<?xml version="1.0"?>
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xml:lang="pl">
	<id>http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=TPawlas</id>
	<title>Nocek - Wkład użytkownika [pl]</title>
	<link rel="self" type="application/atom+xml" href="http://stara.nocek.pl//wiki/api.php?action=feedcontributions&amp;feedformat=atom&amp;user=TPawlas"/>
	<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Specjalna:Wk%C5%82ad/TPawlas"/>
	<updated>2026-05-09T13:23:41Z</updated>
	<subtitle>Wkład użytkownika</subtitle>
	<generator>MediaWiki 1.31.5</generator>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2022&amp;diff=10166</id>
		<title>Wyjazdy 2022</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2022&amp;diff=10166"/>
		<updated>2022-03-17T15:16:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__ &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kobylarzowy Żleb|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2022}}&lt;br /&gt;
Ach, to podejście do Litworowej! Zmora kursantów (z powodu Kobylarzowego Żlebu) i instruktorów (z powodu Skoruśniaka). Kobylarzowy Żleb jako cel wycieczki narciarskiej ma jednak swoje zalety. Długo zalega tam cień, a zimą mało kto tam idzie. Narciarzom się nie chce iść Skoruśniakiem, a piechurzy pocą się już na samą myśl o Żlebie. Moi lokalni informatorzy zarzekali się jednak, że tym razem warto, bo jest świetny śnieg. I mieli sto procent racji. Zjazd rozpocząłem nieco powyżej ścieżki do Litworowej; wszedłbym na Małołączniak, ale naprawdę nie miałem już czasu... Grzbiet wprawdzie był wywiany, ale nieco na stronę Doliny Litworowej narty prowadziły się już super. Potem do łańcuchów odcinek chwilami trochę czujny, ale i dużo po miękkim. To tu właśnie zaliczyłem małą kraksę. Łańcuchy były wystarczająco zaśnieżone, żeby zjechać na nartach. A ten fragment poniżej łańcuchów - może i krótki, ale czysta bajka. Oczywiście co było dalej, to już szkoda gadać... I tak był to bardzo dobry dzień, a raczej pół dnia; dokładnie w trzy godziny zrobiłem ok. 1060 m przewyższenia (i zjazdu, ma się rozumieć). Od Przysłopu aż do grani spotkałem pojedyncze osoby. Niebo niebieskie jak rzadko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Zielony Kopiec|Andrzej Gałecka, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2022}}&lt;br /&gt;
Po wczorajszej wyrypie należało się trochę wyluzować. Dołączył jeszcze Andrzej. Z Wisły Malinki a konkretnie z Rastoki przy przecudownej pogodzie podchodzimy leśnymi drogami, ścieżkami oraz na przełaj na Zielony Kopiec (1152). Stąd jeden z piękniejszych i urozmaiconych zjazdów w Beskidach. Początkowo rzadkim lasem, potem kawałek szlakiem a w końcu leśną drogą schodzącą doliną potoku aż do parkingu. 500 m deniwelacji i ok. 12 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FZielonyKopiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: przez przełęcze Wysokich Tatr|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|12 - 13 03 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był super: Start ze Starego Smokowca, następnie dolina Wielicka, Polski Grzebień, Rohatkę do Zbójnickiej Chaty - gdzie miał być nocleg. Następnie przejście przez Czerwoną Ławkę do Doliny Pięciu Stawów Spiskich i powrót do Starego Smokowca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszamy około 7.20 jesteśmy na parkingu. Szybkie przepaki, przebieranki i hasło wyjazdu - &amp;quot;zostaw&amp;quot;. Około 7.40 wyruszamy z parkingu w Starym Smokowcu. Chłopaki od razu narzucają ostre tępo. A ja z wywieszonym jęzorem staram się gonić. Podejście rozpoczynamy stokiem, następnie &amp;quot;sarnią ścieżką&amp;quot; dochodzimy do żółtego szlaku, którym kontynuujemy podejście do Śląskiego Domu. Pogoda jest przepiękna. Słońce mocno operuje. Cokolwiek byśmy na sobie nie mieli - to i tak będzie za dużo. Pod Śląskim Domem chwilę odpoczywamy, uzupełniamy wodę i ruszamy dalej w górę. Niestety przy podejściu na Próg Wielicki na zmrożonym &lt;br /&gt;
fragmencie wyjeżdża mi narta, wypina się, i jednocześnie odzywa się stara kontuzja. Po wyjściu na górę próbuję jeszcze się zreanimować. Dochodzę do chłopaków, którzy czekają na mnie i razem ruszamy dalej. Niestety, stan kolana się pogarsza - dalsza droga nie ma sensu i może jedynie narobić wszystkim kłopotów. Teren i droga powrotu są dość proste, a mój stan pozwala na samodzielny zjazd. Żegnam się z chłopakami, którzy kontynuują turę, a ja przepinam się i mniej więcej z wysokości zejścia &lt;br /&gt;
na &amp;quot;Wielicką Próbę&amp;quot; zjeżdżam w dół. Niestety szybko okazuje się, że z kolanem jest gorzej niż myślałem i lewoskręt praktycznie nie działa... Dojeżdżam do progu, który w międzyczasie   z wymrożonego zmienił się w wielką breję (mokry, bardzo ciężki śnieg). Nie chce ryzykować pogłębienia kontuzji i zjeżdżam lewostronnym liściem. Pod Śląskim Domem zatrzymuję się dając odpocząć kolanu, a sam w między czasie organizuję sobie nocleg w Starym Smokowcu. Dalej zjeżdżam mniej więcej droga &lt;br /&gt;
podejścia. Po drodze spotykam jeszcze naszych kolegów z SKTJ, którzy mają problem z śniegiem klejącym się do fok - pożyczam im smarowidło (mam nadzieję, że pomogło). Śniegi bardzo przyjemne, zjazd praktycznie płaski - więc i kolano wydala. Po powrocie udaję się od razu na nocleg. Wieczorem kontaktują się chłopaki, że dotarli do schroniska, mają nocleg i wszystko ok. Informują również, że nadprogramowo zrobili Świstowski szczyt i zgodnie z planem około 12.00 dnia następnego planują być w &lt;br /&gt;
Chacie Teryego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, po śniadaniu planuję jednak wybrać się na jakiś mały spacer. Pada na Schronisko Zamkowskiego - aby przy okazji sprawdzić chłopakom dolną część zjazdu. Wychodzę całkowicie na lekko (oczywiście z buta). Szybkim tempem docieram do schroniska, gdzie w ramach drugiego śniadania degustuję złocisty nektar :). Niestety znowu kolano daje o sobie znać, a więc przy zejściu się oszczędzam. Gdy docieram na Hrebieniok kontaktuje się z resztą ekipy. Okazuje się że są już poniżej &lt;br /&gt;
Chaty Teryego (przedtem zaliczyli jeszcze Lodową Przełęcz). Przekazuje im info o warunkach zjazdowych w dolnej części trasy i najlepszym wariancie a sam schodzę do Starego Smokowca. Na dole meldujemy się prawie równocześnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo kontuzji i tak wyjazd udany - może plan nie wykonany, ale przynajmniej udało się skorzystać z pogody i trochę poruszać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&amp;lt;b&amp;gt;Oto opis zasadniczej ekipy (zrobiony przez Łukasza Pawlasa)&amp;lt;/b&amp;gt;:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd 4:30 z Mikołowa. Parkujemy w Starym Smokowcu i z auta ruszamy o 7:45.Idziemy żółtym szlakiem do Śląskiego Domu i dalej doliną Wielicką na Polski Grzebień. Łukasza M. dopada niewyleczona kontuzja i podejmuje męską decyzję o odwrocie i poczekaniu na resztę ekipy do jutra. Po drodze na Polski Grzebień prawie nikogo nie spotykamy. Na drugą stronę przełęczy, ze względu na prawie całkowite wywianie śniegu, niestety nie dało się zjechać, więc schodzimy kilkadziesiąt metrów i dalej na nartach i z buta na Rohatkę. Z przełęczy zjeżdżamy na dno Dzikiej Kotlinki, gdzie udaje mi się namówić resztę na wejście na Światowy Szczyt. Ze względu na późniejszą już godzinę, zjazd tym razem po lekko zmrożonym i znacznie rozjeżdżonym stokiem aż do Zbójnickiej Chaty, gdzie udaje nam się zdobyć nocleg na glebie. W schronisku spotykamy znajomych krakusów, dzięki którym udaje nam się umilić czas aż do godziny ciszy nocnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego ranka ruszamy na Czerwoną Ławkę nie mogąc się nadziwić możliwościom narciarskim Słowackiej strony Tatr. Na przełęczy robi się ciasno, a od dwóch stron podchodzą kolejni, dlatego też oraz ze względu na dość zmrożony śnieg, decydujemy się na zejście kilkunastu metrów na rakach, skąd zjeżdżamy na dno Dolinki Lodowej.&lt;br /&gt;
Po raz kolejny muszę namawiać klubowych harpaganów na zdobycie dodatkowego przewyższenia, więc wchodzimy jeszcze na Lodową Przełęcz, skąd najlepszym zjazdem tego wyjazdu mkniemy aż do asfaltu w Starym Smokowcu.&lt;br /&gt;
Pogoda jak marzenie. Nie znam statystyk dotyczących deniwelacji itp. ale po otarciach na moich stopach musiało być tego trochę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej chłopaki nie dają mi zasnąć i po raz kolejny muszę słuchać o emeryturach górniczych, przodkach, pokładach 501 i innych skarbkowych baśni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FHTR&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|12 03 2022}}&lt;br /&gt;
Dzień miał być piękny, ale wyjechać mogliśmy dosyć późno. Padł więc pomysł, żeby powtórzyć świetną wycieczkę z poprzedniej zimy. Moją ulubioną drogą wznoszącą się po północnych zboczach Kościelca docieramy na Malinowską Skałę. Zjazd do doliny Potoku Malinowskiego kończymy tuż przed zachodem słońca. Śniegu nadal dużo i dobrego. Do źródełka spokojnie dało się dojechać na nartach. Około 580 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżnia|Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Magda Sarapata|12 03 2022}}&lt;br /&gt;
Żeńskie wyjście do Jaskini Kasprowej Niżniej. Zbiórka w Katowicach o godzinie 4:30. Ruszamy. Droga mija szybko - musiałyśmy się nagadać, bo dawno w takim składzie się nie widziałyśmy. Na miejscu okazuje się, że zimno jest zimniejsze niż miało być, maszerujemy szybko żeby się rozgrzać. Trochę rozgrzewa nas informacja, że bilety wstępu do parku znowu podrożały!!! (8zł!) Pod jaskinią dochodzi do nas ekipa kursowa z innego klubu. Szybko się przebieramy i biegniemy poręczować. Idzie nam sprawnie, aż do długiego korytarza, który jest zalany wodą. Zrzucamy nadmiar ubrań, pakujemy szczelnie do worów i przechodzimy na drugą stronę starając się nie myśleć o zimnie. Za wiszącym jeziorkiem woda na szczęście była zlewarowana i przechodzimy na sucho. Za Zapałkami trochę wspomagamy się opisem, ale pomimo to droga idzie nam sprawnie. Dochodzimy do Komory Gwieździstej, z niej dalej w kierunku Szczeliny. Nim do niej dotarłyśmy wybija godzina, którą wyznaczyłyśmy sobie na odwrót. Grzecznie zmieniamy kierunek i zaczynamy wycof. Tym razem woda w długim chodniku jest zimniejsza, za to na dworze już cieplej.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2Fkasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - Kralova Hola|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|12 03 2022}}&lt;br /&gt;
Odludny teren, rzadko uczęszczany szlak z Liptowskiej Tepliczki na Kralovą Holę (1948) wskazywał 4,20 h podejścia. Na trasie nie spotkaliśmy żadnych turystów. Od pewnego momentu w ogóle nie przetarty. Najpierw dość nudne przejście doliną a potem ciekawy szlak lasem, kosówkami a na końcu otwartym terenem na &amp;quot;szklaną górę&amp;quot;. Partie szczytowe były wywiane i zalodzone. Przy trochę większym nachyleniu bez raków ani rusz. Kombinując zakosami udaje nam się wejść na szczyt. Pogoda była jednak cudowna. Pełni obaw co do zjazdu po lodowej powłoce ruszyliśmy w dół trochę innym wariantem. Kanty nart ledwo trzymały śniegu jednak zjazd wbrew obawom okazał się całkiem przyzwoity, a niżej wspaniały i to z pięknym widokiem na sąsiednie Wysokie Tatry. Z końcem dnia docieramy do auta. Dystans 25 km, 1170 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; i Łukasz Piskorek|06 03 2022}}&lt;br /&gt;
Klasyczna Czarna, wyjście dwuosobowe na dwie liny i 7 karabinków. Podejście zimowe, po udeptanych, aczkolwiek lekko przysypanych śladach. Łukasz nadał tempo, choć czasem, kiedy zwijał linę udawało mi się go wyprzedzić i wpiąć kilka karabinków. Do rekordu było daleko, ale zeszliśmy poniżej 6h. Zlotówka skuta lodem, a lodowe stalagmity i polewy znajdowały się jeszcze na końcu sali Ewy i Hanki. W drodze powrotnej piękne zimowe widoki, mało ludzi i przepyszny zjazd na worze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjecia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka i Rysianka na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia &amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|05 03 2022}}&lt;br /&gt;
Zaparkowaliśmy na znanym parkingu, gdzie potok Cebulowy wpływa do Sopotni. Tym razem kierujemy się na zbocza Romanki. Podchodzimy na przełaj, przy okazji odkrywając piękne tereny. Nie spotykamy nikogo, nie licząc psa. Zamiast wprost na Romankę docieramy na Majcherkową. Poźniej tradycyjnie szlakiem kierujemy się na Romankę i dalej na Rysiankę, gdzie spotykamy dość dużo turystów. Po wizycie w schronisku udajemy się w stronę Pilska. Niestety dosć późna godzina wymusza na nas zmianę decyzji, co okazało się później bardzo dobrym pomysłem. Postanawiamy zjeżdzać z Palenicy w kierunku Polany Cudzichowej, następnie bajecznym lasem w dół i poźniej wzdłuż potoku (chyba odnoga potoku Cebulowego). Trasa zjazdu okazała się świetna, piękny zjazd w idealnym puchu, sama radość. Uznaliśmy to za odkrycie sezonu i fajną alternatywę dla klasycznego zjazdu Potokiem Cebulowym. Suma podejść wyszła nam około 1000 m i 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - skiturowa wycieczka na Trzydniowiański Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Mazurek, ...|27 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po akcji w jaskini trochę mięśnie bolały lecz pogoda była piękna więc grzechem byłoby nie pójść w góry. Z Kir przez dol. Kościeliską na Ornak (Łukasz w jaskini stłukł kolano więc wyjście kończy przy schronisku) i dalej na Iwaniacką Przełęcz.  Stąd zjazd do dol. Chochołowskiej w przepysznym puchu. Z Chochołowskiej podejście pierwszym czerwonym szlakiem na Trzydniowiański Wierch. Od razu widać było, że warun jest po prostu boski. Na grani wprawdzie było wywiane (na ostatnim podejściu założyłem nawet raki) lecz i tak nie zmieniało to wiele postaci rzeczy. Zjazd mniej więcej drogą podejścia lecz po nietkniętym puchu, który w zasadzie nie powodował oporu dla nart. Po stromych zboczach po prostu się spływało w rozkosznym poczuciu &amp;quot;nieważkości&amp;quot;. Z Chochołowskiej jeszcze na koniec czarnym szlakiem podejście pod Diabliniec i zjazd dol. Lejową do Kir. 1842 m deniwelacji i 27 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa: http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2022%2FZimna%2Ftrasa.jpg&amp;amp;startat= , &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Profil: http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2022%2FZimna%2Fprofil.png&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; i Iwona Pastuszka|26 02 2022}}&lt;br /&gt;
Idziemy z Iwoną do Zimnej. Zdecydowałyśmy, że nie chcemy towarzyszyć naszym kursantom, żeby móc się bardziej zmęczyć i samodzielnie wspinać oraz poręczować. W drodze do jaskini Towarzyszymy Rysiowi i kursantom z myślą, że wyprzedzimy ich w przebieraniu i pójdziemy przodem. Niestety! Przed nami wchodzi do jaskini ekipa kursowa z innego klubu, przez co znajdujemy się w ,,potrzasku” nie jesteśmy w stanie ani wyprzedzić, ani nie możemy się zbytnio ociągać bo za plecami słychać głosy ,,naszych”. Pod Progiem Wantowym idziemy zwiedzać Salę Gotycką i zerkamy do Syfonu Zwolińskiego. Liczymy, że uda nam się wyminąć ekipę idąc obejściem Czarnego komina. Przeliczyłyśmy się i dochodzimy do ekipy przed nami kiedy już wspinają Szklany Prożek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I już miałyśmy po raz kolejny czekać w kolejce za kursem, ale szybka reakcja Iwony i wspólny spręż sprawiły, że udaje nam się uciec wspinając Beczkę w ekspresowym tempie. Wymieniamy się na kolejnych wspinaczkach prowadzeniem. Jeszcze w okolicach Chatki minięta ekipa depcze nam po piętach, ale dalej idziemy już same. I tak do końca. Kończymy razem z kursantami już po ciemku. Spod jaskini ruszamy przodem, żeby Iwona mogła jak najszybciej ruszyć w drogę do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2022/zimna2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Jankowski&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch, Damian Szołtysik, Tomasz Hansel, Lukasz Mazurek, Asia Przymus i Iwona Pastuszka szły w inne partie jaskini|26 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne w tym sezonie wyście kursowe do jednej z jaskiń zimowych odbyło się w sobotę 26 lutego. Tym razem w planie była Jaskinia Zimna i dotarcie do Chatki. Z bazy noclegowej wyruszyliśmy chwile po 8 rano i sprawnym krokiem przez dolinę Kościeliska dotarliśmy w okolice otworu. Na miejscu spotkaliśmy się z inna ekipa grotołazów, która właśnie kończyła przebierać się i wchodziła do jaskini tuż przed nami. Do jaskini weszliśmy chwile po 10 i bardzo sprawnie przemieszczaliśmy się przez różnej wielkości korytarze i szczeliny. Mijając Sale z Przepływem, a później Jeziorko z Zakrętem padały dwukrotnie pytania: „czy to już Ponor?”, za trzecim razem Rysiek w końcu już potwierdził tak to jest Ponor. Na nasze szczęście Ponor był drożny i obyło się bez brodzenia w wodzie. Niemniej jednak przebrnięcie przez zalane korytarze skutkowało tym, że po kolana byliśmy już w błocie. Nie dziwi więc nazwa pierwszego progu jaki napotkaliśmy. Trochę liczyliśmy że ekipa przed nami zostawi liny ułatwiając nam trochę zadanie jednak przez cala trasę de-poręczowali wszystko za sobą zmuszając nas do pokonania wszystkiego samemu. Błotny próg na ochotnika próbował przejść Lukasz, jednak bardzo szybko się poddał. W mgnieniu oka do akcji ruszył Rysiek, brawurowo pokonując Błotny Próg „metoda tradycyjna”, umożliwiając tym samym bezpieczne przejście dla kursantów. Do kolejnych wspinaczek przez Próg Wantowy na poziomie IV i Czarny komin (na poziomie V+) prawie „na ochotnika” wytypowaliśmy Tomka. Mimo jego dużego doświadczenia wspinaczkowego Tomka, dało się słyszeć kilka niecenzuralnych słów podkreślających poziom trudności wspinaczki. W między czasie jeszcze przed Progiem Wantowym Daniel udał się na zwiedzanie w stronę Syfonu Zwolińskich aż do momentu, w którym woda w gumiakach osiągnęła poziom alarmowy. Beczkę udało się pokonać całkiem sprawnie, w Białym Kominie ominęło nas poręczowanie, bo użyliśmy liny, która jest tam na stałe. Ostatnia wspinaczkę tego dnia poprzez Biały Komin również przekazaliśmy Tomkowi. Ostatni odcinek tuz przed Chatka zaporęczował Daniel wymijając się w tym momencie z powracającą ekipa grotołazów, która szła przed nami. Do Chatki dotarliśmy ok godziny 15:30, po chwili odpoczynku zebraliśmy się w drogę powrotna. Wszystkie liny powrotne de-poręczowaRysiek z Damianem. Wyjście z jaskini nastąpiło o godzinie 18:30.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie czekała nas przykra wiadomość. Zmarła pani Krystyna Glista, u której często &amp;quot;bazowaliśmy&amp;quot; przez szereg lat.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FZimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), pies Kawa, w czwartek również pies Draka|24 - 26 02 2022}}&lt;br /&gt;
W bardzo słoneczny czwartek z dwoma psami wychodzimy na Duże Jasło (1153). Na szczycie wietrznie. Zjeżdżamy grzbietem w kierunku Szczawnika, a następnie do doliny potoku Pod Boweniem. Zjazd pyszny, w dużej mierze po przybyłym poprzedniego dnia puchu. Psy lubią ganiać za narciarzami po lesie, ale trzeba robić im przystanki dla złapania tchu. W sumie 480 m deniwelacji. Na trasie spotkaliśmy dwoje piechurów i dwóch drwali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek samotnie odbywam wycieczkę inspirowaną trasą tegorocznego Pucharu Połonin. Najpierw trawersuję ze Strzebowisk drogą rowerową, następnie podchodzę na grzbiet nieco na zachód od wierzchołka Fereczatej. Stąd zjeżdżam do doliny potoku Bystrego, po czym zakładam foki i wchodzę z powrotem na grzbiet, na Duże Jasło. Dalej zjeżdżam sprawdzoną trasą, jak poprzedniego dnia. Śnieg już nieco cięższy, ale nadal bardzo przyjemny. Wyszło niecałe 900 m przewyższenia. Nad głową przez cały dzień posępne chmury. Na trasie nie spotkałem nikogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę przed powrotem do domu wypuszczamy się na szybką wycieczkę z Jaworzca na północne zbocza doliny potoku Kobylskiego. Razem z Olą i Kawą wychodzimy na nienazwaną przełęcz w grzbiecie odchodzącym na zachód z Wysokiego Berda. Mimo północnej wystawy, śniegu w lesie jest dosyć mało. Na zjeździe miejscami walczymy ze zmrożonym podkładem i z gęstym poszyciem. Co ciekawe, jedyny upadek miał miejsce podczas wypinania się z nart. Deniwelacja raptem 350 m, ale to też był dobry dzień. Zażyliśmy słońca. Po drodze nie spotkaliśmy nikogo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Lipowska i Rysianka + Magurka Wilkowicka|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurekk&amp;lt;/u&amp;gt; + + różne osoby towarzyszące na różnych etapach|19 - 20 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z możliwości załapania się na nocleg w schronisku na Hali Lipowskiej, rezerwuję go z rana. Zachęcają prognozy przewidujące solidny opad następnego dnia. Mam zamiar dotrzeć jak najszybciej. Być może uda się oddać jakieś kontrolne zjazdy. Niestety proza życia codziennego zajmuje zbyt dużo czasu. Na parking w Złatnej Hucie docieram około 18.00. Szybkie klejenie fok, przebieranie i start. Tuż po starcie zaczyna bardzo mocno wiać. Chcąc uniknąć &amp;quot;latających&amp;quot; drzew zmieniam &lt;br /&gt;
plan na podejście i idę nie szlakami tylko przecinkami i polanami mniej więcej równolegle do żółtego szlaku. Na górze wieje mniej, wiec zbliżam się a na koniec dołączam do szlaku niebieskiego. W między czasie dokładnie przyglądam się warunkom na polanach i w lasach. A dobrze nie jest. Betony, lodoszreń, szreń łamliwa. Wszystkiego po trochę. Nie wygląda to dobrze. Po około 1h podejścia melduję się w schronisku. Na szczęście bufet jeszcze działa (jak się później okazało wyjątkowo długo &lt;br /&gt;
tego dnia) a więc udaje się załapać na pierogi i złocisty nektar. Po zadomowieniu się w pokoju, siedzimy na posiadówie w jadalni tocząc debaty o planach na następny dzień. Ja akurat takowego nie mam. Założenie jest jedno - dużo zjeżdżania, mało chodzenia. Na spoczynek udajemy się około północy. Z częścią współlokatorów decydujemy się wstać wcześniej i udać się bejrzeć wschód słońca - najlepiej z Hali Rysianka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
20.02.2022&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Godzina 6 minut 30, kiedy pobudka zabrzmiała... Jakoś nikomu nie chce się wstać na ten wschód. Wszyscy zgodnie twierdzą, że pogoda kiepska, że widoków nie ma. Ale skoro już wstałem - postanawiam skorzystać z dnia od samego rana. Wskakuje w schroniskowy dresik, skiturowe buty i postanawiam sprawdzić tą kiepską pogodę. Dołącza do mnie Agnieszka z Poznania. Szybkim tempem (z buta) udajemy się na Rysiankę. Pogoda okazuje się piękna, a wschód nad wyraz ładny. Zadowoleni, że jednak ruszyliśmy się wracamy do schroniska na śniadanie, bogatsi o kilka niezłych fotek tego zjawiskowego wschodu. Niestety opadu - dla którego tak naprawdę tu przyszedłem dalej nie ma. Zaczynam myśleć nad planem B. W między czasie czekając na śniadanie. Aż tu nagle zaczyna się. To prawdziwy śnieżny armagedon. Kładzie, aż miło. Śniegu przybywa w oczach. Gdy wszyscy boją się warunków (niestety poruszają się pieszo) i uciekają jak najszybciej, ja odkładam wyjście do koło 9.30. Pierwszym celem jest &lt;br /&gt;
Rysianka - szczyt. Warun podejściowy bardzo dobry, szybka przepinka do zjazdu i odpalam pierwszy zjazd najpierw halą, później rynną w stronę Sopotni. Warunki może nie idealne ale co najmniej bardzo dobre. Zakładam pierwszą linię. Zjeżdżam do połowy rynny - czyli najlepszy fragment tego zjazdu. Szybko przepinam się do podejścia i szybkim tempem udaję się z powrotem na górę. Tym razem odpuszczam szczyt. W między czasie wiatr bardzo się wzmógł. Szkoda jednak tak dobrego warunu. Błyskawicznie &lt;br /&gt;
przepinam się więc do zjazdu. Tym razem pada na zjazd w stronę Złatnej. Ten fragment Hali znam najlepiej, więc dobrze wiem jak wybrać linię zjazdu, żeby jechać w pięknym nawianym puchu, z dala od przewianych lodowych poletek. Zjazd jest piękny. Niemal idealny. Śnieg chyba najlepszy w tym roku! Udaję się wyrzucić spod nart kilka firan. Zjeżdżam halę i fragment lasu - dalej nie ma sensu męczyć. Ponowna przepinka i w górę na Rysianke. Wiatr dalej szaleje, a ja już trochę zmęczony postanawiam wrzucić do organizmu trochę kofeiny. Więc robię sobie małą przerwę w schronisku. Niestety mój czas szybko się kończy. Trzeba zjeżdżać do Złatnej. Tu zostawiłem sobie perełkę na deser. Zjeżdżam Halę Lipowską, dalej słupami i lasem. Ten zjazd to bajka. puch, nawiane prawie metrowe dropy. Stawiam kilka potężnych firan. W lesie trochę mało śniegu na wylodzonym podkładzie. Poruszam się więc troszkę bardziej zachowawczo (niestety zjeżdżam samotnie). Odpuszczam więc dwie nastromione ścianki na rzecz bardziej wypłaszczonych wariantów. Wkrótce docieram do pożarówki i Łąk w Złatnej. Niestety widać tam duże działania związane ze zrywką. Nie chcę ryzykować, zwłaszcza, że po ostatniej odwilży na dole śniegu nie ma aż tak dużo. Wybieram więc wariant klasyczny czyli do mostka i końcówkę zjeżdżam czarnym szlakiem. |To był chyba najprzyjemniejszy zjazd tego sezonu. Oj gdyby było +10cm świeżego śniegu w lesie to było by bajecznie. Na dole szybko się przebieram i udaję się do Bielska Białej na obiadową pizzę ze znajomą. Pizza zjedzona - czas więc troszkę ją spalić. Zabieramy więc psa Szrotkę i udajemy się na Magurkę Wilkowicką. Podejście szybkie od Przełęczy Przegibek. Śniegu zostały śladowe ilości. Jednak podejście śliskie, mocno wylodzone. Podchodzimy pożarówkami i stokówkami. Na górze jesteśmy tuż przed zachodem słońca. Nie wchodzimy do schroniska tylko szybkim tempem schodzimy w dół. Tym razem wybieramy zejście niebieskim szlakiem. Szybka akcja - pomimo, że tempo wycieczki było raczej spacerowe. To był zdecydowanie dobry weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FLipowska%2BMagurka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rysianka + Lipowska|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurekk&amp;lt;/u&amp;gt; + 8 os. tow.|16 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, a więc czas na tradycyjną skiturową grupówkę. Tym razem pada na Rysiankę i Lipowską. Z parkingu w Złatnej Hucie startujemy około 19. Tym razem podchodzimy bezpośrednio na Halę Rysianka czarnym szlakiem. Pogoda dość dobra. Bardzo ciepło. Na górze po mimo alertów wiatr znośny. Docieramy do schroniska i zaglądamy do środka aby coś przekąsić. Następnie udajemy się na Halę Lipowską. Mijamy schronisko i udajemy się pod wyciąg. Tu przepinka do zjazdu. Jedziemy najpierw wzdłuż starego &lt;br /&gt;
wyciągu, następnie na wprost lasem. Przecinamy niebieski szlak i wzdłuż potoku dojeżdżamy do porażówki, którą (miejscami oczywiście skracając drogę przez łąki ) dojeżdżamy do czarnego szlaku na wysokości mostku. Warunki śniegowe do zjazdu grubo średnie. Na górze mocno zmarznięty śnieg, później kawałek cukrów, a na koniec ciężkie mokre śniegi, mocno łapiący. Przyjemność ze zjazdu jedynie mieli Ci, którzy mieli narty 100+ pod butem. Tura ciekawa, pogoda dopisała. Jazda w bukowych laskach po nocy zawsze na plus. Mam nadzieję, że śniegi się jeszcze długo utrzymają.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mały Szlak Beskidzki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, ...|10 - 14 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
M. in. trójkowe zagrożenie lawinowe w Tatrach i konkretne opady śniegu w Beskidach (po drodze było jednak ocieplenie) nasunęły plan narciarskiego przejścia tzw. Małego Szlaku Beskidzkiego (MSB). Szlak ten wiedzie wierzchowinami Beskidu Małego, Makowskiego i Wyspowego. Wysokości niewielkie bo najwyższy punkt to 1022 m (Luboń) lecz w kilku miejscach zejścia do dolin rzecznych zwiększają całą deniwelację. Przejście z Bielska Białej Straconki do Rabki Zaryte zajęło 5 dni. Pokrywa śnieżna bardzo niejednolita lub całkowity jej brak. W Beskidzie Małym śniegu dość sporo zwłaszcza w górnych partiach więc przejście typowo narciarskie. Beskid Makowski to tragedia z śniegiem co przekładało się na niesienie nart. Tylko kilka zjazdów po zlodowaciałym śniegu lecz też całkiem fajny zjazd z Lubomira. Beskid Wyspowy to głównie zeskorupiały, twardy śnieg więc narty także użyte tylko do zjazdów. Fajne i dość emocjonujące zjazdy były z Lubogoszcza do Mszanej Dol. i z Lubonia do Rabki. Przebyty dystans to 141 km i 6160 m deniwelacji. Pogoda generalnie nie zbyt zimowa. Pochmurno, raz nawet deszczowo ale również 3 dni ze słońcem przy małym minusie. Na pewno przy większych śniegach szlak warty uwagi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FMSB&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Redykalny Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda super. Miało wiać ale nie wiało. Pełne słońce. Zacząłem w Złatnej niebieskim szlakiem kierunek na Hale Lipowską. Wybrałem ten szlak bo jest mało przechodzony, dość długi, pięknie widokowy i tak też było. Spotkałem po drodze 2 turystów. Szedłem sam, swoim tempem, sam z moimi myślami. Wszystkie piękne widoki były tylko dla mnie, ja sam, śnieg, narty i góry. Co może być piękniejsze. I tak przez kilka godzin. Nie wchodziłem do schroniska. Gdy doszedłem na grań do Hali Lipowskiej i żółtego szlaku skręciłem w lewo  - kierunek na Boraczy Wierch. Dalej do Radykalnego Wierchu a tam kończy się dla mnie grań. Tam zaczynam zjazd do dołu doliny. Trzeba się już trochę pośpieszyć, słońce zaczyna zachodzić a chciałbym zjechać jeszcze za dnia.  Gdy byłem na Zapolance zrobiło się całkiem ciemno, a tam bez szlaku zjechałem do samochodu gdzie 7 godzin temu zacząłem wycieczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FRedykalnyW&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; i Kacper C. (WKTJ)|12 - 13 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie próby wyjścia do jaskini były zakłócane przez decyzje administracyjne wydawane przez stosowne organy państwa na kolejnych naszych klubowiczów, w tym również na mnie. W związku z czym bezowocnie mijały kolejne weekendy. W między czasie udało się skontaktować z wyprawowym kolegą, któremu obiecałem pomoc w reporęczu/deporęczu zdeponowanych w jaskini Miętusiej lin, które pozostały w jaskini po odcięciu ich przez zalany z powodu odwilży Wiszący Syfonik. Postanowiliśmy urozmaicić akcję o biwak w jaskini, co było też wymuszone późnym wyjazdem Kacpra z Poznania (albo chcieliśmy zaoszczędzić na noclegu u Gaździny, typowe poznańskie podejście ;) ). Po odebraniu Kacpra z dworca PKP w Katowicach i dojeździe do Kir, docieramy ok. 23 pod otwór Miętusiej, a w samej jaskini meldujemy się 30 min później. Do Błotnych Zamków docieramy przed 1 w nocy i zastanawiamy się do co robić, czy próbować zrobić Wielkie Kominy, czy zakładać nasz biwak. Pora była już późna, percepcja z każdą minutą gorsza, to rozsądnie było się najpierw przespać. Biwak rozbiliśmy w Błotnych Zamkach na jedynej płaskiej platformie pomiędzy Kominami a Prożkiem Beaty, która była idealna pod mój namiot - klasyczne dwuosobowe iglo. Zasnęliśmy po 2 w nocy i wstaliśmy 6h później. Po śniadaniu i porannej toalecie zawitaliśmy na dnie Wlk. Kominów (byłem w nich pierwszy raz, bo na kursowym wyjściu było zdecydowanie więcej wody, a na dworze temperatura ok. -25C i podjęliśmy kolegialną decyzję, aby się wtedy nie moczyć lub jednoosobowo taką decyzję podjął Instruktor - nie pamiętam;) ). Następnie po spakowaniu klamotów do worów, ruszyliśmy w stronę wyjścia, zbierając po kolei liny Kacpra. Po drodze w Kaskadach mijamy ekipę z Krakowa. Idzie w miarę sprawnie, tylko w Rurze więcej trzeba było się napocić, pomimo tego, że Kacper dał mi fory i nierówno podzielił liny pomiędzy nas. Na zewnątrz jesteśmy po 14. Po przepakowaniu i przebraniu się wyruszamy do auta. W dolinie tłumy, co nie było dziwnym zjawiskiem, bo pogoda była cudna w ten weekend.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Bzdęga, Tomasz Hansel, Monika Morzyńska, Daniel Jankowski, Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek|12 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście kursowe. Jaskinia leży blisko. Sprzętu trzeba niewiele. To też tym razem kursanci zebrali się silnym składem. Sprawny dojazd. Krótkie dojście w dobrych warunkach śniegowych. Po chwili całą ekipą meldujemy się pod otworem jaskini. Przebieramy się w środku i po chwili ruszamy w głąb. totalnie suche najniższe miejsce korytarza wlotowego dobrze rokuje. Całość idzie nad wyraz sprawnie. Szybko docieramy do Gniazda Złotej Kaczki - jest sucho. W Długim Chodniku jest woda - ale tylko do kolan - więc obywa się tylko na zdjęciu skarpet i  przechodzimy bez zbędnych kąpieli. Ostatecznie kursanci docierają do Zapałek. Po krótkim zwiedzaniu wracamy. Powrót również bardzo sprawny. W dobrych nastrojach meldujemy się około 15 przy samochodach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FKasprowaNizna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Wiślańska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu moc. Doliną Kameszniczanki od leśniczówki Na Golechowce startujemy w głębokich śniegach. Wkrótce słoneczny pejzaż zmienia się w stosowną do pory roku kurniawę. Nie przetartymi ostępami po pokonaniu strumienia wydostaliśmy się na grzbiet wyprowadzający na szczyt Magurki Wiślańskiej (1140). Smagani śniegiem szybko śmigamy w dół w lekko zsiadłym puchu. Zjazd piękny aż do doliny. Niżej temperatura oscylowała około zera więc na ostatnich metrach kleił mi się śnieg do nart ale to szczegół nie zmieniający wrażenia pięknej skitury. Deniwelacja - 565 m, dyst. - 10 km w śnieżycy i głębokim śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2022/MagurkaWislanska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, os. tow.|06 02 2022}}&lt;br /&gt;
Takich warunków na skitur w Beskidzie Śląskim się nie odpuszcza. Startujemy od Hotelu Zimnik i podchodzimy niebieskim szlakiem do schroniska. Śniegu niesamowicie dużo. Niestety wiatr okazał się bezlitosny-jego porywy niemalże przewracają mnie na podejściu. Wyziębnięci docieramy do schroniska tuż po 10. Zjazd w puchu to marzenie i nawet wiatr już mi nie przeszkadza. Końcowy odcinek już troszkę gorszy ale i tak zaliczam ten wyjazd do bardzo udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|04 02 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek po pracy postanawiamy zrobić krótkie wyjście kondycyjne. Pada ma Malinowską Skałę. Tym razem planujemy podejść od strony Ostrego. Parkujemy w dolinie Zimnika. Zapinamy narty i najpierw asfaltem, następnie pożarówkami, później stokówkami a na końcu totalnie na azymut docieramy na szczyt Malinowskiej Skały. Do podejścia warunki bardzo dobrze. Śniegu kupę (w niektórych miejscach wchodziły całe kijki). Na grani i szczycie bardzo silny wiatr. Do przepinki zjeżdżamy więc kilka metrów poniżej, aby schować się za świerkiem. Po przepince zjeżdżamy najpierw do żółtego szlaku, następnie wzdłuż niego dojeżdżamy do ruin, gdzie odbijamy w lewo na stokówkami, a następnie pożarówkami zjeżdżamy do asfaltu, by ostatni odcinek przełyżwować do samochodu. Zjazd totalnie bez emocji (można było usnąć). Śniegi na samej górze bardzo przyjemne, z każdym metrem w dół jednak coraz bardziej mokre i ciężkie. Wypad totalnie kondycyjny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bartosz Brzezinka (SBB)|30 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcony wczorajszym warunem rzucam propozycję turowania Bartkowi. Jest decyzja pozytywna. A więc w niedzielę nieco później wyjeżdżamy w stronę Korbielowa. Prognozowany silny wiatr nas nie zniechęca. Szybko się przebieramy i ruszamy w górę. Niemal już tradycyjnie wybieramy podejście przez Byka i Solisko. Niemal od razu podejmujemy decyzję, że odpuszczamy szczyt, a nawet nie będziemy wychylać nosa z lasu. tak więc dochodzimy przez Solisko do czerwonego szlaku. Warunki śniegowe doskonałe. Cały czas pada śnieg. Ślady są zasypywane w tempie błyskawicznym. My udajemy się bezpośrednio w górę na granicę lasu. Kiedy docierają do nas coraz mocniejsze podmuchy postanawiamy się przepiąć do zjazdu. W bardzo głębokim, świeżym śniegu, leżącym na solidnym podkładzie zjeżdżamy do podnóży Soliska. Tu przepinamy się do podejścia. Kolejnym celem jest Hala Miziowa. Niestety przekraczając ostatnie żeberko schodzące z Pilska uderzają w nas tak mocne podmuch, że postanawiamy zawrócić. Tu najpierw zjeżdżamy na fokach, następnie w dogodnym miejscu dokonujemy kolejnej przepinki do zjazdu. Tym razem objeżdżając Solisko zjeżdżamy mniej więcej droga naszego podejścia, by po chwili odbić mocno w prawo. Teraz dość stromym i szybkim zjazdem mniej więcej z lewej strony Potoku Glinne zjeżdżamy do Jaworzyny. tu niestety po dotarciu do drogi kolejna przepinka i tym razem poboczem drogi 945 udajemy się w stronę Korbielowa. Na obrzeżach Korbielowa odbijamy w lewo i wzdłuż stoków &lt;br /&gt;
obchodzimy z lewej strony lasek, później przez polankę i jeszcze kilka metrów zjazdu na fokach drogą i jesteśmy na parkingu - skąd startowaliśmy. Wypad bardzo udany. Warunki rewelacyjne i jedne z najlepszych zjazdów tej zimy w pięknym białym, świeżym puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FPilsko3&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Hala Lipowska| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt; + (os. tow.)|29 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotnie popołudnie udajemy się do Złatnej celem podziałania skiturowego w regionie i biwaku. Ogólnie mamy zostać na dwa dni i zrobić tyle, na ile starczy sił. W drodze decydujemy, że biwakujemy na dole. Po przyjeździe robimy więc szybki przepak, alby pierwsze i ostatnie podejście tego dnia zrobić jak najbardziej na lekko. Nasz linia &lt;br /&gt;
podejścia to esencja tego wyjazdu. Udajemy się na wprost,  wzdłuż (a właściwie wręcz korytem) potoku. Nie raz musieliśmy przekraczać potok to na jedną, to na druga stronę. Śniegu mnóstwo. Przeprawy ułatwiają śnieżne mostki, z których ochoczo korzystamy. Dość szybko zdobywamy wysokość. W końcu docieramy do najwyższej drogi pożarowej. Drogą tą dochodzimy do słupów, wzdłuż których udajemy się  przez Halę Lipowską. W końcu docieramy do starego wyciągu i wzdłuż niego do szlaku żółtego i niebieskiego. Stąd już tylko chwila i jesteśmy w schronisku. Tu przy gorącej czekoladzie i złocistym nektarze prosto z cieszyńskiego browaru omawiamy plan na dzień następny. Tak mija nam około półtorej godziny. W końcu przyszedł czas, aby zjechać na biwak. Wybieramy zjazd wzdłuż niebieskiego szlaku aż do żółtego, by na koniec dojechać do szlaku czarnego i nim dotrzeć na parking - gdzie mieliśmy spędzić noc. Niestety &lt;br /&gt;
już po kilku metrach staje się rzecz najgorsza. Koledze rozpada się jedno wiązanie. Na szczęście tylko tył. Wiemy już, że tym samym nasz biwak właśnie się skończył.  Na szczęście dopadały ogromne ilości śniegu, co strasznie spowalnia zjazd, ale dzięki temu udaje nam się bezpiecznie zjechać na dół. Właściwie to cały zjazd wykonujemy na &lt;br /&gt;
wprost. Skręcamy jedynie aby wyminąć dość nie licznie wysiepujące przeszkody.  Warunki zjazdowe bardzo dobre. Śniegu wręcz za duże. Po dotarciu na parking nie pozostało nic innego jak spakować sprzęt i wrócić do domów. Szkoda bo warun perfekcyjny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziechowska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę opóźniony start z Lipowej (zakopaliśmy się samochodem na parkingu) doliną Leśnianki a potem bez szlaku boczną dolinką na szczyt Magurki Radziechowskiej (1108). 560 m deniwelacji lecz od doliny w zupełnie nieprzetartym terenie a śniegu było dużo. Pogoda nie zła. Ludzi po za szlakiem nie spotkaliśmy żadnych. Zjazd przepiękny bo w cudownym puchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FMagurkaRadziechowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Tomaszówkach Górnych oraz Jaskinia Biała Dziupla|Emil Stępniak, Ania Drzewicz (SKTJ), Jakub Kaprykowski (niezrzeszony), &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był prosty. Po pracy jedziemy zwiedzić jaskinię Biała Dziupla. Spotykamy się na parkingu pod Łabajową i po przebraniu i spakowaniu wesołą gromadką udajemy się w kierunku Tomaszówek Górnych. Na miejscu rozpoczynamy poszukiwania otworu. Jest ciemno, a nie chcąc drażnić miejscowej ludności działamy bez czołówek. Najpierw szukamy otworu wspólnie, później każdy na własną rękę, aż w końcu samoistnie dzielimy się na dwie grupy. Jakub działa wspólnie z Anią, a Łukasz z Emilem. Pierwsza grupa szybko odnajduje otwór i rozpoczyna odkopywanie. Natomiast Łukasz z Emilem natrafiwszy na otwór jaskini na Tomaszówkach Górnych. Jaskinia krótka ale bardzo obszerna. Z wielkim otworem wejściowym - ale dla nas mało interesująca zwiedzanie zajmuje kilka minut i już po chwili obie grupy spotykają się pod otworem celu właściwego. Ania z Jakubem odgruzowali już całkiem sporo. Łukasz z Emilem przyłączają się do odkopywania otworu. Już po chwili wejście do jaskini Biała Dziupla jest otwarte. Wiążemy linę do drzewa. Pierwszy wchodzi Łukasz. Za ciasnym otworem znajduje się mały korytarzyk/salka. Za Łukaszem idzie Ania następnie Emil i Jakub.  Następnie ciasnym przełazem przechodzimy do obszernej salki. Łukasz i Ania cisną przodem, &lt;br /&gt;
Emil i Jakub gonią. Kolejnym ciasnym przełazem wchodzimy do małej salki, której ściany i strop pokryte  są mlekiem wapiennym, które również w sporych ilościach zalega na spongu. kolejnym ciasnym przełazem wchodzimy do ostatniej sali w jaskini. Właściwie jest to wielka salostudnia. Najpierw schodzimy bardzo śliską, gliniastą pochylnią, następnie zjeżdżamy 8 metrową studnię.  Na dnie meldujemy się w kolejności Łukasz, Emil, Ania. Jakub stając nad progiem studni postanawia poczekać na górze. Na dnie szybka przekąska. Jak  to z Emilem na wyjazdach bywa &lt;br /&gt;
radlerek też musiał być :). No to do góry. Najpierw idzie Łukasz. Na górze salostudni spotyka czekającego Jakuba. Razem przechodzą do obszernej sali. Ponieważ na dworze śnieg i wiatr, to tu się rozszpejamy, zwijamy liny i szykujemy do odwrotu. Następnie dochodzą Ania i Emil. Gdy wszystko już jest gotowe wychodzimy na zewnątrz. Teraz tylko zakopać otwór jaskini, zamaskować i wrócić do samochodów.  Jaskinia Biała Dziupla jeste bardzo ładnym, stosunkowo nowym obiektem na jurze. Jeszcze nie zadeptanym. Szczerze polecam wszystkim odwiedzenie tej jaskini&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FBialaDziupla&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko nocą|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|26 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa to dobry dzień na tury. Po problemach z dojazdem udaje nam się w końcu w stawić w komplecie na parkingu w Korbielowie. Razem jest nas 6 osób. Spokojnym towarzyskim tempem udajemy się w górę. Trasa - to moje ulubione podejście przez Byka i Solisko. Śnieg jest. Nastroje dopisują. Po drodze toczą się różne dyskusje na tematy sprzętowe, śniegowe, najlepsze zjazdy w Beskidach, ale również zostają poruszone tak ważne problemy jak wyższość ogórków mętnych nad tymi nie mętnymi. Bez pośpiechu idziemy do góry. Jest wyjątkowo ciepło. Niestety nic co dobre &lt;br /&gt;
nie trwa wiecznie... W górnych partiach widoczność na maks 10-15m. Wiatr dość silny. Zgodnie stwierdzamy, że na szczyt nie ma co iść. Trawersujemy więc pod kopułą szczytową do czarnego szlaku. Przepinamy się w dość komfortowych warunkach między choinkami - około 200m od polskiego wierzchołka. Pierwszy odcinek pokonujemy poza trasami &lt;br /&gt;
narciarskimi. To była esencja tego wyjazdu. Zjazd w bardzo przyjemnych śniegach, końcówkę pod schronisko na Hali Miziowej pokonujemy trasą.  Do parkingu zjeżdżamy nartostradą przez Buczynkę, a następnie stokiem. Warunki śniegowe bardzo dobre, ale w kilku miejscach można się było natknąć na niespodzianki. Integracje kończymy około północy i &lt;br /&gt;
rozjeżdżamy się do domów. Zdecydowanie udany wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Słonecznie, bezwietrznie i z lekko kąsającym mrozikiem, czyli idealne warunki pogodowe i nie złe śnieżne. Z Polany podchodzimy początkowego doliną Suchego Potoku a później wbijamy się z grzbiet Kończana, którym bez szlaku podchodzimy aż na szczyt Czantorii nie spotykając nikogo. Finalne podejście dość strome. Z szczytu bardzo rozległe widoki. Zjeżdżamy najpierw szlakiem a potem nartostradą gdyż w lesie pokrywa śnieżna jest jeszcze bardzo zmienna. Zrobiliśmy ok 10 km i 610 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2022/Czantoria2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|23 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez tydzień spadło nawet sporo śniegu. Tym razem z Korbielowa podchodzimy doliną Buczynki leśnymi drogami oraz na przełaj bez szlaków na Halę Górową. Stąd już szlakami na Halę Miziową (krótki postój w schronisku) i dalej na szczyt polskiego Pilska (1534). Warunki śniegowe na wyjściu nie złe choć śniegu do zjazdu w lesie ciut za mało (ale tylko ciut bo da się zjechać). Z szczytu zjazd nartostradami do Korbielowa a ostatni odcinek wzdłuż drogi do parkingu. Pogoda raczej mglista. Zrobiliśmy 960 m deniwelacji i ok. 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia i mapka: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko| &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;+os.tow.|22 01 2022}}&lt;br /&gt;
Podejście przez Byka i zjazd nartostradą. Zrobilismy ok.12 km i 800 m prz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Miętusia Wyżnia + szkolenie lawinowe|Mateusz Golicz, Iwona Pastuszka, Tomasz Bzdęga, Tomasz &lt;br /&gt;
Hansel, Daniel Jankowski, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 16 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W końcu jest pierwszy zimowy wyjazd kursowy. Kursanci długo na niego czekali, bo wcześniej zawsze coś wypadało. Spotykamy się w piątek o 18.00 i razem ruszamy w stronę Tatr. Niestety ale cel główny - Jaskinia Kasprowa Niżnia jest zalana. Pozostaje skupić się na celu rezerwowym - Jaskini Miętusiej Wyżniej. Po dotarciu na kwaterę, szybka kolacja podczas której omawiamy strategię działania i plan na następny dzień. Później jeszcze szybkie rozdzielenie sprzętu, pakowanie i do spania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
15.01.2022 - Jaskinia Miętusia Wyżnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7.30 kursanci pod przywództwem Mateusza wyrusza na akcję. Po drodze nie zabrakło odpytki z topografii (może o jej wynikach nie będziemy się rozpisywać). Za grupą, na lekko goni Iwona, która tego dnia pełni funkcję dodatkowej pary oczu Mateusza - a zdecydowanie została bohaterem akcji, ale o tym za chwilę. Iwona dogania grupę, podczas lekcji topografii, na chwilę przed zejściem ze szlaku. Teraz wspólnie ruszamy w dalszą drogę. Na Wyżniej Równi Miętusiej jeszcze jedna lekcja &lt;br /&gt;
topografii. Pogoda nas rozpieszcza. Słonko świeci. Śniegi idealne. Nie ma potrzeby zakładania raków. W dobrym tempie kierujemy się do żlebu i już po chwili jesteśmy na Małej Świstówce, a po chwili pod ścianą podejściową do jaskini. Tu przebieramy się. Tomek H. - zdecydowanie nasz najlepszy wspinacz na kursie na ochotnika deklaruje, że wywspina to podejście. Asekuruje Tomek B. Po kolei ładujemy się pod otwór. Stawkę, zamyka Łukasz, którego zadaniem jest podmianka liny na podejściu pod otwór. Pierwszym celem akcji jest Suche Dno. To zadanie dla Daniela, który poręczuje. Za nim oczywiście porusza się Mateusz a kolejny zjeżdża Łukasz. W między czasie Tomki i Iwona zwiedzają jaskinię. W końcu całą ekipą meldujemy się na dnie. Teraz czas na nasz kolejny cel - przejście za syfony. No to lecimy do góry. Łukasz, miał dziś swój dzień reporenczowania, więc wychodzi ostatni, zawijając za sobą sznurki. Po kilku minutach spotykamy się pod Błotnym Syfonem. Mateusz stara się namówić nas na przenurkowanie syfonu. Niestety solidarnie twierdzimy, że morsowanie to nie jest coś, za czym przepadamy. No nic trzeba czerpać. Rozstawiamy łańcuszek. I tu szok. Pierwszy wór - dziurawy. Drugi wór - dziurawy. Dopiero trzeci trzyma wodę. Żeby jednak nie tracić czasu czerpiemy na trzy wory. a więc wygląda to tak. Iwona czerpie. Tomek H. odbiera wór od Iwony i podaje do Daniela. Daniel do góry do Łukasza. Łukasz podpina wór do liny. Tomek B. wyciąga wór pod rurę i podaje do Mateusza, który opróżnia. Czerpanie idzie całkiem sprawnie. Po około 30 minutach Iwona stwierdza, że przechodzi na drugą stronę i zlewaruje resztę wody do syfonu Paszczaka. Nie wierzymy w to co słyszymy, a w największym szoku jest chyba Mateusz. Iwona szybko dociera na drugą stronę. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem. Lewar nie chce działać. Nie ma wyboru. Mateusz rusza z odsieczą. Udaje się. Chwila &lt;br /&gt;
walki i woda leje się w dól. Po chwili jest praktycznie sucho. Podajemy naszym bohaterom rzeczy pozostawione po naszej stronie i linę, a sami po kolei ładujemy się do syfonu. W międzyczasie Iwona i Mateusz są już przy syfonie Paszczaka. No to zabawa zaczyna się od nowa. Trzeba opróżnić kolejny syfon. Teraz wygląda to tak. Iwona trzyma wór, który jest napełniany przez Mateusza. Na górze Tomek H. i Łukasz wyciągają wór i podają do Tomka B. i Daniela, którzy go opróżniają. Poziom wody w syfonie Paszczaka szybko się obniża, natomiast Błotny syfon szybko ponownie napełnia się wodą. W końcu jest - Syfon Paszczaka praktycznie opróżniony. Można przechodzić. Kolejno zjeżdżamy na dół i przeciskamy się przez syfon. Mateusz, Iwona i Tomek H. Docierają za Syfon Salome. Łukasz schodzi pochylnie i spotyka wracających Mateusza Iwonę i Tomka H. i zawraca razem z nimi. Tomek B. i Daniel czekają za syfonem Paszczaka. No to wracamy. Pod błotny syfon wychodzą Daniel, Tomek B., Iwona oraz &lt;br /&gt;
Mateusz. Łukasz i Tomek H. zostają na dole jako obsługa lewarów do opróżnienia Błotnego syfonu.  Idzie bardzo sprawnie. Spuszczamy wodę na cztery lewary. Po dość krótkim czasie wszystko gotowe. Pierwsi zawodnicy przechodzą z powrotem Błotny Syfon. Iwona, która musi szybciej wracać  idzie przodem. Za nią Daniel. Łukasz i Tomek H. zamykają grupę wykonując reporęcz. Mateusz i Tomek B. wracają przez Mylną Rurę, natomiast Łukasz i Tomek H. cisną Ciągiem Głównym. Okazuje się, że czasowo wychodzimy tak samo, gdyż spotykamy się ponownie przy wylocie mylnej rury. Teraz ostatnie krótkie podejście po linie. i już po chwili jesteśmy pod otworem. Mateusz z Tomkami zjeżdżają w dół. Łukasz natomiast przygotowuje linę do zciągnięcia i deporenczuje. Mamy dość dobry czas. Pogoda dalej sprzyja. Jest piękna księżycowa noc, która rozświetla szczyty otaczające Dolinę Miętusią. Śniegi dalej przyjemne. Większość decyduje się na schodzenie bez raków. Na Wyżniej Równi Miętusie co &lt;br /&gt;
chwilę zerkamy w stronę rozświetlonych blaskiem Księżyca szczytów. Jest tak jasno, że po osiągnięciu szlaku decydujemy się na wyłączenie czołówek. Bardzo fajna, dość lekka akcja. Na pewno to było coś innego niż do tej pory. Wszyscy choć cali ubłoceni jesteśmy zadowoleni. Poszło całkiem nieźle. Super warunki na dojściu i zejściu. Krótkie podejście pod otwór i niewiele sprzętu, który trzeba było wnieść i znieść zdecydowanie podniosły morale kursantów. To był dobry rozruch po przerwie przed kolejnymi akcjami, które już  wkrótce. Teraz jeszcze prysznic i zmywanie z siebie przyjemnego jaskiniowego błotka, a po powrocie oprowadzenie sprzętu do stanu ponownej używalności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16.01.2022 - szkolenie lawinowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wczorajszej akcji pozwalamy sobie pospać troszkę dłużej. Rano jeszcze szybkie pakowanie i w osłabionym składzie (niestety Daniel musiał wcześniej wracać) udajemy się poćwiczyć troszkę obsługę sprzętu lawinowego. Udajemy się w pewne tajne miejsce, gdzie uchowało się jeszcze trochę śniegu. Po drodze Mateusz sprawdza wiedzę kursantów z zakresu lawinoznawstwa. Kursanci postanowili chyba trochę się zrehabilitować  po wczorajszej wtopie z topografią gdyż okazuje się, że coś tam jednak wiedzą. Na treningowej polanie, chwila praktyki z poszukiwań detektorem, sondowania, kopania i zachowań podczas zdarzeń lawinowych. Nie obyło się jednak bez wtop i przygód. Łukasz zakopuje wyłączony detektor...  Jednak ćwiczenia z przerzucania wody, jakie &lt;br /&gt;
mieliśmy wczoraj w jaskini przydały się i dziś. Stan skupienia wody nie ma znaczenia. Szybko przewalamy śnieg i znajdujemy wyłączony detektor. No to wracamy. Po drodze napotykamy sympatycznego pana Rangera TPN'u z którym odbywamy krótką pogawędkę przyrodniczo jaskiniową. U samego wylotu doliny Kościeliskiej spotykamy jeszcze ekipę z KKTJ, z którymi zamieniamy kilka słów - oczywiście w tematach jaskiniowych. No to pozostało tylko wrócić na Śląsk, co o dziwo poszło równie sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FMietusiaWyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - biwak zimowy na Brożkach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ponad 50 osób z różnych klubów speleo i innych|15 - 16 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mróz tężał. Z Nędzówki przejeżdżamy autem pod Mosorny Groń. Stąd nocne podejście leśnymi drogami, dróżkami a na końcu bezdrożem na polanę Brożki (1200). Śniegu mało więc narty prawie ciągle niesiemy na plecach. Na polanie dość sporo namiotów i tyleż osób z różnych klubów speleo i nie tylko. Rozbijamy namiot i idziemy do ogniska. Jak zwykle o 22-giej Jurek Ganszer wygłasza mowę. Atmosfera bardzo wesoła. Noc była przepiękna. Pełnia księżyca i błyszcząca Babia Gora na przeciw.  Po tych rytuałach kładziemy się spać. Nazajutrz zdjęcie grupowe i powrót. Na nartach idziemy przez Pólko (1248) na Kiczorkę (1298). Stąd próbujemy zjeżdżać lecz w końcu śniegu jest tak mało, że narty wędrują znów na plecy. Dość stromym zejściem osiągamy bardziej płaski teren gdzie ponownie zakładamy narty i zjeżdżamy do naśnieżonej trasy z Mosornego Gronia (1047). Nartostradą w kilka chwil jesteśmy przy aucie. Tym razem tylko 130 m w górę i 630 w dół na 6 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FBiwak-zimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śpiących Rycerzy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 01 2022}}&lt;br /&gt;
Jakoś tak się zdarzyło, że nigdy wcześniej nie było okazji odwiedzić tej małej (choć sala w jaskini bardzo duża) acz urokliwej na swój sposób dziury. W Tatrach twardo, przeto podejście żlebem od doliny do jaskini przy pomocy różnego sprzętu zimowego. W jaskini sporo lodowych nacieków. Trochę czołgania i krótki zjazd na dno sali (brak plakietek!). Po zejściu na parking jedziemy prosto na biwak zimowy organizowany przez SBB w Beskidzie Żywieckim. W tym dniu sumarycznie zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i 17 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2022/Rycerze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Znikające rzeki Jury|Tadek i &amp;lt;u&amp;gt;Basia Szmatłoch&amp;lt;/u&amp;gt;|09 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Terenowa przejażdżka przez środkową Jurę. Rzeki Sztoła, Biała i Baba w zasadzie przestały istnieć. Przez szereg lat zasilane były wodami pompowanymi z kop. Pomorzany. Obecnie kopalnia kończy działalność więc i zasilanie w wodę uległo przerwaniu. Naturalne źródła tych rzek przez lata również uległy znacznemu zniszczeniu przez działalność człowieka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FJura-rzeki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 Anki (niezrzeszone)|09 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W okolicy warun do bani. Zostaje więc jedynie skituring przystokowy. Umawiamy się z dziewczynami na 18.00 pod Czantorią. Jak to zwykle bywa najpierw krótkie porównanie sprzętu, macanko dech i wiązań i czas ruszać. Ja (nie wiem czym sobie zasłużyłem) mam pozwolenie od Pana z ochrony na jedno wejście i zjazd. Cała reszta, która tego dnia chciała wejść na stok ma problem. No, ale jako, że jestem z dziewczynami więc zostajemy całą trójką wpuszczeni. Reszta chętnych musiała jeszcze trochę powalczyć :) Zapinamy sprzęt i w górę. Śnieg jak to sztuczny - tragedia. Foki nie trzymają i samo podejście (zwłaszcza na buli) sprawia trochę problemów - no dobra to było moje najgorsze podejście na Czantorię. Bula totalnie wylodzona. Poważnie rozważałem założenie harszli. W połowie wynika mały problem... Jedna z koleżanek ma totalnie przestawione wiązania bez szans na wpięcie, czy chociażby skorzystanie z podpórek. Niestety, tym czym tego dnia dysponujemy (a były to super nożyczki z mojej apteczki) nie jesteśmy w stanie zmienić zakresu. Nikt też z napotkanych podchodzących, ani zjeżdżających nie dysponuje śrubokrętem (no bo i kto normalny na taką śmieszną turę po stoku zabiera ze sobą zestaw serwisowy...). No nic jakoś będziemy musieli dać radę. W najgorszym wypadku będzie zjazd na fokach. Docieramy do górnej stacji wyciągu i tu z odsieczą przychodzi kolejny Pan z ochrony (jakoś tego dnia mieliśmy do nich szczęście), który częstuje nas śrubokrętem. Szybki serwis (no może nie aż taki szybki bo trzeba było przestawić pełny zakres wiązania), przepinka i można zjeżdżać. Niestety wyjście powyżej trasy jest niemożliwe. Pogoda tego wieczoru wyśmienita. Przejrzystość powietrza ukazuje piękna panoramę okolicy, którą raczymy się podczas zjazdu. W dodatku dobra wiadomość zaczął padać śnieg. Zjazd całkiem przyjemny. Dolna część wyratrakowana. Stok mocno ubity i nie rozjeżdżony. Ja muszę kilak razy stanąć, bo buty, które są w trakcie rozbijania dają mi nieźle popalić. Cała akcja typowo towarzyska. Wszystko zajęło nam około 1,5h. Tura króciutka ale bardzo przyjemna i w fajnym towarzystwie. No i pierwsze podejście na Czantorię w tym roku odhaczone. Może jak do sypie uda się zrobić trawers obu Czantorii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Tennengebirge - Bierloch|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Sebastian Heiland (LVfHK Salzburg)|8 01 2022}}&lt;br /&gt;
Akcja badawcza do Bierlocha, jednego z otworów legendarnego systemu Berger-Platteneck. Choć byłem już w kilku jaskiniach, w których można się nieźle spocić nie używając sprzętu, to znowu zostałem zaskoczony. Może zmyliła mnie opowieść o 350 metrowej długości Drei-Nationen-Gangu o szerokości dochodzącej do 12 m. Rzeczywiście wielki gang był, ale co się musieliśmy naczołgać żeby do niego dotrzeć, to nasze. Zresztą - nie wpatrując się szczególnie w plan - człowiek wyobraża sobie, że takim korytarzem to przecież się pobiegnie jak po chodniku. A tymczasem jeśli duży gang - to i duże góry osadów... trzeba się na nie wdrapywać, trawersować, czujnie z nich schodzić. W tej części jaskini (wschodniej) dotarliśmy na dno do ok. 25 m studni pod zawaliskiem kończącym Drei-Nationen-Gang. Wcześniej byliśmy też na zachodzie, ale tam zawróciliśmy w Ciasnym Meandrze. Błoto, ciasnoty, woda - z każdym z tych jaskiniowych żywiołów da się żyć. Ale kiedy wszystkie się spotykają, trzeba zazwyczaj okazywać wysoki poziom poświęcenia dla sprawy. Zardzewiałe spity nie pomagały nam go w sobie odnaleźć, a zresztą z perspektywy celu naszej akcji partie wadyczne nie były aż tak interesujące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Untersberg - Oberer Winzling|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|6 - 7 01 2022}}&lt;br /&gt;
Poprzez swoje nowe kontakty w Austrii, Jacek wkręcił nas w projekt eksploracyjny na Untersbergu. Niedawno znaleziona jaskinia Oberer Winzling znajduje się 15 minut drogi od małego parkingu na zakręcie i ma szanse być dolnym otworem jednego z wielkich systemów Untersbergu. Do Riesendingu lub Kolowrata wprawdzie daleka jeszcze droga, ale położenie, przewiew i ogólne wrażenie skali zachodzących zjawisk krasowych pozwalają mieć nadzieję na połączenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim zjeździe i tradycyjnej, początkowej ciasnocie, jaskinia przywitała nas ciągiem drabin i sztyftów. Wielu grotołazom w Polsce wydaje się, że tego typu sprzęt należy do technik archiwalnych, ale tymczasem na Zachodzie eksploratorzy wychodzą z założenia, że należy sobie ułatwiać życie. Plan, którym dysponowaliśmy (zresztą skądinąd bardzo dobrze opracowany) doprowadził nas do sali, ze stropu której zwisała kilkumetrowej długości lina. Dalej pomiary nie zostały jeszcze wykonane. Naszym zadaniem było wejście &amp;quot;kawałek po linach&amp;quot;, a następnie wspinaczka na najbardziej perspektywicznym przodku, w najwyższej części jaskini. Okazało się, że nieskartowanych partii jest znacznie więcej, niż sobie wyobrażaliśmy i upociliśmy się jak dzicy, jak to już chyba bywa w jaskiniach biegnących &amp;quot;pod górę&amp;quot;. Ostatnie ślady bytności ludzi (w postaci stanowiska z dwóch HSA) znaleźliśmy na kruchej platformie na około +70 (... a tak przynajmniej twierdził mój zegarek). Z początku trochę ubolewaliśmy nad brakiem naszego ulubionego ekwipunku ułatwiającego haczenie - tzw. pały - ale wkrótce okazało się, że w górę puszcza klasycznie i zapieraczką, a parę metrów przecież zawsze można wyhaczyć na stópce i taśmach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dwóch akcjach (w czwartek z Olą, w piątek już tylko we dwóch) wspięliśmy najpierw mały próg, potem meander, a potem założyliśmy trawers do kolejnej wygodnej półki. Stamtąd następny próg doprowadził nas do krótkiego poziomego korytarza, skąd następnie wspięliśmy obszerny komin, a dalej jeszcze przeszliśmy piechotą w meandrze ze 30 metrów. W sumie według altimetru przebyliśmy w pionie kolejne 70 metrów. Po wspinaczkach wszystko zostało oczywiście metodycznie zaporęczowane po Marbachu, z trawersami i odciągami uciekającymi od wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki naszego udziału w przedsięwzięciu były, tak się nam wydawało, bardzo korzystne dla nas. Mogliśmy do woli używać sprzętu zdeponowanego w jaskini - ok. 400 m liny, całe beczki kotew HSA, plakietki, maillony - wnieść trzeba było właściwie tylko młotek i wiertarkę. Obowiązywał nas całkowity zakaz kartowania czegokolwiek. Wydawało się, że to gospodarze robią nam uprzejmość, a nie na odwrót. Tym bardziej trochę zdziwiły nas wylewne podziękowania kierowniczki projektu - Pezi - która w sobotni wieczór zaprosiła nas do swojego mieszkania w Hallein na kolację. Podano pyszną, pieczoną karkówkę z pieczonymi warzywami, Knödlem i kawałkami kalafiora panierowanymi w cieście naleśnikowym. Dla gospodyni nie było to niczym nadzwyczajnym, ale my rozglądaliśmy się z ciekawością po jej lokum, urządzonym w budynku dawnego rynku solnego. Ma się rozumieć, że po posiłku uruchomiony został komputer z planami jaskini, mapami geologicznymi i nastąpiły długie dyskusje o tym, w którą stronę i jak Oberer Wizling potencjalnie może &amp;quot;puszczać&amp;quot;. Syte akcje i miła atmosfera wokół projektu sprawiły, że szybko nabraliśmy trochę emocjonalnego przywiązania do tej jaskini i mamy wszyscy nadzieję, że jeszcze będziemy mogli tam wrócić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - wędrówki skiturowe i piesze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Rufus - pies towarzyszący|06 - 08 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początku tygodnia Łukasz M. rzucił propozycję wyjazdu skiturowego w Bieszczady, niestety panująca pogoda i spływający ze wszystkich pasm śnieg, skutecznie zraził klubowiczów do wyjazdu. Łukasz M. w poszukiwaniu warunu zaczął już sprawdzać sytuację śniegową w Rumuni. Nagle w środowe popołudnie telefon. Dzwoni Asia. &amp;quot;To jak jedziesz w te Bieszczady? Bo my byśmy się też wybrali&amp;quot;. Krótkie pytanie o warun (Łukasz M. dostał w poniedziałek zdjęcia od znajomych z okolic Rawek - &lt;br /&gt;
tam było z 1,5m śniegu. Nie możliwe, że przez 3 dni wszystko spłynęło. Prognozy są optymistyczne. Szybka decyzja - jedziemy sprawdzić stare chińskie przysłowie narciarskie - &amp;quot;jak nic innego nie daje rady - jedź w Bieszczady&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
06.01.2022&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Rudy w czwartkowe popołudnie. Jedziemy, a nasze nastroje są coraz słabsze.... Jesteśmy już 80km od celu a tu ani śladu śniegu. W końcu wjeżdżamy w Bieszczady i jest! Pierwszy śnieg leżący na poboczach. Z każdym kilometrem śniegu przybywa. W końcu wjeżdżamy w naprawdę zimowy klimat - i totalnie ośnieżoną drogą docieramy do naszej bazy na ten wyjazd - limatycznej, typowo bieszczadzkiej miejscówki - Przystanek Smerek. W bazie dostajemy niepocieszające info... &amp;quot;Śniegu mało, foczyć się nie da, to co spadło to efekt opadu, który miał tu miejscę przed godziną&amp;quot;. Jakoś nie chcemy się z tym pogodzić i postanawiamy &lt;br /&gt;
zaryzykować. Wieczorem przeglądamy przewodnik Wojtka Szatkowskiego - Skiturowa Polska, ustalamy cele wycieczek i robimy odział na podgrupy. Łukasze idą zrobić skiturowy zwiad śniegowy, Asia z Rufusem idą na pieszą wycieczkę poza teren Bieszczadzkiego Parku Narodowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
07.01.2022&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podgrupa 1 Łukasz P. i Łukasz M. Paportna (1199)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startujemy z Wetliny. Niestety morale szybko spada. Nie ma szans na foczenie od samego dołu. Wprawdzie świeżego śniegu leży dobre 20cm, ale podkładu 0... Narty na plecy i bez większego entuzjazmu w górę. Decyzja jest prosta. Idziemy na Jawornik (1021). Jest źle... najpierw 700m npm, później 800m npm a po podkładzie ani śladu... Nie poddajemy się idziemy dalej w górę. Łukasz M. zauważa, że powyżej 800m npm warun zdecydowanie się poprawia. W końcu jest podkład. Na 900m npm Łukasz M. zakłada narty. Łukasz P. na szczy dociera &amp;quot;z buta&amp;quot;. Na polanie podszczytowej Jawornika, z pięknym widokiem na Połoninę Wetlińską, krótka narada. Łukasz P. chce wracać, Łukasz M. który ma już założone narty oferuje, że zjedzie na przełączkę i sprawdzi jak sytuacja wygląda dalej. Jest zgoda na taką opcję. Łukasz M. zjeżdża kilka set metrów. A tu dopiero zaczyna się warun. Szybka informacja do Łukasz P. , który chyba nie do końca wierzy w to co słyszy i dalej chce wracać. A więc Łukasz M. podchodzi na &lt;br /&gt;
Jawornik. Łukasz P. wychodzi mu na przeciwko i jest nowa decyzja. Idziemy dalej w stronę pasa granicznego czyli Rabiej Skały i zobaczymy co da się zrobić. Wiemy, że po drodze mamy Paportną i jeden z najlepszych Bieszczadzkich zjazdów. Oby tylko warun dopisał również i tam... I dopisuje. Niezbyt stromymi zakosami docieramy na Paportną. Na podszczytowej polanie z pięknym widokiem na Tatry i Połoninę Welińską. &lt;br /&gt;
Pogoda rozpieszcza. Słonko mocno grzeje. Postanawiamy sobie urządzić popas i zastanowić się co dalej. Z jednej strony chciało by się iść dalej... Z drugiej po podejściu obaj mamy świadomość - jaki to będzie piękny zjazd. Tego dnia jeszcze nietknięty nartą. A przecież o to właśnie chodzi w narciarstwie pozatrasowym... Wiemy również, że Asia z Rufusem dotarli na Fereczatą i będą powoli wracać.  A więc podejmujemy decyzję - zjeżdżamy. Pod dość sporą warstwą świeżego śniegu gruba, niestety mocno zmrożona warstwa podkładu. Zjazd najpierw polaną, następnie bardzo rzadkim bukowym lasem zachwyca! Już wiemy czemu ludzie &lt;br /&gt;
tak zachwycają się tymi bieszczadzkimi zjazdami! Po chwili meldujemy się na przełęczy pod Paportną. Zakładamy foki i dalej w stronę Jawornika. Pierwszych turystów spotykamy dopiero pod Jawornikiem. Z Jawornika zjeżdżamy jeszcze około 1km na fokach miej więcej do wysokości 800m npm. Tu niestety trzeba odpiąć narty i do samochodu pociągnąć z buta. Wracamy do bazy, gdzie czeka już na nas Asia z Rufusem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podgrupa 2 Asia i Rufus Fereczata (1102)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie obiadek, następnie sjesta. A wieczorem idziemy zabieszczadować i ustalić plan na następny dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
08.01.2022 Asia i Łukasz M. - trawers Rawek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety noc nie przyniosła ani milimetra śnieżnego opadu. Jednak po wczorajszym dniu wiemy już, że się da. Tym razem decydujemy się na trawers Rawek. Ruszamy z parkingu przy niebieski szlaku. Tu miłe zaskoczenie. Da się foczyć od samego parkingu. Niestety już po kilku metrach trzeba odpiąć narty i podejść kilka metrów po schodach z buta. Dalej idzie już gładko. Powoli zdobywamy metry. Czasem musimy wykonywać zakosy. Czasem w dość trudnym mocno wymrożonym terenie. Jednak cały czas idziemy w górę. Tuż przed górną granicą lasu urządzamy sobie mały postój. Wiemy, że wyżej może nieźle wiać. Pogoda nie jest tak ładna jak dzień wcześniej. Po chwili meldujemy się na ostatniej polanie przed szczytem Wielkiej Rawki. Tu naszym oczom ukazują się potężne nawisy wiszące na grani Wielkiej rawki i pozostałości wielkiego obrywu, jaki całkiem niedawno tamtędy zszedł. Uzbrojeni w lawinowe ABC wkraczamy w teren zagrożenia lawinowego. Pniemy się powoli do góry zakosami, &lt;br /&gt;
najpierw po głębokim puchu, następnie po mocno wymrożonych polach. W końcu zarośla robią się tak gęste, że nie ma gdzie robić zakosów. Narty lądują na plecach, a my z buta wchodzimy na podszczytową polanę. Tu ponownie zakładamy narty i wchodzimy na szczyt. Wiatr jest bardzo silny. Jest mroźno. Lepiej nie zdejmować rękawic. Szybko robimy kilka zdjęć i dalej w drogę. Na fokach zjeżdżamy mocno wymrożoną i wywianą granią, uważając, żeby nie najechać na nawisy, na przełęcz między Rawkami. Teraz jeszcze chwila podejścia i jesteśmy na szczycie Małej Rawki. Teraz przed nami legendarny zjazd pod drzwi Bacówki pod Małą Rawką. ze szczytu udaje nam się zjechać do rynny. Niestety, ta jest mocno wymrożona i wydeptana. Poza tym ogromny ruch turystyczny uniemożliwia zjazd rynną. Nie ma też szans na objechanie tej przeszkody. Odpinamy narty i schodzimy około 100m na granicę bukowego lasku. Ponownie zapinamy narty i długimi skrętami przemykamy pomiędzy bukami. Górna część bardzo przyjemna, miętka, niestety od połowy zaczyna się teren mocno mieszany. Z puchu wpadamy na śnieg mocno wymrożony, by po chwili znowu wpaść w głęboki puch. Dolna część bardzo mocno zmrożona. Docieramy pod bacówkę, gdzie robimy sobie chwilę przerwy. Zgodnie stwierdzamy, że zjazd całkiem dłuższy to jeszcze byłby tego dnia dużo przyjemniejszą opcją. Teraz jeszcze kilka minut zjazdu i meldujemy się na parkingu na Przełęczy Wyżniańskiej gdzie czeka na nas już Łukasz z Rufusem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze tylko powrót na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No cóż trzeba tam wrócić, jest jeszcze tyle zjazdów do zrobienia, tyle szlaków do turowania. Zdecydowanie to była dobra opcja. No i potwierdziliśmy przysłowie! Bieszczady nie zawiodły.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - J. Czarna|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; (Nocek) Darek M., Maciek, Michał, Bartek (KKS)|07 01 2022}}&lt;br /&gt;
Udało mi się nawiązać kontakt z Darkiem z KKS z którym miałem nie jedną przyjemność wspólnie eksplorować na naszych gollowskich wyprawach. Dał mi znać, że klubowo idą na trawers j. Czarnej. Nie mając nic do stracenia dołączyłem do nich. O 7 rano odebrałem chłopaków od Truchanowej, a o 9 zjechaliśmy zlotówkę. Dalej szło gładko i w okolicach 17 byliśmy po drugiej stronie. Po drodze mijaliśmy kursantów z KKS, którzy od północnego otworu, szli do Szmaragdu. To co zauważyłem nowego w Czarnej, to  w kilku miejscach dobito nowe punkty asekuracyjne. Wspólny wyjazd dał okazję do zawarcia nowych znajomości, mam nadzieję, że w przyszłości zaowocuje to kolejnymi pomysłami na wspólne akcję, bo chłopaki mają chęć na więcej :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Mazurek&amp;lt;/u&amp;gt;|02 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni deszczu i temperatury w okolicach + 10 skutecznie pozbawiły śniegu Beskidy a nawet Tatry. Skoro jednak wstałem wcześniej, a plecak od 2 dni jest spakowany.... Trzeba jechać, przecież buty się same nie rozchodzą. Dodatkowo motywuje fakt, że żaden wyciąg w stronę Małego Skrzycznego dziś nie pojedzie - jest szansa uniknąć tłumów. Prognozy pierwszy raz od kilku dni nie przewidują deszczu. Jedyna szansa, na kilka km podejścia i zjazdu to Szczyrkowski Lodowiec - Małe Skrzyczne. Jadę. Pod gondolą melduję się kilak minut po 8. Parking pusty. Szybki rekonesans, zbrojenie i rekreacyjnym tempem w górę. Pogoda &lt;br /&gt;
- wyśmienita. Nawet nie wieje aż tak mocno jak zapowiadali. Po około 30 minutach docieram na Halę Skrzyczyńską. Po nieco ponad godzince melduję się na szczycie Małego Skrzycznego. Tu szybki batonik i na spokojnie przepinam się do zjazdu. Szczyrkowski lodowiec ledwo daje radę... Ale jeszcze się da. Słonko dobrze operuje na stoku. Temperatura +8. Zapowiada się całkiem przyjemny zjazd. Tak też jest. Tyko kilka zmrożonych miejsc. Cała reszta przyjemny firn. Cieszę się, że chociaż tyle śniegu udało się złapać w ten długi weekend. Mam nadzieję, że następny będzie dużo lepszy i cele ambitniejsze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FMS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - Błatnia|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2021 - 01 01 2022}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sylwestrowo-noworoczny rajd na Błatnią. Warunki bardzo kiepskie, deszcz, mżawka. Na szczycie ognisko, które jednak potem zgasło w deszczu. Po pobycie w schronisku zejście i kolejna impreza w wiacie przy parkingu. Śpimy w aucie i dopiero w środku dnia wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2022%2FBlatnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9263</id>
		<title>Wyjazdy 2020</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9263"/>
		<updated>2020-05-15T13:39:58Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Beskid Śl|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Sytuacja rodzinna niejako wymusiła na mnie inne spojrzenie na wspinanie. Mimo kilku wyjazdów wspinaczkowych na Jurę, skąd inąd udanych, stwierdziłem że warto by trochę urozmaicić rodzaj wspinania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż nie zawsze można w skały zabrać babcię, która będzie czuwać przy dziecku, a wspinając się we dwójkę, nawet przy śpiącym dziecku, w razie wszelkiego wypadku np. pobudki i wszelkich konsekwencji pobudki, czas dotarcia bezpiecznie do dziecka może zająć trochę czasu.&lt;br /&gt;
Pomyślałem więc o boulderingu. Dyscyplina znana od dawna, ale jakoś nie było mi dane jej spróbować wcześniej. &lt;br /&gt;
Powyższe przemyślenia oraz wynikła nagle sytuacja wirusowa skłoniła mnie do pożyczenia crashpada – materac na który się spada/zeskakuje i poszukania pobliskich miejscówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy, szybki wyjazd decyduję się na skałki w Niegowonicach – Jura. Chyba najbliżej położona skała jurajska od Zabrza. Topo znalazłem w Internecie. Kilka przystawek i już wiem, że różni się to znacznie od wspinania sportowego z liną – drogi są krótkie, ale za to przechwyty bywają bardzo trudne. Oczywiście drogi mają odpowiednią wycenę i szybko znajduje swoje miejsce w skali. Niestety, gdy Ala bawi dziecko nie bardzo ma mnie kto asekurować co znacznie podnosi trudność no bo jednak ciężko uwierzyć w ochronę materaca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kolejny wyjazd wybieram rumowisko skalne pod Stożkiem. Samochodem da się podjechać bardzo wysoko, więc na koniec czeka nas ok. 30 min spacer w kierunku szczytu. Należy wiedzieć jednak kiedy zboczyć ze ścieżki w bok. Miejsce całkiem urokliwe, a  wspinanie po piaskowcowych blokach przysparza wiele radości. Brak czasu nie pozwala na obmacanie wszystkich skałek więc mam po co wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnio odwiedziłem były kamieniołom Skalica w Ustroniu. Skały kamieniołomu tworzą wysoki amfiteatr, ale główna ściana jest raczej mało atrakcyjna wspinaczkowo. Pozostaje 5-7 metrowa skałka po drugiej stronie. Tam można znaleźć drogi od IV do VI.1+ oraz kilka dróg o nieznanych trudnościach. Skałka niska jak na wspinanie z liną, ale wysoka jak na bouldering, dlatego drogi są obite sportowo. Ja z racji braku asekuranta wybieram drogi o niewygórowanych trudnościach i mniejszych wysokościach. Kto mnie zna wie, że do odważnych wspinaczy nie należę dlatego nie myślcie, że przesadziłem z poziomem podjętego ryzyka wspinając się solo na drogach sportowych – charakter wybranych przez mnie dróg oraz możliwość „odczytania” drogi z dołu pozwoliły na optymalny wybór dróg. Wspomnę, że tu też skała jest piaskowcowa z wszelkimi tego zaletami. Miejsce odwiedzę jeszcze kiedyś, żeby przystawić się do trudniejszych dróg – tym razem z liną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wybranych przeze mnie skałach nie spotkałem ani 1 osoby, choć w szczycie sezony podejrzewam, że jedynie w Niegowonicach można kogoś spotkać. Pozostałe dwa rejony są bardzo mało znane i nie sądzę by ktoś często tam zaglądał. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do samego boulderingu to całkowicie polecam, choć najlepiej wspinać się w kilka osób i kilka materacy, to znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa i spokoju psychicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Dawno niczego nie wrzucałem na stronkę i albo zapomniałem albo coś się zmieniło bo nie wiem jak wrzucić skrót na stronę główną. Może ktoś pomoże?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Korzystając z możliwości ponownego odwiedzenia Parku, meldujemy się o godzinie 6:00 na szlaku (chyba się starzeję, ale praca do 22, ogarnięcie się do spania o 23 i wstanie o 2 w nocy, nie przyszło mi z taką łatwością jak za czasów studenckich). Od rana ciepło, śnieg w jednym miejscu na szlaku, więcej na podejściu pod otwór. Pierwszy zjazdy bezproblemowy. Pierwszą (i wszystkie następne) wspinaczkę przejął Łukasz. Specjalnie wzięliśmy więcej kawałków lin, by móc podzielić się na dwie podgrupki, jedna zakładająca, druga deporęczująca. Poza Łukaszem ciągle prącym na przedzie, pozostała trójka zmienia się na pozycjach. Najpierw pomagam Łukaszowi przy zakładaniu zjazdów, dalej deporęczuję z Bulim trawers Smolucha. Buliego bardzo ciekawiło, czy ktoś kiedyś sprawdzał, czy jeziorko jest głębokie. Pomagam mu to sprawdzić przed samym końcem, kiedy to nie zgrywamy się w zeskakiwaniu ze ściany i luzowaniu liny... W tym czasie chłopaki kończą już wspinać Smolucha. Kiedy dochodzę ostatnia na górę, pierwszej dójki już nie ma... Idziemy od teraz we dwójkę, słysząc co jakiś czas Łukasza z Karolem. Po małym zamieszaniu, które sobie zafundwaliśmy przy zjeździe z komina Węgierskiego dochodzimy do chłopkach, którzy kończą (również nie bez przygód) wspinać złotówkę. Na dworze ciągle ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magdalena Sarapata, Stanisław Dacy, Damian Szołtysik, +1|10 05 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy Partie Bielskie w Jaskini Litworowej. Ola i ja dotarliśmy do Ptasiej Sali, pozostała część ekipy z różnych powodów stopniowo wycofywała się z wcześniejszych partii (Damian +1 spod progu do Płytowca B a Staszek z Magdą z Salki z Naciekami). Osobiście jestem bardzo zadowolony z całokształtu wycieczki. Bardzo podobało mi się urozmaicenie - były obszerne studnie i duże sale, ale i meanderki, pochylnie, przytulne ciasnotki, czołganie się przy rzeczkach (bez moczenia!) i wspinanie typu &amp;quot;jaskiniowe 3D&amp;quot;. Na wyjściu bardzo przydał się superlekki zestaw do gotowania, bardzo się cieszę że zabieranie go weszło już nam w nawyk. U wylotu doliny byliśmy z powrotem dopiero o trzeciej w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FLitoworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kończysty Wierch - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy rowerami na Polanę Trzydniówkę i stamtąd zboczami Kopieńców podchodzimy najpierw na Trzydniowiański, a potem na Kończysty Wierch. Wracamy się kawałek i schodzimy przez Dolinę Jarząbczą do rowerów. Pogoda dobra, ludzi masa. Warunki narciarskie też bardzo dobre, szkoda tylko, że wolno chodzić tylko na butach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rysia|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2020}}&lt;br /&gt;
Przy zapowiadanych na majowy weekend opadach deszczu zdecydowaliśmy, że najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu będzie zaliczenie kolejnej jurajskiej jaskini. Nie wiedzieliśmy czemu Mateusz najbardziej rekomendował jaskinię Józefa. Mówił, że to jedyna z tych trzech, którą warto zobaczyć. Teraz wiemy już, co miał na myśli. Tym razem postanowiliśmy ruszyć nieco wcześniej. W Rodakach napotkaliśmy na ogromną kałużę, której głębokość badał Staszek swoim kaloszem. Teraz pozostało już tylko znalezienie drogi do otworu Rysiej. Zajęło nam to chwilę. Tym razem poręczowania podjął się Staszek. Kiedy byłam jeszcze na kursie znajomi często pytali, czemu chodzę po jaskiniach, przecież jest tam brudno i chodzą po nich pająki. Po doświadczeniach z Tatr, zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. Teraz już wiem. Te momenty trwogi w otoczeniu pająków i czekanie na upragnione słowo: wolna! Okazało się, że jaskinia Rysia nie jest już tak obszerna. Po drodze w dół padło kilka przekleństw, ale był to dopiero przedsmak tego, co ściany miały usłyszeć podczas naszego wychodzenia do góry. Po zjeździe było trochę błądzenia, ale Karol trafił w miejsce, gdzie znajdowało się przejście do komina. Poczuliśmy się lekko wypluci przeciskając się w wąskich szczelinach. Przed trawersem okazało się, że zbliżamy się do alarmu. Nie wiedzieliśmy, ile może zająć wychodzenie do góry, dlatego zdecydowaliśmy się na odwrót. Karol ochoczo zgłosił się do deporęczu. Była to wielka ulga, bo nie wyobrażałam sobie przeciskania wora w górę. W drodze powrotnej o pająkach już można było zapomnieć. W końcu trzeba było skupić się na odpowiednim ustawieniu ciała. Sprawnie poszedł nawet ostatni zacisk. Dzięki niedokończonemu trawersowi, wiemy, że będzie trzeba tutaj wrócić :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Dolina Hołcyny - Stary Groń - Kotarz |Asia, Karol, Szymon i &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Jaworscy&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Rodzinny wyjazd w Beskidy by nie zwariować do końca w domu. Trasa dobrze nam znana i wielokrotnie przemaszerowana – wybraliśmy specjalnie by uniknąć tłumów. Niestety do końca się to nie udało. W miejscach poza szlakiem gdzie nigdy nie widziałem żywej duszy napotykaliśmy spragnionych gór turystów/niedzielnych spacerowiczów. Na halach pod Kotarzem gdzie często niebieski szlak zarastał wysoką trawą wylegiwały się znaczne grupki. Prywatność zachowaliśmy tylko dzięki kilku mniej znanych i narzucających się ścieżek.      &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Spod hotelu &amp;quot;Zimnik&amp;quot; na Skrzyczne, dalej przez Malinowską Skałę na Magurkę Wiślańską, potem Magurka Radziechowska, Muronka i z powrotem na parking. Wyszło 21 km i 945 m przewyższenia w 4.5h. Ludzi tyle, co w lipcu. Szczególnie dużo tzw. rowerzystów na &amp;quot;elektrykach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Racławki i jaskinia Beczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Nareszcie trochę więcej wolno. Zrobiłem krótką lecz dość ciekawą wycieczkę rowerową dwoma jurajskimi dolinkami. Najpierw bardzo uroczą doliną Racławki. Po drodze odnalazłem jaskinię Beczkową. Znajduje się w magicznym miejscu pod starym bukiem rosnącym niemal na litej skale dość wysoko nad dnem doliny. Daleko w jaskini nie dotarłem (choć sama jaskinia ma zaledwie 50 m dł i 16 m głęb.) gdyż za drugą komorą musiał bym się tarzać w glinie a nie miałem kombinezonu. Potem jadę na południe trochę szutrami, trochę asfaltami docierając do Krzeszowic. Stąd na północ doliną Eliaszówki wracam do Paczułtowc gdzie miałem auto. Wiosna w natarciu, czas ruszać w skały i góry (szkoda, że Tatry wciąż zamknięte).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Beczkowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rysianka z Sopotni|Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Po intensywnej sobocie zakończonej pieczeniem tortu bez okazji, zdecydowaliśmy wybrać się na górską wycieczkę. Tęskniliśmy za Rysianką, więc wybór był oczywisty, pozostawało pytanie skąd ruszamy. Zdecydowaliśmy się na start z Sopotni Wielkiej. W plecakach pyszne kanapki, na smyczy pies, a w domu pozostawione pyszne ciasto.  Podejście zajęło nam nieco ponad godzinę, a dzięki wybranej trasie zrobiliśmy ok. 500 metrów przewyższenia. Na trasie sporo turystów. Widać, że każdy wyczekiwał już momentu, by ruszyć ku przygodzie. Polana pod schroniskiem pełna! Turyści rozmieszczeni gęsto niemal jak do niedawna krokusy, które można było jeszcze gdzieniegdzie wypatrzyć. Oczy ucieszyły też Tatry, skrywające kochane jaskinie. Była też mała lekcja topografii. Na koniec powrót do auta i szybki, mimo odległości powrót z psem zasypiającym z nadmiaru wrażeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Józefa|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 2020}}&lt;br /&gt;
