazdu będziemy mogli ulepić bałwana, a pierwszą akcję rozpoczniemy torowaniem drogi do jaskini w śniegu po kolana... ( a jak się źle trafi to i wyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia odwiedziłam jaskinię Miętusią. Przez świeży śnieg dojście zajęło nam dużo więcej czasu niż zwykle. Powalone drzewa też zrobiły swoje (trzeba uważać, w okolicy otworu jest jeszcze dużo takich, które w każdej chwili mogą się przewrócić). Jak się spodziewaliśmy, przejście do Sali Bez Stropu było zalane, ale mieliśmy plan awaryjny w postaci zwiedzania Partii Nietoperzowych i kąpieli w Gotyckim Jeziorku, za którym zrobiliśmy bieg w bieliźnie do Zawaliska Wantul i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia pogoda bez zmian, w związku z czym wszystkie grupy działały razem. Dzień zaczęliśmy od wykładów unifikujących podstawowe techniki jaskiniowe, a następnie przeszliśmy do Doliny Lejowej, aby poćwiczyć wszystkie omówione elementy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia byłam w jednej z ekip odwiedzających jaskinię Czarną. W prawie całkowicie żeńskim składzie zrobiliśmy przejście całej jaskini. Mimo, że po raz kolejny znalazłam się w Czarnej (i po raz kolejny na trawersie) to miło wspominam tą akcję - trafiłam na zgrany zespół w którym każdy był chętny wykonywać kolejne poręczowania/ deporęczowania, a ja miałam okazję po raz pierwszy wywspinać Komin Węgierski. Całość przebiegła sprawnie dzięki czemu na bazie znaleźliśmy się o dość wczesnej porze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia w celu zagospodarowania nadmiaru energii, która nie mogła zostać spożytkowana na ciężkie akcje jaskiniowe,  wybraliśmy się na wycieczkę topograficzną. Instruktorzy zaoferowali nam dwie opcje. Zarówno Łukasz, jak i ja wybraliśmy tą samą. Zwiedziliśmy kawałek doliny Bystrej oraz poznazliśmy miejsca w których znajdują się otwory jaskiń Goryczkowej i Kalackiej. Wycieczkę zakończyliśmy szarlotką i gorącą czekoladą w schronisku na Kalatówkach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FItalia-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Clip: https://vimeo.com/187466765&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygoda zaczęła się na lotnisku w Dusseldorfie. Okazało się ze moje połączenie zostało zmienione i że zamiast jednej przesiadki mam dwie i do tego  do Denver muszę 2 razy nadawać bagaż. Po długiej podroży docieram do Denver. Po pierwszej nocy na terminalu na lotnisku ruszam do miasta gdzie po kilku godzinach wsiadam w autobus Greyhound do miasta Vail.  Małe zakupy, przepak i do Vail. Po dwóch godzinach docieram do tego miasta, które wypadło w moim przypadku jako miejsce przesiadkowe. Leży już w Rocky Mountains i w okresie zimy prężnie działa jako kurort narciarski. Stamtąd już miejscowym autobusem docieram w końcu do miasta docelowego jakim jest Leadville. To stare jak na rachubę w USA miasto i typowy klimat. Leadville leży już u podnóża Mt Elbert i Mt Masive, dwóch najwyższych szczytów Gór Skalistych które były moim  głównym celem. W Leadville, nocleg w hostelu i na następny dzień zaopatruję się w jedzenie na kilka dni. Z Leadville drałuję z buta do campingu około 11 mil. Chciałem łapać stopa ale stwierdziłem ze zrobię to w drodze powrotnej. Po jakichś 5 godzinach marszu, najpierw wydłuż Highway, potem już w lesie lokalną droga dochodzę do Elbert Creek campground. Tu przykra niespodzianka. Jako że już przed wyjazdem w czytałem o tym miejscu i planowałem tu spędzić ze 4 noce, miało to być miejsce z dostępem do wody pitnej, jedyne w tamtej okolicy. Pojawił się problem kiedy okazało się na miejscu ze pompa wodna jest zepsuta. Ponieważ woda ze strumyków była zanieczyszczona w zasadzie zostałem bez wody bo cały zapas zużyłem na drogę z Leadville. Jedynym wyjściem z sytuacji było uzbieranie wody od ludzi, którzy schodzili z gór. Taktyka okazała się 100% skuteczna. Po paru godzinach uzbierałem ok 10 litrów wody pitnej co pozwoliło tam zostać i przetrwać 3 dni. Dowiedziałem się również ze nadchodzi zmiana pogody, wcześniej niż to przed kilkoma dniami zapowiadano. Dotarłem na camping we poniedziałek, pogoda miała być jednak dobra nie do piątku, tyle planowałem wstępnie tam zostać, lecz tylko do środy. Biorąc pod uwagę kłopoty z dostępem do wody, i małe zapasy jedzenia, zdecydowałem się na pójście we wtorek na Mt Elbert, we środę na Mt Massive i potem się ewakuować  z powrotem do Leadville. Pogoda do środy była cudna. Prawie zero wiatru, słonecznie i bez chmur, jedynie w nocy lekko na minusie. Udaje się wyjść na obydwa wierzchołki. Droga technicznie nie posiada trudności. W kość daje słonce, wysokość i odległość. Szczególnie na Mt Masive. Z campingu na szczyt i z powrotem to ok 14 mil. Zgodnie z prognozami już podczas schodzenia powoli zaczęła się psuć pogoda. Jakby uciekając trochę przed burzą po dotarciu do namiotu likwiduję całe obozowisko i próbuję złapać stopa do Leadville. Udaje sie to dość szybko i jeszcze tego samego dnia wieczorem jestem z powrotem w miescie. Tu śpię jeszcze  3 noce bo dopiero w niedzielę mam wylot. Jednego dnia robię jeszcze spacer nad Turquise Lake oddalone kilka mil od miasta. W sobotę rano podobnym połączeniem autobusowym docieram z powrotem do Denver, tam śpię jedną noc by następnego dnia popołudniu dostać się na lotnisko. Podroż powrotna przebiegła sprawnie i bez problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy. ? Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  3 komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7079</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7079"/>
		<updated>2016-12-07T06:37:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: UWAGA! Zastąpienie treści hasła bardzo krótkim tekstem: „__NOTOC__
=== IV kwartał ===”&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7078</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7078"/>
		<updated>2016-12-07T06:36:30Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Stożek|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Jan Kieczka, Ania Bil, Teresa Szołtysik|04 12 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne i pogoda przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Z Łabajowa na przełaj podejście na Kobyłę a dalej na Mł. Stożek i Stożek (978). Dziewczyny zostają w schronisku a ja z Łukaszem z szczytu Stożka zjeżdżamy bardzo stromym stokiem na stronę czeską do szlaku trawersującego od zachodu ten masyw. Zjazd w właściwie płynięcie po wspaniałym puchu między rzadkim drzewami  był ekscytujący. Potem całkowicie nie przetartym terenem brniemy na Kyrkawicę i z powrotem do schroniska gdzie w międzyczasie dotarł Jasiu. Stąd już razem zjeżdżamy nartostradą a potem lasem i drogą do domu Jasia gdzie załapujemy się jeszcze na herbatkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek-skitury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czerna - Sztolnia Galmanowa, Jaskinia pod Bukami I i II|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Michał Maksalon, Łukasz Zawada|27 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pomysł zwiedzenia tych jaskiń wpadł Emil. Jednak mimo wielkich chęci i zapału w załatwieniu zezwoleń, w piątkowy wieczór zadzwonił z informacją, że zezwoleń nie posiadamy i musimy wymyślić jakąś inną akcję na niedzielę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się sobotę, kiedy Emil równie radosny, jak dzień wcześniej rozgoryczony oznajmił mi, że zadzwonił do niego Leśniczy, by omówić warunki wejścia do jaskiń. Jak się okazało informacja o przyznaniu nam zezwoleń zgubiła się gdzieś w internetowym eterze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostaliśmy poinstruowani jak wejść do jaskiń, gdzie znajdują się dokumenty do podpisania oraz gdzie pozostawiono dla nas worki (zobowiązaliśmy się trochę posprzątać w tych jaskiniach - nim stały się obiektem chronionym stanowiły skryte wysypisko śmieci dla miejscowej ludności).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Pierwszą zwiedzaliśmy jaskinię pod Bukami I - całkiem sympatyczna zapieraczkowa jaskinia, w której nawet można się zmęczyć, po zejściu na dno w próbie odnalezienia dalszej drogi w (zbyt) krótkiej jaskini, jako osoba najwątlejszej budowy zostałam wysłana na przodek. Żadnego nowego korytarza nie odkryłam i jaskinia kończy się jak napisano opisem wąską szczeliną oraz zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie zwiedzaliśmy jaskinię pod Bukami II - tu wysypisko było w stanie nie ruszonym i zobaczyliśmy jak bardzo można skrzywdzić naturę. Ponadto dobrze widoczne były ślady eksploatacji górniczej. Obudowy górnicze, oraz ślady wybierania urobku na ścianach. Jako jedyna wybrałam się do ponoć najładniejszej części  jaskini z naciekami i perłami jaskiniowymi. Znajduje się ona za zaciskiem ZII i szczeliną szerokości 20-60cm. O ile żadna z tych informacji nie mija się z prawdą to naprawdę poczułam się rozczarowana ,,perłami jaskiniowymi&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec została Galmanowa Sztolnia. Najbardziej zadbana i największa ze zwiedzanych przez nas jaskiń. Najciekawszym miejscem był fragment Sztolni Głównej z drewnianymi obudowami i tak wysoki, że każdy z grupy mógł iść w nim wyprostowany. &lt;br /&gt;
Na koniec pozostało wypełnić nam nasze zobowiązanie. Początkowo przerażeni ilością i wielkością worków szybko uporaliśmy się z wypełnieniem około 10 z nich. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wszystkim wybraliśmy się jeszcze zobaczyć ruiny mostu w Czernej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|26 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy z Bogdanem wybrać się do Zimnej. Wyjechaliśmy w piątek i jako prawdziwi twardziele noc spędziliśmy w samochodzie. Następnego dnia rano szybko doszliśmy pod otwór. Przepakowaliśmy sprzęt i zanurkowaliśmy do jaskini. Naszym celem było dojście do wideł. Pomimo zalanego ponoru i tak finalnie docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - Unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 27 11 2016}}&lt;br /&gt;
Myśleliśmy, że będzie tor przeszkód, a tymczasem Melon (szef szkolenia jaskiniowego PZA) usadził nas w sobotę na dwanaście godzin na krzesłach (z godzinną przerwą obiadową). Po wysłuchaniu prelekcji o ocenie stanu zużycia sprzętu oraz o wadach dyneemy, przeszliśmy do dyskusji nad programem szkolenia. Zostało do niego wprowadzonych kilka zmian, które jednak zaczną obowiązywać po ostatecznym skonsultowaniu i zatwierdzeniu. W niedzielę wybraliśmy się na Górę Birów, gdzie w podgrupach wymienialiśmy się uwagami co do poszczególnych technik autoratownictwa. Miało to na celu ujednolicenie sposobu ich nauczania. Mieliśmy zajmować się tym do późnego popołudnia, na szczęście najpierw zaczął padać deszcz, a potem śnieg. Uruchomiło w Melonie litość i po dwóch czy trzech wykonaniach każdej z technik zostaliśmy przedwcześnie zwolnieni do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek: Pierwszy dzień przesiedzieliśmy w hotelu w Podlesicach i wymyślaliśmy co by tu jeszcze (spieprzyć) ulepszyć w systemie szkolenia kursantów. W niedzielę udaliśmy się na Birów celem unifikacji i metod autoratowniczych, które w opadach deszczu i śniegu zakończyliśmy cali i zdrowi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers jaskiniowy Jasny Awen - Nad Kotliny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|26 11 2016}}&lt;br /&gt;
Jasny Awen i Nad Kotliny to najkrótszy i najpłytszy z możliwych trawersów systemu Wielkiej Śnieżnej. Nigdzie jednak indziej nie ma tak ciasnego miejsca jak tu. Mityczny zacisk Marioli to pionowa szczelina za którą jest od razu studnia opadająca do Korytarza Piarżystego w Nad Kotlinach (cytat z Jaskiń Polski: „Wznoszący się za nim korytarzyk po kilku metrach doprowadza do bardzo ciasnego zwężenia, zwanego Zaciskiem Marioli. Jest on dostępny tylko dla osób niezwykle szczupłych i został pokonany zapewne przez zaledwie 3 lub 4 osoby”). Przejście tego zacisku z sprzętem jest niewyobrażalne. Jasiu w drugiej próbie asekurowany przeze mnie, w samej uprzęży i po odchudzeniu odzieży przedziera się na drugą stronę gdzie na wątłej półce wkręca plakietkę. Moja próba była skazana z góry na porażkę. Rozdzielamy się. Jasiu kasuje punkt i zjeżdża tylko z mojej uprzęży po czym zrzucam mu linę. Następnie wychodzi Zlotówką przez Nad Kotliny. Ja reporęczuję Awen i wychodzę w górę. Wkrótce kolega idzie mi naprzeciw i pomaga na ostatnich metrach w śniegu. Z wszystkim wyrabiamy się w około 4 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (jeszcze będą uzupełnione o zdjęcia Jasia): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Jasny-Awen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - Speleokonfrontacje|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|19 11 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w spotkaniu KTJ PZA z przedstawicielami wypraw i klubów (Mateusz). Potem integracja towarzyska. W międzyczasie udało się mi nawet zrobić jedną drogę na wędkę na Górze Zborów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Udział w &amp;quot;LAWINACH&amp;quot; w Nowym Bytomiu|warsztaty w G7 - Barbara i Tadek Szmatłoch, Asia i Tomek Jaworski, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Łukasz Pawlas, Ola Rymarczyk, na prelekcjach - Ala Kucharska, Piotr Witkowski, Aga Szmatłoch-Witkowska, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Jola, Henryk Tomanek, Justyna, Zygmunt Zbirenda, Ryszard i Marzenna Widuch, Darek Rank, Bianka i Jurek Fulde|18 - 20 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na ściance w sobotę przeprowadziliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, w których mogli się zapoznać z wspinaniem, wiązaniem podstawowych węzłów, udzielaniem pierwszej pomocy (wielkie dzięki dla ratowników medycznych, którzy poprowadzili ćwiczenia) oraz pokonaniem slacka (dzięki Ania!). Wieczorami przebywaliśmy w MCK i kinie &amp;quot;Patria&amp;quot; na filmach i prezentacjach dotyczących działalności górskiej. Jak zwykle była bardzo sympatyczna atmosfera a organizatorzy stanęli na wysokości zadania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek + osoby towarzyszące|18 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że piątek miałem wolny zabieram się po raz kolejny w góry z moimi znajomymi strażakami na szybki spacer.&lt;br /&gt;
Przejazd jak ostatnim razem do Węgierskiej Górki i start na Baranią Górę ale tym razem czerwonym szlakiem, który zawsze wydawał mi się jakiś taki nijaki i wolę podchodzić zielonym a następnie czarnym na ostatnie podejście przed szczytem.&lt;br /&gt;
To co odróżniało ten wyjazd od ostatniego to to, że tym razem dostałem do poprowadzenia(czasem było odwrotnie) czworonożnego towarzysza. Po zejściu/zbiegnięciu już nie było dla mnie tajemnicą dlaczego 3 letni owczarek niemiecki wabi się Bolt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała choć świecące słońce poprzez wiejący dość mocno wiatr nie dawało tyle ciepła ile powinno. Trasa 26.2km w nieco ponad 4h30min. Czasem dobrze jest się porządnie zmęczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
Zimowe przejście Śnieżnej. Dotarliśmy na Suchy Biwak, choć z dwiema próbami samobójczymi po drodze. Z jaskini wychodzimy wprost w najczarniejszy koszmar instruktora - śnieżna zawieja, świeży opad od łydek po kolana, noc, widać na 50 m. Brakowało tylko huraganowego wiatru i mgły, w której własnej ręki nie widać. W każdym razie, nawet bez tego, uprzęże ściągamy już pod samochodem (warstwy na tym etapie: koszulka termoaktywna, na niej polarek, na nim kamizelka puchowa, dalej kombinezon, na nim obszerny polar i na koniec kurtka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisanie właściwego opisu zastrzegł sobie Sylwester:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Aż po tysiącach prób&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przeraźliwą biel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opłacił się nasz trud&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osiągnęliśmy cel”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiatr wył zawzięcie podrywając wciąż do góry tysiące maleńkich płatków śniegu, które w swym szaleńczym tańcu przysłaniały wszystko wokoło. Kilka szarych sylwetek sunęło pośród tej zawieruchy wypatrując śladów szlaku na gołych już od dłuższego czasu drzewach. O dziwo nie szło im źle. Postojów nie był zbyt wiele, a coraz bardziej strome podejścia gwarantowały utrzymanie odpowiedniej ciepłoty ciała. Na końcu, jak zwykle, ciągnąłem się ja, ale nawet nie byłem jeszcze skory do narzekania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po jakiś 2 godzinach przedzierania się przez Dolinę Małej Łąki doszliśmy wreszcie na Głazisty Żleb u podnóża Mnichowych Turni. Dotarłszy na skraj Niżnej Świstówki zostawiliśmy główny szlak na rzecz slalomu między łysą kosodrzewiną. Niżnia Świstówka… zwykła niecka usiana krzakami między Wielką Turnią a Mnichowymi Turniami, fachowa nazywa to ‘cyrk lodowcowy’. „Cyrk to się dopiero zacznie”- wówczas pomyślałem. Brnąc miejscami w śniegu nawet po kolana doszliśmy do progu, jego „pierwszy schodek” nie wydawał się trudny, ale szybko zemścił się na moich goleniach i kolanach za tę lekceważącą go myśl. Miejscami wchodząc na czworaka udało mi się wraz z resztą uporać się z tą trudnością , ale właściwy próg był dopiero przed nami…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzuciłem na przeciwnika mym analitycznym okiem. „Ok., pomalutku, powolutku, na pewno się uda” . Nie chcąc zostać zbyt daleko z tyłu, poczłapałem za resztą naszej drużyny, która zdążyła zacząć podejście beze mnie. Najpierw ukosem w prawo, później w lewo. Iwona wspaniałomyślnie, widząc moje wcześniejsze problemy z utrzymaniem pionu na świeżym śniegu, użyczyła mi jednego ze swoich kijków trekkingowych. Zabezpieczony w kijek i idąc śladami towarzyszy poczułem się zbyt pewnie i o mało nie przypłaciłem tego zdrowiem, jeśli nie życiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdzieś w połowie wysokości progu zrobiło się stromo, a nasza ścieżynka niebezpiecznie się zwężyła. Mateusz, bacząc na niebezpieczeństwo, czekał na wszystkich po drugiej stronie przewężenia. Karol hop, Iwona hop, moja kolej. Wszyscy na mnie patrzą, a ja sobie myślę” Pfff! Zrobię dwa kroki i po wszystkim. Wielkie mi mecyje.” Okazało się ,że pomyliłem się nawet w liczbie kroków… Po dwóch byłem dopiero w połowie i trzeci krok miał być tym ostatnim, gdy nagle czuje jak mi śnieg obsuwa się spod lewego buta - „spoko, już tak bywało”. Ale zaraz potem obsuwa mi się również spod prawego („O-oł!”) i zanim zdążyłem mrugnąć leżałem brzuchem na śniegu i zsuwałem się w dół niezdarnie próbując zaczepić się czegokolwiek. Życie mi nie stanęło przed oczami. Mój umysł zajął się szybką analizą szans na przeżycie. :D W ułamku sekundy przed oczami stanął mi rezultat analizy- 50% szans na zgon ; 50% szans na przeżycie , ale z dość niefajnymi obrażeniami. Na szczęście Iwona, stojąca najbliżej mnie, zdążyła w ostatniej chwili wyciągnąć ku mnie swój kijek i dzięki temu udało mi się wyhamować. „ Głupcy mają szczęście” – pomyślałem zaraz po zatrzymaniu. Z pomocą Iwony i Mateusza udało mi się z powrotem stanąć na nogi i od tej chwili obiecałem sobie, że bardziej będę uważał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkanaście minut po moim cudownym ocaleniu osiągnęliśmy skraj Wyżnej Świstówki i odbijając w prawo wreszcie znaleźliśmy się pod Jaskinią Śnieżną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieranie się w takiej pogodzie to samo w sobie sport ekstremalny. Jeszcze chwile wcześniej byłem lekko zgrzany, by zaraz potem dygotać z zimna i modlić się o jak najszybsze wejście do przytulnej, ciepłej jaskini, która jawiła mi się wówczas niemal jak miejsce wszelkiej szczęśliwości. „Miejsce wszelkiej szczęśliwości” powitało nas już na wstępie mroźnym oddechem z głębi swej czeluści. Wchodziliśmy w następującej kolejności: Karol, Mateusz, ja, Iwona. Karol poręczując zapewne bardzo szybko się rozgrzał, reszcie z nas zajęło to niestety znacznie więcej czasu. Z początku, oczekując na zwolnienie kolejnych przepinek na lodospadzie, nie potrafiłem powstrzymać się przed wystukiwaniem na zębach „Czterech pór roku” Vivaldiego (dobrze zgadujecie - „L'Inverno” ;D ). Ale im głębiej, tym robiło się cieplej aż po jakiś 3 godzinach już całkiem było mi ciepło i przyjemnie. Odzyskałem czucie w kończynach, którego brak wcześniej trochę mnie martwił. Moja kolej poręczowania też mi w tym wymiernie pomogła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najbardziej widowiskowy moment eksploracji Śnieżnej to moim zdaniem zjazd 60 metrową Wielką Studnią. Taaaaka wielka przestrzeń pod ziemią, która powstała w sposób naturalny – niesamowite! Bardzo ciekawy był również Wodociąg. Przemierzanie go sprawiło mi dużo frajdy. Czas jednak zaczął nas szybko gonić i do wyznaczonego celu tzn. Suchego Biwaku musieliśmy już dość mocno zagęszczać ruchy. Po drodze spotkaliśmy jednak parę grotołazów, z którymi ucięliśmy sobie krótka, ale miłą pogawędkę. Oni zapewne chcieliby dłuższej pogawędki, bo jak to określił Mateusz” byli spragnieni towarzystwa”, ale my, jak już wcześniej wspomniałem, musieliśmy być żwawi w kroku. Na Suchym Biwaku kilka minut odpoczynku i szuu! W drogę powrotną. O jak cieplutko było! Jak miło było się zgrzać wychodząc! Już zapomniałem, jak zimno jest na zewnątrz, ale doszliśmy w końcu do Lodospadu i sobie w mig przypomniałem. Znów zaczęło wiać , no i śnieg jeszcze w jaskini ostudził mój entuzjazm dosłownie i w przenośni. Karol deporęczował i w sumie nie miał najgorzej. Wiadomo, umęczył się pewnie jak dzik, ale przynajmniej wychłodził się jako ostatni. Chcę w to wierzyć. ;) Ja i Iwona w oczekiwaniu na niego i Mateusza zdecydowaliśmy się nie wychodzić na zewnątrz tylko przycupnąc w przedsionku. Gdy nadszedł wreszcie moment wyjścia na zewnątrz to, nie zawaham się użyć tego określenia, była to trauma. Ciemno, znowu śnieżyca, znowu zamrażalka, i znowu przestałem czuć pewne części ciała . Postanowiłem się w ogóle nie przebierać, miałem nawet wątpliwości, czy to możliwe ze względu na sztywne jak skorupa gumiaki – nie wierzyłem , że będę w stanie je ściągnąć. Narzuciłem tylko kurtkę, kaptur na głowę i czekałem na pozostałych. Zebraliśmy się dość sprawnie i ruszyliśmy w dół. Było po 21. Cały sprzęt zostawiliśmy na sobie w nadziei na znalezienie liny, która miała być gdzieś zawieszona po lewej stronie pamiętnego progu i pomóc nam w szybkim i bezpiecznym zjeździe na dół. Udało się, znaleźliśmy ją. Zjechaliśmy i sunąc szybko przez Niżnią Świstówkę doszliśmy do żółtego szlaku. Sypało non stop. Mnie osobiście trudno było utrzymać równowagę na obsuwającym się pod nogami śniegu i co rusz wywalałem się albo do przodu, albo do tyłu. Na szczęście bez większych konsekwencji poza narastającą irytacją i oglądaniem coraz odleglejszych świateł czołówek moich towarzyszy. Sypiący śnieg często odbijał światło mojej własnej czołówki mamiąc mnie nadzieją, że widzę już światła cywilizacji. Och, jak okrutnie naigrywała się aura ze mnie tamtego dnia! W tym wszystkim brakowało mi tylko spotkania z Wielką Stopą, czy innym Yeti. Idealnie by się wkomponował w atmosferę wówczas panującą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do cywilizacji dotarliśmy dopiero po północy, ale to nie był koniec naszej wyprawy. Ona wciąż trwa, wraz z kolejnymi planami i paroma nauczkami na przyszłość, pcha nas ku kolejnym miejscom, do których nasze nogi nie zdążyły dotychczas powędrować. Ale powędrują!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
CDN. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„I warto było iść&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do góry wciąż się piąć&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
By z sobą wreszcie być&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
By przestać karki giąć”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - M. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze w piątek rano przeglądam kamerki internetowe w polskich górach i uznaję, że Małe Skrzyczne wygląda niczego sobie. Zapada więc szybka decyzja na wyjazd. Podchodzimy leśnymi duktami z doliny Malinowa. Cóż fok nawet nie założyliśmy, ale nie mogłem sobie odmówić co prawda krótkiego ale zawsze zjazdu ze szczytu M. Skrzycznego. Na szczęście górny odcinek jest mocno trawiasty więc nie pokaleczyłem nawet nart, choć do normalnych warunków trzeba jeszcze kilkunastu centymetrów białego. Ala nie była tak mocno wygłodniała jak ja i decyduje się schodzić z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dobicie udajemy się jeszcze na Biały Krzyż - tam otwarli już wyciąg. Na Białym Krzyżu poszaleć się nie da, ale można się już delikatnie przyzwyczaić do desek przypiętych do nóg i mroźnego powiewu na twarzy:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze- Śnieżka - Czarna Kopa - Skalny Stół|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za namową Asi dałem się wyciągnąć ponad 300km w kierunku przeciwnym do tego do jakiego zdążyłem się ostatnio przyzwyczaić. I zamiast w Tatry jedziemy w Karkonosze z zamiarem wejścia na Śnieżkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O zarezerwowaniu noclegu przypomniałem sobie w czwartek wieczorem przed długim weekendem. Po wykonaniu około 30 telefonów do hoteli, pensjonatów, willi, i prywatnych kwater udaje mi się znaleźć pokój w samym centrum dosłownie 3 minuty drogi od głównego deptaku w Karpaczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu jesteśmy w piątek wieczorem, gdzie w drzwiach wita nas przemiła Pani informując nas o wszystkich rzeczach jakie powinniśmy wiedzieć przebywając w Karpaczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy na szlak, który początkowo biegnie chodnikiem co po opadach śniegu z dnia poprzedniego i ujemnej temperaturze panującej w nocy sprawia, że idzie się dość czujnie i powoli. Dochodzimy wreszcie do wejścia na teren parku położonego na czarnym szlaku nieopodal Dzikiego Wodospadu, kupujemy bilety i udajemy się do góry. Na czarnym szlaku, którym idziemy leży warstwa śniegu, widoczność w niższych partiach może na 100m. &amp;quot;Chwila&amp;quot; marszu i jesteśmy w schronisku Dom Śląski. Nazwa okazuje się prawdą ponieważ na paragonie widnieje informacja, że firma zarejestrowana jest w Katowicach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkiej przerwie w mocno zatłoczonym schronisku wychodzimy na zewnątrz a tam... tłumy ludzi, wieje jak diabli a widoczność jeszcze gorsza. Przechodząc obok ludzi, których włosy, brwi i rzęsy a u mężczyzn również brody i wąsy pokryte są grubą warstwą zmrożonego śniegu zastanawiam się skąd oni wracają(ja po zejściu tak nie miałem). Od schroniska czerwonym szlakiem idziemy na szczyt i po chwili jesteśmy na Śnieżce. Spędzamy tu tylko chwilę ponieważ i tak nic nie widać a wszędzie tłumy ludzi. Kontynuujemy więc marsz czerwonym szlakiem przez Czarną Kopę, aż do Sowiej Przełęczy skąd niebieskim wchodzimy na Skalny Stół i dalej schodzimy żółtym do połączenia z zielonym biegnącym z Budnik do Szerokiego Mostu i nim do centrum. Całość trasy to ponad 27km w nieco ponad 6h i przewyższeniem 1290m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę udajemy się coś zjeść(jeżeli Kogoś interesuje gdzie NIE JEŚĆ w Karpaczu można mnie spytać) i w niedzielę przed południem opuszczamy słoneczny w ten dzień Dolny Śląsk wracając do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fsniezka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Chuda|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Chuda znajduje się na wierzchowinie Rysiej Góry na pn. – zach. od Trzebniowa. Posiada 3 otwory. Całkiem fajna jaskinia. Z sali Barokowej pomagając sobie liną osiągamy salę Naciekową. Dość dużo przestrzeni. Jaskinia kończy się korytarzem wchodzącym w zawalisko. Na powierzchnię wychodzimy drugim otworem po przeciwnej stronie skały. Na dworze prószył śnieg więc rozpalamy ognisko i do szybko nadchodzącego zmierzchu przy nim spędzamy reszki krótkiego, jesiennego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu 3 zdjęcia z przed otw.: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FChuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|6 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późny wypad na Baranią Górę. Na szlak weszliśmy o godzinie 13. Startujemy z Czarnej. Od samego początku było mgliście, wilgotno i błotniście, później deszczowo. Szlak bardzo ładny, choć miałabym więcej okazji się nim pozachwycać, gdybym nie musiała patrzeć pod nogi i szukać kamieni wystających z błota i kałuż. Sporym urozmaiceniem były napotkane barany z różowymi czuprynami. Do schroniska dochodzimy jeszcze nie przemoczeni. Tam przerwa na jedzenie. Dalej szlak zamienił się w potok. Miejscami wyłożony palami. Miejscami pale pływały w wodzie (UWAGA! ,,pływające&amp;quot; pale nie różnią się od tych ,,stałych&amp;quot;, można je rozpoznać dopiero po nadepnięciu, kiedy woda przeleje się do buta górą). Szczyt nie wywołał u mnie specjalnych emocji, raczej wolałam się nie zatrzymywać i nie wychładzać wody w butach, ale żeby nie było, że tylko malowane barany zostały obfotografowane, sobie też zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie na szczycie. Szlak prowadzący w dół, również był skryty pod potokiem. Zanim zeszliśmy do asfaltu musieliśmy wyciągnąć czołówki. Zaczął padać śnieg, który po czasie przemienił się w deszcz i pod górę do samochodu szliśmy już całkowicie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miło było wybrać się w góry po tych wszystkich mokrych jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia malowanych baranów i zamglonego szczytu tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbaraniagora &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 11 2016}}&lt;br /&gt;
Szybki spacer Lipowa - Skrzyczne - Malinowska Skała - Lipowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|29 - 30 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, dołączam do Speleoklubu Bielsko-Biała i uczestniczę w trzydziestym Maratonie Jaskiniowym. W ciągu około 17 godzin odwiedzamy 32 obiekty (w tym kilkanaście jaskiń) na Jurze. Szczegółowy opis już wkrótce. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmaratonjaskiniowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|1 11 2016}}&lt;br /&gt;
Kuźnice - dol. Kondratowa - przełęcz pod Kopą - Kasprowy Wierch - Murowaniec - Boczań - Kuźnice. Wspaniały dzień na przechadzkę, na szlakach spotykamy pojedyncze osoby. Bez słońca, ale i bez wiatru. Śnieg w ilościach drobnych, akurat korzystnych dla kolan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chiny - eksploracja jaskiń w prowincji Hubei|Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Stanisław Wasyluk, Agata Klewar (KKTJ); Sylwia Solarczyk (ST); Krzysztof Recielski (SW); Sławomir Parzonka (WKGiJ); Robert Matuszczak (WKTJ); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i w roli tłumaczy Kaja Kałużyńska (SŁ) oraz Paweł Maciejewski (niezrz.)|7 - 29 10 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w kolejnej wyprawie. Szerszy opis w swoim czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Centralne Manewry Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|21 - 23 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weekend spędzamy na etapie tatrzańskim centralnych manewrów autoratownictwa jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Witowa przyjeżdżamy w piątek wieczorem. Pogoda nie rozpieszcza, ale po obozie centralnym nie robi to na nas wrażenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano odprawa i ze względu na panującą pogodę wszystkie trzy małe ekipy udają się do jaskini Czarnej. Grupa, w której przypadło mi być miała udać się do Partii Królewskich od kraty, poprzez obejście Komina Węgierskiego. Od tego miejsca realizujemy założenia przekazane przez instruktora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kolei wykorzystujemy techniki autoratownicze transportując &amp;quot;rannego&amp;quot; w stronę otworu. Przy kolejnych odcinkach zamieniamy się rolami aby każdy mógł przećwiczyć jak najwięcej technik. Do otworu docieramy przed założonym czasem w związku z czym postanawiamy sprowadzić poszkodowanego od otworu do przebieralni poniżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy razem spotykamy się na bazie wieczorem, omawiamy dzisiejszy dzień i planujemy następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wszyscy razem udajemy się do jaskiń Kasprowa Średnia i Kasprowa Wyżnia. Tam po zmianie instruktorów w ekipach, ćwiczymy dalej techniki autoratownictwa. Na niebie świeci słońce, ale jego ciepło jest prawie w ogóle nieodczuwalne przez wiejący dość mocno wiatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia kończymy około 1400 i rozjeżdżamy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Aktywnie na Jurze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2016}}&lt;br /&gt;
Dzień spędzam na jurze wysilając się umysłowo i fizycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Troszkę biegu, marszu, nawigacji i jak by mogło być inaczej z wejściem do jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nie rozpieszczała tego dnia ale nie było takiej potrzeby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina i Karina (os. tow)|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babski wypad w góry. Dla koleżanek ,,niechodzących&amp;quot;. Na dobry początek wybrałam Skrzyczne. Ruszyłyśmy ze Szczyrku zielonym szlakiem. Schodziłyśmy niebieskim, biegnącym wzdłuż kolei liniowej. Pogoda jak na specjalne zamówienie. Podchodziłyśmy w krótkich rękawkach. Turystów sporo, ale na szczęście udało się nam na szczycie znaleźć kawałek ustronnego lasu i zrobić piknik. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji tego, że nie jechaliśmy na rajd w piątkowy wieczór przyjmuję propozycję wyjazdu w sobotę do Węgierskiej Górki ze strażakami mającymi w tym dniu ćwiczenia kondycyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, towarzystwo również. Co prawda bez zaliczenia szczytu Baraniej Góry ale jak najbardziej dzień należał do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
Plany na sobotę były zupełnie nie wspinaczkowe. Na szczęście już o 10 rano plany trafił szlak i po ekspresowych choć bezskutecznych poszukiwaniach ekipy do wspinu, jedziemy we dwójkę do Podzamcza sprawdzić czy może tam podziali się wspinacze. Cóż, to co zaobserwowaliśmy budzi zdziwienie oraz strach w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
Nawet na podzamczańskich skałach wspinaczy praktycznie brak. Obchodząc większość skałek przy zamku spotykamy łącznie około 10 osób (nie licząc kilku turystów). Nadal tajemnicą pozostaje więc miejsce ukrycia polskich wspinaczy, bo przecież nie przerzucili się chyba na speleologię...&lt;br /&gt;
Postrach natomiast wzbudziła dwójka męska, która ochoczo wspinała się na skały pomijając powszechnie znane zasady kultury wspinaczkowej włączając w to puszczoną przez nich muzykę z głośników bezprzewodowych oraz kamery ustawionej na ciągłe nagrywanie!&lt;br /&gt;
Na szczęście chłodny wiatr oraz brak pary w przedramionach wywiał cudaków spod skały dość szybko.&lt;br /&gt;
A co do samego wspinania, to straciłem niepotrzebnie trochę czasu na próbach na drodze &amp;quot;Ani gniady nie da rady&amp;quot;, gdyż droga okazała się być zupełnie mokra na ostatnich przechwytach. Przenosimy się więc na Adepta i tam pokonuję dość szybko m.in. drogę &amp;quot;997&amp;quot; za VI.2+/3, której cała trudność polega na wpinaniu ekspresów. Potem jeszcze kilka łatwiejszych i przyjemnych dróg. Pogoda piękna choć wiatr skutecznie mroził kości. Dzięki Ala za wytrwałość godną prawdziwego asekuranta:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa| &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki |12 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z dnia wolnego, udajemy się z Piterem na Jurę. W planie mamy Jaskinię Koralową i Wszystkich Świętych, jednak pogoda weryfikuje nasze plany - realizujemy tylko pierwszą część naszego planu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia piękna, jeszcze nie jest zbyt mocno zdewastowana. Z Sali Wejściowej, przez Gotycką i Pochyły Korytarz docieramy do Sali Zawaliskowej, której odwiedziny to jedna z najkrótszych wizyt w których brałem udział - ilość pęknięć stropu przeraża, to co leży na ziemi także nie poprawia samopoczucia. &lt;br /&gt;
Wracamy na WAR, z asekuracją Pitera zdobywam szczyt, tworząc kilka nowych technik we wspinaczce plugawej, odrażającej wizualnie, technicznie dramatycznej. Ale skutecznej, dzięki czemu docieramy do Sali MGG i po chwili kierujemy się w stronę wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zewnątrz wita nas ulewa, podejmujemy decyzję o powrocie do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fkoralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, instruktorzy i grotołazi z różnych klubów|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspominając zeszłoroczny obóz byłam nastawiona na ciężkie, długie, ciekawe i niestandardowe akcje. Pogoda zweryfikowała nasze plany. Wiedzieliśmy, że może popadać trochę śniegu, ALE miał stopnieć! Nie spodziewaliśmy się, że w ciągu paru godzin od naszego przyjazdu będziemy mogli ulepić bałwana, a pierwszą akcję rozpoczniemy torowaniem drogi do jaskini w śniegu po kolana... ( a jak się źle trafi to i wyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia odwiedziłam jaskinię Miętusią. Przez świeży śnieg dojście zajęło nam dużo więcej czasu niż zwykle. Powalone drzewa też zrobiły swoje (trzeba uważać, w okolicy otworu jest jeszcze dużo takich, które w każdej chwili mogą się przewrócić). Jak się spodziewaliśmy, przejście do Sali Bez Stropu było zalane, ale mieliśmy plan awaryjny w postaci zwiedzania Partii Nietoperzowych i kąpieli w Gotyckim Jeziorku, za którym zrobiliśmy bieg w bieliźnie do Zawaliska Wantul i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia pogoda bez zmian, w związku z czym wszystkie grupy działały razem. Dzień zaczęliśmy od wykładów unifikujących podstawowe techniki jaskiniowe, a następnie przeszliśmy do Doliny Lejowej, aby poćwiczyć wszystkie omówione elementy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia byłam w jednej z ekip odwiedzających jaskinię Czarną. W prawie całkowicie żeńskim składzie zrobiliśmy przejście całej jaskini. Mimo, że po raz kolejny znalazłam się w Czarnej (i po raz kolejny na trawersie) to miło wspominam tą akcję - trafiłam na zgrany zespół w którym każdy był chętny wykonywać kolejne poręczowania/ deporęczowania, a ja miałam okazję po raz pierwszy wywspinać Komin Węgierski. Całość przebiegła sprawnie dzięki czemu na bazie znaleźliśmy się o dość wczesnej porze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia w celu zagospodarowania nadmiaru energii, która nie mogła zostać spożytkowana na ciężkie akcje jaskiniowe,  wybraliśmy się na wycieczkę topograficzną. Instruktorzy zaoferowali nam dwie opcje. Zarówno Łukasz, jak i ja wybraliśmy tą samą. Zwiedziliśmy kawałek doliny Bystrej oraz poznazliśmy miejsca w których znajdują się otwory jaskiń Goryczkowej i Kalackiej. Wycieczkę zakończyliśmy szarlotką i gorącą czekoladą w schronisku na Kalatówkach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FItalia-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Clip: https://vimeo.com/187466765&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygoda zaczęła się na lotnisku w Dusseldorfie. Okazało się ze moje połączenie zostało zmienione i że zamiast jednej przesiadki mam dwie i do tego  do Denver muszę 2 razy nadawać bagaż. Po długiej podroży docieram do Denver. Po pierwszej nocy na terminalu na lotnisku ruszam do miasta gdzie po kilku godzinach wsiadam w autobus Greyhound do miasta Vail.  Małe zakupy, przepak i do Vail. Po dwóch godzinach docieram do tego miasta, które wypadło w moim przypadku jako miejsce przesiadkowe. Leży już w Rocky Mountains i w okresie zimy prężnie działa jako kurort narciarski. Stamtąd już miejscowym autobusem docieram w końcu do miasta docelowego jakim jest Leadville. To stare jak na rachubę w USA miasto i typowy klimat. Leadville leży już u podnóża Mt Elbert i Mt Masive, dwóch najwyższych szczytów Gór Skalistych które były moim  głównym celem. W Leadville, nocleg w hostelu i na następny dzień zaopatruję się w jedzenie na kilka dni. Z Leadville drałuję z buta do campingu około 11 mil. Chciałem łapać stopa ale stwierdziłem ze zrobię to w drodze powrotnej. Po jakichś 5 godzinach marszu, najpierw wydłuż Highway, potem już w lesie lokalną droga dochodzę do Elbert Creek campground. Tu przykra niespodzianka. Jako że już przed wyjazdem w czytałem o tym miejscu i planowałem tu spędzić ze 4 noce, miało to być miejsce z dostępem do wody pitnej, jedyne w tamtej okolicy. Pojawił się problem kiedy okazało się na miejscu ze pompa wodna jest zepsuta. Ponieważ woda ze strumyków była zanieczyszczona w zasadzie zostałem bez wody bo cały zapas zużyłem na drogę z Leadville. Jedynym wyjściem z sytuacji było uzbieranie wody od ludzi, którzy schodzili z gór. Taktyka okazała się 100% skuteczna. Po paru godzinach uzbierałem ok 10 litrów wody pitnej co pozwoliło tam zostać i przetrwać 3 dni. Dowiedziałem się również ze nadchodzi zmiana pogody, wcześniej niż to przed kilkoma dniami zapowiadano. Dotarłem na camping we poniedziałek, pogoda miała być jednak dobra nie do piątku, tyle planowałem wstępnie tam zostać, lecz tylko do środy. Biorąc pod uwagę kłopoty z dostępem do wody, i małe zapasy jedzenia, zdecydowałem się na pójście we wtorek na Mt Elbert, we środę na Mt Massive i potem się ewakuować  z powrotem do Leadville. Pogoda do środy była cudna. Prawie zero wiatru, słonecznie i bez chmur, jedynie w nocy lekko na minusie. Udaje się wyjść na obydwa wierzchołki. Droga technicznie nie posiada trudności. W kość daje słonce, wysokość i odległość. Szczególnie na Mt Masive. Z campingu na szczyt i z powrotem to ok 14 mil. Zgodnie z prognozami już podczas schodzenia powoli zaczęła się psuć pogoda. Jakby uciekając trochę przed burzą po dotarciu do namiotu likwiduję całe obozowisko i próbuję złapać stopa do Leadville. Udaje sie to dość szybko i jeszcze tego samego dnia wieczorem jestem z powrotem w miescie. Tu śpię jeszcze  3 noce bo dopiero w niedzielę mam wylot. Jednego dnia robię jeszcze spacer nad Turquise Lake oddalone kilka mil od miasta. W sobotę rano podobnym połączeniem autobusowym docieram z powrotem do Denver, tam śpię jedną noc by następnego dnia popołudniu dostać się na lotnisko. Podroż powrotna przebiegła sprawnie i bez problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy. ? Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  3 komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7077</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7077"/>
		<updated>2016-12-07T06:35:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
a&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7076</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=7076"/>
		<updated>2016-12-05T06:41:42Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Stożek|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Jan Kieczka, Ania Bil, Teresa Szołtysik|04 12 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne i pogoda przerosły nasze najśmielsze oczekiwania. Z Łabajowa na przełaj podejście na Kobyłę a dalej na Mł. Stożek i Stożek (978). Dziewczyny zostają w schronisku a ja z Łukaszem z szczytu Stożka zjeżdżamy bardzo stromym stokiem na stronę czeską do szlaku trawersującego od zachodu ten masyw. Zjazd w właściwie płynięcie po wspaniałym puchu między rzadkim drzewami  był ekscytujący. Potem całkowicie nie przetartym terenem brniemy na Kyrkawicę i z powrotem do schroniska gdzie w międzyczasie dotarł Jasiu. Stąd już razem zjeżdżamy nartostradą a potem lasem i drogą do domu Jasia gdzie załapujemy się jeszcze na herbatkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek-skitury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czerna - Sztolnia Galmanowa, Jaskinia pod Bukami I i II|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Michał Maksalon, Łukasz Zawada|27 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pomysł zwiedzenia tych jaskiń wpadł Emil. Jednak mimo wielkich chęci i zapału w załatwieniu zezwoleń, w piątkowy wieczór zadzwonił z informacją, że zezwoleń nie posiadamy i musimy wymyślić jakąś inną akcję na niedzielę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się sobotę, kiedy Emil równie radosny, jak dzień wcześniej rozgoryczony oznajmił mi, że zadzwonił do niego Leśniczy, by omówić warunki wejścia do jaskiń. Jak się okazało informacja o przyznaniu nam zezwoleń zgubiła się gdzieś w internetowym eterze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostaliśmy poinstruowani jak wejść do jaskiń, gdzie znajdują się dokumenty do podpisania oraz gdzie pozostawiono dla nas worki (zobowiązaliśmy się trochę posprzątać w tych jaskiniach - nim stały się obiektem chronionym stanowiły skryte wysypisko śmieci dla miejscowej ludności).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Pierwszą zwiedzaliśmy jaskinię pod Bukami I - całkiem sympatyczna zapieraczkowa jaskinia, w której nawet można się zmęczyć, po zejściu na dno w próbie odnalezienia dalszej drogi w (zbyt) krótkiej jaskini, jako osoba najwątlejszej budowy zostałam wysłana na przodek. Żadnego nowego korytarza nie odkryłam i jaskinia kończy się jak napisano opisem wąską szczeliną oraz zawaliskiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnie zwiedzaliśmy jaskinię pod Bukami II - tu wysypisko było w stanie nie ruszonym i zobaczyliśmy jak bardzo można skrzywdzić naturę. Ponadto dobrze widoczne były ślady eksploatacji górniczej. Obudowy górnicze, oraz ślady wybierania urobku na ścianach. Jako jedyna wybrałam się do ponoć najładniejszej części  jaskini z naciekami i perłami jaskiniowymi. Znajduje się ona za zaciskiem ZII i szczeliną szerokości 20-60cm. O ile żadna z tych informacji nie mija się z prawdą to naprawdę poczułam się rozczarowana ,,perłami jaskiniowymi&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec została Galmanowa Sztolnia. Najbardziej zadbana i największa ze zwiedzanych przez nas jaskiń. Najciekawszym miejscem był fragment Sztolni Głównej z drewnianymi obudowami i tak wysoki, że każdy z grupy mógł iść w nim wyprostowany. &lt;br /&gt;
Na koniec pozostało wypełnić nam nasze zobowiązanie. Początkowo przerażeni ilością i wielkością worków szybko uporaliśmy się z wypełnieniem około 10 z nich. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wszystkim wybraliśmy się jeszcze zobaczyć ruiny mostu w Czernej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|26 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy z Bogdanem wybrać się do Zimnej. Wyjechaliśmy w piątek i jako prawdziwi twardziele noc spędziliśmy w samochodzie. Następnego dnia rano szybko doszliśmy pod otwór. Przepakowaliśmy sprzęt i zanurkowaliśmy do jaskini. Naszym celem było dojście do wideł. Pomimo zalanego ponoru i tak finalnie docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - Unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|25 - 27 11 2016}}&lt;br /&gt;
Myśleliśmy, że będzie tor przeszkód, a tymczasem Melon (szef szkolenia jaskiniowego PZA) usadził nas w sobotę na dwanaście godzin na krzesłach (z godzinną przerwą obiadową). Po wysłuchaniu prelekcji o ocenie stanu zużycia sprzętu oraz o wadach dyneemy, przeszliśmy do dyskusji nad programem szkolenia. Zostało do niego wprowadzonych kilka zmian, które jednak zaczną obowiązywać po ostatecznym skonsultowaniu i zatwierdzeniu. W niedzielę wybraliśmy się na Górę Birów, gdzie w podgrupach wymienialiśmy się uwagami co do poszczególnych technik autoratownictwa. Miało to na celu ujednolicenie sposobu ich nauczania. Mieliśmy zajmować się tym do późnego popołudnia, na szczęście najpierw zaczął padać deszcz, a potem śnieg. Uruchomiło w Melonie litość i po dwóch czy trzech wykonaniach każdej z technik zostaliśmy przedwcześnie zwolnieni do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek: Pierwszy dzień przesiedzieliśmy w hotelu w Podlesicach i wymyślaliśmy co by tu jeszcze (spieprzyć) ulepszyć w systemie szkolenia kursantów. W niedzielę udaliśmy się na Birów celem unifikacji i metod autoratowniczych, które w opadach deszczu i śniegu zakończyliśmy cali i zdrowi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FUnifikacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers jaskiniowy Jasny Awen - Nad Kotliny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|26 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszym celem było pokonanie krótkiego lecz nie zbyt łatwego trawersu jaskiniowego Jasny Awen – Nad Kotliny. Na nasze szczęście jakaś grupa grotołazów (STJ) szykowała się do przejścia trasy Nad Kotliny – Śnieżna więc odpadło nam poręczowanie Zlotówki. W Jasnym Awenie niespodzianką o tej porze roku okazał się spory korek śnieżny. Po przekopaniu się przez śnieg dostaliśmy się niżej. Zacisk Bumernag nie nastręcza trudności.  Do starego spita na drugiej studni ledwo daje się wkręcić plakietkę więc trochę improwizujemy. Potem jeszcze krótka wspinaczka i kluczowy zacisk.&lt;br /&gt;
Jasny Awen i Nad Kotliny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - Speleokonfrontacje|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|19 11 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w spotkaniu KTJ PZA z przedstawicielami wypraw i klubów (Mateusz). Potem integracja towarzyska. W międzyczasie udało się mi nawet zrobić jedną drogę na wędkę na Górze Zborów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Udział w &amp;quot;LAWINACH&amp;quot; w Nowym Bytomiu|warsztaty w G7 - Barbara i Tadek Szmatłoch, Asia i Tomek Jaworski, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Łukasz Pawlas, Ola Rymarczyk, na prelekcjach - Ala Kucharska, Piotr Witkowski, Aga Szmatłoch-Witkowska, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Jola, Henryk Tomanek, Justyna, Zygmunt Zbirenda, Ryszard i Marzenna Widuch, Darek Rank, Bianka i Jurek Fulde|18 - 20 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na ściance w sobotę przeprowadziliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci, w których mogli się zapoznać z wspinaniem, wiązaniem podstawowych węzłów, udzielaniem pierwszej pomocy (wielkie dzięki dla ratowników medycznych, którzy poprowadzili ćwiczenia) oraz pokonaniem slacka (dzięki Ania!). Wieczorami przebywaliśmy w MCK i kinie &amp;quot;Patria&amp;quot; na filmach i prezentacjach dotyczących działalności górskiej. Jak zwykle była bardzo sympatyczna atmosfera a organizatorzy stanęli na wysokości zadania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek + osoby towarzyszące|18 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że piątek miałem wolny zabieram się po raz kolejny w góry z moimi znajomymi strażakami na szybki spacer.&lt;br /&gt;
Przejazd jak ostatnim razem do Węgierskiej Górki i start na Baranią Górę ale tym razem czerwonym szlakiem, który zawsze wydawał mi się jakiś taki nijaki i wolę podchodzić zielonym a następnie czarnym na ostatnie podejście przed szczytem.&lt;br /&gt;
To co odróżniało ten wyjazd od ostatniego to to, że tym razem dostałem do poprowadzenia(czasem było odwrotnie) czworonożnego towarzysza. Po zejściu/zbiegnięciu już nie było dla mnie tajemnicą dlaczego 3 letni owczarek niemiecki wabi się Bolt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała choć świecące słońce poprzez wiejący dość mocno wiatr nie dawało tyle ciepła ile powinno. Trasa 26.2km w nieco ponad 4h30min. Czasem dobrze jest się porządnie zmęczyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
Zimowe przejście Śnieżnej. Dotarliśmy na Suchy Biwak, choć z dwiema próbami samobójczymi po drodze. Z jaskini wychodzimy wprost w najczarniejszy koszmar instruktora - śnieżna zawieja, świeży opad od łydek po kolana, noc, widać na 50 m. Brakowało tylko huraganowego wiatru i mgły, w której własnej ręki nie widać. W każdym razie, nawet bez tego, uprzęże ściągamy już pod samochodem (warstwy na tym etapie: koszulka termoaktywna, na niej polarek, na nim kamizelka puchowa, dalej kombinezon, na nim obszerny polar i na koniec kurtka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisanie właściwego opisu zastrzegł sobie Sylwester:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Aż po tysiącach prób&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez przeraźliwą biel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opłacił się nasz trud&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osiągnęliśmy cel”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiatr wył zawzięcie podrywając wciąż do góry tysiące maleńkich płatków śniegu, które w swym szaleńczym tańcu przysłaniały wszystko wokoło. Kilka szarych sylwetek sunęło pośród tej zawieruchy wypatrując śladów szlaku na gołych już od dłuższego czasu drzewach. O dziwo nie szło im źle. Postojów nie był zbyt wiele, a coraz bardziej strome podejścia gwarantowały utrzymanie odpowiedniej ciepłoty ciała. Na końcu, jak zwykle, ciągnąłem się ja, ale nawet nie byłem jeszcze skory do narzekania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po jakiś 2 godzinach przedzierania się przez Dolinę Małej Łąki doszliśmy wreszcie na Głazisty Żleb u podnóża Mnichowych Turni. Dotarłszy na skraj Niżnej Świstówki zostawiliśmy główny szlak na rzecz slalomu między łysą kosodrzewiną. Niżnia Świstówka… zwykła niecka usiana krzakami między Wielką Turnią a Mnichowymi Turniami, fachowa nazywa to ‘cyrk lodowcowy’. „Cyrk to się dopiero zacznie”- wówczas pomyślałem. Brnąc miejscami w śniegu nawet po kolana doszliśmy do progu, jego „pierwszy schodek” nie wydawał się trudny, ale szybko zemścił się na moich goleniach i kolanach za tę lekceważącą go myśl. Miejscami wchodząc na czworaka udało mi się wraz z resztą uporać się z tą trudnością , ale właściwy próg był dopiero przed nami…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzuciłem na przeciwnika mym analitycznym okiem. „Ok., pomalutku, powolutku, na pewno się uda” . Nie chcąc zostać zbyt daleko z tyłu, poczłapałem za resztą naszej drużyny, która zdążyła zacząć podejście beze mnie. Najpierw ukosem w prawo, później w lewo. Iwona wspaniałomyślnie, widząc moje wcześniejsze problemy z utrzymaniem pionu na świeżym śniegu, użyczyła mi jednego ze swoich kijków trekkingowych. Zabezpieczony w kijek i idąc śladami towarzyszy poczułem się zbyt pewnie i o mało nie przypłaciłem tego zdrowiem, jeśli nie życiem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdzieś w połowie wysokości progu zrobiło się stromo, a nasza ścieżynka niebezpiecznie się zwężyła. Mateusz, bacząc na niebezpieczeństwo, czekał na wszystkich po drugiej stronie przewężenia. Karol hop, Iwona hop, moja kolej. Wszyscy na mnie patrzą, a ja sobie myślę” Pfff! Zrobię dwa kroki i po wszystkim. Wielkie mi mecyje.” Okazało się ,że pomyliłem się nawet w liczbie kroków… Po dwóch byłem dopiero w połowie i trzeci krok miał być tym ostatnim, gdy nagle czuje jak mi śnieg obsuwa się spod lewego buta - „spoko, już tak bywało”. Ale zaraz potem obsuwa mi się również spod prawego („O-oł!”) i zanim zdążyłem mrugnąć leżałem brzuchem na śniegu i zsuwałem się w dół niezdarnie próbując zaczepić się czegokolwiek. Życie mi nie stanęło przed oczami. Mój umysł zajął się szybką analizą szans na przeżycie. :D W ułamku sekundy przed oczami stanął mi rezultat analizy- 50% szans na zgon ; 50% szans na przeżycie , ale z dość niefajnymi obrażeniami. Na szczęście Iwona, stojąca najbliżej mnie, zdążyła w ostatniej chwili wyciągnąć ku mnie swój kijek i dzięki temu udało mi się wyhamować. „ Głupcy mają szczęście” – pomyślałem zaraz po zatrzymaniu. Z pomocą Iwony i Mateusza udało mi się z powrotem stanąć na nogi i od tej chwili obiecałem sobie, że bardziej będę uważał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkanaście minut po moim cudownym ocaleniu osiągnęliśmy skraj Wyżnej Świstówki i odbijając w prawo wreszcie znaleźliśmy się pod Jaskinią Śnieżną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieranie się w takiej pogodzie to samo w sobie sport ekstremalny. Jeszcze chwile wcześniej byłem lekko zgrzany, by zaraz potem dygotać z zimna i modlić się o jak najszybsze wejście do przytulnej, ciepłej jaskini, która jawiła mi się wówczas niemal jak miejsce wszelkiej szczęśliwości. „Miejsce wszelkiej szczęśliwości” powitało nas już na wstępie mroźnym oddechem z głębi swej czeluści. Wchodziliśmy w następującej kolejności: Karol, Mateusz, ja, Iwona. Karol poręczując zapewne bardzo szybko się rozgrzał, reszcie z nas zajęło to niestety znacznie więcej czasu. Z początku, oczekując na zwolnienie kolejnych przepinek na lodospadzie, nie potrafiłem powstrzymać się przed wystukiwaniem na zębach „Czterech pór roku” Vivaldiego (dobrze zgadujecie - „LʼInverno” ;D ). Ale im głębiej, tym robiło się cieplej aż po jakiś 3 godzinach już całkiem było mi ciepło i przyjemnie. Odzyskałem czucie w kończynach, którego brak wcześniej trochę mnie martwił. Moja kolej poręczowania też mi w tym wymiernie pomogła&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najbardziej widowiskowy moment eksploracji Śnieżnej to moim zdaniem zjazd 60 metrową Wielką Studnią. Taaaaka wielka przestrzeń pod ziemią, która powstała w sposób naturalny – niesamowite! Bardzo ciekawy był również Wodociąg. Przemierzanie go sprawiło mi dużo frajdy. Czas jednak zaczął nas szybko gonić i do wyznaczonego celu tzn. Suchego Biwaku musieliśmy już dość mocno zagęszczać ruchy. Po drodze spotkaliśmy jednak parę grotołazów, z którymi ucięliśmy sobie krótka, ale miłą pogawędkę. Oni zapewne chcieliby dłuższej pogawędki, bo jak to określił Mateusz” byli spragnieni towarzystwa”, ale my, jak już wcześniej wspomniałem, musieliśmy być żwawi w kroku. Na Suchym Biwaku kilka minut odpoczynku i szuu! W drogę powrotną. O jak cieplutko było! Jak miło było się zgrzać wychodząc! Już zapomniałem, jak zimno jest na zewnątrz, ale doszliśmy w końcu do Lodospadu i sobie w mig przypomniałem. Znów zaczęło wiać , no i śnieg jeszcze w jaskini ostudził mój entuzjazm dosłownie i w przenośni. Karol deporęczował i w sumie nie miał najgorzej. Wiadomo, umęczył się pewnie jak dzik, ale przynajmniej wychłodził się jako ostatni. Chcę w to wierzyć. ;) Ja i Iwona w oczekiwaniu na niego i Mateusza zdecydowaliśmy się nie wychodzić na zewnątrz tylko przycupnąc w przedsionku. Gdy nadszedł wreszcie moment wyjścia na zewnątrz to, nie zawaham się użyć tego określenia, była to trauma. Ciemno, znowu śnieżyca, znowu zamrażalka, i znowu przestałem czuć pewne części ciała . Postanowiłem się w ogóle nie przebierać, miałem nawet wątpliwości, czy to możliwe ze względu na sztywne jak skorupa gumiaki – nie wierzyłem , że będę w stanie je ściągnąć. Narzuciłem tylko kurtkę, kaptur na głowę i czekałem na pozostałych. Zebraliśmy się dość sprawnie i ruszyliśmy w dół. Było po 21. Cały sprzęt zostawiliśmy na sobie w nadziei na znalezienie liny, która miała być gdzieś zawieszona po lewej stronie pamiętnego progu i pomóc nam w szybkim i bezpiecznym zjeździe na dół. Udało się, znaleźliśmy ją. Zjechaliśmy i sunąc szybko przez Niżnią Świstówkę doszliśmy do żółtego szlaku. Sypało non stop. Mnie osobiście trudno było utrzymać równowagę na obsuwającym się pod nogami śniegu i co rusz wywalałem się albo do przodu, albo do tyłu. Na szczęście bez większych konsekwencji poza narastającą irytacją i oglądaniem coraz odleglejszych świateł czołówek moich towarzyszy. Sypiący śnieg często odbijał światło mojej własnej czołówki mamiąc mnie nadzieją, że widzę już światła cywilizacji. Och, jak okrutnie naigrywała się aura ze mnie tamtego dnia! W tym wszystkim brakowało mi tylko spotkania z Wielką Stopą, czy innym Yeti. Idealnie by się wkomponował w atmosferę wówczas panującą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do cywilizacji dotarliśmy dopiero po północy, ale to nie był koniec naszej wyprawy. Ona wciąż trwa, wraz z kolejnymi planami i paroma nauczkami na przyszłość, pcha nas ku kolejnym miejscom, do których nasze nogi nie zdążyły dotychczas powędrować. Ale powędrują!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
CDN. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„I warto było iść&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do góry wciąż się piąć&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
By z sobą wreszcie być&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
By przestać karki giąć”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - M. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze w piątek rano przeglądam kamerki internetowe w polskich górach i uznaję, że Małe Skrzyczne wygląda niczego sobie. Zapada więc szybka decyzja na wyjazd. Podchodzimy leśnymi duktami z doliny Malinowa. Cóż fok nawet nie założyliśmy, ale nie mogłem sobie odmówić co prawda krótkiego ale zawsze zjazdu ze szczytu M. Skrzycznego. Na szczęście górny odcinek jest mocno trawiasty więc nie pokaleczyłem nawet nart, choć do normalnych warunków trzeba jeszcze kilkunastu centymetrów białego. Ala nie była tak mocno wygłodniała jak ja i decyduje się schodzić z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dobicie udajemy się jeszcze na Biały Krzyż - tam otwarli już wyciąg. Na Białym Krzyżu poszaleć się nie da, ale można się już delikatnie przyzwyczaić do desek przypiętych do nóg i mroźnego powiewu na twarzy:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze- Śnieżka - Czarna Kopa - Skalny Stół|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za namową Asi dałem się wyciągnąć ponad 300km w kierunku przeciwnym do tego do jakiego zdążyłem się ostatnio przyzwyczaić. I zamiast w Tatry jedziemy w Karkonosze z zamiarem wejścia na Śnieżkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O zarezerwowaniu noclegu przypomniałem sobie w czwartek wieczorem przed długim weekendem. Po wykonaniu około 30 telefonów do hoteli, pensjonatów, willi, i prywatnych kwater udaje mi się znaleźć pokój w samym centrum dosłownie 3 minuty drogi od głównego deptaku w Karpaczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu jesteśmy w piątek wieczorem, gdzie w drzwiach wita nas przemiła Pani informując nas o wszystkich rzeczach jakie powinniśmy wiedzieć przebywając w Karpaczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano wychodzimy na szlak, który początkowo biegnie chodnikiem co po opadach śniegu z dnia poprzedniego i ujemnej temperaturze panującej w nocy sprawia, że idzie się dość czujnie i powoli. Dochodzimy wreszcie do wejścia na teren parku położonego na czarnym szlaku nieopodal Dzikiego Wodospadu, kupujemy bilety i udajemy się do góry. Na czarnym szlaku, którym idziemy leży warstwa śniegu, widoczność w niższych partiach może na 100m. &amp;quot;Chwila&amp;quot; marszu i jesteśmy w schronisku Dom Śląski. Nazwa okazuje się prawdą ponieważ na paragonie widnieje informacja, że firma zarejestrowana jest w Katowicach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkiej przerwie w mocno zatłoczonym schronisku wychodzimy na zewnątrz a tam... tłumy ludzi, wieje jak diabli a widoczność jeszcze gorsza. Przechodząc obok ludzi, których włosy, brwi i rzęsy a u mężczyzn również brody i wąsy pokryte są grubą warstwą zmrożonego śniegu zastanawiam się skąd oni wracają(ja po zejściu tak nie miałem). Od schroniska czerwonym szlakiem idziemy na szczyt i po chwili jesteśmy na Śnieżce. Spędzamy tu tylko chwilę ponieważ i tak nic nie widać a wszędzie tłumy ludzi. Kontynuujemy więc marsz czerwonym szlakiem przez Czarną Kopę, aż do Sowiej Przełęczy skąd niebieskim wchodzimy na Skalny Stół i dalej schodzimy żółtym do połączenia z zielonym biegnącym z Budnik do Szerokiego Mostu i nim do centrum. Całość trasy to ponad 27km w nieco ponad 6h i przewyższeniem 1290m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę udajemy się coś zjeść(jeżeli Kogoś interesuje gdzie NIE JEŚĆ w Karpaczu można mnie spytać) i w niedzielę przed południem opuszczamy słoneczny w ten dzień Dolny Śląsk wracając do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fsniezka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Chuda|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Chuda znajduje się na wierzchowinie Rysiej Góry na pn. – zach. od Trzebniowa. Posiada 3 otwory. Całkiem fajna jaskinia. Z sali Barokowej pomagając sobie liną osiągamy salę Naciekową. Dość dużo przestrzeni. Jaskinia kończy się korytarzem wchodzącym w zawalisko. Na powierzchnię wychodzimy drugim otworem po przeciwnej stronie skały. Na dworze prószył śnieg więc rozpalamy ognisko i do szybko nadchodzącego zmierzchu przy nim spędzamy reszki krótkiego, jesiennego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu 3 zdjęcia z przed otw.: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FChuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|6 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późny wypad na Baranią Górę. Na szlak weszliśmy o godzinie 13. Startujemy z Czarnej. Od samego początku było mgliście, wilgotno i błotniście, później deszczowo. Szlak bardzo ładny, choć miałabym więcej okazji się nim pozachwycać, gdybym nie musiała patrzeć pod nogi i szukać kamieni wystających z błota i kałuż. Sporym urozmaiceniem były napotkane barany z różowymi czuprynami. Do schroniska dochodzimy jeszcze nie przemoczeni. Tam przerwa na jedzenie. Dalej szlak zamienił się w potok. Miejscami wyłożony palami. Miejscami pale pływały w wodzie (UWAGA! ,,pływające&amp;quot; pale nie różnią się od tych ,,stałych&amp;quot;, można je rozpoznać dopiero po nadepnięciu, kiedy woda przeleje się do buta górą). Szczyt nie wywołał u mnie specjalnych emocji, raczej wolałam się nie zatrzymywać i nie wychładzać wody w butach, ale żeby nie było, że tylko malowane barany zostały obfotografowane, sobie też zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie na szczycie. Szlak prowadzący w dół, również był skryty pod potokiem. Zanim zeszliśmy do asfaltu musieliśmy wyciągnąć czołówki. Zaczął padać śnieg, który po czasie przemienił się w deszcz i pod górę do samochodu szliśmy już całkowicie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miło było wybrać się w góry po tych wszystkich mokrych jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia malowanych baranów i zamglonego szczytu tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbaraniagora &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 11 2016}}&lt;br /&gt;
Szybki spacer Lipowa - Skrzyczne - Malinowska Skała - Lipowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|29 - 30 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, dołączam do Speleoklubu Bielsko-Biała i uczestniczę w trzydziestym Maratonie Jaskiniowym. W ciągu około 17 godzin odwiedzamy 32 obiekty (w tym kilkanaście jaskiń) na Jurze. Szczegółowy opis już wkrótce. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmaratonjaskiniowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|1 11 2016}}&lt;br /&gt;
Kuźnice - dol. Kondratowa - przełęcz pod Kopą - Kasprowy Wierch - Murowaniec - Boczań - Kuźnice. Wspaniały dzień na przechadzkę, na szlakach spotykamy pojedyncze osoby. Bez słońca, ale i bez wiatru. Śnieg w ilościach drobnych, akurat korzystnych dla kolan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chiny - eksploracja jaskiń w prowincji Hubei|Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Stanisław Wasyluk, Agata Klewar (KKTJ); Sylwia Solarczyk (ST); Krzysztof Recielski (SW); Sławomir Parzonka (WKGiJ); Robert Matuszczak (WKTJ); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i w roli tłumaczy Kaja Kałużyńska (SŁ) oraz Paweł Maciejewski (niezrz.)|7 - 29 10 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w kolejnej wyprawie. Szerszy opis w swoim czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Centralne Manewry Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|21 - 23 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weekend spędzamy na etapie tatrzańskim centralnych manewrów autoratownictwa jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Witowa przyjeżdżamy w piątek wieczorem. Pogoda nie rozpieszcza, ale po obozie centralnym nie robi to na nas wrażenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano odprawa i ze względu na panującą pogodę wszystkie trzy małe ekipy udają się do jaskini Czarnej. Grupa, w której przypadło mi być miała udać się do Partii Królewskich od kraty, poprzez obejście Komina Węgierskiego. Od tego miejsca realizujemy założenia przekazane przez instruktora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kolei wykorzystujemy techniki autoratownicze transportując &amp;quot;rannego&amp;quot; w stronę otworu. Przy kolejnych odcinkach zamieniamy się rolami aby każdy mógł przećwiczyć jak najwięcej technik. Do otworu docieramy przed założonym czasem w związku z czym postanawiamy sprowadzić poszkodowanego od otworu do przebieralni poniżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy razem spotykamy się na bazie wieczorem, omawiamy dzisiejszy dzień i planujemy następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wszyscy razem udajemy się do jaskiń Kasprowa Średnia i Kasprowa Wyżnia. Tam po zmianie instruktorów w ekipach, ćwiczymy dalej techniki autoratownictwa. Na niebie świeci słońce, ale jego ciepło jest prawie w ogóle nieodczuwalne przez wiejący dość mocno wiatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia kończymy około 1400 i rozjeżdżamy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Aktywnie na Jurze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2016}}&lt;br /&gt;
Dzień spędzam na jurze wysilając się umysłowo i fizycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Troszkę biegu, marszu, nawigacji i jak by mogło być inaczej z wejściem do jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nie rozpieszczała tego dnia ale nie było takiej potrzeby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina i Karina (os. tow)|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babski wypad w góry. Dla koleżanek ,,niechodzących&amp;quot;. Na dobry początek wybrałam Skrzyczne. Ruszyłyśmy ze Szczyrku zielonym szlakiem. Schodziłyśmy niebieskim, biegnącym wzdłuż kolei liniowej. Pogoda jak na specjalne zamówienie. Podchodziłyśmy w krótkich rękawkach. Turystów sporo, ale na szczęście udało się nam na szczycie znaleźć kawałek ustronnego lasu i zrobić piknik. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji tego, że nie jechaliśmy na rajd w piątkowy wieczór przyjmuję propozycję wyjazdu w sobotę do Węgierskiej Górki ze strażakami mającymi w tym dniu ćwiczenia kondycyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, towarzystwo również. Co prawda bez zaliczenia szczytu Baraniej Góry ale jak najbardziej dzień należał do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
Plany na sobotę były zupełnie nie wspinaczkowe. Na szczęście już o 10 rano plany trafił szlak i po ekspresowych choć bezskutecznych poszukiwaniach ekipy do wspinu, jedziemy we dwójkę do Podzamcza sprawdzić czy może tam podziali się wspinacze. Cóż, to co zaobserwowaliśmy budzi zdziwienie oraz strach w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
Nawet na podzamczańskich skałach wspinaczy praktycznie brak. Obchodząc większość skałek przy zamku spotykamy łącznie około 10 osób (nie licząc kilku turystów). Nadal tajemnicą pozostaje więc miejsce ukrycia polskich wspinaczy, bo przecież nie przerzucili się chyba na speleologię...&lt;br /&gt;
Postrach natomiast wzbudziła dwójka męska, która ochoczo wspinała się na skały pomijając powszechnie znane zasady kultury wspinaczkowej włączając w to puszczoną przez nich muzykę z głośników bezprzewodowych oraz kamery ustawionej na ciągłe nagrywanie!&lt;br /&gt;
Na szczęście chłodny wiatr oraz brak pary w przedramionach wywiał cudaków spod skały dość szybko.&lt;br /&gt;
A co do samego wspinania, to straciłem niepotrzebnie trochę czasu na próbach na drodze &amp;quot;Ani gniady nie da rady&amp;quot;, gdyż droga okazała się być zupełnie mokra na ostatnich przechwytach. Przenosimy się więc na Adepta i tam pokonuję dość szybko m.in. drogę &amp;quot;997&amp;quot; za VI.2+/3, której cała trudność polega na wpinaniu ekspresów. Potem jeszcze kilka łatwiejszych i przyjemnych dróg. Pogoda piękna choć wiatr skutecznie mroził kości. Dzięki Ala za wytrwałość godną prawdziwego asekuranta:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa| &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki |12 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z dnia wolnego, udajemy się z Piterem na Jurę. W planie mamy Jaskinię Koralową i Wszystkich Świętych, jednak pogoda weryfikuje nasze plany - realizujemy tylko pierwszą część naszego planu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia piękna, jeszcze nie jest zbyt mocno zdewastowana. Z Sali Wejściowej, przez Gotycką i Pochyły Korytarz docieramy do Sali Zawaliskowej, której odwiedziny to jedna z najkrótszych wizyt w których brałem udział - ilość pęknięć stropu przeraża, to co leży na ziemi także nie poprawia samopoczucia. &lt;br /&gt;
Wracamy na WAR, z asekuracją Pitera zdobywam szczyt, tworząc kilka nowych technik we wspinaczce plugawej, odrażającej wizualnie, technicznie dramatycznej. Ale skutecznej, dzięki czemu docieramy do Sali MGG i po chwili kierujemy się w stronę wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zewnątrz wita nas ulewa, podejmujemy decyzję o powrocie do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fkoralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, instruktorzy i grotołazi z różnych klubów|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspominając zeszłoroczny obóz byłam nastawiona na ciężkie, długie, ciekawe i niestandardowe akcje. Pogoda zweryfikowała nasze plany. Wiedzieliśmy, że może popadać trochę śniegu, ALE miał stopnieć! Nie spodziewaliśmy się, że w ciągu paru godzin od naszego przyjazdu będziemy mogli ulepić bałwana, a pierwszą akcję rozpoczniemy torowaniem drogi do jaskini w śniegu po kolana... ( a jak się źle trafi to i wyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia odwiedziłam jaskinię Miętusią. Przez świeży śnieg dojście zajęło nam dużo więcej czasu niż zwykle. Powalone drzewa też zrobiły swoje (trzeba uważać, w okolicy otworu jest jeszcze dużo takich, które w każdej chwili mogą się przewrócić). Jak się spodziewaliśmy, przejście do Sali Bez Stropu było zalane, ale mieliśmy plan awaryjny w postaci zwiedzania Partii Nietoperzowych i kąpieli w Gotyckim Jeziorku, za którym zrobiliśmy bieg w bieliźnie do Zawaliska Wantul i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia pogoda bez zmian, w związku z czym wszystkie grupy działały razem. Dzień zaczęliśmy od wykładów unifikujących podstawowe techniki jaskiniowe, a następnie przeszliśmy do Doliny Lejowej, aby poćwiczyć wszystkie omówione elementy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia byłam w jednej z ekip odwiedzających jaskinię Czarną. W prawie całkowicie żeńskim składzie zrobiliśmy przejście całej jaskini. Mimo, że po raz kolejny znalazłam się w Czarnej (i po raz kolejny na trawersie) to miło wspominam tą akcję - trafiłam na zgrany zespół w którym każdy był chętny wykonywać kolejne poręczowania/ deporęczowania, a ja miałam okazję po raz pierwszy wywspinać Komin Węgierski. Całość przebiegła sprawnie dzięki czemu na bazie znaleźliśmy się o dość wczesnej porze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia w celu zagospodarowania nadmiaru energii, która nie mogła zostać spożytkowana na ciężkie akcje jaskiniowe,  wybraliśmy się na wycieczkę topograficzną. Instruktorzy zaoferowali nam dwie opcje. Zarówno Łukasz, jak i ja wybraliśmy tą samą. Zwiedziliśmy kawałek doliny Bystrej oraz poznazliśmy miejsca w których znajdują się otwory jaskiń Goryczkowej i Kalackiej. Wycieczkę zakończyliśmy szarlotką i gorącą czekoladą w schronisku na Kalatówkach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FItalia-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Clip: https://vimeo.com/187466765&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygoda zaczęła się na lotnisku w Dusseldorfie. Okazało się ze moje połączenie zostało zmienione i że zamiast jednej przesiadki mam dwie i do tego  do Denver muszę 2 razy nadawać bagaż. Po długiej podroży docieram do Denver. Po pierwszej nocy na terminalu na lotnisku ruszam do miasta gdzie po kilku godzinach wsiadam w autobus Greyhound do miasta Vail.  Małe zakupy, przepak i do Vail. Po dwóch godzinach docieram do tego miasta, które wypadło w moim przypadku jako miejsce przesiadkowe. Leży już w Rocky Mountains i w okresie zimy prężnie działa jako kurort narciarski. Stamtąd już miejscowym autobusem docieram w końcu do miasta docelowego jakim jest Leadville. To stare jak na rachubę w USA miasto i typowy klimat. Leadville leży już u podnóża Mt Elbert i Mt Masive, dwóch najwyższych szczytów Gór Skalistych które były moim  głównym celem. W Leadville, nocleg w hostelu i na następny dzień zaopatruję się w jedzenie na kilka dni. Z Leadville drałuję z buta do campingu około 11 mil. Chciałem łapać stopa ale stwierdziłem ze zrobię to w drodze powrotnej. Po jakichś 5 godzinach marszu, najpierw wydłuż Highway, potem już w lesie lokalną droga dochodzę do Elbert Creek campground. Tu przykra niespodzianka. Jako że już przed wyjazdem w czytałem o tym miejscu i planowałem tu spędzić ze 4 noce, miało to być miejsce z dostępem do wody pitnej, jedyne w tamtej okolicy. Pojawił się problem kiedy okazało się na miejscu ze pompa wodna jest zepsuta. Ponieważ woda ze strumyków była zanieczyszczona w zasadzie zostałem bez wody bo cały zapas zużyłem na drogę z Leadville. Jedynym wyjściem z sytuacji było uzbieranie wody od ludzi, którzy schodzili z gór. Taktyka okazała się 100% skuteczna. Po paru godzinach uzbierałem ok 10 litrów wody pitnej co pozwoliło tam zostać i przetrwać 3 dni. Dowiedziałem się również ze nadchodzi zmiana pogody, wcześniej niż to przed kilkoma dniami zapowiadano. Dotarłem na camping we poniedziałek, pogoda miała być jednak dobra nie do piątku, tyle planowałem wstępnie tam zostać, lecz tylko do środy. Biorąc pod uwagę kłopoty z dostępem do wody, i małe zapasy jedzenia, zdecydowałem się na pójście we wtorek na Mt Elbert, we środę na Mt Massive i potem się ewakuować  z powrotem do Leadville. Pogoda do środy była cudna. Prawie zero wiatru, słonecznie i bez chmur, jedynie w nocy lekko na minusie. Udaje się wyjść na obydwa wierzchołki. Droga technicznie nie posiada trudności. W kość daje słonce, wysokość i odległość. Szczególnie na Mt Masive. Z campingu na szczyt i z powrotem to ok 14 mil. Zgodnie z prognozami już podczas schodzenia powoli zaczęła się psuć pogoda. Jakby uciekając trochę przed burzą po dotarciu do namiotu likwiduję całe obozowisko i próbuję złapać stopa do Leadville. Udaje sie to dość szybko i jeszcze tego samego dnia wieczorem jestem z powrotem w miescie. Tu śpię jeszcze  3 noce bo dopiero w niedzielę mam wylot. Jednego dnia robię jeszcze spacer nad Turquise Lake oddalone kilka mil od miasta. W sobotę rano podobnym połączeniem autobusowym docieram z powrotem do Denver, tam śpię jedną noc by następnego dnia popołudniu dostać się na lotnisko. Podroż powrotna przebiegła sprawnie i bez problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy.  Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Liga_badmintona_2016&amp;diff=6940</id>
		<title>Liga badmintona 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Liga_badmintona_2016&amp;diff=6940"/>
		<updated>2016-10-19T05:26:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;'''Rudzka Amatorska Liga Badmintona - 2016'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Aktualności''':&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
11 października wystartowała liga. Tu będą się pojawiać informacje związane z rozgrywkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prosimy zawodników o przyjście kilkanaście minut przed godziną dziewiętnastą by mieć czas na ogólną rozgrzewkę bo później zostaje mniej czasu na grę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Media:Mecze.pdf|Mecze]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyniki - [[Media:Wyniki.pdf]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tabela - [[Media:Klasyfikacja.pdf]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Regulamin rozgrywek'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Organizatorem rozgrywek jest Uczniowski Klub Sportowy „Gimnazjum 7” Ruda Śląska przy współpracy z Miejskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Rudzie Śląskiej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Cel – sport i rekreacja młodzieży i dorosłych, popularyzacja badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. System rozgrywek: „każdy z każdym” &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Do rozgrywek mogą przystąpić osoby mieszkające lub pracujące (uczące się) na&lt;br /&gt;
terenie Rudy Śląskiej. Organizatorzy mogą żądać potwierdzenia tej informacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Uczestnictwo:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- W turnieju mogą brać udział wszyscy, którzy nie byli klasyfikowani w rankingu Polskiego Związku Badmintona&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Uczestnicy poniżej 18 roku życia zobowiązani są posiadać pisemną zgodę&lt;br /&gt;
rodziców&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Zawodnicy startują na własną odpowiedzialność i nie mają przeciwwskazań&lt;br /&gt;
lekarskich&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Każdy uczestnik turnieju powinien posiadać własną rakietę. Organizator&lt;br /&gt;
zapewnia lotki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Każdy startujący wypełnia stosowne oświadczenie akceptujące regulamin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Wpisowe do ligi wynosi 60 zł&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpłaty należy dokonać do dnia 9 października 2016 na konto:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gimnazjum nr 7, 41-710 Ruda Śląska ul. Obr. Westerplatte 2a&lt;br /&gt;
50 1050 1214 1000 0023 5599 5057  z dopiskiem „liga badmintona” oraz imię i nazwisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Młodzież i pracownicy Gimnazjum nr 7 zwolnieni są opłat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. W rozgrywkach nie ma podziału na kategorie wiekowe i płeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Zawodników obowiązuje strój sportowy oraz obuwie nie rysujące nawierzchni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Organizatorzy nie biorą odpowiedzialności za rzeczy pozostawione w szatniach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
11. Termin i miejsce – hala sportowa Gimnazjum nr 7, Ruda Ślaska 10 (Wirek), ul. Obr. Westerplatte 2a, rozgrywki odbywać się będą w każdy wtorek od godz. 19.00 od 11  października 2015 .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
12. Rozgrywki odbywać się będą w grach singlowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
13. Zgłoszenia - do 9 października 2016 roku na nr tel.: 666 252 914 lub rkgdamian@poczta.onet.pl . Uiszczenie wpisowego w podanym wyżej terminie jest równoznaczne z zapisaniem na zawody.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W przypadku większej liczby zgłoszeń lista zostanie  zamknięta wcześniej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
14. Terminy poszczególnych meczy będą podane zaraz po zamknięciu listy startowej. Zawodnicy otrzymują numery startowe zgodnie z kolejnością zapisów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
15. Sędziowanie: zawodnicy sami sobie sędziują swoje mecze opierając się na przepisach PZB. Mecze rozgrywane będą do 2 wygranych setów (do 21 pkt. – kończący po przewagach – 30 pkt.). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16. O kolejności w rozgrywkach decydują:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	ilość zdobytych punktów&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	stosunek setów &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	stosunek gemów &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	wynik bezpośredniego pojedynku&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
17. Zawodnik za zwycięstwo otrzymuje - 2 pkt., za porażkę - 1 pkt., walkower - 0 pkt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
18. Nie stawienie się zawodnika w terminie podanych meczy jest równoznaczne z walkowerem (nie ma możliwości przekładania meczy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
18. Inne postanowienia :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w przypadku rezygnacji z rozgrywek wpisowe nie podlega zwrotowi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- prawo do interpretacji niniejszego regulaminu zastrzega sobie Organizator –&lt;br /&gt;
UKS „Gimanzjum 7” i  MOSiR w Rudzie Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- w sprawach spornych lub nie ujętych w regulaminie decydują Organizatorzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decyzje są ostateczne i nie podlegają zaskarżeniu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
19. Wyniki i tabele będą przedstawiane na stronie MOSiRu Ruda Śląska i RKG NOCEK&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
20. Dla zwycięzców przewidziane są dyplomy i puchary.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
21. W trakcie zawodów mogą być robione zdjęcia i publikowane na stronach www MOSiR i RKG „Nocek”. Akceptując regulamin uczestnicy zgadzają się na w/w działania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian Szołtysik&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Plik:Test.pdf&amp;diff=6934</id>
		<title>Plik:Test.pdf</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Plik:Test.pdf&amp;diff=6934"/>
		<updated>2016-10-18T06:50:02Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Plik:20161018073409629.pdf&amp;diff=6933</id>
		<title>Plik:20161018073409629.pdf</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Plik:20161018073409629.pdf&amp;diff=6933"/>
		<updated>2016-10-18T06:48:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: test&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;test&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Dla_Administrator%C3%B3w&amp;diff=6421</id>
		<title>Dla Administratorów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Dla_Administrator%C3%B3w&amp;diff=6421"/>
		<updated>2016-05-16T08:34:21Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* Ogólnie */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Ogólnie ==&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Specjalna:Zaloguj Logowanie]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Specjalna:Ostatnie_zmiany Ostatnie zmiany na stronie]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Instrukcja_edytowania_strony Instrukcja edytowania strony]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Specjalna:Prze%C5%9Blij Prześlij Plik]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Aktualizacje strony ==&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;amp;action=edit Edytuj wyjazdy z roku 2016]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;amp;action=edit Edytuj wyjazdy z IV kwartału 2015]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci&amp;amp;action=edit Edytuj aktualności]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_aktualno%C5%9Bci&amp;amp;action=edit Edytuj ostatnie aktualności na stronie głównej]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;amp;action=edit Edytuj ostatnie wyjazdy na stronie głównej]&lt;br /&gt;
* [http://nocek.pl/wiki/index.php?title=MediaWiki:Sidebar&amp;amp;action=edit Edytuj menu górne]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6299</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6299"/>
		<updated>2016-04-04T07:21:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6227</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6227"/>
		<updated>2016-03-08T11:56:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5979</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=5979"/>
		<updated>2015-12-28T07:04:37Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''27 12 2015''' - Beskid Śląski - Wielka Czantoria&lt;br /&gt;
* '''27 12 2015''' - Beskid Śląski - Czerwieńska Grapa&lt;br /&gt;
* '''26 - 27 12 2015''' - Beskid Śląski - górski rajd&lt;br /&gt;
* '''24 12 2015''' - Jura - Wielka Szczelina&lt;br /&gt;
* '''20 12 2015''' - Jura - jaskinie Rysia i Józefa&lt;br /&gt;
* '''11 - 14 12 2015''' - AUSTRIA: Wysokie Taury - skitury&lt;br /&gt;
* '''12 - 13 12 2015''' - Tatry Wys. - Rysy&lt;br /&gt;
* '''12 12 2015''' - Tatry Zach. - jaskinia Czarna&lt;br /&gt;
* '''06 12 2015''' - Beskid Żyw. - otoczenie dol. Bystrej&lt;br /&gt;
* '''05 12 2015''' - Jura - jaskinia Szczelina Piętrowa&lt;br /&gt;
* '''29 11 2015''' - Beskid Śląski - Czantoria nie co inaczej&lt;br /&gt;
* '''28 11 2015''' - Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5978</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=5978"/>
		<updated>2015-12-28T07:03:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Wielkiej Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|27 12 2015}}&lt;br /&gt;
Krótki rodzinny wyjazd by spalić świąteczne kalorie. Zw. na 4-latka w ekipie wjeżdżamy kolejką w stronę Wielkiej Czantorii, by zaliczyć wieżę widokową i niebieskim szlakiem zejść na parking do auta. Pogoda wiosenna, a nie zimowa. Jedynie szybko zapadający zmrok przypomina że to grudzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Czerwieńskiej Grapy|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;. Mniej więcej w tym samym czasie po Klimczoku kręcił się Rysiek Widuch z Marzenną|27 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;quot;Gdzie jesteś, co robisz?&amp;quot; - to prowokujące słowa Ryśka usłyszane w porannym telefonie. Jego przyśpieszony oddech jasno wskazywał, że już dawno jest na szlaku. Nie ociągając się zanadto szybko zbieramy się w drogę by choć trochę spalić nie potrzebne kalorie. Leżący raczej na uboczu rejon Czerwieńskiej Grapy wybrałem na cel poświątecznego spaceru. Z Kamesznicy na przełęcz Siodełko a potem bez szlaku na ową Grapę i dalej także bez szlaku na Wielki i Mały Żar (fajne skałki na szczycie). Dalej na przełaj do wciętej dolinki potoku Sikorczany. Ten odcinek wymagał trochę sprężu (przeskakiwanie po kamieniach w potoku, tudzież ostre pnącza pod nogami). Zataczając pętlę od północy wracamy do auta. Pogoda jak na grudzień niemal letnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/CzerwenskaGrapa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - beskidzki rajd|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|26 - 27 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł Piotra odnośnie weekendowego wyjazdu w góry, który padł na klubowej wigilii zrealizowaliśmy tak szybko jak się tylko dało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako, że trasę wymyślałem na szybko wybór padł na Beskid Śląski. Wyruszyliśmy z Brennej na Błatnią skąd udaliśmy się niebieskim szlakiem nad jezioro Wielka Łąka. Spod zapory ruszamy żółtym szlakiem na Szyndzielnię(tu oglądamy bardzo dobrze widoczne tatry zachodnie) i dalej na Klimczok. Z Klimczoka schodzimy na przełęcz Karkoszczonkę na nocleg Do Chaty Wuja Toma wcześniej jedząc bardzo dobry obiad. Pomimo, że jest to drugi dzień świąt na szlaku tylu osób jeszcze tu nie widziałem nawet w letnie weekendy. Ale chyba nie ma się co dziwić skoro 26 grudnia temperatura w nocy wynosi 6 stopni a w dzień 12. W niedzielę rano wstajemy i po śniadaniu udajemy się w dalszą drogę czerwonym szlakiem na Kotarz. O godzinie 10 termometr znów wskazuje magiczne 12 stopni. Za Kotarzem decydujemy o zejściu niebieskim szlakiem do Brennej i zakończeniu wycieczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Były rzeczy, których nie było i nie było w planach rzeczy, które były ale za to wypad bardzo udany :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka nic nie znaczących liczb: dystans za oba dni 31,2km w czasie lekko ponad 8h(bez noclegu) gdzie po drodze całkowicie pod górę było 1731m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Link do albumu ze zdjęciami:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/2627122015Beskid?authkey=Gv1sRgCJ37iNDl86mmQQ# &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Wielka Szczelina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|24 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień wigilijny wcale nie przypominał zimy. Ciepło i słonecznie. Na Cisowniku odwiedziliśmy Wielką Szczelinę. Nawet spora nora. Do zjazdu użyliśmy ok. 40 m liny. Potrzebne są również 4 karabinki (po drodze 1 hak i 3 plakietki). Na dole za dość ciasną szczeliną jeszcze spory kawałek dziury. Nazwa adekwatna do charakteru. Znaleźliśmy jeszcze Rozpadlinę lecz nie chcieliśmy się spóźnić na wigilijny wieczór więc będzie pretekst, żeby tu wrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaSzczelina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/24122015JWielkaSzczelina?authkey=Gv1sRgCNL37OTBz5SEdA#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia oraz Józefa|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Daniel Bula (Buli), Michał Wyciślik i siódmy uczestnik Joanna Przymus|20 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowem przewodnim wyprawy jest cyfra siedem. Za siedmioma górami (pagórkami), za siedmioma lasami (drzewami) szło siedmiu jaskiniowców do jaskini Rysiej i Józefa …cdn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek, dojeżdżamy do miejscowości Rodaki . Przed lasem parkujemy samochody, przebieramy się w jaskiniowe stroje wizytowe i ruszamy w drogę. Po paru minutach docieramy bez problemu (dzięki GPSowi Łukasza ) pod otwór Rysiej. Asia bierze worek i ucieka do dziury poręczować I studnię (jak się okazało zabrała nie ten worek co potrzeba). Po paru metrach pierwszy powitalny  uścisk z jaskinią i śpiewy, których nie można powtarzać. Opuszczając się wąskimi szczelinami i przechodząc wąskimi korytarzami docieramy do Katedry, gdzie czekamy na wszystkich, a raczej na odpowiedni worek z linami. Ruszamy w otchłań ciemnych korytarzy, szukając następnych przeżyć. Podczas przeciskania się przez jakąś szczelinę spadam  z dwóch metrów prawie na Michała, na szczęście bez konsekwencji. Docieramy do Prasy, gdzie pewna osoba, której nie da się okiełznąć (wszyscy wiemy, że chodzi o Asię), znów rwie się do poręczowania II studni. No i tu czas płynie szybko, a kolejka do zjazdu się wydłuża. Jako trzeci przechodzi Buli, chcąc małą  szczelinę poszerzyć swoim wątłym ciałem, ale skała nie ulega urokowi  Bulego. Podczas czekania, kiedy Buli randkował w II studni ,nastąpiło skrócenie kolejki o dwóch uczestników (Piter i Emil), którzy postanowili pilnować wyjścia. Randkowanie w studni dopadło i mnie, ale dzięki podpowiedziom Łukasza udało się. Docieramy w pięć osób na Szczeliny „Naj”. Krótki odpoczynek i w drogę powrotną. Łukasz i ja deporęczujemy liny i docieramy do I studni ,gdzie utworzyła się kolejka jak w PRL-u. Emil przez 40 minut blokuje dopływ powietrza do jaskini, a my zaczynamy odczuwać lekkie wychłodzenie organizmu. Przesuwając miedzy sobą wór docieramy do wyjścia. Na powierzchni z łezką w oku żegnamy Emila i Pitera , którzy postanowili nas opuścić, zabierając ze sobą jeden wór z linami. My postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jaskinię Józefa, oczywiście znów nieokiełznana osoba bierze JEDNĄ linę i zaczyna poręczować . Po kolei wskakujemy do dziury. Asia będąc przy siódmym punkcie oznajmia nam z uśmiechem na ustach i radością w sercu, że do końca studni ASA (czy nazwa ASA to czasem nie przypadek?) brakuje około siedmiu metrów liny. Wycofując się z dziury i kończymy niedzielną przygodę na Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz cdn. Następnym razem, czyli za siedem miesięcy znów się tu wybieramy, ale tym razem trzeba się siedem razy zastanowić, ile zabrać ze sobą liny J , żeby znów móc wylewać siódme poty z siebie. &lt;br /&gt;
Ps. Było super fajnie w doborowym towarzystwie J.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20122015JRysiaIJozefa?authkey=Gv1sRgCICu4-KnsuLadQ&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Hohe Tauern - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Klaus B., Karin M.|11 - 14 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia wyjazdu ćwiczymy narciarską formę na sztucznie naśnieżonych stokach w Tyrolu - dokładnie w Fieberbrunn (tam ciągle jeszcze jesień, ale za to z pięknie wyglądającymi białymi nartostradami pośród zielonych zboczy gór). Ku naszemu zaskoczeniu robimy naprawdę sporo metrów podejścia, gdyż za każdym rogiem odsłania się nowy, świetnie przygotowany i zapraszający do dalszej wędrówki wyżej położony stok. Następnego dnia, przenosimy się w rejon narciarski Weißsee Gletscherwelt-Uttendorf (Wysokie Taury)co okazuje się strzałem w 10. Na miejscu zastajemy rewelacyjne zimowe warunki (dużo śniegu, bezchmurne niebo, pełne słońce/rozgwieżdżone noce, lekki minus na termometrze). Tam trzy dni pod rząd robimy tury, połączone z czasem dość wymagającymi zjazdami, na okoliczne  położone na ponad 3.000 n.p.m. szczyty (m. in. Stubacher Sonnblick, Granatspitze). Nasze wycieczki mają momentami bardzo alpejski przebieg - wymagają pokonania terenu &amp;quot;szczeliniastego&amp;quot; lodowca, wspinaczki skalnej itp., co czasami skutkuje zakończeniem wycieczki nieco pod docelowym wierzchołkiem. Podsumowując-bardzo udane otwarcie alpejskiego sezonu skiturowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki/Tatry Zachodnie - spacery/narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 - 13 12 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę po południu z Sopotni Wlk - Kolonii wchodzę na Rysiankę, gdzie do późna pracuję. Następnego dnia przemieszczam się do Doliny Salatyńskiej, gdzie trochę jeżdżę na wyciągu, a na koniec podchodzę kondycyjnie wzdłuż trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek (os. tow.)|12 - 13 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weekend spędzamy w tatrach. Z Rudy w piątek w nocy jadę po Tomka i lecimy do Kuźnic, gdzie jesteśmy sporo przed czasem więc po przygotowaniu plecaków krótka drzemka w samochodzie i chwilę po 5 wyruszamy na szlak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem docieramy do Murowańca, do którego nawet nie zaglądamy. Od schroniska podążamy czarnym szlakiem na Świnicką Przełęcz i przez Świnicę czerwonym udajemy się na Zawrat skąd schodzimy przez Murowaniec niebieskim aż do Kuźnic. Pogoda tego dnia nam nie dopisała. Na przemian deszcz i deszcz ze śniegiem co w połączeniu z już zalegającym śniegiem dało nieźle w kość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia wieczorem dojeżdżamy samochodem na parking na drodze prowadzącej do Morskiego Oka(nie odmawiając sobie po drodze wizyty w pewnej znanej restauracji) i udajemy się do schroniska na nocleg. Pomimo kiepskiej pogody w schronisku jest dość tłoczno ale z noclegiem nie ma problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rankiem wychodzimy na szlak i udajemy się na Rysy. Pogoda w moim odczuciu podobna do wczorajszej choć nie pada. Na szlaku nie jesteśmy pierwsi, Tomek jako ten bardziej doświadczony(mój chrzest z rakami i czekanem był w sobotę) idzie pierwszy po śladach osób idących przed nami i o dziwo po drodze i tak mijamy ludzi idących w zupełnie innym miejscu niż prowadziły ślady po których szliśmy my i szlak co mnie troszkę zaskoczyło. Ponownym zaskoczeniem była ilość osób przebywających na szczycie, na którym nie spędzamy nawet 5 minut i zaczynamy schodzić.  Na wysokości Czarnego Stawu pod Rysami zaczyna padać(i pada już do końca). Wiedząc, że w samochodzie mamy suche ubrania rezygnujemy z postoju w schronisku i udajemy się na parking. Tego samego dnia wracamy do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Maciej Dziurka (SDG), Kasia Jasińska|12 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę inny trawers w &amp;quot;drugą stronę&amp;quot;. Od N otworu przez Partie Wawelskie (dotarliśmy prawdopodobnie do Żłobistego Komina lecz z uwagi na brak dobrej możliwości ściągnięcia liny wróciliśmy do &amp;quot;tradycyjnej&amp;quot; trasy). Następnie do Szmaragda i do góry Smoluchem (Tadek wyłoił komin!). Węgra częściowo robimy obejściem. Dalej poszliśmy w stronę otworu lecz z dziury wychodzimy przez Partie III Komina drugim otworem zjeżdżając do podstawy ściany. Czas akcji - 7h. Na zejściu do doliny spotykamy zakopiańczyków idących do dziury. Bez przeszkód wracamy zgodnie z założonym planem do auta. W Tatrach już leży trochę śniegu lecz to wciąż jeszcze nie &amp;quot;zima&amp;quot;. Niemal wszystko się udało może z wyjątkiem błądzenia po Partiach Wawelskich oraz utraty aparatu fotograficznego przez Tadka. Jak by się przypadkiem znalazł to zdjęcia ukażą się w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - otoczenie doliny Bystrej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny i dość ciekawy szlak na poniekąd kondycyjną przechadzkę górską. Z doliny Bystrej na Lachowe Młaki, następnie przeciwną stroną doliny przez Juszczynkę (891) i Przypór (899) do doliny gdzie nieopodal leśniczówki zostawiliśmy auto. Przepiękna pogoda, lazurowe niebo i bardzo kontrastowe widoki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/06122015Bystra?authkey=Gv1sRgCMim--n7zs2OrwE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|06 12 2015}}&lt;br /&gt;
Szybki spacer trasą prawie jak poprzedniego dnia: Dolina Za Bramką - Łysanki - Przełęcz w Grzybowcu - Gronik. Pogoda niezła, warunki bardzo trudne (szlaki mocno zalodzone).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Stojny (TKN Tatra Team)|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
Szybki spacer trasą Dolina Za Bramką - Łysanki - Przełęcz w Grzybowcu - Przysłup Miętusi - Gronik. Pogoda niezła, warunki trudne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – Szczelina Piętrowa  i spacer z Mirowa do Bobolic| Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; i Kasia Mysiak|05 12 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczny wyjazd z odpowiednią proporcją ciorania do ładowania akumulatorów w grudniowym słońcu. Dla mnie był to pierwszy raz w tej jaskini i wcześniej sporo się nasłuchałam jaka to niby jest niewdzięczna. Pewnie z racji tego, że spore grono osób właśnie tutaj stawia swoje pierwsze taternickie nieporadne kroki. Muszę przyznać, że mnie bardzo ta dziura przypadła do gustu. Ponieważ zastosowaliśmy technikę „idziemy bez lin i zobaczymy co będzie” (cały ewentualnie potrzebny sprzęt taszcząc w worach), sporo było przeciskania, zapierania i drobnej wspinaczki. Ja akurat tego typu kontakt ze skałą bardzo lubię i sporo miałam przy tym radości. Asia jako nasz nawigator też miała z tego tytułu radochę, dodatkowo wzbogacając wycieczkę o różne geo-ciekawostki. Kasia, która postanowiła tego dnia z nami rozpocząć jaskiniową przygodę miała okazję zobaczyć jak to jest pokonać jaskinię bez użycia liny, jak i całkowicie _z_ (spotkaliśmy około dwunasto- lub dwudziestoosobową - coś z dwójką w każdym razie - grupę z Wa-wy). Łukasz doskonale sprawdził się jako żywa podpora i jak zwykle – niezawodne wsparcie techniczne. No a Piter… tego się nie da opisać, więc przytoczę jego własne słowa zamieszczone na pewnym portalu;) (mam nadzieję, że się nie obrazi:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Nie lubiłem tej jaskini, miałem do niej uraz, może dlatego że była jedną z moich pierwszych. Jak się dowiedziałem, że za cel naszej wycieczki została wybrana właśnie ona pomyślałem sobie ' no nie, zaś tam?' Aż tu nagle szok, niedowierzanie, łamiąca wiadomość! Przeprosiłem się dzisiaj z ową jaskinią, można w niej zobaczyć wiele ciekawych nacieków, spotkać wiele buł krzemionkowych, gdzieniegdzie ładnie przebijający się kalcyt. I ten Korytarz Bajkowy! Jaskinia jak najlepsza do ćwiczenia zapieraczki! Niby wymaga użycia liny, ale sprawny zespół obędzie się bez niej. Ogólnie polecam. Jednak osoby niedoświadczone powinny ją zwiedzać z osobnikami obytymi w poruszaniu się po jaskiniach, polecam! Aż dziw mnie bierze, bo jaskinia jaka była, taka jest, a tu taka odmiana postrzegania.”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedyne co, to okazuje się, że nie byliśmy w Korytarzu Bajkowym, a w Kryształowym. W każdym razie - ekstra!&lt;br /&gt;
Po wyjściu zastanawiamy się przez moment, co zrobić z resztą tego pięknego dnia i wybór w końcu pada na spacer od zamku w Mirowie do zamku w Bobolicach. Bardziej zawzięci zwiedzają jeszcze jaskinię Suchą, a ja kolejny raz uświadomiłam sobie jak słabo znam Jurę… ale co się odwlecze… może jeszcze kiedyś nadrobię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 - 29 11 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę rodzinna wycieczka w Dolinie Gąsienicowej. W niedzielę sam kondycyjnie wchodzę na grań Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria nie co inaczej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik|29 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na górę doliną Suchego Potoku, który w górnym odcinku posiada charakter dość stromego jak na Beskidy jaru. Czasem wskazane użycie rąk przy podchodzeniu. Przed dwoma laty podchodząc tu z nartami uciekliśmy na łatwiejszą drogę. Tym razem wydostajemy się do góry. Z Czantorii schodzimy na stronę czeską w stronę Nydka. Dalej dość długim trawersem podążamy na południe by osiągnąć ponownie główny grzbiet i czerwony szlak wiodący z Soszowa na Czantorię. Z szczytu schodzimy tymże szlakiem do auta w Ustroniu Polanie. Warunki już w miarę zimowe lecz o nartach za bardzo nie ma mowy (jedynie wzdłuż orczyka na szczycie Czantorii można spokojnie pojeździć). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|28 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wobec Zimy cierpliwość nie jest moją mocną stroną...Ruszyłam dziś z rana do Korbielowa na poszukiwanie warunków skiturowych. Co znalazłam: świetne warunki na podchodzenie-zaczynam z parkingu (trasa nartostradą) i kończę na szczycie. Jednakże już po drodze wiem, że zjeżdżać to za dużo dziś nie będę i czeka mnie znoszenie nart na dół. Ze szczytu do Hali Miziowej-ostrożnie, ale dało się zjechać (wychodzące zewsząd i hamujące roślinki). Dalej to już tylko walka by nie zniszczyć nart (lód, kamienie, jagody)-odpuściłam więc szybko. W górach spory ruch. Schronisko pełne. Spotykam kilku fanów wychodzenia na nartach i schodzenia z nimi na plecach, jednego zimowego kolarza, górskiego biegacza oraz tłumy spacerowiczów (akcja: wycieczka zakładowa, itp.). Podsumowując: Hurra-Zima!!! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Kaja Kałużyńska (SŁ), Jacek Szczygieł (KKS); Magdalena Słupińska, Mariusz Polok, Zbigniew Wiśniewski (KS Aven); Jerzy Zygmunt (SCC); Francesco Sauro z koleżanką Danielą; koledzy-przewodnicy ze Speleo Myszków pod przewodnictwem dzielnego Mateusza|22 11 2015}}&lt;br /&gt;
Dzięki ofercie Małego ze &amp;quot;Speleokonfrontacji&amp;quot;, udało mi się wkręcić na akcję do Wiernej. Jak na jurajskie warunki, jaskinia jest faktycznie niecodzienna. Zaobserwowaliśmy kilka nietoperzy, belemnitów i ramienionogów. O bułach krzemiennych i naciekach nie wspominam, bo trudno było ich nie zauważyć. Spostrzegawczy eksperci wskazali nam również zmiany osi wzrostu nacieków (ich pion przestał być pionem...). Mimo długiego oczekiwania &amp;quot;na klucze&amp;quot; i sporego tramwaju w jaskini, udany dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SPELEOKONFRONTACJE|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + masa ludzi|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
Udział w oficjalnym spotkaniu KTJ z przedstawicielami klubów, a następnie w części największej jaskiniowej imprezy w ciągu roku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|LAWINY'2015| Warsztaty w G7 - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Paweł Szołtysik, Ania Bil, Sławek Musiał, Ola Rymarczyk, Michał Chowaniec, Daniel Bula z Magdą, dzieci klubowe oraz kilka osób tow. Na krótko pojawili się Rysiek i Marzenna Widuch (dyr. G7)&lt;br /&gt;
MCK (oprócz w/w) - Wojciech Wyciślik, Tomasz Jaworski, Henryk i Monika Tomanek, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola, Zygmunt Zbirenda, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Aga Szmatłoch, Piotrek, Tomasz Szmatłoch, Asia, Marzenna i Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
|20, 21, 22 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się jubileuszowe dziesiąte już LAWINY. Jako klub zorganizowaliśmy warsztaty wspinaczkowe dla dzieci na ściance i hali sportowej Gimnazjum nr 7. Przybyło 20 dzieci (przeważnie małych). Podzieleni zostali na 5 grup by przechodzić z „stacji” na „stację”. Tak więc była typowa wspinaczka „na wędkę”, tyrolka, nauka podstawowych węzłów, pierwsza pomoc i slack. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugim etapem działań był „tor grotołaza”. W założeniu halowe mistrzostwa w jaskiniowych technikach linowych. W tym zadaniu wzięli udział członkowie naszego klubu (po zdobytym doświadczeniu być może w przyszłości rozszerzmy formułę na zawody międzyklubowe) . Na trasie znalazły się niemal wszystkie podstawowe elementy techniczne wymagane od rasowego grotołaza. Rywalizację na czas wygrał Artur Szmatłoch. Szczegóły i wyniki w AKTUALNOŚCIACH. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prezentacje i filmy o tematyce górskiej odbyły się w kinie „Patria” (piątek) a w sobotę i niedzielę w MCK w Nowym Bytomiu. Z naszego klubu były 2 prezentacje: Damian Szołtysik o narciarskim przejściu GSB i Asia Przymus o kulisach wyprawy speleologicznej w masyw Göll. Goście specjalnym był tym razem Leszek Cichy, który opowiadał ciekawe historie związane z zimowym zdobyciem Everestu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zarząd klubu serdecznie dziękuje wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowania i przeprowadzenia warsztatów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLawiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Beskid Śląski - Piekło Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując moją przygodę z górskim bieganiem postanowiłam w sobotę zmierzyć się z trasą górskiego półmaratonu o zachęcającej nazwie &amp;quot;Piekło Czantorii&amp;quot;. Był to mój pierwszy w życiu start na tak długim dystansie. Trasa niezwykle ciekawa (dla zainteresowanych info na stronie - http://beskidzka160naraty.pl/ ), warunki pogodowe jesienno-zimowe. Bieg był jak najbardziej górski - trasa miała ok.2000 m przewyższenia, a finisz biegł pod słupami kolejki liniowej na Czantorię! Ku własnemu (a pewnie nie tylko) wielkiemu zdumieniu bieg ten wygrałam-dobiegłam na metę jako pierwsza kobieta (20 w całym biegu) wygrywając tym samym kategorię Open Kobiet oraz K1. Tu wyniki&amp;quot;https://drive.google.com/folderview?id=0B4P-qsW-UY4uVUN6eUU3OXU4V3c&amp;amp;usp=sharing&amp;quot;,&lt;br /&gt;
a tu trochę zdjęć: https://photos.google.com/share/AF1QipO0HtwYrO7px0ZEJmrMTLn8YWfOE25pt0tZIyZY2kNt-rgToHMJbltBvSUUglvqtA?key=UHo3QzFtcTBkeTZJSTRUQ002dEYwQU5aZG03ZFBB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{Wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Martyna(os. tow.)|20 11 2015}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jako, że obietnic trzeba dotrzymywać  a jedyny jeszcze wolny dzień w tym tygodniu był w piątek postanawiamy uderzyć na Baranią. Wyjazd chwilę po 08.00 rano do Mikołowa po Martynę a następnie lecimy już w stronę Węgierskiej Górki. Na szlak wchodzimy o 10.10. Najpierw zielonym, który jako tako był do przejścia a następnie czarnym, który dosłownie wyglądał jak potok. Woda spływała całą szerokością szlaku.  Po niecałych dwóch godzinach osiągamy szczyt i zaczynamy schodzić czerwonym szlakiem, który wygląda zupełnie tak samo jak czarny(wszędzie woda). Przy schodzeniu spotykamy jedynych tego dnia turystów wchodzących na szczyt i w tym momencie zaczyna padać śnieg, który na szczęście szybko ustępuje. Droga do samochodu to kolejne dwie godziny. Całość to 26.32km w czasie 4h19min gdzie całkowicie pod górę było 1363m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/20112015BaraniaGora?authkey=Gv1sRgCLaaiLLL2_fa0AE#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Iwaniacka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|15 11 2015}}&lt;br /&gt;