Będąc na jaskiniowym głodzie, unieruchomieni przez sytuację w kraju, ochoczo zareagowaliśmy na propozycję Karola, by wybrać się do jurajskiej dziury. W planie były trzy, stanęło na jednej na rozgrzewkę. Przyjemnie było znów spakować się do jaskini, nawet jeśli w całości stanowiła tyle metrów, ile w Tatrach liczy sobie jeden zjazd. I tak oto wyruszyliśmy w kierunku miejscowości Rodaki. Poprzedniego dnia Staszek wprowadził do GPSa odpowiednie dane, dzięki czemu znalezienie otworu przebiegło wyjątkowo sprawnie. Pomyśleć, że będąc na kursie tak z Adamem błądziliśmy po lesie :) Wróciły miłe wspomnienia z kursu i wypadu, który Mateusz zorganizował, żebym mogła nadgonić poręczowanie. Pod otworem szybkie przygotowanie, pamiątkowe zdjęcie i czas start. Karol podjął się poręczowania, ja jechałam za nim, a Staszek zamykał stawkę. Zjazd poszedł wyjątkowo sprawnie, choć każdy chyba odczuł skutki długiego siedzenia w domu. Następnie przyszedł czas na zwiedzanie. Chłopaki odczuwali dziwne przyciąganie w stronę Salki Niestałości (być może przypomniały im się wyprawowe biwaki). Był też czas na oglądanie mleka wapiennego, zjedzenie batoników (znalazły się i takie pamiętające czasy początku naszego kursu) i parę zdjęć. Potem już tylko wychodzenie do góry i deporęcz wykonany przez Staszka. Po wyjściu psychologiczne podchody: robimy jeszcze jedną czy wracamy? Stanęło na powrocie, Karol spieszył się do czekającej w domu Iwony, a my do psa, który i tak znienawidził nas za pozostawienie go w domu na cały dzień. Tak więc dobrze usprawiedliwieni, zdecydowaliśmy się, że dwie pozostałe jaskinie odkładamy na raz następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rowerami z biegiem Kochłówki|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2020}}&lt;br /&gt;
Kochłówka (Potok Bielszowicki) to prawy dopływ Kłodnicy, która z kolei stanowi prawy dopływ Odry. Rzeka (choć właściwie ten ciek trudno tak nazwać) zaczyna swój bieg na granicy Chorzowa Batorego i Rudy Śląskiej i płynie przez południowe dzielnice naszego miasta (Kochłowice, Wirek, Bielszowice)  a dalej przez Zabrze (Kończyce, Makoszowy) i uchodzi do Kłodnicy już na terenie powiatu gliwickiego. Długość - ponad 10 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W obecnej sytuacji epidemiologicznej był to dobry cel wycieczki rowerowej (z dala od ludzi). Generalnie wzdłuż rzeki jechaliśmy ścieżkami, drogami gruntowymi i leśnymi lub pchaliśmy rowery przez chaszcze. Dolina rzeki jest w dużym stopniu przeobrażona przez działalność ludzką. Pamiętam ją z mojego dzieciństwa kiedy to meandrowała w malowniczej dolinie porosłej trawami. Ludzie nawet kąpali się w stawach, które kiedyś istniały w drodze jej nurtu. Jednak na przestrzeni lat wszystko się zmieniało na niekorzyść przyrody.  Rzeka od samego początku jest zanieczyszczona i zaśmiecona a niemal na całej długości bardziej lub mniej skanalizowana. Są jednak też miejsca bardzo urocze a woda dość czysta. W Kochłowicach w widłach Kochłówki i jej dopływu jest wzgórze z fosą, gdzie w XIV wieku istniała drewniana forteca. Teraz w kilku miejscach na wskutek szkód górniczych powstały zalewiska, w których na dobre zadomowiło się wszelkiej maści ptactwo.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była piękna. Trasa od źródeł do ujścia zajęła kilka godzin z uwagi na częste zatrzymania na robienie zdjęć bądź oglądanie ciekawych miejsc. Gdyby tak przestać ją zanieczyszczać to przyroda szybko odrobiła by straty. Jak widać jednak dbałość o przyrodę wbrew szczytnym hasłom szermowanym na lewo i prawo nie jest jeszcze wyznacznikiem naszej cywilizacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKochlowka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kopa Skrzyczeńska i Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem od wschodniej strony masywu Skrzycznego (z Ostrego) znów z pomocą roweru przedostaje się leśną drogą w górne partie doliny Malinowskiego Potoku. Rower ukrywam w lesie i dalej po cienkim śniegu do góry na przełaj. Narty wkrótce muszę zdjąć bo zbocze jest strome, poprzetykane skałami i wielu miejscach porośnięte upierdliwym młodnikiem. Wiele przewróconych drzew do przekraczania. Czyni to całe wyjście dość trudnym. Gdzieś na wys. 900 m natrafiam na dobry śnieg, którym już na nartach wychodzę na Skrzyczeńską Kopę (1182). Stąd piękny zjazd po zlodzonym śniegu po skosie do stokowej drogi. Dalej podejście na Malinowską Skałę (1152) i znów z szczytu zjazd miejscami po bardzo twardym śniegu. Zaliczam nawet upadek z uderzeniem twarzą w lód. Dalej ostrożnie lawirując między wystającymi kikutami drzew do leśnej drogi zrywkowej i nią w dół do doliny. Nawet udało się dość nisko zjechać. Potem jednak z buta do rozlanego potoku i wkrótce docieram z innej strony do roweru. Później już tylko upojny zjazd rowerem do auta. Zrobiłem ponad 800 m deniwelacji. Ludzi spotkałem jedynie u góry na szlaku grzbietowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKopaSkrzycz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd narciarski w masywie Skrzycznego|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1981 stan wojenny, w 1986 chmura radioaktywna z Czarnobyla nad Polską, teraz koronawirus. Co jeszcze trzeba będzie przeżyć (lub nie)? W każdej z tych sytuacji były ograniczenia z dostępem do gór. Przepiękna pogoda wygania nas jednak z domu aby choć trochę chłonąć radość śnieżnej wędrówki. Ponieważ Tatry zamknięto i nartostrady na Skrzycznym też to jednak śniegu jeszcze trochę zostało. Wybór więc jest trochę zawężony. Uderzamy na Mł. Skrzyczne (1211) od Soliska. Śnieg jeszcze leży lecz jutro już nie da się tu zjechać bez zdejmowania nart. Szybko osiągamy wierzchołek szczytu (po drodze widzimy jak wylesiony został ten rejon, który pół wieku temu porośnięty był borem, co nawet ja pamiętam). Stąd zjazd po przepysznym śniegu na południe do stokowej drogi a nią dalej trawersem w stronę Skrzycznego (1257). Ładne podejście na szczyt Skrzycznego i wspaniały zjazd niemal pustą nartostradą (byli jeszcze jacyś skiturowcy) z powrotem do Soliska. Zrobiliśmy ponad 700 m deniwelacji. Wracamy przez wyludniony Szczyrk. W ogóle był taki spokój na drogach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Pokrzywnej na Biskupią Kopę (891) zielonym szlakiem przez Mokrą Przełęcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|10 - 13 03 2020}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w poniedziałkowy wieczór. W tym roku wyjątkowo postanowiliśmy nocować po drodze w kulturalnym hotelu, tuż przy autostradzie (w Pöchlarn). Wtorkowa godzina startu wprawdzie nie była dzięki temu lepsza, niż zwykle (ok. 13:00), ale przynajmniej wyruszyliśmy w dolinę Krimmlerachental wypoczęci. Dolina długa i nudna, a na dodatek musiałem wrócić się do samochodu po szczoteczkę do zębów. Na szczęście opóźnienie udało mi się nadrobić łapiąc na stopa ratrak. Na pozostałych czekam w Krimmler Tauernhaus (1622), ekskluzywnym schronisku pośrodku doliny. Spożywamy tam po zupce i preparacie nawadniającym, po czym skręcamy w Rainbachtal, zamierzając dotrzeć do samoobsługowej Richterhütte (2367). Furkowi i Markowi udaje się dotrzeć do chaty jeszcze przed zmrokiem. Na szczęście nikogo oprócz nas w schronisku nie ma, nie musimy więc obawiać się zarażenia jakimś wirusem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowe opady śniegu wzmagają się w nocy i nad ranem przechodzą w deszcz. Następnego dnia zastajemy wokół nas 30 - 50 cm świeżego śniegu. Choć niebo przetarło się i przygrzewa nas przyjemne, wiosenne słońce, to jednak silny wiatr trochę studzi nasz zapał. Sytuacja lawinowa jest skomplikowana. Wszystkie te uwarunkowania zmusiły nas do przełączenia trybu działalności z &amp;quot;dzielnego zdobywania szczytów&amp;quot; na &amp;quot;ostrożne szwendanie się po dolinie&amp;quot;. Najpierw podeszliśmy pod Rainbachspitze, do wysokości ok. 2900, idąc głównie po śladach przybyłych licznie o poranku miejscowych. Następnie, po dosyć trudnym zjeździe (ciężki, uwodniony snieg) z wys. 2580 wychodzimy na Windbachtalkogel (2843), skąd udaje się nam bardzo dobry (choć męczący) zjazd do chatki. Kończymy nasz dzień dosyć wcześnie, dzięki czemu idziemy spać o dziewiątej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek gorąco, słonecznie i bezwietrznie. Podchodzimy pod Richterspitze, ale z wysokości 2970 jesteśmy zmuszeni zawrócić z uwagi na niestabilną sytuację lawinową. Zjeżdżamy ok. 350 metrów i dla odmiany ruszamy na Nordliche Zillerscharte (2849) - przełęczy z zasięgiem i przyjemnym widokiem na drugą stronę grani. Stamtąd zjeżdżamy do chatki, dopakowujemy do plecaków śpiwory i na ciężko ruszamy na Hohe Scharte (2712), aby nie musieć wycofywać się płaską częścią doliny. Jak się okazuje, jest to strzał w dziesiątkę, bo zjazd do doliny Windbachtal sprawia nam bardzo dużą przyjemność. Oraz - niektórym z nas - nieco stresu. Dwie z czterech śrub mocujących przód wiązania mojej narty okazują się być poluzowane i za nic nie dają się dokręcić. Cały przód wiązania rusza się, a w razie jego odpadnięcia stoję przed perspektywą schodzenia piechotą w rozmokłym śniegu po pas. Na szczęście znowu się udaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnią noc spędzamy w wygodnych, dwuosobowych pokojach Krimmler Tauernhausu. Słabe prognozy na piątek sprawdzają się: ciepły front przynosi ciągły opad (na szczęście śniegu) i słabą widoczność. Ja, obawiając się o stan wiązania, wracam na parking (1180), zaś reszta ekipy odwiedza pobliski szczyt Rainbachegg (2530). W międzyczasie deszcze wymiotły śnieg z drogi podejściowej do Tauernhausu, więc nie mam nawet szczególnych okazji do testowania mojego wiązania. Spotykamy się wszyscy pod autem około drugiej i - najwyraźniej w ostatni dzień, kiedy jeszcze się da zrobić to przez Czechy - wracamy do domu. Choć opuściłem tę ostatnią wycieczkę, w sumie w trzy dni wyszło mi ok. 3200 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Barania Góra|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, po okolicy kręcił się Jasiu Kieczka, z którym kontaktowaliśmy się telefonicznie|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niezbyt długa lecz bardzo ciekawa i emocjonująca wycieczka na Baranią Górę (1220) od wschodu z Złatnicy. Od ostatniego parkingu gdzie można dojechać autem ruszamy na rowerach z nartami doliną Bystrej. Po kilku kilometrach pojawia się śnieg akurat w miejscu, w którym przypuszczałem (kończyła się tam wąska asfaltowa droga leśna). Rowery chowamy w lesie i dalej podążamy do góry na nartach przeważnie na przełaj osiągając grzbiet Czerwienieckiej Góry i wkrótce szczyt Baraniej. Stąd zjazd mniej więcej trasą podejścia do miejsca ukrycia rowerów. Śnieg był cudowny (warstewka świeżego śniegu na twardszym podłożu). Trochę trudności nastręczył jedynie stromy odcinek w gęstszym lesie gdzie trochę trzeba było się nakręcić. Potem tylko formalność w postaci pięknego zjazdu rowerowego do auta. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji ale w bardzo atrakcyjny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/BaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Jarnałtówka na wprost czerwonym szlakiem na szczyt Biskupiej Kopy (891).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Grecja - Leonidio - wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka wraz z paczką znajomych|29 02 - 08 03 2020}}&lt;br /&gt;
Podobnie jak w zeszłym roku zaplanowaliśmy wyjazd rekreacyjno-wspinaczkowy z paczką znajomych Karola. Tym razem po krótkich negocjacjach wybór padł na Leonidio w Grecji. Ktoś zamówił nocleg,  ktoś zarezerwował samochody,  ktoś załatwił topo i tak znaleźliśmy się w lekko górzystym,  malowniczym terenie nad morzem. Jako że było nas 8 osób, wynajęliśmy dom z widokiem na morze, jednocześnie znajdujący się niedaleko rejonów wspinaczkowych. Dodatkową atrakcją były koty zamieszkujące okolicę oraz pies nazwany przez nas Bunio,  który przez cały wyjazd wywoływał mieszane emocje - od strachu tych co się psów boją, przez zachwyt tych którym własnego psa brakowało, po zdenerwowanie osoby której nowego buta wspinaczkowego zagryzł (niestety byłam to ja). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Leonidio jest małą mieściną z wąskimi uliczkami leżącą na dnie doliny, nad którą rozpościerają się ściany wąwozu będące ścianami wspinaczkowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działaliśmy kolejno w rejonach: Kokkinovrachos Main (jak na początek idealny start - dużo łatwych dróg w pionie), Mars (rejon skał w kolorze czerwonym z ogromnymi tufami, drogi dość trudne, ale widoki kosmiczne), Skiadhianiko (dużo łatwych dróg, a te trudniejsze z ciekawymi formacjami), Theos cave (rejon, który najbardziej nam się spodobał – w naszym zasięgu trudności, tzn. do 6c, były drogi prowadzące między tufami i innymi naciekami), Hot Rock (tu trzeba by wrócić, na koniec już brakowało sił, a były tam ciekawe długie drogi).  W dzień restowy zwiedziliśmy średniowieczne miasto Mistra i starożytne ruiny Epidauros w międzyczasie zajadając się greckimi specjałami i korzystając z pięknej słonecznej pogody. Próbowaliśmy wykąpać się też w morzu, gdzie dopływają gorące źródła w Methanie, jednak temperatura wody skutecznie nas do tego zniechęciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując – w porównaniu do zeszłorocznej wspinaczki w San Vito Lo Capo bardziej polecamy Leonidio. Dlaczego? Bardziej spodobał nam się grecki klimat - przyroda była mniej surowa, niż na Sycylii, ludzie bardziej życzliwi, jedzenie smaczniejsze, wspinaczka ciekawsza, więcej rejonów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tygodniowej perspektywy czasu okazuje się, że wyjechaliśmy w ostatnim możliwym terminie przed wybuchem epidemii. Mając wylot w kolejnych dniach pewnie bylibyśmy zmuszeni zrezygnować z wyjazdu. Na lotniskach nie mieliśmy żadnych dodatkowych kontroli, nie widzieliśmy też paniki wśród ludzi (tylko pojedyncze osoby nosiły maseczki). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FGrecja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia Wyżnia i szkolenie zimowe|Stanisław Dacy, Mateusz Golicz, Joanna Przymus, Magda Sarapata oraz kursanci: Kamil Liwocha, Maciek Rurański, Michał Trąbski|29 02 - 01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotny plan, który zakładał wyjście do Jaskini Zimnej został odwołany, a jakakolwiek inna akcja jaskiniowa stała pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie padło, że w ramach relaksu wybierzemy się do Jaskini Miętusiej Wyżniej. W planie było &amp;quot;Suche Dno&amp;quot; i może, ale to może próba przelewania syfonów. Akcja miała być szybka więc wejście do doliny Kościeliska rozpoczęło się o 9:15. Przy okazji dojścia i trochę większej ilości śniegu niż ostatnio, mogliśmy porozmawiać o lawinach jakie występują w Tatrach. &lt;br /&gt;
I tak spacerkiem z kilkoma przerwami na pogadanki o lawinach ciśliśmy do jaskini. Słońce, zero wiatru, wszyscy w dobrych nastrojach bo w końcu w Tatrach jest jakiś konkretny śnieg. Pierwsze zdziwienie i reorganizacja tego co mamy na sobie nastąpiła po wyjściu zza linii drzew. Na polanie &amp;quot;Wyżnia Miętusia Równień&amp;quot; dopadła nas zamieć i śnieg po kolana. Od tego momentu skończyła się zabawa na utartym szlaku, a czekało nas jeszcze przejście przez las &amp;quot;Wantule&amp;quot;. Każdą wizytę w tym lesie próbujemy wyprzeć z pamięci ale tym razem chyba nie będzie łatwo.:D Zbocze o dużym nachyleniu, powalone drzewa, wanty i śniegu po pas. Przejście 100 metrów w tym lesie zajmuje nam około 30 minut. Z każdym krokiem więcej śniegu i bardziej stromo. W kolejne 30 minut pokonaliśmy już tylko 50 metrów... Na szczęście udało się Nam podejść pod zbocze z wąską linią drzew. Tam śniegu było już znacznie mniej i w końcu jakoś się to ruszyło. Ostatecznie o 12:45 meldujemy się pod otworem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście do jaskini znajduje się w ścianie około 5 metrów nad nami. Skały są oblodzone i aby bezpiecznie się tam dostać, dojście musiało zostać zaporęczowane. Szybka przebieralnia i około 13:45 rozpoczynamy akcję jaskiniową. Wleczemy się jak muchy ale w końcu docieramy do &amp;quot;Suchego Dna&amp;quot;. To co tam zobaczyliśmy raczej jest nie do opisania i lepiej zobaczyć to na własne oczy. Jak to powiedział Michał: &amp;quot; Takie coś to się nawet ludziom nie śniło&amp;quot; ... Po chwili doszedł Kamil i też nie mógł uwierzyć w to co ujrzał... Koniec, końców... Trzeba tam po prostu być. Nie było czasu na dalsze ekscytacje. W planie jest grubsza akcja. Przelewanie syfonów. Najpierw musimy opróżnić syfon &amp;quot;Błotny&amp;quot;. Do tego celu potrzebne są szczelne wory aby przetransportować wodę 11 metrów wyżej i wylać ją do innego korytarza. Następnie wodę z syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot; musimy przelać do już suchego syfonu &amp;quot;Błotnego&amp;quot; i możemy iść dalej. Przelewając wodę odcinamy sobie drogę powrotną więc wracając czeka nas kolejne przelewanie... Proste ? Proste . Jako pierwsi przy &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie są Mateusz i Kamil. Kiedy doszedłem tam jako trzeci już szykowała się &amp;quot;gruba akcja&amp;quot;. Aby przyśpieszyć Kamil postanowił przenurkować syfon i zlać całą wodę. Akcja ryzykowna ale szybka. Zanim co i jak, Kamil już w majtach szykował się do nurkowania. Poszedł jak kuna ! Coś zabulgotało, zamieszało, poprzeklinało i już po chwili było słychać przelewającą się wodę. Powolutku poziom wody zaczął opadać. Gdy wody było na tyle mało aby przepchnąć suchego wora, Kamil dostał transport z ubraniami. Ciężko powiedzieć ile to trwało ale ostatecznie &amp;quot;Błotny&amp;quot; syfon został opróżniony. Przechodzimy i od razu przystępujemy do przelewania syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot;. Pierwszy transport wody i mamy prysznic. Wór dziurawy. Zmiana wora. Znowu prysznic. Wszystkie wory okazały się dziurawe. Już wiemy, że sucho to tu nie będzie. Kaptury na głowę i transporty z wodą ruszyły pełną parą. Po godzinie przelewania nasza droga powrotna jest już zalana, a przejście dalej znajduje się pod wodą. Z góry słyszymy motywatora: &amp;quot;Wiecie, że i tak robicie nikomu niepotrzebną robotę ?&amp;quot;. Michał dobrze się bawił i stwierdził, że lepsza taka praca od leżenia :D ... Po kolejnych 30 minutach mamy prześwit ale w górnym syfonie jest już na tyle wody, że zaczyna z powrotem przelewać się do Nas. Przerwa. Mateusz schodzi na inspekcję. Zagląda do rury wypełnionej wodą i mówi: &amp;quot;Chłopaki. To jest ten moment kiedy trzeba sobie powiedzieć, że nie damy rady tego przejść.&amp;quot; Chyba dobrze, że to powiedział. Jak to nie damy rady ? Tyle pracy... Musi być jakiś sposób ? Wchodzimy ocenić sytuację czy w &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie jeszcze się coś zmieści... Hm... Jednak się nie zmieści. Wisimy na tej linie zrezygnowani i nagle mamy TO: &amp;quot;Robimy tamę !!!&amp;quot; Mateusz patrzy i mówi: &amp;quot;To się może udać&amp;quot;. Teraz zamiast wody w worach transportujemy glinę i kamienie. Dużo gliny i kamieni.:D Michał odnalazł się w roli kopacza i w ekspresowym tempie rył glinę warstwami ! Coś tam mruczał pod nosem: &amp;quot;Z dziada pradziada,... Tata... górnicy&amp;quot; Nie ważne. Mamy materiał na tamę.:D Pół godziny lepienia, ostatnie szlify, inspekcja instruktora i jest zgoda ! To musi wytrzymać ! Pompujemy ! Cała procedura transportu wody ruszyła ponownie. Nie wiem ile kubików wody przeszło przez nasze ręce tego dnia ale po kolejnych 40 minutach syfon był drożny. Drożny znaczy było widać co jest dalej ale przejście wymagało czołgania się w wodzie po kostki. Mateusz zostaje zaproszony na inspekcję. &amp;quot; No, no, no... Chłopki... Idziemy... !!!&amp;quot;  Szybka ocena tamy i jeden da drugim do rury. Pierwsze sekundy czołgania i cała woda jest już pod kombinezonem. Po naszym przejściu w rurze jest jej znacząco mniej. Jesteśmy wszyscy. Idziemy dalej. Cali mokrzy poruszamy się ekspresem. Docieramy do &amp;quot;Syfonik Salome&amp;quot;. Na nasze szczęście jest w nim tak mało wody, że brodzimy w nim tylko plecami bez przelewania się wody do kombinezonu. Docieramy do &amp;quot;I Studni&amp;quot;. Jest to ostatnie miejsce, które możemy pokonać bez lin. Chwila dla fotoreporterów i wracamy. W drodze powrotnej różne myśli. Czy Nasza tama wytrzymała? Czy syfon zalany? Na miejsce dotarłem pierwszy. Syfon drożny! Przechodzimy. Ja, Kamil, Mateusz... Czekamy na Michała. Zaklinował się. Wycof i kolejna próba. Jest. Udało się. W tej samej chwili gdy wyszedł z syfonu zaczynamy ekspresową procedurę przelewania wody. Zbliża się godzina alarmowa i ktoś z Nas musi jak najszybciej dostać się na powierzchnię. Ilość wody jest ogromna !!! Sam zrzut w dół zajął ponad pół godziny. Michał robił za pompę. Wiadomo. Z dziada, pradziada... Górnicy... Syfon drożny!!! Część ekipy kieruje się na powierzchnie, a reszta deporęczuje jaskinię i podąża za nimi. Jaskinia jest typu &amp;quot;czołgająca&amp;quot;. Zdecydowanie łatwiej się schodziło niż wychodzi. &lt;br /&gt;
Ostatecznie o 21:15 jesteśmy na powierzchni. Niestety dla nas to jeszcze nie koniec akcji. Na zewnątrz jest poniżej zera. Szybkie przebieranie mokrych ubrań i bezpieczne opuszczenie jaskini. Rozpoczynamy powrót na bazę. Droga powrotne jest trochę lżejsza. Część drogi, po stoku zjeżdżamy na tyłkach. Reszta to już szybki marsz... Chwilę przed północą docieramy na bazę. Udało się coś czego chyba nawet nie byliśmy świadomi, że może się udać. Przeszliśmy wszystkie syfony i dotarliśmy do &amp;quot;I studni&amp;quot;... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach “trójka&amp;quot; więc uderzamy na Pilsko. Tym razem od wsch. strony z Sihelnego na Słowacji. Podejście generalnie niebieskim szlakiem. Jest dość ciepło i śnieg klei się do fok. Ludzi spotykamy dopiero pod szczytem Pilska (1557). Wyżej kiepska widoczność, mocny wiatr. Zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej (1271) gdzie robimy sobie posiłek. Potem ponownie podchodzimy na szczyt Pilska i zjeżdżamy drogą podejścia do parkingu w Sihelnym. Zjazd bardzo fajny, no może śnieg taki hamujący. Dojeżdżamy jednak do auta. Zrobiliśmy trochę ponad 1000 m deniwelacji i 15 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Pilsko2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe KTJ PZA|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek,&amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|21 - 23 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie kolejny raz, dla pozostałych uczestników z naszego klubu, było to pierwsze szkolenie zimowe KTJ PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia, powtarzamy i ćwiczymy posługiwanie się rakami i czekanami. Obsługę pipsów oraz poszukiwanie zakopanego w lawinie. Ćwiczymy również jego odkopywanie, zarówno w większych zespołach jak i małych grupach. Udaje nam się zbudować kilka solidnych punktów asekuracyjno - zjazdowych z ,,grzyba” i z czekanów. Na koniec przemieszczamy się na bardziej stromy stok, aby poćwiczyć hamowanie czekanem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem na bazie, w ciepłych i komfortowych warunkach uczymy wiązania liny do asekuracji lotnej w zespołach trzy lub czteroosobowych oraz uzyskujemy podstawowe informacje, jak taki zespół powinien poruszać się w terenie.  &lt;br /&gt;
Kolejnego dnia możemy już w praktyce przećwiczyć to o czym słuchaliśmy poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
Podchodzimy przez Murowaniec za Czarny Staw Gąsienicowy, do grupy skałek zwanych Laboratorium. Mój zespół wyznacza mnie na prowadzącego! Przystaję na to początkowo z obawą, czy to na pewno dobry wybór. Jednak w miarę wspinania cieszę się coraz bardziej, że chłopaki oddali mi prowadzenie :D Choć nasza droga prowadzi po grzbiecie skałek tuż przy ich krawędzi to jednak jest na tyle dobrze obita by czuć się pewnie. Na naszej drodze są zarówno miejsca wymagające ruchów wspinaczkowych, jak i użycia czekana. Pokonujemy trawers i wspinamy się na ostatnią pochyłą płytę. Po niej czeka nas już zejście również z asekuracją. Tym razem w zapowiadanym mocnym wietrze. &lt;br /&gt;
Na koniec dołączamy się do budowy miasta schronisk w śniegu, które rozpoczęła budować poprzednia grupa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia uczymy się czegoś dla nas zupełnie nowego – wyciągania ze szczelin. Każdy z zespołu po kolei ,,wpada” w szczelinę, a pozostali połączeni z nim liną hamują zjazd i wyciągają go ,,na powierzchnię”. Na zakończenie (i już w deszczu) budujemy schronisko śnieżne poprzez usypywanie kopca. Na bazie omawiamy minione dni i omawiamy różne pomysły na kolejne szkolenia zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech (b. czł. klubu)|16 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Sopotni Wielkiej podchodzimy początkowo niebieskim szlakiem a następnie przez Halę Stefanka docieramy do schroniska na Rysiance gdzie spotykamy Magdę i Staszka (wypożyczalnia sprzętu skiturowego  z Tuttu). Krótki odpoczynek i kierujemy się w stronę Romanki. Zjazd generalnie prosto z szczytu dość stromym zboczem jak na beskid. Warunki śniegowe mimo plusowych temperatur bardzo dobre ( na nartach z auta do auta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury na zboczach Rakonia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Przemysław Styrna (KKTJ), Florian Małek (KKTJ i KW Kraków), Igor (niezrz.)|15 02 2020}}&lt;br /&gt;
Ze Zverowki doliną Łataną wchodzimy na przełęcz Zabrat i dalej na Rakoń. Stąd zjeżdżamy do Wyżniej Chochołowskiej, następnie podchodzimy z powrotem na Rakoń i zjeżdżamy do Tatliakowej Chaty. Powrót do Zverowki przez Zabrat i dalej Doliną Łataną. W sumie wyszło 1675 metrów podejścia. Pogoda dopisała - dużo słońca i mało wiatru. Sytuacja śniegowa skomplikowana, ale nie beznadziejna. Dzięki dynamicznemu planowaniu zjazdu udało się nam zaliczyć sporo skrętów w sypkim i przyjemnym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - skitura na Kudłoń|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 02 2020}}&lt;br /&gt;
Akurat w Gorcach napadało więcej śniegu więc jako cel wybieramy górę Kudłoń (1274). Najpierw przez rozległe polany a potem leśnymi duktami wychodzimy w przepięknej pogodzie na szczyt. Poniżej wierzchołka znajduje się kilka ciekawych ostańców skalnych. Zjazd ładny choć miejscami musieliśmy kluczyć w lesie by ominąć bardziej kamieniste odcinki. Dolny odcinek to biały kobierzec, którym trochę inną drogą docieramy na nartach wprost do auta. Zrobiliśmy 740 m deniwelacji i 12 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKudlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna - partie Gąbczaste|Ryszard Widuch, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 02 2020}}&lt;br /&gt;
Grupa kursowa doszła do Złotej Kaczki (niestety była zalana). Druga grupa przedarła się przez Partie Gąbczaste (zlewarowaliśmy dwa jeziorka) do Długiego Korytarza (chodnik znacznie zalany). Potem wszyscy posiedzieliśmy pod Wielkim Kominem oraz zwiedzaliśmy suchsze ciągi Partii Gąbczastych. Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry Al-Hadżar|Mateusz Golicz (kierownik), Ola Skowrońska (WKTJ), Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 19 01 2020}}&lt;br /&gt;
Dość intensywna działalność górska (jaskinie, kaniony, wspinaczka, trekingi). Szerszy opis i zdjęcia tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia w GALERII: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Łukasz Majewicz + os.tow.|06 01 2020}}&lt;br /&gt;
Szczęście nam sprzyjało, dzięki czemu zaliczyliśmy piękną turę w Beskidzie. Pogoda dopisała, śnieg jeszcze bardziej. Startowaliśmy z parkingu w Korbielowie, gdzie wskoczyliśmy na żółty szlak prowadzący na Halę Miziową, którą osiągnęliśmy w około 2 godz. Po szybkim posiłku w schronisku wyruszyliśmy na szczyt w dość chłodnej aurze, aczkolwiek szybko się rozgrzaliśmy. Ze szczytu zjeżdżaliśmy niemalże w euforii, podziwiając i komentując przy każdym susie warunki, jakie napotkaliśmy. Śnieg był wtedy czystą poezją a niektórzy ogłosili ten zjazd najlepszym w sezonie. Zdjęcia chętnie bym wrzuciła ale nie ogarnęłam niestety tej czynności po wprowadzonych zmianach :(&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Okrągły Grzbiet|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2020}}&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało czasu ale mimo to wyskoczyliśmy na krótką przebieżkę skiturową. Celem, dość spontanicznym okazał się Okrągły Grzbiet (947). Z Złatnej podchodzimy najpierw stokową drogą a potem stromo wprost na Okrągły Grzbiet. Dalej podążamy nieznacznie do góry w stronę granicy państwa lecz szybko nadciągający zmrok nakazuje nam zawrócić. Zjeżdżamy nie co inną drogą. Dość stromą rynną gdzie w dolnym fragmencie musieliśmy uważać na kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOkraglyGrzbiet&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd na Błatnię i dzienny na Przykrą|Henryk Tomanek|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
W sylwestrową noc podejście na Błatnią (917). Tu potężne ognisko. Wszyscy poszli po 1-ej do schroniska więc do czwartej można było spokojnie posiedzieć przy ogniu i upiec kiełbaski. Reszta nocy to trochę zabawy w schronisku i powrót w dół razem z poznanymi rok temu znajomymi. Po nocy spędzonej przy wiacie szkoda było wracać do domu. Ponowne podejście lecz tym razem na przełaj w stronę Bałatni. Od Przykrej (818) powrót leśnymi ścieżkami w stronę Jaworza do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - nocny rajd narciarski na Wielką Raczę|Asia i Tomek Jaworski, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowo-noworoczny rajd skiturowy był umownym zakończeniem a jednocześnie rozpoczęciem naszej górskiej działalności na przełomie lat. Z Lalkovici od razu na nartach podchodzimy na wprost doliną Oscadnicy pod północne stoki Wielkiej Raczy (1236) i Upłazu (1043). Podejście miejscami dość strome z kluczeniem między łożyskami potoków tudzież młodników. Przed północą osiągamy graniczny grzbiet i w podmuchach mocnego wiatru i przy prószącym śniegu osiągamy szczyt Wielkiej Raczy witając Nowy Rok tuż przed szczytem. W schronisku Tomek odpala szampana i w miłych nastrojach spędzamy pierwszą godzinę nowego roku. Potem ładny zjazd przy świetle czołówek w stronę kompletnie pustych o tej porze nocy nartostrad i dalej do dołu do miejsca startu. Zrobiliśmy 780 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TYROL - Alpy Ötztalskie - Taschachtal|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|28 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Okres poświąteczno-noworoczny spędziliśmy w Taschachhausie, schronisku znanym mi już wcześniej z wyjazdu z Markiem, Moniką i Furkiem na wiosnę 2015 roku. Główny budynek jest o tej porze roku zamknięty, ale obok funkcjonuje samoobsługowy &amp;quot;Winterhaus&amp;quot;. Ta z pozoru mała chatynka posiada w pełni wyposażoną i ogrzewaną kuchnię (w tym piekarnik), trzy sypialnie po ok. 10 łóżek każda, patentową bio-toaletę (niby latryna, ale z porcelanowym interfejsem), oświetlenie elektryczne na baterie słoneczne (niestety nie funkcjonujące w grudniu) i zapas piwa na cały sezon narciarski (Rädler, Weißbier oraz bezalkoholowe). Zakładaliśmy, że jeśli nawet ktoś jeszcze wpadnie na pomysł spędzenia Sylwestra w tych górach, to akurat w Taschachhausie jakoś się pomieścimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowym atutem Taschachhausu jest - jak na alpejskie standardy - stosunkowo krótkie podejście, sprzyjające noszeniu na grzbiecie zapasu jedzenia na pięć dni. Dzięki położeniu doliny Taschach w sąsiedztwie ośrodka narciarskiego Pitztal, można podjechać samochodem odśnieżoną drogą aż do wysokości 1720 m. Nasze schronisko znajduje się na 2435 m. Całą drogę torujemy w świeżym śniegu o miąższości do pół metra. Trafiliśmy idealnie w kilka dni doskonałej, słonecznej pogody, które nastąpiły bezpośrednio po obfitych opadach. Jedynym minusem tych okoliczności był trzeci stopień zagrożenia lawinowego, który zresztą zapewne wraz z medialnymi doniesieniami o kilku wypadkach lawinowych na przestrzeni raptem kilku dni przyczynił się do chwilowego spadku popularności wysokogórskich wycieczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście zajmuje nam niecałe pięć godzin sobotniego popołudnia; w pustej chacie jesteśmy więc na krótko przed zmrokiem. Kiedy już rozpaliliśmy w piecu, dołącza do nas Philipp, Niemiec z Bawarii, uradowany, że w końcu udało mu się zrealizować od dawna zamierzony plan na wycieczkę górską z noclegiem. Wieczór upływa na rozmowach o różnych górskich aktywnościach i na czytaniu książek. Choć jadalnia jest dobrze zaizolowana i z łatwością daje się nagrzać do przyjemnej temperatury, to jednak sypialnie nie są już ogrzewane i przychodzi nam kłaść się spać w temperaturze ok. -15 C. Duży zapas kocy - który zresztą można znaleźć w każdej chacie samoobsługowej w Austrii - pomaga przetrwać ten mróz. Na szczęście w nocy przychodzi znaczne ocieplenie i budzimy się już w dużo  bardziej komfortowych warunkach (lekko na minusie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielny poranek Philipp wyrusza torować szlak na Bliggspitze (3454), a my podążamy jego śladem &amp;quot;i zobaczymy, co się stanie&amp;quot;. Powyżej chatki na śniegu nie ma absolutnie żadnych śladów nart, a nasz kolega czuje potrzebę zrewanżowania się nam za przygotowanie trasy do schroniska. Mimo doskonałej widoczności Philipp myli drogę i skręca w prawo o jedną dolinę za wcześnie. Na skutek tego błędu trafiamy pod lodowiec Eiskastenferner, na wysokość mniej więcej 3040 m. Stąd Philipp zjeżdża na sam dół, na parking. My mogliśmy wprawdzie podejść na nartach kolejne 150 - 200 m wyżej, ale uznajemy, że na początek nam wystarczy. Zjazd do chatki przebiega po bajecznym puchu. Śniegu jest tak dużo, że na stokach o niewielkim nachyleniu musimy się wręcz odpychać. Na dnie doliny odczuwamy wady wczesnej zimy w postaci niewidocznych, przykrytych warstwą świeżego śniegu kamieni. Na bazę wracamy około drugiej. Jak na pierwsze wyjście skiturowe sezonu, na dającej się już we znaki wysokości, z lekką infekcją górnych dróg oddechowych (Ola) - w zupełności nam wystarcza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy tylko rozpoczęliśmy popołudniowe czytanie, do domku wchodzą Simon i Dominik, młodzi i ambitni bawarczycy; jeden z brodą, a drugi z &amp;quot;dziwnym fonsem&amp;quot;. Chłopaki są trochę zawiedzeni, że oprócz nas nikt nie szwendał się po okolicznych górach. Rozhajcowują piec tak, że w jadalni robi się 25 stopni i wybierają sypialnię tuż nad kuchnią. Są bardzo sympatyczni, choć to kombinatorzy - następnego poranka robią wszystko, żeby tylko wyjść po nas i iść naszym śladem. Kiedy my przystajemy na sprawdzenie mapy, oni gdzieś tam za nami również przystają w jakieś bardzo ważnej sprawie. Wyprzedzają nas dopiero, kiedy nasze drogi się rozchodzą; my idziemy na północ w stronę Bliggscharte (3210), zaś oni żwawym krokiem podążają na zachód, docelowo mając w zamiarach wejście na Ölgrubenkopf (3392). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bliggscharte jest bardzo dobrym celem na wysokie zagrożenie lawinowe. Szerokie stoki opadające z tej przełęczy cechują się stosunkowo niewielkim nachyleniem i tylko ostatnie 70 m pionu jest zauważalnie strome. Układ wiatrów nam jednak sprzyja i na tym najgorszym odcinku natrafiamy na z pozoru stabilny, nieprzemodelowany przez wiatr śnieg. Gdzieś od 2800 (Ola) - 2900 (Mateusz) dopada nasze organizmy obniżona podaż tlenu i musimy wkładać dużo wysiłku w kontrolowanie tempa. Tak to już jest - co wiem z poprzednich wycieczek na skitury w Alpach - że choć po półtorej godziny jest się już w połowie wysokości, to wyjście tej drugiej połowy zajmuje kolejne trzy godziny. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i odpowiednio planować. Rozległy widok z przełęczy Bliggscharte pod bezchmurnym niebem jest miłą nagrodą za włożone w mozolne zdobywanie wysokości kalorie. Jeszcze milszy jest bajeczny zjazd po dwudniowym już puchu, jednorodnie pokrywającym zbocza o kilkudziesięciometrowej szerokości. Z kamieniami niżej w dolinie jest lepiej: te płytko położone pod śniegiem są już lepiej odsłonięte; a te nie odsłonięte są już lepiej przykryte... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy docieramy do schroniska o trzeciej, Simon i Dominik zdążyli już nahajcować do swojej ulubionej temperatury. Przez okno jadalni rozpościera się widok na skąpane w ostatnich promieniach słońca dno doliny, położone 400 metrów pod nami. Wymieniamy się informacjami o warunkach i oddajemy zajęciom w podgrupach - Ola i ja czytamy beletrystykę, Simon uczy się medycyny, a Dominik idzie na drzemkę. Wszyscy zresztą uzupełniliśmy braki w śnie za cały 2019 rok. O ile tylko nie jest się w sportowej formie, wyjazdy skiturowe do alpejskich chatek sprzyjają wypoczynkowi biernemu. W terenie wysokogórskim swój dzienny limit wysiłku można z łatwością wyczerpać w 6-8 godzin. Potem, choćby się chciało zrobić coś jeszcze, to jednak mięśnie i stawy protestują i nie pozostaje nic innego, jak tylko spać, konwersować z towarzyszami albo czytać książkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sylwestrowy poranek Simon i Dominik idą na strome, południowe, stale znajdujące się w cieniu zbocza Taschachtal. Przez całe przedpołudnie obserwujemy ich na budzącym grozę lodowcu Sexegertenferner. My tymczasem podążamy gotowym śladem na sprawdzony przez nich dzień wcześniej cel - szczyt Ölgrubenkopf (3392). Ze względów bezpieczeństwa zatrzymujemy się na grani, około 3 m pod właściwym &amp;quot;pikiem&amp;quot;. Ilość gór widoczna z tego miejsca jednocześnie zachwyca i przeraża. Szczególnie ciekawy jest zaskakująco dla nas płaski i rozległy lodowiec Gepatschferner oraz zlokalizowany nad jeziorkiem Weißsee ośrodek narciarski. Po trzech nocach spędzonych na poziomie 2434 m organizm zaczyna już się przystosowywać i właściwie moglibyśmy podejść jeszcze trochę wyżej, ale droga na kolejny na grani wierzchołek Vord. Ölgrubenspitze (3456) to już rasowe, zimowe wspinanie - na które ani nie mieliśmy ochoty, ani sprzętu. Zaoszczędzona energia przydała się na zjazd, tym razem w górnej części biegnący przez przewiane śniegi poprzetykane mniej lub bardziej wystającymi kamieniami. Właśnie w tej górnej części zahaczam o jeden, jedyny kamień i wyrywam kawałek ślizgu przy krawędzi. Cóż, w tym śniegu narta &amp;quot;jedzie&amp;quot; nadal dobrze, ale naprawa będzie kosztowna i niekoniecznie na dłuższą metę skuteczna. Mimo tej sprzętowej przykrości mamy bardzo dobry dzień. Poniżej  3100 m śnieg jest już nietknięty przez wiatr - i choć już zauważalnie cięższy i bardziej męczący niż w poprzednie dni - to nadal niezwykle przyjemny do zjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewaliśmy się zastać w chatce &amp;quot;naszych chłopców&amp;quot;, którzy pierwotnie mieli zostać z nami aż do Nowego Roku. Najwyraźniej jednak Bawarczycy zmienili zdanie i wróciwszy wcześnie ze swojej lodowcowej eskapady, postanowili Sylwestra spędzić w dolinach. Została bowiem po nich tylko duża puszka orzeszków ziemnych, bardzo sugestywnie umieszczona wśród naszych rzeczy. Na tej wysokości, w tych temperaturach, dwieście gramów orzeszków - około 1000 kalorii - to nie jest byle co! Dzięki temu prezentowi z łatwością oszczędziliśmy jeden liofilizowany posiłek. Jak można było przewidzieć - tym bardziej, że komunikat lawinowy złagodniał do &amp;quot;2&amp;quot; - sylwestrowy wieczór przyszło nam spędzić w najliczniejszym towarzystwie. Przed zmrokiem w chatce zjawiają się przybysze z nizin - trzech Czechów z Brna i czworo Niemców z okolic Frankfurtu. W Taschachhausie taka liczba osób nadal może bytować w komfortowych warunkach: w jadalni samorzutnie powstaje stolik &amp;quot;słowiański&amp;quot; i stolik &amp;quot;germański&amp;quot; - a jeden stolik pośrodku jest nadal pusty. Przyszło mu zresztą pełnić symboliczną rolę. Czesi podzielili się z nami przygotowaną przez siebie pyszną herbatą, a Niemcy - cóż - tolerowali naszą obecność. Nie doszło do żadnych gorszących scen i nieprzyjemnych sytuacji (nic takiego zresztą nigdy mi się  w alpejskich chatkach nie przytrafiło), ale komunikacja niewerbalna w naszym kierunku miała znamiona lekkiej niechęci. Wycofaliśmy się do śpiworów o ósmej; zresztą chyba wszyscy - bodaj z wyjątkiem dwóch najtwardszych Czechów - powitali Nowy Rok w objęciach Morfeusza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni nasz dzień w Alpach - środa, dzień powrotu do domu - miło nas zaskoczył. Poranek upłynął nam niemal jak co dzień - z tą różnicą, że po raz pierwszy mieszkańcy schroniska budzili się o różnych porach. W przeciwieństwie do poprzednio zamieszkujących tu z nami Bawarczyków, Germanie w górach przestrzegają germańskiej dyscypliny i wstają o szóstej rano. Słońce wstaje wprawdzie o ósmej, a oni nie zamierzają się dziś na żaden poważny cel - chcą zjechać do doliny i pojeździć na wyciągach na lodowcu - ale w górach wstaje się wcześnie, bo tak się robi w górach, bo przodkowie tak kazali - i tyle. Dzięki temu mamy ich przynajmniej szybko z głowy - a dzięki wczesnemu udaniu się na spoczynek nie narzekamy na ich głośną, poranną krzątaninę. Trzeba im w każdym razie policzyć na plus sprzątanie: przetarli kuchnię, pozamiatali pół jadalni, wynieśli śnieg z przedsionka... Czesi tymczasem zbierają się powoli - i choć oni idą w góry, a my w doliny, to jednak my z całym dobytkiem na plecach wyruszamy znacznie przed nimi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym miłym zaskoczeniem dnia był nasz zjazd na parking. Poranne wycofy z alpejskich schronisk kojarzą mi się z walką o życie na betonach - albo wręcz przeciwnie, z mokrym, hamującym śniegiem, brutalnie wyznaczającym dla narciarza granicę między zimą a wiosną. Byłem pewien, że na tym &amp;quot;zjeździe&amp;quot; będziemy musieli założyć foki. Z prognoz pogody, które sprawdzaliśmy codziennie, wynikało, że śnieg powinien się powoli topić; dolina Taschach pozostaje jednak o tej porze roku przez zdecydowaną większość dnia w cieniu i lokalny mikroklimat najwyraźniej przyczynił się do jedynie niewielkiego zmetamorfizowania zalegającego tu śniegu. Aż do parkingu nadal leżał puch. Pierwszą połowę wysokości pokonaliśmy w piętnaście minut i z wielką przyjemnością. Potem zrobiło się płasko, ale dzięki koleinom ubitym przez naszych czcigodnych poprzedników miejscami udawało się nabrać trochę prędkości. Cały zjazd zajął nam półtorej godziny - czyli mniej więcej połowę tego, co prognozowałem. Na dobry początek nowego roku przy samochodzie spotykamy dwoje Francuzów, którzy z zaparkowanego obok nas busa wyciągnęli stolik i składane krzesełka i rozbili się na śniadanie na pobliskim, ośnieżonym pagórku (temperatura powietrza -2 C). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: przez cztery doby pobytu w Alpach przebyliśmy ok. 3200 m deniwelacji. Pogoda i warunki śniegowe sprzyjały nam jak rzadko kiedy. Nie licząc krótkich mijanek z Philippem, Simonem i Dominikiem, w terenie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9262</id>
		<title>Wyjazdy 2020</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9262"/>
		<updated>2020-05-15T09:53:04Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Beskid Śl|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Sytuacja rodzinna niejako wymusiła na mnie inne spojrzenie na wspinanie. Mimo kilku wyjazdów wspinaczkowych na Jurę, skąd inąd udanych, stwierdziłem że warto by trochę urozmaicić rodzaj wspinania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż nie zawsze można w skały zabrać babcię, która będzie czuwać przy dziecku, a wspinając się we dwójkę, nawet przy śpiącym dziecku, w razie wszelkiego wypadku np. pobudki i wszelkich konsekwencji pobudki, czas dotarcia bezpiecznie do dziecka może zająć trochę czasu.&lt;br /&gt;
Pomyślałem więc o boulderingu. Dyscyplina znana od dawna, ale jakoś nie było mi jej spróbować wcześniej. &lt;br /&gt;
Powyższe przemyślenia oraz wynikła nagle sytuacja wirusowa skłoniła mnie do pożyczenia crashpada – materac na który się spada/zeskakuje i poszukania pobliskich miejscówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy, szybki wyjazd decyduję się na skałki w Niegowonicach – Jura. Chyba najbliżej położona skała jurajska od Zabrza. Topo znalazłem w Internecie. Kilka przystawek i już wiem, że różni się to znacznie od wspinania sportowego z liną – drogi są krótkie, ale za to przechwyty bywają bardzo trudne. Oczywiście drogi mają odpowiednią wycenę i szybko znajduje swoje miejsce w skali. Niestety, gdy Ala bawi dziecko nie bardzo ma mnie kto asekurować co znacznie podnosi trudność no bo jednak ciężko uwierzyć w ochronę materaca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kolejny wyjazd wybieram rumowisko skalne pod stożkiem. Samochodem da się podjechać bardzo wysoko, więc na koniec czeka nas ok. 30 min spacer w kierunku szczytu. Należy wiedzieć jednak kiedy zboczyć ze ścieżki w bok. Miejsce całkiem urokliwe, a  wspinanie po piaskowcowych blokach przysparza wiele radości. Brak czasu nie pozwala na obmacanie wszystkich skałek więc mam po co wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnio odwiedziłem były kamieniołom Skalica w Ustroniu. Skały kamieniołomu tworzą wysoki amfiteatr, ale główna ściana jest raczej mało atrakcyjna wspinaczkowo. Pozostaje 5-7 metrowa skałka po drugiej stronie. Tam można znaleźć drogi od IV do VI.1+ oraz kilka dróg o nieznanych trudnościach. Skałka niska jak na wspinanie z liną, ale wysoka jak na bouldering, dlatego drogi są obite sportowo. Ja z racji braku asekuranta wybieram drogi o niewygórowanych trudnościach i mniejszych wysokościach. Kto mnie zna wie, że do odważnych wspinaczy nie należę dlatego nie myślcie, że przesadziłem z poziomem podjętego ryzyka wspinając się solo na drogach sportowych – charakter wybranych przez mnie dróg oraz możliwość „odczytania” drogi z dołu pozwoliły na optymalny wybór dróg. Wspomnę, że tu też skała jest piaskowcowa z wszelkimi tego zaletami. Miejsce odwiedzę jeszcze kiedyś, żeby przystawić się do trudniejszych dróg – tym razem z liną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wybranych przeze mnie skałach nie spotkałem ani 1 osoby, choć w szczycie sezony podejrzewam, że jedynie w Niegowonicach można kogoś spotkać. Pozostałe dwa rejony są bardzo mało znane i nie sądzę by ktoś często tam zaglądał. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do samego boulderingu to całkowicie polecam, choć najlepiej wspinać się w kilka osób i kilka materacy, to znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa i spokoju psychicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Dawno niczego nie wrzucałem na stronkę i albo zapomniałem albo coś się zmieniło bo nie wiem jak wrzucić skrót na stronę główną. Może ktoś pomoże?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Korzystając z możliwości ponownego odwiedzenia Parku, meldujemy się o godzinie 6:00 na szlaku (chyba się starzeję, ale praca do 22, ogarnięcie się do spania o 23 i wstanie o 2 w nocy, nie przyszło mi z taką łatwością jak za czasów studenckich). Od rana ciepło, śnieg w jednym miejscu na szlaku, więcej na podejściu pod otwór. Pierwszy zjazdy bezproblemowy. Pierwszą (i wszystkie następne) wspinaczkę przejął Łukasz. Specjalnie wzięliśmy więcej kawałków lin, by móc podzielić się na dwie podgrupki, jedna zakładająca, druga deporęczująca. Poza Łukaszem ciągle prącym na przedzie, pozostała trójka zmienia się na pozycjach. Najpierw pomagam Łukaszowi przy zakładaniu zjazdów, dalej deporęczuję z Bulim trawers Smolucha. Buliego bardzo ciekawiło, czy ktoś kiedyś sprawdzał, czy jeziorko jest głębokie. Pomagam mu to sprawdzić przed samym końcem, kiedy to nie zgrywamy się w zeskakiwaniu ze ściany i luzowaniu liny... W tym czasie chłopaki kończą już wspinać Smolucha. Kiedy dochodzę ostatnia na górę, pierwszej dójki już nie ma... Idziemy od teraz we dwójkę, słysząc co jakiś czas Łukasza z Karolem. Po małym zamieszaniu, które sobie zafundwaliśmy przy zjeździe z komina Węgierskiego dochodzimy do chłopkach, którzy kończą (również nie bez przygód) wspinać złotówkę. Na dworze ciągle ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magdalena Sarapata, Stanisław Dacy, Damian Szołtysik, +1|10 05 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy Partie Bielskie w Jaskini Litworowej. Ola i ja dotarliśmy do Ptasiej Sali, pozostała część ekipy z różnych powodów stopniowo wycofywała się z wcześniejszych partii (Damian +1 spod progu do Płytowca B a Staszek z Magdą z Salki z Naciekami). Osobiście jestem bardzo zadowolony z całokształtu wycieczki. Bardzo podobało mi się urozmaicenie - były obszerne studnie i duże sale, ale i meanderki, pochylnie, przytulne ciasnotki, czołganie się przy rzeczkach (bez moczenia!) i wspinanie typu &amp;quot;jaskiniowe 3D&amp;quot;. Na wyjściu bardzo przydał się superlekki zestaw do gotowania, bardzo się cieszę że zabieranie go weszło już nam w nawyk. U wylotu doliny byliśmy z powrotem dopiero o trzeciej w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FLitoworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kończysty Wierch - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy rowerami na Polanę Trzydniówkę i stamtąd zboczami Kopieńców podchodzimy najpierw na Trzydniowiański, a potem na Kończysty Wierch. Wracamy się kawałek i schodzimy przez Dolinę Jarząbczą do rowerów. Pogoda dobra, ludzi masa. Warunki narciarskie też bardzo dobre, szkoda tylko, że wolno chodzić tylko na butach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rysia|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2020}}&lt;br /&gt;
Przy zapowiadanych na majowy weekend opadach deszczu zdecydowaliśmy, że najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu będzie zaliczenie kolejnej jurajskiej jaskini. Nie wiedzieliśmy czemu Mateusz najbardziej rekomendował jaskinię Józefa. Mówił, że to jedyna z tych trzech, którą warto zobaczyć. Teraz wiemy już, co miał na myśli. Tym razem postanowiliśmy ruszyć nieco wcześniej. W Rodakach napotkaliśmy na ogromną kałużę, której głębokość badał Staszek swoim kaloszem. Teraz pozostało już tylko znalezienie drogi do otworu Rysiej. Zajęło nam to chwilę. Tym razem poręczowania podjął się Staszek. Kiedy byłam jeszcze na kursie znajomi często pytali, czemu chodzę po jaskiniach, przecież jest tam brudno i chodzą po nich pająki. Po doświadczeniach z Tatr, zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. Teraz już wiem. Te momenty trwogi w otoczeniu pająków i czekanie na upragnione słowo: wolna! Okazało się, że jaskinia Rysia nie jest już tak obszerna. Po drodze w dół padło kilka przekleństw, ale był to dopiero przedsmak tego, co ściany miały usłyszeć podczas naszego wychodzenia do góry. Po zjeździe było trochę błądzenia, ale Karol trafił w miejsce, gdzie znajdowało się przejście do komina. Poczuliśmy się lekko wypluci przeciskając się w wąskich szczelinach. Przed trawersem okazało się, że zbliżamy się do alarmu. Nie wiedzieliśmy, ile może zająć wychodzenie do góry, dlatego zdecydowaliśmy się na odwrót. Karol ochoczo zgłosił się do deporęczu. Była to wielka ulga, bo nie wyobrażałam sobie przeciskania wora w górę. W drodze powrotnej o pająkach już można było zapomnieć. W końcu trzeba było skupić się na odpowiednim ustawieniu ciała. Sprawnie poszedł nawet ostatni zacisk. Dzięki niedokończonemu trawersowi, wiemy, że będzie trzeba tutaj wrócić :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Dolina Hołcyny - Stary Groń - Kotarz |Asia, Karol, Szymon i &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Jaworscy&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Rodzinny wyjazd w Beskidy by nie zwariować do końca w domu. Trasa dobrze nam znana i wielokrotnie przemaszerowana – wybraliśmy specjalnie by uniknąć tłumów. Niestety do końca się to nie udało. W miejscach poza szlakiem gdzie nigdy nie widziałem żywej duszy napotykaliśmy spragnionych gór turystów/niedzielnych spacerowiczów. Na halach pod Kotarzem gdzie często niebieski szlak zarastał wysoką trawą wylegiwały się znaczne grupki. Prywatność zachowaliśmy tylko dzięki kilku mniej znanych i narzucających się ścieżek.      &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Spod hotelu &amp;quot;Zimnik&amp;quot; na Skrzyczne, dalej przez Malinowską Skałę na Magurkę Wiślańską, potem Magurka Radziechowska, Muronka i z powrotem na parking. Wyszło 21 km i 945 m przewyższenia w 4.5h. Ludzi tyle, co w lipcu. Szczególnie dużo tzw. rowerzystów na &amp;quot;elektrykach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Racławki i jaskinia Beczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Nareszcie trochę więcej wolno. Zrobiłem krótką lecz dość ciekawą wycieczkę rowerową dwoma jurajskimi dolinkami. Najpierw bardzo uroczą doliną Racławki. Po drodze odnalazłem jaskinię Beczkową. Znajduje się w magicznym miejscu pod starym bukiem rosnącym niemal na litej skale dość wysoko nad dnem doliny. Daleko w jaskini nie dotarłem (choć sama jaskinia ma zaledwie 50 m dł i 16 m głęb.) gdyż za drugą komorą musiał bym się tarzać w glinie a nie miałem kombinezonu. Potem jadę na południe trochę szutrami, trochę asfaltami docierając do Krzeszowic. Stąd na północ doliną Eliaszówki wracam do Paczułtowc gdzie miałem auto. Wiosna w natarciu, czas ruszać w skały i góry (szkoda, że Tatry wciąż zamknięte).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Beczkowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rysianka z Sopotni|Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Po intensywnej sobocie zakończonej pieczeniem tortu bez okazji, zdecydowaliśmy wybrać się na górską wycieczkę. Tęskniliśmy za Rysianką, więc wybór był oczywisty, pozostawało pytanie skąd ruszamy. Zdecydowaliśmy się na start z Sopotni Wielkiej. W plecakach pyszne kanapki, na smyczy pies, a w domu pozostawione pyszne ciasto.  Podejście zajęło nam nieco ponad godzinę, a dzięki wybranej trasie zrobiliśmy ok. 500 metrów przewyższenia. Na trasie sporo turystów. Widać, że każdy wyczekiwał już momentu, by ruszyć ku przygodzie. Polana pod schroniskiem pełna! Turyści rozmieszczeni gęsto niemal jak do niedawna krokusy, które można było jeszcze gdzieniegdzie wypatrzyć. Oczy ucieszyły też Tatry, skrywające kochane jaskinie. Była też mała lekcja topografii. Na koniec powrót do auta i szybki, mimo odległości powrót z psem zasypiającym z nadmiaru wrażeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Józefa|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 2020}}&lt;br /&gt;
Będąc na jaskiniowym głodzie, unieruchomieni przez sytuację w kraju, ochoczo zareagowaliśmy na propozycję Karola, by wybrać się do jurajskiej dziury. W planie były trzy, stanęło na jednej na rozgrzewkę. Przyjemnie było znów spakować się do jaskini, nawet jeśli w całości stanowiła tyle metrów, ile w Tatrach liczy sobie jeden zjazd. I tak oto wyruszyliśmy w kierunku miejscowości Rodaki. Poprzedniego dnia Staszek wprowadził do GPSa odpowiednie dane, dzięki czemu znalezienie otworu przebiegło wyjątkowo sprawnie. Pomyśleć, że będąc na kursie tak z Adamem błądziliśmy po lesie :) Wróciły miłe wspomnienia z kursu i wypadu, który Mateusz zorganizował, żebym mogła nadgonić poręczowanie. Pod otworem szybkie przygotowanie, pamiątkowe zdjęcie i czas start. Karol podjął się poręczowania, ja jechałam za nim, a Staszek zamykał stawkę. Zjazd poszedł wyjątkowo sprawnie, choć każdy chyba odczuł skutki długiego siedzenia w domu. Następnie przyszedł czas na zwiedzanie. Chłopaki odczuwali dziwne przyciąganie w stronę Salki Niestałości (być może przypomniały im się wyprawowe biwaki). Był też czas na oglądanie mleka wapiennego, zjedzenie batoników (znalazły się i takie pamiętające czasy początku naszego kursu) i parę zdjęć. Potem już tylko wychodzenie do góry i deporęcz wykonany przez Staszka. Po wyjściu psychologiczne podchody: robimy jeszcze jedną czy wracamy? Stanęło na powrocie, Karol spieszył się do czekającej w domu Iwony, a my do psa, który i tak znienawidził nas za pozostawienie go w domu na cały dzień. Tak więc dobrze usprawiedliwieni, zdecydowaliśmy się, że dwie pozostałe jaskinie odkładamy na raz następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rowerami z biegiem Kochłówki|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2020}}&lt;br /&gt;
Kochłówka (Potok Bielszowicki) to prawy dopływ Kłodnicy, która z kolei stanowi prawy dopływ Odry. Rzeka (choć właściwie ten ciek trudno tak nazwać) zaczyna swój bieg na granicy Chorzowa Batorego i Rudy Śląskiej i płynie przez południowe dzielnice naszego miasta (Kochłowice, Wirek, Bielszowice)  a dalej przez Zabrze (Kończyce, Makoszowy) i uchodzi do Kłodnicy już na terenie powiatu gliwickiego. Długość - ponad 10 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W obecnej sytuacji epidemiologicznej był to dobry cel wycieczki rowerowej (z dala od ludzi). Generalnie wzdłuż rzeki jechaliśmy ścieżkami, drogami gruntowymi i leśnymi lub pchaliśmy rowery przez chaszcze. Dolina rzeki jest w dużym stopniu przeobrażona przez działalność ludzką. Pamiętam ją z mojego dzieciństwa kiedy to meandrowała w malowniczej dolinie porosłej trawami. Ludzie nawet kąpali się w stawach, które kiedyś istniały w drodze jej nurtu. Jednak na przestrzeni lat wszystko się zmieniało na niekorzyść przyrody.  Rzeka od samego początku jest zanieczyszczona i zaśmiecona a niemal na całej długości bardziej lub mniej skanalizowana. Są jednak też miejsca bardzo urocze a woda dość czysta. W Kochłowicach w widłach Kochłówki i jej dopływu jest wzgórze z fosą, gdzie w XIV wieku istniała drewniana forteca. Teraz w kilku miejscach na wskutek szkód górniczych powstały zalewiska, w których na dobre zadomowiło się wszelkiej maści ptactwo.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była piękna. Trasa od źródeł do ujścia zajęła kilka godzin z uwagi na częste zatrzymania na robienie zdjęć bądź oglądanie ciekawych miejsc. Gdyby tak przestać ją zanieczyszczać to przyroda szybko odrobiła by straty. Jak widać jednak dbałość o przyrodę wbrew szczytnym hasłom szermowanym na lewo i prawo nie jest jeszcze wyznacznikiem naszej cywilizacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKochlowka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kopa Skrzyczeńska i Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem od wschodniej strony masywu Skrzycznego (z Ostrego) znów z pomocą roweru przedostaje się leśną drogą w górne partie doliny Malinowskiego Potoku. Rower ukrywam w lesie i dalej po cienkim śniegu do góry na przełaj. Narty wkrótce muszę zdjąć bo zbocze jest strome, poprzetykane skałami i wielu miejscach porośnięte upierdliwym młodnikiem. Wiele przewróconych drzew do przekraczania. Czyni to całe wyjście dość trudnym. Gdzieś na wys. 900 m natrafiam na dobry śnieg, którym już na nartach wychodzę na Skrzyczeńską Kopę (1182). Stąd piękny zjazd po zlodzonym śniegu po skosie do stokowej drogi. Dalej podejście na Malinowską Skałę (1152) i znów z szczytu zjazd miejscami po bardzo twardym śniegu. Zaliczam nawet upadek z uderzeniem twarzą w lód. Dalej ostrożnie lawirując między wystającymi kikutami drzew do leśnej drogi zrywkowej i nią w dół do doliny. Nawet udało się dość nisko zjechać. Potem jednak z buta do rozlanego potoku i wkrótce docieram z innej strony do roweru. Później już tylko upojny zjazd rowerem do auta. Zrobiłem ponad 800 m deniwelacji. Ludzi spotkałem jedynie u góry na szlaku grzbietowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKopaSkrzycz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd narciarski w masywie Skrzycznego|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1981 stan wojenny, w 1986 chmura radioaktywna z Czarnobyla nad Polską, teraz koronawirus. Co jeszcze trzeba będzie przeżyć (lub nie)? W każdej z tych sytuacji były ograniczenia z dostępem do gór. Przepiękna pogoda wygania nas jednak z domu aby choć trochę chłonąć radość śnieżnej wędrówki. Ponieważ Tatry zamknięto i nartostrady na Skrzycznym też to jednak śniegu jeszcze trochę zostało. Wybór więc jest trochę zawężony. Uderzamy na Mł. Skrzyczne (1211) od Soliska. Śnieg jeszcze leży lecz jutro już nie da się tu zjechać bez zdejmowania nart. Szybko osiągamy wierzchołek szczytu (po drodze widzimy jak wylesiony został ten rejon, który pół wieku temu porośnięty był borem, co nawet ja pamiętam). Stąd zjazd po przepysznym śniegu na południe do stokowej drogi a nią dalej trawersem w stronę Skrzycznego (1257). Ładne podejście na szczyt Skrzycznego i wspaniały zjazd niemal pustą nartostradą (byli jeszcze jacyś skiturowcy) z powrotem do Soliska. Zrobiliśmy ponad 700 m deniwelacji. Wracamy przez wyludniony Szczyrk. W ogóle był taki spokój na drogach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Pokrzywnej na Biskupią Kopę (891) zielonym szlakiem przez Mokrą Przełęcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|10 - 13 03 2020}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w poniedziałkowy wieczór. W tym roku wyjątkowo postanowiliśmy nocować po drodze w kulturalnym hotelu, tuż przy autostradzie (w Pöchlarn). Wtorkowa godzina startu wprawdzie nie była dzięki temu lepsza, niż zwykle (ok. 13:00), ale przynajmniej wyruszyliśmy w dolinę Krimmlerachental wypoczęci. Dolina długa i nudna, a na dodatek musiałem wrócić się do samochodu po szczoteczkę do zębów. Na szczęście opóźnienie udało mi się nadrobić łapiąc na stopa ratrak. Na pozostałych czekam w Krimmler Tauernhaus (1622), ekskluzywnym schronisku pośrodku doliny. Spożywamy tam po zupce i preparacie nawadniającym, po czym skręcamy w Rainbachtal, zamierzając dotrzeć do samoobsługowej Richterhütte (2367). Furkowi i Markowi udaje się dotrzeć do chaty jeszcze przed zmrokiem. Na szczęście nikogo oprócz nas w schronisku nie ma, nie musimy więc obawiać się zarażenia jakimś wirusem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowe opady śniegu wzmagają się w nocy i nad ranem przechodzą w deszcz. Następnego dnia zastajemy wokół nas 30 - 50 cm świeżego śniegu. Choć niebo przetarło się i przygrzewa nas przyjemne, wiosenne słońce, to jednak silny wiatr trochę studzi nasz zapał. Sytuacja lawinowa jest skomplikowana. Wszystkie te uwarunkowania zmusiły nas do przełączenia trybu działalności z &amp;quot;dzielnego zdobywania szczytów&amp;quot; na &amp;quot;ostrożne szwendanie się po dolinie&amp;quot;. Najpierw podeszliśmy pod Rainbachspitze, do wysokości ok. 2900, idąc głównie po śladach przybyłych licznie o poranku miejscowych. Następnie, po dosyć trudnym zjeździe (ciężki, uwodniony snieg) z wys. 2580 wychodzimy na Windbachtalkogel (2843), skąd udaje się nam bardzo dobry (choć męczący) zjazd do chatki. Kończymy nasz dzień dosyć wcześnie, dzięki czemu idziemy spać o dziewiątej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek gorąco, słonecznie i bezwietrznie. Podchodzimy pod Richterspitze, ale z wysokości 2970 jesteśmy zmuszeni zawrócić z uwagi na niestabilną sytuację lawinową. Zjeżdżamy ok. 350 metrów i dla odmiany ruszamy na Nordliche Zillerscharte (2849) - przełęczy z zasięgiem i przyjemnym widokiem na drugą stronę grani. Stamtąd zjeżdżamy do chatki, dopakowujemy do plecaków śpiwory i na ciężko ruszamy na Hohe Scharte (2712), aby nie musieć wycofywać się płaską częścią doliny. Jak się okazuje, jest to strzał w dziesiątkę, bo zjazd do doliny Windbachtal sprawia nam bardzo dużą przyjemność. Oraz - niektórym z nas - nieco stresu. Dwie z czterech śrub mocujących przód wiązania mojej narty okazują się być poluzowane i za nic nie dają się dokręcić. Cały przód wiązania rusza się, a w razie jego odpadnięcia stoję przed perspektywą schodzenia piechotą w rozmokłym śniegu po pas. Na szczęście znowu się udaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnią noc spędzamy w wygodnych, dwuosobowych pokojach Krimmler Tauernhausu. Słabe prognozy na piątek sprawdzają się: ciepły front przynosi ciągły opad (na szczęście śniegu) i słabą widoczność. Ja, obawiając się o stan wiązania, wracam na parking (1180), zaś reszta ekipy odwiedza pobliski szczyt Rainbachegg (2530). W międzyczasie deszcze wymiotły śnieg z drogi podejściowej do Tauernhausu, więc nie mam nawet szczególnych okazji do testowania mojego wiązania. Spotykamy się wszyscy pod autem około drugiej i - najwyraźniej w ostatni dzień, kiedy jeszcze się da zrobić to przez Czechy - wracamy do domu. Choć opuściłem tę ostatnią wycieczkę, w sumie w trzy dni wyszło mi ok. 3200 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Barania Góra|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, po okolicy kręcił się Jasiu Kieczka, z którym kontaktowaliśmy się telefonicznie|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niezbyt długa lecz bardzo ciekawa i emocjonująca wycieczka na Baranią Górę (1220) od wschodu z Złatnicy. Od ostatniego parkingu gdzie można dojechać autem ruszamy na rowerach z nartami doliną Bystrej. Po kilku kilometrach pojawia się śnieg akurat w miejscu, w którym przypuszczałem (kończyła się tam wąska asfaltowa droga leśna). Rowery chowamy w lesie i dalej podążamy do góry na nartach przeważnie na przełaj osiągając grzbiet Czerwienieckiej Góry i wkrótce szczyt Baraniej. Stąd zjazd mniej więcej trasą podejścia do miejsca ukrycia rowerów. Śnieg był cudowny (warstewka świeżego śniegu na twardszym podłożu). Trochę trudności nastręczył jedynie stromy odcinek w gęstszym lesie gdzie trochę trzeba było się nakręcić. Potem tylko formalność w postaci pięknego zjazdu rowerowego do auta. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji ale w bardzo atrakcyjny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/BaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Jarnałtówka na wprost czerwonym szlakiem na szczyt Biskupiej Kopy (891).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Grecja - Leonidio - wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka wraz z paczką znajomych|29 02 - 08 03 2020}}&lt;br /&gt;
Podobnie jak w zeszłym roku zaplanowaliśmy wyjazd rekreacyjno-wspinaczkowy z paczką znajomych Karola. Tym razem po krótkich negocjacjach wybór padł na Leonidio w Grecji. Ktoś zamówił nocleg,  ktoś zarezerwował samochody,  ktoś załatwił topo i tak znaleźliśmy się w lekko górzystym,  malowniczym terenie nad morzem. Jako że było nas 8 osób, wynajęliśmy dom z widokiem na morze, jednocześnie znajdujący się niedaleko rejonów wspinaczkowych. Dodatkową atrakcją były koty zamieszkujące okolicę oraz pies nazwany przez nas Bunio,  który przez cały wyjazd wywoływał mieszane emocje - od strachu tych co się psów boją, przez zachwyt tych którym własnego psa brakowało, po zdenerwowanie osoby której nowego buta wspinaczkowego zagryzł (niestety byłam to ja). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Leonidio jest małą mieściną z wąskimi uliczkami leżącą na dnie doliny, nad którą rozpościerają się ściany wąwozu będące ścianami wspinaczkowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działaliśmy kolejno w rejonach: Kokkinovrachos Main (jak na początek idealny start - dużo łatwych dróg w pionie), Mars (rejon skał w kolorze czerwonym z ogromnymi tufami, drogi dość trudne, ale widoki kosmiczne), Skiadhianiko (dużo łatwych dróg, a te trudniejsze z ciekawymi formacjami), Theos cave (rejon, który najbardziej nam się spodobał – w naszym zasięgu trudności, tzn. do 6c, były drogi prowadzące między tufami i innymi naciekami), Hot Rock (tu trzeba by wrócić, na koniec już brakowało sił, a były tam ciekawe długie drogi).  W dzień restowy zwiedziliśmy średniowieczne miasto Mistra i starożytne ruiny Epidauros w międzyczasie zajadając się greckimi specjałami i korzystając z pięknej słonecznej pogody. Próbowaliśmy wykąpać się też w morzu, gdzie dopływają gorące źródła w Methanie, jednak temperatura wody skutecznie nas do tego zniechęciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując – w porównaniu do zeszłorocznej wspinaczki w San Vito Lo Capo bardziej polecamy Leonidio. Dlaczego? Bardziej spodobał nam się grecki klimat - przyroda była mniej surowa, niż na Sycylii, ludzie bardziej życzliwi, jedzenie smaczniejsze, wspinaczka ciekawsza, więcej rejonów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tygodniowej perspektywy czasu okazuje się, że wyjechaliśmy w ostatnim możliwym terminie przed wybuchem epidemii. Mając wylot w kolejnych dniach pewnie bylibyśmy zmuszeni zrezygnować z wyjazdu. Na lotniskach nie mieliśmy żadnych dodatkowych kontroli, nie widzieliśmy też paniki wśród ludzi (tylko pojedyncze osoby nosiły maseczki). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FGrecja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia Wyżnia i szkolenie zimowe|Stanisław Dacy, Mateusz Golicz, Joanna Przymus, Magda Sarapata oraz kursanci: Kamil Liwocha, Maciek Rurański, Michał Trąbski|29 02 - 01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotny plan, który zakładał wyjście do Jaskini Zimnej został odwołany, a jakakolwiek inna akcja jaskiniowa stała pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie padło, że w ramach relaksu wybierzemy się do Jaskini Miętusiej Wyżniej. W planie było &amp;quot;Suche Dno&amp;quot; i może, ale to może próba przelewania syfonów. Akcja miała być szybka więc wejście do doliny Kościeliska rozpoczęło się o 9:15. Przy okazji dojścia i trochę większej ilości śniegu niż ostatnio, mogliśmy porozmawiać o lawinach jakie występują w Tatrach. &lt;br /&gt;
I tak spacerkiem z kilkoma przerwami na pogadanki o lawinach ciśliśmy do jaskini. Słońce, zero wiatru, wszyscy w dobrych nastrojach bo w końcu w Tatrach jest jakiś konkretny śnieg. Pierwsze zdziwienie i reorganizacja tego co mamy na sobie nastąpiła po wyjściu zza linii drzew. Na polanie &amp;quot;Wyżnia Miętusia Równień&amp;quot; dopadła nas zamieć i śnieg po kolana. Od tego momentu skończyła się zabawa na utartym szlaku, a czekało nas jeszcze przejście przez las &amp;quot;Wantule&amp;quot;. Każdą wizytę w tym lesie próbujemy wyprzeć z pamięci ale tym razem chyba nie będzie łatwo.:D Zbocze o dużym nachyleniu, powalone drzewa, wanty i śniegu po pas. Przejście 100 metrów w tym lesie zajmuje nam około 30 minut. Z każdym krokiem więcej śniegu i bardziej stromo. W kolejne 30 minut pokonaliśmy już tylko 50 metrów... Na szczęście udało się Nam podejść pod zbocze z wąską linią drzew. Tam śniegu było już znacznie mniej i w końcu jakoś się to ruszyło. Ostatecznie o 12:45 meldujemy się pod otworem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście do jaskini znajduje się w ścianie około 5 metrów nad nami. Skały są oblodzone i aby bezpiecznie się tam dostać, dojście musiało zostać zaporęczowane. Szybka przebieralnia i około 13:45 rozpoczynamy akcję jaskiniową. Wleczemy się jak muchy ale w końcu docieramy do &amp;quot;Suchego Dna&amp;quot;. To co tam zobaczyliśmy raczej jest nie do opisania i lepiej zobaczyć to na własne oczy. Jak to powiedział Michał: &amp;quot; Takie coś to się nawet ludziom nie śniło&amp;quot; ... Po chwili doszedł Kamil i też nie mógł uwierzyć w to co ujrzał... Koniec, końców... Trzeba tam po prostu być. Nie było czasu na dalsze ekscytacje. W planie jest grubsza akcja. Przelewanie syfonów. Najpierw musimy opróżnić syfon &amp;quot;Błotny&amp;quot;. Do tego celu potrzebne są szczelne wory aby przetransportować wodę 11 metrów wyżej i wylać ją do innego korytarza. Następnie wodę z syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot; musimy przelać do już suchego syfonu &amp;quot;Błotnego&amp;quot; i możemy iść dalej. Przelewając wodę odcinamy sobie drogę powrotną więc wracając czeka nas kolejne przelewanie... Proste ? Proste . Jako pierwsi przy &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie są Mateusz i Kamil. Kiedy doszedłem tam jako trzeci już szykowała się &amp;quot;gruba akcja&amp;quot;. Aby przyśpieszyć Kamil postanowił przenurkować syfon i zlać całą wodę. Akcja ryzykowna ale szybka. Zanim co i jak, Kamil już w majtach szykował się do nurkowania. Poszedł jak kuna ! Coś zabulgotało, zamieszało, poprzeklinało i już po chwili było słychać przelewającą się wodę. Powolutku poziom wody zaczął opadać. Gdy wody było na tyle mało aby przepchnąć suchego wora, Kamil dostał transport z ubraniami. Ciężko powiedzieć ile to trwało ale ostatecznie &amp;quot;Błotny&amp;quot; syfon został opróżniony. Przechodzimy i od razu przystępujemy do przelewania syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot;. Pierwszy transport wody i mamy prysznic. Wór dziurawy. Zmiana wora. Znowu prysznic. Wszystkie wory okazały się dziurawe. Już wiemy, że sucho to tu nie będzie. Kaptury na głowę i transporty z wodą ruszyły pełną parą. Po godzinie przelewania nasza droga powrotna jest już zalana, a przejście dalej znajduje się pod wodą. Z góry słyszymy motywatora: &amp;quot;Wiecie, że i tak robicie nikomu niepotrzebną robotę ?&amp;quot;. Michał dobrze się bawił i stwierdził, że lepsza taka praca od leżenia :D ... Po kolejnych 30 minutach mamy prześwit ale w górnym syfonie jest już na tyle wody, że zaczyna z powrotem przelewać się do Nas. Przerwa. Mateusz schodzi na inspekcję. Zagląda do rury wypełnionej wodą i mówi: &amp;quot;Chłopaki. To jest ten moment kiedy trzeba sobie powiedzieć, że nie damy rady tego przejść.&amp;quot; Chyba dobrze, że to powiedział. Jak to nie damy rady ? Tyle pracy... Musi być jakiś sposób ? Wchodzimy ocenić sytuację czy w &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie jeszcze się coś zmieści... Hm... Jednak się nie zmieści. Wisimy na tej linie zrezygnowani i nagle mamy TO: &amp;quot;Robimy tamę !!!&amp;quot; Mateusz patrzy i mówi: &amp;quot;To się może udać&amp;quot;. Teraz zamiast wody w worach transportujemy glinę i kamienie. Dużo gliny i kamieni.:D Michał odnalazł się w roli kopacza i w ekspresowym tempie rył glinę warstwami ! Coś tam mruczał pod nosem: &amp;quot;Z dziada pradziada,... Tata... górnicy&amp;quot; Nie ważne. Mamy materiał na tamę.:D Pół godziny lepienia, ostatnie szlify, inspekcja instruktora i jest zgoda ! To musi wytrzymać ! Pompujemy ! Cała procedura transportu wody ruszyła ponownie. Nie wiem ile kubików wody przeszło przez nasze ręce tego dnia ale po kolejnych 40 minutach syfon był drożny. Drożny znaczy było widać co jest dalej ale przejście wymagało czołgania się w wodzie po kostki. Mateusz zostaje zaproszony na inspekcję. &amp;quot; No, no, no... Chłopki... Idziemy... !!!&amp;quot;  Szybka ocena tamy i jeden da drugim do rury. Pierwsze sekundy czołgania i cała woda jest już pod kombinezonem. Po naszym przejściu w rurze jest jej znacząco mniej. Jesteśmy wszyscy. Idziemy dalej. Cali mokrzy poruszamy się ekspresem. Docieramy do &amp;quot;Syfonik Salome&amp;quot;. Na nasze szczęście jest w nim tak mało wody, że brodzimy w nim tylko plecami bez przelewania się wody do kombinezonu. Docieramy do &amp;quot;I Studni&amp;quot;. Jest to ostatnie miejsce, które możemy pokonać bez lin. Chwila dla fotoreporterów i wracamy. W drodze powrotnej różne myśli. Czy Nasza tama wytrzymała? Czy syfon zalany? Na miejsce dotarłem pierwszy. Syfon drożny! Przechodzimy. Ja, Kamil, Mateusz... Czekamy na Michała. Zaklinował się. Wycof i kolejna próba. Jest. Udało się. W tej samej chwili gdy wyszedł z syfonu zaczynamy ekspresową procedurę przelewania wody. Zbliża się godzina alarmowa i ktoś z Nas musi jak najszybciej dostać się na powierzchnię. Ilość wody jest ogromna !!! Sam zrzut w dół zajął ponad pół godziny. Michał robił za pompę. Wiadomo. Z dziada, pradziada... Górnicy... Syfon drożny!!! Część ekipy kieruje się na powierzchnie, a reszta deporęczuje jaskinię i podąża za nimi. Jaskinia jest typu &amp;quot;czołgająca&amp;quot;. Zdecydowanie łatwiej się schodziło niż wychodzi. &lt;br /&gt;
Ostatecznie o 21:15 jesteśmy na powierzchni. Niestety dla nas to jeszcze nie koniec akcji. Na zewnątrz jest poniżej zera. Szybkie przebieranie mokrych ubrań i bezpieczne opuszczenie jaskini. Rozpoczynamy powrót na bazę. Droga powrotne jest trochę lżejsza. Część drogi, po stoku zjeżdżamy na tyłkach. Reszta to już szybki marsz... Chwilę przed północą docieramy na bazę. Udało się coś czego chyba nawet nie byliśmy świadomi, że może się udać. Przeszliśmy wszystkie syfony i dotarliśmy do &amp;quot;I studni&amp;quot;... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach “trójka&amp;quot; więc uderzamy na Pilsko. Tym razem od wsch. strony z Sihelnego na Słowacji. Podejście generalnie niebieskim szlakiem. Jest dość ciepło i śnieg klei się do fok. Ludzi spotykamy dopiero pod szczytem Pilska (1557). Wyżej kiepska widoczność, mocny wiatr. Zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej (1271) gdzie robimy sobie posiłek. Potem ponownie podchodzimy na szczyt Pilska i zjeżdżamy drogą podejścia do parkingu w Sihelnym. Zjazd bardzo fajny, no może śnieg taki hamujący. Dojeżdżamy jednak do auta. Zrobiliśmy trochę ponad 1000 m deniwelacji i 15 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Pilsko2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe KTJ PZA|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek,&amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|21 - 23 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie kolejny raz, dla pozostałych uczestników z naszego klubu, było to pierwsze szkolenie zimowe KTJ PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia, powtarzamy i ćwiczymy posługiwanie się rakami i czekanami. Obsługę pipsów oraz poszukiwanie zakopanego w lawinie. Ćwiczymy również jego odkopywanie, zarówno w większych zespołach jak i małych grupach. Udaje nam się zbudować kilka solidnych punktów asekuracyjno - zjazdowych z ,,grzyba” i z czekanów. Na koniec przemieszczamy się na bardziej stromy stok, aby poćwiczyć hamowanie czekanem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem na bazie, w ciepłych i komfortowych warunkach uczymy wiązania liny do asekuracji lotnej w zespołach trzy lub czteroosobowych oraz uzyskujemy podstawowe informacje, jak taki zespół powinien poruszać się w terenie.  &lt;br /&gt;
Kolejnego dnia możemy już w praktyce przećwiczyć to o czym słuchaliśmy poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
Podchodzimy przez Murowaniec za Czarny Staw Gąsienicowy, do grupy skałek zwanych Laboratorium. Mój zespół wyznacza mnie na prowadzącego! Przystaję na to początkowo z obawą, czy to na pewno dobry wybór. Jednak w miarę wspinania cieszę się coraz bardziej, że chłopaki oddali mi prowadzenie :D Choć nasza droga prowadzi po grzbiecie skałek tuż przy ich krawędzi to jednak jest na tyle dobrze obita by czuć się pewnie. Na naszej drodze są zarówno miejsca wymagające ruchów wspinaczkowych, jak i użycia czekana. Pokonujemy trawers i wspinamy się na ostatnią pochyłą płytę. Po niej czeka nas już zejście również z asekuracją. Tym razem w zapowiadanym mocnym wietrze. &lt;br /&gt;
Na koniec dołączamy się do budowy miasta schronisk w śniegu, które rozpoczęła budować poprzednia grupa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia uczymy się czegoś dla nas zupełnie nowego – wyciągania ze szczelin. Każdy z zespołu po kolei ,,wpada” w szczelinę, a pozostali połączeni z nim liną hamują zjazd i wyciągają go ,,na powierzchnię”. Na zakończenie (i już w deszczu) budujemy schronisko śnieżne poprzez usypywanie kopca. Na bazie omawiamy minione dni i omawiamy różne pomysły na kolejne szkolenia zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech (b. czł. klubu)|16 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Sopotni Wielkiej podchodzimy początkowo niebieskim szlakiem a następnie przez Halę Stefanka docieramy do schroniska na Rysiance gdzie spotykamy Magdę i Staszka (wypożyczalnia sprzętu skiturowego  z Tuttu). Krótki odpoczynek i kierujemy się w stronę Romanki. Zjazd generalnie prosto z szczytu dość stromym zboczem jak na beskid. Warunki śniegowe mimo plusowych temperatur bardzo dobre ( na nartach z auta do auta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury na zboczach Rakonia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Przemysław Styrna (KKTJ), Florian Małek (KKTJ i KW Kraków), Igor (niezrz.)|15 02 2020}}&lt;br /&gt;
Ze Zverowki doliną Łataną wchodzimy na przełęcz Zabrat i dalej na Rakoń. Stąd zjeżdżamy do Wyżniej Chochołowskiej, następnie podchodzimy z powrotem na Rakoń i zjeżdżamy do Tatliakowej Chaty. Powrót do Zverowki przez Zabrat i dalej Doliną Łataną. W sumie wyszło 1675 metrów podejścia. Pogoda dopisała - dużo słońca i mało wiatru. Sytuacja śniegowa skomplikowana, ale nie beznadziejna. Dzięki dynamicznemu planowaniu zjazdu udało się nam zaliczyć sporo skrętów w sypkim i przyjemnym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - skitura na Kudłoń|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 02 2020}}&lt;br /&gt;
Akurat w Gorcach napadało więcej śniegu więc jako cel wybieramy górę Kudłoń (1274). Najpierw przez rozległe polany a potem leśnymi duktami wychodzimy w przepięknej pogodzie na szczyt. Poniżej wierzchołka znajduje się kilka ciekawych ostańców skalnych. Zjazd ładny choć miejscami musieliśmy kluczyć w lesie by ominąć bardziej kamieniste odcinki. Dolny odcinek to biały kobierzec, którym trochę inną drogą docieramy na nartach wprost do auta. Zrobiliśmy 740 m deniwelacji i 12 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKudlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna - partie Gąbczaste|Ryszard Widuch, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 02 2020}}&lt;br /&gt;