Jako, że nie mieliśmy nic lepszego do roboty (w przeciwieństwie do kolegów, którzy opuścili nas poprzedniego dnia po powrocie z jaskini) zostaliśmy na niedzielę w Tatrach. Zrobiliśmy sobie krótki spacer. Przeszliśmy Drogą pod Reglami z Kir do Doliny Chochołowskiej (ble...błoto), stamtąd na Iwaniacką Przełęcz (śnieeeeg!), dalej do Doliny Kościeliskiej. Tam spełniłam swoje małe marzenie i zobaczyłam w końcu Smreczyński Staw. Wróciliśmy na Halę Ornak (taaaak.... do schroniska) i po krótkiej przerwie (zupa o smaku ciepłym) Doliną Kościeliską wróciliśmy do Kir.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA)|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
Ponieważ chcieliśmy wykorzystać okno pogodowe w postaci całego dnia słońca, wybraliśmy cel z długim i przyjemnym dojściem tj. wspinaczką w Dolinie Miętusiej. Jak się szybko okazało, planowanie schrzaniliśmy, bo ta dolina o tej porze roku jest głównie w cieniu. Jako asekurujący zmarzłem więc okrutnie. Zgodnie z planem, w jaskini zjechaliśmy tylko pierwszą studnię, docierając do zacisku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursowy trawers Czarnej|Rysiek Widuch, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek|14 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: jaskinie gór Bihor|Tadeusz Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Maciej Dziurka (SDG), Piotr (os. tow.) |10 - 15 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo owocny wyjazd do jaskiń Rumunii. W jego trakcie zjechaliśmy do Awenu Batfia. Zwłaszcza oglądając go z dołu robi wrażenie. Padła również Twierdza Ponoru (Cetatile Ponorului). Dotarliśmy wreszcie do końca jaskini głównie dzięki niskiemu stanowi wody choć pływania było bardzo dużo. Przy pokonywaniu niektórych wodnych progów warto zostawić linę gdyż powrót pod prąd może okazać się trudny lub nawet nie możliwy. To potężna i przepiękna jaskinia. Następnie przemieściliśmy się w okolice Rosii gdzie zwiedziliśmy nie wielką lecz bardzo urokliwą jaskinię Gurui. Jedynym niewypałem okazała się jaskinia Toplica (to druga, zasyfonalna część rozległej jaskini Ciur Ponor). Za imponującym otworem korytarz nagle obniża się a przepływająca woda tworzy dość ciasny syfon. Ostatnią jaskinią była B. Avenul. Przepiękna szata naciekowa w tej dziurze to fajny deser na zakończenie wyjazdu. Po za tym przez wszystkie dni rewelacyjna pogoda z upałami do 19 stopni. Noce chłodne lecz zawsze w pobliżu buzującego ogniska. Do tego fajna kompania co  w komplecie stanowić będzie dobre wspomnienie kolejnej rumuńskiej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu galeria: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura -wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące |08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie zakończyłem sezon wspinania skałkowego, już tradycyjnie ostatni wyjazd odbył się na początku listopada. Podobnie jak w ostatnich latach starałem się w każdy weekend gdzieś się wybrać, dominowała Jura północna, lecz nie zapomniałem o odwiedzeniu Sokolików. Niestety ilość nie do końca przełożyła się na jakość… Z ciekawszych dróg jakie udało się zrobić: Obecność mitu VI.3+/4 –  bulder ze słabymi stopniami;  Anakonda VI.3- takich promocji to nawet w Tesco nie ma; Zapotrzebowanie na pozory VI.4+ - całkiem sympatyczne wspinanie;   San Quentin VI.4 – niby proste, ale nie do końca; Bezpawle VI.3+ - kruche, przewieszone, fajne; Porozumienia Gdańskie VI.3- bulder, proste; Hula Gula 2+/3 – szybka piłka, Lewy kant Kuli VI.3 - droga jednego miejsca, Taniec ze Słoniem VI.3 – Doleżychówka fajniejsza; Filar Zjazdowej VI.3+ – klasyk, fajne wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Warsztaty pierwszej pomocy|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, prowadzący i uczestnicy z różnych klubów|07 - 08 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie w tym roku szkolenie organizowane przez PZA. W sobotę większość zajęć odbywała się na bazie. Rozpoczęliśmy od wykładów dotyczących roli świadka w łańcuchu przeżycia, podstaw prawnych udzielania pierwszej pomocy, mechanizmów urazu oraz oceny i badania poszkodowanego po urazie. Następnie odbywały się zajęcia w grupach. U różnych prowadzących ćwiczyliśmy usztywnianie kończyn, opatrywanie ran oraz badanie poszkodowanego po urazie. Po przerwie obiadowej odbył się wykład o hipotermii, a następnie kolejne zajęcia w grupach. Budowa namiotu cieplnego, ewakuacja poszkodowanego, zajęcia na fantomie - reanimacja i użycie aparatu do automatycznej defibrylacji (BLS-AED) oraz postępowanie w przypadku nagłych stanów internistycznych. Po kolacji podzieliliśmy się na dwie grupy. Pierwsza wyszła razem z instruktorami, druga miała dojść w wyznaczone miejsce po 15 min, tam zastaliśmy zaimprowizowany wypadek z 7 poszkodowanymi w różnym stanie. Po opatrzeniu wszystkich rannych, grupy zamieniły się rolami i ratownicy zasymulowali kolejny wypadek w górach, a wcześniejsi poszkodowani byli ratownikami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wyszliśmy na akcje jaskiniowe. Działaliśmy w Jaskini Zimnej na odcinku od wejścia do ponoru. Instruktorzy zasymulowali w sumie 3 wypadki, uczestnicy byli podzieleni na trzy grupy, każda zajmowała się jednym poszkodowanym, działaliśmy niezależnie od siebie. Obowiązywał pełny realizm. Akcja rozpoczynała się w momencie znalezienia poszkodowanego - zbieraliśmy wywiad, opatrywaliśmy go, przenosiliśmy do bezpiecznego miejsce i zapewnialiśmy komfort cieplny. Każdorazowo dwie osoby z zespołu cofały się do wejścia w celu wezwania pomocy u podstawionych dyspozytorów służb ratowniczych. Po każdej z symulacji odbywało się krótkie omówienie, za każdym razem dowiadywaliśmy się nie tylko o błędach jakie popełnialiśmy, ale też o ocenie akcji (komfortu) z punktu widzenia poszkodowanego. Uwagi te były niezwykle cenne bo pokazały o jak wielu rzeczach trzeba pamiętać i myśleć podczas udzielania pomocy poszkodowanemu, szczególnie że wiele z nich ma wpływ nie tylko na zdrowie, ale też na życie osoby rannej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pogody wybraliśmy się z Łukaszem na wspinaczkę na Straszykową Górę. Było słonecznie i zimno, ale nie na tyle, żeby palce zamarzały na skale. Pokonaliśmy kilka dróg, o wycenach od IV do V+. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w skałkach mirowskich|Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 11 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka dróg &amp;quot;czwórkowo-piątkowych&amp;quot; na Klawiaturze i Skałkach z Grotą (m. in. ''Filar Klawiatury'' - IV, ''Zacięcie Groty'' - V+). Przepiękna pogoda i cudowne kolory. Oprócz nas w skałach zaledwie kilku wspinaczy. Do domu wracamy okrężną drogą przez Częstochowę gdzie odwiedzamy fajną knajpę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Przełom Białki - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Rank, Olga|31 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się na Przełom Białki na wspinanie, znajdują się tam dwie skały rozcięte przez rzekę – Kramnica i Obłazowa Skała. Olga z Darkiem byli ostatnio na tej pierwszej, dlatego dziś zaczęliśmy od Obłazowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że okolica bardziej urokliwa od Jury, skały też wyglądają fajniej. Nie tylko wyglądają, ale też są ,,fajniejsze”, od razu pominęliśmy Grotę Obłazowej z drogami 8+ i więcej - ,,na inny raz” i Filar Obłazowej - bo nikt nie miał ochoty asekurować w wodzie po kolana. Bawiliśmy się na Obłazowej, ale, że wszystkie drogi zaczynają się tu z przewieszenia to nasza cierpliwość to tej ściany szybko się skończyła i postanowiliśmy się przenieść na Kramnicę. Po drodze jeszcze zerknęliśmy  do ,,jaskini” Obłazowej – małe schronisko skalne, normalnie nie warte wzmianki, ale ze względu na najstarszy na świecie bumerang, paliczek lewej dłoni, lwa i nosorożca wspominam (a kogo zaciekawiłam odsyłam do internetów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Kramnicy było więcej ludzi, ale ściana większa (i wyższa) niż poprzednia więc się jakoś wpasowaliśmy. Drogi Kramnicy zaczynają się od VI-. Pod koniec dnia nikt nie mógł powiedzieć, że nie zaliczył jakiejś drogi. Choć muszę się przyznać, że chyba jedyną motywacja do wciągnięcia się na to VI- była perspektywa widoku na Tatry i 30 metrowego zjazdu :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/31102015ObAzowaKramnica?authkey=Gv1sRgCLLV6-nQj-bP6wE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dziura w Dąbrowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, Teresa Szołtysik|25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy odkrytą kilka lat temu jaskinię - Dziura w Dąbrowie. Mimo, że bez sprzętowa wymaga trochę doświadczenia. Osiągamy najniższy punkt i zaglądamy do poszczególnych odgałęzień. Generalnie krucho. Potem udajemy się jeszcze na wzgórze Cisownik w okolicach Żelazka gdzie również penetrujemy teren odnajdując jedną z znajdujących się tam jaskiń (Żelazkowa Szczelina) do której zresztą wchodzimy. Na Jurze cudowna, kolorowa jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDziura-w-Dabrowie i tu: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/25102015JaskinieJuraDziuraWDabrowie?authkey=Gv1sRgCPnfpM_r09CD6QE&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - centralne manewry ratownictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek dowiaduję się iż jednak zostaję zaproszony na manewry (znajdowałem się na liście rezerwowych). Dlatego też ruszam w piątek po pracy i omija mnie unifikacja w Dziurze. Dołączam do innych w trakcie spożywania obiadu. Tego samego dnia zostajemy podzieleni na 4 pięcioosobowe zespoły, zostaje nam przedstawiony plan akcji w Zimnej, organizujemy potrzebny sprzęt i biwakujemy. Plan przewiduje rozpoczęcie transportu &amp;quot;ratowanego&amp;quot; od beczki, poprzez wielki komin, chatkę do górnego otworu. Mnie przypada najtrudniejszy odcinek, od prożku pomiędzy chatką, a widłami do górnego otworu. Tak zdecydowało kierownictwo, gdyż mam pewne doświadczenie jeśli chodzi o ten odcinek. Niestety duże braki w sprzęcie powodują, że nosze dochodzą, a my nie mamy zaplanowanych stanowisk wykonanych. Po jakimś czasie sprzęt dochodzi i jakoś powoli wynosimy na powierzchnię &amp;quot;ratowanego&amp;quot;. Po wyjściu nasi koledzy, członkowie Grupy Ratownictwa Jaskiniowego dowiadują się o wypadku w jaskini Niedźwiedziej i byłoby dobrze, gdyby się pojawili. Zatem szybko wracamy do bazy, myjemy sprzęt potrzebny do akcji, pomagamy się chłopakom spakować i żegnamy. Niektórzy rozjeżdżają się do domów już w nocy, niektórzy zostają do rana poznając się lepiej... ja zostałem. Kolejne manewry za mną, czekam na następne... no i na moją ukochaną Zimną:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - górska przebieżka|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|24 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, że piękny sobotni poranek wita mnie w Szczyrku, pomimo nieprzespanej nocy (wesele przyjaciół) pozwalam sobie na świetną zresztą (cudna jesień!!!) górską przebieżką. Robię pętle od parkingu w centrum Buczkowic-czerwonym szlakiem na Skrzyczne i dalej zielonym na Malinowską Skałę, by podążać znów czerwonym przez Przełęcz Salmopolską aż do Karkoszczonki.&lt;br /&gt;
Dalej już niestety asfaltem, ale na szczęście nową ścieżką spacerową wzdłuż rzeki, aż do miejsca startu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRESTOVÁ VERTICAL 2015|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|17-19 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wzięłam udział w biegu górskim Oravaman Brestowa Vertical - 7.7 km, 1200 m przewyższenia. Start z Penzion Pribisko na szczyt Brestowej (1902 npm.). Startuję pod szyldem RKG Nocek i kończę bieg na 5 miejscu w klasyfikacji generalnej kobiet (tu wyniki: http://oravaman.sk/wp-content/uploads/2015/10/Brestova-Vertical-2015.pdf). W niedzielę z kilkuosobową ekipą głównie organizatorów i osób odpowiedzialnych za zawody Oravaman przebiegam 23 km na trasie Zverowka-Rakoń- Wołowiec-Rakoń-Grześ-sedlo pod Osobitą- Penzion Pribisko. Częściowo biegniemy po triatlonowej trasie w//w zawodów. W poniedziałek już tylko spacerem przemierzam trasę- Predny Sindlovec- Brestova-Salatyn-Banikovske sedlo-Predny Sindlovec. Cały weekend wyjątkowo udany. Samym bieganiem po górach bawiłam się przednio :).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - marszobieg|Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Brennej spotkaliśmy Olę i Wojtka Rymrczyków|17 10 2015}}&lt;br /&gt;
Trasa wiodła dookoła doliny Brennicy. Z Brennej na Kotarz (985), potem Beskid Węgierski, przeł. Karkoszczonka, Klimczok (1117), Trzy Kopce, Błatnia, Brenna (24 km). Ja całą pętlę pokonuję biegnąc lub szybko idąc a Esa z Łukaszem poruszali się szybkim marszem. Spotykamy się w Brennej centrum. Ola w Wojtkiem wyruszali w przeciwną stronę na imprezę w Chacie Wuja Toma. Pogoda była bardzo zmienna. Tu kilka zdjęć:  https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/17102015Klimczok?authkey=Gv1sRgCLfSof_mwLjucw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - manewry autoratownictwa|Tomasz Jaworski jako instruktor, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; jako uczestnik|10 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zajęcia były prowadzone w jaskiniach położonych ,,wysoko”. Rano zostaliśmy podzieleni na grupy i przypisani do instruktorów. W tych zespołach mieliśmy działać przez dwa dni. Tomek prowadził zajęcia dla swojej grupy w jaskini Czarnej, ja natomiast zostałam oddelegowana do jaskini Wielkiej Litworowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda już jesienna, było zimno i pochmurnie, na szczęście nie padało. W jaskini jako pierwsza poszkodowana zjechałam na dno Studni Flacha, skąd byłam wyciągana najpierw przez jednego ratownika do góry studni, a następnie przez całą resztę grupy przez trawers do sali na dnie I Pięćdziesiątki. Tam czekał na mnie punk cieplny (namiot z foli NRC), chwila przerwy na ogrzanie się i zmiana poszkodowanego. Ja do wyciągnięcia poszkodowanego przyczyniłam się najpierw powyżej Pięćdziesiątki, opuszczając go z prożka zaraz za tą studnią i dalej na mniejszych studniach, raz będąc balansem, a raz wyciągając go samodzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia wybraliśmy się do bliżej położonych jaskiń. Tomek poprowadził swoją grupę do Miętusiej Wyżniej. Ja ćwiczyłam w Kasprowej Wyżniej. Nasza czteroosobowa grupa podzieliła się na dwie dwójki i mając do dyspozycji dwa odcinki linowe ćwiczyliśmy na zmianę wciąganie i zjazdy z poszkodowanym. Na koniec pierwsza dwójka miała jeszcze okazję przećwiczyć zjazd z poszkodowanym na długim zjeździe na powierzchni. Po zakończeniu ćwiczeń szybki powrót na bazę i podsumowanie manewrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Bihor|Efrosina Aleksandrova Hristova, Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków), Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 11 10 2015}}&lt;br /&gt;
Tomi poprosił mnie o indywidualne szkolenie z kartowania, czy raczej obróbki danych pomiarowych. Zaproponowałem, żeby zrobić je w plenerze - no i tak oto zaczęło się planowanie tego wyjazdu. Poza ćwiczeniami okołokartograficznymi, Tomi miał pomóc kolegom w eksploracji, Efi miała zobaczyć rumuńskie jaskinie, a Kaja pouczyć się szkicowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek odwiedziliśmy Cetățile Ponorului. Tomi, Efi i jeden z Rumunów poszli wspinać komin niedaleko III otworu, podczas gdy Kaja i ja mierzyliśmy i szkicowaliśmy szkoleniowo, podążając ich śladami. Pewnym kuriozum tego wyjścia był pies jaskiniowy Piatrăşca (&amp;quot;Kamyczek&amp;quot;) z polany Glăvoi. Pies ten zamiast patyków woli aportować kamienie, ale to jeszcze nic! Otóż Petraszka odprowadził nas do Cetățile, poszedł z nami do jaskini i przeszedł kawałek rzeką, to skacząc z kamienia na kamień, to mocząc trochę łapy - właściwie to zupełnie tak, jak my. Zatrzymał go dopiero błotny próg, na który nie był w stanie się wdrapać. Usadowił się więc pod nim i zaczął ujadać. Konsternacja. Tego jeszcze nie przerabiałem w jaskini. Co tu zrobić? Pomóc wejść? Pogonić w ciemność? Próba odprowadzenia zwierzaka do otworu nie dała rezultatu. Pies wyraźnie nie był zainteresowany zakończeniem swojej jaskiniowej przygody tak szybko. W końcu zostawiliśmy mu włączoną czołówkę, żeby mu nie było smutno i żeby miał szanse przejść najgorszy chyba dla niego fragment rzeki, jeśli jednak zdecydowałby się wrócić do otworu. Oczywiście wszystko skończyło się dobrze i kiedy wyszliśmy na powierzchnię, spotkaliśmy Petraszkę radośnie bawiącego się kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę odpoczywaliśmy od wszelakich nauk i daliśmy się Tomiemu oprowadzić po rumuńskich jaskiniach. Tak dokładniej, spędziliśmy ok. 8.5 godziny w Peșterze Zăpodie, docierając najpierw do czarnego kanionu, a następnie pod syfon łączący Zăpodie z jaskinią Neagră. Zăpodie jest dosyć zróżnicowana i niesamowicie ładna, nawet jak na rumuńskie standardy. Większość drogi do syfonu przebywa się wzdłuż aktywnego ciągu wodnego, bogato udekorowanego naciekami. Wody było podobno stosunkowo niewiele; tylko w jednym miejscu musieliśmy przejść kilka metrów jeziorem sięgającym po kolana. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomiędzy tymi dwoma wyjściami, jak również przed i po, przetwarzaliśmy dane, gotowaliśmy i spaliśmy. Mimo niesprzyjającej pogody, każde z &amp;quot;założeń&amp;quot; choć w części udało się zrealizować. Podsumowując: deszczowy, ale nawet w miarę udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy Smoleń - Udorz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spod zamku Smoleń udajemy się rowerami do zapomnianych ruin zamku Udorz. Przez jurajskie pola i lasy, pofałdowanym dość mocno terenem osiągamy cel. Ruiny usytuowane są na wapiennym wzgórzu porośniętym bukowym lasem. Teren odosobniony i gdyby nie stara tablica informacyjna trudno było by tu trafić. Z zamku pozostały tylko resztki murów obronnych. Stąd wracamy przez Strzegową i dolinę Wodącej do Smolenia. Dzień słoneczny lecz dość zimny (5 st. C). Tu kilka zdjęć: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FUdorz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów, Góra Adeptów, Straszykowa Góra – kurs wspinaczkowy |&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|08 - 10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimny czwartkowy poranek - spotkanie na Podzamczu z „Emkiem”. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne. Szukając ciepła przesuwamy się wokół góry zgodnie z kierunkiem przesuwania się promieni słonecznych. Koniec żartów, koniec teorii, instruktor  rozdziela sprzęt i rozpoczęła się rozgrzewka na skałkach. Zaczynamy oczywiście z grubej rury od  najmniejszych drogi Pierdolony rurociąg IV.1.  Tyrolka IV.1. , Lewe dziurki IV.1. , Dziurki Kukuczki IV.1. Z biegiem czasu przesuwamy się coraz dalej, są postępy , trasy zaczynają się robić coraz trudniejsze i dłuższe, a tym samym  fajniejsze. Krew zaczyna powoli buzować, rozkręcamy się z Łukaszem i znajdujemy przyjemność ze wspinania. Na razie wspinamy się na Podzamczu – góra Birów, ostatnia droga  Jumanji IV+, a następnie zmiana miejsca. Jedziemy na górę Adept. Tu robimy dwie drogi, chyba Piątka V. W pierwszym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV kończąc na V.  Z pełnym optymizmem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
II dzień &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, zimniejszy piątkowy poranek  - spotkanie na Straszykowej Górze. Znów szukamy słonecznych skał ,tym razem pada na  Weselną. Rozpoczynamy rozgrzewką Prawym okruszkiem V. Potem Okropne klamry IV+ , Straszny filar V+ . Po drodze jeszcze kilka dróg, których nazw nie zapamiętałem. Razem z Łukaszem nawzajem sobie dopingowaliśmy, bo były wzloty i upadki. Na koniec Cicha rysa V na której się prawie udało, ale byliśmy już zbyt zmęczeni i wyziębnięci, więc postanowiliśmy dać jej trochę czasu. W tym dniu udało się nam przejść po 7 tras wspinaczkowych od IV +kończąc na V+.  Z naderwanymi opuszkami palców jedziemy do domu. Oczywiście z pełnym optymizmem, przecież dopiero jutro zacznie się zabawa, jak będziemy montować własne punkty asekuracyjne : )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
III dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słoneczny, jeszcze zimniejszy sobotni poranek - spotkanie na Podzamczu. Rozpoczynamy szkolenie teoretyczne w temacie zakładania  własnych  punktów. Szukamy szczelin, otworów i innych dziur, gdzie można założyć różne dziwne ustrojstwa. Skaczemy w miejscu, żeby się rozgrzać. I zaczęło się: robimy pierwsze własne drogi i nawet całkiem sprawnie nam to idzie. Spotykając się u góry Łukasz stwierdził, że może dzisiaj wyjątkowo zakręcać karabinki ja nie mogę być dłużny też postanowiłem zakręcać  : ). Czas szybko mijał, a nam w sumie udało się przejść po 3 trasy wspinaczkowe  z własnymi  punktami. Wyziębnięci, ale oczywiście z pełnym optymizmem jedziemy do domu. I zapomniałbym wspomnieć o tym, że rzucaliśmy HENIA z góry i próbowaliśmy go wyłapywać na asekuracji. Heniowi po piątym razie zaczęły wypadać wnętrzności ,ale przeżył i wrócił o własnych siłach na parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
IV dzień&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielny słoneczny poranek , teraz to już nieziemsko zimno ,wieje nieprzyjemny wiatr, spotkanie na Podzamczu. Szybkie rozgrzanie na Prawym filarze V-  połączone z trawersowaniem półki. Następnie  Komandos i jeszcze jedna droga od strony grodu (coś z ogrodami, ale nazwy dokładnie nie pamiętam). Ostatnią drogą, którą mieliśmy przyjemność przejść był Komin kursantów. Jeszcze kilka ćwiczeń w zakresie ratownictwa i koniec szkolenia. Całe szkolenie odbyło się z hasłem „Z uśmiechem na twarzy i pogardą dla śmierci w oczach”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKurs-wspinaczkowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia w Straszykowej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|10 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji pobytu w pobliżu Ryczowa postanowiliśmy zwiedzić Jaskinię w Straszykowej Górze, której długość wynosi ok. 150m natomiast głębokość ok 21m. Dojście do jaskini bezproblemowe, bardzo ciekawa szata naciekowa oraz sam układ głównego korytarza. W jaskini napotkaliśmy jednego nietoperza. Zdjęcia tu: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/JaskiniaWStraszykowejGorze?authkey=Gv1sRgCLe_2t2EvPj6RA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry - Buczynowe Turnie - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur (os. towarzysząca - KW Katowice)|02 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
Wykorzystując chyba ostatnie tego roku dobre letnie warunki w Tatrach wybieramy się na długo planowaną przeze mnie drogę na Buczynowych Turniach - drogę lewym skrajem środkowego żebra południowej ściany Wielkiej Buczynowej Turni (W.C. 181).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Buczynowe Turnie? to tam są jakieś drogi wspinaczkowe? - tak, wiem, że wielu pewnie teraz zadaje sobie to pytanie. Owszem, są i o taką drogę właśnie chodziło. Mało popularną, w spokojnej, rzadko odwiedzanej okolicy (siedzieć całkiem samemu w Dolince Buczynowej, podczas gdy dookoła z każdej strony przechodzą tłumy turystów - bezcenne). Chcieliśmy zdobyć doświadczenie na mało popularnej, w miarę łatwej drodze z dobrą możliwością wycofu. Buczynowa Turnia okazała się być idealna. Droga max IV, poprzecinana w połowie ściany siecią trawiastych zachodów dających możliwość wycofu do jedynkowego żlebu sprowadzającego do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W ścianę wchodzimy dość późno, ale ze względu na późną jesień w górach pozwoliło nam to uniknąć porannych przymrozków i wspinać się w słońcu pięknie ogrzewającym południową ścianę. Na początku zgodnie z W.C. szeroką rynną pod płytową przewieszkę. Tutaj pierwsze miejsce, które zatrzymało nas na nieco dłużej. Wyjście z przewieszki asekurowalne z zawilgoconych pęknięć na duże frendy. Zakładam jednego, potem metr wyżej dokładam drugiego. Próbuję. Wyglądają na pancerne. Nieco wyżej dałoby się wrzucić w szczelinę w okapie jeszcze jednego frienda, ale ten pewnie już nie utrzymałby lotu. Wyjście z przewieszki w porównaniu do innych tatrzańskich czwórek jakie robiłem mogłoby być spokojnie wycenione przynajmniej na V.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
A może to tylko odczucie psychiczne. Niepewność co będzie dalej. Idziemy bez schematu drogi, bo taki nie istnieje. Posługujemy się jedynie opisem słownym W.C oraz znajomością topografi góry zdobytą podczas wcześniejszych tygodni przeglądania zdjęć ściany ujętej z różnych perspektyw. Czujemy się trochę jak pionierzy i myślę, że wiele się nie pomylę, jeżeli napiszę, że nasze przejście było pierwszym przejściem tej drogi (a nawet ściany) od kilku, kilkunastu a może i kilkudziesięciu lat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Spoglądam jeszcze raz na przewieszkę i po raz kolejny podchodzę pod jej próg. Stąd jeszcze możemy się wycofać. Zjechać do podstawy ściany. Nie wiem co czeka mnie nad przewieszką ale wiem, że stamtąd możliwości wycofu będą mocno ograniczone. Podchodzę wyżej, badam ścianę, moment zawahania, odpuszczam. Prowadzenie przejmuje Artur. Również kilka razy przystawia się do przewieszki i również rezygnuje. Ale udaje mu się pokonać ścianę innym wariantem, po stromych płytach z lewej strony przewieszki. Na prowizorycznej asekuracji wychodzi ponad przewieszkę i odcina sobie drogę łatwego wycofu. Teraz najbardziej emocjonujący fragment drogi - kilka, kilkanaście metrów połogich płyt, jednak wszystko co wydaje się dobrym chwytem lub miejscem na osadzenie asekuracji zostaje w rękach. Na prawdę wielki szacun dla Artura za poprowadzenie tego co prawda krótkiego, jednak jakże emocjonującego wyciągu.&lt;br /&gt;
Artur ściąga mnie do stanowiska gdzie dając mu odpocząć psychicznie przejmuję od niego prowadzenie na wszystkich pozostałych wyciągach drogi. Na szczęście teraz ściana oferuje już wspinanie w litej skale i mogę przyśpieszyć nadganiając nieco stracony czas.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Drogę ze względu na zapadający zmrok kończymy na siodełku w połowie ściany, skąd zjeżdżamy do piarżystego, jedynkowego żlebu, którym już w zupełnych ciemnościach schodzimy (w kilku bardziej stromych miejscach zakładając krótkie zjazdy) do podstawy ściany.&lt;br /&gt;
W samej Dolince Buczynowej gubimy się jeszcze w kosówkach, próbując znaleźć przecinkę wyprowadzającą z Dolinki na żółty szlak do Piątki i chodzimy to w tą to w drugą stronę wzdłuż ściany kosodrzewiny. Kto by pomyślał, że te małe drzewka mogą sprawić taką niespodziankę. Na szczęście jest piękna, gwieździsta noc. Na chwilę nawet gasimy czołówki by popatrzeć na miliony gwiazd. Jesteśmy przecież w Dolinie całkiem odciętej od innych źródeł światła - no może poza małym światełkiem schroniska daleko w Dolinie.&lt;br /&gt;
Do schroniska docieramy koło północy i znajdujemy kawałek podłogi (a właściwie schodów) gdzie przeczekujemy do rana.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Refleksje z naszego przejścia? Na pewno jestem zadowolony, że udało się znaleźć partnera i spróbować tej drogi. Z Arturem wspinałem się pierwszy raz, ale myślę, że fajnie się uzupełnialiśmy. Na pewno sporo rzeczy mogło być zrobionych lepiej, a przede wszystkim szybciej, ale chodziło przecież o zdobycie doświadczenia na tego typu drogach - drogach typowo górskich, bez znajomości pełnego przebiegu drogi, w kruszyźnie itd. Cel został osiągnięty a zdobytego doświadczenia nikt nam nie odbierze. Droga typowo górska, bardzo pouczająca i ciekawa (poza jednym, mega kruchym wyciągiem nad przewieszką).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wielka Śnieżna - kurs|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek, Ola Rymarczyk, i (prawie) Ksawery Patryn|03 - 04 10 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni wieczór rozpoczynamy od wykładu o jaskiniach na całym świecie. Mateusz wprowadza nas w multimedialną podróż po wszystkich kontynentach świata , jednocześnie bardzo ciekawie opowiadając o swoich doświadczeniach jaskiniowych zdobytych podczas wypraw. Ciągle kręcąc się wokół osi ziemi, dzięki ogromnemu globusowi skaczemy z jednego kontynentu na drugi. Czas szybko biegnie w miłym towarzystwie, ale rano trzeba wcześnie wstawać. Jest niedziela, nadszedł ten dzień i powtórka z rozrywki - może tym razem się uda. Wyruszamy wcześnie rano, około 6,30, naładowani dobrą energią i zaskoczeni ciepłym porankiem. No to w drogę (bez nakręcanych niebieskich butów). Ciepły poranek był zmyłką, w drodze do jaskini zaczęło mocno wiać (prawie halny) i już tak miło nie było. W trakcie podejścia u Ksawerego nastąpił nawrót choroby i żeby nas nie stopować, postanowił zawrócić do bazy. Pożegnaliśmy go przy źródełku, rozdzielając jego sprzęt między sobą. Z łezką w oczach pomachaliśmy mu na pożegnanie i ruszyliśmy w dalszą drogę. Silny, zimny  wiatr nic nam nie odpuszczał, chmury mknęły jak wyścigówki na autostradzie. Dotarliśmy  przed otwór Wielkiej Śnieżnej nawet dość szybko  w około 2,45 h. Chowając się za kamiennym murem, rozpoczęliśmy przebieranie się w stroje wizytowe, w końcu to Wielka Śnieżna. Poręczowanie pierwszego odcinka przypadło Łukaszowi (poszło szybko i sprawnie). Mnie przypadła wielka studnia, niby już to robiłem, ale ogrom dziury znów zrobił duże wrażenie – lecz tym razem było łatwiej. Mateusz przy zjedzie znów rozpoczął swój recital (maja haaa itd…). Następny odcinek rozpoczął Emil, a my w tym czasie nabieraliśmy siły konsumując gorącego Plusza przygotowanego przez Mateusza. Kolejny odcinek Piter, a końcówka znów należała do Łukasz. I tak przechodząc przez pierwszy płytowiec, drugi płytowiec , małe trawersy (tu odezwał się wewnętrzny poetycki głos Emila), wodociągi miejskie dotarliśmy do miejsca docelowego, czyli suchego biwaku. Mała chwila odpoczynku i znów podawano główne danie Mateusza, czyli gorącego plusza. Chwila refleksji i rozdzielenie zadań i powrót. Przy wielkiej studni mały korek , jak przed bramkami przy wjeździe na autostradzie A4. Siedząc na dnie utworzyła się Loża Vipów, która dopingowała wychodzących. Każdemu było wesoło dopóki nie musiał zawisnąć na cienkiej bujającej linie (nie dotyczy to Mateusza rzecz jasna, on jak wystartował ,to tylko przepinka go lekko spowolniła). Jak był wjazd na autostradę, to i musi być wyjazd z niej - tym razem przypadł przy wyjściu Lodospadem. Ola będąc już na górze krzyczała” jest jeszcze jasno” (tylko ona to widziała), a niżej zabawa zaczęła się od nowa. Emil znów się rozkręcał poetycko i nie tylko on. Ostatni wychodził Łukasz, ale jego zastała już totalna ciemność. Szybkie przebieranie się, pakowanie, założenie latarek na czoło i w drogę powrotną, na szczęście przestało wiać. Powrót szybki i bezpieczny. Wszyscy zadowoleni, choć mocno zmęczeni. Było super fajnie w doborowym towarzystwie. Z góralskim pozdrowieniem hej! czekamy na jeszcze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSniezna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Polskie i Słowackie - jesienne spacery|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03-04 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę w tłumie turystów przemierzam trasę: Dolina Suchej Wody- Murowaniec- Przełęcz Krzyżne- Schronisko w Piątce-Szpiglasowa Przełęcz-Morskie Oko-Polana Białczańska. W niedzielę odpoczywam po Słowackiej stronie na trasie: Strednica-Kopske Sedlo-Biele Pleso-Chata pri Zelenom plese. Powrót tą sama drogą. W górach przepiękna jesień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - MTB w okolicach Sporysza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 10 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Żywiec Browar - Grojec (612) - Sporysz - Jastrzębica (758) - Wikarówka - Świnna - Żywiec. Ponieważ sypła się akcja jaskiniowa a pogoda była rewelacyjna to realizuję kolejną akcję rowerową tym razem na w/w trasie. Ostra rozgrzewka na Grojec wypruła ze mnie sporo sił (przez moment nawet trzeba było nieść rower na plecach), dużo technicznej jazdy. Potem zjazd i kolejny długi podjazd na Jastrzębicę (okolice Przełękowa). Kilka stromych podejść. Z Jastrzębicy przepiękny zjazd do Świnnej i powrót drogą do Żywca. Trasa dość trudna. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMTB-BeskidZywiecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Mietusia Wyżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Łukasz Majewicz, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcję rozpoczęliśmy o poranku w Kirach. Idąc szlakiem dało się zauważyć wysoki stan w potokach. Zdarzało się, że woda płynęła radośnie samym szlakiem. Na końcowej części podejścia mieliśmy do pokonania na przełaj mokrą od deszczu kosówkę, co nie było najprzyjemniejszym doznaniem tego dnia. Do otworu dostaliśmy się krótką wspinaczką gdzie we względnie suchych warunkach dało się przebrać. Korytarze o rozwinięciu poziomym, czasem ciaśniejsze, w większości na tyle niskie, że nie dało się wyprostować. Naszym pierwotnym planem było zejście na dno -108m pokonując kolejno zalane syfony. Po dotarciu do pierwszego z nich życie zweryfikowało nasze założenia. Ze względu na intensywne opady z ostatnich dni, poziom wody w syfoniku był wyjątkowo wysoki. Do tego węże do przelewania, które podobno tam zawsze były, w jakiś nieznany sposób zniknęły. Wspólnie podjęto decyzję, że przelewanie wody worami niewiele pomoże i nie będziemy w stanie przejść przez kolejne syfony bez ryzyka potopienia się. Zostało nam zrobić pamiątkowe zdjęcie nad wodą i zawrócić. W drodze powrotnej zdecydowaliśmy zaliczyć suche dno. Zejście szybkie i sprawne, jedynie Lucas musiał  odpuścić ze względu na naglącą fizjologiczną potrzebę wydostania się na zewnątrz w tempie ekspresowy. Powrót do otworu poszedł sprawnie, gdzie część postanowiła się przebrać w ubrania, a druga część zdecydowała że przebierze się w coś bardziej galowego dopiero na polance poniżej. Droga do bazy przebiegła bez dodatkowych atrakcji. Po przepakowaniu pozostało jedynie zapakować się do samochodu i pomknąć w kierunku Śląska.  Akcja udana, tylko tych syfonów szkoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy w okolicach Niegowonic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: Niegowonice - Grabowa - Kanki - Rokitno Szlacheckie - Niegowonice. Dość urozmaicona trasa wiodąca szlakami pieszymi i rowerowymi. W lasach kilka ciekawych obiektów skalnych. Na skałkach niegowonickich obitych jest kilkanaście dróg wspinaczkowych. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNiegowonice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerem w podkrakowskich dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 09 2015}} &lt;br /&gt;
Trasa z mojego ulubionego przewodnika po Jurze: Dolina Będkowska-Brzezinka-Rudawa-Nielepice-Kleszczów-Las Zabierzowski-Dolina Bolechowicka-Zelków-Biały Kościół-Bębło- Będkowice. Trasa po asfalcie, lesie, błocie i wodzie-czyli jak dla mnie idealnie poprowadzona :). Oczywiście sobie tylko znanym sposobem mimo mapy i dość dokładnego opisu kilka razy robię mały, własny wariant proponowanej przez przewodnik trasy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny obóz tatrzański KTJ|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz uczestnicy i instruktorzy z różnych klubów|17-20 09 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działania rozpoczęliśmy w czwartek rano od omówienia planowanych akcji jakie miały się odbyć podczas obozu. Pierwszego dnia znalazłam się w jednej z dwóch grup idących do jaskini Ptasiej. Wyszliśmy jako pierwsi aby wywspinać i zaporęczować Próg Mułowy, którym miały się poruszać wszystkie grupy w trakcie obozu. Droga do jaskini przez Wantule i Wielką Świstówkę była bardzo przyjemna dzięki słonecznej pogodzie. W samej jaskini mieliśmy zrobić porządki. Początkowo bardzo sprawnie zjechaliśmy wszyscy do jaskini i rozdzieliliśmy się za Mokrą Czterdziestką. Pierwsza grupa udała się do Sali Dantego, druga (moja) na dno Studni z Mostkiem Piratów, po drodze okazało się ,że mamy małe zamieszanie z linami i ze szkicem technicznym. Po trzykrotnym rozpoczynaniu poręczowania, pominięciu dwóch batinoksów zjechałam  w deszczu i... zawisłam 5m nad dnem Studni z Mostkiem Piratów. Po uporaniu się z tym problemem i sprzątaniem szybko wyszliśmy z jaskini i wróciliśmy na bazę na Polanie Rogoźniczańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piątek również był bardzo słonecznym dniem. Obóz działał w jaskiniach: Śnieżna, Ptasia i Wysoka. Ten dzień był przewidziany na prace ekiperskie. Byłam w jednej z dwóch grup idących do jaskini Wysokiej. Wszyscy zachwycali się Wąwozem Kraków, a później widokami z plato pod otworem. Zanim weszliśmy do jaskini zademonstrowano nam sposób wklejania batinoksów. W samej jaskini pierwsza grupa poszła poprawić oporęczowanie w rejonie tyrolki w Wielkiej studni, moja natomiast oddzieliła się w Sali Gotyckiej i poszła w kierunku Górnych Partii. Prace prowadziliśmy w kominie za trawersem w stropie Sali Trzech Kominów. Część z nas poszła jeszcze zwiedzić Salę Naciekową. Z powodu późnego wejścia  do jaskini nie spędziliśmy w niej za dużo czasu, jednak udało się wykonać większość zaplanowanych prac. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nastąpiło załamanie pogody (mgła i mżawka na przemian z deszczem), grupy wybrały się na trawersy Czarnej (z dwóch stron), deporęczowanie progu Mułowego oraz do Bańdziocha. Ku mojej wielkiej radości trafiłam do tej ostatniej. Weszliśmy dolnym otworem i poszliśmy na III dno. Wspólnym wnioskiem było to, że jest to jaskinia w której nie można się nudzić. Największych wrażeń dostarczyły: Wyżymaczka, początkowy ciasny zjazd do studni Brody (a raczej pokonanie tej części do góry), Zamulony Syfon przed partiami Afrykańskimi, z którego osobiście miałam okazję wybierać wodę oraz same (ciasne) Partie Afrykańskie – zabłocona rura, którą w dół pokonuje się jak zjeżdżalnię . Na III dnie zebraliśmy niepotrzebne już rzeczy, obejrzeliśmy syfon i system służący do jego  opróżniania i ruszyliśmy w drogę powrotną. Była ona znacznie bardziej męcząca z powodu małej ilości odcinków linowych a dużej prożków do wywspinania. Na zewnątrz pogoda dalej nie sprzyjała, ale raczej nikt nie zwracał uwagi na deszcz. Na bazę wróciliśmy późno w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę zajmowaliśmy się czyszczeniem i porządkowaniem sprzętu jaskiniowego oraz pomagaliśmy w porządkach i zamknięciu obozowiska na Polanie Rogoźniczańskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Trawertynowa |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik |19 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mała jaskinia jest ciekawostką geologiczną (jedyna w Polsce) w skale trawertynowej w pobliżu miejscowości Laski. Stąd na rowerach zataczamy ciekawą pętlę (Laski - Błędów - Kuźniczka - Krzykawa - Laski) wiodącą częściowo wzdłuż Białej Przemszy. Tereny bagienne w dolinie, w lasach wiele fragmentów piaszczystych . Tu kilka zdjęć okolicy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLaski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Trawersy|Przewodnicy: Joanna Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; koledzy z BEAC Barlangkutato Csoport: Eva Maria Toth, Zoltan Povazsay, Ors Sepsi, Pal Maak, Dalma Hericz, Ferenc Ujhelyi, Barbara Golya, Peter Juhasz, Agi Berentes, Anett Hegedus|11 - 13 09 2015}}&lt;br /&gt;
W dwóch grupach (jedna poręczująca od Śnieżnej, druga od Nad Kotlinami) dokonaliśmy trawersu otworów przez Suchy Biwak. W jaskini spędziliśmy ok. 14 - 16 godzin, niektórzy więcej, niektórzy mniej. W każdym razie, pod wpływem zmęczenia musieliśmy zmienić dalsze plany. W założeniu, w niedzielę miał być Wielki Kłamca, a stanęło na trawersie Czarnej - przy czym wybrała się tam tylko część ekipy: Eva, Povi, Ors, Pal, Anett, Asia i ja. Tym razem poszło nam bardzo sprawnie i zamknęliśmy się w sześciu godzinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Wyspowy - rowerem na Mogielicę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, na imprezie w tipi Jacek Joniec z swoja rodziną i przyjaciółmi |05 - 06 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pretekstem do tego wyjazdu był pobyt w Polsce a konkretnie w Starej Wsi k. Limanowej kolegi z Arizony (poznanego podczas mojej wyprawy na Great Divide) Jacka Jońca. Jacenty obchodził akurat urodziny więc oprócz celu górskiego łapiemy się na &amp;quot;indiańską&amp;quot; imprezę w prawdziwym tipi (siostra Jacka przemysłowo produkuje tipi, może nawet sprzedaje Indianom, jeżeli ktoś nie czytał literatury o Dzikim Zachodzie to tipi jest takim indiańskim namiotem). Gitara i śpiewy kończą się przed północą a ja z Esą śpię właśnie na derkach w owym tipi. W niedzielę auto zostawiamy w Zalesiu i ruszamy rowerami górskimi początkowo trasą wiodącą wokół Mogielicy  (najwyższy szczyt Beskidu Wyspowego - 1171) a potem prosto na szczyt. Ostatnie podejście dość ostre i po kamieniach. Na wierzchołku jest wieża widokowa lecz mgła skryła wszystko wkoło. Niemal ciągle w deszczu zjeżdżamy innym szlakiem do Zalesia i stąd wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Mogielica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie - wyprawa Göll'2015 |Mateusz Golicz (kierownik), Joanna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Michał Macioszczyk (WKTJ), Miłosz Dryjański (KKS), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Machnik (KKS),  |14 08 - 04 09 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyła się kolejna wyprawa eksploracyjna do jaskiń masywu Hoher Göll. W trakcie jej trwania dokonano dalszych odkryć w jaskini Gammsteighölle. Do transportu ludzi i sprzętu na bazę w tzw. Zakrystii użyto śmigłowca co znacząco przyśpieszyło nasze działania. Dobra organizacja oraz założenie linii telefonicznej z biwaku w jaskini na bazę znacznie przyczyniło się do osiągniętego wyniku. Więcej szczegółów w dziale WYPRAWY: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll , zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGoll  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony na sucho |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Zbigniew Tabaczyński (Speleoklub Tatrzański) |27 - 30 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niespodziewanie wracając z wyprawy jaskiniowej na Göll (zejście z Zakrystii kosztuje sporo sił) jedziemy w Alpy Karnckie w pn. Włochach. Pierwszy biwak przy ognisku w dolinie pięknej rzeki gdzie spotykamy się z Tabaką i Marcinem. Ponieważ ja nie byłem przygotowany na akcje kanoningowe (miałem tylko wracać z Pauliną autem do domu) schodzę tylko do kanionów do miejsc gdzie mogę poruszać się tradycyjnie. Potem się wycofuję i zjeżdżam autem po Zbyszka i Paulnę. Przy okazji dokonuję rozpoznania terenu a jest on super ciekawy pod względem różnorodności i obfitości kanionów. W ogóle cały ten region jest przepiękny pod każdym względem. Drugi biwak znów nad piękną rzeką. W trakcie tych dni odwiedziliśmy kaniony Cosa, Gasparini i Quajpedi. Ostatnią noc spędzamy w aucie w drodze do domu. Natomiast wyprawa na Göllu trwała jeszcze tydzień a opis zrobiła Asia: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Wyprawa_Jaskiniowa_Hoher_G%C3%B6ll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Skalne Miasto|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski z dzieciakami|29 08 2015}}&lt;br /&gt;
Dystans ogromny ale było warto. Zwiedziliśmy Skalne Miasto startując z Teplic. Jeden dzień to za mało ale i tak pooglądaliśmy masę przepięknych rzeczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/141228121&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Rymarczyk |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Turystyczne wejście na Kościelec od Czarnego Stawu Gąsienicowego z zejściem do Doliny Zielonej G. Dużą część trasy jesteśmy praktycznie sami na szlaku, mimo na oko dość sporej ilości turystów. Na szczycie spędzamy ponad godzinę - w końcu po to tam przyszłam... nic nie robić, tylko posiedzieć między kamolami... jak najdłużej.&lt;br /&gt;
Po południu wracamy na kwaterę do dzieci. Wojtek niestety odjeżdża jeszcze tego dnia wieczorem, ja natomiast zostaję z bąblami na parę dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w dol. Kobylańskiej |Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Ania, Sławek(os. tow.) |23 08 2015}}&lt;br /&gt;
Udany wyjazd w doborowym towarzystwie - piękna pogoda, mało ludzi... Cały dzień wspinamy na &amp;quot;Kuli&amp;quot; - długie drogi jak na Jurę. Tym razem bez ciśnienia i bez rekordowych przejść:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Słowacki Raj, Tatry Wyskoie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;,Tomek Jaworski+ dzieciaki |02-15 08 2015}}&lt;br /&gt;
Wyjazd rodzinny &amp;quot; pod namiot&amp;quot;. Zrobiliśmy parę tras w Słowackim Raju (startując z  Podlesoka i z Dedinek), odwiedziliśmy Jaskinię Lodową. Po paru dniach podjechaliśmy  w rejon Wysokich Tatr i tam spędziliśmy kilka dni na campie w Tatranskiej Strbie. Zrobiliśmy wycieczkę do schroniska przy Popradskim Plesie. Zaliczyliśmy długi przejazd Tatranska elektricką do Starego Smokowca, tam  wjechaliśmy także na Hrebieniok i doszliśmy do chaty Zamkhego. Wracając z Tatr zahaczyliśmy o Jaskinię Bielańską. Okazało się, że w Tatrach Wysokich da się porobić parę fajnych rzeczy z marudzącymi dzieciakami, w prawie 40 stopniowym upale. Ścieżki dydaktyczne ułatwiają sprawę i mobilizują znudzonych maluchów. Przepiękne widoki to dla rodzica wystarczjąca nagroda za próby mobilizacji do marszu.&lt;br /&gt;
Oczywiście był też czas na aquaparki podczas naszych wakacji: Szaflary, Tatralandię i Zakopane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA/WŁOCHY – wspinanie w Alpach i Dolomitach|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Kasia (os. tow.) |31 07 - 16 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niezwykle udanym zeszłorocznym wyjeździe w Alpy Delfinatu postanawiamy pojechać tam znowu, lecz tym razem pod strony Ailefroide. Po długie podróży zatrzymujemy się na jednym z największych kampingów w Europie, na którym szczęśliwie udaje nam się znaleźć fajne miejsce na rozbicie namiotów. Ludzi jest naprawdę dużo, zdecydowanie najwięcej jest Francuzów, lecz Polaków niejednokrotnie  też udało nam się spotkać. Pogoda z początku rozpieszczała, więc bez większej napinki rozpoczynamy rozwspinanie od 300m drogi położonej o 15min z kampingu La snoopy direct (6b). Szczęśliwie Damian z Kasią znają francuski, dzięki czemu dowiedzieliśmy się o obrywie na Pic Sans Nome, który wyeliminował ze wspinania kilka polecanych dróg. Ponadto w biurze przewodników poinformowano nas o tym, że totalnie nie ma warunków w tym roku na drogach alpejskich, szkoda bo zamiast sprzętu zimowego mogliśmy zabrać sprzęt do kanioningu. Tak więc dojść drastycznie ograniczyła nam się ilość celów jakie sobie zaplanowaliśmy. W tak zwanym międzyczasie zwiedzamy okoliczne rejony sportowe w których niestety nie potrafiliśmy znaleźć miękkiej cyfry. Pierwszą i jak się okazało później ostatnią górską drogą jaką zrobiliśmy byłą 350m Ventre a Terre (6a) na Aiguille de Sialouze (3576m) . Startuje ona z wysokości około 3200 mnpm, więc musieliśmy jakimś cudem pokonać 1700m przewyższenia…. Ze względu na nasze bogate doświadczenie górskie i niezwykłą kondycję rezerwujemy sobie na to podejście cały dzień. Śpimy w pięknej bezludnej dolince z widokami na pobliskie lodowce. Ściana robi wrażenie…, droga na ,,papierze’’ wygląda na rozgrzewkową, lecz już na początku pokazuje, że lekko nie będzie. Droga startuje ze stromego śniegu co ze względu na brak raków troszkę przeciągnęło start w drogę (konieczność kopania stopni).  Mała ilość śniegu spowodowała, że już sam początek drogi jest trudny – w topo miejsce A0, lecz udało się je pokonać klasycznie. Powagę drogi zdecydowanie zwiększa lotna asekuracja. Po  4 lub 5 wyciągu na chwilę gubimy drogę, Damian montuje czuje stanowisko z gatunku lepiej nie obciążać. Po 15m trawersie bez przelotu udaje się nam znowu znaleźć się na właściwej drodze. Kolejne wyciągi oferowały wyśmienite wspinanie w sporej ekspozycji. Niestety nie odnaleźliśmy linii zjazdów, więc byliśmy zmuszeni na żmudne i ryzykowne zjazdy w linii drogi. Tego samego dnia docieramy na kamping jeszcze za dnia, choć w tej kwestii zdania są podzielone - ciemno jest wtedy kiedy musisz odpalić czołówkę:) W tym czasie dziewczyny ambitnie zwiedzają okoliczne szlaki i schroniska. We czwórkę robimy jeszcze ciekawą via ferratę, biegnącą nad malowniczą rzeką. Niestety prognozy na następne dni nie pozostawiają złudzeń – będzie padać …. decyzja o odwrocie zostaje podjęta wyjątkowo szybko. Szybkie sprawdzenie prognoz pogody i rejon wybrany – Dolomity. Przepak i droga zajmują nam właściwie cały dzień. Podróż po autostradach we Włoszech uświadamia nam, że nasza A4 wcale nie jest najdroższą i najbardziej rozkopaną autostradą w Europie. Zatrzymujemy się na kampingu w Cofosco, który jest czysto turystyczny i zatłoczony jak całe Dolomity. Pogoda idealna, więc szybko organizujemy topo i robimy na pierwszej turni Sella drogę Schobera i Kleisla (VI-) 180m. Wspinanie bardzo przyjemne poza kruchym pierwszym wyciągiem. Kolejnego dnia robimy drogę 300m drogę Gluck (VI) na drogiej turni Sella, która była znacznie bardziej ,,górska’’ od poprzedniej, przede wszystkim ze względu na kruszyznę i jakość asekuracji. Dziewczyny w tym czasie zdobywają swój pierwszy trzytysięcznik Piz Boe (3152m). Następnego dnia Damian z Kasią idą na via ferrate na Marmoladzie (ta wycieczka zasługuje na osobne omówienie:)), ja z Anią restujemy wspinając się w rejonie Capanna Bill, udaje się tam poprowadzić Amico fragile (7a+ OS). Wracając nie możemy ominąć sprawdzonej knajpy w Czechach, w której solidny obiad poprawia wszystkim humory pomimo nieubłaganego końca urlopu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA/SZWECJA - wszystkiego po trochu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Adam Koniewicz (os. tow.) |26 07 - 12 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Polski do Norwegii jedziemy samochodem Heńka na wyspę Flø do miejscowości o tej samej nazwie (koniec drogi, &amp;quot;koniec świata&amp;quot;). Stamtąd Jeepem Adama (który tu mieszka i pracuje od 2 lat) przez Szwecję na północ. Po drodze niekończące się lasy i bagna tej części Szwecji a na biwakach roje komarów. Przez północną Finlandię (tundra) znów wjeżdżamy do Norwegii docierając na północny cypel Europy, przylądek Nordkapp (jest tu wysoki klif a samo miejsce komercyjnie zagospodarowane). Dalej pędzimy na południe na wyspy Lofoty. W okolicach Kalle wspinamy się trochę (2 jednowciągowe drogi do zapoznania z tutejszą skałą o znakomitym zresztą tarciu). Wychodzimy również na wieńczący ten rejon wyspy szczyt Vøgakallen (948). Droga na niego nie jest całkiem łatwa a start z poziomu morza. Atrakcją jest przejście po &amp;quot;kalenicy dachu&amp;quot; w dużej ekspozycji. Z Lofotów udajemy się promem do Bodø i dalej na południe gdzie w okolicach Molde wchodzimy do największej w tym rejonie kraju jaskini: Trollkrjeka. Jest nie komercyjna choć dostępna dla lepiej wyposażonych &amp;quot;grotołazów&amp;quot;. W tak krótkich czasie zrobiliśmy autami niemal 8000 km więc sporo czasu spędziliśmy w aucie. O tyle dobrze, że było chłodno a dni bez deszczu były zaledwie 3 (w przeciwieństwie do upałów w Polsce było całkiem rześko). W trakcie jazdy 9 przepraw promowych, setki wielokilometrowych tuneli (w tym kilka pod dnem fiordów), potężne mosty i oczywiście wspaniałe pejzaże. Termometr pokładowy zanotował skrajne temperatury od +5 st. do +27 (ale to była tylko chwila przed burzą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Do GALERII wrzuciłem dość sporo zdjęć (może lepiej oddają skandynawską rzeczywistość) więc jak się komuś chce to oglądać to tu:'' http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNorwegia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Agnieszka Lakwa, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn z Anią, Łukasz Piskorek, Sebastian Podsiadło,  Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki |05 - 09 08 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
DOJAZD [Łukasz]&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Środa godzina 17.00 wyjeżdżam z domu by po kolei zabrać Bogdana, Mateusza i Asię aby następnie kilka minut po godzinie 18.00 jechać już w stronę Zakopanego.&lt;br /&gt;
Trasa pomimo ulewy jaka zastała nas na autostradzie przebiega sprawnie i na Polanie Rogoźniczańskiej jesteśmy jeszcze sporo przed zmrokiem.&lt;br /&gt;
Wieczór mija na przygotowaniu sprzętu, rozmowach. Po kolacji udajemy się spać. W nocy dojeżdżają do nas Aga z Piotrem i Emilem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
DZIEŃ I&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Wstajemy z samego rana, po szybkim śniadaniu udajemy się do Kir aby jak najwcześniej być na szlaku. Nasz cel jaskinia Pod Wantą.&lt;br /&gt;
Wędrówka szlakiem przebiega sprawnie a na postojach poznajemy topografię tatr. Po dojściu na ostatnią prostą na niebieskim szlaku prowadzącym na Małołączniak wyciągamy opis dojścia i zaczynamy szukać otworu jaskini. Po ”jakimś” czasie udaje mi się go zlokalizować i doprowadzić do niego resztę.&lt;br /&gt;
Pod otworem szybko się szpejujemy i po chwili pierwsza osoba już poręczuje wlot. Do jaskini wchodzę jako ostatni. W bardzo szybkim czasie wszyscy stajemy na dnie jaskini zwiedzając wszystkie zakamarki najniższej salki. Po ustaleniu kolejności wyjścia przypada mi deporęczowanie lin do samej studni wlotowej gdzie zmienia mnie Aga i deporęczuje ostatni odcinek. Była to moja pierwsza okazja wyjścia z jaskini na samym końcu przez co czekając na dole Dzwonu na hasło „lina wolna” miałem okazję sprawdzić jak to jest z tą ciemnością w jaskini, która nie może się równać z żadną inną, którą znają ludzie nie związani z taternictwem. Niesamowite uczucie.&lt;br /&gt;
Po wyjściu wszystkich na powierzchnię przepakowujemy sprzęt, przebieramy się i po chwili jesteśmy gotowi do drogi.  Wracamy na polanę tą samą trasą.&lt;br /&gt;
GPS, którego przy sobie nosiłem wykazał, że przeszedłem w tym dniu 16km. Po powrocie na polanie spotykamy Łukasza oraz Ksawerego z dziewczyną, którzy przyjechali na szkolenie z pracownikiem TPN-u, które miało odbyć się w następnym dniu.&lt;br /&gt;
Po szybkim prysznicu, na który nie mogłem się doczekać spotykamy się na kolacji, po której udajemy się do namiotów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień II [Emil]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień naszego pobytu był poświęcony szkoleniu TPN. Skład wzmocniony nowoprzybyłymi Nockowiczami dziarsko ruszył samochodami w stronę Doliny Kościeliskiej, gdzie czekał już na nas pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Jakimś magicznym sposobem, udało nam się spóźnić tylko kilka minut.&lt;br /&gt;
Szkolenie miało formę spaceru Doliną do Polany pisanej. W trakcie przemarszu mieliśmy okazję poznać historię Tatr – nie tylko tą geologiczną, ale także związaną z działalnością człowieka. Całość materiału uzupełniły informacje dotyczące flory i fauny, dzięki którym wiemy jakiego zielska użyć chcąc wykończyć Instruktora, oraz jak się zachować, gdy w krzaczku dopadnie człowieka niedźwiedź-sexturysta. &lt;br /&gt;
Robiąc mądre miny godne uczestników sympozjum neurochirurgicznego, chłonęliśmy wiedzę jak gąbka, wzbudzając podziw wśród przemieszczających się Doliną turystów. Nawet stado pędzącej w naszym kierunku rogacizny jakby potulniej spuściło łby, czując respekt przed przewalającą się naszych głowach wszechwiedzą.&lt;br /&gt;
Zależnie od ilości posiadanych zasobów siłowych, popołudnie spędziliśmy na leżeniu w cieniu, namiocie, lub nad rzeką. Jedynie Mateusz z Asią jako osoby którym nigdy dość, wyruszyli na zwiedzanie kolejnej dziury.  &lt;br /&gt;
Wieczorowa pora tradycyjnie minęła na przygotowaniu sprzętu do kolejnej wyprawy, oraz ustaleniu przebiegu samego zejścia do Wielkiej Litworowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień III [autor ciągle tworzy]&lt;br /&gt;
''W tym dniu Bogdan, Łukasz, Emil, Piotr i Aga odwiedzili Jaskinię Litworową.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień IV [Bogdan]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwarty dzień, śpimy godzinę dłużej, ponieważ sprzęt jest już przed otworem jaskini Śnieżnej. Z rana jeszcze dyskusja, do którego miejsca w jaskini mamy zamiar dojść (dyskusja dość burzliwa, ponieważ część grupy czuje zmęczenie penetrowania poprzednich jaskiń: pod Wantą i Wielkiej Litworowej). Stwierdzając, że ostateczną decyzję podejmujemy pod jaskinią, wyruszamy w drogę. Agnieszka zrezygnowała z jaskini, ale zdecydowała, że odprowadzi nas do Niżnej Świstówki i dalej pójdzie na Kondracką Kopę . Rozdzielając się idziemy do Wielkiej Śnieżnej (pierwszy oczywiście pędzi Mateusz, a my powoli, bardzo powoli za nim). Przed otworem znów rozpoczęła się bardzo burzliwa dyskusja, do którego miejsca mamy dojść. Grupa odczuwała duże zmęczenie i nawet propozycja Mateusza, że pomoże nam zaporęczować pierwszy odcinek, nie przekonała grupy. I tak zostałem w mniejszości 2:1. Decyzja ostateczna: idziemy do dna wielkiej studni (tego chyba nigdy nie przeżałuję – być tak blisko, a jednak tak daleko). Łukasz rozpoczął poręczowanie pierwszego odcinka, podczas którego niefortunie uderzył się w kolano, co skutkowało jego „wielkim wkurzeniem”, ale postanowił dokończyć przydzielone mu zadanie. Dalej szedłem ja. Rozpocząłem poręczowanie Wielkiej Studni. Widok ogromu dziury zrobił bardzo duże wrażenie - nogi zrobiły się jak z waty. Duży szacunek dla jaskiń. Zjazd do pierwszej przepinki w porządku, tylko nie mogłem dosięgnąć batinoksa, ale tu z pomocą przyszedł Mateusz, który z góry mnie rozhuśtał. Drugi odcinek pokonywałem już przy śpiewach Mateusza, który sprawdzał akustykę Wielkiej Studni. Stopa na dnie – wielka ulga i spojrzenie do góry, a w głowie myśli, jak z stąd wyjść J. Po dotarciu Mateusza otrzymałem wiadomość, że koledzy zrezygnowali. Zwiedziłem jeszcze zakamarki jaskini, pamiątkowe zdjęcia wykonane przez Mateusza, mała niespodzianka z kaskiem i szykowanie się do powrotu. Tu znowu trochę żalu, że będąc tak blisko nie można iść dalej. Wyjście ze studni okazało się nie takie straszne. Po wyjściu pokazały się chmury i mały deszcz, więc było szybkie pakowanie sprzętu, nakręcenie butów i droga powrotna po super śliskich kamieniach. Miała być kolacja, ale nie wypaliło ,więc udajemy się do domu. I tak w miłej atmosferze i wspaniałym towarzystwie Mateusza, Agnieszki, Łukasza, Piotra, Emila kończy się pierwszy obóz kursowy. Prawie zapomniałbym, ale była jeszcze Asia (Kierownik Kursu – dobrze, że mi się przypomniało, bo miałbym przechlapane) ,Łukasz Czarnobrody J, Ksawery z dziewczyną i Sebastian.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA/ROSJA: Kaukaz - wyjście na Elbrus i Kazbek|&amp;lt;u&amp;gt;Olek Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech T. Patryk S.|14 - 29 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Elbrus i Kaukaz drogami &amp;quot;normalnymi&amp;quot;. Szersza relacja w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=G%C3%B3ry_Kaukaz_-_Elbrus_i_Kazbek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Kanioningowe wagary w okolicach Tolmezzo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Dorota Raj, z innych klubów: Olo Dobrzański, Karolina Tkaczyk, Łukasz Wójcik, Asia Wójcik, Łukasz Pater, Marlena Pater, Karolina Meyer, Ewa Stańczuk, Ania Stańczuk|16 - 20 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze nikt nie zrobił opisu ani nie wrzucił zdjęć z Korsyki, film mam poskładany w 40% a już nadarzyła się okazja na kolejny wyjazd w kaniony. To mój drugi wyjazd  z ekipą V7A7. Wybraliśmy się w okolice Tolmezzo/Włochy pomimo tego że plany były na wyjad do Słowenii. Mieliśmy tylko 2 dni urlopu + weekend a udało się zrobić aż 6 kanionów.&lt;br /&gt;
Rio Negro, Rio Leale, Torrente Cosa, Rio Carlo Gasparini, Pichions + Vinadia, oraz Rio Brussine. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słowniczek dla niewtajemniczonych: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
S-&amp;gt;Saut(skok) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
T-&amp;gt;Toboggan(dupozjazd) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D-&amp;gt;Descent(zjazd na linie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpoczęliśmy w piątek z rana od Rio Brussine [z ciekawszych rzeczy ciasne S10 i D50] na który poszli nowicjusze z opieką, reszta mogła zająć się spożyciem :D. Kosztowało to szczególnie mnie bardzo złym samopoczuciem na drugim celu wyjazdu tego samego dnia czyli Rio Negro. Tutaj za bardzo nie pamiętam co się działo, były jakieś skoki, kanion wielki i bardzo fajny z tego co mówili inni, na koniec można zrobić 4m syfon i S10 z tamy (foto z galerii). W kolejne 2 dni padły Rio Leale i Torrent Cosa, oba świetne, szczególnie Cosa do którego zdecydowanie warto iść nawet jak się jest bez doświadczenia nawet jaskiniowego. Bezwzględnie trzeba iść w samo południe gdy przez wąską szczelinę idealnie pada słońce.W ostatni dzień w zmniejszonej już ekipie zrobiliśmy Rio Carlo Gasparaini i Pichions połączone z dolną częścią Viniadii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie udany wyjazd, no i kaniony :D a film się kiedyś poskłada...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galeri: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FTolmezzo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Marmurowa - wyjazd kursowy|Mateusz Golicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-Druga wyprawa w Tatry, odbywająca się w ramach Kursu.  Na celowniku Jaskinia Marmurowa i jej najniższe partie – Piaskownica. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygotowania do wymarszu rozpoczynają się już dzień wcześniej. Na Polanie Rogoźniczańskiej dzielimy sprzęt, dokładnie rozplanowując kolejność zejść poszczególnych członków ekipy.  Po uporaniu się z worami, rozpoczyna się krótkie szkolenie kartograficzne, oraz wykład o pszczółkach. W temacie  owadów – komary tego wieczora są łaskawe. Jedyną ofiarą jakichkolwiek pogryzień jest jedynie nasz prowiant, pochłaniany ze smakiem pod skąpanym w blasku zachodzącego słońca niebem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 5 rano wyskakujemy z namiotów, by po solidnym śniadaniu ruszyć z Doliny Kościeliskiej w stronę Jaskini Marmurowej. Pomimo obaw dotyczących pogody, ta wydaje się nam sprzyjać. Wykorzystując fakt, że burze najwyraźniej są zajęte zlewaniem innych części kraju, w ekspresowym tempie podążamy w stronę Czerwonych Wierchów. Z podejściem wiążą się dwa wielkie sukcesy: po pierwsze nikt nie dostał zawału, a po drugie – sprawniejsza część ekipy nie zanudziła się na śmierć podczas oczekiwania na dojście tych sprawnych inaczej. Ogólnie, niewiele brakowało, by podczas liczenia czasu dojścia do jaskini przydatniejszy od zegarka okazał się kalendarz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dojść w okolice otworu jaskini i nawet odnaleźć sam otwór. Sympatyczna paszcza ziejąca chłodem wygląda na tyle zachęcająco, że wszyscy ochoczo wyskakują ze spodni, chcąc jak najszybciej przyodziać swoje wyjściowe – jaskiniowe kreacje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga w dół przebiega prawie bez problemów. Z naciskiem na  „prawie”. Co prawda nikt nie traci życia, za to konieczne jest wprowadzenie kilku poprawek na wykonanym poręczowaniu. Szczęśliwie efekt końcowy jest na tyle stabilny, że w jak najbardziej kontrolowany sposób kierujemy się w stronę dna jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niewielką Piaskownicę osiągamy po około 2.5 godz. Pamiątkowa fotka, cukierek, ustalenie kolejności wyjścia i ruszamy w drogę powrotną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini wydaje się o wiele barwniejsze od zejścia. Mokre liny uroczo ciągną w dół, worki starają się stawać w poprzek każdego otworu, a przepchnięcie się przez zaciśnięty wykop nad Studnią Kandydata wydaje się niemożliwe. Na szczęście upór i niezwykle bogactwo językowe pozwalają na przebrnięcie przez problematyczną część jaskini. Dalsza droga w górę przebiega już bez większych zgrzytów i zaklinowań. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydostanie się z jaskini zajmuje nam w sumie około 3 godzin. Z radością witamy ciepłe powietrze i promienie słońca ogrzewające nasze wilgotne ciuchy. Solidny posiłek wzmacnia nas przed drogą powrotną, która przebiega o wiele sprawniej. W 2.5 godziny osiągamy Kiry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczęśliwi pakujemy się do samochodów, odwiedzając w drodze powrotnej sympatyczną Niewiastę handlującą pierwszej klasy przetworami z owczego cyca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry żegnają nas potężną burzą, którą obserwujemy z wnętrza suchego samochodu gnającego w stronę domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Dłubni na rowerach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|19 07 2015}}&lt;br /&gt;
Słoneczny a co gorsza upalny dzień wykorzystujemy na rowerową wycieczkę górnym odcinkiem doliny Dłubni (pn. dopływ Wisły w rejonie Jury krakowskiej). Malownicza dolina z czystą rzeczką urozmaicona gdzie nie gdzie skałkami, starymi budowlami, piękną przyrodą. Sam trakt też urozmaicony od asfaltu po wodne przeprawy. Nasza trasa wiodła pętlą od Glanowa do Imbramowic (ciekawy klasztor z XIII w.) następnie Wysocice i powrót przez Ulinę i wąwóz Orszyni do Glanowa. Generalnie ciekawy zakątek naszej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - Giro d`Italia|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|10-17 07 2015}}&lt;br /&gt;
Tygodniowe MTB w rekordowych upałach i cudowej scenerii gór, jezior i kilkumetrowych kwitnących oleandrów. Połowa wyjazdu w oklicach Riva del Garda, połowa w nieznanym mi dotąd rejonie Dolomitów-Alpe Di Siusi (Sudtirol).Dla orzeźwienia korzystamy z otaczających nas jezior- wygrywa bezkonkurencyjnie Lago di Tenno (lazurowa woda, 6 metrowe skoki, niewielu ludzi).Dla urozmaicenia znajdujemy też fajną via ferattę wiodącą na Cime Sat.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podlesice - ćwiczenia z poręczowania na Bibliotece|instruktor: Tomek Jaworski, kursanci: Aga Lakwa, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, Łukasz Piskorek|12 07 2015}}&lt;br /&gt;
Niedzielny poranek. Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące, (...) jako trzody owiec na murawie śpiące. &lt;br /&gt;
A my ruszamy z miejsca zbiórki ku Podlesicom, gdzie prężąc swą pierś stoi dumna Biblioteka. &lt;br /&gt;
Barbarzyńsko wczesna pora wyjazdu ma swoje plusy: nie ma zbyt dużego ruchu na drodze, więc szybko docieramy do celu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po solidnej powtórce węzłów, pod czujnym okiem Tomka wchodzimy na skały z których mamy schodzić przy użyciu najbardziej wyuzdanych, znanych nam technik poręczowania. Rozpoczyna się festiwal dyndania, sapania, oraz wypominania kto komu jak głęboko w co wsadzi za namówienie na udział w kursie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyblinki, ósemki i odciągi sieją się gęsto, tu i ówdzie motyl przeleci, liny trzeszczą, pot kapie, czasami łza przerażenia i bezsilności po policzku się potoczy, gdy przy łączeniu lin zamiast potrójnej ósemki wychodzi coś zbliżonego kształtem do dwóch pijanych, bijących się ośmiornic. &lt;br /&gt;
Szczęśliwie wszyscy zaliczają swój pakiet wejść i zejść bez większych strat na zdrowiu i psychice, więc zabieramy się jeszcze za tyrolkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda cały czas dopisuje. W zasadzie jest skwar jak diabli, na kaskach można robić jajka smażone, karki spiekają się w piękne wzorki od pasków mocujących nakrycia głowy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem opuszczamy Organy, zaliczając u ich podnóża ponowne, krótkie szkolenie z tworzenia tyrolki. Nawet jest okazja, by każdy mógł spróbować własnoręcznego stworzenia maleńkiej, maciupeńkiej minityroleczki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wczesnym wieczorem rozjeżdżamy się do domów wbijając sobie do łba, by następnym razem nie zapomnieć kremu z filtrem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDlubnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Magurska|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Darek Lubomski (SKTJ), Daria, Gosia|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Załapałem&amp;quot; się na wyjście na zezwolenie naukowe Darii, która zamierza pobrać próbki wody z kilkunastu tatrzańskich jaskiń. W jaskini spędziliśmy ok. 4h. Dosyć tam błotniście, ale urokliwie i chwilami całkiem obszernie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna; Krakowskie Kominy |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Asia Przymus, jedna os. z klubu|11 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna pogoda. Przed otworem Śnieżnej spotkaliśmy wychodzącą ekipę z Łodzi. Potem sprawnie w dół do I Biwaku. W Krakowskich Kominach osiągamy Salę Śmiałka (- 130 względem otw. Śnieżnej). Ponieważ byliśmy pod presją czasu więc szybko pomykamy z powrotem najpierw w dół do Wodociągu a potem do wyjścia. Cała akcja zamyka się w 7,5 h. Jeszcze za dnia wracamy do auta. Może Asia napisze coś więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2015/Sniezna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry: Szarpane Turnie - wspinanie |Damian Żmuda, Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;,Ania K., Ania B.|03 - 05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|05 07 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrobiliśmy 12 dróg o trudnościach od IV do VI. Skały w cieniu porośniętego lasem wąwozu więc mimo upału było przyjemnie. Bardzo fajny rejon, mnóstwo obitych dróg w stylu &amp;quot;dla każdego coś miłego&amp;quot;. Ludzi nie wielu. Zakosztowaliśmy również trochę off-roadu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Wodogrzmoty Mickiewicza - Warsztaty z autoratownictwa kanioningowego|&amp;lt;u&amp;gt;Majewicz Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W weekend odbyły się warsztaty z autoratownictwa kanioningowego. Niestety mogłem wziąć udział tylko w 2, praktycznym dniu szkolenia na Wodogrzmotach Mickiewicza. &amp;quot;Perła polskich kanionów&amp;quot; okazała się być bardzo przyjemna i ciekawa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podzieleni na 4 grupy pod patronatem TOPRu ćwiczyliśmy transport poszkodowanego przez &lt;br /&gt;
standardowe trudności spotykane w kanionach. Każda grupa miała wyznaczoną swoją część kanionu na transport, resztę pokonywaliśmy na sportowo. Niewysokie skoki, ciekawe tobogany i całkiem duży przepływ z cofkami i odwojami dał dużo radochy. Na moście naturalnie wywołaliśmy dużą sensację, a pod nim niczym rasowe żule obaliliśmy &amp;quot;bezalkoholowego&amp;quot; szampana z okazji 300-tnego kanionu Ola. Na koniec wparowaliśmy prosto do schroniska w dol.Roztoki w mokrych piankach na obiad. Miny ludzi bezcenne, tak samo jak gdy przebieraliśmy się w pianki przy WC Serwisach :D [lokowanie produktu]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując - świetne szkolenie, szczególnie dla osób zaczynających ten sport. Nie obyło się oczywiście bez sobotniej imprezy, chrztu nowicjuszy i fantastycznej atmosfery. Zdecydowanie polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralny Kurs Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, kadra i uczestnicy z różnych klubów|26 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne z cyklu szkoleń PZA w jakim miałam okazję uczestniczyć. Ćwiczenia rozpoczęły się w piątek na Suchym Połeciu (Góra Birów) od zaporęczowania stanowisk na dzień następny. W związku z tym, że dotarłam do Podzamcza dość późno, nie uczestniczyłam w tej zabawie, za to zdążyłam rozbić namiot przed deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na grupy i ćwiczyliśmy po kolei na pięciu różnych stanowiskach. Na pierwszym uczyliśmy się ratować poszkodowanego z trawersu oraz tyrolki. O ile to pierwsze nie sprawiło nikomu trudności, to już przy trawersie trzeba było ,,się naszarpać”. Kolejne stanowisko było powtórką z kursu podstawowego: ściąganie z przyrządów do zjazdu, z przyrządów do wchodzenia metodami croll w croll i przeciwwagi. Trzecie stanowisko podobało mi się najbardziej, zjazd z poszkodowanym przez przepinki i wyciąganie ofiary z ucha przepinki. To drugie niechcąco musiałam przećwiczyć przed demonstracją instruktora, kiedy wjechałam z moim poszkodowanym zbyt nisko w przepinkę. Na ostatnich dwóch stanowiskach ćwiczyliśmy wyciąganie poszkodowanego do góry, łącznie z przepinkami, metodami ruchomego bloczka i hiszpańskiej przeciwwagi. Drugiej metody nie zdążyłam już przećwiczyć z powodu końca zajęć, które i tak były przedłużone. Po wszystkim musieliśmy jeszcze zdeporęczować stanowiska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień ćwiczeń to akcje pozorowane w jaskiniach: Józefa, Rysiej, Szpatowców i na Świniuszce. Byłam w grupie idącej do jaskini Rysiej i już w sobotę wieczorem zostałam wyznaczona na pozoranta. Żeby akcje były jak najbardziej realne i aby wyeliminować jakąkolwiek pomoc ze strony poszkodowanych, to wszyscy pozoranci mieli mieć zasłonięte oczy w trakcie akcji. Na pocieszenie kierownik wyjścia pozwolił mi poręczować początek zjazdu do jaskini (wybranie najmniejszej osoby do tego zadania i tak było najlepszym pomysłem przy dość ciasnym zjeździe). Przy wchodzeniu na drugą poręczówkę ,,stałam się ofiarą” tzn. miałam zasłonięte oczy, a wszyscy uczestnicy dostali informację, że przestałam widzieć i mam uszkodzoną jedną rękę, co w sumie było bardziej moim zmartwieniem niż ratowników, ponieważ to ja nie mogłam jej używać do wymacywania ścian i chodzenia (z zasłoniętymi oczami!). Najpierw zostałam ściągnięta z liny, a później zaprowadzona pod studnię wlotową. Muszę przyznać, że było to dość zabawne, przez cały czas miałam przy sobie jakieś osoby, które mnie prowadziły i pomagały, choć mając sprawne nogi i jedną rękę, z instrukcjami i asekuracją musiałam się wspinać na prożki, przeciskać przez zaciski i robić zacieraczki. Wyciąganie do góry poszło bardzo sprawnie i szybko, choć moje rozmiary na pewno ułatwiły sprawę, większa osoba, nie widząc jak ma się ustawić mogła by się częściej klinować i nie była by tak łatwo wyciągnięta przez zacisk przy wejściu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazie instruktorzy szybko omówili zmagania obu dni, później szybko spakowaliśmy się w deszczu i wyjechaliśmy przed największą ulewą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Bardzkie - klubowy spływ kajakowy po Nysie Kłodzkiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Tadeusz i Barbara Szmatłoch, Tomasz i Joanna Jaworska, Michał Chowaniec, Marta Urbańczyk, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Grzegorz Burek, Karina, Paweł, Michał, Rafał i Wiktor Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Adam Mazur, Sara Wolny, Justyna Francik z Robertem, Henryk Tomanek z koleżanką (byli w niedzielę)|27 - 28 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy spływ kajakowy odbył się na górnym odcinku Nysy Kłodzkiej. W 2 dni spłynęliśmy tą rzeką od Młynowa przez Przełom Bardzki do Barda a dalej po biwaku w okolicy Suszki do zbiornika w Topoli gdzie przy moście skończyliśmy spływ. Rzeka o zmiennym charakterze w dolinie o stromych zboczach. Wiele bystrzyn i płycizn urozmaicających spływ. W Bardzie nawet kąpiel kilku kajakarzy w rzece. Zwiedzamy też po drodze starą sztolnię. Pierwszy dzień kończymy w deszczu. Lało całą noc aż do godzin dopołudniowych w niedzielę. Drugi etap znów po wartkim nurcie niemal do samej mety. Mimo niezbyt dobrej pogody wspaniała atmosfera w ekipie i świetne humory do końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu relacja foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNysa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Czerwone Wierchy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt; Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|21 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano po wyjeździe kilku osób do domu nasza trójka postanawia wyjść jeszcze na szlak. Cel: Czerwone Wierchy. Trasa z Kir zielonym szlakiem na Cudakową Polanę, następnie Ścieżką nad Reglami na Miętusi Przysłop. Stamtąd niebieskim szlakiem(gdzie po drodze na przemian było słonecznie, pochmurnie, padał grad, śnieg lub deszcz.) na Małołączniak . Dalej czerwonym szlakiem na Krzesanicę i Ciemniak skąd schodzimy z powrotem na Ścieżkę nad Reglami czerwonym szlakiem i dalej do Kir zielonym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę 16.81 km pokonaliśmy w 6g:32m, przewyższenie 1222m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto (są tu też zdjęcia z akcji do Czarnej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna-kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – Jaskinia Czarna Kurs - Partie Tehuby| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Aleksandra Rymarczyk, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajny wyjazd, dzięki :) Myślę, że gdyby ktoś postawił piwo Emilowi to w 10 min powstanie niezapomniany elaborat... a warto jednak, żeby jakaś dłuższa notka się tu znalazła ;) - obyło się bez piwa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsza tatrzańska jaskinia odwiedzana w ramach kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek udaje nam się w miarę sprawnie i o dziwo bez opóźnienia wystartować z Bytomia. Wielki Asfaltus, bóstwo autostrad, jest dla nas łaskawy - pod Dolinę Kościeliską docieramy bez większych korków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka reorganizacja plecaków, wciągamy po kanapce i ruszamy w stronę jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nawet sprzyja: pomimo że początkowo nieco straszyło deszczem, udaje nam się w drodze załapać trochę słońca. Po godzinie mozolnego człapania Doliną docieramy na Polanę Niżnią Pisaną, skąd po wchłonięciu kolejnego szybkiego posiłku ruszamy bezpośrednio pod otwór jaskini. &lt;br /&gt;
Po 10-15 minutach wędrówki w miarę cywilizowanym szlakiem skręcamy w las i zaczynamy się wspinać zboczem w stronę Czarnej.&lt;br /&gt;
Około godzinne przeciskanie się pod górę pomiędzy drzewami pozwala nam na nowo zerknąć na temat kursu i zapewnień w stylu: „będzie fajnie” i  „fantastyczna przygoda”. Ogólnie przeprawa przez las daje szansę na zastanowienie się jak daleko mam do zawału; z czym wiąże się wylew w górach oraz czy to coś, co ruszało się w krzakach to przeżarty turysta, czy też będziemy zaraz uciekać przed niedźwiedziem. W międzyczasie udaje się także wymyślić kilka nowych przekleństw, w których główną rolę odgrywają drzewa, góry, pajęczyny oraz wsadzanie gór i wędrówek w miejsce, do którego promień słoneczny nie sięga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli docieramy pod otwór Czarnej, gdzie... po kolejny posiłku (czy my tam cały czas jemy?!) przebieramy się, by po chwili ruszyć w głąb jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jakimś magicznym sposobem udaje się nikomu nie zabić, co jest szczególnie dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że praktycznie wszelkie poręczowania wykonywane były przez kursantów. Widocznie czujne oko Asi sprawiło, że nikt nie odważył się na jakieś większe błędy. &lt;br /&gt;
Do Studni Ewy docieramy z małym poślizgiem, wynikającym z nie do końca sensownego rozdzielenia worów i lin. Można było spokojnie urwać 10-15 minut czasu, które zostały zmarnowane na czekanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie udaje nam się dotrzeć do celu i zaczynamy zwiedzać Partie Tehuby. Na pierwszy ogień idzie kierunek zachodni, skąd po dotarciu w okolice Labiryntu Wiatrów ruszamy na wschód, docierając pod Syfon Tehuby. Wyprawa odbywa się bez problemów. W trakcie jej trwania mamy okazję zaliczyć szybkie przypomnienie wiązania kilku podstawowych węzłów, znajdujemy salkę z McDonaldem oraz dla równowagi - nadziewamy się na speleokupę pozostawioną zapewne przez jakiegoś człowieka pierwotnego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy po około sześciu godzinach. W międzyczasie na powierzchni padał deszcz, co sprawia, że droga w dół zbocza dostarczyła nam wielu nowych doznań. Mamy  więc festiwal poślizgów, przyziemień oraz możliwość obserwacji jaki styl ślizgowy poszczególni uczestnicy wykorzystują podczas schodzenia w dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godzinne zejście do doliny Niżniej Pisanej kończy się szczęśliwie, kolejny posiłek pozwala nam zregenerować siły na powrót Doliną Kościeliską. Za Kirami spotykamy się jeszcze z kolejną grupą Klubowiczów wracających z wyprawy do Ptasiej. Po kilku minutach rozmowy i wykonaniu pamiątkowego zdjęcia, ruszamy do schroniska, skąd późną, wieczorową porą wychodzimy na poszukiwanie otwartego przybytku gastronomicznych rozkoszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia, w godzinach porannych, czwórka z nas wraca do domu gnana obowiązkami, a reszta ekipy spędza jeszcze jeden dzień wędrując po Tatrach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W galerii Czarna-kurs dodane są zdjęcia Bogdana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Ptasia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Tadeusz Szmatłoch, Łukasz Pawlas, + 1 os. z klubu|20 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wbrew pesymistycznym prognozom, pogoda okazała się całkiem przyzwoita. Wszystko poszło sprawnie i szybko. W jaskini dotarliśmy do Starego Dna (-255) przez Salę Dantego i Studnię Taty. Od otworu wycof zjazdami (200 m) przez Próg Mułowy do Wielkiej Świstówki. W dolinie Kościeliskiej spotkaliśmy naszych klubowych kolegów i koleżanki wracających z jaskini Czarnej. Tego samego dnia wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''''Schemat zjazdu:''' od otworu jaskini Ptasiej trawersem trawiastą półką udajemy się do końca (na zachód). Z 2 ostatnich batinoksów zjazd (potrzeba 2 x 100 m liny) na dużą skalna platformę z charakterystyczną wnęką skalną (dobra osłona przed deszczem lub spadającymi kamieniami). Trochę poniżej po lewej orograficznie stronie znajdują się następne 2 batinoksy. Stąd zjazd po skosie orograficznie w lewo ok. 30 m na półkę z kolejnymi 2 batinoksami. Stąd już bezpośrednio do kotła ok. 60 m. Warto też mieć „łoki toki” do komunikacji w ścianie. Tu orientacyjny schemat:'' http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2FPtasia%2Fschemat%20zjazdu.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (Udało się odzyskać skasowane zdjęcia Tadka i dołączono do GALERII): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FPtasia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek,&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa z Brennej czarnym a następnie zielonym szlakiem na Błatnią dalej żółtym przez Stołów, Trzy Kopce na Klimczok. Zejście czerwonym szlakiem na przełęcz Karkoszczonkę i zejście żółtym szlakiem do Brennej. Dystans 18km pokonane w 5h11min z drobnymi przerwami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB- Jura/Beskid Śląski|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rowerowy weekend. Pierwszego dnia z pełną premedytacją błądzę na rowerze po łąkach, polach i lasach Podzamcza. Pięknie, letnio i zadziwiająco pusto. W niedzielę po wizycie w  Śląskim Centrum  Rehabilitacji  i  Prewencji,  robię trasę-Ustroń Zawodzie-Równica-Orłowa-Trzy Kopce Wiślane- powrót żółtym szlakiem do Wisły Centrum,a dalej trasą rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Trasa stosunkowo kamienista na trasie Równica-Trzy Kopce Wiślane (na tyle, by skutecznie przekonała mnie wreszcie do zakupu rowerowych... spodenek :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Kozia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
Najdłuższa jak na razie z naszych &amp;quot;szybkich akcji&amp;quot;. Od samochodu do samochodu 11 godzin. Wejście do jaskini na podstawie odrębnego zezwolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem  RKG ,,Nocek” wystąpił jako partner Motoserca, czyli akcji zbiórki krwi prowadzonej przez klub motocyklowy Invaders z Rudy Śląskiej. Impreza miała miejsce na terenach przylegających do Aquadromu na Halembie. Początkowo planowaliśmy zbudować mały park linowy, jednak z powodu niedomówień z gospodarzem terenu musieliśmy powstrzymać wyobraźnię i zejść na ziemię (dosłownie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy na głównym placu odbywały się koncerty i pokazy (różne dziecięce zespoły, wystawa motocykli, starych samochodów itp.) oraz zbiórka krwi, na trawie nieopodal, w cieniu drzew działaliśmy my. Atrakcje jakie zafundował Nocek dzieciom można zobaczyć na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2015%2Fmotoserce&amp;amp;startat=1 Zbudowaliśmy z Łukaszem i Olą, która dołączyła do nas później (całe szczęście, bo miała wenę do plątania lin), ogromną pajęczynę, pomiędzy którą dzieciaki musiały przechodzić i zbierać taśmy z karabinkami. Druga konkurencja była bardziej związana z działalnością jaskiniową – trzeba było wciągnąć wór jaskiniowy (ciężki wór jaskiniowy) parę metrów nad ziemię. Wszystkie dzieciaki radziły sobie wspaniale, podobało im się na tyle, że część z nich wracała parę razy. Ja jednak nadal czuję niedosyt związany z brakiem trudnych przepraw nadziemnych, jednak mądrzejsza o zaistniałą sytuację jestem pewna, że nadrobimy następnym razem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku robię pętlę górską na trasie: Szczyrk - Meszna - Bystra - szlak ziel. na przeł. Kołowrót a dalej zboczami  Szyndzielni na Klimczok - zjazd ziel. szlakiem do Szczyrku. Nie łatwy był podjazd na przeł. Kołowrót gdzie na szlaku zalegało sporo gałęzi, ściętych konarów drzew a także duże kamienie. Zjazd z Klimoczka natomiast boski. Powstała tam nawet jakaś nowa leśna droga.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – gdy nie ma dzieci|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk |05 06 2015}}&lt;br /&gt;
Jeden dzień urlopu od domowych obowiązków udaje nam się poświęcić na bardzo przyjemną pętlę: z Wisły Czarne przez Cieńków, Zielony Kopieniec, Malinów na Salmopol i dalej przez Jaworzynę, Smerekowiec i Czupel z powrotem do Wisły. Ponieważ na trasę wyruszamy dopiero przed 13, upał dość mocno daje nam się we znaki. Na szczęście za Cieńkowem Wyżnim, kawałek poza szlakiem przygarnia nas bardzo sympatyczna ławeczka. Dzięki nowej znajomości opalam sobie jedną nogę, a kilka najgorętszych godzin mija niepostrzeżenie w milczącym towarzystwie Baraniej. Na Malinowskiej Skale wymarzona pustka i przestrzeń i ruszamy się stąd dopiero koło 19, licząc jeszcze na to, że uda się zejść przed całkowitym zmrokiem (szukaliśmy czołówek, ale chyba zostały wmontowane w któryś stosik z zabawkami). Podchodząc na Smerekowiec mam już dość. Na Czuplu żałujemy, że nie znaleźliśmy się na nim godzinę wcześniej – niezły byłby stąd zachód słońca. Niestety rzeczywisty szlak zielony prowadzi nieco inaczej niż na mapach, przez co zamiast do Wisły Malinki sprowadza nas przez Grapę do Nowej Osady. O 23 wsiadamy do auta i nic już więcej nie pamiętam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: alpejskie kaniony|Ola Golicz,Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomysł na wyjazd  kanioningowy zrodził się oczywiście z zazdrości. Jako, że nie byliśmy wstanie wybrać się na profesjonalny wyjazd z Prezesem na czele postanowiliśmy zrobić wyjazd alternatywny. Wybieramy rejon położony miedzy Linz a Monachium, nad pięknym jeziorem Attersee. Niestety podobnie jak w Polsce również w Austrii w długi weekend  wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wiec mieliśmy mały problem ze znalezieniem miejsca na kampingu. W pierwszym dniu robimy kanion Burggrabenklamm (v3, a3, III) który startuje ze szlaku, więc publiczność mieliśmy gwarantowaną. Kanion całkiem fajny, szczególnie efektowny 18 metrowy zjazd, końcowa część prowadzi pod komercyjną drogą  poprowadzoną na stalowych podestach nad dnem kanionu (sława, zachwyty publiczności itp.). Po tej rozgrzewce byliśmy gotowi na główny cel wyjazdu czyli kanion Jabron (v4,a4, III) , który okazuje się znacznie bardzie wymagający od poprzednika. Spotykamy w nim grupę przewodników, którzy sprawdzali pierwszy raz w sezonie stan całego kaniony przed rozpoczęciem sezonu z klientami, to się nazywa profesjonalne podejście. W Jabronie jest kilka ciekawych skoków, lecz większość z nich odpuściliśmy, za to mogliśmy podziwiać wyczyny jednego z przewodników, który zaprezentował nam np. 6 metrowy, ryzykowny (śliski start, duża odległość pozioma) skok z pełnym saltem !!!. W sobotę wybieramy kanion Strubklamm(v1,a3, III), który  najbardziej nas zaskoczył, od samego startu był nietypowy. Rozpoczynał się nie podejściem ale zejściem z zapory, ponadto pokonaliśmy go bez użycia liny za to trochę sobie popływaliśmy. Pokonanie kanionu zajęło nam około 2,5h z czego ponad godzinę trzeba było pływać!!! Najdłuższy odcinek do przepłynięcia miał 300m,nie pamiętam kiedy wcześniej  tyle przepłynąłem:) Kanion też obfitował w duża ilość fajnych skoków,  w tym jeden 8 metrowy. Muszę tu wspomnieć również o przepięknym wodospadzie, który spadał z jednej ze ścian prosto do kanionu. Dzięki odpowiedniemu usytuowaniu słońca mogliśmy podziwiać podwójną tęcze, która nieomal się zamykała. Niestety w tym dniu zapomnieliśmy zabrać aparatu ……Koniec kanionu ponownie nas zaskoczył, ponieważ niespodziewanie znaleźliśmy się na zatłoczonej plaży i znowu te zachwyty tłumu, autografy….W niedziele bardzo leniwie zbieramy się do drogi powrotnej, w trakcie której odwiedzamy sprawdzoną knajpę w Czechach z przepysznym jedzeniem np. kotlet nadziewany szynką …jak dla mnie mistrzostwo, szczególnie że od 4 dni nie jadłem mięsa:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy Penninskie - próba wejścia na Dom|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr Klimczok (os. tow.), Filip Hilus (Niemcy)|03 - 07 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to wstyd ale nie wyszliśmy na Dom (4545). Pokrótce: 24 godziny w aucie przez Niemcy gdzie musieliśmy nadrobić niemal 300 km by zabrać 2 osoby (z Marsbergu). Już w Szwajcarii do doliny Matter przedostajemy się tunelem (autami wjeżdża się na specjalne wagony i pociągiem przejeżdżamy na druga stronę masywu) i docelowo nocujemy na kampingu w Randzie. W następny dzień podeszliśmy dość ciekawym szlakiem (w górnej części po swego rodzaju ferattcie) do schroniska Domhutte  (2940).  Schronisko jest nieczynne lecz otwarte. Tu spotykamy trójkę wspinaczy z KW Katowice, którzy siedzieli tu już od dnia poprzedniego i wybierali się na Dom przez Festigrat. Jak się okazało mieliśmy otwierać sezon pod Domem. Po miłej pogawędce oni ruszyli w górne partie lodowca a my rozbiliśmy namioty na morenie powyżej (jest tu kilka platform osłoniętych kamieniami – wys. 3120). Trochę padał deszcz. Nazajutrz wstajemy o drugiej by przed czwartą ruszyć na lodowiec Festi przy przepięknej pogodzie. Filip zrezygnował z dalszego podejścia i wcześniej zszedł do Randy. Po śladach kolegów z KW docieramy wkrótce do ich obozu. Akurat szykowali się do dalszej drogi. Jeszcze w nocy kilka godzin szukali przejścia w skalnych ścianach nim natrafili na batinoksy w skałach nad miejscem, z którego zjechała lawina. Razem z katowiczanami wspinamy się na grań (niemal 3800 m). Nie będąc pewni czy idziemy właściwą drogą tracimy sporo czasu (2 godz) na kombinowaniu. Oni idą dalej na grań Festigrat a my analizujemy sytuację. W międzyczasie z grani  wiodącej od Graben obrywają się potężne seraki bombardując Festi. „Normalna” droga wiedzie lodowcem Hobärg okrążając górę. Lodowiec jednak jest nieskalany. Aby się przez niego przedostać trzeba by kluczyć między szczelinami, które w czerwcu jeszcze są dobrze zamaskowane. Nie mając śladów musielibyśmy szukać drogi co łączyło by się z dalszymi stratami. Szacunek planowanego czasu do straconego jest na tyle niekorzystny (musieliśmy dzisiaj wracać do Niemiec), że podejmuję decyzję o odwrocie. Schodzimy tą samą drogą likwidując po drodze biwak. Randę opuszczamy późnym popołudniem i znów 24 godziny (tym razem z małą przerwą na sen w Marsbergu) docieramy do domu. Choć nie wyszliśmy na górę to wycieczkę uważam za ciekawą. Rozterki oczywiście mam. Cel ciekawy choć nie koniecznie w 24 godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FFesti&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Kaisergebirge - MTB i via ferraty|Ola Golicz, Klaus B.|30 05- 01 06 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tyrolu już prawie lato. W ciągu dnia bardzo ciepło i słonecznie, wieczorami &amp;quot;letnie&amp;quot; burze. Spędzamy 3 dni na rowerach-odwiedzając tereny znane mi z zimowych wypadów na narty. W niedzielę łączymy wypad rowerowy z via ferratą na Kitzbüheler Horn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- wyjazd kursowy|Daniel Bula, Asia Przymus, Iwona Czaicka z Karolem, Bogdan Posłuszny, Agnieszka Lakwa, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|30-31 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy, dłuższy wyjazd w ramach kursu. Do odwiedzenia cztery jaskinie: Trzy Kopce, Dującą, Salmopolska i Malinowska. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów docieramy do schroniska. Skromny stan przedzawałowy i łza rozpaczy tocząca się po policzku w trakcie podejścia do schroniska, wyraźnie sygnalizują, że zaczyna się zabawa z przeprawą przez tereny, które nie mają wiele wspólnego z wygodnym, płaskim chodnikiem i budkami z kebabem rozstawionymi co kilkaset metrów.&lt;br /&gt;
Po zrzuceniu części bagażu do schroniska i  delikatnej redukcji zawartości plecaków ze sprzętem, ruszamy w stronę Trzech Kopców. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja. Docieramy pod Trzy Kopce bez większych niespodzianek. Żaden zwierz leśny ni gadzina pełzająca nie stają na naszej drodze. Mijamy jedynie kilka grupek turystów, sympatycznie pozdrawiających nas w drodze do jaskini. Jest gorąco…&lt;br /&gt;
Po szybkim posiłku wchłoniętym przed wejściem do Trzech Kopców, przebieramy się w wyjściowe ciuszki i kolejne wskakujemy do przyjemnie chłodnej dziury. &lt;br /&gt;
Trzy Kopce witają nas licznymi szczelinami, zawaliskami, oraz stadem odstających, twardych krawędzi idealnych do tego, by przypomnieć sobie o konieczności uważania na łokcie, kolana, czy inne wystające elementy organizmu. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini przebiega bez większych problemów: jest okazja do przeciśnięcia się przez kilka ciaśniejszych miejsc, znajdujemy lokalizację idealną do rozprostowania nóg w pozycji leżącej, dającą jednocześnie możliwość wygodnej obserwacji umordowanych osób wypełzających z dojścia do końcowych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Tradycyjne poszukiwania wyjścia przez kursantów kończą się fiaskiem. Na szczęście Buli orientuje się z grubsza którędy do góry, więc nie grozi nam śmierć głodowa. &lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu sporej części Trzech Kopców, gramolimy się na powierzchnię, gdzie wita nas deszcz przechodzący po chwili w burzę. Gdy myślimy, że nie może być gorzej, pojawia się grad. Na szczęście znajdujemy minimalne schronienie pod pobliskimi drzewami. &lt;br /&gt;
Kilkanaście minut (i kanapek) później ruszamy w stronę Dującej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rozpogadza się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedaleko celu naszej podróży znów rzucamy się na szybki posiłek. Po kilkunastu minutach naciągnąwszy na grzbiety nieco wilgotne kombinezony, idziemy szukać wejścia. &lt;br /&gt;
Niewielki otwór z przerzuconą przezeń kłodą, nie zapowiada wrażeń, które czekają nas na dole. Kolejno wskakujemy w ciemność, uprzednio żegnając się z jakimś sympatycznym pytongiem górskim, który urządził sobie legowisko na kamieniu obok wejścia.&lt;br /&gt;
Dująca wyraźniej daje się nam we znaki. O ile jeszcze Smukła Szczelina w drodze na dół nie wydaje się wielkim wyzwaniem, tak posiadacze dłuższego organizmu, już na Ciągu Twardzieli mogą mieć problemy ze złamaniem swego cielska w taki sposób, by dostać się do dalszych partii jaskini. &lt;br /&gt;
Podobnie jak w przypadku Trzech Kopców, zwiedzamy Dującą bez większych niespodzianek. Problem pojawia się dopiero przy wyjściu, gdy to mój skromny organizm nijak nie daje rady przepchnąć się w górę przez Smukłą Szczelinę. Łukasz i Asia dzielnie ciągną mnie za fraki do góry, co przy jednoczesnym wypychaniu mnie od spodu przez Buliego sprawia, że jakimś sposobem udaje się mnie wypchnąć z otworu, z którym nijak nie jestem kompatybilny gabarytowo. &lt;br /&gt;
Wychodząc na powierzchnię, jesteśmy tradycyjnie witani… deszczem. Tym razem bez burzy i gradu. &lt;br /&gt;
Droga powrotna przebiega bez większych komplikacji. Nikomu nie udaje się poważniej zgubić, nikt nie zostaje pożarty przez zwierzynę leśną, bezpiecznie docieramy do schroniska, skąd po doprowadzeniu swoich powłok cielesnych do stanu, w którym nie powodujemy ataków paniki postronnych osób, ruszamy w stronę cywilizacji, by zjeść ciepłą kolację.&lt;br /&gt;
Jak się okazuje, znalezienie wieczorową porą otwartej knajpy w Szczyrku jest trudniejsze, niż znalezienie Dującej. Na szczęście udaje nam się trafić do miejsca, gdzie zostajemy nakarmieni i napojeni.&lt;br /&gt;
Kolacja kończy się pożegnaniem – opuszczają nas Bogdan, Asia i Łukasz, zmuszeni obowiązkami do powrotu. Reszta rusza w stronę schroniska, gdzie ku chwale Morfeusza zwala się na materace, chwile później pochrapując radośnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wciągnięciu solidnego śniadania, opuszczamy schronisko i przemieszczamy się w stronę Jaskini Salmopolskiej. Pogoda jak najbardziej sprzyja. Być może tym razem uda się nie zmoknąć…&lt;br /&gt;
Po przebyciu niedługiego odcinka drogi, prowadzącego od parkingu do okolic otworu wejściowego, wskakujemy w kombinezony, których stan jednoznacznie wskazuje na to, co przeszły poprzedniego dnia. Chwilę później kolejno zanurzamy się przyjemnie chłodną jaskinię. &lt;br /&gt;
Zwiedzanie Salmopolskiej nie zabiera wiele czasu: sprawnie docieramy do północnej części jaskini, następnie po nawrocie kierujemy się ku studni końcowej. Tam czeka nas niespodzianka: nad studnią objawia się okienko prawdopodobnie prowadzące do dalszych partii, których nie mamy oznaczonych na mapie. Część z nas decyduje się na szybki rzut okiem w stronę otworu.&lt;br /&gt;
Chwilę później zawracamy, kierując się już w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;
Wydostajemy się na powierzchnię – szok. Nie pada! Mało tego – słońce świeci! Ruszamy raźno do ostatniej jaskini, którą mamy zamiar zwiedzić. Naszym celem jest Malinowska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez większych problemów znajdujemy jaskinię. Przy pomocy znajdującej się w środku drabiny, kolejno schodzimy w dół.&lt;br /&gt;
Malinowska ze względu na swoje rozmiary, nie zabiera nam wiele czasu. Krótki podziemny przemarsz można w zasadzie potraktować bardziej jak niedzielny spacerek. Po zwiedzeniu całości jaskini wdrapujemy się na powierzchnię, gdzie w końcu można wyłączyć czołówki na dłuższy czas. &lt;br /&gt;
Idealnym zakończeniem weekendu jest postój na tradycyjnej szarlotce w miejscu, gdzie nie da się skończyć konsumpcji na jednym ciastku. Po wchłonięciu kalorii w ilości mogącej zasilić średniej wielkości miasteczko, pakujemy się do samochodów i ruszamy w stronę domów… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbeskid&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - pontonem po Białce Lelowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Białka Lelowska to rzeczka biorąca swój początek na Jurze a uchodząca do Pilicy w okolicach Koniecpola. Na odcinku od Lelowa do Białej Wielkiej rzeczka została przystosowana do spływów pontonowych. Jednak na wielu odcinkach rzeka posiada mielizny, zatopione pnie i gałęzie. Najpierw nurt jest znośny, później zwalnia. Na jednej z zatopionych gałęzi rozerwaliśmy dno pontonu i po chwili szybko nabieraliśmy wody. Odwracamy więc ponton dnem do góry zamieniając go w swoistą tratwę. Siedząc na dnie (dziura była nad wodą) docieramy po 2 godz. do celu w Białej Wielkiej. Trochę nas postraszyło deszczem ale generalnie pogoda OK. W sam raz wycieczka na sobotnie popołudnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBialkaLelowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Katowice - Szopienice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, zawodnicy z różnych miast|24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem trochę oderwane od gór i skał ale pogoda miała być nie najlepsza więc za namową Augusta Jakubika (ultramaratończyk z naszego miasta i prezes TKKF &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska) wziąłem udział w turnieju badmintona w ramach Wojewódzkich Zawodów Klubów TKKF. Po dość zaciętych bojach udało mi się wywalczyć II miejsce. Zawody odbywały się również w wielu innych dyscyplinach. W każdym razie w punktacji ogólnej wywalczyliśmy I miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Pazurek - Warsztaty z kanioningowych technik linowych KK PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech Orszulik i osoby z innych klubów|22 - 24 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie weekendu od piątku do niedzielnego popołudnia byliśmy uczestnikami warsztatów z technik kanioningowych, szczególnie potrzebnych nam do zbliżającego się w następnym tygodniu wyjazdu. Rozpoczęcie w piątkowy wieczór w Jurajskim Dworku od unifikacji sprzętowej, kilku prelekcji, filmów i dużej ilości ppysznej wódki do późnych godzin nocnych.&lt;br /&gt;
Bardzo ciężki poranek, zawadzamy o sklepy i cały dzień na Pazurku ćwiczymy po kolei, zjazdy, poręcz, deporęcz, odciągi itp. Później długo oczekiwana kiełbasa z ogniska i powrót na noclegownię, jadłospis jak uprzednio :D &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela znów w skale, tym razem uczymy się trawersów, i deporęczowalnych odciągów, &lt;br /&gt;
wszystko naturalnie na najlepszym przyrządzie do wszystkiego czuli 8-ce! :D &lt;br /&gt;
da się nawet na niej bardzo sprawnie podchodzi na linie!&lt;br /&gt;
Miłe towarzystwo i bardzo fajna kadra, gorąco polecam tego typu sprawy każdemu kogo to interesuje, ja się piszę na kolejne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 39-lecia klubu|Tadeusz, Basia, Adam i Ania Szmatłoch z dziećmi, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Wojciech Orszulik z córką, Olek Kufel z córką, Tomek i Asia Jaworscy z synkami, Wojciech i Ola Rymarczykowie z dziećmi, Hołek z dziewczyną, Teresa, Kamil, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia, Rysiek i Marzenna Widuch, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Damian Żmuda z dziewczyną, Ola Golicz, Klaus, Janusz Dolibog z Jolą, Daniel Bula z Magdą i córką, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Łukasz Majewicz z Adą, Ksawery Patryn z Anią, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka z chłopakiem, Aga Lakwa, Emil Stępniak (wszyscy w różnym czasie przyjeżdżali i wyjeżdżali)|15 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku obchody 39-lecia klubu odbywało się nie z naszej woli w dwóch miejscach. W sobotę rano na Bońku w Górach Sokolich gorliwością wykazała się miejscowa policja. Jej dzielni przedstawiciele w brawurowej akcji zakwestionowali pobyt kolegów w/w miejscu wystawiając stosowne druczki na określoną kwotę. Dalsze więc obchody przeniesione zostały 30 km na południe do zacisznego Piaseczna. Tu już niepokojeni przez nikogo, działając w różnych grupkach chodziliśmy do jaskiń (Piaskowa i Wielkanocna), wspinaliśmy się do woli w skałkach, jeździli na rowerach górskich lub też odpoczywaliśmy mniej lub bardziej czynnie na łonie przepięknej, majowej przyrody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Asia: Z okazji otrzymania paru zdjęć wykonanych przez Emila postanowiłam jednak opisać działalność ,,sekcji Jaskiniowej” podczas Lecia Klubu. Pierwotny plan zakładał wizytę w kilku jaskiniach okolic Olsztyna. Jaskinie miały być poziome (dostępne dla kursantów), ale zarazem brudne, zimnie i ciemne żeby zobaczyli w co się wpakowali. Razem z przeniesieniem miejsca imprezy musieliśmy zmienić plany. Szybka i spontaniczna decyzja – pójdziemy w niedzielę do Piętrowej Szczeliny. Tymczasem w sobotę wieczór wybraliśmy się do pobliskiej Jaskini Piaskowej i po kilku przygodach (pamiętałam dojście tylko do połowy, mimo wszystko trafiłam bliżej niż zaprowadził nas później GPS) udało nam się w końcu z pomocą Damiana znaleźć wejście. Jaskinia jest dość mała i ciasna, co zweryfikowało  stosunek niektórych osób do tego rodzaju rozrywek. W niedzielę w bardziej kursowym składzie (Tadek, Ja, Iwona z Karolem, Emil, Aga i Łukasz) pojechaliśmy do Piętrowej Szczeliny, po drodze okazało się, że droga, którą mieliśmy jechać jest zamknięta. Nie pozostało nam nic innego jak odwiedzić kolejna jaskinię znajdującą się w Piasecznie – Jaskinię Wielkanocną. Z nowym członkiem ekipy (Prezes) i dosztukowanym sprzętem, podawanym sobie do góry po każdym zjeździe, trafiliśmy na dno ok. 10 m studzienki. W środku spędziliśmy parę chwil, powciskaliśmy się we wszystkie szczeliny, popodziwialiśmy skąpą (ale ciekawą!) szatę naciekową i szkielet jakiegoś zwierza, posłuchaliśmy opowieści Tadka o jaskiniach, ludziach i naszym klubie. Mając tyle ciekawych planów, które nie wyszły czuję jaskiniowy niedosyt, jednak mam nadzieję, że mimo wielu nieprzewidzianych zwrotów akcji, jednak te wizyty coś wniosły w ,,edukację” nowych grotołazów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fwielkanocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Łutowiec - Szkolenie z kartowania jaskiń|kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ); kursanci: Agata Kogut, Kamil Woźniak (AKG Kraków); Marcin Fila, Katarzyna Mięsiak-Wójcik, Artur Muc, Małgorzata Rostocka, Ewa Skrzyszewska, Jacek Strejczyk, Jacek Surmacz, Paweł Wójcik (KS Aven Sosnowiec); Krystian Wójcik, Ziemowit Zieliński (KAGB GOPR); Przemysław Styrna (KKTJ); Michał Drożdż (KW Lublin); Agnieszka Dobrzańska, Aneta Furgalska, Beata Piątek-Zalewska (Speleoklub Olkusz); Tomasz Piprek (Sądecki KTJ); Magdalena Sikora (SCW); Arkadiusz Kuś, Arkadiusz Plichta, Alicja i Sebastian Szczepaniak (SKTJ); Jacek Hyzicki, Piotr Mazur, Agnieszka Szrek-Burczyk (Speleoklub Świętokrzyski); Aleksandra i Jakub Maciążek (SW); Joanna Stępińska (TKG Vertical); Piotr Graczyk, Magdalena Pilarska (WKTJ); Gościnnie pojawili się również: Ewa Wójcik i Andrzej Ciszewski (KKTJ) oraz Michał Macioszczyk i Zbigniew Tabaczyński (WKTJ)|16 - 17 05 2015}}&lt;br /&gt;
Szkolenie podstawowe wg sprawdzonego programu, opracowanego w 2013 roku. Dwa intensywne dni wykładów, ćwiczeń przy komputerach oraz dwa wyjścia w teren do jaskiń: Ludwinowskiej, Ostrężnickej, Trzebniowskiej i w Sokolnikach. Pojęcia nie mam, czy wyszło dobrze, bo to się niestety okaże dopiero po czasie. Kadrze bardzo dziękuję za pracę przy szkoleniu. Dziękuję również kierownikom wypraw w Prokletije (Krzysztof Najdek z WKTJ) oraz w Hagengebirge (Marek Wierzbowski), a także Sławkowi Parzonce z WKGiJ za udostępnienie sprzętu na szkolenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - jaskinia Wielka Staniszowska|Z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, pozostali weterani -  Jan Dunat - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Ganszer, Zofia Gutek, Stefan Mizera - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Niepsuj - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Bielsko, Jerzy Pukowski, Jerzy Urbański - Weteran /Kapituła/ - ośrodek macierzysty Wrocław, Beata Burdynowska - Weteran  - ośrodek macierzysty Bielsko, Beata Michalska-Kasprkiewicz, Jadwiga Micherdzińska, Józef Gurgul - Koneser, Halina Szczerbińska - Koneser, Paweł Kasperkiewicz, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Ewa Chylaszek-Brylska - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Bartłomiej Brylski - Beskidzki Klub Narciarzy PTTK &amp;quot;Gronie&amp;quot; w Bielsku-Białej, Anna Brylska - Osoba Towarzysząca, Mikołaj Korczyk - Sekcja Młodzieżowa, Ines Korczyk - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Sebastian Korczyk - Krakowski Klub Taternictwa Jaskiniowego|16 05 2015}}&lt;br /&gt;
Jurek Ganszer z SBB zorganizował 26 już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Z uwagi na nasunięcie się tego wydarzenia z obchodami naszego lecia klubu wzięliśmy udział tylko w akcji do jaskini Wielkiej Staniszowskiej w słowackich Niżnych Tatrach. Dziura znajduje się w Janowej Dolinie. Po pewnych problemach z otwarciem stalowych drzwi udało nam się dość dokładnie zwiedzić jaskinię (podobno 3 km ciągów). Długie i przestronne korytarze, ładna szata naciekowa stawia tą jaskinię w gronie ciekawszych jaskiń Słowacji. Po akcji ja z Esą jadę do Polski na Jurę (300 km) a reszta weteranów na dalsze bale do Kir. Duże podziękowania dla Jurka z zorganizowanie tej fajnej imprezki. Tu więcej szczegółów: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/1566-2015-05-15-17-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-26-jaskinia-staniszowska-wielka-w-tatrach-ni%C5%BCnich-i-jaskinia-magurska-w-tatrach-zachodznich.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Podejście w ulewie, przejście na mokro. Czas trawersu 3h 10m, kilkanaście minut jest jeszcze spokojnie do urwania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|z naszego klubu - Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Łukasz Piskorek oraz około 100 innych osób|09/10 05 2015}}&lt;br /&gt;
Wracając autem z naszej tatrzańskiej wyrypy zadzwoniła moja rowerowa koleżanka Ewa: &amp;quot;Jedziesz na nocny rajd?&amp;quot; Tak więc o 22 peleton około 100 cyklistów (w tym czwórka nockowiczów) przejechał czerwonym szlakiem rowerowym z Halemby przez Wirek do Kochłowic na Rybaczówkę. Tu już czekało ognisko i kiełbaski. Fajna imprezka (zorganizowana przez MOSiR), pogoda i humorki dopisały. Choć byliśmy ściachani trochę po nartach to nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FNocny_rajd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/dla-milosnikow-dwoch-kolek-ruda-slaska-poszerza-oferte,5188#&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mylna Przełęcz|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, M.|09 05 2015}}&lt;br /&gt;
Mimo, że autem jechaliśmy w deszczu to w Tatrach pesymistyczne prognozy nie zupełnie się sprawdziły i warun był całkiem przyzwoity. Z Kuźnic przez Skupniów Upłaz na Halę a dalej już po śniegu do kotła zamykającego dolinę pod Świnicą i Kościelcem. Mimo, że przez ostatni tydzień śniegu ubyło bardzo dużo to i tym razem intuicja mnie nie zawiodła gdyż żleb opadający z Mylnej Przełęczy (2104) był dobrze wyśnieżony. Na samą przełęcz dość strome podejście a żleb u góry wąski. &amp;quot;Trzyosobowa przełęcz&amp;quot; (gdzieś tyle tam miejsca dla ludzi z sprzętem) wcięta jest między grań Zadniego Kościelca i Zawratowej Turni. Każdy startuje trochę inaczej. Najpierw się trochę zsuwamy a potem już piękna jazda w dolne partie doliny. Ciekawostką były moreny, które rozpędem pokonywaliśmy do góry z znaczną szybkością z fajnym uczuciem działania siły odśrodkowej. W kilka chwil mijamy stawy i docieramy do końca śniegu w okolicach skrzyżowania szlaków na Kasprowy. Potem już na butach przez dol. Jaworzynki do Zakopca. Tatry puste powyżej Hali, niżej spotykamy kilka osób. Cóż, i tu wiosna już zawładnęła górami. W tej akcji zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMylnaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Stubaier Alpen, Ötztaler Alpen|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Monika Strojny (TKN Tatra Team Zakopane), Michał Ciszewski (KKTJ Kraków)|30 04 - 03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Dodaliśmy jeden dzień do długiego weekendu i spędziliśmy go na skiturach w Austrii. Naszą bazą noclegową były zimowe chatki samoobsługowe przy schroniskach Alpenverein. Trasy dobieraliśmy po prostu z map topograficznych. Pierwszego dnia, po nocnym przejeździe z Polski w Alpy Sztubajskie przeszliśmy z parkingu w St. Sigmund (1516) na ciężko do Pforzheimer Hütte (2308) i dalej w kierunku szczytu Zwiselbacher, kończąc wycieczkę na bezimiennym szczycie na 3050 m. Pogoda nam dopisała, męczyliśmy się tylko trochę w związku z niewyspaniem i nagłą zmianą wysokości. Drugi dzień to niskie chmury i deszcze. W tragicznej z początku widoczności (&amp;quot;na przyrządy&amp;quot;) wchodzimy z Pforzheimer na Schartlkopf (2831), po czym zjeżdżamy po nasz dobytek z powrotem do chatki i dalej do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przemieszczamy się w Alpy Ötztalskie, niedaleko ośrodka narciarskiego Pitztal. Tam z parkingu pod kolejką podziemną na lodowiec (1675) wychodzimy do Taschachhausu (2435), gdzie docieramy późną nocą i na dodatek kompletnie przemoczeni. Ta &amp;quot;chatka&amp;quot; zrobiła na nas szczególne wrażenie: dwa piętra, jadalnia i trzy sypialnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota to ponownie dużo słońca -- i dużo lawin. Planujemy wyjście na Ölgrubenkopf (3392), ale nieco powyżej 3100 m rezygnujemy z ataku na szczyt z uwagi na zagrożenie lawinowe. Niestety, po nocnym suszeniu się nie udało się nam wstać wystarczająco wcześnie na ten cel. Zjeżdżamy po morenach na lodowiec w dolinie, na ok. 2820 i na pocieszenie atakujemy jeszcze przełęcz Wannetjoch (3110). Tu znowu rozsądek nakazuje nam zawrócić na ok. 30 czy 40 m przed granią, ale zjazdy są więcej niż wystarczającym pocieszeniem. Po osiągnięciu dna doliny Monika wraca do chatki, a mężczyźni doprawiają się jeszcze podejściem ok. 200 m pod wielkie seraki wystające z lodowca Sexegertenferner. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia prognozy przewidywały znowu deszcze, ale pogoda pozytywnie nas zaskoczyła i umożliwiła podejście niemalże na Bliggspitze (3454) w dobrej widoczności i bez opadów. Tym razem zawracamy z 3330, rozsądek zatriumfował po wykopaniu przez Marka próby lawinowej. Naszemu zjazdowi z chatki do samochodu towarzyszyły zresztą głuche odgłosy lawin schodzących i blisko i daleko, może i w żlebie prowadzącym na Bliggspitze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMajowkaMG&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wołowiec: wyjazd rowerowo  - narciarski|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|03 05 2015}}&lt;br /&gt;
Misternie spakowani w aucie (rowery, narty i sprzęt górski) ruszyliśmy na podbój Wołowca (2064). W Chochołowie łapiemy gumę a po wymianie koła okazało się, że w zapasie jest też mało powietrza. Łukasz jedzie szukać kompresora do Czarnego Dunajca a reszta obserwuje życie niedzielne Chochołowa. Później jednak wszystko idzie zgodnie z planem. Przy Kirowej Wodzie przepak. Z przytroczonymi do rowerów nartami chyżo mykamy do góry przez pełną ludzi dolinę Chochołowską. Przy schronisku zostawiamy rowery i dalej już z buta a później na nartach przemierzamy Wyżnią Chochołowską dolinę aż na grzbiet wiodący na Wołowiec. Wyżej pogoda uległa pogorszeniu lecz widoczność wciąż dobra. Na zjazd wybieramy centralny żleb przedzielający pn-wsch. ścianę Wołowca. Dość duże nachylenie lecz śnieg dobry. Trochę emocji było, gdyż najpierw nie byliśmy pewni czy żleb nie jest w dole podcięty. Stromizną osiągamy kocioł a potem pod ścianami Wołowca skośnym zjazdem chwytamy szlak podejścia. Później w kosówce i w lesie równie wspaniała jazda. W dolnych partiach koledzy zdejmują definitywnie narty a ja równoległym duktem w lesie niemal ciągle po śniegu zjeżdżam w pobliże schroniska. Spotykamy się przy rowerach i wkrótce gnamy jak szaleni w dół osiągając w kilkanaście minut Kirową Wodę. Tu już tylko kąpiel obłoconego sprzętu i powrót do domu (dość długi z uwagi na po majówkowe korki). W naszym odczuciu był to przewspaniały wyjazd. Łącznie zrobiliśmy 25 km i 1165 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWolowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|01 05 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótki acz treściwy wyjazd skiturowy do znanego mi już dość dobrze schroniska Prielschutzaus. Po piątkowo-deszczowym podejściu, śniadaniu przy świecach(!) z obsługą schroniska i wyczekaniu na właściwe okno pogodowe (udało się :)) Klaus zaprasza mnie na bardzo udaną wycieczkę w nieznany mi obszar tego rejonu serwując wymagający technicznie, bardzo długi a zarazem świetny zjazd (trasa od schroniska, obok szczytu Temlberg aż pod ściany Bösenbühel + zjazd linią na Dietlhölle- polecam). Zdjęcia: https://drive.google.com/folderview?id=0B-E32_yA9P0MfjRpX2FPVUNpenUyWW9iTlVuYU9faTVFSkxjQXAyd0NPU3F6WnBpRlQtM1U&amp;amp;usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWECJA/DANIA: Rejs po Bałtyku|Tomasz i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 - 02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak co roku w maju rozpoczynamy sezon żeglowania, po raz kolejny po Morzu Bałtyckim. Tym razem płyniemy fajną jednostką - Delphia 43  Baltica-Yachts IV – ponad 14m długości po pokładzie, super łajba, dużo miejsca nawet przy dwunastoosobowej załodze. Wypływamy wieczorem  z mariny w Kołobrzegu. Pogoda nas nie rozpieszcza. Zaczyna padać deszcz, zero wiatru i wokół nas mgła (widoczność na 20m , dobrze że, łajba wyposażona jest w radar ,przynajmniej nie zaskoczą nas statki widma). Pierwszym celem po 36 godzinach płynięcia jest marina w Kalmar (Szwecja). Tutaj zwiedzanie miasta, zamków i podziwianie długiego mostu przechodzącego przez Cieśninę Kalmarską (ponad 6300m ). Następnie wypływamy do Karlskrony (Szwecja), hurra, hurra- zaczęło wiać i zaczęła  się zabawa w halsowanie. Jeden minus ,że to  północny wiatr, czyli bardzo zimny, nawet zimowe ubrania nie pomagają, gdy się stoi za sterem bez ruchu cztery godziny, ale dajemy radę. Dopływamy do mariny w Kalskrone. Tu znów małe zwiedzanie zabytków ( wszędzie widać armaty), uzupełnienie zapasów i w drogę, a raczej w morze. Następnym celem jest mała wysepka Christianso (Dania). Znów zaczęło fajnie wiać, pojawiła się duża fala (dobrze bujało), co niektórzy z załogi znaleźli sobie takie męskie zajęcie - karmienia rybek przez burtę J. Po dotarciu o drugiej w nocy do wysepki rozpoczął się krótki odpoczynek, a nad ranem zwiedzanie wysepki. Oprócz tubylców nikogo nie było, a bardzo zimny wiatr znowu dał o sobie znać. Wysepka bardzo fajna, ale polecam ją latem, gdy będzie cieplej. Teraz czas na Bornholm, do miejscowości Allinge-Sandvig. Z wysepki nawet szybko dotarliśmy, bo w sześć godzin (sprzyjał nam kierunek wiatru). Tu też krótkie zwiedzanie miasteczka ,zakup pamiątek i szykowanie się do drogi powrotnej. Niestety powrót był już tylko na silniku, bo nic nie chciało nam wiać. Rejs był super, tylko trochę było zimno i szkoda, że wszystko było przed sezonem, bo tak naprawdę to byliśmy jedynymi ludźmi w portach, ale i tak polecam wszystkim przeżycie takiej morskiej przygody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FRejs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Frankenjura-wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 04-02 05 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek ruszamy bezpośrednio po pracy, decydujemy się na nocleg na przytulnym parkingu na autostradzie – cisza, spokój i ławeczki o szerokości idealnie pasującej do karimaty. Z rana docieramy na camping ,,Eichler’’ od razu robi pozytywne wrażenie (brak tłumu). Generalnie miejscówka godna polecenia, warto podkreślić przemiłą obsługę (Opa Eichler). W sobotę ruszamy na najbliżej położoną skałkę (Zehnerstein), która niestety nie zachwyciła. W kolejnych dniach zwiedzamy kilka rejonów – Soranger Wand, Grune Holle, Richard Wagner Fels, Marietaler Wande, które potwierdziły że Franken oferuje pierwszorzędne wspinanie. Pogoda mimo paskudnych prognoz okazała się łaskawa. Warto nadmienić, że skała szybko schnie a liczne przewieszenia pozwalają wspinać w deszczu co nie mieści się w głowie człowiekowi przyzwyczajonemu do polskiej jury. Z ciekawszych przejść padły m.in. Umleitung 8- (crux w płycie bleee), Pickelsau 9- (przewieszenie, same wiadra, asekuracja lotna), Second Chance 8- (przyjemne zgięcia po dwójkach), Die alte Sau 8- FL (zróżnicowana, nieco ciagowa), Isolation 8- OS (przewieszony klasyk),  Solid rock 8- OS (klasyk, super ruchy, mega czujny początek – pierwsza wpinka 6m nad glebą), Katzensudan 7+ OS (długa, techniczna, rekord Damiana)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Warsztaty poręczowania KTJ PZA |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra i uczestnicy z różnych klubów |24-26 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warsztaty rozpoczęły się w piątek wieczorem od unifikacji sprzętu. W związku z dość późną porą (przesunięcie zbiórki z 20 na ok. 22) padło tylko kilka uwag i sugestii dotyczących konfiguracji i stanu poszczególnych kompletów uczestników.  Wszystkie dłuższe omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia od rana rozpoczęliśmy zajęcia na Górze Birów. Wszyscy uczestnicy zostali sparowani i obdzieleni zadaniami (poręczowanie dróg z określonymi rodzajami przepinek, węzłów i ewentualnymi sytuacjami awaryjnymi – koniec liny/ przetarta lina). Po zakończeniu pracy przez wszystkie zespoły nastąpiło omówienie błędnych konfiguracji i sugestie jak należy takie sytuacje rozwiązywać. Przez cały dzień każdy zespół zaporęczował jeszcze dwie drogi i każde z następnych omówień było krótsze od poprzedniego dzięki zastosowaniu w naszych poręczówkach omówionych elementów. W międzyczasie wysłuchaliśmy  jeszcze kilka zdań o pomocnych elementach wyposażenia jaskiniowego, czy o przydatnych przygotowaniach przed rozpoczęciem poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie mieliśmy już tylu okazji do samodzielnego działania, a więcej słuchaliśmy prowadzących, głównym powodem był niedobór czasu jak i ogrom wiedzy i tematów jakie miały być nam przekazane. &lt;br /&gt;
Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy, tak by w mniejszym gronie omówić wszystkie zagadnienia. Na pierwszym stanowisku były omawiane różne rodzaje wycofów w zależności od sytuacji i dostępnego sprzętu (różne konfiguracje ,,złodzieja”, zjazd w półwyblince, zjazd z przeciwwagą). Na drugim stanowisku omawialiśmy różne rodzaje punktów (spity, kotwy, kilka rodzajów plakietek i ringi) oraz jak należy poprawnie je dobierać w zależności od miejsca osadzenia i jakich węzłów używać. Na trzecim stanowisku omawiany był zjazd kierunkowy (zakładanie tyrolki, flaszencug) niestety z braku czasu nie wszyscy mieli okazję przećwiczyć zakładanie tego układu. W dalszej kolejności obserwowaliśmy (i słuchaliśmy) instruktorów w zaimprowizowanej sytuacji tzn. jak sprawnie przeprowadzić akcję w przypadku wspinania i poręczowania do góry. Ostatnim stanowiskiem było poręczowanie z cienkich lin (9 i mniej mm), gdzie może być stosowane, jak się poprawnie po nim poruszać i jakich węzłów używać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały weekend pogoda dopisywała, dopiero w niedzielę parę minut po powrocie na bazę spadł deszcz i w oddali słychać było burzę, w związku z czym większość ekipy miała wątpliwą przyjemność zwijania się w deszczu.&lt;br /&gt;
Bardzo sympatyczne towarzystwo zarówno ze strony kadry szkolącej jak i uczestników, do współpracy w ciągu dnia oraz do rozmów wieczorem przy ognisku. Polecam takie wyjazdy wszystkim! Jest to  dobra okazja do poznania grotołazów z innych klubów, nauczenia się czegoś nowego/ uzupełnienia wiadomości, porównania doświadczenia innych grotołazów ze swoim, czy chociażby tylko do odświeżenia swojej wiedzy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Samotne wejście na Krzyżne. Od wyjścia z Betlejemki do samej przełęczy nie spotykam nikogo. Zjazd rozpoczynam jeszcze przed południem, dzięki czemu warunki śniegowe mam całkiem znośne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Kopa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik|26 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic przez Kalatówki (zatrzęsienie krokusów) podchodzimy na halę Kondratową. Potem na nartach na Kondracką Przełęcz i dalej granią na Kopę Kondrcką (2005). Pogoda nie zła. Śniegi robią się firnowate więc zjazd mamy przewspaniały. Śmigamy Długim Żlebem i dalej do schroniska. Tu krótki odpoczynek i następnie na nartach zjeżdżamy niemal do samych Kuźnic wskakując na nartostradę z Goryczkowej. Niżej robi się gorąco i po śniegu są już tylko wspomnienia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kozia Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
Podchodzę w sobotę w nocy na Halę Gąsienicową, śpię w Betlejemce (brr! zimno!) i rano spotykam się w Murowańcu z &amp;quot;imprezowiczami&amp;quot; z sobotnich zawodów skiturowych. Na dłuższą wycieczkę chętna jest tylko Monika, dużo bardziej zresztą niż ja (w ogóle się nie wyspałem...). Na samą przełęcz wchodzić nie było sensu - przepięliśmy się do zjazdu jakieś 40 m niżej...  korzystając w pełni z przybyłego w nocy 30 cm świeżego śniegu. Pysznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - jaskinia Studnia w Zagórzu i jaskinia w Sokolnikach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|19 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy dwa nie wielkie obiekty jaskiniowe. Studnia w Zagórzu to 10-metrowa studnia o eliptycznym przekroju. Zjechaliśmy na dno. Gdzieś do połowy jej ściany porośnięte są mchami. Potem zwiedziliśmy jaskinię w Sokolnikach. Otwór znajduje się w starym kamieniołomie. Tu procesy niszczenia widać gołym okiem. Odwiedzamy jeszcze kawałek dalej podobnie usytuowaną jaskinię lecz nie znamy jej nazwy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FStudnia_w_Zagorzu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Sławkowski Szczyt|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, jeden czł. klubu|11 04 2015}}&lt;br /&gt;
Z uwagi na III stopień zagrożenia lawinowego Sławskowski Szczyt (2452) ze względu na konfigurację terenu stał się kompromisowym celem naszej wycieczki skiturowej w Tatry. Pogoda była świetna. Jedynym rozczarowaniem było brak  śniegu na nartostradzie z Hrebieniokia (nie jest naśnieżana). Na nartach podchodzimy od wysokości 1400. Południowe zbocza Sławskowskiego to ogromne wantowisko więc od wys. 2100 m narty niesiemy bo nagromadzenie głazów utrudniało poruszanie się na nich (Teresa nawet zostawiła je między głazami). W niespełna 5 godzin osiągamy wierzchołek Sławka znanego z przewspaniałych widoków. Łukasz z uwagi na dolegliwości gastryczne został na Królewskim Nosie. Teresa szybko zbiega w rakach w dół a pozostała trójka trochę później rozpoczyna piękny zjazd z szczytu. Choć śnieg był czasem dość tępy to nastromienie rekompensowało tą niedogodność. Od Królewskiej Przełęczy jedziemy trochę razem. Potem ja z Teresą zjeżdżam mniej więcej drogą podejścia a pozostała trójka jedzie na wprost w dół. Ciekawostką były ogromne kule śniegu (nawet wielkości człowieka), które toczyły się razem z nami podczas jazdy. Później tylko na kilkaset metrów zdejmujemy narty by dojść do dobrze zaśnieżonej acz nieczynnej nartostrady wiodącej do samego Smokovca. Kilka chwil upojnej jazdy i kończymy naszą przygodę. Wkrótce też na parking dochodzi reszta ekipy. Zrobiona deniwelacja: 1465 m, czas podejścia: 4,45 h, czas zjazdu/zejścia: 2,20 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSlawkowski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Folgefonna nasjonalpark - Wielkanocne skitury|Klaus B., &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 - 07 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od 2005 r. lodowiec Folegfonna (znajdujący się na terenie Hordaland, powierzchni 214 km², trzeci pod względem wielkości w Norwegii) należy do Parku Narodowego Folgefonna. Lodowiec dzieli się na następujące części: północna Folgefonna 25  km², środkowa Folgefonna 9  km² i południowa Folgefonna 180 km². My zwiedziliśmy część południową startując z miejscowości Odda (3 godziny busem od Bergen, jeden prom, duża liczba tuneli) w kierunki samoobsługowej górskiej chatki Holmaskjer. Następnie przemierzamy niemały odcinek lodowca decydując się na wersje maximum czyli mijamy chatkę Fonnabu i kierujemy się do Sauabrehytta. Reszta wyjazdu to zwiedzanie okolic-tych górskich (Klaus zwiedza wyciągi narciarskie w okolicy Bergen -Eikedalen Skisenter-czekając na mój przyjazd [2 dni później], lodowcowych, a na koniec wyjazdu również miejskich (Odda, Bergen). Jak to się Nockowiczom czasem zdarza [gdziekolwiek by nie byli...], w drodze do domu spotykam na lotnisku Łukasza Majewicza z Adą. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://drive.google.com/open?id=0B-E32_yA9P0MXzV2azRESW1HTVU&amp;amp;authuser=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka narciarska na Malinów|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2015}}&lt;br /&gt;
Jak na kwiecień zrobił się super warun. Z Soliska zielonym szlakiem wyszliśmy na Malinów (1114). Zjazd szlakiem a potem nartostradą przez Golgotę do auta. W drodze do domu prawdziwe śnieżyce. Przynajmniej jednego dnia świąt udało nam się nie zmarnować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FMalinow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - &amp;quot;zajączek&amp;quot; w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Bogdan&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaudia, Tomasz Posłuszny|05 - 06 04 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku postanowiliśmy szukać zająca wielkanocnego w Tatrach. W pierwszym dniu rozpoczęliśmy trasę w Brzezinach przez Dolinę Suchej Wody na Halę Gąsienicową. W Murowańcu mały odpoczynek i dalej na Kasprowy Wierch .Pogoda nas nie rozpieszczała . W połowie drogi zrobiło się biało i tak też było na szczycie. Próba zejścia zielonym szlakiem do Kuźnic nie powiodła się, zero widoczności. Postanowiliśmy wracać tą samą trasą do samochodu. W połowie powrotnej drogi znów zaczęło się przejaśniać i było widać szczyty. Zająca tu nie było, ale atmosfera w Murowańcu świąteczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień atak na Dolinę Pięciu Stawów. Początek w Palenicy Białczańskiej.  Do Wodogrzmotów Mickiewicza wiało nudą i śniegiem ,ale już na szlaku zrobiło się ciekawie. Podejście od Rzeżuchy do schroniska było małym wyzwaniem, biorąc pod uwagę ,że mieliśmy tylko  jeden zestaw raków i czekan na trzy osoby.  W schronisku odzyskaliśmy siły i ruszyliśmy w drogę powrotną . Udało się 2/3 drogi ze schroniska do Rzeżuchy zjechać na czterech literach – była to wielka frajda. Dalej złapała nas śnieżyca ,co widać na zdjęciach. A zając jak to zając - uciekł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FZajaczek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - pod Krzyżne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Paweł Strojny|29 03 2015}}&lt;br /&gt;
Widzieliśmy kilka obrazków do poręcznika z meteorologii (chmury falowe), jak również do podręcznika z bezpieczeństwa wycieczek górskich (w godzinę i dziesięć minut pogoda zmieniła się z niebieskiego nieba na mgłę i opady śniegu). Zawracamy z ok. 1 800 m: brak widoczności, brak kontrastów, późna godzina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka piesza na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
W ramach ,,zimowego zdobywania szczytów” wybraliśmy się z Bulim na Pilsko. Prognozy były złe – miał padać deszcz. W środę w klubie Ola wróżyła nam źle- będzie okropna pogoda. Po drodze okazało się, że jest…. źle ! Deszcz, szaro buro i ponuro. Do plecaka zapakowałam kurtkę przeciwdeszczową i spodnie nieprzemakalne, jakby cały czas miało być tak źle, a puchówkę w której jechałam miałam zostawić w aucie (no bo w końcu jest już wiosna), żeby mi posłużyła jak wrócę cała przemoczona z wycieczki. Jakaś magiczna siła (albo po prostu rozsądek) spowodował, że jednak wsadziłam ją do plecaka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybraliśmy się żółtym szlakiem z Korbielowa. Podejście początkowo po płatach starego zmrożonego już śniegu, albo w potokach utworzonych ze spływającej z  gór wody. Po jakimś czasie śniegu zaczęło przybywać, aż w końcu szliśmy tylko po nim. Gdzieś w miejscu połączenia z zielonym szlakiem zorientowaliśmy się, że już idziemy po świeżym śniegu – parę milimetrów, ale różnica była widoczna, szło się o wiele lepiej i dookoła było ładniej. Kawałek dalej zorientowaliśmy się, że śnieg jest tak świeży jak tylko świeży może być padający śnieg. Trochę wytyczając własny szlak (bo mgła, bo nartostrada, bo niewidoczne oznaczenia szlaku) dotarliśmy do schroniska na Hali Miziowej na herbatę i kanapki. Po wyjściu na atak szczytowy okazało się, że jest taka mgła, że nie było wiadomo gdzie iść, a po paru krokach i spojrzeniu w tył to nawet schroniska nie było widać. Na szczęście wybraliśmy podejście czarnym szlakiem wzdłuż stoku i najpierw trzymaliśmy się brzegu nartostrady, a później orczyka. Im wyżej tym bardziej cieszyłam się z puchówki i tym bardziej nasza wycieczka zamieniała się w prawdziwą zimową wyprawę. Śnieg z podejścia był wywiany, więc miejscami szliśmy po zmrożonej skorupie, wiało i sypało śniegiem w twarz. Doszliśmy na szczyt (a tak przynajmniej myślałam – teraz po sprawdzeniu internetu okazało się, że jednak trochę nam zabrakło – przynajmniej jest powód żeby wrócić), zrobiliśmy zdjęcia i uznaliśmy, że trzeba się jak najszybciej ewakuować. Najszybciej się biega, wiec tak pokonaliśmy odcinek dzielący nas od schroniska, dalej już szybkim marszem z przerwami na wytchnienie dla bolącej nogi Buliego zeszliśmy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak dla odmiany zdjęcia robione dopiero od szczytu w kierunku zejścia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fpilsko&lt;br /&gt;
. Zdjęcia z podejścia może kiedyś sie ukażą (jak Buli wykończy film w swoim zenicie i go wywoła).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczka pieszo - narciarska na Baranią Górę od wschodu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|28 03 2015}}&lt;br /&gt;
Jeszcze tydzień temu jadąc pod Gerlacha widziałem białe zbocza Baraniej Góry od wschodu. Jednak przez ostatni tydzień ocieplenia śnieg został zmasakrowany. Z Kamesznicy szlakiem podchodzimy z buta niosąc narty na plecach. Śnieg o trwałej powłoce jest wysoko. W niemal 3 godziny jesteśmy na szczycie Baraniej (1226). Po lustracji terenu z wieży ustalamy drogę zjazdu (była taka jaką planowałem). Doliną pod Baranim Groniem (nie ma tam żadnego szlaku) zjeżdżamy dość nisko. Potem trzeba kombinować więc Esa narty niesie a ja przedzieram się narciarsko ile się da do dołu co mi się zresztą udaje. Tylko ostanie kilkaset metrów idę bez nart do auta. Pogoda nawet nie zła lecz jak się nic nie zmieni z śniegiem to na skitury zostają tylko Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna-Partie Tehuby|Kasia Jasińska, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Rysiek Widuch|20-21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wyruszamy z Rudy już w piątek, aby w sobotę wcześnie rano móc uderzyć do Czarnej.  Sprawnie i szybko podchodzimy do otworu-przy końcówce zakładamy raki. O 10 zjeżdżamy zalodzoną zlotówką. Z Sali Ewy trawersujemy do Partii Tehuby. Mniej lub bardziej ciasnymi fragmentami dostajemy się do Korytarza Dziewiczego, zwiedzając po drodze mniejsze odgałęzienia. Z Korytarza Dz. schodzimy dość stromą pochylnią w dół-okazuje się, że jest to Komin Wariatów, który w połowie drogi opuszczamy, ze względu na brak liny. Wycofujemy się ostrożnie,  aczkolwiek sprawnie do góry.  Po powrocie do Korytarza Dziewiczego pokonujemy prożek z ciekawym stalagmitem, do którego słabość poczuł Rysiek. Ze spotkania ze stalagmitem wyszedł jednak bez szwanku, więc możemy iść dalej. Po chwili dochodzimy do sali Dobrej Nadziei-tutaj Asia P. próbuje zbadać dalsze partie jednak postanawiamy, że nie będziemy się pchać do Korytarza Kosmonautów i idziemy oglądać dalsze atrakcje. Wracamy znów do Korytarza Dz. i piękną Rurą za Stalagmitem schodzimy do dolnej części Partii Tehuby.  Zwiedzamy Salkę z Kredensem i kierujemy się do Salki Teresy (czuć już  zimny powiew powietrza) a potem w stronę Syfonu Tehuby, do którego jednak nie dochodzimy, ze względu na brak czasu. Chcemy jeszcze zobaczyć jeziorko Tehuby, więc szybko mijamy Salkę z Kredensem i podziwiamy jeziorko. Jeszcze zwiedzamy Salę Taty i ruszamy w kierunku otworu głównego.&lt;br /&gt;
Po 21 docieramy do Rudy-szczęśliwi i usatysfakcjonowani.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowy Wierch|Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG)|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Wychodzimy z Markiem na nocne foki na Kasprowy. Gdzieś w okolicach Zakosów dogania nas wściekła Monika i wyzywa nas od najgorszych, bo nie chcieliśmy na nią zaczekać pół godziny. Kąśliwych uwag słuchaliśmy też w przerwach podczas zjazdu, bardzo przyjemnego, choć po wyratrakowanej na płasko trasie. Wcześniej, w SMSie, Monika napisała mi wprawdzie, że jeśli nie zaczekamy, to &amp;quot;zrozumie&amp;quot;, no ale chyba tak po prostu wygląda to &amp;quot;zrozumienie&amp;quot; mężczyzn przez kobiety :))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia odbywam jeszcze krótką, samotną wycieczkę w kierunku doliny Miętusiej. Pogoda, zgodnie z prognozami, obrzydliwa. Ludzi spotkałem tylko w dolinie Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podzamcze - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
Gościnny udział w egzaminie na KT na kursie jaskiniowym prowadzonym przez Katowicki Klub Speleologiczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zawrat i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ada|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Zabrza wyjeżdżamy po 4:00. Około 8:00 ruszamy niebieskim szlakiem do Gąsienicowej. Na szlaku i przy schronisku sporo turystów. W Murowańcu wypełniamy standardową już ankietę nt. wpływu skituringu na środowisko TPNu. Po krótkiej przerwie ruszamy w kierunku Czarnego stawu i dalej do progu pod Zmarzłym Stawem. Tam Łukasz z Adą postanawiają zażywać kąpieli słonecznych oraz wejść i zjechać z okolic Żółtej Przełęczy. Ja w tym czasie ruszam za tłumem na Zawrat. Na przełęcz docieram bez raków. Widoki cudne. Zjazd z samej przełęczy zaczynam lawirowaniem między wystającymi skałkami, a potem między podchodzącymi turystami. Cały zjazd bajecznie piękny. Gdy docieram do reszty ekipy, wspólnie wracamy w kierunku schroniska. Pod koniec stawu, postanawiam jeszcze podejść na Karb, niestety jestem już dość mocno zmęczony więc dochodzę jedynie do 2/3 wysokości, skąd szybko zjeżdżam do stawu. Z Gąsienicowej do Kuźnic docieramy nartostradą. Zjazd ten sprawia nam dużą przyjemność. Cały dzień wspaniała pogoda, czego skutki czujemy na mocno przyrumienionych twarzach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś okazało się, że Ada podczas wyjazdu odniosła dość poważną kontuzję. Zerwane więzadła nie wróżą szybkiego powrotu na skitury...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Deniwelacja=1161m:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|21 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z miejscowości Vyżne Hagy. 200 m od parkingu zakładamy narty i podchodzimy na nich aż ponad Batyżowickie Pleso. Dalej w rakach. Narty zakopaliśmy w śniegu pod Batyżowieckim Żlebem. Część progu otwierającego drogę do żlebu zasypana śniegiem a część pokryta efektownym lodospadem. Skalny próg powyżej, latem banalny obecnie był pokryty twardym śniegiem tudzież czystym lodem. Asekurujemy się liną na sztywno. Jasiu jako pierwszy dziarsko pokonał trudności. Powyżej żleb jest dobrze wyśnieżony. Idziemy z lotną asekuracją (odpinał mi się rak). Dochodzimy do grani i nią kawałek na szczyt króla Gerlacha (2654). Jest tu już kilkanaście osób. Pogoda była cudowna więc widoki równie obłędne. Zejście czujne. Z skalnego progu zjeżdżamy na linie pod obstrzałem kawałków lodu i kamieni (jeden pocisk minął moją twarz o kilkanaście centów a Jasiu oberwał lodem po twarzy). Trochę nas przeraził widok spadającej żlebem dziewczyny, która po wypięciu z zjazdu straciła równowagę i błyskawicznie zsuwała się w dół na plecach głową w dół. Po kilkudziesięciu metrach uratował ją czekan, którego umiejętnie użyła.  Do nart dotarliśmy w momencie gdy słońce schowało się za Kończystą. W cieniu śnieg momentalnie twardnieje więc zjazd był o tyle ciekawy co szybki. Aby nie tracić wysokości skośnie trawersujemy kilka żlebów opadających z Kończystej. Nawet na ledwo nachylonych odcinkach przyśpieszamy błyskawicznie. Dalej już szlakiem męczący zjazd w kosówkach (byliśmy już solidnie wyrypani). Niżej więcej przestrzeni pozwala na rozwinięcie dużej prędkości i w kilka chwil później zdejmujemy narty przy leśniczówce w Vyżnich Hagach. Zrobiliśmy ponad 1600 m deniwelacji. Czas z auta do auta – 9 h. W samochodzie tego dnia spędziłem 10 h (wyruszyłem o 3 rano i jechałem po Jasia do Wisły). Było warto bo czymżesz było by życie bez gór?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGerlach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Czantoria skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
Pomimo bardzo ciasnego weekendu, udaje nam się wcisnąć szybki wyjazd na Czantorię. Na szczyt idziemy czerwonym szlakiem, na którym tylko na początku brakuje śniegu. Przy górnej stacji krzesełek robimy przerwę na opalanie, po czym docieramy na sam szczyt Czantorii. Najpierw zjeżdżamy chwilę szlakiem w kierunku wyciągu, następnie odbijamy w stronę północną, gdzie trafiamy na żleb Suchego Potoku. Żleb oferuje bardzo stromy zjazd często w otoczeniu skał. Niestety było w nim już zbyt mało śniegu, żeby pokusić się na zjazd samym żlebem. Dlatego jedziemy tuż obok żlebu przy samej jego krawędzi. Gdy śnieg powoli się kończy, trawersujemy zbocze do trasy zjazdowej i nią już na sam dół. Następnie, na dobicie, już sam wsiadam na krzesełko i zjeżdżam początkowo pod wyciągiem, gdzie mimo dużego nachylenia, śnieg jest bardzo mokry i praktycznie nie da się rozpędzić. Uciekam więc na trasę i już na sam dół. Pogoda cudna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, jedna os. tow.|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach piękna zima. Końcówka podejścia pod otwór trochę oblodzona. Zwiedzamy ciągi pod Salą Francuzką i kawałek zaglądamy do Techuby i III Komina. W końcówce część ekipy powtarza wycieczkę szukając zagubionego szpejownika. Wszystko kończy się pomyślnie. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FCzarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wycieczka skiturowa w paśmie Policy|Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik|15 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z przełęczy Zubrzyckiej w dobrych śniegach na Czyrnic i Policę. Potem zjazd na Halę Krupową. W schronisku odpoczynek z konsumpcją żurka. Dalej wyjście na Okrąglicę i zjazd na wprost wzdłuż czarnego szlaku do Sidziny Wielkiej Polany. W dolnych partiach już więcej kamieni. Pogoda była cudowna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania, Sławek|08 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tradycyjne rozpoczęcie sezonu w Rzędkach. Meczące podejście jak zwykle po śniegu, skały suche, temperatura wysoka, pogoda słoneczna czyli wszystko idealnie.... tylko jednej rzeczy brakowało do pełni szczęścia – formy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skiturowy Dzień Kobiet|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik|8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Może nie trudna lecz dość długa wycieczka skiturowa na trasie: Jaszczurówka - dol. Olczycka - Wlk. Kopieniec - dol. Suchej Wody - przeł. Liliowe - Beskid - Kasprowy Wierch - Nosal - Jaszczurówka. Idealna wręcz pogoda, bezwietrznie, ciepło i słonecznie. Na początku odwiedzamy rejon, gdzie pewno specjalnie byśmy nie przyszli. Z Wlk. Kopieńca (1328) przyjemny zjazd w dobrym śniegu. Potem trochę nudnawy odcinek przez dol. Suchej Wody. Łukasz cierpi z powodu obtarć. W Murowańcu odpoczynek. Przy okazji wypełniamy absolwentce AWFu ankietę dot. skitouringu. Esa samotnie podchodzi na wprost na szczyt Kasprowego. Łukasz wybiera bardziej kosztowne rozwiązanie za to bez wysiłkowe(z powodu obtarcia stóp) . Ja idę na przeł. Liliowe i Beskid. Spotykamy się pod KW i zjeżdżamy przez dol. Gąsienicową i dalej trasą narciarską na Nosalową przeł. Na krótko Łukasz chciał wcielić się w kobietę twierdząc, że ma niezłe cycki lecz uznałem go bardziej za &amp;quot;Grodzką&amp;quot; i sprostać dwom kobietom przynajmniej w tej kwestii i to nawet w Dzień Kobiet nie zamierzałem (wnosiłem narty Esie i chciał tego samego). Potem jeszcze podejście na wierzchołek Nosala i zjazd na północ nieczynną nartostradą. Tu jedziemy pierwszy raz. Na początku nawet stromo więc szybko śmigamy do auta. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji. Potem już tylko przydługi powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FDzienKobietTatry&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Dolina Małej Łąki - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|7 - 8 03 2015}}&lt;br /&gt;
Weekend pod znakiem Kopy Kondrackiej. W sobotę podchodzę Małą Łąką przez Kondracką Przełęcz, spotykam się na wierzchołku Kopy z koleżanką, po czym zjeżdżamy wspólnie trasą mojego podejścia. W niedzielę podchodzimy wspólnie tą samą trasą (!) i zjeżdżamy nieco innym tym razem wariantem. Uwijamy się od samochodu do samochodu w cztery godziny, więc przy okazji załatwiania różnych spraw w Kuźnicach, udaje mi się jeszcze wjechać kolejką na Kasprowy i zaliczyć szybki zjazd po trasie (nie żałuję!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie tych dwóch wycieczek na Kopę panowały najlepsze warunki skiturowe, z jakimi do tej pory miałem do czynienia w tym sezonie. Poza pełnym słońcem i pysznym śniegiem, w niedzielę jeszcze na dodatek prawie wcale nie wiało. Dolina Małej Łąki wygląda na cokolwiek mało popularną skiturowo. Na podstawie ilości spotkanych osób oraz zauważonych śladów, ilość ludzi na nartach w ten weekend w dolinie, od soboty rana do godziny 12:30 w niedzielę, szacujemy na my + 8. Pieszych nie było wielu więcej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Ekspresowy wyjazd skiturowy w rejonie doliny Malinowa. Pogoda żyleta. Zjazd pyszny. Achh... Za tydzień już chyba tylko w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - piesza wycieczka|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|7 03 2015}}&lt;br /&gt;
Miałam nadzieję, że już w ten weekend będę mogła wstawić na stronę Nocka pełen pasji opis wyjazdu do jaskini, niestety pasję musiałam schować do szafy razem ze szpejem, może za tydzień uda mi się odgrzebać jedno i drugie. Postanowiłam za to przyłączyć się do Łukasza, który planował wyjazd w Beskid Śląski. Mimo, że trasa była już przez niego opracowana to godzinę startu mogłam wybrać ja – nareszcie pracownicy ,,zbiórkowej stacji” zobaczyli mnie o cywilizowanej porze. Zrobiliśmy pętlę zaczynając i kończąc w Brennej. Na początku skierowaliśmy się na Kotarz. Tam jak dla mnie było perfekcyjnie – niebieskie niebo, słońce, las, puch i brak jakichkolwiek śladów stóp na szlaku. Dopiero później natrafiliśmy na pojedynczy ślad, który nie zepsuł atmosfery a jedynie ułatwił drogę bo nie trzeba było już samemu torować. Stamtąd na Przełęcz Karkoszczankę i na Klimczok, gdzie droga była już udeptana (i podtopiona słońcem, śnieg zaczynał się zamieniać w lodową breję). W schronisku przed szczytem przerwa na herbatę (żeby za wcześnie nie wrócić). Z Klimczoka na Błatnią i z Błatniej do Brennej. Całe szczęście, że Łukasz dobrze zna tamte tereny więc ja nie musiałam myśleć o tym żeby się nie zgubić i została mi sama przyjemność chodzenia i męczenia się. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKlimczok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-Tyrol - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Damian Żmuda, Klaus B.|28 02 - 02 03 2015}}&lt;br /&gt;
Dwa i pół dnia skiturowania w Kaisergebirge w Tyrolu. Szerszy opis później :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|28 02 - 01 03 2015}}&lt;br /&gt;
W sobotę w strasznej mgle i mleku wchodzimy prawie że na Turnię. Niestety nie ma na tyle dużo śniegu, żeby kamienie pod szczytem były przykryte. Zyskujemy więc na ślizgach kilka rys. Dalsza część zjazdu jest niemal równie zła, bo totalny brak kontrastu wymusza powolne i ostrożne poruszanie się. Przynajmniej się zmęczyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedziela udała się trochę bardziej. Idziemy w stronę Ciemniaka. Widoczność tym razem jest niezła, raz na jakiś czas na kilkadziesiąt sekund prześwieca przez chmury słońce. Na Twardym Grzbiecie postanawiamy jednak zawrócić z powodu bardzo silnego wiatru (... i perspektyw na zjazd z wierzchołka nie uzasadniających takiego marznięcia). Do Pieca mamy bardzo przyjemny zjazd, w miękkim śniegu, z delikatną tylko skorupką na wierzchu. Polana Upłaz też jest bardzo przyjemnie zjeżdżalna, jedyny kłopot mamy na zjeździe Adamicą - musimy manewrować wąskim i stromym szlakiem, bo śnieg nie przykrył wiatrołomów w lesie. Ogólnie, niedzielny ruch w Tatrach był coś podejrzanie mały, spotkaliśmy na szlaku na Ciemniak łącznie 19 osób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Komunikat o warunkach śniegowych: w obydwa dni dojechaliśmy na nartach do drogi (do Kuźnic / do wylotu Kościeliskiej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Vysoką Magurę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|01 03 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie ocieplenie spowodowało uszczuplenie pokrywy śnieżnej. Jednak z Soblówki niemal od auta idziemy po śniegu. Celem jest Vysoka Magura (1111) leżąca już całkowicie na terenie Słowacji. Rok temu byliśmy tu na biwaku zimowym z SBB. Wtedy mimo środka zimy nie było właściwie śniegu. Już wtedy jednak tern spodobał mi się do zjazdu. Doliną Urwiska podchodzimy jeszcze na górę Klin a potem bardzo stromo na Beskid Równy. Równy on jest u góry lecz północne zbocza jak na Beskidy są nadzwyczaj strome. Pogoda słoneczna, ciepło. Od granicy obniżamy się nieznacznie na przełęcz by potem znów stromo podejść na szczyt Magury. Nie ma tu żadnych szlaków a na śniegu śladów bytności ludzi. Zjazd jest wspaniały. Zjeżdżamy wprost na północ do doliny Urwiska. Śnieg wprawdzie mokry lecz zjazd cudowny. Dopiero na dole musimy być bardziej czujni na ukryte przeszkody. Prawie do samej Soblówki docieramy na nartach. Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FVysokaMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - Jaskiniowa wyprawa noworoczna|Mateusz Golicz (RKG) oraz grotołazi z USA, Kanady i Wielkiej Brytanii: Erin Lynch (Hong Meigui, Instytut Geologii Krasu Akademii Nauk ChRL, kierownik wyprawy), Annie Leonard (Hong Meigui), Devra Heyer (Paamul Grotto), J.R. Skok (Hong Meigui), Nathan Roser (Syracuse University Outing Club); Kathleen Graham, Colin Massey (Alberta Speleological Society); Wookey (Cambridge University Caving Club), Michael Topsom (Manchester University Speleology Club); przez jakiś czas towarzyszyli nam również Yu Jianguo (Hong Meigui) i Wang Xiuming|14 - 24 02 2015}}&lt;br /&gt;
W dniu 19.02.2015 rozpoczął się chiński rok Kozy, a może Owcy - Chińczycy sami tego nie wiedzą, gdyż święto obchodzone jest zgodnie z tradycją nakazaną przez starożytne księgi, a nazwę obydwóch tych gatunków zwierząt zapisuje się w księgach tym samym znakiem. Obchody Chińskiego Nowego Roku, zwanego również Świętem Wiosny, rozpoczynają się na kilka dni przed właściwą datą święta. Jest to czas w Chinach, który można porównać do naszych świąt Bożego Narodzenia. Efektywnie, cały kraj jest zamknięty i sparaliżowany przez około tydzień. Podróże są wysoce niewskazane: wszyscy Chińczycy, którzy wyemigrowali ze wsi do miast wracają na święta do domu, do rodziców - a po świętach, ma się rozumieć, z powrotem do pracy w miastach. Do autobusów ustawiają się wielogodzinne kolejki. Bilety na pociągi trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Może więc najlepsza rzecz, jaką można zrobić, to ... zaszyć się w odległej górskiej wiosce i eksplorować jaskinie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Każdy z nas dociera do Chin na własną rękę. Samolot Finnaira z Helsinek do Czongkingu jest wypełniony po brzegi Chińczykami, i to zupełnie innego sortu, niż zwykle: są inaczej ubrani i mówią po angielsku. Jak można się było spodziewać, tym razem to nie Chińczycy wracający z wycieczki do Europy, a raczej mieszkający tam na stałe i odwiedzający tylko na krótko rodzinne strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako jeden z ostatnich przybyłych, muszę samodzielnie dogonić ekipę, która w sobotnie południe (14.02.) jest już w drodze do miasteczka Wulong (czyt. ''łulung''), centrum administracyjnego rejonu krasowego wpisanego na światową listę dziedzictwa UNESCO. Żeby poruszać się płynniej, po raz pierwszy będąc w Chinach w ogóle nie korzystam z taksówek - polegam tylko i wyłącznie na publicznym transporcie. Metrem z lotniska na dworzec autobusowy, wymiana waluty, odbiór biletu i ustawiam się w kolejce do autobusu. Nie jest źle - ten kierunek nie jest szczególnie popularny i po około godzinie wsiadam do drugiego z kolei podstawionego pojazdu. Po dwóch godzinach podróży, głównie po autostradzie, trafiam na dworzec autobusowy w Wulong. Tam spotykam prawie cały skład wyprawy, z którego wcześniej znani mi byli tylko Erin i Wookie. Zasadnicze zakupy są już zrobione (m.in. 25 kg snickersów). Zaopatrujemy się jeszcze w chińskie zupki &amp;quot;na wynos&amp;quot; i jesteśmy gotowi do wyruszenia do Tongzi (czyt. ''tungdzy''). Wynajmujemy w tym celu cały autobus. Po prostu wykupujemy wszystkie miejsca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tongzi to górskie miasteczko z małym hotelem, kilkunastoma sklepikami i kilkoma jadłodajniami, odległe od Wulongu o ok. 2.5 godziny po betonowej drodze. Znajduje się w nim główna siedziba i magazyn klubu jaskiniowego Hong Meigui (czyt. ''hung mej głej'', po polsku &amp;quot;Czerwone Róże&amp;quot;), który teoretycznie jest organizacją stawiającą sobie za cel eksplorację jaskiń w Chińskiej Republice Ludowej. W praktyce, nazwę tę można rozumieć jako pseudonim człowieka-instytucji: Erin Lynch, która to od kilkunastu lat rezyduje w Chinach i organizuje wyprawy. Nie jestem w stanie przytoczyć dokładnych osiągnieć tego projektu, ale żeby ustalić skalę: mówimy o kilku wyprawach rocznie, od kilkunastu lat. Do tego można doliczyć różne wyprawy &amp;quot;współpracujące&amp;quot; z Hong Meigui: z kontaktów i doświadczeń Erin korzystały między innymi niedawne wyjazdy PZA pod kierownictwem Andrzeja Ciszewskiego, w których miałem przyjemność uczestniczyć. Na tej wyprawie wybieramy się w rejon oznaczony w repozytorium Hong Meigui nazwą &amp;quot;mawan&amp;quot;, obejmuje on 131.4 km udokumentowanych ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały następny dzień spędzamy na pakowaniu sprzętu i przygotowaniach - tak, aby w poniedziałek, przed wschodem słońca wyruszyć do naszej docelowej bazy. Colin, Mike i ja pakujemy sprzęt do jaskiń - ok. 2 km liny i wszystkie potrzebne akcesoria: maillony, taśmy, karabinki, trzy wiertarki, sprzęt do wspinaczki hakowej i oczywiście, najlepsze na świecie, polskie wory jaskiniowe marki KOTARBA, znajdujące się na wyposażeniu klubu. To jedno z najprostszych zadań. Naszą bazą ma być niewykończony dom nieopodal jaskini. Musimy m.in. przygotować się na wykonanie instalacji elektrycznej, zaplanować prowizoryczną izolację i ogrzewanie i spakować meble (stół, krzesła, sofa). Sprzętu jest tyle, że zamawiamy ciężarówkę z paką - taką, jaka w Polsce zostałaby uzyta do przeprowadzki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek, po rozładowaniu ciężarówki, nasza ekipa &amp;quot;magazynowa&amp;quot; szybko przygotowuje pomieszczenie do trzymania sprzętu na parterze. Na drugim piętrze trwa tymczasem zamiatanie betonowych podłóg oraz prowadzenie instalacji elektrycznej. Nie da się tego przyspieszyć - wobec czego, decyzją kierownika zostaję skierowany wespół z Michaelem do poręczowania studni wlotowej w jaskini będącej głównym celem naszego wyjazdu, zwanej Luo Shui Kong (czyt. ''luło szłej kung''). Studnia ta ma głębokość 215 m i wygląda w środku &amp;quot;zupełnie jak nasze&amp;quot; - jest obszerna, ale nie gigantyczna. Jedyną istotną różnicą jest zdecydowanie bardziej przyjazna temperatura. Misja przebiega bez większych niespodzianek, dzięki szkicowi technicznemu pozostawionemu nam przez poprzedników, oczywiście działających również pod szyldem Hong Meigui. Mitem jest, że wszyscy grotołazi amerykańscy poręczują bez przepinek. Na studnię schodzi 285 m liny, 37 maillonów, dwie taśmy, dwa karabinki do odciągów i jedna &amp;quot;osłonka&amp;quot; na linę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz coś o efektywności działania na tym wyjeździe: w Chinach wylądowałem w sobotę o godzinie 8:00 am czasu lokalnego. Na pierwszej akcji w jaskini byłem w poniedziałek. Od tego momentu, codziennie, aż dopadł mnie wirus, schodziłem pod ziemię. Pięć razy odwiedzałem Luo Shui Kong i raz, dla odmiany, Niubizi Dong (''ńjubidzy dung''), tuż po tym, jak Wookey dołączył ją do systemu jaskiniowego Er Wang Dong (''ar łang dung''). Kalendarium moich wycieczek przedstawia się następująco:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* 16.02. - Poręczowanie studni wlotowej w Luo Shui Kong (z Michaelem).&lt;br /&gt;
* 17.02. - Wspinaczka i eksploracja/poręczowanie trawersu nad Apocalypse Later (poziome partie ok. 15  min drogi od dna studni wlotowej w Luo Shui Kong) - z Michaelem i Katie.&lt;br /&gt;
* 18.02. - Eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (docieram do ok. -290), a następnie kartowanie bocznego ciągu nad wielką szczeliną (z Katie, Annie i Erin, które dokumentowały go przez całą akcję i sprawdzały, jak mi idzie poręczowanie co dwie godziny).&lt;br /&gt;
* 19.02. - Dokumentowanie odkryć z akcji z poprzedniego dnia (z Annie), &lt;br /&gt;
* 20.02. - Deporęczowanie wspinaczki i trawersu w Apocalypse Later, eksploracja/poręczowanie wielkiej szczeliny w Full Feather Jacket (z Katie; docieramy do strumienia - największego w całym rejonie - na głębokości -377 m)&lt;br /&gt;
* 21.02. - Oprowadzanie chińskich grotołazów po jaskini Niubizi Dong (z Devrą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Właściwie po raz pierwszy byłem na wyprawie organizowanej przez obce mi i zarazem obcojęzyczne środowisko. Każdego dnia unosiłem lewą brew w reakcji na taką czy inną różnicę kulturową. Jeszcze do końca tego nie rozumiem, ale tu najwyraźniej poręczowanie czy wspinaczka hakowa nie cieszą się zbyt dużym powodzeniem. Ludzie się wcale do tego nie palą. &amp;quot;To może wyślemy kogoś, żeby skartował to Twoje wczorajsze, a Ty pojedziesz w dół tamtą szczeliną?&amp;quot; Świetnie, nie? Taki &amp;quot;Polish caver's dream&amp;quot;. Na punkcie kartowania zresztą panuje pewnego rodzaju obsesja, choć Erin woli nazywać to &amp;quot;latami doświadczenia&amp;quot;. Zespoły kartograficzne składają się z 3 - 4 osób, poziom dokładności odpowiada mniej-więcej naszemu jurajskiemu (mówimy o kilku km kartowanych w ten sposób na każdej wyprawie), a do tego obowiązuje ścisły zakaz wychodzenia poza pomiar - z jedynym wyjątkiem, z którego chętnie zresztą korzystałem: kiedy jest to potrzebne ze względu na trudności techniczne. Każdy pomiar wielkości kątowej (azymut, upad) wykonuje się podwójnie, dwoma różnymi przyrządami, jednym &amp;quot;do przodu&amp;quot;, a drugim &amp;quot;wstecz&amp;quot;. Różnice nie mogą przekraczać dwóch stopni. Przed każdym wyjściem na kartowanie dokonuje się sprawdzenia tych przyrządów na specjalnie urządzonym przy bazie odcinku, sporządzając stosowny protokół. Szkicowanie w jaskini ma miejsce na papierze milimetrowym, przy użyciu kątomierzy ze specjalną podziałką ułatwiającą obliczenie długości zrzutowanej. Na palmtopach do tej pory nie szkicowano, bo zdaniem Kierownictwa, &amp;quot;nie pozwalają na odnotowanie tak dużej ilości szczegółów&amp;quot;, jaką można odwzorować na papierze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ kursy jaskiniowe o zestandaryzowanym programie nie występują zbyt powszechnie na zachód od Odry, jednym z trudniejszych zadań, jakie stoją przed Erin jest rozpoznanie możliwości poszczególnych osób i skierowanie ich do jaskiń, które ich nie przerosną. Nazwy partii w Luo Shui Kong nawiązują do filmów wojennych, żartowałem więc sobie, że w Hong Meigui dostaje się stopnie-odznaki, niczym w wojsku. Wymyśliłem, że najniższym stopniem jest &amp;quot;Horizontal Comrade&amp;quot; - &amp;quot;Poziomy Towarzysz&amp;quot; - który przydaje się tylko po to, żeby nie chodzić do jaskini solo (co źle wygląda w książce wyjść). Potem jest zwykły, szeregowy Comrade (Towarzysz), a potem Bag Carrier (Transportowy). Noszenie wora jest tu zadaniem nieco trudniejszym niż &amp;quot;u nas&amp;quot;. Większość poziomych ciągów jest otaśmowana (&amp;quot;flagging&amp;quot;). Ze względu na ochronę osadów i innych artefaktów cennych naukowo, poruszać sie należy tylko wzdłuż taśmy. Wór można więc powierzyć tylko osobie, której można zaufać, że w razie konieczności jego rozpakowania odłoży go na wydeptaną ścieżkę (a nie poza taśmę!). Potem, według mojej koncepcji, można ubiegać się o rangę &amp;quot;Pomocnika Taśmującego&amp;quot; i &amp;quot;Taśmującego&amp;quot; - czyli osoby, która może zostać wysłana na misję polegającą na wytyczaniu ścieżki w nowych partii jaskini. To już poważna, samodzielna funkcja. Potem mamy funkcje w Korpusie Poręczowania (Rigging Department): Młodszy Deporęczujący, Deporęczujący, Węzłowiąz, Młodszy Wiertniczy, Wiertniczy, i tak dalej. Bodaj najtrudniejszym do zdobycia stopniem jest Sketcher (Szkicownik) w Korpusie Kartowania. Jest to związane z wyżej wymienionymi rygorami dotyczącymi jakości pomiarów. W żadnym razie stopień ten nie przysługiwał mi automatycznie - musiałem się dopiero wykazać, obiecując wcześniej, że cokolwiek naszkicuję na tym moim palmtopie przerysuję potem na spokojnie na papier. Wygląda na to, że się udało. Moje szkice zostały pierwszymi okazami kartowania elektronicznego (&amp;quot;paperless&amp;quot;) przyjętymi do repozytorium Hong Meigui.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli idzie o życie obozowe, to w porównaniu z wyprawami polskimi można by uznać je za nudne. Do ogólnej dyspozycji jest piwo, ludzie przywieźli też mocniejsze alkohole, ale co do zasady, wieczory upływają bardziej na wklepywaniu danych i planowaniu niż na &amp;quot;nocnych rozmowach&amp;quot;. Przy tym tempie działalności - wychodziliśmy o 10, wracaliśmy o 22, i tak każdego dnia - nie było miejsca na wiele więcej aktywności. Film oglądaliśmy tylko raz, w dniu, kiedy prawie wszystkich dopadł wirus. Mnie tak pasowało. Z ludźmi i tak miałem okazję porozmawiać, czy to na akcjach w jaskini, czy to przy posiłkach, dużo dowiadując się przy tym o grotołażeniu w innych krajach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała wyprawa trwa w założeniu dwa tygodnie, do końca lutego. Ja ze względów służbowych nie mogę jednak spędzić w Chinach aż tyle czasu i wyjeżdżam z Tongzi już 23.02. Nadal trwa noworoczny szczyt, choć sklepy są już otwarte. Biletu kolejowego na dzisiaj dostać się nie da - na szczęście ja zarezerwowałem swój miesiąc temu. Trudno zamknąć ten tekst jakimś podsumowaniem, bo przed moimi towarzyszami jeszcze trzy dni akcji w jaskiniach, choć pewnie będzie to głównie deporęczowanie. W każdym razie, w czasie mojej obecności na wyprawie, długość znanych ciągów Luo Shui Kong wzrosła z 3.1 do 4.3 km, zaś głębokość z 298 m do 381 m. Łącznie, jak na razie, udokumentowano około 2.3 km ciągów jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Błatnią|grupa narciarska - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, z buta do schroniska dotarł Ryszard i Marzenna Widuchowie, na dole w Nałężu odprowadzili nas Tomek Pawlas z dziewczyną |22 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując bardzo ograniczonym czasem skrzyknęliśmy się na szybki wypad skiturowy. Za cel obraliśmy sobie Błatnię od północy. Z Nałęża ruszamy w szóstkę (odprowadzali nas Tomek z Alą), następnie już w czworo na nartach Szlakiem Harcerskim trawersującym skośnie góry zach. skłonu doliny Jesionki. Wychodzimy na Wlk. Cisownicę i kawałek dalej Błatnię (917). Nie co później w schronisku spotykamy się z przybyłymi z buta z Jaworza Ryśkiem i Marzenną Widuch. Miło spędzamy czas na dyskusji. Potem jeszcze narciarze idą na szczyt Błatniej. Stąd ładny zjazd tym razem w miękkich śniegach na przeł. pod Krzywą i na wprost do doliny Jasionki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Kopę Skrzyczeńską|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny|21 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy słonecznej choć wietrznej pogodzie z Soliska podchodzimy dolina Malinowskiego Potoku na Malinowską Przełęcz. Bogdan miał trudności z butami (obtarcia). Potem trawersem Malinowskiej Skały na Kopę Skrzeczyńską. Stąd upatrzonym rok wcześniej terenem zjazd do Soliska. Śnieg do zjazdu nie najlepszy, twardy a czasem łamliwy. Teren jednak piękny i zjazd długi aż do parkingu pod Golgotą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKopaSkrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GSB na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 - 15 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dokonałem zapewne pierwszego narciarskiego (skiturowego) przejścia tzw. GSB (Główny Szlak Beskidzki) z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Szlak liczy 500 km i wiedzie przez Beskid Śląski, Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Niski i Bieszczady. Sumaryczna wielkość podejść to 23 km. Jak dotąd było kilka zimowych przejść lecz nie na nartach i nie zawsze w zimowych warunkach. Przejście zajęło mi 18 dni. Trafiłem niemal idealnie w dobre warunki śnieżne bo w pogodę już nie specjalnie. Zaledwie 4 w miarę słoneczne dni to trochę mało do pełni szczęścia. W trakcie wyprawy miały miejsce 2 okresy z dwudniowymi opadami śniegu co w znacznym stopniu ułatwiło ale z drugiej strony utrudniło zadanie. Znacząca warstwa śniegu pozwoliła mi bezpieczniej pokonywać górskie przeszkody a czasem przechodzić na nartach przez poszczególne miejscowości bez zdejmowania ich z nóg z drugiej jednak strony wielokrotnie zmuszała do przecierania szlaku w głębokich śniegach. Śnieg również skutecznie zakrywał znaki na drzewach co zmuszało do uważnej nawigacji. Narty pozwoliły mi (choć nie zawsze) na robienie czasów letnich. Do góry poruszałem się co najmniej tempem piechura za to w dół szybciej. Foki zdejmowałem tylko przed długimi zjazdami. Dziennie wędrowałem średnio od 7 do 10 godzin co przy bardzo częstym przecieraniu szlaku było nie złą harówą.  Nocowałem w schroniskach lub prywatnych kwaterach. Namiotu nie używałem gdyż wyszedłem z założenia iż była by to sztuka dla sztuki w terenie gdzie nie ma takiej konieczności. Po za tym w „normalnych” warunkach można było w kilka godzin skutecznie zregenerować organizm przed następnym etapem.&lt;br /&gt;
Trudność szlaku sprowadza się głównie do pokonywania sporych, leśnych przestrzeni na zasadzie góra – dół. Brak zagrożeń występujących w wyższych górach takich jak ekspozycja, zagrożenie lawinowe (z wyjątkiem Bieszczad i dolnego trawersu pod Mł. Babią Górą), wysokości, braku możliwości zjazdu/zejścia. W kilka godzin można dostać się do „cywilizacji” choć na kilku odcinkach może zajęło by to więcej czasu. Główne zagrożenia to łamiące się pod ciężarem sadzi konary drzew, ukryte pod płytką warstwą śniegu gałęzie i kamienie, powalone drzewa, trudności orientacyjne na niektórych odcinkach. W niektórych wioskach groźne były „bezpańskie” psy. Strome odcinki w wąskich leśnych duktach wymuszały ostrożną jazdę. Wiele pomógł mi GPS, kilkakrotnie wybawiając mnie z nawigacyjnych opresji. W trzech miejscach trasę lekko zmieniłem (skrót lub wydłużenie) gdyż związane to było z taktyką przejścia narciarskiego (dłuższe zjazdy i dłuższe podejścia). Oczywiście zaliczyłem kilka spektakularnych upadków ale bez konsekwencji. Największą tragedią było poważne oparzenie nadgarstka wrzątkiem w schronisku na Stożku w pierwszy dzień wyprawy. Również uciążliwe były przeprawy przez strumienie i rzeczki zwłaszcza w Beskidzie Niskim gdyż nie mogłem sobie pozwolić na kąpiel czy nawet zmoczenie fok lub nóg w wypadku wpadnięcia do głębszej wody. W żywność zaopatrywałem się w mijanych wioskach czy też miasteczkach. Czasem pozwoliłem sobie na obiad w schronisku czy w barze. Miałem oczywiście kilka chwil podłamania (czytaj torowania pod górę w poprzecznych zaspach, czy wyszarpywania nart i kijków z szreni łamliwej). Ludzi spotykałem nie wielu, głównie w okolicach schronisk. W schroniskach kilka razy byłem jedynym gościem. Prawie cały szlak przebyłem samotnie natomiast ostatnie półtora dnia wędrowałem razem z Piotrem, spotkanym na Połoninie Wetlińskiej narciarzem. Razem dotarliśmy do Wołosatego. Tak więc udało mi się po co tu nie mówić trudnej kondycyjnie przeprawie przez białe góry osiągnąć cel na wschodzie przy ukraińskiej granicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Natomiast wielkie słowa podziękowania należą się Ryśkowi Widuchowi, który był moim wirtualnym towarzyszem wyprawy. Dziennie kilka razy dzwonił, bukował mi noclegi po drodze, informował o profilach etapu, prognozach pogody i wielu innych sprawach. Była to bezcenna pomoc. WIELKI DZIĘKI RYSIU!. &lt;br /&gt;
Podziękowania również dla Piotra (i jego żony Agaty), który z Ustrzyk Górnych podwiózł mnie do Tarnowa, ugościł i przenocował. Pozdrawiam.'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pełna relacja ukaże się niebawem w WYPRAWACH. Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FGSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra-skitury|Teresa Szołtysik, Mateusz Górowski, Os.tow,&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, |14 02 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Walentynkowy wyjazd skiturowy dla tych co kochają Zimę. Od słowackiej strony &amp;quot;prawie&amp;quot; żółtym szlakiem wychodzimy w świetnej pogodzie ale już nie tak dobrym śniegu na szczyt i wracamy podobną drogą. Ja byłam tam pierwszy raz w życiu i po tym wyjeździe &amp;quot;mogę polecać wyjazd na Babią wszystkim tym, którzy mają tylko pół dnia na górską akcję&amp;quot; ;)- serio - Rudę Ślaską opuściliśmy po 6:30 rano, szczyt osiągnęliśmy o 11:30, a piwo na dole piliśmy o 13:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2015}}&lt;br /&gt;
Szybka wycieczka w mało znanych mi okolicach (lata temu tam startowałam w zawodach górskich...). Z Bielska Białej Straconki, spod kościoła ruszam żółtym szlakiem na Magurkę Wilkowicką. Tam krótka przerwa w schronisku (wow- jest ogromne!) i powrót zielonym szlakiem do samochodu. 95 % trasy udało się zrobić w całkiem niezłych warunkach na nartach. Śnieg jednak topi się w błyskawicznym tempie. Dla wszystkich, który chcą pobyć w górach, a mają na to tylko np. pół dnia serdecznie polecam ten rejon. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/obg9h3rn3a28lhi/AABgnTEc3VUcnh-WGA3hx30za?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg/Tyrol - ćwiczenia ratownicze, skitury|grupa skiturowa: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Bartłomiej Chruściel (KAGB GOPR); w jaskini: Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Rajmund Kondratowicz, Piotr Szukała (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); Piotr Stelmach, Michał Macioszczyk, Robert Matuszczak (WKTJ); Agnieszka Gajewska (SW); Miłosz Dryjański (KKS); ofiarę udawała Irena Gabriel (&amp;quot;Bobry&amp;quot; Żagań); poza tym było kilkanaście koleżanek i kolegów z Austrii i Bawarii: Wolfgang, Sabine, Daniel, Christian i inni (do uzupełnienia) oraz dwie koleżanki i kolega z Węgier; akcję pozorowaną zaplanował Marcin Gala (SW), a dziećmi towarzystwa opiekowali się Krzysztof Recielski (SW) i Ewa Wójcik (KKTJ)|05 - 08 02 2015}}&lt;br /&gt;
Z prywatnej inicjatywy Andrzeja Ciszewskiego odbyła się pozorowana akcja ratunkowa w jaskini Lamprechtsofen. W ćwiczeniach wzięli udział głównie przedstawiciele wszystkich polskich grup prowadzących regularną eksplorację jaskiń w Austrii oraz koledzy z klubu grotołazów w Salzburgu. Zadanie polegało na transporcie noszy &amp;quot;w górę&amp;quot; wodospadu Schleierfall, aż do miejsca połączenia z głównym ciągiem jaskini. Większość ćwiczących nigdy nie była w tej części jaskini, a niektórzy w ogóle po raz pierwszy zwiedzili &amp;quot;Lampo&amp;quot;. Akcja została podzielona na cztery sekcje. Sekcje I - III zostały częściowo przygotowane poprzedniego dnia (montaż stanowisk), przy której to okazji około połowa osób biorących udział w akcji mogła zapoznać się z sytuacją. Informacje były dosyć skąpo dawkowane: części osób plan został wyjaśniony dopiero w dniu ćwiczeń rano, nie było w ogóle dostępnego na miejscu żadnego planu jaskini, nie powiedziano, co robimy po przejściu noszy, tzn. jak i w którą stronę wycofujemy sprzęt. Wszystkie grupy zostały kompletnie wymieszane &amp;quot;wyprawowo&amp;quot; i językowo. Zamierzone, czy nie, symulowało to rzeczywiste warunki, z jakimi moglibyśmy mieć do czynienia na prawdziwej akcji. Mimo tej &amp;quot;deorganizacji&amp;quot;, ku mojemu zdziwieniu, wszystko zadziałało z akceptowalną płynnością i nosze &amp;quot;przemieściły się&amp;quot; o 50 m w pionie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odcinek wybrany do ćwiczeń, choć krótki, był dosyć urozmaicony, z licznymi odcinkami poziomymi, w tym zwężeniami. Przykładowo, nasza sekcja (III), którą dowodził Bartek Chruściel, obejmowała przejęcie noszy z balansu ze studni, przejście do tyrolki w troszkę zakręcającym korytarzu (dwa bloczki kierunkowe) z głębokimi miejscami po kolana jeziorkami, następnie transport niby poziomy, ale z przejściem na duży głaz (bez liny - &amp;quot;z krzyża&amp;quot;), skośną tyrolkę w górę ok. 12-metrowej studni i przejście do krótkiej, poziomej tyrolki na &amp;quot;przeciwną krawędź&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie, było to naprawdę cenne doświadczenie, nawet nie tyle pod kątem ratownictwa, co raczej komunikacji i improwizowania współpracy między ludźmi, którzy się słabo znają. Osobiście wchodziłem do jaskini w grupie, w której rozmawiano w czterech językach (polski, angielski, niemiecki, węgierski). Nie mieliśmy w trzeciej sekcji wystarczająco dużo lin, żeby przygotować się całkowicie przed przybyciem &amp;quot;poszkodowanej&amp;quot; - w związku z czym musieliśmy na gorąco, równolegle z bieżącą obsługą noszy, dbać o to, żeby poprzednie sekcje dostarczyły nam płynnie ludzi i sprzęt. No i to wszystko się jakoś udało!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza ćwiczeniami, nasz &amp;quot;samochód&amp;quot; starał się wykorzystać maksymalnie każdą chwilę spędzoną w Alpach. Warunki nie sprzyjały. Przyjechaliśmy w każdym razie dzień wcześniej i w czwartek przeszliśmy się na nartach na przełęcz Ellmauer Tor w masywie Kaisergebirge (ok. 2000 m npm). Niemal tysiąc metrów zjazdu, z czego jakieś 700 m w szreni łamliwej... Bywa. Plan na wyjazdową niedzielę podyktowały z kolei warunki lawinowe (opad śniegu, 3 stopień zagrożenia z tendencją wzrostową): poszliśmy na łagodnego Schwalbenwanda (2011 m npm, 1200 m zjazdu). Był idealny puch, ale niestety z bardzo słabą widocznością, bardzo słabymi kontrastami i dosyć pofalowanym terenem. Nie tak ten zjazd miał wyglądać...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech W.|07 - 09 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Małej Fatry zimą i to taaaką zimą ciągle mi mało :). Głównie skiturowo robię standardy tej okolicy tj. Vratna-Chata na Gruni-Połduniowy Gruń-Chleb-Snilovskie Sedlo-Vratna-Chata na Gruni oraz Chata na Gruni-Stefanowa- Sedlo Medziholie-kier.Stoch (i znów rozsadek zwyciężył nad przygodą...więc powrót tą samą drogą). W ostatni dzień tradycyjne zimowe przejście Dier. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/6shdnqwdeohzgqm/AAB8jkh1cjKb7-vP_OVQO3dHa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Pawlas, os. tow| 07 02 2015}}&lt;br /&gt;
Wspaniała wycieczka narciarska przez dwie doliny Tatr Wysokich. Startujemy z Palenicy i z buta drepczemy aż do schroniska w 5 stawach . Dlaczego nie na nartach - sami do końca nie wiemy, jakoś dobrze się szło. W schronisku, po konsultacjach z TOPRowcami i bardziej doświadczonymi narciarzami oraz po intensywnym studiowaniu przewodnika, odkładamy pierwotny pomysł zjazdu z Koziego Wierchu i udajemy się na Szpiglasową Przełęcz. Na podejściu zaczynają się problemy techniczne z fokami Tomka, które wytrzymują około 3/4 podejścia (gdyby nie czarodziejska taśma, foki trzymałyby zapewne znacznie krótszy dystans). Z przełęczy podchodzimy na lekko na Szpiglasowy Wierch, z którego rozpościerają się cudowne i rozległe widoki. Na przełęczy narciarze ze stolicy podsuwają pomysł zjazdu doliną Morskiego Oka, który podłapuję jako jedyny, ale z czasem udaje mi się przekonać resztę ekipy i powoli ruszamy na wschód. Swoją drogą to ciekawe jak dobrze działają zachęty typu &amp;quot;po takim wyjeździe czeka Was chwała i szacunek środowiska&amp;quot; itd. itp. Początek zjazdu z przełęczy oferuje podwyższone tętno oraz delikatne i nie kontrolowane trzepotanie nogami, znane z innych dyscyplin &amp;quot;outdoorowych&amp;quot;. Nie da się ukryć, że stromizna działa na psychikę zarówno pod względem wizji upadku, jak również zerwania lawiny. Muszę jednak przyznać, że mimo, iż dla połowy naszej ekipy było to pierwsze spotkanie ze znaczną stromizną, pokonaliśmy ją bez strat osobowych i sprzętowych. W trakcie dalszego zjazdu wypatrujemy kolejnych celów na wiosenne wycieczki narciarskie. Odcinek od Stawu Staszica do Morskiego Oka oferuje jeszcze dwa całkiem niezłe zjazdy. Pod schroniskiem uzupełniamy węglowodany czekoladową choinką i zaczynamy ostatni odcinek zjazdu. Od schroniska do parkingu mkniemy już drogą nie dając się wyprzedzić konnym bryczkom. Cała wycieczka, łącznie z godzinną burzą mózgów w schronisku w 5 Stawach i 0,5 godzinną dyskusją na przełęczy zajmuje nam 9 godzin. Cały dzień przepiękna, prawie bezwietrzna pogoda. Dobra zapowiedź dalszej części sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - krótkie ferie| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski , Ewa i Michał Konarscy , Iwona i Darek Sapieszko. Wszyscy z dzieciakami |04-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam wyskoczyć na krótkie ferie z dzieciakami-młodzi uczyli się jazdy na nartach, starsi wieczorami szusowali w Witowie, zrobiliśmy wycieczkę do schroniska na Ornaku.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety ominęło mnie wyjście do Kasprowej. Wieczorem czekałam z winem na dziewczyny ale niestety mimo, że byłyśmy bardzo blisko nie udało się spotkać i wino wróciło ze mną do domu. Zostawiam je do marca-poszły słuchy, że Czarna..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach.- jaskinia Kasprowa Niżnia|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska |07-08.02.2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Chciałyśmy serdecznie podziękować Tadkowi i Ryśkowi za wsparcie udzielone żeńskiej wyprawie do jaskinie Kasprowej Niżniej. Ich wkład w przygotowania do wyprawy nie może być pominięty ze względu na wpływ jaki miał on na zrealizowanie całego przedsięwzięcia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Serio było to tak: &lt;br /&gt;
W środę było źle. Bardzo źle. Nikt nie chciał (albo nie mógł) jechać do jaskini, a zarówno ja jak i Ola czułyśmy, że już MUSIMY pojechać do jakiejś dziury.  Kiedy próby przekonania kogokolwiek do wyjazdu (-no cho, co będziesz jechał na jakieś skitury), albo zwabienia podstępem (-ej, jedziesz na wyjazd kursowy w sobotę? co będziesz jechał na jakieś skitury) spełzły na niczym, zadzwoniłyśmy do Kasi, która po namyśle, w czwartek odpisała, że jedzie z nami.  Trzeba było tylko załatwić sprzęt, co udało się dzięki cierpliwości Tadka i ochoczej pomocy Ryśka (patrz oświadczenie powyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wyjechałyśmy zgodnie z planem, zabierając najpierw Kasię, potem szpej i ruszyłyśmy w stronę Zakopanego. Gdzieś po drodze pomiędzy Halembą, a przebieralnią w Niżniej planowy czas się rozjechał, zresztą słoneczna pogoda wcale nie poganiała pod otwór i tak zamiast o 9:30 weszłyśmy do jaskini po 12. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, ani nikt nam nie deptał po piętach, ani nikt nie robił tramwaju przed nami. Radośnie pognałam przez jaskinię poręczując wszystko aż do Długiego Chodnika, gdzie Ola się zbuntowała i spytała czy ona też może coś powspinać, a Kasia powiedziała, że ona będzie wszystko deporęczować. No trudno, nie mogłam być taka samolubna i liczyć, że uda mi się na spokojnie samej pobawić w jaskini i poukładać wszystko w głowie :(. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wiedziałyśmy już od grupy z Bielska z którą mijałyśmy się w Gnieździe Kaczki, że będziemy się moczyć w Długim Chodniku ,,do pępka”. Ludzie z Bielska muszą mieć jakąś genetyczną wadę, że mają pępki tak wysoko - mi woda sięgała grubo powyżej żeber… &lt;br /&gt;
Za to nie musiałyśmy sie moczyć w wiszącym jeziorku bo już było zlewarowane (nie mogłam się nadziwić, jak udało mi się ostatnim razem przejść tam boso po takiej kupie kamieni!). Potem Ola pognała z worem, żeby zaporęczować Zapałki, stamtąd do Krakowskich i już wiedziałyśmy, że nie dojdziemy do końca przy założeniu, że powinnyśmy wracać w połowie czasu jaki mamy być w jaskini. No to chociaż do Komory Gwiaździstej, ale o ile do tej pory szło nam szybko bo znałyśmy drogę, to w tej części sporo zwolniłyśmy z konieczności oglądania planu, szkicu i czytania opisu. Tuż przed 16 dotarłyśmy do zjazdu do Komory, ale tam nie było batonów, a plakietek nie miałyśmy ! (Ola: czemu nam nie powiedzieli, jak my mamy tam zjechać?  po namyśle i obejrzeniu na spokojnie w domu szkicu okazuje się, że to moja wina – przeoczyłam! spity na szkicu to się rzucają w oczy, ale punkty HSA już nie…), jeszcze wepchnęłam się w drugi korytarz prowadzący do Gwiaździstej, ale dziewczyny mnie zawróciły widząc kończący się czas. Powrót zajął nam dwie zamiast przewidzianych czterech godzin, przy wyjściu znalazłyśmy się o 18 i ustaliłyśmy, że trzeba tu wrócić i przedeptać tą dziurę do końca ! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przyjemna gwieździsta noc zupełnie nie wróżyła tego co nas spotkało na drugi dzień - odśnieżanie auta było syzyfową pracą – odgarniając śnieg z jednej strony, druga była zasypywana, drogi zaśnieżone, Zakopianka stojąca, i śnieżyca taka, że nie wiadomo było gdzie się kończy ziemia, a zaczyna niebo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FKasprowaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|04 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W bardzo zmiennych warunkach pogodowych, ale za to świetnych warunkach narciarskich robię trasę: Brenna Centrum-Błatnia-Klimczok-Szyndzielnia-Błatnia-Brenna Centrum.Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/dycy4yna4vuv2f2/AAAc1HyIfAFhDxiNfFu8yHxGa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|02 02 2015}}&lt;br /&gt;
W związku z dużym zagrożeniem lawinowym, za cel obraliśmy dolinę Pięciu Stawów i opcjonalnie Zawrat. Zupełnie przypadkiem wyszła nam z tego wyjścia wspaniała wycieczka, którą wspominać będziemy długo. Po pierwsze, zmęczyliśmy się godnie - ok. 7 godzin od auta do auta, z czego tylko ok. 40 min pauzy w schronisku; pozostałe przerwy miały charakter wyłącznie techniczny. Po drugie, jak na weekend, w dolinie było bardzo mało ludzi - od dolinki pod Kotłem zakładaliśmy w głębokim puchu ślad. Na Zawracie tego dnia raczej nikt nie był. Po trzecie, trafiła się nam optymalna pogoda - kilka stopni na minusie, sucho, ale ze słońcem lekko przysłoniętym chmurami, dzięki czemu niezbyt ostrym. Po czwarte, ze śniegiem stało się coś dziwnego - i mimo tego, że według wszelkich podręczników powinno być tego dnia bardzo niebezpiecznie, to pokrywa pod Zawratem zachowywała się bardzo stabilnie. I wreszcie po piąte... dwa genialne odcinki zjazdu w puchu! - jeden bezpośrednio spod Zawratu, a potem jeszcze jeden, może nawet lepszy, spod schroniska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Wojtek Rymarczyk|31 01 - 01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień wcześniej Wojtek miał samotne wyjazdowe. Tak mu się spodobało, że stwierdził &amp;quot;musimy gdzieś jechać. SAMI.&amp;quot; Przyznam, że kwestie organizacyjne studziły mój entuzjazm. Gdy jednak znaleźliśmy schronienie dla dzieci na czas naszej nieobecności, trza było jakoś to zagospodarować. Parę nieprzespanych nocy i w sobotę o 5.30 wyruszamy pociągiem do Zwardonia. Żeby nie było za różowo łapiemy opóźnienie już... w Katowicach. Gdzieś w Rajczy mamy przesiadkę na busa (folklor jak w ukraińskiej marszrutce, jedynie ścisku nie było - z całego składu wysiadło raptem 10 osób) na dwie stacje i dalej znów pociągiem. Ostatecznie opóźnienie sięga 1,5h. Cóż, mamy czas... Czas podczas tej wędrówki kieruje się zresztą własną logiką, odmierzamy go kolejnymi górkami, ciągle tylko góra-dół, góra-dół, góóóóra-dóóóóóóół do z...nudzenia. Gdybym tylko pamiętała, że tak wygląda ten szlak... ;) Po czwartej godzinie marszu moje nogi nawet zaczynają lubić ten jednostajny ruch. Po szóstej godzinie przestają. Pozostaje tylko mozolne wdrapywanie się na kolejne wzniesienia. Kikula, Magura, Mały Przysłop, Wielki... i już, już prawie jesteśmy, ostatni grzbiet za winklem i szczyt! Szkoda tylko że ten grzbiet to znów góra-dół, góra-dół, góra-góra-dół, no ja pikole. Światła nie wyciągamy, żeby się nie demotywować i wreszcie! po 18 jesteśmy w schronisku! Trochę tam ciemno - bez prądu, trochę w pokoju zimno, bo ogrzewane są tylko rezerwowane wcześniej, ale kominek jest, herbata jest, więc jest dobrze. Rano udaje mi się wygramolić na wschód słońca i to był chyba jeden z lepszych punktów wyjazdu. Bo choć ogólnie pogoda dopisała, to takiego nieba jak o świcie nie uRaczysz później. W niedzielę schodzimy już najkrótszą drogą do Rycerki. Drepczemy przez wioskę nie zatrzymując się na przystanku i licząc na to, że w drodze złapiemy jakiegoś stopa do Rajczy i wrócimy wcześniejszym pociągiem. (Senna, niedzielna Rycerka, dachy pod śniegiem lekko topniejącym w słońcu, zapach drewna - taki fajny klimat pamiętam z ferii w dzieciństwie..) Niestety tym razem się nie udało. Ostatecznie podjeżdżamy busem i po 14 wsiadamy w pociąg do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Czeczott (UKA)|01 02 2015}}&lt;br /&gt;
Próba podejścia z Kuźnic przez dolinę Kondratową i potem Magurskim Upłazem na Suchy Wierch Kondracki. Wycof z ok. 1 800 z powodu zagrożenia lawinowego (odcięliśmy kilka &amp;quot;desek&amp;quot;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra - skitury|Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz, Bogdan Posłuszny, Os. towarzysząca |2015-02-01}}&lt;br /&gt;
opis... może będzie.... kto wie ? &lt;br /&gt;
na razie zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2Fbabia2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja: Mała Fatra- skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|30 01 2015-01 02 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Fatrze przepiękna zima. Widoki są wręcz bajeczne. W sobotę fundujemy sobie wycieczkę bardzo, bardzo kondycyjną. Nie do końca mieliśmy takie plany, ale wyszło to nam tak jakoś alpejsko ;). Przechodzimy Janosikowym szlakiem z wąwozu Tiesňavy na Boboty, zjeżdżamy do Stefanowej by pozwiedzać zbocza Małego Rozsutca i zmierzyć się ze Stochem. Tam, jeśli przyjmiemy oficjalną wersję wydarzeń-rozsądek nakazał zawrócić ze względu na zagrożenie lawinowe...W niedzielę z kolei rozkoszuję się zjazdami ze Snilovskiego Sedla i Grunia. Warunki śniegowe fantastyczne. Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/ansi2zwk3wri5dz/AABewRkEI56yx0lCUYDAOfYBa?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra od południa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Bogdan Posłuszny, Wym|25 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy tej pogodzie i w tych warunkach był to &amp;quot;strzał w dziesiątkę&amp;quot;. Autem nadrobiliśmy sporo kilometrów by właśnie wystartować z tego uroczego miejsca. Start z Lipnicy zielonym szlakiem od południa. Po ostatnich znów nie tak wielkich opadach śniegu warunki się poprawiły. Konkretnie w tej okolicy na twardym, dobrze ustabilizowanym podkładzie pojawiła się kilkucentymetrowa warstwa puchu.  Szlak w zasadzie nie uczęszczany. Posiłkując się GPSem docieramy do granicy BPN. Potem zupełnie nie przetartym terenem podążamy w stronę szczytu. Pogoda była jaka była wiec od granicy lasu nawet tyczki są nie zbyt widoczne. Wiało, a drobinki śniegu smagły nas po twarzach. Od ruin starego schroniska wychodzimy już bez większych problemów na szczyt. Tu &amp;quot;tłumy&amp;quot; (tzn. kilka osób, które zdecydowało się zawalczyć przy tej pogodzie o szczyt z innych stron). Za kamiennym murkiem szybko robimy przepinkę, zdjęcie, po łyku herbaty i zsuwamy się w dół mniej więcej trasą podejścia. U góry ostrożnie, gdyż śnieg w wielu miejscach wywiany. W &amp;quot;mleku&amp;quot;, ciągle obserwując GPS i wystawiając swoje błędniki na próby zjeżdżamy do granicy lasu. Tu już śnieg jest bajeczny i widoczność dobra. Już dawno nie zjeżdżałem po tak  boskim śniegu. Szybko tracimy wysokość śmigając wśród drzew jak fantazja pozwoli nie zbyt gęstym lasem. Szczęśliwie docieramy cali do auta. Zrobiliśmy 900 m deniwelacji. Dla Bogdana był to skiturowy debiut.  Nie ryzykując powtórnie zakazanego skrótu do domu wracamy autem przez Słowację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda, Kasia, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 16-18 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem szybko docieramy do Palenicy, tam na parkingu  niespodziewanie spotykamy Kasię z Maćkiem (Tatry są naprawdę małe), którzy planowali wejście na Rysy. Po małych przygodach docieramy do schroniska w Roztoce w którym nocujemy ze względu na brak miejsc w Morskim Oku. Ambitnie budzimy się o 3.57 !!!, jemy pijemy kawę i …. od niechcenia sprawdzam temperaturę na zewnątrz. Szok !!! o tej porze jest +7 stopni. Po długiej dyskusji ustalamy, że rezygnujemy dzisiaj ze wspinania, choć nie do końca. Zamiast drogi zimowej wybieramy się na sportowe drogi drytoolowe na Buli pod Bandziochem, które zostały przygotowane na Memoriuał Bartka Olszańskiego. Próbujemy się wspinać na dwóch drogach, niestety okazuje się że wspinanie w granicie jest zdecydowanie trudniejsze niż w wapieniu. Cały dzień temperatura powietrza jest znacznie powyżej zera, im dłużej wspinaliśmy się na Buli tym bardziej byliśmy pewni, że podjęliśmy dobrą decyzję o odpuszczeniu sobie poważnego  wspinu. Powrót do Roztoki dłuży się niesamowicie… W niedziele również odwilż więc wysypiamy się i jedziemy do kamieniołomu Wdżar, który jest niedaleko Nowego Targu. Tam szybko robimy  2 fajne drogi, ale niestety panująca odwilż znacznie pogorszyła warunki wspinu(dużo błota i kruszyzny). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Klaus B.|17-18 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kilkukrotnych konsultacjach &amp;quot;kto, gdzie, co i z kim&amp;quot; zdecydowałam się na wariant: Tatry po polskiej stronie i spotkanie  z wspinającą się ekipą w Schronisku w Roztoce. W sobotę więc robimy skiturową trasę Doliną Roztoki (zielonym szlakiem do schroniska w 5-ciu Stawach)-co okazało się doskonałym wyborem, bo dzięki temu całą trasę od początku szlaku do końca wycieczki robimy na nartach. Na poziomie stawów wiatr toczy z nami nierówną walkę, jednakże mimo to fundujemy sobie całkiem miły zjazd zboczem Koziego Wierchu (do pewnego poziomu udało się wejść pomimo wiatru). W niedzielę zgodnie z zasadą &amp;quot;we will see&amp;quot; podchodzimy oblodzoną drogą do Morskiego Oka. Niestety zobaczyliśmy &amp;quot;nic&amp;quot;, co zmotywowało nas skutecznie do zjedzenia szarlotki, wypicia ciepłej herbaty i zakończenia pobytu w Tatrach sportem o nazwie &amp;quot;Ice skiing&amp;quot;. To z kolei umożliwiło osiągnięcie parkingu w  Palenicy Białczańskiej w rekordowym tempie.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/l2aifvxl5qigc52/AAAJxUOX1hnPDaB8O7pekydba?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w otoczeniu dol. Łatanej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Łukasz Pawlas, Łukasz Majewicz|17 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To miał być taki lekki wyjazd skiturowy początkujący sezon skiturowy w Tatrach. Niby prosta wycieczka przekształciła się w nie złą walkę o przetrwanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszyliśmy z Zverowki doliną Łataną a następnie szlakiem na Grzesia (słow. Lučna). Przeważnie szlak nie przetarty. Śniegu dość sporo. Powyżej granicy lasu wiatr wiał z dużą siłą. Banalny Długi Upłaz kosztował nas sporo sił. Foki nie trzymały na lodzie. Ostatni odcinek na Rakoń (1879) był bardzo ciekawy (akurat na tym wyjeździe nie mieliśmy raków, które zwykle zabieramy). Z Rakonia planowaliśmy zjazd przez przełęcz Zabrat z powrotem do doliny Łatanej. Górny odcinek grzbietu rozdzielającego Łataną od Rochackiej był wywiany z śniegu i pokryty co najwyżej lodem. Narty założyliśmy na plecaki. Na wietrze działały jak maszt. Targało nami okropnie. Kilka razy musiałem przytrzymać Teresę gdyż wiatr ją dosłownie wyrywał. Nikt by nie uwierzył, że na „takim” Rakoniu trzeba się tak sprężać. Dopiero przy kosówce śnieg był miększy i można było się nie co odprężyć. Ja z Łukaszem P. nawet zakładamy narty i zjeżdżamy na fokach na przełęcz Zabrat bo czekało nas jeszcze podejście na Zadni Zabrat (1693). Poniżej grani wiatr ucichł. Na zjazd do Łatanej wybieramy wąski Szyndlowy Żleb, który nawet na niezbyt długim odcinku był dość stromy. Łukasz M. zjeżdżał „na kaskadera”, Teresa zachowawczo (schodkowała w dół na najtrudniejszym odcinku) a ja i Łukasz P. raczej klasycznie. Śnieg był to twardy, to przepadający co mogło skutkować (a nawet skutkowało) niekonwencjonalnym upadkami. Później było łatwiej ale i tak Łukaszowi M. udało się wpaść na drzewo czego konsekwencją było stłuczenie lędźwi i złamanie kijka. Potem ładnym zjazdem osiągamy dno doliny Łatanej i drugą stroną strumienia mkniemy w dół do auta gdzie docieramy już bez przeszkód. Pogoda w międzyczasie uległa znacznemu pogorszeniu ale my byliśmy już bezpieczni. Kolejna lekcja pokory dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team); część trasy z Michałem Ciszewskim, Ewą Wójcik, Agatą Klewar (KKTJ)|2015-01-11}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic na Kondracką Przełęcz, potem pauza w schronisku i kawałek podejścia zielonym szlakiem do Korycisk -- i w dół. Warunki takie sobie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków, Zakrzówek - drytooling|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Karol Jagoda|11 01 2015}}&lt;br /&gt;
Nie dając się namówić na wyjazd skiturowy na Pilsko, udajemy się na drytoolowe wspinaczki na krakowskim Zakrzówku. Karol prowadzi wszystkie (trzy) drogi, a ja z Łukaszem M. wspinamy się na wędkę. Cóż, nad sensem tej dziwnej jak dla mnie dyscypliny (wspinanie po skale z czekanami i w rakach) nie będę się rozwodził, ale jako forma treningu wspinaczkowego i psychicznego jest godna polecenia. Pod skałą sporo amatorów wspinaczki lodowej bez lodu. Mimo zaliczenia lotu, poharatania o skałę, dziwnie powykrzywianego sprzętu oraz kilku ran ciętych, kłutych i tłuczonych od czekana (dobrze, że mieliśmy kaski), szczęśliwi i zadowolenie wracamy na Śląsk. Droga powrotna mija przy dyskusji o motoryzacji, uff to już drugi temat, na który można porozmawiać z Karolem:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Cz%C5%82onkowie&amp;diff=5223</id>
		<title>Członkowie</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Cz%C5%82onkowie&amp;diff=5223"/>
		<updated>2015-04-23T07:53:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* Członkowie zwyczajni */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Członkowie honorowi ==&lt;br /&gt;
* Renata Szmatłoch&lt;br /&gt;
* Bernard Pala - &amp;quot;Bosman&amp;quot;&lt;br /&gt;
* Tadeusz Szmatłoch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Władze ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{|&lt;br /&gt;
! Lp.&lt;br /&gt;
! Imię i nazwisko&lt;br /&gt;
! Stopień taternicki (*)&lt;br /&gt;
! Funkcja&lt;br /&gt;
! Uwagi&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 1.&lt;br /&gt;
| Łukasz Pawlas&lt;br /&gt;
| taternik jask.&lt;br /&gt;
| prezes&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 2.&lt;br /&gt;
| Grzegorz Szczurek&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
| skarbnik&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 3.&lt;br /&gt;
| Damian Szołtysik&lt;br /&gt;
| zwyczajny taternik jask.&lt;br /&gt;
| sekretarz&lt;br /&gt;
| opiekun ścianki wspin. w G7&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Członkowie zwyczajni ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{|&lt;br /&gt;
! Lp.&lt;br /&gt;
! Imię i nazwisko&lt;br /&gt;
! Stopień taternicki (*)&lt;br /&gt;
! Funkcja&lt;br /&gt;
! Uwagi&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 1&lt;br /&gt;
| Tomasz Jaworski&lt;br /&gt;
| taternik jask. &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|instruktor tater. jask.&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 2&lt;br /&gt;
| Agnieszka Szmatłoch&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 3&lt;br /&gt;
| Damian Żmuda&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 4&lt;br /&gt;
| Ryszard Widuch&lt;br /&gt;
| taternik jask. zwycz.&lt;br /&gt;
| szef szkol. klubowego&lt;br /&gt;
| instruktor tater. jask.&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 5&lt;br /&gt;
| Krzysztof Atamaniuk&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 6&lt;br /&gt;
| Henryk Tomanek&lt;br /&gt;
| taternik jask. samodzielny&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 7&lt;br /&gt;
| Aleksandra Golicz&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 8&lt;br /&gt;
| Daniel Bula&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 9&lt;br /&gt;
| Wojciech Wyciślik&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| magazynier&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 10&lt;br /&gt;
| Jan Kieczka&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 11&lt;br /&gt;
| Mateusz Golicz&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|instruktor tater. jask.&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 12&lt;br /&gt;
| Ksawery Patryn&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 13&lt;br /&gt;
| Anna Szmatłoch&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 14&lt;br /&gt;
| Joanna Przymus&lt;br /&gt;
| taternik jask.&lt;br /&gt;
| przew. kom. rew.&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 15&lt;br /&gt;
| Joanna Jaworska&lt;br /&gt;
| taternik jask.&lt;br /&gt;
| bibliotekarka&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 16&lt;br /&gt;
| Karol Jagoda&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 17&lt;br /&gt;
| Łukasz Zawada&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 18&lt;br /&gt;
| Joanna Wasil&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 19&lt;br /&gt;
| Tadeusz Szmatłoch&lt;br /&gt;
| samodzielny taternik jask.&lt;br /&gt;
| magazynier&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 20&lt;br /&gt;
| Barbara Szmatłoch&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 21&lt;br /&gt;
| Aleksandra Rymarczyk (Skowron)&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 22&lt;br /&gt;
| Wojciech Sitko&lt;br /&gt;
| taternik jask.&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 23&lt;br /&gt;
| Michał Wyciślik&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| magazynier&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 24&lt;br /&gt;
| Tomasz Zięć&lt;br /&gt;
| taternik jask&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 25&lt;br /&gt;
| Łukasz Majewicz&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 26&lt;br /&gt;
| Aleksander Kufel&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 27&lt;br /&gt;
| Mateusz Górowski&lt;br /&gt;
| taternik powierzchniowy&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 28&lt;br /&gt;
| Janusz Dolibog&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 29&lt;br /&gt;
| Dariusz Rank&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 30&lt;br /&gt;
| Jerzy Krzyżanowski&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 31&lt;br /&gt;
| Sebastian Podsiadło&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|-&lt;br /&gt;
| 32&lt;br /&gt;
| Artur Szmatłoch&lt;br /&gt;
| &lt;br /&gt;
| magazynier&lt;br /&gt;
|&lt;br /&gt;
|}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(*) - stopnie obowiązujące w czasie ich uzyskania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Członkowie uczestnicy ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Michał Chowaniec&lt;br /&gt;
* Mirosław Grzegorz&lt;br /&gt;
* Grzegorz Klima&lt;br /&gt;
* Łukasz Kowalkowski&lt;br /&gt;
* Łukasz Mazurek&lt;br /&gt;
* Arkadiusz Nawrot&lt;br /&gt;
* Marek Ziarnik&lt;br /&gt;
* Łukasz Piskorek&lt;br /&gt;
* Bogdan Posłuszny&lt;br /&gt;
* Adam Witkowski&lt;br /&gt;
* Kamil Grzondziel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Sympatycy ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* Michał Maksalon (taternik jaskiniowy)&lt;br /&gt;
* Ewa Orszulik &lt;br /&gt;
* Wojciech Orszulik&lt;br /&gt;
* Tomasz Pawlas&lt;br /&gt;
* Janusz Rudol (taternik jaskiniowy)&lt;br /&gt;
* Małgorzata Stolarczyk&lt;br /&gt;
* Mieczysław Smetaniuk (taternik jaskiniowy)&lt;br /&gt;
* Piotr Strzelecki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Odeszli na zawsze ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* [[Ireneusz Paprotny]]&lt;br /&gt;
* [[Eugeniusz Pęczek]]&lt;br /&gt;
* [[Bronisław Szmatłoch]]&lt;br /&gt;
* [[Franciszek Kubica]]&lt;br /&gt;
* [[Tomasz Wacławczyk]] &amp;quot;Melon&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== Byli członkowie klubu ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* [[Lista byłych członków Klubu]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4948</id>
		<title>Wyjazdy 2015</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2015&amp;diff=4948"/>
		<updated>2015-01-12T22:07:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – mokra skitura na Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Michał Wyciślik, Bogdan Posłuszny|10 01 2015}} &lt;br /&gt;
Jak to powtarza Karol: &amp;quot;nie ma złej pogody, są tylko mocne lub słabe charaktery&amp;quot;. W totalnej zlewie ruszamy z przełęczy Glinne granicznym szlakiem na Pilsko. Śnieg mokry, widoczność ograniczona, po prostu paskudnie. Z wyjątkiem Bogdana (miał zwykłe narty zjazdowe i musiał je nieść na plecaku) pozostała część grupy podchodzi na nartach skiturowych. Już w drodze na Halę Miziową śniegu jest tak dużo, że Bogdan zapada się czasem do pasa co spowalnia oczywiście marsz. Mokrzy i spóźnienieni osiągamy schronisko na Hali Miziowej. Przy takiej pogodzie wyciągi nie działały a w schronisku było tylko kilka osób. Po posiłku wychodzimy na Pilsko (graniczne) gdzie powyżej granicy lasu wiatr wiał z potężną siłą. Szybko przepinamy się do zjazdu. Przykra niespodzianka czekała jednak na Bogdana. Jego buty zjazdowe tak stwardniały, że mimo heroicznych bojów (zdjął nawet skarpety) nie zdołał ich założyć. Szybko zmieniamy taktykę. Bogdan zejdzie z powrotem na Miziową do schroniska i tam założy buty by dalej zjechać nartostradami do Korbielowa skąd go później odbierzemy autem. Reszta ekipy zjeżdża wzdłuż granicy państwa na przełęcz Glinne. Najpierw szarpani wiatrem po różnych gatunkach śniegu osiągamy las. Potem, już w lesie toniemy w mokrym śniegu.  Bez stałej kontroli kierunku na GPSie mielibyśmy marne szanse w tej pogodzie na odnalezienie właściwej drogi. W końcu docieramy do naszych starych śladów i szybko mkniemy na dół. Deszcz i wysoka temperatura uszczupliły znacznie pokrywę śniegu w dolnych partiach lecz udaje się aż do auta dojechać na nartach. W Korbielowie Kamiennej zabieramy Bogdana, który szczęśliwe niemal w tym samym czasie zjechał w dół po mokrej bryji i strumieniach wody. Wszyscy byli mokrzy a ja totalnie. Ruszamy w drogę powrotną do domu równo z zapadnięciem zmroku. Ponieważ byliśmy mokrzy to plan odwiedzenia jeszcze kolegów z biwaku zimowego SBB na Jałowcu został zaniechany. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2015%2FSkitura%20na%20Pilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – skitura na Skrzyczne i Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 01 2015}} &lt;br /&gt;
Niebieskim szlakiem podchodzę na szczyt Skrzycznego. Piękna pogoda. U góry wietrznie. Jadąc w stronę Mł. Skrzycznego wiatr mnie zatrzymuje niemal w miejscu. Potem zjeżdżam nieczynnymi nartostradami do Czyrnej. Warunki bardzo dobre. Do auta docieram na nartach. Potem jadę prosto do klubu na zebranie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski – Brenna- skiturowa przebieżka |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski|06 01 2015}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pięknych zimowych warunkach i z całkiem niezłym tempem marszu robimy trasę Brenna-Karkoszczonka-Klimczok-Błatnia-Karkoszczonka-Hyrca-Brenna.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://www.dropbox.com/sh/0h4vu80p7zn9rog/AABqSQLFmDkmHoFwPs1wA-Xza?dl=0&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA - Tatry Wysokie - wspinanie |Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;| 02-04 01 2015}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z długiego weekendu wybieramy się na Tępą. Cel wybrany został ze względu na spodziewaną olbrzymią  liczbę ludzi po polskiej stronie Tatr. Po morderczym podejściu do schroniska nad Popradzkim Stawem jest jasne, że kondycyjnie nie jesteśmy przygotowani do zwiedzania Krukówek nie mówiąc o wycieczkach w Tatry. Jak to bywało wcześniej brak kondycji i umiejętności nadrabiamy brakiem mózgu. W sobotę jako pierwszą drogę w sezonie wybieramy żebro Galfy’ego (III).  Trudności drogi kumulują się na pierwszych 4 wyciągach, środkową i górną część, która jest prostsza,  pokonywana jest z lotną asekuracją. Niestety wybrałem nieco inny wariant startowy, który okazał się znaczniej ciekawszy niż oryginalny. Dzięki temu miałem przyjemność sprawdzenia jakości osadzanych przez siebie punktów asekuracyjnych. Tej próby nie przeszedł mikrofriend, szczęśliwie stanowisko wytrzymało:). Górną cześć drogi pokonujemy w tempie himalaistów na 8000 metrów oczywiście niekorzystających z tlenu. Warunki do wspinania nie były idealne, szczególnie dokuczliwy był silny wiatr, który na grani osiągał taką siłę że kilkakrotnie zdołał mnie przewrócić. W niedziele warunki się znacznie pogorszyły, spadło około 20cm śniegu, a wiatr pokazywał już przy schronisku co potrafi. Pomimo tego jako jedyny zespół (wg wpisów w książce wyjść) podjęliśmy heroiczną próbę wspinania. Nasz zapał znacznie się zmniejszył po 1,5 h podejściu i zderzeniu z panującymi warunkami. Damian rozpoczął ochoczo wspinanie, lecz pewnie ze względu na chęć wyrównania rachunków pod względem liczby lotów szybko zaliczył glebowanie (w tym przypadku szczęśliwie śniegowanie) wyrywając osadzony przelot. Po tym zdarzeniu stwierdziliśmy, że jest to idealna chwila żeby w wielkim stylu się wycofać. Droga powrotna autem to kolejna niekończąca się opowieść, nadmienię jedynie że podróż zajęła nam około 7h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – spacer na Romankę i Rysiankę|Asia Jaworska, Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|04 01 2015}} &lt;br /&gt;
Do Sopotni Wielkiej docieramy z pewnymi przebojami typu niekontrolowany zsuw auta z oblodzonego wzniesienia, szczęśliwie rowu nie zaliczyliśmy i skończyło się tylko na kilku chwilach Stresu. Warunki drogowe w ogóle były średnie i w konsekwencji w góry wychodzimy dopiero po 10.30. Startując spod przystanku autobusowego kierujemy się w górę potoku W Kotarnicy, początkowo drogą, a po jej skończeniu już na krechę do grzbietu, który osiągamy dokładnie w zaplanowanym miejscu, tj. na przełączce pod Kotarnicą. Odtąd idziemy granią niebieskim szlakiem. Droga pusta. Nikt dziś tędy nie szedł. Las w pięknej zimowej aurze i świeży pucho-styropian pod nogami, momentami tylko zrywa się silniejszy wiatr i burzy sielankową wędrówkę. Śmiejemy się, że jeśli kogoś spotkamy na szlaku to będzie to Damian z Teresą. W okolicy Hali Majcherkowej zatrzymujemy się na chwilę by skontrolować szlak i wtedy doganiają nas „turyści”. „Je patrzcie Ola Strach idzie” - mówi Tomek. „Hahaha, jasssne!”, „Ej, rzeczywiście”, „No co wy, żartowałem! Ale… serio?!”. 20 sekund później sprawa się wyjaśnia. Cześć cześć cześć :) Co tu dużo mówić... kobieca intuicja. Namierzenie nockowicza zamieszczającego wyjazdowy anons najwyraźniej nie jest takie trudne :) Dalej idziemy razem. Z Hali Łyśniowskiej widać nasz cel jak na dłoni, jeszcze tylko Przełęcz Pawlusia - staje się ona najtrudniejszym punktem wycieczki z uwagi na bardzo silny wiatr z zachodu. Walczymy o życie ;) szczęściem tylko kilkanaście minut. Jednak w ciągu tych paru chwil myślę o bidokach, którzy w tym czasie napierają na Babią... eh, entuzjaści... Schronisko osiągamy zgodnie z planem o 14, godzina relaksu i w dół schodzimy niebieskim szlakiem do Sopotni. Idzie się bardzo przyjemnie do momentu, gdy szlak przecina drogę. Niestety włącza nam się autopilot i instynktownie schodzimy szeroką drogą zamiast pilnować szlaku. Jak się później okazuje nadkładamy spory kawałek. Do samochodu docieramy przed 17, podwozimy jeszcze towarzyszy do początku czarnego szlaku, skąd wyruszyli i powoli wracamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia pojawią się (mam nadzieję), gdy Tomek upora się ze swoim nowym urządzeniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Sylwester w Szczyrku |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i reszta|&lt;br /&gt;
31 12 2014 - 04 01 2015}}&lt;br /&gt;
W przeciągu paru dni śmigamy na nartach w Szczyrku oraz Wiśle. Pierwszego dnia tego roku odbywam wycieczkę skiturową na Skrzyczne - Państwa Szołtysików nie spotykam:) - ze Szczyrku, na Skrzyczne, a następnie zjazd do Czyrnej. Warunki poza trasami narciarskimi opisane poniżej przez Damiana. Warunki na stokach przygotowanych, bardzo dobre, szczególnie jak na taką pogodę. Po skiturach dorobiłem się odcisków znanych Damianowi i Łukaszowi Majewiczowi. Liczę na szybkie wygojenie ran bo pogoda dobrze rokuje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|&lt;br /&gt;
01 01 2015}}&lt;br /&gt;
Po badmintonowym Sylwestrze i dobrze przespanej nocy ruszamy na pierwszy w tym sezonie skiturowy wyjazd. Z Szczyrku doliną Czyrnej stokową drogą wychodzimy na Skrzyczne nie spotykając po drodze człowieka. Może to dziwne ale tu podchodziliśmy pierwszy raz w życiu. Śniegu mało i bez podkładu lecz dało się podejść. Było mgliście ale wszystko ładnie ośnieżone. Na szczycie ludzi już sporo. Po odpoczynku w schronisku zjeżdżamy do Jaworzyny trasą FIS (naśnieżona) wśród tłumów ludzi. Potem jednak skręcamy znów do doliny Czyrnej i już sami, mniej więcej drogą podejścia zjeżdżamy w dół. Wystawały miejscami kamienie lecz do samego auta znośnie zjeżdżamy na nartach bez strat w sprzęcie i w ludziach. Wariant zjazdu zwłaszcza na takie warunki godny polecenia. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4359</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=4359"/>
		<updated>2014-06-22T20:17:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''22 06 2014''' - Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy&lt;br /&gt;
* '''19 06 2014''' - Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy&lt;br /&gt;
* '''16 - 18 06 2014''' - Jura pd. - rajd pieszy&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - wspinanie w Smoleniu&lt;br /&gt;
* '''15 06 2014''' - dolinki krakowskie na rowerach&lt;br /&gt;
* '''7 - 8 06 2014''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''31 05 2014''' - Tatry Zach. - szkolenie kursowe&lt;br /&gt;
* '''23 - 25 05 2014''' - Jura - 38-lecie klubu&lt;br /&gt;
* '''10 - 11 05 2014''' - CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4358</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4358"/>
		<updated>2014-06-22T20:17:05Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom - 7 Bytomski Rodzinny Rajd Rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną|22 06 2014}}&lt;br /&gt;
7 już edycja (nasza pierwsza) Bytomskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, którego trasa prowadzi wokół Bytomia. Był to dla nas eksperyment czy nasz syn wytrzyma dłuższą trasę w foteliku rowerowym - trasa liczyć miała ok 35km (dla nas miała ponad 40km licząc z dojazdami). Start odbył się o 11:00 z Bytomskiego rynku, niestety przy lekkim deszczu. Na szczęście zaraz po starcie przestało padać i wyszło słońce, także jechało się znacznie lepiej. Po drodze jeszcze dwukrotnie popadało, ale udało się przejechać rajd bez większej ulewy. Sama trasa przebiegała przez takie dzielnice Bytomia jak: Rozbark, Łagiewniki, Szombierki, Bobrek, Karb, Miechowice, Stolarzowice, Sucha Góra, Stroszek, Centrum gdzie metą był park miejski. Po drodze 3 postoje, a na końcu dla wszystkich pyszna grochówka :)&lt;br /&gt;
Reasumując syn dał radę wysiedzieć w sumie ponad 5 godzin w foteliku (oczywiście z przerwami) choć na 200 metrów przed metą padł i zasnął na siedząco, także na zupę się nie załapał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2014/Rowery-Bytom&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy na górę Birów|Tomek Jaworski (instruktor), Asia Przymus, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Teresa Szołtysik, po okolicy na rowerze kręcił się Tomek Zięć z rodziną|19 06 2014}}&lt;br /&gt;
Pod okiem Tomka nasi kursanci wspinali drogi na własnej protekcji oraz uczyli się zakładać stanowiska. Przy okazji powspinaliśmy kilka kursowych dróg. Na wędkę próbuję jeszcze 6.2+ z kiepskim efektem. Późnym popołudniem z Birowa wypłoszył nasz deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik,&amp;lt;/u&amp;gt; Rafał Florczyk (G7), Adam Witkowski, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Kamil Grządziel, Julia Szydło, Nikola Bełtowicz, Joanna Sołtys, Michał Kaczyński, Agata Rurkowska, Mateusz Kostrzewa, Janusz Zychal |16 - 18 06 2014}}&lt;br /&gt;
To był trzeci taki rajd dla młodzieży w ramach hartowania ducha i ciała. Tym razem trasa wiodła z Tomaszowic przez wąwóz Poddkalański a dalej dolina Kluczwody - Wierzchowie (jaskinia Mamutowa) - dolina Bolechowicka - dolina Kobylańska - dolina Będkowska (jaskinia Łabajowa i biwak w okolicy jaskini). Dalej szliśmy do Ojcowskiego Parku Narodowego do doliny Sąspówki (przejście na przełaj, zejście dość stromym zboczem) - dolina Prądnika przy Pieskowej Skale - Sułoszowa (przejście przez pola pokrzyw na przełaj do szlaku) - peryferie Olkusza - rezerwat Pazurek (biwak w pobliżu jaskini Omszała Studnia) - Stołowa Góra - Bydlin. Ponad 60 km ciekawego szlaku. Biwaki odbywały się przy ognisku pod gołym niebem. Wszyscy spisali się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Smoleniu|Ania Bil, Asia Wasil, Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz czworonożny Oli|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
Wyjazd miał być nieco liczniejszy lecz pogoda niektórych skutecznie zniechęciła od aktywności na świeżym powietrzu. Wspinaliśmy się na skałach Zegarowych, które zdecydowanie są godne polecania(długie, nie wyślizgane drogi). Ze względu na niesprzyjające warunki rozpaliliśmy ognisko które pozwoliło nieco się ogrzać po zrobieniu kilku ładnych dróg min. Wczasowicz(VI-), Pierwsza Lewa (VI.1+), Relaks z wędką(VI.1), Laskowik(VI+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura płd. - rowerami przez dolinki krakowskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|15 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na MTB z Wierzchowia przez dol. Bolechowicką, wąwóz Podskalański, dol. Kluczwody. Potem autem podjeżdżamy do Jaroszowca skąd już sam jadę rowerem szlakiem do Bydlina przez fajną okolicę. Z Bydlina autem wracamy na Nowy Bytom na podsumowanie wspinaczkowych mistrzostw Rudy Śląskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna - Partie Wrocławskie|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Katarzyna Turzańska (STJ), Paweł Woźniak (STJ)|7 - 8 06 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu Śnieżnej trzeba przechodzić przez wykop w śniegu. Grupa kursowa (Mateusz z Łukaszem i Sebastianem) dociera do Suchego Biwaku. Reszta ekipy udaje się w Partie Wrocławskie  gdzie pokonując Białe Kaskady osiągamy salkę pod Czarnym Kominem. Ciągi te to strome pochylnie i kominy kontynuujące się w górę powyżej otworu Śnieżnej, którymi spada woda (wiszą tu stare, często bardzo zniszczone liny). Z góry leje niezły wodospad więc z tego miejsca wracamy w dół a potem w górę w stronę otworu. W Wielkiej Studni dość dużo wody. Około drugiej w nocy wszyscy są na powierzchni. W nagrodę czekała piękna tatrzańska noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak akcję widziała Sebastian:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po długich ustaleniach terminu i godziny wyjazdu, wyruszyliśmy w końcu ze Śląska w sobotę ok. godz. 06.30 w składzie ja, Łukasz, Mateusz i Michał. Po dotarciu na parking przy wylocie doliny Małej Łąki i podziale 400m lin, 34 karabinków niezakręcanych i 4 worów ruszyliśmy w drogę. Po drodze za progiem Wyżniej Świstówki trafiliśmy na kontrolę strażnika z TPN-u (pierwszą w karierze instruktorskiej Mateusza). Po odnalezieniu otworu i dość długotrwałym worowaniu lin, akurat w czasie gdy dołączała już do nas druga nockową grupa z znajomymi z Krakowa, ruszyliśmy w dół Śnieżnej. Całość zaporęczowaliśmy razem z Łukaszem z wyłączeniem Konia za wodociągiem, który już był ładnie zaporęczowany. Po dotarciu na Suchy Biwak, podelektowaniu się truskawkami doniesionymi przez Mateusza, spotkaniu z drugą ekipą, oficjalnej sesji zdjęciowej Łukasza z Prezesem, już bez Michała, który ryszył w stronę partii wrocławskich z resztą, ruszyliśmy ku górze. Odwrót był dość szybki, bo nie musieliśmy deporęczować i nawet przyjemny z wyjątkiem Wielkiej Studni, gdzie nas trochę przemoczyło i Rury, gdzie znowu dość mocno schłodziło. Wychłodzeni (bynajmniej w moim przypadku) z zmrożonymi palcami, zastaliśmy jeszcze zachodzące słońce. Po dojściu w świetle czołówek i gwiazd do samochodu przed dojazdem na kwaterę, odwiedziliśmy jeszcze centrum Zakopanego w celu zakupów w sklepie całodobowym, który zamknęli nam o północy, z powodu niedzielnego święta. Skończyło się zatem na spontanicznym kebabie po drugiej stronie ulicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień, żeby nie marnować niedzieli w Zakopanem, wybór padł na Rusinową Polanę. W czasie gdy Mateusz i Michał ruszyli w kierunku Wołoszyna, ja i Łukasz weszliśmy na Gęsia Szyję, pojedliśmy oscypki i poleniliśmy się trochę na słońcu na polanie. Do domu ruszyliśmy ok. 17.30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fsniezna-kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4320</id>
		<title>Wyjazdy 2014</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2014&amp;diff=4320"/>
		<updated>2014-06-01T07:52:47Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Dolina Kościeliska - szkolenie z pracownikiem TPNu|Jan Krzeptowski (pracownik TPNu), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Gosia Stolarek, Asia Przymus, Artur Szmatłoch|31 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się szkolenie z pracownikiem Tatrzańskiego Parku Narodowego Jaśkiem, kóry poopowiadał nam trochę o historii, działaniu i planach TPNu oraz o otaczającej nas przyrodzie.&lt;br /&gt;
Szkolenie to jest obowiązkowe dla każdego adepta przystępującego do egzaminu na kartę taternika jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z &amp;quot;wycieczki&amp;quot; Doliną Kościeliską: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie+TPN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 38-lecie klubu w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Kamil Szołtysik, Kasia, Aga, Piotrek, Tomek, Artur, Basia, Tadek, Adam, Ania, Justyna, Piotr Szmatłoch, Adam Witkowski, Adam i Brygida Wilkoszyńska, Łukasz Pawlas, Ala i Aga Kucharska, Olek Kufel, Janusz Dolibog, Jola, Karol Jagoda, Damian Żmuda, Tomek i Asia Jaworska, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Justyna, Grzegorz Szczurek, Jan i Marzena Kieczka, Ryszard, Marzenna Widuch, Daniel Bula, Sebastian Podsiadło, Asia Przymus, Ola i Wojciech Rymarczyk oraz &amp;quot;mnóstwo&amp;quot; dzieci |23 - 25 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne fajne spotkanie z całym przekrojem klubowej historii. Oprócz gawęd przy ognisku były wspinaczki na Cydzowniku, tyrolka, wchodzenie po drabince. Odwiedziliśmy również jaskinie Piaskowa i Wielkanocna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okolice Jaworzna - Sadowa Góra na rowerze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Krzysztof Hilus, Zbyszek, Ela i Krzysztof Szuster|18 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka rowerowa do starych kamieniołomów dolomitowych na Sadowej Górze oraz zbiornika wodnego (też w starym kamieniołomie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXV Spotkanie Weteranów Taternictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer z klubowiczami SBB oraz weterani z innych klubów speleologicznych, na miejscu grotołazi z Speleoklubu Orcus z Bohumina (szczegóły na stronie SBB)|10 - 11 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zwykle co roku Jurek Ganszer z SBB zorganizował spotkanie tzw. weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem w ramach tego spotkania poszliśmy do bardzo ciekawej jaskini Knehyńskiej w Beskidzie Śląsko - Morawskim. Wg naszych czeskich kolegów jaskinia ma 70 m głębokości i 300 m długości. Najpierw schodziliśmy po drabinkach a potem zjazd około 10 metrową studnią do niższych partii. Do góry wracaliśmy inną drogą. Jaskinia bardzo obszerna. Czesi prowadzą tu badania naukowe (mierzą ruchy skał w jaskini na przestrzeni lat). Po południu gro ekipy udało się do schroniska pod Baranią Górą na huczną zabawę a ja z Teresą do Szczyrku gdzie wieczór spędziliśmy ciekawie przy ognisku w fajnej kompanii też na wesoło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczki w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot; - Adam Witkowski, Kamil Grządziel, Julia Lipiec, Julia Szydło|09 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinaczki głównie na &amp;quot;wędkę&amp;quot; na drogach raczej kursowych. Nie obyło się bez lotu wyżej podpisanego. Celem wyjazdu było zapoznanie młodzieży z sprzętem oraz wspinaczką w prawdziwej skale. Pogoda dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FUKSMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Taury Wysokie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|01 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