Grupa kursowa doszła do Złotej Kaczki (niestety była zalana). Druga grupa przedarła się przez Partie Gąbczaste (zlewarowaliśmy dwa jeziorka) do Długiego Korytarza (chodnik znacznie zalany). Potem wszyscy posiedzieliśmy pod Wielkim Kominem oraz zwiedzaliśmy suchsze ciągi Partii Gąbczastych. Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry Al-Hadżar|Mateusz Golicz (kierownik), Ola Skowrońska (WKTJ), Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 19 01 2020}}&lt;br /&gt;
Dość intensywna działalność górska (jaskinie, kaniony, wspinaczka, trekingi). Szerszy opis i zdjęcia tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia w GALERII: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Łukasz Majewicz + os.tow.|06 01 2020}}&lt;br /&gt;
Szczęście nam sprzyjało, dzięki czemu zaliczyliśmy piękną turę w Beskidzie. Pogoda dopisała, śnieg jeszcze bardziej. Startowaliśmy z parkingu w Korbielowie, gdzie wskoczyliśmy na żółty szlak prowadzący na Halę Miziową, którą osiągnęliśmy w około 2 godz. Po szybkim posiłku w schronisku wyruszyliśmy na szczyt w dość chłodnej aurze, aczkolwiek szybko się rozgrzaliśmy. Ze szczytu zjeżdżaliśmy niemalże w euforii, podziwiając i komentując przy każdym susie warunki, jakie napotkaliśmy. Śnieg był wtedy czystą poezją a niektórzy ogłosili ten zjazd najlepszym w sezonie. Zdjęcia chętnie bym wrzuciła ale nie ogarnęłam niestety tej czynności po wprowadzonych zmianach :(&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Okrągły Grzbiet|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2020}}&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało czasu ale mimo to wyskoczyliśmy na krótką przebieżkę skiturową. Celem, dość spontanicznym okazał się Okrągły Grzbiet (947). Z Złatnej podchodzimy najpierw stokową drogą a potem stromo wprost na Okrągły Grzbiet. Dalej podążamy nieznacznie do góry w stronę granicy państwa lecz szybko nadciągający zmrok nakazuje nam zawrócić. Zjeżdżamy nie co inną drogą. Dość stromą rynną gdzie w dolnym fragmencie musieliśmy uważać na kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOkraglyGrzbiet&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd na Błatnię i dzienny na Przykrą|Henryk Tomanek|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
W sylwestrową noc podejście na Błatnią (917). Tu potężne ognisko. Wszyscy poszli po 1-ej do schroniska więc do czwartej można było spokojnie posiedzieć przy ogniu i upiec kiełbaski. Reszta nocy to trochę zabawy w schronisku i powrót w dół razem z poznanymi rok temu znajomymi. Po nocy spędzonej przy wiacie szkoda było wracać do domu. Ponowne podejście lecz tym razem na przełaj w stronę Bałatni. Od Przykrej (818) powrót leśnymi ścieżkami w stronę Jaworza do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - nocny rajd narciarski na Wielką Raczę|Asia i Tomek Jaworski, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowo-noworoczny rajd skiturowy był umownym zakończeniem a jednocześnie rozpoczęciem naszej górskiej działalności na przełomie lat. Z Lalkovici od razu na nartach podchodzimy na wprost doliną Oscadnicy pod północne stoki Wielkiej Raczy (1236) i Upłazu (1043). Podejście miejscami dość strome z kluczeniem między łożyskami potoków tudzież młodników. Przed północą osiągamy graniczny grzbiet i w podmuchach mocnego wiatru i przy prószącym śniegu osiągamy szczyt Wielkiej Raczy witając Nowy Rok tuż przed szczytem. W schronisku Tomek odpala szampana i w miłych nastrojach spędzamy pierwszą godzinę nowego roku. Potem ładny zjazd przy świetle czołówek w stronę kompletnie pustych o tej porze nocy nartostrad i dalej do dołu do miejsca startu. Zrobiliśmy 780 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TYROL - Alpy Ötztalskie - Taschachtal|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|28 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Okres poświąteczno-noworoczny spędziliśmy w Taschachhausie, schronisku znanym mi już wcześniej z wyjazdu z Markiem, Moniką i Furkiem na wiosnę 2015 roku. Główny budynek jest o tej porze roku zamknięty, ale obok funkcjonuje samoobsługowy &amp;quot;Winterhaus&amp;quot;. Ta z pozoru mała chatynka posiada w pełni wyposażoną i ogrzewaną kuchnię (w tym piekarnik), trzy sypialnie po ok. 10 łóżek każda, patentową bio-toaletę (niby latryna, ale z porcelanowym interfejsem), oświetlenie elektryczne na baterie słoneczne (niestety nie funkcjonujące w grudniu) i zapas piwa na cały sezon narciarski (Rädler, Weißbier oraz bezalkoholowe). Zakładaliśmy, że jeśli nawet ktoś jeszcze wpadnie na pomysł spędzenia Sylwestra w tych górach, to akurat w Taschachhausie jakoś się pomieścimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowym atutem Taschachhausu jest - jak na alpejskie standardy - stosunkowo krótkie podejście, sprzyjające noszeniu na grzbiecie zapasu jedzenia na pięć dni. Dzięki położeniu doliny Taschach w sąsiedztwie ośrodka narciarskiego Pitztal, można podjechać samochodem odśnieżoną drogą aż do wysokości 1720 m. Nasze schronisko znajduje się na 2435 m. Całą drogę torujemy w świeżym śniegu o miąższości do pół metra. Trafiliśmy idealnie w kilka dni doskonałej, słonecznej pogody, które nastąpiły bezpośrednio po obfitych opadach. Jedynym minusem tych okoliczności był trzeci stopień zagrożenia lawinowego, który zresztą zapewne wraz z medialnymi doniesieniami o kilku wypadkach lawinowych na przestrzeni raptem kilku dni przyczynił się do chwilowego spadku popularności wysokogórskich wycieczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście zajmuje nam niecałe pięć godzin sobotniego popołudnia; w pustej chacie jesteśmy więc na krótko przed zmrokiem. Kiedy już rozpaliliśmy w piecu, dołącza do nas Philipp, Niemiec z Bawarii, uradowany, że w końcu udało mu się zrealizować od dawna zamierzony plan na wycieczkę górską z noclegiem. Wieczór upływa na rozmowach o różnych górskich aktywnościach i na czytaniu książek. Choć jadalnia jest dobrze zaizolowana i z łatwością daje się nagrzać do przyjemnej temperatury, to jednak sypialnie nie są już ogrzewane i przychodzi nam kłaść się spać w temperaturze ok. -15 C. Duży zapas kocy - który zresztą można znaleźć w każdej chacie samoobsługowej w Austrii - pomaga przetrwać ten mróz. Na szczęście w nocy przychodzi znaczne ocieplenie i budzimy się już w dużo  bardziej komfortowych warunkach (lekko na minusie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielny poranek Philipp wyrusza torować szlak na Bliggspitze (3454), a my podążamy jego śladem &amp;quot;i zobaczymy, co się stanie&amp;quot;. Powyżej chatki na śniegu nie ma absolutnie żadnych śladów nart, a nasz kolega czuje potrzebę zrewanżowania się nam za przygotowanie trasy do schroniska. Mimo doskonałej widoczności Philipp myli drogę i skręca w prawo o jedną dolinę za wcześnie. Na skutek tego błędu trafiamy pod lodowiec Eiskastenferner, na wysokość mniej więcej 3040 m. Stąd Philipp zjeżdża na sam dół, na parking. My mogliśmy wprawdzie podejść na nartach kolejne 150 - 200 m wyżej, ale uznajemy, że na początek nam wystarczy. Zjazd do chatki przebiega po bajecznym puchu. Śniegu jest tak dużo, że na stokach o niewielkim nachyleniu musimy się wręcz odpychać. Na dnie doliny odczuwamy wady wczesnej zimy w postaci niewidocznych, przykrytych warstwą świeżego śniegu kamieni. Na bazę wracamy około drugiej. Jak na pierwsze wyjście skiturowe sezonu, na dającej się już we znaki wysokości, z lekką infekcją górnych dróg oddechowych (Ola) - w zupełności nam wystarcza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy tylko rozpoczęliśmy popołudniowe czytanie, do domku wchodzą Simon i Dominik, młodzi i ambitni bawarczycy; jeden z brodą, a drugi z &amp;quot;dziwnym fonsem&amp;quot;. Chłopaki są trochę zawiedzeni, że oprócz nas nikt nie szwendał się po okolicznych górach. Rozhajcowują piec tak, że w jadalni robi się 25 stopni i wybierają sypialnię tuż nad kuchnią. Są bardzo sympatyczni, choć to kombinatorzy - następnego poranka robią wszystko, żeby tylko wyjść po nas i iść naszym śladem. Kiedy my przystajemy na sprawdzenie mapy, oni gdzieś tam za nami również przystają w jakieś bardzo ważnej sprawie. Wyprzedzają nas dopiero, kiedy nasze drogi się rozchodzą; my idziemy na północ w stronę Bliggscharte (3210), zaś oni żwawym krokiem podążają na zachód, docelowo mając w zamiarach wejście na Ölgrubenkopf (3392). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bliggscharte jest bardzo dobrym celem na wysokie zagrożenie lawinowe. Szerokie stoki opadające z tej przełęczy cechują się stosunkowo niewielkim nachyleniem i tylko ostatnie 70 m pionu jest zauważalnie strome. Układ wiatrów nam jednak sprzyja i na tym najgorszym odcinku natrafiamy na z pozoru stabilny, nieprzemodelowany przez wiatr śnieg. Gdzieś od 2800 (Ola) - 2900 (Mateusz) dopada nasze organizmy obniżona podaż tlenu i musimy wkładać dużo wysiłku w kontrolowanie tempa. Tak to już jest - co wiem z poprzednich wycieczek na skitury w Alpach - że choć po półtorej godziny jest się już w połowie wysokości, to wyjście tej drugiej połowy zajmuje kolejne trzy godziny. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i odpowiednio planować. Rozległy widok z przełęczy Bliggscharte pod bezchmurnym niebem jest miłą nagrodą za włożone w mozolne zdobywanie wysokości kalorie. Jeszcze milszy jest bajeczny zjazd po dwudniowym już puchu, jednorodnie pokrywającym zbocza o kilkudziesięciometrowej szerokości. Z kamieniami niżej w dolinie jest lepiej: te płytko położone pod śniegiem są już lepiej odsłonięte; a te nie odsłonięte są już lepiej przykryte... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy docieramy do schroniska o trzeciej, Simon i Dominik zdążyli już nahajcować do swojej ulubionej temperatury. Przez okno jadalni rozpościera się widok na skąpane w ostatnich promieniach słońca dno doliny, położone 400 metrów pod nami. Wymieniamy się informacjami o warunkach i oddajemy zajęciom w podgrupach - Ola i ja czytamy beletrystykę, Simon uczy się medycyny, a Dominik idzie na drzemkę. Wszyscy zresztą uzupełniliśmy braki w śnie za cały 2019 rok. O ile tylko nie jest się w sportowej formie, wyjazdy skiturowe do alpejskich chatek sprzyjają wypoczynkowi biernemu. W terenie wysokogórskim swój dzienny limit wysiłku można z łatwością wyczerpać w 6-8 godzin. Potem, choćby się chciało zrobić coś jeszcze, to jednak mięśnie i stawy protestują i nie pozostaje nic innego, jak tylko spać, konwersować z towarzyszami albo czytać książkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sylwestrowy poranek Simon i Dominik idą na strome, południowe, stale znajdujące się w cieniu zbocza Taschachtal. Przez całe przedpołudnie obserwujemy ich na budzącym grozę lodowcu Sexegertenferner. My tymczasem podążamy gotowym śladem na sprawdzony przez nich dzień wcześniej cel - szczyt Ölgrubenkopf (3392). Ze względów bezpieczeństwa zatrzymujemy się na grani, około 3 m pod właściwym &amp;quot;pikiem&amp;quot;. Ilość gór widoczna z tego miejsca jednocześnie zachwyca i przeraża. Szczególnie ciekawy jest zaskakująco dla nas płaski i rozległy lodowiec Gepatschferner oraz zlokalizowany nad jeziorkiem Weißsee ośrodek narciarski. Po trzech nocach spędzonych na poziomie 2434 m organizm zaczyna już się przystosowywać i właściwie moglibyśmy podejść jeszcze trochę wyżej, ale droga na kolejny na grani wierzchołek Vord. Ölgrubenspitze (3456) to już rasowe, zimowe wspinanie - na które ani nie mieliśmy ochoty, ani sprzętu. Zaoszczędzona energia przydała się na zjazd, tym razem w górnej części biegnący przez przewiane śniegi poprzetykane mniej lub bardziej wystającymi kamieniami. Właśnie w tej górnej części zahaczam o jeden, jedyny kamień i wyrywam kawałek ślizgu przy krawędzi. Cóż, w tym śniegu narta &amp;quot;jedzie&amp;quot; nadal dobrze, ale naprawa będzie kosztowna i niekoniecznie na dłuższą metę skuteczna. Mimo tej sprzętowej przykrości mamy bardzo dobry dzień. Poniżej  3100 m śnieg jest już nietknięty przez wiatr - i choć już zauważalnie cięższy i bardziej męczący niż w poprzednie dni - to nadal niezwykle przyjemny do zjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewaliśmy się zastać w chatce &amp;quot;naszych chłopców&amp;quot;, którzy pierwotnie mieli zostać z nami aż do Nowego Roku. Najwyraźniej jednak Bawarczycy zmienili zdanie i wróciwszy wcześnie ze swojej lodowcowej eskapady, postanowili Sylwestra spędzić w dolinach. Została bowiem po nich tylko duża puszka orzeszków ziemnych, bardzo sugestywnie umieszczona wśród naszych rzeczy. Na tej wysokości, w tych temperaturach, dwieście gramów orzeszków - około 1000 kalorii - to nie jest byle co! Dzięki temu prezentowi z łatwością oszczędziliśmy jeden liofilizowany posiłek. Jak można było przewidzieć - tym bardziej, że komunikat lawinowy złagodniał do &amp;quot;2&amp;quot; - sylwestrowy wieczór przyszło nam spędzić w najliczniejszym towarzystwie. Przed zmrokiem w chatce zjawiają się przybysze z nizin - trzech Czechów z Brna i czworo Niemców z okolic Frankfurtu. W Taschachhausie taka liczba osób nadal może bytować w komfortowych warunkach: w jadalni samorzutnie powstaje stolik &amp;quot;słowiański&amp;quot; i stolik &amp;quot;germański&amp;quot; - a jeden stolik pośrodku jest nadal pusty. Przyszło mu zresztą pełnić symboliczną rolę. Czesi podzielili się z nami przygotowaną przez siebie pyszną herbatą, a Niemcy - cóż - tolerowali naszą obecność. Nie doszło do żadnych gorszących scen i nieprzyjemnych sytuacji (nic takiego zresztą nigdy mi się  w alpejskich chatkach nie przytrafiło), ale komunikacja niewerbalna w naszym kierunku miała znamiona lekkiej niechęci. Wycofaliśmy się do śpiworów o ósmej; zresztą chyba wszyscy - bodaj z wyjątkiem dwóch najtwardszych Czechów - powitali Nowy Rok w objęciach Morfeusza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni nasz dzień w Alpach - środa, dzień powrotu do domu - miło nas zaskoczył. Poranek upłynął nam niemal jak co dzień - z tą różnicą, że po raz pierwszy mieszkańcy schroniska budzili się o różnych porach. W przeciwieństwie do poprzednio zamieszkujących tu z nami Bawarczyków, Germanie w górach przestrzegają germańskiej dyscypliny i wstają o szóstej rano. Słońce wstaje wprawdzie o ósmej, a oni nie zamierzają się dziś na żaden poważny cel - chcą zjechać do doliny i pojeździć na wyciągach na lodowcu - ale w górach wstaje się wcześnie, bo tak się robi w górach, bo przodkowie tak kazali - i tyle. Dzięki temu mamy ich przynajmniej szybko z głowy - a dzięki wczesnemu udaniu się na spoczynek nie narzekamy na ich głośną, poranną krzątaninę. Trzeba im w każdym razie policzyć na plus sprzątanie: przetarli kuchnię, pozamiatali pół jadalni, wynieśli śnieg z przedsionka... Czesi tymczasem zbierają się powoli - i choć oni idą w góry, a my w doliny, to jednak my z całym dobytkiem na plecach wyruszamy znacznie przed nimi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym miłym zaskoczeniem dnia był nasz zjazd na parking. Poranne wycofy z alpejskich schronisk kojarzą mi się z walką o życie na betonach - albo wręcz przeciwnie, z mokrym, hamującym śniegiem, brutalnie wyznaczającym dla narciarza granicę między zimą a wiosną. Byłem pewien, że na tym &amp;quot;zjeździe&amp;quot; będziemy musieli założyć foki. Z prognoz pogody, które sprawdzaliśmy codziennie, wynikało, że śnieg powinien się powoli topić; dolina Taschach pozostaje jednak o tej porze roku przez zdecydowaną większość dnia w cieniu i lokalny mikroklimat najwyraźniej przyczynił się do jedynie niewielkiego zmetamorfizowania zalegającego tu śniegu. Aż do parkingu nadal leżał puch. Pierwszą połowę wysokości pokonaliśmy w piętnaście minut i z wielką przyjemnością. Potem zrobiło się płasko, ale dzięki koleinom ubitym przez naszych czcigodnych poprzedników miejscami udawało się nabrać trochę prędkości. Cały zjazd zajął nam półtorej godziny - czyli mniej więcej połowę tego, co prognozowałem. Na dobry początek nowego roku przy samochodzie spotykamy dwoje Francuzów, którzy z zaparkowanego obok nas busa wyciągnęli stolik i składane krzesełka i rozbili się na śniadanie na pobliskim, ośnieżonym pagórku (temperatura powietrza -2 C). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: przez cztery doby pobytu w Alpach przebyliśmy ok. 3200 m deniwelacji. Pogoda i warunki śniegowe sprzyjały nam jak rzadko kiedy. Nie licząc krótkich mijanek z Philippem, Simonem i Dominikiem, w terenie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9261</id>
		<title>Wyjazdy 2020</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2020&amp;diff=9261"/>
		<updated>2020-05-15T09:50:23Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura, Beskid Śl|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 05 2020}}&lt;br /&gt;
Sytuacja rodzinna niejako wymusiła na mnie inne spojrzenie na wspinanie. Mimo kilku wyjazdów wspinaczkowych na Jurę, skąd inąd udanych, stwierdziłem że warto by trochę urozmaicić rodzaj wspinania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cóż nie zawsze można w skały zabrać babcię, która będzie czuwać przy dziecku, a wspinając się we dwójkę, nawet przy śpiącym dziecku, w razie wszelkiego wypadku np. pobudki i wszelkich konsekwencji pobudki, czas dotarcia bezpiecznie do dziecka może zająć trochę czasu.&lt;br /&gt;
Pomyślałem więc o boulderingu. Dyscyplina znana od dawna, ale jakoś nie było mi jej spróbować wcześniej. &lt;br /&gt;
Powyższe przemyślenia oraz wynikła nagle sytuacja wirusowa skłoniła mnie do pożyczenia crashpada – materac na który się spada/zeskakuje i poszukania pobliskich miejscówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pierwszy, szybki wyjazd decyduję się na skałki w Niegowonicach – Jura. Chyba najbliżej położona skała jurajska od Zabrza. Topo znalazłem w Internecie. Kilka przystawek i już wiem, że różni się to znacznie od wspinania sportowego z liną – drogi są krótkie, ale za to przechwyty bywają bardzo trudne. Oczywiście drogi mają odpowiednią wycenę i szybko znajduje swoje miejsce w skali. Niestety, gdy Ala bawi dziecko nie bardzo ma mnie kto asekurować co znacznie podnosi trudność no bo jednak ciężko uwierzyć w ochronę materaca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na kolejny wyjazd wybieram rumowisko skalne pod stożkiem. Samochodem da się podjechać bardzo wysoko, więc na koniec czeka nas ok. 30 min spacer w kierunku szczytu. Należy wiedzieć jednak kiedy zboczyć ze ścieżki w bok. Miejsce całkiem urokliwe, a  wspinanie po piaskowcowych blokach przysparza wiele radości. Brak czasu nie pozwala na obmacanie wszystkich skałek więc mam po co wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnio odwiedziłem były kamieniołom Skalica w Ustroniu. Skały kamieniołomu tworzą wysoki amfiteatr, ale główna ściana jest raczej mało atrakcyjna wspinaczkowo. Pozostaje 5-7 metrowa skałka po drugiej stronie. Tam można znaleźć drogi od IV do VI.1+ oraz kilka dróg o nieznanych trudnościach. Skałka niska jak na wspinanie z liną, ale wysoka jak na bouldering, dlatego drogi są obite sportowo. Ja z racji braku asekuranta wybieram drogi o niewygórowanych trudnościach i mniejszych wysokościach. Kto mnie zna wie, że do odważnych wspinaczy nie należę dlatego nie myślcie, że przesadziłem z poziomem podjętego ryzyka wspinając się solo na drogach sportowych – charakter wybranych przez mnie dróg oraz możliwość „odczytania” drogi z dołu pozwoliły na optymalny wybór dróg. Wspomnę, że tu też skała jest piaskowcowa z wszelkimi tego zaletami. Miejsce odwiedzę jeszcze kiedyś, żeby przystawić się do trudniejszych dróg – tym razem z liną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wybranych przeze mnie skałach nie spotkałem ani 1 osoby, choć w szczycie sezony podejrzewam, że jedynie w Niegowonicach można kogoś spotkać. Pozostałe dwa rejony są bardzo mało znane i nie sądzę by ktoś często tam zaglądał. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co do samego boulderingu to całkowicie polecam, choć najlepiej wspinać się w kilka osób i kilka materacy, to znacznie podnosi poziom bezpieczeństwa i spokoju psychicznego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Czarna|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Korzystając z możliwości ponownego odwiedzenia Parku, meldujemy się o godzinie 6:00 na szlaku (chyba się starzeję, ale praca do 22, ogarnięcie się do spania o 23 i wstanie o 2 w nocy, nie przyszło mi z taką łatwością jak za czasów studenckich). Od rana ciepło, śnieg w jednym miejscu na szlaku, więcej na podejściu pod otwór. Pierwszy zjazdy bezproblemowy. Pierwszą (i wszystkie następne) wspinaczkę przejął Łukasz. Specjalnie wzięliśmy więcej kawałków lin, by móc podzielić się na dwie podgrupki, jedna zakładająca, druga deporęczująca. Poza Łukaszem ciągle prącym na przedzie, pozostała trójka zmienia się na pozycjach. Najpierw pomagam Łukaszowi przy zakładaniu zjazdów, dalej deporęczuję z Bulim trawers Smolucha. Buliego bardzo ciekawiło, czy ktoś kiedyś sprawdzał, czy jeziorko jest głębokie. Pomagam mu to sprawdzić przed samym końcem, kiedy to nie zgrywamy się w zeskakiwaniu ze ściany i luzowaniu liny... W tym czasie chłopaki kończą już wspinać Smolucha. Kiedy dochodzę ostatnia na górę, pierwszej dójki już nie ma... Idziemy od teraz we dwójkę, słysząc co jakiś czas Łukasza z Karolem. Po małym zamieszaniu, które sobie zafundwaliśmy przy zjeździe z komina Węgierskiego dochodzimy do chłopkach, którzy kończą (również nie bez przygód) wspinać złotówkę. Na dworze ciągle ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - jaskinia Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magdalena Sarapata, Stanisław Dacy, Damian Szołtysik, +1|10 05 2020}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy Partie Bielskie w Jaskini Litworowej. Ola i ja dotarliśmy do Ptasiej Sali, pozostała część ekipy z różnych powodów stopniowo wycofywała się z wcześniejszych partii (Damian +1 spod progu do Płytowca B a Staszek z Magdą z Salki z Naciekami). Osobiście jestem bardzo zadowolony z całokształtu wycieczki. Bardzo podobało mi się urozmaicenie - były obszerne studnie i duże sale, ale i meanderki, pochylnie, przytulne ciasnotki, czołganie się przy rzeczkach (bez moczenia!) i wspinanie typu &amp;quot;jaskiniowe 3D&amp;quot;. Na wyjściu bardzo przydał się superlekki zestaw do gotowania, bardzo się cieszę że zabieranie go weszło już nam w nawyk. U wylotu doliny byliśmy z powrotem dopiero o trzeciej w nocy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FLitoworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kończysty Wierch - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|09 05 2020}}&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy rowerami na Polanę Trzydniówkę i stamtąd zboczami Kopieńców podchodzimy najpierw na Trzydniowiański, a potem na Kończysty Wierch. Wracamy się kawałek i schodzimy przez Dolinę Jarząbczą do rowerów. Pogoda dobra, ludzi masa. Warunki narciarskie też bardzo dobre, szkoda tylko, że wolno chodzić tylko na butach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rysia|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2020}}&lt;br /&gt;
Przy zapowiadanych na majowy weekend opadach deszczu zdecydowaliśmy, że najlepszym pomysłem na spędzenie wolnego czasu będzie zaliczenie kolejnej jurajskiej jaskini. Nie wiedzieliśmy czemu Mateusz najbardziej rekomendował jaskinię Józefa. Mówił, że to jedyna z tych trzech, którą warto zobaczyć. Teraz wiemy już, co miał na myśli. Tym razem postanowiliśmy ruszyć nieco wcześniej. W Rodakach napotkaliśmy na ogromną kałużę, której głębokość badał Staszek swoim kaloszem. Teraz pozostało już tylko znalezienie drogi do otworu Rysiej. Zajęło nam to chwilę. Tym razem poręczowania podjął się Staszek. Kiedy byłam jeszcze na kursie znajomi często pytali, czemu chodzę po jaskiniach, przecież jest tam brudno i chodzą po nich pająki. Po doświadczeniach z Tatr, zupełnie nie wiedziałam o co im chodzi. Teraz już wiem. Te momenty trwogi w otoczeniu pająków i czekanie na upragnione słowo: wolna! Okazało się, że jaskinia Rysia nie jest już tak obszerna. Po drodze w dół padło kilka przekleństw, ale był to dopiero przedsmak tego, co ściany miały usłyszeć podczas naszego wychodzenia do góry. Po zjeździe było trochę błądzenia, ale Karol trafił w miejsce, gdzie znajdowało się przejście do komina. Poczuliśmy się lekko wypluci przeciskając się w wąskich szczelinach. Przed trawersem okazało się, że zbliżamy się do alarmu. Nie wiedzieliśmy, ile może zająć wychodzenie do góry, dlatego zdecydowaliśmy się na odwrót. Karol ochoczo zgłosił się do deporęczu. Była to wielka ulga, bo nie wyobrażałam sobie przeciskania wora w górę. W drodze powrotnej o pająkach już można było zapomnieć. W końcu trzeba było skupić się na odpowiednim ustawieniu ciała. Sprawnie poszedł nawet ostatni zacisk. Dzięki niedokończonemu trawersowi, wiemy, że będzie trzeba tutaj wrócić :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Dolina Hołcyny - Stary Groń - Kotarz |Asia, Karol, Szymon i &amp;lt;u&amp;gt;Tomek Jaworscy&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Rodzinny wyjazd w Beskidy by nie zwariować do końca w domu. Trasa dobrze nam znana i wielokrotnie przemaszerowana – wybraliśmy specjalnie by uniknąć tłumów. Niestety do końca się to nie udało. W miejscach poza szlakiem gdzie nigdy nie widziałem żywej duszy napotykaliśmy spragnionych gór turystów/niedzielnych spacerowiczów. Na halach pod Kotarzem gdzie często niebieski szlak zarastał wysoką trawą wylegiwały się znaczne grupki. Prywatność zachowaliśmy tylko dzięki kilku mniej znanych i narzucających się ścieżek.      &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Spod hotelu &amp;quot;Zimnik&amp;quot; na Skrzyczne, dalej przez Malinowską Skałę na Magurkę Wiślańską, potem Magurka Radziechowska, Muronka i z powrotem na parking. Wyszło 21 km i 945 m przewyższenia w 4.5h. Ludzi tyle, co w lipcu. Szczególnie dużo tzw. rowerzystów na &amp;quot;elektrykach&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Dolina Racławki i jaskinia Beczkowa|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Nareszcie trochę więcej wolno. Zrobiłem krótką lecz dość ciekawą wycieczkę rowerową dwoma jurajskimi dolinkami. Najpierw bardzo uroczą doliną Racławki. Po drodze odnalazłem jaskinię Beczkową. Znajduje się w magicznym miejscu pod starym bukiem rosnącym niemal na litej skale dość wysoko nad dnem doliny. Daleko w jaskini nie dotarłem (choć sama jaskinia ma zaledwie 50 m dł i 16 m głęb.) gdyż za drugą komorą musiał bym się tarzać w glinie a nie miałem kombinezonu. Potem jadę na południe trochę szutrami, trochę asfaltami docierając do Krzeszowic. Stąd na północ doliną Eliaszówki wracam do Paczułtowc gdzie miałem auto. Wiosna w natarciu, czas ruszać w skały i góry (szkoda, że Tatry wciąż zamknięte).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Beczkowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Rysianka z Sopotni|Stanisław Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|26 04 2020}}&lt;br /&gt;
Po intensywnej sobocie zakończonej pieczeniem tortu bez okazji, zdecydowaliśmy wybrać się na górską wycieczkę. Tęskniliśmy za Rysianką, więc wybór był oczywisty, pozostawało pytanie skąd ruszamy. Zdecydowaliśmy się na start z Sopotni Wielkiej. W plecakach pyszne kanapki, na smyczy pies, a w domu pozostawione pyszne ciasto.  Podejście zajęło nam nieco ponad godzinę, a dzięki wybranej trasie zrobiliśmy ok. 500 metrów przewyższenia. Na trasie sporo turystów. Widać, że każdy wyczekiwał już momentu, by ruszyć ku przygodzie. Polana pod schroniskiem pełna! Turyści rozmieszczeni gęsto niemal jak do niedawna krokusy, które można było jeszcze gdzieniegdzie wypatrzyć. Oczy ucieszyły też Tatry, skrywające kochane jaskinie. Była też mała lekcja topografii. Na koniec powrót do auta i szybki, mimo odległości powrót z psem zasypiającym z nadmiaru wrażeń.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Józefa|Stanisław Dacy, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;|25 04 2020}}&lt;br /&gt;
Będąc na jaskiniowym głodzie, unieruchomieni przez sytuację w kraju, ochoczo zareagowaliśmy na propozycję Karola, by wybrać się do jurajskiej dziury. W planie były trzy, stanęło na jednej na rozgrzewkę. Przyjemnie było znów spakować się do jaskini, nawet jeśli w całości stanowiła tyle metrów, ile w Tatrach liczy sobie jeden zjazd. I tak oto wyruszyliśmy w kierunku miejscowości Rodaki. Poprzedniego dnia Staszek wprowadził do GPSa odpowiednie dane, dzięki czemu znalezienie otworu przebiegło wyjątkowo sprawnie. Pomyśleć, że będąc na kursie tak z Adamem błądziliśmy po lesie :) Wróciły miłe wspomnienia z kursu i wypadu, który Mateusz zorganizował, żebym mogła nadgonić poręczowanie. Pod otworem szybkie przygotowanie, pamiątkowe zdjęcie i czas start. Karol podjął się poręczowania, ja jechałam za nim, a Staszek zamykał stawkę. Zjazd poszedł wyjątkowo sprawnie, choć każdy chyba odczuł skutki długiego siedzenia w domu. Następnie przyszedł czas na zwiedzanie. Chłopaki odczuwali dziwne przyciąganie w stronę Salki Niestałości (być może przypomniały im się wyprawowe biwaki). Był też czas na oglądanie mleka wapiennego, zjedzenie batoników (znalazły się i takie pamiętające czasy początku naszego kursu) i parę zdjęć. Potem już tylko wychodzenie do góry i deporęcz wykonany przez Staszka. Po wyjściu psychologiczne podchody: robimy jeszcze jedną czy wracamy? Stanęło na powrocie, Karol spieszył się do czekającej w domu Iwony, a my do psa, który i tak znienawidził nas za pozostawienie go w domu na cały dzień. Tak więc dobrze usprawiedliwieni, zdecydowaliśmy się, że dwie pozostałe jaskinie odkładamy na raz następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rowerami z biegiem Kochłówki|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2020}}&lt;br /&gt;
Kochłówka (Potok Bielszowicki) to prawy dopływ Kłodnicy, która z kolei stanowi prawy dopływ Odry. Rzeka (choć właściwie ten ciek trudno tak nazwać) zaczyna swój bieg na granicy Chorzowa Batorego i Rudy Śląskiej i płynie przez południowe dzielnice naszego miasta (Kochłowice, Wirek, Bielszowice)  a dalej przez Zabrze (Kończyce, Makoszowy) i uchodzi do Kłodnicy już na terenie powiatu gliwickiego. Długość - ponad 10 km.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W obecnej sytuacji epidemiologicznej był to dobry cel wycieczki rowerowej (z dala od ludzi). Generalnie wzdłuż rzeki jechaliśmy ścieżkami, drogami gruntowymi i leśnymi lub pchaliśmy rowery przez chaszcze. Dolina rzeki jest w dużym stopniu przeobrażona przez działalność ludzką. Pamiętam ją z mojego dzieciństwa kiedy to meandrowała w malowniczej dolinie porosłej trawami. Ludzie nawet kąpali się w stawach, które kiedyś istniały w drodze jej nurtu. Jednak na przestrzeni lat wszystko się zmieniało na niekorzyść przyrody.  Rzeka od samego początku jest zanieczyszczona i zaśmiecona a niemal na całej długości bardziej lub mniej skanalizowana. Są jednak też miejsca bardzo urocze a woda dość czysta. W Kochłowicach w widłach Kochłówki i jej dopływu jest wzgórze z fosą, gdzie w XIV wieku istniała drewniana forteca. Teraz w kilku miejscach na wskutek szkód górniczych powstały zalewiska, w których na dobre zadomowiło się wszelkiej maści ptactwo.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była piękna. Trasa od źródeł do ujścia zajęła kilka godzin z uwagi na częste zatrzymania na robienie zdjęć bądź oglądanie ciekawych miejsc. Gdyby tak przestać ją zanieczyszczać to przyroda szybko odrobiła by straty. Jak widać jednak dbałość o przyrodę wbrew szczytnym hasłom szermowanym na lewo i prawo nie jest jeszcze wyznacznikiem naszej cywilizacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKochlowka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Kopa Skrzyczeńska i Malinowska Skała|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem od wschodniej strony masywu Skrzycznego (z Ostrego) znów z pomocą roweru przedostaje się leśną drogą w górne partie doliny Malinowskiego Potoku. Rower ukrywam w lesie i dalej po cienkim śniegu do góry na przełaj. Narty wkrótce muszę zdjąć bo zbocze jest strome, poprzetykane skałami i wielu miejscach porośnięte upierdliwym młodnikiem. Wiele przewróconych drzew do przekraczania. Czyni to całe wyjście dość trudnym. Gdzieś na wys. 900 m natrafiam na dobry śnieg, którym już na nartach wychodzę na Skrzyczeńską Kopę (1182). Stąd piękny zjazd po zlodzonym śniegu po skosie do stokowej drogi. Dalej podejście na Malinowską Skałę (1152) i znów z szczytu zjazd miejscami po bardzo twardym śniegu. Zaliczam nawet upadek z uderzeniem twarzą w lód. Dalej ostrożnie lawirując między wystającymi kikutami drzew do leśnej drogi zrywkowej i nią w dół do doliny. Nawet udało się dość nisko zjechać. Potem jednak z buta do rozlanego potoku i wkrótce docieram z innej strony do roweru. Później już tylko upojny zjazd rowerem do auta. Zrobiłem ponad 800 m deniwelacji. Ludzi spotkałem jedynie u góry na szlaku grzbietowym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKopaSkrzycz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd narciarski w masywie Skrzycznego|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W 1981 stan wojenny, w 1986 chmura radioaktywna z Czarnobyla nad Polską, teraz koronawirus. Co jeszcze trzeba będzie przeżyć (lub nie)? W każdej z tych sytuacji były ograniczenia z dostępem do gór. Przepiękna pogoda wygania nas jednak z domu aby choć trochę chłonąć radość śnieżnej wędrówki. Ponieważ Tatry zamknięto i nartostrady na Skrzycznym też to jednak śniegu jeszcze trochę zostało. Wybór więc jest trochę zawężony. Uderzamy na Mł. Skrzyczne (1211) od Soliska. Śnieg jeszcze leży lecz jutro już nie da się tu zjechać bez zdejmowania nart. Szybko osiągamy wierzchołek szczytu (po drodze widzimy jak wylesiony został ten rejon, który pół wieku temu porośnięty był borem, co nawet ja pamiętam). Stąd zjazd po przepysznym śniegu na południe do stokowej drogi a nią dalej trawersem w stronę Skrzycznego (1257). Ładne podejście na szczyt Skrzycznego i wspaniały zjazd niemal pustą nartostradą (byli jeszcze jacyś skiturowcy) z powrotem do Soliska. Zrobiliśmy ponad 700 m deniwelacji. Wracamy przez wyludniony Szczyrk. W ogóle był taki spokój na drogach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|15 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Pokrzywnej na Biskupią Kopę (891) zielonym szlakiem przez Mokrą Przełęcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski (KKTJ)|10 - 13 03 2020}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w poniedziałkowy wieczór. W tym roku wyjątkowo postanowiliśmy nocować po drodze w kulturalnym hotelu, tuż przy autostradzie (w Pöchlarn). Wtorkowa godzina startu wprawdzie nie była dzięki temu lepsza, niż zwykle (ok. 13:00), ale przynajmniej wyruszyliśmy w dolinę Krimmlerachental wypoczęci. Dolina długa i nudna, a na dodatek musiałem wrócić się do samochodu po szczoteczkę do zębów. Na szczęście opóźnienie udało mi się nadrobić łapiąc na stopa ratrak. Na pozostałych czekam w Krimmler Tauernhaus (1622), ekskluzywnym schronisku pośrodku doliny. Spożywamy tam po zupce i preparacie nawadniającym, po czym skręcamy w Rainbachtal, zamierzając dotrzeć do samoobsługowej Richterhütte (2367). Furkowi i Markowi udaje się dotrzeć do chaty jeszcze przed zmrokiem. Na szczęście nikogo oprócz nas w schronisku nie ma, nie musimy więc obawiać się zarażenia jakimś wirusem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowe opady śniegu wzmagają się w nocy i nad ranem przechodzą w deszcz. Następnego dnia zastajemy wokół nas 30 - 50 cm świeżego śniegu. Choć niebo przetarło się i przygrzewa nas przyjemne, wiosenne słońce, to jednak silny wiatr trochę studzi nasz zapał. Sytuacja lawinowa jest skomplikowana. Wszystkie te uwarunkowania zmusiły nas do przełączenia trybu działalności z &amp;quot;dzielnego zdobywania szczytów&amp;quot; na &amp;quot;ostrożne szwendanie się po dolinie&amp;quot;. Najpierw podeszliśmy pod Rainbachspitze, do wysokości ok. 2900, idąc głównie po śladach przybyłych licznie o poranku miejscowych. Następnie, po dosyć trudnym zjeździe (ciężki, uwodniony snieg) z wys. 2580 wychodzimy na Windbachtalkogel (2843), skąd udaje się nam bardzo dobry (choć męczący) zjazd do chatki. Kończymy nasz dzień dosyć wcześnie, dzięki czemu idziemy spać o dziewiątej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwartek gorąco, słonecznie i bezwietrznie. Podchodzimy pod Richterspitze, ale z wysokości 2970 jesteśmy zmuszeni zawrócić z uwagi na niestabilną sytuację lawinową. Zjeżdżamy ok. 350 metrów i dla odmiany ruszamy na Nordliche Zillerscharte (2849) - przełęczy z zasięgiem i przyjemnym widokiem na drugą stronę grani. Stamtąd zjeżdżamy do chatki, dopakowujemy do plecaków śpiwory i na ciężko ruszamy na Hohe Scharte (2712), aby nie musieć wycofywać się płaską częścią doliny. Jak się okazuje, jest to strzał w dziesiątkę, bo zjazd do doliny Windbachtal sprawia nam bardzo dużą przyjemność. Oraz - niektórym z nas - nieco stresu. Dwie z czterech śrub mocujących przód wiązania mojej narty okazują się być poluzowane i za nic nie dają się dokręcić. Cały przód wiązania rusza się, a w razie jego odpadnięcia stoję przed perspektywą schodzenia piechotą w rozmokłym śniegu po pas. Na szczęście znowu się udaje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnią noc spędzamy w wygodnych, dwuosobowych pokojach Krimmler Tauernhausu. Słabe prognozy na piątek sprawdzają się: ciepły front przynosi ciągły opad (na szczęście śniegu) i słabą widoczność. Ja, obawiając się o stan wiązania, wracam na parking (1180), zaś reszta ekipy odwiedza pobliski szczyt Rainbachegg (2530). W międzyczasie deszcze wymiotły śnieg z drogi podejściowej do Tauernhausu, więc nie mam nawet szczególnych okazji do testowania mojego wiązania. Spotykamy się wszyscy pod autem około drugiej i - najwyraźniej w ostatni dzień, kiedy jeszcze się da zrobić to przez Czechy - wracamy do domu. Choć opuściłem tę ostatnią wycieczkę, w sumie w trzy dni wyszło mi ok. 3200 m przewyższenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Barania Góra|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, po okolicy kręcił się Jasiu Kieczka, z którym kontaktowaliśmy się telefonicznie|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niezbyt długa lecz bardzo ciekawa i emocjonująca wycieczka na Baranią Górę (1220) od wschodu z Złatnicy. Od ostatniego parkingu gdzie można dojechać autem ruszamy na rowerach z nartami doliną Bystrej. Po kilku kilometrach pojawia się śnieg akurat w miejscu, w którym przypuszczałem (kończyła się tam wąska asfaltowa droga leśna). Rowery chowamy w lesie i dalej podążamy do góry na nartach przeważnie na przełaj osiągając grzbiet Czerwienieckiej Góry i wkrótce szczyt Baraniej. Stąd zjazd mniej więcej trasą podejścia do miejsca ukrycia rowerów. Śnieg był cudowny (warstewka świeżego śniegu na twardszym podłożu). Trochę trudności nastręczył jedynie stromy odcinek w gęstszym lesie gdzie trochę trzeba było się nakręcić. Potem tylko formalność w postaci pięknego zjazdu rowerowego do auta. Zrobiliśmy ponad 600 m deniwelacji ale w bardzo atrakcyjny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/BaraniaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Góry Opawskie - Biskupia Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia, Krzysiu|08 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Jarnałtówka na wprost czerwonym szlakiem na szczyt Biskupiej Kopy (891).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Grecja - Leonidio - wspinaczka|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka wraz z paczką znajomych|29 02 - 08 03 2020}}&lt;br /&gt;
Podobnie jak w zeszłym roku zaplanowaliśmy wyjazd rekreacyjno-wspinaczkowy z paczką znajomych Karola. Tym razem po krótkich negocjacjach wybór padł na Leonidio w Grecji. Ktoś zamówił nocleg,  ktoś zarezerwował samochody,  ktoś załatwił topo i tak znaleźliśmy się w lekko górzystym,  malowniczym terenie nad morzem. Jako że było nas 8 osób, wynajęliśmy dom z widokiem na morze, jednocześnie znajdujący się niedaleko rejonów wspinaczkowych. Dodatkową atrakcją były koty zamieszkujące okolicę oraz pies nazwany przez nas Bunio,  który przez cały wyjazd wywoływał mieszane emocje - od strachu tych co się psów boją, przez zachwyt tych którym własnego psa brakowało, po zdenerwowanie osoby której nowego buta wspinaczkowego zagryzł (niestety byłam to ja). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Leonidio jest małą mieściną z wąskimi uliczkami leżącą na dnie doliny, nad którą rozpościerają się ściany wąwozu będące ścianami wspinaczkowymi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Działaliśmy kolejno w rejonach: Kokkinovrachos Main (jak na początek idealny start - dużo łatwych dróg w pionie), Mars (rejon skał w kolorze czerwonym z ogromnymi tufami, drogi dość trudne, ale widoki kosmiczne), Skiadhianiko (dużo łatwych dróg, a te trudniejsze z ciekawymi formacjami), Theos cave (rejon, który najbardziej nam się spodobał – w naszym zasięgu trudności, tzn. do 6c, były drogi prowadzące między tufami i innymi naciekami), Hot Rock (tu trzeba by wrócić, na koniec już brakowało sił, a były tam ciekawe długie drogi).  W dzień restowy zwiedziliśmy średniowieczne miasto Mistra i starożytne ruiny Epidauros w międzyczasie zajadając się greckimi specjałami i korzystając z pięknej słonecznej pogody. Próbowaliśmy wykąpać się też w morzu, gdzie dopływają gorące źródła w Methanie, jednak temperatura wody skutecznie nas do tego zniechęciła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując – w porównaniu do zeszłorocznej wspinaczki w San Vito Lo Capo bardziej polecamy Leonidio. Dlaczego? Bardziej spodobał nam się grecki klimat - przyroda była mniej surowa, niż na Sycylii, ludzie bardziej życzliwi, jedzenie smaczniejsze, wspinaczka ciekawsza, więcej rejonów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tygodniowej perspektywy czasu okazuje się, że wyjechaliśmy w ostatnim możliwym terminie przed wybuchem epidemii. Mając wylot w kolejnych dniach pewnie bylibyśmy zmuszeni zrezygnować z wyjazdu. Na lotniskach nie mieliśmy żadnych dodatkowych kontroli, nie widzieliśmy też paniki wśród ludzi (tylko pojedyncze osoby nosiły maseczki). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FGrecja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia Wyżnia i szkolenie zimowe|Stanisław Dacy, Mateusz Golicz, Joanna Przymus, Magda Sarapata oraz kursanci: Kamil Liwocha, Maciek Rurański, Michał Trąbski|29 02 - 01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotny plan, który zakładał wyjście do Jaskini Zimnej został odwołany, a jakakolwiek inna akcja jaskiniowa stała pod dużym znakiem zapytania. Ostatecznie padło, że w ramach relaksu wybierzemy się do Jaskini Miętusiej Wyżniej. W planie było &amp;quot;Suche Dno&amp;quot; i może, ale to może próba przelewania syfonów. Akcja miała być szybka więc wejście do doliny Kościeliska rozpoczęło się o 9:15. Przy okazji dojścia i trochę większej ilości śniegu niż ostatnio, mogliśmy porozmawiać o lawinach jakie występują w Tatrach. &lt;br /&gt;
I tak spacerkiem z kilkoma przerwami na pogadanki o lawinach ciśliśmy do jaskini. Słońce, zero wiatru, wszyscy w dobrych nastrojach bo w końcu w Tatrach jest jakiś konkretny śnieg. Pierwsze zdziwienie i reorganizacja tego co mamy na sobie nastąpiła po wyjściu zza linii drzew. Na polanie &amp;quot;Wyżnia Miętusia Równień&amp;quot; dopadła nas zamieć i śnieg po kolana. Od tego momentu skończyła się zabawa na utartym szlaku, a czekało nas jeszcze przejście przez las &amp;quot;Wantule&amp;quot;. Każdą wizytę w tym lesie próbujemy wyprzeć z pamięci ale tym razem chyba nie będzie łatwo.:D Zbocze o dużym nachyleniu, powalone drzewa, wanty i śniegu po pas. Przejście 100 metrów w tym lesie zajmuje nam około 30 minut. Z każdym krokiem więcej śniegu i bardziej stromo. W kolejne 30 minut pokonaliśmy już tylko 50 metrów... Na szczęście udało się Nam podejść pod zbocze z wąską linią drzew. Tam śniegu było już znacznie mniej i w końcu jakoś się to ruszyło. Ostatecznie o 12:45 meldujemy się pod otworem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wejście do jaskini znajduje się w ścianie około 5 metrów nad nami. Skały są oblodzone i aby bezpiecznie się tam dostać, dojście musiało zostać zaporęczowane. Szybka przebieralnia i około 13:45 rozpoczynamy akcję jaskiniową. Wleczemy się jak muchy ale w końcu docieramy do &amp;quot;Suchego Dna&amp;quot;. To co tam zobaczyliśmy raczej jest nie do opisania i lepiej zobaczyć to na własne oczy. Jak to powiedział Michał: &amp;quot; Takie coś to się nawet ludziom nie śniło&amp;quot; ... Po chwili doszedł Kamil i też nie mógł uwierzyć w to co ujrzał... Koniec, końców... Trzeba tam po prostu być. Nie było czasu na dalsze ekscytacje. W planie jest grubsza akcja. Przelewanie syfonów. Najpierw musimy opróżnić syfon &amp;quot;Błotny&amp;quot;. Do tego celu potrzebne są szczelne wory aby przetransportować wodę 11 metrów wyżej i wylać ją do innego korytarza. Następnie wodę z syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot; musimy przelać do już suchego syfonu &amp;quot;Błotnego&amp;quot; i możemy iść dalej. Przelewając wodę odcinamy sobie drogę powrotną więc wracając czeka nas kolejne przelewanie... Proste ? Proste . Jako pierwsi przy &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie są Mateusz i Kamil. Kiedy doszedłem tam jako trzeci już szykowała się &amp;quot;gruba akcja&amp;quot;. Aby przyśpieszyć Kamil postanowił przenurkować syfon i zlać całą wodę. Akcja ryzykowna ale szybka. Zanim co i jak, Kamil już w majtach szykował się do nurkowania. Poszedł jak kuna ! Coś zabulgotało, zamieszało, poprzeklinało i już po chwili było słychać przelewającą się wodę. Powolutku poziom wody zaczął opadać. Gdy wody było na tyle mało aby przepchnąć suchego wora, Kamil dostał transport z ubraniami. Ciężko powiedzieć ile to trwało ale ostatecznie &amp;quot;Błotny&amp;quot; syfon został opróżniony. Przechodzimy i od razu przystępujemy do przelewania syfonu &amp;quot;Paszczaka&amp;quot;. Pierwszy transport wody i mamy prysznic. Wór dziurawy. Zmiana wora. Znowu prysznic. Wszystkie wory okazały się dziurawe. Już wiemy, że sucho to tu nie będzie. Kaptury na głowę i transporty z wodą ruszyły pełną parą. Po godzinie przelewania nasza droga powrotna jest już zalana, a przejście dalej znajduje się pod wodą. Z góry słyszymy motywatora: &amp;quot;Wiecie, że i tak robicie nikomu niepotrzebną robotę ?&amp;quot;. Michał dobrze się bawił i stwierdził, że lepsza taka praca od leżenia :D ... Po kolejnych 30 minutach mamy prześwit ale w górnym syfonie jest już na tyle wody, że zaczyna z powrotem przelewać się do Nas. Przerwa. Mateusz schodzi na inspekcję. Zagląda do rury wypełnionej wodą i mówi: &amp;quot;Chłopaki. To jest ten moment kiedy trzeba sobie powiedzieć, że nie damy rady tego przejść.&amp;quot; Chyba dobrze, że to powiedział. Jak to nie damy rady ? Tyle pracy... Musi być jakiś sposób ? Wchodzimy ocenić sytuację czy w &amp;quot;Błotnym&amp;quot; syfonie jeszcze się coś zmieści... Hm... Jednak się nie zmieści. Wisimy na tej linie zrezygnowani i nagle mamy TO: &amp;quot;Robimy tamę !!!&amp;quot; Mateusz patrzy i mówi: &amp;quot;To się może udać&amp;quot;. Teraz zamiast wody w worach transportujemy glinę i kamienie. Dużo gliny i kamieni.:D Michał odnalazł się w roli kopacza i w ekspresowym tempie rył glinę warstwami ! Coś tam mruczał pod nosem: &amp;quot;Z dziada pradziada,... Tata... górnicy&amp;quot; Nie ważne. Mamy materiał na tamę.:D Pół godziny lepienia, ostatnie szlify, inspekcja instruktora i jest zgoda ! To musi wytrzymać ! Pompujemy ! Cała procedura transportu wody ruszyła ponownie. Nie wiem ile kubików wody przeszło przez nasze ręce tego dnia ale po kolejnych 40 minutach syfon był drożny. Drożny znaczy było widać co jest dalej ale przejście wymagało czołgania się w wodzie po kostki. Mateusz zostaje zaproszony na inspekcję. &amp;quot; No, no, no... Chłopki... Idziemy... !!!&amp;quot;  Szybka ocena tamy i jeden da drugim do rury. Pierwsze sekundy czołgania i cała woda jest już pod kombinezonem. Po naszym przejściu w rurze jest jej znacząco mniej. Jesteśmy wszyscy. Idziemy dalej. Cali mokrzy poruszamy się ekspresem. Docieramy do &amp;quot;Syfonik Salome&amp;quot;. Na nasze szczęście jest w nim tak mało wody, że brodzimy w nim tylko plecami bez przelewania się wody do kombinezonu. Docieramy do &amp;quot;I Studni&amp;quot;. Jest to ostatnie miejsce, które możemy pokonać bez lin. Chwila dla fotoreporterów i wracamy. W drodze powrotnej różne myśli. Czy Nasza tama wytrzymała? Czy syfon zalany? Na miejsce dotarłem pierwszy. Syfon drożny! Przechodzimy. Ja, Kamil, Mateusz... Czekamy na Michała. Zaklinował się. Wycof i kolejna próba. Jest. Udało się. W tej samej chwili gdy wyszedł z syfonu zaczynamy ekspresową procedurę przelewania wody. Zbliża się godzina alarmowa i ktoś z Nas musi jak najszybciej dostać się na powierzchnię. Ilość wody jest ogromna !!! Sam zrzut w dół zajął ponad pół godziny. Michał robił za pompę. Wiadomo. Z dziada, pradziada... Górnicy... Syfon drożny!!! Część ekipy kieruje się na powierzchnie, a reszta deporęczuje jaskinię i podąża za nimi. Jaskinia jest typu &amp;quot;czołgająca&amp;quot;. Zdecydowanie łatwiej się schodziło niż wychodzi. &lt;br /&gt;
Ostatecznie o 21:15 jesteśmy na powierzchni. Niestety dla nas to jeszcze nie koniec akcji. Na zewnątrz jest poniżej zera. Szybkie przebieranie mokrych ubrań i bezpieczne opuszczenie jaskini. Rozpoczynamy powrót na bazę. Droga powrotne jest trochę lżejsza. Część drogi, po stoku zjeżdżamy na tyłkach. Reszta to już szybki marsz... Chwilę przed północą docieramy na bazę. Udało się coś czego chyba nawet nie byliśmy świadomi, że może się udać. Przeszliśmy wszystkie syfony i dotarliśmy do &amp;quot;I studni&amp;quot;... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|01 03 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach “trójka&amp;quot; więc uderzamy na Pilsko. Tym razem od wsch. strony z Sihelnego na Słowacji. Podejście generalnie niebieskim szlakiem. Jest dość ciepło i śnieg klei się do fok. Ludzi spotykamy dopiero pod szczytem Pilska (1557). Wyżej kiepska widoczność, mocny wiatr. Zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej (1271) gdzie robimy sobie posiłek. Potem ponownie podchodzimy na szczyt Pilska i zjeżdżamy drogą podejścia do parkingu w Sihelnym. Zjazd bardzo fajny, no może śnieg taki hamujący. Dojeżdżamy jednak do auta. Zrobiliśmy trochę ponad 1000 m deniwelacji i 15 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2020/Pilsko2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Szkolenie zimowe KTJ PZA|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek,&amp;lt;u&amp;gt; Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|21 - 23 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dla mnie kolejny raz, dla pozostałych uczestników z naszego klubu, było to pierwsze szkolenie zimowe KTJ PZA. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia, powtarzamy i ćwiczymy posługiwanie się rakami i czekanami. Obsługę pipsów oraz poszukiwanie zakopanego w lawinie. Ćwiczymy również jego odkopywanie, zarówno w większych zespołach jak i małych grupach. Udaje nam się zbudować kilka solidnych punktów asekuracyjno - zjazdowych z ,,grzyba” i z czekanów. Na koniec przemieszczamy się na bardziej stromy stok, aby poćwiczyć hamowanie czekanem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem na bazie, w ciepłych i komfortowych warunkach uczymy wiązania liny do asekuracji lotnej w zespołach trzy lub czteroosobowych oraz uzyskujemy podstawowe informacje, jak taki zespół powinien poruszać się w terenie.  &lt;br /&gt;
Kolejnego dnia możemy już w praktyce przećwiczyć to o czym słuchaliśmy poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
Podchodzimy przez Murowaniec za Czarny Staw Gąsienicowy, do grupy skałek zwanych Laboratorium. Mój zespół wyznacza mnie na prowadzącego! Przystaję na to początkowo z obawą, czy to na pewno dobry wybór. Jednak w miarę wspinania cieszę się coraz bardziej, że chłopaki oddali mi prowadzenie :D Choć nasza droga prowadzi po grzbiecie skałek tuż przy ich krawędzi to jednak jest na tyle dobrze obita by czuć się pewnie. Na naszej drodze są zarówno miejsca wymagające ruchów wspinaczkowych, jak i użycia czekana. Pokonujemy trawers i wspinamy się na ostatnią pochyłą płytę. Po niej czeka nas już zejście również z asekuracją. Tym razem w zapowiadanym mocnym wietrze. &lt;br /&gt;
Na koniec dołączamy się do budowy miasta schronisk w śniegu, które rozpoczęła budować poprzednia grupa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia uczymy się czegoś dla nas zupełnie nowego – wyciągania ze szczelin. Każdy z zespołu po kolei ,,wpada” w szczelinę, a pozostali połączeni z nim liną hamują zjazd i wyciągają go ,,na powierzchnię”. Na zakończenie (i już w deszczu) budujemy schronisko śnieżne poprzez usypywanie kopca. Na bazie omawiamy minione dni i omawiamy różne pomysły na kolejne szkolenia zimowe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech (b. czł. klubu)|16 02 2020}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Sopotni Wielkiej podchodzimy początkowo niebieskim szlakiem a następnie przez Halę Stefanka docieramy do schroniska na Rysiance gdzie spotykamy Magdę i Staszka (wypożyczalnia sprzętu skiturowego  z Tuttu). Krótki odpoczynek i kierujemy się w stronę Romanki. Zjazd generalnie prosto z szczytu dość stromym zboczem jak na beskid. Warunki śniegowe mimo plusowych temperatur bardzo dobre ( na nartach z auta do auta).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury na zboczach Rakonia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Ciszewski (KKTJ), Przemysław Styrna (KKTJ), Florian Małek (KKTJ i KW Kraków), Igor (niezrz.)|15 02 2020}}&lt;br /&gt;
Ze Zverowki doliną Łataną wchodzimy na przełęcz Zabrat i dalej na Rakoń. Stąd zjeżdżamy do Wyżniej Chochołowskiej, następnie podchodzimy z powrotem na Rakoń i zjeżdżamy do Tatliakowej Chaty. Powrót do Zverowki przez Zabrat i dalej Doliną Łataną. W sumie wyszło 1675 metrów podejścia. Pogoda dopisała - dużo słońca i mało wiatru. Sytuacja śniegowa skomplikowana, ale nie beznadziejna. Dzięki dynamicznemu planowaniu zjazdu udało się nam zaliczyć sporo skrętów w sypkim i przyjemnym. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Gorce - skitura na Kudłoń|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 02 2020}}&lt;br /&gt;
Akurat w Gorcach napadało więcej śniegu więc jako cel wybieramy górę Kudłoń (1274). Najpierw przez rozległe polany a potem leśnymi duktami wychodzimy w przepięknej pogodzie na szczyt. Poniżej wierzchołka znajduje się kilka ciekawych ostańców skalnych. Zjazd ładny choć miejscami musieliśmy kluczyć w lesie by ominąć bardziej kamieniste odcinki. Dolny odcinek to biały kobierzec, którym trochę inną drogą docieramy na nartach wprost do auta. Zrobiliśmy 740 m deniwelacji i 12 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FKudlon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna - partie Gąbczaste|Ryszard Widuch, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 02 2020}}&lt;br /&gt;
Grupa kursowa doszła do Złotej Kaczki (niestety była zalana). Druga grupa przedarła się przez Partie Gąbczaste (zlewarowaliśmy dwa jeziorka) do Długiego Korytarza (chodnik znacznie zalany). Potem wszyscy posiedzieliśmy pod Wielkim Kominem oraz zwiedzaliśmy suchsze ciągi Partii Gąbczastych. Może ktoś jeszcze coś dopisze...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry Al-Hadżar|Mateusz Golicz (kierownik), Ola Skowrońska (WKTJ), Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 19 01 2020}}&lt;br /&gt;
Dość intensywna działalność górska (jaskinie, kaniony, wspinaczka, trekingi). Szerszy opis i zdjęcia tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2020&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia w GALERII: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Łukasz Majewicz + os.tow.|06 01 2020}}&lt;br /&gt;
Szczęście nam sprzyjało, dzięki czemu zaliczyliśmy piękną turę w Beskidzie. Pogoda dopisała, śnieg jeszcze bardziej. Startowaliśmy z parkingu w Korbielowie, gdzie wskoczyliśmy na żółty szlak prowadzący na Halę Miziową, którą osiągnęliśmy w około 2 godz. Po szybkim posiłku w schronisku wyruszyliśmy na szczyt w dość chłodnej aurze, aczkolwiek szybko się rozgrzaliśmy. Ze szczytu zjeżdżaliśmy niemalże w euforii, podziwiając i komentując przy każdym susie warunki, jakie napotkaliśmy. Śnieg był wtedy czystą poezją a niektórzy ogłosili ten zjazd najlepszym w sezonie. Zdjęcia chętnie bym wrzuciła ale nie ogarnęłam niestety tej czynności po wprowadzonych zmianach :(&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Okrągły Grzbiet|Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 01 2020}}&lt;br /&gt;
Mieliśmy bardzo mało czasu ale mimo to wyskoczyliśmy na krótką przebieżkę skiturową. Celem, dość spontanicznym okazał się Okrągły Grzbiet (947). Z Złatnej podchodzimy najpierw stokową drogą a potem stromo wprost na Okrągły Grzbiet. Dalej podążamy nieznacznie do góry w stronę granicy państwa lecz szybko nadciągający zmrok nakazuje nam zawrócić. Zjeżdżamy nie co inną drogą. Dość stromą rynną gdzie w dolnym fragmencie musieliśmy uważać na kamienie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FOkraglyGrzbiet&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd na Błatnię i dzienny na Przykrą|Henryk Tomanek|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
W sylwestrową noc podejście na Błatnią (917). Tu potężne ognisko. Wszyscy poszli po 1-ej do schroniska więc do czwartej można było spokojnie posiedzieć przy ogniu i upiec kiełbaski. Reszta nocy to trochę zabawy w schronisku i powrót w dół razem z poznanymi rok temu znajomymi. Po nocy spędzonej przy wiacie szkoda było wracać do domu. Ponowne podejście lecz tym razem na przełaj w stronę Bałatni. Od Przykrej (818) powrót leśnymi ścieżkami w stronę Jaworza do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - nocny rajd narciarski na Wielką Raczę|Asia i Tomek Jaworski, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|31 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowo-noworoczny rajd skiturowy był umownym zakończeniem a jednocześnie rozpoczęciem naszej górskiej działalności na przełomie lat. Z Lalkovici od razu na nartach podchodzimy na wprost doliną Oscadnicy pod północne stoki Wielkiej Raczy (1236) i Upłazu (1043). Podejście miejscami dość strome z kluczeniem między łożyskami potoków tudzież młodników. Przed północą osiągamy graniczny grzbiet i w podmuchach mocnego wiatru i przy prószącym śniegu osiągamy szczyt Wielkiej Raczy witając Nowy Rok tuż przed szczytem. W schronisku Tomek odpala szampana i w miłych nastrojach spędzamy pierwszą godzinę nowego roku. Potem ładny zjazd przy świetle czołówek w stronę kompletnie pustych o tej porze nocy nartostrad i dalej do dołu do miejsca startu. Zrobiliśmy 780 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2020%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TYROL - Alpy Ötztalskie - Taschachtal|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|28 12 2019 - 01 01 2020}}&lt;br /&gt;
Okres poświąteczno-noworoczny spędziliśmy w Taschachhausie, schronisku znanym mi już wcześniej z wyjazdu z Markiem, Moniką i Furkiem na wiosnę 2015 roku. Główny budynek jest o tej porze roku zamknięty, ale obok funkcjonuje samoobsługowy &amp;quot;Winterhaus&amp;quot;. Ta z pozoru mała chatynka posiada w pełni wyposażoną i ogrzewaną kuchnię (w tym piekarnik), trzy sypialnie po ok. 10 łóżek każda, patentową bio-toaletę (niby latryna, ale z porcelanowym interfejsem), oświetlenie elektryczne na baterie słoneczne (niestety nie funkcjonujące w grudniu) i zapas piwa na cały sezon narciarski (Rädler, Weißbier oraz bezalkoholowe). Zakładaliśmy, że jeśli nawet ktoś jeszcze wpadnie na pomysł spędzenia Sylwestra w tych górach, to akurat w Taschachhausie jakoś się pomieścimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowym atutem Taschachhausu jest - jak na alpejskie standardy - stosunkowo krótkie podejście, sprzyjające noszeniu na grzbiecie zapasu jedzenia na pięć dni. Dzięki położeniu doliny Taschach w sąsiedztwie ośrodka narciarskiego Pitztal, można podjechać samochodem odśnieżoną drogą aż do wysokości 1720 m. Nasze schronisko znajduje się na 2435 m. Całą drogę torujemy w świeżym śniegu o miąższości do pół metra. Trafiliśmy idealnie w kilka dni doskonałej, słonecznej pogody, które nastąpiły bezpośrednio po obfitych opadach. Jedynym minusem tych okoliczności był trzeci stopień zagrożenia lawinowego, który zresztą zapewne wraz z medialnymi doniesieniami o kilku wypadkach lawinowych na przestrzeni raptem kilku dni przyczynił się do chwilowego spadku popularności wysokogórskich wycieczek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście zajmuje nam niecałe pięć godzin sobotniego popołudnia; w pustej chacie jesteśmy więc na krótko przed zmrokiem. Kiedy już rozpaliliśmy w piecu, dołącza do nas Philipp, Niemiec z Bawarii, uradowany, że w końcu udało mu się zrealizować od dawna zamierzony plan na wycieczkę górską z noclegiem. Wieczór upływa na rozmowach o różnych górskich aktywnościach i na czytaniu książek. Choć jadalnia jest dobrze zaizolowana i z łatwością daje się nagrzać do przyjemnej temperatury, to jednak sypialnie nie są już ogrzewane i przychodzi nam kłaść się spać w temperaturze ok. -15 C. Duży zapas kocy - który zresztą można znaleźć w każdej chacie samoobsługowej w Austrii - pomaga przetrwać ten mróz. Na szczęście w nocy przychodzi znaczne ocieplenie i budzimy się już w dużo  bardziej komfortowych warunkach (lekko na minusie).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielny poranek Philipp wyrusza torować szlak na Bliggspitze (3454), a my podążamy jego śladem &amp;quot;i zobaczymy, co się stanie&amp;quot;. Powyżej chatki na śniegu nie ma absolutnie żadnych śladów nart, a nasz kolega czuje potrzebę zrewanżowania się nam za przygotowanie trasy do schroniska. Mimo doskonałej widoczności Philipp myli drogę i skręca w prawo o jedną dolinę za wcześnie. Na skutek tego błędu trafiamy pod lodowiec Eiskastenferner, na wysokość mniej więcej 3040 m. Stąd Philipp zjeżdża na sam dół, na parking. My mogliśmy wprawdzie podejść na nartach kolejne 150 - 200 m wyżej, ale uznajemy, że na początek nam wystarczy. Zjazd do chatki przebiega po bajecznym puchu. Śniegu jest tak dużo, że na stokach o niewielkim nachyleniu musimy się wręcz odpychać. Na dnie doliny odczuwamy wady wczesnej zimy w postaci niewidocznych, przykrytych warstwą świeżego śniegu kamieni. Na bazę wracamy około drugiej. Jak na pierwsze wyjście skiturowe sezonu, na dającej się już we znaki wysokości, z lekką infekcją górnych dróg oddechowych (Ola) - w zupełności nam wystarcza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy tylko rozpoczęliśmy popołudniowe czytanie, do domku wchodzą Simon i Dominik, młodzi i ambitni bawarczycy; jeden z brodą, a drugi z &amp;quot;dziwnym fonsem&amp;quot;. Chłopaki są trochę zawiedzeni, że oprócz nas nikt nie szwendał się po okolicznych górach. Rozhajcowują piec tak, że w jadalni robi się 25 stopni i wybierają sypialnię tuż nad kuchnią. Są bardzo sympatyczni, choć to kombinatorzy - następnego poranka robią wszystko, żeby tylko wyjść po nas i iść naszym śladem. Kiedy my przystajemy na sprawdzenie mapy, oni gdzieś tam za nami również przystają w jakieś bardzo ważnej sprawie. Wyprzedzają nas dopiero, kiedy nasze drogi się rozchodzą; my idziemy na północ w stronę Bliggscharte (3210), zaś oni żwawym krokiem podążają na zachód, docelowo mając w zamiarach wejście na Ölgrubenkopf (3392). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bliggscharte jest bardzo dobrym celem na wysokie zagrożenie lawinowe. Szerokie stoki opadające z tej przełęczy cechują się stosunkowo niewielkim nachyleniem i tylko ostatnie 70 m pionu jest zauważalnie strome. Układ wiatrów nam jednak sprzyja i na tym najgorszym odcinku natrafiamy na z pozoru stabilny, nieprzemodelowany przez wiatr śnieg. Gdzieś od 2800 (Ola) - 2900 (Mateusz) dopada nasze organizmy obniżona podaż tlenu i musimy wkładać dużo wysiłku w kontrolowanie tempa. Tak to już jest - co wiem z poprzednich wycieczek na skitury w Alpach - że choć po półtorej godziny jest się już w połowie wysokości, to wyjście tej drugiej połowy zajmuje kolejne trzy godziny. Trzeba się po prostu z tym pogodzić i odpowiednio planować. Rozległy widok z przełęczy Bliggscharte pod bezchmurnym niebem jest miłą nagrodą za włożone w mozolne zdobywanie wysokości kalorie. Jeszcze milszy jest bajeczny zjazd po dwudniowym już puchu, jednorodnie pokrywającym zbocza o kilkudziesięciometrowej szerokości. Z kamieniami niżej w dolinie jest lepiej: te płytko położone pod śniegiem są już lepiej odsłonięte; a te nie odsłonięte są już lepiej przykryte... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy docieramy do schroniska o trzeciej, Simon i Dominik zdążyli już nahajcować do swojej ulubionej temperatury. Przez okno jadalni rozpościera się widok na skąpane w ostatnich promieniach słońca dno doliny, położone 400 metrów pod nami. Wymieniamy się informacjami o warunkach i oddajemy zajęciom w podgrupach - Ola i ja czytamy beletrystykę, Simon uczy się medycyny, a Dominik idzie na drzemkę. Wszyscy zresztą uzupełniliśmy braki w śnie za cały 2019 rok. O ile tylko nie jest się w sportowej formie, wyjazdy skiturowe do alpejskich chatek sprzyjają wypoczynkowi biernemu. W terenie wysokogórskim swój dzienny limit wysiłku można z łatwością wyczerpać w 6-8 godzin. Potem, choćby się chciało zrobić coś jeszcze, to jednak mięśnie i stawy protestują i nie pozostaje nic innego, jak tylko spać, konwersować z towarzyszami albo czytać książkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sylwestrowy poranek Simon i Dominik idą na strome, południowe, stale znajdujące się w cieniu zbocza Taschachtal. Przez całe przedpołudnie obserwujemy ich na budzącym grozę lodowcu Sexegertenferner. My tymczasem podążamy gotowym śladem na sprawdzony przez nich dzień wcześniej cel - szczyt Ölgrubenkopf (3392). Ze względów bezpieczeństwa zatrzymujemy się na grani, około 3 m pod właściwym &amp;quot;pikiem&amp;quot;. Ilość gór widoczna z tego miejsca jednocześnie zachwyca i przeraża. Szczególnie ciekawy jest zaskakująco dla nas płaski i rozległy lodowiec Gepatschferner oraz zlokalizowany nad jeziorkiem Weißsee ośrodek narciarski. Po trzech nocach spędzonych na poziomie 2434 m organizm zaczyna już się przystosowywać i właściwie moglibyśmy podejść jeszcze trochę wyżej, ale droga na kolejny na grani wierzchołek Vord. Ölgrubenspitze (3456) to już rasowe, zimowe wspinanie - na które ani nie mieliśmy ochoty, ani sprzętu. Zaoszczędzona energia przydała się na zjazd, tym razem w górnej części biegnący przez przewiane śniegi poprzetykane mniej lub bardziej wystającymi kamieniami. Właśnie w tej górnej części zahaczam o jeden, jedyny kamień i wyrywam kawałek ślizgu przy krawędzi. Cóż, w tym śniegu narta &amp;quot;jedzie&amp;quot; nadal dobrze, ale naprawa będzie kosztowna i niekoniecznie na dłuższą metę skuteczna. Mimo tej sprzętowej przykrości mamy bardzo dobry dzień. Poniżej  3100 m śnieg jest już nietknięty przez wiatr - i choć już zauważalnie cięższy i bardziej męczący niż w poprzednie dni - to nadal niezwykle przyjemny do zjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodziewaliśmy się zastać w chatce &amp;quot;naszych chłopców&amp;quot;, którzy pierwotnie mieli zostać z nami aż do Nowego Roku. Najwyraźniej jednak Bawarczycy zmienili zdanie i wróciwszy wcześnie ze swojej lodowcowej eskapady, postanowili Sylwestra spędzić w dolinach. Została bowiem po nich tylko duża puszka orzeszków ziemnych, bardzo sugestywnie umieszczona wśród naszych rzeczy. Na tej wysokości, w tych temperaturach, dwieście gramów orzeszków - około 1000 kalorii - to nie jest byle co! Dzięki temu prezentowi z łatwością oszczędziliśmy jeden liofilizowany posiłek. Jak można było przewidzieć - tym bardziej, że komunikat lawinowy złagodniał do &amp;quot;2&amp;quot; - sylwestrowy wieczór przyszło nam spędzić w najliczniejszym towarzystwie. Przed zmrokiem w chatce zjawiają się przybysze z nizin - trzech Czechów z Brna i czworo Niemców z okolic Frankfurtu. W Taschachhausie taka liczba osób nadal może bytować w komfortowych warunkach: w jadalni samorzutnie powstaje stolik &amp;quot;słowiański&amp;quot; i stolik &amp;quot;germański&amp;quot; - a jeden stolik pośrodku jest nadal pusty. Przyszło mu zresztą pełnić symboliczną rolę. Czesi podzielili się z nami przygotowaną przez siebie pyszną herbatą, a Niemcy - cóż - tolerowali naszą obecność. Nie doszło do żadnych gorszących scen i nieprzyjemnych sytuacji (nic takiego zresztą nigdy mi się  w alpejskich chatkach nie przytrafiło), ale komunikacja niewerbalna w naszym kierunku miała znamiona lekkiej niechęci. Wycofaliśmy się do śpiworów o ósmej; zresztą chyba wszyscy - bodaj z wyjątkiem dwóch najtwardszych Czechów - powitali Nowy Rok w objęciach Morfeusza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatni nasz dzień w Alpach - środa, dzień powrotu do domu - miło nas zaskoczył. Poranek upłynął nam niemal jak co dzień - z tą różnicą, że po raz pierwszy mieszkańcy schroniska budzili się o różnych porach. W przeciwieństwie do poprzednio zamieszkujących tu z nami Bawarczyków, Germanie w górach przestrzegają germańskiej dyscypliny i wstają o szóstej rano. Słońce wstaje wprawdzie o ósmej, a oni nie zamierzają się dziś na żaden poważny cel - chcą zjechać do doliny i pojeździć na wyciągach na lodowcu - ale w górach wstaje się wcześnie, bo tak się robi w górach, bo przodkowie tak kazali - i tyle. Dzięki temu mamy ich przynajmniej szybko z głowy - a dzięki wczesnemu udaniu się na spoczynek nie narzekamy na ich głośną, poranną krzątaninę. Trzeba im w każdym razie policzyć na plus sprzątanie: przetarli kuchnię, pozamiatali pół jadalni, wynieśli śnieg z przedsionka... Czesi tymczasem zbierają się powoli - i choć oni idą w góry, a my w doliny, to jednak my z całym dobytkiem na plecach wyruszamy znacznie przed nimi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym miłym zaskoczeniem dnia był nasz zjazd na parking. Poranne wycofy z alpejskich schronisk kojarzą mi się z walką o życie na betonach - albo wręcz przeciwnie, z mokrym, hamującym śniegiem, brutalnie wyznaczającym dla narciarza granicę między zimą a wiosną. Byłem pewien, że na tym &amp;quot;zjeździe&amp;quot; będziemy musieli założyć foki. Z prognoz pogody, które sprawdzaliśmy codziennie, wynikało, że śnieg powinien się powoli topić; dolina Taschach pozostaje jednak o tej porze roku przez zdecydowaną większość dnia w cieniu i lokalny mikroklimat najwyraźniej przyczynił się do jedynie niewielkiego zmetamorfizowania zalegającego tu śniegu. Aż do parkingu nadal leżał puch. Pierwszą połowę wysokości pokonaliśmy w piętnaście minut i z wielką przyjemnością. Potem zrobiło się płasko, ale dzięki koleinom ubitym przez naszych czcigodnych poprzedników miejscami udawało się nabrać trochę prędkości. Cały zjazd zajął nam półtorej godziny - czyli mniej więcej połowę tego, co prognozowałem. Na dobry początek nowego roku przy samochodzie spotykamy dwoje Francuzów, którzy z zaparkowanego obok nas busa wyciągnęli stolik i składane krzesełka i rozbili się na śniadanie na pobliskim, ośnieżonym pagórku (temperatura powietrza -2 C). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: przez cztery doby pobytu w Alpach przebyliśmy ok. 3200 m deniwelacji. Pogoda i warunki śniegowe sprzyjały nam jak rzadko kiedy. Nie licząc krótkich mijanek z Philippem, Simonem i Dominikiem, w terenie nie spotkaliśmy ani jednego człowieka.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8855</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8855"/>
		<updated>2019-07-15T13:25:56Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajzd z Rysów|Tomek Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|czerwiec 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis temperatura lekko przekracza 20 st. C. W okresie planowania wyjazdu temperatury przekraczały 30 st. C, trzeba, więc było się jakoś schłodzić. Większość pukała się w głowę na moją propozycję wyjazdu ze strachu przed brakiem śniegu. Lecz ja po długich analizach wiedziałem, że da się zjechać, choć bałem się zastanych warunków. Znalazłem tylko 1 szaleńca – „Łukasz, twój pomysł jest tak głupi, że to może okazać się ciekawe”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy dość późno, bo dzień jest bardzo długi. Prognozy są optymistyczne, a zagrożenie lawinowe praktycznie zerowe. Oczywiście zabieramy hulajnogi. Parkujemy bardzo nisko – w Łysej Polanie. Do Moka tłumy. Tłok ustaje dopiero powyżej Czarnego Stawu, choć na sam szczyt szło sporo turystów. Na szczyt docieramy w adidasach i krótkich spodenkach, gdyż decydujemy się podchodzić szlakiem letnim, a nie samą rysą, a trasę dobieramy tak, żeby odcinki śnieżne pokonać w jak najwęższych miejscach. Warunki w rysie widać bardzo dobrze ze szlaku, stąd wiemy, że śnieg jest naprawdę niezły, ale leży na nim sporo kamieni, które spadły ze ściany. Tomek zostawia narty jakieś 50m przed szczytem, ja ok 20m, bo tam kończy się śnieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd przepiękny i jakoś nie odczułem ekspozycji ani stromizny. Śnieg mało rozjeżdżony i słabo wydeptany, nie było też rynien po zsówach śniegu, czego się obawiałem. Nie było też twardo, więc bez większego strachu można był się rozpędzić, szczególnie po wyjeździe z samej rysy. Pod Bulą ściągamy narty by pokonać kilka metrów na nogach i przedostać się do niżej schodzącej linii śniegu wypatrzonej na podejściu, którą zjeżdżamy praktycznie do Czarnego Stawu. Pod schroniskiem przesiadamy się na hulajnogi, ale Tomkowi znów trafia się awaryjna sztuka. Ja za to szybko pokonuję niewdzięczny odcinek asfaltu i czekam na Tomka na parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- warto stale śledzić warunki śniegowe,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- o tej porze roku zagrożenie lawinowe jest marginalne (nie braliśmy lawinowego ABC) – nie mówię, że zrobiliśmy dobrze, czy źle,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nie użyliśmy raków i czekanów (mieliśmy w plecakach),&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na sam zjazd warto ubrać kurtkę, która ochroni przed przetarciami w razie upadku,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wydaje mi się, że z Rysów należy zjeżdżać właśnie o tej porze roku a nie zimą gdy jest tam bardzo lawinowo, a lawiny w tamtym rejonie są szczególnie niebezpieczne,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pewne zagrożenie mogą sprawiać spadające kamienie – nas ominęło, choć turyści przed nami ostrzegali, że widzieli jak się sypało,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- same kamienie na śniegu nie przeszkadzały jakoś mocno, ale trzeba było uważać,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- dzień jest bardzo długi,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wybierając się w weekend należy uzbroić się w cierpliwość do kilkudziesięciu pytań i zaczepek turystów zdziwionych widokiem nart,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jak zwykle polecam hulajnogi, choć uważam zjazd asfaltem za naprawdę niebezpieczny,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- można odpocząć od piekielnych upałów, które ponoć mają wrócić:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mini Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, os. tow., Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski |12 -14 07 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci odwiedzili jaskinie Wielką Śnieżną i Czarną. Opisy wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Ptasia Studnia - Pustynna Burza|Stanisław Dacy, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Magda Sarapata, Adam Tulec|12 -13 07 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjście jaskiniowe w ramach planowanego wyjazdu kursowo-rozgrzewkowego przed wyprawą. Pierwotny pan zakładał dwa dni akcji przeplatanych taternicko-kursowych i jeden dzień tylko taternicki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nadchodzące prognozy pogody nie napawały chęcią do działania. Z kilku opcji decydujemy się w końcu na zrobienie dużej akcji w piątek/sobotni poranek, kiedy jeszcze pogoda miała nie być zła i odsypiać w czasie, kiedy będzie lało. Plan zrealizowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Magda, Staszek i Adam, z pomocą Mateusza, spakowali nas do jaskini w czwartek. Łącznie zabieramy liny tak żeby starczyło na dojście do Wielkiego Kłamcy. Żeby nas odlekczyć, Mateusz pożyczył nam swój zestaw ultracienkich i lekkich lin oraz karabinków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy późnym rankiem. Bez pośpiechu drepcząc do góry: Dolina Kościeliska, Adamica, Piec, Wodopój… kolejno mijamy znajome punkty. Zejście ze szlaku w kierunku jaskini Miętusiej i nareszcie odbicie w stronę Jaskini Ptasiej. Dochodzimy pod zjazd do otworu. Przebieramy się i po godzinie 15 wchodzimy do jaskini. Pierwsza Studnia Zlotowa na rozgrzewkę, druga na wzmocnienie psychiki – tym razem podwójnie:] Bo wrażenie robi jak zwykle zjazd przez szczelinę w spągu do Studni 40-stki, dodatkowo spotęgowany pierwszym w życiu zjazdem na linie 8.5. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne trzy zjazdy i trafiamy nad Studnię z Mostkiem Piratów. Łukasz szybko znika w okienku w połowie zjazdu, a za nim cała reszta. Stajemy pod Pustynną Burzą. Na jej szczyt doszliśmy w trójkę – Łukasz, ja i Adam. Staszek decyduje się zostać z Magdą, której nasilił się ból brzucha. Szybko zdecydowaliśmy, że nie zostawimy tej dwójki samej i rozpoczynamy odwrót. Przeklinamy trochę na oporęczowanie Pustynnej Burzy, które w dół daje się bardziej we znaki, niż w górę i dołączamy do reszty. Wychodzenie idzie nam sprawnie, nawet za bardzo nie marzniemy. Na powierzchni ku naszej uciesze jest sucho i nie pada. Jest 2 w nocy. Nietoperze wlatują i wylatują z otworu na nocne łowy, dlatego czym prędzej schodzimy im z drogi. Zdecydowaliśmy się na powrót drogą podejścia, trochę dłuższą, ale w ciemnościach bardziej pewną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wejściu na szlak zaczyna świtać. Około 4:30 w okolicach pieca słyszymy huk spotęgowany echem. Czy to jakiś obryw? Może skała gdzieś spadła? Nie wiemy. Robimy trochę częstsze przerwy niż zwykle, każdy próbuje uszczknąć choć minutkę snu, nim ktoś inny zarządzi koniec odpoczynku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodząc z doliny spotykamy pierwszych turystów, na bazę trafiamy około 6, pierwszy deszcz zaczyna padać dopiero po wyjściu z auta. Udało się, nie zmokliśmy. Jedzenie, mycie i spanie przerywane tylko kolejnymi falami ulewy uderzającej o dach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kajakiem po Sztole|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 07 2019}}&lt;br /&gt;