W ciągu czterech dni pokonaliśmy ok. 6000 m pionu, z czego około 1000 m piechotą (dojścia do schronisk i betony). W czwartek z samochodu wyszliśmy na Hocharn (3254; krzyż na szczycie zasypany po ramiona). Drugi dzień to najlepsza z całego wyjazdu wycieczka na Hoher Sonnblick (3106). Ze szczytu zjechaliśmy tzw. Scheißhäuslrinne na północnej ścianie. Był to jeden z najlepszych zjazdów jakie mi się w życiu trafiły - kuluar o różnicy poziomów 1100 m, nachylony przez pierwsze 300 m pod kątem ok. 50 stopni. Na ten zjazd nie zdecydowalibyśmy się gdyby nie koledzy z Czech, którzy podeszli trasą zjazdu i ocenili śnieg (pozdrawiamy!). Ponadto, jeden z Czechów rozpoczął z przytupem tj. skokiem na wspomniane 50-stopniowe zbocze z około czterometrowej wysokości nawisu. Zniósł to całkiem dobrze, co upewniło nas o stabilności lawinowej zastanych tego dnia okoliczności przyrody. My, amatorzy, zeszliśmy jednak piechotą z czekanami. Duży stres, prawdę mówiąc preferowałem skok, ale wiązania TLT lubią się wypinać w takich sytuacjach - i szukaj potem narty 1 km niżej... Po pysznym zjeździe i posileniu się kanapkami z pstrągiem z Aldiego w roli głównej, tego samego dnia przemieściliśmy się o 100 km i podeszliśmy piechotą do Johannishutte (2121). To miejsce, stanowiące bazę wypadową na szczyt Grossvenediger, jest dużo bardziej zatłoczone niż dolina Rauris. Z piątku na sobotę nie było nawet tak źle, ale w kolejną noc nastąpił najazd Germanów i gospodyni umieściła nas w kanciapie ok. 4 m2 (Germanie mieli rezerwację, a my nie). Mimo wszystko, wyszło nam to na dobre, bo w ten sposób znaleźliśmy się w najspokojniejszym miejscu w całej chacie. W sobotę w terenie spędziliśmy zaledwie pół dnia. Potrzebowaliśmy nieco odpoczynku, a ponadto na zewnątrz dokuczało zimno i silny wiatr. Podeszliśmy tylko do Defreggerhausu (2964, w zimie zamknięty) i zjechaliśmy stamtąd przyjemnie z powrotem do bazy. Długie popołudnie upłynęło na lekturze nowego &amp;quot;Regulaminu postępowania dyscyplinarnego&amp;quot; oraz beletrystyki. Zregenerowani, w niedzielne przedpołudnie w pełnym słońcu weszliśmy na szczyt Kreuzspitze (3164) i zjechaliśmy stamtąd ok. 600 m w lekko zsiadłym puchu (niżej, niestety, betony). Katowice osiągnęliśmy o 22:30. Choć pogoda była bardzo zmienna i kapryśna, z wyjątkiem soboty, każdego dnia zażyliśmy sporo słońca. Dobrego śniegu w Taurach jest jeszcze co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2Fskitury-taury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówkowy spacer na Błatnią|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Zosia i Staś Rymarczyki oraz Kasia Jasińska i Maciek Dziurka z Emilką|04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W założeniu wyjazd był tym z gatunku &amp;quot;kaj dojdymy tam bydymy&amp;quot;, choć szczyt zawsze kusi to przy takim skoncentrowaniu dzieciowym jasne było, że to nie my dyktujemy warunki ;) Gotowi więc na wszystkie możliwości (no, za wyjątkiem noclegu w lesie, ale kocher mieliśmy ze sobą!) ruszamy na pierwszy tegoroczny podbój gór. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Jaworza Nałęże. Malowniczą Doliną Jasionki, pilnując Szklanego Szlaku kierujemy się na Błatnią. Szlak teoretycznie wyprowadza na szczyt, jednakże w labiryncie rozjeżdżonych dróg leśnych jakoś sam się gubi, więc dalej na czuja pniemy się w górę. Momentami jest dość stromo, ale na tym etapie już nie mamy wątpliwości, że uda nam się zdobyć górę. Stromizna momentami uprzykrza nam także zastosowany środek dzieciotransportu - swoją drogą fenomenalny, przypominający coś na pograniczu wózka, rikszy i promu kosmicznego. Wielofunkcyjna przyczepka rowerowa! Dlatego też trzeba było wprowadzić w życie metody zastępcze: na piechotę, w chuście, na barana. Ale... dało się. Przynajmniej  Staśko bezproblemowo spędził całą drogę przywiązany do mnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod schroniskiem robimy dłuższy popas, a na powrót wybieramy bardziej widokowy czerwony szlak przez Wielki i Mały Cisowy i Czupel, mając nadzieję, że ominiemy trochę wybojów i stromych zjazdów. Po części się to udało, a przynajmniej szło się dużo przyjemniej. Dzieci spały więc można było pogalopować myślami.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo udany wyjazd, cel osiągnięty, pogoda dopisała... czego chcieć więcej! (może ciut mniejszych zakwasów ;).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA: w górach i jaskiniach Apuseni|Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Asia Przymus, Ola Golicz, Łukasz Pawlas, Alicja i Agnieszka Kucharska, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn|29 04 - 04 05 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej 12-godzinnej podróży docieramy na polanę Grajduli w górach Apuseni. Tu zakładamy obozowisko a następnie udajemy się do jaskini Negra. Do dna jaskini prowadzi szereg kaskad, które pokonujemy zjazdami na linie jednak spadająca woda swoimi rozbryzgami nieźle nas moczy. Zjazdami wyrabiamy się co do ostatniej plakietki. Dalszy meander  jest pięknie myty i wkrótce doprowadza nas do syfonu łączącego Negrę z jaskinią Zapodie. Wracając zwiedzamy fantastycznie myte boczne ciągi jaskini. Mokrzy wychodzimy już w nocy na powierzchnię. Następnego dnia grupa Damian, Teresa, Łukasz P., Alicja i Agnieszka udają się do wąwozu Galbenei a grupa Michał, Łukasz M., Ksawery i Asia idą do wodnych partii jaskini Twierdza Ponoru. Stan wody nie pozwala im osiągnąć syfonu. W zawiązku z zawiłościami formalnymi z strony parku narodowego Apuseni musimy zrezygnować z dalszej działalności jaskiniowej. W ostatni dzień wszyscy udajemy się na fajną wycieczkę do wąwozu Somesului Cald zwiedzając po drodze dwie niewielkie jak na rumuńskie warunki jaskinie. W ostatni dzień leje od rana i wczesnym popołudniem zbieramy się do odwrotu. Znów 12 godzin w aucie ale myślę, że było warto. &lt;br /&gt;
Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRumunia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - zjazd Rysą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ); piechotą na Rysy przy okazji weszły z nami Agata Klewar i Ewa Wójcik|26 - 27 04 2014}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy do Morskiego Oka. Nocleg w schronisku pozwala nam wystartować w niedzielę w miarę wczesną porą. Sensowny śnieg jest od Czarnego Stawu. Na fokach idziemy tylko kawałek; praktycznie od dolnej części Długiego Piargu, aż do końca Rysy niesiemy narty na plecach. Ślad jest niby dobrze wybity, ale zapadamy się na głębokość 40 - 70 cm. Sam wierzchołek osiągamy już bez nart, we mgle. Zjazd przyjemny, ale z duszą na ramieniu (lawiny). Słońca wprawdzie brak, ale zmokliśmy dopiero czekając na dziewczyny na Buli pod Rysami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Olkuskich Igłach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy 4 drogi na Olkuskich Igłach. Skałki były niestety bardzo mokre po nocnych deszczach. Dwie drogi na własnej protekcji. Jedna &amp;quot;czwórka&amp;quot; ze względu na omszałą, mokrą skałę i &amp;quot;czarnoziemy&amp;quot; długo zapamiętam zwłaszcza jak wyskoczyła mi ze szczeliny kluczowa kostka.  Było również krucho. Komin Borsuka choć mokry nie nastręczył problemów. Potem była nieobita &amp;quot;Suka z Hamburga (VI)&amp;quot; na wędkę i na deser &amp;quot;Ciociolina&amp;quot; VI.1+ (ale z 2 restami). Do auta doszliśmy w sam raz przed rzęsistym deszczem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPazurek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Beskid Śląsko-Morawski - jaskinie Ondrasza|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik|21 04 2014}}&lt;br /&gt;
W masywie Lukszinca (boczne ramię Lysej Hory) znajduje się bardzo ciekawy pod względem geologicznym teren, w którym istnieją pseudokrasowe jaskinie. Największe to Wielka Ondraszowa (217 m dł. i 37 gł.) oraz Studena. Jest tu zapewne dużo więcej jaskiń a teren pozwala na dobre rokowania pod kątem eksploracji. Z Malenovic podeszliśmy szlakiem i po krótkim czasie odnaleźliśmy interesujące nas obiekty. Odnraszowa zaraz za otworem zablokowana jest metalowym dwuteownikiem uniemożliwiającym dalsze przejście. Ciekawa jest Studena. Statycznie zimna jaskinia o ścianach pokrytych warstewką lodu. Wchodzę jeszcze do 3 innych dziur ale te zwężają się choć jak sądzę po usunięciu kilku kamieni można by posunąć się dalej. W drodze powrotnej schodzimy jeszcze do swego rodzaju kanionu rzeczki Satina. Tworzy tu ona malownicze kaskady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lepiej oddają to zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FOndrasze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Milena Dudkiewicz (niezrz.)|19 - 20 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pierwszy wyjazd Mileny na skitury. Wypożyczyliśmy sprzęt w Kuźnicach i skorzystaliśmy z kolejki na Kasprowy, żeby jednak ograniczyć trochę przewyższenie do pokonania. Podchodzimy granią na Skrajną Turnię (brak ludzi!) i przemieszczamy się do Doliny Cichej. Zaczynamy od przyjemnego zjazdu, kończymy zaś efektownym zejściem potokiem. W międzyczasie dopada nas ulewa i mokniemy konkretnie. Dalsza droga prowadzi przez Gładką Przełęcz do Doliny Pięciu Stawów. Nocleg w schronisku (szok! brak ludzi! mieszkamy w czworo w 10-osobowym pokoju). W niedzielę wyruszamy o 6 rano. Pogodę mamy już znacznie lepszą, w wędrówce na Zawrat towarzyszy nam słońce. Wieczorem i w nocy spadło trochę  śniegu, więc zjazd do Zmarzłego Stawu mamy pierwszorzędny. Co ciekawe, występuje kompletny brak ludzi. Pierwszych spotkaliśmy dopiero nad Czarnym Stawem. Około 10:00 docieramy do Murowańca. Tam posilamy się, a następnie, znowu korzystając z kolejki (czas goni...) przemieszczamy się na Kasprowy i zjeżdżamy/znosimy narty do Kuźnic. Na nartostradzie zima się stanowczo kończy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Rekonesans w prowincjach: Chongqing, Guangxi i Hubei|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (tłumacz), He Duanyong, Guo-Shifu|31 03 - 15 04 2014}}&lt;br /&gt;
Pobyt w Chinach rozpoczęliśmy od przelotu wewnętrznymi liniami do Guilin w prowincji Guangxi. Tam spotkaliśmy się z Zhang Yuanhaiem z państwowego Instytutu Krasu w celu omówienia perspektyw współpracy na jesień 2014 oraz kolejne lata. Dwa następne dni zajeła wycieczka do rezerwatu przyrody Mulun, położonego na zachód od Guilin (ok. 370 km po drogach). Być może to właśnie tam pojedziemy jesienią. Po powrocie do Chongqingu udaliśmy się szybką koleją do miasta Lichuan w prowincji Hubei. Od czasu naszej wyprawy w listopadzie wybudowano nową linię i czas podróży skrócił się dwukrotnie. W Lichuan spotkaliśmy się z He Duanyongiem, jedynym (sic!) chińskim grotołazem-amatorem, który potrafi kartować jaskinie. Korzystając z samochodu jego przyjaciela Guo, przez kolejne siedem dni podróżowaliśmy w piątkę po zachodniej części prowincji Hubei, momentami wjeżdżając w prowincję Chongqing. Oglądaliśmy masywy otaczające rzekę Qingjiang (na wysokości ok. połowy drogi między Enshi a Lichuanem), część gór Daba Shan znajdującą się w pobliżu miasta Wuxi (tam właśnie był Damian Szołtysik), a także masywy wapienne w hrabstwie Pengshui (na południe od Lichuanu) i dwa inne, leżące po drodze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało ruchu, a jednak był to męczący wyjazd. W przeciwieństwie do poprzedniego rekonesansu, tym razem przez większość dni spędzaliśmy po 6 - 10 godzin w samochodzie. Drogi na ogół nie nadawały się do czytania. Przyjemne na tym wyjeździe było głównie jedzenie... i nocne spacery językowe! Zebraliśmy jednak bardzo dużo obserwacji geologicznych i przepytaliśmy wielu miejscowych. Cóż, nie ma wyjścia, przygotowanie wyprawy w tak odległy rejon wymaga po prostu zainwestowania czasu (i pieniędzy...) w tego typu &amp;quot;wycieczki&amp;quot;...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć na stronie Adama: http://rokwchinach.net/ (bardzo dziękujemy za pomoc!)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litworowa - Partie Bielskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), na starym Dnie spotkaliśmy 6 osób z kursu SBB oraz instruktora Wacława Michalskiego|05 - 06 04 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość wilgotnych warunkach (pół godziny dość obfitego deszczu a potem mgła) podeszliśmy w mokrych śniegach do otworu Litworki. W godzinę, po zaporęczowanych studniach docieramy do Starego Dna gdzie spotykamy kursową grupę z SBB idącą dalej do Magla. Ja z Jurkiem podchodzimy po linie do Partii Bielskich. Partie te to rozległe ciągi ponad Starym Dnem dochodzące aż do II Pięćdziesiątki. Wiele miejsc niezbyt obszernych. Kruszyzna na niektórych pochylniach. Generalnie bardzo ciekawy fragment tej dużej jaskini. Docieramy do tzw. Hydrozagadki oraz progów wiodących do Eldorado (Jurek dobrze znał te ciągi). Po 4 godzinach wracamy spowrotem do Starego Dna gdzie ponownie spotykamy się z kursantami SBB wracającym na powierzchnię. W trakcie naszej wycieczki ponieśliśmy pewne starty w sprzęcie. My biwakujemy na Starym Dnie i dopiero &amp;quot;rano&amp;quot; wracamy na powierzchnię wychodząc z dziury przed popołudniem. Warunki na dworze nie uległy zmianie. W mgle i dość nieprzyjemnym wietrze osiągamy Szary Żleb. Niżej już jest lepiej i bez przeszkód docieramy do auta na Gronik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLitworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Szklary - wspinanie|Mateusz Górowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |05 04 2014}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na Krętej – całkiem sympatycznej skałce położonej niedaleko Szklar. Istotną wadą wspinania w tym rejonie jest całkiem długie podejście (koło 10-15min), zaletą wynikającą z tej wady jest oczywiście mała popularność wśród wspinaczy. Niestety pogoda dała nam mocno w kość, a miało być słonecznie i ciepło (nie ma już chyba wiarygodnych prognoz pogody). Mimo starań nic ciekawego nieudało się zrobić choć patenty zostały zebrane, więc nie pozostaje nic innego jak niedługo w ten rejon powrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Basia, Tadek, Tomek, Artur Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Janusz Dolibog, Jola, Janusz Proksza (b. czł. kl), Esi (b. czł. kl), Jacek i Iza Kzimierczak z dziećmi (b. czł. kl) |30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękny słoneczny dzień. W sam raz do wspinaczki. Robimy różne drogi. Młodzież łoiła ambitniejsze cele (6.3). Starsi zadowolili się &amp;quot;szóstkami&amp;quot; na wędkę. Potem ongisko i do domu. Sezon rozpoczęty (ale czy my go kiedyś kończymy?).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRzedkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie Kartograficzne – Kraków|RKG - Mateusz Golicz ( jako jeden z prowadzących), &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Daniel ,,Buli” Bula; pozostali prowadzący i uczestnicy szkolenia: członkowie klubów z Krakowa |29 - 30 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Według planu początkowo dwóch członków Nocka, w efekcie trzech (Łukasz zdecydował się na ostatnią chwilę również uczestniczyć w szkoleniu, czym zaskoczył nas parę minut przed rozpoczęciem), miało okazję uczestniczyć w dniach 29 i 30.03 w szkoleniu z kartowania jaskiń. Kurs odbywał się w Krakowie w siedzibie Klubu Wysokogórskiego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie rozpoczęło się w sobotę rano od wykładu omawiającego podstawowe pojęcia dotyczące kartowania jaskiń, po co w ogóle kartować jaskinie, oraz przyrządów służących do pomiarów - zarówno tych starszych jak i najnowocześniejszych. W dalszej części wykładu zostały omówione podstawy kartowania jaskiń, które mieliśmy wykorzystać tego samego dnia w praktyce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie nastąpiła krótka chwila przerwy na ogrzanie się ( sala z projektorem w piwnicy to dość zimna opcja), poczym podzieliliśmy się na kilka grup samochodowych i pojechaliśmy do jednej z dzielnic Krakowa w której znajdują kawerny Fortu Bodzów (wykute przez żołnierzy na początku I wojny światowej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze zostali rozdzieleni i przyporządkowani do nowych kolegów, z którymi mieli wykonywać pomiary. Pary zostały podzielone po różnych komorach kawerny, a ich zadaniem było pomierzenie pustek (wyznaczanie punktów pomiarowych, oraz pomiary odległości między nimi, kątów upadu oraz azymutów), równocześnie mieli prowadzić tabelę wyników  i wykonywać roboczy szkic obiektu w którym się znajdowali. Wszystkie pomiary były wykonywane za pomocą prostych przyrządów takich jak taśma miernicza, busola i klinometr, dlatego też pomiary były obarczone sporym błędem wynikającym z naszej niedokładności i brakiem doświadczenia w posługiwaniu się tymi przyrządami, również szkice wykonywane ręcznie pozostawiały sporo do życzenia. Po pewnym czasie (zbyt zaangażowana w pracę, nawet nie spojrzałam na zegarek i nie wiem ile czasu zajęły nam ćwiczenia w kawernach) prowadzący ogłosili koniec pomiarów i udaliśmy się na wspólny obiad. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przeszliśmy do kolejnej części kursu – opracowanie wyników pomiaru kawern. W pierwszej kolejności wykonaliśmy proste przeliczenia w arkuszu kalkulacyjnym. Na ich podstawie mogliśmy na papierze milimetrowym rozrysować ciąg pomiarowy, a dzięki dodatkowym pomiarom wykonanym w kawernach dorysowaliśmy przebieg korytarzy i komór. Niestety niektórzy z nas przekonali się jak ważna jest komunikacja między partnerami i czytelne szkicowanie planów – oboje z Bulim wieczorem pracowaliśmy w uszczuplonych składach i oboje mieliśmy problemy z rozszyfrowaniem ,,co autor miał na myśli”. &lt;br /&gt;
Na zakończenie prace zostały nam odebrane i wzięte do zeskanowania, aby mogły posłużyć jako podkłady do obróbki komputerowej następnego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I w końcu przyszedł czas na chwilę wytchnienia, w tym celu wybraliśmy się całą grupą ,,na miasto”, czas spędzony bardzo miło, aczkolwiek ze względu na późną porę powrotu, oraz zmianę czasu uszczuplającą naszą dobę o godzinę, rano posypało się dużo kawy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień  również rozpoczął się wykładem, tym razem dotyczącym programów, służących do obróbki komputerowej planów jaskiń. Z dość szerokiej gamy programów, zostały nam pokrótce przedstawione tylko te, którymi mieliśmy się posługiwać na szkoleniu, tj. program obliczeniowy Survex  i program do obróbki graficznej Inkscape. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeliczeniu wyników przez program i nałożeniu ich na skan odręcznego rysunku z poprzedniego dnia okazało się, że i on mimo, że wykonywany ze sporym zaangażowaniem, nie jest zbyt dokładny i nie pokrywa się stuprocentowo z wyznaczoną przez komputer ścieżką pomiarową. Dalsza część była dość przyjemna – należało, narysować obrys ścian kawerny, ddać symbole i opisy. Niestety nie wszyscy zdążyli dokończyć plan, kiedy nastąpił kolejny wykład, na którym zapoznaliśmy się z nowoczesnymi sposobami pomiarów jaskini- czyli zestawem distoX ( dalmierz Leica) pozwalający na pomiary azymutów i upadów, oraz posiadający bluetooth do przesyłania tych danych do palmtopa z oprogramowaniem PockeTopo. Palmtop służy do wykonywania szkicu jaskini na miejscu, rejestruje też punkty pomiarowe i domiary. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wykładzie udaliśmy się na ćwiczenia terenowe do Jaskini Twardowskiego (jest to niewielka jaskinia znajdująca się w krakowskiej dzielnicy Podgórze w obrębie Parku ,,Skały Twardowskiego”). &lt;br /&gt;
Pomiary wykonywaliśmy w nowych parach, sama praca była bardzo przyjemna, pomiary były dużo łatwiejsze, szkicowanie również – ze względu na natychmiastową komunikację  urządzeń. Pomiary przesyłane przez dalmierz były widoczne na ekranie palmtopa, kształty obrysów korytarz i sal przez nas wykonywane, dzięki temu były znacznie dokładniejsze niż w przypadku ręcznych szkiców.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam, że taki sposób wykonywania pomiarów jest znacznie efektywniejszy – zdołaliśmy wykonać więcej pomiarów i skartować większy obszar niż dnia poprzedniego, pomiary nie były obarczone naszą niedokładnością, czy błędnym odczytem pomiarów z przyrządów, a wszystko to pozwoliło nam się skupić na szczegółach wnętrza jaskini.&lt;br /&gt;
Również tego dnia czas pomiarów minął mi zbyt szybko i ledwo zaczęłam, a już nastąpił koniec, prawdopodobnie nie tylko mi, gdyż pozostałe pary również ociągały się z wyjściem z jaskini. &lt;br /&gt;
Końcowa mowa prowadzących była dość optymistyczna – zero rannych podczas kursu, spędziliśmy miło czas, a przy nakładzie pracy i zaangażowania mamy szansę stać się w przyszłości kartografami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tej przemowie uczestnicy rozjechali się w różnych kierunkach, a członkowie z RKG korzystając z dnia, wybrali się jeszcze na obiad i krótki spacer po Krakowskim rynku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSzkolenie%20Kartograficzne%20-%20Krak%F3w&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnica|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko - Biała), Zosia Gutek (Speleoklub Bielsko - Biała), Grzegorz Górczyński (Speleoklub Bielsko - Biała), Tomasz Piasecki (Klub Wysokogórski Warszawa)|29 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łomnica (2634), drugi co do wysokości  szczyt Tatr był naszym celem narciarsko - wspinaczkowym. Z Tatrzańskiej Łomnicy (900) podchodzimy najpierw na nogach a po osiągnięciu nartostrady (tu spotykamy naszych kolegów i koleżankę z SBB) podchodzimy już razem na Łomnicką Przełęcz (2196). Teresa stąd zjechała do Skalnatego Plesa (jest tam &amp;quot;schronisko&amp;quot;) a pozostała piątka szturmuje Łomnicę. Ile się da podchodzimy na nartach. Deski zostawiamy pod skałami wieńczącymi szczyt. Grzegorz zabiera narty do góry gdyż planował zjazd z samego wierzchołka. Korzystając z łańcuchów i innych sztucznych ułatwień docieramy do dość stromego żlebu gdzie bardzo czynnie używamy raków i czekana. Na szczyt można dostać się też wagonikiem z Skalnatego Plesa więc zaplecze dla &amp;quot;turystów&amp;quot; jest dość wygodne. Bar a w nim piwo i inne przysmaki. Po balustradach spacerują damy w kozaczkach. My po odpoczynku w kulturalnych warunkach schodzimy czujnie tą samą drogą. Grzegorz jako narciarz ekstremalny usiłuje zjechać na nartach a ponieważ żleb był poprzetykany skałami i lodem musiał w kilku miejscach narty zdjąć. Szczęśliwie docieramy do nart a dalej już na nich (ja z Jurkeim zaczynam niżej) po twardych śniegach (śnieg momentalnie stężał jak góra znalazła się w cieniu) zjeżdżamy do przełęczy. Przy Skalantym Plesie spotykam Teresę i dalej jedziemy razem. Trzeba przyznać, że miękki w słońcu śnieg po zachodzie zmroził się w lodowe bryły i nawet na nartostradzie zjazd był męczący. Szczęśliwie wszyscy docieramy do Tarzańskiej Łomnicy w momencie gdy zapadał zmierzch. Od auta do szczytu zrobiłem 1732 m deniwelacji. Podziękowania dla ekipy SBB za pomysł i wspaniałe towarzystwo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Totes Gebirge - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Michał Wyciślik|22 - 24 03 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu słabego sezonu skiturowego w Polsce, postanawiamy nadrobić straty w Alpach. Za cel wybieramy najbliżej leżące pasmo – Totes Gebirge. Wyjeżdżając około 22:00 z Rudy, na miejsce docieramy o 4:00. Krótka drzemka na parkingu i z samego rana ruszamy do schroniska Prielschutzhaus leżącego na wysokości około 1400 m. Wcześniej dowiadujemy się, że 2 minuty drogi powyżej schroniska zaczyna się śnieg. Podejście do schroniska prowadzi malowniczym szlakiem obok niewielkiego kanionu, w którym dostrzegamy potencjał canioningowy. Pogoda pierwszego dnia wiosenno-letnia. Braki kondycyjne dają się we znaki dopiero gdy zakładamy narty i udajemy się do sąsiedniej dolinki, którą docieramy do zboczy Temlberg, z których zjeżdżamy w idealnych warunkach z powrotem do schroniska. Znając prognozę pogody na następne dni, resztę dnia spędzamy leżakując na tarasie schroniska aż do zmroku, korzystając z przyjemnego smagania ciepłymi promieniami słońca. W nocy zaczyna padać śnieg i nie przestaje aż do wyjazdu dnia następnego. Drugiego dnia decydujemy się na zmianę pierwotnych planów i rezygnujemy z dojścia do następnego schroniska, w wyniku czego udajemy się w kierunku przełęczy Schotzhole. Mgła i padający obficie śnieg nie pozwalają w pełni rozkoszować się wycieczką. Ola zalicza długi zjazd na tyłku, który przypłaca jedynie ponownym pokonaniem ok. 50 metrowej deniwelacji. Podczas zjazdu we mgle błędniki szleją – do końca nie wiemy kiedy zjeżdżamy, kiedy już stoimy w miejscu, a kiedy, nie wiadomo jak, podjeżdżamy pod górkę. Ostatni dzień postanawiamy spędzić na krótkiej wycieczce w górę oraz zejściu do samochodu i powrót do domu. Oczywiście cały czas pada śnieg i w miejscu gdzie pierwszego dnia rosły krokusy, zalega duża ilość śniegu wystarczająca na zjazd do pewnej wysokości. Resztę trasy pokonujemy już z nartami na plecach. Docierając do samochodu zaczyna się rozpogadzać, lecz pomimo moich nacisków żeby zostać jeszcze na jeden dzień, reszta ekipy zarządza powrót do domu. &lt;br /&gt;
Schronisko, w którym spaliśmy oferuje bardzo dogodne warunki socjalne – miękkie legowisko na max 10 osób, kominek z dostępnym drewnem z możliwością gotowania oraz wodę z pobliskiego ujęcia – pełen komfort. Wyjazd zaliczamy do bardzo udanych lecz zbyt krótkich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Skrajne Solisko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upał. Z Strebskiego Plesa podchodzimy (przeważnie na fokach) do doliny Furkotnej a następnie na Skrajne Solisko (2093). W partiach szczytowych śnieg mocno wytopiony. Zjazd między wystającymi kamieniami do górnej stacji wyciągu. Dalej nartostradą do Stebskiego Plesa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FSkrajneSolisko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kondracka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, jedna osoba tow. |16 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach sypnęło. W świeżym ale mokrym śniegu najpierw docieramy do schroniska na hali Kondratowej a potem podążamy na Kondracką przełęcz (1725). Warunki trudne. Przedzieramy się na przełęcz zdejmując narty na ostatnich metrach. Bardzo lawiniasto. Mnóstwo zwianego śniegu na zalodzonym podłożu. Na grani wieje mocno, ciężko zachować równowagę. To wszystko co możemy zrobić w tych warunkach. Zjazd ze względu na wyjeżdżający spod nart śnieg i walące po twarzy drobinki lodu - trudny. Dopiero w dolinie spokojniej. Zjeżdżamy niemal do ronda lecz deszcz w Zakopanem już mocno zredukował powłokę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKondracka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Ryszard Widuch, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło |15 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaledwie półrocznym okresie kursowej latencji z powodu rekonwalescencji przyszło mi jechać na moją drugą z kolei akcję nie gdzie indziej jak znów do Jaskini Czarnej. Ty razem był to jednak trawers. Z Kirów wyszliśmy o 7 rano. Przy dobrej pogodzie w niecałe 2 godziny dotarliśmy do Otworu Głównego. Sebastian zaporęczował wlotówkę i po krótkiej chwili wszyscy znaleźliśmy się pod trawersem Herkulesa, który też poszedł gładko. Nikt się nie obijał, wszelkie dalsze trudności pokonywaliśmy szybko i sprawnie aż do chwili, w której podjąłem się wspinaczki na Próg Latających Want. Na ostatnich metrach pomyliłem drogę, przez co cały Próg zajął łącznie 2 godziny. Kilka minut przed 18:00 wyszliśmy na powierzchnię. Wycofywanie się spod Otworu Północnego przyszło nam pokonywać po ciemku przy sporych ilościach śniegu i w zamieci na zamarzniętych linach. Trochę nerwowo, w pośpiechu i z drżącymi od mrozu rękoma. Nic przyjemnego. Zaliczyliśmy też kilka szalonych dupozjazdów. W nieplanowanym konkursie na rekord prędkości w zjeździe swobodnym wygrała Joanna. Mimo krzepkiego dopingu Sebek zajął ostatnie miejsce. Na Polanie Upłaz odnaleźliśmy szlak czerwony i już bez dodatkowych atrakcji pomaszerowaliśmy do bazy w Kirach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - wypad pieszo - skiturowy na Łamaną Skałę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik |12 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybka decyzja i jeszcze szybszy wyjazd. Z Pracic doliną Wieprzówki podchodzimy na Łamaną Skałę (929). Jest tu rezerwat przyrody. Skałki ukryte w lesie. Przy jednej z nich robimy przerwę. Potem zjazd naśnieżoną nartostradą Czarnego Gronia do doliny i auta. W górach pusto. Pogoda rewelacyjna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka obrazków: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzarnyGron&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia - Wielkie Kominy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Przymus, Łukasz Majewicz, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn (był na Ciemniaku) |01 03 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kursowej akcji odwiedzamy jaskinię Miętusią. Docieramy do syfonu w Wielkich Kominach. Całość prowadzili kursanci. W Tatrach mało śniegu a dolny regiel zdewastowany przez halny. Może coś więcej napisze ktoś z kursu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy tradycyjnie w piątek popołudniu. Nad ranem, akurat na śniadanie dołączyli do nas Damian, Tadek i Artur, którzy w nocy zwiedzali jaskinie u południowych sąsiadów. O godz. 7.30, w czasie gdy Ksawery jeszcze sobie spał w swoim śpiworze z planami na późniejszy trekking w rejonie Czerwonych Wierchów, wszyscy wyruszyliśmy ku Dolinie Miętusiej. W 1,5 godz. byliśmy przy otworze jaskini. Ruszyłem przodem z Łukaszem i z potrzebnymi linami. Za nami podążał Tadek, który za Salą Bez Stropu pomógł w ominięciu „Syfonu Sebastiana”, który okazał się dość ładnie wklejoną kałużą na zakręcie korytarza. Wielkimi Kominami, które były naszym celem, zajęła się Asia i niebawem stanęliśmy na ich dnie przy syfonie z niesamowicie przeźroczystą wodą. Na początku odwrotu życie utrudniał deszcz jaskiniowy, który nie dał się aż tak bardzo we znaki przy zjeździe. Deporęczowaniem całości zająłem się ja z Łukaszem. W samym Ciasnym Korytarzyku niemal każdy z 118 metrów dał trochę popalić przy wychodzeniu. Można było wtedy zrozumieć określenie jaskini Miętusiej jako pokutnej, które przytoczył nam Tomek w podróży do Zakopanego. Na ostatnich metrach minęliśmy się jeszcze z ekipą z Warszawy, która udawała się na biwak. Było ciasno, ale dało rady. Na powierzchni znaleźliśmy nawet szybciej niż planowaliśmy. Po dojściu na kwaterę okazało się, że w czasie naszej nieobecności Ksawery zorganizował sobie ostatecznie wycieczkę na Ciemniak, a pogoda mu dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (razem z Brestową): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - jaskinia Brestowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch |28 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W jaskini zwiedzamy niemal wszystkie ciągi dostępne bez nurkowania. Zaopatrzeni w OP1 poruszamy się przez głębsze fragmenty podziemnej rzeki przepływającej przez tą uroczą jaskinię. Jest to zresztą jedna z największych jaskiń w tym rejonie Tatr. Noc spędzamy na estradzie na polanie Brestowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FMietusia_i_Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Islamska Republika Iranu - szkolenie kartograficzne|Alireza Balaghi (organizator szkolenia / tłumacz), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (instruktor), kursanci: Mozhgan, Sarah, Nazanin, Nazanin, Zahra, Shahriyar, Amir, Ahmad, Saadat, Vahid|16 - 23 02 2014}}&lt;br /&gt;
Na zaproszenie oraz na koszt komisji jaskiniowej irańskiego odpowiednika PZA (Iranian Mountaineering and Sports Climbing Fedration),&lt;br /&gt;
w zastępstwie Marcina Gali, który nie mógł przyjechać, poprowadziłem trzydniowe warsztaty kartograficzne dla zaawansowanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia odbywały się w języku perskim. Baza szkolenia zlokalizowana była w prowincji Zanjan, nieopodal jaskini Katalekhor, w której&lt;br /&gt;
zresztą miały miejsce dwie sesje terenowe (szkicowanie i DistoX+PDA). Pięcioro spośród dziesięciu kursantów (kandydaci do stopnia instruktora kartowania) reprezentowało dosyć wysoki poziom. Mimo to, nieskromnie wydaje mi się, że udało mi się ich nauczyć,&lt;br /&gt;
przynajmniej w zakresie posługiwania się zestawem DistoX+PDA oraz komputerowej obróbki danych. Co ważne, na naszej bazie panowała&lt;br /&gt;
bardzo ciepła i przyjazna atmosfera, charakterystyczna dla społeczności grotołazów w wielu miejscach na świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji warsztatów, przed samym kursem wziąłem udział w I Międzynarodowym Kongresie Nauk o Ziemi zorganizowanym przez&lt;br /&gt;
Geological Survey of Iran. W ramach kongresu miała miejsce sesja ogólna w Tehranie (mało dla mnie zrozumiała), a następnie sesja&lt;br /&gt;
jaskiniowa na uniwersytecie Buali Sina w mieście Hamedan (tu już lepiej; ponadto wystawa planów, fotografii plus okazja do porozmawiania z osobistościami z międzynarodowego środowiska jaskiniowego). Trzeciego dnia kongresu odbyła się wycieczka do jaskini&lt;br /&gt;
turystycznej Ghar Alisadr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponadto, w ramach relaksu po szkoleniu, ostatniego dnia pobytu jeździłem na nartach zjazdowych w kurorcie Dizin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|23 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny szybki wyjazd na skitury choć śniegu w zasadzie brak. Tym razem Czantoria ale podchodzimy doliną Suchego Potoku. Za wyjątkiem belgijskiego bikera, który się tu pogubił nie spotykamy nikogo. Samo podejście od tej strony jest strome a zarazem bardzo ciekawe. Brniemy w liściach lub po osuwających kamieniach. Na samej górze nędzne płaty śniegu. Z szczytu gdzie sporo ludzi (np. damy w kozaczkach) spaceruje od wyciągu w górę schodzimy do górnej stacji a potem zjazd sztucznie śnieżoną nartostradą w dół. Generalnie z śniegiem katastrofa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczeńską Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad skiturowy po zapoznaniu się z sytuacją śniegową w Beskidach a właściwie jej braku. Z Soliska idziemy doliną potoku Malinów. Potem generalnie na przełaj przez las i tereny po wyrębie lasów wychodzimy na Kopę Skrzyczeńską (1189). Śniegu mało, fok nie zakładamy. Bardzo fajny i na swój sposób dziki teren. Jedyny sensowny zjazd to nartostradami do Soliska. Z Mł. Skrzycznego nieczynną nartostradą zjeżdżamy na Polanę Skrzeczyńską a dalej już naśnieżaną i pełną narciarzy trasą mkniemy aż na dół do Soliska zaliczając w sumie fajny zjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FKopa-Skrzyczenska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po okolicach Smolenia|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
OD razu przyznam, że był to falstart. Rowerami po prostu nie dało się jechać. Albo grzęzło się w błocie, albo ślizgało po lodzie. Po n-tej już wywrotce, decydujemy się skrócić trasę o jakieś 80% i odbyć po drodze kilka pieszych wycieczek. Zwiedzamy ruiny zamku w Smoleniu oraz dawne Grodzisko, okoliczne skałki - Zegarowe, Biśnik oraz odwiedzamy jaskinię Psią. Do domu wracamy wcześnie bo trzeba wziąć jeszcze porządną kąpiel aby zmyć z siebie i rowerów całe błoto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - kursowa akcja w jaskini Zimnej|Rysiu Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wieczorem, dzień przed akcją. Nie ominęły nas standardowe punkty podróży jak korek na autostradę, sklep ( bo trzeba było dokupić zapomniane piwo i szprota) i ciekawostki serwowane przez Łukasza, który po drodze uczył się na egzamin z ginekologii. Na miejscu okazało się, że jednak śnieg gdzieś jest ! - tym radosnym akcentem i rozmowami do poduchy zakończyliśmy dzień. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę wstaliśmy wcześnie, żeby zdążyć do dziury przed pozostałymi ekipami. Wejście do jaskini odnaleźliśmy bezbłędnie, nie musieliśmy nawet korzystać z żadnych pomocy ( które tym razem były w plecaku). Po wejściu skąpa (ponoć jak na tą jaskinię) szata lodowa. Dość szybko doszliśmy do Salki z Przepływem, gdzie było tylko trochę błota, dalej w Korytarzu z Jeziorkami też było w miarę sucho ( kałuże, a nie jeziorka, wody po kolana). Błotny Próg i Próg Wantowy wywspinał Łukasz, Czarny Komin to było nasze dzieło wspólne ( w końcu razem mamy 3,5m, to prawie tyle co od punktu do punktu ). Odmówiłam zrobienia trawersu Beczki, bo nie chciałam skończyć w wodzie ( ani skończyć przez to wycieczki), za to przypadł mi w udziale Biały Komin i trawersozjazd do Chatki, gdzie zrobiliśmy sobie przerwę, a dochodzące nas głosy przypomniały, że nie jesteśmy w jaskini sami. Z Chatki do góry pierwsza poszłam ja, za Widłami, nastąpiła chwila konsternacji ( to tu ?), ale to było tu. Trawers w szczelinie do Sali Złomisk zaporęczowany przez Łukasza wprawił mnie w przerażenie ( wolałabym, żeby ściany były bliżej siebie), dalej było już przyjemniej. Nie protestowaliśmy z Łukaszem kiedy Tadek zaporęczował kolejną studnię, ostatnia była już moja. Tym sposobem w 6,5h doszliśmy na dno ( Zamulone Studnie). Jaskinia kończy się gliną ( i trochę piaskiem), która przysporzyła nam (mi) sporej radości, służąc jako zjeżdżalnia :) . Odwrót był bardzo szybki - zajął nam 3h, głównie dlatego, że wspomogliśmy się trochę linami kolegów, którzy wchodzili do jaskini po nas, a trochę dlatego, że ci koledzy byli tuż za nami. Wyszliśmy o 18, było już ciemnio ( w końcu to zima) przy przebieraniu pogadaliśmy trochę z wspomnianymi już kolegami z Krakowa i zeszliśmy na dół, załapaliśmy się na skoki i drugie tego dnia złoto olimpijskie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Droga do domu obeszła się bez korków, sklepów, brakujących piw, ale z nadzieją na szprota ( tego co Łukasz zapomniał z domu) i w sennym&lt;br /&gt;
klimacie. Zarówno stara kadra, jak i narybek uznali wypad za udany i dziękując sobie nawzajem za wyjazd rozjechaliśmy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura w dol. Rohackiej||15 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...może będzie opis...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - kurs taternictwa zimowego|instruktor: Jan Kuczera, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Szymon |08-14 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień brałem udział w I etapie zimowego kursu taternictwa zimowego. Wspinaliśmy się w otoczeniu Hali Gąsienicowej, czyli rejonu najlepszego dla żółtodziobów. Kluczowym słowem na kursie jak i w całym wspinaniu zimowym jest ,,warun’’. Na własnej skórze odczułem, że zrobienie drogi nawet stosunkowo trudnej w dobrych warunkach jest nie do porównania do pokonania typowego rzęchu w trakcie porządnej zimy tatrzańskiej. Pogoda niestety najczęściej decydowała o wyborze celu na dany dzień. Z początku (sobota, niedziela) warunki były promocyjne (określenie Janka), więc bez trudu robimy Klisia (IV), Drogę Niemca(V-) oraz Środkowe Żeberko na Granatach (IV). Następnie moja choroba (przez 2 dni byłem unieruchomiony w łóżku) oraz totalna odwilż uniemożliwiają akcje górskie. W środę ciągle sypie mokry śnieg, oraz zagrożenie lawinowe powodują, że decydujemy się jedynie na trening drytoolowy w rejonie laboratorium. W czwartek robimy całkowicie przysypane świeżym śniegiem Prawe Żeberko na Granatach (IV), warunki jakie zastaliśmy na drodze Janek określił jako niepromocyjne (czytaj przeje…..). W ostatni dzień po raz kolejny nasze plany spalają na panewce, gdyż pogoda chce nam pokazać, na co ją stać. Tak, więc jest wszystko, co zima może nam zaoferować(silna zamiecio-zawieja) no może poza dwudziesto stopniowym mrozem. Warunki w skali Jankowej –,,bojowe’’ (czytaj strach się bać). Ostatecznie robimy jakąś dwuwyciągową drogę, która daje nam niezły wycisk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foty: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry%20Wys.%20-%20wspinanie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Podlesic|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|08 02 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środek lutego a tu słoneczko i nie zła pogoda do wspinu. Robimy drogi na Głowie Cukru. Zacięcie na własnej protekcji (w cieniu na skale trochę marzną opuszki palców) oraz jedną &amp;quot;piątkę&amp;quot;. Łukasz poprowadził 6.1+ w centralnej części ściany. Skałki puste, pogoda piękna, cisza i spokój. Nic tylko się wspinać. Przed parkingiem spotykamy Kamila z Kasią.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FPodlesice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Zabraty + jaskinia Brestowa|Janusz Dolibog, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2014}}&lt;br /&gt;
''&amp;quot;...w Tatrach halny dochodzący do 100 km/h...&amp;quot;'', to słyszeliśmy w komunikatach meteo dzień wcześniej.&lt;br /&gt;
Z Zverowki podchodzimy doliną Łataną. Mizerna warstewka śniegu pokrywa asfalt. Wiało lecz bardzo znośnie. Prawdziwe piekło rozpętało się powyżej granicy lasu. Żleb wyprowadzający na przełęcz Zabrat (1656) był wypolerowany przez wiatr. Śnieg miał strukturę betonu graniczącego z lodem. Kilka kroków na nartach i już obsuwam się w dół gdyż krawędzie w ogóle nie chwytały stoku. Nie mieliśmy harszli ani raków. Janusz po chwili decyduje się zawrócić. My z Tadkiem idziemy dalej tyle tylko, że równolegle do żlebu po miększych płatach śniegu i trawie. Szalejący wiatr co chwila ciska nami o glebę, wytrąca z równowagi i gdyby nie kijki to wchodzenie na czworakach było by chyba jedyną opcją. Poniewierani przez wiatr, smagani lodową krupą w końcu wydostajemy się na Zadni Zabrat (1693). Odrywając nartę od podłoża wiatr krzyżuje mi ją a ja walczę by nie dać się wtłoczyć w śnieg. Kijki ma wyrwać z dłoni. Tadek walczy podobnie. Brakuje oddechu, mamy odczucie duszenia. Kilka sekund ściszenia wiatru pozwala nam błyskawicznie zerwać foki bo chwilę później znów to samo. Zjeżdżamy w stronę Przedniego Zabratu. Cóż to była za jazda. Wichura robi z nami co chce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
...''Lato roku 2011. Wraz z 3 laskami przemierzam ten sam szlak bez zbędnego trudu. Wokół szmaragdowa zieleń, lazurowe niebo. Sielankowa atmosfera górskiej wycieczki. Ciepełko pozwala na opalanie. Teren wręcz banalny. Zwykła turystyczna ścieżka nie zmuszająca do żadnego myślenia...'' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazuje się jednak, że w określonych warunkach i takie zbocza mogą zmuszać do myślenia i wysiłku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko więc trawersujemy do drogi podejścia i początkowo między kosówkami a potem po twardych płatach zjeżdżamy w dół zatrzymując się co chwilę by przetrzymać podmuchy i nie dać się zwalić z nóg. Na jednym z twardych płatów krawędzie nie &amp;quot;chwyciły&amp;quot; lodu i poleciałem w kosówkę na której się zatrzymałem. Dalej po trawiasto - śnieżnym terenie skośnie docieramy do żlebu poniżej jego połowy. Trochę emocji przy wjeździe w żleb i już charakterystyczne zgrzytanie nart o twardą nawierzchnię. Kilka skrętów i jakoś poszło. Tadkowi objechała narta i musiał trochę powalczyć. W końcu jednak osiągamy granicę lasu i wiatr przestał być dokuczliwy a my jedynie musimy wyszukiwać dogodnych śniegów do zjazdu co nawet się udaje. Trzymając się ciągle śnieżnego duktu docieramy do Latanej chaty (o dziwo nie ma jej na mapach). Nikogo tu nie ma. Pod wiatą robimy sobie posiłek a potem już tylko zjazd doliną w dół po tej mizernej warstwie śniegu, którą halny od rana jeszcze bardziej zjadł. Wkrótce spotykamy się z Januszem przy aucie. W dolinie Rohackiej zwiedzamy jeszcze wstępne partie jaskini Brestowej. Potem już tylko jazda do domu. Żeby nie było wieczorem idę jeszcze na halę pograć w sportowego badmintona (choć z miernym skutkiem).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Póki co w obecnych warunkach śnieżnych w górach skiturowanie jest mocno ograniczone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: drytooling w kamieniołomie|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|26 01 2014}}&lt;br /&gt;
Bytom nie Zakopane, a wyrobiska byłego kamieniołomu odbiegają trochę od ścian tatrzańskich, ale są przynajmniej blisko domu:) Zresztą i tak brak czasu zmusza nas do takiego wyboru. Były to moje pierwsze kroki we wspinaczce zimowej więc moje wrażenia nie są zbyt obiektywne, ale mi się podobało. Po wspinaczce byłem dość zmachany, natomiast Karol nie bardzo poczuł trudności dróg. Wybieramy drogi nie zarezerwowane do wspinaczki letniej, na których zawieszamy wędkę. Mimo to, przez cały czas panowało uczucie niebezpieczeństwa, że coś na głowę spadnie - kto wspinał się kiedyś w DSD, wie o czym mowa. &lt;br /&gt;
Kolejna dziedzina, która potwierdza, że Dolomity to rzeczywiście Sportowa Dolina.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA: na nartach w Zachodnich Alpach|Tadek, Basia, Tomek, Artur, Agnieszka Szmatłoch, Piotrek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|17 - 26 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1750 km jest do pokonania do zacisznego La Joue du Loup w Zachodnich Alpach francuskich w masywie Devuloy. Jest tu fajny kompleks narciarski z bardzo zróżnicowanymi trasami. Pogoda też była różna, od deszczu, śnieżycy do przepięknej słonecznej pogody. Po opadach śniegu w okolicy obowiązywał IV stopień zagrożenia lawinowego. Świeży puch wykorzystywaliśmy do ciekawych zjazdów poza trasowych. Z Tadkiem wybrałem się również na wycieczkę skiturową w stronę szczytu Tete de la Cluse (2683). W dniu wycieczki warunki pogodowe były dość fatalne więc najpierw po stromej wyratrakowanej (jak ten ratrak tu wyjechał?) ale nie używanej nartostradzie (narty trzeba było nie źle kantować by wdrapać się do góry) udało nam się dojść tylko na skalną przełęcz (ostatni odcinek w głębokim śniegu) z której skalną granią prowadziła swego rodzaju &amp;quot;ferrata&amp;quot; a na drugą stronę teren ograniczony był urwiskiem. Bez raków i lonży w panujących warunkach nie decydujemy się iść dalej i z przełęczy zjeżdżamy w totalnym &amp;quot;mleku&amp;quot; stromiznami w dół. Trzeba przyznać, że nasze błędniki wystawione były na ostrą próbę. &lt;br /&gt;
&amp;quot;Ciekawa&amp;quot; przygoda spotkała mnie również na wyciągu krzesełkowym. Spędziłem tu bowiem dobrą godzinę w większości w bezruchu (jakaś awaria). Akurat stałem w cieniu a doliną wiał mroźny wiaterek. Robiłem wszystko by nie zamarznąć, siedziałem sam na kanapie a na całym wyciągu było zaledwie kilka osób. W końcu jednak wyciąg powolutku ruszył gdy zamieniałem się już w lodowy sopel. Generalnie bardzo fajny teren i cały wyjazd. Podziękowania dla Agi i Piotrka za zorganizowanie imprezy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia (może będzie więcej): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FFrancja-narty&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Michał Górecki|11 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejna wycieczka w Tatry z powodu niskiego zagrożenia lawinowego, tym razem z Sebastianem i moim przyjacielem Michałem. Za cel obraliśmy sobie Kościelec. Zależało nam jednak nie tyle na zdobyciu szczytu a na trudniejszej trasie która biegnie żlebem Zaruskiego. Sam żleb bardzo fajny, stromy z pięknymi widokami i ekspozycją. Problem jednak zaczyna się przy trawersie z niego na główną płytę ciosową Kościelca. Faktycznie przy małej ilości śniegu jest to bardzo trudne lub niemożliwe. Warunki były średnie, zwłaszcza na jeden czekan i brak liny… .Na szczęście nie sprawdzaliśmy i podjęliśmy decyzję od odwrocie [na jednym ze zdjęć narysowałem pokonaną trasę]. Podczas schodzenia zauważyliśmy już śmigło które leciało tego dnia 4 razy. Bardzo pechowy dzień. Jedna osoba spadła z Rysów a dwie z drogi między Świnicą z Zawratem. Całe szczęście że głos rozsądku przemówił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FTatry+Wys.+-+Ko%9Ccielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film tu:  http://youtu.be/MDjHnRU-7pM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Żyw. - biwak zimowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu grotołazi i wspinacze z różnych klubów, szczegóły na stronie SBB|11 - 12 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima jest taka jaka jest więc przymiotnik zimowy bardziej zgodny z kalendarzem niż aurą. Po słowackiej stronie granicy na górze Vysoka Magura (1111) Jurek Ganszer z Speleoklubu Bielsko Biała zorganizował bodajże 20 już biwak zimowy. Na miejsce doszliśmy bez szlaku z Soblówki. Tak w ogóle to teren jest dość ciekawy. W końcówce jest strome podejście. Sama Vysoka Magura jest położona kilkaset metrów na południe od głównego grzbietu Beskidu Równego za małym obniżeniem. Na miejsce dotarliśmy jeszcze za dnia i dość długo w nielicznym gronie będących już tam kolegów walczyliśmy z rozpaleniem ogniska. Udało się. Potem przybyło jeszcze sporo osób. Ja z Teresą jeszcze nocą schodzę do Soblówki gdyż nazajutrz umówieni byliśmy do Heńka Tomanka na rodzinną uroczystość. Do domu wróciliśmy po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FBiwak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - jaskinia Pod Balkonem|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Marcin Kowalski|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
Z powodu wolnej soboty i kiepskiej pogody lądujemy u podnóży Skrzycznego od strony Żywca. Za cel wybieramy Jaskinie Rezerwatu Kuźnie - Jaskinia Chłodna i Pod Balkonem. Sam rezerwat znajdujemy bez problemów, ale przeglądnięcie każdego potencjalnego otworu zajmuje nam sporo czasu i w efekcie odnajdujemy jedynie Jaskinię Pod Balkonem oraz jeszcze jakieś mniejsze nory. Jaskinie nie oszałamia ani wielkością ok. 45m, ani urodą. Szybko wychodzimy z jaskini i udajemy się dalej szlakiem w kierunku Skrzycznego - na szczyt nie wchodzimy. Do samochodu docieramy o zachodzie słońca. Jaskinia nie powaliła nas na kolana, ale sam rezerwat warty odwiedzenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinie Rysa i Spełnionych Marzeń|Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus|04 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie dawno odkryte jaskinie jurajskie. Jaskinia Rysia to jak dla mnie numer jeden na Jurze. Jaskinia rozmyta na imponującej szczelinie może z wyjątkiem szaty naciekowej oferuje „tatrzańskie” atrakcje no czasem może się sypać o czym mogłem się przekonać.  Głębokość 51 m i 570 m korytarzy to już całkiem przyzwoita dziura jak na ten teren. Penetrujemy niemal wszystkie zakamarki dziury. Po dobrych 4 godzinach wydostajemy się do góry i po posiłku idziemy jeszcze do pobliskiej jaskini Spełnionych Marzeń. Niemal 40 m szczelina sprowadza na dół i kończy się zwężającym się korytarzem. W drodze do góry, gdzieś w połowie szczeliny odbija się zjazdem do przestrzennych partii, które kontynuują się w dwóch kierunkach generalnie w górę. Wpychamy się niemal w każdą szczelinę. Po 3 godzinach wychodzimy na dwór już w ciemnościach .  Te 3 jaskinie (jeszcze jest Józefa o podobnym charakterze, którą już odwiedzaliśmy) stanowią niewątpliwie ewenement na skalę jurajską i warto do nich zajrzeć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2014%2FRysia-JSM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wejście na Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Sebastian Podsiadło, Piotr Sadowski|03 01 2014}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nuda jak zwykle sprawia że do głowy przychodzą najciekawsze pomysły. Mając aż 6 dni wolnego po sylwestrze przed zajęciami stwierdziłem że nie dam rady jeszcze zasiąść do książek. Tęsknota za śniegiem w zimie i Tatrami, które ostatnio oglądamy od spodu sprawiła że wybór padł na Rysy. Namówiłem na szybko współlokatora Piotrka i Sebastiana bo warunki pogodowe zapowiadały się idealnie. Wyruszyliśmy o 4 rano. Start z Palenicy dopiero o 7.30 i szybkim tempem do schroniska.  Pierwszy śnieg na trasie zaczął się dopiero przy obejściu MOka. Słońce już oświetlało szczyty i dało nam złudną nadzieję że je szybko zobaczymy. Warunki do turystyki perfekcyjne, ciepło, słaby wiatr i śnieg bardzo twardy i dobrze związany z podłożem. Szło się naprawdę cudownie. Trasę poprowadziliśmy rysą i po 6h bez pośpiechu stanęliśmy na szczycie. Widok doskonały, tym bardziej że ośnieżone góry pięknie kontrastowały z jesiennym krajobrazem dookoła. W końcu udało się nam zobaczyć słońce i to przez jakieś 15 sekund zza chmur. Na górze para chłopaków urządziła sobie biwak. Krótka rozmowa, trochę zdjęć i nadszedł czas wracać. Byliśmy ostatnimi schodzącymi tego dnia ze szlaku. Piękny, przyjemny dzień dobiegł końca i pozostała podróż do domu. Niecała doba a tyle wrażeń. Film świetnie oddaje warunki, polecam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
link do filmu: http://youtu.be/bEHj7IKSS94&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3740</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3740"/>
		<updated>2013-11-02T18:23:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Makowski - przez Pasmo Jałowieckie na MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo piękny teren na jazdę MTB. Jeżeli pogoda może być idealna to właśnie taka była. Z Koszarawy jedziemy na Cichą przełęcz, dalej trawersujemy Jałowiec by wydostać się na przełęcz Upaczne. Naprzeciw Babia a dalej Tatry. Grzbietowym szlakiem docieramy do przełęcy Kolędówka i dalej miejscami dość stromym zjazdem osiągamy Stryszawę Górną. Stąd bardzo strome podejście pod Opuśniok (809). Dalej znów stromy i techniczny zjazd do chatki studenckiej Adamy a następnie do Lachowic skąd drogą wracamy do Koszarawy z końcem krótkiego już jesiennego dnia. Byłem tu pierwszy raz i uważam, że są tu bardzo dobre tereny do MTB. Zadowoleni (tylko męska część ekipy) wracamy do domu. Z pochwałą dnia  należy jednak zawsze czekać do samego końca właśnie w myśl przysłowia „nie chwal dnia przed zachodem słońca”.  Nie dość, że jakoś nagle zaczęło lać to jadąc z garażu 50 metrów od domu zaliczam upadek (objechał łańcuch na zębatce a w rękach miałem drobne przedmioty i nie mogłem się zbytnio ratować), przeleciałem nad kierownicą a zębatka wbiła mi się w łydkę więc trochę krwi musiałem upuścić. W górach poradziłem sobie na trudnych zjazdach a przed domem na równej drodze zaliczyłem upadek. Daje to do myślenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
Druga część kursowego wyjazdu wspinaczkowego. Tomek przypomniał nam budowę różnych rodzajów stanowisk, które praktycznie realizowaliśmy w terenie wspinając drogi IV z własną protekcją. Zrealizowaliśmy także &amp;quot;drogę dwu wyciągową&amp;quot; ze stanowiskiem pośrednim. Pogoda (szczególnie z rana) super. Ciepło, jedynie wiatr po południu dawał się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow-2013.10.27&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - kursowa akcja do Jaskini Pod Wantą|kursanci - &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Sebastian Podsiadło, Ryszard Widuch (instruktor), Daniel Bula|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny, a dla mnie dopiero drugi wyjazd kursowy miał na celu jaskinię pod wantą. Standardowo nocleg w Kirach lecz tym razem z rozśpiewanymi i pijanymi studentkami w pokoju obok. Około godziny 00:30 czyli jakieś pięć minut po skończonych balladach na cześć solenizantki jedna z sąsiadek odwiedziła nas żeby oznajmić iż „ludzie już śpią więc powinniśmy być ciszej”. No cóż, załamani i zmieszani z błotem zasnęliśmy żeby wypocząć przed akcją. Start o 6 rano nie był zbyt uciążliwy. Pogoda dopisała, słońce i temperatura bardziej wakacyjne niż jesienne dodawały sił na ponad 4 godzinnym podejściu. Przed wejściem potrzeba oddalenia się na stronę ujawniła TOPRowską kamerę do monitoringu zwierząt skierowaną na sam otwór jaskini… Po krótkim odpoczynku ostatnie przygotowania i do dziury. Pierwszy zjechał Sebastian poręczując 2 odcinki linowe po ok 30 każdy. Mi przypadła studnia „dzwon” czyli moja pierwsza w życiu 50tka. Nie wiem czy wszyscy tak mieli ale dla mnie było to dość intensywne przeżycie, nie wspominając o powrocie. Ostatnią część zaporęczowała Asia. W okolicach dna biegnie jeden wysoki komin w którego stropie zobaczyliśmy… zaklinowany ponad 10m szerokości głaz. Robi wrażenie. Całość pokonaliśmy w czasie 3,5 godzin i korzystając nadal z dobrej pogody w szybkim tempie wróciliśmy do schroniska. &lt;br /&gt;
Długo jeszcze mógłbym gloryfikować naszego wspaniałego instruktora Ryśka i jakże pomocną asystę &lt;br /&gt;
Buliego ale nie wolno przesadzać…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Pod-Wanta-10.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer na Chudą Przełęcz|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;|25-26 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rewelacyjny spacer w przepięknych czerwonotrawiastych okolicznościach przyrody, mega słońce, głęboki lazur, zero zobowiązań (nawet związanych z tym, że przejdziemy całą założoną trasę ;) A trasa wyglądała tak: Kościeliska - Chuda Przełęcz pod Ciemniakiem - dol. Tomanowa - dol. Kościeliska, w dodatku zmieściłyśmy się w czasówkach co poczytuję jako taki tyci sukces :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu chciałam szczególnie podziękować Kursowi, który odbył wyjazd w tym terminie, za genialne wstrzelenie się w pogodę i Bulemu, który przygarnął nas do swego automobila.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - u źródeł Wisły i Olzy|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka z synkiem Bartkiem|20 10 2013}}&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka do źródeł naszej największej rzeki. Jasiu obeznany z tym terenem bezbłędnie doprowadził nas bardzo ciekawym terenem najpierw do wykapów Czarnej Wisełki a potem z drugiej strony Baraniej Góry do źródła Białej Wisełki. Następnie przenosimy się w rejon góry Gończorka gdzie już o zmierzchu dotarliśmy do źródła Olzy. Pogoda przepiękna. Wspaniałe widoki na odległe góry (Tatry w śniegu). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FZrodla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3711</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3711"/>
		<updated>2013-10-28T10:06:56Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''27 10 2013''' - Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy&lt;br /&gt;
* '''20 10 2013''' - Beskid Śl. - u źródeł Wisły i Olzy&lt;br /&gt;
* '''11 - 13 10 2013''' - Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego&lt;br /&gt;
* '''12 10 2013''' - Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej&lt;br /&gt;
* '''12 10 2013''' - Beskid Mł. - Magurka Wilkowicka&lt;br /&gt;
* '''11 - 12 10 2013''' - Tatry Zach. - jaskinia Marmurowa&lt;br /&gt;
* '''05 - 06 10 2013''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Dol. Złomisk &lt;br /&gt;
* '''06 10 2013''' - Jura - jaskinia Buczynowa + wspin&lt;br /&gt;
* '''05 10 2013''' - Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec&lt;br /&gt;
* '''29 09 2013''' - Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy&lt;br /&gt;
* '''22 09 2013''' - Beskid Śl. - rowerem&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3710</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3710"/>
		<updated>2013-10-28T10:05:04Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|27 10 2013}}&lt;br /&gt;
Druga część kursowego wyjazdu wspinaczkowego. Tomek przypomniał nam budowę różnych rodzajów stanowisk, które praktycznie realizowaliśmy w terenie wspinając drogi IV z własną protekcją. Zrealizowaliśmy także &amp;quot;drogę dwu wyciągową&amp;quot; ze stanowiskiem pośrednim. Pogoda (szczególnie z rana) super. Ciepło, jedynie wiatr po południu dawał się we znaki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow-2013.10.27&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - u źródeł Wisły i Olzy|&amp;lt;u&amp;gt; Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka z synkiem Bartkiem|20 10 2013}}&lt;br /&gt;
Ciekawa wycieczka do źródeł naszej największej rzeki. Jasiu obeznany z tym terenem bezbłędnie doprowadził nas bardzo ciekawym terenem najpierw do wykapów Czarnej Wisełki a potem z drugiej strony Baraniej Góry do źródła Białej Wisełki. Następnie przenosimy się w rejon góry Gończorka gdzie już o zmierzchu dotarliśmy do źródła Olzy. Pogoda przepiękna. Wspaniałe widoki na odległe góry (Tatry w śniegu). Tu zdjęcia:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FZrodla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, manewry ratownictwa jaskiniowego|Daniel Bula oraz grotołazi z różnych klubów|11 - 13 10 2013}}&lt;br /&gt;
Manewry odbyły się w jaskini Czarnej. Podział na 3 grupy i transport &amp;quot;rannego&amp;quot; trawersem przez całą jaskinię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Magurka Wilkowicka|Ola, Wojtek, Zosia Rymarczyk|12 10 2013}} Mała górka dla małych nóżek w pięknie jesiennej złotobukowej odsłonie. Wchodzimy od strony przełęczy Przegibek (czyli najkrótszą możliwą ;-) po to by parę następnych godzin pobyczyć się na słońcu.  Całkiem fajny spacer :) i te kolory...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaliśmy się na dwóch skałkach Jastrzębia/ Szeroka Turnia oraz na Sępiej Baszcie. Pogoda idealna, ludzi mało (spotykaliśmy tylko 1 zespół) oraz wyśmienity piszinger (zakupiony w sklepie w ,,centrum’’ Będkowic – polecam!!!)  wskazywały, że musi być to wyśmienity wspin. Niestety złego dobre początki. Wszystko co mogło się nie udać to się nie udało!!! Fatum, klątwa a może po prostu zmęczenie sezonem???(nieeee to jest niemożliwe:)) Efekt był taki że jedynie Damianowi udało się poprowadzić 2 drogi, ale za to jakie……  Prawa Szeroka(V) RP (strasznie hardy bulder startowy przekreślił szanse na wspaniały OS) oraz Jastrzębia (V-) w najszlachetniejszym stylu OS!!! Stach się bać co będzie dalej….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Marmuraowa, wyjazd kursowy|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Sebastian Podsiadło), &amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|12 10 2013}}&lt;br /&gt;
W piątek zajechaliśmy w Tatry, droga dość przyjemna, aczkolwiek nie bez korkowych przygód.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe chłopcy oglądali mecz,  a ja zakumplowałam się z kociakiem, który tak jak ja nie fascynował się bandą facetów ganiającą za piłką. Po meczu dość szybko wybraliśmy się do łóżek, aby mieć siły na sobotnią akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstawaliśmy jeszcze w ciemnościach, ale na szczęście zanim wyszliśmy zrobiło się już widno, co minimalnie złagodziło tęsknotę za łóżkiem.  Doszliśmy do Doliny Kościeliskiej, a stamtąd już tylko kawałek pod górkę. Po około2,5 godzinie odbiliśmy ze szlaku w kierunku jaskini, niewiele później znaleźliśmy się pod otworem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samej jaskini poszło nam dość sprawnie.  (Za)Szybko zjechaliśmy trzy studnie niżej i dlatego w czasie kiedy Rysiek z Arturem już zaczynali odwrót  Ja, Tadek i Sebastian postanowiliśmy sobie zrobić wycieczkę obejściem pod prożek. Po dojściu na miejsce okazało się, że można iść dalej do piaskownicy po wiszącej tam linie. No tak…. Tylko, że ja i Tadek zostawiliśmy majtki ze sprzętem na dnie Studni Kandydata. Tylko Seba mógł wejść na prożek, a ja miałam poczekać z Tadkiem – miałam, bo usłyszałam tylko ,,zamknij oczy” i już go nie było. &lt;br /&gt;
Kiedy panowie osiągali dno jaskini, ja przyglądałam się ścianom i kamieniom, więc czas oczekiwania &lt;br /&gt;
zleciał szybko. &lt;br /&gt;
W kolejne ,,szybko” poszło nam wyjście na powierzchnię, przebiernie się i  biegiem na dół, kolacja i powrót do domów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Dolina Złomisk|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 - 6 10 2013}}&lt;br /&gt;
Z Wyżnich Hag szlakiem pod Batyżowiecki Staw, a następnie przez Stwolską Przełęcz dostajemy się do Doliny Złomisk. Byliśmy bliscy wyciągnięcia z plecaka liny, bo z przełęczy na północną stronę opada poważny lodospad. Ostatecznie jakoś zeszliśmy piechotą. W niedzielę powrót przez Popradzkie Pleso, tak, żeby wcześnie być w domu. Pogoda dopisała, a w nocy było bezwietrznie i ciepło (może -2). W obydwa dni spotykamy paru ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Buczynowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|06 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy jaskinię Buczynową (ma też nazwę Jaskinia w Cichym Wzgórzu) w pobliżu Trzebniowa. Nie zbyt duża jaskinia lecz przecina w poprzek pod ziemią nie wielki masyw skalny. Korytarz nie za wysoki ale też bez ciasnot. Ciekawy jest teren w pobliżu z dość ciekawymi ostańcami. Po jaskini idziemy jeszcze na skałki z krzyżem gdzie wspinamy 4 drogi od IV do V+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z jaskini i okolic: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBuczynowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy i Łutowiec|Damian Żmuda, Kasia(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|05 10 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Damian po długich namowach zgadza się znowu jechać na Białego Psa mimo, że pogoda (rano 0 stopni i słonecznie) ewidentnie wskazuje, że optymalnie byłoby dzisiaj wspinać się na nasłonecznionych skałach(poświęcenie godne podkreślenia!!!).  Powyższa zgoda była jednak warunkowa ….  jedna szybka wstawka i zmiana rejonu!!! W samochodzie ustaliliśmy że ,, szybka wstawka ‘’to około 2-3h. Na szczęście drogę miałem już starannie zapatentowaną:).  Rozgrzewka na Serze(V), szybkie powieszenie ekspresów ze zjazdu i ….rest. W tym czasie , aby nie zamarznąć Damian i Kasia przechodzą wspomnianą piątkę. Czas na wstawkę, startuje i……… odpadam - przytłoczony presją otoczenia (,,teraz albo nigdy,  ostatnia szansa w tym sezonie, zaraz zamarznę, długo jeszcze’’ itp. ) jeszcze przed pierwszym trudnym miejscem. Decyzja była oczywista,  natychmiastowe ponowienie próby i……… SUKCES !!!  Tym sposobem padł Hektor, moje pierwsze VI.5 !!! Nie miałem zbyt dużo czasu na radość bo napinka na zmianę rejonu była znaczna. Ponownie przez przypadek Damian wybiera Łutowiec gdzie wylegujemy się w słońcu ładując  baterie. Potem już bez napinki wspinamy min.  Minogi (V+), Drogę Wolfa(VI.3) , Łyk szczęścia(V), Warianty Jarosławskiego (VI).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kursowy wyjazd wspinaczkowy|Tomek Jaworski, Karol Jagoda, Tomek Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Sebastian Podsiadło, Ania Bil, Piotr Strzelecki, Sławek (os. tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach zajęć kursowych Tomek pokazywał budowę stanowiska, przygotowanie do zjazdu, operacje ze sprzętem. Kursanci następnie wykonywali poszczególne elementy oraz wspinaczkę na własnej protekcji. Karol z Sławkiem przy okazji śmgili kilka dróg 6.2 a Damian z Teresą cztery drogi od 5 do 6+. Mimo chłodu cudowna pogoda, mało turystów, piękne pejzaże. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Krywań|Sonia, Piotr, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|28 09 2013}}&lt;br /&gt;
Rodzinne podejście na Krywań. Do samego wierzchołka nie dotarliśmy. Ludzi dużo. Pogoda niezła, ale trochę zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Mirowie i Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, os. towarzysząca|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda typowo wspinaczkowa (czyt. Tak pizga, że wolisz się wspinać niż asekurować czy się obijać na karimacie :p) to i uderzamy na szybki wypad w skały. Na parkingu pod zamkiem w Mirowie parkujemy jako pierwsi tego dnia już koło godziny ósmej rano i ruszamy w kierunku skał. Michał na rozgrzewkę robi „Białą Depresję” (V) na Studnisku przy Zamku. Ja jako, że już ją kiedyś robiłem, oszczędzam siły na trudniejsze cele. Następnie meldujemy się pod Trzema Siostrami. Tutaj na rozgrzewkę robię krótką drogę o wdzięcznej nazwie „Misja” (V+). Moją misją nie była jednak ta droga sama w sobie, a dojście przy jej pomocy do stanowiska na drodze „Ludzi Silnej Woli” (VI.2). Tutaj zawieszam wędkę i zaczynam patentować drogę. Piękne wspinanie po różnej wielkości „dziurach”. Puszcza w drógiej próbie (niestety na wędkę). Z dołem nie próbowałem. Michał robi z dołem jej sąsiadkę – „Sztywny Pal Azji” VI- (OS). Ja  natomiast wieszam kolejną wędkę po drógiej stronie skały na krótkiej, mocno przewieszonej drodze „Uwolnić Bąka”. Droga ta w Magazynie Górskim widniała pod wycena VI.2, w starszym wydaniu tego samego magazynu, dostępnym jako pdf w necie jest przedstawiona jako droga o wycenie VI +, natomiast na skale podpisana była jako VI.1 (o ile mnie pamięć nie myli). Mocno wywieszone drogi prowadzące czymś w rodzaju rysy bynajmniej nie sa moją silną stroną, więc dla mnie mogłoby to być i VI.3. W każdym bądź razie było to coś poza moim, nawet wędkowym zasięgiem.&lt;br /&gt;
Michał w międzyczasie próbuje jeszcze swoich sił na drodze „Pozdrowienia z Podziemia” VI+. Potem przenosimy się dalej w głąb Grzędy Mirowskiej.&lt;br /&gt;
Na Trzeciej Grzędzie wbijamy się w „Gibonowy Trawersik”(V), ale droga jakoś nie przekonała mnie do swojej urody. Powoli w skały zaczynają napływać kolejni łojanci, więc zbieramy szpej i zmieniamy lokalizację na Łutowiec.&lt;br /&gt;
Tutaj pierwszy Pada OSem „Łyk Szczęścia” (V) na Knurze w wykonaniu Michała. Ja prowadzę ją Flashem. Zaczyna się lekka mżawka, więc decydujemy się na szybko przewiesić jeszcze tylko linę do stanowiska obok, i na wędkę spróbować sąsiedniej VI.1 o nazwie „Adrenalina Skoczyła”. No cóż....jakoś specjalnie adrenalina nam nie skoczyła, natomiast byliśmy świadkiem ciekawej scenki rodzajowej :p&lt;br /&gt;
Po moim zjeździe z drogi, gdy Michał zakładał buty, obok skałki przechodziło dwoje turystów z dzieckiem. W pewnym momencie dzieciak ciągnięty przez mamę za rękę krzyczy: „Mamo, ja chcę zostać na spektakl !!!”. Matka pyta jaki spektakl, po czym chłopczyk nieśmiało pokazuje w naszym kieunku palcem :D No cóż, nie było wyjścia, Michał musiał skończyć drogę bo cóż to za spektakl bez Happy End’u &lt;br /&gt;
I po tak szczęśliwym zakońćzeniu zebraliśmy szpej i udaliśmy się w drogę powrotną :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerowo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna ruta rowerem z centrum Wisły przez Kubalonkę na Czantorię i dalej do Ustronia Dobki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górska jazda na rowerze ma wiele wspólnego ze skituringiem..:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|22 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjne wyjście na Skrzyczne z Dolnego Szczyrku szlakiem i nartostradą. Zejście niebieskim szlakiem. Jesień w natarciu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Trzebniowie i Łutowcu|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotnie mieliśmy się wspinać na Białym Psie w dolinie Wiercicy niestety okazało się, że  cała skała jest kompletnie mokra. Tak więc zapadłą szybka decyzja o przeniesieniu się do Trzebniowa. Tam po przypomnieniu sobie przechwytów poprowadziłem Pieskie Życie (VI.4+). Jest to korony dowód na to że we wspinaniu od nóg się odchodzi:) Stłuczona stopa na Kazalnicy spowodowała że nie mogłem  chodzić normalnie,  ale wspinać się można!!! Ze względu na duży tłok pod skałą znowu zapadła decyzja o zmianie rejonu, przez kompletny przypadek:) Damian wybrał Łutowiec. Tam zgodnie z powszechną wiedzą cyfra nie stawia oporu dlatego w szybkim tempie padły:  Rój(VI.2), Prostowanie Roju (VI.2+), Wielbiciel Orłów (VI.1+), Płyta Czyngis-Chana (VI.2), Poemat Jąkały (VI.2+), Różowa Pantera(VI.1+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie - Lutnia Bike Marathon MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Artur Włodarczyk (os. tow.) z kolegą|15 09 2013}}&lt;br /&gt;
W Zamarskach odbył się wyścig MTB. Trasa dość wymagająca do pokonania, zwłaszcza po nocnych opadach deszczu. Zmienne profile, urozmaicona nawierzchnia, strumienie, kilka odcinków technicznych. Kilka miejsc śliskich, (ciężko było się wdrapać nawet prowadząc rower). Generalnie mężczyźni mieli 38 km do przejechania (2 pętle) a kobiety 19 km (1 pętla). Ja niestety startowałem już w najstarszej grupie wiekowej (55+) i zająłem II miejsce a Teresa (50+)  była pierwsza ale też jedyna odważna w tej grupie.  Wpasowaliśmy się w sam raz w pogodę bo po wyścigu zaczęło padać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - Jaskinia Brzozowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; Speleoklub &amp;quot;Aven&amp;quot;: Zbigniew Wiśniewski; SCz: Jerzy Zygmut; KKTJ: Bartosz Berdel, Andrzej Ciszewski, Ewa Wójcik, Michał Ciszewski; SŁ: Tomasz Olczak|14 09 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach spotkania przedwyprawowego ćwiczyliśmy kartografię za pomocą DistoX i palmtopa. Podziękowania dla kolegów z Brzeszcz za udostępnienie jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Kazalnica:wspinanie|Paulina,Dorota,Michał(WKTJ),Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |06-08 09 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda idealna więc wreszcie nadszedł czas na Kazalincę. Droga Schody do Nieba (VI+) – prosta orientacyjnie, polecana jako jedna z najładniejszych szóstek w Tatrach, 15wyciągów, około 480m. Wszystko brzmi zachęcająco, ale rzeczywistość okazała się nieco inna. Do schroniska docieramy w piątek przed 23., dzikie tłumy ludzi, na podłodze nie ma miejsc!!!Śpimy na dworze. Paulina z Dorotą i Michałem pojawiają się o 3.30, tak wiec Paulina śpi tylko 1,5h, Dorota z Michałem nieco dłużej bo idą wspinać się na Mnicha (Międzymiastowa VI+). W drogę wbijamy się około 7 rano, dlatego  jesteśmy pierwszym zespołem. Pierwsze 4 wyciągi przypadły mi, gdyż Paulinie było zimn, a Damian brzydzi się wspinania w trawach. Potem zmiana prowadzenia, Damian sprawnie pokonuje kolejne wyciągi, od czasu do czasu do czasu można na nich spotkać nawet kawałek skały:).  Kluczowy wyciąg to wspinanie w połogiej płycie, dobrze asekurowany i wydawało się że najbardziej lity ze wszystkich wyciągów. Crux na drodze to bardzo jurajskie pełzanie po niczym, słownie 3m trudności. Wszystko do tego momentu szło sprawnie i logicznie, niestety tuż pod stanowiskiem w terenie III za bardzo obciążyłem odstrzeloną płytę wielkości 1mx1m grubości 20cm, która uderzyła w moją nogę i z impetem spadła do Czarnego Stawu. Turyści na szlaku mieli co oglądać!!!, wyglądało to zapewne efektownie. Na szczęście Damian i Paulina zdążyli się schować,  a zespół pod nami najadł się jedynie strachu. Problem stanowiła jedynie moja stłuczona stopa, która ledwo mieściła mi się w butku wspinaczkowym. Do końca drogi zostało 4-5 wyciągów i jakieś 2h zejścia do schroniska. Szczęśliwie okazało się, że bez bólu mogę obciążać piętę wiec jakoś udało się dotrzeć do schroniska w miarę rozsądnym czasie. W schronisku spotkaliśmy Anię ze Sławiem i Wojtkiem, w niedziele ekipa podzieliła się na 3 pod grupy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- turystyczna: Damian, Kasia, Paulina (dolina za Mnichem ) oraz Ania, Wojtek, Sławek(dolina za Mnichem + powrót przez piątkę)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wspinaczkowa :Michał z Dorotą Kopa Spadowa – Pachniesz Brzoskwinką(VII-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- plażowa : Ja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod pretekstem, że mnie nadal boli noga spełniłem swoje odwieczne marzenie:) i wreszcie pojechałem sobie bryczką z Morskiego Oka. (niezapomniane wrażenie i poczucie że jest się Panem Świata--- bezcenne,   za wszystko inne zapłacisz…..)&lt;br /&gt;
Dzień kończymy wizytą w zaprzyjaźnionym katowickim szpitalu na ostrym dyżurze – kości są całe, na szczęście to jedynie silne stłuczenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - spacery polano-dolinne|&amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyk, Wojtek i Zosia|9 - 14 08 2013}} Wyjazd pt. &amp;quot;ucieczka przed skwarem&amp;quot;. Ochhh, jak ja miałam dość już tych upałów.. a tam? już w pierwszy wieczór musiałam założyć polar! bezcenne. Wyjścia układane raczej pod moje możliwości fizyczne. I tak udaje nam się odwiedzić: Dolinę Lejową z popasem na Niżniej Kominiarskiej Polanie (szkoda, że obecna wersja szlaku ją omija! wiele traci na atrakcyjności - jeśli można tak to nazwać - ten odcinek regli)i zejściem do doliny Kościeliskiej, skąd ku naszej radości zabiera nas gospodarz Pan Tadeusz i odwozi bryczką na bazę do Roztok ;-). Udajemy się też do Małej Łąki (po dojściu do polany ja ledwo zipię- gorszy dzień, a Zo się dopiero rozkręca..) i wracamy przez Przysłop Miętusi lekko widokowym szlakiem do Nędzówki. Odwiedzamy też bardzo ładnie widokowo położoną polanę - Ciepkówkę, gdzie &amp;quot;witają&amp;quot; nas 4 pasterskie psy, stado owiec i baca, który twardą ręką wytłumaczył tamtym czterem, że turystów zagryzać nie wolno - odtąd zostaliśmy częścią stada, aż trudno było się rozstawać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia będą w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3570</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3570"/>
		<updated>2013-09-11T06:12:43Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''06 - 08 09 2013''' - Tatry - kurs (Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa) i spacer na Słowacji&lt;br /&gt;
* '''07 - 08 09 2013''' - Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa&lt;br /&gt;
* '''01 09 2013''' - SŁOWACJA: Magura Orawska&lt;br /&gt;
* '''31 08 2013''' - Łaziska Górne - turniej badmintona&lt;br /&gt;
* '''25 08 2013''' - Jura: wspinanie w Piasecznie&lt;br /&gt;
* '''24 08 2013''' - Jura: wspinanie w Dolinie Kobylańskiej&lt;br /&gt;
* '''14-18 08 2013''' - Tatry – wspinanie – Mały Młynarz&lt;br /&gt;
* '''14 - 18 08 2013''' - FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors&lt;br /&gt;
* '''18 08 2013''' - Jura: wspinanie w Rzędkowicach&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3569</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3569"/>
		<updated>2013-09-11T06:11:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3568</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3568"/>
		<updated>2013-09-11T06:09:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ola Golicz, Michał Wyciślik|08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrbskiego Plesa przez Popradzkie Pleso, Doliną Mięguszowiecką na Koprowy Wierch. Następnie Pośrednim Wierszykiem gdzieś prawie na Niżnią Przybylińską Przełęcz, w dół do Doliny Hlińskiej, z powrotem na Wyżnią Koprową Przełęcz i znów Hińczową Doliną z powrotem do Popradzkiego Plesa. Tam czesnaczka (niedobra!). Powrót przez Żilinę, ok. 4h, ale nie żałujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinie Kasprowa Wyżnia i Średnia oraz Wielka Litworowa - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Kowalkowski, Joanna Przymus, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk; drugiego dnia także Michał Wyciślik|06 - 07 09 2013}}&lt;br /&gt;
'''Dzień 1''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
Przed 6:00 pojawił się u mnie Łukasz, gdzie razem czekaliśmy na przyjazd Tomka i Krzysia. Następny przystanek był na Ligocie, gdzie zabraliśmy jeszcze Mateusza, bagażnik jakoś się domknął i mogliśmy ruszać.&lt;br /&gt;
Po dojechaniu do Zakopanego przepakowaliśmy nasze plecaki, złapaliśmy busika i dojechaliśmy do Kuźnic. Po wykupieniu wstępu do parku ruszyliśmy najbliższym szlakiem. Niestety nie był to najlepszy pomysł :( i musieliśmy zawracać. Na szczęście, po dogłębnej analizie mapy, trafiliśmy na właściwy szlak już za drugim razem !!! Dalej poszło bez większych trudności i wspólnymi siłami trafiliśmy w okolice otworu jaskini Kasprowej Średniej.....tylko gdzie dokładnie ten otwór...? Nie zrażeni niewiedzą zostawiliśmy rzeczy i uzbrojeni w sprzęt osobisty poszliśmy do Kasprowej Wyżniej, gdzie Mateusz zrobił demonstrację - jak nie tracić sprzętu. Kiedy pobiegł odzyskać kask, my nasze poprzypinaliśmy i sprawdziliśmy czy na pewno wszystko leży bezpiecznie, żeby jego prezentacja nie poszła na marne. Trawers Kasprowej Wyżniej poszedł nam prawie sprawnie, a potem nastąpiło to na co najbardziej czekaliśmy - kilkudziesięciometrowy zjazd widokowy, następnie trawers do Średniej. Trochę czołgania, studnia, sala i powrót na górę.&lt;br /&gt;
I pojechaliśmy na bazę. Spędziliśmy miły i mroźny wieczór przyglądając się walce Krzysiu vs. Grill - ostatecznie zwyciężył Krzysiu i dość zmarznięci, ale najedzeni mogliśmy uznać ten dzień za zakończony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2''' - opis &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
Podczas wieczornego grilla Mateusza zrobił wpis o wejściu do jaskini. Niestety okazało się że to już trzeci wpis na jutro do Litworki. Krótkie telefony i Mateusz uzgodnił że wchodzimy jako drudzy po TKTJcie, tym samym godzina naszego wyjścia przesunęła się i mogliśmy pospać w sobotę do 6:30 :)&lt;br /&gt;
Rano (przynajmniej dla mnie) okazało się że nie wszyscy idą w góry, bo Łukasz stwierdził że ból biodra jest za duży i woli zostać w łóżku. W takim razie w uszczuplonym składzie ruszyliśmy z Gronika w kierunku Przysłopu Miętusiego, a dalej niebieskim prowadzącym na Małołączniak. Dla niektórych po raz kolejny pokonywać Skoruśniak, Kobylarz czy Żleb to nie lada obciążenie psychiczne i marudzenia było wiele :) Ale w końcu żółwim tempem dotarliśmy na Kobylarzowy Żleb gdzie nastąpiło rozluźnienie i prawie godzinne &amp;lt;del&amp;gt;opalanie&amp;lt;/del&amp;gt; odzyskiwanie sił :) W międzyczasie dotarli do nas Ola Golicz i Michał Wyciślik i w powiększonym składzie ruszyliśmy pod otwór. Poszukiwań nie było za wiele, bo wyraźna ścieżka i kilka plecaków przy otworze jasno wskazywały gdzie jest nasz cel. &lt;br /&gt;
Pod otworem kolejne zaskoczenie, gdyż Krzysiek stwierdził że on  woli zostać na powierzchni i tylko w 4 osoby (Mateusz, Michał, Asia i ja) zjechaliśmy do jaskini. Poręczowanie dziwnym trafem przypadło mi w zaszczyt...i dzięki sprawnemu działaniu zespołu (podawali mi tylko wory z linami) dotarliśmy do II Pięćdziesiątki gdzie zatrzymał nas wychodzący kurs z TKTJu. Jak się okazało wyszła dopiero pierwsza z 6 osób i czekania było na ok 2h. W związku z tym zapadła decyzja o odwrocie i deporęczu co dziwnym trafem znów przypadło mi. Powrót poszedł jeszcze sprawniej (bo za dużo wychodzenia to nie było i sprawnie minęliśmy się z trzecim tego dnia zespołem który szedł do magla) i w sumie po 150min byliśmy na powierzchni. Jak to stwierdził Michał, była to jedna z niewielu akcji która trwała mniej niż czyszczenie i pranie sprzętu po niej :)&lt;br /&gt;
W związku z tak krótkim przebywaniem w dziurze do auta doszliśmy jeszcze za dnia wobec czego kursanci zdecydowali się wracać jeszcze w sobotę do domu i tak około północy wszyscy byli już w domu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa i wędrówki górskie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Barbara Szmatłoch, Ryszard Widuch, Marzenna Widuch|06 - 08 09 2013}}&lt;br /&gt;
Damian i Tadek idą do jaskini Lodowej Litworowej (po drodze spotkanie z Darkiem Sapieszko i kursem TKTJ). W jaskini Lodowej Litworowej docierają do Bazyliki i Studni z Rękawiczką (?). Zreporęczowanie dziury i ciężki transport szpeju w dół (najpierw niestety do góry). W tym czasie grupa: Rysiek, Marzenna, Teresa wychodzi na Ciemniak gdzie punktem kulminacyjnym jest ugotowanie kawy w nowym czajniczku Ryśka. W drugi dzień wycieczka do doliny Chochołowskiej i Grzesia (Damian, Teresa, Marzenna, Rysiek). W tym samym czasie działała jeszcze w Tatrach grupa kursantów z Mateuszem Goliczem oraz Artur Szmatłoch z kolegą w Tatrach Wys. (może będą opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FLL&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Magurka |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Ania (os. tow.)|01 09 2013}}&lt;br /&gt;
Niestety w deszczu wycieczka z Namestowa na szczyt Magurki (1107) a potem zejście innym szlakiem do Slanickiej Osady nad jeziorem Orawskim. Powrót brzegiem jeziora do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (również z poprzedniego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FMaguraOrawska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i inni zawodnicy|31 08 2013}}&lt;br /&gt;
Może nic wspólnego z jaskiniami lecz nie mogłem się oprzeć przed kolejnym startem w turnieju &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;. Uplasowałem się w środku stawki grupy &amp;gt;40 lat (7 miejesce/17 startujących) co jak na grotołaza to myślę nie najgorszy wynik. Poziom zawodów wg mnie bardzo wysoki (startowali nawet byli &amp;quot;zawodowcy&amp;quot;). Więcej szans było chyba w &amp;quot;młodszej&amp;quot; grupie. Rozegrałem 6 meczy i tak jak  przed rokiem z sali wyszedłem niemal &amp;quot;po czterech&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik|25 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej pogodzie zmagaliśmy się z drogami od V+ do VI.1 na turni leśnej w pustych skałkach okolic Piaseczna. Część ekipy wspinała się w Rzędkowicach a reszta wypoczywała na Pogorii. Spotykamy się wieczorem u Zigi na urodzinach w niemal kompletnym składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura – wspinanie w Dolinie Kobylańskiej|Damian Żmuda, Kasia,Ania(os. tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|24 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wybór padł na dolinę Kobylańską, bo wreszcie jest porządne topo tego rejonu. Wspinaliśmy się na Wroniej Baszcie, gdzie oprócz nas wspinała się na własnej tylko grupa kursantów. Tak więc mogliśmy trochę poszaleć, padły: Filarek Urbanistów (V+), Filarek Bały(VI+), Fontanny Króla Salomona (VI.2) – droga Szalonego, ale nie kuta, fajne wspinanie, Płyta Szymona (VI.2) zróżnicowanie wspinanie, polecam!!!, Jazda po Bandzie (VI.2) – przewiecha po klamach, Nieznośna Zjadliwość Błękitu (VI.2) – jeden ruch, ale z gatunku tych wrednych. Kulminacją wyjazdu był uroczysty grill pod skałą…..&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Mały Młynarz|Paulina Piechowiak(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Plan na długi weekend był zależy od pogody:  jeśli jest dobra to ruszamy w Tatry, jak jest niepewna to jakieś wyjazd na wspinanie skałkowe w Austrii bądź w Niemczech.  Na szczęście pogoda dopisała, więc Tatry… pytanie tylko gdzie? Miałem od dłuższego czasu chęć zrobienia  drogi na Kazalnicy, ale po przemyśleniu ilu ludzi będzie w tym czasie w rejonie Morskiego Oka (dzikie tłumy + tramwaje bryczek) bez żalu odpuściłem ten pomysł. Mały Młynarz okazał się strzałem w dziesiątkę, przez 2 dni nie spotkaliśmy żywego ducha.  ,,Popularność ‘’  Małego Młynarza  tak jak się domyślałem wynika z bardzo długiego i trudnego podejścia, które dostarcza więcej emocji niż sama wspinaczka!!! W piątek robimy Sprężynę(VI-), która mnie osobiście nieco rozczarowała. Niewątpliwą zaletą drogi jest to, że rozwiązuje środek niezwykle eksponowanej ściany w miarę łatwy sposób. Niestety efekt psują kruche i parchowate pierwsze i ostatnie wyciągi, prawdę mówiąc jedynie 2 może 3 wyciągi z 9 oferują ciekawe wspinanie w litej skale.  Uwaga orientacyjna: na kluczowym wyciągu nie należy się za bardzo rozpędzać,  przed przewieszką należy odbić w prawo na sporą półkę, której nie widać jak się idzie zacięciem.  To pozwoli uniknąć zakładania wiszącego stanowiska nad przewieszką, której przejście dostarczyło mi sporo adrenaliny. Warto dodać, że poza nami nie było w ścianie innego zespołu !!!(dłuuugi weekend, pogoda idealna) W planach było także zrobienie Kurtykówki, ale ostatecznie zamiast wspinu w sobotę turystycznie weszliśmy na Wielkiego Młynarza. Niedziela to trudny powrót do cywilizacji, ale  dzięki wczesnemu odwrotowi uniknęliśmy gigantycznych korków na zakopiance. Kilka zdjęć  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FM%B3ynarz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|FRANCJA - Prealpy Delfinackie - masyw Vercors|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Majewicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda|14 - 18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Już na początku wakacji droga mailową Mateusz zaproponował wyjazd do wodnych jaskiń Francji. Bez wahania napisałem że pojadę i nim zorientowałem nadszedł sierpniowy długi weekend. Punkt zborny pod siedzibą klubu, upychanie bagaży pod sam sufit, błogosławieństwo od innych klubowiczów i wyruszamy w 1500km podróż. Na szczęście pięcioro kierowców z częstymi zmianami pozwoliło odczuć skutki sprawnej podróży jedynie na spłaszczonych i obolałych tyłkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 1 – Les Ecouges, dolne partie'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojechaliśmy do kempingu w  miejscowości Pątą-Roją [Pont-en-Royans]. Damian jako nasz tłumacz sprawnie i szybko załatwiał wszelkie sprawy.  Chcąc wykorzystać dzień, sprawnie rozbiliśmy namioty i wyruszyliśmy w poszukiwaniu pierwszego celu wyprawy – kanionu Les Ecouges. Pomimo małych komplikacji w końcu odnaleźliśmy most nad 60m wodospadem od którego rozpoczęliśmy zejście. Tak właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Canyoningiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion dzieli się na dwie partie. Górna z przeważającymi odcinkami linowymi i dolna [deniwelacja 570m] z większą ilością skoków… Tak! Skoków i to nawet 7 metrowych. Canyoning jest po prostu super! Zjazdy z wodospadów,  piękne widoki, dość ciepła woda [na pewno cieplejsza niż w jaskiniach] oraz tobogany i skoki sprawiają że mamy do zabawy najpiękniejszy i całkowicie naturalny park wodny. Dawka adrenaliny ogromna, zdecydowanie polecam każdemu.  Dwie i pół godziny szybko zleciało i wycieczka dobiegła końca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem z powodu niechęci zjedzenia spaghetti z tuńczykiem!?! [co i tak nas czekało, a jak każdy wie „pomidory w tuńczykiem to jak tuńczyk z pieczarkami” M.Golicz] wybraliśmy się do malowniczego miasteczka na obiad. Francuskie sknerusy dają od 2 - 4 oliwek na całą pizzę, żeby nie było że nie ostrzegałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 2 – Grotte de Gournier'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Główna atrakcja wyjazdu czeka nas drugiego dnia. Dojazd łatwy, dojście 10min i naszym oczom ukazuję się piękna sala wejściowa z 40m jeziorem które mamy pokonać wpław. Przyznam że woda była zimna jak cholera zwłaszcza na „podobno 13 stopni” Ł. Pawlas, ale za to budzi lepiej niż najlepsza kawa. Jaskinia jest piękna i obszerna, górny suchy ciąg ma nieraz 20-30m? szerokości i znaczną wysokość. Ogromne nacieki, misy martwicowe Itp. Itp. obecne na każdym kroku zapierają dech w piersi. Dopiero po ok 600m można zejść do niższego wodnego ciągu co udało się nam po dość długich poszukiwaniach. Tam zaczyna się to po co przyjechaliśmy. Wszyscy w momencie odzyskali siły i humor. Rzeka ciągnie się kilometrami, a jej pokonywanie jest bardzo przyjemne. Progi, trawersy, niskie partie zapieraczkowe co chwilę urozmaicają naszą wędrówkę. Niestety po przejściu łącznie około 2km zawracamy żeby zdążyć do sklepu co i tak się nam nie udało. Nikt natomiast nie żałował i nawet spaghetti z tuńczykiem smakowało całkiem nieźle&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień 3 – Grotte Inferieure de Bury'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poranek po Francusku, czyli Croissanty czekoladowe, jabłkowe [ale bez rodzynek] i takie o smaku croissanta wyłącznie plus kawą dodały nam sił na drugą tym razem mniejszą akcję jaskiniową. Po leśnych poszukiwaniach odnaleźliśmy otwór jaskini, mały i ciasny jak zresztą cała jaskinia. Po kilku małych salkach rozpoczyna się meander szerokości 0,5-1m. Woda znacznie płytsza niż w Gournier. Pokonaliśmy ok 500m korytarza przedzielanego ciasnotami, zaciskami i wpinaczką sięgającą do ok 10m? nawet czołgając się i zanurzając po nos w wodzie by dojść do miejsca gdzie zmienia się trochę charakter jaskini. Bardzo wąski i jeszcze bardziej przewiewny ok 10m tunel po którym jest zjazd 30cm szczeliną pokonał mnie wychładzając znacznie i zdecydowałem się zawrócić w towarzystwie Mateusza. Jaskinia dla mnie osobiście trudna, podobno im dalej tym piękniej, szkoda że nie mogłem się o tym teraz przekonać, ale na pewno tam kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót na przyjazny kemping, wieczór w miłym towarzystwie Jean’a DonVinoble [3E za litr] oraz morderczo głodnych kaczek minął niestety bardzo szybko. Rano naturalnie croissanty i jazda do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękny teren, mnóstwo jaskiń i kanionów pod ręką, wprost zakochałem się w tym rejonie i chcę tam wrócić, i to RYCHŁO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Tadek, Basia, Artur, Tomek Szmatłoch, w niedzielę - &amp;lt;u&amp;gt;Damian &amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 08 2013}}&lt;br /&gt;
Wspinaczki starszych facetów w skałkach rzędkowickich. Pokonaliśmy kilka dróg V m. in. ''Słoneczny Trawers'' (zrobiliśmy ją w 3 krótkich wyciągach) i ''Filar Lechwora''. My do dróg podchodzimy &amp;quot;od strzału&amp;quot; szacując nasze możliwości dlatego rzadko używamy topo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/rzedkowice &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3519</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3519"/>
		<updated>2013-08-14T05:57:56Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie|Karol Jagoda, Damian Żmuda, Ania Bil, Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Niedzielne wspinaczki w dol. Wiercicy na północnej Jurze. Pogoda optymalna. Skała sucha. Na skałach &amp;quot;Biały Pies&amp;quot; i &amp;quot;Proxima Centauri&amp;quot; położonych w pięknym bukowym lesie każdy znajduje coś dla siebie. Padają drogi od V do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/sniezna-kurs-08.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerami po dolinkach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|10 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda na sobotę zapowiadała się deszczowo, ale nie mogłem wysiedzieć kolejnego weekendu w domu więc mimo porannej mżawki ruszamy w stronę Krakowa. Całą drogę deszcz nie ustępuje. Wycieczkę rozpoczynamy w Krzeszowicach i kierujemy się w stronę dol. Racławki. Dalej w górę dnem doliny do Racławic - bardzo malowniczy odcinek. Rzeka tworzy ciekawe meandry i co chwilę drewnianymi mostkami ścieżka przecina rzekę. Z Racławic kierujemy się na północ, aby przedostać się do dol. Eliaszówki. Niestety ślepo zawierzamy mapie, która wyprowadza nas wprost w pola kukurydzy. Przez pola musimy przedostać się z buta co zajmuje nam dużo czasu. W końcu natrafiamy na pole golfowe po którym miałem już okazję błądzić podczas szukania jaskini Racławickiej. Całemu zamieszaniu winne jest przeklęte pole golfowe, a właściwie to jego projektanci, którzy widocznie olali sprawę poprowadzenia szlaków pieszych i rowerowych innymi wariantami. Po walce z bujną jurajską dżunglą udaje nam się dostać do dol. Eliaszówki. Teraz już tylko szybki zjazd asfaltem przez Czerną do Krzeszowic. Wracamy przemoczeni, ubłoceni i mimo wszystko zadowoleni do Zabrza. Takim to sposobem zaliczyłem wszystkie podkrakowskie dolinki. Choć pojawił się pomysł żeby zjechać je wszystkie za jednym razem... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu clip: https://vimeo.com/72249805&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3508</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3508"/>
		<updated>2013-08-13T06:44:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Wielka Śnieżna|Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk|11 08 2013}}&lt;br /&gt;
Z jednodniowym przesunięciem (zw. na zapowiadane burze w górach) ruszamy na kursowy wyjazd do Wielkiej Śnieżnej. Ze śląska wyjeżdżamy w sobotę wieczorem, gdzie już po sobotnich deszczach nie było śladu, także dopiero po zmroku dojeżdżamy na bazę, tj. na Polanę Rogoźniczańską gdzie poznajemy elitę PZA i po małej kolacji idziemy spać. Ja niestety niedoszacowałem pogody (poprzednie 2 tyg. to 30~38 st upały) a tej nocy było nie więcej niż 10 st C i nad ranem zmarzłem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na akcję ruszamy z samego rana w niedziele by po ok 2,5h być pod otworem. Znalezienie samego otworu trwało może 10~15 min, także w porównaniu do poprzednich wyjazdów odbyło się to szybko :)&lt;br /&gt;
Celem akcji był suchy biwak. Do poręczowania było nas dwóch (ja z Krzyśkiem) i poza małymi incydentami iż lina okazywała się np. o ~2m za krótka poszło nam gładko, choć zajęło nam to prawie 4h. W jaskini dosyć sucho (jedynie na płytowcach woda zmoczyła nam linę). Na Lodospadzie wg. bardziej doświadczonych kolegów lodu było mało, także przydały się taśmy do poręczowania. Dla potomnych napiszę, iż szkic techniczny z 1992 nie uwzględnia wielu batinoxów które są po drodze, także trzeba  conajmniej 5~7 karabinków więcej niż to wynika ze szkicu. 54m lina na płytowcu I to także za krótki odcinek o jakieś 4~5m. Na Wielką Studnię zw. na 2 przepinki po drodze 80m to tak bardzo &amp;quot;na styk&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót okazał się szybszy bo po ok 3,5 byliśmy już na powierzchni...a przynajmniej 3 z nas :) Osoba deporęczująca miała małe problemy z Lodospadem i Rurą, co przełożyło się na prawie godzinne czekanie na nią pod otworem. Na szczęście wszystko skończyło się pomyślnie i krótko po 20:00 ruszyliśmy do auta. Próg pokonaliśmy jeszcze przy naturalnym świetle i czołówki wyciągnęliśmy dopiero przed Wielką Polaną. Do auta dotarliśmy o 22, a w domu byliśmy przed 1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Wielkich Jeziorach Mazurskich|Piotr Górski (Żeglarski Klub Turytyczny &amp;quot;Klar&amp;quot; Zabrze), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Barbara Borowiec (os. tow.)|27 07 - 10 08 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Być może to nic ekstremalnego ale odbyliśmy ciekawy rejs na jachcie „Perła” (klasa: Tango 780 S) z Rynu  a potem od Węgorzewa na północy  po Pisz na południu a dokładnie na trasie: jezioro Ryńskie (start z Rynu) – j. Tałty – Tałtowisko – Szymonieckie – Jagodne – Boczne – Niegocin – Tajty – Kisajno – Dargin – Mamry – rzeką i kanałem Węgorapy do Węgorzewa, dalej znów Mamry – (zwiedzanie bunkrów poniemieckich w okolicach kanału Mazurskiego) – Święcajty – Stręgiel (bardzo piękne jezioro, mało uczeszczane) – Święcajty – Mamry – Dargin – Łabap – Dobskie – Kisajno – Niegocin – Boczne – Jagodne dalej kanałami na Tałty – Mikołajskie – Śniardwy – Seksty – kanał Jegliński – Roś – powrót tą samą drogą na Mikołajskie – Bełdany (zmienne wiatry) – Mikołajskie – Tałty – Ryn.. W drugim dniu rejsu pomagaliśmy postawić maszt kobiecej załodze. W tym samym dniu przy pierwszym większym powiewie złamała się płetwa sterowa, którą naprawiliśmy (a właściwie kupiliśmy nową) w Giżycku. Pogoda dopisała nam idealnie. Przewaga korzystnych wiatrów pozwalała robić niezłe przebiegi. Na noc w większości przypadków zatrzymywaliśmy się w uroczych miejscach na brzegach i tylko kilka razy w marinach. Łódka spisała się bardzo dzielnie, podobnie załoga. Wieczory by nie powiedzieć noce Piotr urozmaicał szantami grając na gitarze. Dwa tygodnie mieliśmy okazje żeglować po wspaniałych akwenach i podziwiać piękną przyrodę.  Szczególne podziękowania dla Piotra Górskiego za zorganizowanie całego rejsu. W klubie jest kilku żeglarzy więc dla zainteresowanych szerszy opis w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Rejs_-_Wielkie_Jeziora_Mazurskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FRejsWJM&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - I cóż, że ze Szwecji...|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Emma Lundh, Erik Pott i Per Fredriksson|03 - 08 08 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji kongresu w Brnie odwiedzili nas znajomi ze Sveriges Speleologförbund, szwedzkiej federacji jaskiniowej. W piątek, przez Sztokholm i Kraków, do Katowic dotarł Per. Po długiej podróży, zaproponowaliśmy mu wyjście na kawę i wizytę na ściance wspinaczkowej na MOSiRze. W sobotę w trójkę wspinaliśmy się trochę na Górze Birów, aby następnie popływać chwilę na Pogorii i przejąć z dworca w Katowicach Emmę i Erika, którzy dotarli pociągiem z Brna. Pojechaliśmy do Zakopanego i zakwaterowaliśmy się na Polanie Rogoźniczańskiej, która zresztą pozytywnie zaskoczyła naszych gości wysokim standardem noclegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odwiedziliśmy '''Jaskinię Czarną''', do jeziorka Szmaragdowego. Poniedziałek to '''Wielka Śnieżna''' i Suchy Biwak. We wtorek odespaliśmy i odpoczęliśmy w Zakopanem i nad Jeziorem Orawskim. W tym samym dniu, Ola z przyczyn zawodowych musiała wrócić do domu. Środa upłynęła pod znakiem przygody w '''Ptasiej Studni''' (do Kaskad) i zjazdu Progiem Mułowym. W czwartek przejechaliśmy do Krakowa i zwiedziliśmy trasę turystyczną w Wieliczce i Rynek Główny. Nasi goście zostali na noc w Krakowie, aby następnie w piątek rano wrócić przez Sztokholm do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały pobyt w Tatrach towarzyszyła nam piękna pogoda, momentami trudna do wytrzymania. Choć ruch turystyczny na szlakach był duży, w jaskiniach nie spotkaliśmy nikogo. Przygotowaliśmy naszych gości zawczasu, ostrzegając ich, że podejścia są długie a jaskinie surowe. Rzeczywiście, pod górę męczyli się bardzo, ale doceniali też piękne widoki. Przy zjeździe do Ptasiej Erik stwierdził, że w sumie to jaskinia jest mu już obojętna, bo sceneria sama w sobie była warta tej wycieczki. Emmie, jako biologowi, szczególnie podobały się kwiatki na podejściach. W jaskiniach największe wrażenie zrobiła Wielka Studnia, Wodociąg i Studnia Wlotowa w Ptasiej. Najgorzej wypadł bodaj spacer na Krupówki. My, jako gospodarze, też bawiliśmy się dobrze. Miło było odwiedzić &amp;quot;klasyki&amp;quot; w dobrym towarzystwie. Problem tylko w tym, że po pięciu dniach mój angielski całkowicie się zużył i przełączyłem się chyba na sam tylko czas teraźniejszy prosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jako suwenir z Polski, Szwedzi otrzymali Licencje TPN na uprawianie taternictwa jaskiniowego w Parku (podziękowania dla B. Chlipały za szybkie załatwienie tematu). W Szwecji nie ma odpowiednika karty taternika i nie trzeba się nigdzie rejestrować idąc do jaskini. Wobec tego, z takim dokumentem, koleżanki i koledzy nareszcie mogli poczuć się profesjonalnymi grotołazami :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chorzów - Bieg dla Słonia|Aleksandra Golicz, Mateusz Górowski, Michał Wyciślik oraz ponad 1000 innych biegaczy|07 08 2013}}&lt;br /&gt;
Udział w biegu dla upamiętnienia Artura Hajzera.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Galeria Gankowa|Damian Żmuda, Kasia, Ania, Adam(os. tow)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 04 08 2013}}&lt;br /&gt;
Pogoda przez cały tydzień była idealna i o dziwo utrzymała się także przez weekend – prawdziwy cud.  Grzechem byłoby nie zrobić jakieś fajnej drogi. Wybór pada na Orłowskiego (VI-) na Galerii Gankowej. ,,Klasyk klasyków’’ takim mianem określa się tą drogę , w 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Niestety nie ma róży bez kolców, podejście ciągnie się w nieskończoność. Orłowski to  piękna droga, o wyrównanych trudnościach, biegnąca pionową ścianą, wymagająca wspinania na każdym wyciągu (nie ma odcinków po pastwiskach). Jedna rzecz, którą warto podkreślić to data poprowadzenia drogi 1939r. jest to coś niesamowitego, że  przed wojną na ówczesnym sprzęcie ktoś był wstanie zrobić tą drogę klasycznie!!!  Droga zajęła nam około 5,5h, ale atrakcje się nie skończyły tak szybko, zejście  do doliny Ciężkiej jest przygodą samą w sobie:). Podczas kiedy razem z Damianem  działaliśmy w ścianie, reszta ekipy prowadziła heroiczną walkę z wielkim piargiem opadającym z przełęczy Waga. Niestety ambitny pomysł wejścia tą drogą na Rysy się nie powiódł, tak wiec wszyscy wracamy w wielkim upale tą samą drogą na Łysą Polanę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie – Łomnica i Osterwa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i Ania Bil - turystycznie|27 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nad moim górskim wspinaniem ciąży jakieś fatum. Fakt niepodważalny. Zeszły rok złamana noga, tuż przed wyjazdem na „wielkie alpejskie łojenie”. Teraz nieoczekiwana zmiana pracy i cały letni urlop wyparowuje jak siły przed kluczowym przechwytem. „Powalczymy w Tatrach, pocieszamy się z Karolem”. Od początku sezonu  tak się pocieszamy, tymczasem pogoda do znudzenia powtarza to samo zagranie: cały tydzień lampa, wymarzone warunki do wbijania się, w najdłuższe nawet drogi i wzorcowe załamanie w sobotę. Narasta nerwowość. Wreszcie zwrot akcji, prognozy wręcz nierealnie optymistyczne, web kamery pokazują piękne panoramy Tatr. Plany gotowe już od dawna – zachodnia ściana Łomnicy, Hokejka. Jako uzupełnienie Karol proponuje Osterwę, droga Dieski. Czyli 2 drogi siódemkowe, a ja od 2 lat nie dotknąłem podwójnej liny… rozsądni nie uprawiają tego sportu. W piątek Ania podejmuje szybką decyzję i dołącza do teamu jako wsparcie naziemne :)&lt;br /&gt;
Logistykę dopasowujemy do wieku uczestników, znaczy wjazd kolejką najwyżej jak się da (Jak to, nie obejmuje nas zniżka dla seniorów? Skandal!). Z Łomnickiego ramienia zejście emocjonującą „feratką” pod ścianę. Zgodnie z dewizą „braki kondycyjne nadrabiamy brakiem mózgu” nie zakładamy uprzęży na zejście po ubezpieczonej ścieżce, dzięki czemu wyprzedzamy pozostałe zespoły podchodzące pod ścianę. Wyścig okazuję się zresztą zupełnie zbędny, żaden z zespołów nie wybiera się na naszą drogę. Ustalamy taktykę tylko jednej zmiany na prowadzeniu – spora oszczędność czasu w porównaniu do zmiany prowadzącego po każdym wyciągu. Pierwsza, łatwiejsza połowa drogi (do hokeja) ja, dalej Karol. Moją część odebrałem, jako bardzo przyjemne wspinanie, niebanalne, w dużej ekspozycji i akceptowalnych trudnościach. Słynny trawers „przez krzyż” czujny ale dla mnie raczej prosty. Za to wielki podziw dla autorów drogi za wyszukanie tej linii w ścianie. Gdyby nie przelot przy starcie w trawers absolutnie nie przyszłoby mi do głowy, że to tu. Podczas wspinania na drodze obok spada wantę wielkości małego samochodu. Skała rozpryskuje się z potwornym hukiem odbijając się od ściany. Lawinka rozpędzonych głazów przelatuje drogą naszego podejścia. Zespół który był poniżej na drodze obrywa niewielkimi odłamkami, na szczęście bez konsekwencji ale jeden z chłopaków pokazuje nam później swój kask z głęboko wbitym w skorupę niewielkim kamieniem…&lt;br /&gt;
Zmiana na prowadzeniu i natychmiast zmienia się charakter drogi. Wyjście z hokeja – sięgniecie do wysokiego chwytu nad przewieszką, wypuszczenie nóg… Karol robi to gładko, ja z wyważającym plecakiem już nie. Nie udaje się sięgnąć klamy, pierwsza porażka. Po bloku jakoś gramolę się już do góry. W międzyczasie zapowiadana idealna lampa zmienia się w aurę typową dla tych gór – nadciągnęła cwangla, zaczyna się jakaś mżawka… świetny moment - dwa górne wyciągi stanowią odwodnienie szczytowego kolektora wodnego. Przed nami kluczowy wyciąg – lekko przewieszona rysa, jeszcze sucha… Karol atakuje, asekuracja komfortowa jak na sportowej drodze, mnóstwo haków, swoich punktów nie trzeba osadzać wcale. Obserwuję prowadzącego, wstawia się, cofa, kombinuje, wbija jeszcze raz… i odpada. Ups, takie trudności to on powinien robić przez sen… Druga wstawka, rozważnie ale ze sprężem. I lot. O, k…., co tam się dzieje? Po dłuższym odpoczynku na bloku wreszcie przechodzi rysę. Ja po tym pokazie nie mam wielkiej wiary w swoje szanse, szczególnie z uwagi na plecak. Odpadam po mało przekonującej walce i azeruję przez trudności. Jakie to upokarzające… Oceniamy, że w skałach miałby ten fragment VI.1+. Ostatnia długość liny i z pionowej ściany, z kwaśnymi minami, wychodzimy wprost  pomiędzy kelnera w garniturze i tłumek ciekawskich turystów, którzy wjechali na szczyt kolejką. Abstrakcja. Pogoda nawet poprawia się i możemy powzdychać patrząc na imponujące ściany Wideł czy Kieżmarskiego.&lt;br /&gt;
Podsumowując – fantastyczna ściana, droga najpiękniejsza, być może, jaką robiłem w Tatrach. Eksponowana na całej długości  i wymagająca, miejscami bardzo. Obowiązkowo do zrobienia, pod warunkiem jednak, że pewnie czujecie się w trudnościach VI.2 OS. Zejście ze szczytu kopczykowaną ścieżką z ubezpieczeniami (łańcuchy itp.) Ubezpieczenia miejscami niekompletne, ostrożnie w przypadku mokrej skały. Tymczasem Ania robi samotnie długą, ładną trasę po górach. Zadowoloną odnajdujemy w Starym Smokowcu. Czas na niezasłużone piwo i kolację (pierogi z bryndzą). Ciepła noc, na komfortowym zestawie karimata + materacyk mija zaskakująco szybko. Pobudka: 5:00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dieska-Halas-Marek, VII-, zachodnia ściana Osterwy&lt;br /&gt;
Mimo, że wybieramy się na drogę krótką (5 wyciągów) i z wyjątkowo szybkim podejściem to i tak Karol wymusza na nas nieludzko wczesną pobudkę i wyjście. Zależy mu na wczesnym powrocie do domu. Okazało się, że bardzo dobrze… ale nie uprzedzajmy. Podejście z parkingu Popradzkie Pleso via symboliczny cmentarz ofiar gór. Żeby po wczorajszej porażce na Łomnicy podchodzić pod kolejną siódemkę wzdłuż długich rzędów tablic z nazwiskami, datami i nazwami ścian – trzeba mieć mocną psychę albo niskie IQ. Po wczorajszych doświadczeniach mocno redukujemy wagę plecaka, nie biorąc w ścianę butów na zejście – zjedziemy. Pierwszy, prosty wyciąg doprowadza do luksusowego stanowiska przy uschniętej limbie - jest siedzisko z oparciem :) Dalej wygląda łatwo a nie jest. Wiemy już, że widok linii haków, niemal co metr nie wróży łatwej cyfry. Faktycznie, przewinięcie z zacięcia na filarek syte i techniczne. Trudność trzyma, kolejny szóstkowy wyciąg doprowadza do stanowiska pod kluczowym zacięciem . Wygląda imponująco – geometrycznie proste, o gładkich, pionowych ścianach. Wewnątrz rysa na cama nr 3. Jakieś 10m do przejścia dilferem, w 2/3 wysokości stały ring. Karol prowadzi, przy początku zacięcia, jeszcze z wygodnej pozycji zakłada frienda, sięgając daleko do rysy. Wchodzi w dilfera, widać, że jest przesztywniony, w obawie przed zbułowaniem się nie zakłada więcej przelotów, aż do ringa, tymczasem niedokładnie założony friend wypadł. Dysząc ciężko wpina się w niego, po czym dziwnie nerwowymi ruchami wychodzi ponad zacięcie, w łatwiejszy teren. Gdyby poleciał przed wpięciem horska sluzba miałaby co robić. Idę na drugiego. Okazuje się, że dilfer, z początku nawet przyjemny, pod koniec staje się mocno problematyczny. Rozchodząc się, rysa przestaje być pewnym chwytem. Zacięcie skutecznie wypluwa. Po raz kolejny na wyjeździe wiszę na linie konstatując cierpko brak formy. Już wiem, skąd nerwowe ruchy Karola na prowadzeniu. Jeszcze prosty trawers i kończymy drogę. W przewidywanym miejscu nie udaje się trafić na stanowiska zjazdowe i ostatecznie musimy schodzić w butkach wspinaczkowych – pokuta. Wspinanie zajęło nam 2,5h, kończymy zanim ściana znalazła się w słońcu – na szczęście. Rekordowe upały nie omijają gór. Jednakże w Tatrach muszą wzbudzać podejrzenia. Około 13tej gwałtownie zaczynają zbierać się burzowe chmury. Zdążyliśmy akurat wrócić do samochodu kiedy zaczyna się solidna ulewa. Myślimy o tych, którzy w tej chwili są w ścianie Łomnicy… górne wyciągi Hokejki w takich warunkach zmieniają się w regularny wodospad. Hmmm. a to najładniejszy weekend w tatrach od początku sezonu. &lt;br /&gt;