Dolina Sztoły należy do bardzo ciekawych i pięknych zakątków Jury. Rzeka jest dopływem Białej Przemszy. Byliśmy w tym rejonie na rowerach i nie co przypadkowo wjechaliśmy na przystań kajakarską w Bukownie. 3,5 km spływu wartkim nurtem w głęboko wciętej dolinie dostarcza sporo wrażeń. Na rzece nie można się nudzić, prąd szybko niesie i wymagania są ciut większe niż na leniwych rzekach (choć to odcinek turystyczny).  Potem jeszcze robimy przechadzkę wysokim brzegiem „pod prąd&amp;quot; by dostać się do rowerów zostawionych na starcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSztola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mini Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski |29 06 - 01 07 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci odwiedzili jaskinie Pod Wantą, Litworową i Ptasią. Opisy pojawią się wkrótce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy dolną Nidą|Rysiek i Marzena Widuch, Tadek, Basia, Artur, Adam, Tomek Szmatłoch, Aga Witkowska-Szmatłoch oraz Piotrek i Ignaś Witkowscy, Tomek Jaworski z synami, Henryk i Sonia Tomanek wraz z Krzysiem, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde, Bożena Kołodziej, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (w niedzielę), Jan Kempny, Basia Browiec, Jola i Olek Klepek, Jurek i Ewa Bodzenta, Grzegorz Burek wraz z rodziną, Justyna, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka oraz wiele osób znajomych i towarzyszących (w sumie 29 załóg)|28 - 30 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Relacja Damiana:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem Rysiek był patronem spływu po dolnej Nidzie (za co wielkie dzięki). Rzeka może rozleniwiająca lecz w sam raz na taki upał jaki panował. Spływ odbył się na odcinku Pińczów -  Wiślica. Baza spływu w Krzyżanowicach Średnich. Nida wije się tu szeroką doliną pośród pól i łagodnych wzniesień. Były również przygody rzeczne i zapoznanie z ekspozycją na słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Relacja Asi:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy wpływ kajakowy, był rekordowy pod wieloma względami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pierwsze liczby uczestników – 29 kajaków, 59 osób i 1 pies. Pierwsze obawy przed podniesieniem się poziomu rzeki po zwodowaniu wszystkich kajaków i problemów z mijaniem na zakrętach okazały się przesadzone. I absurdalnie, nasza grupa tak się rozciągnęła, że czasami można było mieć wrażenie, że jest się jedynym kajakiem na rzece… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drugie temperatur, które sięgały ponad trzydziestu stopni. Miły wietrzyk i lekka bryza omamiły wielu uczestników, którzy nie przeliczyli dobrze cyferek w filtrze UV na rzeczywiste słońce i wielu z nas, wieczorem wyglądała jak dobrze przypieczona skwarka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po trzecie spokoju rzeki, która tak wszystkich rozleniwiła brakiem ciężkich przeszkód, że wiele kajaków po prostu dryfowała w dół rzeki, pobijając tym samym rekord długości odcinka (czym przyprawili o palpitacje serca właściciela wypożyczalni kajaków…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po czwarte logistyki podczas transportu kierowców i kajaków dla tylu ludzi…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływ przebiegał spokojnie, najbardziej męczące było słońce. Po powrocie na bazę, tradycyjnie odbyło się ognisko, z nieodłącznymi rozmowami, wspomnieniami, śpiewami i grą na gitarze oraz harmonijce. Niebywałą furorę robili najmniejsi uczestnicy - niespełna dwuletni Ignaś i pies Tina (ten pierwszy młodszy, ten drugi mniejszy), obaj podróżujący w kajakach ,,na trzeciego”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia, część osób musiała zrezygnować z kontynuowania spływu z powodu oparzeń słonecznych. Większość ekipy, która zdecydowała się wystartować, wybrała krótszy wariant w obawie przed konsekwencjami upału...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FNida&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Żabi Koń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|24 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy startuję o 4.00, odbijam do Wisły (co oczywiście wydłuża drogę) po Jasia i szczęśliwie po 5 h dojeżdżamy do Strebskiego Plesa. Stąd rowerami w pół godziny docieramy do Popradskiego Plesa (1500) a dalej już pieszo szlakiem w stronę Rysów. Pogoda do tej pory pięlna, na wysokości Żabiej Doliny zmienia się diametralnie. Zimny wiatr i totalna cwangla. Wiemy mniej więcej gdzie iść lecz na białym śniegu w białej mgle podejście wydłuża się gdyż nie mając punktu odniesienia błąkamy się trochę bezładnie ale jednak do góry. Zrządzeniem losu na kilka sekund chmury się rozrywają co pozwala ugruntować pozycję i podejść pod ścianę. Widzimy nawet jakąś dwójke schodzących wspinaczy (wydawało się nam, że zbłądzili) lecz nie nawiązujemy z nimi kontaktu. Skała w którą wchodzimy jest mokra i przez to śliska. Mchy i trawki mokre, tarcie kiepskie. Mimo, że teren może dwójkowy to odpadnięcie z tego podejścia skutkowało by upadkiem do podnóża ściany. Nie wiedzieliśmy nawet czy idziemy właściwą drogą. Czasem w ścianie widnieją stare haki. Linę wyciągamy na na ostanim stromszym miejscu. Wydostajemy się na rozległy taras i nim docieramy nad przełęcz. Stąd zjazd w nicość (cwangla nie chciała ustąpić). Dalej zaczyna się właściwa grań, podobno jedna z bardziej lufciatych w Tatrach. Jasiu ciągnie jak maszyna do góry. Butki wspinaczkowe ubieramy na drugim stanowisku (należy uważać przy przebieraniu aby nie zrzucić obuwia w przepaść). Po zmianie obuwia dalsza droga to finezja. Piękna tarcie, trudności nie wygórowane lecz ekspozycja znaczna. Na chwilę od słowackiej strony opona chmur się rozrywa i możemy zobaczyć sporo luftu pod sobą i kawał Tatr. Jedno czy dwa trudniejsze miejsca i wkrótce jesteśmy na wierzchołku (2290) wpisując się do zeszytu. Na Żabią Wyżnią wykonujemy zjazd. Problemem na chwilę stała się zablokowana przy ściąganiu lina (końcówka zaklinowła się szczelinie), którą jednak Jasiu uwolnił wspinając się do feralnego miejsca. W sumie po 3 zjazdach osiągamy ścieżkę schodzącą w dół do piargów. Czujnie bacząc by nie zbłądzić w urwiska docieramy do śniegu na piargach. Nie mieliśmy czekanów więc najkrótszą drogą trawersujemy do piargów i nimi schodzimy jak najniżej. Potem już do szlaku i do słońca. Z Popradskiego Plesa rowerami w kilka minut osiągamy auto w Strebskim. Do domu znów 5 h przez Wisłę. Po północy melduję się w domu. Warto było się trudzić na tą fantastyczną przygodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FZabiKon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 43-lecia klubu w Piasecznie|Szmałochowie - Tadek, Basia, Artur, Tomek, Adam i Ania z Piotrusiem i Wojtusiem, Aga i Piotrek z Ignasiem, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Kamil Liwocha z żoną, Maciek Rurański z dziećmi Natalią i Igorem, Marzena i Rysiek Widuch z synem, Justyna, Sonia, Henryk Tomanek, Olek Kufel, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Bianka Witman-Fulde, Ziga Zbirenda, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz sporo dzieci i osób towarzyszących + 1 pies |14 - 16 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sporo osób w różne dni na &amp;quot;naszym&amp;quot; uroczym miejscu w okolicy skały Cydzownik. Trochę wspinaczki, zabawy i jaskinie Piaskowa oraz Wielkanocna. Znów wiele wspomnień ale również i plany na przyszłość. No, może refleksja nad upływającym czasem nie jest tak wesoła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Czarnej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kamil Liwocha, &amp;lt;u&amp;gt;Maciek Rurański&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Trąbski&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow. |07 - 08 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd oczami Michała:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i żarty się skończyły, idziemy  do tatrzańskiej jaskini. Ta oczekiwana chwila wreszcie nadeszła. Jaskinia Czarna - szósta co do wielkości w Polsce, ponad 7 kilometrów długości. Brzmi nieźle, tylko co to oznacza dla nas? No, ale wyzwanie to drugie imię naszej dzielnej grupy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy meldujemy się punktualnie pod domem naszej kierowniczki Asi. Pakujemy się do auta w piątkę, a tu zdziwienie – brakuje miejsca w bagażniku! Gumofilce skutecznie utrudniają zamknięcie klapy. Kombiak Kamila pęka w szwach. Parę rzeczy na kolana i jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podróż mija w bardzo wesołej atmosferze. Liczne żarty o zrywaniu szanta, odpadaniu od ściany i lustrach tektonicznych powodują, że podróż mija w oka mgnieniu. Jesteśmy w Kirach. Szybkie pakowanie na jutro no i nasz pierwszy wieczorek zapoznawczy. Żartom nie ma końca.  Dojeżdża nasz instruktor Mateusz. Surowym okiem ocenia sytuację, no, ale siada w końcu z nami. W jego oczach widać duże zaniepokojenie – czy chłopaki jutro dadzą radę? My nie mamy wątpliwości. O godzinie 1.00 rozgania towarzystwo - idziemy spać. W końcu o 6.00 trzeba wstać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano szybka pobudka, śniadanie i wyjazd. W Dolinie Kościeliskiej meldujemy się koło 7.20 no i start. Dość wymagające podejście i pod jaskinią jesteśmy o 9.00. Wchodzimy. Maciek zaczyna poręczować później ja. Idzie sprawnie. Jesteśmy w głównym ciągu. No i problem – gdzie jest wejście do Partii Tehuby? Znaleźliśmy. Trzeba zaporęczować. Grześ idzie pierwszy, później ja. Przy wspinaczce kawałek skały zostaje mi w ręku. Tak, to był jeden z moich punktów podparcia. I znów to bardzo miłe uczucie lotu zgodnie z prawami fizyki. Trochę obijam się o skały, ale żyję. Dzień jak co dzień w „Nocku”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Partie Tehuby. Przechodzimy przez fantastyczne korytarze, sale. Kilka zjazdów na linie, kilka wspinaczek. Przeprawa przez jeziorko. No i te upragnione lustra. Dla kogoś kto nie był jeszcze w tatrzańskich jaskiniach robi to duże wrażenie. W między czasie Mateusz ze swoją świtą próbują różnych manewrów wystawienia nas do wiatru. I czasami im się to udaje. Docieramy do końca, krótki odpoczynek i wracamy. Po wyjściu z Partii Tehub  zwiedzamy jeszcze olbrzymią salę Francuską. Zwijamy liny i wychodzimy. Jest 17.00. 7,5 godziny w jaskini minęło w oka mgnieniu. Schodzimy. Po drodze kilka lekcji z geologii oraz topografii Tatr. Zaczyna lekko padać. Docieramy na parking. No i okazuje się po raz kolejny, że członkowie grupy kursantów są niezniszczalni. Szczególnie widać to po Maćku który zjada swojską kiełbasę która leżała 12 godzin przy oknie w aucie. Żyje do dziś. Wyjazd można uznać za szczególnie udany!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to widział Maciek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby ktoś chciał napisać książkę na podstawie naszego wyjazdu i zastanawiał się nad tytułem to na pewno byłaby to &amp;quot;Logistyka&amp;quot; :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama akcja jaskiniowa zaplanowana była na sobotę ale, że przyświecała nam &amp;quot;Logistyka&amp;quot; to w stronę Tatr wyruszyliśmy już w piątek wieczorem. Można by pomyśleć, że auto było za małe jak na pięć osób i ilość zabranego bagażu ale chyba po prostu zabraliśmy zbyt dużo... &amp;quot;Lepiej nosić jak się prosić&amp;quot; w tym przypadku się nie sprawdziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam dojazd częściowo upłynął na śmiechach, hihah, różnych opowieściach o otwartych nożach i poręczowaniu bez liny ale nie zabrakło też poważniejszych zajęć. Zapoznanie się z planem i opisem jaskini oraz próby wypracowania taktyki akcji jaskiniowej zajęły dość sporą część dojazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
22:00 - zakwaterowanie, sprawdzenie sprzętu, worowanie lin i integracja. )Na szczęście ekipa była zgrana i nie była jej obca umiejętność szybkiego spania bo z planów, że pójdziemy wcześniej spać żeby się wyspać nic nie wyszło.D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowana pobudka była zbędna, wszyscy i tak wstali wcześniej D. Szybkie śniadanie i w drogę. Dojście z pełnym ekwipunkiem od parkingu do otworu jaskini zajęło 1:40 min. Do pokonania było 6 km i 400 m wzrostu wysokości. Biorąc pod uwagę ilość sprzętu i konieczność szukania otworu &amp;quot;Logistyka&amp;quot; wypadła wzorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu szybka zmiana ubrań, sprawdzenie sprzętu i ustalenie kolejności wejścia. Kierownik grupy stanowczo trzymał się wyznaczonych czasów więc wszystko szło zgodnie z planem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama akcja jaskiniowa trwała prawie 8 godzin. Wspominając &amp;quot;Logistykę&amp;quot;, było kilka wpadek ale długość akcji nie była spowodowana konsekwencjami tych wpadek tylko ciekawością kursantów. Nie ma co ukrywać. Nikt nie chciał wychodzić !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden wyjazd a ilość bezcennej wiedzy, którą mieliśmy okazję zdobyć nie da się opisać. Nad całością akcji czuwał instruktor, kierownik kursu oraz bardzo doświadczona koleżanka z zaprzyjaźnionego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót mimo trudnego technicznie zejścia zajął 1:47 min. Wszyscy byli zmęczeni ale porównywalny czas podejścia i zejścia pokazuje, że nie był to szczyt możliwości kursantów, którzy deklarowali, że chcą więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Należą się ogromne podziękowania dla bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek, którzy z chęcią wzięli udział w wyjeździe kursowym i podzielili się swoją cenną wiedzą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fczarna+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2019}}&lt;br /&gt;
Marszowo-biegowa wycieczka przez ciekawy rejon Beskidu Żyw. do którego niewątpliwie można zaliczyć masyw Romanki (1366). Z Sopotni Wlk. bez szlaku na grzbiet Romanki. Potem na przemian biegnąc i idąc osiągamy Rysiankę. Stąd zbiegamy do Sopotni. Pogoda idealna, widoki obłędnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia, które jednak nie oddają zapachów i muskania lekkiego wiaterku - http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Romanka-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - jaskinia Czarna|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 06 2019}}&lt;br /&gt;
Choć w ostatnim czasie mieliśmy dość napięty grafik, to jednak już nas ciągnęło w Tatry Z konieczności wyjazd dopiero po powrocie Łukasza z nocki. Stąd pomysł na szybką Czarną. Cała ekipa była podekscytowana wyjazdem, jaskinią i pozostałą częścią ekipy. Dawno już nie byliśmy w takim gronie na wyjeździe :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w dolinie wymijaliśmy tłumy turystów, spoglądając na nadciągające ciemne chmury z lekkim niepokojem. Na podejściu duszno. Do jaskini wchodziliśmy dopiero o 12:30. Pokonując całkiem sprawnie kolejne zjazdy, trawersy i wspinaczki, na prowadzeniu zmieniamy się co chwilę, bo każdy chyba już trochę za tym tęsknił. Idziemy obejściem Węgra, na trawersie nad Węgrem spotykamy szybką dwójkę z Dąbrowy. Zamieniam z chłopakami parę słów, czekając aż zwolnią ostatni punkt. Nad Smoluchem robimy krótką przerwę. Mamy problem ze ściągnięciem liny ze studni Imieninowej, Łukasz wraca na górę by rozwiązać złodzieja i zjeżdża opuszczany przez Bogdana. Ku naszemu zaskoczeniu po wyjściu na powierzchnię jest nie tylko jasno, ale też ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fczarna+trawers&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jurajski Szlak Rowerowy &amp;quot;Orlich Gniazd&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, dwie osoby z klubu (w pierwszym dniu Adam i Tatiana - &lt;br /&gt;
os. towarzyszące)|01 - 02 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę pokonaliśmy od Częstochowy do Krakowa czerwonym szlakiem rowerowym  (pociągiem dojazdówki). W intrenecie można znaleźć mnóstwo relacji i oposów wychwalających tą trasę i w naszej opinii jest świetna. Nie trzeba wcale daleko wyjeżdżać, żeby przeżyć fajną przygodę. Jak na grotołazów przystało nocleg spędziliśmy w jaskini Jasnej, która jest idealnie na środku trasy. Szlak poprowadzony jest najciekawszymi zakątkami naszej Jury (około 50/50 drogi asfaltowe, szutry-leśne dukty-piachy). Cały dystans to niespełna 200 km. Oznakowanie szlaku, który pokonaliśmy w pierwszym dniu (Częstochowa-Smoleń) wystarczające, natomiast w drugim dniu kilkakrotnie wspomagaliśmy się GPS i trakiem z https://www.orlegniazda.pl/Trasy/Pokaz/12398/jurajski-szlak-rowerowy-orlich-gniazd/1533&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ćwiczenia w Podlesicach|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Kamil Liwocha, &amp;lt;u&amp;gt;Maciek Rurański&amp;lt;/u&amp;gt; i Michał Trąbski|25 05 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejne ćwiczenia z kursantami  w terenie za nami. Losy zaplanowanego wyjazdu stały pod znakiem zapytania praktycznie do ostatniej chwili! Ostatecznie pogoda dopisała, a kursanci spisali się rewelacyjnie. Jak zwykle szlifowali podchodzenie, zjeżdżanie, przepinki ale nie zabrakło też nowych elementów jak trawersowanie na napiętej linie czy zjazdu z odciągiem. Mimo ciężkiej pracy wszyscy dobrze się bawili. Czas leciał szybko, a towarzystwo i cenne rady bardziej doświadczonych klubowiczów pozwoliły wyciągnąć z wyjazdu jak najwięcej dobrych technik potrzebnych do eksploracji jaskiń. Biorąc pod uwagę minę instruktora, który nie wydawał się już tak przerażony jak podczas pierwszego wyjazdu widać, że kursanci robią postępy i chcą się uczyć. Wszyscy z niecierpliwością czekają na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FPodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|20 - 23 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy w Pszczelinach w pierwszy dzień przebieżka &amp;quot;ścieżką jodły&amp;quot; na Magurze Stuposiańskiej. W drugi dzień przechodzimy odludny Otryt. W trzeci dzień wszyscy pojechali na wycieczkę do Lwowa więc robię sobie dość ambitną wycieczkę rowerowo-pieszą. Należy dodać, że niemal ciągle padało/lało. Po pierwszym zjeździe jestem już kompletnie ufifrany z błota. Potem już się niczym nie przejmuję pokonując górskie, leśne drogi w dolinie Wołosatego i Sanu. Nie złe podjazdy i piękne zjazdy (zwalniam gdy błoto zaklejało mi oczy). Kierując się mapą zataczam niemal 50-kilometrową pętlę z przerywnikiem na piesze wyjście z Mucznego na Bukowe Berdo (Szołtynia - 1201). Strażniczka parku gorąco odradzała mi wyjście gdyż chwilę wcześniej spanikowani turyści uciekali przed niedźwiedziem, który rzekomo grasował na szlaku. Jakoś mnie to nie przeraziło i spokojnie zrealizowałem cel. Na połoninie za to musiałem się zmagać z totalną zlewą i przygniatającym wiatrem. Na zakończenie w Pszczelinach myję sprzęt w wezbranej rzece a potem ciepły prysznic i zasłużony reścik przed nocną podróżą autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Bieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Olsztyńska/Wszystkich Świętych|&amp;lt;u&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr|19 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie niedzielny wypad na Sokole Góry. Mamy do zamknięcia niedokończoną sprawę z jaskinią Wszystkich Świętych / Olsztyńską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We Wszystkich Świętych przechodzimy Herbertem do dna, zalegamy dłuższą chwilę w jaskini prowadząc dysputy o życiu, a następnie wracamy i próbujemy przejść dołem do Olsztyńskiej. Dla Pitera jaskinia jest łaskawa, mnie złośliwie nie puszcza zmniejszając zacisk gdy tylko się do niego zbliżam. Finalnie nie udaje mi się przepchnąć dołem, wracam na tarczy górą na powierzchnię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie niedziela bardzo relaksacyjna, żadnego pośpiechu czy patrzenia na zegarek. Dodatkowo udaje nam się dotrzeć do samochodu chwilę przed dotarciem burzy nad Olsztyn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/image.php?path=.%2F2019%2Fwzystkich%20swietych%2Fjaskinia-olsztynska-wszystkich-swietych-9.JPG&amp;amp;showall=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Skrzyczne|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł klubu) oraz inne osoby|19 05 2019}}&lt;br /&gt;
Po wieczorno - nocnej imprezie ruszamy na Skrzyczne. Ja marszobiegiem, początkowo zielonym szlakiem a potem różnie. Pogoda piękna, kondycja średnia. Na szczycie po godzinnym oczekiwaniu nadchodzi reszta ekipy. Później z Esą zbiegamy w kilka chwil FISowską nartostradą do Szczyrku. Kolejny raz uświadomiłem sobie, że podbieg (zwłaszcza stromym zboczem) jest najmniej ekonomicznym sposobem poruszania się (lepiej szybko podchodzić a siły zachowywać na podbiegi łagodniejszymi odcinkami).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek oraz wiele, wiele innych osób, stowarzyszeń, firm i organizacji|18 05 2019}}&lt;br /&gt;
Nocek pomagał przy kolejnej (już 9) edycji gry terenowej GROT, którą organizuje Klub Młodzieżowy Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Gra odbywała się w lasach na pograniczu Rudy Śląskiej, Katowic i Mikołowa. Trasa obejmowała około 20 km i posiadała 20 punktów z zadaniami. Nie było czasu i okazji byśmy odwiedzili inne punkty niż te obsługiwane przez nas samych, ale z wypiekami na policzkach słuchaliśmy o cgodzeniu po drzewach, przeprawach przez rzekę, paintballu, jeździe na skrętnym rowerze i wielu, wielu innych... Podczas gdy Grzegorz, zmuszał uczestników do podnoszenia ciężarów nad rzeką, ja i Łukasz przełamywaliśmy ich lęk wysokości na moście tybetańskim. Długość mostu wynosiła 34m, w najwyższym miejscu był zawieszony 13m nad ziemią. Kończył się zjazdem z drzewa (na którym Łukasz uwił sobie gniazdko i spędził cały dzień). Wszyscy uczestnicy przeszli przez most, nawet ci najmniejsi (9 lat). Na zakończenie grill na przystani, rozdanie nagród i podziękowania dla wszystkich którzy zdecydowali się wesprzeć akcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z mostu tybetańskiego: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FGROT &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXX-te spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz grotołazi z różnych klubów|18 05 2019}}&lt;br /&gt;
Jak co roku pod patronatem Speleoklubu Bielsko Biała a konkretnie Jurka Ganszera odbyło się XXX-te już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem celem jaskiniowym była turystyczna (ale też ciekawa) jaskinia Zbraszowska Aragonitowa do której szacowni weterani mieli darmowe wejście. Ponieważ jaskinia powstała głównie za sprawą wód geotermalnych to średnia temp. (+14 st.) jest najwyższą w czeskich jaskiniach. Po za tym w niższych partiach w powietrzu zalega sporo dwutlenku węgla co udowadnia gasnąca świeczka po obniżeniu na lince kilku metrów. Drugim celem w tym rejonie jest Hranicka Propast (owczywiście tylko na brzeg, obecnie nawet nie można zejść do wody). To niesamowicie ciekawy obiekt jaskiniowy. W tej chwili to najgłębsza zalana studnia na świecie, jej głębokość (zmierzona) przekracza 400 m (nurkowanie Starnawskiego do - 275) czyli dno znajduje się poniżej poziomu morza. Po etapie jaskiniowym koledzy i koleżanki jadą na imprezę do Cienkowa a ja z Esą do Szczyrku na inną imprezkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej o tych jaskiniach można przeczytać tu: http://telezbyszek44.pl/Republika-Czeska--Zbraszowskie-Jaskinie-Aragonitowe-.php&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Weterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia Jurka Ganszera:  https://photos.app.goo.gl/2vuubw9ykV7P7PMB8 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej informacji na stronie SBB: https://www.speleobielsko.pl/jaskiniw/item/3651-2019-05-18-19-xxx-wyjazd-dla-weteranow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Polica|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|12 05 2019}}&lt;br /&gt;
Niemal w ciągłym deszczu wejście na Halę Krupową z Sidziny. Potem przejście na Policę (1369) i próba zejścia niebieskim szlakiem. Ścieżka jednak zatarasowana pokotem powalonych drzew co ostatecznie powoduje odwrót tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd na skałki do Birowa|Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek z żoną i dziećmi, Kamil Liwocha, Maciek Rurański z dziećmi i Michał Trąbski|11 05 2019}}&lt;br /&gt;
Łut szczęścia, albo dobrze opłacony szaman spowodował, że zaplanowany na kursowy wyjazd dzień, był jedynym słonecznym i ciepłym wśród szeregu mokrych i zimnych dni w ostatnim czasie. &lt;br /&gt;
Kursanci po raz pierwszy zmierzyli się z ,,prawdziwą&amp;quot; skałą na kursie. Podchodzili, schodzili, zjeżdżali, przepinali się i tak w kółko, przez cały dzień. Dużo intensywnej nauki, dużo chodzenia na linach i dobrej zabawy też (mamy nadzieję). Trochę znajomych twarzy - spotkaliśmy inne śląskie kluby na skałach. I dobra zabawa dla dzieciaków - zwiedzanie Grodu, wspinanie, namioty i huśtawka między skałami. &lt;br /&gt;
Zarówno kursanci, jak i instruktor z niecierpliwością czekają następnego wyjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: wyjazd wspinaczkowy|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr K., Anna G.|30 04 - 05 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zalozeniem wyjazdu był wspin w rejonie Costa Blanca ,a konkretnie w okolicy miasta Calp. Tam mieliśmy nocleg na 3 noce. Po przylocie do Valencji wynajęliśmy auto i pojechaliśmy do miejsca docelowego. Dwa następne dni przeznaczyliśmy w pełni na wspin. Udaliśmy się w pobliskie rejony (ok 15 min autem od Calp) Sierra de Toix i Olta. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Wybór dróg pod względem trudności, długości i rzeźby jest ogromny. Tylko w jednym z tych miejsc można by siedzieć z tydzień. Do tego tarcie  i pogoda jak marzenie. Robimy drogi od IV do VI.2 . Ludzi mało, nawet jak na tak duży rejon. Na Olcie spotkaliśmy tylko jedna grupę wspinaczy. Trzeciego dnia chcieliśmy jechac do nieco bardziej odleglej Selli, ale niestety pogoda pierwszy raz krzyżuje nam plany. Cały dzień zbierało się na burze . Dla odmiany poszliśmy na pobliski szczyt turystyczny Ifac. Piękne widoki na cale Calp i wybrzeże. Wieczorem pojechaliśmy do Walencji skąd następnego dnia mieliśmy lot powrotny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Wiercica|&amp;lt;u&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Myszków, Bielsko, Łódź|28 04 2019}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, odwiedzam Myszków w trakcie ich corocznego biwaku pod Wiercicą. W planach mam szybkie obskoczenie Wiercicy i powrót do Wiernej na kilka dłuższych chwil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To, co spotyka mnie w pierwszej z wymienionych sprawia, że odpuszczam z Wierną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myszków tak wspaniale przygotował Wiercicę, że nie sposób było „zaliczyć jaskinię na szybko”. Położone liny zapraszały na dwie trasy: bezpośrednio w dół do sali głównej, oraz droga nad dnem z finalnym zjazdem i metą obok „ołtarza”.  Fantastycznie zaporęczowana góra pozwoliła na zabawę wszystkimi możliwymi technikami poruszania się na linach. Były trawersy, firanki, wspinaczka, zjazdy, przepinki, a wszystko to w malowniczej oprawie przepięknej jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie za rok mam zamiar tam wrócić i jeszcze raz poświęcić tej dziurze swój czas. Tym razem zarezerwuję go o wiele więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fwiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie z technik poręczowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ponad 20 osób z innych klubów|26 04 2019 - 28 04 2019}}&lt;br /&gt;
Początkiem &amp;quot;długiego weekendu&amp;quot; uczestniczyłem w szkoleniu z poręczowania organizowanym przez PZA. Zajęcia odbywały się na górze Birów. W piątek odebrałem z dworca dwie osoby z Wrocławia i Wałbrzycha i wspólnie dojechaliśmy na Podzamcze. Po rozłożeniu namiotów dołączyliśmy do ludzi przy ognisku, gdzie do późnych godzin wieczornych rozmawialiśmy.&lt;br /&gt;
Następnego dnia po szybkim śniadaniu i dobraniu się w pary, każda parka dostała swój kawałek skały do zaporęczowania. Instruktorzy surowo oceniali nie tylko nas, ale również nasz szpej. W moim przypadku skończyło się tylko na pouczeniu :) W czasie zajęć było czuć wzrok instruktorów, którzy wyłapywali najmniejsze błędy. Każdorazowo, po zaporęczowaniu odcinka skały, było wspólne omawianie naszych &amp;quot;arcydzieł&amp;quot; oraz dostawaliśmy wytyczne, o jakie kolejne elementy mamy wzbogacić naszą &amp;quot;poręcz&amp;quot;. W pierwszy dzień każda para zaporęczowała po trzy &amp;quot;stanowiska&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Niedziela niestety nie była już taka udana, ze względu na pogodę. Lało całą noc, a wraz z nastaniem dnia, sytuacja się nie zmieniła. Zajęcia przyjeły bardziej formę wykładu, niż zajęć praktycznych, przez to wartość szkolenia znacząco spadła. Pomimo pełnego zaangażowania instruktorów, którzy cały czas aktywnie nas angażowali w czasie zajęć, nie wyniosłem takiej wiedzy, na jaką się nastawiałem. Same warsztaty polecam i na pewno będę się zgłaszał w kolejnych edycjach :)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Rysia|Łukasz Piskorek &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2019}}&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy ranek był dla nas porankiem dylematów, z jednej strony mieliśmy wolny dzień i mieliśmy ochotę spędzić go aktywnie, z drugiej strony naszym powiekom i objedzonym brzuchom ciężko było się przeciwstawić grawitacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo z niechęcią, a później z coraz bardziej rosnącym zapałem zebraliśmy się, spakowali i pojechali na Jurę w okolice Rodak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszej kolejności odwiedziliśmy jaskinię Józefa. Jeden, choć dość długi jak na Jurę zjazd tylko rozbudził w nas smak na ,,liny”. Pochodziliśmy chwilę po jaski, odwiedzając kilka korytarzy i szczelin, wdrapując się to tu, to tam. Po wyjściu czując niedosyt lin oraz czasu spędzonego w jaskini poszliśmy jeszcze do Jaskini Rysiej, wiedząc, że tam spędzimy trochę więcej czasu i przejedziemy przez więcej przepinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę więcej lin, błota i podchwytliwych prożków. Przedostatni zjazd wąską szczeliną zawsze budzi we mnie trochę niechęci, bo wiem, że w drodze powrotnej grawitacja zamiast pomagać, będzie jedynie przeszkadzać. O dziwo tym razem, czerpiąc chyba nauki z wszystkich poprzednich razów, wyjście było dla mnie całkowicie bezproblemowe. Trochę jeszcze tylko się napociliśmy przy wyjściu ostatnią szczeliną, ale chłodny wiatr na zewnątrz szybko nas osuszył. Miły spacer do auta i powrót na wieczór do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Frysia%20i%20jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - Wlk. Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde|22 04 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjście (bez nart) na Wlk. Krywań (1709) od dol. Vratny. Okoliczności pogody bardzo różne, od burzy z piorunami po śnieżyce. Zejście przez Krawiarską dolinę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr K. (os. tow.)|20 04 2019}}&lt;br /&gt;
8 różnej trudności dróg (od V do VI.2). Wokół pusto i spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Adepcie|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04 2019}}&lt;br /&gt;
W Podzamczu przy zamku o dziwo pustki. Robimy kilka dróg na Adepcie (od V - VI.2; tą trudniejszą Paweł). Piękna pogoda na wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FAdept&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Skowrońska oraz Mateusz Golicz|13 04 2019}}&lt;br /&gt;
Rano ok. 9 nasza czwórka wyruszyła w stronę dobrze znanej jaskini Czarnej, choć my z Iwoną nie byliśmy w niej już ponad rok. Naszym celem były partie Królewskie. Zalegający śnieg  skutecznie utrudniał dojście do jaskini. Po przebraniu się w jaskiniowe kombinezony, zjechaliśmy zlotówką. Skutecznie brneliśmy do przodu. Po przejściu partii Królewskich i zjechaniu z do smolucha, byłem zdumiony, że ta nasza Czarna potrafi jeszcze zaskoczyć. Ładna szata naciekowa i bardzo ciekawe wspinanie! Później był powrót z deporęczem ( reporęczem?) do otworu i myk do samochodów :)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|11 - 14 04 2019}}&lt;br /&gt;
W Betlejmce na Hali Gąsienicowej w ramach szkolenia zimowego wyjście na Świnicę (2308). W trakcie poszczególnych dni zajęć treningi w poruszaniu się z lotną asekuracją, zakładanie zjazdów z różnych stanowisk, sytuacje awaryjne oraz kolejna powtórka lawinowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBetlejmka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, osoba X, Marek Jezierki-Krupa, Anna Kącka|05 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Projekt planowany od dłuższego czasu. Z uwagi na brak większej ilości wolnego czasu planujemy przejść Tatry Wysokie w 3 dni. Plan był taki: Start w Tatrzańskiej Jaworzynie – podejście dol. Zadnich Koperszadów – Chata Przy Zielonym Stawie – Baranie Rogi i dalej aż do Popradzkiego Stawu i powrót przez dol. 5 Stawów do Łysej Polany. Jak na 3 dni to bardzo napięty plan o znacznych przewyższeniach i dziennych odległościach, ale wydawał się realny. Ekipa zapowiadała się też mocna, szczególnie pod względem kondycyjnym. Niestety plany sobie a rzeczywistość sobie, w końcu na pogodę i niestrawność wpływu nie mamy:). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądało to tak: Wyjazd w czwartek popołudniu. Z Tomkiem i Michałem śpimy na Głodówce, Ania z Markiem w Zakopanem. Rano podjeżdżamy jednym autem do Tatrzańskiej Jaworzyny i parkujemy na terenie Uniwersytetu Żylińskiego (parking niby płatny, ale dogadujemy się z właścicielami i nic nie płacimy. Panie chyba nie wierzyły, że filance puszczą Nas w Tatry o tej porze roku i niewiele się mylą bo po 5 min. Marszu zatrzymuje Nas samochód TANAPu i parkowiec każe zawracać itd. Ale po krótkiej argumentacji puszcza Nas i wyjaśnia, że przekaże informację dalej żeby piątki polskich skiturowców nikt się już nie czepiał – miło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastawialiśmy się na długi marsz bez śniegu przez Jaworową i Zadnich Koperszadów, lecz śnieg zaczął się bardzo wcześnie, więc szybko zakładamy narty na nogi i depczemy misiom po piętach. Cała dolina była wydeptana przez niedźwiedzie, do tego trafiliśmy na 2 misiowe kupy – niedźwiedzie ewidentnie nie trawią kukurydzy. I o ile nie musieliśmy się zbytnio martwić zagrożeniem lawinowym – była „jedynka” – o tyle strach przed niedźwiedziami zaczął się nasilać. Na szczęście bez zbędnego towarzystwa docieramy na Przeł. Pod Kopą po wchłonięciu pięknych widoków na Tatry Bielskie, zjeżdżamy do Chaty Przy Zielonym Stawie. Odcinek od startu do schroniska pokonujemy w bardzo dobrym czasie i dobrze bo czekało nas jeszcze podejście kolejnych 850 hm na Baranią Przeł, lecz już w znacznie większych stromiznach. W schronisku odpoczywamy jakieś 45 min. Ciesząc się, że akcja przebiega sprawniej niż planowaliśmy. Na Baranią Przeł. docieramy również w bardzo dobrym czasie, ale mi odcina energię tuż przed przełęczą i zaczynam się czuć kiepsko. Do Chaty Teryho zjeżdżamy w mocno zaoranym, choć miękkim śniegu i na miejscu jesteśmy jakoś ok. 15, więc po ok. 8 godzinach z odpoczynkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście udaje nam się załatwić noclegi na glebie, choć z krzywą miną opiekuna schroniska – „Polacy nigdy nie rezerwują noclegów…”. Popołudnie i wieczór spędzamy przy piwie i daniach schroniskowych oraz w oczekiwaniu na godzinę 22, kiedy to pozostali bywalcy pójdą grzecznie spać. Spać poszliśmy natychmiast. Dostaliśmy nawet materace, koce i poduszki! Niestety po około godzinie łapie mnie mocne zatrucie i pozostałą część nocy spędzam w niezbyt przytulnym schroniskowym kibelku i już wiem, że plany na kolejny dzień trzeba będzie modyfikować, jeśli w ogóle dożyję do rana… Efekty gastryczne wspomagał bardzo silny wiatr wiejący w nocy, więc czułem się jak na morzu. Rano decydujemy się na zakończenie akcji, ale jakoś trzeba jeszcze wydostać się z Tatr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się na powrót przez Lodową Przełęcz żeby dotrzeć bezpośrednio do samochodu. Po śniadaniu – kto mógł ten jadł – wyruszamy około 10:00 na przełęcz. Z powodu braku widoczności idziemy na trzech GPSach, a i tak gubimy drogę podchodząc gdzieś pod ściany Lodowego Szczytu i zamiast 1,5 godziny, dojście na przełęcz zajmuje nam ok. 2,5 godz. Wywiany śnieg na Lodowej nie pozwala na zjazd z samej góry. Schodzimy więc ok. 30 m i zakładamy narty. Zjazd w bardzo przyjemnym śniegu – lekko zmrożone podłoże z 10 centymetrową warstwą świeżego i nawianego śniegu. Niestety nie można było się za bardzo rozpędzać z powodu kiepskiej widoczności, przez co zjazd zabiera nam sporo czasu i kilka razy zatrzymujemy się tuż nad przepaściami tudzież progami. Dalej zjazd płaskim dnem doliny przez leśny labirynt. Całą dolinę jechaliśmy w lekkim deszczu, a niby krótkie podejście i zjazd zajmuje nam praktycznie cały dzień. Ostatnie ok. 4 km idziemy na nogach, choć można było jeszcze zapinać narty i zjeżdżać metodą „Na Damiana”, ale jakoś szkoda nart… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień część mojego sprzętu bierze do swoich plecaków reszta ekipy, za co im serdecznie dziękuję, bo było ze mną naprawdę kiepsko. Koniec końców, decyzja o powrocie uważamy za bardzo słuszną, bo w takiej pogodzie nie zaszlibyśmy daleko, a brak pewności co do noclegów na kolejne noce mocno podnosił ryzyko pogmatwania sytuacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam cały wyjazd za bardzo udany i pouczający – nikt z Nas nie zabrał leków na problemy żołądkowe – bardzo pomocne było również wcześniejsze zaplanowanie wszelkich wariantów wycieczki. Resztę trawersu zostawiamy sobie na przyszłość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Ania z Markiem w niedzielę wracają w Tatry Słowackie i podchodzą do Zbójnickiej Chaty, następnie na Zawracik Równieńkowy – Czerowną Ławkę i zjeżdżają do Chaty Terhego i do Starego Smokowca – wszystko w bardzo dobrym czasie – szykuje się mocna ekipa na przyszłe wyjazdy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FTatryWys-skitury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar, Przemysław Styrna, Jakub Nowak, Krzysztof Kukułka, Sylwia Gołosz, Bartosz Berdel, Florian Małek; Robert Matuszczak (WKTJ); Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków); Agnieszka Gajewska i Krzysztof Recielski (SW) z nastoletnią Gają; chwilami też Miłosz Dryjański (KKS)|30 03 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Ponieważ kilka lat temu odszedł na emeryturę Richard Feichtner - dobra, przychylna jaskiniom dusza, a zarazem odkrywca i eksplorator jaskini Feichtnerschachthöhle - pogorszyły się stosunki krakowskiego klubu z dyrekcją kombinatu narciarskiego na Kitzsteinhornie. W konsekwencji nastąpiło sześć lat przerwy w działalności w tej jaskini, a kiedy już udało się w końcu wrócić, warunki bytowe na miejscu nie były już tak dobre, jak za dawnych lat. Niegdyś spaliśmy na materacach w cichej i spokojnej piwnicy, zlokalizowanej w podziemiach &amp;quot;Alpincenter&amp;quot; - zaplecza dla narciarzy mieszczącego restaurację, sklep, punkt informacyjny itp. Tym razem zostaliśmy zmuszeni do wykupienia noclegów w prawdziwych łóżkach, w jedynym zlokalizowanym na interesującej nas wysokości hotelu, który zresztą kieruje swoją ofertę głównie do grup młodzieży. Podniosło to znacząco koszt wyprawy, ale i również pogorszyło nasz sen - bo jak wiadomo, wieczorami młodzież na obozie sportowym przede wszystkim hałasuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle po stronie narzekań. Pozytywów było dużo więcej: podczas mojego tygodniowego pobytu na drugiej połowie wyprawy udało mi się trzykrotnie być w jaskini, z czego raz na dwuszychtowym biwaku. Mierzyłem nowo odkryte galerie, udrażniałem przekop i szarpałem wory, tym razem zupełnie nie martwiąc się, gdzie w tym wszystkim jakiś ogólny sens i ogólna logika. Budujący jest fakt, że tyle osób przyjechało na wyprawę, o której z góry było wiadomo, że będzie sprzątająco-deporęczująca. Przykładowo, przez trzy bite szychty wyciągaliśmy piach z ciasnego korytarza tylko i wyłącznie po to, żeby dostać się do starego biwaku, na którym pozostały zdeponowane w 2013 roku sprzęt oraz jedzenie. Mimo wszystko, odkryliśmy i skartowaliśmy ponad 400 m nowych ciągów - w tym sto metrów pokaźnych rozmiarów, dobrze udekorowanej naciekami galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji jaskiń udało mi się również podziałać trochę na nartach. W niedzielę z Florkiem i Furkiem podeszliśmy na lodowiec Kammerkees i zjechaliśmy kawałek po pysznym śniegu doliną potoku Schranbach, wracając do kombinatu przez przełęcz Nördl. Kammerscharte i w sumie podchodząc ok. 400 m. W środę razem z Florkiem i Przemkiem odbyliśmy długą wycieczkę wokół szczytu Tristinger. Najpierw zjechaliśmy znad przełęczy Schmiedingerscharte na północny zachód, aż do położonego w dolinie Schaunberg-Mittelalmu. Następnie przez Lakaralm i Winterkarl dostaliśmy się na przełęcz Winterkarlscharte, skąd zjechaliśmy z powrotem na bazę. Ponieważ okazało się, że na jednym z postojów zostawiłem języki do butów narciarskich, musiałem spory kawałek się wrócić i tego dnia zrobiłem w sumie 2160 m podejścia. W czwartek, po akcji w jaskini, nie chcąc marnować pięknego popołudnia podszedłem samotnie około 250 m na przełęcz Schmiedingerscharte. W piątek, po szybkim wyszarpaniu wora z wlotówki, wybrałem się z Agatą i Furkiem pod szczyt Kitzsteinhorn, zjeżdżając niebalanie nachylonym stokiem z wysokości ok. 3060 ponownie na lodowiec Kammerkees i potem żlebem spod Nördl. Kammerscharte. W sobotę, tuż przed powrotem do domu, powtórzyłem z Furkiem trasę mojej &amp;quot;wyprawy po języki&amp;quot;: najpierw pyszny zjazd po północnych stokach z Winterkarlscharte do Lakaralm i z powrotem tą samą drogą na fokach; w sumie 590 m zjazdu, a następnie tyle samo podejścia w niecałe dwie godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura  - Kryspinowska, Pychowicka, Twardowskiego|&amp;lt;U&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr, osoby towarzyszące|30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Uczestnicy: Emil, Maciek, Piotr, osoby towarzyszące&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy sobie objazdówkę pod Krakowem: w planie Jaskinia Kryspinowska, Pychowicka (Wiślana), Twardowskiego z przyległościami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kryspinowska zaskakuje mnogością miejsc do zabawy – wszystkiego jest po trochu. Rozbiegamy się po dziurze odwiedzając jej liczne zakamarki, trochę przepychamy przez ciasnoty, trochę staramy się nie powpadać do mini jeziorek. &lt;br /&gt;
Bardzo przyjemna jaskinia dla początkujących.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pychowicka (Wiślana) to wielkie zaskoczenie. Ulokowana niedaleko Jaskini Twardowskiego, zachwyca swoimi mytymi (niestety nielicznymi) korytarzami i niezwykle wygodnym, piaszczystym podłożem. Warto odwiedzić obiekt póki jeszcze istnieje – podobno ma zostać poświęcony na rzecz planowanej tu obwodnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twardowskiego – klasyk, czyli zabawa w „kto znajdzie tabliczkę”. Dochodzimy z Piterem do wniosku, że albo metry robią się z wiekiem coraz krótsze, albo te jaskinie jakoś się dziwnie kurczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po odwiedzeniu dziur urządzamy sobie tradycyjny spacer na Zakrzówek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura++-+Kryspinowska%2C+Pychowicka%2C+Twardowskiego &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spacery po śniegu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ekipa z Poznania i Sopotu|29 - 30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Dostałam zaproszenie od Piotrka z WKTJ na dołączenie do wyjazdu jaskiniowo - powierzchniowego. Niestety część jaskiniowa trochę mnie ominęła z konieczności wcześniejszego powrotu w niedzielę. Wyjechaliśmy w piątek i w sobotę z rana rozchodzimy się po Tatrach. Część ekipy rusza do jaskini Czarnej, reszta (w tym i ja) na spacer powierzchniowy. Podchodzimy dostępnym fragmentem doliny Tomanowej, brodząc w śniegu, którego trochę dosypało od ostatniego tygodnia. Pogoda ani zimowa, ani wiosenna. Śniegu nadal dużo (choć w dolinie wytopiony), ale z powodu wysokiej temperatury (całą drogę szłam w krótkim rękawie) miękki i mokry, na jego powierzchni utrzymywała się warstewka wody. Nawet się cieszyliśmy, że tego dnia wybraliśmy się na powierzchnię, bo szkoda byłoby schodzić pod ziemię w takim słońcu. Niedziela równie pogodna i ciepła. Pomachałam rano na pożegnanie ekipie jaskiniowej, odprowadziłam ich wzrokiem do doliny i sama wsiadłam do PKSu, którym miałam wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy + nie duże jaskinie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2019}}&lt;br /&gt;
Start z Blanowic. W wiosennym słońcu śmigamy na rowerkach w stronę Morska. Po drodze, od strzału odnajdujemy Jaskinię na Śmigówkach. Wlot w formie nie wielkiej studni do której schodzimy. Do ciasnych korytarzy się nie zapuszczamy bo nie mamy kombinezonów. Dalej przez Morsko w stronę Ligotki. Tu znów po drodze wchodzimy do Jaskini w Dziadowej Skale. To nie duża dziura, która w zamierzchłych czasach stanowiła schronienie człowieka pierwotnego. Następnie przez Podlesice, Rzędkowice i Parkoszyce docieramy do ładnego jeziorka gdzie łapię gumę ale do auta już było blisko. Trasa bardzo ciekawa a pogoda piękna. Czas już na wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|egzaminujący: Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, egzaminowani:Stanisław Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec. Ponadto: trzeci instruktor egzaminujący oraz egzaminowani kursanci z KKS|24 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis wkrótce, tymczasem trochę kultury na podsumowanie kursu:'''&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Rysiek najlepszy jest, ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bez niego kurs zupełnie traci sens,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''jego cytaty będą wspominać pokolenia,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bo wyjście do jaskini nie może obyć się bez małego marudzenia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wiemy, że nie zamieniłbyś chwil z nami''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na skrzynkę z browarami! &amp;lt;3''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Mateusz godziny spędził na uczeniu nas topografii znajomości,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''z dużą dawką cierpliwości. ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Doliny walne zaliczone ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''nawet jedno wyjście do jaskini obiadem zakończone.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Z nim zjechaliśmy na Marmurowej dno,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''było fajnie, że ho ho!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Asia dzielnie nam kurs organizowała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''swój czas wolny poświęcała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na nasze maile odpowiadała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''a nawet wodę lewarowała!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wlk. Brytania - Góry Kambryjskie +Lake District|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące |21-24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejny raz udało mi się wyskoczyć na 3 dni do Wielkiej Brytanii. Obrałam dwa cele: Park  Lake District w płn-zach. Anglii oraz Góry Kambryjskie w Walii, z najwyższym szczytem Snowdon. &lt;br /&gt;
Lake District to piękna i tajemnicza kraina jezior i gór. Tajemnicza dla mnie, bo aura jaka tam panuje za każdym razem jak ją odwiedzam jest dość...dżdżysta, deszczowa i pięknie ponura:) W sam raz, aby oderwać się od codzienności. Ponoć jest to bardzo popularna destynacja turystyczna. Ja tego nie odczułam i może dlatego tak mi się tam podobało. Punktem wypadowym mojej jednodniowej  wycieczki była wioska Coniston, skąd można dojść na piękny szczyt The Old Man of Coniston. Mniej więcej połowę trasy zrobiłam w nie-deszczowej aurze, a drugą czyli ten odcinek najbardziej widokowy-w deszczowej. Myślę, że zdjęcia w większej mierze oddadzą charakter tego terenu, tak różny od naszych Tatr czy Beskidów.&lt;br /&gt;
Kolejny cel mojego szybkiego wypadu to najwyższy szczyt Walii-Snowdon (1085 m.n.p.m.). Ukształtowanie terenu w przypadku tutejszych Gór Kambryjskich jest podobne-ogromne, niezalesione tereny, puste, dostojne. Wystarczy przejść przez pierwszą linię niskich zabudowań w wiosce Rhyd Ddu, przejść przez furtkę i znaleźć się na szlaku, w jakby zupełnie innym świecie, a po 3 godzinach cieszyć się widokiem ze szczytu. Szlak poprowadzony jest tak, że tworzy rodzaj pętli, podczas której można obserwować rozciągające sie widoki,  niczym nie przesłonięte surowe krajobrazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWlk+Brytania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2019}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad do jaskini Zimnej. W Tatry już zagląda wiosna, choć nadal dużo śniegu w wyższych partiach. Również nas on nie ominął, ponieważ pod otworem nadal dużo się go utrzymuje. Choć wszystko topnieje to zejście do jaskini całe oblodzone. Zajrzeliśmy tylko do korytarza Galeriowego i do sali nad Galeriowym. Prożek wywspinała Iwona, musiała bo nikt inny nie miał na to odwagi :) Syfoniku na szczęście nie trzeba było lewarować, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Wracaliśmy już po zmroku. Jako bonus, mieliśmy okazję obserwować tysiące żab w trakcie godów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|21 - 24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd chatkowy rozpoczynamy od podejścia z parkingu (ok. 950 m) doliną potoku Obersulzbach do Kürsingerhütte (2548 m). Śnieg zaczyna się już od samochodu. Podejście z plecakami dłuży się, mimo korzystnie w połowie drogi usytuowanej gospody Postalm, serwującej nam zimne piwo z alkoholem oraz bez. Tuż przed zmrokiem docieramy do naszej bazy noclegowej, zastając na miejscu czterech Austriaków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek przez lodowiec Obersulzbachkees wchodzimy na wierzchołek Grossvenediger (3667). Pogoda jest świetna, wręcz zbyt świetna, bo jest aż za ciepło i skutek jest taki, że śnieg nie dopisuje. Sam szczyt jest bardzo popularny; większość skiturystów podchodzi na niego od południa, toteż od przełęczy Venedigerscharte (3413) widzimy już wielu ludzi. Do &amp;quot;naszej&amp;quot; chaty wracamy wprawdzie jako pierwsi, ale stopniowo pojawiają się kolejne grupy zamierzające zdobywać Venedigera w słoneczny weekend i ostatecznie śpi nas tam czternaścioro (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nie planujemy nic zdobywać, a raczej w końcu zjechać po jakimś &amp;quot;fajnym&amp;quot; śniegu. Wychodzimy więc pod przełęcz Geigerscharte (na wysokość 3100). Cel zostaje osiągnięty - do wysokości 2400 m zjeżdżamy po nieco zbitym, ale jednak bardzo przyjemnym, lodowcowym śniegu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tych corocznych, tradycyjnych już wyjazdach zwykle odwiedzamy dwa różne schroniska Alpenverein. Tym razem dochodzimy jednak do wniosku, że przy panujących w górach warunkach (dobra pogoda, sporo śniegu, niskie zagrożenie lawinowe) wszędzie będą tłumy. Ponieważ tymczasem własnie zaczyna się wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn, to wdrażamy planowanie oportunistyczne i postanawiamy połączyć ze skiturami integrację międzyklubową, wbijając się krakusom na ich &amp;quot;bazę przejściową&amp;quot; - chatkę jaskiniową pod Lamprechtsofen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wstajemy wcześnie rano i jedziemy do miejscowości Fusch an der Glocknerstrasse. Stamtąd o siódmej wyruszamy w stronę szczytu Zwingkopf (3113). Na niebie ponownie &amp;quot;lampa&amp;quot;, a na parkingu ponownie dużo samochodów. Przez pierwsze sto metrów wysokości musimy nieść narty, ale wkrótce wkraczamy ponownie w prawdziwą zimę. Sam wierzchołek osiągnął tylko Marek, ja i Monika zadowoliliśmy się położoną pod nim przełeczą (ok. 3000) - co i tak oznaczało, że tego dnia odrobiliśmy uczciwe 2000 m podejścia. Zjazd w każdym razie był wyśmienity, jeden z najlepszych tego sezonu: jednego dnia zjeżdżaliśmy zarówno po delikatnie przewianym puchu, jak i po firnach. Po szybkim pakowaniu, jeszcze przed północą udaje się nam dotrzeć z powrotem na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące i pies Snooker|17 03 2019}}&lt;br /&gt;
Pogoda na niedzielę zapowiadała się świetna, a ja posiadałem kilka godzin czasu wolnego, więc szybko nie myśląc zadzwoniłem w sobotę wieczorem do kolegi, który rzucił hasło &amp;quot;barania&amp;quot; bo stwierdził, że nie był na niej kilka lat. Ja w sumie nie protestowałem. Wyruszyliśmy rano, zabierając po drodze mamę znajomego, która chciała abyśmy ją odstawili na przełęczy Kubalonka, bo miała w planach użyć swoich skiturów. Śniegu jeszcze sporo, choć był bardzo mokry pod wpływem słońca i wiosennych temperatur. Auto zostawiliśmy na przełęczy i ruszyliśmy w stronę szczytu. Zapomniałem, że od kubalonki jest tyle asfaltu, co trochę zniechęcało, bo nie po to pojechałem w góry. Za to widoki z wieży były cudne. Tatry prezentowały się majestatycznie. Później szybki powrót do auta  i popołudniu byliśmy w Katowicach.&lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
będą później ;)&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Załęcze Wielkie - III Forum Spelogiczne|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; i około 180 osób z różnych klubów|15 - 17 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne, trzecie już forum, tym razem odbywające się w Załęczu Wielkim. W piątek tradycyjnie odbyły się wycieczki, uczestnicy odwiedzili jaskinie rezerwatu &amp;quot;Węże&amp;quot;. Po kolacji odbyły się Ogólnopolskie Jaskiniowe Zawody Sprawnościowe. Kolejne dwa dni to odbywające się wykłady i prelekcje na różne tematy. Poczynając od geologii, przez paleozoologię, aż po luźniejsze dyskusje na temat zawartości apteczek i sposobu biwakowania w jaskiniach. Dla chętnych na bardziej aktywne spędzenie Forum, możliwy był udział w wycieczkach terenowych, a dla dzieci w dedykowanych zajęciach. Wieczorem w sobotę odbyło się wręczenie nagród zwycięzcom zawodów oraz konkursów fotograficznego i kartograficznego. Forum jak zwykle było dało możliwość dowiedzenia się kliku nowych rzeczy o jaskiniach oraz wymiany zdań i doświadczeń pomiędzy grotołazami i klubami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; + Justyna i dwie koleżank|10 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem bez nart w kiepskiej pogodzie wejście od słowackiej strony (Oszczdnicy) na szczyt. W schronisku tylko dwóch ludzi. Śniegu jeszcze dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skitura do dol. 5 Stawów|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + 1 czł. klubu|09 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obserwując pogodę od tygodnia wydawało się, że z weekendu sobota będzie najlepsza na turę. Pierwszy stopień zagrożenia lawinowego + w miarę ładna pogoda do południa powinna wystarczyć na osiągnięcie planowanego celu minimum czyli Koziego Wierchu. Słońce i brak wiatru na parkingu w Palenicy pozwolił nawet snuć plany o przełęczy Szpiglasowej… ale osiągając schronisko w „piątce&amp;quot; wiedzieliśmy już, że z halnym nie wygramy. Ambicja górska nie pozwoliła nam na odwrót prosto z schroniska, choć każdy z nas wiedział, że wyjście wyżej ma zerowe szanse na sukces – poszliśmy w górę doliny do czasu … kiedy przewracało nas przy zmianie kierunku i przesuwaliśmy się na fokach w odwrotnym kierunku. Pozostał tylko powrót do schroniska „wykorzystując” żeglarskie umiejętności – przepinka i w dół. Pocieszeniem dla nas był jedynie fakt, że w tym samym czasie odbywały się zawody skiturowe, których meta była w schronisku na piątce – TPN zakazał zjazdu z Zawratu- więc nikt wyżej nie poszedł. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Palenica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2019}}&lt;br /&gt;
Znów szybki szpil. Z Sopotni, podejście na przełaj, przecinakami leśnymi na Palenicę (1339). Wyżej mgła. Z szczytu zjazd trochę inną linią. Śnieg był idealny. Miękka warstewka świeżego śniegu na twardym podłożu, które jeszcze skutecznie pokrywa wszystkie wykroty. Zjazd więc adekwatny do warunków - przewspaniały. W dodatku urozmaicony teren pozwala realizować narciarskie fantazje w realu. Zbocze sprowadza nas do Sopotni Koloni. Tu przeprawa przez rozlany strumień i wkrótce kończymy kolejną przygodę przy aucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry-Skitur na Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;+2 os.tow.|02 03 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy jeszcze przed świtem, więc na szlaku jesteśmy chwilę po ósmej. Wybieramy podejściem długim szlakiem narciarskim od Kuźnic do Murowańca. Spotykamy tylko jednego zjeżdżającego narciarza, za to podchodzących skiturowców już znacznie więcej. Pogoda wydaje się być idealna-przeważa słońce a gdzieś daleko na horyzoncie widać niewielkie chmury. Ulżyło mi, bo dzień wcześniej pogoda była bardziej, niż kiepska. Docieramy do Murowańca, gdzie zastajemy oblężenie schroniska. Po odpoczynku ruszamy w górę i po ponad godzinie docieramy na szczyt Kasprowego. Tu znowu przerwa a następnie zjazd kotłem goryczkowym a później szlakiem w stronę Hali Kondratowej. Zjazd nie mógł być przy takiej pogodzie i przy takim śniegu nieudany. Od schroniska zjeżdżamy szlakiem narciarskim do Kuźnic a później prawie pod samo auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2019%2FKasprowy%20Wierch%2FIMG_20190302_084010.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sycylia - wspinanie|Iwona i Karol Pastuszka, osoby towarzyszące|23 02-2 03 2019}}&lt;br /&gt;
Podczas tegorocznego sylwestra, jeden ze znajomych rzucił hasło &amp;quot;A czemu nie zacząć sezonu wspinaczkowego trochę wcześniej? Na Sycylii w lutym będzie warun, a na dodatek jest tam taki rejon...&amp;quot;. Słowa nie zostały rzucone na wiatr i po święcie Trzech Króli, mieliśmy już zakupione bilety. Wylot z Katowic był w godzinach popołudniowych i wylądowaliśmy w Katanii późnym wieczorem. Po załatwieniu formalności z wypożyczalnią ruszyliśmy w stronę San Vito Lo Capo. Nocleg mieliśmy zapewniony w urokliwym miejscu z widokiem na morze, które każdego ranka podziwialiśmy jedząc śniadania na werandzie. Pierwszego dnia po przylocie ze względu na pogodę, czas spędziliśmy na zwiedzaniu San Vito i Erice. Wiało przeraźliwie, ale widok rozbijających się fal o skały wynagradzał chłód spowodowany wiatrem. Pierwszy dzień wspinaczkowy spędziliśmy w rejonie campu El Bahira, który jest bazą wypadową dla wspinaczy. W sezonie na pewno musi tętnić życiem, jednak na przełomie lutego i marca, był raczej wymarły. Skały na których się wspinaliśmy to skaliste klify, które ciągną się kilka kilometrów. Ilość dróg jest olbrzymia (pewno kilkaset!) i oferuje wspin na poziomie od 4a do 8b (w skali francuskiej). Drogi poprowadzone na klifach prezentowały odmienny styl, niż ten znane z naszej Jury. Przede wszystkim oferowały znakomite tarcie, pod tym względem czuliśmy się jak w Tatrach. Po drugie były zdecydowanie dłuższe 25-35 m. Pod tym kątem nawet &amp;quot;zwykła szóstka&amp;quot; była wymagająca kondycyjnie, dawała w kość, ale przez to dawała więcej satysfakcji po pokonaniu jej. Dodatkowo było trochę formacji, których nie uraczymy u nas, np. liczne tufy. Sumarycznie w San Vito Lo Capo i w rejonie Never Sleeping Wall spędziliśmy na wspinaniu 4 dni. Pogoda zdecydowanie dopisała, czasem było nawet aż zbyt ciepło. &lt;br /&gt;
W dni restowe zwiedzaliśmy saliny w Marsali, starożytne miasto Selinunt, grotę Mangiapane (kiedyś była w niej ludzka osada) i Palermo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSycylia&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny, zimowy obóz tatrzański KTJ PZA 2019|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, około 20 osób z różnych klubów|22-24 02 2019}}&lt;br /&gt;
W miniony weekend, odbył się w Tatrach, zimowy centralny obóz tatrzański organizowany przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego PZA. Celem szkolenia było podniesienie poziomu umiejętności technik zimowych wśród taterników jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia zaczęły się w piątek od wykładu, na którym zostały omówione rodzaje oraz użycie raków oraz czekanów i lawinowego ABC. Po wykładzie wyszliśmy na ćwiczenia. Doliną Małej Łąki podeszliśmy w rejon Głazistego Żlebu, gdzie znaleźliśmy odpowiednie miejsce na nasze ćwiczenia. Cała ekipa została podzielona na kilka mniejszych grup, które poruszały się pomiędzy stanowiskami ćwiczeniowymi. Ja zaczęłam od technik poruszania się z rakami i czekanem podczas podchodzenia i schodzenia, następnie ćwiczyliśmy poszukiwanie osoby zakopanej przez lawinę, przy użyciu lawinowego ABC (detektor, sonda, łopata). Na końcu ćwiczenia z hamowania czekanem, które były wyjątkowo udane ze względu na lód zalegający pod świeżą warstwą śniegu, przez co nasze zjazdy były dość szybkie i wymagały szybkich reakcji. W takich warunkach kontrola swojego zachowania była bardzo trudna, a już w przypadku upadku &amp;quot;znienacka&amp;quot; niemalże niemożliwa. Wieczorem, na bazie, omówiliśmy poruszanie się z asekuracją lotną i przećwiczyliśmy wiązanie się zespołów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia ćwiczyliśmy w rejonie Zawracika Kasprowego. Zaczęliśmy od budowy stanowiska zjazdowego z czekana, tudzież &amp;quot;czegokolwiek&amp;quot; innego. Następnie w małych zespołach wykonaliśmy przejście z asekuracją lotną. Miałam szczęście trafić do zespołu który musiał pokonać trudniejszy, skalisty teren, więc musieliśmy użyć punktów asekuracyjnych montowanych po drodze. Po wspinaczce, omówiliśmy zakładanie punktów &amp;quot;zimowych&amp;quot; z przyrządów do asekuracji w lodzie i zmrożonych trawkach. Dość swobodnie podeszliśmy do tematu ćwiczeń, podczas których każdy mógł wbić omawiane wcześniej igły, buldogi, mobidicki i inne o równie fantazyjnych nazwach. O ile bardziej przyłożylibyśmy się do tych ćwiczeń i naprawdę dobrego osadzenia punktów, gdybyśmy wiedzieli, że za chwilę naprawdę będziemy musieli zrobić sobie stanowisko zjazdowe! Tu również teren nas nie rozpieszczał, linia naszego zjazdu nie prowadziła po pochylni, a po zacięciu w ścianie tak, że musieliśmy naprawdę zaufać naszemu stanowisku. Trochę nieprzewidzianych problemów technicznych, jeszcze jeden zjazd i okazało się, że jesteśmy ostatnią grupą w terenie. Po powrocie na bazę, odbył się kolejny wykład, ostatni, o nawigacji w terenie i określaniu azymutu za pomocą mapy i kompasu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia, poszliśmy do Doliny Lejowej, gdzie po krótkim ćwiczeniu uświadamiającym jak łatwo zgubić obraną trasę podczas niekorzystnych warunków pogodowych, przeszliśmy do kolejnych ćwiczeń z poszukiwań za pomocą detektorów lawinowych. Tym razem ćwiczyliśmy sytuacje z dwoma uwięzionymi osobami. Następnie budowaliśmy stanowiska zjazdowe z grzybów śnieżnych, a na końcu kopaliśmy kopce śnieżne. Choć udało nam się wykonać dwa całkiem przyzwoite domki na niepogodę, to zabrakło czasu na ich wykończenie i dekorację. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie dokonaliśmy jeszcze szybkiego omówienia minionych dni i wymieniliśmy się pomysłami na następne takie szkolenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fobozzimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zch - Spalona Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka|24 02 2019}}&lt;br /&gt;
Była to pierwsza tatrzańska tura Andrzeja, więc padło na pobliską i dobrze nam znaną dolinę Rohacką. Plan A polegał na zdobyci Spalonej Kopy, plan B – jak będzie nam mało to szarpniemy się jeszcze na pobliskiego Pachoła. Z powodu mgły, która grała pierwsze skrzypce na tym wyjeździe nie do końca świadomie wybieramy plan C, czyli mijamy odbicie na Spaloną, więc odwracamy planowaną kolejność szczytów. Lecz tu do akcji wkracza 11-osobowa grupa słowackich skiturowców, krocząca przed nami. Podążamy ich śladami, myśląc że wybierają się co najmniej na Banikowską Przeł., no bo gdzież indziej – na tym etapie doliny innych celów już być nie może …, a jednak!&lt;br /&gt;
Znając opis podejścia na relatywnie nie trudną Banikowską Przeł. zaczynamy mieć lekkie obawy gdy Słowacy zakładają harszle… my po krótkim czasie wkładamy raki … coś dziwnie stromo … i do tego trochę sporo lodu … Dopiero docierając na grań (sporo za późno) sprawdzamy lokalizację i jakie jest nasze zaskoczenie gdy okazuje się, że jesteśmy na Spalonej Przeł. (Spalone Sedlo) - nazwę przełęczy poznałem dopiero w domu!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu decydujemy się na plan D – zjazd jak najszybciej, póki widzimy jeszcze siebie z odległości ok. 20m. Pierwsi jednak ruszają hardzi (jeden z nich przebierał się prawie do rosołu na przełęczy) Słowacy, zjechała 2/3 grupy i nagle słychać zgrzyt krawędzi o lód i jeden z hardych leci w dół!!! Spanikowana Słowaczka woła o pomoc 2 doświadczonych (na pewno wiekiem) Słowaków. Ci jednak nawet nie zerkają w ich kierunku, tylko mamroczą coś w rodzaju „jak spadł to się gdzieś pewnie zatrzyma”, albo „i tak już mu nie pomożemy”. Na szczęście ślizg okazał się nie długi i oprócz wypiętej narty nic się nie stało – ach te opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i my, lecz mgła robi się coraz gęstsza. Po pokonaniu stromizn mgła jest już irytująco gęsta i do końca nie wiemy czy aby czasem nie jedziemy pod górę. Dlatego też odpuszczamy sobie wejście na Spaloną Kopę i staramy się powoli tracić wysokość, co 100 m sprawdzając położenie. Na samym końcu trawersujemy zbocza Spalonej, aby ominąć slabozjeżdżalny, leśny fragment szlaku i znajdujemy wypatrzone jeszcze z dołu wycinki leśne z cudownym puchem – nimi docieramy na dno doliny i dalej na nartach do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wycieczki wynosimy jeden główny wniosek – rada „idziemy za nimi bo wyglądają jakby wiedzieli gdzie idą” to słaba rada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców Andrzejowi się podobało, owszem był zmęczony ale na skitury jeszcze pojedzie – tak przynajmniej powiedział😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSpaloneSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ); Erin Lynch (kierownik wyprawy, Hong Meigui CES), Sonia Meyer, &amp;lt;u&amp;gt;Carl Bern&amp;lt;/u&amp;gt; (Front Range Grotto), Jeffrey Goben (Colorado Grotto), &amp;lt;u&amp;gt;Kathleen Graham&amp;lt;/u&amp;gt; (Alberta Speleological Society); w organizacji bazy wydatnie pomagał nam Phil Rowsell (Hong Meigui CES)|14 - 23 02 2019}}&lt;br /&gt;
Po trzech latach przerwy udaje się ponownie zorganizować wyprawę do jaskini Luo Shui Kong. Działalność możliwa jest tylko zimą, ponieważ dwustumetrowej głębokości studnia wlotowa stanowi ponor całkiem pokaźnej rzeki. W sumie cieszymy się, że w ogóle działalność jaskiniowa jest jakkolwiek możliwa, bo za przewodniczącego Xi Jinpinga Chiny znów przeżywają fazę delikatnego zamknięcia na obcokrajowców. Mimo tego, że brytyjsko-amerykańskie wyprawy jaskiniowe działają w rejonie od wielu lat, lokalna policja wnikliwie analizuje naszą grupę. Musimy cierpliwie wyjaśniać, że dziewczyny również chodzą po jaskiniach i że naprawdę śpimy obok siebie, choć nie jesteśmy w związkach małżeńskich. Jeden z inspektorów wybiera się z Philem na naszą bazę i na miejscu prosi go, żeby pokazał mu swoją... szczoteczkę do zębów (na dowód, że rzeczywiście tu mieszka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierowniczka wyprawy - Erin Lynch - spóźniła się na samolot z USA i pod kilka dni jej nieobecności musimy wdrożyć środki zastępcze. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pracujący akurat w Chinach Phil Rowsell - z którym nigdy nie byłem w jaskini, ale z którym miałem do czynienia na takich czy innych jaskiniowych konferencjach - podjął się przygotowania dla nas bazy, a zatem wynegocjował dla nas warunki pobytu &amp;quot;u gospodarza&amp;quot; i załatwił wspomniany już meldunek na policji. Z kolei ja, jako jedyna osoba, która była na poprzedniej wyprawie, organizowałem samą działalność jaskiniową. Po dwóch dniach poręczowania byliśmy gotowi na zbadanie pierwszego celu eksploracyjnego: ciągu za wodą w najgłębszej części jaskini (na ok. -378). W tym rejonie ostatnio była w 2015 roku Katie, której to tajemnicza rzeka za błotnym progiem śniła się przez wiele lat. Do pomocy Katie werbuje niczego nieświadomego Carla. Jeff, poręczujący poprzedniego dnia z Katie pożycza Carlowi kombinezon typu &amp;quot;cerata&amp;quot;, a Sonia proponuje swoje neoprenowe ogrodniczki. Próbujący się wbić do damskiego neoprenu Carl dostarcza wieczornej rozrywki pozostałym uczestnikom wyprawy, zgromadzonym jak zwykle na bazie wokół elektrycznych grzejników. Nogi wchodzą, i choć szelek nie da się zapiąć, to jednak materiał ciasno opina tors Carla i wydaje się, że uda się mu w ten sposób pokonać krótki odcinek we względnie ciepłych wodach jaskiń Wulongu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd na przodek przebiega szybko i bez komplikacji. W krótkim czasie Katie i Carl przebierają się w cieplejsze kombinezony na błotnistym brzegu podziemnego strumienia. Akcja zaczyna się na dobre wejściem po błotnych stopniach, które Katie wykuła osobiście przed czterema laty. Czołganie, zejście po pochylni a następnie 20 m zjazd doprowadza w końcu na półeczkę nad wodą zbyt wąską, żeby na niej stać. Patrząc na rozciągające się przed nim jezioro, Carl rozumie już, dlaczego Jeff zrezygnował z towarzyszenia Katie na tej akcji. Będąc Kanadyjką - wprost z kraju lodu i śniegu - a także nurkiem jaskiniowym i jednocześnie osobą z dużym sentymentem do tego przodka, Katie bez zastanowienia wskakuje do wody i płynie za róg sprawdzić, co też znajduje się dalej. Carl czeka na wieści na półeczce. Po chwili słyszy potwarzane przez echo pytanie: &amp;quot;Idziesz?&amp;quot;. Co zrobić? Nie ma wyjścia, trzeba zsunąć się do wody. Tuż za rogiem jego oczom ukazuje się płaszczyzna jeziora, ciągnąca się po horyzont. Ściany są bardzo strome i nie mają żadnych stopni. Nigdzie też nie widać Katie. &amp;quot;No, miejmy to z głowy&amp;quot;, myśli Carl, &amp;quot;Jestem przecież dobrym pływakiem, pójdzie mi szybko&amp;quot;. Oczywiście pływanie w zbyt ciasnym neoprenie, w kombinezonie jaskiniowym, gumowcach na nogach, kamizelce ratunkowej, ciągnąc za sobą wora jaskiniowego jest totalnie nieefektywne. Ściany przesuwają się centymetr po centymetrze. Kiedy w końcu pojawia się światło Katie, ulga jest tylko chwilowa; Katie spogląda bowiem na wodę i dostarcza Carlowi wyobrażenia o dzielącej ich odległości. &amp;quot;Jasny gwint, to jest naprawdę daleko!&amp;quot;. Po chwili w żaden sposób nieizolowane od zimna ramiona Carla drętwieją. &amp;quot;No to pięknie, teraz umrę w jaskini w dziewczęcym neoprenie i w pożyczonym kombinezonie&amp;quot;, myśli Carl. Ostatecznie udaje mu się dopłynąć na tyle blisko, żeby dostrzec, że Katie nie wyszła na brzeg i wystaje z wody tylko od pasa w górę. Zdesperowany, Carl gramoli się na coś, co uchodzi za ląd w tym zapomnianym przez bogów miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Katie zdaje Carlowi sprawę ze swojego rekonesansu. Wygląda na to, że znajdują się w wielkim syfonie, później określonym na 120 m długości i 90 m szerokości. Nie ma żadnej widocznej drogi naprzód. Katie zmaga się z rozczarowaniem, po tylu latach marzenia o połączeniu tego przodka z jaskinią San Wang Dong. Carl zmaga się z faktem, że zimne, podziemne jezioro stoi teraz pomiędzy nim, a resztą jego życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nieudanej próbie obejścia syfonu bocznym ciągiem, stojąc na suchym, choć błotnistym lądzie zespół przymierza się do kartowania. Carl odkrywa, że ledwo jest w stanie otworzyć szczelny worek z przyrządami. Próbuje poinformować o problemie partnerkę, ale słowa jakoś się nie kleją. Po kilku urwanych sylabach, Katie stawia mu diagnozę: &amp;quot;Nohoho, ktoś tu chyba ma przypadek umbli?&amp;quot; (objawy hipotermii po angielsku: stumble, fumble, mumble, grumble), po czym obejmuje go ramieniem. Przez chwilę debatują nad odwrotem w imię bezpieczeństwa. Oznaczałoby to jednak, że ktoś będzie musiał tu wrócić na kartowanie. Za kilka godzin, przy ciepłym obiedzie na powierzchni, będzie trudno się z tej decyzji wytłumaczyć reszcie ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie udaje się wypracować pewien kompromis. Carl z grubsza może notować; zrobią po prostu zgrubne notatki, a szczegóły uzupełnią z pamięci. W drodze z powrotem do jeziora, Katie opowiada, jak przygotowywała się do nurkowania w zimnych syfonach biorąc zimne prysznice. Carl dochodzi do wniosku, że ludzie tacy jak Katie nie rodzą się z odpowiednimi genami. Oni po prostu każdego dnia podejmują decyzje, które stopniowo czynią ich coraz większymi skurczybykami.  Dla porównania, każdy ciepły prysznic, który Carl wziął tego roku, pogarszał jego gotowość na obecnie przeżywaną podróż przez hipotermię. Tyle w sprawie chińskich jaskiń, będących przecież na ogół wielkimi, suchymi jak pieprz tunelami. Kiedy tylko zaczynają się trochę ruszać, Carl odzyskuje możliwość wypowiadania się pełnymi zdaniami. Odkrywa za to, że ma kłopoty z oddychaniem i że żebra bolą go przy każdym głębokim wdechu. Powoli dociera do niego, że problem leży chyba w zbyt ciasnym neoprenie. Ogrodniczki, które trzymają go przy życiu, jednocześnie próbują go zabić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Katie przymierza się do udokumentowania jeziora. Proponuje, żeby Carl wyznaczył punkt stojąc w wodzie, wskazując go swoją czołówką, w czasie kiedy ona przepłynie i dokona pomiarów. Carl wetuje ten pomysł: &amp;quot;Nie zamierzam stać w tej wodzie. Kiedy już wejdziemy do jeziora, płynę na drugą stronę i się nie zatrzymuję&amp;quot;. Przyjmując ze zrozumieniem konieczność uproszczenia rysunku, Katie zanurza się i rozpoczyna przeprawę na drugi brzeg. Zmniejsza jasność swojej czołówki - nie po to, żeby oszczędzać baterię, ale raczej żeby ukryć przed swoją wyobraźnią wijące się masy białych ryb i kijanek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Carl płynie jako drugi. Próbuje najpierw kraulem, potem żabką, potem pieskiem. Tak czy siak, płynie bardzo wolno. Ramiona znów mu drętwieją, ale tym razem nie jest to dla niego zaskoczeniem i perspektywa śmierci w zimnej wodzie nie jest już aż tak intensywna. W końcu udaje się mu dotrzeć na półeczkę, na której Katie wielkodusznie puszcza go przodem. Pozostaje już tylko pokonać rozgrzewającą, 20 metrową pochylnię w błocie o konsystencji biegunki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie wyprawy: w sumie umieściliśmy w jaskini 850 metrów liny żeby sprawdzić powyższy mokry przodek oraz pewien gigantyczny, suchy tunel, ktory nie mógł się tak po prostu skończyć. Jednak ku naszemu rozczarowaniu, obydwa główne &amp;quot;tematy eksploracyjne&amp;quot; zakończyły się w połowie wyprawy - kiedy to Mateusz i Ola opuszczali bazę. Sprawdziliśmy też kilka bocznych ciągów, odnotowanych na tej oraz na poprzednich trzech wyprawach. Znaleźliśmy też kilka nowych jaskiń, które prawdopodobnie łączą się z LSK, ale nie było czasu na ich dokładne zbadanie. W czasie wyprawy zbadaliśmy ok. 1.5 km korytarzy, ustanawiając znaną długość jaskini na około 8.6 km. Choć jest jeszcze kilka znaków zapytania, nieprędko pewnie będzie miała miejsce kolejna wyprawa do Luo Shui Kong. Ciąg w jaskini San Wang Dong (77 km długości) kierujący się w stronę LSK urywa się studnią, jest on więc pewnie bardziej porywającym punktem startowym do poszukiwania połączenia między San Wang Dong, Er Wang Dong i Luo Shui Kong - którego znalezienie mogłoby doprowadzić do powstania systemu jaskiniowego o długości ponad 130 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uczestnicy wyprawy dziękują za wsparcie Administracji Dziedzictwa Kulturowego i Historycznego Okręgu Wulong, Administracji Okręgu Wulong, rodzinie Yu oraz Instytutowi Geologii Krasu Chińskiej Akademii Nauk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Tekst: Carl Bern, redakcja: Kathleen Graham, wstęp i przekład: Mateusz Golicz''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od południa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Jaworska oraz 1 członek klubu|10 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęceni warunkami z ostatniego tygodnia ponownie uderzamy na Skrzyczne lecz tym razem za cel bierzemy południowe zbocza. Podchodzimy szlakiem od Ostrego U góry bardzo mocny wiatr. Po przerwie w schronisku zjeżdżamy na przełaj wprost na południe. Początkowo wiatr zatrzymywał nas w miejscu lecz troszkę niżej warunki były idealne a zjazd do dol. Potoku Malinowskiego zaliczać można do najpiękniejszego w Beskidach. Wszystko pod lazurowym niebem w otoczeniu białych szczytów. W dolinie po przetartym szlaku z &amp;quot;łyżwy&amp;quot; szybko docieramy do auta. Zrobiliśmy 722 m przewyższenia i ok. 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Skrzyczne2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + członek klubu|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotne plany wyjazdu dotyczyły Tatr, ale wiadomo 3 stopień lawinowy i halny szybko je zweryfikował. Trasę wybraliśmy pod kątem dłuższego turowania i liczyliśmy na przyzwoity zjazd. Niestety po odpoczynku w schronisku rozpadało się, śnieg stał się mokry i tępy co zmusiło nas jedynie do zjazdu bez historii do auta. Jedyną smutną obserwacją jest stan drzewostanu bukowego zniszczonego przez masy śniegu na grani. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż dziw bierze jak wschodnie stoki Srzycznego diametralnie różnią się od przeciwnej strony. Brak szlaków, nartostrad a co za tym idzie brak ludzi. Tym razem wystartowaliśmy z Podlasu. Po mokrym śniegu podchodzimy na wprost zostawiając za sobą i pod sobą mglistą szarość. Ostatnie stromizny pokonujemy zakosami wydostając się na szczyt Skrzycznego (1257) pełnego przywyciągowych narciarzy choć i skiturowców też kilku było. Krótka chwila w schronisku i szybko w dół rozkosznym zjazdem po owych stromiznach a potem łagodniej w lesie. Bez szwanku docieramy do auta. Zrobiliśmy 750 m przewyższenia i 7 km dystansu. Był to nasz trzeci zjazd w tą &amp;quot;dziką&amp;quot; stronę i każdy można zaliczyć do bardzo atrakcyjnych pod każdy względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSkrzyczne &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Zgadaliśmy się ze Strzelcem, że oboje mamy wolną sobotę i chęć wybrania się gdzieś, jednak żadne z nas jakoś nie miało ani weny, ani specjalnych chęci wymyślić co robimy. Poza mglistym ,,jedziemy w góry” nie mieliśmy pomysłu co robić. W sobotę rano, spakowani na wycieczkę, otwarliśmy w samochodzie mapę i zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na Beskidzkie szczyty, żaden z nich nie wydał nam się oryginalnym pomysłem, szukaliśmy czegoś nowego i dostosowanego do pogody, ale jednak czegoś co można by nazwać ,,konkretnym” wyjściem. Godzina (8:30!) też miała duży wpływ na poszukiwanie miejsca destynacji. Szukając coraz bliżej, trafiliśmy palcem na mapie na Beskid Mały i najwyższy jego szczyt Czupel (930m). Tak więc pojechaliśmy do Czernichowa, stamtąd weszliśmy na wspomniany Czupel, niebieskim szlakiem przez Suchy wierch. Pogoda wiosenna, blisko 10 stopni na plusie i nawet za mocno nie wiało (halny w Tatrach!). Jednak topniejący śnieg okazał się bardziej uciążliwy niż się spodziewaliśmy, mimo wydeptanych śladów i tak zapadaliśmy się jeszcze bardziej, po kolana, a czasami bardziej. Moje buty na szczycie już chlupotały :}. Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem przez Przysłop i Suchy Groń. Co okazało się śmiesznym pomysłem gdzieś w okolicach żółtego szlaku. Poza zapadaniem się w śnieżnej brei, deptaliśmy po wodzie do kostek, która z się wytopiła ze śniegu i pod nim płynęła. Uciekliśmy ze szlaku, jak tylko pojawiła się możliwość zejścia odśnieżonymi uliczkami. Choć wycieczka była bardzo fajna i przeszliśmy około 11km i zrobiliśmy nieco ponad 600m przewyższenia, to czułam się zmęczona nie mniej niż jakbym poszła na solidną ,,wyrypę&amp;quot;… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria od dol. Suchego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów na Czantorię. Tym razem od Doliny Suchego Potoku. Kilka lat temu podchodziliśmy tym niezwykle stromym jak na Beskidy podejściem lecz co najwyżej teren był przyprószony śniegiem a zjechać musieliśmy natrostradą. Tym razem śniegu było dużo a warun wymarzony do zjazdu (na twardym podłożu warstwa świerżego puchu). Podchodzimy prawym orograficznie skłonem doliny, której zbocza robią się później strome i tylko podejście licznymi zakosami pozwala zdobywać teren. Po wydostaniu się na szlak zaliczamy szczyt Czantorii (995) by w chwilę później w śnieżnej zadymce mknąć w dół pięknym bukowym lasem. Celem był zjazd wąwozem lecz po kilkudziesięciu metrach zjazdu tym wąskim parowem zacząłem się zapadać do głębokich jam, które pojawiały się pod naporem nart. Śniegu optycznie było dużo lecz zalegał na wierzchołkach głazów bez konkretnego podkładu (wina spływającej tam wody). W ostatnim więc możliwym momencie wydostaję się z wąwozu na strome zbocze by kontynuować zjazd lasem najpierw równolegle do rozpadliny a później optymalnym wariantem ku dolinie. Jak zwykle szybko osiągamy dno doliny i w kilka chwil jesteśmy przy aucie w Polanie. Czantoria od tej strony oferuje ciekawe pod względem skiturowym możliwości dla bardziej wymagjących narciarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSuchy%20Potok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasrowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Tadek Szmatłoch|26 01 2019}}&lt;br /&gt;
W Tatrach pełnia zimy. Wyruszamy z Kuźnic w kilkustopniowym mrozie. Pod jaskinię docieramy po przetartej ścieżce. W trakcie przebierania, dochodzi do nas kurs z Krakowa. Czując ich oddechy na plecach, szybko wrzucamy resztę rzeczy do plecaków i wskakujemy do dziury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kasprowa Niżnia jest moją ulubioną jaskinią, a ostatni raz w Tatrzańskiej jaskini byłam już jakiś czas temu, więc wyszło na to, że wpadłam do dziury jak narkoman na głodzie chcąc pożreć wszystkie wspinaczki i poręczówki sama. Nie było po drodze żadnej wody, która by mnie zatrzymała. Po pierwszej euforii wyhamowuję dopiero gdzieś w okolicach partii Sylwestrowych, kiedy zaczyna się robić zdecydowanie ciasno, a moje nienasycenie przemienia się w ciekawość, bo do tego miejsca nigdy wcześniej nie dotarłam. Kręcimy się tu przez jakiś czas i zaglądamy w różne korytarze. Znudzeni zażądamy odwrót. Deporęczem zajmują się chłopaki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Rycerskiej nie kierujemy się w stronę wyjścia, a zbaczamy do korytarza prowadzącego do Syfonu Danka. Tam również jeszcze żadne z nas nie było. Trochę nas zaskoczył ten odcinek jaskini, każdy spodziewał się czegoś innego. Niemniej, zaskoczeni jesteśmy na plus! Kiedy w końcu docieramy do syfonu, zachwycamy się jego przejrzystością i dumamy nad tym co siedzi w głowach ludzi, którzy decycują się na nurkowanie w jaskini... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do wyjścia. Choć przebieramy się w środku jaskini, to udało nam się przez otwór dostrzec jeszcze ostatnie odcienie dnia. Na powierzchni dalej mróz i do tego prószy śniegiem. Próbowałam jeszcze ukoronować ten dzień zjazdem na worze, ale szlak w żadnym miejscu nie był na tyle stromy, żeby mi się to udało... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|20 01 2019}}&lt;br /&gt;
Dość krótki wypad do Brennej. Ostatnia fala ocieplenia z zeszłego tygodnia wytopiła sporo śniegu, a ten który zostawiła, skryła pod szczelną skorupką lodu. Nic nowego nie nasypało więc szlak/droga dość daleko posypany piachem. Dopiero wyżej zaczyna się przyjemny puszek. Nasz pierwszy w tym sezonie. Z zachwytu zapominamy o pierwotnym planie i po wejściu na Kotarz zjeżdżamy i podchodzimy różnymi drogami i lasem tak żeby trenować (i delektować) zjazdy. &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fkotarz&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie – jaskinia Lamprechtsofen|Mateusz Golicz, Ola Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, dwie osoby z klubu, Miłosz Dryjański (KKS) oraz grotołazi z klubu z Salzburga i z Niemiec: Joe, Sebi, Alex, Martin, Markus, Schorsch, Toni, Andy; Jorg i jeszcze dwie osoby|18 - 20 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni ciekawej działalności za sprawą Mateusza, który zorganizował akcję do systemu Lampo. W pierszy dzień Mateusz z Olą, Magdą  i Bogdanem. wybrali się na skiturach w stronę szczytu Schwalbenwand (2011) a pozostali na spacery po okolicy. Wieczorem wszyscy (my dojechaliśmy wprost na spotkanie) spotykamy się na prelekcji Mateusza Golicza w siedziebie austriackiego klubu, która się mieści w jednym z pomieszczeń pałacu w Salzburgu. Wykład o eksploracji masywu Goll z udziałem m. in. legendy tuejszej speleologii Walterem Klappacherem spotkał się dużym zainteresowaniem sporej grupy obecnych. Jeszcze wieczorem ustalamy szczegóły akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do Lampo miała na celu dotarcie do Mondhalle (+300 m) i przetestowanie urządzenia – cavelink. Urządzenie to pozwala na komunikację tekstową bez kabla na spore odległości w jaskini. Oprócz tego mieliśmy wynieś niepotrzebny sprzęt oraz śmieci. Z kolei Mateusz chciał naprawić uszkodzone mocowanie jednej z drabinek. Podzieleni na dwie polsko - austriackie grupy realizowaliśmy zaplanowane zadania. Obecnie Lampo to jedna z najgłębszych jaskiń świata (najgłebsza w Europie) a różnica między najwyższym otworem (CL 3) a dolnym wynosi 1735 m co stanowi najgłębszy trawers jaskiniowy świata. 60 km korytarzy daje pojęcie o potędze tej dziury. Pierwsze kilkaset metrów jaskini latem jest udostępnionych dla turystów.  Zimą dostępna jest tylko dla grotołazów. Przez kilkadziesiąt lat eksploracji pokolenia grotołazów założyły tu setki drabinek, lin, bolców i różnego rodzaju patentów w celu łatwiejszego posuwania się w górę jaskini. W jednym z zalanych korytarzy jest nawet tratwa, którą trzeba przepłynąć kilkadziesiąt metrów. Niemniej jednak poruszanie się wymaga trochę gimnastyki. Po 5 godzinach udaje nam się dojść do Mondhalle (ok. + 300 m) i ku naszemu zdumieniu udaje się nawiązać łączność z Miłoszem, który był w wstępnych partiach jaskini. W drodze powrotnej spotykamy natomiast Mateusza z Olą i Iwoną przy feralnej drabince a na końcu Miłosza, który jeszcze siedział przy cavelinku. Pozostali z jaskini wyszli wcześniej. Chatka w której mieszkaliśmy znajduje się kilkadziesąt metrów od otworu co jest kolosalnym ułatwieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na ogromne opady śniegu przed naszym przyjazdem, wszystkie drogi prowadziły wąwozami w śniegu a w górach było wysokie zagrożenie lawinowe. Wstaliśmy o świcie. Najbepzpieczniejszy w okolicy był właśnie Schwalbenwand, na który wyszliśmy na skiturach. Było mroźno lecz u góry słonecznie. Zjazd był przecudowny. Przez wielkie polany w otoczeniu szczelistych szczytów po wspaniałym śniegu. Zrobiliśmy 1200 m deniwelacji i niespełna 9 km dystansu. W południe ruszamy w droge powrotną do domu tak jak i reszta ekipy (którzy też odbyli krótkie wycieczki po okolicy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia (reszta trochę później): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FLampo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria przez Gahurę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2019}}&lt;br /&gt;
W górach śniegu moc. Robimy szybki wypad w upatrzone 2 lata temu miejsce. Jest to dolina Gahury, której odnoga wcina się stromo od wschodu w masyw Czantorii (995). Auto zostawiamy przy kamieniołomie w Wiśle Obłaziec i dalej ciągle po śniegu wgłąb doliny. Zaskoczeniem były świeże ślady skiturowców lecz po kilkuset metrach skręciły gdzieś w bok w stronę wyciągów. My w bardzo głębokim śniegu windujemy się powoli do góry znacząco się zapadając nawet mimo nart na nogach. Podejście w tych warunkach zajmuje nam bite 2 godziny (613 m przewyższenia). Oczywiście w lesie nie spotykamy nikogo. Spokój zaburzały jedynie spadające z drzew ogromne czapy śniegu. Na szczycie widoczność ograniczona (prószył śnieg). Tylko przepinka i po chwili mkniemy w dół mniej więcej trasą podejścia. Były to przewspaniałe chwile gdyż zjazd był właściwe płynięciem po grubej warstwie puchu a nastromienie stoku pozwalało na rozwinięcie znaczącej szybkości. Bardzo szybko osiągamy więc drogę w dolinie, którą niebawem przy sipiącym już deszczu dojeżdżamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8854</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8854"/>
		<updated>2019-07-15T13:15:08Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajzd z Rysów|Toek Jaworski, Łukasz Pawlas|czerwiec 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis temperatura lekko przekracza 20 st. C. W okresie planowania wyjazdu temperatury przekraczały 30 st. C, trzeba, więc było się jakoś schłodzić. Większość pukała się w głowę na moją propozycję wyjazdu ze strachu przed brakiem śniegu. Lecz ja po długich analizach wiedziałem, że da się zjechać, choć bałem się zastanych warunków. Znalazłem tylko 1 szaleńca – „Łukasz, twój pomysł jest tak głupi, że to może okazać się ciekawe”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy dość późno, bo dzień jest bardzo długi. Prognozy są optymistyczne, a zagrożenie lawinowe praktycznie zerowe. Oczywiście zabieramy hulajnogi. Parkujemy bardzo nisko – w Łysej Polanie. Do Moka tłumy. Tłok ustaje dopiero powyżej Czarnego Stawu, choć na sam szczyt szło sporo turystów. Na szczyt docieramy w adidasach i krótkich spodenkach, gdyż decydujemy się podchodzić szlakiem letnim, a nie samą rysą, a trasę dobieramy tak, żeby odcinki śnieżne pokonać w jak najwęższych miejscach. Warunki w rysie widać bardzo dobrze ze szlaku, stąd wiemy, że śnieg jest naprawdę niezły, ale leży na nim sporo kamieni, które spadły ze ściany. Tomek zostawia narty jakieś 50m przed szczytem, ja ok 20m, bo tam kończy się śnieg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd przepiękny i jakoś nie odczułem ekspozycji ani stromizny. Śnieg mało rozjeżdżony i słabo wydeptany, nie było też rynien po zsówach śniegu, czego się obawiałem. Nie było też twardo, więc bez większego strachu można był się rozpędzić, szczególnie po wyjeździe z samej rysy. Pod Bulą ściągamy narty by pokonać kilka metrów na nogach i przedostać się do niżej schodzącej linii śniegu wypatrzonej na podejściu, którą zjeżdżamy praktycznie do Czarnego Stawu. Pod schroniskiem przesiadamy się na hulajnogi, ale Tomkowi znów trafia się awaryjna sztuka. Ja za to szybko pokonuję niewdzięczny odcinek asfaltu i czekam na Tomka na parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- warto stale śledzić warunki śniegowe,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- o tej porze roku zagrożenie lawinowe jest marginalne (nie braliśmy lawinowego ABC) – nie mówię, że zrobiliśmy dobrze, czy źle,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- nie użyliśmy raków i czekanów (mieliśmy w plecakach),&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- na sam zjazd warto ubrać kurtkę, która ochroni przed przetarciami w razie upadku,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wydaje mi się, że z Rysów należy zjeżdżać właśnie o tej porze roku a nie zimą gdy jest tam bardzo lawinowo, a lawiny w tamtym rejonie są szczególnie niebezpieczne,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- pewne zagrożenie mogą sprawiać spadające kamienie – nas ominęło, choć turyści przed nami ostrzegali, że widzieli jak się sypało,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- same kamienie na śniegu nie przeszkadzały jakoś mocno, ale trzeba było uważać,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- dzień jest bardzo długi,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- wybierając się w weekend należy uzbroić się w cierpliwość do kilkudziesięciu pytań i zaczepek turystów zdziwionych widokiem nart,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- jak zwykle polecam hulajnogi, choć uważam zjazd asfaltem za naprawdę niebezpieczny,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- można odpocząć od piekielnych upałów, które ponoć mają wrócić:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mini Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, os. tow., Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski |12 -14 07 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci odwiedzili jaskinie Wielką Śnieżną i Czarną. Opisy wkrótce...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Ptasia Studnia - Pustynna Burza|Stanisław Dacy, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Magda Sarapata, Adam Tulec|12 -13 07 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjście jaskiniowe w ramach planowanego wyjazdu kursowo-rozgrzewkowego przed wyprawą. Pierwotny pan zakładał dwa dni akcji przeplatanych taternicko-kursowych i jeden dzień tylko taternicki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety nadchodzące prognozy pogody nie napawały chęcią do działania. Z kilku opcji decydujemy się w końcu na zrobienie dużej akcji w piątek/sobotni poranek, kiedy jeszcze pogoda miała nie być zła i odsypiać w czasie, kiedy będzie lało. Plan zrealizowaliśmy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Magda, Staszek i Adam, z pomocą Mateusza, spakowali nas do jaskini w czwartek. Łącznie zabieramy liny tak żeby starczyło na dojście do Wielkiego Kłamcy. Żeby nas odlekczyć, Mateusz pożyczył nam swój zestaw ultracienkich i lekkich lin oraz karabinków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy późnym rankiem. Bez pośpiechu drepcząc do góry: Dolina Kościeliska, Adamica, Piec, Wodopój… kolejno mijamy znajome punkty. Zejście ze szlaku w kierunku jaskini Miętusiej i nareszcie odbicie w stronę Jaskini Ptasiej. Dochodzimy pod zjazd do otworu. Przebieramy się i po godzinie 15 wchodzimy do jaskini. Pierwsza Studnia Zlotowa na rozgrzewkę, druga na wzmocnienie psychiki – tym razem podwójnie:] Bo wrażenie robi jak zwykle zjazd przez szczelinę w spągu do Studni 40-stki, dodatkowo spotęgowany pierwszym w życiu zjazdem na linie 8.5. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne trzy zjazdy i trafiamy nad Studnię z Mostkiem Piratów. Łukasz szybko znika w okienku w połowie zjazdu, a za nim cała reszta. Stajemy pod Pustynną Burzą. Na jej szczyt doszliśmy w trójkę – Łukasz, ja i Adam. Staszek decyduje się zostać z Magdą, której nasilił się ból brzucha. Szybko zdecydowaliśmy, że nie zostawimy tej dwójki samej i rozpoczynamy odwrót. Przeklinamy trochę na oporęczowanie Pustynnej Burzy, które w dół daje się bardziej we znaki, niż w górę i dołączamy do reszty. Wychodzenie idzie nam sprawnie, nawet za bardzo nie marzniemy. Na powierzchni ku naszej uciesze jest sucho i nie pada. Jest 2 w nocy. Nietoperze wlatują i wylatują z otworu na nocne łowy, dlatego czym prędzej schodzimy im z drogi. Zdecydowaliśmy się na powrót drogą podejścia, trochę dłuższą, ale w ciemnościach bardziej pewną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wejściu na szlak zaczyna świtać. Około 4:30 w okolicach pieca słyszymy huk spotęgowany echem. Czy to jakiś obryw? Może skała gdzieś spadła? Nie wiemy. Robimy trochę częstsze przerwy niż zwykle, każdy próbuje uszczknąć choć minutkę snu, nim ktoś inny zarządzi koniec odpoczynku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodząc z doliny spotykamy pierwszych turystów, na bazę trafiamy około 6, pierwszy deszcz zaczyna padać dopiero po wyjściu z auta. Udało się, nie zmokliśmy. Jedzenie, mycie i spanie przerywane tylko kolejnymi falami ulewy uderzającej o dach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kajakiem po Sztole|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 07 2019}}&lt;br /&gt;
Dolina Sztoły należy do bardzo ciekawych i pięknych zakątków Jury. Rzeka jest dopływem Białej Przemszy. Byliśmy w tym rejonie na rowerach i nie co przypadkowo wjechaliśmy na przystań kajakarską w Bukownie. 3,5 km spływu wartkim nurtem w głęboko wciętej dolinie dostarcza sporo wrażeń. Na rzece nie można się nudzić, prąd szybko niesie i wymagania są ciut większe niż na leniwych rzekach (choć to odcinek turystyczny).  Potem jeszcze robimy przechadzkę wysokim brzegiem „pod prąd&amp;quot; by dostać się do rowerów zostawionych na starcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSztola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mini Obóz Kursowy|Mateusz Golicz, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Grzegorz Szczurek, Kamil Liwocha, Maciej Rurański, Michał Trąbski |29 06 - 01 07 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kursanci odwiedzili jaskinie Pod Wantą, Litworową i Ptasią. Opisy pojawią się wkrótce. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy dolną Nidą|Rysiek i Marzena Widuch, Tadek, Basia, Artur, Adam, Tomek Szmatłoch, Aga Witkowska-Szmatłoch oraz Piotrek i Ignaś Witkowscy, Tomek Jaworski z synami, Henryk i Sonia Tomanek wraz z Krzysiem, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde, Bożena Kołodziej, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; (w niedzielę), Jan Kempny, Basia Browiec, Jola i Olek Klepek, Jurek i Ewa Bodzenta, Grzegorz Burek wraz z rodziną, Justyna, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka oraz wiele osób znajomych i towarzyszących (w sumie 29 załóg)|28 - 30 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Relacja Damiana:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem Rysiek był patronem spływu po dolnej Nidzie (za co wielkie dzięki). Rzeka może rozleniwiająca lecz w sam raz na taki upał jaki panował. Spływ odbył się na odcinku Pińczów -  Wiślica. Baza spływu w Krzyżanowicach Średnich. Nida wije się tu szeroką doliną pośród pól i łagodnych wzniesień. Były również przygody rzeczne i zapoznanie z ekspozycją na słońce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Relacja Asi:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny klubowy wpływ kajakowy, był rekordowy pod wieloma względami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pierwsze liczby uczestników – 29 kajaków, 59 osób i 1 pies. Pierwsze obawy przed podniesieniem się poziomu rzeki po zwodowaniu wszystkich kajaków i problemów z mijaniem na zakrętach okazały się przesadzone. I absurdalnie, nasza grupa tak się rozciągnęła, że czasami można było mieć wrażenie, że jest się jedynym kajakiem na rzece… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drugie temperatur, które sięgały ponad trzydziestu stopni. Miły wietrzyk i lekka bryza omamiły wielu uczestników, którzy nie przeliczyli dobrze cyferek w filtrze UV na rzeczywiste słońce i wielu z nas, wieczorem wyglądała jak dobrze przypieczona skwarka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po trzecie spokoju rzeki, która tak wszystkich rozleniwiła brakiem ciężkich przeszkód, że wiele kajaków po prostu dryfowała w dół rzeki, pobijając tym samym rekord długości odcinka (czym przyprawili o palpitacje serca właściciela wypożyczalni kajaków…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po czwarte logistyki podczas transportu kierowców i kajaków dla tylu ludzi…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spływ przebiegał spokojnie, najbardziej męczące było słońce. Po powrocie na bazę, tradycyjnie odbyło się ognisko, z nieodłącznymi rozmowami, wspomnieniami, śpiewami i grą na gitarze oraz harmonijce. Niebywałą furorę robili najmniejsi uczestnicy - niespełna dwuletni Ignaś i pies Tina (ten pierwszy młodszy, ten drugi mniejszy), obaj podróżujący w kajakach ,,na trzeciego”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia, część osób musiała zrezygnować z kontynuowania spływu z powodu oparzeń słonecznych. Większość ekipy, która zdecydowała się wystartować, wybrała krótszy wariant w obawie przed konsekwencjami upału...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FNida&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Żabi Koń|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka|24 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Rudy startuję o 4.00, odbijam do Wisły (co oczywiście wydłuża drogę) po Jasia i szczęśliwie po 5 h dojeżdżamy do Strebskiego Plesa. Stąd rowerami w pół godziny docieramy do Popradskiego Plesa (1500) a dalej już pieszo szlakiem w stronę Rysów. Pogoda do tej pory pięlna, na wysokości Żabiej Doliny zmienia się diametralnie. Zimny wiatr i totalna cwangla. Wiemy mniej więcej gdzie iść lecz na białym śniegu w białej mgle podejście wydłuża się gdyż nie mając punktu odniesienia błąkamy się trochę bezładnie ale jednak do góry. Zrządzeniem losu na kilka sekund chmury się rozrywają co pozwala ugruntować pozycję i podejść pod ścianę. Widzimy nawet jakąś dwójke schodzących wspinaczy (wydawało się nam, że zbłądzili) lecz nie nawiązujemy z nimi kontaktu. Skała w którą wchodzimy jest mokra i przez to śliska. Mchy i trawki mokre, tarcie kiepskie. Mimo, że teren może dwójkowy to odpadnięcie z tego podejścia skutkowało by upadkiem do podnóża ściany. Nie wiedzieliśmy nawet czy idziemy właściwą drogą. Czasem w ścianie widnieją stare haki. Linę wyciągamy na na ostanim stromszym miejscu. Wydostajemy się na rozległy taras i nim docieramy nad przełęcz. Stąd zjazd w nicość (cwangla nie chciała ustąpić). Dalej zaczyna się właściwa grań, podobno jedna z bardziej lufciatych w Tatrach. Jasiu ciągnie jak maszyna do góry. Butki wspinaczkowe ubieramy na drugim stanowisku (należy uważać przy przebieraniu aby nie zrzucić obuwia w przepaść). Po zmianie obuwia dalsza droga to finezja. Piękna tarcie, trudności nie wygórowane lecz ekspozycja znaczna. Na chwilę od słowackiej strony opona chmur się rozrywa i możemy zobaczyć sporo luftu pod sobą i kawał Tatr. Jedno czy dwa trudniejsze miejsca i wkrótce jesteśmy na wierzchołku (2290) wpisując się do zeszytu. Na Żabią Wyżnią wykonujemy zjazd. Problemem na chwilę stała się zablokowana przy ściąganiu lina (końcówka zaklinowła się szczelinie), którą jednak Jasiu uwolnił wspinając się do feralnego miejsca. W sumie po 3 zjazdach osiągamy ścieżkę schodzącą w dół do piargów. Czujnie bacząc by nie zbłądzić w urwiska docieramy do śniegu na piargach. Nie mieliśmy czekanów więc najkrótszą drogą trawersujemy do piargów i nimi schodzimy jak najniżej. Potem już do szlaku i do słońca. Z Popradskiego Plesa rowerami w kilka minut osiągamy auto w Strebskim. Do domu znów 5 h przez Wisłę. Po północy melduję się w domu. Warto było się trudzić na tą fantastyczną przygodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FZabiKon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 43-lecia klubu w Piasecznie|Szmałochowie - Tadek, Basia, Artur, Tomek, Adam i Ania z Piotrusiem i Wojtusiem, Aga i Piotrek z Ignasiem, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Kamil Liwocha z żoną, Maciek Rurański z dziećmi Natalią i Igorem, Marzena i Rysiek Widuch z synem, Justyna, Sonia, Henryk Tomanek, Olek Kufel, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Bianka Witman-Fulde, Ziga Zbirenda, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz sporo dzieci i osób towarzyszących + 1 pies |14 - 16 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sporo osób w różne dni na &amp;quot;naszym&amp;quot; uroczym miejscu w okolicy skały Cydzownik. Trochę wspinaczki, zabawy i jaskinie Piaskowa oraz Wielkanocna. Znów wiele wspomnień ale również i plany na przyszłość. No, może refleksja nad upływającym czasem nie jest tak wesoła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Flecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Czarnej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kamil Liwocha, &amp;lt;u&amp;gt;Maciek Rurański&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek, &amp;lt;u&amp;gt;Michał Trąbski&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow. |07 - 08 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd oczami Michała:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i żarty się skończyły, idziemy  do tatrzańskiej jaskini. Ta oczekiwana chwila wreszcie nadeszła. Jaskinia Czarna - szósta co do wielkości w Polsce, ponad 7 kilometrów długości. Brzmi nieźle, tylko co to oznacza dla nas? No, ale wyzwanie to drugie imię naszej dzielnej grupy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy meldujemy się punktualnie pod domem naszej kierowniczki Asi. Pakujemy się do auta w piątkę, a tu zdziwienie – brakuje miejsca w bagażniku! Gumofilce skutecznie utrudniają zamknięcie klapy. Kombiak Kamila pęka w szwach. Parę rzeczy na kolana i jedziemy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podróż mija w bardzo wesołej atmosferze. Liczne żarty o zrywaniu szanta, odpadaniu od ściany i lustrach tektonicznych powodują, że podróż mija w oka mgnieniu. Jesteśmy w Kirach. Szybkie pakowanie na jutro no i nasz pierwszy wieczorek zapoznawczy. Żartom nie ma końca.  Dojeżdża nasz instruktor Mateusz. Surowym okiem ocenia sytuację, no, ale siada w końcu z nami. W jego oczach widać duże zaniepokojenie – czy chłopaki jutro dadzą radę? My nie mamy wątpliwości. O godzinie 1.00 rozgania towarzystwo - idziemy spać. W końcu o 6.00 trzeba wstać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano szybka pobudka, śniadanie i wyjazd. W Dolinie Kościeliskiej meldujemy się koło 7.20 no i start. Dość wymagające podejście i pod jaskinią jesteśmy o 9.00. Wchodzimy. Maciek zaczyna poręczować później ja. Idzie sprawnie. Jesteśmy w głównym ciągu. No i problem – gdzie jest wejście do Partii Tehuby? Znaleźliśmy. Trzeba zaporęczować. Grześ idzie pierwszy, później ja. Przy wspinaczce kawałek skały zostaje mi w ręku. Tak, to był jeden z moich punktów podparcia. I znów to bardzo miłe uczucie lotu zgodnie z prawami fizyki. Trochę obijam się o skały, ale żyję. Dzień jak co dzień w „Nocku”.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzamy Partie Tehuby. Przechodzimy przez fantastyczne korytarze, sale. Kilka zjazdów na linie, kilka wspinaczek. Przeprawa przez jeziorko. No i te upragnione lustra. Dla kogoś kto nie był jeszcze w tatrzańskich jaskiniach robi to duże wrażenie. W między czasie Mateusz ze swoją świtą próbują różnych manewrów wystawienia nas do wiatru. I czasami im się to udaje. Docieramy do końca, krótki odpoczynek i wracamy. Po wyjściu z Partii Tehub  zwiedzamy jeszcze olbrzymią salę Francuską. Zwijamy liny i wychodzimy. Jest 17.00. 7,5 godziny w jaskini minęło w oka mgnieniu. Schodzimy. Po drodze kilka lekcji z geologii oraz topografii Tatr. Zaczyna lekko padać. Docieramy na parking. No i okazuje się po raz kolejny, że członkowie grupy kursantów są niezniszczalni. Szczególnie widać to po Maćku który zjada swojską kiełbasę która leżała 12 godzin przy oknie w aucie. Żyje do dziś. Wyjazd można uznać za szczególnie udany!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to widział Maciek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Gdyby ktoś chciał napisać książkę na podstawie naszego wyjazdu i zastanawiał się nad tytułem to na pewno byłaby to &amp;quot;Logistyka&amp;quot; :D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama akcja jaskiniowa zaplanowana była na sobotę ale, że przyświecała nam &amp;quot;Logistyka&amp;quot; to w stronę Tatr wyruszyliśmy już w piątek wieczorem. Można by pomyśleć, że auto było za małe jak na pięć osób i ilość zabranego bagażu ale chyba po prostu zabraliśmy zbyt dużo... &amp;quot;Lepiej nosić jak się prosić&amp;quot; w tym przypadku się nie sprawdziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sam dojazd częściowo upłynął na śmiechach, hihah, różnych opowieściach o otwartych nożach i poręczowaniu bez liny ale nie zabrakło też poważniejszych zajęć. Zapoznanie się z planem i opisem jaskini oraz próby wypracowania taktyki akcji jaskiniowej zajęły dość sporą część dojazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
22:00 - zakwaterowanie, sprawdzenie sprzętu, worowanie lin i integracja. )Na szczęście ekipa była zgrana i nie była jej obca umiejętność szybkiego spania bo z planów, że pójdziemy wcześniej spać żeby się wyspać nic nie wyszło.D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowana pobudka była zbędna, wszyscy i tak wstali wcześniej D. Szybkie śniadanie i w drogę. Dojście z pełnym ekwipunkiem od parkingu do otworu jaskini zajęło 1:40 min. Do pokonania było 6 km i 400 m wzrostu wysokości. Biorąc pod uwagę ilość sprzętu i konieczność szukania otworu &amp;quot;Logistyka&amp;quot; wypadła wzorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejscu szybka zmiana ubrań, sprawdzenie sprzętu i ustalenie kolejności wejścia. Kierownik grupy stanowczo trzymał się wyznaczonych czasów więc wszystko szło zgodnie z planem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sama akcja jaskiniowa trwała prawie 8 godzin. Wspominając &amp;quot;Logistykę&amp;quot;, było kilka wpadek ale długość akcji nie była spowodowana konsekwencjami tych wpadek tylko ciekawością kursantów. Nie ma co ukrywać. Nikt nie chciał wychodzić !!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden wyjazd a ilość bezcennej wiedzy, którą mieliśmy okazję zdobyć nie da się opisać. Nad całością akcji czuwał instruktor, kierownik kursu oraz bardzo doświadczona koleżanka z zaprzyjaźnionego klubu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót mimo trudnego technicznie zejścia zajął 1:47 min. Wszyscy byli zmęczeni ale porównywalny czas podejścia i zejścia pokazuje, że nie był to szczyt możliwości kursantów, którzy deklarowali, że chcą więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Należą się ogromne podziękowania dla bardziej doświadczonych kolegów i koleżanek, którzy z chęcią wzięli udział w wyjeździe kursowym i podzielili się swoją cenną wiedzą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fczarna+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Romanka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 06 2019}}&lt;br /&gt;
Marszowo-biegowa wycieczka przez ciekawy rejon Beskidu Żyw. do którego niewątpliwie można zaliczyć masyw Romanki (1366). Z Sopotni Wlk. bez szlaku na grzbiet Romanki. Potem na przemian biegnąc i idąc osiągamy Rysiankę. Stąd zbiegamy do Sopotni. Pogoda idealna, widoki obłędnie.&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia, które jednak nie oddają zapachów i muskania lekkiego wiaterku - http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Romanka-lato&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - jaskinia Czarna|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 06 2019}}&lt;br /&gt;
Choć w ostatnim czasie mieliśmy dość napięty grafik, to jednak już nas ciągnęło w Tatry Z konieczności wyjazd dopiero po powrocie Łukasza z nocki. Stąd pomysł na szybką Czarną. Cała ekipa była podekscytowana wyjazdem, jaskinią i pozostałą częścią ekipy. Dawno już nie byliśmy w takim gronie na wyjeździe :]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano w dolinie wymijaliśmy tłumy turystów, spoglądając na nadciągające ciemne chmury z lekkim niepokojem. Na podejściu duszno. Do jaskini wchodziliśmy dopiero o 12:30. Pokonując całkiem sprawnie kolejne zjazdy, trawersy i wspinaczki, na prowadzeniu zmieniamy się co chwilę, bo każdy chyba już trochę za tym tęsknił. Idziemy obejściem Węgra, na trawersie nad Węgrem spotykamy szybką dwójkę z Dąbrowy. Zamieniam z chłopakami parę słów, czekając aż zwolnią ostatni punkt. Nad Smoluchem robimy krótką przerwę. Mamy problem ze ściągnięciem liny ze studni Imieninowej, Łukasz wraca na górę by rozwiązać złodzieja i zjeżdża opuszczany przez Bogdana. Ku naszemu zaskoczeniu po wyjściu na powierzchnię jest nie tylko jasno, ale też ciepło i słonecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fczarna+trawers&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jurajski Szlak Rowerowy &amp;quot;Orlich Gniazd&amp;quot;|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, dwie osoby z klubu (w pierwszym dniu Adam i Tatiana - &lt;br /&gt;
os. towarzyszące)|01 - 02 06 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasę pokonaliśmy od Częstochowy do Krakowa czerwonym szlakiem rowerowym  (pociągiem dojazdówki). W intrenecie można znaleźć mnóstwo relacji i oposów wychwalających tą trasę i w naszej opinii jest świetna. Nie trzeba wcale daleko wyjeżdżać, żeby przeżyć fajną przygodę. Jak na grotołazów przystało nocleg spędziliśmy w jaskini Jasnej, która jest idealnie na środku trasy. Szlak poprowadzony jest najciekawszymi zakątkami naszej Jury (około 50/50 drogi asfaltowe, szutry-leśne dukty-piachy). Cały dystans to niespełna 200 km. Oznakowanie szlaku, który pokonaliśmy w pierwszym dniu (Częstochowa-Smoleń) wystarczające, natomiast w drugim dniu kilkakrotnie wspomagaliśmy się GPS i trakiem z https://www.orlegniazda.pl/Trasy/Pokaz/12398/jurajski-szlak-rowerowy-orlich-gniazd/1533&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ćwiczenia w Podlesicach|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Kamil Liwocha, &amp;lt;u&amp;gt;Maciek Rurański&amp;lt;/u&amp;gt; i Michał Trąbski|25 05 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejne ćwiczenia z kursantami  w terenie za nami. Losy zaplanowanego wyjazdu stały pod znakiem zapytania praktycznie do ostatniej chwili! Ostatecznie pogoda dopisała, a kursanci spisali się rewelacyjnie. Jak zwykle szlifowali podchodzenie, zjeżdżanie, przepinki ale nie zabrakło też nowych elementów jak trawersowanie na napiętej linie czy zjazdu z odciągiem. Mimo ciężkiej pracy wszyscy dobrze się bawili. Czas leciał szybko, a towarzystwo i cenne rady bardziej doświadczonych klubowiczów pozwoliły wyciągnąć z wyjazdu jak najwięcej dobrych technik potrzebnych do eksploracji jaskiń. Biorąc pod uwagę minę instruktora, który nie wydawał się już tak przerażony jak podczas pierwszego wyjazdu widać, że kursanci robią postępy i chcą się uczyć. Wszyscy z niecierpliwością czekają na kolejny wyjazd.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FPodlesice+kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - wędrówki górskie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|20 - 23 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy w Pszczelinach w pierwszy dzień przebieżka &amp;quot;ścieżką jodły&amp;quot; na Magurze Stuposiańskiej. W drugi dzień przechodzimy odludny Otryt. W trzeci dzień wszyscy pojechali na wycieczkę do Lwowa więc robię sobie dość ambitną wycieczkę rowerowo-pieszą. Należy dodać, że niemal ciągle padało/lało. Po pierwszym zjeździe jestem już kompletnie ufifrany z błota. Potem już się niczym nie przejmuję pokonując górskie, leśne drogi w dolinie Wołosatego i Sanu. Nie złe podjazdy i piękne zjazdy (zwalniam gdy błoto zaklejało mi oczy). Kierując się mapą zataczam niemal 50-kilometrową pętlę z przerywnikiem na piesze wyjście z Mucznego na Bukowe Berdo (Szołtynia - 1201). Strażniczka parku gorąco odradzała mi wyjście gdyż chwilę wcześniej spanikowani turyści uciekali przed niedźwiedziem, który rzekomo grasował na szlaku. Jakoś mnie to nie przeraziło i spokojnie zrealizowałem cel. Na połoninie za to musiałem się zmagać z totalną zlewą i przygniatającym wiatrem. Na zakończenie w Pszczelinach myję sprzęt w wezbranej rzece a potem ciepły prysznic i zasłużony reścik przed nocną podróżą autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Bieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Olsztyńska/Wszystkich Świętych|&amp;lt;u&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr|19 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie niedzielny wypad na Sokole Góry. Mamy do zamknięcia niedokończoną sprawę z jaskinią Wszystkich Świętych / Olsztyńską.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We Wszystkich Świętych przechodzimy Herbertem do dna, zalegamy dłuższą chwilę w jaskini prowadząc dysputy o życiu, a następnie wracamy i próbujemy przejść dołem do Olsztyńskiej. Dla Pitera jaskinia jest łaskawa, mnie złośliwie nie puszcza zmniejszając zacisk gdy tylko się do niego zbliżam. Finalnie nie udaje mi się przepchnąć dołem, wracam na tarczy górą na powierzchnię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ogólnie niedziela bardzo relaksacyjna, żadnego pośpiechu czy patrzenia na zegarek. Dodatkowo udaje nam się dotrzeć do samochodu chwilę przed dotarciem burzy nad Olsztyn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/image.php?path=.%2F2019%2Fwzystkich%20swietych%2Fjaskinia-olsztynska-wszystkich-swietych-9.JPG&amp;amp;showall=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - marszobieg na Skrzyczne|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł klubu) oraz inne osoby|19 05 2019}}&lt;br /&gt;
Po wieczorno - nocnej imprezie ruszamy na Skrzyczne. Ja marszobiegiem, początkowo zielonym szlakiem a potem różnie. Pogoda piękna, kondycja średnia. Na szczycie po godzinnym oczekiwaniu nadchodzi reszta ekipy. Później z Esą zbiegamy w kilka chwil FISowską nartostradą do Szczyrku. Kolejny raz uświadomiłem sobie, że podbieg (zwłaszcza stromym zboczem) jest najmniej ekonomicznym sposobem poruszania się (lepiej szybko podchodzić a siły zachowywać na podbiegi łagodniejszymi odcinkami).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Ruda Śląska - GROT|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek oraz wiele, wiele innych osób, stowarzyszeń, firm i organizacji|18 05 2019}}&lt;br /&gt;
Nocek pomagał przy kolejnej (już 9) edycji gry terenowej GROT, którą organizuje Klub Młodzieżowy Stowarzyszenia Świętego Filipa Nereusza w Rudzie Śląskiej. Gra odbywała się w lasach na pograniczu Rudy Śląskiej, Katowic i Mikołowa. Trasa obejmowała około 20 km i posiadała 20 punktów z zadaniami. Nie było czasu i okazji byśmy odwiedzili inne punkty niż te obsługiwane przez nas samych, ale z wypiekami na policzkach słuchaliśmy o cgodzeniu po drzewach, przeprawach przez rzekę, paintballu, jeździe na skrętnym rowerze i wielu, wielu innych... Podczas gdy Grzegorz, zmuszał uczestników do podnoszenia ciężarów nad rzeką, ja i Łukasz przełamywaliśmy ich lęk wysokości na moście tybetańskim. Długość mostu wynosiła 34m, w najwyższym miejscu był zawieszony 13m nad ziemią. Kończył się zjazdem z drzewa (na którym Łukasz uwił sobie gniazdko i spędził cały dzień). Wszyscy uczestnicy przeszli przez most, nawet ci najmniejsi (9 lat). Na zakończenie grill na przystani, rozdanie nagród i podziękowania dla wszystkich którzy zdecydowali się wesprzeć akcję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć z mostu tybetańskiego: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FGROT &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY: XXX-te spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz grotołazi z różnych klubów|18 05 2019}}&lt;br /&gt;
Jak co roku pod patronatem Speleoklubu Bielsko Biała a konkretnie Jurka Ganszera odbyło się XXX-te już spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego. Tym razem celem jaskiniowym była turystyczna (ale też ciekawa) jaskinia Zbraszowska Aragonitowa do której szacowni weterani mieli darmowe wejście. Ponieważ jaskinia powstała głównie za sprawą wód geotermalnych to średnia temp. (+14 st.) jest najwyższą w czeskich jaskiniach. Po za tym w niższych partiach w powietrzu zalega sporo dwutlenku węgla co udowadnia gasnąca świeczka po obniżeniu na lince kilku metrów. Drugim celem w tym rejonie jest Hranicka Propast (owczywiście tylko na brzeg, obecnie nawet nie można zejść do wody). To niesamowicie ciekawy obiekt jaskiniowy. W tej chwili to najgłębsza zalana studnia na świecie, jej głębokość (zmierzona) przekracza 400 m (nurkowanie Starnawskiego do - 275) czyli dno znajduje się poniżej poziomu morza. Po etapie jaskiniowym koledzy i koleżanki jadą na imprezę do Cienkowa a ja z Esą do Szczyrku na inną imprezkę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej o tych jaskiniach można przeczytać tu: http://telezbyszek44.pl/Republika-Czeska--Zbraszowskie-Jaskinie-Aragonitowe-.php&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Weterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia Jurka Ganszera:  https://photos.app.goo.gl/2vuubw9ykV7P7PMB8 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej informacji na stronie SBB: https://www.speleobielsko.pl/jaskiniw/item/3651-2019-05-18-19-xxx-wyjazd-dla-weteranow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Polica|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Gabriela M. (os. tow.)|12 05 2019}}&lt;br /&gt;
Niemal w ciągłym deszczu wejście na Halę Krupową z Sidziny. Potem przejście na Policę (1369) i próba zejścia niebieskim szlakiem. Ścieżka jednak zatarasowana pokotem powalonych drzew co ostatecznie powoduje odwrót tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Kursowy wyjazd na skałki do Birowa|Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Grzegorz Szczurek z żoną i dziećmi, Kamil Liwocha, Maciek Rurański z dziećmi i Michał Trąbski|11 05 2019}}&lt;br /&gt;
Łut szczęścia, albo dobrze opłacony szaman spowodował, że zaplanowany na kursowy wyjazd dzień, był jedynym słonecznym i ciepłym wśród szeregu mokrych i zimnych dni w ostatnim czasie. &lt;br /&gt;
Kursanci po raz pierwszy zmierzyli się z ,,prawdziwą&amp;quot; skałą na kursie. Podchodzili, schodzili, zjeżdżali, przepinali się i tak w kółko, przez cały dzień. Dużo intensywnej nauki, dużo chodzenia na linach i dobrej zabawy też (mamy nadzieję). Trochę znajomych twarzy - spotkaliśmy inne śląskie kluby na skałach. I dobra zabawa dla dzieciaków - zwiedzanie Grodu, wspinanie, namioty i huśtawka między skałami. &lt;br /&gt;
Zarówno kursanci, jak i instruktor z niecierpliwością czekają następnego wyjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|HISZPANIA: wyjazd wspinaczkowy|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr K., Anna G.|30 04 - 05 05 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zalozeniem wyjazdu był wspin w rejonie Costa Blanca ,a konkretnie w okolicy miasta Calp. Tam mieliśmy nocleg na 3 noce. Po przylocie do Valencji wynajęliśmy auto i pojechaliśmy do miejsca docelowego. Dwa następne dni przeznaczyliśmy w pełni na wspin. Udaliśmy się w pobliskie rejony (ok 15 min autem od Calp) Sierra de Toix i Olta. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Wybór dróg pod względem trudności, długości i rzeźby jest ogromny. Tylko w jednym z tych miejsc można by siedzieć z tydzień. Do tego tarcie  i pogoda jak marzenie. Robimy drogi od IV do VI.2 . Ludzi mało, nawet jak na tak duży rejon. Na Olcie spotkaliśmy tylko jedna grupę wspinaczy. Trzeciego dnia chcieliśmy jechac do nieco bardziej odleglej Selli, ale niestety pogoda pierwszy raz krzyżuje nam plany. Cały dzień zbierało się na burze . Dla odmiany poszliśmy na pobliski szczyt turystyczny Ifac. Piękne widoki na cale Calp i wybrzeże. Wieczorem pojechaliśmy do Walencji skąd następnego dnia mieliśmy lot powrotny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Wiercica|&amp;lt;u&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, na miejscu Myszków, Bielsko, Łódź|28 04 2019}}&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, odwiedzam Myszków w trakcie ich corocznego biwaku pod Wiercicą. W planach mam szybkie obskoczenie Wiercicy i powrót do Wiernej na kilka dłuższych chwil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To, co spotyka mnie w pierwszej z wymienionych sprawia, że odpuszczam z Wierną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Myszków tak wspaniale przygotował Wiercicę, że nie sposób było „zaliczyć jaskinię na szybko”. Położone liny zapraszały na dwie trasy: bezpośrednio w dół do sali głównej, oraz droga nad dnem z finalnym zjazdem i metą obok „ołtarza”.  Fantastycznie zaporęczowana góra pozwoliła na zabawę wszystkimi możliwymi technikami poruszania się na linach. Były trawersy, firanki, wspinaczka, zjazdy, przepinki, a wszystko to w malowniczej oprawie przepięknej jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdecydowanie za rok mam zamiar tam wrócić i jeszcze raz poświęcić tej dziurze swój czas. Tym razem zarezerwuję go o wiele więcej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fwiercica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Szkolenie z technik poręczowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ponad 20 osób z innych klubów|26 04 2019 - 28 04 2019}}&lt;br /&gt;
Początkiem &amp;quot;długiego weekendu&amp;quot; uczestniczyłem w szkoleniu z poręczowania organizowanym przez PZA. Zajęcia odbywały się na górze Birów. W piątek odebrałem z dworca dwie osoby z Wrocławia i Wałbrzycha i wspólnie dojechaliśmy na Podzamcze. Po rozłożeniu namiotów dołączyliśmy do ludzi przy ognisku, gdzie do późnych godzin wieczornych rozmawialiśmy.&lt;br /&gt;
Następnego dnia po szybkim śniadaniu i dobraniu się w pary, każda parka dostała swój kawałek skały do zaporęczowania. Instruktorzy surowo oceniali nie tylko nas, ale również nasz szpej. W moim przypadku skończyło się tylko na pouczeniu :) W czasie zajęć było czuć wzrok instruktorów, którzy wyłapywali najmniejsze błędy. Każdorazowo, po zaporęczowaniu odcinka skały, było wspólne omawianie naszych &amp;quot;arcydzieł&amp;quot; oraz dostawaliśmy wytyczne, o jakie kolejne elementy mamy wzbogacić naszą &amp;quot;poręcz&amp;quot;. W pierwszy dzień każda para zaporęczowała po trzy &amp;quot;stanowiska&amp;quot;.&lt;br /&gt;
Niedziela niestety nie była już taka udana, ze względu na pogodę. Lało całą noc, a wraz z nastaniem dnia, sytuacja się nie zmieniła. Zajęcia przyjeły bardziej formę wykładu, niż zajęć praktycznych, przez to wartość szkolenia znacząco spadła. Pomimo pełnego zaangażowania instruktorów, którzy cały czas aktywnie nas angażowali w czasie zajęć, nie wyniosłem takiej wiedzy, na jaką się nastawiałem. Same warsztaty polecam i na pewno będę się zgłaszał w kolejnych edycjach :)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Rysia|Łukasz Piskorek &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2019}}&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy ranek był dla nas porankiem dylematów, z jednej strony mieliśmy wolny dzień i mieliśmy ochotę spędzić go aktywnie, z drugiej strony naszym powiekom i objedzonym brzuchom ciężko było się przeciwstawić grawitacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo z niechęcią, a później z coraz bardziej rosnącym zapałem zebraliśmy się, spakowali i pojechali na Jurę w okolice Rodak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszej kolejności odwiedziliśmy jaskinię Józefa. Jeden, choć dość długi jak na Jurę zjazd tylko rozbudził w nas smak na ,,liny”. Pochodziliśmy chwilę po jaski, odwiedzając kilka korytarzy i szczelin, wdrapując się to tu, to tam. Po wyjściu czując niedosyt lin oraz czasu spędzonego w jaskini poszliśmy jeszcze do Jaskini Rysiej, wiedząc, że tam spędzimy trochę więcej czasu i przejedziemy przez więcej przepinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę więcej lin, błota i podchwytliwych prożków. Przedostatni zjazd wąską szczeliną zawsze budzi we mnie trochę niechęci, bo wiem, że w drodze powrotnej grawitacja zamiast pomagać, będzie jedynie przeszkadzać. O dziwo tym razem, czerpiąc chyba nauki z wszystkich poprzednich razów, wyjście było dla mnie całkowicie bezproblemowe. Trochę jeszcze tylko się napociliśmy przy wyjściu ostatnią szczeliną, ale chłodny wiatr na zewnątrz szybko nas osuszył. Miły spacer do auta i powrót na wieczór do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Frysia%20i%20jozefa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - Wlk. Krywań|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde|22 04 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjście (bez nart) na Wlk. Krywań (1709) od dol. Vratny. Okoliczności pogody bardzo różne, od burzy z piorunami po śnieżyce. Zejście przez Krawiarską dolinę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Grochowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr K. (os. tow.)|20 04 2019}}&lt;br /&gt;
8 różnej trudności dróg (od V do VI.2). Wokół pusto i spokojnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Adepcie|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 04 2019}}&lt;br /&gt;
W Podzamczu przy zamku o dziwo pustki. Robimy kilka dróg na Adepcie (od V - VI.2; tą trudniejszą Paweł). Piękna pogoda na wspinanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FAdept&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Jaskinia Czarna| Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Ola Skowrońska oraz Mateusz Golicz|13 04 2019}}&lt;br /&gt;
Rano ok. 9 nasza czwórka wyruszyła w stronę dobrze znanej jaskini Czarnej, choć my z Iwoną nie byliśmy w niej już ponad rok. Naszym celem były partie Królewskie. Zalegający śnieg  skutecznie utrudniał dojście do jaskini. Po przebraniu się w jaskiniowe kombinezony, zjechaliśmy zlotówką. Skutecznie brneliśmy do przodu. Po przejściu partii Królewskich i zjechaniu z do smolucha, byłem zdumiony, że ta nasza Czarna potrafi jeszcze zaskoczyć. Ładna szata naciekowa i bardzo ciekawe wspinanie! Później był powrót z deporęczem ( reporęczem?) do otworu i myk do samochodów :)   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - szkolenie zimowe|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|11 - 14 04 2019}}&lt;br /&gt;
W Betlejmce na Hali Gąsienicowej w ramach szkolenia zimowego wyjście na Świnicę (2308). W trakcie poszczególnych dni zajęć treningi w poruszaniu się z lotną asekuracją, zakładanie zjazdów z różnych stanowisk, sytuacje awaryjne oraz kolejna powtórka lawinowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FBetlejmka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, osoba X, Marek Jezierki-Krupa, Anna Kącka|05 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Projekt planowany od dłuższego czasu. Z uwagi na brak większej ilości wolnego czasu planujemy przejść Tatry Wysokie w 3 dni. Plan był taki: Start w Tatrzańskiej Jaworzynie – podejście dol. Zadnich Koperszadów – Chata Przy Zielonym Stawie – Baranie Rogi i dalej aż do Popradzkiego Stawu i powrót przez dol. 5 Stawów do Łysej Polany. Jak na 3 dni to bardzo napięty plan o znacznych przewyższeniach i dziennych odległościach, ale wydawał się realny. Ekipa zapowiadała się też mocna, szczególnie pod względem kondycyjnym. Niestety plany sobie a rzeczywistość sobie, w końcu na pogodę i niestrawność wpływu nie mamy:). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądało to tak: Wyjazd w czwartek popołudniu. Z Tomkiem i Michałem śpimy na Głodówce, Ania z Markiem w Zakopanem. Rano podjeżdżamy jednym autem do Tatrzańskiej Jaworzyny i parkujemy na terenie Uniwersytetu Żylińskiego (parking niby płatny, ale dogadujemy się z właścicielami i nic nie płacimy. Panie chyba nie wierzyły, że filance puszczą Nas w Tatry o tej porze roku i niewiele się mylą bo po 5 min. Marszu zatrzymuje Nas samochód TANAPu i parkowiec każe zawracać itd. Ale po krótkiej argumentacji puszcza Nas i wyjaśnia, że przekaże informację dalej żeby piątki polskich skiturowców nikt się już nie czepiał – miło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastawialiśmy się na długi marsz bez śniegu przez Jaworową i Zadnich Koperszadów, lecz śnieg zaczął się bardzo wcześnie, więc szybko zakładamy narty na nogi i depczemy misiom po piętach. Cała dolina była wydeptana przez niedźwiedzie, do tego trafiliśmy na 2 misiowe kupy – niedźwiedzie ewidentnie nie trawią kukurydzy. I o ile nie musieliśmy się zbytnio martwić zagrożeniem lawinowym – była „jedynka” – o tyle strach przed niedźwiedziami zaczął się nasilać. Na szczęście bez zbędnego towarzystwa docieramy na Przeł. Pod Kopą po wchłonięciu pięknych widoków na Tatry Bielskie, zjeżdżamy do Chaty Przy Zielonym Stawie. Odcinek od startu do schroniska pokonujemy w bardzo dobrym czasie i dobrze bo czekało nas jeszcze podejście kolejnych 850 hm na Baranią Przeł, lecz już w znacznie większych stromiznach. W schronisku odpoczywamy jakieś 45 min. Ciesząc się, że akcja przebiega sprawniej niż planowaliśmy. Na Baranią Przeł. docieramy również w bardzo dobrym czasie, ale mi odcina energię tuż przed przełęczą i zaczynam się czuć kiepsko. Do Chaty Teryho zjeżdżamy w mocno zaoranym, choć miękkim śniegu i na miejscu jesteśmy jakoś ok. 15, więc po ok. 8 godzinach z odpoczynkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście udaje nam się załatwić noclegi na glebie, choć z krzywą miną opiekuna schroniska – „Polacy nigdy nie rezerwują noclegów…”. Popołudnie i wieczór spędzamy przy piwie i daniach schroniskowych oraz w oczekiwaniu na godzinę 22, kiedy to pozostali bywalcy pójdą grzecznie spać. Spać poszliśmy natychmiast. Dostaliśmy nawet materace, koce i poduszki! Niestety po około godzinie łapie mnie mocne zatrucie i pozostałą część nocy spędzam w niezbyt przytulnym schroniskowym kibelku i już wiem, że plany na kolejny dzień trzeba będzie modyfikować, jeśli w ogóle dożyję do rana… Efekty gastryczne wspomagał bardzo silny wiatr wiejący w nocy, więc czułem się jak na morzu. Rano decydujemy się na zakończenie akcji, ale jakoś trzeba jeszcze wydostać się z Tatr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się na powrót przez Lodową Przełęcz żeby dotrzeć bezpośrednio do samochodu. Po śniadaniu – kto mógł ten jadł – wyruszamy około 10:00 na przełęcz. Z powodu braku widoczności idziemy na trzech GPSach, a i tak gubimy drogę podchodząc gdzieś pod ściany Lodowego Szczytu i zamiast 1,5 godziny, dojście na przełęcz zajmuje nam ok. 2,5 godz. Wywiany śnieg na Lodowej nie pozwala na zjazd z samej góry. Schodzimy więc ok. 30 m i zakładamy narty. Zjazd w bardzo przyjemnym śniegu – lekko zmrożone podłoże z 10 centymetrową warstwą świeżego i nawianego śniegu. Niestety nie można było się za bardzo rozpędzać z powodu kiepskiej widoczności, przez co zjazd zabiera nam sporo czasu i kilka razy zatrzymujemy się tuż nad przepaściami tudzież progami. Dalej zjazd płaskim dnem doliny przez leśny labirynt. Całą dolinę jechaliśmy w lekkim deszczu, a niby krótkie podejście i zjazd zajmuje nam praktycznie cały dzień. Ostatnie ok. 4 km idziemy na nogach, choć można było jeszcze zapinać narty i zjeżdżać metodą „Na Damiana”, ale jakoś szkoda nart… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień część mojego sprzętu bierze do swoich plecaków reszta ekipy, za co im serdecznie dziękuję, bo było ze mną naprawdę kiepsko. Koniec końców, decyzja o powrocie uważamy za bardzo słuszną, bo w takiej pogodzie nie zaszlibyśmy daleko, a brak pewności co do noclegów na kolejne noce mocno podnosił ryzyko pogmatwania sytuacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam cały wyjazd za bardzo udany i pouczający – nikt z Nas nie zabrał leków na problemy żołądkowe – bardzo pomocne było również wcześniejsze zaplanowanie wszelkich wariantów wycieczki. Resztę trawersu zostawiamy sobie na przyszłość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Ania z Markiem w niedzielę wracają w Tatry Słowackie i podchodzą do Zbójnickiej Chaty, następnie na Zawracik Równieńkowy – Czerowną Ławkę i zjeżdżają do Chaty Terhego i do Starego Smokowca – wszystko w bardzo dobrym czasie – szykuje się mocna ekipa na przyszłe wyjazdy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FTatryWys-skitury&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar, Przemysław Styrna, Jakub Nowak, Krzysztof Kukułka, Sylwia Gołosz, Bartosz Berdel, Florian Małek; Robert Matuszczak (WKTJ); Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków); Agnieszka Gajewska i Krzysztof Recielski (SW) z nastoletnią Gają; chwilami też Miłosz Dryjański (KKS)|30 03 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Ponieważ kilka lat temu odszedł na emeryturę Richard Feichtner - dobra, przychylna jaskiniom dusza, a zarazem odkrywca i eksplorator jaskini Feichtnerschachthöhle - pogorszyły się stosunki krakowskiego klubu z dyrekcją kombinatu narciarskiego na Kitzsteinhornie. W konsekwencji nastąpiło sześć lat przerwy w działalności w tej jaskini, a kiedy już udało się w końcu wrócić, warunki bytowe na miejscu nie były już tak dobre, jak za dawnych lat. Niegdyś spaliśmy na materacach w cichej i spokojnej piwnicy, zlokalizowanej w podziemiach &amp;quot;Alpincenter&amp;quot; - zaplecza dla narciarzy mieszczącego restaurację, sklep, punkt informacyjny itp. Tym razem zostaliśmy zmuszeni do wykupienia noclegów w prawdziwych łóżkach, w jedynym zlokalizowanym na interesującej nas wysokości hotelu, który zresztą kieruje swoją ofertę głównie do grup młodzieży. Podniosło to znacząco koszt wyprawy, ale i również pogorszyło nasz sen - bo jak wiadomo, wieczorami młodzież na obozie sportowym przede wszystkim hałasuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle po stronie narzekań. Pozytywów było dużo więcej: podczas mojego tygodniowego pobytu na drugiej połowie wyprawy udało mi się trzykrotnie być w jaskini, z czego raz na dwuszychtowym biwaku. Mierzyłem nowo odkryte galerie, udrażniałem przekop i szarpałem wory, tym razem zupełnie nie martwiąc się, gdzie w tym wszystkim jakiś ogólny sens i ogólna logika. Budujący jest fakt, że tyle osób przyjechało na wyprawę, o której z góry było wiadomo, że będzie sprzątająco-deporęczująca. Przykładowo, przez trzy bite szychty wyciągaliśmy piach z ciasnego korytarza tylko i wyłącznie po to, żeby dostać się do starego biwaku, na którym pozostały zdeponowane w 2013 roku sprzęt oraz jedzenie. Mimo wszystko, odkryliśmy i skartowaliśmy ponad 400 m nowych ciągów - w tym sto metrów pokaźnych rozmiarów, dobrze udekorowanej naciekami galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji jaskiń udało mi się również podziałać trochę na nartach. W niedzielę z Florkiem i Furkiem podeszliśmy na lodowiec Kammerkees i zjechaliśmy kawałek po pysznym śniegu doliną potoku Schranbach, wracając do kombinatu przez przełęcz Nördl. Kammerscharte i w sumie podchodząc ok. 400 m. W środę razem z Florkiem i Przemkiem odbyliśmy długą wycieczkę wokół szczytu Tristinger. Najpierw zjechaliśmy znad przełęczy Schmiedingerscharte na północny zachód, aż do położonego w dolinie Schaunberg-Mittelalmu. Następnie przez Lakaralm i Winterkarl dostaliśmy się na przełęcz Winterkarlscharte, skąd zjechaliśmy z powrotem na bazę. Ponieważ okazało się, że na jednym z postojów zostawiłem języki do butów narciarskich, musiałem spory kawałek się wrócić i tego dnia zrobiłem w sumie 2160 m podejścia. W czwartek, po akcji w jaskini, nie chcąc marnować pięknego popołudnia podszedłem samotnie około 250 m na przełęcz Schmiedingerscharte. W piątek, po szybkim wyszarpaniu wora z wlotówki, wybrałem się z Agatą i Furkiem pod szczyt Kitzsteinhorn, zjeżdżając niebalanie nachylonym stokiem z wysokości ok. 3060 ponownie na lodowiec Kammerkees i potem żlebem spod Nördl. Kammerscharte. W sobotę, tuż przed powrotem do domu, powtórzyłem z Furkiem trasę mojej &amp;quot;wyprawy po języki&amp;quot;: najpierw pyszny zjazd po północnych stokach z Winterkarlscharte do Lakaralm i z powrotem tą samą drogą na fokach; w sumie 590 m zjazdu, a następnie tyle samo podejścia w niecałe dwie godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jura  - Kryspinowska, Pychowicka, Twardowskiego|&amp;lt;U&amp;gt;Emil&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr, osoby towarzyszące|30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Uczestnicy: Emil, Maciek, Piotr, osoby towarzyszące&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Robimy sobie objazdówkę pod Krakowem: w planie Jaskinia Kryspinowska, Pychowicka (Wiślana), Twardowskiego z przyległościami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kryspinowska zaskakuje mnogością miejsc do zabawy – wszystkiego jest po trochu. Rozbiegamy się po dziurze odwiedzając jej liczne zakamarki, trochę przepychamy przez ciasnoty, trochę staramy się nie powpadać do mini jeziorek. &lt;br /&gt;
Bardzo przyjemna jaskinia dla początkujących.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pychowicka (Wiślana) to wielkie zaskoczenie. Ulokowana niedaleko Jaskini Twardowskiego, zachwyca swoimi mytymi (niestety nielicznymi) korytarzami i niezwykle wygodnym, piaszczystym podłożem. Warto odwiedzić obiekt póki jeszcze istnieje – podobno ma zostać poświęcony na rzecz planowanej tu obwodnicy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Twardowskiego – klasyk, czyli zabawa w „kto znajdzie tabliczkę”. Dochodzimy z Piterem do wniosku, że albo metry robią się z wiekiem coraz krótsze, albo te jaskinie jakoś się dziwnie kurczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po odwiedzeniu dziur urządzamy sobie tradycyjny spacer na Zakrzówek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura++-+Kryspinowska%2C+Pychowicka%2C+Twardowskiego &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spacery po śniegu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ekipa z Poznania i Sopotu|29 - 30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Dostałam zaproszenie od Piotrka z WKTJ na dołączenie do wyjazdu jaskiniowo - powierzchniowego. Niestety część jaskiniowa trochę mnie ominęła z konieczności wcześniejszego powrotu w niedzielę. Wyjechaliśmy w piątek i w sobotę z rana rozchodzimy się po Tatrach. Część ekipy rusza do jaskini Czarnej, reszta (w tym i ja) na spacer powierzchniowy. Podchodzimy dostępnym fragmentem doliny Tomanowej, brodząc w śniegu, którego trochę dosypało od ostatniego tygodnia. Pogoda ani zimowa, ani wiosenna. Śniegu nadal dużo (choć w dolinie wytopiony), ale z powodu wysokiej temperatury (całą drogę szłam w krótkim rękawie) miękki i mokry, na jego powierzchni utrzymywała się warstewka wody. Nawet się cieszyliśmy, że tego dnia wybraliśmy się na powierzchnię, bo szkoda byłoby schodzić pod ziemię w takim słońcu. Niedziela równie pogodna i ciepła. Pomachałam rano na pożegnanie ekipie jaskiniowej, odprowadziłam ich wzrokiem do doliny i sama wsiadłam do PKSu, którym miałam wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy + nie duże jaskinie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2019}}&lt;br /&gt;
Start z Blanowic. W wiosennym słońcu śmigamy na rowerkach w stronę Morska. Po drodze, od strzału odnajdujemy Jaskinię na Śmigówkach. Wlot w formie nie wielkiej studni do której schodzimy. Do ciasnych korytarzy się nie zapuszczamy bo nie mamy kombinezonów. Dalej przez Morsko w stronę Ligotki. Tu znów po drodze wchodzimy do Jaskini w Dziadowej Skale. To nie duża dziura, która w zamierzchłych czasach stanowiła schronienie człowieka pierwotnego. Następnie przez Podlesice, Rzędkowice i Parkoszyce docieramy do ładnego jeziorka gdzie łapię gumę ale do auta już było blisko. Trasa bardzo ciekawa a pogoda piękna. Czas już na wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|egzaminujący: Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, egzaminowani:Stanisław Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec. Ponadto: trzeci instruktor egzaminujący oraz egzaminowani kursanci z KKS|24 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis wkrótce, tymczasem trochę kultury na podsumowanie kursu:'''&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Rysiek najlepszy jest, ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bez niego kurs zupełnie traci sens,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''jego cytaty będą wspominać pokolenia,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bo wyjście do jaskini nie może obyć się bez małego marudzenia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wiemy, że nie zamieniłbyś chwil z nami''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na skrzynkę z browarami! &amp;lt;3''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Mateusz godziny spędził na uczeniu nas topografii znajomości,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''z dużą dawką cierpliwości. ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Doliny walne zaliczone ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''nawet jedno wyjście do jaskini obiadem zakończone.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Z nim zjechaliśmy na Marmurowej dno,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''było fajnie, że ho ho!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Asia dzielnie nam kurs organizowała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''swój czas wolny poświęcała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na nasze maile odpowiadała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''a nawet wodę lewarowała!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wlk. Brytania - Góry Kambryjskie +Lake District|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące |21-24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejny raz udało mi się wyskoczyć na 3 dni do Wielkiej Brytanii. Obrałam dwa cele: Park  Lake District w płn-zach. Anglii oraz Góry Kambryjskie w Walii, z najwyższym szczytem Snowdon. &lt;br /&gt;
Lake District to piękna i tajemnicza kraina jezior i gór. Tajemnicza dla mnie, bo aura jaka tam panuje za każdym razem jak ją odwiedzam jest dość...dżdżysta, deszczowa i pięknie ponura:) W sam raz, aby oderwać się od codzienności. Ponoć jest to bardzo popularna destynacja turystyczna. Ja tego nie odczułam i może dlatego tak mi się tam podobało. Punktem wypadowym mojej jednodniowej  wycieczki była wioska Coniston, skąd można dojść na piękny szczyt The Old Man of Coniston. Mniej więcej połowę trasy zrobiłam w nie-deszczowej aurze, a drugą czyli ten odcinek najbardziej widokowy-w deszczowej. Myślę, że zdjęcia w większej mierze oddadzą charakter tego terenu, tak różny od naszych Tatr czy Beskidów.&lt;br /&gt;
Kolejny cel mojego szybkiego wypadu to najwyższy szczyt Walii-Snowdon (1085 m.n.p.m.). Ukształtowanie terenu w przypadku tutejszych Gór Kambryjskich jest podobne-ogromne, niezalesione tereny, puste, dostojne. Wystarczy przejść przez pierwszą linię niskich zabudowań w wiosce Rhyd Ddu, przejść przez furtkę i znaleźć się na szlaku, w jakby zupełnie innym świecie, a po 3 godzinach cieszyć się widokiem ze szczytu. Szlak poprowadzony jest tak, że tworzy rodzaj pętli, podczas której można obserwować rozciągające sie widoki,  niczym nie przesłonięte surowe krajobrazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWlk+Brytania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2019}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad do jaskini Zimnej. W Tatry już zagląda wiosna, choć nadal dużo śniegu w wyższych partiach. Również nas on nie ominął, ponieważ pod otworem nadal dużo się go utrzymuje. Choć wszystko topnieje to zejście do jaskini całe oblodzone. Zajrzeliśmy tylko do korytarza Galeriowego i do sali nad Galeriowym. Prożek wywspinała Iwona, musiała bo nikt inny nie miał na to odwagi :) Syfoniku na szczęście nie trzeba było lewarować, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Wracaliśmy już po zmroku. Jako bonus, mieliśmy okazję obserwować tysiące żab w trakcie godów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|21 - 24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd chatkowy rozpoczynamy od podejścia z parkingu (ok. 950 m) doliną potoku Obersulzbach do Kürsingerhütte (2548 m). Śnieg zaczyna się już od samochodu. Podejście z plecakami dłuży się, mimo korzystnie w połowie drogi usytuowanej gospody Postalm, serwującej nam zimne piwo z alkoholem oraz bez. Tuż przed zmrokiem docieramy do naszej bazy noclegowej, zastając na miejscu czterech Austriaków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek przez lodowiec Obersulzbachkees wchodzimy na wierzchołek Grossvenediger (3667). Pogoda jest świetna, wręcz zbyt świetna, bo jest aż za ciepło i skutek jest taki, że śnieg nie dopisuje. Sam szczyt jest bardzo popularny; większość skiturystów podchodzi na niego od południa, toteż od przełęczy Venedigerscharte (3413) widzimy już wielu ludzi. Do &amp;quot;naszej&amp;quot; chaty wracamy wprawdzie jako pierwsi, ale stopniowo pojawiają się kolejne grupy zamierzające zdobywać Venedigera w słoneczny weekend i ostatecznie śpi nas tam czternaścioro (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nie planujemy nic zdobywać, a raczej w końcu zjechać po jakimś &amp;quot;fajnym&amp;quot; śniegu. Wychodzimy więc pod przełęcz Geigerscharte (na wysokość 3100). Cel zostaje osiągnięty - do wysokości 2400 m zjeżdżamy po nieco zbitym, ale jednak bardzo przyjemnym, lodowcowym śniegu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tych corocznych, tradycyjnych już wyjazdach zwykle odwiedzamy dwa różne schroniska Alpenverein. Tym razem dochodzimy jednak do wniosku, że przy panujących w górach warunkach (dobra pogoda, sporo śniegu, niskie zagrożenie lawinowe) wszędzie będą tłumy. Ponieważ tymczasem własnie zaczyna się wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn, to wdrażamy planowanie oportunistyczne i postanawiamy połączyć ze skiturami integrację międzyklubową, wbijając się krakusom na ich &amp;quot;bazę przejściową&amp;quot; - chatkę jaskiniową pod Lamprechtsofen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wstajemy wcześnie rano i jedziemy do miejscowości Fusch an der Glocknerstrasse. Stamtąd o siódmej wyruszamy w stronę szczytu Zwingkopf (3113). Na niebie ponownie &amp;quot;lampa&amp;quot;, a na parkingu ponownie dużo samochodów. Przez pierwsze sto metrów wysokości musimy nieść narty, ale wkrótce wkraczamy ponownie w prawdziwą zimę. Sam wierzchołek osiągnął tylko Marek, ja i Monika zadowoliliśmy się położoną pod nim przełeczą (ok. 3000) - co i tak oznaczało, że tego dnia odrobiliśmy uczciwe 2000 m podejścia. Zjazd w każdym razie był wyśmienity, jeden z najlepszych tego sezonu: jednego dnia zjeżdżaliśmy zarówno po delikatnie przewianym puchu, jak i po firnach. Po szybkim pakowaniu, jeszcze przed północą udaje się nam dotrzeć z powrotem na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące i pies Snooker|17 03 2019}}&lt;br /&gt;
Pogoda na niedzielę zapowiadała się świetna, a ja posiadałem kilka godzin czasu wolnego, więc szybko nie myśląc zadzwoniłem w sobotę wieczorem do kolegi, który rzucił hasło &amp;quot;barania&amp;quot; bo stwierdził, że nie był na niej kilka lat. Ja w sumie nie protestowałem. Wyruszyliśmy rano, zabierając po drodze mamę znajomego, która chciała abyśmy ją odstawili na przełęczy Kubalonka, bo miała w planach użyć swoich skiturów. Śniegu jeszcze sporo, choć był bardzo mokry pod wpływem słońca i wiosennych temperatur. Auto zostawiliśmy na przełęczy i ruszyliśmy w stronę szczytu. Zapomniałem, że od kubalonki jest tyle asfaltu, co trochę zniechęcało, bo nie po to pojechałem w góry. Za to widoki z wieży były cudne. Tatry prezentowały się majestatycznie. Później szybki powrót do auta  i popołudniu byliśmy w Katowicach.&lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
będą później ;)&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Załęcze Wielkie - III Forum Spelogiczne|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; i około 180 osób z różnych klubów|15 - 17 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne, trzecie już forum, tym razem odbywające się w Załęczu Wielkim. W piątek tradycyjnie odbyły się wycieczki, uczestnicy odwiedzili jaskinie rezerwatu &amp;quot;Węże&amp;quot;. Po kolacji odbyły się Ogólnopolskie Jaskiniowe Zawody Sprawnościowe. Kolejne dwa dni to odbywające się wykłady i prelekcje na różne tematy. Poczynając od geologii, przez paleozoologię, aż po luźniejsze dyskusje na temat zawartości apteczek i sposobu biwakowania w jaskiniach. Dla chętnych na bardziej aktywne spędzenie Forum, możliwy był udział w wycieczkach terenowych, a dla dzieci w dedykowanych zajęciach. Wieczorem w sobotę odbyło się wręczenie nagród zwycięzcom zawodów oraz konkursów fotograficznego i kartograficznego. Forum jak zwykle było dało możliwość dowiedzenia się kliku nowych rzeczy o jaskiniach oraz wymiany zdań i doświadczeń pomiędzy grotołazami i klubami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; + Justyna i dwie koleżank|10 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem bez nart w kiepskiej pogodzie wejście od słowackiej strony (Oszczdnicy) na szczyt. W schronisku tylko dwóch ludzi. Śniegu jeszcze dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skitura do dol. 5 Stawów|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + 1 czł. klubu|09 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obserwując pogodę od tygodnia wydawało się, że z weekendu sobota będzie najlepsza na turę. Pierwszy stopień zagrożenia lawinowego + w miarę ładna pogoda do południa powinna wystarczyć na osiągnięcie planowanego celu minimum czyli Koziego Wierchu. Słońce i brak wiatru na parkingu w Palenicy pozwolił nawet snuć plany o przełęczy Szpiglasowej… ale osiągając schronisko w „piątce&amp;quot; wiedzieliśmy już, że z halnym nie wygramy. Ambicja górska nie pozwoliła nam na odwrót prosto z schroniska, choć każdy z nas wiedział, że wyjście wyżej ma zerowe szanse na sukces – poszliśmy w górę doliny do czasu … kiedy przewracało nas przy zmianie kierunku i przesuwaliśmy się na fokach w odwrotnym kierunku. Pozostał tylko powrót do schroniska „wykorzystując” żeglarskie umiejętności – przepinka i w dół. Pocieszeniem dla nas był jedynie fakt, że w tym samym czasie odbywały się zawody skiturowe, których meta była w schronisku na piątce – TPN zakazał zjazdu z Zawratu- więc nikt wyżej nie poszedł. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Palenica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2019}}&lt;br /&gt;
Znów szybki szpil. Z Sopotni, podejście na przełaj, przecinakami leśnymi na Palenicę (1339). Wyżej mgła. Z szczytu zjazd trochę inną linią. Śnieg był idealny. Miękka warstewka świeżego śniegu na twardym podłożu, które jeszcze skutecznie pokrywa wszystkie wykroty. Zjazd więc adekwatny do warunków - przewspaniały. W dodatku urozmaicony teren pozwala realizować narciarskie fantazje w realu. Zbocze sprowadza nas do Sopotni Koloni. Tu przeprawa przez rozlany strumień i wkrótce kończymy kolejną przygodę przy aucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry-Skitur na Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;+2 os.tow.|02 03 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy jeszcze przed świtem, więc na szlaku jesteśmy chwilę po ósmej. Wybieramy podejściem długim szlakiem narciarskim od Kuźnic do Murowańca. Spotykamy tylko jednego zjeżdżającego narciarza, za to podchodzących skiturowców już znacznie więcej. Pogoda wydaje się być idealna-przeważa słońce a gdzieś daleko na horyzoncie widać niewielkie chmury. Ulżyło mi, bo dzień wcześniej pogoda była bardziej, niż kiepska. Docieramy do Murowańca, gdzie zastajemy oblężenie schroniska. Po odpoczynku ruszamy w górę i po ponad godzinie docieramy na szczyt Kasprowego. Tu znowu przerwa a następnie zjazd kotłem goryczkowym a później szlakiem w stronę Hali Kondratowej. Zjazd nie mógł być przy takiej pogodzie i przy takim śniegu nieudany. Od schroniska zjeżdżamy szlakiem narciarskim do Kuźnic a później prawie pod samo auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2019%2FKasprowy%20Wierch%2FIMG_20190302_084010.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sycylia - wspinanie|Iwona i Karol Pastuszka, osoby towarzyszące|23 02-2 03 2019}}&lt;br /&gt;
Podczas tegorocznego sylwestra, jeden ze znajomych rzucił hasło &amp;quot;A czemu nie zacząć sezonu wspinaczkowego trochę wcześniej? Na Sycylii w lutym będzie warun, a na dodatek jest tam taki rejon...&amp;quot;. Słowa nie zostały rzucone na wiatr i po święcie Trzech Króli, mieliśmy już zakupione bilety. Wylot z Katowic był w godzinach popołudniowych i wylądowaliśmy w Katanii późnym wieczorem. Po załatwieniu formalności z wypożyczalnią ruszyliśmy w stronę San Vito Lo Capo. Nocleg mieliśmy zapewniony w urokliwym miejscu z widokiem na morze, które każdego ranka podziwialiśmy jedząc śniadania na werandzie. Pierwszego dnia po przylocie ze względu na pogodę, czas spędziliśmy na zwiedzaniu San Vito i Erice. Wiało przeraźliwie, ale widok rozbijających się fal o skały wynagradzał chłód spowodowany wiatrem. Pierwszy dzień wspinaczkowy spędziliśmy w rejonie campu El Bahira, który jest bazą wypadową dla wspinaczy. W sezonie na pewno musi tętnić życiem, jednak na przełomie lutego i marca, był raczej wymarły. Skały na których się wspinaliśmy to skaliste klify, które ciągną się kilka kilometrów. Ilość dróg jest olbrzymia (pewno kilkaset!) i oferuje wspin na poziomie od 4a do 8b (w skali francuskiej). Drogi poprowadzone na klifach prezentowały odmienny styl, niż ten znane z naszej Jury. Przede wszystkim oferowały znakomite tarcie, pod tym względem czuliśmy się jak w Tatrach. Po drugie były zdecydowanie dłuższe 25-35 m. Pod tym kątem nawet &amp;quot;zwykła szóstka&amp;quot; była wymagająca kondycyjnie, dawała w kość, ale przez to dawała więcej satysfakcji po pokonaniu jej. Dodatkowo było trochę formacji, których nie uraczymy u nas, np. liczne tufy. Sumarycznie w San Vito Lo Capo i w rejonie Never Sleeping Wall spędziliśmy na wspinaniu 4 dni. Pogoda zdecydowanie dopisała, czasem było nawet aż zbyt ciepło. &lt;br /&gt;
W dni restowe zwiedzaliśmy saliny w Marsali, starożytne miasto Selinunt, grotę Mangiapane (kiedyś była w niej ludzka osada) i Palermo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSycylia&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny, zimowy obóz tatrzański KTJ PZA 2019|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, około 20 osób z różnych klubów|22-24 02 2019}}&lt;br /&gt;
W miniony weekend, odbył się w Tatrach, zimowy centralny obóz tatrzański organizowany przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego PZA. Celem szkolenia było podniesienie poziomu umiejętności technik zimowych wśród taterników jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia zaczęły się w piątek od wykładu, na którym zostały omówione rodzaje oraz użycie raków oraz czekanów i lawinowego ABC. Po wykładzie wyszliśmy na ćwiczenia. Doliną Małej Łąki podeszliśmy w rejon Głazistego Żlebu, gdzie znaleźliśmy odpowiednie miejsce na nasze ćwiczenia. Cała ekipa została podzielona na kilka mniejszych grup, które poruszały się pomiędzy stanowiskami ćwiczeniowymi. Ja zaczęłam od technik poruszania się z rakami i czekanem podczas podchodzenia i schodzenia, następnie ćwiczyliśmy poszukiwanie osoby zakopanej przez lawinę, przy użyciu lawinowego ABC (detektor, sonda, łopata). Na końcu ćwiczenia z hamowania czekanem, które były wyjątkowo udane ze względu na lód zalegający pod świeżą warstwą śniegu, przez co nasze zjazdy były dość szybkie i wymagały szybkich reakcji. W takich warunkach kontrola swojego zachowania była bardzo trudna, a już w przypadku upadku &amp;quot;znienacka&amp;quot; niemalże niemożliwa. Wieczorem, na bazie, omówiliśmy poruszanie się z asekuracją lotną i przećwiczyliśmy wiązanie się zespołów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia ćwiczyliśmy w rejonie Zawracika Kasprowego. Zaczęliśmy od budowy stanowiska zjazdowego z czekana, tudzież &amp;quot;czegokolwiek&amp;quot; innego. Następnie w małych zespołach wykonaliśmy przejście z asekuracją lotną. Miałam szczęście trafić do zespołu który musiał pokonać trudniejszy, skalisty teren, więc musieliśmy użyć punktów asekuracyjnych montowanych po drodze. Po wspinaczce, omówiliśmy zakładanie punktów &amp;quot;zimowych&amp;quot; z przyrządów do asekuracji w lodzie i zmrożonych trawkach. Dość swobodnie podeszliśmy do tematu ćwiczeń, podczas których każdy mógł wbić omawiane wcześniej igły, buldogi, mobidicki i inne o równie fantazyjnych nazwach. O ile bardziej przyłożylibyśmy się do tych ćwiczeń i naprawdę dobrego osadzenia punktów, gdybyśmy wiedzieli, że za chwilę naprawdę będziemy musieli zrobić sobie stanowisko zjazdowe! Tu również teren nas nie rozpieszczał, linia naszego zjazdu nie prowadziła po pochylni, a po zacięciu w ścianie tak, że musieliśmy naprawdę zaufać naszemu stanowisku. Trochę nieprzewidzianych problemów technicznych, jeszcze jeden zjazd i okazało się, że jesteśmy ostatnią grupą w terenie. Po powrocie na bazę, odbył się kolejny wykład, ostatni, o nawigacji w terenie i określaniu azymutu za pomocą mapy i kompasu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia, poszliśmy do Doliny Lejowej, gdzie po krótkim ćwiczeniu uświadamiającym jak łatwo zgubić obraną trasę podczas niekorzystnych warunków pogodowych, przeszliśmy do kolejnych ćwiczeń z poszukiwań za pomocą detektorów lawinowych. Tym razem ćwiczyliśmy sytuacje z dwoma uwięzionymi osobami. Następnie budowaliśmy stanowiska zjazdowe z grzybów śnieżnych, a na końcu kopaliśmy kopce śnieżne. Choć udało nam się wykonać dwa całkiem przyzwoite domki na niepogodę, to zabrakło czasu na ich wykończenie i dekorację. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie dokonaliśmy jeszcze szybkiego omówienia minionych dni i wymieniliśmy się pomysłami na następne takie szkolenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fobozzimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zch - Spalona Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka|24 02 2019}}&lt;br /&gt;
Była to pierwsza tatrzańska tura Andrzeja, więc padło na pobliską i dobrze nam znaną dolinę Rohacką. Plan A polegał na zdobyci Spalonej Kopy, plan B – jak będzie nam mało to szarpniemy się jeszcze na pobliskiego Pachoła. Z powodu mgły, która grała pierwsze skrzypce na tym wyjeździe nie do końca świadomie wybieramy plan C, czyli mijamy odbicie na Spaloną, więc odwracamy planowaną kolejność szczytów. Lecz tu do akcji wkracza 11-osobowa grupa słowackich skiturowców, krocząca przed nami. Podążamy ich śladami, myśląc że wybierają się co najmniej na Banikowską Przeł., no bo gdzież indziej – na tym etapie doliny innych celów już być nie może …, a jednak!&lt;br /&gt;
Znając opis podejścia na relatywnie nie trudną Banikowską Przeł. zaczynamy mieć lekkie obawy gdy Słowacy zakładają harszle… my po krótkim czasie wkładamy raki … coś dziwnie stromo … i do tego trochę sporo lodu … Dopiero docierając na grań (sporo za późno) sprawdzamy lokalizację i jakie jest nasze zaskoczenie gdy okazuje się, że jesteśmy na Spalonej Przeł. (Spalone Sedlo) - nazwę przełęczy poznałem dopiero w domu!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu decydujemy się na plan D – zjazd jak najszybciej, póki widzimy jeszcze siebie z odległości ok. 20m. Pierwsi jednak ruszają hardzi (jeden z nich przebierał się prawie do rosołu na przełęczy) Słowacy, zjechała 2/3 grupy i nagle słychać zgrzyt krawędzi o lód i jeden z hardych leci w dół!!! Spanikowana Słowaczka woła o pomoc 2 doświadczonych (na pewno wiekiem) Słowaków. Ci jednak nawet nie zerkają w ich kierunku, tylko mamroczą coś w rodzaju „jak spadł to się gdzieś pewnie zatrzyma”, albo „i tak już mu nie pomożemy”. Na szczęście ślizg okazał się nie długi i oprócz wypiętej narty nic się nie stało – ach te opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i my, lecz mgła robi się coraz gęstsza. Po pokonaniu stromizn mgła jest już irytująco gęsta i do końca nie wiemy czy aby czasem nie jedziemy pod górę. Dlatego też odpuszczamy sobie wejście na Spaloną Kopę i staramy się powoli tracić wysokość, co 100 m sprawdzając położenie. Na samym końcu trawersujemy zbocza Spalonej, aby ominąć slabozjeżdżalny, leśny fragment szlaku i znajdujemy wypatrzone jeszcze z dołu wycinki leśne z cudownym puchem – nimi docieramy na dno doliny i dalej na nartach do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wycieczki wynosimy jeden główny wniosek – rada „idziemy za nimi bo wyglądają jakby wiedzieli gdzie idą” to słaba rada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców Andrzejowi się podobało, owszem był zmęczony ale na skitury jeszcze pojedzie – tak przynajmniej powiedział😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSpaloneSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ); Erin Lynch (kierownik wyprawy, Hong Meigui CES), Sonia Meyer, &amp;lt;u&amp;gt;Carl Bern&amp;lt;/u&amp;gt; (Front Range Grotto), Jeffrey Goben (Colorado Grotto), &amp;lt;u&amp;gt;Kathleen Graham&amp;lt;/u&amp;gt; (Alberta Speleological Society); w organizacji bazy wydatnie pomagał nam Phil Rowsell (Hong Meigui CES)|14 - 23 02 2019}}&lt;br /&gt;