Pisząc to oglądam meteo na sobotę i niedzielę. Uśmiechnięte słoneczko na prognozach budzi złe przeczucia. Moje fatum pewnie też się uśmiecha. Drwiąco.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY - Brno - ICS 2013|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 28 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 21. - 28.07.2013 miał miejsce 16. Międzynarodowy Kongres Speleologii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kongresy odbywają się co cztery lata. Poprzedni był w USA, zaś następny będzie w Australii. Zasadniczym wydarzeniem w zorganizowanej części kongresu były referaty, które przez pięć dni prezentowane były równolegle w kilku salach. Wszystkie wystąpienia były ograniczone do 20 minut, a ich treść była przeznaczona zarówno dla naukowców zajmujących się jaskinami (sesje ogólne oraz bloki poświęcone: speleogenezie, biologii, rekonstrukcji paleoklimatu, archeologii, paleontologii, jaskiniom niekrasowym oraz sztucznym), jak również dla osób po prostu na poważnie chodzących po jaskiniach (oblegany blok o eksploracji w różnych rejonach świata, pomiary i mapy jaskiń, historia speleologii, ochrona jaskiń).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach kongresu odbyły się wycieczki do okolicznych jaskiń Morawskiego Krasu. Były także wystawy fotografii, plakatów (naukowych, ale także o eksploracji), planów jaskiń, sztuki inspirowanej jaskiniami. Była SpeleoOlimpiada (najlepszy wynik na zacisku: mężczyźni 15 cm, kobiety 14 cm). Były pokazy filmów, pokazy 3D. Były spotkania różnych komisji roboczych, a także spotkania ad-hoc. Było walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej (UIS). Nie sposób było uczestniczyć we wszystkich tych wydarzeniach. Trzeba było ograniczać się i wybierać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście, to nie wydarzenia były najważniejsze. Przede wszystkim, na kongresie było 1100 grotołazów i speleologów z całego świata, z którymi można było porozmawiać, wyjść na miasto, umówić się na akcję w jaskini, na eksplorację, na współpracę naukową, albo po prostu na kontakt w przyszłości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, niezwykle ciekawa była prezentacja anglików o ręcznym skanowaniu laserowym przy użyciu urządzenia przypominającego wyglądem i sposobem użycia kropidło do święceń. Poza tym, dowiedziałem się nieco o stanie prac nad nową wersją przyrządu DistoX. Wszystko to miało miejsce w trakcie nieformalnych części kongresu. Z grotołazami brytyjskimi rozmawiałem o możliwości stworzenia wspólnego formatu przechowywania danych o jaskiniach. Wspólnie na Komisji Informatyki kontestowaliśmy pracę jak na razie wykonaną w tym zakresie w ramach UIS. Odbyło się też krótkie spotkanie koordynacyjne dotyczące wypraw Hong Meigui w Chiny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w sytuacji o tyle dogodnej, że uczestnictwo w kongresie było częścią naszych wakacji a nie pracy. Wobec tego, zrobiliśmy sobie dodatkowe dwa dni przerwy. W ich trakcie, wspinaliśmy się nieco na skałkach w Morawskim Krasie, pływaliśmy w Brneńskiej Rivierze, a także kajakiem na jeziorach Nove Mlyny. Poszliśmy też zobaczyć jaskinię Katerzyńską i Punkiewną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 - 20 07 2013}}&lt;br /&gt;
W dniach 30.06 - 20.07.2013 odbyła się kolejna wyprawa Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Hoher Göll.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku, bazę wyprawy stanowiła tzw. Zakrystia - nyża skalna pośrodku ściany na wysokości ok. 1800 m. Działalność wyprawy koncentrowała się na dwóch obiektach: Gruberhornhöhle (1336/29) oraz Gamsstieghöhle (1336/48). Obydwie te jaskinie zostały odkryte przez grotołazów austriackich w latach '60. Poszukiwaliśmy w nich nowych możliwości, ale najbardziej interesowała nas perspektywa połączenia Gruberhornhöhle z systemem jaskiniowym Hochscharte - którym to zajmowaliśmy się przez ostatnie kilkanaście lat. Brakuje w linii prostej może 30, a może 80 m - wszystko zależy od tego, jak spojrzeć na pomiary, które prowadzone były przez kilka pokoleń i paroma różnymi generacjami sprzętu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Oaza (ok. -550 m) założyliśmy biwak, podobnie jak miało to miejsce przeszło 40 lat temu. Udało się nam zlokalizować jedno interesujące miejsce z przewiewem. Po przekopaniu ciasnego przełazu, odkryliśmy ok. 120 metrów korytarzy, generalnie zmierzających w dobrym kierunku, ale cały czas nie łączących się z Kammerschartenhöhle. Na szczęście, ich kontynuacja nie jest całkowicie wykluczona. Zbadaliśmy również w jaskini kilka problemów pozostawionych &amp;quot;w starych czasach&amp;quot;. Około 20-metrową wspinaczką do okna osiągnęliśmy zupełnie nową Salę Moniki o wymiarach ok. 18 x 40 x 30 m (sz x dł x wys), niestety przechodzącą w ślepą studnię. Wahadło do innego okna doprowadziło nas za to do Sali Groszka i 45-metrowej studni z mokrą odnogą, ciągle jeszcze czekającą na sprawdzenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najciekawsze odkrycia wyprawy miały jednak miejsce w Gamsstieghöhle. Tam, na głębokości ok. -110 m odkrywcy jaskini pozostawili niesprawdzony, wiejący meander. Ciasna, 85-metrowej długości &amp;quot;Zemsta Klappachera&amp;quot; doprowadziła nad 52-metrowej głębokości studnię o średnicy ok. 4 - 6 m. Z jej dna, będącego zawaliskiem osadzonym na zaklinowanych w meandrze blokach, prowadzi zjazd do kolejnej, obszernej próżni, której nie zdążyliśmy już zaporęczować. Cały czas wieje mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkie jaskinie musieliśmy zaporęczować od nowa, w zdecydowanej większości przypadków osadzając nowe punkty asekuracyjne. Ogółem, wykorzystaliśmy na wyprawie ok. 1.4 km liny oraz ok. 120 kotew. Samo dojście do Gamsstieghöhle po powierzchni wymagało rozwieszenia ok. 150 m poręczówek. Dojście na bazę wyprawy jest jeszcze bardziej wymagające, niż na nasz poprzedni obóz na Hochscharte. Transport sprzętu oraz uczestników na początku wyprawy odbył się przy wykorzystaniu śmigłowca. Gdyby nie to, wspominiane odkrycia nie byłyby możliwe w ciągu 3 tygodni trwania wyprawy, przy tak nielicznym i malejącym z tygodnia na tydzień składzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie trwania wyprawy odkryto oraz skartowano łącznie 587 m korytarzy. Udział wzięli: Piotr Stelmach, Amadeusz Lisiecki, Michał Macioszczyk, Marcin Gorzelańczyk, Jakub Kujawski z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego; Mateusz Golicz (kierownik wyprawy) i Michał Wyciślik z RKG &amp;quot;Nocek&amp;quot;; Tomasz Olczak ze Speleoklubu Łódzkiego; Paweł Mazurek z Sekcji Grotołazów Wrocław; Kazimierz Szych ze Speleoklubu Tatrzańskiego; Miłosz Dryjański z KKS. W transporcie sprzętu pomiędzy obozami pomogli także bezpośrednio przed wyprawą Mirosław Latacz i Agata Maślanka z AKG AGH, za co serdecznie dziękujemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękujemy PZA za wsparcie finansowe, Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za pomoc organizacyjną, a także firmom FIXE oraz Lanex za udzielenie korzystnych rabatów na sprzęt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mieliśmy jechać  w Tatry, ale niestety znowu pogoda wybiła nam ten  pomysł z głowy. Od początku roku nie było weekendu z pewną pogodą… Plan awaryjny – wspin na jurze, rejon ponownie wybrał Damian. Pogoda nieomal idealna, nie za ciepło nie za zimno po prostu pełen komfort. Na Łabajowej jak zwykle tłok, ale dało się wspinać. W ramach rozgrzewki przed Tatrami zrobiliśmy : Kąpiele błotne(VI+), Świadectwo Minionych Wieków (VI.1+/2) - polecam,  Obladi- Oblada (VI.2+) - klasyk, Nówka Stefana (VI.3+) - nowa droga,mocno przewieszona,wspinanie po klamach, Przaśny Chleb (VI.2+) - mimo,że płyta fajne wspinanie.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - jaskinia Oblica (spotkanie eksploratorów jaskiń beskidzkich)|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (SBB), Jerzy Pukowski (SBB), Kazimierz Piekarczyk (SBB), Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Tomasz Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Paweł Franczak - Koło Geograficzne Uniwersytetu  Jagiellońskiego, Józef Figura - Tygodnik Podhalański, Marcin Rudecki (os. tow.), Jerzy Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Małgorzata Marszałek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Bogdan Szatkowski - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Dorota Cichowska-Mleczek - Stowarzyszenie Speleoklub Beskidzki, Piotr Krzywda - Studenckie Koło Przewodników Górskich, Zofia Gutek|21 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy się przy jaskini. Podział na dwie grupy i akcja w dziurze. Dotarliśmy do dna gdzie wpisaliśmy  się do zeszytu. W drodze powrotnej zwiedziliśmy boczny ciąg. Jaskinia jak na Beskidy niezbyt ciasna z kilkoma większymi salami. Potem udajemy się do ciekawego przełomu Skawicy. Ja z Jurkiem nawet trochę pływamy. Następnie jedziemy do wodospadu na Mosiornym Potoku. Wychodzimy jeszcze na szczyt Mosiornego Gronia skąd roztacza się fajny widok na Babią oraz Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FOblica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - klubowy spływ kajakowy Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Henryk Tomanek oraz os. tow. - Gabriela Mann, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec|14 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Klubowy spływ odbył się na rzece Wiercica od Sygontki do Garnka. Sama Wiercica wywierzyskami Zygmunta i Elżbiety bierze swój początek w Złotym Potoku. Uchodzi 30 km dalej do Warty. My zaczynamy na rzece Kozyra w Sygontce by wkrótce w miejscowości Julianka płynąć już bardzo czystymi wodami Wiercicy. W Zalesicach są stawy hodowlane a kuriozalne jest to, że nie wolno płynąć rzeką wzdłuż stawów. 300 metrów ciągniemy kajaki przez chaszcze aby obejść owe stawy pokonując po drodze kilka rowów melioracyjnych (kajaka używamy jako kładki). Rzeka jest czysta i piękna. Spływ jest ciekawy. Nie obyło się bez wywrotki (Basia B. z Jankiem). Potem są jeszcze 2 przenoski i docieramy do Przyrowa. Stąd 6 osób jedzie już do domu a do końca płynie Damian, Teresa, Heniek i Gabrysia. Dalej znowu stawy hodowlane. Kajaki przewozimy do Smykowa i stąd już bez przenosek za to przez kilka progów (2 pokonuje się rozpędem) docieramy do rzeki Warty na wysokości miejscowości Garnek. Bardzo fajny spływ, pogoda dopisała w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FWiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina(WKTJ),Damian Żmuda,Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Ania Bil i Sławek|6-7 07 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd w sobotę rano. Damian przez długi czas nie może uwierzyć że Wojtek jedzie z nami - pogłoski o jego przedwczesnej emeryturze wspinaczkowej okazały się nieprawdziwe. Zaczynamy wspin na Jastrzębiej Turni, gdzie Damianowi i Paulinie udaje się zrobić Mandale Życia(VI.2) czym Paulina poprawia swoją życiówkę. Wojtek jako że jeszcze nigdy nie był  w Sokolikach, intensywnie zapoznawał się ze specyfiką wspinania w granicie, ja natomiast pilnowałem, aby reszta ekipy miała czas na podziwianie pięknych widoków. Starannie i bez zbędnego pośpiechu patentując sąsiednią drogę, niestety bez sukcesu. Wieczorem dojeżdża do nas Ania ze Sławkiem, spędzamy więc sobotni wieczór przy ognisku w doborowym towarzystwie. Rano (godzina 7.16) budzi wszystkich Ania (serio!!!!), która nie potrafi doczekać się wspinu. Wspinamy się w rejonie Baby, gdzie prowadzimy Kurtykówkę(VI), Małpia Ściankę (VI.1) oraz Trójkę (VI.2+).  Jedna istotna uwaga na koniec - Sokoliki to idealny rejon na upały, panuje tu specyficzny mikroklimat, który pozwala na komfortowy wspin nawet przy wysokich temperaturach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ Małą Panwią|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i osoby towarzyszące|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Spływamy bardzo krótkim odcinkiem Małej Panwi.&lt;br /&gt;
Wrażenia:&lt;br /&gt;
- piękne lasy,&lt;br /&gt;
- brązowa woda,&lt;br /&gt;
- komary w ilościach niewyobrażalnych!!!&lt;br /&gt;
Wyglądam jakbym był chory na jakąś zakaźną chorobę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - góra Damiak i okolice|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|07 07 2013}}&lt;br /&gt;
Jako cel obraliśmy rozeznanie terenu w pobliżu góry Damiak (okolice Gorzkowa Starego). Teren trochę zdemolowany po ostatniej nawałnicy. Skałki wspinaczkowo nie godne uwagi. Ogólnie jednak teren piękny. Po deszczach straszna plaga komarów (w związku z tym marszruta przeradza się w ucieczkę). Trochę na przełaj, trochę ścieżkami zataczamy koło i wracamy do punktu wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć (nie tylko z tego wyjazdu): http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2013/Start-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Już w sobotę wieczorem jesteśmy w Krakowie, więc korzystając z okazji wybieramy się w niedzielę na wspinanie. Wspinamy się na dobrze już znanej Łabajowej. Padają kolejne klasyki m.in. Lewa Ręka w Ciemności za VI.1 czy Przaśny chleb za VI.2+. Z ostatnią wyceną pozwolę się nie zgodzić, chyba nie jest tak trudna. Wspomniane drogi są wyjątkowej urody - bardzo estetyczne wspinanie, naprawdę warto spróbować. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - MTB|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|30 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dość ciekawy szlak rowerowy na trasie: Węgierska Górka (bunkry) - Cięcina - Magura (925) - stacja turystyczna Słowianka - Żabnica - Węgierska Górka. Szlak miejscami wymagający, dużo błota. Pogoda niezbyt (chwilami padało). Fajny zjazd z Słowianki do Żabnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Psia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW)|23 06 2013}}&lt;br /&gt;
Kontrola jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Wiercicy|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Powspinaliśmy się na dwóch skałach: trochę dłużej na Proxime Centauri oraz krótko na Diabelskich Mostach. Komary nie dawały żyć. Akcję zakończyliśmy grillem (bez komarów) nad Porajem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ pontonowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia i Justyna (osoby tow.)|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Dokonano spływu pontonem rzeką Ruda od zalewu Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Dziewczyny w połowie dystansu zmieniały środek lokomocji z pontonu na rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Nad Dachem|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch|22 06 2013}}&lt;br /&gt;
Koszmarnie długie a czasem wnerwiające dojście. Do jaskini dotarliśmy zjazdem od góry. Akcja załamała się już na pierwszym zacisku. Nad pierwszą studnią las lodowych stalaktytów (aby przedostać się dalej część z nich trzeba było strącić). Nasze gabaryty trochę zniechęciły nas do dalszych prób. Mimo wszystko wyjazd wypruł z nas wiele sił. Cały sprzęt do dziury rozłożony tylko na dwie osoby. Po drodze urozmaicone warunki pogodowe: piękne słońce, burza, na wychodzeniu ścianą zlewa z gradem, gęsta mgła i znów słońce. W każdym razie na dole czuliśmy wszystkie mięśnie jak po sytej akcji. Po ostatniej śnieżnej zimie warto chyba do tego systemu pójść ciut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki: wspin|Paulina,Dorota, Michał(WKTJ),Piotrek (os.tow.)Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|15-16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Misja odzyskania auta nieco się przedłużyła:). Fala kulminacyjna w Decinie miała prawie 11m wysokości, normalny poziom wody w Łabie wynosi 3m, a przy poziomie 4m droga dojazdowa do miejscowości Dolni Żleb zostaje zalana. Po szybkich obliczeniach wychodzi,  że na drodze 6 czerwca  było 7m wody!!!. Tak więc przez 2 tygodnie z wielką uwagą śledziliśmy poziom wody. Plan wstępny był taki żeby w piątek odebrać auto, niestety poziom Łaby był o 0,5m za wysoki. Tak więc zdecydowaliśmy się na wspin sobotni w Sokołach, a wieczorem podjechać już w okrojonym składzie po auto. Na miejsce dotarliśmy po 24.00, okazało się że droga jest nadal zamknięta. Nie dając za wygraną sprawdzamy sami czy da się przejechać, na szczęście okazało się że na droga jest zalana tylko w kilku miejscach (a nie na odcinku 2km), a głębokość wody nie przekracza poziomu rury wydechowej czerwonego Ferrari którym ruszyliśmy na misję ratunkową. Właściciel baru pod którym zostawiliśmy auto nie wierzył że przejechaliśmy drogą asfaltową(dojazd do wioski przez 2 tygodnie był możliwy jedynie drogą terenową prowadzącą przez góry), wiec przypuszczam że jako pierwsi przejechaliśmy ten odcinek autem (ślady jazdy rowerem widzieliśmy po drodze). W drodze powrotnej przyjrzeliśmy się  jaki był poziom wody, faktycznie różnego typu zabrudzenia i trawy były  widoczne do wysokości 7m  na kratowym słupie wysokiego napięcia, po prostu strach się bać!!! W niedziele z samego rana wracamy w Sokoliki, gdzie budzimy resztę ekipy aby nieco się jeszcze powspinać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Jakubina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.), Paweł Berg (os. tow.), Wojciech Jajko (os. tow.), Anna Kempna (os. tow.)|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z dol. Chochołowskiej przez Trzydniowiański, Kończysty, Jarząbczy na Raczkową Czubę (2194) po stronie słowackiej (szczyt też ma nazwę Jakubina). Zejście przez Jarząbczą dolinę do Chochołowskiej. Cały dzień dobra pogoda. Ludzi na tym szlaku bardzo mało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w dol. Kobylańskiej| Pacyfa, Marcin, Sławek, Ania, Sebastian, Ala, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Cały dzień wspinamy w dol. Kobylańskiej. Ze względu na duchotę nie szalejemy z wycenami:)&lt;br /&gt;
Z Alą odwiedzamy jeszcze wąwóz Podskalański w okolicach Tomaszowic z jaskinią Borsuczą (zalane wejście) i Wielką Skałą.&lt;br /&gt;
Wracamy przez Olkusz - bardzo długi korek za Sławkowem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: śladami Witolda Henryka|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 - 16 06 2013}}&lt;br /&gt;
Ze szlaku na Krywań wchodzimy do Suchej Doliny Ważeckiej. Stamtąd na Niewcyrską Przełęcz (2270), do Doliny Niewcyrka (nocleg) a następnie przez Dolinę Koprową do Trzech Studniczek i z powrotem do samochodu. Pogoda dopisała. Było jakoś dziwnie duszno, ale na głowy nie spadła nam ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że wyczerpujący tydzień w pracy odbił się na tempie naszego poruszania się. W każdym razie, w pewnym sensie udało się nam wypocząć. W niedzielę dodatkowo przypomnieliśmy sobie smak słowackiej kuchni. Na drogach wielki ścisk. Jak tylko zobaczyliśmy kolejkę do bramek w Balicach, to natychmiast skręciliśmy na Olkusz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: Peak District - spacery po rejonie Dark Peak| &amp;lt;u&amp;gt;Aleksandra&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojciech i Zosia Rymarczyk |03 - 14 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z gościnności mojej siostry i jej domowników spędziliśmy urlop w Tintwistle – małej miejscowości położonej w północnej części Anglii (ok. 30 km na wschód od Manchesteru), u samych stóp Gór Pennińskich, tuż przy granicy z parkiem narodowym Peak District. Pogoda nas zaskoczyła i oprócz jednego dnia typowo angielskiej pogody mieliśmy aż 10 dni słońca i to jakiego – wróciliśmy spaleni!!! tym samym prawdopodobnie wykorzystaliśmy tegoroczny limit pogodowy dla tego rejonu (jeśli nie dla całych wysp)!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Peak District jest najstarszym parkiem narodowym w Wielkiej Brytanii i wg niektórych źródeł najczęściej odwiedzanym. Jednak nie odczuliśmy tego zupełnie. Przestrzeń, pustka i wiatr – to chyba określenia najlepiej oddające charakter tego miejsca. I podobno mgła (nie dane nam jednak było się o tym przekonać), z powodu której w czasie II wojny rozbijały się wojskowe samoloty, których wraki znajdowane są do dziś.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na nasze możliwości teren okazał się idealny. Poza mniejszymi spacerkami po okolicznych wrzosowiskach, polach, łąkach, wśród baranów, owiec, krów, gęsi (ścieżki turystyczne prowadzą tam prawie zawsze przez czyjeś pole – i nikt nie robi żadnych problemów (jest porozumienie między właścicielami i parkiem) – trzeba tylko pamiętać , żeby zamknąć za sobą furtkę), udało nam się przejść dwie większe trasy zdobywając najwyższe w rejonie dwutysięczniki :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Tintwistle – Bleaklow – Glossop – Hadfield – Tintwistle &amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po porannej krzątaninie i codziennej dawce integracji z Rumcajsem (wielkim, puchatym owczarkiem podhalańskim), której Zosia za nic w świecie nie mogła odpuścić, udało nam się wyjść lekko po 12. Początkowo nasza trasa wiodła w górę rzeki Etherow, wzdłuż rezerwuarów i dość długo kluczyła licznymi pastwiskami. Ten odcinek był najtrudniejszy orientacyjnie, przez co często zatrzymywaliśmy się, żeby zweryfikować trasę z mapą. W końcu i tak wyszliśmy z pól w złym miejscu (ja przy okazji rozdarłam sobie spodnie o drut kolczasty). Po ponad godzinie wędrówki weszliśmy we właściwą dolinę i zaczęliśmy podejście. Uff. Widoki zaczęły robić się coraz ciekawsze jednak wkrótce musieliśmy zrobić pierwszy postój. Po krótkim odpoczynku, pełni optymizmu ruszyliśmy dalej, mimo żaru lejącego się z nieba (sołońce swietit, stoit strasznaja żara – mniej więcej tyle zostało mi po wakacjach sprzed 2 lat, gdy wypisywaliśmy kartki do domu;). Na szczęcie wiał orzeźwiający wiatr. Góry okazały się bardzo rozległe i bardzo..... płaskie w górnych partiach; powoli też zaczynało do mnie docierać jak długa jeszcze droga przed nami. Po osiągnięciu szczytu Bleaklow (oznaczonego wielkim kopczykiem - inaczej trudno byłoby znaleźć najwyższy punkt całego płaskowyżu), liczącego coś 2077 - ale stóp (czyli 633 m npm) i zorientowaniu kierunków mkniemy w dalszą drogę. Drugi postój przy strumieniu robimy nieco przykrótkawy z obawy przed nieubłaganie uciekającym czasem. Jednak równowaga w przyrodzie musi być zachowana... Zosia kategorycznie odmówiła więc dalszego transportu w chuście oraz wszelkimi innymi metodami (w tym pod pachą) i skoro postój był za krótki to ona pójdzie dalej sama. No i tak szliśmy :) i szliśmy.... ważne że do przodu! Nie to, że groził nam zachód słońca, o nie! Tam jest jasno do 23. Bardziej baliśmy się, że ucieknie nam ostatni pociąg i że będziemy zbyt zmęczeni żeby w ogóle do niego dojść! (tj. ja). Dzięki temu jednak mogliśmy w spokoju popodziwiać naprawdę ciekawe i niespotykane u nas krajobrazy. Niedługo przed skrętem ze Szlaku Pennińskiego, którym do tej pory szliśmy na ścieżkę do Glossop (na pociąg) natknęliśmy się na ornitologa z Nottingham, który zapytany &amp;quot;jak daleko jeszcze...&amp;quot; po dłuższym namyśle i obracaniu mapy na wszelkie sposoby odparł, że nie wie, ale że chętnie zawiezie nas do Glossop. :D Do głównej drogi było raptem 10 min spaceru, tymczasem do miasta dreptalibyśmy jeszcze dobre 1,5h. Po drodze pokazał nam jeszcze siewkę złotą i skowronka, po czym już przy samochodzie zorientował się, że gdzieś „posiał swój kijek i z misją dostarczenia nas do Glossop wysłał swoją żonę. Na stacji lądujemy dość szybko i od razu łapiemy pociąg, który po 6 min. dowozi nas do Hadfield. Jeszcze tylko 20 min spaceru i jesteśmy „w domu”. To się nazywa szczęście spotkać tak bezinteresownych ludzi! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;The Grouse – Burnt Hill – Mill Hill – Kinder Scout – The Grouse&amp;lt;/b&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugą wycieczkę podjeżdżamy busem i wychodzimy wprost na ścieżkę prowadzącą na Burnt Hill. Zośka zmęczona duchotą i ciepłem zasnęła, a my szybciutko osiągamy, wpierw Burnt, a potem Mill Hill. Już stąd rozpościera się piękna panorama na pobliskie wioski i miasteczka oraz Manchester! Od tej chwili wiatr urywa głowy i mocno skuleni wdrapujemy się na Kinder Scout (najwyższy szczyt Peak District, liczący 2087 ft – czyli całe 636m npm :), na którym stajemy po ok. 15 min. Szybko znajdujemy jakąś dziurę w ziemi i tam rozbijamy się obozem. Zośka prostuje kości i likwiduje nasze zapasy żywnościowe, a my robimy zdjęcia, napawamy się widokami i odczytujemy nazwy przewoźników z burt i skrzydeł samolotów kołujących powoli w kierunku lotniska w Manchesterze. Na szczycie spędzamy ok. 40 min. i  pospiesznie pakujemy graty bo z południa nadciąga ZŁO. Po około 10 min. zejścia deszcz łapie nas i towarzyszy nam prawie do samego końca wędrówki. Ponieważ dzisiaj jesteśmy jeszcze bardziej ograniczeni czasowo (łączony transport publiczny) musimy się uwijać. Schodzimy w rekordowym tempie i na szczęście łapiemy się na busa który wiezie nas na pociąg do Glossop. Wypad bardzo udany – świetna trasa, niezwykłe widoki i piękne chmury – jeszcze długo w noc wspominamy wrażenia minionego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powoli kończy się nasz czas w Anglii. Na koniec jeszcze odwiedzamy pobliskie skały i nieśmiało się do nich przystawiamy (mamy topo). Podobno sam rejon jest dosyć chętnie odwiedzany przez angielskich wspinaczy. Jest tam wiele naturalnych skałek i całe mnóstwo opuszczonych kamieniołomów. Co do samych gór... może wysokością nie powalają, trzeba jednak zaznaczyć, że przewyższenia tam są dość znaczne i często startuje się niemal z poziomu morza. Z ciekawostek jeszcze można dodać, że cały Penine Way liczy ponad 430 km – zaczyna się w angielskim Edale a kończy w Kirk Yetholm w Szkocji. Będzie co robić na zaś!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zabrze Grzybowice - spotkanie Dino-speleo|z RKG: Henryk Tomanek (gospodarz imprezy), Zygmunt Zbirenda, Bianka Fulde-Witman, Basia i Tadek Szmatłoch, Adam i Brygida Wilkoszyńscy, Wanda Jewdoszuk, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard i Marzenna Widuch, Anna Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą |15 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczne spotkanie dawnego środowiska Spleoklubu Gliwice, którego członkami byli starsi koledzy obecnego RKG. Więcej szczegółów w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: dolina Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|13 06 2013}}&lt;br /&gt;
Zwiedzamy stare opactwo na Tyńcu. Skały, na których stoi klasztor są obite (stare kolucha), jest kilka ciekawych dróg. Ze względu na wyskoki poziom Wisły promy na rzece nie kursują. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Łukasz Majewicz, Łukasz Kowalkowski|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Sobotni dzień, w którym pod opieką Ryśka i Tadka po raz pierwszy odwiedziliśmy jaskinię tatrzańską, zaczął się dla nas o godz. 5.00. Celem wyprawy były Partie Królewskie w Jaskini Czarnej. Nieco ponad godzinie później maszerowaliśmy już w Dolinie Kościeliskiej. Samo podejście pod otwór wycisnęło z nas trochę potu. Po przygotowaniach rozpocząłem zjazd i poręczowanie z otworu głównego. Następnie przemierzaliśmy kolejne przestrzenne sale i korytarze, z których największe wrażenie wywarła chyba sala Francuska. Co było do łatania, to zaopiekowali się tym Ksawery z Łukaszem. Tutaj znowu najciekawszymi etapami był chyba trawers Herkulesa, który wygląda trochę inaczej niż na zdjęciach oraz Komin Węgierski.  Tym sposobem dotarliśmy do upragnionych Partii Królewskich, w których rzeczywiście jest coś z ich nazwy. Po zjeździe nad Studnią Smoluchowskiego rozpoczęła się droga powrotna. Światło słoneczne zobaczyliśmy ponownie w okolicach godz. 17.00 – 17.30. Następnie pozostało już tylko błotniste zejście do doliny, powrót na kwaterę i droga powrotna do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spała: Walne Zgromadzenie Delegatów PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|8 - 9 06 2013}}&lt;br /&gt;
W weekend miało miejsce sprawozdawczo-wyborcze zgromadzenie PZA. Pierwszego dnia występowałem jako członek ustępującego Zarządu. Nawet udzielono nam absolutorium. Drugiego dnia zmieniłem role, zwolniony z obowiązków członka Zarządu pobrałem mandat stając się reprezentantem naszego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dyskusja, co ciekawe, niespodziewanie koncentrowała się na szkoleniu. Kontrowersyjne sprawy typu Golden Lunacy czy Broad Peak były zupełnie na marginesie. Marek Kujawiński, delegat z AKG Łódź, złożył kilka ciekawych pomysłów, które m.in. mają ułatwiać życie instruktorom PZA pracującym w klubach (zamiast na własny rachunek). Problem w zasadzie dotyczy wspinaczki powierzchniowej. Dyskutowano także o organizacji kursu instruktora Narciarstwa Wysokogórskiego (może ktoś w klubie się skusi? no?!). Podjęto decyzję o utworzeniu w ramach PZA Komisji Ochrony Przyrody pod przewodnictwem Miłosza Jodłowskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyły się wybory nowych władz. Mimo składanych mi propozycji, tym razem nie kandydowałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na mój dobry kontakt z klawiaturą, to było już trzecie Zgromadzenie, które protokołowałem na bieżąco. W dwa dni zapisałem 19 stron, wobec czego do domu wróciłem z poważnym bólem głowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspin w Rzędkowicach|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|08 06 2013}}&lt;br /&gt;
Rejon wybrał Damian (poważnie!!!), ja tylko wybrałem poszczególne skałki. Zaczynamy od szeroko zakrojonych poszukiwań Leśnej Turni, po jakiś czasie błądzenia (podejścia w Tatrach bywają krótsze) odnaleźliśmy ją w końcu. Skałka wygląda okazale, aż nie chce się wierzyć że wcześniej tu się nie wspinaliśmy. Ze względu na wyczerpanie organizmu wielokilometrowym podejściem wspinamy jedynie dwie drogi Zza drzewka (VI.1+), oraz Negatyw (VI.1+). Obie ładne, ale wydawały nam się jakieś trudnawe. Potem szybka wstawka kontrolna w palczastą drogę na Solidarności pokazuje, że naderwane palce jeszcze nie są do końca wyleczone. Na koniec dnia przenosimy się na Flaszkę, gdzie dla poprawy humorów prowadzimy w lekkim deszczu Kant Flaszki (VI.1) oraz Prostowanie świni (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rumunia: jaskinie Parku Apuseni|Ola i Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z serii wypoczynkowych – &lt;br /&gt;
Ola zabiera mnie z Wirka, gdzie witamy się jeszcze z Damianem, którego prawie namówiliśmy żeby pojechał z nami. Z Katowic wyjeżdżamy przed 22:00. Wybieramy drogę przez Nowy Sącz i po około 8 godzinach docieramy do Sudrigiu, gdzie w siedzibie Parku Narodowego Apuseni odbieramy pozwolenia i otrzymujemy wszelkie informacje pomocnicze, w tym o warunkach wodnych w jaskiniach („… uważajcie bo jest dużo wody”).&lt;br /&gt;
Po wizycie u strażników, jedziemy prosto pod otwór jaskini Coiba Mare w wiosce Garda de Sus. Samochód zostawiamy 2 min. drogi od otworu jaskini. Już sam otwór jest dość imponujący – kilkudziesięciometrowy portal skalny, do którego wpływa górki potok. Zimna woda skutecznie wybudza nas ze stanu uśpienie po trudach podróży. Atrakcji w jaskini dostarczają piękne nacieki, zjazd kilkunastometrowym wodospadem i syfon doszczętnie zawalony belkami drewna, które ponoć przytargała tu woda z Coiba Mica – daje to trochę do myślenia o sile rwącej wody przepływającej przez jaskinię.&lt;br /&gt;
Po akcji udajemy się na Poiana Glavoi/la Grajduri, gdzie zakładamy bazę wypadową na kolejne dni. Namioty udaje nam się rozbić w jeszcze dobrej pogodzie. Lecz po krótkiej chwili wali już gradem. Na szczęście chowamy się pod drewnianą wiatą. &lt;br /&gt;
Dzień kończymy wspólną kolacją, którą serwuje nam Tomek Pawłowski z KW Kraków - Dzięki Tomku za wyśmienite smaki kuchni regionalnej:). Tomek, jako stały bywalec tutejszych jaskiń udziela nam cennych informacji o tutejszych jaskiniach, warunkach hydrologicznych, a nawet zwyczajach tutejszej ludności i relacjach między grotołazami węgierskimi  i rumuńskimi.&lt;br /&gt;
Na drugi dzień zaplanowaliśmy odwet za porwany gumiak Mateusza podczas akcji w Cetatile Ponorolui rok temu. Z powodu wysokiego stanu wody, poręczujemy już samo przejście przez rzekę wpadającą do jaskini. Dalej nawet puszczało, choć trzeba było stale uważać na rwący nurt.  Sama jaskinia bardzo urodziwa. Otwiera ją imponujący portal o wysokości ok. 70m! Początkowe partie jaskini stanowią kaskady, następnie woda rozlewa się szeroko i w spokojnej już wodzie podziwiamy grę światła wpadającego z kolejnych otworów. Potem już na przemian trochę kaskad, trawers ze zjazdem do głębszej już wody i chwilę później brakuje nam już lin, a nurt jest zbyt szybki żeby poruszać się bez żadnych zabezpieczeń. &lt;br /&gt;
Akcję kończymy dość wcześnie więc po rozwieszeniu mokrych rzeczy, udajemy się na spacer po okolicy. Po 20 min. docieramy na Poianę Ponor,  na której znajdują się charakterystyczne dla obszaru krasowego okresowe jeziorka (polje/polja). Miejsce bardzo malownicze. Nad wodą znajdują się skałki obite i gotowe do wspinania.&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia Tomek zabiera nas do jaskini Peștera de la Zapodie. Niestety po kilku zjazdach lód zamyka korytarz uniemożliwiając nam odwiedzenie dalszych – ładniejszych partii. Żeby nie zmarnować akcji, pomagamy Tomkowi w wymianie punktów i trochę zmarznięci i z lekkim niedosytem wracam na biwak.&lt;br /&gt;
Popołudniu znów wybieramy się na wycieczkę po okolicznych lasach. Tym razem odwiedzamy jaskinię Gheratul Focul Viu z dość imponującą kupą śnieżno-lodową. Do jaskini nie można wchodzić – zwiedza się ją z drewnianego balkoniku ustawionego przy otworze. Spacer trochę zaczyna się wydłużać z powodu braku mapy i tak przez przypadek natrafiamy na otwór jaskini Pestera Neagra i wychodzimy na początku polany Glavoi. &lt;br /&gt;
Po powrocie ze spaceru, na bazie zastajemy dziwne poruszenie. Po chwili okazuje się, że w jaskini Avenul Bortig doszło do wypadku z udziałem olkuskich kolegów. Na szczęście ratownicy z Salvamont’u odbywali nieopodal ćwiczenia, więc szybko zjawili się na miejscu wypadku i to w bardzo dużej liczbie – chyba z 30 ratowników. &lt;br /&gt;
Z opisu świadków, poszkodowany poślizgnął się na lodowym stożku i rozbił się o skałę. Efektem było złamanie ręki i nogi. Cała akcja ratunkowa trwała dobre 6 godzin, co daje do myślenia biorąc pod uwagę, że pod otwór jaskini było jedynie 30 min spokojnego marszu. A poszkodowany znajdował się na samym początku jaskini.&lt;br /&gt;
Po niespokojnym wieczorze, plany na ostatni dzień dobieramy jakoś bardzo „czujnie”. Propozycje Mateusza: &lt;br /&gt;
- Pestera Neagra – 5-6 godzin akcji&lt;br /&gt;
- Avenul Bortig – szybka akcja, ale jakoś tak dziwnie iść do jaskini gdzie, jeszcze przed paroma godzinami doszło do wypadku&lt;br /&gt;
Propozycje Oli i moje:&lt;br /&gt;
- a może coś innego…&lt;br /&gt;
W końcu decydujemy się na szybki kanion Oselu. Tomek zjeżdża z nami samochodem i pokazuje nam kaskady z dołu. Po krótkiej chwili namysłu decyduje się iść z nami, bo warunki wodne były optymalne. Cały kanion składa się z siedmiu kaskad, których wysokość dochodzi do około 20 metrów. Akcja rzeczywiście szybka, lecz mimo słonecznej pogody gdzieś w połowie kanionu zaczynam dygotać. Ostatni zjazd kończymy wśród widowni rumuńskich turystów. Szybkie suszenie i wracamy do Polski. Na miejscu jesteśmy jeszcze przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mógłbym się jeszcze rozpisać na temat rumuńskiego podejścia do ekologii i spraw obijania jaskiń ale może pozostawmy te sprawy w rękach rumuńskich parkowców i speleologów, w końcu chyba wszystko zmierza w dobrą stronę. &lt;br /&gt;
Podsumowując, w pamięci zostaną piękne nacieki, zabawy wodne i muzyka … gitarowe plumkanie Boba Dylana przy ognisku i bardzo głośne Guns n’ Roses puszczane z głośników samochodowych.&lt;br /&gt;
Muszę jeszcze dodać, że przed wyjazdem byłem rozdarty – wyjazd do jaskiń Rumuni czy wspinanie w dol. Łaby z Karolem. Wolałem jednak zmoknąć trochę w pięknych jaskiniach i wrócić jak cywilizowany człowiek samochodem, niż wspinać się na deszczu i porzucić pojazd lokomocji na pożarcie przez rdzę.&lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: wspin w Labaku część 1|Paulina Piechowiak(WKTJ),Paulina, Wojtek(osoby tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 - 02 06 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy nie pozostawiały złudzeń, leje wszędzie od Franken po Osp, od Sokołów do Tatr.  Ale napinka była tak duża, że nie było takiej możliwości aby odpuścić ten weekend. Wybieramy Labak, gdzie jeszcze nikt z nas się nie wspinał. Dojeżdżam do Wrocławia, gdzie odbiera mnie ekipa z Poznania. W Dolni Zleb  jesteśmy tuż po wschodzie słońca, dokładnie przeszukujemy całą wioskę, niestety campingu u Janka nie odnajdujemy. Decydujemy się na drzemkę w aucie, rano gdy wreszcie namierzamy camping okazuje się być on nieczynny. Ostatecznie zatrzymujemy się w u Kosti, 2 pokoje, łazienka po prostu All inclusive. Labak podobnie jak inne piachy jest obity oszczędnie (delikatnie mówiąc), niestety nikt z naszej ekipy nie posiadał psychy ze stali, dlatego też cele wspinaczkowe wybieraliśmy bardzo starannie, ilość ringów na odcinku 10 metrów była pierwszą rzeczą którą braliśmy pod uwagę . Poza tym pogoda nie pozwoliła nam na zbyt dużo, w sumie w ciągu weekendu mieliśmy około 10h okna pogodowego. Najczęściej mocno padało z krótkimi przerwami na totalną zlewę, mżawkę uznawaliśmy za chwilowe załamanie niepogody. Jednak mimo tej pogody nie przewidzieliśmy jednego, a mianowicie tego że Łaba może odciąć całą miejscowość od świata. W sobotę rano zorientowaliśmy się że jedyna droga prowadząca do miasteczka jest kompletnie zalana (0,5m głębokości wody na odcinku około 1km, stan wody wynosił 430cm). Pomimo długich i intensywnych poszukiwań innej drogi ewakuacyjnej nie znaleźliśmy. Nie pozostało nam nic innego jak zostawić samochód i przez Niemcy wrócić pociągiem do domów. Stan wody gdy wyjeżdżaliśmy oscylował w granicach 500cm(obecnie poniedziałek godzina 18.17 wynosi 675cm!!!)    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wielka wyprawa - ostatnie dni|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|21  - 26 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polska to najpiękniejszy kraj świata. Okrążając naszą planetę wracamy po niemal 5 miesiącach do domu. Wystarczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis w WYPRAWACH:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#Wielka_wyprawa_-_ostatnie_dni&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W lokalnej TV Sfera w programie ''Wydarzenia'' ukazała się relacja z finiszu wyprawy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.sferatv.pl/vod/wydarzenia/audycja/2556-wydarzenia-29-maja-2013.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Orzech - Powrót Taty|Basia, Aga, Tadek Szmatłoch, Tereska Szołtysik, Zyguś Zbirenda, Sonia i Heniek Tomanek z (?!) osobą towarzyszącą (nie wiem czy Heniowi czy Soni), Marzena i &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt; |26 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na miejscu dołaczyli do nas Damian Szołtysik i Krzysztof Hilus, którzy podobno objechali świat ale to nie jest pewne bo przyplątali się do naszego towarzystwa z nienacka i nie wszystko słyszałem co mówili, muszę przyznać że udało im się co prawda na chwilę być w centrum uwagi ale szybko wszystko wróciło do normy i znów JA byłem moderatorem eventu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dnia 25.05. miał miejsce wyjazd klubowy do miejscowości Orzech koło piekar śl. A zaczęło się dość niepozornie, ''JUŻ SĄ'' powiedziała Tereska do słuchawki, mają telefon z polską kartą, wykonuję szybki telefon, i w słuchawce słyszę dawno zapomniany głos, ''jesteśmy w Orzechu''.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze zapisy o miejscowości Orzech znajdują się w księdze parafialnej kościoła św. Małgorzaty w Bytomiu i pochodzą z około 1224. Są to zarysy szkiców granic osady w pisowni Oreh w języku łacińskim. W 1277 biskup krakowski Paweł zakłada parafię kamieńską, do której zostaje włączona osada Orzech. Obecnie mieszka w miejscowości ok 1900 mieszkańców. W tym momencie następuje wiele zdarzeń spontanicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozwolę sobie skrótowo je opisać w wersji chronologicznej:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) Marzena jedziemy?&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(Marzena) jedziemy!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzwonię do Tadka, ''jedziecie?''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(tadek) Basia warzy łobiod na jutro ale poczekej spytom ją, ja jadymy''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) przyjedźcie do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tadek) dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi telefon do Tereski,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) jedziesz''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) ale ja teraz jadę do teściowej z obiadem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra przyjedź zaraz po tym do nas''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(tereska) no dobra''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym czasie pukanie do drzwi, wchodzi basia i aga&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(basia) mocie pisak, bo momy baner &amp;quot;witamy w polsce&amp;quot; ale ino w ołówku''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) momy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po chwili słychać - ''(basia) o kurcze  pisak przebił kartka i pomarasioł serwet''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(marzena) nie szkodzi''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(aga) fajny mocie widok z balkonu''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(teresa) już jestem''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ja) dobra jadymy na dwa auta, marzena czyści lodówkę bo na pewno są głodni.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy windą na parter, basi się podobało, a na dole zaskoczenie - dojechał ziga,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''(ja) cześć''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''(ziga) cześć jadymy''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Orzech ul. Szkolna 4, jak się okazało ulica ma dziwny przebieg coś jak &amp;quot;S&amp;quot; na dolarze i nie było łatwo znaleźć nr 4 ale udało się. Dojechał jeszcze Heniek z towarzystwem no i jak już wspomniałem Damian i Krzysiek. Event miał miejsce na poboczu drogi, koło płotu wypasionej willi, dyskretnie odpaliliśmy szampana, trochę to wyglądało jak u Gombrowicza. Ja dyskretnie spoglądałem na zegarek (finał ligi mistrzów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''no to jadymy (ja)''&amp;lt;BR&amp;gt;&lt;br /&gt;
''no ja, musza dokonczyć łobiod (basia)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myślę że atmosferę spotkania pokażą zdjęcia, które mam nadzieję dołączą uczestnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie chciałbym wyrazić nadzieję, że mój opis pokaże młodzieży jak można zrobić coś z niczego&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
rw&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. już mam trzy komplety garnków turystycznych&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 PS. mam pytanie do zarządu, czy to że moje nazwisko na liście do mosiru zostało napisane małymi literami to coś znaczy?&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Fpowrot&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd do jaskini Koralowej oraz jaskini Wszystkich Świętych|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Sebastian Podsiadło&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Joanna Przymus, Ksawery Patryn, Tomasz Zięć; kadra: Mateusz Golicz, Karol Jagoda|25 05 2013}}&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu  było wejście do jaskini Koralowej i Wszystkich Świętych. Po zaparkowaniu samochodów na świeżo wyremontowanym parkingu leśnym i przebraniu się, pod przewodnictwem Asi ruszyliśmy w kierunku jaskiń. Po dotarciu do otworu jaskini Koralowej podzieliliśmy wstępnie zadania. W czasie gdy ja z Asią, Mateuszem i Łukaszem zajęliśmy się poręczowaniem całej jaskini Koralowej, Ksawery z Karolem i Tomkiem poręczowali studnię Warszawiaków w Wszystkich Świętych i trenowali elementy ratownictwa. Dotarli do nas pod koniec poręczowania WAR-u. Odwiedziliśmy jeszcze salę MMG i wracaliśmy na powierzchnię. Następnie wszyscy zjechaliśmy do jaskini Wszystkich Świętych.  W czasie poręczowania trawersu na most Herberta, kto jeszcze nie miał okazji do treningu ratownictwa, to sprowadzał bezpiecznie na dno ofiarę „zasłabnięcia” na linie. Jak już wszyscy, po emocjonującym trawersie, stanęli na wspominanym moście, rozpoczął się powrót. Gdy pierwsi z ekipy opuszczali już jaskinię, chętni jeszcze odwiedzili salę Peny z interesującym zamkiem z piasku (widać, że komuś kiedyś się nudziło w kolejce do liny). Około godz. 17.30 udaliśmy się z powrotem w kierunku parkingu. Podsumowując, każdy poręczował, deporęczował i ratował, a cały wyjazd był ciekawy i udany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 37-lecie klubu w Piasecznie|Rodzina Jaworskich, Rodzina Szmatłochów, Rodzina Orszulików i dwie bestie,  Rodzina Widuchów, Rodzina Rymarczyków, Rodzina Dolibogów, Rodzina Pawlasów, Rodzina Szczurków ze znajomymi ze Stowarzyszenia św. Filipa Nereusza, Ania Bill, Sławek Musiał, Piotrek Strzelecki, Damian Żmuda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Xawery Patryn, Asia Przymus, Sebastian Podsiadło – chyba nikogo nie pominąłem|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Kolejny już raz lecie odbyło się w dalekim Piasecznie. Obóz Nockowy rozbijamy na polanie w środku lasu. Ochronę dobytku [powierzyliśmy dwóm bestiom – ni to psy, ni to lwy … Problemy orientacyjne dały się we znaki wielu z nas. Niektórych trzeba było nawet wyciągać z piachu:)&lt;br /&gt;
W sobotę Karol z Damianem wspinają się na Okienniku Wielkim.&lt;br /&gt;
Reszta działa na skałkach przy obozie lub odbywa wycieczki piesze i rowerowe. Po przerwie obiadowej, Tadek zabiera kursantów do Jaskini Wielkanocnej – tym razem nikogo nie zasypało (chyba).&lt;br /&gt;
Wieczorem standardowe ognisko oraz oficjalne przyznanie prestiżowych nagród – SPITów. (lista laureatów ukaże się już niedługo w dziale aktualności).&lt;br /&gt;
Drugiego dnia kursanci ćwiczą poręczowanie pod czujnym okiem Tomka. Część osób udaje się do Podzamcza na wspin, część na wycieczki rowerowe. Reszta zaś, nie wiem co robi – może jednak kogoś tam zasypało…&lt;br /&gt;
Wspinaczka w Podzamczu kończy się wizytą w szpitalu (szczegóły dopowiedzą Karol z Damianem). Na szczęście nic poważnego się nie stało.&lt;br /&gt;
Cały weekend pogoda rewelacyjna. Bez kropli deszczu. Nawet co poniektórych delikatnie przysmażyło.&lt;br /&gt;
Dzięki wszystkim za przybycie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Walne Zgromadzenie Delegatów Klubów i Sekcji Taternictwa Jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach: Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ), Marcin Słowik (SŁ), Dariusz Lubomski (SKTJ); podczas obrad ok. 50 osób z całego tzw. jaskiniowego środowiska|18 - 19 05 2013}}&lt;br /&gt;
Zjazd przebiegał w niezwykle spokojnej, a może nawet sennej atmosferze. Jako że na zmiany w budżecie i tak już było za późno, dyskusje koncentrowały się wokół spraw Tatrzańskich, wyprawy centralnej, szkolenia, polityki w ramach PZA i promocji taternictwa jaskiniowego w szerokim świecie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybrano nowy skład Komisji Taternictwa Jaskiniowego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed oficjalnym rozpoczęciem oraz w przerwach zrobiliśmy parę dróg na Bibliotece, jedną na Turni Motocyklistów i coś jeszcze na Górze Zborów. Na skałach generalnie tłumy - w końcu sezon w pełni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|UKRAINA: witaj Europo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|17 - 21 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wreszcie Europa. Nasza kochana Europa. Z Kijowa pędzimy w stronę polskiej granicy osiągając ją 3 etapach: 210 km, 198, 165 km. Do Polski wjeżdżamy w Zosinie. Szerszy opis w dziale WYPRAWY:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#UKRAINA:_witaj_Europo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FUkraina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KAZACHSTAN: góry, stepy i Szaryński Kanion|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|08 - 17 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie naszego pobytu w Kazachstanie odwiedziliśmy Kanion Szryński. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi. Bardzo piękny kraj. Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#KAZACHSTAN:_Gory.2C_stepy_i_Szarynski_Kanion&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FKazachstan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie &amp;quot;kartowanie dla zaawansowanych&amp;quot;|Kadra: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz (RKG)&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski, Michał Ciszewski (KKTJ); Kursanci: Piotr Słupiński (SW); Ewa Wójcik, Kaja Fidzińska, Agata Klewar (KKTJ); Michał Filipiak, Krzysztof Najdek, Amadeusz Lisiecki (WKTJ); Paweł Jeziorny (WKGiJ); Karol Makowski, Marcin Słowik (SŁ); Zbigniew Tabaczyński (WKTJ/ST); Ireneusz Królewicz (AKG) |10 - 12 05 2013}}&lt;br /&gt;
W ramach szkoleń centralnych, firmowanych przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego, zorganizowałem wspólnie z krakowskimi grotołazami szkolenie z dziedziny kartowania jaskiń oraz komputerowego przetwarzania danych pomiarowych. Szkolenie było przewidziane dla osób, które zetknęły się już wcześniej z kartografią jaskiniową - i rzeczywiście zdecydowana większość uczestników miała za sobą niejedną akcję pomiarową na niejednej zagranicznej wyprawie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Baza szkolenia była zlokalizowana w miejscowości Wielka Wieś pod Krakowem. Szkolenie składało się z czterech głównych bloków: obróbka danych w programie Survex, warsztaty szkicowania na papierze, wektoryzacja szkiców w programie Inkscape oraz kartowanie w systemie całkowicie elektronicznym (tzw. paperless - DistoX + PDA). Mniej więcej połowę czasu szkolenia zajęły ćwiczenia przy komputerach. Niektórych pochłonęły one tak bardzo, że dokańczali treningowe zadania późnym wieczorem, w czasie przewidzianym na odpoczynek i integrację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o zajęcia terenowe, to dzięki uprzejmości zarządcy jaskini, otrzymaliśmy na ich potrzeby dostęp do Wierzchowskiej Górnej. Zajęcia te obejmowały szkicowanie papierowe (pierwszego dnia) na bazie takiego samego dla wszystkich ciągu poligonowego. Następnie (drugiego dnia) tworzyliśmy szkice jaskini w systemie całkowicie elektronicznym. Udało się zgromadzić na tyle dużo sprzętu, że działaliśmy w standardowych, dwuosobowych zespołach. W wyniku ćwiczeń terenowych powstało zatem parę alternatywnych wersji planu jaskini. Być może uda się na ich podstawie opracować ciekawy materiał o różnicach w percepcji przestrzeni przez zaawansowanych kartografów jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: 52 dni w Kraju Środka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|18 03  - 08 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chiny przejechaliśmy rowerami oraz innymi środkami lokomcji od Honkkongu do Korghas. 6000 km. Celem głównym było zlokalizowanie interesujących terenów krasowych, odwiedzenie tiankengu Xiaozhai, spływ rzeką Li wśród mogotów. Trasa wiodła w większości przez tereny górskie, czasem wysoko. Szersza relacja:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHINY:_nie_tylko_kras&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChiny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Francuska majówka|Damian Żmuda, Paulina Piechowiak(WKTJ), Kasia(os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|20 04  - 05 05 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja dostępna w dziale wyprawy. http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Francuska_maj%C3%B3wka&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FFrancuska%20maj%F3wka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Hoher Göll - Jaskinia Majowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|01 05  - 03 05 2013}}&lt;br /&gt;
Na długi weekend wybraliśmy się pod północną ścianę masywu Hoher Göll, eksplorować otwór który tam odnaleźliśmy w trakcie ubiegłorocznej wyprawy. Ciężar plecaków świadczył o tym, że była to męska akcja - namiot, śpiwory, szpej, 100 m liny, 15 spitów. Na wysokości ok. 1 500 m przy sympatycznym strumyczku wybudowaliśmy platformę i rozbiliśmy obóz. O dziwo otwór (na wysokości ok. 1 650) wystawał ze śniegu. &amp;quot;Puściło&amp;quot; nam ok. 50 metrów kaskadującej, soczewkowatej studni o przekroju na ogół ok. 4 x 2 m. Gdyby nie lejąca się woda, byłaby to bardzo przyjemna eksploracja - 10 metrów zjazdu i półka, kolejne 10 m, kolejna połka itd. Nieco nad zapiarżonym dnem, na szczelinie na której rozwija się jaskinia znajduje się okno, w które należałoby się wcisnąć i jechać dalej. Niestety zostało nam pewnie z 20 metrów liny, a i byliśmy już na tym etapie zupełnie przemoczeni. Deszcz który zastaliśmy tuż po wyjściu na powierzchnię nie poprawił naszej sytuacji. Potem padało przez kolejne 12 godzin, wobec czego następnego dnia w momencie kiedy opad nieco osłabł zwinęliśmy namiot i zeszliśmy do doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NOWA ZELANDIA: przez dwie wyspy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 02 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na antypodach mieliśmy dość spokojną podróż, choć niemal ciągle przez góry. Pogoda jednak była wymarzona. Odwiedziliśmy tu krasowe tereny na Wyspie Południowej, przejechaliśmy Rainbow Trail (Tęczowy Szlak) oraz odwiedziliśmy naszego kolegi z wyprawy Great Dvide - Neala Taylora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szersze opisy tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#NOWA_ZELANDIA:_Wyspa_Polnocna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FNowaZelandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: wypad do Sydney|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|25 02 - 27 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nasz pobyt w Australii ograniczył się do szybkiego wypadu z lotniska do Sydney. Tym niemniej spędzamy tu noc na spacerowaniu i ranek następnego dnia. Bardzo piękne &amp;quot;city&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#AUSTRALIA:_krotki_epizod&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FAustralia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHILE: w Cordiliera Central|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|15 02 - 25 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Chile to fantastyczny kraj dla takich ludzi jak my. Wysokie góry, pustynie, wulkany, ocean a na południu nawet jaskinie. Również dobre jedzenie i jakoś tak bardziej europejsko (tu akurat nie wiem czy to dobrze czy źle, zależy jak na to patrzeć). Robimy tu kilka górskich wycieczek w okolicach Cerro Plumo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szerszy opis:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#CHILE:_Andy_-_w_Cordiliera_Central&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FChile&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Missiones, Corrientes i Mendosa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|28 01 - 15 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym kraju znalazłem się po raz drugi. W Missiones odwiedziliśmy wodospady Iguazu, stare redukcje jezuckie w San Ignacio, polonię w Wandzie. Potem autobusem przedostaliśmy się na zachód kraju gdzie odbyliśmy wycieczki rowerowe w Andach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#ARGENTYNA:_Wodospady_Iguazu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FArgentyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PARAGWAJ: nie trzeba się śpieszyć|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|27 - 28 i 30 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Paragwaj to taka Albania Południowej Ameryki. Na Paranie kwitnie zapewne kontrabanda a wiele ciekawych rzeczy można kupić na paragwajskim brzegu. Nasze 2 krótkie pobyty w tym kraju sprowadzały się do przejechania do promu na Paranie oraz bardzo ciekawy rajd do wodospadu Nacunday. Tu szersze opisy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#PARAGWAJ:_W_poszukiwaniu_wodospadu_Nacunday&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FParagwaj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: rowery i jaskinie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu), w części jaskiniowej uczestniczyli członkowie Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas - Jose Mario Budny, Henrique Pontes, Lais Mosqueto  |02 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brazylia to pierwszy kraj w naszej wokółziemskiej podróży, który przemierzyliśmy na rowerach z Rio de Janerio do Foz do Iguazu. Po drodze odwiedziliśmy kilka ciekawych miejsc. W części jaskiniowej wyprawy spotkaliśmy się z członkami klubu z Ponta Grossa - Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas ( http://www.gupe.org.br/#! ). Razem z Mario, Henrique i Lais odwiedziliśmy kilka studni wymytych w skałach krystalicznych oraz jaskinie krasowe. Zostaliśmy tu bardzo mile przyjęci. Więcej szczegółów dot. wyprawy można przeczytać tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Damian_2013#BRAZYLIA:_w_jaskiniach_Ponta_Grossa &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FBrasil&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3235</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3235"/>
		<updated>2013-04-29T20:31:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''19 - 20 04 2013''' - Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej&lt;br /&gt;
* '''15 - 25 04 2013''' - CHINY: Syczuan - Rekonesans jaskiniowy&lt;br /&gt;
* '''14 - 27 04 2013''' - CHINY: Na Jedwabnym Szlaku&lt;br /&gt;
* '''14 04 2013''' - Jura - Mirów - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''13 04 2013''' - Jura - Rzędkowice - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''07 04 2013''' - Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie&lt;br /&gt;
* '''07 04 2013''' - Beskid Śląski - skitour&lt;br /&gt;
* '''06 04 2013''' - Tatry Wysokie - skitour&lt;br /&gt;
* '''27 i 30 03 2013''' - AUSTRIA: Krótkie wycieczki narciarskie&lt;br /&gt;
* '''08 - 16 03 2013''' - Włochy - narty w dol. Aosty&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3234</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3234"/>
		<updated>2013-04-29T20:30:16Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - trawers Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04  - 20 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po wielu planowanych weekendach w końcu się udało zrealizować wyjazd na trawers Czarnej. W składzie Rysiek, Łukasz i ja wybraliśmy się w sobotni wieczór w kierunku Zakopanego by następnego dnia rano ruszyć na wspomniany trawers. Pogoda była iście wiosenna, ale jak się okazało tylko przed tatrami. Na podejściu śniegu przybywało i było go na północnych ekspozycjach lekko ponad kolana. Pokrywa zw. na plusowa temp była na tyle słaba iż zapadała się pod nogami. Gdy dotarliśmy pod otwór w naszych głowach kiełkował chytry plan by chociaż zbliżyć się do czasu przejścia wspomnianego trawersu przez Mateusza i Karola i dodając sobie do ich czasu kilka h powiadomiliśmy stosowne osoby o alarmówce. Do dziury pierwszy zjechałem ja, a za mną Łukasz. Rysiu jadąc ostatni zwinął za nami wlotówkę. Dalej poleciało równie sprawnie poręczując na zmianę, Łukasz, ja, a nawet Rysiek. W związku z faktem iż w jaskini było wyjątkowo mokro (woda ciekła praktycznie po każdej ścianie) zdecydowaliśmy się nawet nie sprawdzać co się dzieje między Studnią Imieninową a Brązowym Progiem (gdzie przy obfitych opadach tworzy się jeziorko (w skrajnych przypadkach ponoć i syfon)) i od razu zjechaliśmy Studnią Imieninową na dno korytarza Mamutowego. Z opisu wynikało iż miało być ok 40m zjazdu (liny), a jak się okazało starczyłaby nam jedna lina 55m złożona &amp;quot;na złodzieja&amp;quot;. Fakt że zapasu byłoby tak góra 1m :)&lt;br /&gt;
Pocieszającym było iż korytarz Mamutowy okazał się suchy w porównaniu z wcześniejszą częścią jaskini, to nie zmoczyliśmy stóp (czy innych części ciała). Na koniec został nam tylko Próg Latających Want, który mieliśmy podzielić między siebie ja i Łukasz. Łukasz zaczął i tak jakoś wyszło iż ja zająłem się deporęczem zamykając tyły a Łukasz wyłoił wszystko. Na koniec został nam malutki prożek przed samym wyjściem, na którym poleciało najwięcej słów na &amp;quot;k&amp;quot; :) ale to pewnie dlatego że każdy chciał już wyjść na zewnątrz. Wyjście oczywiście ubrudziło nas wszystkich, także też standard jak na tą akcję. Akcja trwała niecałe 9h, także do rekordu Mateusza i Karola nawet się nie zbliżyliśmy, ale po prostu nie spieszyliśmy się  - tak sobie to tłumaczymy :)&lt;br /&gt;
Powrót do bazy okazał się  bezproblemowy (nie licząc zapadających się nóg w śniegu o którym pisałem na początku), było jeszcze jasno i nawet poręczówki były na wierzchu. Potem tylko auto i droga na Śląsk (dla niektórych &amp;quot;teleport&amp;quot;, tylko kierowca nie mógł sobie pozwolić na spanie :)&lt;br /&gt;
Akcja zakończona sukcesem, bez strat w ludziach czy sprzęcie, a dla niektórych był to pierwszy raz w Czarnej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2013%2FTatry-J.Czarna%28trawers%29-04.2013&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Syczuan - Rekonesans wokół Chongqingu|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Ciszewski (KKTJ), Adam Juchniewicz (niezrz.; w roli tłumacza); w części pobytu także Erin Lynch (Hong Meigui Cave Exploration Society), Zhang Hai oraz Shi Wen Qian (Instytut Geologii Krasu w Guilin)|15 04  - 25 04 2013}}&lt;br /&gt;
Więcej informacji w [[Relacje:Rekonesans Chiny 2013|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Na Jedwabnym Szlaku|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|14 04  - 27 04 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od Hami posuwamy sie na zachod. Trudno z dostepem do internetu. Praktycznie to niemozliwe dla obcokrajowcow. Nie mozemy wyslac maili. Ostatnie 12 dni obfitowalo w wiele ciekawych i zmiennych zdarzen. Od upalow zwirowo-piaskowych pustyn po sniezyce wysokich plaskowyzow. W dodatku powazne usterki rowerow (peknieta felga i opona, zatarte pedaly), ktore zaburzyly nasze plany i kalkulacje. Szosa G217 przedarlismy przez przelecz dobrze ponad 3000 m do doliny rzeki Kas. W gornych partiach wszystko w sniegach. Teraz jestesmy na drodze S315 i dolina rzeki jedziemy na zachod w strone granicy w Korgas (zostalo ok. 300 km). Nie mozemy sie zanadto spieszyc bo wizy  kazachskie zaczynaja sie 8 maja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedwabny Szlak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkanascie ostatnich dni obfitowalo w wiele zaskakujacych wydarzen, zmiennych sytuacji, steresow i niespodzianek. Przedzierajac sie wzdluz dawnego Jedwabnego Szlaku na zachod nie sadzilismy ze czeka nas tyle &amp;quot;ciekawych&amp;quot; i ciekawyc zdarzen. Od upalow zwirowo-piasczystej pustyni do stepowych sniezyc na wysokich plaskowyzach i sniegow wysokich gor. Jak to nie pierwszy raz w tym kraju bywalo caly wahlarz skarjnych odczuc. Tu raczej trudno o jakas srednia. Komu sie chce poczytac wiecej to mniej wiecej tak to wygladalo:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Hami do Turphan (najwieksza depresja Chin -154 m.) probowalismy sie przedostac droga 312 wiodaca mniej wiecej rownolegle do autostrady G30. Zabralismy prowiantu na ok 3 dni i kilka litrow wody na glowe (brak tam miejscowosci). Za Hami zaczyna sie step przechodzacy w zwirowo - piasczysta pustynie. Po moze 37 km droga nagle konczy sie na autostradzie gdzie rowerami nie wolno wjechach. Obok wiedzie jakas piaszczysta droga ktora probujemy sie przedrzec dalej na zachod. Kilkanascie kilometrow brniemy w piachach co chwila zsiadajac i wsiadajac na rower. Droga jedna sie konczy, inna zaczyna. Wszystkie koncza sie nagle przy jakis zwirowiskach, slupach energetycznych lub prowadza do nikad. Motamy sie w tym pustkowiu (w srodku byla autostrada ale dla nas niedostepna).  Przeciez przed nami co najmniej 300 km takich falszywych drog. Upal sie nasilal. Na polnocy widzimy jakies jezioro, ktore przeciez nie istnialo na zadnej mapie. To zwykla fotomorgana. Po ilus tam probach i nadziejach ze moze ta akurat sciezka wyprowadzi nas dalej na zachod przychodzimy po rozum do glowy. Musimy jechac alternatywna droga S305 wiodaca polnocna strona wysokich na ponad 4000 m gor. Tam nie ma ograniczen dla rowerzystow. Z ciezkim sercem wracamy do Hami. Niemal 100 km na daremno. Opuszczamy wiec definitywnie Hami kierujac sie na polnoc na S305. Droga ciagle sie wznosi w strone osniezonych gor. 20 km na N od Hami na pustkowiu nieopodal drogi stala stara, gliniana warownia strzegaca niegdys tego strategicznego traktu. Jedziemy ja zobaczyc. Byly tu 2 wojskowe namioty i kilku pracownikow renowujacych obiekt. Mozemy sie tu zatrzymac na nocleg. Daja nam dobry posilek i wode.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastepeny dzien to niemal nieprzerwany podjazd. 60 km ciagle w gore, nie stromo ale w gore. Droga skalistym wawozem przelamuje sie przez skaliste (piaskowce) gory wzdluz bystrej rzeki. W drugiej czesci dnia osiagamy potezny stepowy plaskowyz ograniczony z polnocy i poludnia zasniezonymi gorami o znacznych wyskosciach. Jest coraz zimniej. Krzysiek stwierdza w swoim rowerze peknieta felge (tylnie kolo) Pojawia sie coraz wiecej jurt a miejscowi to glownie Ujgurzy. Choc nie znamy chinskiego to z sluchania mozna wywnioskowac ze mowia innym jezykiem niz mandarynski. W drugiej czesci dnia (to setny dzien naszej wedrowki) zjadmy obiad za 100 Y. Za malym miasteczkiem zatrzymujemy sie na nocleg w gospodarstiwie Ujgurow. Gospodarz zaprasza nas do spania w lozkach w pokoju. Po kilkunastu minutach gdy wymienialismy lancuchy zjawia sie nagle policja i nakazuja nam powrot do &amp;quot;miasteczka&amp;quot;. Kontrola i zdjecia dokumentow, gdzies dzwonia. W koncu wskazuja nam miezle miejsce na rozbiecie namiotu obok stacji wyciagu krzeselkowego. Przynosza nam nawet jedzenie. Noc zimna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano odmeldowujemy sie na posterunku policji i ruszamy dalej na zachod. Step tu jeszcze zagospodarowany, czesto rozkopany, jakies gospodarstwa rolen, gliniane chatki, wielu konnych pasterzy z stadami owiec, bydla lub nawet wielbadow. Po ok. 60 km docieramy do miasteczka na stepie gdzie w tanim hoteliku zalatwiamy nocleg. W miejscowej internet cafe odmawiaja nam dostepu do neta. Zaopatrujemy sie w zywnosc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak na marginesie to biwakowanie jest tu dla nas monsturalnym problemem. Miejscowi widocznie nie moga przyjmowac obcych. Jest tez chyba zakaz uzywania neta przez obcych. W hotelach mozna spac ale tylko w tych wyznaczonych. Ciezko nam to wszystko zrozumiec wiec caly czas mamy jakies obawy. Biwakowanie na dziko wchodzi w gre tylko jak nikt nie widzi. Ale jak to zrobic na stepie gdzie widac na dziesiatki kilometrow lub przy polach gdzie ciagle ktos chodzi, pracuje, mieszka. U ludzi rowniez trudno. To wszystko jest dla nas duzym obciazeniem psychicznym. Czujemy sie ciagle obserwowani, sledzeni. Ale coz mozna zrobic, jakos musimy tu przetrwac. Po za tym nocleg w tanim hotelu pozwala na wziecie cieplego prysznicu, upranie rzeczy i spokojniejszego wypoczynku. Jestesmy wiec czasem wrecz skazani na takie noclegi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzien zapowiadal sie pochmurny. Nastepne &amp;quot;miasto&amp;quot; znajdowalo sie ponad 85 km dalej. Na tym odcinku nie bylo nic oprocz drogi i otwartego stepu. Bezmiar przestrzeni, szare, grozne niebo, sporadyczny ruch troche detrymujaco wplywalo na nasze nastroje. Lykamy jednak kolejne kilometry pustki by jak najszybciej przebyc ta biala plame na mapie. Po 3 godzinach stalo sie najgorsze czego mozna sie bylo spodziewac na stepie. Najpierw deszcz. Potem silny boczno-przedni wiatr i sniezyca. Zakutani w niemal wszystkie nasze ubrania walczymy z przeciwnosciami jak tylko idzie. Rece mamy zmarzniete ze nawet zrobienie zdjecia nie za bardzo wchodzi w gre. Sniezna kurpa sypala niemal poziomo a silny wiatr potegowal uczucie zimna. Nasze stopy wkrotce oklejala sie skorupami lodu. Przed nami jeszcze dobre 50 km niczego. Nie ma sie gdzie schronic. Jedyna stara warownia zostala dalego za nami. Jak okiem siegnac tylko pustka. Nagle Krzysiek stwierdza rozwalona juz bardziej felge. Schodzimy z rowerow. Dalej jechac nie mozna bo za chwile strzeli felga razem z detka. Najblizszym miejscem gdzie mozna kupic felge jest oddalone o ponad 400 km Urmuczi. Sytuacja beznadziejna. Ale to co dalej nastapilo jest happy endem jak z cudownej bajki. Widzac co sie dzieje Damian zatrzymuje nadjezdzajacego (o dziowo, samochody jezdza tu nader rzadko) traka. Musimy przedostac sie do jakiegos miasteczka gdzie autobusem musimy dotrzec do Urumczi. Co sie okazuje. Faceci jada (bylo ich 3) do Urumczi. Pakujemy sie jak 2 bryly lodu do cieplej szoferki a rowery laduja na pace. Co za szczescie. Jadac juz dalej trakiem obserwujemy niemal bezludny, smagany wiatrami nawilzatny sniegiem to deszczem teren. Na poludniu nadal wyskie i osniezone gory. Szczyty na ktore zapewne nikt nie wchodzil, doliny ktore bez wartosci dla dzialalnosci ludzkiej nikt nie odwiedzal. Brr. Po drodze zatrzymujemy sie kilka razy w tym 2 razy na posilek. Pozno w nocy dojezdzamy do Changi (to takie przedmiescia Urumczi). Za rada naszych wybawicieli zostajemy w wypasionym hotelu gdzie ceny byly rownie ostraszajace co pogoda na plaskowyzu. Facet jednak zalatwia nam tam nocleg w zupelnie przystepnej cenie (35 zl). Trudno sie dogadac wiec czasem jest wiele niedomowien. Jutro trzeba naprawic rower.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastepny dzien i nastepne niedpodzianki. Facet ktory nas przywiozl (dorzucilismy sie do paliwa) przychodzi rano do nas i kaze jechac do sklepu rowerowego. Niespodziewanie po okolo 3 godzinach Krzysiek ma przeplecione kolo z dobra felga a Damian wymienil pedaly, ktore sie zacieraly. Zegnamy sie juz definitywnie z naszym dobroczynca (niestety nie wiemy jak sie nazywal, chinskie imiona sa dla nas nie do wymowienia) i na wlasna reke pragniemy znalezc tanszy jeszcze hotel. Pomoc oferuje mila dziewczyna, ktora pracowala w sklepie rowerowym. Bierze swoj rower, my podozamy za nia mknac przez ruchliwe ulice miasta z ignoraancja wszelkich przepisow. 10 km i nie mozna znalezc konkretnego hotelu. Wkrotce dolacza przyjaciel tej dziewczyny. Koniec koncow znajduja jakis drogi hotel. Krzysiek idzie wybrac do banku pieniadze. Na domiar zlego wciaglo mu karte Visa a urzednik nie chcial jej wydac bez podania numeru karty, ktorego Krzysiek nie potrafil znalezc. W koncu jednak (tez dzieki tej Chince) udalo sie odzyskac karte a my hotel mielismy za darmo. Nie wiemy dlaczego ale dzieczyna powiedziala ze nic nie placimy (mowila nawet dobrze po angielsku). Bylismy im bardzo wdzieczni za tak nieoceniona pomoc. Wkrotece sie zegnamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie slonce na niebie. Z ugla opuszczamy aglomeracje Urumczi kierujac sie na zachod. Wktrotce tez nienaganna nawierzchnia G312 nagle sie konczy, dalej trwa budowa drogi. Znow w pyle jedziemy budowana droga do miejsca gdzie dalej sie nie dalo. Robotnicy kieruja nas na wlasciwy kierunek jakas boczna droga. Przez Jinghzi przedzieramy sie ciagle w kurzu. Potem lepiej. Przed Manas zacieraja sie &amp;quot;nowe&amp;quot; pedaly w rowerze u Damiana. Zmieniamy je na stare. Troche dalej kolejna opona Shwalbe Maraton w rowerze Damiana peka na bocznym kordzie. Zmienamy ja na zapasowa brazylijska. W Manas kwaterujemy sie w podrzednym hotelu. Przypadkowo spotykamy w miescie Kazacha, ktory dobrze mowil po rosyjsku wiec bez problemu zalatwiamy sklep rowerowy (kupujemy opone) a takze internet (nam odmowili ale Kazach zalogowal sie sowja karta i moglismy wyslac poczte). Caly dzien spedzamy w Manas i dopiero nazajutrz ruszamy dalej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dosc monotonna droga S115 docieramy do Dushanzi. Najpierw obok jakichs hut wsrod nieciekawych budowli dojezdzamy do szerokiej drogi a nia do zupelnie innego niz otoczenie miasta Dushanshi. Miasto jest piekne, nowoczesne i czyste. Mlody czlowiek zaprowadza nas do taniego hotelu ale tu nas nie przyjma (obcokrajowcy). Pokazuje tez warsztat gdzie Damian od reki wymienia pedaly. Poprzednie wytrzymaly zaledwie 200 km). Wkrotce tez znajduje nas policja. Znowu na komisariat. Skrupulatna kontrola dokumentow. Dokladnie musimy tlumaczyc w jaki sposob przemierzamy Chiny i gdzie chcemy jeszcze jechac. Autostrada nie mozna wiec musimy znowu przedrzec sie przez gory droga 217. Potem ida nam pokazac hotel w ktorym mozemy spac. W asyscie kilku funkcjonariuszy podchodzimy pod wypasiony hotel gdzie jednak cen nie mozemy zaakceptowac. Gdzies dzownia, daja nam telefon w ktorym po angielsku slyszymy od babki ze jezeli chcemy tanszy hotel to musimy jechac do innego miasta. Coz. Policja nas wypuszcza a my pospiesznie robiac tylko niezbedne zakupy opuszczamy piekne Dushanzi kierujac sie na poludnie. Za miastem od razu zaczyna sie szeroki step z majaczacymi na poludniu wysokimi i bialymi gorami. Moze po 5 km zatrzymujemy sie przy 2 jurtach. Mieszkajacy (czy tez bardziej pracujacy) tu Kazachowie przydzielaja nam jedna jurte w ktorej spedzamy wygodnie noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogodny ranek zacheca do wysilku. Dziekujac gospodarzom za bezcenna goscinnosc ruszamy w droge. Kazachowie odradzaja nam ten kierujac pokazujac na migi ze droga jakoby jest nieprzejezdna. Nie mamy jednak wyjscia. Musimy sprobowac. Spotykamy tez 3 miejscowych bikerow podazajacych w naszym kierunku (daja nam snikersy). Zostawiamy ich wkrotce z tylu jadac naszym tempem. Potem mijamy jakies &amp;quot;pielgrzymki&amp;quot; glownie mlodzierzy podazajacej pieszo do oddalonego o 25 km &amp;quot;miasteczka&amp;quot;. Dziewczyny znowu robia sobie z nami zdjecia. W &amp;quot;miasteczku&amp;quot; nie ma ani jednego sklepu. Znow &amp;quot;mowia&amp;quot; nam aby dalej nie jechac bo droga zablokowana. Nie mozna jednak zrozumiec co blokuje droge. Tylko wymowne krzyzowanie palca i dloni. Jedziemy dalej. Auta jezdza tu bardzo rzadko, jak juz to ciezarowki do pobliskiego kamieniolomu. Windujemy sie wysoko serpentynami. Droga w wielu miejscach zasypana opadajacymi ze stromych zboczy kamieniami. Z dosc wysokiej przeleczy ostry zjazd do nastepnej doliny gdzie zatrzymuje nas szlaban i posterunek policji. Tu jemy drogi posilek a funkcjonariusz zezwala jechac nam dalej twierdzac ze droga OK. Tu tez jeszczer raz spotykamy owych bikerow. Jechali jednak tylko do kamienia z chinskimi znakami a zawracali. My jedziemy dalej na poludnie. Tu ruch w zasadzie nie istnieje. Droga w wielu miejscach mocno uszkodzona. Prowadzi skalnym wawozem po wykutej polce w skalnej scianie. W dole w kanionie rwie jakas rzeka. Musimy sie strsowac jadac pod skalnymi scianami wiszacymi nad naszymi glowami. Na drodze pelno obsunietych fragmentow skal. Ciagle w gor i w gore. Wawoz jest bardzo piekny, wcisniety w niebosiezne gory, ktorych szczyty pokryte sa bialymi czapami. Mija nas kilka dzipow. Jeden kierowca sie zatrzymuje tlumaczac na migi bysmy wracali bo nie przejdziemy. Nie mamy jednak nic do stracenia, dla nas inna droga nie istniala. Chcemy dojechac do owej przeszkody i naocznie sprawdzic czy nie da sie np. przenies rowerow. Pojawia sie coraz wiecej platow sniegu, przez ktore musimy przprowadzac rowery. Doprawdy bardzo piekny i intrygujacy trkt. Juz u schylku dnia nagle wyprzedza nas rozklekotana bagozowka z materialami budowlanymi. Sadzilismy ze remontuja droge. Zatrzymali sie tuz przed nami. Oczywiscie zdjecia z bialymi to juz tu obyczajowy kanon. Twierdzili ze mozna przejechac na druga strone do Czarmy (miejscowosc w sasiedniej dolinie) ale my nie bylismy pewni czy dobrze rozumiemy. Nasza ciekawosc byla tak duza ze postanawiamy zabrac sie z nimi do gory i jak najszybciej zobaczyc gdzie droga sie skonczy. Jedzenia mielismy tylko na jeden posilek. Wrzucamy wiec sprzet na pake i malej szoferce sciskamy sie w 4 osoby. Doslownie po kilku kilometrach stromych serpentyn zaczynaja sie sniegi. Droga na szerokosc 2 kol jest jako tako przejezdna. Potem juz po sniegu do tunelu za ktorym zaczynala sie druga dolina. Widok nas zaskakuje. Tu po prostu panuje zima. Wszystko wkolo tonie w bieli. Buksujac to po lodzie to po sniegu, jadac w snieznym wawozie tracimy wysokosc. Na szczescie im nizej tym sniegu mniej. Dziesiatkami serpentyn tracimy wysokosc uciekajac z krainy sniegu i zimna. Niebawem wysiadamy bo droga sie konczy a bagazowaka skreca na jakas budowe. Od razu zjezdzamy do szerokiej trawiastej doliny gdzie w ostatnich poswiatach zachodu rozbijamy namiot. Uff. Bylismy z drugiej strony a to oznaczalo mozliwosci jazdy dalej na zachod. Bylismy bardzo zmeczeni. 90 km niemal nieustatnnego podjazdu, niesamowite krajobrazy, wrazenia, napecie i niespodziewany transport przez przelecz troche nas wypompowaly zarowno fizycznie jak i psychicznie. Noc spedzamy spokojnie. Jest tu bardzo zimno. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sloneczny ranek, wspanialy krajobraz w bialo-zielone barwy. Wkolo nas buszowaly pieski ziemne (nie wiemy dokladnie jak zwierzaki sie nazywaja, przypominaly troche swistaki). Zjezdzamy do malutkiej Czarmy, osady skadajacej sie z kilku domow. Wszystko sie budzilo do zycia. W miejscowej knajpce zjadamy drogi posilek i robimy jeszcze drozsze zakupy zywnosci. Drozyzna (ok 100%) w tym zapomnianym zakatku jest zrozumiala przeto jak najszyciej wskakujemy na rowery i zaczynajaca sie tu droga S315 lagodnie zjezdzamy w dol. Szeroka dolina rozdziela dwa potezne pasma gorskie, pokryte sniegami gory siegajace nawet 5000 m. Srodkiem doliny plynie rzeka Kas, toczac swe wody do Ile a ta do wciaz odleglego jeziora Balchasz w Kazachstanie. Jest tu naprawde pieknie. Mozna by rzec ze pierwszy raz w Chinach mozna fascynowac sie w miare nie skazonym krajobrazem. Mija nas tu wiecej konnych niz zmotoryzowanych. W malutkiej wiosce jemy chinska zupke a za wioska w lesie nad rzeka biwakujemy w ladnym miejscu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostalo nam ok. 300 km do granicy wiec nie musimy sie zanadto spieszyc. Postanawiamy byc dluzej na &amp;quot;lonie natury&amp;quot;. Po 30 km zatrzymujemy sie obok 2 jurt kazachskich jak sie pozniej okazalo. Rozbijamy namiot nad potokiem (w poblzu ludzie wyzucali smieci). Rodzina zaprasza nas na obiad a pozniej kolacje. Maz kobiety ktora pozwolila nam sie tam rozbic dobrze mowil po rosyjsku. Czesto jezdzil do Kazachstanu a zajmowal sie pszczelarstwem. Posilek jedlismy siedzac na dywanach przy niskim stoliku. Bardzo sympatyczni ludzie. W nocy leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastepny dzien to tylko 10 km do &amp;quot;miasteczko&amp;quot; Tambla. &amp;quot;Hotel&amp;quot; za 15Y (ok 7 zl) na leb byl okazja nie do pogardzenia. Kwaterujemy sie, robimy zakupy zywnosci i odpoczywamy. Chcemy tu zostac 2 dni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano idac na zakupy zatrzymuje nas miejscowa policja. Znow idziemy na komisariat. Tym razem siedzimy tam 3 godziny. Sprawdzaja nasze dokumenty, fotografuja, dzwonia gdzies. Daja nam telefon gdzie kobieta po angielsku wypytuje o nasza droge, cele itp. Okazuje sie ze nie mozemy spac w byle jakim hoteu tylko w wyznaczonym przez wladze. Po przesuchaniu funkcjonariusze prowadza nas do lepszego hotelu gdzie sa tez drozsze noclegi (30 zl). Opiekuja sie nami. Najwazniejsze ze zaprowadzili nas do cafe internet gdzie mozemy cos napisac. Stad wlasznie piszemy te slowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Mirowie|Damian Żmuda, Kasia(os.tow.), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|14 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po sobotnim wspinaniu w Świątyni Czystego VI.1 (Rzędki) tym razem wybór pada na Mirów.  Ludzi mimo obiecujących prognoz mało!!! Pogoda zdecydowanie gorsza niż w sobotę, strasznie wiało!!! Pomimo wysokiej temperatury wiatr nie pozwalał na komfortowy wspin (puchówka+czapka obowiązkowo).  Zaczynamy wspinanie od Trzech Sióstr, gdzie pokonujemy Niebo w Gębie (-V), Pozdrowienia z podziemia (VI+), potem szybkie patentowanie i  w pierwszej próbie padają Tragiczne marzenia (VI.3+/4) - wycena mocno zawyżona. Następnie przenosimy się na Szafę, gdzie można się powspinać się w słońcu. Na koniec dnia wracamy na Trzy Siostry, gdzie udaje się poprowadzić  Koksownia Przyjaźń (VI.3) – wspin po krawądkach,  jak dla mnie droga bardzo wymagająca, ale godna polecenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: wspinanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
Po nieudanych próbach wyciągnięcia kogokolwiek na skitury czy rowery, około godziny 22:00 dostaje SMS-a z propozycją wyjazdu w skałki - zgadnijcie od kogo... Szybko sprawdzam prognozę na sobotę i nie jest zbyt optymistyczna, ale ile to już razy warto było zaryzykować.&lt;br /&gt;
Na wszelki wypadek pakujemy też sprzęt jaskiniowy, aby w razie deszczu odwiedzić jaskiniowców w Piętrowej Szczelinie.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy niezbyt wcześnie, aby niepotrzebnie nie marznąć pod skałami, ale już o 8:00 jest ok. 10 st. &lt;br /&gt;
Na parkingu w Rzędkowicach tylko 1 auto. Idziemy snieżno-błotną ścieżką, ale już po południowej stronie sucho. &lt;br /&gt;
Cele wspinaczkowe okazują się optymalne: rozgrzewka na długiej i pięknej Nikodemówce za VI+, dalej 17 sekund za VI.2+ i Szatańskie Wersety za VI.4 (Karol). Cały czas obserwujemy niebo, ale z daleka widoczne deszcze szczęśliwie nas omijają. &lt;br /&gt;
Wspinanie kończymy około 18:00 i po 2 minutach jazdy samochodem zaczyna lać. &lt;br /&gt;
Sezon uważam za otwarty - pogoda wspinaczkowa, temperatura optymalna, skała sucha, nawet komary już gryzą:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - kurs w 3 Kopcach i W Stołowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ksawery Patryn&amp;lt;/u&amp;gt;, Joanna Przymus, Łukasz Majewicz, Łukasz Mazurek, Daniel „Buli” Bula|13 04 2013}}&lt;br /&gt;
7 kwietnia 2013 odbył się pierwszy w ramach kursu wyjazd do jaskini.&lt;br /&gt;
W planie: zwiedzanie Jaskini w Trzech Kopcach oraz W Stołowie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W godzinach rannych (7:15) z centrum Bytomia wyjechaliśmy samochodem w kierunku Szczyrku.&lt;br /&gt;
Po dotarciu na miejsce ruszyliśmy drogą pod górę na Przełęcz Karkoszczonkę. Po krótkiej przerwie spędzonej w ciepłym zaciszu Chaty Wuja Toma, skierowaliśmy się na północ wzdłuż czerwonego szlaku. W niecodziennej, jak na kwietniową porę, zimowej aurze dane nam było przeprawiać się w metrowym śniegu. &lt;br /&gt;
Osiągając docelowe 972 m n.p.m. odnaleźliśmy otwór wejściowy Jaskini w Trzech Kopcach.&lt;br /&gt;
Zwiedzanie bez większych niespodzianek przebiegło pomyślnie. Nowych partii nie odkryto. &lt;br /&gt;
Dotarłszy w rejon Jaskini W Stołowie zlokalizowaliśmy trzy dobrze rokujące otwory które lokalizacją pasowały do namiarów. Niestety ze względu na brak sprzętu oraz trudne warunki zrezygnowaliśmy z zejścia.&lt;br /&gt;
Z braku perspektyw na dalszą eksplorację zawróciliśmy w dół do samochodu. Jako dodatkową atrakcję mieliśmy przyjemność posilić się wyśmienitą szarlotką na gorąco w miejscowej kawiarni.&lt;br /&gt;
Senni i zasłodzeni powróciliśmy do Bytomia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za dobrą zabawę i miło spędzony czas w pięknych okolicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Do Xi'an i dalej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|07 04  - 13 04 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drugim noclegu w &amp;quot;hotelu fryzjerskim&amp;quot; ruszamy w dalsza droge tym razem przy niesmialo swiecacym sloncu. Za Siquan droga skreca raptownie na N-E w wysokie pasmo gorskie. Znow sie wznosimy coraz wyzej. Teren jednak jest troche dzikszy. Obszar wciaz krasowy. Widzimy kilka duzych otowrow jaskin. Potem przewazaja skaly krystaliczne. Mniej ingerencji czlowieka w srodowisko. Nawet w miare czysta woda w rzece. Wioski z mniejsza iloscia smieci i jakos tak spokojnie. W jednej z wiosek pytamy o rozbicie namiotu. Udaje nam sie go rozbic na malym podworku w pobizu zagrody dla swin. Miejsce bylo bardzo spokojne i dobrze sie spalo.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W Chinach plusem wedrowania jest mozliwosc kupienia zywnosci (slaby wybor ale jest) w wszdeobylskich &amp;quot;sklepach&amp;quot; oraz 'barach&amp;quot; przydroznych. Oczywiscie w takiej UE bary te nie maly by racji bytu m. in. z powodu przepisow sanitarnych i innych glupot. Tu zawsze mozna kupic ryz lub zupe z makaronem w rozny sposob przyprawione. Po za tym jest zawsze duzy termos z goraca woda. Korzystamy przy zalewaniu kawy czy herbaty. Bardzo malo sami gotujemy chyba ze spimy na dziko. Ceny posilkow sa podobne do polskich w tych barach taniej (zupa ok. 2 zl, ryz z dodatkami 4 - 8 zl). Bardzie oplaca sie cos zjejsc w barze niz marnowac kase na gotowanie na benzynie. Nawet spiac w poblizu zabudowan w najgorszym wypadku zawsze dostawalismy wrzatek. Tak bylo i tym razem. Po sniadaniu ruszamy w 25 km podjazdu. Teren ciekawy a na drodze w zasadzie ruch nie istnieje. Po kilku godzinach osiagamy przelecz na wys. 2300 m. Jest bardzo zimno. Ubieramy sie wiec stosownie do dlugiego zjazdu. Znow plus minus te 25 km w dol do drugiej doliny i historia sie powtarza. Po drodze jednak spimy za rzeka (trzeba bylo przejsc po rozlatujacym sie wiszacym moscie). Za duzym glazem rozbijamy namiot i jak zwykle odwiedzaja nas poblismy mieszkancy by zobaczyc bialych dziwakow. Jeden facet (chyba byl troche uposledzony) dlugo z nami &amp;quot;rozmawia&amp;quot;. Widzac ze nie bardzo rozumiemy pisze nam &amp;quot;krzaczki&amp;quot; na kartce. Krzysiek pokazuje mu nasza ksiazeczke obrazkowa. To byl blad. Gosc kartka po kartce przeglada i zgaduje co jest na obrazku. Cieszy sie jak dziecko jak to potwierdzamy. Najbardziej nas jednak rozbawil gdy doszdl na strone z sprzetem do nurkowania. Pletwy skojarzyly mu sie z kopaczkami. Chwalil sie ze takim sprzetem pracuje. Gdy widzial wspinacza na skale pokazal na nas myslac ze wspinacz lezy na ziemi a my tez bedziemy lezec w namiocie. Gdy odszedl oddetchlismy z ulga. Odwiedzil nas jeszcze w pozno w nocy z latarka ale udawalismy ze spimy wiec odszedl.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Nastepny ranek i nastepny podjazd. Znow ok. 30 km ostro w gore. Moze pol dnia zajmuje podjazd przez najwyzsza przelecz gor Qin Ling (2700). Na przeleczy platy swiezego sniegu. Wieje lodowaty wiatr. Ubierajac niemal wszystkie ciuchy. Pedzimy w dol do dolin i wawozow osiagajac powoli kotline w ktorej lezy ogromne Xi'an. Ten odcinek drogi mozna zaliczyc do ciekawszych pod wzgledem roznorodnosci krajobrazu. Nie byl tak zdewastowany przez &amp;quot;industrializacje&amp;quot; jak inne czesci tego kraju. Im nizej tym cieplej. Wkrotce znow jedziemy w letnim ubiorze. Gory tez nagle znikaja za nami a my wjezdzamy w charakterystyczny do wielkich aglomeracji obszar zabudowy. Tu w tanim hoteliku spedzamy noc by nie wpakowac sie wieczorem w centrum.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po kalkulacjach i analizach naszych planow doszlismy wspolnie do wniosku ze nie mamy duzych szans w ramach waznosci wiz dotrzec do granicy z Kazachstanem jadac gorskim terenem na rowerach. Musimy znow skorzystac z publicznej komunikacji. Dodatkowym powod to rozleglosc aglomeracji Xi'an. Cala kotlina jest zajeta przez roznego typu zabudowania, przemysl itp. Wydostac sie stad to tez strata czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak wiec przygotwani mentalnie na dalsze wydarzenia osiagamy przed poludniem mury legendarnego Xi'an. To tu zaczynal sie lub konczyl Jedwabny Szlak wiodocy tysiacami kilometrow do Azji Srodkowej i dalekiej Europy. Setki lat zjezdzaly sie tu karawany z roznych stron Azji i nie tylko. Miasto mialo swoje lata swietnosci a istnieje juz tych lat 3000. Mury otaczajace miasto nadal stoja choc ich rola z obronnej zmienila sie w turystyczna. Jest tu kilka szacownych budowli ale to mozna poczytac lub wybrac sie na wycieczke zorganizowana. Spodziewalismy sie spotkac tu bialych ale nic z tego. Prawie miesiac nie widzielismy zadnego. My natomiast niczym amanci filmowi musimy sie co rusz fotografowac z roznymi ludzmi bo to okazja zrobic sobie zdjecie z tak odmiennym i egzotycznym czlowiekiem. Zwlaszcza dziewczyny chca miec pamiatki. Czasem jest to juz meczace.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Probowalismy kupic bilet kolejowy do Hami (to juz prowincja Xinyang). To co dzieje sie na stacji jakos mi trudno opisac (w skrocie jeden wielki harmider w wydaniu chinskim). Wszystko napisane po chinsku. Przypadkowo zaczepia nas facet z slaba znajomoscia angielskiego i widzac nasza nieporadnosc proponuje zalatwienie biletu na autobus. Byl to strzal w &amp;quot;10&amp;quot;. Kupujemy bilet na nastepny dzien a popoludnie spedzamy na zwiedzaniu Xi'an. Duzym ciosem byla utrata 2 kluczowych map. Stracilismy je przy kupowaniu biletow. Noc spedzamy niestety znow w hotelu (35 zl).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Nasz przejazd z Xi'an do Hami to temat na dluzsze opowiadanie ale zamkniemy sie tylko w kilku zdaniach.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak wiec bojac sie czy nas nie oszukano udajemy sie o wyznaczonej godzinie (12.00) na dworzec skad rzekomo autobus mial odjechac o 16.30. 3 godziny wczesniej istotnie podstawiono maly autobus i bez wiekszych problemow (odkrecilismy tylko pedaly i wyjelismy kola) wstawilismy bagaz do luku. W autobusie siedzielismy 3 godziny (dzialala klima). Przed planowanym odjazdem doszlo do jakis przepychanek bo nie zgadzala sie liczba pasazerow. Jak spozniony ruszyl to w korku stalismy moze pol godziny a potem dojechalismy do wlasciwego dworca gdzie trzeba bylo przesiadz sie do wiekszego autobusu. To sie tez udalo. Po moze 2 godzinnym wyjezdzaniu z centrum na stacji benzynowej okazalo sie ze autobus jest zepsuty i trzeba bylo sie przesiadz znow do innego autobus. Potem juz jechalismy 28 godzin. Oczywiscie jako jedyni biali. Plucie i charkanie w autobusie na podloge to rzecz tak normalna jak oddychanie. Trzeba tylko troche uwazac by nie zostac przypadkowo trafionym. Taka jazda to tez ciekawe przezycie. Co by nie powiedziec o Chinach autostrady maja swietne. Przejechalismy setki kilometrow w tunelach i wysokich wiaduktach. Bylismy pelni podziwu do tego co zrobili. To obecny Jedwabny Szlak. Step jest przeorany w roznych konfiguracjach. Tysiace slupow energetycznych, wiatrakow, masztow i innych budowli przemyslowych szpeca krajobraz. W koncu tez osiagamy wyzynny obszar z polnocy i z poludnia zamnkniety wysokimi gorami (ponad 5000 m i pokrytymi sniegiem). Dalsza droga wiedzie przez bardziej lub mniej rozlegly step. Wiele kilometrow jedziemy wzdluz pozostalosci wielkiego Chinskiego Muru. Mijamy obronne bastiony. Zatrzymujac sie co kilka godzin na przerwy przejezdzamy cala prowincje Gansu i po ponad dobie juz w nocy docieramy do Hami. Wysiadamy po ciemku przy jakiejs stacji benzynowej i tu w ustronnym miejscu za jakimis gratami spimy pod golym niebem.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Do granicy zostalo 1300 km. W Hami znajdujemy tani &amp;quot;hotelik&amp;quot; i tu spedzimy 2 dni na przygotowaniu do dalszej drogi rowerami przez pustynie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skitour na Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; + os. tow.|07 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Szczyrku-Biłej przez Przełęcz Karkoszczonka podchodzimy na Klimczok. Trasę dobieramy tak, aby&lt;br /&gt;
skontrolować odbywający się równolegle wyjazd kursowy do jaskini w Trzech Kopcach. Gdy ostatni&lt;br /&gt;
kursant znika już pod ziemią, kierujemy się w stronę schroniska. Po posileniu się, zjeżdżamy następnie ciekawym&lt;br /&gt;
wariantem przez Skałkę do Brennej Bukowej i podchodzimy z powrotem na Karkoszczonkę. W sumie wyszło ponad 950 m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskidy o tej porze roku okazały się terenem bardzo przyjaznym narciarzom. Warunki śniegowe bardzo dobre (w lesie jest metr jak nic). Turystów dużo mniej niż w Tatrach, a i ludność lokalna miła i dużo bardziej gościom przychylna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitour na Kozią Przełęcz i Zawrat|Michał Ciszewski (KKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 04 2013}}&lt;br /&gt;
Z Kuźnic, przez Halę Gąsienicową podchodzimy na Kozią Przełęcz. Z niej zjeżdżamy do Doliny Pięciu Stawów, a następnie podchodzimy na Zawrat i zjeżdżamy z powrotem do Murowańca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu w Tatrach dużo i warunki śniegowe generalnie dobre. Zjazd utrudniają miejscami wielkie lawiniska (nie świeże, a raczej ze starego opadu). W dniu naszej wycieczki dodatkowym kłopotem była gęsta mgła, która utrudniała orientację i odczuwanie nachylenia stoku. Na szczęście, dzięki GPS, nie spadliśmy w żadną przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża wilgotność powietrza skutkowała także bardzo słabym działaniem ludzkiego systemu chłodzenia i przez prawie cały czas było nam okrutnie gorąco. Co też warte odnotowania, mimo słabej pogody, w Tatrach były tłumy. Murowaniec i Betlejemka pękają w szwach od uczestników szkoleń z turystyki zimowej. Przy niemal każdym kawałku lodu przy szlaku stoi ekipa i wkręca śruby lodowe. Dużo także skiturowców, wielu na wypożyczonym sprzęcie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Na polnoc od Jangcy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|01 04  - 06 04 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostawiamy powoli za soba doline Jangcy z jej metnymi wodami i chaotyczna zabudowa miast. Zostawiamy powoli gdyz droga z doliny piela sie setkami zakretow w kolejny gorski masyw. Blade slonce, blada mgielka i szarawy krajobraz. Jadac kilka godzin w gore ciagle widzimy doline Jangcy. Troche to frustruje ale co zrobic. Najblizszym celem jest Wuxi do ktorego wg naszej mapy ma byc 29 km. Faktycznie jest niemal 100. Mapa, ktora posiadalismy (skala 1:2 000 000) musi byc niezbyt dokladana ale odleglosci mogli podac solidniej. 4 razy przeklamanie bylo na nasza niekorzysc a 1 raz na nasza korzysc. Przklamania te siegaja jednak wiecej jak 100% wiec burzy to czasem nasze kalkulacje i plany. W jednej z wiosek w poblizu chatki dostajemy pozwolenie na rozbicie namiotu, tuz obok kilku grobowcow. Jak Krzysiek tlumaczyl gospodarzowi o co nam chodzi (polozyl sie na trawie) to gosc polozyl sie obok niego. Jak rozbilismy namiot to przychodzi nas ogladac kilkanascie osob z pobliskich chat. Patrza na namiot, jak jemy, jakie mamy rowery. Wszyscy zwyczajowo charkaja i pluja. To akurat jest pikus w porownaniu z &amp;quot;dogadaniem&amp;quot; sie. Denerwuje nas ze jak widza iz nie potrafimy ich zrozumiec to pisza to &amp;quot;krzaczkami&amp;quot; na kartce i daja nam do czytania. Liczby na palcach podaja w inny sposob niz my. Widzac ze ich nie rozumiemy dalej mowia do nas ale glosniej. Co by jednak nie powiedziec sa z reguly bardzo uczynni, goscinni ponad miare. Tak wiec noc uplywa spokojnie choc pozniej padal deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ranek mokry. Dalej setkami zakretow, podjazdow, zjazdow docieramy do duzego Wuxi. Tu zatrzymuje nas patrol policji (mowia dobrze po angielsku) w celu sprawdzenia naszych wiz. Z tego miasta wjezdzamy do klejnego wawozu o stromych wapiennych scianach pelnych jaskin a nizej wykutych sztolni, ktorego dnem plynela rzeka. W jednej z takich opuszczonych sztolni zostajemy na noc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny dzien i kolejny podjazd. Juz policjanci w Wuxi ostrzegali nas przed poteznym podjazdem. Gdy na rozstaju drog (nazwy miast uczylismy sie z mapy zapamietujac szczegoly poszczegolnych &amp;quot;krzaczkow&amp;quot;) zatrzymalismy sie do wytyczynia dalszego kierunku nagle podjezdza facet truckiem i zapraszajacym gestem pokazuje na pusta pake. Jedzie na druga strone przeleczy (gory Daba Shan)zgodnie z naszym kierunkiem. Dlugo nie myslimy. Wkrotce tez siedzimy w szoferce dziekujac opatrznosci za takie zrzadzenie losu. 25 km non stop stromo w gore. Przez goscia zaoszczedzilismy co najmniej pol dnia podjazdu. Na przeleczy Chinczyk prowadzi nas do miejsca gdzie rzekomo znajdowal sie srodek historycznego panstwa chinskiego. Zjezdzamy razem do Zhemping. To juz prowincja Shanxi. Z tego miasta juz na rowerach za rada naszego &amp;quot;zbawiciela&amp;quot; jedziemy inna droga do Pingli. Okazalo sie to dobrym posunieciem. Noc spedzamy w &amp;quot;hoteliku&amp;quot; (13 zl) gdyz nie bylo innej mozliwosci noclegu. Tak wogole to przynajmniej w tej czesci Chin jest bardzo trudno znalezc miejsce na biwak. Wszedzie znajduja sie albo tarasy albo zabudowania. Trzeba wiec biwakowac w poblizu domow a w miastach zostaja tylko &amp;quot;hotele&amp;quot;. Na szczescie sa tanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga najpierw w gore a potem przez prawie 30 km bardziej lub mniej w dol sprowadza nas do Pingli. Stad na zachod znow przez monotonny teren w szerokiej dolinie. W dodatku sie rozpadalo. W jednej z malych miescowosci rozbijamy namiot przy domu gdzie byly same dziewczyny. Na szczescie w szkole maja angielski wiec jakos sie dogadujemy. Cala noc leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej leje. Dziewczyny zapraszaja nas na chinskie sniadanie skladajace sie z ryzu z dodatkami. Bylo to akurat dobre. Ciagle w deszczu osiagamy Ankang. Droga na zachod to ciagle wieksze lub mniejsze miejscowosci. Po 108 km zatrzymujemy sie za Hanyin w malym miasteczku gdzie u fryzjera znajduje sie pokoj goscinny. Doprowadza nas tu dziewczyna, ktora jak sie okazalo byla w miejscowej szkole nauczycielka angielskiego. Co za traf. Pomaga nam wszystko zalatwic. Za 15 zl na leba mamy strzyzenie, golenie, mycie wolsow i nocleg. Siedzac juz przy kolacji nagle do naszego pokoju zapukala policja. Sprawdzaja paszporty i wizy. Kaza nam jechac z nimi na komisariat. Radiowozem wiec dojezdzamy na szczescie nie dalego do budynku policji. Oczywiscie w zaden sposob nie mozemy ich zrozumiec. Z pomoca przychodzi owa &amp;quot;Angielka&amp;quot;. Tlumaczy nam ze to rutynowe postepowanie. Po dokladnych ogledzinach naszych dokumetow, otrzymujemy je spowrotem i mozemy spokojnie odejsc i wroci do naszej kolacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy tu dzien restu wiec stad pisze te slowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
UWAGI DOT. EWENTUALNEJ EKSPLORACJI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
M.in. celem naszego wyjazdu do Chin jest rozpoznanie terenu pod wzgledem eksploracji jaskiniowej. Kraj ten posiada rozlegle tereny gdzie potencjalnie istniec moga glebokie jaskinie. To co zaobserwowalismy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teren: Na polnoc od Jishou az do Pingli szczegolnie zas miedzy Enshi a Wuxi znajduje sie obszar wapiennych gor o duzych deniwelacjach miedzy partiami szczytowymi a dnem rzecznych dolin. Wg naszych szacunkow to roznico grubo ponad 1000 m. Czesto warstwy wapienia uksztaltowane pionowo. W scianach skalnych wiele widocznych otworow. Watpliwe by zbadanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mozliwosci: W dolinach i w wszystkich nadajacych sie do egzystencji miejscach znajduja sie wioski, miasta, tarasy z uprawami lub cmentarze. Doslownie wszedzie. Dopoki gora nie jest tak stroma by po niej isc jest zagospodarowana. Nie ma zadnych siezek czy szlakow w naszym rozumieniu. Czlowiek bardzo ingeruje w srodowisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ludzie: Jak wszedzie na swiecie tacy i tacy. Tu jednak istnieje potezna bariera w komunikacji. Miejscowi moga znac polozenie otowrow ale jak im to wytlumaczyc. Bez tlumacza chinskiego chyba lepiej nie brac sie tu za robote. My od opuszczenia Guilin nie spotkalismy zadnego bialego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Organizacje: Przypadkowo w Guilin widzielismy budynek instytutu krasu. To jednak kraj gdzie jaskinie wykorzystuje sie glownie do odprowadzania wody, sciekow, smietniki. Kilka razy w kamieniolomach widzielismy jaskinie. Watpliwe by ktos sie tym przejmowal. Biorac sie za organizacje ewentualnej wyprawy najlepiej miec poparcie jakiejs organizacji. Po prostu wyprawa nie pasowala by do krajobrazu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedzenie: W duzych miastach mozna jeszcze cos kupic. W malych dla bialego z Europy a zwlaszcza z Polski jest juz gorzej. Najbardziej dotkliwy jest brak chleba. Trudno kupic konserwy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Transport: Oczywiscie najlepiej posiadac wlasny srodek lokomocji. Kursuja autobusy, pociagi itd. ale nie wyobrazalne jest transportowanie wiekszej ilosci sprzetu takim transportem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Krótki skitour w Tennengebirge|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 03 2013}}&lt;br /&gt;
Z Abtenau (wys ok. 700) przeszliśmy najpierw wzdłuż wyciągów na Karkogel do tzw. Berliner Kreutz (ok. 1600). Miła i szybka wycieczka w dobrej pogodzie. Pod koniec zjazdu śnieg mokry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Ski-turling na trawie w okolicy Nauders|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|27 03 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji rodzinnego wyjazdu na święta wybraliśmy się na krótki skitour. W doskonałej pogodzie (słońce) z Nauders podeszliśmy w stronę szczytu Köpfle. Po przejściu ok. 700 Hm, z wysokości 2 100 m wycofujemy się. Pokonał nas śnieg, klejący się okrutnie do fok. Wycof był jedyny w swoim rodzaju. Zaczęliśmy zjeżdżać stokiem skierowanym niestety na południe i w efekcie po może 200 metrach trafiliśmy na zieloną trawę. Ćwiczyliśmy na niej nową dyscyplinę pod nazwą ski-turling na trawie. Polegało to na wykonywaniu ewolucji (przewroty, salta) na śliskiej trawie, z nartami w ręku. Obyło się bez urazów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy: narty w dolinie Aosty|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Tomek Pawlas, Ala Wandzel i inni|08  - 16 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z nastawieniem na jazdę rekreacyjną - jeździmy po przygotowanych trasach i ... uwaga, do góry wjeżdża się wyciągiem, a nie zapycha z buta:) Codziennie szusujemy w innym ośrodku. Pod Monte Rosą, grupa Słoweńców zabiera mnie na wycieczkę freeriadową po okolicznych dolinkach, z pięknymi widokami, opuszczonymi sezonowo wioseczkami i zacnymi zjazdami.&lt;br /&gt;
Generalnie wyjazd wypoczynkowy ze świetnymi widokami na najwyższe szczyty Alp.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, Kitzsteinhorn 2013|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz, w trakcie mojego pobytu, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Bartłomiej Berdel, Jakub Nowak, Jan Wołek, Mirosław Pindel; z STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; z SW Piotr Słupiński; z WKTJ Urszula Kotewa; momentami także Miłosz Dryjański z KKS. W chatce pod Lampo spotkaliśmy także Agnieszkę Gajewską i Krzysztofa Recielskiego (SW) z córką oraz bliżej nieznanego mi Podobasa|10 - 17 03 2013}}&lt;br /&gt;
Po raz czwarty już miałem przyjemnosć krótko uczestniczyć w wyprawie eksploracyjnej Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego do jaskini ''Feichtnerschachthöhle''. Jaskinia ta znajduje się na terenie kurortu narciarskiego na lodowcach pod górą ''Kitzsteinhorn'' (3203). Dzięki uprzejmości firmy ''Gletscherbahnen Kaprun AG'', zarządzającej tym kurortem, baza wyprawy KKTJ zlokalizowana jest w centrum usługowo-gastronomicznym dla narciarzy na wysokości 2452 m npm. W podziemnej cześci tego obiektu, stanowiącej infrastrukturę socjalną dla pracowników całej stacji narciarskiej, dla uczestników wyprawy dostępne są ogrzewane pomieszczenia do spania, ubikacje, prysznic oraz sieć WiFi. Z całą pewnością jest to jedna z najbardziej komfortowych zimowych wypraw jaskiniowych na świecie. Co warte uwagi, specyficzny jest także rodzaj skały, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie. Jest to tzw. margiel mikowo-wapienny, skała z jednej strony dosyć słabo rozpuszczalna przez wodę, a z drugiej bardzo twarda i niszczycielska dla sprzętu. Zimą otwory są zasypane śniegiem i trzeba je odkopywać. Na szczeście głównie przy użyciu ratraka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działalność jaskiniowa w tym roku skupiona była (jest) na wspinaczce w kominach nad tzw. ''Kryształową Galerią'' oraz w tzw. ''Galerii Srebrnej Wody''. Obydwa te tematy potencjalnie mogą prowadzić do nowych otworów jaskini. Ja, w zespole z Bartkiem Berdelem z biwaku na głębokości ok. -450 m atakowałem ten pierwszy. W założeniu mieliśmy deporęczować te kominy, ale okazało się, że możliwa jest dalsza wspinaczka do góry. Była to dosyć męska przygoda, bo z biwaku było dosyć już daleko na &amp;quot;przodek&amp;quot;. Na każde z dwóch wyjść musieliśmy podejść ok. 370 metrów do góry na linach. Łącznie podczas pobytu pod ziemią wspięliśmy 35 m, prawie całkowicie hakowo (wiertarka). Z pomiarów w jaskini oraz dostępnego nam trójwymiarowego modelu powierzchni terenu wynikało, że znajdujemy się praktycznie parę metrów pod powierzchnią ziemii. Coż, nie udało się nam przebić, ale nie jest to niczym dziwnym. W rejonie, w którym potencjalnie miałby znajdować się nasz &amp;quot;nowy otwór&amp;quot; jest znanych od powierzchni kilka lejów, które jednak kończą się zawaliskami. O tej porze roku na dodatek zasypanych paroma metrami śniegu. Wracając do niszczycielskiego charakteru tutejszej skały - na wyjściu na powierzchnię ja przetarłem croll'a, a mój partner gdzieś po drodze wytarł aluminiową rolkę Petzl'a &amp;quot;do śrubki&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na dosyć krótki pobyt, w zasadzie po wyjściu z biwaku zostały mi niecałe trzy dni na powierzchni. Miałem ze sobą narty skitourowe, ale nie zdołałem zbytnio ich użyć. Chociaż Furek wymyślił bardzo ciekawą trasę na pobliski szczyt Hocheiser, ze względu na duże zagrożenie lawinowe poprzestałem tylko na solowej, tradycyjnej już popołudniowej wycieczce na szczyt Grosser Schmiedinger, górujący nad wschodnią częścią terenów narciarskich (500 Hm).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem wyprawa cały czas jeszcze trwa. Kolejna ekipa, wspinając dalej komin, dotarła do zawaliska i tym sposobem definitywnie zakończyła naszą wspinaczkę. Jaskinia &amp;quot;puszcza&amp;quot; jednak ciągle w tym rejonie obejściami, a także wspominaną już Galerią Srebrnej Wody. Trzymam kciuki. No i trochę mi szkoda, że już mnie tam nie ma... Oby udało się znowu za rok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Wysokie Taury, skitour w Goldberggruppe|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i os. tow.|08  - 10 03 2013}}&lt;br /&gt;
Ola wpadła na świetny pomysł, żeby mój wyjazd na wyprawę połączyć z szybką akcją ski-tourową. Na bazę wybraliśmy położoną na wysokości 2446 mnpm ''Hagener Hütte''. Jest to schronisko Alpenverein położone w Wysokich Taurach, w okolicy szczytu Goldberg. Chatka stoi na przełęczy, przez którą rzekomo starożytni Rzymanie poprowadzili niegdyś drogę. W zimie główny budynek schroniska jest zamknięty, ale dla skiturowców i ambitniejszych turystów Alpenverein udostępnia otwarty dla wszystkich schron zimowy, czyli sypialnię na ok. 20 osób, stół i ławę. Czegóż więcej trzeba? Jak okazało się na miejscu, schron był chwilowo w remoncie. Co miało i pewne minusy (zdemontowany piecyk i brak możliwości ogrzewania), ale i poważne plusy (nocleg za 0 EUR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek podeszliśmy do tej upatrzonej uprzednio chatki z parkingu w ''Bad Sportgastein''. Był dosyć twardy śnieg i zaliczyliśmy parę wywrotek na podejściu, ale przynajmniej dopisała nam ładna pogoda. Ponieważ byliśmy dosyć zmęczeni po nocnej podróży i morzył nas sen, pierwszego dnia poprzestaliśmy jedynie na dotarciu do chatki (860 Hm) i błyskawicznej wycieczce na upatrzony z chatki, nienazwany pik (może parędziesiąt metrów przewyższenia). Za to sobota upłynęła nam na całodniowej naciarskiej przygodzie, i to &amp;quot;na lekko&amp;quot;. Najpierw zjechaliśmy niejako na drugą stronę przełeczy do schroniska ''Jamnig Hütte'' (nieczynnego, 1748), skąd następnie weszliśmy na przełęcz ''Ulschartl'' (2491), zjechaliśmy po miękkim śniegu do wysokości ok. 2 000 m, a dalej za namową Oli jeszcze podeszliśmy na ''Greilkopf'' (2579), aby potem granią zjechać z powrotem do naszej bazy. Wszystkiego razem wyszło ok. 1350 m przewyższenia. Choć pogoda trafiła się lepsza niż w prognozach, okna w chmurach z ładnymi widokami pojawiały się tylko na chwilę. W każdym razie, przez większość czasu nic się z nieba na nas nie lało ani nie sypało i z tego się cieszyliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sytuacja zmieniła się podczas ostatniej nocy naszego pobytu. Już pod wieczór zaczęło intensywnie śnieżyć i na twarde podłoże nasypało ok. 20 - 30 cm świeżego puchu. Celem na niedzielę stał się wobec tego tylko zjazd z powrotem do samochodu. Mimo tak prostego planu, najedliśmy się sporo strachu. Słaba widoczność z rana zmusiła nas do zjeżdżania z GPS-em w ręku. Na dodatek towarzyszyły nam grzmoty schodzących nieopodal lawin. Nie przesadzam. Z pewnością gdybyśmy byli w dolinach, a nie wysoko na przełęczy, tego dnia nie wybralibyśmy się w góry. Na szczęście znowu się udało. W około godzinę pokonujemy 800 m zjazdu, a następnie samochodem udajemy się gościńca pod jaskinią ''Lamprechtsofen''. Tam, po uczczeniu naszego szczęśliwego powrotu z gór wysokokalorycznym kakao z bitą śmietaną, rozdzielamy się - Ola wraca do Polski, a ja czekam w chatce pod ''Lamprechtsofen'' na przyjazd ekipy z KKTJ-u. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz, Michał Ciszewski (KKTJ)|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Nareszcie weekend ze znośną pogodą w Tatrach. Najpierw podeszliśmy na Ciemniak przez Adamicę i Piec, a następnie zjechaliśmy z Twardej Kopy do Doliny Tomanowej. Było jeszcze dosyć wcześnie, wobec czego Furek zaproponował &amp;quot;szybkie&amp;quot; wejście na Ornak. W każdym razie, to nie ja na to wpadłem! Na początku szlaku na Iwaniacką Przełęcz dopadł mnie lekki kryzys energetyczny, ale od Przełęczy już jakoś poszło i w promieniach zachodzącego za górami słońca osiągnęliśmy i ten szczyt. Było tam naprawdę malowniczo. Niezła widoczność, gra słońca i chmur i brak ludzi. Warunki zjazdowe umiarkowanie dobre. Na ogół były betony, ale czasami pokryte cienką warstewką na której narty &amp;quot;jakoś łapały&amp;quot;. Szczególnie początek zjazdu z Twardej kopy był bardzo miły. Jak można się domyślić, cała wycieczka zmęczyła nas konkretnie. Zabrakło nam raptem 50 metrów do przejścia 2 km deniwelacji. Dzień zakończyliśmy zasłużonym, uroczystym obiadem w &amp;quot;Adamo&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na marginesie. Ciekawe były słowa ostrzeżenia przed lawinami, które otrzymaliśmy od mijanych po drodze na Ornak turystów. Północny stok Ornaku, którym prowadzi szlak, rzekomo pękł w poprzek (w pionie) i, jak nam opowiadano, mamy uważać, bo czort wie, co tam się może zdarzyć. Po bliższej inspekcji potwierdziło się nasze wstępne podejrzenie że to przecież wszystko tak nie działa. Pionowe pęknięcie okazało się być śladem po zjeździe z czekanem po betonowym śniegu, co stwierdziliśmy obserwując wyraźny odcisk od czterech liter w jego górnej części.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: wspinanie|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|02 03 2013}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy późno bo o 3.00, chciałem wyjechać o 1.00 ale Damian przekonał mnie, że nadrobimy te 2 godzinki podczas wspinaczki, bo na podejściu raczej to niemożliwe:). Pogoda i warunki śniegowe idealne, szybki  odpoczynek w schronisku i obowiązkowy  wpis w książce wyjść. Przed nami na drogę Potoczka (III) wyruszyły 2 zespoły, miały one nad nami godzinę przewagi. Niestety  okazało się pod ścianą, że jesteśmy w kolejce dopiero na 4 miejscu. Czekamy cierpliwie jakieś 20-30min., ale widząc ,,szybkość’’ 1 zespołu decydujemy się zaatakować sąsiadkę czyli drogę Głogowskiego (III). Była to zdecydowanie bardzo dobra decyzja, piękne i wymagające wspinanie na 2 pierwszych wyciągach wynagrodziły wszystkie wcześniejsze trudy(brak snu i dłuuugie podejście). Droga ta pokazała mi, że także ze wspinania zimowego można czerpać sporo przyjemności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne, skitour |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Osmałek (os. tow.) |24 02 2013}}&lt;br /&gt;