Po trzech latach przerwy udaje się ponownie zorganizować wyprawę do jaskini Luo Shui Kong. Działalność możliwa jest tylko zimą, ponieważ dwustumetrowej głębokości studnia wlotowa stanowi ponor całkiem pokaźnej rzeki. W sumie cieszymy się, że w ogóle działalność jaskiniowa jest jakkolwiek możliwa, bo za przewodniczącego Xi Jinpinga Chiny znów przeżywają fazę delikatnego zamknięcia na obcokrajowców. Mimo tego, że brytyjsko-amerykańskie wyprawy jaskiniowe działają w rejonie od wielu lat, lokalna policja wnikliwie analizuje naszą grupę. Musimy cierpliwie wyjaśniać, że dziewczyny również chodzą po jaskiniach i że naprawdę śpimy obok siebie, choć nie jesteśmy w związkach małżeńskich. Jeden z inspektorów wybiera się z Philem na naszą bazę i na miejscu prosi go, żeby pokazał mu swoją... szczoteczkę do zębów (na dowód, że rzeczywiście tu mieszka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierowniczka wyprawy - Erin Lynch - spóźniła się na samolot z USA i pod kilka dni jej nieobecności musimy wdrożyć środki zastępcze. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pracujący akurat w Chinach Phil Rowsell - z którym nigdy nie byłem w jaskini, ale z którym miałem do czynienia na takich czy innych jaskiniowych konferencjach - podjął się przygotowania dla nas bazy, a zatem wynegocjował dla nas warunki pobytu &amp;quot;u gospodarza&amp;quot; i załatwił wspomniany już meldunek na policji. Z kolei ja, jako jedyna osoba, która była na poprzedniej wyprawie, organizowałem samą działalność jaskiniową. Po dwóch dniach poręczowania byliśmy gotowi na zbadanie pierwszego celu eksploracyjnego: ciągu za wodą w najgłębszej części jaskini (na ok. -378). W tym rejonie ostatnio była w 2015 roku Katie, której to tajemnicza rzeka za błotnym progiem śniła się przez wiele lat. Do pomocy Katie werbuje niczego nieświadomego Carla. Jeff, poręczujący poprzedniego dnia z Katie pożycza Carlowi kombinezon typu &amp;quot;cerata&amp;quot;, a Sonia proponuje swoje neoprenowe ogrodniczki. Próbujący się wbić do damskiego neoprenu Carl dostarcza wieczornej rozrywki pozostałym uczestnikom wyprawy, zgromadzonym jak zwykle na bazie wokół elektrycznych grzejników. Nogi wchodzą, i choć szelek nie da się zapiąć, to jednak materiał ciasno opina tors Carla i wydaje się, że uda się mu w ten sposób pokonać krótki odcinek we względnie ciepłych wodach jaskiń Wulongu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd na przodek przebiega szybko i bez komplikacji. W krótkim czasie Katie i Carl przebierają się w cieplejsze kombinezony na błotnistym brzegu podziemnego strumienia. Akcja zaczyna się na dobre wejściem po błotnych stopniach, które Katie wykuła osobiście przed czterema laty. Czołganie, zejście po pochylni a następnie 20 m zjazd doprowadza w końcu na półeczkę nad wodą zbyt wąską, żeby na niej stać. Patrząc na rozciągające się przed nim jezioro, Carl rozumie już, dlaczego Jeff zrezygnował z towarzyszenia Katie na tej akcji. Będąc Kanadyjką - wprost z kraju lodu i śniegu - a także nurkiem jaskiniowym i jednocześnie osobą z dużym sentymentem do tego przodka, Katie bez zastanowienia wskakuje do wody i płynie za róg sprawdzić, co też znajduje się dalej. Carl czeka na wieści na półeczce. Po chwili słyszy potwarzane przez echo pytanie: &amp;quot;Idziesz?&amp;quot;. Co zrobić? Nie ma wyjścia, trzeba zsunąć się do wody. Tuż za rogiem jego oczom ukazuje się płaszczyzna jeziora, ciągnąca się po horyzont. Ściany są bardzo strome i nie mają żadnych stopni. Nigdzie też nie widać Katie. &amp;quot;No, miejmy to z głowy&amp;quot;, myśli Carl, &amp;quot;Jestem przecież dobrym pływakiem, pójdzie mi szybko&amp;quot;. Oczywiście pływanie w zbyt ciasnym neoprenie, w kombinezonie jaskiniowym, gumowcach na nogach, kamizelce ratunkowej, ciągnąc za sobą wora jaskiniowego jest totalnie nieefektywne. Ściany przesuwają się centymetr po centymetrze. Kiedy w końcu pojawia się światło Katie, ulga jest tylko chwilowa; Katie spogląda bowiem na wodę i dostarcza Carlowi wyobrażenia o dzielącej ich odległości. &amp;quot;Jasny gwint, to jest naprawdę daleko!&amp;quot;. Po chwili w żaden sposób nieizolowane od zimna ramiona Carla drętwieją. &amp;quot;No to pięknie, teraz umrę w jaskini w dziewczęcym neoprenie i w pożyczonym kombinezonie&amp;quot;, myśli Carl. Ostatecznie udaje mu się dopłynąć na tyle blisko, żeby dostrzec, że Katie nie wyszła na brzeg i wystaje z wody tylko od pasa w górę. Zdesperowany, Carl gramoli się na coś, co uchodzi za ląd w tym zapomnianym przez bogów miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Katie zdaje Carlowi sprawę ze swojego rekonesansu. Wygląda na to, że znajdują się w wielkim syfonie, później określonym na 120 m długości i 90 m szerokości. Nie ma żadnej widocznej drogi naprzód. Katie zmaga się z rozczarowaniem, po tylu latach marzenia o połączeniu tego przodka z jaskinią San Wang Dong. Carl zmaga się z faktem, że zimne, podziemne jezioro stoi teraz pomiędzy nim, a resztą jego życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nieudanej próbie obejścia syfonu bocznym ciągiem, stojąc na suchym, choć błotnistym lądzie zespół przymierza się do kartowania. Carl odkrywa, że ledwo jest w stanie otworzyć szczelny worek z przyrządami. Próbuje poinformować o problemie partnerkę, ale słowa jakoś się nie kleją. Po kilku urwanych sylabach, Katie stawia mu diagnozę: &amp;quot;Nohoho, ktoś tu chyba ma przypadek umbli?&amp;quot; (objawy hipotermii po angielsku: stumble, fumble, mumble, grumble), po czym obejmuje go ramieniem. Przez chwilę debatują nad odwrotem w imię bezpieczeństwa. Oznaczałoby to jednak, że ktoś będzie musiał tu wrócić na kartowanie. Za kilka godzin, przy ciepłym obiedzie na powierzchni, będzie trudno się z tej decyzji wytłumaczyć reszcie ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie udaje się wypracować pewien kompromis. Carl z grubsza może notować; zrobią po prostu zgrubne notatki, a szczegóły uzupełnią z pamięci. W drodze z powrotem do jeziora, Katie opowiada, jak przygotowywała się do nurkowania w zimnych syfonach biorąc zimne prysznice. Carl dochodzi do wniosku, że ludzie tacy jak Katie nie rodzą się z odpowiednimi genami. Oni po prostu każdego dnia podejmują decyzje, które stopniowo czynią ich coraz większymi skurczybykami.  Dla porównania, każdy ciepły prysznic, który Carl wziął tego roku, pogarszał jego gotowość na obecnie przeżywaną podróż przez hipotermię. Tyle w sprawie chińskich jaskiń, będących przecież na ogół wielkimi, suchymi jak pieprz tunelami. Kiedy tylko zaczynają się trochę ruszać, Carl odzyskuje możliwość wypowiadania się pełnymi zdaniami. Odkrywa za to, że ma kłopoty z oddychaniem i że żebra bolą go przy każdym głębokim wdechu. Powoli dociera do niego, że problem leży chyba w zbyt ciasnym neoprenie. Ogrodniczki, które trzymają go przy życiu, jednocześnie próbują go zabić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Katie przymierza się do udokumentowania jeziora. Proponuje, żeby Carl wyznaczył punkt stojąc w wodzie, wskazując go swoją czołówką, w czasie kiedy ona przepłynie i dokona pomiarów. Carl wetuje ten pomysł: &amp;quot;Nie zamierzam stać w tej wodzie. Kiedy już wejdziemy do jeziora, płynę na drugą stronę i się nie zatrzymuję&amp;quot;. Przyjmując ze zrozumieniem konieczność uproszczenia rysunku, Katie zanurza się i rozpoczyna przeprawę na drugi brzeg. Zmniejsza jasność swojej czołówki - nie po to, żeby oszczędzać baterię, ale raczej żeby ukryć przed swoją wyobraźnią wijące się masy białych ryb i kijanek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Carl płynie jako drugi. Próbuje najpierw kraulem, potem żabką, potem pieskiem. Tak czy siak, płynie bardzo wolno. Ramiona znów mu drętwieją, ale tym razem nie jest to dla niego zaskoczeniem i perspektywa śmierci w zimnej wodzie nie jest już aż tak intensywna. W końcu udaje się mu dotrzeć na półeczkę, na której Katie wielkodusznie puszcza go przodem. Pozostaje już tylko pokonać rozgrzewającą, 20 metrową pochylnię w błocie o konsystencji biegunki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie wyprawy: w sumie umieściliśmy w jaskini 850 metrów liny żeby sprawdzić powyższy mokry przodek oraz pewien gigantyczny, suchy tunel, ktory nie mógł się tak po prostu skończyć. Jednak ku naszemu rozczarowaniu, obydwa główne &amp;quot;tematy eksploracyjne&amp;quot; zakończyły się w połowie wyprawy - kiedy to Mateusz i Ola opuszczali bazę. Sprawdziliśmy też kilka bocznych ciągów, odnotowanych na tej oraz na poprzednich trzech wyprawach. Znaleźliśmy też kilka nowych jaskiń, które prawdopodobnie łączą się z LSK, ale nie było czasu na ich dokładne zbadanie. W czasie wyprawy zbadaliśmy ok. 1.5 km korytarzy, ustanawiając znaną długość jaskini na około 8.6 km. Choć jest jeszcze kilka znaków zapytania, nieprędko pewnie będzie miała miejsce kolejna wyprawa do Luo Shui Kong. Ciąg w jaskini San Wang Dong (77 km długości) kierujący się w stronę LSK urywa się studnią, jest on więc pewnie bardziej porywającym punktem startowym do poszukiwania połączenia między San Wang Dong, Er Wang Dong i Luo Shui Kong - którego znalezienie mogłoby doprowadzić do powstania systemu jaskiniowego o długości ponad 130 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uczestnicy wyprawy dziękują za wsparcie Administracji Dziedzictwa Kulturowego i Historycznego Okręgu Wulong, Administracji Okręgu Wulong, rodzinie Yu oraz Instytutowi Geologii Krasu Chińskiej Akademii Nauk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Tekst: Carl Bern, redakcja: Kathleen Graham, wstęp i przekład: Mateusz Golicz''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od południa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Jaworska oraz 1 członek klubu|10 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęceni warunkami z ostatniego tygodnia ponownie uderzamy na Skrzyczne lecz tym razem za cel bierzemy południowe zbocza. Podchodzimy szlakiem od Ostrego U góry bardzo mocny wiatr. Po przerwie w schronisku zjeżdżamy na przełaj wprost na południe. Początkowo wiatr zatrzymywał nas w miejscu lecz troszkę niżej warunki były idealne a zjazd do dol. Potoku Malinowskiego zaliczać można do najpiękniejszego w Beskidach. Wszystko pod lazurowym niebem w otoczeniu białych szczytów. W dolinie po przetartym szlaku z &amp;quot;łyżwy&amp;quot; szybko docieramy do auta. Zrobiliśmy 722 m przewyższenia i ok. 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Skrzyczne2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + członek klubu|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotne plany wyjazdu dotyczyły Tatr, ale wiadomo 3 stopień lawinowy i halny szybko je zweryfikował. Trasę wybraliśmy pod kątem dłuższego turowania i liczyliśmy na przyzwoity zjazd. Niestety po odpoczynku w schronisku rozpadało się, śnieg stał się mokry i tępy co zmusiło nas jedynie do zjazdu bez historii do auta. Jedyną smutną obserwacją jest stan drzewostanu bukowego zniszczonego przez masy śniegu na grani. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż dziw bierze jak wschodnie stoki Srzycznego diametralnie różnią się od przeciwnej strony. Brak szlaków, nartostrad a co za tym idzie brak ludzi. Tym razem wystartowaliśmy z Podlasu. Po mokrym śniegu podchodzimy na wprost zostawiając za sobą i pod sobą mglistą szarość. Ostatnie stromizny pokonujemy zakosami wydostając się na szczyt Skrzycznego (1257) pełnego przywyciągowych narciarzy choć i skiturowców też kilku było. Krótka chwila w schronisku i szybko w dół rozkosznym zjazdem po owych stromiznach a potem łagodniej w lesie. Bez szwanku docieramy do auta. Zrobiliśmy 750 m przewyższenia i 7 km dystansu. Był to nasz trzeci zjazd w tą &amp;quot;dziką&amp;quot; stronę i każdy można zaliczyć do bardzo atrakcyjnych pod każdy względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSkrzyczne &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Zgadaliśmy się ze Strzelcem, że oboje mamy wolną sobotę i chęć wybrania się gdzieś, jednak żadne z nas jakoś nie miało ani weny, ani specjalnych chęci wymyślić co robimy. Poza mglistym ,,jedziemy w góry” nie mieliśmy pomysłu co robić. W sobotę rano, spakowani na wycieczkę, otwarliśmy w samochodzie mapę i zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na Beskidzkie szczyty, żaden z nich nie wydał nam się oryginalnym pomysłem, szukaliśmy czegoś nowego i dostosowanego do pogody, ale jednak czegoś co można by nazwać ,,konkretnym” wyjściem. Godzina (8:30!) też miała duży wpływ na poszukiwanie miejsca destynacji. Szukając coraz bliżej, trafiliśmy palcem na mapie na Beskid Mały i najwyższy jego szczyt Czupel (930m). Tak więc pojechaliśmy do Czernichowa, stamtąd weszliśmy na wspomniany Czupel, niebieskim szlakiem przez Suchy wierch. Pogoda wiosenna, blisko 10 stopni na plusie i nawet za mocno nie wiało (halny w Tatrach!). Jednak topniejący śnieg okazał się bardziej uciążliwy niż się spodziewaliśmy, mimo wydeptanych śladów i tak zapadaliśmy się jeszcze bardziej, po kolana, a czasami bardziej. Moje buty na szczycie już chlupotały :}. Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem przez Przysłop i Suchy Groń. Co okazało się śmiesznym pomysłem gdzieś w okolicach żółtego szlaku. Poza zapadaniem się w śnieżnej brei, deptaliśmy po wodzie do kostek, która z się wytopiła ze śniegu i pod nim płynęła. Uciekliśmy ze szlaku, jak tylko pojawiła się możliwość zejścia odśnieżonymi uliczkami. Choć wycieczka była bardzo fajna i przeszliśmy około 11km i zrobiliśmy nieco ponad 600m przewyższenia, to czułam się zmęczona nie mniej niż jakbym poszła na solidną ,,wyrypę&amp;quot;… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria od dol. Suchego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów na Czantorię. Tym razem od Doliny Suchego Potoku. Kilka lat temu podchodziliśmy tym niezwykle stromym jak na Beskidy podejściem lecz co najwyżej teren był przyprószony śniegiem a zjechać musieliśmy natrostradą. Tym razem śniegu było dużo a warun wymarzony do zjazdu (na twardym podłożu warstwa świerżego puchu). Podchodzimy prawym orograficznie skłonem doliny, której zbocza robią się później strome i tylko podejście licznymi zakosami pozwala zdobywać teren. Po wydostaniu się na szlak zaliczamy szczyt Czantorii (995) by w chwilę później w śnieżnej zadymce mknąć w dół pięknym bukowym lasem. Celem był zjazd wąwozem lecz po kilkudziesięciu metrach zjazdu tym wąskim parowem zacząłem się zapadać do głębokich jam, które pojawiały się pod naporem nart. Śniegu optycznie było dużo lecz zalegał na wierzchołkach głazów bez konkretnego podkładu (wina spływającej tam wody). W ostatnim więc możliwym momencie wydostaję się z wąwozu na strome zbocze by kontynuować zjazd lasem najpierw równolegle do rozpadliny a później optymalnym wariantem ku dolinie. Jak zwykle szybko osiągamy dno doliny i w kilka chwil jesteśmy przy aucie w Polanie. Czantoria od tej strony oferuje ciekawe pod względem skiturowym możliwości dla bardziej wymagjących narciarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSuchy%20Potok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasrowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Tadek Szmatłoch|26 01 2019}}&lt;br /&gt;
W Tatrach pełnia zimy. Wyruszamy z Kuźnic w kilkustopniowym mrozie. Pod jaskinię docieramy po przetartej ścieżce. W trakcie przebierania, dochodzi do nas kurs z Krakowa. Czując ich oddechy na plecach, szybko wrzucamy resztę rzeczy do plecaków i wskakujemy do dziury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kasprowa Niżnia jest moją ulubioną jaskinią, a ostatni raz w Tatrzańskiej jaskini byłam już jakiś czas temu, więc wyszło na to, że wpadłam do dziury jak narkoman na głodzie chcąc pożreć wszystkie wspinaczki i poręczówki sama. Nie było po drodze żadnej wody, która by mnie zatrzymała. Po pierwszej euforii wyhamowuję dopiero gdzieś w okolicach partii Sylwestrowych, kiedy zaczyna się robić zdecydowanie ciasno, a moje nienasycenie przemienia się w ciekawość, bo do tego miejsca nigdy wcześniej nie dotarłam. Kręcimy się tu przez jakiś czas i zaglądamy w różne korytarze. Znudzeni zażądamy odwrót. Deporęczem zajmują się chłopaki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Rycerskiej nie kierujemy się w stronę wyjścia, a zbaczamy do korytarza prowadzącego do Syfonu Danka. Tam również jeszcze żadne z nas nie było. Trochę nas zaskoczył ten odcinek jaskini, każdy spodziewał się czegoś innego. Niemniej, zaskoczeni jesteśmy na plus! Kiedy w końcu docieramy do syfonu, zachwycamy się jego przejrzystością i dumamy nad tym co siedzi w głowach ludzi, którzy decycują się na nurkowanie w jaskini... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do wyjścia. Choć przebieramy się w środku jaskini, to udało nam się przez otwór dostrzec jeszcze ostatnie odcienie dnia. Na powierzchni dalej mróz i do tego prószy śniegiem. Próbowałam jeszcze ukoronować ten dzień zjazdem na worze, ale szlak w żadnym miejscu nie był na tyle stromy, żeby mi się to udało... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|20 01 2019}}&lt;br /&gt;
Dość krótki wypad do Brennej. Ostatnia fala ocieplenia z zeszłego tygodnia wytopiła sporo śniegu, a ten który zostawiła, skryła pod szczelną skorupką lodu. Nic nowego nie nasypało więc szlak/droga dość daleko posypany piachem. Dopiero wyżej zaczyna się przyjemny puszek. Nasz pierwszy w tym sezonie. Z zachwytu zapominamy o pierwotnym planie i po wejściu na Kotarz zjeżdżamy i podchodzimy różnymi drogami i lasem tak żeby trenować (i delektować) zjazdy. &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fkotarz&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie – jaskinia Lamprechtsofen|Mateusz Golicz, Ola Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, dwie osoby z klubu, Miłosz Dryjański (KKS) oraz grotołazi z klubu z Salzburga i z Niemiec: Joe, Sebi, Alex, Martin, Markus, Schorsch, Toni, Andy; Jorg i jeszcze dwie osoby|18 - 20 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni ciekawej działalności za sprawą Mateusza, który zorganizował akcję do systemu Lampo. W pierszy dzień Mateusz z Olą, Magdą  i Bogdanem. wybrali się na skiturach w stronę szczytu Schwalbenwand (2011) a pozostali na spacery po okolicy. Wieczorem wszyscy (my dojechaliśmy wprost na spotkanie) spotykamy się na prelekcji Mateusza Golicza w siedziebie austriackiego klubu, która się mieści w jednym z pomieszczeń pałacu w Salzburgu. Wykład o eksploracji masywu Goll z udziałem m. in. legendy tuejszej speleologii Walterem Klappacherem spotkał się dużym zainteresowaniem sporej grupy obecnych. Jeszcze wieczorem ustalamy szczegóły akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do Lampo miała na celu dotarcie do Mondhalle (+300 m) i przetestowanie urządzenia – cavelink. Urządzenie to pozwala na komunikację tekstową bez kabla na spore odległości w jaskini. Oprócz tego mieliśmy wynieś niepotrzebny sprzęt oraz śmieci. Z kolei Mateusz chciał naprawić uszkodzone mocowanie jednej z drabinek. Podzieleni na dwie polsko - austriackie grupy realizowaliśmy zaplanowane zadania. Obecnie Lampo to jedna z najgłębszych jaskiń świata (najgłebsza w Europie) a różnica między najwyższym otworem (CL 3) a dolnym wynosi 1735 m co stanowi najgłębszy trawers jaskiniowy świata. 60 km korytarzy daje pojęcie o potędze tej dziury. Pierwsze kilkaset metrów jaskini latem jest udostępnionych dla turystów.  Zimą dostępna jest tylko dla grotołazów. Przez kilkadziesiąt lat eksploracji pokolenia grotołazów założyły tu setki drabinek, lin, bolców i różnego rodzaju patentów w celu łatwiejszego posuwania się w górę jaskini. W jednym z zalanych korytarzy jest nawet tratwa, którą trzeba przepłynąć kilkadziesiąt metrów. Niemniej jednak poruszanie się wymaga trochę gimnastyki. Po 5 godzinach udaje nam się dojść do Mondhalle (ok. + 300 m) i ku naszemu zdumieniu udaje się nawiązać łączność z Miłoszem, który był w wstępnych partiach jaskini. W drodze powrotnej spotykamy natomiast Mateusza z Olą i Iwoną przy feralnej drabince a na końcu Miłosza, który jeszcze siedział przy cavelinku. Pozostali z jaskini wyszli wcześniej. Chatka w której mieszkaliśmy znajduje się kilkadziesąt metrów od otworu co jest kolosalnym ułatwieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na ogromne opady śniegu przed naszym przyjazdem, wszystkie drogi prowadziły wąwozami w śniegu a w górach było wysokie zagrożenie lawinowe. Wstaliśmy o świcie. Najbepzpieczniejszy w okolicy był właśnie Schwalbenwand, na który wyszliśmy na skiturach. Było mroźno lecz u góry słonecznie. Zjazd był przecudowny. Przez wielkie polany w otoczeniu szczelistych szczytów po wspaniałym śniegu. Zrobiliśmy 1200 m deniwelacji i niespełna 9 km dystansu. W południe ruszamy w droge powrotną do domu tak jak i reszta ekipy (którzy też odbyli krótkie wycieczki po okolicy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia (reszta trochę później): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FLampo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria przez Gahurę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2019}}&lt;br /&gt;
W górach śniegu moc. Robimy szybki wypad w upatrzone 2 lata temu miejsce. Jest to dolina Gahury, której odnoga wcina się stromo od wschodu w masyw Czantorii (995). Auto zostawiamy przy kamieniołomie w Wiśle Obłaziec i dalej ciągle po śniegu wgłąb doliny. Zaskoczeniem były świeże ślady skiturowców lecz po kilkuset metrach skręciły gdzieś w bok w stronę wyciągów. My w bardzo głębokim śniegu windujemy się powoli do góry znacząco się zapadając nawet mimo nart na nogach. Podejście w tych warunkach zajmuje nam bite 2 godziny (613 m przewyższenia). Oczywiście w lesie nie spotykamy nikogo. Spokój zaburzały jedynie spadające z drzew ogromne czapy śniegu. Na szczycie widoczność ograniczona (prószył śnieg). Tylko przepinka i po chwili mkniemy w dół mniej więcej trasą podejścia. Były to przewspaniałe chwile gdyż zjazd był właściwe płynięciem po grubej warstwie puchu a nastromienie stoku pozwalało na rozwinięcie znaczącej szybkości. Bardzo szybko osiągamy więc drogę w dolinie, którą niebawem przy sipiącym już deszczu dojeżdżamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8853</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8853"/>
		<updated>2019-07-15T13:11:54Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''czerwiec 2019 ''' - zjazd z Rysów&lt;br /&gt;
* '''12 - 13 07 2019 ''' - Ptasia Studnia&lt;br /&gt;
* '''12 - 14 07 2019 ''' - Mini Obóz kursowy&lt;br /&gt;
* '''07 07 2019 ''' - Jura - kajakiem po Sztole&lt;br /&gt;
* '''29 06 - 01 07 2019 ''' - Mini Obóz kursowy&lt;br /&gt;
* '''28 - 30 06 2019 ''' - klubowy spływ kajakowy dolną Nidą&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8739</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8739"/>
		<updated>2019-04-09T07:20:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, osoba X, Marek Jezierki-Krupa, Anna Kącka|05 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Projekt planowany od dłuższego czasu. Z uwagi na brak większej ilości wolnego czasu planujemy przejść Tatry Wysokie w 3 dni. Plan był taki: Start w Tatrzańskiej Jaworzynie – podejście dol. Zadnich Koperszadów – Chata Przy Zielonym Stawie – Baranie Rogi i dalej aż do Popradzkiego Stawu i powrót przez dol. 5 Stawów do Łysej Polany. Jak na 3 dni to bardzo napięty plan o znacznych przewyższeniach i dziennych odległościach, ale wydawał się realny. Ekipa zapowiadała się też mocna, szczególnie pod względem kondycyjnym. Niestety plany sobie a rzeczywistość sobie, w końcu na pogodę i niestrawność wpływu nie mamy:). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądało to tak: Wyjazd w czwartek popołudniu. Z Tomkiem i Michałem śpimy na Głodówce, Ania z Markiem w Zakopanem. Rano podjeżdżamy jednym autem do Tatrzańskiej Jaworzyny i parkujemy na terenie Uniwersytetu Żylińskiego (parking niby płatny, ale dogadujemy się z właścicielami i nic nie płacimy. Panie chyba nie wierzyły, że filance puszczą Nas w Tatry o tej porze roku i niewiele się mylą bo po 5 min. Marszu zatrzymuje Nas samochód TANAPu i parkowiec każe zawracać itd. Ale po krótkiej argumentacji puszcza Nas i wyjaśnia, że przekaże informację dalej żeby piątki polskich skiturowców nikt się już nie czepiał – miło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nastawialiśmy się na długi marsz bez śniegu przez Jaworową i Zadnich Koperszadów, lecz śnieg zaczął się bardzo wcześnie, więc szybko zakładamy narty na nogi i depczemy misiom po piętach. Cała dolina była wydeptana przez niedźwiedzie, do tego trafiliśmy na 2 misiowe kupy – niedźwiedzie ewidentnie nie trawią kukurydzy. I o ile nie musieliśmy się zbytnio martwić zagrożeniem lawinowym – była „jedynka” – o tyle strach przed niedźwiedziami zaczął się nasilać. Na szczęście bez zbędnego towarzystwa docieramy na Przeł. Pod Kopą po wchłonięciu pięknych widoków na Tatry Bielskie, zjeżdżamy do Chaty Przy Zielonym Stawie. Odcinek od startu do schroniska pokonujemy w bardzo dobrym czasie i dobrze bo czekało nas jeszcze podejście kolejnych 850 hm na Baranią Przeł, lecz już w znacznie większych stromiznach. W schronisku odpoczywamy jakieś 45 min. Ciesząc się, że akcja przebiega sprawniej niż planowaliśmy. Na Baranią Przeł. docieramy również w bardzo dobrym czasie, ale mi odcina energię tuż przed przełęczą i zaczynam się czuć kiepsko. Do Chaty Teryho zjeżdżamy w mocno zaoranym, choć miękkim śniegu i na miejscu jesteśmy jakoś ok. 15, więc po ok. 8 godzinach z odpoczynkami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście udaje nam się załatwić noclegi na glebie, choć z krzywą miną opiekuna schroniska – „Polacy nigdy nie rezerwują noclegów…”. Popołudnie i wieczór spędzamy przy piwie i daniach schroniskowych oraz w oczekiwaniu na godzinę 22, kiedy to pozostali bywalcy pójdą grzecznie spać. Spać poszliśmy natychmiast. Dostaliśmy nawet materace, koce i poduszki! Niestety po około godzinie łapie mnie mocne zatrucie i pozostałą część nocy spędzam w niezbyt przytulnym schroniskowym kibelku i już wiem, że plany na kolejny dzień trzeba będzie modyfikować, jeśli w ogóle dożyję do rana… Efekty gastryczne wspomagał bardzo silny wiatr wiejący w nocy, więc czułem się jak na morzu. Rano decydujemy się na zakończenie akcji, ale jakoś trzeba jeszcze wydostać się z Tatr. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się na powrót przez Lodową Przełęcz żeby dotrzeć bezpośrednio do samochodu. Po śniadaniu – kto mógł ten jadł – wyruszamy około 10:00 na przełęcz. Z powodu braku widoczności idziemy na trzech GPSach, a i tak gubimy drogę podchodząc gdzieś pod ściany Lodowego Szczytu i zamiast 1,5 godziny, dojście na przełęcz zajmuje nam ok. 2,5 godz. Wywiany śnieg na Lodowej nie pozwala na zjazd z samej góry. Schodzimy więc ok. 30 m i zakładamy narty. Zjazd w bardzo przyjemnym śniegu – lekko zmrożone podłoże z 10 centymetrową warstwą świeżego i nawianego śniegu. Niestety nie można było się za bardzo rozpędzać z powodu kiepskiej widoczności, przez co zjazd zabiera nam sporo czasu i kilka razy zatrzymujemy się tuż nad przepaściami tudzież progami. Dalej zjazd płaskim dnem doliny przez leśny labirynt. Całą dolinę jechaliśmy w lekkim deszczu, a niby krótkie podejście i zjazd zajmuje nam praktycznie cały dzień. Ostatnie ok. 4 km idziemy na nogach, choć można było jeszcze zapinać narty i zjeżdżać metodą „Na Damiana”, ale jakoś szkoda nart… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cały dzień część mojego sprzętu bierze do swoich plecaków reszta ekipy, za co im serdecznie dziękuję, bo było ze mną naprawdę kiepsko. Koniec końców, decyzja o powrocie uważamy za bardzo słuszną, bo w takiej pogodzie nie zaszlibyśmy daleko, a brak pewności co do noclegów na kolejne noce mocno podnosił ryzyko pogmatwania sytuacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Osobiście uważam cały wyjazd za bardzo udany i pouczający – nikt z Nas nie zabrał leków na problemy żołądkowe – bardzo pomocne było również wcześniejsze zaplanowanie wszelkich wariantów wycieczki. Resztę trawersu zostawiamy sobie na przyszłość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS. Ania z Markiem w niedzielę wracają w Tatry Słowackie i podchodzą do Zbójnickiej Chaty, następnie na Zawracik Równieńkowy – Czerowną Ławkę i zjeżdżają do Chaty Terhego i do Starego Smokowca – wszystko w bardzo dobrym czasie – szykuje się mocna ekipa na przyszłe wyjazdy!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia niebawem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, z KKTJ: Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Ewa Wójcik, Agata Klewar, Przemysław Styrna, Jakub Nowak, Krzysztof Kukułka, Sylwia Gołosz, Bartosz Berdel, Florian Małek; Robert Matuszczak (WKTJ); Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków); Agnieszka Gajewska i Krzysztof Recielski (SW) z nastoletnią Gają; chwilami też Miłosz Dryjański (KKS)|30 03 - 06 04 2019}}&lt;br /&gt;
Ponieważ kilka lat temu odszedł na emeryturę Richard Feichtner - dobra, przychylna jaskiniom dusza, a zarazem odkrywca i eksplorator jaskini Feichtnerschachthöhle - pogorszyły się stosunki krakowskiego klubu z dyrekcją kombinatu narciarskiego na Kitzsteinhornie. W konsekwencji nastąpiło sześć lat przerwy w działalności w tej jaskini, a kiedy już udało się w końcu wrócić, warunki bytowe na miejscu nie były już tak dobre, jak za dawnych lat. Niegdyś spaliśmy na materacach w cichej i spokojnej piwnicy, zlokalizowanej w podziemiach &amp;quot;Alpincenter&amp;quot; - zaplecza dla narciarzy mieszczącego restaurację, sklep, punkt informacyjny itp. Tym razem zostaliśmy zmuszeni do wykupienia noclegów w prawdziwych łóżkach, w jedynym zlokalizowanym na interesującej nas wysokości hotelu, który zresztą kieruje swoją ofertę głównie do grup młodzieży. Podniosło to znacząco koszt wyprawy, ale i również pogorszyło nasz sen - bo jak wiadomo, wieczorami młodzież na obozie sportowym przede wszystkim hałasuje. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tyle po stronie narzekań. Pozytywów było dużo więcej: podczas mojego tygodniowego pobytu na drugiej połowie wyprawy udało mi się trzykrotnie być w jaskini, z czego raz na dwuszychtowym biwaku. Mierzyłem nowo odkryte galerie, udrażniałem przekop i szarpałem wory, tym razem zupełnie nie martwiąc się, gdzie w tym wszystkim jakiś ogólny sens i ogólna logika. Budujący jest fakt, że tyle osób przyjechało na wyprawę, o której z góry było wiadomo, że będzie sprzątająco-deporęczująca. Przykładowo, przez trzy bite szychty wyciągaliśmy piach z ciasnego korytarza tylko i wyłącznie po to, żeby dostać się do starego biwaku, na którym pozostały zdeponowane w 2013 roku sprzęt oraz jedzenie. Mimo wszystko, odkryliśmy i skartowaliśmy ponad 400 m nowych ciągów - w tym sto metrów pokaźnych rozmiarów, dobrze udekorowanej naciekami galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy okazji jaskiń udało mi się również podziałać trochę na nartach. W niedzielę z Florkiem i Furkiem podeszliśmy na lodowiec Kammerkees i zjechaliśmy kawałek po pysznym śniegu doliną potoku Schranbach, wracając do kombinatu przez przełęcz Nördl. Kammerscharte i w sumie podchodząc ok. 400 m. W środę razem z Florkiem i Przemkiem odbyliśmy długą wycieczkę wokół szczytu Tristinger. Najpierw zjechaliśmy znad przełęczy Schmiedingerscharte na północny zachód, aż do położonego w dolinie Schaunberg-Mittelalmu. Następnie przez Lakaralm i Winterkarl dostaliśmy się na przełęcz Winterkarlscharte, skąd zjechaliśmy z powrotem na bazę. Ponieważ okazało się, że na jednym z postojów zostawiłem języki do butów narciarskich, musiałem spory kawałek się wrócić i tego dnia zrobiłem w sumie 2160 m podejścia. W czwartek, po akcji w jaskini, nie chcąc marnować pięknego popołudnia podszedłem samotnie około 250 m na przełęcz Schmiedingerscharte. W piątek, po szybkim wyszarpaniu wora z wlotówki, wybrałem się z Agatą i Furkiem pod szczyt Kitzsteinhorn, zjeżdżając niebalanie nachylonym stokiem z wysokości ok. 3060 ponownie na lodowiec Kammerkees i potem żlebem spod Nördl. Kammerscharte. W sobotę, tuż przed powrotem do domu, powtórzyłem z Furkiem trasę mojej &amp;quot;wyprawy po języki&amp;quot;: najpierw pyszny zjazd po północnych stokach z Winterkarlscharte do Lakaralm i z powrotem tą samą drogą na fokach; w sumie 590 m zjazdu, a następnie tyle samo podejścia w niecałe dwie godziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Spacery po śniegu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; oraz ekipa z Poznania i Sopotu|29 - 30 03 2019}}&lt;br /&gt;
Dostałam zaproszenie od Piotrka z WKTJ na dołączenie do wyjazdu jaskiniowo - powierzchniowego. Niestety część jaskiniowa trochę mnie ominęła z konieczności wcześniejszego powrotu w niedzielę. Wyjechaliśmy w piątek i w sobotę z rana rozchodzimy się po Tatrach. Część ekipy rusza do jaskini Czarnej, reszta (w tym i ja) na spacer powierzchniowy. Podchodzimy dostępnym fragmentem doliny Tomanowej, brodząc w śniegu, którego trochę dosypało od ostatniego tygodnia. Pogoda ani zimowa, ani wiosenna. Śniegu nadal dużo (choć w dolinie wytopiony), ale z powodu wysokiej temperatury (całą drogę szłam w krótkim rękawie) miękki i mokry, na jego powierzchni utrzymywała się warstewka wody. Nawet się cieszyliśmy, że tego dnia wybraliśmy się na powierzchnię, bo szkoda byłoby schodzić pod ziemię w takim słońcu. Niedziela równie pogodna i ciepła. Pomachałam rano na pożegnanie ekipie jaskiniowej, odprowadziłam ich wzrokiem do doliny i sama wsiadłam do PKSu, którym miałam wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd rowerowy + nie duże jaskinie|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|31 03 2019}}&lt;br /&gt;
Start z Blanowic. W wiosennym słońcu śmigamy na rowerkach w stronę Morska. Po drodze, od strzału odnajdujemy Jaskinię na Śmigówkach. Wlot w formie nie wielkiej studni do której schodzimy. Do ciasnych korytarzy się nie zapuszczamy bo nie mamy kombinezonów. Dalej przez Morsko w stronę Ligotki. Tu znów po drodze wchodzimy do Jaskini w Dziadowej Skale. To nie duża dziura, która w zamierzchłych czasach stanowiła schronienie człowieka pierwotnego. Następnie przez Podlesice, Rzędkowice i Parkoszyce docieramy do ładnego jeziorka gdzie łapię gumę ale do auta już było blisko. Trasa bardzo ciekawa a pogoda piękna. Czas już na wspin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Egzamin na Kartę Taternika Jaskiniowego|egzaminujący: Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski, egzaminowani:Stanisław Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec. Ponadto: trzeci instruktor egzaminujący oraz egzaminowani kursanci z KKS|24 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis wkrótce, tymczasem trochę kultury na podsumowanie kursu:'''&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Rysiek najlepszy jest, ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bez niego kurs zupełnie traci sens,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''jego cytaty będą wspominać pokolenia,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''bo wyjście do jaskini nie może obyć się bez małego marudzenia.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Wiemy, że nie zamieniłbyś chwil z nami''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na skrzynkę z browarami! &amp;lt;3''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Mateusz godziny spędził na uczeniu nas topografii znajomości,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''z dużą dawką cierpliwości. ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Doliny walne zaliczone ''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''nawet jedno wyjście do jaskini obiadem zakończone.''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Z nim zjechaliśmy na Marmurowej dno,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''było fajnie, że ho ho!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Asia dzielnie nam kurs organizowała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''swój czas wolny poświęcała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''na nasze maile odpowiadała,''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''a nawet wodę lewarowała!''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wlk. Brytania - Góry Kambryjskie +Lake District|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące |21-24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Kolejny raz udało mi się wyskoczyć na 3 dni do Wielkiej Brytanii. Obrałam dwa cele: Park  Lake District w płn-zach. Anglii oraz Góry Kambryjskie w Walii, z najwyższym szczytem Snowdon. &lt;br /&gt;
Lake District to piękna i tajemnicza kraina jezior i gór. Tajemnicza dla mnie, bo aura jaka tam panuje za każdym razem jak ją odwiedzam jest dość...dżdżysta, deszczowa i pięknie ponura:) W sam raz, aby oderwać się od codzienności. Ponoć jest to bardzo popularna destynacja turystyczna. Ja tego nie odczułam i może dlatego tak mi się tam podobało. Punktem wypadowym mojej jednodniowej  wycieczki była wioska Coniston, skąd można dojść na piękny szczyt The Old Man of Coniston. Mniej więcej połowę trasy zrobiłam w nie-deszczowej aurze, a drugą czyli ten odcinek najbardziej widokowy-w deszczowej. Myślę, że zdjęcia w większej mierze oddadzą charakter tego terenu, tak różny od naszych Tatr czy Beskidów.&lt;br /&gt;
Kolejny cel mojego szybkiego wypadu to najwyższy szczyt Walii-Snowdon (1085 m.n.p.m.). Ukształtowanie terenu w przypadku tutejszych Gór Kambryjskich jest podobne-ogromne, niezalesione tereny, puste, dostojne. Wystarczy przejść przez pierwszą linię niskich zabudowań w wiosce Rhyd Ddu, przejść przez furtkę i znaleźć się na szlaku, w jakby zupełnie innym świecie, a po 3 godzinach cieszyć się widokiem ze szczytu. Szlak poprowadzony jest tak, że tworzy rodzaj pętli, podczas której można obserwować rozciągające sie widoki,  niczym nie przesłonięte surowe krajobrazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWlk+Brytania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Zimna|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 03 2019}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad do jaskini Zimnej. W Tatry już zagląda wiosna, choć nadal dużo śniegu w wyższych partiach. Również nas on nie ominął, ponieważ pod otworem nadal dużo się go utrzymuje. Choć wszystko topnieje to zejście do jaskini całe oblodzone. Zajrzeliśmy tylko do korytarza Galeriowego i do sali nad Galeriowym. Prożek wywspinała Iwona, musiała bo nikt inny nie miał na to odwagi :) Syfoniku na szczęście nie trzeba było lewarować, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni. Wracaliśmy już po zmroku. Jako bonus, mieliśmy okazję obserwować tysiące żab w trakcie godów.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Wysokie Taury - skitoury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA/SGW), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|21 - 24 03 2019}}&lt;br /&gt;
Tegoroczny wyjazd chatkowy rozpoczynamy od podejścia z parkingu (ok. 950 m) doliną potoku Obersulzbach do Kürsingerhütte (2548 m). Śnieg zaczyna się już od samochodu. Podejście z plecakami dłuży się, mimo korzystnie w połowie drogi usytuowanej gospody Postalm, serwującej nam zimne piwo z alkoholem oraz bez. Tuż przed zmrokiem docieramy do naszej bazy noclegowej, zastając na miejscu czterech Austriaków. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek przez lodowiec Obersulzbachkees wchodzimy na wierzchołek Grossvenediger (3667). Pogoda jest świetna, wręcz zbyt świetna, bo jest aż za ciepło i skutek jest taki, że śnieg nie dopisuje. Sam szczyt jest bardzo popularny; większość skiturystów podchodzi na niego od południa, toteż od przełęczy Venedigerscharte (3413) widzimy już wielu ludzi. Do &amp;quot;naszej&amp;quot; chaty wracamy wprawdzie jako pierwsi, ale stopniowo pojawiają się kolejne grupy zamierzające zdobywać Venedigera w słoneczny weekend i ostatecznie śpi nas tam czternaścioro (!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę nie planujemy nic zdobywać, a raczej w końcu zjechać po jakimś &amp;quot;fajnym&amp;quot; śniegu. Wychodzimy więc pod przełęcz Geigerscharte (na wysokość 3100). Cel zostaje osiągnięty - do wysokości 2400 m zjeżdżamy po nieco zbitym, ale jednak bardzo przyjemnym, lodowcowym śniegu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tych corocznych, tradycyjnych już wyjazdach zwykle odwiedzamy dwa różne schroniska Alpenverein. Tym razem dochodzimy jednak do wniosku, że przy panujących w górach warunkach (dobra pogoda, sporo śniegu, niskie zagrożenie lawinowe) wszędzie będą tłumy. Ponieważ tymczasem własnie zaczyna się wyprawa KKTJ na Kitzsteinhorn, to wdrażamy planowanie oportunistyczne i postanawiamy połączyć ze skiturami integrację międzyklubową, wbijając się krakusom na ich &amp;quot;bazę przejściową&amp;quot; - chatkę jaskiniową pod Lamprechtsofen.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wstajemy wcześnie rano i jedziemy do miejscowości Fusch an der Glocknerstrasse. Stamtąd o siódmej wyruszamy w stronę szczytu Zwingkopf (3113). Na niebie ponownie &amp;quot;lampa&amp;quot;, a na parkingu ponownie dużo samochodów. Przez pierwsze sto metrów wysokości musimy nieść narty, ale wkrótce wkraczamy ponownie w prawdziwą zimę. Sam wierzchołek osiągnął tylko Marek, ja i Monika zadowoliliśmy się położoną pod nim przełeczą (ok. 3000) - co i tak oznaczało, że tego dnia odrobiliśmy uczciwe 2000 m podejścia. Zjazd w każdym razie był wyśmienity, jeden z najlepszych tego sezonu: jednego dnia zjeżdżaliśmy zarówno po delikatnie przewianym puchu, jak i po firnach. Po szybkim pakowaniu, jeszcze przed północą udaje się nam dotrzeć z powrotem na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + os. towarzyszące i pies Snooker|17 03 2019}}&lt;br /&gt;
Pogoda na niedzielę zapowiadała się świetna, a ja posiadałem kilka godzin czasu wolnego, więc szybko nie myśląc zadzwoniłem w sobotę wieczorem do kolegi, który rzucił hasło &amp;quot;barania&amp;quot; bo stwierdził, że nie był na niej kilka lat. Ja w sumie nie protestowałem. Wyruszyliśmy rano, zabierając po drodze mamę znajomego, która chciała abyśmy ją odstawili na przełęczy Kubalonka, bo miała w planach użyć swoich skiturów. Śniegu jeszcze sporo, choć był bardzo mokry pod wpływem słońca i wiosennych temperatur. Auto zostawiliśmy na przełęczy i ruszyliśmy w stronę szczytu. Zapomniałem, że od kubalonki jest tyle asfaltu, co trochę zniechęcało, bo nie po to pojechałem w góry. Za to widoki z wieży były cudne. Tatry prezentowały się majestatycznie. Później szybki powrót do auta  i popołudniu byliśmy w Katowicach.&lt;br /&gt;
Zdjęcia:&lt;br /&gt;
będą później ;)&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Załęcze Wielkie - III Forum Spelogiczne|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt; i około 180 osób z różnych klubów|15 - 17 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne, trzecie już forum, tym razem odbywające się w Załęczu Wielkim. W piątek tradycyjnie odbyły się wycieczki, uczestnicy odwiedzili jaskinie rezerwatu &amp;quot;Węże&amp;quot;. Po kolacji odbyły się Ogólnopolskie Jaskiniowe Zawody Sprawnościowe. Kolejne dwa dni to odbywające się wykłady i prelekcje na różne tematy. Poczynając od geologii, przez paleozoologię, aż po luźniejsze dyskusje na temat zawartości apteczek i sposobu biwakowania w jaskiniach. Dla chętnych na bardziej aktywne spędzenie Forum, możliwy był udział w wycieczkach terenowych, a dla dzieci w dedykowanych zajęciach. Wieczorem w sobotę odbyło się wręczenie nagród zwycięzcom zawodów oraz konkursów fotograficznego i kartograficznego. Forum jak zwykle było dało możliwość dowiedzenia się kliku nowych rzeczy o jaskiniach oraz wymiany zdań i doświadczeń pomiędzy grotołazami i klubami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; + Justyna i dwie koleżank|10 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem bez nart w kiepskiej pogodzie wejście od słowackiej strony (Oszczdnicy) na szczyt. W schronisku tylko dwóch ludzi. Śniegu jeszcze dużo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - skitura do dol. 5 Stawów|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + 1 czł. klubu|09 03 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obserwując pogodę od tygodnia wydawało się, że z weekendu sobota będzie najlepsza na turę. Pierwszy stopień zagrożenia lawinowego + w miarę ładna pogoda do południa powinna wystarczyć na osiągnięcie planowanego celu minimum czyli Koziego Wierchu. Słońce i brak wiatru na parkingu w Palenicy pozwolił nawet snuć plany o przełęczy Szpiglasowej… ale osiągając schronisko w „piątce&amp;quot; wiedzieliśmy już, że z halnym nie wygramy. Ambicja górska nie pozwoliła nam na odwrót prosto z schroniska, choć każdy z nas wiedział, że wyjście wyżej ma zerowe szanse na sukces – poszliśmy w górę doliny do czasu … kiedy przewracało nas przy zmianie kierunku i przesuwaliśmy się na fokach w odwrotnym kierunku. Pozostał tylko powrót do schroniska „wykorzystując” żeglarskie umiejętności – przepinka i w dół. Pocieszeniem dla nas był jedynie fakt, że w tym samym czasie odbywały się zawody skiturowe, których meta była w schronisku na piątce – TPN zakazał zjazdu z Zawratu- więc nikt wyżej nie poszedł. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Palenica|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2019}}&lt;br /&gt;
Znów szybki szpil. Z Sopotni, podejście na przełaj, przecinakami leśnymi na Palenicę (1339). Wyżej mgła. Z szczytu zjazd trochę inną linią. Śnieg był idealny. Miękka warstewka świeżego śniegu na twardym podłożu, które jeszcze skutecznie pokrywa wszystkie wykroty. Zjazd więc adekwatny do warunków - przewspaniały. W dodatku urozmaicony teren pozwala realizować narciarskie fantazje w realu. Zbocze sprowadza nas do Sopotni Koloni. Tu przeprawa przez rozlany strumień i wkrótce kończymy kolejną przygodę przy aucie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry-Skitur na Kasprowy Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;+2 os.tow.|02 03 2019}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy jeszcze przed świtem, więc na szlaku jesteśmy chwilę po ósmej. Wybieramy podejściem długim szlakiem narciarskim od Kuźnic do Murowańca. Spotykamy tylko jednego zjeżdżającego narciarza, za to podchodzących skiturowców już znacznie więcej. Pogoda wydaje się być idealna-przeważa słońce a gdzieś daleko na horyzoncie widać niewielkie chmury. Ulżyło mi, bo dzień wcześniej pogoda była bardziej, niż kiepska. Docieramy do Murowańca, gdzie zastajemy oblężenie schroniska. Po odpoczynku ruszamy w górę i po ponad godzinie docieramy na szczyt Kasprowego. Tu znowu przerwa a następnie zjazd kotłem goryczkowym a później szlakiem w stronę Hali Kondratowej. Zjazd nie mógł być przy takiej pogodzie i przy takim śniegu nieudany. Od schroniska zjeżdżamy szlakiem narciarskim do Kuźnic a później prawie pod samo auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/image.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2019%2FKasprowy%20Wierch%2FIMG_20190302_084010.jpg&amp;amp;startat=&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sycylia - wspinanie|Iwona i Karol Pastuszka, osoby towarzyszące|23 02-2 03 2019}}&lt;br /&gt;
Podczas tegorocznego sylwestra, jeden ze znajomych rzucił hasło &amp;quot;A czemu nie zacząć sezonu wspinaczkowego trochę wcześniej? Na Sycylii w lutym będzie warun, a na dodatek jest tam taki rejon...&amp;quot;. Słowa nie zostały rzucone na wiatr i po święcie Trzech Króli, mieliśmy już zakupione bilety. Wylot z Katowic był w godzinach popołudniowych i wylądowaliśmy w Katanii późnym wieczorem. Po załatwieniu formalności z wypożyczalnią ruszyliśmy w stronę San Vito Lo Capo. Nocleg mieliśmy zapewniony w urokliwym miejscu z widokiem na morze, które każdego ranka podziwialiśmy jedząc śniadania na werandzie. Pierwszego dnia po przylocie ze względu na pogodę, czas spędziliśmy na zwiedzaniu San Vito i Erice. Wiało przeraźliwie, ale widok rozbijających się fal o skały wynagradzał chłód spowodowany wiatrem. Pierwszy dzień wspinaczkowy spędziliśmy w rejonie campu El Bahira, który jest bazą wypadową dla wspinaczy. W sezonie na pewno musi tętnić życiem, jednak na przełomie lutego i marca, był raczej wymarły. Skały na których się wspinaliśmy to skaliste klify, które ciągną się kilka kilometrów. Ilość dróg jest olbrzymia (pewno kilkaset!) i oferuje wspin na poziomie od 4a do 8b (w skali francuskiej). Drogi poprowadzone na klifach prezentowały odmienny styl, niż ten znane z naszej Jury. Przede wszystkim oferowały znakomite tarcie, pod tym względem czuliśmy się jak w Tatrach. Po drugie były zdecydowanie dłuższe 25-35 m. Pod tym kątem nawet &amp;quot;zwykła szóstka&amp;quot; była wymagająca kondycyjnie, dawała w kość, ale przez to dawała więcej satysfakcji po pokonaniu jej. Dodatkowo było trochę formacji, których nie uraczymy u nas, np. liczne tufy. Sumarycznie w San Vito Lo Capo i w rejonie Never Sleeping Wall spędziliśmy na wspinaniu 4 dni. Pogoda zdecydowanie dopisała, czasem było nawet aż zbyt ciepło. &lt;br /&gt;
W dni restowe zwiedzaliśmy saliny w Marsali, starożytne miasto Selinunt, grotę Mangiapane (kiedyś była w niej ludzka osada) i Palermo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSycylia&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Centralny, zimowy obóz tatrzański KTJ PZA 2019|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, około 20 osób z różnych klubów|22-24 02 2019}}&lt;br /&gt;
W miniony weekend, odbył się w Tatrach, zimowy centralny obóz tatrzański organizowany przez Komisję Taternictwa Jaskiniowego PZA. Celem szkolenia było podniesienie poziomu umiejętności technik zimowych wśród taterników jaskiniowych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia zaczęły się w piątek od wykładu, na którym zostały omówione rodzaje oraz użycie raków oraz czekanów i lawinowego ABC. Po wykładzie wyszliśmy na ćwiczenia. Doliną Małej Łąki podeszliśmy w rejon Głazistego Żlebu, gdzie znaleźliśmy odpowiednie miejsce na nasze ćwiczenia. Cała ekipa została podzielona na kilka mniejszych grup, które poruszały się pomiędzy stanowiskami ćwiczeniowymi. Ja zaczęłam od technik poruszania się z rakami i czekanem podczas podchodzenia i schodzenia, następnie ćwiczyliśmy poszukiwanie osoby zakopanej przez lawinę, przy użyciu lawinowego ABC (detektor, sonda, łopata). Na końcu ćwiczenia z hamowania czekanem, które były wyjątkowo udane ze względu na lód zalegający pod świeżą warstwą śniegu, przez co nasze zjazdy były dość szybkie i wymagały szybkich reakcji. W takich warunkach kontrola swojego zachowania była bardzo trudna, a już w przypadku upadku &amp;quot;znienacka&amp;quot; niemalże niemożliwa. Wieczorem, na bazie, omówiliśmy poruszanie się z asekuracją lotną i przećwiczyliśmy wiązanie się zespołów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia ćwiczyliśmy w rejonie Zawracika Kasprowego. Zaczęliśmy od budowy stanowiska zjazdowego z czekana, tudzież &amp;quot;czegokolwiek&amp;quot; innego. Następnie w małych zespołach wykonaliśmy przejście z asekuracją lotną. Miałam szczęście trafić do zespołu który musiał pokonać trudniejszy, skalisty teren, więc musieliśmy użyć punktów asekuracyjnych montowanych po drodze. Po wspinaczce, omówiliśmy zakładanie punktów &amp;quot;zimowych&amp;quot; z przyrządów do asekuracji w lodzie i zmrożonych trawkach. Dość swobodnie podeszliśmy do tematu ćwiczeń, podczas których każdy mógł wbić omawiane wcześniej igły, buldogi, mobidicki i inne o równie fantazyjnych nazwach. O ile bardziej przyłożylibyśmy się do tych ćwiczeń i naprawdę dobrego osadzenia punktów, gdybyśmy wiedzieli, że za chwilę naprawdę będziemy musieli zrobić sobie stanowisko zjazdowe! Tu również teren nas nie rozpieszczał, linia naszego zjazdu nie prowadziła po pochylni, a po zacięciu w ścianie tak, że musieliśmy naprawdę zaufać naszemu stanowisku. Trochę nieprzewidzianych problemów technicznych, jeszcze jeden zjazd i okazało się, że jesteśmy ostatnią grupą w terenie. Po powrocie na bazę, odbył się kolejny wykład, ostatni, o nawigacji w terenie i określaniu azymutu za pomocą mapy i kompasu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia, poszliśmy do Doliny Lejowej, gdzie po krótkim ćwiczeniu uświadamiającym jak łatwo zgubić obraną trasę podczas niekorzystnych warunków pogodowych, przeszliśmy do kolejnych ćwiczeń z poszukiwań za pomocą detektorów lawinowych. Tym razem ćwiczyliśmy sytuacje z dwoma uwięzionymi osobami. Następnie budowaliśmy stanowiska zjazdowe z grzybów śnieżnych, a na końcu kopaliśmy kopce śnieżne. Choć udało nam się wykonać dwa całkiem przyzwoite domki na niepogodę, to zabrakło czasu na ich wykończenie i dekorację. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na bazie dokonaliśmy jeszcze szybkiego omówienia minionych dni i wymieniliśmy się pomysłami na następne takie szkolenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fobozzimowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zch - Spalona Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka|24 02 2019}}&lt;br /&gt;
Była to pierwsza tatrzańska tura Andrzeja, więc padło na pobliską i dobrze nam znaną dolinę Rohacką. Plan A polegał na zdobyci Spalonej Kopy, plan B – jak będzie nam mało to szarpniemy się jeszcze na pobliskiego Pachoła. Z powodu mgły, która grała pierwsze skrzypce na tym wyjeździe nie do końca świadomie wybieramy plan C, czyli mijamy odbicie na Spaloną, więc odwracamy planowaną kolejność szczytów. Lecz tu do akcji wkracza 11-osobowa grupa słowackich skiturowców, krocząca przed nami. Podążamy ich śladami, myśląc że wybierają się co najmniej na Banikowską Przeł., no bo gdzież indziej – na tym etapie doliny innych celów już być nie może …, a jednak!&lt;br /&gt;
Znając opis podejścia na relatywnie nie trudną Banikowską Przeł. zaczynamy mieć lekkie obawy gdy Słowacy zakładają harszle… my po krótkim czasie wkładamy raki … coś dziwnie stromo … i do tego trochę sporo lodu … Dopiero docierając na grań (sporo za późno) sprawdzamy lokalizację i jakie jest nasze zaskoczenie gdy okazuje się, że jesteśmy na Spalonej Przeł. (Spalone Sedlo) - nazwę przełęczy poznałem dopiero w domu!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu decydujemy się na plan D – zjazd jak najszybciej, póki widzimy jeszcze siebie z odległości ok. 20m. Pierwsi jednak ruszają hardzi (jeden z nich przebierał się prawie do rosołu na przełęczy) Słowacy, zjechała 2/3 grupy i nagle słychać zgrzyt krawędzi o lód i jeden z hardych leci w dół!!! Spanikowana Słowaczka woła o pomoc 2 doświadczonych (na pewno wiekiem) Słowaków. Ci jednak nawet nie zerkają w ich kierunku, tylko mamroczą coś w rodzaju „jak spadł to się gdzieś pewnie zatrzyma”, albo „i tak już mu nie pomożemy”. Na szczęście ślizg okazał się nie długi i oprócz wypiętej narty nic się nie stało – ach te opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i my, lecz mgła robi się coraz gęstsza. Po pokonaniu stromizn mgła jest już irytująco gęsta i do końca nie wiemy czy aby czasem nie jedziemy pod górę. Dlatego też odpuszczamy sobie wejście na Spaloną Kopę i staramy się powoli tracić wysokość, co 100 m sprawdzając położenie. Na samym końcu trawersujemy zbocza Spalonej, aby ominąć slabozjeżdżalny, leśny fragment szlaku i znajdujemy wypatrzone jeszcze z dołu wycinki leśne z cudownym puchem – nimi docieramy na dno doliny i dalej na nartach do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wycieczki wynosimy jeden główny wniosek – rada „idziemy za nimi bo wyglądają jakby wiedzieli gdzie idą” to słaba rada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców Andrzejowi się podobało, owszem był zmęczony ale na skitury jeszcze pojedzie – tak przynajmniej powiedział😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSpaloneSedlo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY - Chongqing - wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ); Erin Lynch (kierownik wyprawy, Hong Meigui CES), Sonia Meyer, &amp;lt;u&amp;gt;Carl Bern&amp;lt;/u&amp;gt; (Front Range Grotto), Jeffrey Goben (Colorado Grotto), &amp;lt;u&amp;gt;Kathleen Graham&amp;lt;/u&amp;gt; (Alberta Speleological Society); w organizacji bazy wydatnie pomagał nam Phil Rowsell (Hong Meigui CES)|14 - 23 02 2019}}&lt;br /&gt;
Po trzech latach przerwy udaje się ponownie zorganizować wyprawę do jaskini Luo Shui Kong. Działalność możliwa jest tylko zimą, ponieważ dwustumetrowej głębokości studnia wlotowa stanowi ponor całkiem pokaźnej rzeki. W sumie cieszymy się, że w ogóle działalność jaskiniowa jest jakkolwiek możliwa, bo za przewodniczącego Xi Jinpinga Chiny znów przeżywają fazę delikatnego zamknięcia na obcokrajowców. Mimo tego, że brytyjsko-amerykańskie wyprawy jaskiniowe działają w rejonie od wielu lat, lokalna policja wnikliwie analizuje naszą grupę. Musimy cierpliwie wyjaśniać, że dziewczyny również chodzą po jaskiniach i że naprawdę śpimy obok siebie, choć nie jesteśmy w związkach małżeńskich. Jeden z inspektorów wybiera się z Philem na naszą bazę i na miejscu prosi go, żeby pokazał mu swoją... szczoteczkę do zębów (na dowód, że rzeczywiście tu mieszka). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kierowniczka wyprawy - Erin Lynch - spóźniła się na samolot z USA i pod kilka dni jej nieobecności musimy wdrożyć środki zastępcze. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności pracujący akurat w Chinach Phil Rowsell - z którym nigdy nie byłem w jaskini, ale z którym miałem do czynienia na takich czy innych jaskiniowych konferencjach - podjął się przygotowania dla nas bazy, a zatem wynegocjował dla nas warunki pobytu &amp;quot;u gospodarza&amp;quot; i załatwił wspomniany już meldunek na policji. Z kolei ja, jako jedyna osoba, która była na poprzedniej wyprawie, organizowałem samą działalność jaskiniową. Po dwóch dniach poręczowania byliśmy gotowi na zbadanie pierwszego celu eksploracyjnego: ciągu za wodą w najgłębszej części jaskini (na ok. -378). W tym rejonie ostatnio była w 2015 roku Katie, której to tajemnicza rzeka za błotnym progiem śniła się przez wiele lat. Do pomocy Katie werbuje niczego nieświadomego Carla. Jeff, poręczujący poprzedniego dnia z Katie pożycza Carlowi kombinezon typu &amp;quot;cerata&amp;quot;, a Sonia proponuje swoje neoprenowe ogrodniczki. Próbujący się wbić do damskiego neoprenu Carl dostarcza wieczornej rozrywki pozostałym uczestnikom wyprawy, zgromadzonym jak zwykle na bazie wokół elektrycznych grzejników. Nogi wchodzą, i choć szelek nie da się zapiąć, to jednak materiał ciasno opina tors Carla i wydaje się, że uda się mu w ten sposób pokonać krótki odcinek we względnie ciepłych wodach jaskiń Wulongu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd na przodek przebiega szybko i bez komplikacji. W krótkim czasie Katie i Carl przebierają się w cieplejsze kombinezony na błotnistym brzegu podziemnego strumienia. Akcja zaczyna się na dobre wejściem po błotnych stopniach, które Katie wykuła osobiście przed czterema laty. Czołganie, zejście po pochylni a następnie 20 m zjazd doprowadza w końcu na półeczkę nad wodą zbyt wąską, żeby na niej stać. Patrząc na rozciągające się przed nim jezioro, Carl rozumie już, dlaczego Jeff zrezygnował z towarzyszenia Katie na tej akcji. Będąc Kanadyjką - wprost z kraju lodu i śniegu - a także nurkiem jaskiniowym i jednocześnie osobą z dużym sentymentem do tego przodka, Katie bez zastanowienia wskakuje do wody i płynie za róg sprawdzić, co też znajduje się dalej. Carl czeka na wieści na półeczce. Po chwili słyszy potwarzane przez echo pytanie: &amp;quot;Idziesz?&amp;quot;. Co zrobić? Nie ma wyjścia, trzeba zsunąć się do wody. Tuż za rogiem jego oczom ukazuje się płaszczyzna jeziora, ciągnąca się po horyzont. Ściany są bardzo strome i nie mają żadnych stopni. Nigdzie też nie widać Katie. &amp;quot;No, miejmy to z głowy&amp;quot;, myśli Carl, &amp;quot;Jestem przecież dobrym pływakiem, pójdzie mi szybko&amp;quot;. Oczywiście pływanie w zbyt ciasnym neoprenie, w kombinezonie jaskiniowym, gumowcach na nogach, kamizelce ratunkowej, ciągnąc za sobą wora jaskiniowego jest totalnie nieefektywne. Ściany przesuwają się centymetr po centymetrze. Kiedy w końcu pojawia się światło Katie, ulga jest tylko chwilowa; Katie spogląda bowiem na wodę i dostarcza Carlowi wyobrażenia o dzielącej ich odległości. &amp;quot;Jasny gwint, to jest naprawdę daleko!&amp;quot;. Po chwili w żaden sposób nieizolowane od zimna ramiona Carla drętwieją. &amp;quot;No to pięknie, teraz umrę w jaskini w dziewczęcym neoprenie i w pożyczonym kombinezonie&amp;quot;, myśli Carl. Ostatecznie udaje mu się dopłynąć na tyle blisko, żeby dostrzec, że Katie nie wyszła na brzeg i wystaje z wody tylko od pasa w górę. Zdesperowany, Carl gramoli się na coś, co uchodzi za ląd w tym zapomnianym przez bogów miejscu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Katie zdaje Carlowi sprawę ze swojego rekonesansu. Wygląda na to, że znajdują się w wielkim syfonie, później określonym na 120 m długości i 90 m szerokości. Nie ma żadnej widocznej drogi naprzód. Katie zmaga się z rozczarowaniem, po tylu latach marzenia o połączeniu tego przodka z jaskinią San Wang Dong. Carl zmaga się z faktem, że zimne, podziemne jezioro stoi teraz pomiędzy nim, a resztą jego życia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nieudanej próbie obejścia syfonu bocznym ciągiem, stojąc na suchym, choć błotnistym lądzie zespół przymierza się do kartowania. Carl odkrywa, że ledwo jest w stanie otworzyć szczelny worek z przyrządami. Próbuje poinformować o problemie partnerkę, ale słowa jakoś się nie kleją. Po kilku urwanych sylabach, Katie stawia mu diagnozę: &amp;quot;Nohoho, ktoś tu chyba ma przypadek umbli?&amp;quot; (objawy hipotermii po angielsku: stumble, fumble, mumble, grumble), po czym obejmuje go ramieniem. Przez chwilę debatują nad odwrotem w imię bezpieczeństwa. Oznaczałoby to jednak, że ktoś będzie musiał tu wrócić na kartowanie. Za kilka godzin, przy ciepłym obiedzie na powierzchni, będzie trudno się z tej decyzji wytłumaczyć reszcie ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatecznie udaje się wypracować pewien kompromis. Carl z grubsza może notować; zrobią po prostu zgrubne notatki, a szczegóły uzupełnią z pamięci. W drodze z powrotem do jeziora, Katie opowiada, jak przygotowywała się do nurkowania w zimnych syfonach biorąc zimne prysznice. Carl dochodzi do wniosku, że ludzie tacy jak Katie nie rodzą się z odpowiednimi genami. Oni po prostu każdego dnia podejmują decyzje, które stopniowo czynią ich coraz większymi skurczybykami.  Dla porównania, każdy ciepły prysznic, który Carl wziął tego roku, pogarszał jego gotowość na obecnie przeżywaną podróż przez hipotermię. Tyle w sprawie chińskich jaskiń, będących przecież na ogół wielkimi, suchymi jak pieprz tunelami. Kiedy tylko zaczynają się trochę ruszać, Carl odzyskuje możliwość wypowiadania się pełnymi zdaniami. Odkrywa za to, że ma kłopoty z oddychaniem i że żebra bolą go przy każdym głębokim wdechu. Powoli dociera do niego, że problem leży chyba w zbyt ciasnym neoprenie. Ogrodniczki, które trzymają go przy życiu, jednocześnie próbują go zabić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tymczasem Katie przymierza się do udokumentowania jeziora. Proponuje, żeby Carl wyznaczył punkt stojąc w wodzie, wskazując go swoją czołówką, w czasie kiedy ona przepłynie i dokona pomiarów. Carl wetuje ten pomysł: &amp;quot;Nie zamierzam stać w tej wodzie. Kiedy już wejdziemy do jeziora, płynę na drugą stronę i się nie zatrzymuję&amp;quot;. Przyjmując ze zrozumieniem konieczność uproszczenia rysunku, Katie zanurza się i rozpoczyna przeprawę na drugi brzeg. Zmniejsza jasność swojej czołówki - nie po to, żeby oszczędzać baterię, ale raczej żeby ukryć przed swoją wyobraźnią wijące się masy białych ryb i kijanek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Carl płynie jako drugi. Próbuje najpierw kraulem, potem żabką, potem pieskiem. Tak czy siak, płynie bardzo wolno. Ramiona znów mu drętwieją, ale tym razem nie jest to dla niego zaskoczeniem i perspektywa śmierci w zimnej wodzie nie jest już aż tak intensywna. W końcu udaje się mu dotrzeć na półeczkę, na której Katie wielkodusznie puszcza go przodem. Pozostaje już tylko pokonać rozgrzewającą, 20 metrową pochylnię w błocie o konsystencji biegunki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowanie wyprawy: w sumie umieściliśmy w jaskini 850 metrów liny żeby sprawdzić powyższy mokry przodek oraz pewien gigantyczny, suchy tunel, ktory nie mógł się tak po prostu skończyć. Jednak ku naszemu rozczarowaniu, obydwa główne &amp;quot;tematy eksploracyjne&amp;quot; zakończyły się w połowie wyprawy - kiedy to Mateusz i Ola opuszczali bazę. Sprawdziliśmy też kilka bocznych ciągów, odnotowanych na tej oraz na poprzednich trzech wyprawach. Znaleźliśmy też kilka nowych jaskiń, które prawdopodobnie łączą się z LSK, ale nie było czasu na ich dokładne zbadanie. W czasie wyprawy zbadaliśmy ok. 1.5 km korytarzy, ustanawiając znaną długość jaskini na około 8.6 km. Choć jest jeszcze kilka znaków zapytania, nieprędko pewnie będzie miała miejsce kolejna wyprawa do Luo Shui Kong. Ciąg w jaskini San Wang Dong (77 km długości) kierujący się w stronę LSK urywa się studnią, jest on więc pewnie bardziej porywającym punktem startowym do poszukiwania połączenia między San Wang Dong, Er Wang Dong i Luo Shui Kong - którego znalezienie mogłoby doprowadzić do powstania systemu jaskiniowego o długości ponad 130 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Uczestnicy wyprawy dziękują za wsparcie Administracji Dziedzictwa Kulturowego i Historycznego Okręgu Wulong, Administracji Okręgu Wulong, rodzinie Yu oraz Instytutowi Geologii Krasu Chińskiej Akademii Nauk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Tekst: Carl Bern, redakcja: Kathleen Graham, wstęp i przekład: Mateusz Golicz''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od południa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Jaworska oraz 1 członek klubu|10 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęceni warunkami z ostatniego tygodnia ponownie uderzamy na Skrzyczne lecz tym razem za cel bierzemy południowe zbocza. Podchodzimy szlakiem od Ostrego U góry bardzo mocny wiatr. Po przerwie w schronisku zjeżdżamy na przełaj wprost na południe. Początkowo wiatr zatrzymywał nas w miejscu lecz troszkę niżej warunki były idealne a zjazd do dol. Potoku Malinowskiego zaliczać można do najpiękniejszego w Beskidach. Wszystko pod lazurowym niebem w otoczeniu białych szczytów. W dolinie po przetartym szlaku z &amp;quot;łyżwy&amp;quot; szybko docieramy do auta. Zrobiliśmy 722 m przewyższenia i ok. 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Skrzyczne2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + członek klubu|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotne plany wyjazdu dotyczyły Tatr, ale wiadomo 3 stopień lawinowy i halny szybko je zweryfikował. Trasę wybraliśmy pod kątem dłuższego turowania i liczyliśmy na przyzwoity zjazd. Niestety po odpoczynku w schronisku rozpadało się, śnieg stał się mokry i tępy co zmusiło nas jedynie do zjazdu bez historii do auta. Jedyną smutną obserwacją jest stan drzewostanu bukowego zniszczonego przez masy śniegu na grani. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż dziw bierze jak wschodnie stoki Srzycznego diametralnie różnią się od przeciwnej strony. Brak szlaków, nartostrad a co za tym idzie brak ludzi. Tym razem wystartowaliśmy z Podlasu. Po mokrym śniegu podchodzimy na wprost zostawiając za sobą i pod sobą mglistą szarość. Ostatnie stromizny pokonujemy zakosami wydostając się na szczyt Skrzycznego (1257) pełnego przywyciągowych narciarzy choć i skiturowców też kilku było. Krótka chwila w schronisku i szybko w dół rozkosznym zjazdem po owych stromiznach a potem łagodniej w lesie. Bez szwanku docieramy do auta. Zrobiliśmy 750 m przewyższenia i 7 km dystansu. Był to nasz trzeci zjazd w tą &amp;quot;dziką&amp;quot; stronę i każdy można zaliczyć do bardzo atrakcyjnych pod każdy względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSkrzyczne &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Zgadaliśmy się ze Strzelcem, że oboje mamy wolną sobotę i chęć wybrania się gdzieś, jednak żadne z nas jakoś nie miało ani weny, ani specjalnych chęci wymyślić co robimy. Poza mglistym ,,jedziemy w góry” nie mieliśmy pomysłu co robić. W sobotę rano, spakowani na wycieczkę, otwarliśmy w samochodzie mapę i zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na Beskidzkie szczyty, żaden z nich nie wydał nam się oryginalnym pomysłem, szukaliśmy czegoś nowego i dostosowanego do pogody, ale jednak czegoś co można by nazwać ,,konkretnym” wyjściem. Godzina (8:30!) też miała duży wpływ na poszukiwanie miejsca destynacji. Szukając coraz bliżej, trafiliśmy palcem na mapie na Beskid Mały i najwyższy jego szczyt Czupel (930m). Tak więc pojechaliśmy do Czernichowa, stamtąd weszliśmy na wspomniany Czupel, niebieskim szlakiem przez Suchy wierch. Pogoda wiosenna, blisko 10 stopni na plusie i nawet za mocno nie wiało (halny w Tatrach!). Jednak topniejący śnieg okazał się bardziej uciążliwy niż się spodziewaliśmy, mimo wydeptanych śladów i tak zapadaliśmy się jeszcze bardziej, po kolana, a czasami bardziej. Moje buty na szczycie już chlupotały :}. Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem przez Przysłop i Suchy Groń. Co okazało się śmiesznym pomysłem gdzieś w okolicach żółtego szlaku. Poza zapadaniem się w śnieżnej brei, deptaliśmy po wodzie do kostek, która z się wytopiła ze śniegu i pod nim płynęła. Uciekliśmy ze szlaku, jak tylko pojawiła się możliwość zejścia odśnieżonymi uliczkami. Choć wycieczka była bardzo fajna i przeszliśmy około 11km i zrobiliśmy nieco ponad 600m przewyższenia, to czułam się zmęczona nie mniej niż jakbym poszła na solidną ,,wyrypę&amp;quot;… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria od dol. Suchego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów na Czantorię. Tym razem od Doliny Suchego Potoku. Kilka lat temu podchodziliśmy tym niezwykle stromym jak na Beskidy podejściem lecz co najwyżej teren był przyprószony śniegiem a zjechać musieliśmy natrostradą. Tym razem śniegu było dużo a warun wymarzony do zjazdu (na twardym podłożu warstwa świerżego puchu). Podchodzimy prawym orograficznie skłonem doliny, której zbocza robią się później strome i tylko podejście licznymi zakosami pozwala zdobywać teren. Po wydostaniu się na szlak zaliczamy szczyt Czantorii (995) by w chwilę później w śnieżnej zadymce mknąć w dół pięknym bukowym lasem. Celem był zjazd wąwozem lecz po kilkudziesięciu metrach zjazdu tym wąskim parowem zacząłem się zapadać do głębokich jam, które pojawiały się pod naporem nart. Śniegu optycznie było dużo lecz zalegał na wierzchołkach głazów bez konkretnego podkładu (wina spływającej tam wody). W ostatnim więc możliwym momencie wydostaję się z wąwozu na strome zbocze by kontynuować zjazd lasem najpierw równolegle do rozpadliny a później optymalnym wariantem ku dolinie. Jak zwykle szybko osiągamy dno doliny i w kilka chwil jesteśmy przy aucie w Polanie. Czantoria od tej strony oferuje ciekawe pod względem skiturowym możliwości dla bardziej wymagjących narciarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSuchy%20Potok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasrowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Tadek Szmatłoch|26 01 2019}}&lt;br /&gt;
W Tatrach pełnia zimy. Wyruszamy z Kuźnic w kilkustopniowym mrozie. Pod jaskinię docieramy po przetartej ścieżce. W trakcie przebierania, dochodzi do nas kurs z Krakowa. Czując ich oddechy na plecach, szybko wrzucamy resztę rzeczy do plecaków i wskakujemy do dziury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kasprowa Niżnia jest moją ulubioną jaskinią, a ostatni raz w Tatrzańskiej jaskini byłam już jakiś czas temu, więc wyszło na to, że wpadłam do dziury jak narkoman na głodzie chcąc pożreć wszystkie wspinaczki i poręczówki sama. Nie było po drodze żadnej wody, która by mnie zatrzymała. Po pierwszej euforii wyhamowuję dopiero gdzieś w okolicach partii Sylwestrowych, kiedy zaczyna się robić zdecydowanie ciasno, a moje nienasycenie przemienia się w ciekawość, bo do tego miejsca nigdy wcześniej nie dotarłam. Kręcimy się tu przez jakiś czas i zaglądamy w różne korytarze. Znudzeni zażądamy odwrót. Deporęczem zajmują się chłopaki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Rycerskiej nie kierujemy się w stronę wyjścia, a zbaczamy do korytarza prowadzącego do Syfonu Danka. Tam również jeszcze żadne z nas nie było. Trochę nas zaskoczył ten odcinek jaskini, każdy spodziewał się czegoś innego. Niemniej, zaskoczeni jesteśmy na plus! Kiedy w końcu docieramy do syfonu, zachwycamy się jego przejrzystością i dumamy nad tym co siedzi w głowach ludzi, którzy decycują się na nurkowanie w jaskini... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do wyjścia. Choć przebieramy się w środku jaskini, to udało nam się przez otwór dostrzec jeszcze ostatnie odcienie dnia. Na powierzchni dalej mróz i do tego prószy śniegiem. Próbowałam jeszcze ukoronować ten dzień zjazdem na worze, ale szlak w żadnym miejscu nie był na tyle stromy, żeby mi się to udało... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|20 01 2019}}&lt;br /&gt;
Dość krótki wypad do Brennej. Ostatnia fala ocieplenia z zeszłego tygodnia wytopiła sporo śniegu, a ten który zostawiła, skryła pod szczelną skorupką lodu. Nic nowego nie nasypało więc szlak/droga dość daleko posypany piachem. Dopiero wyżej zaczyna się przyjemny puszek. Nasz pierwszy w tym sezonie. Z zachwytu zapominamy o pierwotnym planie i po wejściu na Kotarz zjeżdżamy i podchodzimy różnymi drogami i lasem tak żeby trenować (i delektować) zjazdy. &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fkotarz&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie – jaskinia Lamprechtsofen|Mateusz Golicz, Ola Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, dwie osoby z klubu, Miłosz Dryjański (KKS) oraz grotołazi z klubu z Salzburga i z Niemiec: Joe, Sebi, Alex, Martin, Markus, Schorsch, Toni, Andy; Jorg i jeszcze dwie osoby|18 - 20 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni ciekawej działalności za sprawą Mateusza, który zorganizował akcję do systemu Lampo. W pierszy dzień Mateusz z Olą, Magdą  i Bogdanem. wybrali się na skiturach w stronę szczytu Schwalbenwand (2011) a pozostali na spacery po okolicy. Wieczorem wszyscy (my dojechaliśmy wprost na spotkanie) spotykamy się na prelekcji Mateusza Golicza w siedziebie austriackiego klubu, która się mieści w jednym z pomieszczeń pałacu w Salzburgu. Wykład o eksploracji masywu Goll z udziałem m. in. legendy tuejszej speleologii Walterem Klappacherem spotkał się dużym zainteresowaniem sporej grupy obecnych. Jeszcze wieczorem ustalamy szczegóły akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do Lampo miała na celu dotarcie do Mondhalle (+300 m) i przetestowanie urządzenia – cavelink. Urządzenie to pozwala na komunikację tekstową bez kabla na spore odległości w jaskini. Oprócz tego mieliśmy wynieś niepotrzebny sprzęt oraz śmieci. Z kolei Mateusz chciał naprawić uszkodzone mocowanie jednej z drabinek. Podzieleni na dwie polsko - austriackie grupy realizowaliśmy zaplanowane zadania. Obecnie Lampo to jedna z najgłębszych jaskiń świata (najgłebsza w Europie) a różnica między najwyższym otworem (CL 3) a dolnym wynosi 1735 m co stanowi najgłębszy trawers jaskiniowy świata. 60 km korytarzy daje pojęcie o potędze tej dziury. Pierwsze kilkaset metrów jaskini latem jest udostępnionych dla turystów.  Zimą dostępna jest tylko dla grotołazów. Przez kilkadziesiąt lat eksploracji pokolenia grotołazów założyły tu setki drabinek, lin, bolców i różnego rodzaju patentów w celu łatwiejszego posuwania się w górę jaskini. W jednym z zalanych korytarzy jest nawet tratwa, którą trzeba przepłynąć kilkadziesiąt metrów. Niemniej jednak poruszanie się wymaga trochę gimnastyki. Po 5 godzinach udaje nam się dojść do Mondhalle (ok. + 300 m) i ku naszemu zdumieniu udaje się nawiązać łączność z Miłoszem, który był w wstępnych partiach jaskini. W drodze powrotnej spotykamy natomiast Mateusza z Olą i Iwoną przy feralnej drabince a na końcu Miłosza, który jeszcze siedział przy cavelinku. Pozostali z jaskini wyszli wcześniej. Chatka w której mieszkaliśmy znajduje się kilkadziesąt metrów od otworu co jest kolosalnym ułatwieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na ogromne opady śniegu przed naszym przyjazdem, wszystkie drogi prowadziły wąwozami w śniegu a w górach było wysokie zagrożenie lawinowe. Wstaliśmy o świcie. Najbepzpieczniejszy w okolicy był właśnie Schwalbenwand, na który wyszliśmy na skiturach. Było mroźno lecz u góry słonecznie. Zjazd był przecudowny. Przez wielkie polany w otoczeniu szczelistych szczytów po wspaniałym śniegu. Zrobiliśmy 1200 m deniwelacji i niespełna 9 km dystansu. W południe ruszamy w droge powrotną do domu tak jak i reszta ekipy (którzy też odbyli krótkie wycieczki po okolicy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia (reszta trochę później): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FLampo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria przez Gahurę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2019}}&lt;br /&gt;
W górach śniegu moc. Robimy szybki wypad w upatrzone 2 lata temu miejsce. Jest to dolina Gahury, której odnoga wcina się stromo od wschodu w masyw Czantorii (995). Auto zostawiamy przy kamieniołomie w Wiśle Obłaziec i dalej ciągle po śniegu wgłąb doliny. Zaskoczeniem były świeże ślady skiturowców lecz po kilkuset metrach skręciły gdzieś w bok w stronę wyciągów. My w bardzo głębokim śniegu windujemy się powoli do góry znacząco się zapadając nawet mimo nart na nogach. Podejście w tych warunkach zajmuje nam bite 2 godziny (613 m przewyższenia). Oczywiście w lesie nie spotykamy nikogo. Spokój zaburzały jedynie spadające z drzew ogromne czapy śniegu. Na szczycie widoczność ograniczona (prószył śnieg). Tylko przepinka i po chwili mkniemy w dół mniej więcej trasą podejścia. Były to przewspaniałe chwile gdyż zjazd był właściwe płynięciem po grubej warstwie puchu a nastromienie stoku pozwalało na rozwinięcie znaczącej szybkości. Bardzo szybko osiągamy więc drogę w dolinie, którą niebawem przy sipiącym już deszczu dojeżdżamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8738</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8738"/>
		<updated>2019-04-09T07:16:58Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''05 - 06 04 2019 ''' - Tatry Wysokie - skitury&lt;br /&gt;
* '''30 03 - 06 04 2019''' - AUSTRIA: Wysokie Taury&lt;br /&gt;
* '''31 03 2019''' - Jura - rajd rowerowy&lt;br /&gt;
* '''30 03 2019 ''' - Tatry - Dolina Tomanowa&lt;br /&gt;
* '''21-24 03 2019''' - AUSTRIA: skitury w Wysokich Taurach&lt;br /&gt;
* '''21-24 03 2019''' - WLK. BRYTANIA: góry Walii&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci&amp;diff=8673</id>
		<title>Aktualności</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci&amp;diff=8673"/>
		<updated>2019-02-25T18:28:02Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''27 luty 2019''' - o godz. 18.00 (drugi termin 18.15) odbędzie się walne zebranie sprawozdawcze. Obecność obowiązkowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''2 marca 2019''' - bal maskowy w ramach &amp;quot;Śledzia&amp;quot; u Basi i Tadka na Kłodnicy. Serdecznie zapraszamy ok. godz. 18.00.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''15 - 17 marca 2019''' - III Ogólnopolskie Forum Speleo, szczegóły tu: http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/iii-ogolnopolskie-forum-speleo-15-17-marca-2019&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''2019''' - przypominamy, że ścianka wspinaczkowa dostępna jest dla członków klubu w środy i czwartki w godzinach 18.00 - 20.00&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' ubezpieczenie PZA 2019''' -  możliwość ubezpieczenia zwłaszcza dla członków PZA:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.pza.org.pl/news.acs?id=2879546&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2018]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2017]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2016]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2015]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2014]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2013]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2012]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2011]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2010]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2009]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2008]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2007]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2006]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2005]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2004]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8672</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8672"/>
		<updated>2019-02-24T19:19:00Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''24 0 2019''' - Tatry Zach. - Spalona Przełęcz&lt;br /&gt;
* '''10 02 2019''' - Beskid Śl. - Skrzyczne od południa&lt;br /&gt;
* '''03 02 2019''' - Beskid Żyw. - Wielka Racza&lt;br /&gt;
* '''03 02 2019''' - Beskid Śl. - Skrzyczne od wschodu&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8671</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8671"/>
		<updated>2019-02-24T19:18:40Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;+ '''24 0 2019''' - Tatry Zach. - Spalona Przełęcz&lt;br /&gt;
* '''10 02 2019''' - Beskid Śl. - Skrzyczne od południa&lt;br /&gt;
* '''03 02 2019''' - Beskid Żyw. - Wielka Racza&lt;br /&gt;
* '''03 02 2019''' - Beskid Śl. - Skrzyczne od wschodu&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8670</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8670"/>
		<updated>2019-02-24T19:17:31Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zch - Spalona Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałuszka|24 02 2019}}&lt;br /&gt;
Była to pierwsza tatrzańska tura Andrzeja, więc padło na pobliską i dobrze nam znaną dolinę Rohacką. Plan A polegał na zdobyci Spalonej Kopy, plan B – jak będzie nam mało to szarpniemy się jeszcze na pobliskiego Pachoła. Z powodu mgły, która grała pierwsze skrzypce na tym wyjeździe nie do końca świadomie wybieramy plan C, czyli mijamy odbicie na Spaloną, więc odwracamy planowaną kolejność szczytów. Lecz tu do akcji wkracza 11-osobowa grupa słowackich skiturowców, krocząca przed nami. Podążamy ich śladami, myśląc że wybierają się co najmniej na Banikowską Przeł., no bo gdzież indziej – na tym etapie doliny innych celów już być nie może …, a jednak!&lt;br /&gt;
Znając opis podejścia na relatywnie nie trudną Banikowską Przeł. zaczynamy mieć lekkie obawy gdy Słowacy zakładają harszle… my po krótkim czasie wkładamy raki … coś dziwnie stromo … i do tego trochę sporo lodu … Dopiero docierając na grań (sporo za późno) sprawdzamy lokalizację i jakie jest nasze zaskoczenie gdy okazuje się, że jesteśmy na Spalonej Przeł. (Spalone Sedlo) - nazwę przełęczy poznałem dopiero w domu!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu decydujemy się na plan D – zjazd jak najszybciej, póki widzimy jeszcze siebie z odległości ok. 20m. Pierwsi jednak ruszają hardzi (jeden z nich przebierał się prawie do rosołu na przełęczy) Słowacy, zjechała 2/3 grupy i nagle słychać zgrzyt krawędzi o lód i jeden z hardych leci w dół!!! Spanikowana Słowaczka woła o pomoc 2 doświadczonych (na pewno wiekiem) Słowaków. Ci jednak nawet nie zerkają w ich kierunku, tylko mamroczą coś w rodzaju „jak spadł to się gdzieś pewnie zatrzyma”, albo „i tak już mu nie pomożemy”. Na szczęście ślizg okazał się nie długi i oprócz wypiętej narty nic się nie stało – ach te opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i my, lecz mgła robi się coraz gęstsza. Po pokonaniu stromizn mgła jest już irytująco gęsta i do końca nie wiemy czy aby czasem nie jedziemy pod górę. Dlatego też odpuszczamy sobie wejście na Spaloną Kopę i staramy się powoli tracić wysokość, co 100 m sprawdzając położenie. Na samym końcu trawersujemy zbocza Spalonej, aby ominąć slabozjeżdżalny, leśny fragment szlaku i znajdujemy wypatrzone jeszcze z dołu wycinki leśne z cudownym puchem – nimi docieramy na dno doliny i dalej na nartach do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wycieczki wynosimy jeden główny wniosek – rada „idziemy za nimi bo wyglądają jakby wiedzieli gdzie idą” to słaba rada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców Andrzejowi się podobało, owszem był zmęczony ale na skitury jeszcze pojedzie – tak przynajmniej powiedział😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od południa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Jaworska oraz 1 członek klubu|10 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęceni warunkami z ostatniego tygodnia ponownie uderzamy na Skrzyczne lecz tym razem za cel bierzemy południowe zbocza. Podchodzimy szlakiem od Ostrego U góry bardzo mocny wiatr. Po przerwie w schronisku zjeżdżamy na przełaj wprost na południe. Początkowo wiatr zatrzymywał nas w miejscu lecz troszkę niżej warunki były idealne a zjazd do dol. Potoku Malinowskiego zaliczać można do najpiękniejszego w Beskidach. Wszystko pod lazurowym niebem w otoczeniu białych szczytów. W dolinie po przetartym szlaku z &amp;quot;łyżwy&amp;quot; szybko docieramy do auta. Zrobiliśmy 722 m przewyższenia i ok. 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Skrzyczne2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + członek klubu|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotne plany wyjazdu dotyczyły Tatr, ale wiadomo 3 stopień lawinowy i halny szybko je zweryfikował. Trasę wybraliśmy pod kątem dłuższego turowania i liczyliśmy na przyzwoity zjazd. Niestety po odpoczynku w schronisku rozpadało się, śnieg stał się mokry i tępy co zmusiło nas jedynie do zjazdu bez historii do auta. Jedyną smutną obserwacją jest stan drzewostanu bukowego zniszczonego przez masy śniegu na grani. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż dziw bierze jak wschodnie stoki Srzycznego diametralnie różnią się od przeciwnej strony. Brak szlaków, nartostrad a co za tym idzie brak ludzi. Tym razem wystartowaliśmy z Podlasu. Po mokrym śniegu podchodzimy na wprost zostawiając za sobą i pod sobą mglistą szarość. Ostatnie stromizny pokonujemy zakosami wydostając się na szczyt Skrzycznego (1257) pełnego przywyciągowych narciarzy choć i skiturowców też kilku było. Krótka chwila w schronisku i szybko w dół rozkosznym zjazdem po owych stromiznach a potem łagodniej w lesie. Bez szwanku docieramy do auta. Zrobiliśmy 750 m przewyższenia i 7 km dystansu. Był to nasz trzeci zjazd w tą &amp;quot;dziką&amp;quot; stronę i każdy można zaliczyć do bardzo atrakcyjnych pod każdy względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSkrzyczne &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Zgadaliśmy się ze Strzelcem, że oboje mamy wolną sobotę i chęć wybrania się gdzieś, jednak żadne z nas jakoś nie miało ani weny, ani specjalnych chęci wymyślić co robimy. Poza mglistym ,,jedziemy w góry” nie mieliśmy pomysłu co robić. W sobotę rano, spakowani na wycieczkę, otwarliśmy w samochodzie mapę i zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na Beskidzkie szczyty, żaden z nich nie wydał nam się oryginalnym pomysłem, szukaliśmy czegoś nowego i dostosowanego do pogody, ale jednak czegoś co można by nazwać ,,konkretnym” wyjściem. Godzina (8:30!) też miała duży wpływ na poszukiwanie miejsca destynacji. Szukając coraz bliżej, trafiliśmy palcem na mapie na Beskid Mały i najwyższy jego szczyt Czupel (930m). Tak więc pojechaliśmy do Czernichowa, stamtąd weszliśmy na wspomniany Czupel, niebieskim szlakiem przez Suchy wierch. Pogoda wiosenna, blisko 10 stopni na plusie i nawet za mocno nie wiało (halny w Tatrach!). Jednak topniejący śnieg okazał się bardziej uciążliwy niż się spodziewaliśmy, mimo wydeptanych śladów i tak zapadaliśmy się jeszcze bardziej, po kolana, a czasami bardziej. Moje buty na szczycie już chlupotały :}. Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem przez Przysłop i Suchy Groń. Co okazało się śmiesznym pomysłem gdzieś w okolicach żółtego szlaku. Poza zapadaniem się w śnieżnej brei, deptaliśmy po wodzie do kostek, która z się wytopiła ze śniegu i pod nim płynęła. Uciekliśmy ze szlaku, jak tylko pojawiła się możliwość zejścia odśnieżonymi uliczkami. Choć wycieczka była bardzo fajna i przeszliśmy około 11km i zrobiliśmy nieco ponad 600m przewyższenia, to czułam się zmęczona nie mniej niż jakbym poszła na solidną ,,wyrypę&amp;quot;… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria od dol. Suchego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów na Czantorię. Tym razem od Doliny Suchego Potoku. Kilka lat temu podchodziliśmy tym niezwykle stromym jak na Beskidy podejściem lecz co najwyżej teren był przyprószony śniegiem a zjechać musieliśmy natrostradą. Tym razem śniegu było dużo a warun wymarzony do zjazdu (na twardym podłożu warstwa świerżego puchu). Podchodzimy prawym orograficznie skłonem doliny, której zbocza robią się później strome i tylko podejście licznymi zakosami pozwala zdobywać teren. Po wydostaniu się na szlak zaliczamy szczyt Czantorii (995) by w chwilę później w śnieżnej zadymce mknąć w dół pięknym bukowym lasem. Celem był zjazd wąwozem lecz po kilkudziesięciu metrach zjazdu tym wąskim parowem zacząłem się zapadać do głębokich jam, które pojawiały się pod naporem nart. Śniegu optycznie było dużo lecz zalegał na wierzchołkach głazów bez konkretnego podkładu (wina spływającej tam wody). W ostatnim więc możliwym momencie wydostaję się z wąwozu na strome zbocze by kontynuować zjazd lasem najpierw równolegle do rozpadliny a później optymalnym wariantem ku dolinie. Jak zwykle szybko osiągamy dno doliny i w kilka chwil jesteśmy przy aucie w Polanie. Czantoria od tej strony oferuje ciekawe pod względem skiturowym możliwości dla bardziej wymagjących narciarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSuchy%20Potok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasrowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Tadek Szmatłoch|26 01 2019}}&lt;br /&gt;