Skrzyczne stało się w tym sezonie najmodniejszym klubowym celem zimowym w Beskidach :). Tym razem na odpoczynek w schronisku docieramy zielonym szlakiem z centrum Szczyrku. Nadchodząca wiosna daje się mocno odczuć, niestety...Śnieg stał się już dość mokry i znikał w oczach.Przez całą wycieczkę było b.ciepło, czasem nawet słonecznie.  Początkowo zjeżdżamy trochę lasem, ale dość szybko wracamy na nartostradę (na której warunki do zjazdu fatalne...). Zgodnie z planem była to &amp;quot;szybka akcja&amp;quot; - o 14.30 zaparkowałam pod domem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKIDY - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKIDY - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3135</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3135"/>
		<updated>2013-02-20T12:49:45Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''17 02 2013''' - Tatry - skitury w Chochołowskiej&lt;br /&gt;
* '''16 02 2013''' - Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour&lt;br /&gt;
* '''12 - 13 02 2013''' - ARGENTYNA - na Paso Paramillo&lt;br /&gt;
* '''12 02 2013''' - Beskid Śląski - Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''10 02 2013''' - Beskid Żywiecki - Hala Boracza&lt;br /&gt;
* '''10 02 2013''' - Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''08 - 10 02 2013''' - Tatry Wysokie - ski turki&lt;br /&gt;
* '''3 02 2013''' - Tatry Wysokie - skitour&lt;br /&gt;
* '''26 - 28 01 2013''' - AUSTRIA - Niskie Taury&lt;br /&gt;
* '''26 - 27 01 2013''' - Tatry - Rysy&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3134</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3134"/>
		<updated>2013-02-20T12:48:00Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie: Skitury w dol. Chochołowskiej |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola i Mateusz Golicz|17 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ze względu na kiepskie prognozy pogodowe planujemy krótką wycieczkę na Bobrowiec przez Grzesia, ale jeszcze przed schroniskiem, na niebie ani chmurki. Jednogłośnie stwierdzamy, że tako pogodę trzeba wykorzystać. Cel pada na Wołowiec - góra prezentuje się przepięknie, zresztą jak i wszystkie szczyty otaczające dolinę. Niestety, już przed Rakoniem mgła gęstnieje, skutecznie ograniczając widoczność. Widzimy też jak grupka narciarzy katuje siebie i krawędzie nart na zlodowaciałym śniegu zboczy Wołowca. Zjazd zaczynamy więc z Rakonia. Nie jest on wymagający technicznie i może właśnie dlatego, że trochę go zlekceważyłem, zaliczam solidną glebę, koziołkując parę ładnych metrów. Po wydłubaniu śniegu z nosa i uszu, spostrzegam niekompletność mojego sprzętu, który częściowo dociera do mnie za pomocą Oli. Niestety odkrywam usterkę wiązania (chyba jakieś fatum - ostrzegam przed wyjazdem z Państwem G., jeśli zależy wam na waszym sprzęcie). Co prawda za pomocą zabawek Mateusza udaje się naprawić wiązanie, ale już na miękkich nogach zjeżdżam w dół. Odcinek ten prowadzi przez las, głównie wzdłuż ścieżki pieszej. Las wokół jest zbyt gęsty żeby zboczyć w bok. Ścieżką tą docieramy na dno doliny i zaczyna się odcinek, do pokonania którego trzeba głównie siły rąk i mnóstwa cierpliwości. Do auta docieramy gdzieś między 15 a 16. &lt;br /&gt;
Muszę przyznać, że główny okres sezonu skiturowego właśnie się rozpoczął. W Tatrach mnóstwo śniegu, zagrożenie niewielkie, dzień jest ju dłuższy i puchówki też nie trzeba ze sobą taszczyć. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany:)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Skrzyczne, skitour|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2013}}&lt;br /&gt;
Ponieważ musieliśmy po południu wrócić do domu, zdecydowaliśmy się na szybką akcję w Beskidach. Weszliśmy na Skrzyczne &amp;quot;z tyłu&amp;quot;, startując spod Małej Palenicy. Widoczność była bardzo słaba, ale przynajmniej nie padał na nas żaden deszcz czy śnieg. Warunki na zjedzie były zmienne - pod szczytem przyjemny puch, poniżej cięższy i trudny do manewrowania śnieg. Niestety dodatnia temperatura skompresowała istotnie warstwę świeżego opadu. Cała akcja zajęła nam nieco ponad dwie godziny (tempo treningowe), dzięki czemu z koła nie zeszło nam całe powietrze i zdążyliśmy jeszcze podjechać do wulkanizatora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Na Paso Paramillo |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|12 - 13 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zalatwieniu wszystkich spraw zwiazanych z przedostaniem sie do Chile mamy 3 dni czasu. Jeszcze raz podjezdzamy te czterdziesci kilka km do gory do Villavicencio na nasze urocze miejsce biwakowe. Tym razem bardziej czujemy w kosciach ten podjazd. Dosc przypadkowo robimy sobie impreze sledziowa. Szczegoly moze kiedys. Nazajutrz nasze bagaze zostawiamy u rangersow. Na lekko jedziemy zdobywac przelecz Paramillo (3100). Droga do gory nie jest asfaltowa. Pnie sie setkami zakretow w strone wysokich szczytow. Po kilku km jest oficjalny znak informujacy o zamknieciu drogi i niebezpieczenstwie. Jedziemy jednak dalej. Miejscami sa male obrywy skal. Czasem mijaja nas jaki samochod. Wyzej to kraina wiatru. Mamy szczecie widziec szybujace majestatycznie kondory. Dalej natrafiamy na stadka lam guanako. Gory porosniete sa ostrymi krzewami i kempami traw. 25 km podjazdu z Villvicencio (1800) na Paso Paramillo (3100) zajumuje nam moze z 4 godziny. Ostatnie 4 km podjazdu to fatalna miekka nawierzchnia. Na przeleczy nagle ukazuja sie najewyzsze szczyty Ameryki. Na przeciw Aconcagua (6925), Mercedario (ponad 6800), Tupungato (ponad 6200). Jest tu kilka osob. Robimy sobie zdjecia. W dol zjezdzamy ta sama droga. Ten zjazd nalezal w naszy przypadku do najpiekniejszych w Ameryce. Smagani wiatrem, lawirujac miedzy wiekszymi lub mniejszymi kamykami, pedzimy w dol do glebokiej z tej perspektywy doliny. Villavicencio osiagamy szybko. Jeszcze jeden biwak w poblizu rangersow. Robimy sobie tu pranie w warunkach polowych. Zadowoleni z pelni wykorzystanego dnia mozemy spokojnie spac.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto i opisy - http://www.hilustour.blogspot.com.ar/p/blog-page_6.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;|12 02 2013}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wypoczynku z rodzinką w Szczyrku postanowiłem zrobić sobie wycieczkę na Skrzyczne. Pogoda całkiem całkiem - przebijające się przez wysokie chmury słońce w związku z czym widoczność bardzo dobra.&lt;br /&gt;
Wyruszyłem szlakiem z centrum. Początkowo przetarty szlak lecz po późniejszym połączeniu z czerwonym całkowicie zasypany. W większości nawianym śniegiem. Miejscami naprawdę spore zaspy. Targane na plecach rakiety nareszcie okazały się niezbędne. &lt;br /&gt;
W pewnym momencie szlak zostaje przecięty trasą fis. Po zalesieniu jakiejś dziury w siatkach zabezpieczających kawałek mozolnie idę trasą (momentami stromo). Na szczycie dość mocno wieje. Grzaniec w schronisku i wracam.&lt;br /&gt;
Szybkie zejście pod wyciągiem i powrót do hotelu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki-Hala Boracza|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rang&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan zakładał podejście z Żabnicy Skałki na Halę Boraczą i dalej niebieskim na Prusów i zjazd do Żabnicy. Przed wyjazdem zastanawiałem się, na ile jest to realne do wykonania. Nie miałem nart skiturowych z fokami, więc całą trasę pod górę musiałem pokonać z nartami przytroczonymi do plecaka. Początkowo szlak czarny prowadzi boczną drogą dojazdową, więc idzie się nieźle. Potem droga odbija w prawo a szlak na Halę Boraczą idzie prosto. Na szczęście są ślady i śnieg nie zapada się głęboko więc idzie się w miarę sprawnie. Nie śpiesząc się osiągam schronisko w czasie wyznaczonym przez znaki. Tu zatrzymuję się na jakieś pół godziny by posilić się i nabrać sił. Połowa podejścia za mną. Niestety cały czas pada drobny śnieżek i nie ma widoczności na dalsze pasma. Dalsza trasa prowadzi grzbietem na Prusów. Do schroniska wchodzi grupa osób w rakietach. Pytam skąd przyszli. Mówią, że z Węgierskiej przez Prusów, że po ich przejściu jest już przetarte. Jest jeszcze w miarę wcześnie, więc postanawiam spróbować. Kilkaset metrów za schroniskiem spotykam osobę, która idzie z tamtego kierunku. Przedziera się po pas w śniegu. Pyta którędy najlepiej do schroniska, a ja pytam o warunki na szlaku. Dowiaduję się, że najgorsze jest tylko parę metrów przede mną. Tu wiatr cały czas nawiewa nowy śnieg i tworzą się zaspy. Dalej, choć śniegu jest przynajmniej z metr, to nie zapada się on specjalnie i nie ma problemu z przejściem. Idę dalej. Idzie się łatwo i przyjemnie. Poza paroma krótszymi odcinkami śnieg nie jest uciążliwy. Dookoła pięknie ośnieżone lasy i mniejsze polany. Idąc rytmicznym krokiem na szczyt Prusowa docieram szybciej, niż informowały znaki dotyczące czasu letniego. Teraz przede mną już tylko droga w dół. Przypinam narty i rozpoczynam zjazd. Początkowo planowałem zjechać na przełaj polanami miedzy Boruczem a Palenicą, ale ostatecznie jechalem cały czas szlakiem niebieskim aż do Żabnicy. Większa część odcinka bardzo przyjemna, tylko ostatni odcinek szlaku prowadził zarastającym młodym lasem, gdzie nie dało się za bardzo poszaleć. Lepsza powinna być chyba opcja nieco wcześniejszego odbicia ze szlaku i zjazdu szeroką Polaną Pasionki, ale to już ewentualnie opcja na inny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.: skitury|Mateusz Górowski, Damian Żmuda i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿My natomiast z braku czasu i zbyt dużego zagrożenia, wybieramy pobliskie Beskidy. W planie był zjazd przecinką na Szyndzielni. Niestety podjeżdżając pod Szyndzielnię okazuje się, że śniegu w lesie jest z jakieś 10 cm! Szybko weryfikujemy plany i stwierdzamy, że Szczyrk leży trochę wyżej. No i rzeczywiście różnica w grubości śniegu kolosalna - na Skrzycznem ilości śniegu... no nie wiem, lekko ponad metr. Podchodzimy na Małe Skrzyczne starając się omijać trasy narciarskie. Przed szczytem spotykamy Krakusów, z którymi zdobywamy Skrzyczne i grzejemy się w schronisku. Zjazd również wybieramy wspólnie i trafiamy w 10! Początek zjazdu to naprawdę bardzo stromy żleb, dalej stary rzadki las. Warunki bardzo dobre - lekko zsiadły puch. Na nartach docieramy pod sam samochód.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skiturki|Aleksandra i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|08 - 10 02 2013}}&lt;br /&gt;
﻿Z powodu trudnych warunkow (gleboki i ciagle padajacy snieg, 3-ci stopien zagrozenia lawinowego, slaba widocznosc) cele trzeba bylo dobierac czujnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobote z Brzezin doszlismy droga do Psiej Trawki, skad skrecilismy w strone Polany Panszczyca, mimo nart na nogach torujac do pol lydki, a miejscami po kolana. Z Polany przeszlismy nastepnie na Wolarczyska i podeszlismy kilkadziesiat metrow Zadnim Uplazem w kierunku Zoltej Turni. Z wysokosci ok. 1700 zjechalismy do Doliny Gasienicowej (super, gleboki puch!) i dalej droga do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielna ski-turka rozpoczela sie z Toporowej Cyrhli. Poszlismy na Wielki Kopieniec (hurra, przetorowane!!) i zjechalismy bardzo przyjemnie na Polane Kopieniec i dalej na Polane Olczyska. Stamtad dotarlismy do nartostrady do Kuznic i podeszlismy nia na Krolowa Rowien. Pysznym zjazdem, znow mijajac Wywierzysko Olczyskie, osiagnelismy Jaszczurowke i po uiszczeniu niewielkiej oplaty (3 zl / os.) wrocilismy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak na panujace w Tatrach warunki, byl to bardzo udany weekend. Snieg pada caly czas. Czy to nie cudownie?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Zmarzły Staw|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Ewa Wójcik (KKTJ)|03 02 2013}}&lt;br /&gt;
Warunki w Tatrach bardzo trudne. Musieliśmy redukować plany. Najpierw miała być Żółta Turnia, potem jednak Zawrat, a w końcu zawróciliśmy spod Zmarzłego Stawu. Padało całą noc i przez cały dzień. Zimno, nic nie widać, lawiny. W czasie naszej wycieczki (ok. 8h) na samochód spadło 20 cm śniegu. Zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego mieliśmy przez większość trasy po pas w puchu (nie przesadzam) - trzeba przyznać, że to było ciekawe doświadczenie. Dużo mniej ciekawe było natomiast napotkane po drodze na Halę Gąsienicową zasłabnięcie starszego turysty. Staraliśmy się pomóc w reanimacji, a przynajmniej nie przeszkadzać, aż do przybycia ratowników TOPR. Niestety nie udało się go uratować...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Niskie Taury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|26 - 28 01 2013}}&lt;br /&gt;
Poświęciłem nieco czasu, aby zaplanować trzydniową wycieczkę narciarską w Totes Gebirge, z noclegami w zimowych chatkach Alpenverein. To jeden z najbliższych nam alpejskich masywów (617 km!). Wyjechaliśmy nocą z piątku na sobotę. Po niedługiej, ale jednak męczącej podróży, okazało się... że w tych górach nie ma śniegu. Jak ci Austriacy mogli do tego dopuścić? Przecież oni z tego żyją!!! No i chyba specjalnie nie odśnieżają miasteczka, żeby na kamerce internetowej wydawało się, że jest zima...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba było szybko wdrożyć plan awaryjny. W trzecim z kolei miasteczku nabyliśmy stosowną mapę i udaliśmy się w rejon Niskich Taurów, odwiedzanych przez nas niedawno, przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Tam śniegu było ciągle dość, i to nawet miękkiego, lekko tylko zsiadłego. Były pewne wady tego miejsca. Położone najdogodniej miasteczko, Obertauern, jest wielkim kombinatem narciarskim. Chatki Alpenverein są w większości zimą zupełnie zamknięte (oprócz tych bardzo trudno dostępnych), a noclegi w pensjonatach zaczynały się od 52 EUR za osobę. Musieliśmy więc improwizować także jeśli chodzi o zakwaterowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W każdym razie, udało się nam odbyć trzy jednodniowe wycieczki skiturowe. Przez pierwsze dwa dni dopisywała nam bardzo ładna pogoda. W sobotę (zaczynając późno, bo będąc świeżo po kosztującej jednak nieco czasu zmianie planów) zrobiliśmy trochę ponad 500 m wysokości, wchodząc na jeden z wierzchołków grani Sichelwand (ok. 2200). W niedzielę odbylismy bodaj najlepszą wycieczkę wyjazdu, na Lackenspitze (2459), z ok. 1200 metrami przewyższenia. Obydwa zjazdy były bardzo przyjemne (praktycznie brak twardego śniegu), a przy tym przy stosunkowo stabilnej sytuacji lawinowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nie obyło się bez przykrych (i kosztownych) niespodzianek. Już pierwszego dnia wyjazdu Michałowi pękło wiązanie w sposób raczej nienaprawialny. Ostatni odcinek na szczyt Michał wchodził pieszo. Dobrze, że udało się jakoś zjechać na tym wiązaniu. Szczęściem w nieszczęściu było w tej sytuacji właśnie to... że znajdowaliśmy się w kurorcie narciarskim. W związku z czym wypożyczenie sprzętu skitourowego na kolejne dwa dni nie sprawiło żadnych trudności. Gdyby to stało się podczas trzydniowej &amp;quot;wyrypy&amp;quot; jaką oryginalnie planowaliśmy, nie byłoby tak łatwo...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek pogoda wyraźnie pogorszyła się i wiedzieliśmy, że nie możemy oczekiwać od ostatniego dnia wypadu zbyt wiele. Niebo zachmurzyło się zupełnie, widoczność była słaba plus padał intensywnie śnieg. Udało się nam podejść kawałek (ok. 400 Hm) w stronę szczytu Glockerin. Niestety trochę pogubiliśmy drogę i wpakowaliśmy się w bardzo stromy i dosyć jednak groźny w tych warunkach żleb. Ostatecznie udaje się nam trafić do jeziorka Wildsee (ok. wys. 1925), przynajmniej tak wynikało z mapy i GPS, bo jeziorka dostrzec się nie udało. Być może dlatego, że widoczność spadła do 30 - 50m. Zjechaliśmy na szczęście bezpiecznie, przez niezwykle stromy, ale przyjemnie dla narciarza rzadki las. Wczesnym popołudniem zdaliśmy wypożyczony sprzęt i wróciliśmy do domu, zahaczając po drodze o nieśmiertelną restaurację w czeskich Lechovicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Rysy|Asia Wasil, Daniel Bula,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|26 - 27 01 2013}}&lt;br /&gt;
Od jakiegoś czasu planowałem wejście zimowe na Rysy, ale jakoś zawsze ekipa wykruszała się jak tylko przypominała sobie o 9 kilometrowym  morderczym odcinku do Morskiego Oka. Któż zatem mógł podjąć te niezwykle śmiałe wyzwanie??? Jedynym sensownym rozwiązaniem było wskrzeszenie sławnej ,,szybkiej trójki’’(dla przypomina ta ekipa zapisała się w historii wczesnozimowego alpinizmu śmiałą próbą zdobycia Triglava) Akcja pod kryptonimem ,,polski Triglav’’ rozpoczęliśmy od sobotniego posiłku w nieśmiertelnym Mcdonaldzie . Zdrowo odżywieni  sprawnie pokonaliśmy najtrudniejszy odcinek do schroniska. Mimo wielogodzinnej dyskusji nie udało mi się  namówić Asie i Daniela do zobaczenia świtu na szczycie. Oboje chcieli się wyspać, więc wstaliśmy dopiero o 4.00:P (trza być twardym a nie miękkim).  Podejście było przetarte jedynie do Czarnego Stawu, resztę drogi trzeba było torować. Pomimo nienajlepszych warunków spotkaliśmy na szlaku sporo turystów w tym dwóch szczególnie ciekawych. Pierwszy wybrał się na Rysy bez czekana i rękawiczek!!!(przy temperaturze -15 C) , drugi zgubił swój środek lokomocji - niebieskie jabłuszko.  Z innych ciekawostek: dopiero w niedziele podczas zejścia z Moka spotkaliśmy samotnego przedstawiciela sekty skiturowej- czyżby narciarze w tym sezonie przerzucili się na szachy??? Kończymy wyjazd oczywiście w Mcdonaldzie, uzupełniając stracone kalorie (duże frytki 475kcal, Big Mac 520 kcal).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKIDY - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKIDY - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3089</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=3089"/>
		<updated>2013-01-29T06:19:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''23 - 25 01 2013''' - Beskid Żywiecki - Oszust&lt;br /&gt;
* '''19 - 21 01 2013''' - BRAZYLIA - w jaskiniach Ponta Grossa&lt;br /&gt;
* '''20-01-2013''' - Radzinków - Księża Góra - biegówki&lt;br /&gt;
* '''19 01 2013''' - Tatry. - skitura na Kopę Kondradzką&lt;br /&gt;
* '''16 - 18 01 2013''' - BRAZYLIA - przeprawa do Curytyby&lt;br /&gt;
* '''05 - 16 01 2013''' - BRAZYLIA - rowerowa konkwista&lt;br /&gt;
* '''12 - 13 01 2013''' - Beskidy - skitury&lt;br /&gt;
* '''03 - 05 01 2013''' - Ustka - krajoznawczo&lt;br /&gt;
* '''5 01 2013''' - Tatry Zach - Jaskinia Czarna - trawers otworów&lt;br /&gt;
* '''29 12 2012 - 01 01 2013''' - Zakopane i okolice&lt;br /&gt;
* '''31 12 2012 - 01 01 2013''' - Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy&lt;br /&gt;
* '''26 - 29 12 2012''' - AUSTRIA - w poszukiwaniu śniegu&lt;br /&gt;
* '''25 12 2012''' - SŁOWACJA - zimowe przejście Dier&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3088</id>
		<title>Wyjazdy 2013</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2013&amp;diff=3088"/>
		<updated>2013-01-29T06:19:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Oszust|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Reimann (os. tow.)|23 - 25 01 2013}}&lt;br /&gt;
Zimowy biwak w Beskidach był już zaplanowany na wcześniejszy weekend ale w związku z chorobą Tomka Zięcia trzeba było  pozmieniać trochę plany. A że od tygodnia byłem już spakowany i napatoczył się kuzyn wiec ustaliliśmy nowy termin. &lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w środę rano. Lecz przedarcie się przez Śląsk przy porannym szczycie trochę trwało. Wiec z Soblówki wychodzimy dopiero grubo po 11 i idziemy na Przełęcz Przysłop. Może jak na warunki zimowe to śniegu nie było jakoś mega dużo, ale szlak nie przetarty i poruszanie się w rakietach obowiązkowe (na koniec wyjazdu doszliśmy do wniosku, że bez rakiet przejście tego odcinka trwałoby przynajmniej kilka godzin dłużej). Na przełęczy krótki odpoczynek i ruszamy na Świtkową. Podejście na tą górkę robi naprawdę jak na warunki Beskidu wrażenie - długie i strome, . Po godzinie 15 na spokojnie rozbijamy biwak przed Pańskim Kamieniem. Następnego dnia budzi nas piękna pogoda - słoneczko i błękitne niebo. Po śniadaniu ruszamy na Oszust i dalej do drogowego przejścia granicznego ze Słowacją. Tam odbierają nas znajomi z Torunia i nockę spędzamy z nimi w prywatnym schronisku Gawra na końcu świata w Złatna gdzieś niedaleko starej Huty. Następnego dnia w piątek spokojnie ruszamy do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BRAZYLIA: w jaskiniach Ponta Grossa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szoltysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. cz. klubu)|19 - 21 01 2013}}&lt;br /&gt;
Po wylewnym pozegnaniu z ksiedzmi z polskiej placowki misyjnej w Curtytybie (pozdrawiamy) ruszylismy na zachod do Ponta Grossy gdzie bylismy umowieni z grotolazami Grupo Universitário de Pesquisas Espeleológicas – GUPE . Droga byla ruchliwa ale latwa. Mkniemy przeto jak szaleni, kilometry szybko uciekaly a my szybko zblizamy sie do naszego celu. W trakcie jednego z odpoczynkow w pobluzu stacji benzynowej mamy ciekawe spotakanie z miejscowa fauna. Pijac kawe zauwazamy duze jaszczrki (takie wielkosci duzego psa). Sa jednak plochliwe i przy probie zrobienia zdjecia ucziekaja. Noc poprzedzajaca przyjazd do Ponta Grossa spedzamy w namiocie rozstawionym w lesie na skraju parku narodowego Villa Velha. Noc minela spokojnie. Nazajutrz spotykamy sie w umowionym wczesniej (dzieki ksiedzowi Kazimierzowi) miejscu z grotolazami z Ponta Grossa. Byli to Mario, Henrique i Lais. Mario zabiera nasze bagaze i nas. 2 noce spimy w mieszkaniu u Mario. W pierwszy dzien udajemy sie do tzw. dolines (skalne studnie wymyte w piaskowcach). Pod wzgledem geologicznym to bardzo ciekawy przypadek dzialania wody na skalne podloze. Studnie maja od 50 do 80 m  glebokosci i srednice od 30 do 50 m srednicy. Byly to  Poco dos Andorinahas, (dwie blizniacze studnie obok siebie, do jednej schodzimy na dno), Gemes  i najciekawsza Buraco do Padre. W tej ostaniej w jednej ze scian jest duzy otwor skad z duza moca wylywa woda tworzac fantastyczny wodospad. Sciany sa w wielu miejscach przewieszone potegujac przez to piekno tego zakatka. Gra swiatel dopelnia reszty. Jestesmy zauroczeni tym spektaklem. Brodzimy w wodzie na dnie studni.&lt;br /&gt;
Drugi dzien spedzamy na zwiedzaniu jaskini  Olhos D'Agua  typowo krasowej mytej w wapieniu. Przechodzimy glowny ciag jaskini ktorym plynie rzeka meandrujaca w uroczym korytarzu ozodbionym bogata szata naciekowa. Jaskinia posiada 5 otowrow w postaci pionowych studni. Ostatni, obszerny otwor wyprowadza nas na powierzchnie. Nizej znajduje sie wywierzysko jaskiniowej rzeki. Wracamy do aut a potem jedziemy do bodegi (degustacja win) na kawe i ciasto. Dzien konczymy udajac sie do bardzo ciekawego kompleksu skal. Znajduje  sie tu mnostwo drog wspinaczkowych. Pod obszernym okapem zachowaly sie rysunki wykonane przez Indian okolo 5000 lat temu. &lt;br /&gt;
Oprocz aspektu jakiniowego musimy podkreslic niezwykla gosicnnosc gospodarzy. Byli przesympateczni. Pomogli nam zaltawic niezbedne zakupy np. ladowarka do aparatu Canon. Mario udzielil nam schornienia w swoim mieszkaniu a jego zona zadbala o nasze podniebienie w krolewski sposob. Henrique i Lais udzielili nam wyczerpujacych informacji na temat tego regionu, jego geologii i spraw dotyczacych tutejszego ruchu speleologicznego. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Poprzednie relacje są dostępne w artykule na temat wyprawy Damiana i Krzysztofa, w dziale [[Relacje:Damian_2013|Wyprawy]]''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Radzionków- biegówki na Księżej Górze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Bil, Sławek Musiał|20 01 2013}}&lt;br /&gt;
Z powodu ciągle niedogodnych warunków skiturowych trenujemy kondycje na nartach w Parku Księża Góra. To był mój drugi raz na biegówkach więc szło mi jako tako, ale zabawa przednia. Za tydzień amatorskie zawody, więc jak warunki skiturowe się nie zmienią to może się skuszę - ktoś chętny?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Kopa Kondradzka- skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Górowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|19 01 2013}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem zrobić sobie krótką wycieczkę w Beskidzie Sądeckim ale po telefonie Mateusza szybko zmieniłem plany - cel: Tatry. Spotkaliśmy się o 9.00 u wylotu doliny Małej Łąki. Szybko się zebraliśmy, narty na nogi i koło 9.20 rozpoczęliśmy podejście. Krótki popas zrobiliśmy przy odbiciu do Snieżnej, okazało się że wyżej nie ma żadnych śladów. Na szczęście śniegu nie było specjalnie dużo więc nie trzeba było torować, ale i tak po dojściu na Przełęcz Kondradzką miałem lekko dosyć. Krótka przerwa, obejrzenie trasy zjazdu i ruszamy dalej. Jak dotarliśmy na Kopę miałem już nogi z kamienia, na szczęście został nam już tylko zjazd :). Najpierw granią na Małołącką Przełęcz a następnie już w dół pod Śnieżną (całkowicie zasypany otwór) i przez Przechód. Dla mne był to najcięższy zjazd jaki do tej pory robiłem. Do parkingu dojechaliśmy po 5 godzinach. Całą wycieczkę nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKIDY - Pilsko|Agnieszka Solik (KS Kandahar), Małgorzata Czeczott (UKA), Marek Wierzbowski (UKA), Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Agnieszka poprowadziła nas w nowe, nieznane nam rejony masywu Pilska. Wycieczka odbywała się tempem treningowym, Agnieszka i Małgosia startowały bowiem poprzedniego dnia w Pucharze Czantorii i będąc chyba niezadowolonymi z osiągniętych wyników musiały odreagować. Ola z kolei najwyraźniej chciała się sprawdzić i po paru minutach rozbiegu zawodniczki kadry czuły na plecach jej oddech. Wyglądało to więc dosyć ciekawie: dwóch facetów starających się, wyziewając ducha, dogonić trzy dziewczyny. Starałem się zapamiętywać trasę, ale ponieważ musiałem koncentrować się na tempie, nie szło mi to najlepiej. Na pewno wystartowaliśmy z parkingu pod wyciągami. Potem chyba poszliśmy leśną drogą a dalej ścieżką przez Solisko, w rejon kopuły szczytowej Pilska. Wobec wiatru i słabych widoków, na sam wierzchołek nie weszliśmy, ale mieliśmy do niego może z 200 m. Dalej Agnieszka poprowadziła nas świetnym, puchowym i momentami całkiem stromym zjazdem w lesie. Ze szczytu jechaliśmy na zachód i dalej na północny zachód do Potoku Cebulowego w Dolinie Sopotniej. Stamtąd na fokach podeszliśmy najpierw na przełaj przez las, a potem zielonym szlakiem na Halę Miziową. Posililiśmy się w schronisku i ruszyliśmy z powrotem na kopułę szczytową Pilska. Pogoda poprawiła się (wyszło słońce i zrobiła się umiarkowanie dobra widoczność), ale ponieważ trochę się nam już spieszyło, znowu minęliśmy wierzchołek i zjechaliśmy najpierw szerokimi halami a potem przez las trasą naszego pierwotnego podejścia. Cała wycieczka zajęła niespełna 4.5h. W większości była to pyszna, puchowa przygoda. Nareszcie jest zima, hurra!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|BESKIDY - Skrzyczne i Czantoria|Marek Wierzbowski (UKA), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|12 01 2013}}&lt;br /&gt;
Rano wychodzimy szybko na szczyt Skrzycznego zielonym szlakiem, z centrum Szczyrku. Pogoda w czasie naszej wędrówki była przyjemna, choć pod wierzchołkiem zastaliśmy mgły i opad śniegu.  Ponieważ w lesie było nieco za mało śniegu na zjazd, po herbatce w schronisku zjeżdżamy trasą narciarską. Całkiem zresztą kamienistą - jak oni mogą na coś takiego wpuszczać narciarzy zjazdowych? Po zjeździe, przemieszczamy się przez Salmopol do Ustronia i jeździmy dwie godziny wyciągowo na Czantorii. Tego dnia, po zamknięcu kolejki, odbywały się tam pierwsze w tym sezonie zawody skiturowe PZA. Po południu zostajemy więc na miejscu kibicować bliskim i znajomym, aż do zakończenia zawodów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ustka - krajoznawczo|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, chciałem przedłużyć sobie wyjazd służbowy w okolice Ustki. Plan był bliżej niesprecyzowany i nieco chaotyczny. W grę wchodziło m. in. jedno lub dwudniowy spływ Słupią, wycieczka rowerem po okolicach Słowińskiego Parku Narodowego itp. no i oczywiście tak się poumawiać z klientem żeby starczyło mi na to czasu. Niestety wymagania klienta były dość wygórowane, a i on sam nie wykazał się zbytnią elastycznością, dlatego pozostało mi pospacerować po wyludnionych plażach i zobaczyć Słupię z brzegu (zresztą nikt nie chciał mi wypożyczyć kajaka na 1 dzień w &amp;quot;szczycie&amp;quot; sezonu). Pomimo tych niepowodzeń udało mi się zdobyć wszystkie najwyższe okoliczne wydmy (prawie jak Rysy), zajrzeć do kilku bunkrów Bluchera (prawie jak Śnieżna), no i natrafiłem też na ul. Zaruskiego (wątek z historii taternictwa).&lt;br /&gt;
Można by wziąć ten opis za dość żałosny, ale póki co tylko to mi pozostaje. PÓKI CO!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - doroczny trawers Jaskini Czarnej|Karol Jagoda i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 01 2013}}&lt;br /&gt;
Czas akcji 4h 20m.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zakopane i okolice|Ania Bil, Damian Żmuda, Paulina Piechowiak (WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Marcin, Sławek (os.tow.) |29 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Babia Góra – wschód słońca : Logistycznie sobota była mocno skomplikowana, gdyż ja z Damianem, Asią i Marcinem na przełęcz Krowiarki dojeżdżaliśmy ze Śląska, natomiast Sławek, Ania oraz Łukasz z Wisły. Żeby było ciekawiej po wejściu na Babią, ja z Anią i Damianem ruszamy do Zakopanego, natomiast Sławek z Asią i Marcinem jadą do Szczyrku a Łukasz wraca do Wisły. Generalnie historia zawiła jak losy bohaterów Mody na Sukces. Sama Babia przywitała nas idealną pogodą , zero chmur, brak wiatru i było w dodatku ciepło, jedyny minus to zalodzony szlak. Na szczycie było nieco tłoczno około 30 osób wraz z nami przywitało wschód słońca. Szybki przepak i ruszamy mocno zaspani do Zakopca, gdzie jest już ekipa z Poznania. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Na bazie dzielimy się na dwa zespoły Damian z Anią wyruszają do Wielkiej Śpiworowej,  ja z Pauliną idziemy na jaskiniowy spacer doliną Kościeliską, zwiedzamy m.in.  jaskinię Raptawicką, Obłazkową oraz Mylną. Wieczorem ruszamy na narty na stok w Witowie, śniegu (oczywiście sztucznego) sporo podobnie jak i  ludzi. Pomimo dużych obaw nie zabiłem się , ani żadnego  innego narciarza. Sukces ten z pewnością jest zasługą moich instruktorów narciarstwa.  W niedzielę Ania z Damianem idą do pięknej niedalekiej jaskini, którą można pokonać bez sprzętu, Paulina zwiedza wraz z kursem jaskinie Śpiących Rycerzy, ja natomiast eksploruje Wielką Śpiworową.  Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do term w Szaflarach. Korki na drogach + mało atrakcji + dzikie tłumy = porażka, krótko mówiąc  zdecydowanie nie polecamy tego miejsca. W sylwestra budzimy się o nieludzkiej porze, aby wejść na Krywań. Prawie dwie godziny dojazdu i jesteśmy na miejscu, podchodzimy zielonym szlakiem z Trzech Źródeł. Śniegu więcej niż po polskiej stronie, szlak okazał się przetarty dzięki czemu nie mieliśmy problemów z orientacją. Od wysokości około 1600 m n.p.m. podchodzimy w gęstej mgle na szczęście wychodzimy ponad poziom chmur jeszcze przed przełęczą. Na szczycie widoczność idealna, zero ludzi po prostu genialnie. W drodze powrotnej udaje się nam trafić na otwartą jeszcze restauracje i zjeść zasłużony obiad. Nowy rok witamy przy wylocie doliny Kościeliskiej. Ze względu na obawę przed gigantycznymi korkami wracamy na Śląsk z samego rana (czytaj jak tylko się obudziliśmy:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd sylwestrowo - noworoczny na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|31 12 2012 - 01 01 2013 }}&lt;br /&gt;
Zabawa przednia. Z Wisły Nowej Osady podchodzimy zielonym szlakiem generalnie wzdłuż pustej nartostrady  na szczyt Grapy - 711 m.n.p. (w zasadzie tylko tu jest śnieg). Na sam wierzchołek nie ma szlaku, śniegu zresztą też brakło. Kryjemy więc narty pod liśćmi i na szczyt wychodzimy na lekko. Góra porośnięta bukami ale niezła widoczność na sąsiednie wzniesienia. Potem tylko krótki zbieg do nart i piękny zjazd po przygotowanej przez ratrak &amp;quot;specjalnie dla nas&amp;quot; nartostradzie. Przy pustym bufecie na stoku witamy rok 2013 (w dole rozbrzmiewa ognista feeria) a w chwilę później mkniemy w dół do auta. Jeszcze przed świtem jesteśmy w domu. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FStaryRok&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2970</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2970"/>
		<updated>2012-11-11T19:57:03Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''11 11 2012''' - Jura - MTB w okolicach Alwerni&lt;br /&gt;
* '''10 11 2012''' - Jura - jaskinia Rysia&lt;br /&gt;
* '''31.10-04 11 2012''' - Dolomity- otwarcie sezonu skiturowego&lt;br /&gt;
* '''04 11 2012''' - Jura - jaskinia Józefa&lt;br /&gt;
* '''19 - 20 10 2012''' - Tatry Zach. - Jaskinia Marmurowa&lt;br /&gt;
* '''18 - 21 10 2012''' - Bieszczady - spacery na Caryńską i Rawki&lt;br /&gt;
* '''21 10 2012''' - Jura - wspin w Górach Sokolich&lt;br /&gt;
* '''21 10 2012''' - Beskidy - spacer&lt;br /&gt;
* '''21 10 2012''' - Jura - wspin w Piasecznie&lt;br /&gt;
* '''20 10 2012''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach i Kostolik&lt;br /&gt;
* '''13 - 14 10 2012''' - Góry Sowie - Wielka Sowa&lt;br /&gt;
* '''20 10 2012''' - Tatry Zach. - jaskinia Marmurowa&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2969</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2969"/>
		<updated>2012-11-11T19:56:17Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - MTB w okolicach Alwerni| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|11 11 2012}}&lt;br /&gt;
Z Alwerni na rowerach jedziemy do zalewu Skowronek a dalej przez wzgórze Skałki (piękny widok na Tatry, Babią i Beskid Mały) do doliny Wisły. Na rzecznej skarpie krótki odpoczynek a potem kombinacją szlaków i leśnych dróg przez Kamień i Brodłę wracamy do Alwerni (opactwo bernardynów) gdzie docieramy do auta. Fajna trasa pod względem terenu i krajobrazu. Pogoda jak na listopad (16 st.) też super.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Rysia&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, |10 11 2012}}&lt;br /&gt;
W związku z wolnym sobotnim przedpołudniem postanowiliśmy zrobić szybką akcję i skoczyć do Jaskini Rysia na Jurze, która to znajduję się tuż obok Jaskini Józefa, w której to byliśmy w sierpniu i której to otwór od razu sobie wyszukaliśmy przy okazji.&lt;br /&gt;
Wspomagani więc szczątkowym opisem i szkicem od Mirka z KKTJu ruszyliśmy wgłąb. Pierwsza studnia na początku trochę ciasna, ale później już robi się szeroko. Na dnie już w ogóle obszernie, szczególnie katedra. Tu jednak zaczęły się &amp;quot;schody&amp;quot;, bo ponad godzinę naszukaliśmy się &amp;quot;komina&amp;quot;, który to ponoć miał być zaporęczowany, ale my go nie mogliśmy odnaleźć. Miał on być za &amp;quot;Szczeliną NAJ&amp;quot;, ale ona także nie była początkowo do namierzenia. W końcu udało nam się spenetrować ostatni korytarz na tyle że po lekkim zacisku naszym oczom okazała się wisząca lina. Ruszyliśmy więc w górę, gdzie na szczycie miała być druga obita studnia w tej jaskini. Tu jednak zmyliliśmy się poręczą sięgającą aż na szczyt i wyszliśmy na samą górę komina, gdzie znów naszukaliśmy się troszkę wspomnianej studni. Gdy już zdecydowaliśmy się na odwrót wtedy Krzysiak zlokalizował studnię, a wszystko przez fakt iż założona poręczówka szła wyżej niż przejście do 2 studni :)&lt;br /&gt;
Przy wyjściu z jaskini spotkaliśmy jeszcze sporą (6 czy 7 osób) z Krakowa, która zamierzała wejść po nas, ale po naszej krótkiej relacji stwierdzili że z taką liczbą osób &amp;quot;zaliczą&amp;quot; jednak Józefa (bez podtekstów :)&lt;br /&gt;
Akcja miała być szybka, ale w domu byliśmy dopiero po 7 godzinach od wyjścia rano. Tym niemniej jaskinia fajna i przyjemna, a gdyby nie wspomniane poszukiwania akcja byłaby jeszcze lepsza :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Rysia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolomity- otwarcie sezonu skiturowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|31.10- 04 11 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po zapakowaniu auta prawie po sam dach (...) w środę wieczorem ruszamy w podróż. Na miejscu jesteśmy w czwartek przed południem ze wzg. na fatalne warunki pogodowo-drogowe na granicy Austria/Włochy (intensywny nocny opad śniegu zmusił nas do 3 godzinnej przerwy na parkingu). Pogoda na miejscu nas nie rozpieszcza, za to grubość pokrywy śnieżnej nie pozostawia cienia wątpliwości- na tym wyjeździe królują narty (przygotowaliśmy się na różne opcje). Decydujemy się więc na łatwą trasę skiturową wzdłuż szlaku turystycznego prowadzącego do Rif. Croda da Lago [2046 npm.]. Śnieg jest głęboki, ciężki i mokry od padającego deszczu, a my po nocnej jeździe w nie-najlepszej formie. Po pokonaniu ok. połowy trasy – przemoczeni i zmęczeni torowaniem decydujemy się na odwrót. Pod koniec zjazdu czeka na nas niespodzianka: z dolnej części trasy pług ściągnął śnieg do... asfaltu, co zmusiło nas do pokonania tego odcinka pieszo. Korzystając z okazji schodzimy jeszcze do malowniczego, zamarzniętego jeziorka i nieczynnego jeszcze o tej porze roku schroniska. Na koniec dnia przenosimy się w okolice przełęczy Falzarego na 2100 npm., która okazuje się świetną bazą wypadową do dalszych narciarskich wycieczek.Piątkowa pogoda wynagradza nam poprzedni dzień i trudy podróży. Przy błękitnym niebie wychodzimy na grań Croda Negra, by zjechać wzdłuż wyciągów pustą nartostradą. Resztę widnego dnia spędzamy na pieszej już wycieczce wzdłuż „Sentiero Italia” prowadzącej na Zima de Faouzargo planując odpowiedni moment, by zrobić tą trasę na nartach.W sobotę słońce znów nas trochę zawodzi, więc przy pochmurnym niebie, a pod koniec w nieprzyjemnej mgle wychodzimy pod szczyt Averau [2649 npm.]. Zjeżdżamy zratrakowaną, acz nieczynną jeszcze nartostradą do stacji kolejki na Cinque Torii [2255 npm.]. Stamtąd kolejną nartostradą przemieszczamy się do schroniska  Bain de Dones, by powtórnie założyć foki i dotrzeć do samochodu. Późne popołudnie spędzamy na pieszym zwiedzaniu okolicy.&lt;br /&gt;
Niedzielę poświęcamy w całości na powrót, co jest uzasadnione nie tylko potrzebą rozsądnego czasowo powrotu do domu, ale również warunkami pogodowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Józefa|zespół jaskiniowy - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch oraz zespół turystyczny - Janusz Doligob z Jolą, Jan Kempny (os. tow.) |4 11 2012}}&lt;br /&gt;
Penetrujemy niemal wszystkie zakątki tej niesamowitej jak na Jurę jaskini. Grupa turystyczna obłowiła się w tym czasie grzybami. Wyjazd kończymy ogniskiem już w zapadających ciemnościach krótkiego listopadowego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Ryszard Widuch i Michał Wyciślik |19 - 20 10 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny kursowy wyjazd, który już wiele razy był przekładany zw. na pogodę lub sprawy prywatne kursantów czy kadry. Tym razem się udało i przy wspaniałej pogodzie ruszyliśmy do Zakopanego. Pogoda niestety przyciągnęła nie tylko nas, ale i setki innych, bo już na A4 staliśmy kilkukrotnie w korku. Potem korek na sam wjazd na zakopiankę i jeszcze na zakopiance kilka razy...po dwa razy. Ogólnie podróż zajęła nam ponad 5 godzin, a nie niecałe 3 jak to zwykle ma miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wstaliśmy sporo przed świtem i jeszcze o zmroku wyszliśmy w góry. Nie omieszkał nas zaczepić TPN i spytać co robimy i gdzie idziemy. Na szczęście numer rejestracji pomógł w rozmowach i bez weryfikacji zostalismy puszczeni dalej ;) W tym dniu tą jaskinie co my, miały w planach jeszcze 2 ekipy, ale z jedną uzgodniliśmy że przyjdą 3h po nas, więc musieliśmy się pośpieszyć. Szlaki o tej godzinie jeszcze puste, to się fajnie szło. Pod jaskinią szybki przepak i do dziury. Studnie puszczały bez problemów i szybko znaleźliśmy się na dnie studni kandydata. Tu podzielismy się na dwa zespoły i ten w pełni męski zdecydował się osiągnąć samo dno bez obchodzenia prożków. Z pomocą zaporęczowanych lin udało się to zrobić dość sprawnie i po ok 45 min bylismy już ponownie pod największą studnią. W sali deszczu spotkaliśmy mieszaną ekipę KKTJu i ludzi z Bielska, którzy również chcieli dojść do piaskownicy. Sprawne minięcie się w jedynym zacisku i chwilę potem byliśmy na powierzchni, gdzie czekała już ekipa kursowa z KKTJu (którzy to właśnie mieli być 3h po nas). Akcja w pełni udana, trwająca ok 3h co jak na nasze tempo jest dobrym wynikiem :)&lt;br /&gt;
Jako że pogoda była wyśmienita i nikomu się do domu nie spieszyło, to jeszcze dwukrotnie zatrzymywaliśmy się na złapanie kilku promieni słonecznych (opalając się leżąc na plecakach). Przy aucie byliśmy o 17:00, a w domu przed 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Marmurowa_%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tam na dole zostało, wszystko to co nas męczy.... czyli parę dni w Bieszczadzie|Ola, Zośka vel Czantoria,&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyki|18 - 21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Z początkiem października zaczynamy uważnie studiować mapy długoterminowych prognoz pogody dla rejonu Ustrzyk Górnych i okolic.&lt;br /&gt;
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że operacja „p***j wszystkim – jedź w Bieszczady” rozpocznie się 11 października br. Ale z uwagi na kolizję terminów i liczne, a prześliczne obowiązki towarzyskie, głównodowodzący sztabu przesuwają termin akcji na czwartek 18 października godz. 00.00 UTC+1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak dla zmylenia wroga, który już na nas czekał w chaszczach, podoficer dyżurny zarządza pobudkę na godz. 7.00 naznaczając czas operacyjny na 2,5 godziny. Z domu wyruszamy planowo o godz. 9.30. Po wielu latach decyduję się obrać inną niż dotychczas marszrutę i zamiast kierować się na lekko pośrednio południowy wschód (Kraków- Tarnów- Jasło-Krosno-Sanok) mkniemy na zdecydowanie południowy wschód (Kraków-Brzesko-Biecz-Jasło-Dukla). Decyzja bez wątpienia bardzo dobra – trasa pusta, urozmaicona (dużo zakrętów, skrzynia biegów używana w szerszym niż 4-5 zakresie), widokowa(!) no i szybka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kwaterze jesteśmy o czasie i po zrzuceniu gratów oraz lekkim ogarnięciu idziemy spać o 19.23.&lt;br /&gt;
Ranek nas zaskakuje nieco i wstajemy dopiero po 9. Szybko się organizujemy i z zamiarem wyruszenia na Caryńską z Przełęczy Wyżniańskiej idziemy łapać busa. Znudzeni oczekiwaniem, aż łaskawy pan kierownik da znak do odjazdu wracam się po automobil i wraz z poznaną dopiero co parą, mkniemy serpentynami. Na parkingu rozstajemy się, tzn. my z samochodem, my z poznaną parą, my z 26 PLN.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy podejście. Jest pięknie – słońce świeci ale nie grzeje zbyt mocno, delikatny wiatr smaga nasze twarze, niebo niebieskie nad nami, a wokoło złoto buków, czerwień leszczyn, olszyn i innych chaszczy. Czantoria śpi. Tuż pod granią zjeżdżamy do Zośstopa, zmieniamy pieluchę i tankujemy głodomora. Aha, no i ubieramy się, bo jeszcze nie wleźliśmy na wierch, a już łby urywa. Granią szybko mkniemy w stronę Ustrzyk, by po jakiś 30 min. znaleźć zachęcająco wyglądające naturalne zagłębienie terenu, które zajmujemy na naszą bazę. Popas totalny – wylegujemy się, pijemy, jemy, turlamy się, szkubiemy trawę, huśtamy się i wiele wiele innych się. Gdy słońce zaczyna chylić się ku górom opuszczamy naszą dziurę i zaczynamy schodzić. Wszyscy, z Czantorią na czele, mamy już dość tego złażenia i gdyby nie przepiękne okoliczności przyrody (liście, światło, temperatura) zejście byłoby trudne do wytrzymania. Na dole trzeba się jeszcze wrócić po auto. Stara prawda – wszystko jest pożyczone, bo gdy tylko zaczynam łapać stopa zatrzymują się goście, których rano zabraliśmy na przełęcz. Po 20 minutach jestem już z powrotem. Szybkie kąpanie, jedzenie i spać, a w nocy.... jeszcze koncert.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz trochę niewyspani decydujemy się na Rawki od Ustrzyk. Panie wysadzam przy wejściu na szlak, auto zostawiam na Przełęczy Wyżniańskiej i stopem wracam na miejsce, gdzie się rozstaliśmy. Zaczynam pościg. Autostrady jak były, tak są, więc po 25 min. jesteśmy już w komplecie. Po przewiązaniu Zośki z brzucha na plecy wędruje się jakby lżej. Po niespełna 2 godz. jesteśmy na szczycie – pogoda dalej idealna; dużo ludzi więc uciekamy gdzieś na bok i znowu rozkładamy się z betami. Wygrzewamy się na słońcu i pozujemy do zdjęć. Czas mija szybko i przyjemnie, ale trza się powoli ewakuować. Bez większych problemów (poza małą histerią Czantorii, której niewymówiona tęsknota za mamą sprawiła, że  w połowie zejścia zmieniamy jej środek transportu) docieramy najpierw do bacówki, a potem na parking na Przełęczy Wyżniańskiej. &lt;br /&gt;
Zmęczeni, acz uchachani wracamy na kwaterę i po celebracji codziennych rytuałów idziemy spać, z nieprzyjemną myślą, że jutro czeka nas powrót do domu.&lt;br /&gt;
Podróż spokojną, choć nużącą kończymy o 18. Pięknie było!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Górach Sokolich|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina (WKTJ), Karol Jagoda, Damian Żmuda, Mateusz Górowski z rodziną|21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Sezon wspinaczkowy zdaje się nie mieć końca. Wszyscy, jak w transie przechodzimy kolejne drogi, podnosząc lub zrównując poziom &amp;quot;życiówki&amp;quot;. Jak muchy padają drogi od VI.1 do VI.3+. Pod koniec dnia, u niektórych czuć było lekki niepokój - a może jeszcze jedną drogę, bo kto wie kiedy skończy się dogodna, jesienna aura. &lt;br /&gt;
Postaram się wrzucić fotki, choć nie sądzę żeby oddały paletę kolorów otaczającego Nas lasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidy- spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;|21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Prawdziwa polska złota jesień. Przechodzę krótką ale ładną widokowo trasę z przełęczy Salmopolskiej, przez Malinowska Skałę na Skrzyczne. Ze Skrzycznego zejście wzdłuż wyciągu do Szczyrku. Pogoda idealna, błękitne niebo i przygrzewające jesienne słońce. Z trasy widok praktycznie 360stopni z Tatrami na horyzoncie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz, Basia, Artur, Adam, Ania, Wojtek Szmatłoch, Janusz Dolibog z Jolą, Ryszard I Marzena Widuch (z mamą)|21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Fajny jesienny dzień. Trochę wspinu (od V do VI.2), ognisko, generalnie miłe spotkanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach i Kostolik|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch|20 10 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem wszystko na piechotę. Z Tatrzańskiej Polanki szlakiem do Batyżowieckiego Stawu, następnie doliną i Batyżowieckim żlebem (czasem śnieg po ostatnich opadach) na szczyt Gerlacha (2654). Bezwietrznie, ciepło, pogoda wręcz idealna więc nie za bardzo chce nam się schodzić ze szczytu. Zejście drogą podejścia. W dolinie Batyżowieckiej udajemy się jeszcze na krótką wspinaczkę (III) na Kostolik (2262). Z wierzchołka zjeżdżamy na linie. Idąc już w dół natykamy się na fragment kadłuba samolotu, który rozbił się na Zadnim Gerlachu w 1944 roku. Już o zmroku docieramy do auta zadowoleni z tak pięknej wycieczki. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FGerlach2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sowie - Wielka Sowa |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć + os. tow.|13 - 14 10 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach zdobywania Korony Gór Polskich wybieramy się na zorganizowany dwudniowy wypad w Sudety Środkowe na Wielką Sowę. Autobus dowozi nas do Walimia skąd przez Małą Sowę dochodzimy do najwyższego szczytu Gór Sowich. Na szczycie znajduje się 25 metrowa wieża widokowa z początku XX wieku. Nie omieszkaliśmy jej zwiedzić i porobić zdjęcia z jej murow. Tego dnia dotarliśmy do Przełęczy Sokolej, gdzie wieczorem mieliśmy ognisko z kiełbaskami (nie ma jak zorganizowane wyjazdy :)&lt;br /&gt;
Następnego dnia zwiedziliśmy Kompleks Osówka, gdzie znajduje się &amp;quot;Podziemne Miasto&amp;quot;. To ogromny system betonowych korytarzy, umocnień i hal, który był budowany przez Hitlera i najprawdopodobniej miał być tajną kwatera Adolfa Hitlera bądź halami produkcyjnymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspinanie|Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 10 2012}}&lt;br /&gt;
Tradycyjnie wyjazd w sokoliki rozpoczynam od wstawienia się do pewnej drogi na Krzywej (po raz n-ty), ponownie bez pozytywnego rezultatu. Mateusz natomiast patentował drogę Pod Zjazdem (VI.2+) niestety również bez powodzenia. Po kilku wstawkach w powyżej wspomniane drogi (obie przewieszone) wspólnie stwierdziliśmy, że jesteśmy jednak wspinaczami technicznymi (tam gdzie kończy się buła zaczyna się technika:) i wybraliśmy płytową drogę H/2 (VI.2+), która nieco poprawiła nam humor. W niedziele wyspani (prawie 12h snu) wspinamy się na Tępej,  gdzie udaje się poprowadzić  Śmietankę(VI.2), Małe Obciąganie (VI.2+) - genialna droga!!!, oraz na Ptaku bulderową drogę Coś z niczego (VI.3) oraz nie prostą Direttissimę (VI.1). Przez cały weekend pogoda i warunki wspinaczkowe idealne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów|13 10 2012}}&lt;br /&gt;
W Podlesicach na Bibliotece odbyła się kolejna unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego. Były zajęcia praktyczne i teoria.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY - Belluno - Dolomity po sezonie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 08 10 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach profilaktyki jesiennej depresji, pojechaliśmy na trzy dni do słonecznej Italii. Celem były spacery, choć sądząc po tym, że zabraliśmy ze sobą stosowny sprzęt, wspinaczka chyba też nie była wykluczona. Podczas całego wyjazdu trochę nie dopisywała nam forma (z różnych przyczyn jakoś dawno nie biegaliśmy), za to bardzo dopisywała pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano, po krótkim odespaniu podróży ruszyliśmy w masyw Le Tofane od zachodu, szlakiem w kierunku Bivacco Baracca degli Alpini. Bardzo podobała się nam pustka. O tej porze roku ruch turystyczny jest tu naprawdę ograniczony, co czyni nieczynne wyciągi narciarskie niezwykle upiornymi. Dzięki wycieczkom z Małym zaobserwowaliśmy nieco geologicznych kuriozów, jakieś fałdy, pionowe uławicenie i takie tam. Po porzuceniu gratów w biwaku, będącym zaadaptowanym schronem z I wojny światowej, z naprawdę dużym wysiłkiem dokulaliśmy się na wierzchołek Tofany di Dentro (3 238). Następnie zeszliśmy z powrotem do schronu (na 2 922), gdzie spędziliśmy dosyć szybko zapadłą dla nas noc. Przez cały dzień spotkaliśmy dwójkę ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę miało trochę popadać, zwłaszcza po południu. Zaplanowaliśmy więc zejście na dół, przebieżkę po mieście, relaks, a następnie przemieszczenie się w rejon, w którym mieliśmy odbywać dalsze wycieczki. Kurort jakim w zimie jest Cortina d'Ampezzo na początku października praktycznie jest wymarły. Parkowanie jest gratis nawet w centrum miasta. Popełniliśmy typowy chyba błąd ludzi północy tzn. założyliśmy, że o godzinie 16:00 dostaniemy coś do jedzenia. W typowych lokalach nie było o tym mowy - najkrótsza przerwa na sjestę kończyła się o 18:30. Na szczęście znalazła się jakaś budka z pizzą na kawałki, swoją drogą całkiem niezłą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Noc z niedzieli na poniedziałek była przygodą sama w sobie. Znaleźliśmy bardzo przyjemne miejsce na namiot: niedaleko drogi, ale schowane, przy rzeczce, a przy tym poza granicami parku narodowego. Rzeczywiście, trochę popadało, nawet trochę zmokliśmy przy rozbijaniu się. W końcu jednak opad ustał, a my udaliśmy się na wygodny spoczynek. Sen nie trwał długo. Wkrótce zaczęliśmy być ze wszystkich stron głośno obwąchiwani. Na nic zdały się głośne krzyki i światło. Mieliśmy nadzieję, że agresor zadowoli się porwaną śmietanką UHT oraz resztkami sera gorgonzola (pozostałości po kolacji - brokuł z makaronem w sosie serowym). Niestety wkrótce wrócił, w świetle naszych czołówek wsadził szarą mordę do przedsionka, chwycił za mój plecak i ... zaczął z nim zwiewać do swojej kwatery! Wybiegłem z namiotu w samych skarpetkach (kluczyki i dokumenty z samochodu!) i zacząłem obrzucać obelgami to piękne acz bezczelne stworzenie o puszystym, białym ogonie. Co zupełnie nie zrobiło na nim wrażenia. Ostatecznie udało mi się jakoś wyrwać mu plecak. Stwierdziliśmy zgodnie, że z takim bezczelnym lisem (czy kim?) po prostu nie wygramy i upokorzeni poszliśmy spać do auta... które powiedzmy sobie szczerze, wcale się do tego nie nadaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Połamani i zmarznięci w poniedziałkowy poranek byliśmy już o włos od depresji, której udało się uniknąć tylko dzięki pięknej pogodzie i pięknym widokom. Z szosy kierującej na przełęcz Falzarego ruszyliśmy ukośnym trawersem w stronę osobliwych Cinque Torri, mając za plecami Tofanę de Rozes. Zaplanowaliśmy pętlę wokół szczytu Averau, z krótkimi, ubezpieczonymi odcinkami (via ferrata). Jej najwyższym punktem był szczyt Nuvolau (2 574), z którego widać było w oddali, w stronę Austrii mocno zaśnieżone piki - jak sądzę, jakieś Wysokie Taury. Generalnie okolice Cortiny są dosyć zagospodarowane, ale podczas tej wycieczki udało się nam nawet momentami widzieć krajobraz, w którym nie było śladów działalności człowieka. Ludzi na szlaku spotkaliśmy za to sporo, co być może było zasługą pracowicie zasuwającej kolejki &amp;quot;Seggovia 5 Torri&amp;quot;. Ostatnim punktem programu był pobyt nad malowniczym stawkiem Lago di Limides. Na włoską Pizzę w Cortinie zjawiliśmy się znowu o godzinie skrajnie nieodpowiedniej. Poświęciliśmy nawet 5 minut na objechanie części miasta w której do tej pory nie byliśmy, ale widząc przez okna w lokalach krzesła do góry nogami, karnie wróciliśmy do budki z pizzą na kawałki. Trzeba przyznać, że ciasto nawet z takiego &amp;quot;podłego fastfoodu&amp;quot; smakowało doskonale. Takiego ciasta na pizzę u nas po prostu nie robią!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rezerwat Oszus i Beskid Równy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik oraz os.tow -  Jan Kempny, Małgorzata Kozera|07 10 2012}}&lt;br /&gt;
Niemal w permanentnym deszczu przechodzimy interesującą trasę z Soblówki doliną Urwiska a dalej na przełaj w stronę Kaniówki (grzyby po drodze). Potem ciekawa góra Oszus (1155) wokół której powstał rezerwat puszczy karpackiej. Następnie przechodzimy istotnie równy Beskid Równy by z przełęczy pod Pańskim Kamieniem zejść  znów na przełaj dość głęboko wciętą dolinką jakiegoś potoku do Urwiska. Stad już w totalnej zlewie do Soblówki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|06 10 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerach z Tatrzańskiej Polanki (985) w godzinę docieramy do Śląskiego Domu (1667). Dalej już na nogach przez Wielicką Próbę i Wielickim Żlebem na grań. Na trawersie ścian Mł. Gerlacha trochę błądzimy pakując się w &amp;quot;ciekawy&amp;quot; skrót (III, ekspozycja, kruchość). W 3,5 godz. jesteśmy na szczycie Gerlacha. Pogoda wspaniała, przepiękne widoki. Zejście Batyżowieckim Żlebem do doliny o tej samej nazwie a dalej do rowerów przy Śląskim Domu w 2,5 godz. Zjazd (cóż za upojna szybkość) do auta trochę ponad 10 minut. Kolejny szybki wyjazd za nami (z domu wyjechałem o 3.00 wróciłem o 21.00, 10 godzin jazdy autem, 8 godzin pobytu w górach). Było warto. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FGerlach . Jeszcze kilka uwag: na trasie nie ma żadnych kopczyków, większość stałych zabezpieczeń została rozmontowana, spotkaliśmy kilka grupek &amp;quot;przewodnickich&amp;quot;. Na grani mocno wiało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Tyńcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Halina(os. tow.)|06 10 2012}}&lt;br /&gt;
Sezon wspinaczkowy przeciągamy o kolejny tydzień - czy ostatni? Na propozycję wyjazdu do Tyńca, Karol zareagował jak małe dziecko, więc nie mamy problemów z wyborem lokalizacji. Dzień dzielimy na 2 części: na początku męczymy się na drogach w grocie (Karol prowadzi projekt z dawnych lat-&amp;quot;Skurwysyn&amp;quot;*, potem już tylko relaksacyjne wspinanie na Winnicy. Cały dzień pogoda letnia więc można było wspinać się bez koszulki i wzbudzić zachwyt turystów:)&lt;br /&gt;
*-nazwa drogi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowery w dol. podkrakowskich|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz(os. tow.)|05 10 2012}}&lt;br /&gt;
Pomimo burzowej pogody w noc wcześniej decydujemy się na wycieczkę rowerową po dolinkach podkrakowskich. Przed wyjazdem, zapobiegawczo zaproponowałem Mateuszowi żeby zabrał ze sobą uprząż bo została mi do zrobienia droga na Łabajowej. Mój chytry plan wypala, gdyż samochód zostawiamy pod Łabajową w dol. Będkowskiej. Szybka wstawka w Obladi-oblada - puszcza za I razem. Dzięki temu z czystym sumieniem wsiadamy na rowery i ruszamy w dół dolinką. Kolejne padają: Kobylańska, Kluczwody, Prądnika i górna część Kluczwody. Wszystkie &amp;quot;terenowe&amp;quot; odcinki przysparzają nam niemałych problemów z powodu kiepskiego stanu bieżnika w oponach i nocnych opadów. W sumie nasza pętla wynosi ok. 50km długości. Na następny raz zostawiamy pozostałe dolinki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Bolechowickiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Pacyfa, Marcin i Sebastian(os. tow.)|30 09 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd wspinaczkowy i znów pod Krakowem (w dolinkach jesienią jest naprawdę pięknie). Tym razem wybieramy dol. Bolechowicką. Tu wspinanie skupia się przede wszystkim na dwóch skałach – Filarze Abazego i Filarze Pokutników. Zaczynamy od bardzo rozgrzewkowej 6-tki i przenosimy się na wybrane przez siebie projekty (Karol-Sinusoida, Ja-Brzytwa Ockhama). Po chwili dojeżdża reszta ekipy i pokonujemy kolejne drogi. Wyjazd potwierdzający wcześniej już postawioną tezę, jakoby najlepszą porą do wspinania była jesień. Pochłonięty tą myślą, zapraszam wszystkich Nockowiczów na wspólne, nieformalne zakończenie sezonu, gdzieś na Jurze (szczegóły prześlę na forum).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Niegowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 09 2012}}&lt;br /&gt;
Bawiąc się w wspinaczkową eksplorację Jury zapędziliśmy się w skałki góry Bukowiec na południe od Niegowej. Widoczna z dala skała okazała się nadzwyczaj trudno dostępna już na etapie dojścia. Sporo determinacji kosztowało nas przedarcie się przez na ogół kolczastą roślinność do jej podnóża. Sama skała raczej niezbyt wysoka (ok. 10 m) pokryta mchami i chaszczami. W środku skały znajduje się coś w rodzaju komina (może IV+ nie licząc utrudnień związanych z oczyszczaniem drogi). Wspinaczka na własnej protekcji znów okazała się dość ciekawą w tej wydawać by się mogło nietkniętej skale. Teresa ma dość kującej flory więc przenosimy się jeszcze na krótki wspin do Łutowca. Co za ulga. Spotykamy tu byłego czł. klubu Michała Trytki z żoną i kolegą, którzy łoili tu od rana. Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Hranicki Kras - Hranicka Propast|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2012}}&lt;br /&gt;
Hranicki Kras słynie przede wszystkim z udostępnionej turystom Zbraszowskiej Aragonitowej jaskini (wstęp 100 Kc – można płacić tylko gotówką której  nie posiadaliśmy a kartą płacić nie można więc nie poszliśmy) a przede wszystkim z Hranickiej Propasti, która była celem naszego wypadu. W krasowym leju na głębokości 70 m znajduje się lustro wody pokryte zielonym nalotem. Woda ma temp. 15 stopni gdyż jaskinia zasilana jest wodami termalnymi. Od 50 lat odbywają się nurkowania w tej tajemniczej wodnej czeluści. Jak dotąd udało się osiągnąć 217 m (Krzysztof Starnawski w bieżącym roku). Jaskinia rokuje dalsze możliwości z racji miąższości tutejszego wapienia. Szacuje się iż można by w niej osiągnąć –400. W dół prowadzi śliska ścieżka z wykutymi stopniami (możliwość oporęczowania). Stalowa linka pozwala opuszczać sprzęt do nurkowania na drewniane platformy tuż nad wodą. Wokół całego leja jest ścieżka i metalowy płotek. Miejsce niesamowicie ciekawe. W drodze powrotnej zahaczamy o Beskid Śląsko–Morawski wychodząc na górę Radhost (1129). Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FHranicka . Tu filmik przedstawiający zatopione partie jaskini (Starnawski): https://vimeo.com/44709652&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice doliny Jesionki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|23 09 2012}}&lt;br /&gt;
Z Jesionki przy pięknej pogodzie przez Łazek, Czupel, Wielki Cisownik docieramy do Błatniej. Przy schronisku rest i dalej na przełaj do leśnej drogi, którą schodzimy do uroczej dość głęboko wciętej doliny Jesionki. Nią dochodzimy do auta. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Jesionka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Pacyfa, Marcin, Ania i Sebastian(os. tow.)|23 09 2012}}&lt;br /&gt;
W końcu przyszła pora na idealne warunki wspinaczkowe – optymalna temperatura, mała liczba wspinaczy, przepiękne kolory i pogoda jakby pewniejsza, niestety dzień dużo krótszy. Tym razem ładujemy na Łabajowej w dolinie Będkowskiej. Ogródek skalny wart jest polecenia zarówno początkującym, jak i tym bardziej wprawionym wspinaczom. Jeśli ktoś będzie reflektował wyjazd w to miejsce jeszcze w tym sezonie to chętnie tam wrócę. Cyfr zdobytych dróg nie podam, bo nie pamiętam, a może po prostu lepiej nie pamiętać, choć czasami było blisko (dlatego chętnie tam wrócę). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|22 09 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy głównym otworem. W jaskini penetrujemy ciągi III Komina. Schodzimy do Sali Węgierskiej (po drodze ciekawy zjazd z małego mailona). Zataczamy pętle i wychodzimy nad III Komin. Z jaskini wydostajemy się II otworem. Otwór ten wyprowadza w środku pionowej ściany. Malownicze miejsce jak i widok rozlegający się na dol. Kościeliską. Stąd około 35 metrów zjazdu w ścianie. Krótka lajtowa akcja ale pierwszy raz wychodzimy z Czarnej w ten sposób. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; i inni towarzysze niedoli|22 09 2012}}&lt;br /&gt;
Sierpień – wrzesień&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dziwny dzień. Godzina 15:09 w sobotę a ja siedzę przed kompem. Obudziłem się dziś sam, a nie jak zwykle w soboty przy pomocy budzika. Wszystkiemu winny śnieg, który spadł dwa dni temu w Tatrach. Z powodu braku warunków wspinaczkowych trzeba było zrezygnować z wyjazdu . Może chociaż skałki jutro wypalą, bo na razie za oknem błękitne niebo.  Korzystając z wolnego dnia postanowiłem napisać jakąś krótką relacje z Tatrzańskich wspinaczek. Tylko o czym tu pisać. Sporo tego było. Wiele szczytowań, wiele łatwych dróg mieszczących się w piątkowych trudnościach, wiele wycofów, wspinaczek w deszczu, ucieczek przed burzą, przeczekiwań w kolebie na przejście gradobicia. Ale wiele było też pięknych dróg zrobionych w ładnym słońcu z zapierającymi dech widokami za plecami (i w lufie pod nogami również :P)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obok mnie leży przewodnik. Ten sam, który trzymałem w ręku w 1997 roku, kiedy jako jedenastoletni chłopiec pierwszy raz miałem jechać w Tatry. Podekscytowany siedziałem nad nim planując trasy i to, co chciałbym zobaczyć.  Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia o wspinaniu, ale pamiętam, jak moją uwagę przykuło zamieszczone w tymże przewodniku kolorowe zdjęcie wspinacza na Trawersie Zamarłej. Tak, od tamtej chwili cały czas zacząłem się zastanawiać – „jak oni to robią…?”, „czy to w ogóle możliwe?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku dane było mi stanąć dokładnie w tym samym miejscu co postać ze zdjęcia z przewodnika. Teraz powyższe pytania zostały nieznacznie zmodyfikowane na: „jak ja to zrobię…?”, „czy to w ogóle możliwe?” :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fragment Trawersu Zamarłej przyszło mi zrobić podczas wspinania Festiwalem Granitu. Piękna kombinacja łącząca jedne z ciekawszych wyciągów różnych dróg na Zamarłej. Jeden wyciąg prowadzi właśnie najtrudniejszym, piątkowym fragmentem trawersu. Wyciąg idący trawersem przypadł do poprowadzenia Bartkowi. Idę na drugiego, ale w przypadku trawersu i tak nie ma to większego znaczenia. Tym bardziej, że trawers obity jest hakami, więc prowadzącemu odpada konieczność wyszukiwania miejsc pod asekurację. Nie mniej jednak, widząc walkę Bartka z trawersem i obserwując dziwne pozycje które przyjmował widać było, że coś jest na rzeczy. W ferworze walki ominął nawet jeden hak, który miał na wysokości  oczu, więc potencjalne wahadełko stało się jeszcze większe. Po chwili prowadzący zatrzymuje się, coś tam majstruje i słyszę: „Auutoo…” No tak, to nieuchronny znak, że teraz moja kolej. „Nie asekuruję”, „Możesz iść”, „Idę”. No to idę….?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trawersik bardzo ciekawy, lufa pod nogami naprawdę robi wrażenie. Żadnej większej półki, tylko niemalże pion aż do podstawy ściany. Dobre chwyty na ręce, nogi po mniejszych krawądkach lub na tarcie. Dobrze, że tatrzański granit nie jest tak wyślizgany jak nasza Jura. Jeszcze tylko kilka emocjonujących kroków i stanowisko. Trawers może i specjalnie trudny nie był, ale małe stopnie, ekspozycja i prawie 100m pionu -może i nie absolutnego :p ale jednak – robią wrażenie. Potem jeszcze małe zaciatko i delektujemy się widokami na szczycie Turni. Orla prawie pusta, cisza i spokój. Pięknie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza festiwalem granitu w tym sezonie padło jeszcze sporo innych dróg. Wśród nich min. Lewi Wrześniacy (ucieczka trawersem Zamarłej na Zmarzłą Przełecz), Południowy Filar Koziego Wierchu (z wejściem w ścianę trawersem za piątkowym gzymsem), Środkowe i Prawe Żeberko na Granatach,  brakujący mi odcinek Grani Kościelców z Kościelcowej Przełęczy na szczyt Kościelca, Patrzykont i Gąsiecki na Kościelcu, Klasyczna na Mnichu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg - Hoher Göll|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (kierownik wyprawy), Michał Wyciślik; WKTJ: Michał Macioszczyk, Piotr Graczyk, Dorota Drzewiecka, Paulina Piechowiak, Norbert Skowroński, Aleksandra Skowrońska; ponadto: Emilia Skowrońska, Miłosz Dryjański, Benedykt Dryjański |1 - 20 09 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu była dalsza eksploracja jaskiń w rejonie wschodniego ramienia masywu Hoher Göll (Salzburskie Alpy Wapienne). W szczególności mieliśmy zajmować się Parszywym Meandrem. Jest to położona na głębokości ok. -700 m, najbardziej wysunięta na zachód część Hochschartehöhlensystem, bedącego obecnie trzecim co do głębokości systemem jaskiniowym w Austrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ubiegłego roku (22 osoby), tym razem działaliśmy w kryzysowym, bardzo ograniczonym składzie.  Czwórkę biwakową do Parszywego Meandra udało się skompletować praktycznie bez żadnej rezerwy, z ledwością pozostawiając skromną ekipę zabezpieczającą na powierzchni. Takie planowanie &amp;quot;na styk&amp;quot; zemściło się na nas. Biwak ostatecznie nie ruszył ze względu na różne okoliczności zdrowotne, które dotknęły zespół biwakowy, przy jednoczesnym braku możliwości zmobilizowania osób &amp;quot;na zastępstwo&amp;quot;. Po prostu było nas zbyt mało. W efekcie straciliśmy dużo czasu na transport sprzętu do i z jaskini, który nie przyniósł żadnego efektu merytorycznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 10 dniach, skład naszej grupy został uszczuplony o trzy osoby, które zgodnie z planem musiały wrócić wcześniej do Polski. Wykluczyło to jakąkolwiek sensowną działalność w Hochschartehöhlensystemie. Poprzestaliśmy na poszukiwaniu nowych otworów, co zresztą miało sens ze względu na niski stan śniegu (we wcześniejszych latach zwykle przyjeżdżaliśmy w masyw w lipcu lub sierpniu). W czterech nowo zlokalizowanych otworach skartowaliśmy niecałe 196 metrów. Tylko jeden z nich rokuje niewielką nadzieję na kontynuację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo budującym sukcesem, choć niejako na marginesie działalności, była poprawa naszych stosunków z lokalnym leśnictwem. Po latach trafiliśmy w końcu do właściwego człowieka, który m.in. zezwolił nam na swobodne korzystanie z drogi dojazdowej do chatki stanowiącej naszą dolną bazę. Dzięki temu mógł udać się zjazd północną ścianą masywu, na zachód od naszej bazy, wymagający długiego powrotu wspomaganego samochodem. U podstawy północnej ściany, na wysokości ok. 1 600 m zlokalizowaliśmy kolejne dwa obiecujące otwory. Nie wystarczyło już czasu na ich dalsze poznanie, ale cieszy sam fakt, że byliśmy w stanie prowadzić działalność powierzchniową tak daleko od naszej bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dwunastym dniu wyprawy zaczęło padać śniegiem. Padało przez trzy dni. Zostaliśmy praktycznie odcięci w bazie. Po stopieniu się śniegu (kolejne dwa dni), przy prognozach zapowiadających dalsze opady i spadek temperatury, podjęliśmy decyzję o przedwczesnym zakończeniu działalności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując, wyprawa WKTJ PZA Hoher Göll 2012 nie osiągnęła w tym roku znaczących wyników eksploracyjnych. Zostaliśmy zmuszeni przesunąć eksplorację &amp;quot;Parszywego Meandra&amp;quot; na kolejne wyprawy. Odnaleźliśmy siedem nowych otworów, z czego zinwentaryzowanych zostały tylko cztery. Najgłębsza spośród odnalezionych jaskiń osiągnęła 53,5 m deniwelacji. W ramach działalności powierzchniowej, kontynuowaliśmy także odnajdywanie i namierzanie otworów, które zostały odkryte w czasach przed upowszechnieniem się technologii GPS. Bazując głównie na zapale Miłosza i Benedykta do tego projektu, udało się potwierdzić pozycje kolejnych 20 znanych już otworów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyprawie wzięli udział grotołazi z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego: Michał Macioszczyk, Piotr Graczyk, Dorota Drzewiecka, Paulina Piechowiak, Norbert Skowroński, Aleksandra Skowrońska (z córką Emilią pod opieką); skromna delegacja z Rudzkiego Klubu Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot;: Mateusz Golicz (kierownik wyprawy), Michał Wyciślik oraz Miłosz Dryjański z synem Benedyktem. Dziękujemy kolegom z Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za nieustającą pomoc organizacyjną. Dziękujemy także Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA za wsparcie finansowe naszego przedsięwzięcia, firmie FIXE za wyposażenie nas w tani i dobry sprzęt oraz wyprawie SGW/SKTJ w Hagengebirge pod kierownictwem Marka Wierzbowskiego za wypożyczenie nam dodatkowego sprzętu do ekipowania i kartowania jaskiń. Niestety nie mieliśmy zbyt wiele sposobności, żeby go użyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Źródła rzeki Olzy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan&amp;lt;/u&amp;gt; i Bartek Kieczka|18 09 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnego dnia zabrałem syna na wycieczkę do źródeł Olzy. Oprócz źródeł Olzy zaliczyliśmy Gańczorkę i przeszliśmy na Tyniok. Część trasy biegła dzikimi Ścieszkami a cześć szlakami pogoda dopisała ok. godz. 16:00 byliśmy w domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Kobylanach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko|16 09 2012}}&lt;br /&gt;
Całą niedzielę wspinamy w dolince Kobylańskiej, rejonie którego już dawno nie odwiedzałem. Wyjazd bez parcia na cyfrę więc  rekordy nie padły. Wspinanie kończymy o zachodzie słońca i wracamy do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ryczowie |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 09 2012}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się w Straszykowych skałach na własnej protekcji. Nie lubię jak w newralgicznych miejscach wyskakują mi kostki z szczelin nawet jak jest to na słabej piątce a tak właśnie się działo. Celem było jednak przećwiczenie zakładania stanowisk w ścianie oraz wycof zjazdami na linie. Oprócz tego pobuszowaliśmy po okolicy &amp;quot;odkrywając&amp;quot; dwie ciekawe ściany do wspinaczki w ładnej dolince. Koniecznie trzeba tam wrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie w Sokolikach| Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu: Asia Wasil,Marcin(os. tow.) |15-16 09 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjazd w piątek, w sobotę rano spotykamy się w skałach z Asia i Marcinem, który są po raz pierwszy w Sokolikach. Zupełnie przypadkowo zaczynamy wspinanie od Krzywej, gdzie biegnie przypadkiem Nos Żubra(VI.4). Przy takim szczęśliwym zbiegu okoliczności nie mogłem już ominąć tej drogi:). Podczas, gdy ja męczyłem się (czytaj optymalizowałem ruchy) na Żubrze, popis wspinania dał Mateusz, prowadząc swoją życiówkę - konkretnie Kant Krzywej (VI.2) i to w jakim stylu !!!! no oczywiście w OS-ie. Dalej idąc za ciosem szybko prowadzi płytową VI.1, a na koniec dnia wciąga trudny i patenciarski Taniec Tygrysa(VI.1+), oczywiście w OS-ie!!! W tym czasie Asia i Marcin zapoznawali się ze specyfiką wspinania w granicie – myślę, że sami coś więcej napiszą:) Niestety przez cały dzień wiał nieprzyjemny zimny wiatr, ciężko było, uwierzyc, że wciąż mamy lato (kalendarzowe, ale jednak lato!!!). Niedziela na szczęście była zgoła inna, słoneczna i bezwietrzna, niestety mnie męczy silne przeziębienie. Wspinamy się w okolicach Sokolików, gdzie padają m.in. Kurtykówka (VI), Małpia Ścianka(VI.1), Wariant R (VI.1), Nachy w drachy (VI.2), Płyta Nowaczyka (VI.2). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;quot;Żeglarstwo&amp;quot; na jeziorze Dzierżno |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, osoby tow.: Adam i Helena Kempna |09 09 2012}}&lt;br /&gt;
Sielankowa pogoda, sielankowy koniec lata. Tak też wyglądało nasze pływanie ''omegą'' na Dzierżnie. Generalnie flauta przerywana łagodnymi bryzami. Dość przypadkowo przećwiczyliśmy manewr „człowieka za burtą”. Podjęcie z wody „słusznej wagi” osobnika wcale nie jest takie proste o czym miałem okazję się na poważnie przekonać (pisząc te słowa bolą mniej jeszcze plecy). By wrócić do naszej przystani musieliśmy się wspomóc pagajami. Imprezę kończymy lodami na gliwickim rynku. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FDzierzno2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Polsko-Czeski Kajakowy Maraton Odrzański |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska, |09 09 2012}}&lt;br /&gt;
Podczas dwudniowego maratonu (w sumie ok. 70km rzeki), spływamy tylko I część rzeki od Bohumina do Raciborza. Odra na tym odcinku jest już dość szeroka ale miejscami bardzo płytka, choć to podobno z powodu lichych opadów. Rzeka spokojna z kilkoma mocniejszymi miejscami. Razem w maratonie wzięło udział ok. 80 załóg z Polski i Czech. Pogoda w sobotę może nie była idealna, ale chyba w takich warunkach wolę pływać kajakiem niż się wspinać lub włóczyć po górach. Zdjęcia dostępne są tu (niestety tylko z II dnia imprezy): http://gornaodra.eu/photogallery.php&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski-wędrówki piesze |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |08-09 09 2012}}&lt;br /&gt;
Dwudniowa piesza przebieżka po górach. Startuję z Wisły Uzdrowiska żółtym szlakiem na Przełęcz Salmopolską przez Trzy Kopce Wiślańskie i Smerekowiec. Następnie szlakiem czerwonym pędzę na Malionowską Skałę i zielonym schodzę do schroniska na Skrzycznym (noclegu w tym przybytku nie polecam...)Drugiego dnia schodzę niebieskim szlakiem na dół do wioski Lipowa, by nową trasą wrócić na już poznaną Malinowską Skałę (planowo miałam wybrać szlak żółty, ale dwójka górskich dziadków zaprosiła mnie na wędrówkę &amp;quot;tajnym skrótem&amp;quot;). Dalsza wędrówka [znów samotnie] biegła przez Gawlas, Cieńków Wyżni i Niżny oraz Groniczek (szlaki zielony, żółty i czarny)by zakończyć się na stacji PKP Wisła Głębce.Reszta dnia to już &amp;quot;niedzielna&amp;quot; turystyka górska w centrum Ustronia &lt;br /&gt;
(odpoczynek nad rzeką-przepiękna pogoda- i pstrąg na obiad).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - wspin| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i osoby tow.: Marcin, Ania i Sebastian |02 09 2012}}&lt;br /&gt;
Karol nie odpuścił Kaszance; po tygodniu restu postanowił znów zawalczyć:)) Tym razem Adept również się bronił przed zdobywcami; długo, długo nie puszczał, próbował nawet deszczem w nas...(!!!) Ale pękł:) Raczej pękły: Karolowe &amp;quot;Ślady zębów na Kaszance(VI.3+/4), Marcinowy &amp;quot;Lufcik&amp;quot;(VI 1+) i wspólne: &amp;quot;wrr grr buu&amp;quot;(V), &amp;quot;zlew.com.pl&amp;quot;(V+) i &amp;quot;Sanktuarium Pękniętego Jeża&amp;quot;(VI+). &lt;br /&gt;
W połowie dnia mniej więcej, przenieśliśmy się na urokliwego Niedźwiedzia, stojącego dumnie przy pięknej Lalce i... szybko staliśmy się miejscową atrakcją turystyczną, konkurującą nawet z turniejem rycerskim i festynem na zamku:))&lt;br /&gt;
W świetle fleszów i wśród okrzyków &amp;quot;och&amp;quot; &amp;quot;ach&amp;quot; i &amp;quot;o, Boże!&amp;quot;, padły: &amp;quot;Oszołomiony oszołom&amp;quot;(V), &amp;quot;Martwica mózgu&amp;quot;(VI.2), &amp;quot;Członek z marmuru&amp;quot;(VI.1), &amp;quot;Kaszka z mleczkiem&amp;quot;(VI+), &amp;quot;Pieszczoty Gołoty&amp;quot; (VI.1+).&lt;br /&gt;
Zdjęcia na stronie RKG na facebooku, zapraszamy!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie – Lutnia Bike Marathon| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), Michał Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), Wanda Ganszer i osoby tow. |02 09 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W okolicach miejscowości Zamarski (powiat Hażlach) odbył  się kolejny maraton MTB. Dystans dla kobiet 15 km dla mężczyzn 30 km (2 pętle). Trasa dość trudna, wymagająca technicznie i bardzo ciekawa wiodąca przez podmokłe tereny, łąki i lasy o może niezbyt dużych deniwelacjach za to bardzo urozmaiconych i stromych. Mimo oznaczenia trasy zdarzyło mi się jakimś zbiegiem okoliczności zabłądzić co skutkowało w moim wypadku dyskwalifikacją. Teresa natomiast w swojej kategorii wiekowej zajęła I miejsce. Do ciekawych przygód mogę zaliczyć lot przez kierownicę i koziołkowane w powietrzu na jednym z ostrych zakrętów (chwila nieuwagi). Na szczęście lądowanie w pokrzywach w tym wypadku nie było takie przykre (tylko trochę pokiereszowałem nogę).  Krótko mówiąc super trasa i fajna impreza mimo połowicznego sukcesu. I tak dobrze, że wszyscy zawodnicy naszej grupki szczęśliwe ukończyli dystans. Szczegóły i wyniki ukażą się tu: http://www.mtb.zamarski.pl/wyniki.html . Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - Rozsutec| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |29 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Białego Potoku wychodzimy najciekawszym (niebieskim) szlakiem przez Diery na Rozsutec (1609). Schodzimy przez Stafanową. Fajna pogoda choć może zbyt dużo ludzi na szlakach jak na środek tygodnia. Tu kilka migawek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRozsutec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. -  Szara i Niebieska Studnia oraz Jaskinia Kozia| &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Mateusz Golicz; KKS: Jacek Szczygieł, Mateusz Kaźmierczak |25 - 26 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji prowadzonych przez Jacka badań naukowych, odwiedziliśmy w ten weekend trzy dotąd nieznane nam jaskinie. W sobotę (w trójkę- ja, Mateusz i Jacek) najpierw zwiedzamy i badamy położoną w Czerwonym Grzbiecie Niebieską Studnię (tuż obok szlaku na Małołączniak), a następnie podczas powrotu dokonujemy przeglądu Szarej Studni-położonej w Kobylarzowym Żlebie (gapie przyglądający się ze szlaku przebierającym się grotołazom- gratis). &lt;br /&gt;
W niedzielę już w czteroosobowym składzie przeciskamy się przez ciasnoty, zaciski i meandry Jaskini Koziej. Do jaskini wchodzimy otworem I i docieramy do biwakowej Sali Cichy Kącik. Stamtąd robimy pętlę do dna na poziomie -263m. Wychodzimy z jaskini otworem II po 8 godzinach akcji. http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fkozia-itp&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|25 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z cyklu ,,wszystko nie wychodzi ’’. Wspinaliśmy się,to za dużo powiedziane… próbowaliśmy się powspinać na Adepcie. Po rozgrzewce Mateusz uderza na swój projekt –piękną przewieszoną 998(VI.2), niestety mimo wielokrotnego zmieniania patentów droga nie puściła, nie pomogło nawet haczenie pięty :P. Ja wstawiłem się natomiast w Ślady zębów na Kasztance (VI.3+/4)mimo początkowego entuzjazmu -  wszystkie ruchy na drodze okazały się w miarę proste, a zebranie patentów przebiegało niezwykle szybko, bo nie trwało dłużej niż 1h:), droga także nie póściła. W ramach otarcia łez wybraliśmy się na Cimę, gdzie próbowaliśmy przewalczyć jej Filar (VI.2+). Niestety zmęczenie dało znać o sobie i po raz kolejny musieliśmy przełknąć gorycz porażki. W trakcie wspinania mogliśmy słuchać niejako przy okazji największych przebojów disco polo granych na scenie usytuowanej na zamku, co więcej gwiazdą wieczoru miał być sam Krzysztof Krawczyk!!!, niestety Mateusz nie dał się namówić na jego koncert .  Aby zrobić do końca choćby 1 drogę  tego dnia przenieśliśmy się na plecy Cimy.  Tam wybraliśmy jedną z VI.1, która miała nam poprawić humor. Stało się coś wręcz odwrotnego, Mateuszowi udało się jedynie powiesić  5 ekspresów na drodze po czym musiał spasować, ja nie byłem wstanie nawet dojść do piątego, więc musiałem resztę drogi o nachyleniu pastwiska  ordynarnie przyhaczyć. Po tych ,,dokonaniach’’ oboje doszliśmy do jedynego słusznego wniosku, że przerzucamy się na szachy.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mirosław Noga (os. tow.)|25 08 2012}}&lt;br /&gt;
Niezbyt pewna pogoda skłoniła nas do wzięcia udziału w halowym turnieju badmintona &amp;quot;amatorów&amp;quot; (czyt. byłych zawodników). W kat. &amp;gt;40 lat zająłem V miejsce. W każdym razie z hali wyszedłem wykończony jak po akcji w dziurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena, Bartłomiej (os. tow.)|21 - 23 08 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po przyjeździe z poprzedniej wycieczki tego samego dnia wyruszamy wieczorem w Tatry śpimy w Bukowinie u znajomych podczas wyjazdu zaliczamy Gęsią Szyje i Nosal oraz spędzamy rodzinnie czas. Pogoda dopisała widoki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka od Koczego zamku do Trójstyku| &amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena, Bartłomiej (os. tow.)|20 - 21 08 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 17:00 ruszamy z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej wzdłuż granicy Polski i Słowacji w kierunku Trójstyku. Po drodze zaliczamy biwak na Szerokim Wierchu z pięknym zachodem słońca. Ok. godz.12:00 dnia następnego docieramy na Trójstyk  skąd autobusem udajemy się do Istebnej.  &lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żywiecki - Rycerzowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek i Zosia eR|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że do Rycerzowej mam pewną słabość. I nie ja tylko :) Dlatego bardzo chętnie tam wracam za każdym razem. Korzystając zaś z pięknej słonecznej pogody mieliśmy w planie możliwie jak największą część dnia przeznaczyć na... wylegiwanie się w cieple właśnie na Hali Rycerzowej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek jest niezły: udaje się wyjechać trochę po 8.00, w Rajczy jesteśmy punkt 10.30 (gdzie &amp;quot;załatwiamy&amp;quot; jeszcze fory u Najwyższego) i już o 12 (ekhm) zwarci i gotowi ruszamy na szlak. Podchodzimy z Soblówki prawie najkrótszą trasą (najkrótszą - czarną zostawiamy na zejście), czyli zielonym do przełęczy pod Przysłopem, a stamtąd żółtym (to już wyszło &amp;quot;w praniu&amp;quot;, bo miał być niebieski) na Halę R – też dobrze, bo żółtym jeszcze nie szliśmy. Z założeń wyjazdowych wynikało,  że z palcem w nosie o 14 dotrzemy do miejsca przeznaczenia, gdzie posiedzimy do.... ja wiem? 17? tak, żeby na 18 zejść i na kąpanie o 20 być w domu ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ehh życie. Po 3-ciej godzinie i n-tym postoju prawie zarządziliśmy odwrót. Nastąpiła jednak mobilizacja w zespole i ruszyliśmy dalej pełni szczerego optymizmu. Gdy jednak przed 17 doszliśmy na upragnioną łąkę można już było z pełną odpowiedzialnością postawić diagnozę: Zosia tego dnia była całkowicie niechustowa. Pozwoliliśmy sobie jednak na luksus poleżenia na kocu i poskubania trawy.. i widoki.. i cisza (już o tej porze). Było warto. Droga powrotna okazała się jednak jak przez mękę i ta piesza i ta samochodowa. (&amp;quot;fory&amp;quot; zatem okazały się średnie, ale tylko nam wiedzieć czemu.) Niestety wpisujemy się w nurt stojących tego dnia godzinami w korkach. Jakoś nie przyszło nam wcześniej do głowy, że kończy się jakiś długi łikęd. Najmłodsza uczestniczka zniosła to jednak nadzwyczaj dobrze (uff), o czym najlepiej zaświadczył poniedziałkowy poranny uśmiech. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin na Kościelcu| Paulina, Dorota, Michał(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Prognoza pogody optymistyczna, więc  trzeba uderzać w Tatry. Po szybkiej analizie możliwości wybór pada na Kościelec, jak łatwo się domyślić przeważył argument najkrótszego podejścia. Z piątku na sobotę szybka drzemka przy aucie i ranne podejście. W Kuźnicach spotykamy Melona z Anią, którzy także wybierają się na wspin. Pomimo obaw, że straszny tłok na podejściu może wróżyć podobne warunki w ścianie kolejek nie ma, wyjątek stanowiły Lobby Instruktorskie oraz Stanisławski. Paulina i ja wbijamy się w efektowną Sprężynę (VI+), reszta ekipy uderza na słynnego Dziędzielewicza (VI). Po zrobieniu drogi  dwa przyjemne zjazdy i po niecałych trzech godzinach  jesteśmy znów pod ścianą, szybka narada i wybieramy  prostowanie drogi Kajki (VII-). Trzeci  kluczowy wyciąg drogi to estetyczna, lekko przewieszona rysa, całkowicie wolna od żelastwa (w przeciwieństwie do Sprężyny) kończąca się czujnym wyjściem z przewieszki. Niestety powrót pod ścianę okazał się bardzo kłopotliwy, gdyż na pierwszym zjeździe kompletnie zacipiła się nam lina. To spowodowało, że zamiast spokojnie delektować się smakiem upragnionego schabowego spożywanego w schronisku, sporo czasu spędziliśmy na prusikowaniu przewieszonego wyciągu Lobby Instruktorskiego w świetle czołówki.  W niedzielę przy pięknej pogodzie wspinamy Byczkowskiego (V+), natomiast Michał z Dorotą robią Sprężynę oraz Stanisławkiego.  W drodze powrotnej trafiamy na olbrzymi korek na zakopiance, który znacznie wydłużył czas powrotu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Rysy od słowackiej strony. W planie była Wysoka lecz spotkanie z słowackimi filancami na początku grani uniemożliwiło zrealizowanie zamierzenia. Poza tym wspaniała pogoda, niebywałe zaludnienie gór. Powrót do domu horrorem (5,5 h). Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bolesławiec - Dvur Kralove nad Labem, wycieczka rowerowa|&amp;lt;u&amp;gt;Kasia J.&amp;lt;/u&amp;gt; Jacek (os.tow.)|13-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłam podjąć minimum wysiłku w celu wzbogacenia nikłej (przyznaje z zażenowaniem) znajomości geografii naszego pięknego kraju. Sprzęt stał w garażu, towarzysz nie zawiódł, mocy po Alpach nie brakowało, a pogoda bajeczna, więc pojechaliśmy. Przypomniałam sobie, że pokonanie 60km jednego dnia w górskim terenie i z sakwą to wszak nie problem, ale przejechanie podobnej odległości przez kilka dni z rzędu to już nie takie siup. Na szczęście zadek po 3 dniach przestał boleć i muszę przyznać, że pedałowanie nawet wobec braku szczególnych atrakcji na trasie stało się ujmująco sympatyczne. No.. może poza odcinkami specjalnymi , gdzie ani zawziętością, ani najmniejszym przełożeniem nie mogliśmy sprostać potędze przewyższeń. Pchaliśmy rowery jednak niezmordowanie w przekonaniu, że wszelkie trudy podjazdów wynagrodzą nam zjazdy i nie pomyliliśmy się. Trasa zajęła 5dni i zgodnie z planem pokonaliśmy ok.300 km. Podróż z uwagi na kontuzję kolana kolegi zakończyliśmy w Dvur Kralove nad Labem, skąd pozbierał nas wracający z Austrii Maciek. Bardzo udana eskapada, zwłaszcza, że pojawia się coraz więcej tras rowerowych, naprawdę malowniczych, choć miejscami fatalnie oznakowanych (stąd duże straty czasu i niepotrzebne kilometry). Pól namiotowych wszak niewiele, ale to przecież żaden kłopot :) Fajnie tak pojechać gdzieś z kimś, kto serwuje prawdziwki do chińszczyzny z tytki i borówki na podwieczorek. Człowiek ma pewność, że z głodu nie zginie a to w pewnych okolicznościach może mieć priorytetowe znaczenie. Trasę polecam gorąco :), zwłaszcza rodzinnie.&lt;br /&gt;
Po drodze można sobie pozwiedzać:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brunów – bardzo ładny pałacyk i park. Pole namiotowe w pobliżu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lwówek Śląski – najbrzydsze miasto jakie kiedykolwiek dane mi było oglądać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilchowice – tama siuuuperowa:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szklarska Poręba – wiele atrakcji m.in. Krucze Skały, Wodospad Kamieńczyka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobieszów – Zamek Chojnik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karpacz – Świątynia Wang (camp za 14zł na wylocie z miasta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kowary – Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska, kapitalne miejsce, w zasadzie od tego należałoby zacząć:) .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bukowiec – Świątynia Ateny, Krąg Druidów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Adrśpach – Skalne Miasto – tylu skał to w całych Tatrach nie ma:) Liczne campingi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trutnov – piękne miasto, tętniące życiem koncertowym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dvur Kralove nad labem – najsłynniejsze w Europie Zoo Safari. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć, Rysiek (os. tow.), Martyna (os. tow.),  Piotrek (os. tow.)|18 08 2012}}&lt;br /&gt;
Za namową żony jedziemy wczesnym rankiem (bo przed 5 rano) w Tatry by wejść na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Zabieramy ze sobą 3 osoby towarzyszące. Dwie z nich odwiedzają piątki, a my w trójkę brniemy w górę. Trasę z moka robimy o 1,5h szybciej niż czasówka, także już bez pośpiechu wracamy asfaltem :( na parking po auto. Droga powrotna spokojna i bez korków (pewnie dopiero w niedziele zakopianka będzie zapchana do granic możliwości) i w niecałe 3h jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Pod_Chlopkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szybki, jednodniowy wyjazd. Fotorelacja w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wzdłuż polskiego wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|1 - 11 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem zwiedzamy polskie wybrzeże Bałtyku. Zaczynamy spływem kajakowym rzeką Piaśnicą od jeziora Żarnowieckiego do morza. 7 km rzeka płynie bagnistym terenem wśród szuwarów, czasem lasem. Swe płytkie wody wlewa do Bałtyku na wysokości Dębków. Wśród opalających się plażowiczów wypływamy kajakiem na trochę rozbujane wody Bałtyku (tak jeszcze z morzem się nie witałem). Ostatnie metry prąd jest dość znaczny więc musimy trochę powalczyć by wbić się z powrotem w koryto rzeki pod prąd aby zdać kajak. Następnie korzystając z rowerów dojeżdżamy szlakami do przylądka Rozewie. Dalej jedziemy samochodem i zatrzymujemy się w ciekawszych naszym zdaniem miejscach naszego wybrzeża. I tak z Kopalina jedziemy do latarni Stilo i dalej mierzeją Sarbską do Łeby. Wracamy trochę błądząc szlakiem rowerowym do punktu wyjścia (dopadły nas tam deszcze a komary miały żywcem zjeść). Najważniejszym punktem wyjazdu był Słowiński Park Narodowy. Bazę założyliśmy na uroczym polu namiotowym w Smołdzińskim Lesie (Spokojne Ranczo). Tu przez kilka dni odbyliśmy wycieczki na górę Rowokół i latarni Czołpino, dookoła jeziora Łebsko (polecam każdemu – najpierw kilkanaście kilometrów jazdy rowerem pustą zupełnie plażą miedzy morzem i jeziorem, dalej słynne wydmy Łącka i Biała Góra, powrót przez bagna południowych brzegów jeziora należy do ciekawych przygód, kąpiel w borowinach zupełnie darmowa zwłaszcza po ulewnych deszczach a na koniec ciekawa wieś Kluki, razem 62 km), dookoła jeziora Gardno. Posuwając się dalej na zachód odwiedzamy m. in. Trzęsacz z resztkami kościoła pochłoniętego przez morze. Wyspa Wolin z wspaniałymi klifami. Na koniec zapędzamy się na wyspę Uznam. Na rowerach pojechaliśmy fajną ścieżką rowerową do niemieckiej części wyspy.  Wyjazd kończymy kąpielą w morzu dokładnie na granicy polsko – niemieckiej. Reasumując: fajna wycieczka krajoznawcza. Poruszając się rowerem, kajakiem czy pieszo można zobaczyć wiele interesujących miejsc i nawet zaznać sporego wysiłku. Ale czy to obali stereotypy o naszym morzu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWybrzeze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Nordland - Norwesko-Szwedzki oboz jaskiniowy oraz wedrowki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 30 grotołazów ze Skandynawii|23 07 - 07 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szeroka relacja [[Relacje:Setsaa_2012|dostępna w sekcji Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem. Foty http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Wolowa%20Turnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|4 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Będkowska - Łabajowa|Król Julian ze swoją świtą – &amp;lt;s&amp;gt;Mortem i Mauricem&amp;lt;/s&amp;gt; Sarą i Mateuszem, Karol Jagoda (jako nadworny łojant), Damian Żmuda (nadworny łojany po L4), Ola, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek&amp;lt;/u&amp;gt; i Zośka Rymarczyki (kronikarze Ogoniastego)|29 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wstajemy o godz. 7.00; pełną gotowość osiągamy już po 2,5 h :) Pogoda średnia ale wystarcza jeden telefon do Prezesa, by świat nabrał barw, a deszczowe chmury zapowiadające ulewny deszcz zamieniły się w puchate obłoczki chroniące przez lejącym się z nieba skwarem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zawsze miejscówka bez zarzutu – jest polana, są drzewa no i skały. Na miejscu przodownicy w osobach Karola i Damiana łoją już ostro (pewnie od 6 rano). Po założeniu obozu, my również powoli przystawiamy się do skały. W międzyczasie zjawia się Najjaśniejszy Juuuliannnnnn:) &lt;br /&gt;
Parę szczegółów technicznych – robimy szereg raczej trudnych dróg, których wyceny nie podajemy bo urągałoby to godności JKMości, bo On wspina się w ekipach, dla których cyfra poniżej VI.6 to gańba. &lt;br /&gt;
Zdjęć z wyjazdu niestety nie ma, bo jak się okazało po przyjeździe blask, jaki bił od Króla Juliana napełnił matrycę takim lśnieniem, że zdjęcia powychodziły prześwietlone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawostka – pod koniec dnia rozpadało się, a Karola z Damianem deszcz zastał na drodze (jakiejś trudniejszej). Karol się wycofał ale cały sprzęt został na ścianie. Jak ta historia się skończyła i czy Karol drogę skończył nie wiemy, bo w strugach deszczu porażeni napięciem całej tej sytuacji pomknęliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
Może ktoś z zainteresowanych dokończy historię?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A tak na serio to bardzo miły dzień, w doborowym gronie i w pięknych okolicznościach przyrody:)))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ALPY 2012|&amp;lt;u&amp;gt;Kasia J.&amp;lt;/u&amp;gt; Maciej Dziurka |2-26 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No jestem:) W telegraficznym skrócie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	04.07 Masyw Hagengebirge, Austria – wycieczka krajoznawcza, farma do kitu -o rany! co to będzie? Na podjeździe rowerkami do chatki wyplułam płuca, zjazd przywraca nadzieję. A potem już poleciało…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	05.07 Hoher Dachstein 2995m, Alpy Salzburskie, Austria, F&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	07.07 Glosglockner 3797m, Grupa Glocknera, Austria –klasyk w 1 dzień (15h). PD+ przewodnikowo raczej grubo przesadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	08.07 Lody w Val di Non, Włochy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	09.07 przełęcz Nufenenpass 2478m, Szwajcaria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	11.07 Grunegghorn 3787m , Alpy Berneńskie, Szwajcaria– przedwierzchołek, nie dotarliśmy na szczyt Gross Grunhorn (4044m), awaryjny nocleg w schr. Konkordia (2850m) – akcja 3-dniowa, wyczerpujące przejście lodowcem Gruneggfirn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	15.07 Piramide Vincent 4215m PD, Wsch. Alpy Walijskie, Grupa Monte Rosa, Włochy – po zejściu ze szczytu nocujemy w schronie Balmenhorn 4167m PD, klasyfikowanym jako samodzielny wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	16.07 w temp.odczuwalnej ok.-20 i bardzo silnym wietrze wchodzimy tego dnia na:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Punta Gnifetti 4554m PD&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Zumsteinspitze 4563m F-&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Parrotspitze 4032m PD-&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Ludwigshohe 4341m PD&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Schwarzhorn (Corno Nero) 4322m PD&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	17. 07 – Matterhorn … nie dał nam najmniejszych szans ….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	19.07 Dent d’Herens 4171m, Zach.Alpy Walijskie, Włochy – przepiękny i wymagający sąsiad Matta, 3 dni walki, spory wysiłek PD+ III, Przejście przypłacone odwodnieniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	20-22 Resetujemy w Chamonix, Francja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	24.07 Dufourspitze 4634m i Nordend 4609m , Wsch. Alpy Walijskie, Grupa Monte Rosa, Szwajcaria – obydwa wierzchołki w 1 dzień wyczerpującej, 21h akcji. Dufourspitze pokonujemy mikstowym kuluarem przez z przełęczy Silbersattel i przez grań szczytową AD III. Nordend klasycznie PD+ w fatalnych warunkach pogodowych…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	25.07 Powrót  do domu.&lt;br /&gt;
O detalach z przyjemnością opowiemy:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2954</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2954"/>
		<updated>2012-10-25T06:06:28Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''19 - 20 10 2012''' - Tatry Zach. - Jaskinia Marmurowa&lt;br /&gt;
* '''18 - 21 10 2012''' - Bieszczady - spacery na Caryńską i Rawki&lt;br /&gt;
* '''21 10 2012''' - Jura - wspin w Górach Sokolich&lt;br /&gt;
* '''21 10 2012''' - Beskidy - spacer&lt;br /&gt;
* '''21 10 2012''' - Jura - wspin w Piasecznie&lt;br /&gt;
* '''20 10 2012''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach i Kostolik&lt;br /&gt;
* '''13 - 14 10 2012''' - Góry Sowie - Wielka Sowa&lt;br /&gt;
* '''20 10 2012''' - Tatry Zach. - jaskinia Marmurowa&lt;br /&gt;
* '''13-14 10 2012''' - Sokoliki - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''13 10 2012''' - Podlesice - unifikacja instruktorów&lt;br /&gt;
* '''06 - 08 10 2012''' - WŁOCHY: spacery w Dolomitach&lt;br /&gt;
* '''07 10 2012''' - Beskid Żyw. - rez. Oszus&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2953</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2953"/>
		<updated>2012-10-25T06:04:18Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== IV kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Marmurowa|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Ryszard Widuch i Michał Wyciślik |19 - 20 10 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny kursowy wyjazd, który już wiele razy był przekładany zw. na pogodę lub sprawy prywatne kursantów czy kadry. Tym razem się udało i przy wspaniałej pogodzie ruszyliśmy do Zakopanego. Pogoda niestety przyciągnęła nie tylko nas, ale i setki innych, bo już na A4 staliśmy kilkukrotnie w korku. Potem korek na sam wjazd na zakopiankę i jeszcze na zakopiance kilka razy...po dwa razy. Ogólnie podróż zajęła nam ponad 5 godzin, a nie niecałe 3 jak to zwykle ma miejsce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano wstaliśmy sporo przed świtem i jeszcze o zmroku wyszliśmy w góry. Nie omieszkał nas zaczepić TPN i spytać co robimy i gdzie idziemy. Na szczęście numer rejestracji pomógł w rozmowach i bez weryfikacji zostalismy puszczeni dalej ;) W tym dniu tą jaskinie co my, miały w planach jeszcze 2 ekipy, ale z jedną uzgodniliśmy że przyjdą 3h po nas, więc musieliśmy się pośpieszyć. Szlaki o tej godzinie jeszcze puste, to się fajnie szło. Pod jaskinią szybki przepak i do dziury. Studnie puszczały bez problemów i szybko znaleźliśmy się na dnie studni kandydata. Tu podzielismy się na dwa zespoły i ten w pełni męski zdecydował się osiągnąć samo dno bez obchodzenia prożków. Z pomocą zaporęczowanych lin udało się to zrobić dość sprawnie i po ok 45 min bylismy już ponownie pod największą studnią. W sali deszczu spotkaliśmy mieszaną ekipę KKTJu i ludzi z Bielska, którzy również chcieli dojść do piaskownicy. Sprawne minięcie się w jedynym zacisku i chwilę potem byliśmy na powierzchni, gdzie czekała już ekipa kursowa z KKTJu (którzy to właśnie mieli być 3h po nas). Akcja w pełni udana, trwająca ok 3h co jak na nasze tempo jest dobrym wynikiem :)&lt;br /&gt;
Jako że pogoda była wyśmienita i nikomu się do domu nie spieszyło, to jeszcze dwukrotnie zatrzymywaliśmy się na złapanie kilku promieni słonecznych (opalając się leżąc na plecakach). Przy aucie byliśmy o 17:00, a w domu przed 20:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Marmurowa_%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tam na dole zostało, wszystko to co nas męczy.... czyli parę dni w Bieszczadzie|Ola, Zośka vel Czantoria,&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek&amp;lt;/u&amp;gt; Rymarczyki|18 - 21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Z początkiem października zaczynamy uważnie studiować mapy długoterminowych prognoz pogody dla rejonu Ustrzyk Górnych i okolic.&lt;br /&gt;
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że operacja „p***j wszystkim – jedź w Bieszczady” rozpocznie się 11 października br. Ale z uwagi na kolizję terminów i liczne, a prześliczne obowiązki towarzyskie, głównodowodzący sztabu przesuwają termin akcji na czwartek 18 października godz. 00.00 UTC+1.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak dla zmylenia wroga, który już na nas czekał w chaszczach, podoficer dyżurny zarządza pobudkę na godz. 7.00 naznaczając czas operacyjny na 2,5 godziny. Z domu wyruszamy planowo o godz. 9.30. Po wielu latach decyduję się obrać inną niż dotychczas marszrutę i zamiast kierować się na lekko pośrednio południowy wschód (Kraków- Tarnów- Jasło-Krosno-Sanok) mkniemy na zdecydowanie południowy wschód (Kraków-Brzesko-Biecz-Jasło-Dukla). Decyzja bez wątpienia bardzo dobra – trasa pusta, urozmaicona (dużo zakrętów, skrzynia biegów używana w szerszym niż 4-5 zakresie), widokowa(!) no i szybka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kwaterze jesteśmy o czasie i po zrzuceniu gratów oraz lekkim ogarnięciu idziemy spać o 19.23.&lt;br /&gt;
Ranek nas zaskakuje nieco i wstajemy dopiero po 9. Szybko się organizujemy i z zamiarem wyruszenia na Caryńską z Przełęczy Wyżniańskiej idziemy łapać busa. Znudzeni oczekiwaniem, aż łaskawy pan kierownik da znak do odjazdu wracam się po automobil i wraz z poznaną dopiero co parą, mkniemy serpentynami. Na parkingu rozstajemy się, tzn. my z samochodem, my z poznaną parą, my z 26 PLN.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczynamy podejście. Jest pięknie – słońce świeci ale nie grzeje zbyt mocno, delikatny wiatr smaga nasze twarze, niebo niebieskie nad nami, a wokoło złoto buków, czerwień leszczyn, olszyn i innych chaszczy. Czantoria śpi. Tuż pod granią zjeżdżamy do Zośstopa, zmieniamy pieluchę i tankujemy głodomora. Aha, no i ubieramy się, bo jeszcze nie wleźliśmy na wierch, a już łby urywa. Granią szybko mkniemy w stronę Ustrzyk, by po jakiś 30 min. znaleźć zachęcająco wyglądające naturalne zagłębienie terenu, które zajmujemy na naszą bazę. Popas totalny – wylegujemy się, pijemy, jemy, turlamy się, szkubiemy trawę, huśtamy się i wiele wiele innych się. Gdy słońce zaczyna chylić się ku górom opuszczamy naszą dziurę i zaczynamy schodzić. Wszyscy, z Czantorią na czele, mamy już dość tego złażenia i gdyby nie przepiękne okoliczności przyrody (liście, światło, temperatura) zejście byłoby trudne do wytrzymania. Na dole trzeba się jeszcze wrócić po auto. Stara prawda – wszystko jest pożyczone, bo gdy tylko zaczynam łapać stopa zatrzymują się goście, których rano zabraliśmy na przełęcz. Po 20 minutach jestem już z powrotem. Szybkie kąpanie, jedzenie i spać, a w nocy.... jeszcze koncert.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nazajutrz trochę niewyspani decydujemy się na Rawki od Ustrzyk. Panie wysadzam przy wejściu na szlak, auto zostawiam na Przełęczy Wyżniańskiej i stopem wracam na miejsce, gdzie się rozstaliśmy. Zaczynam pościg. Autostrady jak były, tak są, więc po 25 min. jesteśmy już w komplecie. Po przewiązaniu Zośki z brzucha na plecy wędruje się jakby lżej. Po niespełna 2 godz. jesteśmy na szczycie – pogoda dalej idealna; dużo ludzi więc uciekamy gdzieś na bok i znowu rozkładamy się z betami. Wygrzewamy się na słońcu i pozujemy do zdjęć. Czas mija szybko i przyjemnie, ale trza się powoli ewakuować. Bez większych problemów (poza małą histerią Czantorii, której niewymówiona tęsknota za mamą sprawiła, że  w połowie zejścia zmieniamy jej środek transportu) docieramy najpierw do bacówki, a potem na parking na Przełęczy Wyżniańskiej. &lt;br /&gt;
Zmęczeni, acz uchachani wracamy na kwaterę i po celebracji codziennych rytuałów idziemy spać, z nieprzyjemną myślą, że jutro czeka nas powrót do domu.&lt;br /&gt;
Podróż spokojną, choć nużącą kończymy o 18. Pięknie było!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Górach Sokolich|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina (WKTJ), Karol Jagoda, Damian Żmuda, Mateusz Górowski z rodziną|21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Sezon wspinaczkowy zdaje się nie mieć końca. Wszyscy, jak w transie przechodzimy kolejne drogi, podnosząc lub zrównując poziom &amp;quot;życiówki&amp;quot;. Jak muchy padają drogi od VI.1 do VI.3+. Pod koniec dnia, u niektórych czuć było lekki niepokój - a może jeszcze jedną drogę, bo kto wie kiedy skończy się dogodna, jesienna aura. &lt;br /&gt;
Postaram się wrzucić fotki, choć nie sądzę żeby oddały paletę kolorów otaczającego Nas lasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskidy- spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;|21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Prawdziwa polska złota jesień. Przechodzę krótką ale ładną widokowo trasę z przełęczy Salmopolskiej, przez Malinowska Skałę na Skrzyczne. Ze Skrzycznego zejście wzdłuż wyciągu do Szczyrku. Pogoda idealna, błękitne niebo i przygrzewające jesienne słońce. Z trasy widok praktycznie 360stopni z Tatrami na horyzoncie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Piasecznie|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz, Basia, Artur, Adam, Ania, Wojtek Szmatłoch, Janusz Dolibog z Jolą, Ryszard I Marzena Widuch (z mamą)|21 10 2012}}&lt;br /&gt;
Fajny jesienny dzień. Trochę wspinu (od V do VI.2), ognisko, generalnie miłe spotkanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach i Kostolik|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadeusz Szmatłoch|20 10 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem wszystko na piechotę. Z Tatrzańskiej Polanki szlakiem do Batyżowieckiego Stawu, następnie doliną i Batyżowieckim żlebem (czasem śnieg po ostatnich opadach) na szczyt Gerlacha (2654). Bezwietrznie, ciepło, pogoda wręcz idealna więc nie za bardzo chce nam się schodzić ze szczytu. Zejście drogą podejścia. W dolinie Batyżowieckiej udajemy się jeszcze na krótką wspinaczkę (III) na Kostolik (2262). Z wierzchołka zjeżdżamy na linie. Idąc już w dół natykamy się na fragment kadłuba samolotu, który rozbił się na Zadnim Gerlachu w 1944 roku. Już o zmroku docieramy do auta zadowoleni z tak pięknej wycieczki. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FGerlach2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Sowie - Wielka Sowa |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć + os. tow.|13 - 14 10 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach zdobywania Korony Gór Polskich wybieramy się na zorganizowany dwudniowy wypad w Sudety Środkowe na Wielką Sowę. Autobus dowozi nas do Walimia skąd przez Małą Sowę dochodzimy do najwyższego szczytu Gór Sowich. Na szczycie znajduje się 25 metrowa wieża widokowa z początku XX wieku. Nie omieszkaliśmy jej zwiedzić i porobić zdjęcia z jej murow. Tego dnia dotarliśmy do Przełęczy Sokolej, gdzie wieczorem mieliśmy ognisko z kiełbaskami (nie ma jak zorganizowane wyjazdy :)&lt;br /&gt;
Następnego dnia zwiedziliśmy Kompleks Osówka, gdzie znajduje się &amp;quot;Podziemne Miasto&amp;quot;. To ogromny system betonowych korytarzy, umocnień i hal, który był budowany przez Hitlera i najprawdopodobniej miał być tajną kwatera Adolfa Hitlera bądź halami produkcyjnymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspinanie|Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|13-14 10 2012}}&lt;br /&gt;
Tradycyjnie wyjazd w sokoliki rozpoczynam od wstawienia się do pewnej drogi na Krzywej (po raz n-ty), ponownie bez pozytywnego rezultatu. Mateusz natomiast patentował drogę Pod Zjazdem (VI.2+) niestety również bez powodzenia. Po kilku wstawkach w powyżej wspomniane drogi (obie przewieszone) wspólnie stwierdziliśmy, że jesteśmy jednak wspinaczami technicznymi (tam gdzie kończy się buła zaczyna się technika:) i wybraliśmy płytową drogę H/2 (VI.2+), która nieco poprawiła nam humor. W niedziele wyspani (prawie 12h snu) wspinamy się na Tępej,  gdzie udaje się poprowadzić  Śmietankę(VI.2), Małe Obciąganie (VI.2+) - genialna droga!!!, oraz na Ptaku bulderową drogę Coś z niczego (VI.3) oraz nie prostą Direttissimę (VI.1). Przez cały weekend pogoda i warunki wspinaczkowe idealne!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Podlesice - unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski oraz instruktorzy z innych klubów|13 10 2012}}&lt;br /&gt;