W Tatrach pełnia zimy. Wyruszamy z Kuźnic w kilkustopniowym mrozie. Pod jaskinię docieramy po przetartej ścieżce. W trakcie przebierania, dochodzi do nas kurs z Krakowa. Czując ich oddechy na plecach, szybko wrzucamy resztę rzeczy do plecaków i wskakujemy do dziury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kasprowa Niżnia jest moją ulubioną jaskinią, a ostatni raz w Tatrzańskiej jaskini byłam już jakiś czas temu, więc wyszło na to, że wpadłam do dziury jak narkoman na głodzie chcąc pożreć wszystkie wspinaczki i poręczówki sama. Nie było po drodze żadnej wody, która by mnie zatrzymała. Po pierwszej euforii wyhamowuję dopiero gdzieś w okolicach partii Sylwestrowych, kiedy zaczyna się robić zdecydowanie ciasno, a moje nienasycenie przemienia się w ciekawość, bo do tego miejsca nigdy wcześniej nie dotarłam. Kręcimy się tu przez jakiś czas i zaglądamy w różne korytarze. Znudzeni zażądamy odwrót. Deporęczem zajmują się chłopaki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Rycerskiej nie kierujemy się w stronę wyjścia, a zbaczamy do korytarza prowadzącego do Syfonu Danka. Tam również jeszcze żadne z nas nie było. Trochę nas zaskoczył ten odcinek jaskini, każdy spodziewał się czegoś innego. Niemniej, zaskoczeni jesteśmy na plus! Kiedy w końcu docieramy do syfonu, zachwycamy się jego przejrzystością i dumamy nad tym co siedzi w głowach ludzi, którzy decycują się na nurkowanie w jaskini... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do wyjścia. Choć przebieramy się w środku jaskini, to udało nam się przez otwór dostrzec jeszcze ostatnie odcienie dnia. Na powierzchni dalej mróz i do tego prószy śniegiem. Próbowałam jeszcze ukoronować ten dzień zjazdem na worze, ale szlak w żadnym miejscu nie był na tyle stromy, żeby mi się to udało... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|20 01 2019}}&lt;br /&gt;
Dość krótki wypad do Brennej. Ostatnia fala ocieplenia z zeszłego tygodnia wytopiła sporo śniegu, a ten który zostawiła, skryła pod szczelną skorupką lodu. Nic nowego nie nasypało więc szlak/droga dość daleko posypany piachem. Dopiero wyżej zaczyna się przyjemny puszek. Nasz pierwszy w tym sezonie. Z zachwytu zapominamy o pierwotnym planie i po wejściu na Kotarz zjeżdżamy i podchodzimy różnymi drogami i lasem tak żeby trenować (i delektować) zjazdy. &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fkotarz&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie – jaskinia Lamprechtsofen|Mateusz Golicz, Ola Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, dwie osoby z klubu, Miłosz Dryjański (KKS) oraz grotołazi z klubu z Salzburga i z Niemiec: Joe, Sebi, Alex, Martin, Markus, Schorsch, Toni, Andy; Jorg i jeszcze dwie osoby|18 - 20 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni ciekawej działalności za sprawą Mateusza, który zorganizował akcję do systemu Lampo. W pierszy dzień Mateusz z Olą, Magdą  i Bogdanem. wybrali się na skiturach w stronę szczytu Schwalbenwand (2011) a pozostali na spacery po okolicy. Wieczorem wszyscy (my dojechaliśmy wprost na spotkanie) spotykamy się na prelekcji Mateusza Golicza w siedziebie austriackiego klubu, która się mieści w jednym z pomieszczeń pałacu w Salzburgu. Wykład o eksploracji masywu Goll z udziałem m. in. legendy tuejszej speleologii Walterem Klappacherem spotkał się dużym zainteresowaniem sporej grupy obecnych. Jeszcze wieczorem ustalamy szczegóły akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do Lampo miała na celu dotarcie do Mondhalle (+300 m) i przetestowanie urządzenia – cavelink. Urządzenie to pozwala na komunikację tekstową bez kabla na spore odległości w jaskini. Oprócz tego mieliśmy wynieś niepotrzebny sprzęt oraz śmieci. Z kolei Mateusz chciał naprawić uszkodzone mocowanie jednej z drabinek. Podzieleni na dwie polsko - austriackie grupy realizowaliśmy zaplanowane zadania. Obecnie Lampo to jedna z najgłębszych jaskiń świata (najgłebsza w Europie) a różnica między najwyższym otworem (CL 3) a dolnym wynosi 1735 m co stanowi najgłębszy trawers jaskiniowy świata. 60 km korytarzy daje pojęcie o potędze tej dziury. Pierwsze kilkaset metrów jaskini latem jest udostępnionych dla turystów.  Zimą dostępna jest tylko dla grotołazów. Przez kilkadziesiąt lat eksploracji pokolenia grotołazów założyły tu setki drabinek, lin, bolców i różnego rodzaju patentów w celu łatwiejszego posuwania się w górę jaskini. W jednym z zalanych korytarzy jest nawet tratwa, którą trzeba przepłynąć kilkadziesiąt metrów. Niemniej jednak poruszanie się wymaga trochę gimnastyki. Po 5 godzinach udaje nam się dojść do Mondhalle (ok. + 300 m) i ku naszemu zdumieniu udaje się nawiązać łączność z Miłoszem, który był w wstępnych partiach jaskini. W drodze powrotnej spotykamy natomiast Mateusza z Olą i Iwoną przy feralnej drabince a na końcu Miłosza, który jeszcze siedział przy cavelinku. Pozostali z jaskini wyszli wcześniej. Chatka w której mieszkaliśmy znajduje się kilkadziesąt metrów od otworu co jest kolosalnym ułatwieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na ogromne opady śniegu przed naszym przyjazdem, wszystkie drogi prowadziły wąwozami w śniegu a w górach było wysokie zagrożenie lawinowe. Wstaliśmy o świcie. Najbepzpieczniejszy w okolicy był właśnie Schwalbenwand, na który wyszliśmy na skiturach. Było mroźno lecz u góry słonecznie. Zjazd był przecudowny. Przez wielkie polany w otoczeniu szczelistych szczytów po wspaniałym śniegu. Zrobiliśmy 1200 m deniwelacji i niespełna 9 km dystansu. W południe ruszamy w droge powrotną do domu tak jak i reszta ekipy (którzy też odbyli krótkie wycieczki po okolicy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia (reszta trochę później): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FLampo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria przez Gahurę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2019}}&lt;br /&gt;
W górach śniegu moc. Robimy szybki wypad w upatrzone 2 lata temu miejsce. Jest to dolina Gahury, której odnoga wcina się stromo od wschodu w masyw Czantorii (995). Auto zostawiamy przy kamieniołomie w Wiśle Obłaziec i dalej ciągle po śniegu wgłąb doliny. Zaskoczeniem były świeże ślady skiturowców lecz po kilkuset metrach skręciły gdzieś w bok w stronę wyciągów. My w bardzo głębokim śniegu windujemy się powoli do góry znacząco się zapadając nawet mimo nart na nogach. Podejście w tych warunkach zajmuje nam bite 2 godziny (613 m przewyższenia). Oczywiście w lesie nie spotykamy nikogo. Spokój zaburzały jedynie spadające z drzew ogromne czapy śniegu. Na szczycie widoczność ograniczona (prószył śnieg). Tylko przepinka i po chwili mkniemy w dół mniej więcej trasą podejścia. Były to przewspaniałe chwile gdyż zjazd był właściwe płynięciem po grubej warstwie puchu a nastromienie stoku pozwalało na rozwinięcie znaczącej szybkości. Bardzo szybko osiągamy więc drogę w dolinie, którą niebawem przy sipiącym już deszczu dojeżdżamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8669</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8669"/>
		<updated>2019-02-24T19:16:21Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zch - Spalona Przełęcz&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałuszka|24 02 2019}}&lt;br /&gt;
Była to pierwsza tatrzańska tura Andrzeja, więc padło na pobliską i dobrze nam znaną dolinę Rohacką. Plan A polegał na zdobyci Spalonej Kopy, plan B – jak będzie nam mało to szarpniemy się jeszcze na pobliskiego Pachoła. Z powodu mgły, która grała pierwsze skrzypce na tym wyjeździe nie do końca świadomie wybieramy plan C, czyli mijamy odbicie na Spaloną, więc odwracamy planowaną kolejność szczytów. Lecz tu do akcji wkracza 11-osobowa grupa słowackich skiturowców, krocząca przed nami. Podążamy ich śladami, myśląc że wybierają się co najmniej na Banikowską Przeł., no bo gdzież indziej – na tym etapie doliny innych celów już być nie może …, a jednak!&lt;br /&gt;
Znając opis podejścia na relatywnie nie trudną Banikowską Przeł. zaczynamy mieć lekkie obawy gdy Słowacy zakładają harszle… my po krótkim czasie wkładamy raki … coś dziwnie stromo … i do tego trochę sporo lodu … Dopiero docierając na grań (sporo za późno) sprawdzamy lokalizację i jakie jest nasze zaskoczenie gdy okazuje się, że jesteśmy na Spalonej Przeł. (Spalone Sedlo) - nazwę przełęczy poznałem dopiero w domu!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu decydujemy się na plan D – zjazd jak najszybciej, póki widzimy jeszcze siebie z odległości ok. 20m. Pierwsi jednak ruszają hardzi (jeden z nich przebierał się prawie do rosołu na przełęczy) Słowacy, zjechała 2/3 grupy i nagle słychać zgrzyt krawędzi o lód i jeden z hardych leci w dół!!! Spanikowana Słowaczka woła o pomoc 2 doświadczonych (na pewno wiekiem) Słowaków. Ci jednak nawet nie zerkają w ich kierunku, tylko mamroczą coś w rodzaju „jak spadł to się gdzieś pewnie zatrzyma”, albo „i tak już mu nie pomożemy”. Na szczęście ślizg okazał się nie długi i oprócz wypiętej narty nic się nie stało – ach te opanowanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy i my, lecz mgła robi się coraz gęstsza. Po pokonaniu stromizn mgła jest już irytująco gęsta i do końca nie wiemy czy aby czasem nie jedziemy pod górę. Dlatego też odpuszczamy sobie wejście na Spaloną Kopę i staramy się powoli tracić wysokość, co 100 m sprawdzając położenie. Na samym końcu trawersujemy zbocza Spalonej, aby ominąć slabozjeżdżalny, leśny fragment szlaku i znajdujemy wypatrzone jeszcze z dołu wycinki leśne z cudownym puchem – nimi docieramy na dno doliny i dalej na nartach do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z wycieczki wynosimy jeden główny wniosek – rada „idziemy za nimi bo wyglądają jakby wiedzieli gdzie idą” to słaba rada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców Andrzejowi się podobało, owszem był zmęczony ale na skitury jeszcze pojedzie – tak przynajmniej powiedział😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od południa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Jaworska oraz 1 członek klubu|10 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęceni warunkami z ostatniego tygodnia ponownie uderzamy na Skrzyczne lecz tym razem za cel bierzemy południowe zbocza. Podchodzimy szlakiem od Ostrego U góry bardzo mocny wiatr. Po przerwie w schronisku zjeżdżamy na przełaj wprost na południe. Początkowo wiatr zatrzymywał nas w miejscu lecz troszkę niżej warunki były idealne a zjazd do dol. Potoku Malinowskiego zaliczać można do najpiękniejszego w Beskidach. Wszystko pod lazurowym niebem w otoczeniu białych szczytów. W dolinie po przetartym szlaku z &amp;quot;łyżwy&amp;quot; szybko docieramy do auta. Zrobiliśmy 722 m przewyższenia i ok. 10 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu część zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2019/Skrzyczne2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki – Wielka Racza|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt; + członek klubu|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwotne plany wyjazdu dotyczyły Tatr, ale wiadomo 3 stopień lawinowy i halny szybko je zweryfikował. Trasę wybraliśmy pod kątem dłuższego turowania i liczyliśmy na przyzwoity zjazd. Niestety po odpoczynku w schronisku rozpadało się, śnieg stał się mokry i tępy co zmusiło nas jedynie do zjazdu bez historii do auta. Jedyną smutną obserwacją jest stan drzewostanu bukowego zniszczonego przez masy śniegu na grani. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FWielkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 02 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Aż dziw bierze jak wschodnie stoki Srzycznego diametralnie różnią się od przeciwnej strony. Brak szlaków, nartostrad a co za tym idzie brak ludzi. Tym razem wystartowaliśmy z Podlasu. Po mokrym śniegu podchodzimy na wprost zostawiając za sobą i pod sobą mglistą szarość. Ostatnie stromizny pokonujemy zakosami wydostając się na szczyt Skrzycznego (1257) pełnego przywyciągowych narciarzy choć i skiturowców też kilku było. Krótka chwila w schronisku i szybko w dół rozkosznym zjazdem po owych stromiznach a potem łagodniej w lesie. Bez szwanku docieramy do auta. Zrobiliśmy 750 m przewyższenia i 7 km dystansu. Był to nasz trzeci zjazd w tą &amp;quot;dziką&amp;quot; stronę i każdy można zaliczyć do bardzo atrakcyjnych pod każdy względem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSkrzyczne &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - Czupel|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|02 02 2019}}&lt;br /&gt;
Zgadaliśmy się ze Strzelcem, że oboje mamy wolną sobotę i chęć wybrania się gdzieś, jednak żadne z nas jakoś nie miało ani weny, ani specjalnych chęci wymyślić co robimy. Poza mglistym ,,jedziemy w góry” nie mieliśmy pomysłu co robić. W sobotę rano, spakowani na wycieczkę, otwarliśmy w samochodzie mapę i zaczęliśmy przerzucać się pomysłami na Beskidzkie szczyty, żaden z nich nie wydał nam się oryginalnym pomysłem, szukaliśmy czegoś nowego i dostosowanego do pogody, ale jednak czegoś co można by nazwać ,,konkretnym” wyjściem. Godzina (8:30!) też miała duży wpływ na poszukiwanie miejsca destynacji. Szukając coraz bliżej, trafiliśmy palcem na mapie na Beskid Mały i najwyższy jego szczyt Czupel (930m). Tak więc pojechaliśmy do Czernichowa, stamtąd weszliśmy na wspomniany Czupel, niebieskim szlakiem przez Suchy wierch. Pogoda wiosenna, blisko 10 stopni na plusie i nawet za mocno nie wiało (halny w Tatrach!). Jednak topniejący śnieg okazał się bardziej uciążliwy niż się spodziewaliśmy, mimo wydeptanych śladów i tak zapadaliśmy się jeszcze bardziej, po kolana, a czasami bardziej. Moje buty na szczycie już chlupotały :}. Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym, żółtym i zielonym szlakiem przez Przysłop i Suchy Groń. Co okazało się śmiesznym pomysłem gdzieś w okolicach żółtego szlaku. Poza zapadaniem się w śnieżnej brei, deptaliśmy po wodzie do kostek, która z się wytopiła ze śniegu i pod nim płynęła. Uciekliśmy ze szlaku, jak tylko pojawiła się możliwość zejścia odśnieżonymi uliczkami. Choć wycieczka była bardzo fajna i przeszliśmy około 11km i zrobiliśmy nieco ponad 600m przewyższenia, to czułam się zmęczona nie mniej niż jakbym poszła na solidną ,,wyrypę&amp;quot;… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzupel&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria od dol. Suchego Potoku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów na Czantorię. Tym razem od Doliny Suchego Potoku. Kilka lat temu podchodziliśmy tym niezwykle stromym jak na Beskidy podejściem lecz co najwyżej teren był przyprószony śniegiem a zjechać musieliśmy natrostradą. Tym razem śniegu było dużo a warun wymarzony do zjazdu (na twardym podłożu warstwa świerżego puchu). Podchodzimy prawym orograficznie skłonem doliny, której zbocza robią się później strome i tylko podejście licznymi zakosami pozwala zdobywać teren. Po wydostaniu się na szlak zaliczamy szczyt Czantorii (995) by w chwilę później w śnieżnej zadymce mknąć w dół pięknym bukowym lasem. Celem był zjazd wąwozem lecz po kilkudziesięciu metrach zjazdu tym wąskim parowem zacząłem się zapadać do głębokich jam, które pojawiały się pod naporem nart. Śniegu optycznie było dużo lecz zalegał na wierzchołkach głazów bez konkretnego podkładu (wina spływającej tam wody). W ostatnim więc możliwym momencie wydostaję się z wąwozu na strome zbocze by kontynuować zjazd lasem najpierw równolegle do rozpadliny a później optymalnym wariantem ku dolinie. Jak zwykle szybko osiągamy dno doliny i w kilka chwil jesteśmy przy aucie w Polanie. Czantoria od tej strony oferuje ciekawe pod względem skiturowym możliwości dla bardziej wymagjących narciarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FSuchy%20Potok&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasrowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Artur Szmatłoch, Tadek Szmatłoch|26 01 2019}}&lt;br /&gt;
W Tatrach pełnia zimy. Wyruszamy z Kuźnic w kilkustopniowym mrozie. Pod jaskinię docieramy po przetartej ścieżce. W trakcie przebierania, dochodzi do nas kurs z Krakowa. Czując ich oddechy na plecach, szybko wrzucamy resztę rzeczy do plecaków i wskakujemy do dziury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kasprowa Niżnia jest moją ulubioną jaskinią, a ostatni raz w Tatrzańskiej jaskini byłam już jakiś czas temu, więc wyszło na to, że wpadłam do dziury jak narkoman na głodzie chcąc pożreć wszystkie wspinaczki i poręczówki sama. Nie było po drodze żadnej wody, która by mnie zatrzymała. Po pierwszej euforii wyhamowuję dopiero gdzieś w okolicach partii Sylwestrowych, kiedy zaczyna się robić zdecydowanie ciasno, a moje nienasycenie przemienia się w ciekawość, bo do tego miejsca nigdy wcześniej nie dotarłam. Kręcimy się tu przez jakiś czas i zaglądamy w różne korytarze. Znudzeni zażądamy odwrót. Deporęczem zajmują się chłopaki. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sali Rycerskiej nie kierujemy się w stronę wyjścia, a zbaczamy do korytarza prowadzącego do Syfonu Danka. Tam również jeszcze żadne z nas nie było. Trochę nas zaskoczył ten odcinek jaskini, każdy spodziewał się czegoś innego. Niemniej, zaskoczeni jesteśmy na plus! Kiedy w końcu docieramy do syfonu, zachwycamy się jego przejrzystością i dumamy nad tym co siedzi w głowach ludzi, którzy decycują się na nurkowanie w jaskini... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do wyjścia. Choć przebieramy się w środku jaskini, to udało nam się przez otwór dostrzec jeszcze ostatnie odcienie dnia. Na powierzchni dalej mróz i do tego prószy śniegiem. Próbowałam jeszcze ukoronować ten dzień zjazdem na worze, ale szlak w żadnym miejscu nie był na tyle stromy, żeby mi się to udało... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FKasprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitury|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|20 01 2019}}&lt;br /&gt;
Dość krótki wypad do Brennej. Ostatnia fala ocieplenia z zeszłego tygodnia wytopiła sporo śniegu, a ten który zostawiła, skryła pod szczelną skorupką lodu. Nic nowego nie nasypało więc szlak/droga dość daleko posypany piachem. Dopiero wyżej zaczyna się przyjemny puszek. Nasz pierwszy w tym sezonie. Z zachwytu zapominamy o pierwotnym planie i po wejściu na Kotarz zjeżdżamy i podchodzimy różnymi drogami i lasem tak żeby trenować (i delektować) zjazdy. &lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2Fkotarz&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Alpy Salzburskie – jaskinia Lamprechtsofen|Mateusz Golicz, Ola Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, dwie osoby z klubu, Miłosz Dryjański (KKS) oraz grotołazi z klubu z Salzburga i z Niemiec: Joe, Sebi, Alex, Martin, Markus, Schorsch, Toni, Andy; Jorg i jeszcze dwie osoby|18 - 20 01 2019}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzy dni ciekawej działalności za sprawą Mateusza, który zorganizował akcję do systemu Lampo. W pierszy dzień Mateusz z Olą, Magdą  i Bogdanem. wybrali się na skiturach w stronę szczytu Schwalbenwand (2011) a pozostali na spacery po okolicy. Wieczorem wszyscy (my dojechaliśmy wprost na spotkanie) spotykamy się na prelekcji Mateusza Golicza w siedziebie austriackiego klubu, która się mieści w jednym z pomieszczeń pałacu w Salzburgu. Wykład o eksploracji masywu Goll z udziałem m. in. legendy tuejszej speleologii Walterem Klappacherem spotkał się dużym zainteresowaniem sporej grupy obecnych. Jeszcze wieczorem ustalamy szczegóły akcji jaskiniowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do Lampo miała na celu dotarcie do Mondhalle (+300 m) i przetestowanie urządzenia – cavelink. Urządzenie to pozwala na komunikację tekstową bez kabla na spore odległości w jaskini. Oprócz tego mieliśmy wynieś niepotrzebny sprzęt oraz śmieci. Z kolei Mateusz chciał naprawić uszkodzone mocowanie jednej z drabinek. Podzieleni na dwie polsko - austriackie grupy realizowaliśmy zaplanowane zadania. Obecnie Lampo to jedna z najgłębszych jaskiń świata (najgłebsza w Europie) a różnica między najwyższym otworem (CL 3) a dolnym wynosi 1735 m co stanowi najgłębszy trawers jaskiniowy świata. 60 km korytarzy daje pojęcie o potędze tej dziury. Pierwsze kilkaset metrów jaskini latem jest udostępnionych dla turystów.  Zimą dostępna jest tylko dla grotołazów. Przez kilkadziesiąt lat eksploracji pokolenia grotołazów założyły tu setki drabinek, lin, bolców i różnego rodzaju patentów w celu łatwiejszego posuwania się w górę jaskini. W jednym z zalanych korytarzy jest nawet tratwa, którą trzeba przepłynąć kilkadziesiąt metrów. Niemniej jednak poruszanie się wymaga trochę gimnastyki. Po 5 godzinach udaje nam się dojść do Mondhalle (ok. + 300 m) i ku naszemu zdumieniu udaje się nawiązać łączność z Miłoszem, który był w wstępnych partiach jaskini. W drodze powrotnej spotykamy natomiast Mateusza z Olą i Iwoną przy feralnej drabince a na końcu Miłosza, który jeszcze siedział przy cavelinku. Pozostali z jaskini wyszli wcześniej. Chatka w której mieszkaliśmy znajduje się kilkadziesąt metrów od otworu co jest kolosalnym ułatwieniem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z uwagi na ogromne opady śniegu przed naszym przyjazdem, wszystkie drogi prowadziły wąwozami w śniegu a w górach było wysokie zagrożenie lawinowe. Wstaliśmy o świcie. Najbepzpieczniejszy w okolicy był właśnie Schwalbenwand, na który wyszliśmy na skiturach. Było mroźno lecz u góry słonecznie. Zjazd był przecudowny. Przez wielkie polany w otoczeniu szczelistych szczytów po wspaniałym śniegu. Zrobiliśmy 1200 m deniwelacji i niespełna 9 km dystansu. W południe ruszamy w droge powrotną do domu tak jak i reszta ekipy (którzy też odbyli krótkie wycieczki po okolicy).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia (reszta trochę później): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FLampo&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria przez Gahurę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2019}}&lt;br /&gt;
W górach śniegu moc. Robimy szybki wypad w upatrzone 2 lata temu miejsce. Jest to dolina Gahury, której odnoga wcina się stromo od wschodu w masyw Czantorii (995). Auto zostawiamy przy kamieniołomie w Wiśle Obłaziec i dalej ciągle po śniegu wgłąb doliny. Zaskoczeniem były świeże ślady skiturowców lecz po kilkuset metrach skręciły gdzieś w bok w stronę wyciągów. My w bardzo głębokim śniegu windujemy się powoli do góry znacząco się zapadając nawet mimo nart na nogach. Podejście w tych warunkach zajmuje nam bite 2 godziny (613 m przewyższenia). Oczywiście w lesie nie spotykamy nikogo. Spokój zaburzały jedynie spadające z drzew ogromne czapy śniegu. Na szczycie widoczność ograniczona (prószył śnieg). Tylko przepinka i po chwili mkniemy w dół mniej więcej trasą podejścia. Były to przewspaniałe chwile gdyż zjazd był właściwe płynięciem po grubej warstwie puchu a nastromienie stoku pozwalało na rozwinięcie znaczącej szybkości. Bardzo szybko osiągamy więc drogę w dolinie, którą niebawem przy sipiącym już deszczu dojeżdżamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8633</id>
		<title>Wyjazdy 2019</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2019&amp;diff=8633"/>
		<updated>2019-01-07T09:18:29Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|06 01 2019}}&lt;br /&gt;
Wycieczka na Skrzyczne od strony Lipowej-Słotwiny. Początek trasy ścieżką przez las, który w wyższych partiach się rozrzedza. Pod sam koniec napotykamy na bardzo stromą ściankę wzdłuż grani Skrzycznego, którą osiągamy przekopując się przez nawisy – serio! Generalnie mam wrażenie, że było lawinowo… wiał bardzo silny i mroźny wiatr i sporo nawiał śniegu, plus miejscami spora stromizna. Generalnie warunki bardzo zimowe. W schronisku grzejemy kości, wsuwamy po batoniku i zjeżdżamy. Początek niebieskim szlakiem, z którego odbijamy na wschód, niestety trochę niżej niż planowaliśmy więc musimy pokonać fragment bardzo stromego terenu, dalej świetna zabawa w puchu między drzewami. Pod sam koniec trafiamy na krzaki i sporo wąwozów, których żadna mapa nie wskazywała, więc się trochę pomęczyliśmy aby dostać się na trochę bardziej narciarki teren. Potem drogą, na nartach docieramy do auta. Zdjęć brak bo pozamarzały telefony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - masyw Romanki|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; + 2 os. tow.|04 01 2019}}&lt;br /&gt;
Zrobiła się prawdziwa, śnieżna zima. Przy tak wysokim zagrożeniu lawinowym w wyższych górach zostają nam zawsze do dyspozycji Beskidy. Uderzamy w masyw Romanki (1366) z Sopotni Małej. Za ostatnimi opłotkami wioski szlak jest kompletnie zasypany a czym wyżej tym śniegu więcej. Nawet poruszając się na nartach skiturowych solidnie się zapadamy co przekłada się na dość wolne tempo podejścia. Śnieg zamienił rozłożyste świerki w białe posągi o niewyobrażalnych kształtach. Osiągamy finalny grzebiet Romanki lecz do punktu oznaczającego szczyt nie docieramy z obawy przed nadchodzącym wcześnie zmrokiem. Aby dostać się na północ do doliny Małej Sopotni należy zjechać na przeł. pod Kotarnicą a potem przez rzadki las stromo w dół. Musimy pokonać odcinek stromego, najeżonego różnym przeszkodami zbocza co w tych warunkach jest łatwe bo śnieg dużo wybacza. Po tym ekscytującym choć niezbyt długim odcinku zjeżdżamy do leśnej drogi, którą szybko osiągamy dolinę a wraz z nią przetartą drogę. Da samego auta szybko docieramy na nartach. Zrobiliśmy niespełna 900 deniwelacji i ok. 13 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z wycieczki: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FRomanka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - masyw Magury|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 01 2019}}&lt;br /&gt;
W padającym deszczu prosto z Dolnego Szczyrku na przełaj przez bukowy las wydostajemy się w szczytowe partie masywu Magury (1129). Śnieg wprawdzie dość mokry i ciężki lecz zjazd nieskalaną bielą dostarczył sporo radości. Generalnie warun całkiem dobry. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FMagura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Błatnia nocą|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt; oraz 2 os. tow.|31 12 2018 - 01 01 2019}}&lt;br /&gt;
Ja z Sonią i znajomymi o godzinie 22.00 zaczęliśmy podejście na Błatnią z Jaworza. Na Błatniej byliśmy o 23.45. Im wyżej, tym więcej śniegu, aż po kolana.&lt;br /&gt;
Na górze było wielkie ognisko. O północy był pokaz sztucznych ogni i życzenia noworoczne. Jak wszyscy się rozeszli i ognisko przygasło poszliśmy do schroniska na zabawę aż do rana. Rano zeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2019%2FB%B3atnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8632</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8632"/>
		<updated>2019-01-07T08:55:55Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''06 01 2019''' - skitura na Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''04 01 2019''' - skitura na Romankę&lt;br /&gt;
* '''01 01 2019''' - skitura na Magurę&lt;br /&gt;
* '''31 12 2018 - 01 01 2019''' - Błatnia nocą&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8560</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8560"/>
		<updated>2018-11-11T16:29:32Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura. Wspinanie w Rzędkowicach|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 11 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z przedłużonego weekendu oraz ze wspaniałej pogody wspinając się w krótkim rękawku na skałkach w Rzędkowicach. Mimo bardzo wielu wcześniejszych wizyt na tych skałach, nadal odnajdujemy naprawdę wspaniałe drogi - tym razem na Wysokiej pokonujemy 2 bardzo ładne filary, a potem na Studnisku próbujemy czegoś trudniejszego. Wspinaczy mało jak na Rzędkowice i zarazem sporo jak na połowę listopada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Angia: Jaskinie w Yorkshire Dales|Ola Skowrońska (WKTJ), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|1-4 11 2018}}&lt;br /&gt;
Gdy zdaliśmy sobie sprawę, że przed nami długi, wolny weekend, Mateusz szybko wpadł na pomysł, żeby pojechać do angielskich jaskiń. Jak dla mnie to całkiem nowy kierunek dotychczasowych podróży, tym bardziej był ekscytujący ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszamy w czwartek nad ranem, po południu docieramy do wynajętego domku w północnej Anglii w miejscowości Arkholme. Otaczają nas zielone łąki z mnóstwem owiec, krów, z wszechobecnymi kamiennymi murkami i rozłożystymi drzewami. Przejeżdżamy przez stare wioski z kamienną zabudową, gdzie można jeszcze spotkać wyróżniające się charakterystyczne czerwone budki telefoniczne (w środku których można czasem znaleźć zamiast telefonu przenośny defibrylator). Jadąc wąskimi drogami parę razy mieliśmy okazję się przestraszyć widząc samochód pędzący w naszym kierunku po prawej stronie jezdni ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w ramach akcji rozruchowej idziemy do Heron Pot. Początkowo poruszamy się w dużym meandrze przypominającym Wodociąg w Śnieżnej, zjeżdżamy studnią o bardzo ciekawej strukturze ścian i kończymy w obniżającym się korzytarzu, gdzie trzeba było się przeczołgać. W drugi dzień na najdłuższą akcję idziemy do Boxhead Pot. Od początku jaskinia jest zadziwiająca. Otwór ciężko ominąć, jest on po prostu rurą wystającą z ziemi, a ktokolwiek się nad nią pochylał wyglądał jak postać z gry - Mario (tylko grzybka brakowało). Konstrukcja otworu tylko z zewnątrz wygląda banalnie, tak naprawdę patrząc od dołu widać, że musiano się nad nią bardzo napracować. Zjeżdżamy w dół i decydujemy się zrobić kółko przez Tate Galleries. Po drodze zbaczamy w boczne korytarze oglądając przepiękne nacieki, których w Tatrach nie uraczymy. Największą przeszkodą na tej drodze jest tzw. Rura (‘The Tube’). Jest to dość wąskie przejście z płynącą wodą, cytując przewodnik – zacisk, przez który płynie cała woda z Boxhead Pot. Przejść przez niego udało się nam z różnym rezultatem, niektórym woda wylewała się nawet zza kołnierza! &lt;br /&gt;
Na trzeci dzień wybraliśmy Rowten Pot. Jaskinia z największym otworem z tych trzech jaskiń. Zjeżdżając pierwszą liną widzieliśmy wodospad wlewający się w głąb oraz skały porośnięte ogromnymi mchami i paprociami. Droga na dno prowadziła przez studnie omijając wodę, tak żeby na koniec móc przejść zaraz obok wodospadu, a następnie krótkim meandrem do syfonu. Jaskinię można przetrawersować przechodząc na bezdechu trzy odcinki. Tym razem zrezygnowaliśmy z tej przyjemności. W ostatni dzień postanawiamy zrobić spacer w parku narodowym Peak District (choć mogliśmy jechać do Cambridge). Na drodze spotykamy stado owiec przeskakujących mur jak w bajce. Wracając na lotnisko, wpadamy na zasłużone fish&amp;amp;chips uszczęśliwiając tym samym Karola. Osobiście jestem też bardzo zaskoczona mieszkańcami Anglii, zawsze uśmiechniętymi i serdecznymi.&lt;br /&gt;
Pogoda była całkiem w porządku, trochę padało, trochę mroziło, ale były i chwile bardzo słoneczne i takie z pięknymi tęczami na niebie. Czas dojścia do otworów też był bardzo przyjemny, max 15-20min; temp. w jaskiniach 7-8st. Pomimo, że ktoś nas postraszył przed wyjazdem, że angielskie jaskinie są mokre i pianki mogą się przydać…  nie spanikowaliśmy i było warto!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAnglia%20&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|27 10 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce. &lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmietusia+wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda krzyżuje plany na wyjazd wspinaczkowy, więc decydujemy się na spacery po Beskidach - na wszelki wypadek wrzucam rower do bagażnika. Lądujemy w Węgierskiej Górce o 12:00, gdzie Ala z małą i znajomymi spacerują po okolicy, a ja wybieram się rowerem, czerwonym szlakiem przez Magurkę Wiślańską - Malinów - Salmopol - Kotarz do Szczyrku. Widoczność bardzo kiepska. Mżawka zaczyna się w okolicach Magurki, a pod koniec wycieczki jestem już bardzo przemoczony i dość zmarznięty. Łącznie wychodzi ok. 25 km i trochę ponad 1000 m podjazdów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Dolina Kluczywody - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Adam Tulec|13-14 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Dolinie Kluczywody odbyła się ostatnia część szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Śnieżna|Karol, Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|13-14 10 2018}}&lt;br /&gt;
Mało spania, za dużo lin, brak czasu na rozmyślenie się i oto byliśmy! Na szlaku w dolinie Małej Łąki o godzinie 7 rano. Dreptaliśmy trochę za bardzo obciążeni jak na relaksacyjne wyjście i  rozmyślaliśmy kogo spotkamy w jaskini.  I wtedy nasze myśli jakby się zmaterializowały w postaci kolegów z SBB, radośnie oznajmiających nam, że oni idą zaporęczować jaskinię i nie musimy nieść naszych lin, bo możemy skorzystać z ich poręczówki. Tak proszę państwa! To wcale nie był sen grotołaza! Aż pod sam otwór nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini Śnieżnej weszliśmy dość późno, ale letnia pogoda wcale nie zachęcała by przykleić brzuch do lodospadu i zjechać w głąb ziemi. No właśnie... lodospad... będąc ostatnio w tej jaskini przynajmniej rok temu nie miałam świadomości... że lodospad jakby się skurczył... zmalał... a miejscami znikł... Pierwszym zaskoczeniem było samo wejście do dziury, gdzie wg. moich wspomnień trzeba było przeciskać się pomiędzy stropem a lodem, teraz znajduje się tam zjazd, lód zaczyna się dopiero w połowie pochylni i dość gwałtownie kończy, odkrywając nie do końca stabilne głazy... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niżej już po staremu. Mkniemy w dół aż do wodociągu. Tu kręcimy się trochę, jemy, mijamy trochę ludzi. Można nawet powiedzieć, że całkiem tłoczno było tam na dole... Do góry jak zwykle pocimy się na linach. Ja przeżywam małą chwilę przerażenia, odkrywając, że moja delta zbyt łatwo się odkręca i uprząż próbuje się z niej wydostać. Przed wielką studnią dokręcam ją jednak tak skutecznie, że po wyjściu potrzebuję pomocy w oswobodzeniu się z uprzęży...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień poszukujemy jakiejś krótkiej wycieczki, żeby móc wcześnie wyjechać z Zakopanego, ale wykorzystać dzień w Tatrach. Pogoda zachęca do wycieczki powierzchniowej, a mokre kombinezony i wnętrza odpychają od jaskiniowej. Decydujemy się na szybką przebieżkę Doliną Strążyską pod Siklawicę, dalej Ścieżką nad Reglami, przez Sarnią Skalę, do Doliny Białego. Koło zamykamy dochodząc Ścieżką pod Reglami z powrotem pod Dolinę Strążyską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2018%2Fsniezna&amp;amp;startat=5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziejowska i Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
Ostatnią niedzielę spędziłem leniwie, więc postanowiłem wziąć się za siebie i wybrałem się na szybki wypad w góry, akurat żeby wieczorem zdążyć na koncert. Przed  godz. 8 byłem już w Węgierskiej Górce, skąd czerwonym szlakiem udałem się na Baranią Górę przez Magurkę Radziejowską. Szlak bardzo sentymentalny, bo na nim 4 lata temu na rajdzie górskim poznałem moją Iwonę ;) Początkowo pogoda była super, taka nasza prawdziwa polska złota jesień (choć jeszcze nie wszystkie drzewa zmieniły kolor na złoty), to później na grani zaczeło bardzo mocno wiać. Horyzont zeszarzał i widoki były bardzo ograniczone. Z wieży widokowej na Baraniej było trudno dostrzec nawet Babią Górę. Do Węgierskiej Górki wracałem początkowo czarnym szlakiem, a później zielonym. Po powrocie do auta kupiłem sobie w nagrodę lody w pobliskiej cukierni. Do Katowic wróciłem troszkę po 15.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: zajęcia na Kuli i Żabim Koniu - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|06-07 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach pomiędzy Będkowicami a Kobylanami, odbyła się druga z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magura i Klimczok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, trochę wcześniej od Biłej na szczyt wyszli Rysiek i Marzenna Widuch|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem w dobrej pogodzie start z Mesznej na przełaj wzdłuż potoku Mesznianaka. Potok najpierw płynie w dość głębokim jarze. Dalej stromo do góry zdobywamy wysokość na granicy zadłużenia tlenowego osiągając szlak czerwony z Bystrej. Następnie szczyt Magury i Klimoczoka. Dość sporo osób kręciło się w okolicy schroniska. Wracamy żółtym szlakiem do Mesznej zatrzymując się w Chacie pod Starym Groniem na szarlotce. Od tej strony na szczyt wychodzi znacznie mniej ludzi niż z pozostałych zboczy. Z niecierpliwością należy czekać na dobre śniegi by powtórzyć tą trasę skitorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Straszykowe skały - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec i Asia Przymus (jeden dzień)|29 - 30 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Ryczowie odbyła się pirewsza z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów. Opis pojawi się po ukończeniu całości szkolenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Banikov - Rohacze|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wstępny plan kursowego wyjścia do Ptasiej zawiódł, więc wybraliśmy słowackie zachodnie Tatry jako cel naszej wycieczki. Rochacze od dawna chodziły nam po głowach. Dzień wcześniej relaksujemy się w Termach Chochołowskich, gdzie jak się okazało trafiliśmy na sobotnie „Pool party”, czyli imprezę na odkrytym basenie rodem z amerykańskich filmów dla nastolatków, z DJem itp. &lt;br /&gt;
Nocujemy w muszli koncertowej zlokalizowanej na parkingu przy jaskini Brestovskiej; miejscówka bardzo dogodna, można się schować w środku, tak że nikt z drogi nas nie widzi i nie przegania. Trekking rozpoczynamy od wejścia na Banikov, później dalej granią przez Rochacze Płaczliwego i Ostrego na Wołowiec. Odcinki z łańcuchami nie są aż takie trudne jak się spodziewaliśmy czytając opisy przejść.  Szczyty były niestety zakryte chmurami, mocno wiało. Na Banikowym szczycie kępki trawy były już nieco zaśnieżone/oblodzone tworząc ciekawe formy dzięki wiejącemu wiatrowi. Mimo nienajlepszej pogody na szlaku spotykamy wielu wędrowców. Szlak zdecydowanie do powtórzenia przy lepszej pogodzie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze przy przydrożnych ruinach, które okazały się pozostałościami Franciszkowej huty z ogromnym piecem hutniczym w środku.&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBanikov%20Rohacze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - pasmo z Oszustem|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow.|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Pokonano dość długą trasę z przeł. Glinka do Rycerzowej i zejście do Soblówki. Pogoda niezbyt lecz na szlaku nikogo. Zejście w nocy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wejście na Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os. tow.|21 09 2018}}&lt;br /&gt;
Mój plan na spędzenie weekendu w tatrach pogrzebał się pod zwałami zapowiadanych opadów deszczu i śniegu oraz zimna. Rozpacz jaka mnie ogarnęła z powodu utraconego tatrzańskiego lata została jednak przepędzona przez Piotrka, który miał spędzać czwartek i piątek w górach i zaprosił mnie bym dołączyła do niego i kolegi w Piątkowe wyjście na Kościelec. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coś we mnie drgnęło i nagle zapragnęłam nie przejmować się żadnymi obowiązkami i pozwolić sobie działać spontaniczne. Od razu wybrałam wolne na piątek, po pracy szybko się spakowałam i poszłam spać chwilę po zmroku. Pobudka o 2:15, o 2:45 wyjazd z Rudy Śląskiej i udało mi się złapać miejsce w Pekaesie do Zakopanego o 3:45. Na miejscu byłam trochę po czasie - o 7:30, zamiast 7:00 (uwaga korki w Białym Dunajcu), gdzie spotkałam się ze Strzelcem i jego znajomym. Bez zwłoki udaliśmy się na szlak z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pogoda owszem letnia, więc szybko pozrzucałam z siebie zbędne nogawki i długie rękawy, aczkolwiek na trochę wyższym i odkrytym terenie wiał mroźny i mocny wiatr. W Murowańcu zatrzymaliśmy się na szarlotkę, Strzelec z powodu kontuzji wycofał się ze zdobywania z nami Kościelca i wybrał kontemplację natury nad Czarnym Stawem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
My ruszyliśmy na Kościelec z lekką obawą, czy aby przypadkiem nie zwieje nas jak tylko wyjdziemy na grań Małego Kościelca. Jak się wyżej okazało, na szczęście mimo nagłych podmuchów i konieczności założenia dodatkowych warstw, nie groziło nam zdmuchnięcie ze skał. Na drogę podejścia wybraliśmy trasę prowadzącą koło Czarnego Stawu, przez Mały Kościelec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlak na Kościelec, aczkolwiek stromy jest bardzo przyjemny, szybko zdobywa się wysokość, mogąc cały czas podziwiać wspaniałe widoki, bliżej szczytu wymaga użycia rąk przy podchodzeniu. Jak dla mnie było to jedno z ciekawszych podejść jakie robiłam w Tatrach. Na szczycie posiedzieliśmy tak długo jak tylko się dało aby nie zamarznąć. Na drogę powrotną wybraliśmy zejście koło Stawków w Dolinie Gąsienicowej. Na Hali Gąsienicowej spotkaliśmy się ponownie z Piotrem i razem ułożyliśmy się wygodnie na trawie by jeszcze chwilę pokontemplować ostatni letni dzień w Tatrach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fkoscielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: jaskinie: Berkowa, Ostrężnicka, Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Max, Speleo-Myszków|17 09 2018}}&lt;br /&gt;
Robimy szybki wypad na Jurę: najpierw z Piterem zaliczamy Berkową (jaskinia z roku na rok wydaje się coraz bardziej ciasna), później już we 3 z Maxem dla zabicia czasu odwiedzamy Ostrężnicką. W krzakach nad jaskinią odnajdujemy chyba ruiny zamku, bardziej &amp;quot;chyba&amp;quot; niż &amp;quot;ruiny&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem dojeżdża wsparcie z Myszkowa. W piątkę ruszamy do Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskiniowy gwóźdź programu szybko klasyfikujemy jako „byłem, widziałem, nie wrócę”. Jaskinia niepokojąca, długa i piękna. Miejscami krucho, miejscami ciasno, są też chodniki po których można biegać będąc  w pełni wyprostowanym. Przechodzimy przez wszystkie główne ciągi, zwiedzając dodatkowo ciekawsze boczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziura zdecydowanie warta uwagi, jakiej formy nacieku by sobie człowiek nie wymyślił – taką znajdzie w Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzimy z jaskini z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;
Dziękujemy Speleo-Myszków za otwarcie obiektu 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fberkowa_ostreznicka_wierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: kaniony okolic Chiusaforte (Alpy Karnickie - Alpy Julijskie- Prealpy Julijskie)|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|13 - 16 09 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz trzeci udało nam się wybrać w rozpoznany już rejon kanioningowy. Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich skrupulatnie obserwowaliśmy przed wyjazdem pogodę i trafiliśmy w dychę – słońce, ciepło i co najważniejsze odpowiednie przepływy wody pozwoliły nam zrealizować cały plan. Odwiedziliśmy 4 kaniony najlepiej oddające klimat rejonu. Standardowo wyjazd w środę późnym wieczorem – na miejscu ok. 5 rano. Krótka regeneracja i na pierwszy ogień, lub lepiej napisać wodę poszedł Rio Ronce (v3a3III). Kanion typowo rozgrzewkowo-zabawowy, krótkie podejście około godziny a w środku wszystkiego po trochu; zjazdy, skoki, tobogany. W piątek zrobiliśmy Simona dolną część (v4a4V). Opisując go można cytować bardziej doświadczonych od nas kolegów z SDG  „Rio Simon jest jednym z najpiękniejszych kanionów Alp Karnickich. Woda jest w nim krystalicznie szmaragdowa, ściany są utworzone z białego, czystego wapienia. Kanion jest głęboki i wąski, lecz mimo to pełen słońca, które sprawia, że zdaje się być przyjazny i dostępny” – nic dodać nic ująć. W sobotę zmierzyliśmy się z Rio Cuestis (v5a3III). Początek zapowiadał się całkiem nieźle – parę mis do których udało się skoczyć. W środkowej partii woda zanika i do końca staje się suchy. Brak wody nie rekompensowały nam pionowe zjazdy dochodzące do 70 m. Dla nas grotołazów zjazdy powiedzmy sobie szczerze to trochę nie to czego szukamy w kanionach. No ale na wiosnę przy dużej wodzie to musi być fest…Niedziela na deser pobudka o 6.30 i o 8.00 maszerujemy w stronę Frondizzona (v4a2III). Kanion krótki ale intensywny. Zaczyna się 35 m. kaskadą z silnym strumieniem w końcowym odcinku zjazdu „zrywającym buty”. Potem skoki, pływanie, zjazdy wszystko w mocno wciętym a czasem zasklepionym kanionie. Dobre zakończenie wyjazdu. W Mikołowie jesteśmy o 22.00. &lt;br /&gt;
Uwaga: osoby planujące wyjście do Rio Cuestis – zły opis długości potrzebnej liny na stronie http://www.descente-canyon.com/canyoning/canyon-description/22007 . Myśmy mieli 73 + 58 i na najdłuższej kaskadzie było na styk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyceny trudności kanionów dla zainteresowanych:  http://v7a7.pl/skale-i-trudnoci/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKaniony-Italia&lt;br /&gt;
      &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Klimczok |Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|16 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią. Stamtąd, aby nie dojść zbyt szybko na Klimczok, skręcamy na szlak w kierunku Wapienicy. Pogoda idealna na takie spacery, słońce, nie za ciepło, nie za zimno, nie padało. Dużo grzybów, żadne z nas nie przepada za tym przysmakiem, ale jak widać większość ludzi już tak. Praktycznie każdy turysta, którego mijaliśmy niósł siatkę wypełnioną właśnie grzybami. Po zejściu do Doliny Wapienicy, przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie zatrzymujemy się na obiad, a później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy, zajadając domowe ciasteczka owsiane 😊. Z Klimczoka kierujemy się z powrotem na Błatnią i dalej do auta w Brennej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem na Magurę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 09 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku zrobiłem sobie ciekawą trasę na rowerze górskim. Z Szczyrku częściowo szlakiem, częściowo leśną drogą podjazd do schroniska pod Klimczokiem (skwar utrudniał zadanie). Potem przez szczyt Magury (1109) żółtym szlakiem do Mesznej. Zjazd trudny technicznie, sporo dużych kamieni lub trawiaste stoki, na których kiepsko wychodzi hamowanie. Zjeżdżałem tu pierwszy raz więc była to swego rodzaju nowość. Z Mesznej ładnym szlakiem rowerowym wracam do Szczyrku tuż przed ogromną nawałnicą. Grad wielkości kurzych jaj dewastował samochody a główna droga w Szczyrku zamieniła się w rwącą rzekę. W tym czasie już jednak siedziałem w knajpce na lodach z znajomymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Szczyrk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Königsjodler |Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |18 08 2018}}&lt;br /&gt;
Razem z Sarenką i Michałem postanowiliśmy zejść z Gölla dzień wcześniej, żeby wejść jeszcze na szczyt Hochkönig(2941m) przez ferratę Königsjodler.&lt;br /&gt;
Zaparkowaliśmy samochód na parkingu przy wejściu na szlak, po czym okazało się, że nie mamy gazu. Próby zakupienia w okolicznych wioskach były oczywiście nieskuteczne. Na całe szczęście pierwszy Austriak, którego zapytaliśmy o możliwość zakupu, podarował nam swój kartusz. Rozbiliśmy się na parkingu, a towarzyszyło nam niespodziewanie dużo osób, w tym grupa Czechów, z którą w następnym dniu kilkukrotnie się mijaliśmy.&lt;br /&gt;
Rano powitała nas całkiem przyzwoita pogoda, choć szczyty były zakryte chmurami. Szczęście znów nam dopisało. Im wyżej wychodziliśmy, tym chmury wznosiły się wyżej, odsłaniając poszarpaną grań, przez którą prowadziła ferrata. Pomiędzy kolejnymi szczytami musieliśmy pokonać „skok młodej panny”, most linowy i tyrolkę. Część odcinków pomimo sztiftów wymagała siły i wytrzymałości. Na szczyt dotarliśmy po paru godzinach wspinaczki, znów mijając wcześniej wspomnianych Czechów (którzy, jak to stwierdzili, uzupełnili witaminy i minerały w schronisku pijąc piwo). Po chwili oddechu na szczycie zaczęliśmy schodzenie. Początkowo po piargu, dość sypkim, o czym miałam się okazję przekonać zjeżdżając pewien odcinek w dół. Schodzeniu towarzyszył piękny zachód słońca oświecający zdobyty tego dnia szczyt i pomniejsze szczyty. Noc spędziliśmy ponownie na parkingu. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną, zahaczając o Lechovice. &lt;br /&gt;
zdjęcia w galerii &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa Goll'2018 |Mateusz Golicz (kier.), Miłosz Dryjański (KKS), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Ola Skowrońska (WKTJ), Jacek Szczygieł (KKS), Darek (KKS) |04 - 26 08 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja z pierwszych dwóch tygodni, z mojej i Iwony perspektywy. Iwona prześle osobno swój punkt widzenia  :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczna wyprawa odbyła się w terminie od 4 sierpnia do 26 sierpnia. My z Iwoną mieliśmy tegoroczny urlop tak zaplanowany aby być przez pierwsze dwa tygodnie. Cała ekipa spotkała się w piątkowe popołudnie u Sarenki i Michała, gdzie spakowaliśmy wszystkie rzeczy i wyjechaliśmy w stronę Austrii. Dojechaliśmy nad ranem, także był czas aby się jeszcze przespać. Po drzemce szybkie spakowanie big bag'ów i czekanie na helikopter. Na szczęści w tym roku śmigło było o czasie i nie zaskoczył naś za wczesnym przylotem. Resztę dnia spędziliśmy na rozkładaniu bazy oraz planowaniu zadań na następne kilka dni. Ze względu na ograniczony zasób ludzki mnie i Iwonie przypadło więcej zadań niż w zeszłym roku... i bardzo dobrze ;) &lt;br /&gt;
Drugie dnia Mateusz i Ja poszliśmy do Mondholle. To była moja trzecia jaskinia po Gammsteigu i Dependance w tym masywie. Muszę przyznać, że do miejsca gdzie zjechaliśmy była czysta;) Jednak główną jej atrakcją to były skamieniałości, które występowały często i gęsto ;) Dla mnie bardzo fajna akcja rozgrzewkowa, przy której miałem okazję poznać trochę teorii i praktyki związanej z poręczowaniem. Następnego dnia powtórka Mondholle z Olą i kolejne kilka metrów jaskinia puszcza. Kolejne kilka akcji mam w Gamssteighöhle. Inni ze sukcesem szukali nowego obejścia do biwaku, ja tym czasem z innymi staraliśmy się udogodnić nową drogę, a to przeporęczować ją lub przekopać gdzie było za ciasno. Po połączeniu nowej drogi (gdzie to w magiczny sposób kominy staly się nagle studniami) czekał nas deporencz swoistej legendy tj. Klappachera. Jak dla mnie historyczny moment. Przecież tyle lat nas klappacherem straszyli, a tu już zdeporenczowany. Czym teraz straszyć nowych kursantów??? Na kolejne dni pracy było wbród, więc uczestniczyłem w rozkładaniu kabla telefonicznego, deporenczu, transporcie i innych. Po tygodniu doszedł do nas Darek z Małym. Akurat z Darkiem dostaliśmy wolną rękę na eksplorację Dependance. Mieliśmy sporo rozmyślania w którą stronę pójść i ostatecznie wybraliśmy się w stronę okienka pilnowanego przez dużą wantę, która skutecznie nam przeszkodziła i mieliśmy z pod niej wycof. Z Darkiem stworzyliśmy jeszcze zespół pomiarowy, dzięki czemu plan jaskini zyskał kilka metrów. W między czasie odwiedził nas kolega Małego tzw. Money (przynajmniej tak zrozumiałem ;). Gość w dom, Bóg w dom, także wieczory spędziliśmy na wspólnych pogawędkach, opowiadaniach o innych wyprawach i anegdot. Wieczory bardzo były przyjemne, przy wspólnym biesiadowaniu. Jedną z niepojętych rzeczy w tym roku był codzienny upał. Istnie nie gollowska pogoda, która spowodowała, że za deszczem patrzeliśmy nie raz z utęsknieniem... Resztę o jaskiniach i ferracie dopowie Iwona :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując Gölla 2018, nasze działania skupiły się na jaskiniach:&lt;br /&gt;
Gamssteighöhle: połączyliśmy biwak z otworem przez Jaskownicę, tym samym umożliwiono przejście na biwak bez przechodzenia przez ulubione przez wszystkich meandry; prace na najgłębszym przodku - przejście krótkiego meandra, zjechanie kolejnych studni do głębokości ok.-725m; i na koniec zaskakująca wspinaczka za Koniem do największej sali w Gamssteigu&lt;br /&gt;
Dependance: wspinaczka, która dalej się kontynuuje - pozostało ok.10m i na górze optymistycznie wieje&lt;br /&gt;
Mondhöhle: zaporęczowaliśmy do ok. -320m, a studnie ciągną się dalej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten rok był wyjątkowo upalny. Miłosz skonstruował stojący prysznic, Mateusz zaordynował kupno zapasu mydła i szamponu, i prawie mogliśmy się prysznicować w promieniach słońca, tyle że … brakowało wody! Z problemem poradziliśmy sobie przynosząc śnieg z otworu Częstochowaschacht. A i tam spod śniegu wyłonił się otwór jaskini, jeszcze niezbadanej…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojego punktu widzenia, najciekawszym było własne poręczowanie i zejście na biwak. Razem z Małym zjechaliśmy do studni, której jedno dno było piaszczyste – mogłam z pełną satysfakcją stawiać tam pierwsze kroki, których odciski było wyraźnie widać ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FGoll-2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PORTUGALIA: wędrówka z Faro do Fatimy |&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os. tow.), Dominika (os. tow.)|31 07 - 21 08 2018}}&lt;br /&gt;
Przeważnie piesza wędrówka wzdłuż wybrzeża Atlantyku na odcinku Faro - Lizbona (ok. 250 km). Droga wiodła plażami, klifami, lasami oraz przez małe miejscowości. Dalej z Lizbony do Fatimy. Po drodze najdalej na zachód wysunięty przyl. Europy - Cabo de Roca. Szersza relacja później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - grań Otargańców |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 08 2018}}&lt;br /&gt;
Jeden z bardziej odosobnionych i osobliwych szlaków słowackich Tatr. Wiedzie urozmaiconą granią między dol. Jamnicką a Raczkową z pięknymi widokami na niemal całe Tatry Zach. Trudności technicznych brak ale jest wysoko. Zwieńczeniem jest drugi co do wys. szczyt Tatr Zach. - Jakubina (Raczkowa Czuba) - 2194. Stąd przez Jarząbczy i Kończysty schodzimy do dol. Raczkowej. Krótki odpoczynek przy szałasie pod Klinem (Starorobociański Szczyt) a następnie szybko w dół do wylotu Wąskiej Doliny. Cały dzień piękna pogoda a na naszym szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Całość trasy to ok. 20 km i 1600 m przewyższeń. Czas przejścia - 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOtargance&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Skarżyc |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 07 2018}}&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy teren w okolicach Skarżyc pod kątem obiektów jaskiniowych. Oprócz 2 dość ciekawych lejów nic ciekawego nie odkryliśmy. Nadchodząca nawałnica przegnała nas do auta. Udało się zebrać trochę grzybów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Sauerland - jaskinia Witte Kuhle |Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 - 22 07 2018}}&lt;br /&gt;
Sauerland to wyżynno-górzysta kraina w środkowych-zachodnich Nieczech o dość ciekawej budowie geologicznej. Nie brakuje tu wapienia i związanych z nim zjawisk krasowych. W pobliżu miejscowości Marsberg znajdują się wapienne wzgórza. Dawno temu były tu kamieniołomy a ich pozostałości widoczne są po dziś dzień. W okolicy jednego z nich jest jaskinia Witte Kuhle (czasem zwana Białą Jaskinią). Potężny otwór z tego co się dowiedziałem z skąpych informacji był w pradawnych czasach siedzibą ludzi pierwotnych a obecnie dobrym miejscem na pikinik. Mało kto jednak zapuszcza się w głąb tej jaskini. Gdy tylko Paweł przekazał mi te informacje postanowiliśmy przy pierwszej okazji zbadać temat co w sumie owocowało trzema akcjami do tej dziury. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża sala wejściowa kończy się półką nad okapem. Aby się tam dostać trzeba strawersować po wąskiej perci ścianę skalną. Za półką korytarz ciągnie się na wschód rozdzielając się w kilku miejscach i łącząc się później w &amp;quot;centralnej&amp;quot; sali. Penetrujemy jaskinię dość dokładnie. Dalsze sale posiadają grube namuliska sięgające niemal stropu. Udaje mi się wpełzać dalej w głąb masywu aż do miejsca gdzie moje gabaryty nie przystawały do wysokości. Widać jednak, że jaskinia się kontynuuje dalej w wgłąb masywu. W trakcie &amp;quot;chodzenia&amp;quot; po jaskini zauważyliśmy kilka miejsc gdzie po poszerzeniu namulisk można by przedostać się dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Namalowane sporadycznie strzałki na ścianach oraz ślady świadczą o obecności grotołazów w tej jaskini. Brak jakichkolwiek śmieci też potwierdza fakt rzadkiego pobytu tu ludzi. Wobec braku informacji n.t. tej dziury chcieliśmy ją początkowo skartować (skartowaliśmy wstępne partie) sądząc, że to niewielka dziura. Jednak po jej przejściu stwierdziliśmy, że trzeba na to znacznie więcej czasu i może przy następnej okazji to zrobimy (to co najmniej kilkaset metrów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz działania w jaskini na rowerze objechałem cały teren w celu rozeznania uwarunkowań dot. tutejszego krasu gdyż penetrowana przez nas jaskinia posiada przepływowy charakter. Teren jest częściowo rolniczy, częściowo zalesiony co trochę utrudnia dostęp do całego terenu. Po za tym w starym kamieniołomie widnieje jeszcze jeden otwór do którego się trzeba wspiąć lub zjechać. Być może to tylko ślepa dziura lecz warto to zbadać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|USA/KANADA: na rowerach przez góry Alaski i zach. Kanady |&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|05 06 - 14 07 2018}}&lt;br /&gt;
Kontynuacja rowerowej podróży sprzed 9 lat. Przejechano górski odcinek północny od Anchorage na Alasce poprzez kanadyjskie terytorium Jukon, Kolumbię Brytyjską do Calgary w Albercie. Szerzej o wyprawie tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:USA/Kanada_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAlaska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: ferrata na Jägihorn |Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2018}}&lt;br /&gt;
Po raz kolejny odwiedzamy siostrę Karola w Szwajcarii w trakcie przedłużonego weekendu. Oprócz spacerów po okolicy Lucerny udaje nam się zrobić jedną via ferratę, na którą w zeszłym roku brakło nam już czasu. Prowadzi ona na szczyt Vorgipfel (3150m n.p.m.), a następnie Jägihorn (3206m). Wyjechaliśmy przed 6, na szlaku jesteśmy o 10. Pogoda idealna, słońce,  lekki wiatr,  niewielkie zachmurzenie. Sama ferrata była najtrudniejszą jaką do tej pory robiliśmy. W miejscach gdzie ściana była pionowa, a chwyty nieoczywiste przydały się umiejętności wspinaczkowe. Znowu przekonujemy się o fantazji Szwajcarów tworzących via ferraty - główną atrakcją drogi był most zawieszony pomiędzy dwoma ścianami. Idąc w górę mogliśmy oglądać innych wspinaczy pokonujących most, co u mnie powodowało silne ukłucie stresu. Pocieszające było to, że w razie niepowodzenia można go obejść dołem. Przed samym przejściem mostu nie mogę się zdecydować, co jest mniej stresujące: czy iść pierwszą i mieć to za sobą, czy zobaczyć, że jak Karol przez niego przebiega i to powtórzyć. Postanowiłam nawet liczyć stopnie, ale po dziesięciu presja była na tyle duża, że się pogubiłam :) Ostatecznie Karol ratuje mnie informacją, że jest dozwolone przejście w dwójkę i tak też robimy. W końcu przychodzi czas na najprzyjemniejsze, czyli wyjście na sam szczyt i podziwianie widoków z góry. Po krótkiej przerwie szybko schodzimy w dół i ruszamy w drogę powrotną do Lucerny jednocześnie żałując, że mamy tak daleko do tak wspaniałych miejsc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fferrata&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami MTB po pograniczu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 07 2018}}&lt;br /&gt;
Start w Krzyżowej. Przez Krzyżówki górskim szlakiem rowerowym nie złym podjazdem osiągamy Watówki i dalej do granicy słowackiej w okolicy Głuchaczek. Apogeum jest na Jaworzynie (1045) a dalej dość trudnym technicznie zjazdem obniżamy się na Przeł. Półgrską. Jakoś nie udało nam się znaleźć na polskim szlaku zjazdu na Słowację. Na przełaj przez las po uprzednim rozeznaniu terenu docieramy do zrywkowej drogi i nią zjeżdżamy nie bez trudności do doliny Polhoranki. Tu starą asfaltową drogą jedziemy do Oravskiej Polhory odświeżając się po drodze w rzece. Potem podjazd drogą na przeł. Glinne i piękny zjazd do Korbielowa. Aby trochę przedłużyć wycieczkę do Krzyżowej docieramy systemem szlaków rowerowych o urozmaiconej konfiguracji. Cały dzień piękna pogoda, która podkreślała jeszcze bardziej odcienie soczystej zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMTBJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - W drodze do Jaskini Litworowej|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Adam Tulec, &amp;lt;u&amp;gt;Staszek Dacy&amp;lt;/u&amp;gt;|06 07 2018}}&lt;br /&gt;
W planie jaskinia Litworowa. Po cierpkiej (dla niektórych) nocy pod namiotem (Fjorda Nansena – serce rośnie:D) piękny poranek. Z małą obsuwą, ale i tak przed 8 ruszamy do doliny Małej Łąki – miła odmiana po ostatnich startach z Kir. Na Przysłopie piękna pogoda. Skoruśniak też poszedł szybko, szczególnie że to kolejny raz z rzędu – już znany, a jeszcze się nie przejadł. Poza tym większość lin czeka na górze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebo czyste – po drodze opisujemy okoliczne widoki – w końcu w ostatnich tygodniach jesteśmy już trzeci raz w Tatrach, a pierwszy raz coś widać. Mówimy sobie – w końcu ładna pogoda. Docieramy pod Kobylarzowy Żleb, już niedaleko, tylko trochę pod górę. Na niebie pojawiają się chmury. Po dojściu na Czerwony Grzbiet pogoda zmienia się diametralnie, momentalnie zaczyna padać. Zdążyliśmy dojść do rozwidlenia ścieżek do jaskini Litworowej i pod Wantą, lało już niemiłosiernie. Biegniemy po liny, a część idzie pod otwór. Grzmi. Zaczyna padać grad o średnicy ponad centymetra, trzeba chronić głowę. Worki znaleźliśmy bez problemu. Przeczekaliśmy burzę przy jaskini pod Wantą, reszta w rejonie otworu. Gdy chcemy ruszyć do reszty, gdzieś w pobliżu znów uderza piorun i czekamy. Kiedy w końcu docieramy pod otwór, jesteśmy kompletnie przemoczeni, reszta ekipy na nasz widok zakłada plecaki. Zalecono odwrót z pełnym poparciem. Kiedy z powrotem wychodzimy na szlak pomimo deszczu i chmur, w rejon Giewontu leci śmigłowiec. Powoli przestaje padać, zlało nas znowu za Przysłopem. Wsiadamy szybko do samochodu, na polu namiotowym nikt nie chce z niego wysiąść. Zadziałało dopiero hasło: „Idziemy na herbatę i ciacho” - zrozumiecie jak zobaczycie zdjęcia. Pozdrawiamy z Polany Rogoźniczańskiej :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. W zeszłym tygodniu to jednak było pięknie:D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Flitworowa_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Kanale Gliwickim|Bianka Witman Fulde, Tadek, Basia, Ania, Adam, Agnieszka Szmatłoch, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jola i Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej, Monika i Henryk Tomanek, Lucek, Jurek i wiele innych osób (ponad 70 osób)|04 07 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udział w urodzinowym rejsie Bianki w rozrywkowych klimatach z tańcami przy wspaniałej muzyce (głównie lat 70-tych). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska , Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Wanda Cacha z sopockiego KTJ, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec, Stanisław Dacy|30 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było Zimno!!! Mam nadzieję, że kursanci napiszą trochę więcej niż ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten weekend zdecydowaliśmy  się z Iwoną potowarzyszyć Rysiowi i  Kursowi w wycieczce do jaskini Pod Wantą. Wyjechaliśmy nad ranem z Katowic i po 8 czekaliśmy przy wejściu do Doliny Kościeliskiej na resztę ekipy. Szybko przypominaliśmy sobie topografię, a nuż Rysiek zapyta, więc trzeba będzie błysnąć wiedzą. Po chwili przyszedł Rysiek z kursem, gdzie obok Magdy, Adama i Staszka była kursantka Wanda od naszej znajomej i wesołej ekipy z Sopotu, których poznaliśmy na wypadzie do Serbii. Pogoda była nijaka, trochę wiało, pochmurno, mokro i zimno. Dziarskim krokiem przeszlyśmy Kobylarz, który nie okazał się jakimś wyzwaniem. Może to brak lin na plecach to spowodował? Śmiało można było rzecz, że ogarneła nas &amp;quot;nieznośna lekkość butów&amp;quot;. Po drodze zgarneliśmy Kaję. Pomimo mgły, jasknie znaleźliśmy bez problemu. Nawet nie wiem, jak na swoim kursie mogliśmy jej szukać przez godzine?! Kurs przygotowany, szybko się przebrał i zaczął poręczować. Szkoda, że sami nie mieliśmy okazji czegoś zaporęczować, bo ćwiczyć zawsze trzeba, a kończąc kurs nie można usiąść na laurach. W drodze powrotnej złapała nas ciepła letnia śnieżyca:) &lt;br /&gt;
Następnego dnia po wyspaniu się, zrobiliśmy szybki treking Kuźnice-Murowaniec-Czarny Staw-Karb pod Kościelcem- Kuźnice. Na szlaku pogoda w kratkę. Czasem słońce czasem deszcz. Turystów nawet spora ilość jak na panujące warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Skawą|Tadek Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Justyna, Bianka Fulde-Witman, Bożena Kołodziej oraz osoby tow. m. in. - Grzegorz Burek, Kinga, Marcin, Jan Kempny, Basia Borowiec i 15 innych osób tow.|23 - 24 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach padał śnieg a niżej deszcz. Jadąc na miejsce startu nic nie wskazywało na zmianę sytuacji. Decydujemy się nawet na skrócenie spływu z Wadowic (planowaliśmy od zapry w Świnnej Porębie). Jednak z chwilą wodowania deszcz ustał i spływ odbywał się w całkiem przyzwoitej pogodzie choć bez upału. Sama rzeka ciekawa, bez nudnych fragemtnów, wymagająca uwagi. Po drodze fajny biwak w Grodzisku. Jak zawsze ognisko, śpiewy i opowieści. Spływ kończymy w Podolszy. kilka osób z 14 załóg debiutowało i nie obyło się bez nieprzwidziaych kąpieli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSkawa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w Jaskini Marmurowej|Mateusz Golicz, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec |23 06 2018}}&lt;br /&gt;
Nie możemy z Bogdanem zabrać kursantom przyjemności pisania opisu z wyjścia kursowego, więc o jaskini nie napiszemy nic. Możemy jedynie dodać, że dojeżdżając w sobotę z rana, wyruszyliśmy na szlak dużo po kursantach i ekipę zobaczyliśmy dopiero pod otworem. Dosłownie! była taka mgła, że dochodząc pod otwór słyszeliśmy jakieś głosy i szczęk szpeju, ale cokolwiek zobaczyliśmy dopiero będąc prawie tuż przed Mateuszem i resztą. Po wyjściu z jaskini mgła i ziąb taki sam, jeśli nie większy, do tego dopadła nas pierwsza śnieżyca tego lata. &lt;br /&gt;
Kilka ujęć dla stęsknionych zimy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmarmurowa_kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB na Baranią Górę|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Uznajemy, że w końcu trzeba zrobić sobie krótką przerwę w remontowaniu. Ja mam ochotę pojechać w góry, Łukasz na rower. Postanawiamy zadowolić każdego z nas i połączyć nasze zachcianki. Tym sposobem trafiamy z rowerami do Wisły i kierujemy się na Baranią Górę. Choć jesteśmy dość wcześnie, bo wyruszyliśmy jak tylko Łukasz skończył nocną zmianę to i tak już spotykamy na szlaku ludzi – głównie biegaczy, których tego dnia jest całkiem sporo (chyba jakieś zawody…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do schroniska podjeżdżamy spokojnie, drogą asfaltową, nawet specjalnie się nie męcząc. Wyżej jest gorzej. Stromo i kamienie. Ale to nie szkodzi, pchamy rowery pod górę, bo wiemy, że ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Udaje nam się trochę popedałować na grani i na szczyt wjeżdżamy, a nie pchamy. Tam trochę przerwy. Ja wchodzę na wieżę widokową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia, początkowo rowery musimy sprowadzać, później poruszamy się mieszanką zjazdu, odpychania się i sprowadzania. A potem zaczyna się asfalt. Patrzymy na siebie z porozumiewawczym błyskiem w oku, bo wiemy, że teraz ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Po parunastu minutach docieramy pod samochód z wiatrem we włosach i szczęściem na twarzy, na nowo naładowani energią do dalszej pracy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z naszego wyjazdu:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania%20gora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Januszkowe Skały|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Na kolejny wypad wybraliśmy z Iwoną skałki które leżą w miarę blisko nas. Wybór padł na Januszkowe Skały. Ruch pod skałą całkiem duży, ale wciąż nośny. Iwonie padła kolejna VI.1+, którą ja później przeszedłem z górną asekuracją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2018}}&lt;br /&gt;
W Tatry wkracza lato, czego doświadczamy na podejściu w parnym powietrzu. Akcja w dziurze do Bajora, które zalane było po strop. W zamian wychodzimy po linie kilkadziesiąt metrów ponad Brązowy Próg (szczelinowaty komin zawęża się do wiszącego zawaliska) oraz zjeżdżamy do korytarza Mamutowego z nieznanej nam dotąd pochylni. Odwiedzamy jeszcze inne zakamarki i wychodzimy z dziury wcześniej niż to planowaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/CzarnaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Łabajowa i wspinaczki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z delegacji nic innego nam nie pozostało jak w końcu wspólnie z Iwonką skoczyć po pracy na skałki. Tym razem nasz wybór padł na podkrakowskie skałki - Łabajową. Ja bez większych sukcesów, widać, że troszkę czasu mi zajmie rozchodzenie się, natomiast Iwona nie próżnowała w kwietniu i w mają, jak ja kiblowałem w stolicy i pokazała swoje pazurki robiąc w drugim podejściu VI.1+. Duma mnie rozpiera, że tak ładnie jej w tym sezonie idzie, a przecież jeszcze całe wakacje przed nami!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty autoratownictwa PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja K. oraz członkowie różnych klubów PZA|09- 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach miałem napisać relacje już w niedziele po powrocie, ale dwa dni zajęć z autoratownictwa wymęczą człowieka strasznie, tak jakbym został przeżuty, a później wypluty. Warsztaty zaczęły się z sobotniego rana, na górze Birów. Miałem przyjemność zaporęczować stanowisko do ćwiczeń, po którym sobie obiecałem, że w przyszłym roku muszę pójść na szkolenie z poręczowania  ;) Nasza ok. 20 osobowa grupa została podzielona na 4 grupy i każda grupa miała ćwiczyć po jednej z technik: uwalnianie poszkodowanego z przyrządów zjazdowych, zaciskowych oraz transport poszkodowanego metodą hiszpańskiej przeciwwagi i za pomocą bloczka microTraxion. Jako ostatnią technikę poznałem metoda hiszpańskiej przeciwwagi. Muszę przyznać, że wraz z koleżanką z warszawskiego klubu, z którą byłem w parze, nie wiele z niej nauczyliśmy. Po 7-8 godzinach cierpień ciężko przyjąć nową wiedzę. Wieczorem było ognisko, przy którym pogadałem z ludźmi z innych klubów, szczególnie że było kilka osób z speleomajówki z Serbii. W niedzielę o 8.15 staliśmy znów pod ścianą i tym razem ćwiczyliśmy: przejazd z poszkodowanym przez punkt, węzeł oraz ratowanie poszkodowane z trawersu i tyrolki. Było ciężko się przełamać, aby znów uprząż włożyć. Ćwiczyliśmy do 16. Później szybkie podsumowanie i każdy ruszył w swoją stronę. Było to moje drugie szkolenie z PZA i jestem z niego bardzo zadowolony. Najważniejszą aby ćwiczyć regularnie techniki autoratownictwa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 42-lecie klubu w Piasecznie|Basia i Tadek Szmatłoch, Julia, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Justyna, Basia,  Irek Olearczuk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzenna i Ryszard Widuch, Wojtek Orszulik, Bartek, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Agnieszka i Grzegorz Szczurek z dziećmi, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Olek Kufel z córką|08 - 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na starym, jakże uroczym miejscu w Piasecznie spotkaliśmy się po raz kolejny z okazji obchodów 42-lecia klubu. Każdy spontanicznie robił to co chciał. Niektórzy się wspinali, inni wspominali miniony czas a także snuli plany na przyszłość, a wszystko w pięknej pogodzie przy cudownej bryzie. Godziny wieczorno-nocne spędzamy przy ognisku koncentrując przy wsparciu dwóch gitar, bębna i instrumentu &amp;quot;australijskiego&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Babic na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadwerężenie łokcia po grach w badmintona powoduje, że muszę ograniczać sporty angażujące kończyny górne. Kolejny więc wyjazd na rowery po rzadziej uczęszczanych zakątkach Jury. Lawirując między czarnymi chmurami w akompaniamencie bliższych lub dalszych grzmotów pokonujemy niezbyt długą lecz ciekawą trasę o dość dużych jak na Jurę przewyższeniach. Z Babic ostry podjazd pod zamek a dalej łagodnym grzbietem do Regulic. Po drodze krótka przerwa w tzw. Starym Dworzysku. Potem szalony zjazd do Regulic i dalej tzw. wąwozem Simoty. W pewnym momencie szlak pieszy i rowerowy odbijają na przeciwległe zbocza a my chcąc sobie skrócić drogę podążamy prosto doliną. W końcu ścieżka zanika a my przedzieramy się przez gęstwiny traw i pokrzyw, które po ulewnym deszczu nie żle nas moczą. Dalej teren zamienia się w bagnisko więc uciekamy do pobliskiego lasu i nim nie co okrężną drogą osiągamy zamierzony kierunek. Z Płazy wracamy drogą do punktu startu. Mimo przetaczających się obok burz zostaliśmy tylko trochę zroszeni z góry i już bardziej od dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Babice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szybki wypad na Romankę|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|31 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie tygodnie spędzam w pracy na wygnaniu na dalekiej północy otoczony  betonową dżunglą, która mnie prostego chłopaka zbyt przytłacza. Ponadto ostatnie weekendy spędzaliśmy z Iwoną jak nie na weselu, to na komunii, więc na ten wolny czwartek czekałem jak na małe zbawienie, aby uciec trochę od tego zgiełku i spędzić kilka chwil na szlaku. Mój wybór padł na Romankę,  którą odwiedziłem dość dawno temu i na dodatek w zimę. Wyjechałem w miarę wcześnie i szlaku byłem ok. godz. 8, a startowałem z Żabnicy, z której to niebieskim szlakiem przez Halę Boraczą, a następnie zielonym i żółtym szlakiem doszedłem na Romankę, a ze szczytu niebieski i czerwonym z powrotem  do Żabnicy. Dłuższy popas zrobiłem w schronisku na Rysiance. Ludzi początkowo żadnych na szlaku, ale czym bliżej schronisk tym częściej inni turyści się pojawiali. Pogada super, z nieba lampa (i chyba dlatego byłem tam ostatnio w zimie ;), widoki piękne, szczególnie na Babią Górę i Pilsko, ale Małą Fatrę też było dobrze widać. Pętla liczyła ok. 28 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY/SŁOWACJA: Lysa Hora i wspin w Sulowie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rudi (os. tow.)|19 - 21 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Sulova w Beskidzie Śląsko-Morawskim wypad na Lysą Horę (1323). W Sulovie wspinaczka w grupie skał Javor o trudnościach V+ - VI.1. Niektóre drogi źle obite. Noclegi na kampingu. Cały czas piękna pogoda i mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Środkowa Jura na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawać się mogło, że znamy Jurę na wylot lecz ta wycieczka znów pozwoliła nam „odkryć” nowe ścieżki, skały, szlaki. Na rowerach start z Żerkowic i dalej trasą: Karlin (przejeżdżamy piękny jar) – zalew w Siamoszycach (szlak na północ wiedzie rozległymi lasami i polami, wskazana nawigacja GPS) – Kroczyce – Kostkowice (zalew) – okolice jaskini Głębokiej (jest nowy otwór jaskini na potrzeby turystów a stary, którym niegdyś wchodziliśmy do dziury został zasypany) – Rzędkowice (odpoczynek w naszym, klubowym, starym miejscu biwakowym za skałkami) – Skarżyce (odwiedzamy Okiennik okupywany przez wspinaczy) i po ok. 40 km kończymy trasę w Żerkowicach. Trasa bardzo ciekawa po względem terenowym, wymagająca czasem ciut techniki i kondycji. Dla nas dodatkowo dość sentymentalna gdyż ponad 40 lat wyjazdów w ten rejon sprawia, że z niemal każdym zakątkiem tej ziemi wiążą się jakieś wspomnienia sytuacji i osób, zwłaszcza w aspekcie wczorajszego pożegnania naszego kolegi Piotra Widucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSrodkowaJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|19 05 2018}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy do Przeciwstoku, pod IV Płytowcem. Litworowa jest bardzo urozmaiconą jaskinią, byłem w niej bodajże siódmy raz i nie żałuję. Skoruśniak na powrocie niezmiennie jest okropny, zwłaszcza jeśli niesie się tyle lin w dwie osoby. Pogoda umiarkowanie dobra, chwilami trochę mgliście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wąwóz Kraków|Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2018}}&lt;br /&gt;
Jako asystenci naukowca wybraliśmy się na legalną przebieżkę po Wąwozie Kraków. Celem badań Jacka nie jest tym razem poszukiwanie swoistych kuriozów, a raczej zachwianie posadami dotychczas obowiązujących teorii. Konkretnym celem tego niedzielnego wyjścia było zaś pobranie próbek z siedmiu nisko położonych jaskiń: Dziurawiec, Pod Smrekiem, Pod Okapem, z Mostami, Ciasnej, Zakosistej i Dudziej Dziury. Uzyskaliśmy niespodziewanie dobre rezultaty, bo sensowny materiał udało się wynieść z Ciasnej oraz z Dudziej Dziury; może coś też wyjdzie z próbki z Pod Smrekiem. Najdłużej zajęła nam akcja w Dudziej Dziurze (23 m długości). Żeby dostać się do rury prowadzącej na dno musieliśmy uprawiać całkiem poważną jogę, twarzami przy tym niemal dotykając wielkich i strasznych pająków. Było warto, bo na dnie można było wyraźnie odczuć takie rasowe, jaskiniowe wrażenie dna. Nie było syfonu, ale po prostu czuło się, że to już koniec jaskini, że teraz już zobaczyliśmy wszystko i trzeba skupić się na powrocie. I co najlepsze, tam właśnie na dnie była nagroda: tam znaleźliśmy najlepszy materiał do pobrania!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy też Zakosistą - bardzo ciekawy obiekt jak na 131 m długości, do którego nawet wcisnęliśmy Monikę. W przypadku jaskini z Mostami oraz pod Okapem postanowiliśmy nie ryzykować życia w imię chwiania posadami tych dotychczas obowiązujących teorii. Przyznaję, że może zgrzeszyliśmy nadmiarem optymizmu zakładając, że wywspinamy  w ubłoconych trekach 10 metrów trudności III+, które zapowiadał opis dojścia do otworu Jaskini z Mostami. Ale tego, że ta droga trójkowa będzie przewieszona(!), to już naprawdę nie mieliśmy jak przewidzieć. Najwyraźniej w 1977, kiedy zapewne powstał opis dojścia, trudność III+ znaczyła trochę coś innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojście do jaskini Dziurawiec okazało się być zasłane padłymi świerkami. Wyglądało jak dobry tor przeszkód na ćwiczenia żołnierzy sił specjalnych. Zapoznaliśmy się jeszcze raz z opisem i doszliśmy do wniosku, że chyba i tak nie będzie tam dobrego materiału do badań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach była idealna pogoda na wycieczki: słonecznie, ale nie skwarnie. Ludzi też jakoś mało. Zdaniem mieszkańców Zakopanego, podobno weekend przed i weekend po &amp;quot;majówce&amp;quot; należą do rzadkiej w Tatrach kategorii pod tytułem &amp;quot;poza sezonem&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sokole Góry - Egzamin na Kartę Taternika|Jacek Szczygieł (KKS), Mirek Kopertowski (SGW) z podopiecznymi, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kursanci KKS/SDG: Łukasz, Dominik, Asia, Adam i Michał|12 05 2018}}&lt;br /&gt;
Zostałem poproszony o udział w komisji egzaminu na kartę taternika. Było całkiem pozytywnie: pogoda dopisała, a kursanci nie mieli się czego wstydzić. Po akcji przejeżdżam sobie jeszcze na rowerze krótką trasę przez jurajskie lasy i asfalty: Zaborze-Suliszowice-Ostrężnik-Czatachowa-Jaroszów-Przybynów-Zaborze. W restauracjach przy Ostrężniku trochę ruchu, poza tym generalnie w lasach pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SERBIA - Wielka Majówka Speleo|Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja|30 04 - 06 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu przeprowadzono akcje do jaskiń w wsch. Serbii. Tu szerszy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Serbia_2018 a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSerbia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Bońku w Górach Sokolich |Paweł, Teresa, Kamil, Kasia P., &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skała w cieniu więc w skwarny dzień zjawiło się dość sporo wspinaczy. Później odwiedził nas jeszcze Kamil z Kasią.&lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg od V do VI.2+ (''Burgundia'' - Paweł), ja poprowadziłem „piątkę” reszta trudnych Paweł. Wieczorem jeszcze idę pograć w badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBoniek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dolina Leśnicy|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszy ciąg wędrówek beskidzkich lecz z &amp;quot;odkrywaniem&amp;quot; nowych terenów. Z doliny Leśnicy na Grabową, dalej przez Salmopol, Smerkowiec i ponownie do doliny przez uroczy teren Wilczego Potoku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBrenna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|30 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całodzienna wspinaczka w skałkach rzędkowickich. Zrobiliśmy 10 dróg w zakresie V+ do VI.1+. Mimo pięknej pogody w skałach bez tłoku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrk - trening biegowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Kącka, Marek Jezierski-Krupa|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając ze wspólnie spędzanego weekendu, razem z parą biegaczy górskich, zaproszono mnie do wspólnego treningu tzn. oni sobie trenowali a ja walczyłem o życie. Zrobiliśmy 20 km z przewyższeniem ok. 1250 m w czasie około 2,5 godz. Trasa: Szczyrk Migdały na grań i czerwonym szlakiem do przeł. Karkoszczonka – odbicie na Błatnią do schroniska – Klimczok – szlakiem z powrotem do Szczyrku Migdały. &lt;br /&gt;