W Podlesicach na Bibliotece odbyła się kolejna unifikacja instruktorów taternictwa jaskiniowego. Były zajęcia praktyczne i teoria.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY - Belluno - Dolomity po sezonie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|06 - 08 10 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach profilaktyki jesiennej depresji, pojechaliśmy na trzy dni do słonecznej Italii. Celem były spacery, choć sądząc po tym, że zabraliśmy ze sobą stosowny sprzęt, wspinaczka chyba też nie była wykluczona. Podczas całego wyjazdu trochę nie dopisywała nam forma (z różnych przyczyn jakoś dawno nie biegaliśmy), za to bardzo dopisywała pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano, po krótkim odespaniu podróży ruszyliśmy w masyw Le Tofane od zachodu, szlakiem w kierunku Bivacco Baracca degli Alpini. Bardzo podobała się nam pustka. O tej porze roku ruch turystyczny jest tu naprawdę ograniczony, co czyni nieczynne wyciągi narciarskie niezwykle upiornymi. Dzięki wycieczkom z Małym zaobserwowaliśmy nieco geologicznych kuriozów, jakieś fałdy, pionowe uławicenie i takie tam. Po porzuceniu gratów w biwaku, będącym zaadaptowanym schronem z I wojny światowej, z naprawdę dużym wysiłkiem dokulaliśmy się na wierzchołek Tofany di Dentro (3 238). Następnie zeszliśmy z powrotem do schronu (na 2 922), gdzie spędziliśmy dosyć szybko zapadłą dla nas noc. Przez cały dzień spotkaliśmy dwójkę ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę miało trochę popadać, zwłaszcza po południu. Zaplanowaliśmy więc zejście na dół, przebieżkę po mieście, relaks, a następnie przemieszczenie się w rejon, w którym mieliśmy odbywać dalsze wycieczki. Kurort jakim w zimie jest Cortina d'Ampezzo na początku października praktycznie jest wymarły. Parkowanie jest gratis nawet w centrum miasta. Popełniliśmy typowy chyba błąd ludzi północy tzn. założyliśmy, że o godzinie 16:00 dostaniemy coś do jedzenia. W typowych lokalach nie było o tym mowy - najkrótsza przerwa na sjestę kończyła się o 18:30. Na szczęście znalazła się jakaś budka z pizzą na kawałki, swoją drogą całkiem niezłą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Noc z niedzieli na poniedziałek była przygodą sama w sobie. Znaleźliśmy bardzo przyjemne miejsce na namiot: niedaleko drogi, ale schowane, przy rzeczce, a przy tym poza granicami parku narodowego. Rzeczywiście, trochę popadało, nawet trochę zmokliśmy przy rozbijaniu się. W końcu jednak opad ustał, a my udaliśmy się na wygodny spoczynek. Sen nie trwał długo. Wkrótce zaczęliśmy być ze wszystkich stron głośno obwąchiwani. Na nic zdały się głośne krzyki i światło. Mieliśmy nadzieję, że agresor zadowoli się porwaną śmietanką UHT oraz resztkami sera gorgonzola (pozostałości po kolacji - brokuł z makaronem w sosie serowym). Niestety wkrótce wrócił, w świetle naszych czołówek wsadził szarą mordę do przedsionka, chwycił za mój plecak i ... zaczął z nim zwiewać do swojej kwatery! Wybiegłem z namiotu w samych skarpetkach (kluczyki i dokumenty z samochodu!) i zacząłem obrzucać obelgami to piękne acz bezczelne stworzenie o puszystym, białym ogonie. Co zupełnie nie zrobiło na nim wrażenia. Ostatecznie udało mi się jakoś wyrwać mu plecak. Stwierdziliśmy zgodnie, że z takim bezczelnym lisem (czy kim?) po prostu nie wygramy i upokorzeni poszliśmy spać do auta... które powiedzmy sobie szczerze, wcale się do tego nie nadaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Połamani i zmarznięci w poniedziałkowy poranek byliśmy już o włos od depresji, której udało się uniknąć tylko dzięki pięknej pogodzie i pięknym widokom. Z szosy kierującej na przełęcz Falzarego ruszyliśmy ukośnym trawersem w stronę osobliwych Cinque Torri, mając za plecami Tofanę de Rozes. Zaplanowaliśmy pętlę wokół szczytu Averau, z krótkimi, ubezpieczonymi odcinkami (via ferrata). Jej najwyższym punktem był szczyt Nuvolau (2 574), z którego widać było w oddali, w stronę Austrii mocno zaśnieżone piki - jak sądzę, jakieś Wysokie Taury. Generalnie okolice Cortiny są dosyć zagospodarowane, ale podczas tej wycieczki udało się nam nawet momentami widzieć krajobraz, w którym nie było śladów działalności człowieka. Ludzi na szlaku spotkaliśmy za to sporo, co być może było zasługą pracowicie zasuwającej kolejki &amp;quot;Seggovia 5 Torri&amp;quot;. Ostatnim punktem programu był pobyt nad malowniczym stawkiem Lago di Limides. Na włoską Pizzę w Cortinie zjawiliśmy się znowu o godzinie skrajnie nieodpowiedniej. Poświęciliśmy nawet 5 minut na objechanie części miasta w której do tej pory nie byliśmy, ale widząc przez okna w lokalach krzesła do góry nogami, karnie wróciliśmy do budki z pizzą na kawałki. Trzeba przyznać, że ciasto nawet z takiego &amp;quot;podłego fastfoodu&amp;quot; smakowało doskonale. Takiego ciasta na pizzę u nas po prostu nie robią!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rezerwat Oszus i Beskid Równy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik oraz os.tow -  Jan Kempny, Małgorzata Kozera|07 10 2012}}&lt;br /&gt;
Niemal w permanentnym deszczu przechodzimy interesującą trasę z Soblówki doliną Urwiska a dalej na przełaj w stronę Kaniówki (grzyby po drodze). Potem ciekawa góra Oszus (1155) wokół której powstał rezerwat puszczy karpackiej. Następnie przechodzimy istotnie równy Beskid Równy by z przełęczy pod Pańskim Kamieniem zejść  znów na przełaj dość głęboko wciętą dolinką jakiegoś potoku do Urwiska. Stad już w totalnej zlewie do Soblówki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Gerlach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|06 10 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerach z Tatrzańskiej Polanki (985) w godzinę docieramy do Śląskiego Domu (1667). Dalej już na nogach przez Wielicką Próbę i Wielickim Żlebem na grań. Na trawersie ścian Mł. Gerlacha trochę błądzimy pakując się w &amp;quot;ciekawy&amp;quot; skrót (III, ekspozycja, kruchość). W 3,5 godz. jesteśmy na szczycie Gerlacha. Pogoda wspaniała, przepiękne widoki. Zejście Batyżowieckim Żlebem do doliny o tej samej nazwie a dalej do rowerów przy Śląskim Domu w 2,5 godz. Zjazd (cóż za upojna szybkość) do auta trochę ponad 10 minut. Kolejny szybki wyjazd za nami (z domu wyjechałem o 3.00 wróciłem o 21.00, 10 godzin jazdy autem, 8 godzin pobytu w górach). Było warto. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FGerlach . Jeszcze kilka uwag: na trasie nie ma żadnych kopczyków, większość stałych zabezpieczeń została rozmontowana, spotkaliśmy kilka grupek &amp;quot;przewodnickich&amp;quot;. Na grani mocno wiało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Tyńcu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Halina(os. tow.)|06 10 2012}}&lt;br /&gt;
Sezon wspinaczkowy przeciągamy o kolejny tydzień - czy ostatni? Na propozycję wyjazdu do Tyńca, Karol zareagował jak małe dziecko, więc nie mamy problemów z wyborem lokalizacji. Dzień dzielimy na 2 części: na początku męczymy się na drogach w grocie (Karol prowadzi projekt z dawnych lat-&amp;quot;Skurwysyn&amp;quot;*, potem już tylko relaksacyjne wspinanie na Winnicy. Cały dzień pogoda letnia więc można było wspinać się bez koszulki i wzbudzić zachwyt turystów:)&lt;br /&gt;
*-nazwa drogi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowery w dol. podkrakowskich|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz(os. tow.)|05 10 2012}}&lt;br /&gt;
Pomimo burzowej pogody w noc wcześniej decydujemy się na wycieczkę rowerową po dolinkach podkrakowskich. Przed wyjazdem, zapobiegawczo zaproponowałem Mateuszowi żeby zabrał ze sobą uprząż bo została mi do zrobienia droga na Łabajowej. Mój chytry plan wypala, gdyż samochód zostawiamy pod Łabajową w dol. Będkowskiej. Szybka wstawka w Obladi-oblada - puszcza za I razem. Dzięki temu z czystym sumieniem wsiadamy na rowery i ruszamy w dół dolinką. Kolejne padają: Kobylańska, Kluczwody, Prądnika i górna część Kluczwody. Wszystkie &amp;quot;terenowe&amp;quot; odcinki przysparzają nam niemałych problemów z powodu kiepskiego stanu bieżnika w oponach i nocnych opadów. W sumie nasza pętla wynosi ok. 50km długości. Na następny raz zostawiamy pozostałe dolinki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Bolechowickiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Pacyfa, Marcin i Sebastian(os. tow.)|30 09 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd wspinaczkowy i znów pod Krakowem (w dolinkach jesienią jest naprawdę pięknie). Tym razem wybieramy dol. Bolechowicką. Tu wspinanie skupia się przede wszystkim na dwóch skałach – Filarze Abazego i Filarze Pokutników. Zaczynamy od bardzo rozgrzewkowej 6-tki i przenosimy się na wybrane przez siebie projekty (Karol-Sinusoida, Ja-Brzytwa Ockhama). Po chwili dojeżdża reszta ekipy i pokonujemy kolejne drogi. Wyjazd potwierdzający wcześniej już postawioną tezę, jakoby najlepszą porą do wspinania była jesień. Pochłonięty tą myślą, zapraszam wszystkich Nockowiczów na wspólne, nieformalne zakończenie sezonu, gdzieś na Jurze (szczegóły prześlę na forum).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Niegowej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 09 2012}}&lt;br /&gt;
Bawiąc się w wspinaczkową eksplorację Jury zapędziliśmy się w skałki góry Bukowiec na południe od Niegowej. Widoczna z dala skała okazała się nadzwyczaj trudno dostępna już na etapie dojścia. Sporo determinacji kosztowało nas przedarcie się przez na ogół kolczastą roślinność do jej podnóża. Sama skała raczej niezbyt wysoka (ok. 10 m) pokryta mchami i chaszczami. W środku skały znajduje się coś w rodzaju komina (może IV+ nie licząc utrudnień związanych z oczyszczaniem drogi). Wspinaczka na własnej protekcji znów okazała się dość ciekawą w tej wydawać by się mogło nietkniętej skale. Teresa ma dość kującej flory więc przenosimy się jeszcze na krótki wspin do Łutowca. Co za ulga. Spotykamy tu byłego czł. klubu Michała Trytki z żoną i kolegą, którzy łoili tu od rana. Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: Hranicki Kras - Hranicka Propast|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|29 09 2012}}&lt;br /&gt;
Hranicki Kras słynie przede wszystkim z udostępnionej turystom Zbraszowskiej Aragonitowej jaskini (wstęp 100 Kc – można płacić tylko gotówką której  nie posiadaliśmy a kartą płacić nie można więc nie poszliśmy) a przede wszystkim z Hranickiej Propasti, która była celem naszego wypadu. W krasowym leju na głębokości 70 m znajduje się lustro wody pokryte zielonym nalotem. Woda ma temp. 15 stopni gdyż jaskinia zasilana jest wodami termalnymi. Od 50 lat odbywają się nurkowania w tej tajemniczej wodnej czeluści. Jak dotąd udało się osiągnąć 217 m (Krzysztof Starnawski w bieżącym roku). Jaskinia rokuje dalsze możliwości z racji miąższości tutejszego wapienia. Szacuje się iż można by w niej osiągnąć –400. W dół prowadzi śliska ścieżka z wykutymi stopniami (możliwość oporęczowania). Stalowa linka pozwala opuszczać sprzęt do nurkowania na drewniane platformy tuż nad wodą. Wokół całego leja jest ścieżka i metalowy płotek. Miejsce niesamowicie ciekawe. W drodze powrotnej zahaczamy o Beskid Śląsko–Morawski wychodząc na górę Radhost (1129). Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FHranicka . Tu filmik przedstawiający zatopione partie jaskini (Starnawski): https://vimeo.com/44709652&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice doliny Jesionki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|23 09 2012}}&lt;br /&gt;
Z Jesionki przy pięknej pogodzie przez Łazek, Czupel, Wielki Cisownik docieramy do Błatniej. Przy schronisku rest i dalej na przełaj do leśnej drogi, którą schodzimy do uroczej dość głęboko wciętej doliny Jesionki. Nią dochodzimy do auta. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Jesionka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dol. Będkowskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Pacyfa, Marcin, Ania i Sebastian(os. tow.)|23 09 2012}}&lt;br /&gt;
W końcu przyszła pora na idealne warunki wspinaczkowe – optymalna temperatura, mała liczba wspinaczy, przepiękne kolory i pogoda jakby pewniejsza, niestety dzień dużo krótszy. Tym razem ładujemy na Łabajowej w dolinie Będkowskiej. Ogródek skalny wart jest polecenia zarówno początkującym, jak i tym bardziej wprawionym wspinaczom. Jeśli ktoś będzie reflektował wyjazd w to miejsce jeszcze w tym sezonie to chętnie tam wrócę. Cyfr zdobytych dróg nie podam, bo nie pamiętam, a może po prostu lepiej nie pamiętać, choć czasami było blisko (dlatego chętnie tam wrócę). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna, partie III Komina|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Artur Szmatłoch|22 09 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy głównym otworem. W jaskini penetrujemy ciągi III Komina. Schodzimy do Sali Węgierskiej (po drodze ciekawy zjazd z małego mailona). Zataczamy pętle i wychodzimy nad III Komin. Z jaskini wydostajemy się II otworem. Otwór ten wyprowadza w środku pionowej ściany. Malownicze miejsce jak i widok rozlegający się na dol. Kościeliską. Stąd około 35 metrów zjazdu w ścianie. Krótka lajtowa akcja ale pierwszy raz wychodzimy z Czarnej w ten sposób. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; i inni towarzysze niedoli|22 09 2012}}&lt;br /&gt;
Sierpień – wrzesień&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dziwny dzień. Godzina 15:09 w sobotę a ja siedzę przed kompem. Obudziłem się dziś sam, a nie jak zwykle w soboty przy pomocy budzika. Wszystkiemu winny śnieg, który spadł dwa dni temu w Tatrach. Z powodu braku warunków wspinaczkowych trzeba było zrezygnować z wyjazdu . Może chociaż skałki jutro wypalą, bo na razie za oknem błękitne niebo.  Korzystając z wolnego dnia postanowiłem napisać jakąś krótką relacje z Tatrzańskich wspinaczek. Tylko o czym tu pisać. Sporo tego było. Wiele szczytowań, wiele łatwych dróg mieszczących się w piątkowych trudnościach, wiele wycofów, wspinaczek w deszczu, ucieczek przed burzą, przeczekiwań w kolebie na przejście gradobicia. Ale wiele było też pięknych dróg zrobionych w ładnym słońcu z zapierającymi dech widokami za plecami (i w lufie pod nogami również :P)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obok mnie leży przewodnik. Ten sam, który trzymałem w ręku w 1997 roku, kiedy jako jedenastoletni chłopiec pierwszy raz miałem jechać w Tatry. Podekscytowany siedziałem nad nim planując trasy i to, co chciałbym zobaczyć.  Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia o wspinaniu, ale pamiętam, jak moją uwagę przykuło zamieszczone w tymże przewodniku kolorowe zdjęcie wspinacza na Trawersie Zamarłej. Tak, od tamtej chwili cały czas zacząłem się zastanawiać – „jak oni to robią…?”, „czy to w ogóle możliwe?”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym roku dane było mi stanąć dokładnie w tym samym miejscu co postać ze zdjęcia z przewodnika. Teraz powyższe pytania zostały nieznacznie zmodyfikowane na: „jak ja to zrobię…?”, „czy to w ogóle możliwe?” :P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fragment Trawersu Zamarłej przyszło mi zrobić podczas wspinania Festiwalem Granitu. Piękna kombinacja łącząca jedne z ciekawszych wyciągów różnych dróg na Zamarłej. Jeden wyciąg prowadzi właśnie najtrudniejszym, piątkowym fragmentem trawersu. Wyciąg idący trawersem przypadł do poprowadzenia Bartkowi. Idę na drugiego, ale w przypadku trawersu i tak nie ma to większego znaczenia. Tym bardziej, że trawers obity jest hakami, więc prowadzącemu odpada konieczność wyszukiwania miejsc pod asekurację. Nie mniej jednak, widząc walkę Bartka z trawersem i obserwując dziwne pozycje które przyjmował widać było, że coś jest na rzeczy. W ferworze walki ominął nawet jeden hak, który miał na wysokości  oczu, więc potencjalne wahadełko stało się jeszcze większe. Po chwili prowadzący zatrzymuje się, coś tam majstruje i słyszę: „Auutoo…” No tak, to nieuchronny znak, że teraz moja kolej. „Nie asekuruję”, „Możesz iść”, „Idę”. No to idę….?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trawersik bardzo ciekawy, lufa pod nogami naprawdę robi wrażenie. Żadnej większej półki, tylko niemalże pion aż do podstawy ściany. Dobre chwyty na ręce, nogi po mniejszych krawądkach lub na tarcie. Dobrze, że tatrzański granit nie jest tak wyślizgany jak nasza Jura. Jeszcze tylko kilka emocjonujących kroków i stanowisko. Trawers może i specjalnie trudny nie był, ale małe stopnie, ekspozycja i prawie 100m pionu -może i nie absolutnego :p ale jednak – robią wrażenie. Potem jeszcze małe zaciatko i delektujemy się widokami na szczycie Turni. Orla prawie pusta, cisza i spokój. Pięknie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza festiwalem granitu w tym sezonie padło jeszcze sporo innych dróg. Wśród nich min. Lewi Wrześniacy (ucieczka trawersem Zamarłej na Zmarzłą Przełecz), Południowy Filar Koziego Wierchu (z wejściem w ścianę trawersem za piątkowym gzymsem), Środkowe i Prawe Żeberko na Granatach,  brakujący mi odcinek Grani Kościelców z Kościelcowej Przełęczy na szczyt Kościelca, Patrzykont i Gąsiecki na Kościelcu, Klasyczna na Mnichu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Salzburg - Hoher Göll|RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (kierownik wyprawy), Michał Wyciślik; WKTJ: Michał Macioszczyk, Piotr Graczyk, Dorota Drzewiecka, Paulina Piechowiak, Norbert Skowroński, Aleksandra Skowrońska; ponadto: Emilia Skowrońska, Miłosz Dryjański, Benedykt Dryjański |1 - 20 09 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem naszego wyjazdu była dalsza eksploracja jaskiń w rejonie wschodniego ramienia masywu Hoher Göll (Salzburskie Alpy Wapienne). W szczególności mieliśmy zajmować się Parszywym Meandrem. Jest to położona na głębokości ok. -700 m, najbardziej wysunięta na zachód część Hochschartehöhlensystem, bedącego obecnie trzecim co do głębokości systemem jaskiniowym w Austrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przeciwieństwie do ubiegłego roku (22 osoby), tym razem działaliśmy w kryzysowym, bardzo ograniczonym składzie.  Czwórkę biwakową do Parszywego Meandra udało się skompletować praktycznie bez żadnej rezerwy, z ledwością pozostawiając skromną ekipę zabezpieczającą na powierzchni. Takie planowanie &amp;quot;na styk&amp;quot; zemściło się na nas. Biwak ostatecznie nie ruszył ze względu na różne okoliczności zdrowotne, które dotknęły zespół biwakowy, przy jednoczesnym braku możliwości zmobilizowania osób &amp;quot;na zastępstwo&amp;quot;. Po prostu było nas zbyt mało. W efekcie straciliśmy dużo czasu na transport sprzętu do i z jaskini, który nie przyniósł żadnego efektu merytorycznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 10 dniach, skład naszej grupy został uszczuplony o trzy osoby, które zgodnie z planem musiały wrócić wcześniej do Polski. Wykluczyło to jakąkolwiek sensowną działalność w Hochschartehöhlensystemie. Poprzestaliśmy na poszukiwaniu nowych otworów, co zresztą miało sens ze względu na niski stan śniegu (we wcześniejszych latach zwykle przyjeżdżaliśmy w masyw w lipcu lub sierpniu). W czterech nowo zlokalizowanych otworach skartowaliśmy niecałe 196 metrów. Tylko jeden z nich rokuje niewielką nadzieję na kontynuację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo budującym sukcesem, choć niejako na marginesie działalności, była poprawa naszych stosunków z lokalnym leśnictwem. Po latach trafiliśmy w końcu do właściwego człowieka, który m.in. zezwolił nam na swobodne korzystanie z drogi dojazdowej do chatki stanowiącej naszą dolną bazę. Dzięki temu mógł udać się zjazd północną ścianą masywu, na zachód od naszej bazy, wymagający długiego powrotu wspomaganego samochodem. U podstawy północnej ściany, na wysokości ok. 1 600 m zlokalizowaliśmy kolejne dwa obiecujące otwory. Nie wystarczyło już czasu na ich dalsze poznanie, ale cieszy sam fakt, że byliśmy w stanie prowadzić działalność powierzchniową tak daleko od naszej bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dwunastym dniu wyprawy zaczęło padać śniegiem. Padało przez trzy dni. Zostaliśmy praktycznie odcięci w bazie. Po stopieniu się śniegu (kolejne dwa dni), przy prognozach zapowiadających dalsze opady i spadek temperatury, podjęliśmy decyzję o przedwczesnym zakończeniu działalności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując, wyprawa WKTJ PZA Hoher Göll 2012 nie osiągnęła w tym roku znaczących wyników eksploracyjnych. Zostaliśmy zmuszeni przesunąć eksplorację &amp;quot;Parszywego Meandra&amp;quot; na kolejne wyprawy. Odnaleźliśmy siedem nowych otworów, z czego zinwentaryzowanych zostały tylko cztery. Najgłębsza spośród odnalezionych jaskiń osiągnęła 53,5 m deniwelacji. W ramach działalności powierzchniowej, kontynuowaliśmy także odnajdywanie i namierzanie otworów, które zostały odkryte w czasach przed upowszechnieniem się technologii GPS. Bazując głównie na zapale Miłosza i Benedykta do tego projektu, udało się potwierdzić pozycje kolejnych 20 znanych już otworów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W wyprawie wzięli udział grotołazi z Wielkopolskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego: Michał Macioszczyk, Piotr Graczyk, Dorota Drzewiecka, Paulina Piechowiak, Norbert Skowroński, Aleksandra Skowrońska (z córką Emilią pod opieką); skromna delegacja z Rudzkiego Klubu Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot;: Mateusz Golicz (kierownik wyprawy), Michał Wyciślik oraz Miłosz Dryjański z synem Benedyktem. Dziękujemy kolegom z Landesverein für Höhlenkunde in Salzburg za nieustającą pomoc organizacyjną. Dziękujemy także Komisji Taternictwa Jaskiniowego PZA za wsparcie finansowe naszego przedsięwzięcia, firmie FIXE za wyposażenie nas w tani i dobry sprzęt oraz wyprawie SGW/SKTJ w Hagengebirge pod kierownictwem Marka Wierzbowskiego za wypożyczenie nam dodatkowego sprzętu do ekipowania i kartowania jaskiń. Niestety nie mieliśmy zbyt wiele sposobności, żeby go użyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski: Źródła rzeki Olzy|&amp;lt;u&amp;gt;Jan&amp;lt;/u&amp;gt; i Bartek Kieczka|18 09 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z wolnego dnia zabrałem syna na wycieczkę do źródeł Olzy. Oprócz źródeł Olzy zaliczyliśmy Gańczorkę i przeszliśmy na Tyniok. Część trasy biegła dzikimi Ścieszkami a cześć szlakami pogoda dopisała ok. godz. 16:00 byliśmy w domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Kobylanach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko|16 09 2012}}&lt;br /&gt;
Całą niedzielę wspinamy w dolince Kobylańskiej, rejonie którego już dawno nie odwiedzałem. Wyjazd bez parcia na cyfrę więc  rekordy nie padły. Wspinanie kończymy o zachodzie słońca i wracamy do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ryczowie |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik|16 09 2012}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się w Straszykowych skałach na własnej protekcji. Nie lubię jak w newralgicznych miejscach wyskakują mi kostki z szczelin nawet jak jest to na słabej piątce a tak właśnie się działo. Celem było jednak przećwiczenie zakładania stanowisk w ścianie oraz wycof zjazdami na linie. Oprócz tego pobuszowaliśmy po okolicy &amp;quot;odkrywając&amp;quot; dwie ciekawe ściany do wspinaczki w ładnej dolince. Koniecznie trzeba tam wrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie w Sokolikach| Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda &amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu: Asia Wasil,Marcin(os. tow.) |15-16 09 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjazd w piątek, w sobotę rano spotykamy się w skałach z Asia i Marcinem, który są po raz pierwszy w Sokolikach. Zupełnie przypadkowo zaczynamy wspinanie od Krzywej, gdzie biegnie przypadkiem Nos Żubra(VI.4). Przy takim szczęśliwym zbiegu okoliczności nie mogłem już ominąć tej drogi:). Podczas, gdy ja męczyłem się (czytaj optymalizowałem ruchy) na Żubrze, popis wspinania dał Mateusz, prowadząc swoją życiówkę - konkretnie Kant Krzywej (VI.2) i to w jakim stylu !!!! no oczywiście w OS-ie. Dalej idąc za ciosem szybko prowadzi płytową VI.1, a na koniec dnia wciąga trudny i patenciarski Taniec Tygrysa(VI.1+), oczywiście w OS-ie!!! W tym czasie Asia i Marcin zapoznawali się ze specyfiką wspinania w granicie – myślę, że sami coś więcej napiszą:) Niestety przez cały dzień wiał nieprzyjemny zimny wiatr, ciężko było, uwierzyc, że wciąż mamy lato (kalendarzowe, ale jednak lato!!!). Niedziela na szczęście była zgoła inna, słoneczna i bezwietrzna, niestety mnie męczy silne przeziębienie. Wspinamy się w okolicach Sokolików, gdzie padają m.in. Kurtykówka (VI), Małpia Ścianka(VI.1), Wariant R (VI.1), Nachy w drachy (VI.2), Płyta Nowaczyka (VI.2). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|&amp;quot;Żeglarstwo&amp;quot; na jeziorze Dzierżno |&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt; i Teresa Szołtysik, osoby tow.: Adam i Helena Kempna |09 09 2012}}&lt;br /&gt;
Sielankowa pogoda, sielankowy koniec lata. Tak też wyglądało nasze pływanie ''omegą'' na Dzierżnie. Generalnie flauta przerywana łagodnymi bryzami. Dość przypadkowo przećwiczyliśmy manewr „człowieka za burtą”. Podjęcie z wody „słusznej wagi” osobnika wcale nie jest takie proste o czym miałem okazję się na poważnie przekonać (pisząc te słowa bolą mniej jeszcze plecy). By wrócić do naszej przystani musieliśmy się wspomóc pagajami. Imprezę kończymy lodami na gliwickim rynku. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FDzierzno2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Polsko-Czeski Kajakowy Maraton Odrzański |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Kucharska, |09 09 2012}}&lt;br /&gt;
Podczas dwudniowego maratonu (w sumie ok. 70km rzeki), spływamy tylko I część rzeki od Bohumina do Raciborza. Odra na tym odcinku jest już dość szeroka ale miejscami bardzo płytka, choć to podobno z powodu lichych opadów. Rzeka spokojna z kilkoma mocniejszymi miejscami. Razem w maratonie wzięło udział ok. 80 załóg z Polski i Czech. Pogoda w sobotę może nie była idealna, ale chyba w takich warunkach wolę pływać kajakiem niż się wspinać lub włóczyć po górach. Zdjęcia dostępne są tu (niestety tylko z II dnia imprezy): http://gornaodra.eu/photogallery.php&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski-wędrówki piesze |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; |08-09 09 2012}}&lt;br /&gt;
Dwudniowa piesza przebieżka po górach. Startuję z Wisły Uzdrowiska żółtym szlakiem na Przełęcz Salmopolską przez Trzy Kopce Wiślańskie i Smerekowiec. Następnie szlakiem czerwonym pędzę na Malionowską Skałę i zielonym schodzę do schroniska na Skrzycznym (noclegu w tym przybytku nie polecam...)Drugiego dnia schodzę niebieskim szlakiem na dół do wioski Lipowa, by nową trasą wrócić na już poznaną Malinowską Skałę (planowo miałam wybrać szlak żółty, ale dwójka górskich dziadków zaprosiła mnie na wędrówkę &amp;quot;tajnym skrótem&amp;quot;). Dalsza wędrówka [znów samotnie] biegła przez Gawlas, Cieńków Wyżni i Niżny oraz Groniczek (szlaki zielony, żółty i czarny)by zakończyć się na stacji PKP Wisła Głębce.Reszta dnia to już &amp;quot;niedzielna&amp;quot; turystyka górska w centrum Ustronia &lt;br /&gt;
(odpoczynek nad rzeką-przepiękna pogoda- i pstrąg na obiad).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - wspin| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil (Pacyfa)&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda i osoby tow.: Marcin, Ania i Sebastian |02 09 2012}}&lt;br /&gt;
Karol nie odpuścił Kaszance; po tygodniu restu postanowił znów zawalczyć:)) Tym razem Adept również się bronił przed zdobywcami; długo, długo nie puszczał, próbował nawet deszczem w nas...(!!!) Ale pękł:) Raczej pękły: Karolowe &amp;quot;Ślady zębów na Kaszance(VI.3+/4), Marcinowy &amp;quot;Lufcik&amp;quot;(VI 1+) i wspólne: &amp;quot;wrr grr buu&amp;quot;(V), &amp;quot;zlew.com.pl&amp;quot;(V+) i &amp;quot;Sanktuarium Pękniętego Jeża&amp;quot;(VI+). &lt;br /&gt;
W połowie dnia mniej więcej, przenieśliśmy się na urokliwego Niedźwiedzia, stojącego dumnie przy pięknej Lalce i... szybko staliśmy się miejscową atrakcją turystyczną, konkurującą nawet z turniejem rycerskim i festynem na zamku:))&lt;br /&gt;
W świetle fleszów i wśród okrzyków &amp;quot;och&amp;quot; &amp;quot;ach&amp;quot; i &amp;quot;o, Boże!&amp;quot;, padły: &amp;quot;Oszołomiony oszołom&amp;quot;(V), &amp;quot;Martwica mózgu&amp;quot;(VI.2), &amp;quot;Członek z marmuru&amp;quot;(VI.1), &amp;quot;Kaszka z mleczkiem&amp;quot;(VI+), &amp;quot;Pieszczoty Gołoty&amp;quot; (VI.1+).&lt;br /&gt;
Zdjęcia na stronie RKG na facebooku, zapraszamy!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pogórze Cieszyńskie – Lutnia Bike Marathon| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jerzy Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), Michał Ganszer (Speleoklub Bielsko Biała), Wanda Ganszer i osoby tow. |02 09 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W okolicach miejscowości Zamarski (powiat Hażlach) odbył  się kolejny maraton MTB. Dystans dla kobiet 15 km dla mężczyzn 30 km (2 pętle). Trasa dość trudna, wymagająca technicznie i bardzo ciekawa wiodąca przez podmokłe tereny, łąki i lasy o może niezbyt dużych deniwelacjach za to bardzo urozmaiconych i stromych. Mimo oznaczenia trasy zdarzyło mi się jakimś zbiegiem okoliczności zabłądzić co skutkowało w moim wypadku dyskwalifikacją. Teresa natomiast w swojej kategorii wiekowej zajęła I miejsce. Do ciekawych przygód mogę zaliczyć lot przez kierownicę i koziołkowane w powietrzu na jednym z ostrych zakrętów (chwila nieuwagi). Na szczęście lądowanie w pokrzywach w tym wypadku nie było takie przykre (tylko trochę pokiereszowałem nogę).  Krótko mówiąc super trasa i fajna impreza mimo połowicznego sukcesu. I tak dobrze, że wszyscy zawodnicy naszej grupki szczęśliwe ukończyli dystans. Szczegóły i wyniki ukażą się tu: http://www.mtb.zamarski.pl/wyniki.html . Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLutniaMTB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mała Fatra - Rozsutec| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |29 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Białego Potoku wychodzimy najciekawszym (niebieskim) szlakiem przez Diery na Rozsutec (1609). Schodzimy przez Stafanową. Fajna pogoda choć może zbyt dużo ludzi na szlakach jak na środek tygodnia. Tu kilka migawek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRozsutec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. -  Szara i Niebieska Studnia oraz Jaskinia Kozia| &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Mateusz Golicz; KKS: Jacek Szczygieł, Mateusz Kaźmierczak |25 - 26 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji prowadzonych przez Jacka badań naukowych, odwiedziliśmy w ten weekend trzy dotąd nieznane nam jaskinie. W sobotę (w trójkę- ja, Mateusz i Jacek) najpierw zwiedzamy i badamy położoną w Czerwonym Grzbiecie Niebieską Studnię (tuż obok szlaku na Małołączniak), a następnie podczas powrotu dokonujemy przeglądu Szarej Studni-położonej w Kobylarzowym Żlebie (gapie przyglądający się ze szlaku przebierającym się grotołazom- gratis). &lt;br /&gt;
W niedzielę już w czteroosobowym składzie przeciskamy się przez ciasnoty, zaciski i meandry Jaskini Koziej. Do jaskini wchodzimy otworem I i docieramy do biwakowej Sali Cichy Kącik. Stamtąd robimy pętlę do dna na poziomie -263m. Wychodzimy z jaskini otworem II po 8 godzinach akcji. http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fkozia-itp&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Podzamczu|Mateusz Górowski,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|25 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z cyklu ,,wszystko nie wychodzi ’’. Wspinaliśmy się,to za dużo powiedziane… próbowaliśmy się powspinać na Adepcie. Po rozgrzewce Mateusz uderza na swój projekt –piękną przewieszoną 998(VI.2), niestety mimo wielokrotnego zmieniania patentów droga nie puściła, nie pomogło nawet haczenie pięty :P. Ja wstawiłem się natomiast w Ślady zębów na Kasztance (VI.3+/4)mimo początkowego entuzjazmu -  wszystkie ruchy na drodze okazały się w miarę proste, a zebranie patentów przebiegało niezwykle szybko, bo nie trwało dłużej niż 1h:), droga także nie póściła. W ramach otarcia łez wybraliśmy się na Cimę, gdzie próbowaliśmy przewalczyć jej Filar (VI.2+). Niestety zmęczenie dało znać o sobie i po raz kolejny musieliśmy przełknąć gorycz porażki. W trakcie wspinania mogliśmy słuchać niejako przy okazji największych przebojów disco polo granych na scenie usytuowanej na zamku, co więcej gwiazdą wieczoru miał być sam Krzysztof Krawczyk!!!, niestety Mateusz nie dał się namówić na jego koncert .  Aby zrobić do końca choćby 1 drogę  tego dnia przenieśliśmy się na plecy Cimy.  Tam wybraliśmy jedną z VI.1, która miała nam poprawić humor. Stało się coś wręcz odwrotnego, Mateuszowi udało się jedynie powiesić  5 ekspresów na drodze po czym musiał spasować, ja nie byłem wstanie nawet dojść do piątego, więc musiałem resztę drogi o nachyleniu pastwiska  ordynarnie przyhaczyć. Po tych ,,dokonaniach’’ oboje doszliśmy do jedynego słusznego wniosku, że przerzucamy się na szachy.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łaziska Górne - turniej badmintona &amp;quot;Pożegnanie wakacji&amp;quot;| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mirosław Noga (os. tow.)|25 08 2012}}&lt;br /&gt;
Niezbyt pewna pogoda skłoniła nas do wzięcia udziału w halowym turnieju badmintona &amp;quot;amatorów&amp;quot; (czyt. byłych zawodników). W kat. &amp;gt;40 lat zająłem V miejsce. W każdym razie z hali wyszedłem wykończony jak po akcji w dziurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry | &amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena, Bartłomiej (os. tow.)|21 - 23 08 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po przyjeździe z poprzedniej wycieczki tego samego dnia wyruszamy wieczorem w Tatry śpimy w Bukowinie u znajomych podczas wyjazdu zaliczamy Gęsią Szyje i Nosal oraz spędzamy rodzinnie czas. Pogoda dopisała widoki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wycieczka od Koczego zamku do Trójstyku| &amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena, Bartłomiej (os. tow.)|20 - 21 08 2012}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 17:00 ruszamy z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej wzdłuż granicy Polski i Słowacji w kierunku Trójstyku. Po drodze zaliczamy biwak na Szerokim Wierchu z pięknym zachodem słońca. Ok. godz.12:00 dnia następnego docieramy na Trójstyk  skąd autobusem udajemy się do Istebnej.  &lt;br /&gt;
    &lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żywiecki - Rycerzowa| &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek i Zosia eR|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Nie da się ukryć, że do Rycerzowej mam pewną słabość. I nie ja tylko :) Dlatego bardzo chętnie tam wracam za każdym razem. Korzystając zaś z pięknej słonecznej pogody mieliśmy w planie możliwie jak największą część dnia przeznaczyć na... wylegiwanie się w cieple właśnie na Hali Rycerzowej!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek jest niezły: udaje się wyjechać trochę po 8.00, w Rajczy jesteśmy punkt 10.30 (gdzie &amp;quot;załatwiamy&amp;quot; jeszcze fory u Najwyższego) i już o 12 (ekhm) zwarci i gotowi ruszamy na szlak. Podchodzimy z Soblówki prawie najkrótszą trasą (najkrótszą - czarną zostawiamy na zejście), czyli zielonym do przełęczy pod Przysłopem, a stamtąd żółtym (to już wyszło &amp;quot;w praniu&amp;quot;, bo miał być niebieski) na Halę R – też dobrze, bo żółtym jeszcze nie szliśmy. Z założeń wyjazdowych wynikało,  że z palcem w nosie o 14 dotrzemy do miejsca przeznaczenia, gdzie posiedzimy do.... ja wiem? 17? tak, żeby na 18 zejść i na kąpanie o 20 być w domu ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ehh życie. Po 3-ciej godzinie i n-tym postoju prawie zarządziliśmy odwrót. Nastąpiła jednak mobilizacja w zespole i ruszyliśmy dalej pełni szczerego optymizmu. Gdy jednak przed 17 doszliśmy na upragnioną łąkę można już było z pełną odpowiedzialnością postawić diagnozę: Zosia tego dnia była całkowicie niechustowa. Pozwoliliśmy sobie jednak na luksus poleżenia na kocu i poskubania trawy.. i widoki.. i cisza (już o tej porze). Było warto. Droga powrotna okazała się jednak jak przez mękę i ta piesza i ta samochodowa. (&amp;quot;fory&amp;quot; zatem okazały się średnie, ale tylko nam wiedzieć czemu.) Niestety wpisujemy się w nurt stojących tego dnia godzinami w korkach. Jakoś nie przyszło nam wcześniej do głowy, że kończy się jakiś długi łikęd. Najmłodsza uczestniczka zniosła to jednak nadzwyczaj dobrze (uff), o czym najlepiej zaświadczył poniedziałkowy poranny uśmiech. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin na Kościelcu| Paulina, Dorota, Michał(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Prognoza pogody optymistyczna, więc  trzeba uderzać w Tatry. Po szybkiej analizie możliwości wybór pada na Kościelec, jak łatwo się domyślić przeważył argument najkrótszego podejścia. Z piątku na sobotę szybka drzemka przy aucie i ranne podejście. W Kuźnicach spotykamy Melona z Anią, którzy także wybierają się na wspin. Pomimo obaw, że straszny tłok na podejściu może wróżyć podobne warunki w ścianie kolejek nie ma, wyjątek stanowiły Lobby Instruktorskie oraz Stanisławski. Paulina i ja wbijamy się w efektowną Sprężynę (VI+), reszta ekipy uderza na słynnego Dziędzielewicza (VI). Po zrobieniu drogi  dwa przyjemne zjazdy i po niecałych trzech godzinach  jesteśmy znów pod ścianą, szybka narada i wybieramy  prostowanie drogi Kajki (VII-). Trzeci  kluczowy wyciąg drogi to estetyczna, lekko przewieszona rysa, całkowicie wolna od żelastwa (w przeciwieństwie do Sprężyny) kończąca się czujnym wyjściem z przewieszki. Niestety powrót pod ścianę okazał się bardzo kłopotliwy, gdyż na pierwszym zjeździe kompletnie zacipiła się nam lina. To spowodowało, że zamiast spokojnie delektować się smakiem upragnionego schabowego spożywanego w schronisku, sporo czasu spędziliśmy na prusikowaniu przewieszonego wyciągu Lobby Instruktorskiego w świetle czołówki.  W niedzielę przy pięknej pogodzie wspinamy Byczkowskiego (V+), natomiast Michał z Dorotą robią Sprężynę oraz Stanisławkiego.  W drodze powrotnej trafiamy na olbrzymi korek na zakopiance, który znacznie wydłużył czas powrotu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Rysy od słowackiej strony. W planie była Wysoka lecz spotkanie z słowackimi filancami na początku grani uniemożliwiło zrealizowanie zamierzenia. Poza tym wspaniała pogoda, niebywałe zaludnienie gór. Powrót do domu horrorem (5,5 h). Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bolesławiec - Dvur Kralove nad Labem, wycieczka rowerowa|&amp;lt;u&amp;gt;Kasia J.&amp;lt;/u&amp;gt; Jacek (os.tow.)|13-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiłam podjąć minimum wysiłku w celu wzbogacenia nikłej (przyznaje z zażenowaniem) znajomości geografii naszego pięknego kraju. Sprzęt stał w garażu, towarzysz nie zawiódł, mocy po Alpach nie brakowało, a pogoda bajeczna, więc pojechaliśmy. Przypomniałam sobie, że pokonanie 60km jednego dnia w górskim terenie i z sakwą to wszak nie problem, ale przejechanie podobnej odległości przez kilka dni z rzędu to już nie takie siup. Na szczęście zadek po 3 dniach przestał boleć i muszę przyznać, że pedałowanie nawet wobec braku szczególnych atrakcji na trasie stało się ujmująco sympatyczne. No.. może poza odcinkami specjalnymi , gdzie ani zawziętością, ani najmniejszym przełożeniem nie mogliśmy sprostać potędze przewyższeń. Pchaliśmy rowery jednak niezmordowanie w przekonaniu, że wszelkie trudy podjazdów wynagrodzą nam zjazdy i nie pomyliliśmy się. Trasa zajęła 5dni i zgodnie z planem pokonaliśmy ok.300 km. Podróż z uwagi na kontuzję kolana kolegi zakończyliśmy w Dvur Kralove nad Labem, skąd pozbierał nas wracający z Austrii Maciek. Bardzo udana eskapada, zwłaszcza, że pojawia się coraz więcej tras rowerowych, naprawdę malowniczych, choć miejscami fatalnie oznakowanych (stąd duże straty czasu i niepotrzebne kilometry). Pól namiotowych wszak niewiele, ale to przecież żaden kłopot :) Fajnie tak pojechać gdzieś z kimś, kto serwuje prawdziwki do chińszczyzny z tytki i borówki na podwieczorek. Człowiek ma pewność, że z głodu nie zginie a to w pewnych okolicznościach może mieć priorytetowe znaczenie. Trasę polecam gorąco :), zwłaszcza rodzinnie.&lt;br /&gt;
Po drodze można sobie pozwiedzać:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Brunów – bardzo ładny pałacyk i park. Pole namiotowe w pobliżu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lwówek Śląski – najbrzydsze miasto jakie kiedykolwiek dane mi było oglądać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilchowice – tama siuuuperowa:).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szklarska Poręba – wiele atrakcji m.in. Krucze Skały, Wodospad Kamieńczyka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobieszów – Zamek Chojnik.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Karpacz – Świątynia Wang (camp za 14zł na wylocie z miasta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kowary – Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska, kapitalne miejsce, w zasadzie od tego należałoby zacząć:) .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bukowiec – Świątynia Ateny, Krąg Druidów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Adrśpach – Skalne Miasto – tylu skał to w całych Tatrach nie ma:) Liczne campingi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trutnov – piękne miasto, tętniące życiem koncertowym.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dvur Kralove nad labem – najsłynniejsze w Europie Zoo Safari. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć, Rysiek (os. tow.), Martyna (os. tow.),  Piotrek (os. tow.)|18 08 2012}}&lt;br /&gt;
Za namową żony jedziemy wczesnym rankiem (bo przed 5 rano) w Tatry by wejść na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Zabieramy ze sobą 3 osoby towarzyszące. Dwie z nich odwiedzają piątki, a my w trójkę brniemy w górę. Trasę z moka robimy o 1,5h szybciej niż czasówka, także już bez pośpiechu wracamy asfaltem :( na parking po auto. Droga powrotna spokojna i bez korków (pewnie dopiero w niedziele zakopianka będzie zapchana do granic możliwości) i w niecałe 3h jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Pod_Chlopkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szybki, jednodniowy wyjazd. Fotorelacja w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wzdłuż polskiego wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|1 - 11 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem zwiedzamy polskie wybrzeże Bałtyku. Zaczynamy spływem kajakowym rzeką Piaśnicą od jeziora Żarnowieckiego do morza. 7 km rzeka płynie bagnistym terenem wśród szuwarów, czasem lasem. Swe płytkie wody wlewa do Bałtyku na wysokości Dębków. Wśród opalających się plażowiczów wypływamy kajakiem na trochę rozbujane wody Bałtyku (tak jeszcze z morzem się nie witałem). Ostatnie metry prąd jest dość znaczny więc musimy trochę powalczyć by wbić się z powrotem w koryto rzeki pod prąd aby zdać kajak. Następnie korzystając z rowerów dojeżdżamy szlakami do przylądka Rozewie. Dalej jedziemy samochodem i zatrzymujemy się w ciekawszych naszym zdaniem miejscach naszego wybrzeża. I tak z Kopalina jedziemy do latarni Stilo i dalej mierzeją Sarbską do Łeby. Wracamy trochę błądząc szlakiem rowerowym do punktu wyjścia (dopadły nas tam deszcze a komary miały żywcem zjeść). Najważniejszym punktem wyjazdu był Słowiński Park Narodowy. Bazę założyliśmy na uroczym polu namiotowym w Smołdzińskim Lesie (Spokojne Ranczo). Tu przez kilka dni odbyliśmy wycieczki na górę Rowokół i latarni Czołpino, dookoła jeziora Łebsko (polecam każdemu – najpierw kilkanaście kilometrów jazdy rowerem pustą zupełnie plażą miedzy morzem i jeziorem, dalej słynne wydmy Łącka i Biała Góra, powrót przez bagna południowych brzegów jeziora należy do ciekawych przygód, kąpiel w borowinach zupełnie darmowa zwłaszcza po ulewnych deszczach a na koniec ciekawa wieś Kluki, razem 62 km), dookoła jeziora Gardno. Posuwając się dalej na zachód odwiedzamy m. in. Trzęsacz z resztkami kościoła pochłoniętego przez morze. Wyspa Wolin z wspaniałymi klifami. Na koniec zapędzamy się na wyspę Uznam. Na rowerach pojechaliśmy fajną ścieżką rowerową do niemieckiej części wyspy.  Wyjazd kończymy kąpielą w morzu dokładnie na granicy polsko – niemieckiej. Reasumując: fajna wycieczka krajoznawcza. Poruszając się rowerem, kajakiem czy pieszo można zobaczyć wiele interesujących miejsc i nawet zaznać sporego wysiłku. Ale czy to obali stereotypy o naszym morzu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWybrzeze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Nordland - Norwesko-Szwedzki oboz jaskiniowy oraz wedrowki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 30 grotołazów ze Skandynawii|23 07 - 07 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szeroka relacja [[Relacje:Setsaa_2012|dostępna w sekcji Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem. Foty http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Wolowa%20Turnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|4 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Będkowska - Łabajowa|Król Julian ze swoją świtą – &amp;lt;s&amp;gt;Mortem i Mauricem&amp;lt;/s&amp;gt; Sarą i Mateuszem, Karol Jagoda (jako nadworny łojant), Damian Żmuda (nadworny łojany po L4), Ola, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek&amp;lt;/u&amp;gt; i Zośka Rymarczyki (kronikarze Ogoniastego)|29 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wstajemy o godz. 7.00; pełną gotowość osiągamy już po 2,5 h :) Pogoda średnia ale wystarcza jeden telefon do Prezesa, by świat nabrał barw, a deszczowe chmury zapowiadające ulewny deszcz zamieniły się w puchate obłoczki chroniące przez lejącym się z nieba skwarem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak zawsze miejscówka bez zarzutu – jest polana, są drzewa no i skały. Na miejscu przodownicy w osobach Karola i Damiana łoją już ostro (pewnie od 6 rano). Po założeniu obozu, my również powoli przystawiamy się do skały. W międzyczasie zjawia się Najjaśniejszy Juuuliannnnnn:) &lt;br /&gt;
Parę szczegółów technicznych – robimy szereg raczej trudnych dróg, których wyceny nie podajemy bo urągałoby to godności JKMości, bo On wspina się w ekipach, dla których cyfra poniżej VI.6 to gańba. &lt;br /&gt;
Zdjęć z wyjazdu niestety nie ma, bo jak się okazało po przyjeździe blask, jaki bił od Króla Juliana napełnił matrycę takim lśnieniem, że zdjęcia powychodziły prześwietlone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawostka – pod koniec dnia rozpadało się, a Karola z Damianem deszcz zastał na drodze (jakiejś trudniejszej). Karol się wycofał ale cały sprzęt został na ścianie. Jak ta historia się skończyła i czy Karol drogę skończył nie wiemy, bo w strugach deszczu porażeni napięciem całej tej sytuacji pomknęliśmy do samochodu.&lt;br /&gt;
Może ktoś z zainteresowanych dokończy historię?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A tak na serio to bardzo miły dzień, w doborowym gronie i w pięknych okolicznościach przyrody:)))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ALPY 2012|&amp;lt;u&amp;gt;Kasia J.&amp;lt;/u&amp;gt; Maciej Dziurka |2-26 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No jestem:) W telegraficznym skrócie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	04.07 Masyw Hagengebirge, Austria – wycieczka krajoznawcza, farma do kitu -o rany! co to będzie? Na podjeździe rowerkami do chatki wyplułam płuca, zjazd przywraca nadzieję. A potem już poleciało…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	05.07 Hoher Dachstein 2995m, Alpy Salzburskie, Austria, F&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	07.07 Glosglockner 3797m, Grupa Glocknera, Austria –klasyk w 1 dzień (15h). PD+ przewodnikowo raczej grubo przesadzone.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	08.07 Lody w Val di Non, Włochy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	09.07 przełęcz Nufenenpass 2478m, Szwajcaria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	11.07 Grunegghorn 3787m , Alpy Berneńskie, Szwajcaria– przedwierzchołek, nie dotarliśmy na szczyt Gross Grunhorn (4044m), awaryjny nocleg w schr. Konkordia (2850m) – akcja 3-dniowa, wyczerpujące przejście lodowcem Gruneggfirn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	15.07 Piramide Vincent 4215m PD, Wsch. Alpy Walijskie, Grupa Monte Rosa, Włochy – po zejściu ze szczytu nocujemy w schronie Balmenhorn 4167m PD, klasyfikowanym jako samodzielny wierzchołek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	16.07 w temp.odczuwalnej ok.-20 i bardzo silnym wietrze wchodzimy tego dnia na:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Punta Gnifetti 4554m PD&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Zumsteinspitze 4563m F-&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Parrotspitze 4032m PD-&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Ludwigshohe 4341m PD&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-	Schwarzhorn (Corno Nero) 4322m PD&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	17. 07 – Matterhorn … nie dał nam najmniejszych szans ….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	19.07 Dent d’Herens 4171m, Zach.Alpy Walijskie, Włochy – przepiękny i wymagający sąsiad Matta, 3 dni walki, spory wysiłek PD+ III, Przejście przypłacone odwodnieniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	20-22 Resetujemy w Chamonix, Francja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	24.07 Dufourspitze 4634m i Nordend 4609m , Wsch. Alpy Walijskie, Grupa Monte Rosa, Szwajcaria – obydwa wierzchołki w 1 dzień wyczerpującej, 21h akcji. Dufourspitze pokonujemy mikstowym kuluarem przez z przełęczy Silbersattel i przez grań szczytową AD III. Nordend klasycznie PD+ w fatalnych warunkach pogodowych…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
•	25.07 Powrót  do domu.&lt;br /&gt;
O detalach z przyjemnością opowiemy:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2844</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2844"/>
		<updated>2012-08-20T19:27:52Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin na Kościelcu| Paulina, Dorota, Michał(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Prognoza pogody optymistyczna, więc  trzeba uderzać w Tatry. Po szybkiej analizie możliwości wybór pada na Kościelec, jak łatwo się domyślić przeważył argument najkrótszego podejścia. Z piątku na sobotę szybka drzemka przy aucie i ranne podejście. W Kuźnicach spotykamy Melona z Anią, którzy także wybierają się na wspin. Pomimo obaw, że straszny tłok na podejściu może wróżyć podobne warunki w ścianie kolejek nie ma, wyjątek stanowiły Lobby Instruktorskie oraz Stanisławski. Paulina i ja wbijamy się w efektowną Sprężynę (VI+), reszta ekipy uderza na słynnego Dziędzielewicza (VI). Po zrobieniu drogi  dwa przyjemne zjazdy i po niecałych trzech godzinach  jesteśmy znów pod ścianą, szybka narada i wybieramy  prostowanie drogi Kajki (VII-). Trzeci  kluczowy wyciąg drogi to estetyczna, lekko przewieszona rysa, całkowicie wolna od żelastwa (w przeciwieństwie do Sprężyny) kończąca się czujnym wyjściem z przewieszki. Niestety powrót pod ścianę okazał się bardzo kłopotliwy, gdyż na pierwszym zjeździe kompletnie zacipiła się nam lina. To spowodowało, że zamiast spokojnie delektować się smakiem upragnionego schabowego spożywanego w schronisku, sporo czasu spędziliśmy na prusikowaniu przewieszonego wyciągu Lobby Instruktorskiego w świetle czołówki.  W niedzielę przy pięknej pogodzie wspinamy Byczkowskiego (V+), natomiast Michał z Dorotą robią Sprężynę oraz Stanisławkiego.  W drodze powrotnej trafiamy na olbrzymi korek na zakopiance, który znacznie wydłużył czas powrotu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Rysy od słowackiej strony. W planie była Wysoka lecz spotkanie z słowackimi filancami na początku grani uniemożliwiło zrealizowanie zamierzenia. Poza tym wspaniała pogoda, niebywałe zaludnienie gór. Powrót do domu horrorem (5,5 h). Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć, Rysiek (os. tow.), Martyna (os. tow.),  Piotrek (os. tow.)|18 08 2012}}&lt;br /&gt;
Za namową żony jedziemy wczesnym rankiem (bo przed 5 rano) w Tatry by wejść na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Zabieramy ze sobą 3 osoby towarzyszące. Dwie z nich odwiedzają piątki, a my w trójkę brniemy w górę. Trasę z moka robimy o 1,5h szybciej niż czasówka, także już bez pośpiechu wracamy asfaltem :( na parking po auto. Droga powrotna spokojna i bez korków (pewnie dopiero w niedziele zakopianka będzie zapchana do granic możliwości) i w niecałe 3h jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Pod_Chlopkiem&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szybki, jednodniowy wyjazd. Fotorelacja w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wzdłuż polskiego wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|1 - 11 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem zwiedzamy polskie wybrzeże Bałtyku. Zaczynamy spływem kajakowym rzeką Piaśnicą od jeziora Żarnowieckiego do morza. 7 km rzeka płynie bagnistym terenem wśród szuwarów, czasem lasem. Swe płytkie wody wlewa do Bałtyku na wysokości Dębków. Wśród opalających się plażowiczów wypływamy kajakiem na trochę rozbujane wody Bałtyku (tak jeszcze z morzem się nie witałem). Ostatnie metry prąd jest dość znaczny więc musimy trochę powalczyć by wbić się z powrotem w koryto rzeki pod prąd aby zdać kajak. Następnie korzystając z rowerów dojeżdżamy szlakami do przylądka Rozewie. Dalej jedziemy samochodem i zatrzymujemy się w ciekawszych naszym zdaniem miejscach naszego wybrzeża. I tak z Kopalina jedziemy do latarni Stilo i dalej mierzeją Sarbską do Łeby. Wracamy trochę błądząc szlakiem rowerowym do punktu wyjścia (dopadły nas tam deszcze a komary miały żywcem zjeść). Najważniejszym punktem wyjazdu był Słowiński Park Narodowy. Bazę założyliśmy na uroczym polu namiotowym w Smołdzińskim Lesie (Spokojne Ranczo). Tu przez kilka dni odbyliśmy wycieczki na górę Rowokół i latarni Czołpino, dookoła jeziora Łebsko (polecam każdemu – najpierw kilkanaście kilometrów jazdy rowerem pustą zupełnie plażą miedzy morzem i jeziorem, dalej słynne wydmy Łącka i Biała Góra, powrót przez bagna południowych brzegów jeziora należy do ciekawych przygód, kąpiel w borowinach zupełnie darmowa zwłaszcza po ulewnych deszczach a na koniec ciekawa wieś Kluki, razem 62 km), dookoła jeziora Gardno. Posuwając się dalej na zachód odwiedzamy m. in. Trzęsacz z resztkami kościoła pochłoniętego przez morze. Wyspa Wolin z wspaniałymi klifami. Na koniec zapędzamy się na wyspę Uznam. Na rowerach pojechaliśmy fajną ścieżką rowerową do niemieckiej części wyspy.  Wyjazd kończymy kąpielą w morzu dokładnie na granicy polsko – niemieckiej. Reasumując: fajna wycieczka krajoznawcza. Poruszając się rowerem, kajakiem czy pieszo można zobaczyć wiele interesujących miejsc i nawet zaznać sporego wysiłku. Ale czy to obali stereotypy o naszym morzu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWybrzeze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Nordland - Norwesko-Szwedzki oboz jaskiniowy oraz wedrowki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 30 grotołazów ze Skandynawii|23 07 - 07 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szeroka relacja [[Relacje:Setsaa_2012|dostępna w sekcji Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem. Foty http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Wolowa%20Turnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|4 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2843</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2843"/>
		<updated>2012-08-20T19:21:55Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''18-19 08 2012''' - Tatry wspin na Kościelcu&lt;br /&gt;
* '''19 08 2012''' - SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy&lt;br /&gt;
* '''18 08 2012''' - Tatry Wys. - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem&lt;br /&gt;
* '''15 08 2012''' - Tatry Zachodnie&lt;br /&gt;
* '''1 - 11 08 2012''' - Wzdłuż polskiego wybrzeża&lt;br /&gt;
* '''23 07 - 07 08 2012''' - NORWEGIA: Jaskinie i wędrówki&lt;br /&gt;
* '''3-5 08 2012''' - Tatry – wspin na Wołowej Turni&lt;br /&gt;
* '''4 08 2012''' - Jura - jaskinia Józefa&lt;br /&gt;
* '''28-29 07 2012''' - Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2842</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2842"/>
		<updated>2012-08-20T19:21:10Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin na Kościelcu| Paulina, Dorota, Michał(WKTJ),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|18-19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Prognoza pogody optymistyczna, więc  trzeba uderzać w Tatry. Po szybkiej analizie możliwości wybór pada na Kościelec, jak łatwo się domyślić przeważył argument najkrótszego podejścia. Z piątku na sobotę szybka drzemka przy aucie i ranne podejście. W Kuźnicach spotykamy Melona z Anią, którzy także wybierają się na wspin. Pomimo obaw, że straszny tłok na podejściu może wróżyć podobne warunki w ścianie kolejek nie ma, wyjątek stanowiły Lobby Instruktorskie oraz Stanisławski. Paulina i ja wbijamy się w efektowną Sprężynę (VI+), reszta ekipy uderza na słynnego Dziędzielewicza (VI). Po zrobieniu drogi  dwa przyjemne zjazdy i po niecałych trzech godzinach  jesteśmy znów pod ścianą, szybka narada i wybieramy  prostowanie drogi Kajki (VII-). Trzeci  kluczowy wyciąg drogi to estetyczna, lekko przewieszona rysa, całkowicie wolna od żelastwa (w przeciwieństwie do Sprężyny) kończąca się czujnym wyjściem z przewieszki. Niestety powrót pod ścianę okazał się bardzo kłopotliwy, gdyż na pierwszym zjeździe kompletnie zacipiła się nam lina. To spowodowało, że zamiast spokojnie delektować się smakiem upragnionego schabowego spożywanego w schronisku, sporo czasu spędziliśmy na prusikowaniu przewieszonego wyciągu Lobby Instruktorskiego w świetle czołówki.  W niedzielę przy pięknej pogodzie wspinamy Byczkowskiego (V+), natomiast Michał z Dorotą robią Sprężynę oraz Stanisławkiego.  W drodze powrotnej trafiamy na olbrzymi korek na zakopiance, który znacznie wydłużył czas powrotu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 08 2012}}&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Rysy od słowackiej strony. W planie była Wysoka lecz spotkanie z słowackimi filancami na początku grani uniemożliwiło zrealizowanie zamierzenia. Poza tym wspaniała pogoda, niebywałe zaludnienie gór. Powrót do domu horrorem (5,5 h). Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem |Alina i &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz&amp;lt;/u&amp;gt; Zięć, Rysiek (os. tow.), Martyna (os. tow.),  Piotrek (os. tow.)|18 08 2012}}&lt;br /&gt;
Za namową żony jedziemy wczesnym rankiem (bo przed 5 rano) w Tatry by wejść na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Zabieramy ze sobą 3 osoby towarzyszące. Dwie z nich odwiedzają piątki, a my w trójkę brniemy w górę. Trasę z moka robimy o 1,5h szybciej niż czasówka, także już bez pośpiechu wracamy asfaltem :( na parking po auto. Droga powrotna spokojna i bez korków (pewnie dopiero w niedziele zakopianka będzie zapchana do granic możliwości) i w niecałe 3h jesteśmy w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szybki, jednodniowy wyjazd. Fotorelacja w Galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wzdłuż polskiego wybrzeża|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|1 - 11 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem zwiedzamy polskie wybrzeże Bałtyku. Zaczynamy spływem kajakowym rzeką Piaśnicą od jeziora Żarnowieckiego do morza. 7 km rzeka płynie bagnistym terenem wśród szuwarów, czasem lasem. Swe płytkie wody wlewa do Bałtyku na wysokości Dębków. Wśród opalających się plażowiczów wypływamy kajakiem na trochę rozbujane wody Bałtyku (tak jeszcze z morzem się nie witałem). Ostatnie metry prąd jest dość znaczny więc musimy trochę powalczyć by wbić się z powrotem w koryto rzeki pod prąd aby zdać kajak. Następnie korzystając z rowerów dojeżdżamy szlakami do przylądka Rozewie. Dalej jedziemy samochodem i zatrzymujemy się w ciekawszych naszym zdaniem miejscach naszego wybrzeża. I tak z Kopalina jedziemy do latarni Stilo i dalej mierzeją Sarbską do Łeby. Wracamy trochę błądząc szlakiem rowerowym do punktu wyjścia (dopadły nas tam deszcze a komary miały żywcem zjeść). Najważniejszym punktem wyjazdu był Słowiński Park Narodowy. Bazę założyliśmy na uroczym polu namiotowym w Smołdzińskim Lesie (Spokojne Ranczo). Tu przez kilka dni odbyliśmy wycieczki na górę Rowokół i latarni Czołpino, dookoła jeziora Łebsko (polecam każdemu – najpierw kilkanaście kilometrów jazdy rowerem pustą zupełnie plażą miedzy morzem i jeziorem, dalej słynne wydmy Łącka i Biała Góra, powrót przez bagna południowych brzegów jeziora należy do ciekawych przygód, kąpiel w borowinach zupełnie darmowa zwłaszcza po ulewnych deszczach a na koniec ciekawa wieś Kluki, razem 62 km), dookoła jeziora Gardno. Posuwając się dalej na zachód odwiedzamy m. in. Trzęsacz z resztkami kościoła pochłoniętego przez morze. Wyspa Wolin z wspaniałymi klifami. Na koniec zapędzamy się na wyspę Uznam. Na rowerach pojechaliśmy fajną ścieżką rowerową do niemieckiej części wyspy.  Wyjazd kończymy kąpielą w morzu dokładnie na granicy polsko – niemieckiej. Reasumując: fajna wycieczka krajoznawcza. Poruszając się rowerem, kajakiem czy pieszo można zobaczyć wiele interesujących miejsc i nawet zaznać sporego wysiłku. Ale czy to obali stereotypy o naszym morzu?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWybrzeze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: Nordland - Norwesko-Szwedzki oboz jaskiniowy oraz wedrowki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 30 grotołazów ze Skandynawii|23 07 - 07 08 2012}}&lt;br /&gt;
Szeroka relacja [[Relacje:Setsaa_2012|dostępna w sekcji Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem. Foty http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Wolowa%20Turnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|4 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2802</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2802"/>
		<updated>2012-08-07T11:12:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''3-5 08 2012''' - Tatry – wspin na Wołowej Turni&lt;br /&gt;
* '''4 08 2012''' - Jura - jaskinia Józefa&lt;br /&gt;
* '''28-29 07 2012''' - Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich&lt;br /&gt;
* '''29 07 2012''' - Beskid Mł. - turystyczny spacer&lt;br /&gt;
* '''22 07 2012''' - Jura - wspinanie w Mirowie&lt;br /&gt;
* '''22 07 2012''' - Beskid Śl. - skalna brama w Ostrym&lt;br /&gt;
* '''13-15 07 2012''' - Sokoliki - wspin &lt;br /&gt;
* '''15 07 2012''' - Jura - jaskinia Józefa&lt;br /&gt;
* '''15 07 2012''' - Jura - wspin w dol. Kobylańskiej&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2801</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2801"/>
		<updated>2012-08-07T11:12:27Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|4 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2800</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2800"/>
		<updated>2012-08-07T11:11:19Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspin na Wołowej Turni|Paulina Piechowiak(WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|3-5 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd późnym wieczorem w czwartek, na parkingu przy Popradzkim Plesie  byliśmy około trzeciej, więc śpimy jedynie kilka godzin przy aucie pod chmurką. Nim zdążyliśmy się obudzić  zrobiło się upalnie, co jak widomo nie pomaga  przy podchodzeniu z nieszczególnie lekkim plecakiem. Na szczęście Paulina wpada na pomysł, żeby złapać stopa do schroniska co udaje się zrobić w pierwszej próbie (prawdziwy OS). Następnie godziny upływają na mozolnym podejściu wśród tłumu turystów w nieznośnym upale. Po wybraniu najlepszej naszym zdaniem koleby, szybki (tylko z nazwy) przepak i podchodzimy pod ścianę. Niestety pogoda krzyżuje nam plany, groźne pomruki burzy i przelotny deszcz przekonują nas, że dziś trzeba odpuścić wspinanie. W sobotę na pełnym sprężu uderzamy z samego rana. Wybieramy ładną i popularną Staflova (V-), pierwszy i jak się okazało najtrudniejszy wyciąg poprowadziła Paulina, kolejne wyciągi oferowały ciekawe wspinanie w dobrej jakości skale. Niestety podobnie jak w piątek pogoda po południu znacząco się pogarsza, prognozy niesprzyjające, burza wisi w powietrzu, wszyscy wspinacze poza nami potulnie zbierają zabawki i zaczynają zejście. My nie mogliśmy odpuścić drugi raz z rzędu. Wbijamy się w we wspaniale wyglądającą drogę Estok- Janiga (VI+), robimy ją w miarę sprawnie (3h) ciągle dopingowani przez odgłosy zbliżającej się burzy. Podczas zjazdów pogoda się niespodziewanie poprawia na tyle, że na pełnym luzie możemy zjeść coś pod samą skałą podziwiając przy tym zachodzące słońce. W niedziele pobudka o 4.50, wyglądam ze śpiwora  na niebie żadnej chmury, więc szybko wstaję, niestety optymizm mój zmalał gdy wyszedłem z koleby. Zło zbliżało się szybko, już po 10 min.  po niebieskim niebie pozostało jedynie wspomnienie. Sprawdzamy prognozy, tym razem nie dają szans na wspin, wiec zarządzam odwrót taktyczny do śpiworów. Długo niestety nie pospaliśmy, bo deszcz zalał nam naszą piękną kolebę ( z tarasem, ogródkiem i miejscem do leżakowania). Nie pozostało nam nic innego jak szybko się przepakować i schować się w pobliskiej szczelnej kolebie. Po namowach Pauliny zwiedzamy jeszcze Chatę pod Rysami, a zasadzie to przepiękny WC który jest główną i niestety jedyną atrakcją schroniska. Podczas zejścia pogoda nie odpuszcza i Tatry żegnają nas burzą z gradem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Tomasz Zięć|04 08 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Letnim, słonecznym przedpołudniem wyruszamy w stronę Jury. Naszym celem jest Jaskinia Józefa w Rodakach. Bez większych problemów, najpierw przez pola, potem leśnymi ścieżkami, docieramy do otworu, który przysypany kamieniami ma nie kusić przypadkowych turystów. Zamiana krótkich spodenek i koszulek na ramiączkach, na bieliznę termalną, polarowe wkładki i kombinezony staje się chyba jedynym ekstremum tego dnia. Z szybkością zawrotną każdy z nas chciałby się już znaleźć w bardziej sprzyjających warunkach temperaturowych. Poręczujemy bez większych problemów Studnię ASa i osiągamy dno jaskini. W trakcie eksploracji bocznych korytarzy, odkrywamy bardzo ciekawe nacieki i formacje skalne - jest czym oko nacieszyć. Szczególne wrażenie robią pokryte mleczkiem wapiennym ściany jaskini w Białym Korytarzyku. To niewątpliwie jedno z ładniejszych miejsc w Jaskini Józefa. Jak na jurajską jaskinkę, można się w niej poruszać bez zbytniego schylania i wciągania brzuszków, szczególnie w Sali Daniela,  tutaj największej, jej maksymalna szerokość to 3,5 metra, a wysokość około 10-15 metrów, z dnem pokrytym głazami i gruzem. Po fotograficznej dokumentacji tej krótkiej akcji, wracamy z powrotem do otworu. Temperatura na zewnątrz niestety nie zmalała. Szybko zatem przebieramy się i do auta. Na pewno wizytę w tej Jaskini można polecić na miłe, niemęczące popołudnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FJura-J.Jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – wspinanie w Dolinie Pięciu Stawów Polskich|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;,Gosia(os.tow.) + osoby ze speleoklubu Dąbrowa Górnicza (na miejscu)  |28-29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy pod ścianę Koziego Wierchu mając za plecami kłębiącą się ciemną chmurę. W planach mamy Południowy Filar Koziego.  Na podejściu spotykamy ekipę ze speleoklubu DG. Oni wybierają się na Zamarłą, my odbijamy w kierunku Koziego. Spoglądając za siebie decydujemy się chwilę odczekać i zobaczyć, czy się przejaśni czy zacznie burza. Przez dłuższa chwilę nic się w pogodzie nie zmienia, więc decydujemy się zaatakować drogę. Pogoda niepewna, więc decydujemy się ominąć pierwsze wyciągi trawkowym trawersem i zaoszczędzić trochę czasu. Gdy jesteśmy już w linii oryginalnej drogi czekamy jeszcze parę min i obserwujemy niebo. Mamy mieszane odczucia, ale gdy tylko na chwilę wychodzi słońce ruszamy w górę, chociaż od strony MOka kłębią się nadal nieciekawe chmury. Robimy jeszcze jeden, może dwa wyciągi i w oddali odzywają się grzmoty. Teraz jednak trudno już się wycofać. Zostaje szybki sprint w górę. Odzywające się co jakiś czas grzmoty skutecznie dopingują nas do szybkiego pokonywania wysokości, ale na szczęście burza przechodzi bokiem. Na koniec, trawersując już zbocza Koziego łatwą ścieżką w kierunku czarnego szlaku zejściowego, wrażenia wynagradza nam piękna, podwójna tęcza, która utworzyła się nad D5SP.&lt;br /&gt;
Niedziela wita nas krótkim deszczem i silnym wiatrem. Koleżanki i koledzy (a właściwie koleżanki i kolega :p) z Dąbrowy Górniczej zostają jeszcze w schronisku, my tradycyjnie decydujemy się podejść pod ścianę i wtedy zadecydować co robimy, a że w drodze pod ścianę całkowicie się wypogodziło, to robimy zaplanowanych Lewych Wrześniaków na Zamarłej na ostatnim wyciągu odbijając trawersem na Zmarzłą Przełęcz. Nad Słowacją znowu się ściemnia. Schodzimy szlakiem z Koziej Przełęczy do Dolinki Pustej, widząc zjeżdżających z Motyki znajomych z Dąbrowy  Spotykamy się pod ścianą i rozpoczynamy ucieczkę w dół doliny przed rozpoczynającym się właśnie gradobiciem i burzą. Największą nawałnicę przeczekujemy w jednej z mini koleb w Dolince Pustej, po czym już w słońcu schodzimy do Piątki, szybkie przepakowanie i ruszamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Kościelec i Jaworzyna|&amp;lt;u&amp;gt;Damian&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.) |29 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tresnej ładnym szlakiem wychodzimy na Kościelec (792), trzeci szczyt o tej nazwie w polskich górach (jest jeszcze w Tatrach i Beskidzie Śląskim, może gdzieś jeszcze). Potem jeszcze idziemy na Jaworzynę (862). Następnie schodzimy nad jezioro Żywieckie. W momencie gdy już mieliśmy wchodzić na omegę w Zarzeczu by pożeglować trochę nadeszła czarna chmura i ściana wody zakryła świat (rozświetlany przez błyskawice). Tym razem nawet dobrze, że wszystkie plany nie zostały zrealizowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow. |22 07 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jadąc na imprezę do Krakowa piszę smsa do koleżanki, czy nie chciałaby się wybrać w niedzielę w skały. Propozycja zostaje podchwycona, termin zaklepany, jedziemy. W sobotę lecząc kaca po piątkowej imprezie mój optymizm nie jest już tak wielki, przez moment skały miała nawet zastąpić ścianka, ale po głębszej analizie górę wzięła jedyna słuszna prawda – nie ma co kisić się na ścianie, skoro jest pogoda i jest wolne :D Najwyżej jak forma nie dopisze, to połazimy turystycznie albo pobyczymy się pod skałami :P&lt;br /&gt;
No i nastała niedziela, dzień wyjazdu do Mirowa. Zaczynamy na rozgrzewkę od lewego wariantu Filaru Skrzypiec (V), trudności właściwie tylko na pierwszych metrach. Potem przenosimy się na Studnisko Przy Zamku. Jako, że Studnisko jest (jak nazwa wskazuje) przy zamku, towarzyszy nam niestety dość spora, niewspinaczkowa publiczność.  W takim towarzystwie robimy Białą Depresję od lewej strony (VI) a potem przenosimy się na drugą stronę skały, gdzie schowani przed wzrokiem przypadkowych gapiów robimy Re Re osiem (VI.1) Jako, że padło OS, wstawiam się też w sąsiednią Ty Rano Żarłeś Rex, ale niestety odpadam z kluczowej przewieszki.  Droga musi trochę poczekać.&lt;br /&gt;
Jak na wcześniejsze obawy o formę i chęci do wspinu dzień i tak dość owocny :)&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami do skalnej bramy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|22 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Ostrego rowerami w górę doliny Zimnika w stronę góry Gawlas. Dzięki namiarom GPS bez pudła (jak się nie wie trudno trafić) docieramy do tego dość ciekawego ewenementu przyrody nieożywionej. Kilkumetrowy łuk skalny chyba jedyny taki w Beskidzie Śl. Płynie tu potok, miejsce dość urokliwe. Podążając (rowery zostawiliśmy ukryte w lesie) w górę doliny  o charakterze wąwozu docieramy spowrotem do drogi zrywkowej i nią do rowerów. Zjazd do auta błyskawiczny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sokoliki - wspin|Łukasz Pawlas,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |14-15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wreszcie udało się nam wybrać w Sokoliki. Nocowaliśmy  w sprawdzonym i jakże wesołym miejscu ,głównie dzięki ekipie wspinaczy za naszej południowej granicy.  Jako rozgrzewkową drogę wybraliśmy Kurtykówkę (VI+) na Krzywej, linia piękna ,ale podobnie jak na pobliskich Trzech Okapach można się zdziwić jej,, rozgrzwkowym’’ charakterem.  Głównym celem wyjazdu był Nos Żubra( VI.4), niestety udało nam się jedynie pozbierać patenty, do poprowadzenia tej drogi brakuje nam  jeszcze nieco  mocy.  Pod wieczór przenieśliśmy się na Jastrzębią Turnię, gdzie znajduje się kolejny piękny choć płytowy klasyk Sokołów - Mandala Życia (VI.2).   W niedziele wspinamy się nieco krócej za to intensywnie, padają min. Hokej (VI.3), Pod Zjazdem (VI.2+), Zającówka(VI.1+). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia &amp;quot;Józefa&amp;quot;|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Ten pogodowo niepewny weekend spędzamy na spokojnym szwendaniu się po Jurze na rowerach. W niedzielę dla urozmaicenia odwiedziliśmy także jaskinię &amp;quot;Józefa&amp;quot;, położoną niedaleko miejscowości Rodaki (gmina Klucze). Trzeba przyznać, że jest to bardzo ciekawy obiekt. Od otworu w dół prowadzi ponad 30 metrów zjazdu, miejscami dosyć obszerną studnią. Na dole galerie, choć krótkie, to jednak jak na jurajskie warunki iście przestrzenne. Z całą pewnością wizytę w tej jaskini można polecić. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w dolinie Kobylańskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotr (os. tow.)|15 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przechodzimy kilka dróg od VI do VI.2 na Wroniej Baszcie (nazw nie znamy bo nie mieliśmy topo), które kosztowały trochę wysiłku. Cały dzień idealna pogoda do wspinu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - próba dojścia do Koprowej Studni + turystyka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Paweł Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|8 07 2012}}&lt;br /&gt;
Podejście Koprowym żlebem od Przechodu w Małej Łące. Szukam dość długo Koprowej Studni w domniemanym miejscu lecz sprawa okazuje się nie taka prosta (nawet konsultuję się z kolegami telefonicznie). W końcu nadciąga burza a totalna zlewa pozbawia mnie resztek motywacji chodzenia po osuwających się mokrych trawkach. Muszę dać za wygraną tym razem. Słońce wychodzi jak jestem na szlaku w Małej Łące. Pozostała grupa przeszła trasę: Gronik – Kondracka Przeł. – Kopa Kondracka – Małołączniak (tu mieli apogeum burzy) – Kobylarz – Przysłop M. – Gronik. Spotkaliśmy się w Mł. Łace. W drodze do domu zaglądamy na Polane Rogoźniczańską gdzie spotykamy Andrzeja Porębskiego z kursantami z SDG. Tak po za tym to lipiec taki jak obecny jest fatalny co do burz i komplikuje czasem górskie plany. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Śnieżna Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Filip Filar z Joanną (ST), Ewa Wójcik (KKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Jacek Szczygieł (KKS)|7 07 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach badań naukowych prowadzonych przez Jacka Szczygła, odwiedziliśmy tzw. Dziki Zachód. Mierzyliśmy upady warstw, uskoki i pęknięcia, a przy okazji przemieściliśmy w jaskini trochę sprzętu - w szczególności wynieśliśmy trochę zabytkowych lin na powierzchnię (i do śmieci). Tym razem bez burzy. Razem z podejściem i powrotem wyszło ok. 16h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Marek Wierzbowski (UKA), Tomasz Olczak (SŁ)|6 07 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście od otworu Jaskini Wilczej do Salki z Fortepianem (zezwolenie naukowe). Dokonano pomiaru struktur geologicznych oraz wymiany oporęczowania. Akcja bardzo szybka i sprawna - od auta do auta ok. 10h. Na powrocie trochę nas zmoczyło, ale obyło się bez piorunów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|29 06 - 01 07 2012}}&lt;br /&gt;
Docieramy na kemping w Starej Leśnej w piątek wieczorem. W nocy szalała masywna burza i rano mieliśmy dylemat, czy warto ruszać w Tatry, które mogą być potencjalnie mokre... ostatecznie zdecydowaliśmy się na Dolinę Demanowską. W Machnato wspinamy kilka dróg sportowych o trudności nie większej niż VI.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ruszyliśmy w dolinę Młynicką. Nieopodal wodospadu Skok, na ścianie ''pod Limbou'' robimy drogę ''Deň Svišťa (IV)'' a następnie na znajdującej się nieopodal ''Vežy pod Skokom'' wspinamy ''Veterný kút (V-)''. Dzien upłynął nam bardzo przyjemnie, poza tym, że było nieznośnie gorąco. Tłumów w ścianie na szczęście brak. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Ostrężniku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy już o 7:00 rano, żeby mieć coś z tego dnia i zdążyć na finał Euro. Muszę pochwalić Karola za logistykę akcji:) gdyż wybrał rejon idealnie nadający się na upalny dzień. Cała dolina Wiercicy oferuje wspinanie w bukowym lesie, który przypomina ogromny parasol chroniący przed słońcem, dodatkowo między wstawkami można było ochłodzić się w grocie (jaskini Ostrężnickiej), tam też chłodziliśmy napoje. To potwierdza tylko, iż wspinać można się zawsze, niezależnie od panujących warunków atmosferycznych:). W takich warunkach prowadzimy całkiem długie i, jak dla mnie bardzo ciekawe drogi. Wyjeżdżamy ok 17 (tak wcześnie jeszcze nigdy nie wracałem ze skałek), po drodze zabieramy przygłuchą parę autostopowiczów i typujemy zwycięzcę finału - &lt;br /&gt;
Orły do boju!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pod żaglami na jeziorze Dzierżno|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 07 2012}}&lt;br /&gt;
Jako relaks po akcji w tatrzańskiej dziurze wybieramy się na żagle na jezioro Dzierźno. Upał a na jeziorze przyjemna bryza w sam raz na rekreacyjne żeglowanie. Potem kąpiel w jeziorze Pławniowickim. Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWoda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie – dolinospacery: Mała Łąka, Kościeliska, Tomanowa i wzgórza Pogórza (Skoruszyńskiego – jak mówi Wikipedia)|Wojtek i &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt; z Zosią|25 - 30 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu chodziło za mną, by pojechać w Tatry. Tak choć na chwilę, chociażby tylko je z dołu zobaczyć. Posiedzieć, pooglądać. Wojtek szybko podchwycił pomysł :) &lt;br /&gt;
Odbyliśmy parę półdniowych wycieczek, zarówno po Parku jak i poza nim. &lt;br /&gt;
Przeszliśmy się Doliną Małej Łąki, gdzie na polanie na Wyżnich (Wyżniej?) zafundowaliśmy sobie dłuższy popas. W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Przysłop Miętusi, gdzie uraczyliśmy mapą jednego turystę. Zaś podczas zejścia lasem napotykamy z Zosią na grupę górskich wiewiórek. Ona frajdy nie miała (przespała całą drogę powrotną), ale ja tak. Po dniu kondycyjnym, poszliśmy do Doliny Kościeliskiej. Zapewne to skrzywienie, że tyle razy się tam było i wciąż chce się wracać. Co by nie mówić, to Kościeliska ma swój klimat i urok. Po śniadaniu na Hali Ornak poszliśmy więc w stronę Tomanowej Przełęczy z zamiarem powylegiwania się gdzieś w miarę możliwości na polanie. Doszliśmy nieco nad Niżnią Tomanową Polanę, po czym wróciliśmy kawałek na wcześniej upatrzone miejsce. Ciężar Zośkowy plus temperatura i słońce zrobiły już ze mną tego dnia swoje, dlatego postanowiliśmy zostać na Niżniej Tomanowej. Ruch na tym szlaku zauważalnie większy niż w MŁ, ale i tak miło :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie największym odkryciem była jednak pierwsza wycieczka. Wałęsaliśmy się po wschodnich zboczach Witowskiego Przysłopu, odwiedzając tamtejsze polany. Z Roztok, gdzie nocowaliśmy, wyruszyliśmy asfaltem w stronę Witowa po czym którąś z pierwszych napotkanych ścieżek skręciliśmy w lewo w las. Odnajdując odpowiednią drogę przeszliśmy kolejno hale: Krzystkówka, Zdychałówka, Polana Cicha i Kosarzyska. Piękny świerkowy las, ciekawa roślinność łąkowa i nieznane mi wcześniej spojrzenie na Tatry Zachodnie, z Kominiarskim i Czerwonymi na pierwszym planie (szczególnie z najwyżej położonej polany Kosarzyska), to główne zalety tego spaceru. Ach! I jeszcze brak ludzi. Chyba nie trudno się domyślić, że mało kto tam się zapuszcza, a jeśli już to raczej miejscowi. Wracaliśmy natomiast przez Morgasówkę (właściwie niechcący) do Długoszówki. Dla umilenia życia wstąpiliśmy jeszcze do bacówki po sery i podreptaliśmy (asfaltem niestety) do Roztok. Także bardzo udana wycieczka, jak i cały wyjazd :)&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S.&lt;br /&gt;
Dawniej z pewną dezaprobatą spoglądałam na rodziców wytrwale i z mozołem pchających wózki z dziećmi przez zatłoczoną dolinę Kościeliską. No bo po co ONI się tam w ogóle wybrali?! Po co z dzieckiem, takim małym, nie lepiej poczekać aż podrośnie? Żeby samo mogło pójść? I czemu tą drogę tak szeroką zrobili – gdyby była tylko ścieżka to ludzi byłoby mniej... itp. itd. Och, jak wiele się zmienia... jak to zależy gdzie się leży. A z wózkiem po prostu jest wygodnie (dla obu stron) i tyle. Teraz ich bardziej rozumiem. Chwała spacerującym, że w ogóle CHCĄ spacerować. Choć równocześnie cieszę się, że nie musieliśmy tej wózkowej granicy (bardziej wewnętrznej) przekraczać. Chusta to jednak cud mobilności. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Lodowa Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|30 06 2012}}&lt;br /&gt;
Jak na 2 osoby dość wymagające zadanie. Przechodzimy jaskinię Lodową Litworową do Starego Dna w jaskini Ptasiej. Dla zainteresowanych kilka szczegółów: pobudka o 3.00, wyjazd autem z Rudy do Kir o 4.00. Start z Kir - 6.30. Otwór jaskini - 10.00. Akcja w dziurze 10.30 - 16.30. W trakcie akcji w Meandrze musieliśmy się przebijać przez lód (wyrąbać przejście w lodowych stalagmitach, blok spadającego lodu trochę poturbował moją nogę) także nieco szukaliśmy drogi do Bazyliki (dolna część studni Taty). W Bazylice spotykamy zakopiańczyków, którzy zjeżdżali od Ptasiej. Generalnie cała akcja na deficycie płynów (w jaskini mało wody a tempo dość żwawe). Po akcji do auta dotarliśmy o 20.00. W domu 23.00. Nieźle jak na jeden dzień. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLodowaLitworowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dąbrowa Górnicza Pogoria - zawody triathlonowe|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (startował), Teresa Szołtysik (wsparcie techniczne), Celina Pietrowska (os. tow. startowała), Marek Pietrowski (os. tow. wsparcie techniczne)  |24 06 2012}}&lt;br /&gt;
Pierwszy raz wystartowałem w triathlonie ale takim skróconym: 500 m pływania, 18 km na rowerze, 5 km biegu. W mojej kategorii wiekowej (50 - 59) zająłem I miejsce. Moja siostra Celina również I (kat. &amp;gt;40). Tak więc dla mnie sukces klubowy i rodzinny. W wszystkich kategoriach wiekowych wystartowało ponad 150 zawodników.  Pokonanie całej trasy zajęło mi 1 godz. i 18 min. Pływanie mi poszło miernie (zakwasy w rękach po kajakach), jazda na rowerze rewelacyjnie a bieg średnio. Decyzja o starcie była w moim wypadku spontaniczna i podjęta w ostatniej chwili. Warto jednak przed takimi zawodami trochę potrenować. Chwała organizatorom za perfekcyjne przeprowadzenie imprezy. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTriathlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Sokole Góry - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr(os.tow.), Maria(os.tow.)|23 06 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi wyjazd z cyklu restowych, po Tatrach, gdzie oszczędzałem nadwyrężony palec, teraz  musiałem  dać odpocząć zamęczonym tydzień temu nogom.  Zaczynamy o bardzo nietypowej porze, bo już o 12.30:). Z tego też powodu wspinamy się nieomal bez przerwy aż do zmierzchu .  Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest długi sen, a minusem brak możliwości obejrzenia  ćwierćfinału euro 2012. Kilka uwag technicznych : wspinaliśmy się na Bońku – jest to  spora skałka znajdująca  się blisko jaskini Studnisko, jest na niej  sporo fajnych dróg w przedziale od VI do VI.2. Udało się poprowadzić m.in. Nie Potrzebne Zwycięstwo (VI.2) oraz  Blizny (VI.3).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - mała pętla |&amp;lt;u&amp;gt;Michał Wyciślik&amp;lt;/u&amp;gt; (najdłuższe nogi Holdingu), Andrzej Kapuściok (os. tow.- najstarszy przodowy), Józek (os. tow. chłop po AWF) |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Krótki wyjazd na jeden dzień. Czas przejścia 9:07, przerwa 2:25, podróż samochodem 4:30  i  Cesnakova polievka.  Start Jaworzyna Spiska, dalej Doliną Jaworową przez Lodową Przełęcz, na Czerwoną Ławkę do Zbójnickiej Chaty na rzeczona czosnkową. Kolejna przełęcz Rohatka, i Doliną Białej Wody do Łysej Polany na drogę nr 67 w kierunku auta. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaPetla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Tomasz Zięć, Mateusz Golicz, Jerzy Krzyżanowski|22 - 23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Udało nam się zebrać około 18 i ruszamy . Jedziemy i zastanawiamy się (no &lt;br /&gt;
może nie wszyscy) czy na miejscu jest TV  przecież dziś pierwszy &lt;br /&gt;
ćwierćfinał Grecja – Niemcy.  Drogi dość zatłoczone ale udaje nam się &lt;br /&gt;
dojechać  jeszcze przed meczem (telewizor nieduży ale na szczęście był) &lt;br /&gt;
Meczyk i idziemy spać bo zaplanowaliśmy wstać o 5:30. &lt;br /&gt;
Rano  piękna pogoda, bezchmurne niebo, aż chce się iść w góry. Udaje nam się &lt;br /&gt;
wejść na szlak o 7  wiec czas mamy dobry a pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
rewelacyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze mijamy ekipę z sosnowca, która wracała z nieudanej akcji, gdyż po &lt;br /&gt;
drodze kolega się poślizgnął i miał dość nieprzyjemny upadek. Z tego co &lt;br /&gt;
zrozumieliśmy to musieli przenocować na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzimy ze szlaku i powoli zabieramy się za szukanie otworu, a tu nagle &lt;br /&gt;
przychodzi potworna mgła, która zasłania dosłownie wszystko skutecznie &lt;br /&gt;
utrudniając poszukiwania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mateusz jak zwykle nic nie pomaga i brnie z nami przez kosowke. Po około 45 &lt;br /&gt;
minutach  troszkę się lituje i przynajmniej mówi, w która stronę mamy iść. &lt;br /&gt;
Po chwili mgła znika i udaje nam się znaleźć otwór .&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej strony mogę powiedzieć ze jaskinia była super  już sama wlotowa &lt;br /&gt;
zrobiła na mnie ogromne wrażenie nie mówiąc już o dzwonie. Do jaskini &lt;br /&gt;
pierwsza sztuka weszła około 12 i na dno dotarliśmy przed 15  Chyba nie ma &lt;br /&gt;
za dużo co opisywać z samego przejścia, gdyż o dziwo poszło nam nawet &lt;br /&gt;
sprawnie i o 17 wszyscy byli już na powierzchni.  Pogoda w dalszym ciągu &lt;br /&gt;
idealna . Szybki przepak i ruszamy w drogę powrotna  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze słuchamy radiowej relacji z meczu  Francja Hiszpania i jesteśmy pod &lt;br /&gt;
wielkim wrażeniem komentatora, który chyba cała polowe komentował na jednym &lt;br /&gt;
wdechu Mecz kończy się 2:0 dla Hiszpanii, (a jakby ktoś nie wiedział to Niemcy &lt;br /&gt;
wpakowali Grekom 4:2) a my powoli docieramy do domu.&lt;br /&gt;
Czekamy na kolejny wyjazd &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy rzeką Ruda|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Daniel Bula, Tomek Szmatłoch, Janusz Dolibog, Bianka Witman, Henryk Tomanek, Artur Szmatłoch, Hołek (os. tow.), Janusz Rudoll (Rudi), Adam Tomanek, na starcie przyszli nas odprowadzić - Wojtek Orszulik i Ewa Orszulik  |23 06 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny już tradycyjny klubowy spływ kajakowy tym razem rzeką Ruda (prawy dopływ Odry) od zbiornika Rybnickiego do Kuźni Raciborskiej. Odcinek od zapory do Rud Raciborskich niezbyt trudny. Potem dość wymagający. Zwalone drzewa, czasem przenoski, lawirowanie między płyciznami. Niektórzy zaliczyli nieprzewidzianą kąpiel w rzece. Rzeka wije się przez kompleksy leśne w ciekawym terenie. Spływ kończymy oficjalnie w kapitalnym miejscu ogniskiem. Cały dzień rewelacyjna pogoda. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieszy rajd po Jurze|kadra - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk G7), Bożena Obrzut (G7) oraz młodzież (10 osób) z UKS &amp;quot;Gimnazjum 7&amp;quot;  |18 - 20 06 2012}}&lt;br /&gt;
W ramach aktywacji sportowo-krajoznawczej młodzieży organizujemy rajd po północnej Jurze w celu zapoznania młodzieży z terenami krasowymi oraz zasadami biwakowania w terenie bez namiotu a także podstawami topografii. Trasa wiodła z Kusięt gdzie zwiedzamy jaskinię w Zielonej Górze a następnie przez góry Towarne (zwiedzamy jaskinię Towarną-Dzwonnica i Cabanową). Z Olsztyna przemarsz w Góry Sokole i zwiedzenie jaskini Olsztyńskiej. W pobliżu jaskini biwak pod gołym niebem. Dalej przemarsz do Złotego Potoku (kąpiel w stawie Amerykan) i dalej na Ostrężnik gdzie przeczołgujemy się niemal wszystkimi korytarzami jaskini Ostrężnickiej w różnych wariantach. W dalszej kolejności marsz przez Trzebniów do Łutowca  gdzie pod skałkami kolejny biwak na powietrzu (etap 35 km). W ostatnim dniu przez Wielką Górę docieramy do Mirowa gdzie kończymy rajd. Grupa dość wytrzymała i chyba dla każdego była to niezła przygoda. Całość przebytej trasy to niemal 60 km. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - przejście przez Polski Grzebień|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika (os. tow.), Justyna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście z Łysej Polany doliną Białej Wody (spotkano kolegów z Nocka w okolicach taboriska pod Wysoką) na Polski Grzebień i zejście do Starego Smokowca. Powrót autobusem do auta. Pogoda piękna, trochę śniegu pod przełęczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Wspinanie|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Karol Jagoda|16 - 17 06 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę wspinamy się na Gankowej Strażnicy. Zeszło nam do wieczora. Po takich krzakach chyba nikt z nas się jeszcze nie wspinał. Nocleg na polanie pod Wysoką był najlepszą częścią wyjazdu. Ognisko, kiełbaski, spanie w Tatrach pod namiotem - a wszystko to legalnie. Następnego dnia Mateusz i Karol wspinają dwie drogi nad Białką, a Ola i ja podchodzimy pod ścianę Małego Młynarza. Różne czynniki obiektywne (chmury i prognoza pogody) i subiektywne (wyczerpanie poprzednim dniem) przyczyniły się jednak do tego, że nie podjęliśmy wspinaczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Siwy Wierch i dolina Jałowiecka|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.), Ewa Kempna (os. tow.) |17 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy przepięknej letniej pogodzie pokonujemy trasę: Wapenica - Babky - Ostra - Siwy Wierch (1805) - przeł. Palenica - dolina Jałowiecka - Wapenica. Bardzo piękna i ciekawa wycieczka. Na uwagę zasługuje dolina Jałowiecka, malownicza, dzika i rzadko uczęszczana. Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSiwyWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Świętochłowice-Chropaczów - ślub Buliego i Magdy|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadek Smzatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Damian Szołtysik, Asia Jaworska, Tomek Jaworski, Ola Rymarczyk, Wojtek Rymarczyk (dwie ostatnie pary z pociechami) |16 06 2012}}&lt;br /&gt;
Chyba ci na mózg padło żeby w polarze iść na ślub, to moja żona zajrzała do pokoju i tu dwie dygresje ślubne: pierwsza, nigdy nie wiem czy jestem zaproszony na ślub czy wesele, chociaż po powrocie do domu stwierdziłem że jestem głodny a to by znaczyło że nie byłem na przyjęciu weselnym. Druga dygresja łączy się z komentarzem Marzeny na temat mojego ubioru, po co ludzie się łączą w pary? I tu mam odpowiedź: żeby w kościele wyglądać jak bywały osobnik a nie jak menel. Albo na przykład taka typowa sytuacja  prosto z życia, jesteśmy na Saharze lub na Antarktydzie ( chodzi o brak patyka) i nagle zaczynają nas swędzić plecy w miejscu gdzie nie sięgniemy ręką i tu ciśnie się odpowiedź dla Buliego który zadał mi pytanie: ” po co ten ślub”. Buli swędziały cię kiedyś plecy? Niestety Marzena nie przeczytała wiadomości z Nockowej strony, o której jest ten ślub w związku dlatego wpadłem do kościoła o 13.05 już uroczystość trwała, nie znam nikogo ale to nic w końcu młodzi nigdy nie zapraszali mnie na żadne uroczystości rodzinne. Patrzę przy ołtarzu siedzi jakiś łysy facet pewno to Buli, niestety wiek robi swoje a wzrok zawsze miałem słaby ale słuch nie i słyszę Mateuszu i Dominiko i tu lekka zagwozdka, kurcze jak Buli ma na imię bo słuch mam dobry ale pamięć to nie. Jako życiowy cwaniaczek wpadam na myśl że w kruchcie musi być tablica ogłoszeń, jest i coś na niej pisze ale ja nie mam przy sobie okularów do czytania co pokazało że jestem tylko drobnym cwaniaczkiem. Wpadam na pomysł: pani co tukej pisze bo nie mom breli do czytanio            (scenka dzieje się w Lipinach) a pani czyta: czternasto Daniel i Magdalena Bula nabożeństwo ślubne. I już jestem w domu nawet jak bym bywał na uroczystościach rodzinnych u Bulów to i tak bym tych ludzi nie znał czyli w sumie mała strata że mnie nie zapraszają. No to mam 40 minut czasu auto stoi naprzeciw kościoła to sobie usiądę i jako pierwszy (i tu staje mi Biblia przed oczami bo na ślub Mateusza i Dominiki przyszedłem ostatni a u Bulów będę pierwszy) pooglądam przyjeżdżających gości ( laski w mini i na szpilkach). W końcu przyjeżdżają Nockowe ludzie, cało kupa Rymarczyków jeszcze większa kupa Jaworskich i Szmatłochów na szczęście z Agą. Szołtysiki na rowerach (patrz pierwsze zdanie) i Buli który bryluje między nami jak jakiś starosta albo wodzirej, na szczęście Basia nieświadomie cytując moją żonę stwierdziła: „Buli chyba ci na mózg padło kaj mosz swoja baba” czym spowodowała lekki popłoch u pana młodego. Goście weszli do kościoła a młoda para przed drzwiami oczekuje na jakiś sygnał na wejście ale sygnału brak a minuty mijają, nie wiem czemu ale Magda robi się nerwowa, muszę ratować sytuację i zabawiam ich rozmową typu, że ksiądz daje szansę Danielowi na podjęcie szybkiej decyzji a ja mam kluczyk z auta w ręku. Niestety Magda nie chwyciła aluzji i dalej jest pochmurna no to ja zasłoniłem Daniela swoją osobą i wtedy się uśmiechnęła, pewno pomyślała że to ja mógłbym być panem młodym ale opatrzność nad nią czuwała i wybrała Daniela. W końcu organista i para skrzypków  intonuje Hallelujah ze shreka nie muszę wam pisać jakie sceny przemykały przez moją głowę ( najlepsze były ślepe świnie) W kuluarach usłyszałem że opóźnienie wzięło się stąd bo w kancelarii oczekiwano aż przyjdzie przelew internetowy za uroczystość ślubną ale myślę że to złośliwa plotka. Po uroczystościach udało się nam naciągnąć  młodych n półtora litra czystej (Asia pamiętaj że alkohol szkodzi twojemu nienarodzonemu) Jako że na dalsze uroczystości nie zostaliśmy zaproszeni zrobiliśmy imprezę pod płotem kościoła obgadując tych których z nami nie było. Jako że moje poprzednie sprawozdanie znalazło uznanie tylko u profesjonalistów postanowiłem swój wyjazd na ślub opisać w normalny i prosty sposób. Myślę że to sprawozdanie powinno się znaleźć w wyprawach bo samotny wyjazd do Lipin to nie jest jakaś tam Afryka tym bardziej że z powodu EURO policja pilnuje kibiców a pod kościołem stał tylko jeden bus z ośmioma policjantami.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przeczytaniu tego sprawozdania mój syn zapytał: tata co ty bierzesz?. To pytanie jest zasadne ze względu na mój ból pleców a co za tym idzie biorę lek o nazwie Myolastan którego ulotka ostrzega że niekiedy lek powoduje zaburzenia pamięci, spowolnienie reakcji psychicznych, uczucie upojenia alkoholowego, zmniejszenie czujności lub senność. A niekiedy powoduje reakcje paradoksalne (fajne określenie) jak pobudzenie, agresje stan splatania, omamy, zaburzenie osobowości i świadomości a niekiedy obniżenie libido (ale to nie)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
NA KONIEC MŁODEJ PARZE ŻYCZE ABY SIĘ SZANOWALI&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
RW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Jak widać &amp;quot;klubowy&amp;quot; ślub stał się kanwą wspaniałego monologu Ryśka, który z charakterystyczną dla siebie swadą relacjonuje przebieg wdawało by się klasycznej imprezy. Jak na razie dla mnie &amp;quot;spit roku&amp;quot; za opis. Wcale nie trzeba jechać na drugi koniec świata, czy zdobywać Everestu. Tak po za tym to była przepiękna pogoda, śląskie klimaty i spotkanie przy płocie. Lata tak szybko śmigają a takie okazje tylko to uzmysławiają. Chwalimy się stażem: Tadek z Basią - 30 lat, Damian z Teresą - 27, Tomek z Asią - już 6. A przy tak pięknej pogodzie &amp;quot;laski&amp;quot; wciąż na miejscu.  Młodej parze natomiast życzymy wszystkiego dobrego''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góry Sokole i obok|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2012}}&lt;br /&gt;
Na rowerze górskim objeżdżam różne zakątki Gór Sokolich a potem tereny położone bardziej na południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ rzeką Dobrzyca i Piławą|&amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Gosia Stolarek + 19 os.|6 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Nie opisze całego spływu bo bym musiał mała książkę wydać z tego wszystkiego &lt;br /&gt;
co tam się dzieje :) )wiec opisze tak na szybko jak to tam wygląda.&lt;br /&gt;
Spływ ma swoja oficjalna nazwę (spływ wyjątkowo w czwartek). Bo zawsze &lt;br /&gt;
zaczyna się w Boże Ciało, a w tym roku  te święto wypadło znów „wyjątkowo” w &lt;br /&gt;
czwartek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jest to już 7 spływ organizowany przez tą ekipę . My jesteśmy po raz trzeci.&lt;br /&gt;
Wszyscy powoli zbierają się w punkcie zbornym w środę wieczorkiem. Ludziki &lt;br /&gt;
przyjeżdżają dosłownie z rożnych części polski. Kolega Pączas jak zwykle nie &lt;br /&gt;
zawodzi – jest przedstawicielem Linda i przywozi dwa kartony rożnych &lt;br /&gt;
czekolad i czekoladek  co starcza nam na cały spływ. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak to zwykle jest rozbijamy się gdzie popadnie. W czasie spływu zawsze &lt;br /&gt;
mijamy 2-3 km pole namiotowe i szukamy dogodnej polanki na biwak. Jest to &lt;br /&gt;
tez spowodowane tym, iż nie jesteśmy cichym spływem, gdyż wieczorami przy &lt;br /&gt;
ognisku gitarze wtórują 3 wielkie djembe i dwa małe bębenki co naprawdę robi &lt;br /&gt;
wrażenie a hałasuje jeszcze bardziej :) ) Wiec można powiedzieć ze rozbijamy &lt;br /&gt;
się dalej z troski o innych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do przepłynięcia mamy 52 km Dobrzyca i około 10 Piławą. Widoki i dzicz &lt;br /&gt;
otaczająca nas w czasie spływu przepiękna. Jedyne sama rzeka okazuje się &lt;br /&gt;
troszkę za spokojna, a co za tym idzie czasem nudnawa. Lecz dla niektórych &lt;br /&gt;
osób, które są pierwszy raz i tak okazuje się dość wymagająca.&lt;br /&gt;
Z wszystkich spływów jaki mijaliśmy i nas mijały tylko nasz naszym zdaniem &lt;br /&gt;
okazał się prawdziwy i uczciwy, gdyż my cały swój majdam w tym namioty, masa &lt;br /&gt;
jedzenia i oczywiście piwa plus inne trunki, nie zapominając o wymienionych &lt;br /&gt;
wcześniej instrumentach : ))   targamy ze sobą w kajaku, a nie jak innym &lt;br /&gt;
dowożą samochodami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 spływ i pierwsze odstępstwo od reguły, a mianowicie rozbijamy się na polu &lt;br /&gt;
namiotowym, gdyż nasz  7 calowy TV jednak nie ruszył.&lt;br /&gt;
Oglądamy meczyk polaków w przygotowanej na polu strefie kibica &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co tu dużo pisać.   Wszyscy dopłynęli zdrowi i w całości. Pogoda przez wszystkie dni była idealna. &lt;br /&gt;
Czekamy na kolejne Boże Ciało  ciekawe czy znów wypadnie w czwartek : )))) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Magura Orawska - Mincol|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan K. (os. tow.)|10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Przy chimerycznej pogodzie z Zabavy wychodzimy na Mincol (1392). W górach totalne pustki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - spacery|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|07 - 10 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo niefortunnych prognoz pogody, postanowiliśmy wybrać się w Tatry na dłuższą wycieczkę. Na starcie było cały czas pod górkę - najpierw trudności z zebraniem się, potem korki, procesje bożociałowe, problemy z parkowaniem na Łysej Polanie i konieczność wrócenia się do auta po Karty Taternika celem uniknięcia mandatu. Ostatecznie, po wylegitymowaniu się, ruszyliśmy z leśniczówki w Dolinie Białej Wody w czwartek o godzinie 16:00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się nam przejść następującą trasę: Dolina Białej Wody - Żabia Dolina Białczańska - Młynarz - Młynarzowa Przełęcz - Dolina Ciężka - Dolina Kacza - Zmarzły Kocioł - Rohatka - Zbójnicka Chata - Dolina Staroleśna - Hrebienok i na hulajnogach (super!) do Starego Smokovca. Na dworzec autobusowy w Starym Smokovcu dotarliśmy w sobotę ok. 12:30, a o 13:00 zaczęła się totalna zlewa. Pozostałą część soboty przeznaczamy na odzyskanie samochodu i delektowanie się specjałami kuchni regionalnej. Ola zabrała mnie na kemping w Starej Leśnej, z którego korzystała przed rokiem. Jeśli o mnie chodzi, to doskonały, bo z darmowym WiFi i vyprážaným syrem s hranolkami a tatárskou omáčkou w cenie 2,90 EUR (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę odbyliśmy krótką wycieczkę do Doliny Zadnich Koperszadów. Pertraktacje z leśnikiem tym razem były dosyć łatwe, ale cóż z tego, skoro po dwóch godzinach zaczęło rzęsiście lać. Obiad kończący długi weekend musieliśmy przenieść do Chudowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Grochowiec Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala, Marta, Mateusz, Karol Jagoda, Damian Żmuda|07 06 2012}}&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu udaje nam się wyrwać tylko na 1 dzień. Ja z ekipą łoimy na licznie obleganym Słoniu i co nieco slakujemy. Karol z Damianem zamiast się wspinać skaczą po skałach i skręcają sobie nogi - ot tak dla hecy. Wyjazd oczywiście udany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Łutowiec - szkolenie centralne PZA z kartowania jaskiń|RKG: Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Snopkiewicz (KKTJ, kierownik szkolenia), Filip Filar (ST) + ok. 15 kursantów|01 - 03 06 2012}}&lt;br /&gt;
W charakterze kadry, wziąłem udział w centralnym szkoleniu PZA z zakresu kartowania jaskiń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach szkolenia odbyły się wykłady z zakresu podstaw kartowania (Tomek), prezentacja filmu o obsłudze przyrządu distoX (ja), terenowe ćwiczenia praktyczne w jaskiniach Księdza Borka i Piętrowa Szczelina (cała kadra), ćwiczenia z obróbki danych pomiarowych (ja), prezentacja możliwości programów Walls i Survex (ja), krótkie wykłady o problemie rozkładania błędu na pętlach pomiarowych i systemie GPS (Tomek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Specjalne podziękowania dla Michała Wyciślika (za najlepszą rolę pierwszoplanową w filmie) oraz dla Oli (za dbanie o to, żebym miał co jeść).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - rowerowo-skiturowy wypad na Litworowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|02 06 2012}}&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Polanki (1005) na rowerach MTB z przytroczonymi nartami jedziemy drogą (samochody mogą tu jeździć tylko za zezwoleniem, opłatą), którą wiedzie najwyżej legalnie dostępny szlak rowerowy w Tatrach. Prawie 7 km i niemal 700 m deniwelacji. Dobrą godzinę zajmuje nam wywindowanie się do Śląskiego Domu (1700), schroniska-hotelu gdzie zostawiamy rowery i dalej już z buta w górne partie doliny Wielickiej.  Śniegi zaczynają się już ponad Wielickim Stawem. Dość rozległe płaty. Ponad Długim Stawem zakładamy narty i na fokach podchodzimy do stromizn opadających z głównej grani Wielickiego i Litworowego szczytu. Stromy odcinek pokonujemy w rakach aż na Litworową przełęcz (2385). Skalista grań na szczyt Litowrowego szczytu (2425) pozbawiona jest śniegu. Sprzęt zostawiamy na przełęczy i na lekko wychodzimy na szczyt skąd rozlegają się bardzo ciekawe widoczki. W nocy musiało przyprószyć świeżym śniegiem.  Na wierzchołku temperatura około zera, mocny wiatr. Zbiegamy na przełęcz i dalej już na nartach po cudownych firnach śmigamy jak szaleni do Długiego Stawu. Potem kilka razy musimy zdjąć narty ale i tak ilość śniegu przeszła moje oczekiwania. Od schroniska znów zmieniamy środek lokomocji kontynuując szaloną jazdę w dół na rowerach osiągając w kilka minut Tatrzańską Polankę. Kolejna przefajna przygoda za nami. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLitworowy , tu filmik: https://vimeo.com/43589355&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|27 05 2012}}&lt;br /&gt;
Przejście Wielkiej Litworowej do Sali pod Płytowcem. Śnieg w Zachodnich w zasadzie już się stopił.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 36-lecie klubu w Trzebniowe|sobota: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Tomek Jaworski, Asia Jaworska z Karolkiem, dłużej zostali: Janusz Rudoll (Rudi), Łukasz Pawlas z dziewczyną, Ania Bill, Damian Żmuda z dziewczyną, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Ryszard Widuch, Wojtek Sitko, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Aga Szmatłoch,Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Janusz Dolibog,Karol Jagoda|26 - 27 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skraju Trzebniowa pod skałą zakładamy &amp;quot;bazę&amp;quot; obchodów kolejnego już lecia klubu. Wszyscy zjeżdżają się o różnych porach.  Trójka: Damian, Teresa, Rudi robią wycieczkę rowerową na trasie Trzebniów - Siedlec - Zrębice - rezerwat Zielona Góra - Góry Sokole - Złoty Potok - Trzebniów. Reszta wspina trudne drogi (opisze zapewne Karol). Wieczorem ognisko z wręczeniem &amp;quot;spitów roku&amp;quot; (szczegóły w AKTUALNOŚCIACH). Pogoda fajna. Tu kilka zdjęć (może ktoś jeszcze dorzuci): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach uzupełnienia: Przez dwa dni wspinaliśmy się na Kaczej skałe oraz na skałkach na wzgórzu. Z poprowadzonych dróg z pewnością można polecić: Dzieci Boga (VI.2) za klamiastość :), Zasady Norberta (VI.1+) za fajny no-hand rest, Słomiany Zapał (VI.3) za startowy bulder, Meteor (VI.3) za ciekawe ruchy oraz Łeb Na Karku (VI.1+) za siłowe wyjście z przewiechy. Pogoda dopisała, choć w niedzielę z rana przelotny deszcz nieco nas wystraszył i zmobilizował większość uczestników lecia do wyruszenia w poszukiwaniu pobliskiej jaskini niestety otwór nie zostało odnaleziony. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wieczorna wycieczka do źródeł Wisły|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzena Kieczka|21 05 2012}}&lt;br /&gt;
W poniedziałek ok. godz 18:00 ruszamy z Przygłupia w kierunku Baraniej Góry naszym celem było zwiedzenie źródeł Białej Wisełki i wykapów Czarnej Wisełki. Obydwa cele zostały osiągnięte całość wycieczki trwała ok. 3h pogoda dopisała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Akcja na dno Pod Wantą. Otworu chwilę szukaliśmy. Od auta do auta zajęło nam to ok. 6.5h. Przy okazji nawet udało się zrobić parę zdjęć. Warunki do uprawiania w Tatrach turystyki trudne - powyżej granicy lasu płaty mokrego śniegu, z którymi można zjechać w przepaść.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Okiennik Wielki - wspinanie|&amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Sitko&amp;lt;/u&amp;gt;,Karol Jagoda|20 05 2012}}&lt;br /&gt;
Tym razem podróż trwała zaledwie 1 godzinę i jak to zwykle bywa byliśmy tego &lt;br /&gt;
dnia pierwszymi wspinaczami na skałce. Po naszej rozgrzewce na dwóch drogach &lt;br /&gt;
VI+ (w tym szczególnie ładnej Drodze Jungera) Karol rozpoczął oddolne &lt;br /&gt;
skanowanie Niebieskich karimat (VI.3+) - drogi od lat rozumianej przez nas &lt;br /&gt;
jako synonim niewykonalności. Droga okazała się w większej części płytówką o &lt;br /&gt;
prawie niewidocznych stopniach, a jak powszechnie wiadomo praca nóg Karola &lt;br /&gt;
(tak jak i moja) nie zalicza się do Siedmiu Cudów Świata, a tym samym &lt;br /&gt;
Niebieskie karimaty nadal czekają na swojego pierwszego nockowego zdobywcę. &lt;br /&gt;
W dalszej części Karol powetował sobie na Drodze Bodhistawy (VI.2+), kolejno &lt;br /&gt;
&amp;quot;machnął sobie na szybko&amp;quot; dwa warianty Framugi (VI.1+ i VI.2), a pod koniec &lt;br /&gt;
wykonał kilka masywnych ruchów za VI.3 (Plecy widowni). Ja w między czasie &lt;br /&gt;
powspinałem sporo krajobrazowych dróg o wycenach od V do VI+.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ogrodzieniec - wspinaczki|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|19 05 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę spędziliśmy kilka godzin na skałach w Podlesicach. Tym wyjazdem nasz sezon wspinaczkowy dopiero się zaczął, także ograniczyliśmy się do dróg piątkowych na Niedźwiedziu i Lalce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Janusz Rudoll (Rudi), Teresa Szołtysik, Helena Kempna (os. tow.) |19 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od Sopotni Wielkiej. Przepiękna majowa pogoda. Mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, |17-19 05 2012}}&lt;br /&gt;
Wiosenny wyjazd w Tatry w poszukiwaniu krokusów okazał się codziennym, kilkunastogodzinnym przedzieraniem się przez wielkie śniegi:) A tak serio, pogoda naprawdę troszkę zaskoczyła..Wszelkie prognozy diabli wzięli w noc przed moim przyjazdem:)&lt;br /&gt;
W Kościeliskiej chlapa i hordy nieznośnych dzieciaków; musiałam na chwilę uciec do Wąwozu Kraków, by ostudzić mordercze żądze...;)&lt;br /&gt;
Następnego dnia wycieczka na Ornak i Siwą Przełęcz, gdzie skusiły mnie jarzące się na słońcu sylwetki Błyszcza i Bystrej (moja pierwsza wizyta na tych szczytach; polecam, widoki przecudne) i powrót do schroniska. Rano ucieczka z &amp;quot;wstrętnej&amp;quot; doliny na Czerwone Wierchy przez Dolinę Tomanową (zawsze zapominam kiedy to otwierają ten szlak...:) i zejście do Hali Kondratowej. Stamtąd Kuźnice i nocny powrót do domu:))&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tyniec - wspinanie|Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krajoznawczej ,ekstremalnie  szybkiej (2h) podróży pt. ,,Jak szybko dojechać do Tyńca nie płacąc za autostradę A4’’ dotarliśmy wreszcie pod skały. Tam nie przez przypadek wybraliśmy skałkę Skurwysyn(znanej z pięknych połogich, płytowych dróg:), gdzie męczyliśmy 2 drogi : Skurwysyn (VI.3+/4) oraz Mały Pikuś (VI.2) niestety bez powodzenia.  Na pierwszej z  nich znalezienie optymalnego patentu  zabrało mi wiele godzin, (naprawdę pierwszy taki przypadek!!!) Niestety zabrakło już  sił , aby tą  idealną sekwencję ruchów wykonać (nastąpiło tzw. Totalne przebudowanie). Okazało się ,że w tym przypadku ,,know-how’’ nie wystarczyło. Nie pozostało nic innego jak odłożyć prowadzenie tej drogi do kolejnej wizyty w Tyńcu, która mam nadzieje nastąpi niebawem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego w dol. Będkowskiej|trochę starsi grotołazi z różnych klubów (szczegóły na stronie SBB), z RKG - &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Rudoll (Rudi) |12 - 13 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dolinie Będkowskiej na Jurze odbył się kolejny już (23) zjazd weteranów taternictwa jaskiniowego zorganizowany przez Speleoklub Bielsko Biała a głównie przez Jerzego Ganszera. W zjeździe wzięło udział ok. 25 osób z różnych klubów. Szanowni weterani zwiedzili turystyczną jaskinię Nietoperzową a potem jaskinie: Łabajową z zjazdem na linie z górnego otworu, jaskinię Dziewiczą oraz zjechano do jaskini Małotowej. Wieczorem w Brandysówce odbyły się „obrady” a potem było ognisko. W niedzielę przeprowadzono akcję zjazdu z Sokolicy ‘przez dziurę”. Zjazd urozmaicony w wrażenia. Miło było popatrzeć na pełne wigoru i energii twarze weteranów. Młodzież powinna się dużo uczyć.&lt;br /&gt;
Więcej informacji i zdjęć na stronie SBB. Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Weterani-2012&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Niski - wycieczki po Magurze Wątkowskiej|Wojtek, &amp;lt;u&amp;gt;Ola&amp;lt;/u&amp;gt; i Zosia Rymarczyk |01 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
Kilka majowych dni spędzamy w malowniczo położonej miejscowości Świątkowa Wielka, podczas których udaje nam się odbyć z Zosią pierwszą górską wycieczkę... Ze Świątkowej idziemy najpierw polami, a następnie żółtym szlakiem trawersującym górę Ostrysz, gdzie łapiemy szlak czerwony (Główny Szlak Beskidzki), którym podążamy dalej na Świerzową (801) i Magurę (822). Grzbiety obu wzniesień porośnięte są przepięknym bukowym lasem, który doskonale chroni i przed spiekotą i przelotnym deszczem, o czym mieliśmy okazję się przekonać. Niemal cały szlak prowadzi przez Magurski Park Narodowy. Nie znajdzie się tam jednak budek bileterów, szlabanów i tym podobnych wynalazków. Ludzi też jak na lekarstwo, spotkaliśmy może z 4 osoby w ciągu całego dnia. Z Magury schodzimy do przełęczy Majdan i stamtąd ścieżką (już bez oznaczeń) biegnącą doliną potoku Świerzówka wracamy do Świątkowej, po drodze mijając kilka przydrożnych krzyży (niektóre sięgające 3 metrów wysokości) i kapliczek, które poza walorami przyrodniczymi niesamowicie wpływają na klimat tych okolic.&lt;br /&gt;
Cała wycieczka zajęła nam około 7,5 godziny razem z przerwami technicznymi. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu Zosia nie była zbytnio znużona długością trasy, co niewątpliwie było też zasługą wynalazku naszych babć - czyli noszenia dziecięcia w chuście! szczerze polecam :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć w galerii&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - majówkowe wspinanie| piątek: Damian Żmuda, Łukasz Pawlas,  Sobota: Mateusz Górowski, Kasia, Robert (os.tow.)&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, |04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo niepewnych prognoz ruszamy w skały w piątek.  Po długich debatach wybieramy cel Suchy Połeć, który pozostał suchy jednie w nazwie. Na skałce oprócz nas nikogo nie ma, nie zastanowiło nas to ani na chwilę ,a powód tego stanu poznaliśmy już niedługo. Po zrobieniu rozgrzewkowej drogi walczymy z Modrzewiowymi lotami (VI.2+), niestety walkę przerywa zlewa. Czekając na okno pogodowe rozpalamy grilla i obserwujemy cierpliwie jak z okapu tworzy się wodospad. Mimo, to jakimś cudem udaje się wreszcie poprowadzić drogę choć w dwóch miejscach była kompletnie zalana. Potwierdziła się stara prawda, że nie ma złej pogody jest tylko słaba psycha:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę natomiast jedziemy do Doliny Będkowskiej, gdzie trzeba było także walczyć z nieprzyjazną wspinaczom pogodą – tym razem z upałem.  Na początek wspinamy się w cieniu na Wielkiej Niewiadomej (VI.1) oraz na Płycie Sasa (VI.1). Niestety z biegiem dnia słońce nas dopada, dlatego patentowanie Okapiku 22lipca ( VI.3+) staje się wyjątkowo męczące, drogę puszcza dopiero, gdy na skale wieczorem znów pojawia się cień.  Na zakończenie dnia udaje się wyrównać zeszłoroczne porachunki z Kakofonią (VI.2+).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Góry Harz - rowerami na Brocken|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow.: Krzysztof Hilus, Eryka Hilus|04 - 05 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Celem było wyjechanie rowerami górskimi na najwyższy szczyt gór Harz – Brocken (1149). Góry leżą niemal w geometrycznym środku Niemiec. Jeszcze nie tak dawno przebiegała tu granica dwóch państw niemieckich a zarazem wrogich bloków militarnych (na szczycie pozostała infrastruktura z tamtych czasów + nowe budowle). Inspiracją jednak był sam Brocken jako że od szczytu bierze się nazwa tzw. Widma Brockena. Podobno ponad 300 dni w roku jest tu fatalna pogoda ale my trafiamy widocznie na anomalię. Świeci słońce a z kopulastej góry rozlega się widok na dalekie niziny. Góra znana z sabatów czarownic i różnych legend. Może coś w tym jest bo piekielnie wieje. Zjeżdżamy inną drogą, bardzo piękną i dość atrakcyjną. Wycieczkę zaczęliśmy i skończyli w Wernigerode. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Szwajcaria Saksońska|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|02 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niespełna 2 dni zwiedzamy ciekawy obszar skałkowy (piaskowce) zwany Szwajcarią Saksońską. Skały do 200 m wysokości robią imponujące wrażenie, zwłaszcza w przełomie Łaby. Tysiące dróg wspinaczkowych czeka na swoich pogromców. Kombinacją szlaków (przeważnie tzw. Malerweg) obchodzimy południowy rejon, super ciekawy zwłaszcza pod względem wspinaczkowym ale i geologicznym. Spotykamy jednak tylko 2 wspinaczy łojących jedną z imponujących ścian. Drogi rzadko obite. Wszędzie dobre warunki do biwaku (okapy), brak wody. Cały rejon tonie obecnie w soczystej zieleni. Ludzi nie wiele. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA/SZWAJCARIA: Wycieczka narciarska w masywie Silvretty|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|30 04 - 03 05 2012}}&lt;br /&gt;
Powoli kończąc sezon skitourowy, zasadniczą część majowego weekendu spędziliśmy w masywie Silvretty, położonym na granicy austriacko-szwajcarskiej. Trawers tego masywu z wschodu na zachód jest skitourowym klasykiem, w przewodnikach opisywanym jako stosunkowo łatwa trasa, przyjemna do pokonania wiosną. My w ciągu czterech dni przebyliśmy ok. połowę jego długości, mamy nadzieję, że tę lepszą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocnej podróży z Polski, naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w gorące poniedziałkowe południe, w miejscowości Galtür,&lt;br /&gt;
z parkingu w dolinie Jamtal. Po piętnastu minutach marszu pojawił się śnieg, choć mokry, to umożliwiający jednak&lt;br /&gt;
podchodzenie na fokach. Droga do schroniska Jamtalhütte (2 162 m n.p.m.) upłynęła nam zaskakująco szybko - zajęła nam&lt;br /&gt;
około trzech godzin. Dzięki temu mieliśmy sporo czasu na nadrobienie braków w śnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko Jamtalhütte, w zasadzie jak wszystkie w tym rejonie, zostało zbudowane z myślą o dziesiątkach&lt;br /&gt;
gości. Podczas naszej wizyty, obłożenie miejsc było zresztą całkiem spore. Co ciekawe, średnia wieku gości, głównie&lt;br /&gt;
niemieckojęzycznych, była na poziomie 40+. Przy kolacji ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę z Basią i Tomkiem, których&lt;br /&gt;
poznaliśmy na parkingu i którzy mieli podobne do naszych plany (pozdrawiamy!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego poranka wyruszyliśmy w stronę kolejnej chatki. Warunki uległy znacznemu pogorszeniu.&lt;br /&gt;
Podchodząc przez lodowiec Jamtalferner na przełęcz Obere Ochsenscharte (ok. 2 900) poruszaliśmy się przez cały czas w chmurze.&lt;br /&gt;
Na szczęście na tej trasie odcinki pomiędzy schroniskami są dosyć krótkie i zanim zaczął padać deszcz, zjechaliśmy&lt;br /&gt;
przez Vermuntgletscher do doliny Ochsental i znajdującej się w niej Wiesbadener Hutte (na wys. 2 443). Tam&lt;br /&gt;
zastaliśmy międzynarodowe towarzystwo - czeską obsługę i gości z Austrii, Czech, Niemiec, Francji i Hiszpanii. Ze względu&lt;br /&gt;
na padający deszcz, stoły w jadalni zapełniły się szybko, a po kolacji wino pobudziło wielu do śpiewów. Choć my&lt;br /&gt;
poszliśmy spać wcześnie, nie sądzę, żeby wszyscy goście dostosowali się do ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny odcinek okazał się być esencją tego wyjazdu. Podejście na przełęcz Fuorcla dal Cunfim (3043) upłynęło nam&lt;br /&gt;
w dosyć niepewnej i wietrznej pogodzie. Jednak kiedy przekroczyliśmy granicę szwajcarską, wiatr ustał a zza chmur&lt;br /&gt;
wychyliło się słońce. To przejaśnienie wstrzeliło się w dokładnie ten moment, w którym go potrzebowaliśmy - zjazd&lt;br /&gt;
lodowcem Silvrettagletscher. Było to fenomenalne przeżycie - długi, stosunkowo łagodny zjazd bez przeszkód&lt;br /&gt;
terenowych, bez szczelin, po prostu wspaniała rzecz na koniec sezonu. Spodobało się nam na tyle, że po dotarciu do&lt;br /&gt;
Silvrettahutte (2 341) postanowiliśmy przeżyć to jeszcze raz i podeszliśmy ponownie pod przełęcz Silvrettapass (3 003).&lt;br /&gt;
Za drugim razem nie było już jednak tak samo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W szwajcarskim schronisku Silvrettahutte dla odmiany było pusto. Oprócz nas, w chatce spali tylko dwaj Hiszpanie,&lt;br /&gt;
z którymi nawiązaliśmy znajomość przy kolacji. Kto wie, może następnym razem Pireneje? Z powrotem do Austrii wracamy w&lt;br /&gt;
czwartkowy ranek przez przełęcz Rote Furka (2 688). Zjazd na północ okazał się dosyć nieprzyjemny - z początku śnieg&lt;br /&gt;
był zmrożony, aby po zjeździe do doliny Klostertal bez żadnych etapów pośrednich przejść w mokrą, hamującą breję. Aby poruszać się w niej w dół, i tak trzeba było się odpychać kijkami. Mimo sporego zachmurzenia, temperatura w dolinie sięgała kilkunastu stopni.&lt;br /&gt;
Choć początkowo planowaliśmy przedostanie się do kolejnej chatki (Saarbrucker Hutte), podjęliśmy tu decyzję, że&lt;br /&gt;
zjeżdżamy na dół. Co z tego, że leży pod nami dobre dwa metry śniegu, skoro pożytek z niego jest niewielki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na koniec długim, powolnym i męczącym niestety zjazdem osiągamy jezioro zaporowe Silvrettastausee (2 032), a następnie&lt;br /&gt;
stamtąd przez Kleinvermunt zjeżdżamy do miejscowości Wirl (ok. 1 700). Po drodze spotykamy naszych hiszpańskich&lt;br /&gt;
przyjaciół, którzy na koniec pomagają odzyskać nam samochód z doliny obok (dzięki!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeba przyznać, że był to wyjazd na którym nauczyliśmy się czegoś nowego o Alpach. Było to nasze pierwsze&lt;br /&gt;
doświadczenie z taką ilością lodowców, do których tym razem podeszliśmy z należytą powagą. Trasa, którą&lt;br /&gt;
przebyliśmy nie była wymagająca - raczej przeciwnie, byliśmy zaskoczeni krótkimi odcinkami pomiędzy&lt;br /&gt;
schroniskami. Faktem jest, że zmienna pogoda, halny wiatr i ciężki, niebezpieczny popołudniami śnieg nie pozwalały na wiele&lt;br /&gt;
więcej - chyba, że na zabranie ze sobą więcej książek :-)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mapka z trasą naszej wędrówki: http://nocek.pl/wiki/images/Silvretta_2012_Trasa.png&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - na nartach przez 4 przełęcze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, SBB: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer, Zosia Chruściel, Jakub Krajewski, Kazimierz Ślęk|1 05 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień upalnie. Z bielszczanami spotykamy się w Kuźnicach i w zasadniczej grupie pokonujemy na nartach skiturowych trasę do Murowańca a dalej na przeł. Karb (Teresa poszła na Kasprowy i zjechała oraz zeszła tą samą drogą). Potem zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego – podejście na Zawrat (2156), krótki zjazd do dol. 5 Stawów i króciutkie podejście na przeł. Schodki (2065) na której sterczał duży nawis, który pokonujemy bokiem z czekanami. Następnie fajny zjazd do Pustej Dolinki i stromo na Kozią przeł. (2137). Dalej część ekipy zjeżdża z samej przełęczy a część schodzi nieco niżej i wszyscy zjeżdżamy aż do Murowańca (po drodze Zosia ma przygodę z nartą). Z hali „krzesełkiem” wyjeżdżamy na Kasprowy. Bielszczanie jeszcze zostają a ja zjeżdżam przez Goryczkową do Kuźnic (10 minut muszę już nieść narty bo śnieg topniał w oczach).  Zdążyłem tuż przed burzą. Była to dość zdrowa wyrypa (1682 m przewyższenia). Tu zdjęcia z nart i jaskini:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2012%2F4-przelecze&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Goryczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysiki&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|30 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dość żmudnych poszukiwaniach (fatalny opis dojścia) docieramy do otworu jaskini Goryczkowej (w sumie dojście banalne ale to wiemy teraz). Zwiedzamy jaskinię, która tworzy dość zagmatwany labirynt. Niespełna 2 godziny zajmuje nam obejrzenie jaskini. Wracamy na kamping pod Krokwią gdzie mieliśmy namiot.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin, rowery i spływ|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, i inni|29 04 - 02 05 2012}}&lt;br /&gt;
Za miejscówkę obraliśmy zalew Poraj, co przy letniej pogodzie okazało się dobrym rozwiązaniem. Przez niecałe 4 dni na przemian wspinamy się w Suliszowicach i Mirowie oraz pokonujemy ciekawe wycieczki rowerowe oraz relaksacyjny spływ pontonowy rzeką Białką (okolice Lelowa). Po każdym dniu, co odważniejsi kąpią się w zalewie Porajskim o temperaturze wody już nie wiosennej, lecz jeszcze nie letniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2592</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2592"/>
		<updated>2012-05-04T09:46:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''29 04 2012''' - Jura - wspinanie w Suliszowicach&lt;br /&gt;
* '''28 - 29 04 2012''' - Jura - spotkanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
* '''13 - 23 04 2012''' - WŁOCHY: Sardynia - wspinanie&lt;br /&gt;
* '''22 04 2012''' - Tatry Wys. - Zadni Granat na nartach&lt;br /&gt;
* '''21 - 22 04 2012''' - Tatry Zach. - jaskinia Czarna&lt;br /&gt;
* '''15 04 2012''' - SŁOWACJA: Tatry Zach - skitura na Brestową&lt;br /&gt;
* '''10 04 2012''' - Jura - wspinaczki na Grochowcu&lt;br /&gt;
* '''8 04 2012''' - Beskid Żyw. -  skitura na Rysiankę&lt;br /&gt;
* '''31 03 - 07 04 2012''' - GRUZJA: Skitoury&lt;br /&gt;
* '''30 - 31 03 2012''' - Tatry Zach. - jaskinia Zimna&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2591</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2591"/>
		<updated>2012-05-04T09:44:23Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Suliszowicach|Ola i Wojtek Rymarczykowie z Zosią, Sara i Mateusz Górowski z Julianem , Asia Wasil, Łukasz Pawlas, Wojtek Sitko, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|29 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poszukiwaniu zacienionej skały, spokoju i terenu dobrego do leżakowania wyruszyliśmy do Suliszowic. Wybór skałki (Kazalnica Suliszowicka) nie był łatwy, ale myślę że pomysł się sprawdził. Wojtek i ja tradycyjnie byliśmy pierwsi pod skałami, ale z biegiem dnia nasza ekipa urosła do imponujących rozmiarów. Pierwszy wyjazd w skały mają już za sobą Zosia i Julian, z moich obserwacji wynika że obydwoje  byli po prostu zachwyceni skałami:) przy czym Zosia przejawia także zainteresowanie speleologią (niedaleko pada jabłko...). Mimo młodego wieku już rozpoczęli solidny trening wspinaczkowy-póki co skoncentrowali się na wizualizowaniu przyszłych prowadzeń. Reszta ekipy mimo upału w pocie czoła walczyła z pięknymi, przewieszonymi drogami, padły m.in.: Osiedle Leśne VI.1, Dziecinny Trawers V, Osika VI.2, Drzewiec VI.3, Prawe Kazanie VI.2+.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spotkanie w Rzędkowicach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Proksza, Grażyna i Andrzej Ciołek, Wiesław (Esi) i Iwona Piotrowska, Jacek i Iza Kazimierczak oraz osoby tow. |28 04 - 29 04 2012 - reszta siedzi tam cały tydzień}}&lt;br /&gt;
Jak co roku ma majówkę byli członkowie klubu robią sobie spotkanie w uroczym miejscu za skałkami rzędkowickimi. Słoneczna pogoda napędziła wspinaczy więc skałki sobie odpuszczamy (z sportu uprawialiśmy łucznictwo) a wieczór przy ognisku upływa na wspomnieniach z dawnych lat (tzn z przed wieków). Wyjazd być może piknikowy ale jakże potrzebny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sardynia - wspinanie|Ania Bil, Karol Jagoda, Damian Żmuda (RKG), Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Katarzyna Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; - os. tow.|13 04 - 23 04 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
	&amp;lt;P ALIGN=CENTER STYLE=&amp;quot;margin-bottom: 0.2cm&amp;quot;&amp;gt;MOMENTO&lt;br /&gt;
	MAGICO&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/UL&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ciągnie się?! &amp;amp;ndash; pyta lub może raczej stwierdza Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nie wiedzieliśmy, że idzie za nami. Jej czołówka wyłania się z&lt;br /&gt;
ciemności i oświetla kilka otworów przed nami. Damian zagląda do&lt;br /&gt;
pierwszego z nich. Potem wspina się do następnego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Zatkane mułem! Trzeba by kopać!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina skręca w lewo.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tutaj widać światło!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To pewnie przejście do jaskini, którą mijaliśmy na zewnątrz &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
odpowiada Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Paulina idzie tamtą drogą. Mu już mamy zawrócić, gdy światło&lt;br /&gt;
czołówki wpada do otworu, którego dotychczas nie zauważyliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
Meander zakręcił gwałtownie w prawo. &lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jest ciąg &amp;amp;ndash; mówi Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- To chyba nie zawsze tak wygląda? &amp;amp;ndash; pytam.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy spokojnie przed siebie. Nie musimy się pochylać. Tylko&lt;br /&gt;
nasze buty stają się coraz cięższe. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dochodzimy do progu. Otwór ponad naszymi głowami byłby&lt;br /&gt;
dostatecznie duży, by przejść przez niego ze sprzętem. Nie mamy go&lt;br /&gt;
jednak. Nie przyjechaliśmy tu na eksplorowanie jaskini.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- O, prożek &amp;amp;ndash; mówi Paulina doganiając nas tutaj. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zawracamy. Niezbyt chętnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czujecie jak tu ciepło? &amp;amp;ndash; pyta Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście. Cieplej niż w południowym słońcu, które oślepia nas&lt;br /&gt;
przy wyjściu. Pokonujemy krótki odcinek plaży i wchodzimy do morza,&lt;br /&gt;
żeby opłukać buty z grubej warstwy gliny. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Damian idzie się wspinać. Drogi są obite na wejściach do jaskiń,&lt;br /&gt;
ciągnących się wzdłuż wybrzeża.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ja jeszcze długo opłukuje jasne sandałki i pończochy, które&lt;br /&gt;
założyłam do letniej sukienki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Sardynia...&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Cholera i co teraz zrobimy?&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Odwracamy się wszyscy. Tuż za samochodem stoi osioł. Jedno z wielu&lt;br /&gt;
zwierząt puszczonych samopas pośród gór. Stada krów, owiec i kóz&lt;br /&gt;
włóczą się tu samotnie potrząsając wielkimi dzwonkami. Osła też&lt;br /&gt;
słyszeliśmy na długo przed tym jak się pojawił. Wygląda jak wielka&lt;br /&gt;
figurka ze sklepu z pamiątkami i najwyraźniej tak właśnie traktują go&lt;br /&gt;
turyści. Zwierze udaje, że nie jest nami zainteresowane nawet, gdy&lt;br /&gt;
próbujemy cofnąć wprost na niego.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol wysiada i odciąga osła od samochodu. Wyjeżdżamy z parkingu,&lt;br /&gt;
gdy wielka maskotka znajduje nowy sposób, żeby nas zatrzymać.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przez otwarte okno osioł wkłada łeb do środka. Cierpliwie czeka na&lt;br /&gt;
zdjęcia. Nieco mniej cierpliwości ma Damian. Rusza powoli zmuszając&lt;br /&gt;
sardyńską atrakcję do zmiany strategii. Osioł przytula łeb do&lt;br /&gt;
samochodu jak ocierający się kot. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Stój, stój! &amp;amp;ndash; krzyczą dziewczyny.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Przerośnięta figurka zrozumiała już jednak, że turyści próbują się&lt;br /&gt;
wymknąć. Osioł staje dęba i uderza kopytami o drzwi samochodu.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Jedź! Jedź!&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Poczekam na ciebie &amp;amp;ndash; mówi Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Nie, idź &amp;amp;ndash; odpowiada Damian wyraźnie zaskoczony tym&lt;br /&gt;
pomysłem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania zaczyna więc pierwsza. Drogi wiodą tuż obok siebie &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
6b+ Ani i 7a Damiana. Asekurantów dzieli odległość kilku kroków.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Ania dociera do pierwszego resta i już tutaj dogania ją Damian.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Przegonisz mnie &amp;amp;ndash; zauważa dziewczyna z zaskakującą obawą w&lt;br /&gt;
głosie i chociaż jest to droga na granicy jej możliwości chce jak&lt;br /&gt;
najszybciej podjąć pościg.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Ania spokojnie! Wyrestuj do zera! &amp;amp;ndash; krzyczy Paulina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dobra rada asekuranta. Tym bardziej, że wkrótce Damian będzie&lt;br /&gt;
restował i Ania znów wysunie się na prowadzenie. Od tej pory będą ich&lt;br /&gt;
dzieliły tylko dwie minuty opóźnienia, z którym Damian zaczął swoją&lt;br /&gt;
drogę. Te dwie minuty przełożą się na odległość, którą jest w stanie&lt;br /&gt;
objąć aparat przy maksymalnym zbliżeniu. Ani razu nie oddalą się&lt;br /&gt;
bardziej od siebie. Dopingowani przez przekrzykujących się&lt;br /&gt;
asekurantów miną linię gór widocznych w oddali. Dla nas &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
stojących na dole &amp;amp;ndash; zmienią się w ciemne postacie na tle&lt;br /&gt;
szarzejącego błękitu nieba. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pierwszy okrzyk zwycięstwa będzie należał do Ani. Dwie minuty&lt;br /&gt;
później swoją drogę skończy Damian. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dwa rekordy padną obok siebie i chociaż do zachodu słońca zostanie&lt;br /&gt;
niecała godzina jeszcze tego dnia Paulina zdąży poprowadzić 6b.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Na kolejnej fali ponton wylatuje w powietrze. Czy można opaść&lt;br /&gt;
twardo na powierzchnię wody? Nie wydaje mi się, a jednak trudno&lt;br /&gt;
nazwać nasze lądowanie miękkim. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Płyniemy na pełnym gazie. Mamy niewiele czasu, by dotrzeć do Cala&lt;br /&gt;
Goloritz&amp;amp;egrave;. Wszyscy jednak wiemy, że nie o czas tutaj chodzi.&lt;br /&gt;
Może być on, co najwyżej, wygodnym pretekstem, którego przecież tak&lt;br /&gt;
bardzo nie potrzebujemy. W końcu dryfty nie przyśpieszą dotarcia do&lt;br /&gt;
celu, a jeśli przewrócimy ponton z całym sprzętem, mogą go skutecznie&lt;br /&gt;
uniemożliwić. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nieważne. Nie potrzebujemy pretekstu ani logicznych argumentów.&lt;br /&gt;
Wystarczy nam prędkość. Wystarczy nam adrenalina.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Cala Goloritz&amp;amp;egrave; &amp;amp;ndash; dwie groty, którym nie przyglądamy&lt;br /&gt;
się nawet z bliska. To tylko granica. Po jej przekroczeniu możemy&lt;br /&gt;
zawrócić z przekonaniem, że nic nas nie ominęło.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Mamy jeszcze godzinę, czyli dokładnie tyle, ile potrzeba na&lt;br /&gt;
dopłynięcie do portu. Paulina zmienia Karola za sterem czy może&lt;br /&gt;
raczej za kierownicą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Morze jest tak niebieskie jak na widokówkach rozdawanych turystom&lt;br /&gt;
w tutejszych hotelach. Paulina wpływa na pełnym gazie w stadko mew,&lt;br /&gt;
które przysiadły na wodzie. Ptaki wzbijają się w powietrze szybko i&lt;br /&gt;
bezgłośnie, jakby od początku były tylko fatamorganą.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Dziś udajemy turystów. Powinniśmy położyć się i rozkoszować&lt;br /&gt;
bezchmurnym niebem. Zamiast tego obserwujemy skały wyznaczające linie&lt;br /&gt;
wybrzeża. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Spójrzcie jaka tam by była wielowyciągówka &amp;amp;ndash; Damian&lt;br /&gt;
wskazuje górę, której jedno zbocze wydaje się pionowe i zupełnie&lt;br /&gt;
gładkie. Skalna ściana sięga aż do szczytu. Nawet Karol przyznaje, że&lt;br /&gt;
to musiałoby być ciekawe wspinanie. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Tyle fajnych dróg i wszystkie nieobite &amp;amp;ndash; wzdycha prezes&lt;br /&gt;
klubu grotołazów obserwując wejścia do jaskiń. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Karol kładzie się na przodzie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Czuje się zupełnie jak na wakacjach &amp;amp;ndash; mówi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Śmiejemy się.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Uważaj, bo następnym razem pojedziesz na wczasy all inclusive.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zbywa nas milczeniem. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Naprawdę bardzo fajny dzień restowy &amp;amp;ndash; dokańcza myśl, którą&lt;br /&gt;
mu przerwaliśmy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Rzeczywiście całkiem udany dzień restowy. Na Cala Lunie, gdzie&lt;br /&gt;
mogliśmy się dostać tylko od strony morza, Karol pociągnął 7a RP. W&lt;br /&gt;
rejonie, do którego pojedziemy, jak tylko oddamy ponton, zdąży&lt;br /&gt;
poprowadzić nie więcej niż dwie drogi.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Zachód słońca nad Dorgali. Sardyńskie miasteczko, zatopione w&lt;br /&gt;
górach. Żadnych wielkich zabytków, kilka ciekawych budynków, kilka&lt;br /&gt;
spożywczych marketów. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Wyobrażacie sobie, że są ludzie, którzy mieszkają tu tak po&lt;br /&gt;
prostu? Wiecie o co mi chodzi? &amp;amp;ndash; pyta Ania.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiemy. Przyjeżdżamy tu jak turyści zachwycając się pięknymi&lt;br /&gt;
widokami. Czy potrafimy wyobrazić sobie jak to jest codziennie budzić&lt;br /&gt;
się i widzieć te góry przez okno? Zdobywać skaliste szczyty w ramach&lt;br /&gt;
niedzielnego spaceru.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Podoba mi się Sardynia, bo ma tożsamość &amp;amp;ndash; mówi Damian. &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
Tutaj czuć historię. Tutaj czujesz, że jesteś gdzieś.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Powoli zapada zmrok. Zaczyna grać muzyka na żywo. Przyjemne&lt;br /&gt;
rockowe brzmienie dociera do nas bardzo wyraźnie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Może jak skończymy się wspinać pójdziemy na ten koncert &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
proponuje Ania zakładając buty wspinaczkowe.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Droga, na którą wchodzi nie jest dla niej trudna, więc spokojnie&lt;br /&gt;
poradzi sobie bez światła. Paulina też jeszcze się wspina. Expressy&lt;br /&gt;
ściąga już w świetle czołówki.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Po ciemku schodzimy ze skał nad Dorgali. Rockowe brzmienie&lt;br /&gt;
wypełnia dolinę. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Siadam na skale. Z trzech stron otacza mnie gładka ściana,&lt;br /&gt;
niezakłócona nawet srebrnym odblaskiem ringów. Doszłam tu jednak&lt;br /&gt;
spokojnie jak po chodniku.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wiatr szarpie ubranie. Pod skałami jest dzisiaj ciepło, ale tu &amp;amp;ndash;&lt;br /&gt;
na górze &amp;amp;ndash; wieje nieustannie. Jeśli się odwrócę zobaczę w&lt;br /&gt;
oddali rząd białych wiatraków. Z tej odległości wydają się nie&lt;br /&gt;
większe niż drzewa. Ja jednak patrzę na skały.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Maleńka postać w oddali wydaje się być bardzo wysoko. Nie widzę&lt;br /&gt;
kim jest ten człowiek. Myślę tylko, że to nikt od nas, bo to, co robi&lt;br /&gt;
wydaje się niemożliwe. Droga najwyraźniej jest przewieszona.&lt;br /&gt;
Kilkakrotnie odlatują mu nogi. Oczywiście nic mu nie grozi, ale z tej&lt;br /&gt;
odległości nie widać lin. Widać tylko mężczyznę zawieszonego na&lt;br /&gt;
samych rękach, wysoko na skale. Klasyczna scena z filmów akcji na&lt;br /&gt;
żywo robi zupełnie inne wrażenie.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Wyciągam aparat i robię zdjęcie. Bez większego przekonania. To tak&lt;br /&gt;
jak fotografowanie widoku ze szczytu góry. Nie da się utrwalić ani&lt;br /&gt;
tego obrazu, ani tej emocji, którą wywołuje. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Postacią na skale był Karol. Zrobił wtedy 7b. Zdjęcie wyszło&lt;br /&gt;
zupełnie nieudane. Oczywiście.&lt;br /&gt;
&amp;lt;BR&amp;gt;&amp;lt;BR&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Idziemy wzdłuż plaży w Cala Gonome. Trudno znaleźć to miejsce w&lt;br /&gt;
podrasowanych photo shopem ulotkach dla turystów. Trudno też próbować&lt;br /&gt;
je opisać. W innej sytuacji powiedziałabym, że piękno tego miejsca&lt;br /&gt;
jest złamane. Tutaj jednak lepiej użyć słowa &amp;amp;bdquo;pęknięte&amp;amp;rdquo;.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Plaża jest pusta i czarno-biała. Biała nierówną powierzchnią&lt;br /&gt;
wapienia wygładzonego przez morze. Czarna rozrzuconymi głazami lawy.&lt;br /&gt;
W tym miejscu woda nie ma ładnego, lazurowego odcienia, a przejście&lt;br /&gt;
spod skał do portu nie przypomina spaceru. Kamienna powierzchnią jest&lt;br /&gt;
mocno spękana, wypełnione wodą niecki zdradliwe, a kawałki lawy&lt;br /&gt;
ruchome. &lt;br /&gt;
&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;O tej porze roku można tu spotkać tylko wspinaczy, a i tych jest&lt;br /&gt;
niewielu. Docieramy do portu, pakujemy sprzęt do samochodu. Ania chce&lt;br /&gt;
zrobić grupowe zdjęcie. Zdejmujemy więc kurtki, koszulki i udajemy,&lt;br /&gt;
że jest nam ciepło. Jednocześnie musimy zerkać czy wiatr nie porywa&lt;br /&gt;
naszych rzeczy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Pogodę tego dnia mamy zresztą idealną. Idealną na wspin.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;*&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nasz pierwszy dzień w Isili. Podchodzimy pod skały. Trudno tutaj o&lt;br /&gt;
nieprzewieszoną drogę. Skala trudności zaczyna się od 6a, takich&lt;br /&gt;
jednak nie ma zbyt wiele.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Nazwa każdej drogi jest wypisana na ścianie czarnym markerem. Cyfr&lt;br /&gt;
nikt nie podaje, a w różnych topo będą się one różniły.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Drogi są ciekawe. Dużo klam i bardzo dużo dziur w skale.&lt;br /&gt;
Przeważnie w jednym miejscu można wykorzystać kilka różnych patentów,&lt;br /&gt;
a dwie osoby opracują zupełnie odmienne sekwencje.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;Podchodzimy pod skały. Karol prowadzi nas do drogi, którą zdążył&lt;br /&gt;
wybrać, gdy piliśmy kawę. Czarny napis na pomarańczowej ścianie&lt;br /&gt;
brzmi: MOMENTO MAGICO.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&amp;lt;P&amp;gt;- Od tego zaczniemy.&amp;lt;/P&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Zdjęcia do obejrzenia w Galerii''' : http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FSardynia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Zadni Granat i inne - wyjazd skiturowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomek Pawlas|22 04 2012}}&lt;br /&gt;
Ładny słoneczny ranek w Kużnicach, brak ludzi. Młodzież rzuca propozycją wyjazdu kolejką na Kasprowy. Trochę rozterki ale w chwilę później zapinamy narty na rozhukanym Kasprowym. Wkrótce zostawiamy zgiełk Kasprowego i podążamy granią przez Beskid (2012),  przeł. Liliowe (1976), Skrajną Trunię (2096) na  Skrajną Przeł. (2071). Początkowo planowaliśmy zjazd z Świnickiej przełęczy lecz grupka skiturowców, która tam podchodziła ostrzegła nas przed dużym zalodzeniem. Zjeżdżamy przeto  Skrajnym Żlebem aż do Zielonego Stawu. Zjazd piękny i ciekawy. Potem kawałek na Karb i kolejny zjazd do Czarnego Stawu Gąsienicowego pod ścianami Kościelca. Od Zmarzłego Stawu idziemy do Koziej Dolinki a potem na Zadni Granat (2240). Trzeba przyznać, że górna część podejścia w różnym gatunkowo śniegu była niezbyt przyjemna. Na szczycie długo nie bawimy. Zjazd szerokimi polami śnieżnymi był super (zwłaszcza dla Tomka na telemarkach).  Czarny Staw pokonujemy po lodzie (trochę stresu bo były miejsca gdzie narty się topiły). Szczęśliwie jednak docieramy do Betlejemki. Na deser jest przełęcz Mechy (1682) i zjazd do Kasporwej Doliny. Po dziewiczych stromych śniegach śmigamy do żlebu opadającego z przełęczy a potem już w lesie po niesamowicie ciekawej pod względem terenu  trasie docieramy do szlaku i nartostrady z Kasprowego, którą zjeżdżamy do Kuźnic. Mimo wjazdu na Kasprowy robimy jeszcze ponad 1100 m deniwelacji. Pod każdym względem bardzo ciekawy wyjazd.. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FZadniGranat&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Czarna|Krzysztof Atamaniuk, &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|20 - 21 04 2012}}&lt;br /&gt;
Na początku miała być Miętusia Wyżnia. Warunki pogodowe panujące w Tatrach korygują jednak nasze plany i w ramach rekompensaty, decydujemy się na trawers jaskini Czarnej. Wyruszamy późną piątkową porą. Droga w stronę Tatr upływa nam nadspodziewanie szybko, i dobrze, bo mamy sporo czasu, by móc przygotowac się logistycznie do czekającej nas akcji. Ten „mini” wykład co robić będziemy, jak to robić będziemy, i kiedy, uświadamia nam, że czeka nas „małe” wyzwanie – ale co tam, musimy dać radę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę pobudka o nieludzkiej porze (kto w wolny dzień wstaje o 5.30...), szybkie śniadanko i w drogę. Pogoda dopisuje, mały deszczyk przestaje kapać dosłownie w momencie jak wsiadamy do auta, by z Witowa podjechać do wylotu doliny. Droga doliną Kościeliska już bez śniegu, za to w otoczeniu polan, na których skrzy się od fioletowych barw – tatrzańskie krokusy, obwieszczają wiosnę. Podejście do Czarnej, też już nie w zimowym krajobrazie, pozwala nam o godzinie 8,15 dotrzeć do otworu jaskini. Niedługo po nas pojawia się ekipa z Bielska. Nietracąc zatem czasu, wskakujemy w odświętne ubranka, zakładamy szpilki i kapelusze i zaczynamy zabawę. Wlotówka szybko za nami, choć bez drobnych problemów się nie obyło.  Docieramy do prożku Rabka. Tutaj pierwsza wspinaczka, niewinna, w prównaniu z tym co czeka na nas potem. Ogrom i piękno Sali Francuskiej, jak zawsze robi wrażenie. Tuż za nią pierwszy trawersik – Herkulesa, który udaje nam się szybko pokonać, w porównaniu do Komina Węgierskiego, który zatrzymuje nas na dłuższy czas. Ta trójeczka, jest co dla niektórej, zdecydowanie w zaniżonej skali. Walka skończyć musiała się sukcesem, ale  przeogromna ilość siniaków, jest wysoką ceną którą trzeba było za to zapłacić ..(o spódniczce trzeba zapomnieć na conajmniej dwa tygodnie)... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie tracąc czasu, szybko mkniemy, by przygotować się do zjazdu Studnią Smoluchowskiego. W Jeziorku Szmaragdowym zdecydowanie więcej wody, niż za ostatnim razem. Krótka sesja fotograficzna (choć ta akcja będzie chyba jedną z lepiej udokumentowanych, dzięki testowi, jaki musiała przejśc nowo zakupiona lampa błyskowa Matusza)....Trawersując jeziorko, niepotrafiłam sobie odmówić sprawdzenia jaką temperaturę ma woda w nim, przynajmniej jedną nóżką, ale trzeba było – stwierdzam zdecydowanie zimna, nawet dwie pary skarpet i kilka kolejnych warstw ubrania nie pozwalają czuć inaczej...Jak się później okazuje to niejedyna kąpiel tego dnia, ale o tym narazie cicho sza. Prożek Furkotny też kapie wodą, która mobilizuje do szybkiego wspinu po nim. Prewieszona Wanta zostaje trzema misternymi obrotami sromotnie pokonana przez Mateusza. Pod Kominem Furkotnym, znowu wodospadzik. To najlepsza zapowiedź tego co przed nami. Ślimakiem w dół, następnie trawersem mijamy Studnię Imieninowej, już planujemy szybki zjazd Brązowym Progiem, a tu niespodzianka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed nami wody po kolana, której końca nie widać. Nie pozostaje nam nic innego jak zdjąć buty, podkasać nogawki i przed siebie. A tu znowu życie zaskakuje, za rożkiem, mała ciasnotka, którą trzeba pokonać na „kaczuszkę”...Cóż już nie tylko mokre stópki...Ale dajemy dalej do przodu, szybki zjad Brązowym Progiem, spacerkiem do Sali Św. Bernarda i stajemy przed Progiem Latających Want. Chłopaki wspaniale radzą sobie z tą ostatnią przeszkodą, a mnie ogarnia niespotykana słabość, fizycznie nie jestem zdolna do niczego. Tylko dzięki doświadczeniu, niesłychanej cierpliwości i motywacji  Mateusza, udaje mi się pokonać ten ostatni odcinek, choć przez głowę nie raz nie dwa przemyka myśl, że ja tu zostanę, że nie dam rady.To wszystko powoduje,że z jaskini wychodzimy dobrze po godz. 23.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanim osiągniemy pod stopami w miarę równą płaszczyznę mija kolejna godzinka – tyle dobrze,że na zejściu z jaskni, ktoś rozwiesił już liny. Z tej strony jeszcze w miarę sporo śniegu, który też momentami ułatwia nam zejście. Na dowidzenia miły spacerek czerwonym szlakiem, gdyby nie tylko te mokre spodnie i butki. Z Kir na Śląsk, wyruszamy ok, godz. 2 w nocy, witając poranek w własnych łóżeczkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Brestową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Maciej Dziurka, Kasia Jasińska, Michał Wyciślik, Łukasz Pawlas|15 04 2012}}&lt;br /&gt;
Deszcz i kiepska widoczność to warunki jakie generalnie towarzyszyły nam w narciarskim wypadzie na Brestową (1934). Startujemy żółtym szlakiem z peryferii Zuberca z wys. 860. Na śnieg trafiamy na wys. ponad 1200 m. Po mokrym śniegu docieramy na Palenicką Przełęcz (1573) skąd szeroką granią dość długim odcinkiem na szczyt Brestowej. Jedynym dobrze widocznym obiektem był słupek z rozpiską szlaków i nazwą szczytu. Zjazd łatwy po rozmiękłych śniegach przeradzających się w firn. Szybko śmigamy w dół do granicy śniegu a potem z buta do auta. Mimo nie najlepszej pogody byliśmy zadowoleni z miło spędzonego dnia w licznej grupie skiturowych &amp;quot;nocków&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinaczki na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Piotrek (os. tow.)|10 04 2012}}&lt;br /&gt;
Masyw skalny Grochowiec między Żelazkiem a Ryczowem był naszym celem wspinaczkowym. Liczyliśmy na pustki bo niby dzień powszedni a tu niespodzianka - może z 10 wspinaczy. Robimy w sumie 10 dróg od IV do VI.1+ (Paweł). Generalnie fajne miejsce, dużo obitych dróg, pogoda dopisała (baliśmy się zimna) więc dzień można uznać za udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w okolicy Rysianki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|8 04 2012}}&lt;br /&gt;
Świąteczny wypad skikturowy tam gdzie jest śnieg. Z ostatniego parkingu w Złatnej po śniegu podchodzimy początkowo szlakiem a potem na przełaj na graniczny szlak w pobliżu przełęczy Szeroki Kamień (Munianske Sedlo) na wys. 922. Potem łagodnie ale długo na Trzy Kopce (1215). Dalej zjazd tzw. Kozim Grzbietm i podejście do schroniska na Rysiance (schronisko niemal puste). Zjazd czarnym szlakiem do auta w Złatnej. W trakcie wycieczki padał śnieg, było -5 st. Warunki dość dobre, na twardym podłożu warstwa świeżego puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRUZJA - Kaukaz - skitoury|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|31 03 - 07 04 2012}}&lt;br /&gt;
Szersza relacja [[Relacje:Gruzja_2012|w sekcji Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tarnowskie Góry - kopalnia zabytkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kempny (os. tow.)|1 04 2012}}&lt;br /&gt;
Po iluś tam w przeszłości wypadach do podziemi tarnogórskich przyszła kolej na zwiedzenie oficjalnej i turystycznej kopalni zabytkowej z przewodnikiem. W programie był więc zjazd szybem Anioł, przejście udostępnionymi fragmentami starych wyrobisk, następnie spływ łodziami chodnikiem odwadniającym i powrót inną drogą do szybu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Zimna|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Ryszard Widuch|30 - 31 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skoro osoba, która pierwotnie miała napisać ten opis stwierdziła cyt. &amp;quot;że nie lubię pisać opisów a zresztą i tak nikt tego nie czyta&amp;quot; to mogę opisać z mojego punktu widzenia jak ten wyjazd wyglądał i nikt się nie mnie nie obrazi...bo ponoć i tak nikt tego nie czyta :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak poprzednimi razami tak i teraz startujemy ze śląska w piątek popołudniu by wieczorem być  na miejscu. I tu pierwsze zaskoczenie - w Zakopanym pada śnieg! Jak to śnieg? Przecież mamy już marzec! Prawie kwiecień! ;) Ale nie byłoby w tym nic strasznego, bo my się śniegu nie boimy, ale w samochodzie którym jechaliśmy ktoś (czyt. ja) już zmienił opony na letnie...co jak się okazało nie było najmądrzejszym pomysłem. Pierwsze problemy zaczęły się już przy parkowaniu pod domem. Tam gdzie normalnie manewrowanie nie nastręczało problemów tym razem nie obyło się bez pchania by stanąć w miejscu gdzie chcieliśmy zaparkować auto. A śniegu było może kilka cm.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Resztę wieczoru spędziliśmy nad rozmyślaniem gdzie idziemy. Czy do Miętusiej Wyżniej czy do Zimnej. Zdecydowaliśmy w końcu iż w związku że jest mokro pójdziemy do Zimnej, bo Miętusia może być za bardzo zalana. Zresztą zdawaliśmy sobie sprawę z tego iż Ponor w Zimnej również może być nie do przejścia, ale skoro już jesteśmy w Zakopanym to nie odpuszczamy i idziemy, chociaż byśmy mieli dojść do Ponora i się wrócić (instruktor zdecydowanie stwierdził iż on moczyć się nie chce...życie jednak zweryfikowało te plany, ale o tym niżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano okazuje się iż śniegu jest więcej niż poprzedniego wieczora, także podejście pod Zimną czasami kończy się zapadaniem po kolana w mokrym śniegu, ale nam to nie straszne. Pod otwór dochodzimy dosyć szybko. Przebieramy się za kratą (co okupiliśmy zjazdem na dupie, bo wejście było oblodzone bardzo) i w drogę.&lt;br /&gt;
Ruszamy w stronę ponoru z duszą na ramieniu czy będzie się dało przejść czy nie. Droga ta nie obyła się bez nerwów, gdyż jeden uczestnik wyprawy nie mogąc się przecisnąć przez lekki zacisk stworzony z lodu po prostu zostawił wór i przeszedł bez niego - bo tak było prościej. Za to ja w tym momencie, gdyż byłem za tym uczestnikiem, stałem się automatycznie w posiadaniu dwóch worów. Po stonowanej reprymendzie słownej ruszyliśmy dalej. Patrząc dookoła wyglądało że jest sucho, co napawało nas optymizmem odnośnie Ponoru...ale myliliśmy się. Jak dotarliśmy pod Ponor wody było co najmniej po kolana i tu nastąpiła konsternacja co robimy dalej...&lt;br /&gt;
Na szczęście Krzysiek i ja zdecydowaliśmy się organoleptycznie sprawdzić jak jest głęboko...i jak zimna jest woda :) Krzyśkowi to wyszło zdecydowanie lepiej, gdyż ja po rozebraniu się do slipek i kasku tak szybko jak wszedłem do wody tak szybko z niej wyszedłem, albo raczej wystrzeliłem :) Ból jaki przeszył moje stopy był niewyobrażalny...jakby mi je w imadle ktoś zgniatał. Także ja za daleko nie doszedłem, za to Krzysiek pokonał Ponor w całości w obie strony i stwierdził że nie zamoczył nawet bielizny, to może byśmy wszyscy przeszli. Tu wzrok został skierowany w kierunku Ryśka, który chyba pod wpływem błagalnego wzroku uczestników (nie wszystkich jak się po akcji okazało) ugiął się i powiedział że w takim razie idziemy...a raczej brodzimy przez wodę. Patenty na przejście były różne...na golasa, na worki do butów, na worki na kombinezon. Lepsze czy gorsze przeszliśmy wszyscy. Ja to nawet nie tyle co przeszedłem co przebiegłem...bo w wodzie może byłem tylko kilka sekund - aż tyle zajęło mi przebiegnięcie w wodzie Ponora na drugą stronę...ale udało się! Po wyjściu z wody było już tylko przyjemniej, bo wszystko było cieplejsze niż woda :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za ponorem Błotny Próg mieliśmy zaporęczowany, także wejście na niego to była tylko formalność. Próg Wantowy okazał się również nie najtrudniejszym zadaniem i tak doszliśmy do Czarnego Komina. Gdy ja do niego dotarłem (zamykałem stawkę) to największy &amp;quot;łojant&amp;quot; wyprawy był już wpięty do asekuracji i zaczynał mierzyć się z Kominem. Po niezliczonych próbach (i lotach) nasz &amp;quot;łojant&amp;quot; dotarł aż do pierwszego batinoxa, by po nastu minutach dać za wygraną i powiedzieć że to się nie da...&lt;br /&gt;
Jako iż tego dnia ja jeszcze nic nie łoiłem, to ósemkę wwiązałem do siebie i zacząłem się wspinać. Okazało się że nie było tak źle jak szkice malują i mimo iż była to ponoć droga V to przy pomocy chwytów na batonach udało się komin pokonać. Czy szybko to nie wiem, bo czas pod ziemią wydaje się być względny...dla tego który się wspina wydaje się że zrobił to szybko...dla reszty to wieczność :) Ale najważniejsze iż byliśmy przed beczką czyli bliżej Korytarza Galeriowego, który miał być naszym celem. Niestety czas czy względny czy bezwzględny to płynął bez zmian i do NCP było coraz mniej godzin, także już po kominie zdecydowaliśmy iż dojdziemy tylko do Chatki. To jak się okazało chwilę później zweryfikowało życie albo raczej jeden z kursantów (celowo nie podaje tu imion, ale myślę że możemy dopasować owego bohatera do zdarzeń które opisuje), gdyż kursant ten wchodząc pod komin nie zabrał spod niego swojego worka z linami na dalszą część trasy co zostało skwitowane kilkoma mniej lub bardziej niedyplomatycznymi słowami przez resztę zespołu :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zważając na upływający czas, na nasze żółwie tempo i na częściowy brak sprzętu (kilka lin miałem w swoim worze jeszcze ja) Rysiek zdecydował się pójść przodem by nadgonić i dojść chociaż do Chatki (jak sprzęt pozwoli). Od tej chwili mogliśmy podziwiać ruchy wytrawnego taternika, który sprawnie zaporęczował Beczkę a potem Biały Komin. Przy beczce chyba niektórym (czyt. nasz bohater) brakowało już wody z Ponoru, bo znów zanurzył swe ciało w jeziorku podczas podchodzenia na linie (po jaskini zaniosło się kilka dźwięków &amp;quot;rzuconego mięsa&amp;quot;) :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety do Chatki nie dotarliśmy, gdyż raz iż bohater po kąpieli nie chciał iść dalej i zdecydował się zaczekać pod beczką, to zbliżała się godzina alarmowa i instruktor zarządził odwrót. Droga powrotna przebiegła nam nad wyraz szybko, ale tu największą zasługę miał Rysiek, który to podjął się deporęczowania lin &amp;quot;na złodzieja&amp;quot; wspólnie ze mną, gdzie ja robiłem jako punkt asekuracyjny (używaliśmy opcji na złodzieja bez karabinka).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do otworu dochodzimy jeszcze za dnia, przebiórka i w stronę samochodu. Na miejscu jeszcze szybki prysznic, gdyż okazujemy się bardziej brudni niż myśleliśmy i w drogę. Opisując powrót można by napisać drugie tyle tekstu jak przebiegała nasza podróż na oponach letnich, gdy podczas naszej akcji śnieg cały czas sypał i nie było go już tylko kilka, ale dobre kilkanaście cm. Drogi publiczne, w tym zakopianka były białe. Już po kilkuset metrach, jeszcze na drodze z Kościeliskiej w kierunku do Zakopanego mijamy jedno auto w rowie, po drodze na Śląsk było ich jeszcze kilka. Biorąc to pod uwagę i to że nie chcieliśmy do nich dołączyć nasza prędkość zmalała z zawrotnych 40 km/h do 30 km/h i byliśmy od tej pory tymi uczestnikami drogi, którzy nazywani są &amp;quot;zawalidrogami&amp;quot;. Ale co tam nazwy i epitety wygłaszane pod naszym imieniem przez innych kierowców, myśmy chcieli tylko dojechać do domu. Czy dojedziemy zwątpiliśmy na zakopiance, gdy ilość opadów tak się nasiliła iż w światłach samochodu było widać tylko wielkie, hipnotyzująco wirujące płatki śniegu, za to nie było widać ani gdzie są pasy, ani gdzie jest krawędź drogi. Łatwiej jechało się na wyłączonych światłach, niż na włączony (przeciwmgłowe też nie pomagały). Tu jakby się dało zwolnilibyśmy jeszcze bardziej, ale to równie dobrze moglibyśmy się zatrzymać i przeczekać gdzieś w zaspie na poboczu. Ile wtedy dałbym za opony zimowe :)&lt;br /&gt;
Na szczęście im bliżej śląska, tym cieplej i mniej opadów. Na Śląsk dotarliśmy ok. północy, gdzie po śniegu nie było śladu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo iż akcja nie do końca poszła po naszej myśli, bo nie dotarliśmy tam gdzie planowaliśmy, ale wróciliśmy szczęśliwi i zadowoleni. Szkoda tylko iż opis nie napisała ta osoba co powinna (która się zgodziła go nawet napisać, jako kolejna która jeszcze tego nie robiła), ale za to opisuje on szczegółowo całą akcję, bez pomijania wstydliwych momentów...których ponoć i tak nikt nie przeczyta, bo przecież nikt tu nie zagląda...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Zimna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Mirowie|Ania Bil, Asia Wasil, Wojtek Sitko,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin, Sławek(os. tow)|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Niedzielny wspin zaczynamy od długich dróg na Turni Kukuczki, lecz z powodu cienia i porywistego wiatru przenosimy się na nasłonecznioną Szafę i Czwartą Grzędę. W promieniach słońca padają drogi jak muchy:  Psychosomatyczny Spleen VI.1+,Mikołajek I Inni Chłopacy VI.3+, Szarpnięcie Z Póły VI.1+, Punk Rock VI.1, Rycerskie Szarpnięcie VI.1+ i przepiękna droga Podniebny Trawers VI.1+ (naprawdę warto ją zrobić!!!) Po tej rozgrzewce jesteśmy chyba już gotowi na uroczyste otwarcie sezonu:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Skitura na Starorobociański Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz|25 03 2012}}&lt;br /&gt;
Ruszamy z Kir. W Kościeliskiej śnieg leży od początku doliny lecz z uwagi na koleiny i przetopy niesiemy narty na plecach. Zakładamy je dopiero na podejściu z schroniska Ornak na Iwaniacką Przełęcz. Z przełęczy podchodzimy na grań Ornaku. Zaczyna wiać. Spotykamy po drodze kilku turystów i skiturowców. Od Siwej Przełęczy (1812) przez Siwe Turnie na Starorobociański Szczyt (2176) podchodzimy w rakach. Po drodze upatrzyliśmy sobie linię zjazdu z szczytu. Pogoda słoneczna. Od północy silny wiatr walący drobinkami śniegu i lodu po twarzach ale na zwietrzanej południowej stronie patelnia i cisza. Pod wierzchołkiem przepinka i zjazd początkowo granią w stronę Kończystego lecz z pierwszej przełączki skręcamy w szeroki i dość stromy żleb opadający wprost na północ ograniczony z prawej strony skalistymi zerwami. Myśleliśmy początkowo, że śnieg będzie bardziej „puszczony” a tu klapa. Zaledwie 1 cm krawędzie chwytały śnieg. Pierwsze metry zjazdu nie pewne lecz potem już bosko. Mkniemy w zalaną słońcem dolinę Starorobociańską. Wkrótce też osiągamy dolinę Chochołowską i ciągle po mokrym śniegu, czasem wodzie zjeżdżamy do Siwej Polany i szlakiem do Kir gdzie zostawiliśmy auto. Najlepiej wszystko obrazują te zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Stararobota&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie w dol. Wiercicy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Golicz, Karol Jagoda|24 03 2012}}&lt;br /&gt;
Chcąc uniknąć tłumów wybieramy mało znany rejon (otwarty dla wspinaczy w grudniu 2011) – Diabelskie Mosty w dolinie Wiercicy. Na parkingu jesteśmy pierwsi, po kilku minutach dojeżdża Ola i leniwie zaczynamy się wspinać. Lecz z każdą godziną ludzi pod skałami przybywa, dlatego też po pysznym obiedzie z grilla, który zaserwowała nam Ola uciekamy przed tłumem na położoną nieopodal Babę (nazwa skały). Na parkingu żegnamy Olę, która musiała wrócić wcześniej. Na Babie razem z nami wspinały się jeszcze tylko 2 osoby. Tam zostajemy już do końca dnia. W sumie padają drogi od VI+ do VI.2+, w tym piękna droga Powrót Piekieł. Skałki w dolinie Wiercicy są godne polecenia ze względu na zupełny brak wyślizganych dróg i mimo wszystko mniejszą liczbę ludu pod skałą w porównaniu do rejonów typu Rzędkowice czy dolinki podkrakowskie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - Kitzsteinhorn 2012|KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Ewa Wójcik, Michał Ciszewski, Bartłomiej Berdel, Marcin Grych, Kaja Fidzińska, Stanisław Wasyluk, Jan Wołek + 2 os.; STJ KW Kraków: Mariusz Mucha; Speleoklub Tatrzański: Michał Parczewski, Filip Filar; WKTJ: Robert Matuszczak (p.o. kierownika); RKG: Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|19 - 29 03 2012}}&lt;br /&gt;
Wspólnie z Damianem Żmudą wzięliśmy udział w kolejnej wyprawie Krakowskiego Klubu Taternictwa Jaskiniowego w masyw Kitzsteinhorn, stanowiący część Wysokich Taurów (Glockergruppe). Podobnie jak w zeszłym roku, wyprawa miała na celu eksplorację Feichtnerschacht. Wyjazd ten jest wyjątkowy z dwóch względów. Po pierwsze, baza wyprawy zlokalizowana jest w podziemiach stacji narciarskiej, gdzie dzięki uprzejmości przedsiębiorstwa Gletscherbahnen Kaprun A.G. do naszej dyspozycji są dwa pomieszczenia, bieżąca woda (ciepła), prysznic, energia elektryczna i dostęp do Internetu. Wyznacza to pewien (wysoki) standard socjalny, rzadko spotykany na innych wyprawach jaskiniowych. Drugim, istotnym wyróżnikiem jest skała, w której rozwinięte są tutejsze jaskinie - margiel mikowo-wapienny. Skała ta na Kitzsteinhornie generalnie słabo krasowieje, jest na ogół krucha i daje niezapomniane wrażenia wizualne widziana od środka, znacznie inne od wapienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach tegorocznej działalności, prowadzonej z biwaku w Sali z Miśkiem (ok. -430 m), wspinaliśmy się w kominach zaczynających się w Kryształowej Galerii, nieopodal biwaku. W pierwszej czwórce działali Mariusz Mucha i Marcin Grych oraz Bartek Berdel i Damian Żmuda. Następnie zmieniliśmy ich my tj. ja i Michał Ciszewski oraz Ewa Wójcik z Robertem Matuszczakiem. Łącznie, podczas ośmiu &amp;quot;szycht&amp;quot; udało się nam wywspinać i zmierzyć 240 metrów pionu. Odkryty przez nas ciąg wyraźnie zmierzał do powierzchni, co ciekawe, będąc rozwinięty na innym pęknięciu niż cała pozostała część jaskini. Michał wziął do jaskini aparat i dwie lampy błyskowe, za pomocą których zrobił sporo ładnych zdjęć (część prezentuję w galerii za jego zgodą). Dzięki zastosowaniu kamizelek puchowych i ogrzewaczy chemicznych nie bolało to aż tak bardzo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeśli chodzi o towarzyszącą wyprawie działalność narciarską, to poza standardowym wejściem na Grosser Schmiedingera (ok. 440 Hm) udało się mi zrobić dwie nowe, ciekawe rzeczy. Najpierw zjechaliśmy (wspólnie z Michałem Ciszewskim) z wierzchołka Kitzsteinhorn (3203 m, ale podchodzi się 200 m) nową dla nas, a bardzo stromą drogą. Później, korzystając ze świetnej pogody i oczekiwania na wyjście pierwszej czwórki z jaskini, razem z Filipem Filarem przeszedłem ciekawą trasę skiturową na pół dnia - z wysokości ok. 2 900 m (dostaliśmy się tam kolejką) pysznie zjechaliśmy północnymi zboczami Schmiedingera (czyli poza teren narciarski) aż do chatki na Schaunberg Mittelalm (1672 m). Następnie, na fokach podeszliśmy przez Lakaralm na przełęcz Lakarscharte (2488), przez którą wróciliśmy do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojej perspektywy, wyjazd był bardzo przyjemny - sporo się działo i to w całkiem dobrym towarzystwie. Poza tym, dzięki dobremu połączeniu z Internetem mogłem trochę popracować, dzięki czemu nie narobiłem sobie dużo zaległości. Ze względu na sprawy zawodowe (Damian) i dalsze plany (ja), jako reprezentacja RKG musieliśmy opuścić wyprawę przed jej zakończeniem. Kiedy wyjeżdżałem, na dalszą wspinaczkę w Kryształowej Galerii szli Zakopiańczycy i Kaja z Staszkiem, zaś Bartek prowadził trzyosobową ekipę, która od powierzchni miała wspinać komin pozostawiony do rozpoznania w tzw. Zyklopengangu na -350 m. Nie znam jeszcze szczegółów (uzupełnię), ale wiem z plotek, że &amp;quot;puściło&amp;quot; okrutnie i wyprawa zakończyła się niezwykle udanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - Szkolenie zimowe instruktorów|SGW: Michał Górski, Ewelina Górska, Agnieszka Nieciąg; Speleoklub Świętokrzyski: Piotr Burczyk, Agnieszka Burczyk; TKTJ: Tomasz Chojnacki; RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;; kadra: Marek Pokszan|17 - 18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Odbyłem obowiązkowe szkolenie zimowe dla instruktorów taternictwa jaskiniowego. Materiał był dosyć obszerny. Z jednej strony, obejmował wiedzę o lawinach, zasady poruszania się w terenie lawinowym oraz praktyczne wykorzystanie zestawów lawinowych. W tym zakresie głównie przypominaliśmy i systematyzowaliśmy juz wiedzę, którą prawie wszyscy z nas posiadali. Otrzymaliśmy też liczne wskazówki metodyczne, jak uczyć naszych kursantów. Drugą część materiału stanowiła wiedza o asekuracji w terenie śnieżnym i lodowym i posługiwanie się rakami, czekanem i liną w terenie zimowym. Tu niestety wyszło trochę braków i chaosu w naszych głowach - jak się okazało, żadnemu z nas nie przekazano tej wiedzy na kursie podstawowym i każdy właściwie wiedział tyle, ile w toku swojej górskiej działalności zdołał sam się nauczyć. Prowadzący cierpliwie prowadził z nami ćwiczenia (jak z kursantami) - myślę, że w toku szkolenia sporo się w tym obszarze podciągnęliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zostało zrealizowane jako wykłady w Betlejemce, oraz dwie wycieczki terenowe - jedna w rejon Czarnego Stawu Gąsienicowego i lodospadu, zaś druga przez przełęcz Karb ze wschodu na zachód. Prowadził je Marek Pokszan, legitymujący się dużym doświadczeniem powierzchniowym i przypominający nam co rusz o swoim zrozumieniu spraw jaskiniowych ze względu podziemne epizody w swojej &amp;quot;karierze&amp;quot;. Merytorycznie i metodycznie, szkolenie wydawało się być przygotowane bardzo dobrze i pewnie z kilku obserwacji &amp;quot;warsztatu pracy&amp;quot; Marka skorzystamy prowadząc naszych kursantów. Jedyne, do czego moglibyśmy mieć zastrzeżenia to sama Betlejemka, panujący w niej ścisk i jednocześnie pewnego rodzaju atmosfera konfrontacji. Niestety, obiekt ten jest urządzony tak, że kiedy jedni instruktorzy (młodsi) ledwo mieszczą się tam w łóżkach i jedzą na korytarzu, u innych instruktorów  (starszych) jest jeszcze miejsce i wygoda. W tym wszystkim oczywiście nie my jesteśmy najważniejsi, ale kursanci i &amp;quot;zwykli wspinacze&amp;quot;, którzy też nie mają tam lekko. W naszym jaskiniowym środowisku chyba przyzwyczajeni jesteśmy do innych, bardziej egalitarnych (trudne słowo) standardów. No cóż. Na szczęście pogoda i towarzystwo dopisało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Babia Góra od południa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik|18 03 2012}}&lt;br /&gt;
Upalnie. Startujemy od schroniska w Slanej Vodzie (740) żółtym szlakiem aż na szczyt Babiej Góry (1724). Robimy 1000 m przewyższenia. Na szczycie musimy się jednak ubrać solidnie bo jak przystało na Daiblaka wiało nie źle. Zjazd mniej więcej wzdłuż drogi podejścia. Śnieg czasem o zmiennej strukturze (raczej przepadający) ale tak bajecznie. Do auta docieramy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FBabia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 9:20 wyruszyłem z Koczego Zamku pod Ochodzitą w kierunku Wisły Czarne trasa biegła przez Gańczorkę, Przysłup, Pietroszonkę, Stecówkę, Szarculę Zadni Groń aż pod zaporę w Czarnym gdzie dotarłem ok 14:00. Pogoda dopisała warunki też. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 11:40 wyruszyłem z Krzysztówki pod Czantorią w kierunku Istebnej trasa biegła przez Soszów, Stożek, Kiczory, Młodą Górę, Suszki aż do Istebnej Centrum. Do domu dotarłem o 15.20 pogoda była kiepska mgła i mżawka ale przynajmniej śniegu nie brakowało. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - wspin|Damian Żmuda,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z różnych przyczyn nie mogliśmy sobie pozwolić na dwudniowy wypad w tatry, więc wybraliśmy się na akcję typu  Fast and Light. Wyjechaliśmy o 24.00 tak więc dzięki małemu ruchowi po niespełna 3 godzinach byliśmy w Kuźnicach. Po spacerku w lekkim deszczu w  Murowańcu zatrzymaliśmy się na śniadanie, niestety jedliśmy je na schodach (podobnie jak kilka innych osób), gdyż na noc sala na dole jest zamykana(noc trwa co najmniej do 6.30!!!). Chwilę przed nami na Prawe Żebro wyrusza jeden zespół, którego spotykamy nad Czarnym Stawem w czasie wycofu z powodu zerowej widoczności. Po kilku minutach oczekiwania na tzw. Okno pogodowe dochodzimy do wniosku, że nie damy rady nawet wejść w Drogę Potoczka, więc postanawiamy wybrać coś krótszego i bardziej widocznego w czasie dupowy. Wybór pada na połączenie drogi Klisia (2 pierwsze wyciągi ) i drogi Kochańczyka (3wyciąg).  Pogoda w czasie wspinu jest iście zimowa, padający śnieg, mgła, wiatr, zerowa widoczność i częste pyłówki.  Powrót po zrobieniu drogi wygodny i szybki -  jeden zjazd i krótkie zejście pobliskim żlebem.  Po  smacznym obiedzie w schronie, grzecznie wracamy do szarej rzeczywistości. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2012}}&lt;br /&gt;
&amp;quot;Odkryłem&amp;quot; najpiękniejszy zjazd z Skrzycznego. Miał być to spacerek a tura okazała się nie złym wyzwaniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Auto zostawiłem przy ostatnich chałupach w Godziszce. Padał deszcz z śniegiem. Doliną podążałem wg wskazań GPS aż pod stromizny opadające z Skrzycznego od NE. Forsowanie stromizn (nie myślałem, że może być tu aż tak stromo) zmusiło mnie do &amp;quot;tatrzańskiego&amp;quot; wysiłku. W 2 miejscach musiałem zdjąć narty i wykuwać stopnie na kilku metrach w zmarzniętym śniegu  (przydały by się harszle). W końcu dotarłem do nartostrady i niebieskiego szlaku trawersującego Skrzyczne w pobliżu szczytu. Tu mocny wiatr rozgonił chmury i śnieg przybrał barwę srebra. Na przełaj dochodzę na wierzchołek. Potem krótki odpoczynek w schronisku i cudowny zjazd. Najpierw przez wiatrołomowisko (latem trudne do sforsowania) a potem przez owe stromizny a następnie rzadkim bukowym lasem w kilka chwil osiągam dolinę. Tu roztopy zrobiły trochę zamieszania ale i tak na nartach docieram do auta. Wg mnie ten zjazd to prawdziwy hit w Beskidach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacery|Ola i &amp;lt;U&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|10 - 11 03 2012}}&lt;br /&gt;
''Po ostatnim ociepleniu, opadach deszczu i mżawki wypogodziło się, obniżyła się temperatura, tak, że śnieg zamarzł, tworząc grubą warstwę lodoszreni. W dniu 27.02. o godz. 18-tej poinformowano TOPR, że podczas zjazdu z Grzesia wywróciła się i doznała kontuzji kolana narciarka skitourowa ... złamała nogę znana skialpinistka ... zjechał po zalodzonym stromym zboczu aż na dno ... z Przeł. Karb na taflę Czarnego Stawu zsunął się żlebem jakiś turysta ... zsunęła się po stromym zboczu kilkadziesiąt m ... przylot śmigłowca do narciarki, która złamała kość udową ... kontuzji nogi doznała 20-letnia narciarka skiturowa ... w wyniku upadku i uderzenia głową o lód straciła przytomność  ... ze względu na duże zalodzenie szlaku miał problemy ... widział jak przed chwilą z Zadniego Granata do Koziej Dolinki spadł jakiś turysta ... spadł stromym żlebem ich kolega ... ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak dalej i tak dalej. Po przeczytaniu kroniki TOPR z 5.03. zdecydowaliśmy, że to najwyraźniej nie jest czas na ambitne projekty. Postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie po prostu przy innej okazji się nie pójdzie, bo będą pewnie inne cele. Zaczęliśmy od Cichej Doliny Liptowskiej. Decyzja żeby nie brać nart była słuszna - na drodze w dolinie wywijaliśmy orły, a po metrowej wysokości pokrywie śnieżnej w dolinie można było skakać do woli, nie zapadając się ani o centymetr. Mijając ostrzeżenia o zamknięciu szlaku do Tomanowej Przełęczy ze względu na niedźwiedzie (miejmy nadzieję, że one też to czytały), dotarliśmy do Polany Wierchcichej. Stamtąd próbowaliśmy kawałek przedrzeć się w stronę przełęczy Zawory. Niestety okazało się to niełatwe, bo tu już, zwłaszcza ze względu na późną porę dnia, zapadanie się dało się nam we znaki. Ostatecznie musieliśmy się wycofać. Dolinę ogólnie można polecić - choć jest baaaaardzo długa, oferuje niesamowite widoki na Czerwone Wierchy. Od tej strony to zupełnie małe górki, zwłaszcza Kasprowy Wierch robi wrażenie nieznaczącej kulminacji na grani. Dopiero Świnica to poważna góra. Poza tym, okazuje się, że od Przełęczy Tomanowej do Kasprowego Wierchu to właściwie jest rzut beretem. No, przynajmniej tak to od południa wygląda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia (warunki dużo gorsze) przemieściliśmy się do Tatranskiej Kotliny i stamtąd przespacerowaliśmy się do Chaty Plesniviec. Tam uraczyliśmy się specjałami kuchni regionalnej. Menu chatki jest dosyć ubogie (Varena klobasa, Kapustova polevka, Cesnakova polevka) - ale dzięki temu wybór potrawy jest oczywisty. Jej smak jest tu specyficzny, z górnej półki - porównywalny z tym w Szyndłowcu (choć tu robią ją nieco bardziej tłustą).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|05 03 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 10:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Obłaziec trasa biegła drogą stokową dalej krótki zjazd na Zieleńską Polane ponowne założenie fok i podejście w kierunku żółtego szlaku idącego z Salmopola przez Smrekowiec Trzy Kopce. Za Trzema Kopcami odbijam przez pola lasy w kierunku Bukowej. Niestety z Bukowej nie udało się zjechać ze względu na zbyt małą pokrywę śniegu. W Wiśle Obłaziec byłem ok. 14 pogoda dopisała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Mała Kopa na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Jan Kieczka, Jan Kempny (os. tow. - został w Korbielowie na wyciągach)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rzadko odwiedzany zachodni zakątek Tatr na Słowacji był celem naszej wycieczki skiturowej. Okolice doliny Jałowieckiej stanowią wspaniały teren dla miłośników skialpinzmu, legalnie zresztą udostępniony.  Podchodzimy od Bobrowieckiej Wapiennicy szlakiem. Większość podejścia narty niesiemy na plecach. Śnieg był twardy, zalodzony więc buty nie zapadały się nawet na milimetr. Kilku spotkanych skiturowców ostrzegało nas przed lodem pokrywającym zbocza gór powyżej lasu a jeden poinformaował o wczorajszych tragediach w Niżnych Tatrach. Przy chacie pod Narużim robimy krótki odpoczynek po czym wychodzimy na Małą Kopę (1637). Próbuję zjechać w stronę przełęczy Przedwrocie lecz łyżwy zostawiłem w aucie. „Betony” pokryte szkliwem wymusiły na nas respekt więc odpuszczamy sobie drapanie bez raków na Ostrą i zjeżdżamy z Kopy. Mimo obaw długi zjazd drogą podejścia jest wspaniały. Wspaniałe były również widoki i pogoda. Szczęśliwie więc docieramy do auta odwiedzając po drodze kryjówkę partyzantów z II wojny światowej. &lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaKopa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitury na Pilsku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Michał O. (os.tow.)|04 03 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w ramach akcji &amp;quot;30+&amp;quot; ;). Wychodzimy na szczyt Pilska żółtym szlakiem z Korbielowa, wracamy nartostradą. Zaczynamy i kończymy wycieczkę spacerem &amp;quot;z buta&amp;quot;. Śniegu generalnie niezbyt dużo już zostało. Jak już jest to mocno zmrożony, twardy i przewiany. Mimo tego wycieczka bardzo udana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|22 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:00 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Wisły Czarne trasa biegła drogą stokową dalej przez Wyszni i Cieńków aż do nadleśnictwa gdzie dotarłem ok. godz. 14:00. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - skitour i SPA|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|11 - 12 02 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę podchodzimy na nartach na Ciemniak. Na parkingu pod Kościeliską samochód pokazywał -30, ale generalnie pogoda dopisała (słonecznie), w związku z czym ludzi na tej trasie było bardzo dużo. Zjazd granią do Chudej Turni bardzo nieprzyjemny (przewiany, twardy śnieg). Niewielką, acz znaczącą rekompensatą był za to puch na Gładkim Upłaziańskim. Adamicą pojechaliśmy ciekawym wariantem za miejscowymi. Dzień kończymy uroczystą kolacją. Następnego dnia Słowacja i Dolina Rohacska. Tu sytuacja zgoła inna, ostatnich skiturowców widzimy przy aucie, przy Pensjonacie Szyndłowiec. Dalej zupełnie sami idziemy w stronę Banikowskiej Przełęczy. Byliśmy już bliscy odwrotu ze względu na zimno (-20) i twardy śnieg, ale ostatecznie za śladami które zauważyliśmy (jedynymi w dolinie) udało się nam wdrapać na Spaloną (2083). Stamtąd odbyliśmy naprawdę rozkoszny zjazd do Rohackiej Siklawy i dalej do Szyndłowca, gdzie posililiśmy się specjałami kuchni regionalnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2476</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=2476"/>
		<updated>2012-02-29T18:01:51Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''26 02 2012''' - Beskid Żywiecki - skitura na Wlk. Rycerzową&lt;br /&gt;
* '''24 - 25 02 2012''' - Tatry Zachodnie - jaskinia Miętusia (kurs)&lt;br /&gt;
* '''19 02 2012''' - Beskid Śląski - skitura na Klimoczk i Szyndzielnię&lt;br /&gt;
* '''11-12 02 2012''' - Tatry - lodospady&lt;br /&gt;
* '''12 02 2012''' - Beskid Śląski - skitura na Czantorię&lt;br /&gt;
* '''8 02 2012''' - Beskid Śląski - skitury &lt;br /&gt;
* '''5 02 2012''' - Beskid Śląski - niedzielny obiad&lt;br /&gt;
* '''3 - 5 02 2012''' - Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna (kurs)&lt;br /&gt;
* '''4 02 2012''' - Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach&lt;br /&gt;
* '''2 - 4 02 2012''' - Tatry Zachodnie&lt;br /&gt;
* '''29 01 2012''' - Beskid Śląski - skitury&lt;br /&gt;
* '''28 - 29 01 2012''' - Tatry - różne skitoury&lt;br /&gt;
* '''28 01 2012''' - Tatry - PPA w narciarstwie wysokogórskim&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2475</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2475"/>
		<updated>2012-02-29T17:59:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek|26 02 2012}}&lt;br /&gt;
Z Soblówki podejście trochę na przełaj oraz szlakiem do bacówki pod Wlk. Rycerzową. Przeczekujemy tu śnieżycę a potem wychodzimy na szczyt. Stąd granicą państwa zjeżdżamy na przełęcz Prislop. Warunki do zjazdu wręcz idealne (5 - 10 cm puchu na zsiadłym podłożu). Doliną zjeżdżamy spowrotem do Soblówki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Miętusia|Kursanci: Małgorzata Stolarek, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz kadra: Tomasz Jaworski, Agnieszka Szmatłoch|24 - 25 02 2012}}&lt;br /&gt;
Kolejny weekend to kolejny wyjazd kursowy. Zapakowani po sam dach (a nawet wyżej, bo aż pod box dachowy) wyjeżdżamy o 17:00 by przed 21:00 być na miejscu.  Wieczór tym razem bez wykładu, ponieważ planowaliśmy wcześnie wstać, by jak najwcześniej być pod jaskinią - i jak najszybciej wrócić do domu (plan był by wracać jeszcze w sobotę). Przed snem pointegrowaliśmy się troszkę jeszcze z TKTJ'tem w jadalni :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia planowo o 7:15 wszyscy byliśmy gotowi do wyjścia (punktualność zaskoczyła niektóre osoby) i ruszyliśmy w stronę Doliny Miętusiej. Na ten dzień do miętusiej  było zaplanowanych jeszcze  co najmniej 4 zespoły, co dało się zauważyć już przy wejściu do doliny Kościeliskiej gdzie spotkaliśmy ekipę z KKTJ'u (planowali również iść w partie wielkich kominów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinię dotarliśmy przed 10:00, szybka przebiórka i o pełnej weszliśmy do rury. Prowadziła Gosia, która dzielnie gnała rurą w głąb jaskini. Szybko zaporęczowaliśmy pierwszy worek i kolejnym poręczującym od Kaskad byłem ja. Do Błotnych Zamków dotarliśmy krótko po 12, a że byliśmy pierwsi Krzysiek ruszył na poręczowanie Wielkich Kominów a my mieliśmy czas na posiłek.  Kominem na dół zjechaliśmy wszyscy by osiągnąć -213m w Syfonie w Wielkich Kominach. Szybka fotka i powrót. Na deporęczowanie zostałem wytypowany dziwnym trafem ja, także już wiedziałem że suchy nie wyjdę na powierzchnię tym bardziej że kominem wody lało się nie mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście deporęcz poszła wg. mnie szybko (pewnie reszta była innego zdania gdy marzła w Błotych Zamkach). Gdy zrobiłem co trzeba, mój wór przejął Krzysiek i ruszył z Agnieszką do wyjścia, a ja zacząłem deporęczować resztę. Musieliśmy się spieszyć, gdyż reszta ekip (m.in. KKTJ) również zaczęła wracać. Szczęśliwie pod rurę dotarliśmy pierwsi, także nie było wymuszonych przestojów. Rura wszystkim nam poszła bez większych problemów (poza małą kaskadą po drodze) i o 18:00 byliśmy po akcji na powierzchni. Za nami wyszło jeszcze kilkanaście osób, co widać na fotkach. Stąd już tylko 1,5h do auta i powrót do Rudy. W domu byłem o 0:30, także zgodnie z tym co planowaliśmy :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Mietusia%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kłodnica - Śledź z piratami|Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch, Tomek Jaworski, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Karol Jagoda, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka, Janusz Dolibog, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik, Henryk Tomanek i wiele osób tow. i dzieci (jak kogoś pominąłem to proszę się upomnieć) |21 02 2012}}&lt;br /&gt;
U Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy odbył się kolejny ''Śledż'' tym razem &amp;quot;Piraci z Karaibów&amp;quot;. Przednia zabawa przy szantach, piękne stroje, groźni piraci i ich wspaniałe kobiety, tu można to zobaczyć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FPiraci. Gospodarze zadbali o przepiękny wystrój za co im bardzo dziękujemy. Tu &amp;quot;film&amp;quot; z imprezy: http://vimeo.com/37422216&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura przez Klimczok i Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, os. tow - Jan Kempny i Ewa Kempna |19 02 2012}}&lt;br /&gt;
Nasi towarzysze zostają w Szczyrku ucząc się narciarskich przymiarek na wyciągu Kaimówka. Ja z Teresą idziemy szlakiem na Klimczok (w schronisku odpoczynek) a dalej na Szyndzielnię i zjeżdżamy &amp;quot;nartostradą&amp;quot; do Olszówki. Tu podjeżdżają po nas znajomi i wracamy razem do domu w momencie gdy zaczął padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2461</id>
		<title>Wyjazdy 2012</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2012&amp;diff=2461"/>
		<updated>2012-02-17T20:22:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TZiec: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - lodospady|Damian Żmuda, Andrzej Rudkowski, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak(WKTJ) |11-12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy o 6.00, z Krupówek odbieramy Paulinę, szybki przepak i ruszamy na nad Zmarzły Staw. Pogoda prawie idealna, pełna lampa, bezwietrznie,  może trochę za zimno w cieniu. W słońcu termometr przy Betlejce  pokazywał 7 stopni, nic tylko wyciągnąć leżak. Niestety w Laboratorium  cień i tłumy ludzi - głównie kursanci . Lodospady wylały się całkiem fajnie, ale były dosłownie zadziabane przez wspinaczy. Wspinamy się do zmroku, w schronisku jemy  lekko opóźniony obiad i schodzimy/zjeżdżamy do Kuźnic . Śpimy w bazie w Kirach. W niedzielę wyruszamy z samego rana w poszukiwaniu znacznie bliżej położonych lodospadów. Po ponad godzinnym torowaniu w głębokim śniegu dochodzimy do celu, ale pojawił się mały problem – lodospad był całkowicie przysypany głębokim śniegiem. Pomimo prób nie udało się nam dokopać do lodu, nie pozostało nam nic innego jak zachowując pełen spokój i pogodę ducha wycofać się po własnych śladach i uznać tą drogę jako spacer kondycyjny z lekkim obciążeniem (raki, liny, śruby, czekany, uprzęże  kaski itd.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Czantorię|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Kasia Jasińska, Maciej Dziurka |12 02 2012}}&lt;br /&gt;
Mroźna ale słoneczna pogoda jest okazją na krótki wypad skiturowy. Ruszamy niebieskim szlakiem z Poniwca na Czantorię. Z szczytu zjazd do czeskiego &amp;quot;schroniska&amp;quot; na ciepłe napoje. Potem pędzimy na Poniwiec i nartostradą zjeżdżamy w dół. Do auta poruszamy się poboczem drogi ryzykując uszkodzenie sprzętu. Przed zapadnięciem zmroku docieramy do celu. Tu jakieś zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt; |8 02 2012}}&lt;br /&gt;
Około godziny 11:10 wyruszyłem z Salmopola w kierunku Stecówki. Trasa biegła przez Malinowską Skałkę, Magurkę Wiślaną, Baranią Górę, Przysłup, doliną Czarnej Wisełki. O godzinie 15:00 doszedłem na Stecówkę gdzie miałem zostawiony wcześniej samochód. Pogoda dopisała warunki też.&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Niedzielny obiad|Ola i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy w samo południe z Ustronia Zdroju. Dzień dosyć ładny, choć mroźny. Łatwo nie było. Miasteczko zostało &amp;quot;po(p)sute hasiem&amp;quot; i naprawdę nie sposób poruszać się po nim na nartach mimo srogiej zimy. Poszliśmy czerwonym szlakiem w stronę Równicy... w lesie służby miejskie na szczęście odpuściły. Zagospodarowanie szczytu nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia (nigdy wcześniej tam nie byłem). Naszym celem w tamtym miejscu był obiad w Zbójnickiej Chacie. Zaczęliśmy od żurku (nieco inny niż śląski, mniej ostry, tłusty, ale dobry). Porcja jednak nie była zbyt duża, więc dalej schab po zbójnicku (schab, zwłaszcza po zbójnicku, kojarzy mi się raczej z czymś dosyć mocno obrobionym i podpieczonym, a tymczasem w tej wersji to bardzo delikatnie przyrządzone mięso). Na deser - jedna szarlotka i jeden murzynek - obdywa na ciepło z lodami (doskonałe). Podsumowując, obiad był pyszny i niedrogi. Podany bardzo szybko. Do wystroju przybytku też nie miałem zastrzeżeń... Zastanawiam się, gdzie tkwił haczyk (nie widzieliśmy kuchni). Żeby choć w części odparować przyjęte kalorie, przemieściliśmy się grzbietem w stronę przełęczy Beskidek. Stamtąd zjazd &amp;quot;na czuja&amp;quot; do Ustronia Jaszowca - dosyć trudny, ze względu na twardszą warstwę śniegu z wierzchu; skręty wymagały sporego wysiłku. Kiedy tylko na horyzoncie dostrzegliśmy pierwsze domy wczasowe, na trasie pojawił się żwir i trzeba było &amp;quot;kombinować&amp;quot;. Zjeżdżamy sobie raz z wyciągu, a następnie bulwarem wzdłuż Wisły (na szczęście nieposypanym) wracamy do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spojrzeć śmierci prosto w oczy, czyli skiturem po Chechle|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Jasińska&amp;lt;/u&amp;gt;|5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Niedziela – piękna mroźna i słoneczna. Dzwoni guru Heniu. Odbieram i pytam gdzie i kiedy? W odpowiedzi rechot w słuchawce. A zatem moja skiturowa inicjacja tej zimy odbędzie się w scenerii dość wyjątkowej, co zresztą cieszy mnie niezmiernie.  Czasu nie mamy wiele, więc trzeba coś na szybciora wykombinować. I nie może być za długo bo cherlam jeszcze jak stary gruźlik.  Śniegu na Śląsku tyle co kot napłakał, ale skoro Heniu twierdzi , że się da to dać się musi. I po godzinie już jedziemy w kierunku Tarnowskich Gór. Chechło to jezioro z taką ładną wyspą na środeczku, do której zawsze latem chciałam dopłynąć i nigdy nie przyszło mi do głowy, że tam po prostu dojadę na nartach. Początkowo próbujemy obchodzić jeziorko plażą wokół, ale pespektywa ślizgu gładką, przyprószoną śniegiem taflą jeziora jest zbyt kusząca.  Najpierw ostrożnie i przy brzegu… Maciuś trzeszczy!!! Kto by się przejmował takimi detalami! W miarę wzrostu zaufania do wytrzymałości lodu wypuszczamy się na sam środek. No bajecznie. Niepokojące są jedynie ogromne pęknięcia przecinające połać jeziora i biegnące w rożnych kierunkach. Heniu konsultuje jeszcze sprawę naszego bezpieczeństwa z wędkarzem zakotwionym nad przeręblą - „ lodu jest ze 30 cm a ryba nie bierze”. Hmmm …w szkole nigdy nie mówili ile to wytrzymuje. Ale wytrzymało. Z radochą wbijamy w napotkane szuwary i czujemy się całkiem jak w jakimś odległym zakątku świata. Swoją drogą na łyżwach byłoby zapewne szybciej i wygodniej, ale nie udało mi się namówić do tego chłopców. Spotykamy jeszcze prawdziwego morsa, który namawia nas na kąpiel w przerębli. Heniu natychmiast podchwycił ideę, wiec obawiam się, że za tydzień czeka nas poważna przeprawa. Uchichani i trochę zziębnięci kończymy spacer przed zachodem słońca i udajemy się do domów na spóźniony obiadek. Tu obrazki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FChechlo&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Dzięki chłopaki;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna|Kursanci: &amp;lt;u&amp;gt;Małgorzata Stolarek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Zięć, Krzysztof Atamaniuk, Adam Langer oraz kadra: Mateusz Golicz, Michał Wyciślik, Karol Jagoda|3 - 5 02 2012}}&lt;br /&gt;
Piątek, późne popołudnie,plecaki spakowane, więc ruszamy w drogę, w stronę Zakopanego. Sobotni cel-Jaskinia Czarna. Droga do Kir upływa bardzo szybko, sprawnie przejeżdżamy zakopiankę. Z niepokojem obserwujemy malejącą wciąż temperaturę na wskaźniku w aucie.Minus 23 stopnie to na pewno nie jest mało. Ale damy radę. Ostatnio niepokonał nas w szalonych ilościach padający z nieba śnieg, to i i te kilkadziesiąt stopni na minus też nie powinno. Wieczorkiem jeszcze wykład na tematy przyjemne, tzn. gdzie, w Polsce i na świecie, najlepiej szukać jaskiń niebylejakich i już poranek nadchodzi szybko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 8 wyruszamy na szlak. Niebo lekko zachmurzone, mróz szczypie w policzki, szybciutko przemierzamy dolinę Kościeliska. Oczywiście przegapiamy właściwe wejście na żółty szlak, ale błąd szybo zostaje naprawiony. Dalsza droga do jaskini bardzo ładnie została wytyczona przez naszych poprzedników, więc nie mamy problemów z  znalezieniem jaskini. Wspinamy się bardzo stromo w górę, początkowo przez las, a potem wzdłuż żlebu. Śniegu sporo,ale po ostatniej akcji to i tak raczej niewiele. Po około 2 godzinach od wyjścia jesteśmy u celu. Przed nami pierwsze„wyzwanie”,  przygotowanie do wejścia do jaskini. Kombinezony sztywne, gumiaczki na pewno nie grzeją w stopy. Każdy pragnie jak najszybciej znaleźć się w jaskini, tam przynajmniej 4 stopnie powyżej zera, a nie minus 25. Niektórzy muszą trochę na to poczekać, a niestety zimno  szybko sprawia, że przestaje się czuć palce u stóp i rąk. W głowie kołacze się tylko jedna myśl, po jakim czasie można nabawić się odmrożeń;-) Na szczęście każdemu udaje się jakoś dotrwać do swojego czasu i po pierwszym, krótkim zjeździe jesteśmy w środku. Szybko docieramy do  prożku Rabka, a następnie do sporej Sali Francuskiej. Przestrzenność tej jaskini na pewno robi na nas wrażenie.  Za chwilę przed nami do zaporęczowania Trawers Herkulesa, a po nim Komin Węgierski. Dajemy radę. Zastanawiamy się tylko czy starczy nam czasu,żeby zobaczyć jeziorko Szmaragdowe. Z decyzją wstrzymujemy się do momentu , aż dotrzemy do studni Smoluchowskiego. Oczywiście gdy tam już jesteśmy, nie jesteśmy w stanie odmówić sobie przyjemności zjazdu ponad  20 metrową studnią i zobaczenia szmaragdowego cudeńka. Z drugiej strony, kto wie, czy jeszcze kiedyś tam wrócimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeziorko faktycznie robi wrażenie, chociaż wody w nim niewiele. Na ścianach wyraźnie widać, dokąd woda zazwyczaj sięga i tym razem na pewno nie można w nim ponurkować ;-) Spoglądamy w górę studni i nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie,że drogę tą można pokonać też w przeciwną stronę. Szacun dla tych, którz tą studnią potrafią wspiąć się w górę. Pełni pozytywnych wrażeń wracamy, bo pora też na to już stosowna. Około godz. 22 wszyscy jesteśmy na powierzchni. Z zaskoczeniem odkrywamy,że nasze plecaczki przysypane zostały świeżą porcją śniegu. Temperatura niestety nie zmalała.Przebieramy się i w dół. Niektórzy czują się jak na torze bobslejowym. Droga doliną jakimś cudem od rana się wydłużyła i wydaje się nie  mieć końca. Na szczęście uprzyjemniają ją wspomnienia tego co przeżyliśmy i myśli o tym, co fajnego, czeka na nas następnym razem....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FTatry-J.Czarna%20%28kurs%29&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Żółta Turnia na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pada słaby śnieg, temperatura – kilkanaście stopni poniżej zera. W schronisku krótki odpoczynek (spotykam tu kolegę z Rudy) i podjęcie ostatecznej decyzji co do celu. Wybieramy Żółtą Turnię. Górne partie tej góry wywiane były z śniegu lecz można było zaryzykować. Minusem tego rejonu jest fakt, że od Murowańca trzeba stracić prawie 200 m na wysokości. Na podejściu w Dubrowiskach „niegrzeczne” są foki. Wkurzeni wrzucamy narty na plecaki i dajemy z buta bo ścieżka była przetarta. Na Żółtą Turnię (2087) podchodzimy pn - zach. ramieniem wzdłuż Pańszczyckiego Żlebu. W rakach osiągamy szczyt przy sypiącym śniegu i coraz bardziej ograniczonej widoczności. Trzeba przyznać, że ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia było przykre z uwagi na super zmienne warunki śniegowe (raz po pas a w chwilę później kamienie). Na szczycie jesteśmy dosłownie kilka sekund i uciekamy w dół. Schodzimy niżej do początku centralnego żlebu gdzie zakładamy narty i śmigamy w dół przez cudowne pola śniegu pisząc swoje ślady na dziewiczych połaciach. Jak zwykle dużo za szybko docieramy do szlaku i nim podążamy z powrotem do schroniska. Do auta przy rondzie w Zakopcu dojeżdżamy na nartach w sam raz przed zapadającymi ciemnościami. Zdjęć nie robiłem bo zamarzł mi aparat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie. |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Wasil&amp;lt;/u&amp;gt;, Marcin G. - os.tow.|2-4 02 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Króciutki wypadzik w tatery na odstresowanie:) Pierwszy dzionek zajęła nam podróż, dojście do Kondratowej i spacer po dolince, w drugim wdrapaliśmy się na Giewont (zawsze przeze mnie unikany, teraz byliśmy na szczycie sami; nie licząc grupki siedmiu kozic:) i stamtąd pomaszerowaliśmy na Kondracką Kopę, w sobotę trzeba było wracać. Pogoda przepiękna: niebo bezchmurne, słoneczko, niesamowita widoczność, śnieg-marzenie. Jeden szkopuł: przeokrutne zimno. W nocy i rano -25st, w dzień minus kilkanaście. Zamarzało wszystko po kolei: od nieopatrznie odsłoniętych części ciała, przez garderobę, po aparat:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury: Jaworze-Błatnia-Szyndzielnia-Jaworze|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia (os. tow.)|2 02 2012}}&lt;br /&gt;
Zachęceni wspaniałą pogodą i warunkami śniegowymi zrobiliśmy z dziewczyną szybki wypad klasyczną trasą turową: Jaworze - Błatnia - Szyndzielnia - Jaworze. W górach pięknie i mroźno. Mimo niezmąconego niczym słońca i braku wiatru nie można było sobie pozwolić, jak w niedzielę, na wygrzewanie się na grani. Wypad krótki ale bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spacer skiturowy koła emerytów i rencistów na Kotarz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Żmuda&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Górowski, Ola Golicz|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
Korzystając z uroków zimowej aury jak i podążając za modą na aktywny wypoczynek ostatniej niedzieli nasze koło emerytów i rencistów zorganizowało spacer skiturowy po beskidzkich wzgórzach. Chciałbym od razu dodać - niezwykle udany spacer. W miłej i bezstresowej atmosferze przeszuraliśmy z Brennej na Kotarz i w pysznym śniegu zjechaliśmy z powrotem. Zimowe słońce opalało nasze czerstwe twarze zaś lekki mróz zdrowo szczypał w policzki. Organizatorzy spisali się na medal, pozwalając nam przyjemnie i bezpiecznie spędzić dzień na świeżym górskim powietrzu i nacieszyć się pięknem natury, za co chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po niedzielnym śniadaniu ruszam autobusem z Istebnej Centrum na Koczy Zamek pod Ochodzitą. Około godziny 11:10 ruszam na skiturach z Koczego zamku w kierunku Trojaków dalej trasa biegnie wzdłuż granicy państwa w przez trójstyk aż do rzeki Olza. Po drodze zmuszony jestem pokonać kilka potoków ale dzięki silnemu mrozowi większości są one pozamarzane. Podczas wędrówki był silny mróz szczególnie w ostanie fazie drogi oraz piękna słoneczna pogoda. Zdarzyło mi się też skąpać buta w jednym z potoków. Ok. godz 18:20 dotarłem do domu.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Małej Łąki i inne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, momentami w towarzystwie Marka Wierzbowskiego (UKA), Małgorzaty Czeczott (UKA) którzy gościli mnie w Zakopanem|28 - 29 01 2012}}&lt;br /&gt;
W sobotę skorzystałem z bardzo dobrych warunków i ograniczonej ilości skitourowców w Tatrach (prawie wszyscy na zawodach ;-). Wystartowałem o godz. 8:40 z wylotu doliny Małej Łąki bez zbytniego przywiązywania się do konkretnych planów, ot &amp;quot;zobaczymy co się stanie&amp;quot;. Miejsce odpoczynku na Wielkiej Polanie okazało się być przysypane do poziomu stołu. Do tego momentu nie miałem jeszcze nart na nogach - śnieg na szlaku był tak ubity, że spokojnie szło się piechotą. Sytuacja zmieniła się radykalnie za Ciekiem - zmuszony byłem torować, gdyż najwyraźniej po ostatnich opadach pojawiłem się tam jako pierwszy. Pod Wielką Turnią moją uwagę przykuły Świstówki i dosyć konkretnie zasypany Przechód. Za każdym razem, kiedy pokonuję ten próg na dojścu do Śnieżnej myślę sobie, że byłoby super któregoś dnia zjechać go na nartach. Doszedłem do wniosku, że to właśnie jest ten dzień. Szybciutko wbiegłem więc na Kopę Kondracką (godz. 11:45!) - na szczęście od Kondrackiej Przełęczy było już przetarte - i rozpocząłęm zjazd na zachód, szeroooką granią w kierunku Małołąckiej Przełęczy. Stamtąd skręciłem w dolinę, przez Wyżnią Świstówkę, okolice Wielkiej Śnieżnej i nad Przechód. Próg pokonałem skrajem, po orograficznej lewej. Trzeba przyznać, że jest tam kilka emocjonujących metrów, ale rzecz jest do zrobienia bez skakania. Dalej Niżnią Świstówką z powrotem pod ściany Wielkiej Turni. Co mnie zaskoczyło, do żółtego szlaku da się zjechać i nie trzeba zakładać fok - latem wcale tak to nie wygląda. Cały zjazd był po prostu przedni, dawno się tak dobrze nie bawiłem. Śnieg był bardzo dobrej klasy, tym bardziej, że zdążyłem zanim pojawiło się słońce. Całkiem poważnie zastanawiałem się, czy od razu nie powtórzyć tej trasy, z miejsca i tego samego dnia. Ostatecznie jednak wszedłem z powrotem pod Giewont i zjechałem do doliny Kondratowej (również przyjemnie, ale śnieg liźnięty już słońcem), a następnie do Kuźnic na zakończenie zawodów Pucharu Polski. Tam spotykam się z moimi znajomymi, a także Damianem i Pawłem. Po odzyskaniu samochodu (1.5h) i krótkiej regeneracji, dzień kończę wypadem z Markiem na nocne foki z Brzezin do Betlejemki.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rano nie wiedziałem jeszcze dokładnie co będę robił, ale na pewno miał być to jakiś ambitny zjazd. Pomyślałem sobie, że jestem pewnie trochę zmęczony, więc trzeba sobie nieco ułatwić. Zgodnie z tą linią, wjeżdżam na Kasprowy kolejką (co było możliwe tylko dzięki zmiane turnusów - ludzie zajęci pakowaniem/rozpakowywaniem...). Dalej idę piechotą w stronę Świnicy, przyglądając się bacznie Kościelcowi. Chciałem dotrzeć na Karb, więc jako miejsce zjazdu z grani wybrałem Świnicką Przełęcz, co okazało się niezbyt rozsądne. W związku z ładną pogodą, piechurzy rozchodzili ją poprzedniego dnia maksymalnie i pozostawili po sobie głębokie rynny po dupozjazdach. Zaliczyłem tam ciekawą glebę i podreptałem dalej w stronę Karbiu. Jak się okazało, śniegu na Kościelcu jest mimo wszystko dużo za mało na zjazd. Nawet gdyby było go dosyć, nie mogłoby mi się udać. Na zjeździe z Karbiu w stronę Czarnego Stawu okazało się bowiem, że ... wysiadły mi uda :) W samo południe znalazłem się więc w Murowańcu w bardzo przykrej sytuacji - słońce, brak wiatru, umiarkowany mróz, warunki narciarskie idealne - a ja po prostu już nie mogę. Poczekałem na Gośkę, która podchodziła z Kuźnic (z Moniką Strojny) i była w podobnym stanie co ja, choć wywołanym nieco innymi okolicznościami (zawodami). Spróbowaliśmy jeszcze ostatniej deski ratunku - wyciągu i trasy narciarskiej w Gąsienicowej. Tu również okazało się, że po prostu się nie da, na ten weekend to już koniec i nie pozostaje nic, jak tylko zjazd Goryczkową do Kuźnic. Przynajmniej wyjechałem z Zakopanego dosyć wcześnie i dzięki temu pewnie uniknąłem korków...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - IV puchar Budrem KW Zakopane w narciarstwie wysokogórskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik. Na miejscu byli nasi koledzy z Speleoklubu Bielsko Biała: Jerzy Ganszer, Michał Ganszer i Zosia Chruściel (z wyjątkiem Jurka też startowali). Zjawił się również Mateusz Golicz z kolegami z Warszawy| 28 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze w tym roku zawody Pucharu Polski w narciarstwie wysokogórskim odbyły się w idealnych warunkach pogodowych i śnieżnych. Trasa wiodła szlakiem z Kuźnic (1032) na Nosalową Przłęcz (1103), następnie zjazd szlakiem narciarskim spowrotem do Kuźnic a dalej podejście na Halę Kondratową (1330) i do kotła Goryczkowego (1550) skąd już podejście zakosami na szczyt Kasprowego (1987). Tu przepinka i zjazd początkowo granią a dalej częściowo nartostradą do Goryczkowej. Stąd leśnymi duktami poza trasą do „esa” i dalej już nartostradą do Kuźnic. Zawody ukończyłem i tym razem było to dla mnie sukcesem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka refleksji: startowałem pierwszy raz na lżejszym sprzęcie. W butach F1 obtarłem sobie pięty do krwi, więc od Kondratowej głównie walczyłem z bólem przy każdym kroku. Na domiar złego zamarzł mi wężyk od pojemnika z płynem więc cały dystans pokonałem bez kropli płynu. W trakcie zjazdu przez las na dużej szybkości i to w wąskim miejscu nagle przede mną pojawił się leżący w poprzek zawodnik. Aby nie doszło do katastrofy desantowałem się w kosówki. Zgubiłem nartę. Zapięcie buta w niewygodnym miejscu kosztowało mnie sporo energii, czasu i jeszcze więcej przekleństw. W dodatku minęło mnie kilku rywali. W końcu zmęczony (do zawodów przystąpiłem „z marszu” bez specjalnego przygotowania) dotarłem do mety. Biuro zawodów mieściło się w małym Jurtabar w Kuźnicach i tam wydawane były posiłki. Przy setce zawodników był to mierny pomysł.  Tam też spotkałem Mateusza Golicza, który zrobił ciekawy zjazd (na pewno opisze) oraz potem dołączył Paweł, który pokonał trasę zawodów poza konkursem. Do auta przy rondzie zjechaliśmy na nartach. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2Fppa-zakopane&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Szyndzilenię|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kondycyjna przebieżka na Szyndzielnię. Wyruszam z domu po 9 tej, wracam przed 15 tą. Warunki na czerwonym szlaku całkiem niezłe ( słońce i przechodzona trasa). Zjazd nartostradą do samochodu zaparkowanego pod Dębowcem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitura na Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wchodzimy na Skrzyczne (1257) niebieskim szlakiem od Ostrego (od wschodu). Początkowo w słońcu i lazurowym niebie. Od hali Jaskowej całkowita zmiana pogody. Zadymka śnieżna, ograniczona widoczność. Po 2 godzinach osiągamy szczyt a potem odpoczynek w schronisku. Zjazd mimo warunków był przepiękny. Po drodze spotkaliśmy 3 skiturowców i 3 ludzi bez nart. Generalnie dużo śniegu a zjazd na tą stronę Skrzycznego godny polecenia. Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/Skrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitura w masyw Pilska|Henryk Tomanek, Maciej Dziurka, Mateusz Górowski, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Justyna&amp;lt;/u&amp;gt; (os. tow.)| 22 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dementując plotki o nie chceniu zrobienia opisu na temat wypadu który odbył się 22.01.2012 r. w Beskid Żywiecki – skitury w masywie Pilska, właśnie go tworzę…  A tworzenie zajmuje mi trochę czasu gdyż właśnie dochodzę do siebie po tym że wypadzie… J&lt;br /&gt;
Otóż  jako osoba, która pierwszy raz w życiu miała styczność z tą odmianą sportu zimowego, jestem mile zaskoczona J&lt;br /&gt;
Będąc totalnym laikiem, na pewniaka wybrałam się razem z Henrykiem, Maćkiem, Mateuszem, Łukaszem na skitury. Na pożyczonym sprzęcie od życzliwego kolegi, pewnie wyruszyliśmy z Korbielowa na Halę Miziową, wszystko pięknie i wspaniale do momentu gdy weszliśmy na szlak, tu zaczęły się schody. Jako, iż byłam jedyną dziewczyną w gronie, dzielnie próbowałam brnąć za kolegami, (co prawda ostatnia ale po wspaniale utorowanych śladach :D). Przyznam się, trochę odstawałam, ale to przez podziwianie pięknych widoków przez wysokie ośnieżone drzewa ;)&lt;br /&gt;
Spotkaliśmy kilkoro „napaleńców”, którzy bez sprzętu skiturowego również podążali tym szlakiem. (Kiedy piechurzy nas doganiali tzn. mnie, musiałam szybko spiąć pośladki i dalej gonić kolegów). Gdy wyszliśmy na nartostradę i podążaliśmy  do schroniska można było zauważyć dziwne spojrzenia ludzi którzy zjeżdżając, patrzyli na nas jak na dziwolągów.&lt;br /&gt;
Gdy dotarliśmy do schroniska (w moim przypadku na ostatnim tchnieniu) mogliśmy zregenerować siły przy najlepszym trunku na świcie jakim wtedy wydawała się herbata z termosu (nie wnikam co koledzy mieli w termosach) ale jak później wystrzeli w górę przy podejściu na Kopiec pomyślałam, że w moim termosie zabrakło „prądu”.&lt;br /&gt;
Niestety wiatr oraz śnieg nie pozwoliły  nam na wejście na sam szczyt Pilska. Postanowiono, iż ściągamy foki i brniemy w dół zielonym a potem czarnym szlakiem. I tak było… do pierwszej polany, gdyż wewnętrzny GPS naszego kolegi  został „zaśnieżony”…  Potem były próby powrotu na właściwą drogę ale to oznaczało małe podejście w górę… Koledzy świetnie poradzili sobie bez fok, natomiast ja wpadłam na pomysł, iż zdejmę narty i podejdę w butach. Jak się okazało był to bardzo głupi pomysł gdyż tuż po uwolnieniu buta z „jakże wspaniałych zapięć” utopiłam się w śniegu po udo, szybko wróciłam do wyżej wspomnianych „jakże wspaniałych zapięć” próbując umieścić tam spowrotem   uwolnionego wcześniej buta. Całe szczęcie, nadeszła pomoc Heńka oraz foki wróciły na narty :D. I tak pełna szczęśliwości, iż można swobodnie poruszać się w górę dołączyłam do kolegów.&lt;br /&gt;
Później równie były ciekawe atrakcje ale nie będę tego opisywać bo wyszedł by esej…  wspomnę tylko iż udało nam się pozostawić kilka śladów za sobą w postaci ogolonych choinek ze śniegu, czy to odbitych orłów w ścianie śniegu &amp;lt;Lol&amp;gt;. Co jak co ale zjazd w puchu był niesamowity. Końcówka również była interesująca ponieważ mimo zastanych ciemności Kolega Łukasz dzielnie oświetlał nam drogę „wspaniałą czołową latarnią” &amp;lt;Lol&amp;gt;  (naszcze czołówki przy jego „reflektorze” wydawały się „zapalniczkami w tunelu”).&lt;br /&gt;
Wszyscy cali w jednym kawału dotarliśmy bezpiecznie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Jan Kieczka&amp;lt;/u&amp;gt;| 19 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około godziny 14:00 wyruszyłem z Istebnej Tokarzonka w kierunku Kiczor po drodze wykładam sól w dwóch lizawkach dla zwierzyny. Trasa początkowo biegnie szlakiem zrywkowym później dołącza do czerwonego szlaku biegnącego z Kubalonki. Po wejściu na wierzchołek Kiczor zjeżdżam na nartach wzdłuż granicy państwa w kierunku rzeki Olza przy moście granicznym zakładam ponownie foki i drogą biegnącą wzdłuż Olzy dochodzę ok. 19:00 do Istebnej Centrum pod same drzwi domu. Podczas patrolu w górnych partiach panowała silna mgła wiał wiatr i sypał śnieg a widoczność ograniczona była do kilkunastu metrów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: W śniegach Małej Fatry|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz, Ola Golicz, Henryk Tomanek, Jan Kieczka| 15 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W górach zapanowała prawdziwa zima i natura gór udzieliła nam kolejnej lekcji pokory. Już na samym dojeździe do celu wyciągał nas traktor z przydrożnego zagłębienia. Celem w górach był Mały Kriwań (1671) od doliny Kur. Przejście na nartach doliną po w miarę przetartym szlaku było jeszcze znośne. Naiwni piesi turyści, którzy przed nami częściowo przetarli szlak wkrótce poszli po rozum do głowy a nam w udziale przypadło torowanie w półmetrowym puchu. Wyżej zaspy były znacznie większe. Po ciężkiej walce udało nam się osiągnąć lesisty wierzchołek Strazskiej Holi (1141). Powyżej granicy lasu w zupełnie odkrytym terenie szalała zamieć a widoczność ograniczona do kilkunastu metrów. Wiatr błyskawicznie zacierał nasze ślady podejścia. Dojście grzbietem w pobliże przełęczy Priehib na wys. ok. 1400 zajęło nam niemal 4 godziny. W takich okolicznościach pozostał nam jedynie zjazd w dół. To była nagroda za udrękę podejścia. Wspaniały puch i cudowny zjazd (jak zawsze za krótki) do wylotu doliny. Po drodze wchodzimy jeszcze do &amp;quot;sztolni&amp;quot; (jest tego tylko kilka metrów, niegodne uwagi). W Małej Fatrze ogłoszono IV stopień zagrożenia lawinowego. Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FMalaFatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. – jaskinia Kasprowa Niżna|Tomasz Zięć, &amp;lt;u&amp;gt;Krzysztof Atamaniuk&amp;lt;/u&amp;gt;, Małgorzata Stolarek, Ryszard Widuch| 14 01 2012}}&lt;br /&gt;
No to się doczekaliśmy :) pierwszy wyjazd w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Śląsku od południa już ostro sypie śnieg. My ruszamy o 17. Do Krakowa &lt;br /&gt;
jakoś przeleciało bez komplikacji, ale później ukochana zakopianka :) śnieg &lt;br /&gt;
sypie, korki…. wiadomo. W Rabce uciekamy na czarny Dunajec i wszystko &lt;br /&gt;
wygląda już super, droga zaśnieżona ale pusta i przejezdna. Wszystko fajnie &lt;br /&gt;
do czasu kiedy pomyliliśmy jakimś cudem drogi i wpadliśmy znów na &lt;br /&gt;
zakopiankę. Masakra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ale tragedii nie ma zajechaliśmy na 21. Rano pobudka, patrzymy przez okno &lt;br /&gt;
auto zniknęło pod 40 cm warstwą śniegu. Bo odkopaniu dojeżdżamy do Kuźnic. &lt;br /&gt;
Wiec ruszamy w drogę. Szlak nie przetarty ale da rade iść – śnieg do kolan, &lt;br /&gt;
po zejściu ze szlaku zaczynają się schody - śnieg do pasa (i człowiek &lt;br /&gt;
wspomina rakiety które leżą w szafie na ostatniej półce). Zrzucamy plecaki i &lt;br /&gt;
jakoś mozolnie torujemy sobie drogę do dziury. Po dotarciu ku zdziwieniu &lt;br /&gt;
kursantów okazuje się ze w dziurze znajduje się piękna ”szatnia” do &lt;br /&gt;
przebrania. Szybka przebiórka, przepak i ruszamy. Bardzo sucho, pierwszego &lt;br /&gt;
jeziorka w ogóle nie ma. Przy Wielkim Kominie znajdujemy liny + worek, ale &lt;br /&gt;
patrząc na drogę do jaskini dziś na pewno nikt do niej nie wchodził. &lt;br /&gt;
Spokojnie bez pośpiechu idziemy dalej można powiedzieć ze suchą stopą &lt;br /&gt;
przechodzimy jaskinie i zapałki. Na tym kończymy. Trzeba coś sobie zostawić &lt;br /&gt;
na kolejny wypad.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej Rysiek przeprowadził wykład geologiczny &lt;br /&gt;
o umieraniu i rodzeniu się jaskiń. Przejście jak na pierwszy raz chyba &lt;br /&gt;
poszło dość sprawnie, po 5 godzinach już się przebieramy i zmienia nas &lt;br /&gt;
następna ekipa (w sumie to nawet nie wiemy skąd). Dziękowali nam ze &lt;br /&gt;
przetarliśmy im szlak, a my im że go jeszcze poprawili. Powrót mimo ciągłych &lt;br /&gt;
opadów śniegu przeszedł sprawnie. Czekamy na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Zgubiłem batona kit kata – jak ktoś znajdzie to na zdrowie :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - wyprawa w ramach programu PHZ|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Wojtek Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Człowiek Mucha, Rozi Rossenbaum i Grucha (os. tow.)| 08 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od paru dni prześladują nas słowa piosenki „uciekali, uciekali, uciekali na osiołku przez pustyni żar.....” więc stwierdzamy, że to musi być znak i my też postanawiamy uciec, może nie przez pustynię, może nie na osiołku ale z miasta, i to pociągiem (póki jeszcze możemy się ruszyć gdziekolwiek).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy do Wisły i w wysiadamy w Głębcach, skąd ruszamy na Stożek. O ile przez prawie całą drogę lało, tak za Ustroniem szarobury krajobraz zamienia się całkowicie, czyli mróz po pas i śniegu 30°.&lt;br /&gt;
Ostro ruszamy pod górę i...... po 10 min gubimy szlak. Ale jest busola, szybka orientacja w terenie i mkniemy na azymut 220 prosto na Stożek. Po zdobyciu stromego, bliżej nieokreślonego najwyższego punktu wypukłej formy terenu dochodzimy do wniosku, że zdobycie szczytu to nie wszystko. Dlatego też postanawiamy znaleźć jakąś miłą polanę i skonsumować wszystko co ze sobą mieliśmy. A mieliśmy dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po 500 m spaceru przełajowego docieramy do uroczego miejsca, gdzie urządzamy sobie popas. Pogoda piękna, nawet słońce czasem wychyla się zza chmur. Jest lekko na minusie.&lt;br /&gt;
Kiedy Słońce chyli się ku górom - czas wracać. Stożek musi poczekać do następnego razu;) cóż każdy ma swoje priorytety....:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety powrót okazuje się najtrudniejszą częścią wyprawy. Trzeba torować w głębokim śniegu. A że mamy lekko z górki to wpadamy na pomysł, że ulepimy kulę i będziemy ją toczyć przed sobą i to ona będzie torowała nam szlak. Idzie całkiem nieźle do czasu kiedy kula jest już tak duuuuuuuża, że nie ma opcji by ją ruszyć. Dalej musimy sobie radzić już sami. Warunki ekstremalne....a w butlach kończy nam się już tlen (choć reduktory mamy ustawione na przepływ 1l/h). Na szczęście mniej więcej w tym samym czasie docieramy do asfaltu prowadzącego do drogi wojewódzkiej nr 941. Wyprawę kończymy w jakieś karczmie w Centrum smakując m. in. fusatych klusek. Jeszcze tylko fascynująca partia szachów (bułgarski atak + końcówka Fischera) i żegnamy Wisłę. W pociągu towarzyszą nam rozmowy o życiu  i parę świńskich kawałów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ufni, że może uda nam się jeszcze gdzieś wyskoczyć na równie ekscytującą akcję przed godziną zero, zmęczeni acz szczęśliwi wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Miętusia-prawie do końca |&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda, Michał Wyciślik | 06- 07 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Umyty sprzęt już się suszy, siniaki na kolanach policzone, pora więc na napisanie sprawozdania. Od dawna planowany wyjazd do jaskini Miętusiej za syfon Zielonego Buta, w końcu został zrealizowany. Dzień wcześniej zgłaszam wyjście do Miętusiej, z internetowej Książki Wyjść wynika, że jesteśmy trzecim zespołem, który wybiera się do tej jaskini. Korzystając z 3-dniowego weekendu wyruszamy w piątek o 8:00 z Rudy. Pod otworem jesteśmy ok. 14:00. Rura puszcza szybko, lecz już pierwszy batinox jest tak zapchany linami, że musimy kombinować. Na kaskadach mijamy grotołazów z Olkusza i Poznania, którzy informują nas, że poziom wody w MarWoju pozwala na przejście. Na Progu Męczenników wspomagamy się wiszącymi linami, więc idzie nawet gładko. W końcu docieramy do owianego mitem hardcoru syfonu i zaczynamy zmysłowy striptiz niestety bez publiki. Dajemy nura i wychodzimy po drugiej stronie z okrzykami o znacznie podwyższonym tonie. Żeby się rozgrzać zwiększamy tempo marszu lecz nie na długo, bo zatrzymuje nas plątanina korytarzy. Nikt z nas nie był tu wcześniej więc Michał wyciąga kilku stronicowy opis dalszej części jaskini, dzięki któremu docieramy aż do Progu Odzyskanych Nadziei. Niestety nie przewidzieliśmy wcześniej tego, że dotrzemy aż tak daleko i nie wzięliśmy sprzętu potrzebnego na dalsze partie, zresztą czas też naglił więc musieliśmy wracać. Z powrotem jakoś już szybciej choć woda w syfonie jakby chłodniejsza. Z jaskini wychodzimy o 3:00 w nocy, co daje nam ok. 12 godzin akcji w jaskini. O 5 rano jesteśmy gotowi do powrotu, lecz zatrzymujemy się na godzinkę, żeby choć trochę się przespać. W Rudzie jesteśmy… nawet nie wiem o której. &lt;br /&gt;
Wyjazd udany, choć mi osobiście pokazał gdzie jest miejsce niedoświadczonego grotołaza. Partie za Zielonym Butem robią kolosalne wrażenie, z moim niewielkim dorobkiem jaskiniowym uważam, że to najładniejsze partie ze wszystkich poprzednich jaskiń w których byłem. Szkoda tylko, że nie wzięliśmy aparatu. &lt;br /&gt;
P.S. Zapomniałem napisać, że Zielony But był na szczęście zlewarowany:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Wielka Puszcza|od piątku do poniedziałku – Zygmunt Zbirenda, Henryk Tomanek, Tadek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch, Tomek (os. tow.), z soboty na niedzielę – &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog, Jola (os. tow.) | 30 12 2011 - 2 1 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacery górskie, impreza sylwestrowa, wycieczka skitruowa. Tak można podsumować spotkanie „starych” klubowiczów z przełomu lat 2011 – 2012. Wszystko to miało miejsce tak jak rok wcześniej w Wielkiej Puszczy w Beskidzie Małym. Wspaniała, sympatyczna atmosfera i ciepła chatka to sprawa nieocenionego Zigi za co mu serdecznie dziękujemy. Sytuację dodatkowo uratował w ostatniej chwili opad śniegu. Dzięki informacjom Heńka zabieram skitury (zrobił poniższą trasę na nogach dzień wcześniej). Śniegu nie było dużo ale pozwolił mi zrobić pętlę skiturową (Terasa szła pieszo) na trasie Wielka Puszcza – Wielka Góra (879) – Beskid (759) – zjazd doliną Wielkiej Puszczy do wsi. Mimo, że często wystawały kamienie (mam takie narty na wyrzucenie) to udało mi się całą trasę pokonać narciarsko. Reszta ekipy eksplorowała bez szlaków północne stoki głównego grzbietu.&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2012%2FWielka_Puszcza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY/AUSTRIA: Sylwester w Tyrolu |&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz | 25 12 2011- 01 01 2012}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny wyjazd z kategorii: &amp;quot;Gdzie jest zima?&amp;quot;. Pierwsze dni spędzamy we włoskiej miejscowości Mals (pogranicze Austrii i Włoch). Niestety na miejscu ze śniegiem dosyć słabo. Robimy trzy podejścia. Z każdym jest coraz lepiej. Gdy już znajdujemy śnieg, przenosimy się w rejon miejscowości Pfunds (Austria). Tam pozostawiamy samochód i już na nartach przemieszczamy się na resztę naszego urlopu do zimowej chatki przy schronisku Hohenzollernhaus (2.123 m.). Śnieg i jest i pada. Pada tak intensywnie, że unieruchamia nas na kolejny dzień w chatce...To co udaje nam się zrobić, to dość krótka wycieczka po okolicy pod szczytem Glockturm i całkiem niezły zjazd. Jednak groźnie osuwajacy się śnieg pod nartami i rozlegające się z każdej strony grzmoty schodzących lawin dość sprawnie przekonują nas by za daleko się nie wypuszczać. Tu zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2012/sylwester-tyrol&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TZiec</name></author>
		
	</entry>
</feed>