Pogoda była bardzo słoneczna, co trochę przeszkadzało.&lt;br /&gt;
To było moje drugie podejście do biegów górskich, więc tym razem mądrzejszy o doświadczenia lepiej rozłożyłem siły, choć lepiej nie oznacza optymalnie, bo sił starczyło do Klimczoka. Ostatnie około 3 km, gdy zostały już tylko zbiegi i trawersy, pokonywałem na znacznym spadku energetycznym i z bólem brzucha. Tym razem odbyło się bez żadnych kontuzji, zostały jeszcze tylko zakwasy.&lt;br /&gt;
Jeszcze raz dziękuję Ani i Markowi za zabranie mnie na „trening” i mentalną pomoc w dokulaniu się do końca:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Krawców Wierch|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Ja: &amp;quot;...Wybierzmy się na bieg górski...&amp;quot; - tu piorunujące spojrzenie Esy; &amp;quot;... no dobra, niech będzie spacer...&amp;quot;. Tak więc ze Złatnej fajnym szlakiem wychodzimy wśród szmaragdowych lasów na Krawców Wierch. Przepiękna pogoda a spod schroniska szerokie widoki od Fatry po Beskid Sląski. Dalej wędrujemy na Grubą Buczynę i z niej na przełaj do Złatnej gdzie jeszcze w rzece się ochładzamy. Generalnie w tej części gór bardzo mało ludzi jak na majówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/KrawcowWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - biwak pod Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Zygmunt (Speleoklub Częstochowa)|28 - 29 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatnią sobotę i niedzielę kwietnia odbył się tradycyjny biwak Nad Wiercicą organizowany przez Speleo Myszków; w tym czasie były też otwarte jaskinie Wiercica i Wierna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę po południu miałam okazję brać udział w prowadzonych przez Jurka pracach kartograficznych czterech wybranych obiektów w otoczeniu Wiercicy. Wieczorem ognisko, wino i śpiew w doborowym, ogólnopolskim, towarzystwie speleologów. W niedzielę - wejście do jaskini Wiernej gdzie Jurek przeprowadza kartowanie a ja pełnię rolę asystentki. Wyniki tych prac ukażą się niebawem  w tomie Jaskinie okolic Złotego Potoku. Warto zaznaczyć, że kartowanie Jurek przeprowadzał przy użyciu polskiego systemu Cave Sniper. Dzięki niemu wygrał też tegoroczne zawody kartograficzne na II Speleo Forum w Chęcinach zajmując I i III miejsce.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jak widać udało mi się wyjść z Wiernej, ale chyba tylko dlatego, że mimo wieku i gabarytów posiada się jeszcze te umiejętności jaskiniowe tj. … doboru  partnera który wyszarpie człowieka z tej najdłuższej obecnie  jurajskiej czeluści. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd pieszy na Klimczok|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią, gdzie natykamy się na pierwszą dużą falę turystów. Choć była niespełna 10, to już byli mocno rozgoszczeni na ławkach pod schroniskiem. Dalej, wydłużając sobie trasę, poszliśmy szlakiem niebieskim do Wapienicy. Na pierwszym mostku za jeziorem w Dolinie Wapienicy przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie w schronisku uzupełniamy zapasy picia (choć upał nie był przesadny, to jakimś sposobem 1,5l szybko nam się skończyło...). Później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy. W drodze na Błatnią czujemy już zew powrotu do domu i nogi same zaczynają przyspieszać. W domu podziwiamy czerwone ślady naszej nowej opalenizny 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - rajd rowerowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
W końcu już czas na rower góski. Start w Kozach w Beskidzie Małym. Szlak niebieski w ciekawy sposób trawersuje północne stoki gór i zapewnia czasem emocjonującą a zarazem trudną jazdę. Stoki są tu nadzwyczaj strome i porośnięte pięknym bukowym lasem. Przez rezerwat Zasolnica zjeżdżamy/schodzimy wąską ścieżką pokrytą całunami suchych liści do doliny Soły. Kawałek ruchliwej drogi wzdłuż jeziora Międzybrodzkiego i niezły podjazd najpierw drogą asfaltową a potem &amp;quot;asafaltową&amp;quot; aż do schroniska na Hrobaczej Łące (828). Stąd już ciągły zjazd do Kóz atrakcyjnym dla górskiego &amp;quot;bikera&amp;quot; terenie. Zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i &amp;quot;tylko&amp;quot; 20 km lecz bardzo sytych. Cały dzień cudowna pogoda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FHrobacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Alpy Zillertalskie - Großer Möseler|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|13 - 16 04 2018}}&lt;br /&gt;
Zdobycie Wielkiego Moselera (3 480 m) w zasadzie zajmuje nam trzy dni. W piątek na ciężko i ledwo żywi po nocnym dojeździe docieramy do Furtschaglhausu (2 293 m). Podejście było szczególnie męczące, bo pierwsze 500 m przyszło nam deptać po zamkniętym niestety jeszcze dla samochodów asfalcie. Zaraz po założeniu fok czekało nas jeszcze obejście jeziora zaporowego Schlegeisspeicher, a zatem prawie pięć kilometrów po poziomicy na mapie, a w terenie - po rozległych lawiniskach. Dopiero ostatnim etapem było podejście około czterystu metrów po właściwie skiturowym zboczu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cierpliwość została nagrodzona całkowitym brakiem ludzi wokół nas - bo komu by się chciało tyle przebierać nogami? Na dodatek w sobotę mieliśmy świetne warunki na narciarską wędrówkę: słońce, nieznaczny wiatr i niewiarygodnie stabilne warunki lawinowe - tym bardziej, że na mapie zagrożenia lawinowego w Austrii tego dnia przeważały liczby &amp;quot;3&amp;quot; i &amp;quot;4&amp;quot;. Ruszyliśmy na najwyższy okoliczny wierzchołek, a zatem wspominany już szczyt Großer Möseler. Droga na tę górę wiedzie najpierw nieco stromymi zboczami wzgórków i dołków wyraźnie polodowcowej doliny. Następnie wyszliśmy na w miarę bezpieczną część lodowca Schlegeiskees, do którego skalną turniczką Felsköpfl (2985) sięga zachodnie żebro odchodzące ze szczytu. Depresja w tym żebrze (którym prowadzi szlak) z oddali wydaje się nam niewiarygodnie stroma. Byliśmy już bliscy zmiany planów na coś mniej stromego - i dopiero kiedy znaleźliśmy się tuż pod Felsköpfl uznaliśmy, że może podchodzenie tą drogą nie jest zupełnym szaleństwem. Narty w każdym razie na ponad godzinę trzeba było zapakować na plecaki, aż do ostatniego wypłaszczenia tuż pod szczytem. To &amp;quot;ostatnie wypłaszczenie&amp;quot;, ostatnie 200 metrów pionu wydawało się zresztą po stromiznach drobną przeszkodą, ale wysokość trochę nam już doskwierała i wierzchołek osiągnęliśmy około godziny 14:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu mieliśmy widok na pierwszych i jedynych poza nami ludzi, których dane nam było zobaczyć tamtego dnia. Było ich dwóch, jakieś trzysta metrów pod nami. Z tego dystansu jeden wyglądał na dosyć połamanego, a drugi na dosyć martwego. Zauważywszy ślady podejścia biegnące niemal na szczyt i ślady oderwania się deski śnieżnej, nie zastanawialiśmy się długo: ponieważ nie mieliśmy żadnej możliwości bezpiecznego dotarcia do poszkodowanych, wykręciliśmy 140. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy helikopter (z Austrii) pojawił się po dwunastu minutach od odłożenia słuchawki. Okazał się jednak najwyraźniej niewystarczająco wyposażony i musiał polecieć po wsparcie na włoską (a raczej: południowotyrolską) stronę. Po kilkunastu minutach przylecieli austriaccy Włosi i wciągnęli na pokład śmigłowca jednego feralnego skiturowca w noszach, a tego drugiego, bardziej ruchliwego - przy pomocy uprzęży. Z gazet dowiedzieliśmy się później, że nie było aż tak źle, jak się nam wydawało: ten drugi wyszedł z całego incydentu bez szwanku, podczas gdy ten pierwszy w stanie ciężkim - ale żywy - przetransportowany został do szpitala w Innsbrucku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała akcja potrwała godzinę. Na prośbę pogotowia, przez ten czas pozostaliśmy na Moselerze. Jak można się domyślić, te dodatkowe, niecodzienne widoki miały wpływ na naszą ostrożność podczas zjazdu. Mimo wszystko, z naszej strony było jednak nieco bezpieczniej i zjazd ten zaliczamy do najbardziej udanych w sezonie. Był komplet fajnych wrażeń na długim dystansie: miękki, ale nie za miękki śnieg na lodowcu, były widoki i były strome i wymagające fragmenty dla prawdziwych mężczyzn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem w chatce byliśmy dosyć wcześnie, dzięki czemu mogliśmy dosuszyć rzeczy i ugotować obiad na świeżym powietrzu, w promieniach wiosennego już słońca. Prognozy pogody na kolejne dni nie były zbyt optymistyczne. Następnego dnia obudziliśmy się wcześnie rano i ruszyliśmy po betonach w stronę przełęczy Schönbichler Scharte (3081). Nieco nad poziomicą 2700 dopadła nas jednak mgła, co przeważyło szalę plusów i minusów wycieczki i przekonało nas do odwrotu i skierowania się w stronę doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak również można się domyślić, zejście w dół do parkingu zajęło nam kilka godzin i było niewiele mniej męczące, niż podejście. Na około godzinę obchodzenia jeziora musieliśmy założyć foki, a ostatnie kilka kilometrów drogi przeszliśmy piechotą. Jeszcze dwa dni wcześniej mieliśmy w planach przeniesienie się do innej chatki, ale przy samochodzie znaleźliśmy się na tyle późno i z tak zniszczonym przez prognozy pogody morale, że postanowiliśmy wdrożyć opcję awaryjną: Naturfreundehaus Kolm Saigurn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko to, punkt wypadowy na Sonnblick (3105) i Hocharn (3254) do którego można dojechać samochodem na wysokość 1600 m, wcześniej już dwa razy ratowało nas przy logistycznych awariach. Po raz kolejny udało się nam trafić na międzysezonowy spokój; wzięliśmy najtańszą opcję noclegu, na materacach na strychu i cała sala znów była tylko dla nas. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspominana, korzystna wysokość niestety nie wystarczyła, żeby uniknąć deszczu. W nocy lało dosyć konkretnie i na domiar złego było na tyle ciepło, że nie można było liczyć na to, że wyżej gromadzi się dla nas pyszny puch. Rano po śniadaniu ze szwedzkiego bufetu w rzęsistej mżawce i mgle ruszyliśmy na grań względnie łagodnymi, wschodnimi zboczami doliny. Dotarlismy do schroniska Niedersachsenhaus (2471), ostatniego sensownego punktu do osiągnięcia bez zdejmowania nart. Stamtąd prędko zjechaliśmy do samochodu. Śnieg był bardzo mokry, ale jego (ubity i zsiadły) zapas sięgał miejscami dwóch metrów. Jak na pogodę która się nam trafiła - jak na opady deszczu zapowiadane w niemal całej Austrii - i tak byliśmy zadowoleni z naszego dnia. Powrót przebiegł sprawnie, w zasadzie z jednym tylko dłuższym postojem technicznym w Salzburgu. W Katowicach byliśmy jeszcze przed północą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka, Teresa Szołtysik|15 04 2018}}&lt;br /&gt;
To było prawdziwe rozczarowanie. Tydzień upałów zdołał zmasakrować śnieg nawet na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy więc zamiast na nartach podchodzimy z buta aż na wys. 1600 m. Potem wprawdzie na nartach lecz pośród wysp kamieni. Ostatni wyciąg na Łomnickie Sedlo (2190) kursował i nawet zjeżdzało tu niezbyt wiele osób. Podchodzimy na nartach na samą przełęcz z zamiarem zjazdu Filmarowym Żlebem do Doliny Zimnej Wody. Kolejnym więc zawodem był brak śniegu w żlebie, na który tak bardzo liczyliśmy. Cóż, zjeżdżamy drogą podejścia kombinując w dolnej części zjazdu od płatu do płatu wykorzystując nawet trawę. W upale docieramy do auta. Zrobiliśmy ok. 1300 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLomnickaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z kartowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|07 - 08 04 2018}}&lt;br /&gt;
W dniach 7-8 kwietnia w Łutowcu odbył się kurs kartowania jaskiniowego pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu. Sam kurs odbył się w urokliwym budynku starej szkoły, w którym brakowało tylko sprawnego dzwonka, aby mógł obwieszczać początek i koniec zajęć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni poranek rozpoczął się od wysłuchania wykładu wstępnego, po którym przystąpiliśmy do praktycznej nauki mierzenia, sporządzania szkiców i notatek terenowych. Zajęcia praktyczne przeprowadzone były w jurajskich jaskiniach: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i Na Dupce. Pomiarów dokonywaliśmy w trzyosobowych zespołach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z akcji zjedliśmy wspólnie obiad, po którym przystąpiliśmy do opracowywania naszych pomiarów. Aby zobrazować nam to, co przetwarzają specjalistyczne programy do kartowania i aby zyskać świadomość, czym jest otrzymywany przez nich wynik, byliśmy zmuszeni do przeliczenia ich ręcznie w arkuszu kalkulacyjnym. Dla poniektórych osób był to moment, w którym zrozumieli i zobaczyli praktyczne zastosowanie czegoś, na co natknęli się w szkole – funkcji trygonometrycznej. Na szczęście Mateusz miał przygotowane kilka slajdów, dzięki czemu w sposób przejrzysty i łopatologiczny wytłumaczył wszystkim na czym cała ta trygonometria polega. Po wstępnych przeliczeniach nanieśliśmy nasze wyniki na papier milimetrowy oraz dorysowaliśmy to, co zdążyliśmy zanotować z terenu i w ten sposób każda z grup otrzymała swój wstępny plan jaskini. Po zakończonych zajęciach, zorganizowane zostało ognisko, gdzie mogliśmy się lepiej poznać i wymienić się wrażeniami z pierwszego dnia szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ponownie przeliczyliśmy nasze pomiary, ale tym razem za pomocą programu Survex, który w sposób znaczący skrócił czas obliczeń. Kolejnym ćwiczeniem było narysowanie za pomocą programu Inkscape planu naszych jaskiń. Jako podkładka posłużyły nam nasze zeskanowane szkice z poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie zostały nam zaprezentowane metody pomiarów przy pomocy urządzeń elektronicznych, czyli szkicowanie jaskini na  komórce bądź palmtopie. Pomiarów ponownie dokonywaliśmy w terenie udając do jaskiń. Dzięki temu poznaliśmy zalety, jak również wady zastosowania nowoczesnych metod pomiarowych. Po powrocie na bazę i zjedzeniu wspólnego  posiłku Instruktorzy podziękowali nam za uczestnictwo i nasze towarzystwo rozjechało się w świat. Po tych warsztatach z pewnością będzie nam również łatwiej korzystać z już gotowych planów jaskiń.&lt;br /&gt;
W kursie wzięło udział 28 osób z 12 klubów zrzeszonych w PZA. Zajęcia prowadzili: Mateusz, Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Parczewski (ST). Mamy nadzieję, że włożony w nas trud szybko się zwróci na kolejnych wyprawach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A po warsztatach znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby się powspinać na Łutowskich skałkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Czarna na wskroś|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
Pobudka o godzinie trzeciej, wyjście z domu przed czwartą, trzy godziny drogi i byliśmy na miejscu. Co ważne, byliśmy przed tłumem krokusowiczów, dzięki czemu udało nam się uniknąć całego Armagedonu z tym wydarzeniem związanego. Pogoda ładna, aczkolwiek o tak wczesnej porze jeszcze wszystko pokryte było szronem, a krokusy szczelnie zamknięte. Pod otworem, przygotowani do szybkiej akcji, tylko narzucamy na siebie kombinezony i wskakujemy do dziury. Początek jaskini nadal w sporej mierze pokryty lodem. Cudowne lodowe chłopki napotkaliśmy w Sali Ewy i Hanki, które przez kapiącą z góry wodę przybrały bardzo ciekawe formy, mnie osobiście zafascynował ich rozmiar - były prawie tak wysokie jak ja! Dwuosobowa ekipa pozwala nam na szybkie przemieszczanie się od studni do studni, od prożku do prożku. Obraliśmy drogę  przez obejście Komina Węgierskiego, aby trochę urozmaicić tę dobrze znaną trasę. Nie napotykając na żadne przeszkody przemierzamy całą jaskinię, by ponownie wyjść na powierzchnię po około 5 godzinach. Na zejściu trochę czyścimy kombinezony z błota na ostatnich połaciach śniegu (połaciach zmrożonego śniegu) i na spokojnie (bez turystów) możemy pooglądać krokusy. W dolinie napotykamy większą rzeszę turystów niż o poranku, co nie może się jednak nijak równać z tym (brakmisłówczym) co się dzieje kiedy mijamy zjazd na Dolinę Chochołowską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - Brestowa i skrajne Salatyny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik, os. tow.|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
W pięknej pogodzie robimy piękną wędrówkę narciarską po dolinie Salatyńskiej. Od dołu podejście czynną nartostradą a dalej stromo na grzbiet Przedniego Salatyna.  Łagodną granią osiągamy na nartach Brestową (1934). Śnieg był bajeczny, delikatnie odpuszczony więc zjazd do dol. Salatyńskiej wspaniały. Od zerw skalnych opadających z szczytu wychodzimy jeszcze na przeł. Parichvost by zjechać ponownie. Następnie trawersujemy górne partie doliny (w tym czasie na Salatyna podążała &amp;quot;pielgrzymka&amp;quot; skiturowców) by przedostać się na sąsiednią grań Zadniego Salatyna. Najpierw granią a potem z przełęczy stromo zjeżdżamy do doliny i wkrótce do nartostrady. W kilka chwil jesteśmy przy aucie. Zrobiliśmy ok. 1300 m przewyższenia i 12 km dystansu. Mimo popularności narciarskiej tego terenu udało nam się przebyć trasę w miarę samotnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Goldbergruppe - Skitury i narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi|30 03 - 03 04 2018}}&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Szybka, wieczorna przebieżka do doliny Dosener Tal (Ankogelgruppe). Na oko z 200 m przewyższenia. Powrót o szarówce, bez czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Sprawdzoną dolinę mieliśmy podjechać do Jamnig Hutte i stamtąd ruszyć w góry. Niestety płatna droga okazała się jeszcze zamknięta. Zdecydowaliśmy się pokonać ją na nartach, częściowo skracając sobie przez las. Wielkie lawiniska w tym lesie oraz grzmoty rozmawiających ze sobą we mgle lawin skutecznie przekonały nas, że to nie był dobry dzień na górski wyczyn. Zawróciliśmy niewiele nad chatą i zjechaliśmy drogą, pokonawszy w sumie nieco ponad 500 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Pogoda się nieco poprawiła. Z Markiem weszliśmy na Sandkopf (3090). U góry kilka przyjemnych zakrętów w miękkim. W dole śnieg ciężki, trudny i bardzo męczący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Narty zjazdowe po świeżym opadzie na lodowcu Mölltaler. Wykorzystaliśmy prawie cały dzień, przez większość czasu zdjeżdżając poza trasą. Wieczorem domęczamy się jeszcze z Markiem przebieżką na piechotę po górach nad Flattach (aż śnieg zaczął sięgać po kolana). Przy samochodzie spotykamy się z Gośką, która podbiegła to, co my podjechaliśmy do początku naszego spaceru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': szybka przebieżka z Gośką z jeziora w Innerfragant w stronę szczytu Saukopf (2786). Zawracamy z ok. 2600. U góry śnieg łapiący narty, na dole ciężki i topiący się. Pod jeziorem spotykamy się z Markiem i dziećmi wracającym z wyciągów, przepakowujemy samochody i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Szmaragdowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow.|29 03 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie nocny wypad w okolice Częstochowy. Na pierwszy ogień idzie jaskinia w kamieniu, która od tego momentu dumnie dzierży miano najbardziej śmierdzącej jaskini z jaką kiedykolwiek miałem kontakt. Lokalizacja otworu sprawia, że dziura zionie czymś pomiędzy wilgocią, zgnilizną, pleśnią, a przepoconym żubrem po wiosennych roztopach.&lt;br /&gt;
Po pokornym przyjęciu reprymendy od księdza z pobliskiej parafii (biegając z czołówkami w nocy, przestraszyliśmy Wiernych i Gosposię), udajemy się w stronę kamieniołomu.&lt;br /&gt;
Jaskinia Szeptunów: „Są miejsca, w których człowiek czuje się mniej, lub bardziej pewnie, są takie, których unika, są też takie, z których należy natychmiast… oddalać się bez zbędnej zwłoki.” Korytarz wejściowy wali się jak kamienice w Bytomiu: krucho, sypko, niestabilnie, strach dotknąć czegokolwiek. Do tego spory, świeży obryw nie poprawia humoru. &lt;br /&gt;
Niżej robi się bezpiecznie: jest stabilnie, dolne partie zwiedzamy bez poczucia zagrożenia. Jeziorko zgodnie z przewidywaniami – zachwyca, aż chce się wskoczyć popływać. Zwiedzamy także pozostałe, dostępne korytarze przyjemnie myte, wygodne, aż szkoda, że góra grozi zawaleniem i odcięciem dostępu do tych partii.&lt;br /&gt;
Droga powrotna na powierzchnię: szczęśliwie górne wyjście stało się drożne, nie musimy przechodzić białym korytarzem. Wdrapujemy się na powierzchnię, grzecznie wracamy do domu. Z jednej strony czuć niedosyt, ale z drugiej szczęście: udało się wyjść i nikt niczym nie dostał w łeb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fszmaragdowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w Jaskini Kasprowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Staszek Dacy, Magda Sarapata|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis pojawi się wkrótce (mamy nadzieję ;] )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Iwona SPastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Forum Speleologicznego zajechaliśmy do Rzędkowic na wspinanie. Kilka stopni na plusie oraz słońce, sprawiło, że na skałach pojawili się najbardziej zniecierpliwieni wspinacze. Iwona i Karol zrobili kilka dróg inicjujących ich sezon wspinaczkowy na skałach Zegarowej i Turni Kursantów. Nawet ja, w pożyczonych butach skusiłam się by przykleić ręce do zimnego kamienia i poczuć mroźny wiatr we włosach na szczycie skały. Popołudnie było bardzo przyjemne o ile zmieniało się miejsce postoju wraz z przemieszczającym się słońcem i do domu wróciliśmy usatysfakcjonowani pierwszym w tym sezonie jurajskim wspinaniem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Frz%EAdkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|II OGÓLNOPOLSKIE FORUM SPELO|Mateusz Golicz, Kaja, Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Było to już drugie spotkanie, podczas którego spotkali się grotołazi z całej polski, aby porozmawiać na tematy powiązane z jaskiniami. W trakcie weekendu (od piątku) mogliśmy m. in.  odwiedzić sztolnię Zofię na Miedziance, do której wejście prowadzi przez naturalną jaskinię. Dla wielu osób, które poza speleologią są związane z geologią była to nie lada ciekawostka, ponieważ łączyła te dwie dziedziny w jednym miejscu, w którym dawniej wydobywano rudy miedzi, a obecnie widoczne są pozostałości zarówno eksploatacji (stare obudowy, chodniki, zniszczenie jaskini) jak i kruszców, w postaci dość charakterystycznych minerałów- malachitu i azurytu, których barwy (odpowiednio intensywna zieleń i niebieski), odcinały się wśród charakterystycznego brązowo beżowego jaskiniowego otoczenia. Samodzielnie wybrałam się jeszcze na wycieczkę szlakiem Archeo- Geologicznym, prowadzącym przez Górę Rzepkę (której szczyt postanowiłam zdobyć).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego wieczoru odbyły się również Igrzyska Zacisków, w których miałam okazję wystartować. Zawodnicy (sztafeta) mieli do pokonania skrzynię z labiryntem (dla utrudnienia, przejście w pionie), przejście przez podwieszony tunel z opon, pokonanie zacisku (mój udział) oraz zawiązanie węzła z zawiązanymi oczami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia obywały się głównie wykłady, częściowo połączone z warsztatami. Tematy były bardzo różnorodne, odwiedzający mogli wybierać najciekawsze spośród odbywających się różnych paneli: eksploracyjnego, geologicznego, kartograficznego, elektrycznego, przyrodniczego, ratownictwa jaskiniowego, historycznego, sprzętowego,czy spraw KTJ i TPN. Najbardziej pouczającym i dającym najwięcej do myślenia był wykład dotyczący prawidłowego użytkowania sprzętu. Szczególny nacisk położono na pokazanie zużycia sprzętu, które powinno wykluczyć go z użytku, wraz z prezentacją uszkodzeń. Na koniec mogliśmy zobaczyć kilka sztuk przyrządów, które zostały odebrane właścicielom, ze względu na zbyt duże (niebezpieczne!) zużycie. Sprzęt taki, w zestawieniu z historią wypadku do jakiego się przyczynił, spowodował, że sama postanowiłam stać się mniej pobłażliwa dla mojego szpeju i jak najszybciej spojrzeć na niego krytycznym okiem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wieczorem! Wieczorem odbył się Bal Grotołaza! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenie o tyle ciekawe, że zobaczyliśmy siebie (grotołazów) w strojach odświętnych, ładnym uczesaniem i często nawet makijażem! W trakcie balu zostały rozdane nagrody z konkursów kartograficznego i fotograficznego oraz uczczone zostało 40-lecie wyprawy Picos de Europa. W trakcie prezentacji książki, jaka została wydana z okazji tego wydarzenia, złożone zostały podziękowania dla wszystkich, którzy swoimi wspomnieniami i informacjami wspomogli jej powstanie. Wśród wymienionych był m. in. Rysiek Widuch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, jednym z prelegentów był Mateusz, który prowadził wykład oraz warsztaty z fotogrametrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie wszyscy Nockowicze opuścili Forum wczesnym popołudniem, żeby wykorzystać jeden z pierwszych ,,wiosennych” dni w tym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fforum&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Ostrą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Andrzej Gałecka, Łukasz Majewicz|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostra (1764) to najwyższy szczyt w południowej grani Siwego Wierchu, który właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To było nasze drugie podejście bo przed 6 laty trafiliśmy tu na czysty lód (w ten pamiętny weekend zginęło w Tatrach 6 osób). Podchodzimy z Jałowca a na śnieg trafiamy dopiero na wys. 1100 – 1200 m. Po przerywniku w Chacie na Narużim idziemy w stronę szczytu. Śnieg i tym razem nie był przyjazny. Twardy, czasem zlodzony. Tym razem jednak na nartach udaje nam się wejść na górę. Zjazd generalnie drogą podejścia z małymi odchyłami. Ostatnie  pół godziny schodzimy „z buta”. Zrobiliśmy ok. 1100 m przewyższenia i 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOstra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu bardzo ciekawy album Andrzeja: https://photos.app.goo.gl/pyQ6ngIkut6golL83&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - polskie Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście Pilsko jest dość rozległe więc można sobie wymyślać nowe warianty wycieczek. Tym razem podchodzimy wzdłuż potoku Glinne (gdzieś w połowie podjazdu między Korbielowem a przeł. Glinne). Podejście ciekawe i zróżnicowane. Na dole temp. wynosiła -10 st., u góry na szczycie bardzo mocny wiatr potęgował przenikliwe zimno. Należy tu podziwiać naszego kolegę, który zapomniał plecaka i w lekkim stroju zdobył również szczyt. Z granicznego Pilska (1533) zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej gdzie przychodzimy do siebie. Tu też spotykamy naszego kolegę Jerzego Urbańskiego (weterana taternictwa jaskiniowego), który zaprasza nas na kawę do Sopotni. Dalej zjeżdżamy nartostradą do Korbielowa przez Buczynkę z pieszym epizodem w środku gdzie było za mało śniegu. Jeszcze przeskok do Sopotni (już autem) na rzeczoną, wspaniałą kawę (dzięki Jurek!) a potem do domu w coraz bardziej padającym śniegu. Zrobiliśmy ok. 900 m przewyższenia i 12 km dystansu (ja dodatkowo 3 km biegu po auto)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Miętusiej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis Sylwka:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krok za krokiem. Idę. Wśród rozwianego wiatrem śniegu, w ślad za rysującymi się przede mną sylwetkami towarzyszy, do miejsca, którego szczerze nienawidzę miłością wielką – do jaskini. Dziesięć miesięcy minęło od ostatniej mojej wizyty w tatrzańskich podziemiach i musze przyznać, że mi tego brakowało. Tym bardziej się cieszę, że za sprawą zrządzenia losu mój rozbrat z jaskiniami zakończył się akurat w dzień moich urodzin. Czy można sobie wyobrazić lepszy i bardziej oryginalny sposób na spędzenie takiego dnia? Raczej trudno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Jaskini Miętusiej Mateusz radośnie stosował wszystkie swoje metody dezorientacji tegorocznych kursantów. A to zagadał Adama i ten minął właściwe skrzyżowanie ścieżek. A to wyrażał tak samo wielkie zdumienie na każdą sugestię Magdy, w którym kierunku powinniśmy pójść. Najbardziej rozwalił mnie jednak po dotarciu pod otwór, gdy wraz z Asią wyraźnie próbował dać do zrozumienia, że to nie ta jaskinia. To skubańce dwa! W zeszłym roku aż na takie testy psychologiczne nas nie wystawiali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do środka wszedłem przedostatni. Asia zamykała nasz pochód. Zejście Rurą sprawia masę frajdy.  Trochę zjeżdża się na tyłku, trochę pełza. Ot, taka ekstremalna wersja ślizgawki dla dzieci. Uwielbiam. Na końcu krótki odcinek do zjechania po linie, który poręczowała Magda. Trochę była na początku niepewna, ale poradziła sobie dobrze i wkrótce doszliśmy do Wiszącego Syfoniku. Za Chiny nie pamiętałem go z zeszłego roku. Może był płytszy? Nie wiem, ale tym razem tarasował całe przejście, a głęboki był na tyle, że sięgnąłby mi do pasa. Pokonanie go wymagało czułego objęcia się ze ścianą i wykazaniem się odrobiną cyrkowej gibkości w przebieraniu nóżkami na niewielkich występkach skalnych. Wszystkim nam się to udało, choć nie obyło się bez pomocy Mateusza, który ze swoim typowym uśmiechem na ustach przeskakiwał z jednego brzegu na drugi jak kozica górska. Salę bez Stropu minęliśmy bez zbędnej zwłoki i kursanci rozpoczęli poręczowanie kolejnych odcinków. Dotarłszy do Błotnych Zamków od razu usłyszałem, że w Wielkich Kominach leje, że łooO. Adam próbował się tam jeszcze wpakować, ale po ledwie paru minutach Mateusz zarządził odwrót.  Deporęczowaniem zajął się Adam z Magdą, tymczasem ja, Asia i Staszek wróciliśmy do Sali bez Stropu. Zgasiliśmy czołówki i tak bez słowa siedzieliśmy przez długie minut. To chyba jedna z najlepszych chwil jakie mogą przytrafić się w jaskini. Całkowita ciemność sprawia, że człowiek przestaje postrzegać siebie samego materialnie, staje się wirującym zlepkiem myśli w środku nieskończonej przestani. Przynajmniej ja tak mam. W końcu jednak ekipa deporęczycieli nas dogoniła i wraz z ostro tnącymi światłami czar prysł. O dziwo Mateusz zdecydował o całkowitym odwrocie. Trochę mnie to zdziwiło, bo w analogicznej sytuacji rok temu mnie przewalcował jeszcze Trzema Królami.  Z drugiej strony nie trzeba zawsze siedzieć w jaskini do oporu, więc przyjąłem tę decyzję, podobnie jak pozostali, z zadowoleniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście Rurą to trudna sprawa. Wydaje się ze dwa razy dłuższa niż gdy się schodzi nią w dół. Ciasno, ściany oblodzone. Nogi ślizgają się we wszystkie strony, wór zahacza o każdy kamyczek i klinuje się, gdzie tylko może. Wychodzę na powierzchnię jako pierwszy. Wciąż jest widno, co jest miłą odmianą w zimowych wyprawach speleologicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej zastanawiam się co dalej.  Na razie nie mam pojęcia, ale Szmaragdowe Jeziorko przywołuje miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Spostrzeżenia Magdy:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jaskinie mogą być trochę jak plac zabaw, po którym trochę bardziej boli du** :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Zjeżdżanie rurą nie ma wiele wspólnego z aquaparkiem, poza wodą oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Zjeżdżanie rurą jest fajne, wychodzenie z powrotem niekoniecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Trzeba się trochę pomęczyć i zmoczyć by dojść do pięknego zjazdu w studni, gdzie pod nogami i wokoło przestrzeń i to uczucie wolności połączone z prawdziwą frajdą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Z praktycznych obserwacji: tarzając się w wodzie, uważaj by nie wlała Ci się do wora. Na pranie liny przyjedzie jeszcze czas ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Odgłos lejącej się w jaskini wody nie pomaga. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. W jaskiniach też może przydać się no hand (jeśli potrafi się go zrobić) przy przechodzeniu obok jeziorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Trzeba uczyć się węzłów, och tak. Rozwiązywanie zaciśniętej podwójnej 8 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Deporęczowanie jest fajnie, jesteś na końcu, jest cicho i przyjemnie. A potem zdajesz sobie sprawę, że poza wciągnięciem do góry swojego d**ska trzeba wciągnąć też mokre liny :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Bycie kierownikiem ma swoje zalety i wady. Ciekawe doświadczenie, ale trzeba się bardziej postarać i lepiej przygotować, no i zadbać o posłuch w grupie, z czym bywa różnie ;P Następnym razem mam nadzieję pójdzie z górki!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - szkolenie zimowo-lawinowe|Łukasz Pawlas, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Sylwester Siwiec, Adam Tulec|17 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzima_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Będzin – Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|10 03 2018}}&lt;br /&gt;
Sobotni poranek spędzamy w okolicach Będzina sprawdzając, na ile sprawnie jesteśmy w stanie trafić pod otwory pomniejszych dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Jaskinię Naciekową: niewielka, krucha, z przysypanym przejściem do dolnych partii. Trafiamy pod otwór Jaskini Moherowych Beretów której nie udaje nam się zwiedzić – studnia wejściowa jest zasypana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pocieszenie jedziemy do Będzina, gdzie na terenie Grodźca zwiedzamy nieczynną cementownię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBedzin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - od Rysów do Grzesia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|08 - 11 03 2018}}&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy sobie narciarską wędrówkę przez polskie Tatary poczynając od Rysów (2499) a kończąc na Grzesiu (1653). Pogoda i śnieg nie były wymarzone więc na bieżąco korygowaliśmy trasę (w dużej mierze na łatwiejszą) aby bezpiecznie przebyć góry. W ciągu 4 dni pokonaliśmy 80 km i 5500 m przewyższenia. Spaliśmy w schroniskach w Morskim Oku, Kondratowej i na Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Rysy w pierwszy dzień weszliśmy w kiepskiej pogodzie bez nart (zostawiliśmy je pod rysą). W trakcie podejścia spotkaliśmy kilka osób i grupkę Słowaków zjeżdżających jak się później okazało z tego samego miejsca co my później. Zjazd do Moka trudny z uwagi na śnieg o charakterze szreni łamliwej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień próbowaliśmy się przedrzeć przez Szpiglawoą przeł. lecz załamanie pogody i kiepski do zjazdu śnieg owocował zmianą trasy. Zjazd do Moka to walka przed upadkiem na chwytającym narty śniegu. Potem w dół doliny i długim szlakiem przez Rówień Waksmundzką do Murowańca, zjazd do Kuźnic i podejście już po ciemku do schroniska na Kondratowej gdzie śpimy na glebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzecim dniu przy prószącym śniegu lecz dodatniej temperaturze podejście na przeł. Kondratową i ładny zjazd Głaźnym Żlebem do dol. Małej Łąki. Krótki etap kończymy w schronisku na Ornaku gdzie też śpimy na glebie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwarty dzień przy ładnej pogodzie przechodzimy przez Iwaniacką Przeł. i zjeżdżamy do Chochołowskiej w parszywej szreni łamliwej (efekt ocieplenia i nocnego przymrozku). Przy schronisku spotykamy Zosią Gutek i Jurka Ganszera z Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy dzień wcześniej startowali w Memoriale Strzeleckiego. Wzrastająca szybko temperatura puściła śnieg ale też zwiększyła stopień lawinowy na III. Zjazd Z Grzesia po miękkim śniegu okazał się i tak najlepszy. Na nartach po śnieżno-wodnej brei docieramy do parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Tatry_polskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1RwLZtAequ6ysXXhCchVB1Us4SADesdVi/view?usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Artur Sobczyk i Maciej Maciejewski (Uniwersytet Wrocławski), Emanuel Soja (SDG)|09 03 2018}}&lt;br /&gt;
W Niedźwiedziej byłem po raz pierwszy w życiu i jestem skłonny uwierzyć, że jest to najładniejsza jaskinia turystyczna w Polsce - nawet w części turystycznej! Głównym celem piątkowego wyjścia było wykonanie pomiarów struktur tektonicznych. Praca przebiegała jak zwykle w zespołach dwójkowych, złożonych każdy z utytułowanego naukowca i utalentowanego skryby. Ja przy okazji tej pracy wykonałem zdjęcia do modelu fotogrametrycznego małego fragmentu jaskini. Mając do porównania starannie wykonane pomiary struktur będziemy mogli teraz bardziej obiektywnie ocenić dokładność &amp;quot;trójwymiarowych obrazków&amp;quot;, którymi od kilku miesięcy się fascynuję. Podczas tej sesji odwiedziliśmy te nudniejsze partie jaskini, ale przynajmniej trochę się poruszałem i poprzeciskałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitur na Rysiankę|Andrzej Gałecka, Kaja, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Heniek Tomanek|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjazd najwcześniej zaczął (i najpóźniej skończył) Heniu, który zobowiązał się zebrać całą ekipę. Po drodze dołączył do nas Andrzej. Od samego początku ciesząc się dobrej pogody, dojechaliśmy do Zlatniej. Tam trochę ze strachem w oczach, próbujemy dojechać jak najbliżej śniegu na niebieskim szlaku. Jak to bywa ze strachem i wielkimi oczami, narty możemy założyć od razu po zejściu szlaku z drogi w las. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podchodzimy bez pośpiechu, pozwala nam na to dobra pogoda - ciepło! widoki! widoczne Tatry!! Robiąc po drodze parę postojów na śniadanie, podziwianie widoków, ogarnięcie niesfornego sprzętu, czy wymyślenie, jak przedrzeć się pomiędzy powalonymi drzewami lub ponad strumyczkami. Jako że nie wszyscy jesteśmy jeszcze w pełni władcami naszych nart i nie zawsze wychodziło nam tak jak zaplanowaliśmy, to efekty były nie raz powodem wybuchów śmiechu pozostałej części ekipy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed Halą Lipowską, ścięliśmy szlak i podeszliśmy dość stromą przecinką. Po przerwie w schronisku, weszliśmy na żółty szlak, którym jeszcze musieliśmy podejść do najbliższego zjazdu. Foki ściągnęliśmy na połączeniu z zielonym szlakiem, przekonani, że od tego miejsca czekają nas same zjazdy…. Przekonanie umarło dość szybko i dlatego krótkie fragmenty podejść pokonaliśmy na nogach, żeby nie tracić czasu na przyklejanie i odklejanie fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szlaku zjeżdżamy koło Hali na Zapolance i dalej w dół drogą, łąką, a pod same auta dość stromym zjazdem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fhala%20lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - przez Ciemniak i Małołączniak|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano co przekładało się na adekwatną temperaturę, która w Kirach wyniosła -23 st. Podejście na Ciemniak nas rozgrzewa gdyż tempo nie było znów takie spacerowe. Pogoda była wymarzona. Słonecznie i bezwietrznie. Z Ciemniniaka (2096) na Krzesanicę (2122) i dalej zjazdem na fokach na Litworową Przeł. i krótkie podejście na Małołączniak (2096). Stąd już zaczynamy prawdziwy zjazd, który jak się okazało obfitował w wiele ciekawych wrażeń. Do Kobylarza zjazd po wywianym do kamieni i lodu zboczem poprzecinanym poprzecznymi pryzmami odłożonego śniegu. W samym żlebie śnieg również trudny (akurat zaczęło operować tu słońce) od twardej lodoszreni do łamiących się płyt. Dopiero w dolnej części żlebu niezły puch, którym śmigamy wprost do Wielkiej Świstówki. Ostatni odcinek stromy i wąski między kosówkami i drzewami. Potem krótkie podejście i walka w Wantulach. Wykroty i mnóstwo powalonych świerków stanowiły nie złą łamigłówkę, z którą jakoś sobie poradziliśmy osiągając halę w dolinie Miętusiej. Potem przyjemny zjazd po ścieżce przedeptanej zapewne przez grotołazów. Wkrótce zjeżdżamy do dol. Kościeliskiej gdzie lawirując wśród tabunów ludzi docieramy do wylotu doliny. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji i 16 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur w dolinie Jarząbczej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda znów trafiła się nam niezła. Początkowo myśleliśmy o Jarząbczym czy Kończystym, ale z uwagi na skomplikowane warunki śniegowe ostatecznie nie decydujemy się na wyjście na żaden znany szczyt. Sam zjeżdżam z wysokości około 1850 m, a Monika czeka na mnie trochę niżej. W dolinie już śnieg bardzo dobry, przez kilkanaście minut szusujemy z dużą przyjemnością po miękkim. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Spaloną Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2018}}&lt;br /&gt;
Tak, mam swoje ulubione miejsca w Tatrach i dolina Rohacka jest jednym z nich. Ma same zalety. Ludzi mało. Na nartach można po niej chodzić legalnie. Późniejszą zimą, w braku śniegu w lesie jest do wykorzystania nartostrada. Dojazd od nas jest bez korków, można daleko wjechać w dolinę i dzięki temu mniej deptać po płaskim. Przy parkingu jest Pensjonat Szyndłowiec, w którym serwują najlepszą zupę czosnkową, jaką znam. Wracając, można zrobić zapas Kofoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem wybiegam na Spaloną Kopę, może nie na czas, ale tak dosyć szybkim tempem. Wycieczka wraz ze zjazdem zajmuje mi 3h 20m. Pogoda cudna, choć warunki śniegowe nazwałbym skomplikowanymi. Sporo zmienności, wiele różnych rodzajów śniegu w niespodziewanych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kondracka Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przed spotkaniem KTJ z dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego wybiegam prędko na Kopę przez przełęcz pod Kondracką Kopą. Bardzo dobra, szybka wycieczka z wyśmienitą pogodą i dobrymi warunkami śniegowymi. Aż szkoda, że byłem sam i bałem się bardziej szaleć. No i jedynie słuszny wniosek jest taki, że należy pracować w soboty i niedziele, a jeździć w góry w poniedziałki i wtorki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na rowerze i nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerze startuję z Ryczowa. Wszystko ośnieżone choć nie zbyt głęboką warstwą. Szlakami przez lasy (po drodze zaglądam do jaskini na Biśniku) dojeżdżam do Smolenia wysilając się czasem więcej niż zwykle (buksowanie koła w śniegu). Aby sobie urozmaicić podróż w Smoleniu wypożyczam narty i godzinę szusuję na 400-metrowym stoku co jak na Jurę jest całkiem fajnym miejscem. Do Ryczowa wracam od północnej strony. Było -13 st. W sumie fajna przebieżka po zimowej Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Smolen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Wyżnią Kondracką Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
Trzaskający mróz ustępuje wraz ze zdobywaną wysokością i gdyby nie spokojny, ale jednostajnie mroźny wiatr na grani, może i dałoby się zajść aż na Kopę. Przez ten wiatr i przez kurczący się czas, zjeżdżamy w każdym razie już z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, a zmęczony Marek nawet z nieco niższa. Warunki śniegowe nad Głazistym Żlebem bardzo dobre, udaje się tam kilka bardzo przyjemnych skrętów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie miała być Miętusia, bo już od jesieni miałem wielką ochotę na odwiedzenie Rury. Okazało się jednak, że w jaskini ma miejsce jakieś rozbudowane szkolenie GOPR, wobec czego zapisaliśmy się na Kasprową Niżnią. W systemie TPN widniały jakieś dwie pomniejsze ekipy, ale jednak wyszedłem z założenia, że w Kasprowej miniemy się z łatwością, a w Miętusiej pewnie zamarzniemy czekając na mrozie, albo co gorsza - w przeciągu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Komorze Wstępnej zastajemy lekko podmarzającą dwójkę z folią NRC i śpiworami w pogotowiu. Szybko okazuje się, że trafiliśmy w sam środek manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Korzystając ze znajomości, załatwiam naprędce specjalne zezwolenie na przemknięcie się obok ćwiczeń. Musimy solennie obiecać, że nie będziemy przeszkadzać, że nie urwiemy kabla od telefonu i że w razie czego, damy pierwszeństwo noszom. Nie mając specjalnego wyboru, dopakowujemy do worów puchówki i pobieramy cukier od ekipy łacznościowej. Los czasami podąża dziwnymi ścieżkami: to, że zapomnieliśmy posłodzić czarną herbatę w termosie początkowo było dla nas zmartwieniem, ale szybko okazało się we wspaniały sposób nadać sens wniesieniu cukru do jaskini przez dwójkę grupowych ratowników. Żadne z nich bowiem nie słodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców dotarliśmy do Komory Gwiaździstej. Przypomniało mi się, że za Zapałkami to nawet znajduje się kawałek całkiem fajnej jaskini, w której można się trochę poczołgać, pomęczyć i pobrudzić. Po drodze &amp;quot;tam&amp;quot;, jak i &amp;quot;z powrotem&amp;quot; minęliśmy kilku znajomych, najpierw w punkcie cieplnym w Sali Rycerskiej, a potem w roju kłebiącym się wokół noszy nad Wielkim Kominem. Zanotowaliśmy kilka obserwacji społecznych o fenomenie GRJ-u: oczywiście na wierzchu widać przede wszystkim wymianę doświadczeń, uczenie się logistyki, doskonalenie się w technikach i bardzo słuszne przygotowywanie się na okoliczność wypadku na jednej z licznych polskich wypraw eksploracyjnych. Sądząc jednak po tym, że tak wielu ludzi pozostawało w jaskini mimo zakończenia przydzielonego im zadania, zaryzykuję stwierdzenie, że nie bez znaczenia chyba jest i charakter tych manewrów. Niczego nie ujmując samej akcji - bo na ratownictwie się nie znam - to momentami miałem wrażenie, że ćwiczenia są też świetnym pretekstem i powodem, żeby pójść znowu do tej samej jaskini w znowu tej samej grupie znajomych, bez specjalnego męczenia się (jak na akcjach sportowych) i bez odpowiedzialności (jak na akcjach kursowych). W tym kontekście GRJ wypełnia próźnię w szerszym sensie. Ciekawe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw.-Skitur na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworscy, Rafał Pośpiech|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przyjemny skitur z Złatnej wpierw różnymi dziwnymi zakosami na Halę Lipowską, później na Rysiankę i do schroniska poniżej. Większość wycieczki spędzamy w towarzystwie naszej trójki, natomiast w schronisku zastajemy istny nalot skiturowców. Śnieg prószy dość intensywnie. O ile do góry poruszamy się własnym, wytyczonym szlakiem, to na dół &amp;quot;zjeżdżamy' głównie szlakiem czarnym. Na zjeździe nie poszaleliśmy, ale i tak było bardzo przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka%20i%20Lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus|23 02 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek chwilę po północy i jedziemy po Bogdana. O 01.00 już w trójkę mkniemy na Łysą Polanę. Droga mija spokojnie i szybko, z jednym postojem na małe co nie co. Warto tu wspomnieć, że Mc, w którym jedliśmy, był otwarty  o 2 nad ranem pomimo zapewnień Asi, że jest zamknięty. Warto wspomnieć ponownie, że jedzenie o tej godzinie nie jest dobre, a konkretnie mało wypieczone. Na Łysej polanie jesteśmy chwilę po godzinie 4. Zostawiamy samochód na parkingu, szybko się ogarniamy i startujemy. Droga do Morskiego oka mija szybko, w kontemplacji z małymi przerwami na rozmowy. Dochodząc do schroniska jesteśmy pierwszą ekipą wybierającą się tego dnia na Rysy. Po przepakowaniu sprzętu wychodzimy już jako druga ekipa za pierwszą pięcioosobową wyposażoną jakby szli przynajmniej na K2, tylko butli nie widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodząc przez taflę Morskiego Oka, docieramy do pierwszej tego dnia drogi pod górkę, prowadzącą do Czarnego Stawu Pod Rysami. W rakach idzie się bardzo pewnie, przez co bardzo szybko jesteśmy już przy zamarzniętym brzegu. Czekam na resztę i razem ruszamy na przeciwległy brzeg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu Asia decyduje się wrócić do schroniska, a ja z Bogdanem mkniemy pod górę za ekipą przed nami.&lt;br /&gt;
Droga do góry jest w miarę wydeptana, przez co idzie się bardzo wygodnie pod warunkiem, że nie stawi się stopy tylko troszkę za bardzo poza nią, co grozi wpadnięciem po pas w śnieg. Kilka razy po drodze odpoczywamy, przez co mija nas kilka osób. Ze dwa razy czekam na Bogdana dłużej. Gdy spotykamy się po raz kolejny Bogdan „daje mi pozwolenia abym szedł” i spotkamy się na szczycie.&lt;br /&gt;
Ruszam więc pod górę i mijam po drodze wszystkich, który podczas odpoczynku wyprzedzili nas, a także rzeczoną pięcioosobową ekipę, która ze schroniska wyruszyła przed nami. Na szczycie jestem sam, dopiero po chwili dochodzi pozostała reszta. Robię kilka zdjęć choć pogoda jak zawsze była kapryśna i nie pozwoliła podziwiać widoków. Ranek dawał nadzieję, a przedpołudnie wszystko zweryfikowało. Przechodzę jeszcze na Słowacką stronę, kilka smsów , telefon i zaczynam schodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzę do łańcuchów i czekam na Bogdana, który po kilku(nastu?) minutach pojawia się na horyzoncie oznajmiając, że  ma skurcz nogi :)  Razem ponownie wchodzimy na szczyt, kilka zdjęć, pogoda bez zmian. Zaczynamy schodzić. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Przed nami kilka osób schodzących na dół, i kilkanaście idących do góry. Gdy przed nami robi się pusto i stwierdzamy, że szlak jest na tyle stabilny decydujemy się na tzw „zjazd na dupie”.  Tym sposobem na dole (w Morskim Oku) jesteśmy w nieco ponad godzinę. Przed nami kilka osób robi podobnie, reszta za nami o dziwo również. W schronisku spotykamy się z Asią i całym dzikim tłumem turystów. Wchodząc do schroniska przez drzwi musiałem wypuścić 14 osób, a po wejściu do środka i tak nigdzie nie było miejsca. Przepakowujemy się, jemy na szybko i zaczynamy wracać drogą do samochodu. W dół droga mija jakoś wolniej, kilka razy myślę, że dobrze byłoby mieć ze sobą narty, żeby zjechać tym odcinkiem,  no ale cóż... Zaczyna prószyć śnieg. Na parkingu szybko się przebieramy i wracamy na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był bardzo dobrze spędzony piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy wypad na Ryczerzową i Switkową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soblówki na przeł. Przysłop. Dalej trawersem do bacówki na Rycerzowej gdzie robimy sobie krótki odpoczynek. Potem podejście na Ryczerzową (1226) i fajny zjazd z powrotem na przeł. Przysłop. Dalej bardzo strome podejście na graniczny szczyt Switkowej(1086) i przepiękny zjazd rzadkim bukowym lasem do polany Królowej i dalej do Soblówki. U góry śniegu sporo, niżej gorzej ale do auta docieramy na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/OkoliceRycerzowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia w Straszykowej Górze, Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Maciek R.|13 02 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie po pracy szybki wypad za Ogrodzieniec. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, sporo śniegu, lekki minus, ciemności dookoła. &lt;br /&gt;
Jaskinia w Straszykowej Górze zaskakuje: po średnio przyjemnej pierwszej części, na dłużej zatrzymujemy się w dalszych, mytych korytarzach. Bogdan jako jeden z najszczuplejszych w ekipie udowadnia, że miejsce które określiliśmy jako niedostępne jest do przejścia i prowadzi do bardzo przyjemnego kominka, w którym spędzamy sporo czasu. Ogólnie jaskinia zachwyca, opuszczamy ją ze smutkiem i kierujemy się przez Schronisko na Straszykowej Górze (IV) w stronę Jaskini z Kominem. Droga do schroniska bez większych przeszkód, obiekt przyjemny, malowniczy, trzeba o nim pamiętać na przyszłość – świetna miejscówka na piknik albo odpoczynek. Dalszy przemarsz do Jaskini z Kominem już z atrakcjami: próba skrócenia drogi owocuje przedzieraniem się przez krzaki, las, wiatrołomy, bagna, a nawet momentami wydawać by się mogło, że także przez pustynię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy pod otwór: jaskinia brzydka i brudna jak noc w Sosnowcu, ogólnie ciasno i zero atrakcji. No, może poza udowodnieniem przez Pitera, że naprawdę nie warto pchać się głową w dół. Odpuszczamy przejście wszystkich korytarzy – droga do lewego ciągu jest tak ciasna, że Berkowa przy niej to autostrada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini próbujemy kierować się do samochodów (próbujemy – słowo klucz). Prowadzeni GPSem na którym niechcący coś mi się nacisnęło, zwiedzamy solidny kawał lasu, przecierając szlaki które nie widziały człowieka od czasu, gdy praludzie biegali po dziczy odziani w skóry z mamutów i rzucali w małpy kamieniami. &lt;br /&gt;
Ostatecznie odnajdujemy samochody, wracamy do domów bez większych urazów i odmrożeń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fstraszykowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Adam Tulec&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Niedziela, 11.02.2018. O godzinie 5:55 dzwoni budzik.&lt;br /&gt;
Jakimś cudem wstaję po pierwszym dzwonku.&lt;br /&gt;
To chyba efekt uboczny wczorajszego dnia - po wizycie w Jaskini Zimnej padliśmy jak muchy. Jeśli dodać do tego szczyptę adrenaliny na myśl o dzisiejszej akcji, w efekcie poranna pobudka idzie lepiej niż się tego spodziewałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero nasza trzecia akcja w Tatrach, ale już nabieramy wprawy w tym speleoceremoniale. Plecaki i szpej wzorcowo spakowane wieczorem, ciuchy na wyjście przygotowane. Dorzucamy potrzebne liny do wora, jemy śniadanie i ekipa jest gotowa do wyjścia.&lt;br /&gt;
Pomimo, że za oknem przyjemny mrozik - skład ekipy trochę stopniał. Na niedzielne wyjście do Kasprowej Niżniej wychodzimy w trzyosobowym składzie - Rysiek (instruktor), Iwona (koleżanka z wcześniejszego kursu) i ja.&lt;br /&gt;
Czyli w dniu dzisiejszym zapowiadają się zajęcia indywidualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic i dziarskim krokiem ruszamy zielonym szlakiem w stronę Myślenickich Turni. Śnieg skrzypi pod nogami, mocne słońce sprawia, że zimowa szata gór nabiera dużego uroku. Dojście do otworu bezproblemowe i bardzo przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się w jaskiniowe wdzianka, sprawdzamy czołówki, szpeimy się i po chwili ruszamy w mniej-lub-bardziej nieznane! Pierwsze ruchy idą mi trochę opornie, czuję zmęczenie po wczorajszym dniu. Ale problem szybko znika, po raz kolejny potwierdza się stara zasada, że zakwasy najlepiej rozchodzić.&lt;br /&gt;
Iwona zasuwa do przodu jak dzik lub raczej jakaś łasica. Sprawnie pokonuje kolejne metry metry jaskini, przeciska się gdzie jest wąsko, przeskakuje tam gdzie mokro.&lt;br /&gt;
Staram się dotrzymać jej tempa, znajdując jednak chwilę czasu na nacieszenie się jaskinią, szczególnie, że jest zupełnie inna od wczorajszej Zimnej (a raczej Błotnej).&lt;br /&gt;
Pokonujemy razem kolejne fragmenty, całkiem sprawnie poręczujemy trudniejsze miejsca. Chwila zawahania przed wejściem do Gniazda Złotej Kaczki... Ufff. Suchutko!&lt;br /&gt;
Nawet czołganie się jest całkiem przyjemne, bo spąg jest pokryty czystym, drobnym piachem.&lt;br /&gt;
Krótki, łatwy prożek do pokonania (II) i po chwili jesteśmy w Sali Rycerskiej. Dogania nas Rysiek. Po zerknięciu na zegarki stwierdzamy, że możemy się z czystym sumieniem rozsiąść na chwilę. Wciągamy przekąski i idziemy sprawdzić co się czai za Wiszącym Jeziorkiem. Udaje się nam przejść bez kąpieli słynne Zapałki, ale dalej odpuszczamy, tłumacząc sobie, że musi pozostać jakiś niedosyt na przyszłość.&lt;br /&gt;
Wracamy do Sali Rycerskiej znów ćwicząc zapieraczkę. Dostajemy drugie zadanie - sprawdzić korytarz prowadzący w stronę Syfonu Danka. Po chwili wątpliwości znajdujemy poszukiwany przez nas ciąg korytarzy i dochodzimy do kluczowego miejsca - oczom naszym ukazuje się budzący we mnie lekki niepokój komin.&lt;br /&gt;
Ponieważ nie zakładaliśmy przechodzenia tego fragmentu, nie mamy ze sobą stosownej liny. Ale próbujemy przejść pierwsze metry, żeby sprawdzić swoje umiejętności. Po kilku próbach chyba udaje się nam rozpracować poczatek tego jaskiniowego 'balda'. Następnym razem zobaczymy czy przejdziemy całość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do Ryśka, a ponieważ w tak małej grupie wszystko poszło szybko i sprawnie - mamy jeszcze spory zapas czasu. Robimy dłuższą przerwę, plotkujemy trochę o jaskiniowym środowisku, naszych doświadczeniach i słuchamy historii 'z podziemia'. Ale z czasem dochodzą do nas dźwięki kolejnej kursowej grupy, więc stwierdzamy, że pora wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas drogi powrotnej mamy małe przestoje, bo przepuszczamy dwa inne kursy, ale wychodzimy z jaskini o wczesnej porze. Do Kuźnic wracamy w świetle zachodzącego słońca, mijani przez duże grupy narciarzy i skiturowców. Wypad do Kasprowej Niżniej będę wspominał bardzo miło, a kolacja po takim dniu smakowała wybornie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka,&amp;lt;u&amp;gt; Staszek Dacy &amp;lt;/u&amp;gt; Irek Olearczuk, Adam Tulec|10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście jak wiadomo proste, droga przez dolinę wydeptana i wylodzona, na schodach u góry parę zwalonych drzew, jednak po doświadczeniach naszego kursu z Jaskini Czarniej to czysta przyjemność. Przed otworem krótka przerwa i ruszamy w dół, po lodzie, który na szczęście w drodze powrotnej nie był problemem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw długo prosto i sucho, zakręt i znów prosto, jednak nie tak sucho. W wielkim napięciu wyczekiwaliśmy Ponoru, mieliśmy nadzieję, że stan wody będzie w nim tak niski, że nie zwrócimy na niego uwagi. Nie udało się, teraz już wiemy, że tego miejsca nie da się przegapić. Bez zastanowienia szybki desant z ciuchów (nie było co się zastanawiać - decyzję, że Ponor sprawdzi najmłodszy podjęto już dawno). Początek szedł dobrze, później było do dupy... zasygnalizowałem, że wody jest właśnie tyle - rozpoczęto operację przeprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak zabawa zaczynała się dopiero teraz i znów padło na mnie. Progi i Czarny Komin mój, i... tego mi trzeba było jako w jednej z pierwszych jaskiń naszego kursu. Jako początkujący wspinacz nieźle dostałem w tyłek pod każdym względem. Poza oczywiście fizycznym wyciskiem (bo jak wiadomo większość &amp;quot;wywspinana&amp;quot; z buły na pętlach) doczekałem się niezłej lekcji psychiki, albo... fizyki - zrozumiałem, że codziennie odczuwalny współczynnik tarcia daleko jest od swojej granicznej wartości:D Teraz mokra skała i zapieraczka jest dużo bardziej intuicyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostanie poręczowanie i zjazd do Chatki by Adam. Tam chwila przerwy i odwrót. Szybki, przejście przez Ponor już bez zbędnych ceregieli. Wór z mokrą liną dał się we znaki...&lt;br /&gt;
Wszystko pięknie i potrzebne, ale z wyjścia do Kasprowej Niżnej na drugi dzień odmeldowuję się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST)|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwsze skitury dziewczyn w Tatrach. Podchodzimy do Murowańca przez Boczań i zjeżdżamy nartostradą. Wszystkie kończyny całe! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8559</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8559"/>
		<updated>2018-11-11T16:29:06Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jira. Wspinanie w Rzędkowicach|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|10 11 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z przedłużonego weekendu oraz ze wspaniałej pogody wspinając się w krótkim rękawku na skałkach w Rzędkowicach. Mimo bardzo wielu wcześniejszych wizyt na tych skałach, nadal odnajdujemy naprawdę wspaniałe drogi - tym razem na Wysokiej pokonujemy 2 bardzo ładne filary, a potem na Studnisku próbujemy czegoś trudniejszego. Wspinaczy mało jak na Rzędkowice i zarazem sporo jak na połowę listopada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Angia: Jaskinie w Yorkshire Dales|Ola Skowrońska (WKTJ), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|1-4 11 2018}}&lt;br /&gt;
Gdy zdaliśmy sobie sprawę, że przed nami długi, wolny weekend, Mateusz szybko wpadł na pomysł, żeby pojechać do angielskich jaskiń. Jak dla mnie to całkiem nowy kierunek dotychczasowych podróży, tym bardziej był ekscytujący ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszamy w czwartek nad ranem, po południu docieramy do wynajętego domku w północnej Anglii w miejscowości Arkholme. Otaczają nas zielone łąki z mnóstwem owiec, krów, z wszechobecnymi kamiennymi murkami i rozłożystymi drzewami. Przejeżdżamy przez stare wioski z kamienną zabudową, gdzie można jeszcze spotkać wyróżniające się charakterystyczne czerwone budki telefoniczne (w środku których można czasem znaleźć zamiast telefonu przenośny defibrylator). Jadąc wąskimi drogami parę razy mieliśmy okazję się przestraszyć widząc samochód pędzący w naszym kierunku po prawej stronie jezdni ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w ramach akcji rozruchowej idziemy do Heron Pot. Początkowo poruszamy się w dużym meandrze przypominającym Wodociąg w Śnieżnej, zjeżdżamy studnią o bardzo ciekawej strukturze ścian i kończymy w obniżającym się korzytarzu, gdzie trzeba było się przeczołgać. W drugi dzień na najdłuższą akcję idziemy do Boxhead Pot. Od początku jaskinia jest zadziwiająca. Otwór ciężko ominąć, jest on po prostu rurą wystającą z ziemi, a ktokolwiek się nad nią pochylał wyglądał jak postać z gry - Mario (tylko grzybka brakowało). Konstrukcja otworu tylko z zewnątrz wygląda banalnie, tak naprawdę patrząc od dołu widać, że musiano się nad nią bardzo napracować. Zjeżdżamy w dół i decydujemy się zrobić kółko przez Tate Galleries. Po drodze zbaczamy w boczne korytarze oglądając przepiękne nacieki, których w Tatrach nie uraczymy. Największą przeszkodą na tej drodze jest tzw. Rura (‘The Tube’). Jest to dość wąskie przejście z płynącą wodą, cytując przewodnik – zacisk, przez który płynie cała woda z Boxhead Pot. Przejść przez niego udało się nam z różnym rezultatem, niektórym woda wylewała się nawet zza kołnierza! &lt;br /&gt;
Na trzeci dzień wybraliśmy Rowten Pot. Jaskinia z największym otworem z tych trzech jaskiń. Zjeżdżając pierwszą liną widzieliśmy wodospad wlewający się w głąb oraz skały porośnięte ogromnymi mchami i paprociami. Droga na dno prowadziła przez studnie omijając wodę, tak żeby na koniec móc przejść zaraz obok wodospadu, a następnie krótkim meandrem do syfonu. Jaskinię można przetrawersować przechodząc na bezdechu trzy odcinki. Tym razem zrezygnowaliśmy z tej przyjemności. W ostatni dzień postanawiamy zrobić spacer w parku narodowym Peak District (choć mogliśmy jechać do Cambridge). Na drodze spotykamy stado owiec przeskakujących mur jak w bajce. Wracając na lotnisko, wpadamy na zasłużone fish&amp;amp;chips uszczęśliwiając tym samym Karola. Osobiście jestem też bardzo zaskoczona mieszkańcami Anglii, zawsze uśmiechniętymi i serdecznymi.&lt;br /&gt;
Pogoda była całkiem w porządku, trochę padało, trochę mroziło, ale były i chwile bardzo słoneczne i takie z pięknymi tęczami na niebie. Czas dojścia do otworów też był bardzo przyjemny, max 15-20min; temp. w jaskiniach 7-8st. Pomimo, że ktoś nas postraszył przed wyjazdem, że angielskie jaskinie są mokre i pianki mogą się przydać…  nie spanikowaliśmy i było warto!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAnglia%20&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|27 10 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce. &lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmietusia+wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda krzyżuje plany na wyjazd wspinaczkowy, więc decydujemy się na spacery po Beskidach - na wszelki wypadek wrzucam rower do bagażnika. Lądujemy w Węgierskiej Górce o 12:00, gdzie Ala z małą i znajomymi spacerują po okolicy, a ja wybieram się rowerem, czerwonym szlakiem przez Magurkę Wiślańską - Malinów - Salmopol - Kotarz do Szczyrku. Widoczność bardzo kiepska. Mżawka zaczyna się w okolicach Magurki, a pod koniec wycieczki jestem już bardzo przemoczony i dość zmarznięty. Łącznie wychodzi ok. 25 km i trochę ponad 1000 m podjazdów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Dolina Kluczywody - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Adam Tulec|13-14 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Dolinie Kluczywody odbyła się ostatnia część szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Śnieżna|Karol, Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|13-14 10 2018}}&lt;br /&gt;
Mało spania, za dużo lin, brak czasu na rozmyślenie się i oto byliśmy! Na szlaku w dolinie Małej Łąki o godzinie 7 rano. Dreptaliśmy trochę za bardzo obciążeni jak na relaksacyjne wyjście i  rozmyślaliśmy kogo spotkamy w jaskini.  I wtedy nasze myśli jakby się zmaterializowały w postaci kolegów z SBB, radośnie oznajmiających nam, że oni idą zaporęczować jaskinię i nie musimy nieść naszych lin, bo możemy skorzystać z ich poręczówki. Tak proszę państwa! To wcale nie był sen grotołaza! Aż pod sam otwór nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini Śnieżnej weszliśmy dość późno, ale letnia pogoda wcale nie zachęcała by przykleić brzuch do lodospadu i zjechać w głąb ziemi. No właśnie... lodospad... będąc ostatnio w tej jaskini przynajmniej rok temu nie miałam świadomości... że lodospad jakby się skurczył... zmalał... a miejscami znikł... Pierwszym zaskoczeniem było samo wejście do dziury, gdzie wg. moich wspomnień trzeba było przeciskać się pomiędzy stropem a lodem, teraz znajduje się tam zjazd, lód zaczyna się dopiero w połowie pochylni i dość gwałtownie kończy, odkrywając nie do końca stabilne głazy... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niżej już po staremu. Mkniemy w dół aż do wodociągu. Tu kręcimy się trochę, jemy, mijamy trochę ludzi. Można nawet powiedzieć, że całkiem tłoczno było tam na dole... Do góry jak zwykle pocimy się na linach. Ja przeżywam małą chwilę przerażenia, odkrywając, że moja delta zbyt łatwo się odkręca i uprząż próbuje się z niej wydostać. Przed wielką studnią dokręcam ją jednak tak skutecznie, że po wyjściu potrzebuję pomocy w oswobodzeniu się z uprzęży...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień poszukujemy jakiejś krótkiej wycieczki, żeby móc wcześnie wyjechać z Zakopanego, ale wykorzystać dzień w Tatrach. Pogoda zachęca do wycieczki powierzchniowej, a mokre kombinezony i wnętrza odpychają od jaskiniowej. Decydujemy się na szybką przebieżkę Doliną Strążyską pod Siklawicę, dalej Ścieżką nad Reglami, przez Sarnią Skalę, do Doliny Białego. Koło zamykamy dochodząc Ścieżką pod Reglami z powrotem pod Dolinę Strążyską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2018%2Fsniezna&amp;amp;startat=5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziejowska i Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
Ostatnią niedzielę spędziłem leniwie, więc postanowiłem wziąć się za siebie i wybrałem się na szybki wypad w góry, akurat żeby wieczorem zdążyć na koncert. Przed  godz. 8 byłem już w Węgierskiej Górce, skąd czerwonym szlakiem udałem się na Baranią Górę przez Magurkę Radziejowską. Szlak bardzo sentymentalny, bo na nim 4 lata temu na rajdzie górskim poznałem moją Iwonę ;) Początkowo pogoda była super, taka nasza prawdziwa polska złota jesień (choć jeszcze nie wszystkie drzewa zmieniły kolor na złoty), to później na grani zaczeło bardzo mocno wiać. Horyzont zeszarzał i widoki były bardzo ograniczone. Z wieży widokowej na Baraniej było trudno dostrzec nawet Babią Górę. Do Węgierskiej Górki wracałem początkowo czarnym szlakiem, a później zielonym. Po powrocie do auta kupiłem sobie w nagrodę lody w pobliskiej cukierni. Do Katowic wróciłem troszkę po 15.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: zajęcia na Kuli i Żabim Koniu - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|06-07 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach pomiędzy Będkowicami a Kobylanami, odbyła się druga z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magura i Klimczok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, trochę wcześniej od Biłej na szczyt wyszli Rysiek i Marzenna Widuch|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem w dobrej pogodzie start z Mesznej na przełaj wzdłuż potoku Mesznianaka. Potok najpierw płynie w dość głębokim jarze. Dalej stromo do góry zdobywamy wysokość na granicy zadłużenia tlenowego osiągając szlak czerwony z Bystrej. Następnie szczyt Magury i Klimoczoka. Dość sporo osób kręciło się w okolicy schroniska. Wracamy żółtym szlakiem do Mesznej zatrzymując się w Chacie pod Starym Groniem na szarlotce. Od tej strony na szczyt wychodzi znacznie mniej ludzi niż z pozostałych zboczy. Z niecierpliwością należy czekać na dobre śniegi by powtórzyć tą trasę skitorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Straszykowe skały - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec i Asia Przymus (jeden dzień)|29 - 30 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Ryczowie odbyła się pirewsza z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów. Opis pojawi się po ukończeniu całości szkolenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Banikov - Rohacze|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wstępny plan kursowego wyjścia do Ptasiej zawiódł, więc wybraliśmy słowackie zachodnie Tatry jako cel naszej wycieczki. Rochacze od dawna chodziły nam po głowach. Dzień wcześniej relaksujemy się w Termach Chochołowskich, gdzie jak się okazało trafiliśmy na sobotnie „Pool party”, czyli imprezę na odkrytym basenie rodem z amerykańskich filmów dla nastolatków, z DJem itp. &lt;br /&gt;
Nocujemy w muszli koncertowej zlokalizowanej na parkingu przy jaskini Brestovskiej; miejscówka bardzo dogodna, można się schować w środku, tak że nikt z drogi nas nie widzi i nie przegania. Trekking rozpoczynamy od wejścia na Banikov, później dalej granią przez Rochacze Płaczliwego i Ostrego na Wołowiec. Odcinki z łańcuchami nie są aż takie trudne jak się spodziewaliśmy czytając opisy przejść.  Szczyty były niestety zakryte chmurami, mocno wiało. Na Banikowym szczycie kępki trawy były już nieco zaśnieżone/oblodzone tworząc ciekawe formy dzięki wiejącemu wiatrowi. Mimo nienajlepszej pogody na szlaku spotykamy wielu wędrowców. Szlak zdecydowanie do powtórzenia przy lepszej pogodzie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze przy przydrożnych ruinach, które okazały się pozostałościami Franciszkowej huty z ogromnym piecem hutniczym w środku.&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBanikov%20Rohacze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - pasmo z Oszustem|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow.|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Pokonano dość długą trasę z przeł. Glinka do Rycerzowej i zejście do Soblówki. Pogoda niezbyt lecz na szlaku nikogo. Zejście w nocy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wejście na Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os. tow.|21 09 2018}}&lt;br /&gt;
Mój plan na spędzenie weekendu w tatrach pogrzebał się pod zwałami zapowiadanych opadów deszczu i śniegu oraz zimna. Rozpacz jaka mnie ogarnęła z powodu utraconego tatrzańskiego lata została jednak przepędzona przez Piotrka, który miał spędzać czwartek i piątek w górach i zaprosił mnie bym dołączyła do niego i kolegi w Piątkowe wyjście na Kościelec. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coś we mnie drgnęło i nagle zapragnęłam nie przejmować się żadnymi obowiązkami i pozwolić sobie działać spontaniczne. Od razu wybrałam wolne na piątek, po pracy szybko się spakowałam i poszłam spać chwilę po zmroku. Pobudka o 2:15, o 2:45 wyjazd z Rudy Śląskiej i udało mi się złapać miejsce w Pekaesie do Zakopanego o 3:45. Na miejscu byłam trochę po czasie - o 7:30, zamiast 7:00 (uwaga korki w Białym Dunajcu), gdzie spotkałam się ze Strzelcem i jego znajomym. Bez zwłoki udaliśmy się na szlak z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pogoda owszem letnia, więc szybko pozrzucałam z siebie zbędne nogawki i długie rękawy, aczkolwiek na trochę wyższym i odkrytym terenie wiał mroźny i mocny wiatr. W Murowańcu zatrzymaliśmy się na szarlotkę, Strzelec z powodu kontuzji wycofał się ze zdobywania z nami Kościelca i wybrał kontemplację natury nad Czarnym Stawem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
My ruszyliśmy na Kościelec z lekką obawą, czy aby przypadkiem nie zwieje nas jak tylko wyjdziemy na grań Małego Kościelca. Jak się wyżej okazało, na szczęście mimo nagłych podmuchów i konieczności założenia dodatkowych warstw, nie groziło nam zdmuchnięcie ze skał. Na drogę podejścia wybraliśmy trasę prowadzącą koło Czarnego Stawu, przez Mały Kościelec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlak na Kościelec, aczkolwiek stromy jest bardzo przyjemny, szybko zdobywa się wysokość, mogąc cały czas podziwiać wspaniałe widoki, bliżej szczytu wymaga użycia rąk przy podchodzeniu. Jak dla mnie było to jedno z ciekawszych podejść jakie robiłam w Tatrach. Na szczycie posiedzieliśmy tak długo jak tylko się dało aby nie zamarznąć. Na drogę powrotną wybraliśmy zejście koło Stawków w Dolinie Gąsienicowej. Na Hali Gąsienicowej spotkaliśmy się ponownie z Piotrem i razem ułożyliśmy się wygodnie na trawie by jeszcze chwilę pokontemplować ostatni letni dzień w Tatrach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fkoscielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: jaskinie: Berkowa, Ostrężnicka, Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Max, Speleo-Myszków|17 09 2018}}&lt;br /&gt;
Robimy szybki wypad na Jurę: najpierw z Piterem zaliczamy Berkową (jaskinia z roku na rok wydaje się coraz bardziej ciasna), później już we 3 z Maxem dla zabicia czasu odwiedzamy Ostrężnicką. W krzakach nad jaskinią odnajdujemy chyba ruiny zamku, bardziej &amp;quot;chyba&amp;quot; niż &amp;quot;ruiny&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem dojeżdża wsparcie z Myszkowa. W piątkę ruszamy do Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskiniowy gwóźdź programu szybko klasyfikujemy jako „byłem, widziałem, nie wrócę”. Jaskinia niepokojąca, długa i piękna. Miejscami krucho, miejscami ciasno, są też chodniki po których można biegać będąc  w pełni wyprostowanym. Przechodzimy przez wszystkie główne ciągi, zwiedzając dodatkowo ciekawsze boczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziura zdecydowanie warta uwagi, jakiej formy nacieku by sobie człowiek nie wymyślił – taką znajdzie w Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzimy z jaskini z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;
Dziękujemy Speleo-Myszków za otwarcie obiektu 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fberkowa_ostreznicka_wierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: kaniony okolic Chiusaforte (Alpy Karnickie - Alpy Julijskie- Prealpy Julijskie)|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|13 - 16 09 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz trzeci udało nam się wybrać w rozpoznany już rejon kanioningowy. Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich skrupulatnie obserwowaliśmy przed wyjazdem pogodę i trafiliśmy w dychę – słońce, ciepło i co najważniejsze odpowiednie przepływy wody pozwoliły nam zrealizować cały plan. Odwiedziliśmy 4 kaniony najlepiej oddające klimat rejonu. Standardowo wyjazd w środę późnym wieczorem – na miejscu ok. 5 rano. Krótka regeneracja i na pierwszy ogień, lub lepiej napisać wodę poszedł Rio Ronce (v3a3III). Kanion typowo rozgrzewkowo-zabawowy, krótkie podejście około godziny a w środku wszystkiego po trochu; zjazdy, skoki, tobogany. W piątek zrobiliśmy Simona dolną część (v4a4V). Opisując go można cytować bardziej doświadczonych od nas kolegów z SDG  „Rio Simon jest jednym z najpiękniejszych kanionów Alp Karnickich. Woda jest w nim krystalicznie szmaragdowa, ściany są utworzone z białego, czystego wapienia. Kanion jest głęboki i wąski, lecz mimo to pełen słońca, które sprawia, że zdaje się być przyjazny i dostępny” – nic dodać nic ująć. W sobotę zmierzyliśmy się z Rio Cuestis (v5a3III). Początek zapowiadał się całkiem nieźle – parę mis do których udało się skoczyć. W środkowej partii woda zanika i do końca staje się suchy. Brak wody nie rekompensowały nam pionowe zjazdy dochodzące do 70 m. Dla nas grotołazów zjazdy powiedzmy sobie szczerze to trochę nie to czego szukamy w kanionach. No ale na wiosnę przy dużej wodzie to musi być fest…Niedziela na deser pobudka o 6.30 i o 8.00 maszerujemy w stronę Frondizzona (v4a2III). Kanion krótki ale intensywny. Zaczyna się 35 m. kaskadą z silnym strumieniem w końcowym odcinku zjazdu „zrywającym buty”. Potem skoki, pływanie, zjazdy wszystko w mocno wciętym a czasem zasklepionym kanionie. Dobre zakończenie wyjazdu. W Mikołowie jesteśmy o 22.00. &lt;br /&gt;
Uwaga: osoby planujące wyjście do Rio Cuestis – zły opis długości potrzebnej liny na stronie http://www.descente-canyon.com/canyoning/canyon-description/22007 . Myśmy mieli 73 + 58 i na najdłuższej kaskadzie było na styk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyceny trudności kanionów dla zainteresowanych:  http://v7a7.pl/skale-i-trudnoci/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKaniony-Italia&lt;br /&gt;
      &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Klimczok |Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|16 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią. Stamtąd, aby nie dojść zbyt szybko na Klimczok, skręcamy na szlak w kierunku Wapienicy. Pogoda idealna na takie spacery, słońce, nie za ciepło, nie za zimno, nie padało. Dużo grzybów, żadne z nas nie przepada za tym przysmakiem, ale jak widać większość ludzi już tak. Praktycznie każdy turysta, którego mijaliśmy niósł siatkę wypełnioną właśnie grzybami. Po zejściu do Doliny Wapienicy, przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie zatrzymujemy się na obiad, a później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy, zajadając domowe ciasteczka owsiane 😊. Z Klimczoka kierujemy się z powrotem na Błatnią i dalej do auta w Brennej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem na Magurę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 09 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku zrobiłem sobie ciekawą trasę na rowerze górskim. Z Szczyrku częściowo szlakiem, częściowo leśną drogą podjazd do schroniska pod Klimczokiem (skwar utrudniał zadanie). Potem przez szczyt Magury (1109) żółtym szlakiem do Mesznej. Zjazd trudny technicznie, sporo dużych kamieni lub trawiaste stoki, na których kiepsko wychodzi hamowanie. Zjeżdżałem tu pierwszy raz więc była to swego rodzaju nowość. Z Mesznej ładnym szlakiem rowerowym wracam do Szczyrku tuż przed ogromną nawałnicą. Grad wielkości kurzych jaj dewastował samochody a główna droga w Szczyrku zamieniła się w rwącą rzekę. W tym czasie już jednak siedziałem w knajpce na lodach z znajomymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Szczyrk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Königsjodler |Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |18 08 2018}}&lt;br /&gt;
Razem z Sarenką i Michałem postanowiliśmy zejść z Gölla dzień wcześniej, żeby wejść jeszcze na szczyt Hochkönig(2941m) przez ferratę Königsjodler.&lt;br /&gt;
Zaparkowaliśmy samochód na parkingu przy wejściu na szlak, po czym okazało się, że nie mamy gazu. Próby zakupienia w okolicznych wioskach były oczywiście nieskuteczne. Na całe szczęście pierwszy Austriak, którego zapytaliśmy o możliwość zakupu, podarował nam swój kartusz. Rozbiliśmy się na parkingu, a towarzyszyło nam niespodziewanie dużo osób, w tym grupa Czechów, z którą w następnym dniu kilkukrotnie się mijaliśmy.&lt;br /&gt;
Rano powitała nas całkiem przyzwoita pogoda, choć szczyty były zakryte chmurami. Szczęście znów nam dopisało. Im wyżej wychodziliśmy, tym chmury wznosiły się wyżej, odsłaniając poszarpaną grań, przez którą prowadziła ferrata. Pomiędzy kolejnymi szczytami musieliśmy pokonać „skok młodej panny”, most linowy i tyrolkę. Część odcinków pomimo sztiftów wymagała siły i wytrzymałości. Na szczyt dotarliśmy po paru godzinach wspinaczki, znów mijając wcześniej wspomnianych Czechów (którzy, jak to stwierdzili, uzupełnili witaminy i minerały w schronisku pijąc piwo). Po chwili oddechu na szczycie zaczęliśmy schodzenie. Początkowo po piargu, dość sypkim, o czym miałam się okazję przekonać zjeżdżając pewien odcinek w dół. Schodzeniu towarzyszył piękny zachód słońca oświecający zdobyty tego dnia szczyt i pomniejsze szczyty. Noc spędziliśmy ponownie na parkingu. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną, zahaczając o Lechovice. &lt;br /&gt;
zdjęcia w galerii &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa Goll'2018 |Mateusz Golicz (kier.), Miłosz Dryjański (KKS), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Ola Skowrońska (WKTJ), Jacek Szczygieł (KKS), Darek (KKS) |04 - 26 08 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja z pierwszych dwóch tygodni, z mojej i Iwony perspektywy. Iwona prześle osobno swój punkt widzenia  :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczna wyprawa odbyła się w terminie od 4 sierpnia do 26 sierpnia. My z Iwoną mieliśmy tegoroczny urlop tak zaplanowany aby być przez pierwsze dwa tygodnie. Cała ekipa spotkała się w piątkowe popołudnie u Sarenki i Michała, gdzie spakowaliśmy wszystkie rzeczy i wyjechaliśmy w stronę Austrii. Dojechaliśmy nad ranem, także był czas aby się jeszcze przespać. Po drzemce szybkie spakowanie big bag'ów i czekanie na helikopter. Na szczęści w tym roku śmigło było o czasie i nie zaskoczył naś za wczesnym przylotem. Resztę dnia spędziliśmy na rozkładaniu bazy oraz planowaniu zadań na następne kilka dni. Ze względu na ograniczony zasób ludzki mnie i Iwonie przypadło więcej zadań niż w zeszłym roku... i bardzo dobrze ;) &lt;br /&gt;
Drugie dnia Mateusz i Ja poszliśmy do Mondholle. To była moja trzecia jaskinia po Gammsteigu i Dependance w tym masywie. Muszę przyznać, że do miejsca gdzie zjechaliśmy była czysta;) Jednak główną jej atrakcją to były skamieniałości, które występowały często i gęsto ;) Dla mnie bardzo fajna akcja rozgrzewkowa, przy której miałem okazję poznać trochę teorii i praktyki związanej z poręczowaniem. Następnego dnia powtórka Mondholle z Olą i kolejne kilka metrów jaskinia puszcza. Kolejne kilka akcji mam w Gamssteighöhle. Inni ze sukcesem szukali nowego obejścia do biwaku, ja tym czasem z innymi staraliśmy się udogodnić nową drogę, a to przeporęczować ją lub przekopać gdzie było za ciasno. Po połączeniu nowej drogi (gdzie to w magiczny sposób kominy staly się nagle studniami) czekał nas deporencz swoistej legendy tj. Klappachera. Jak dla mnie historyczny moment. Przecież tyle lat nas klappacherem straszyli, a tu już zdeporenczowany. Czym teraz straszyć nowych kursantów??? Na kolejne dni pracy było wbród, więc uczestniczyłem w rozkładaniu kabla telefonicznego, deporenczu, transporcie i innych. Po tygodniu doszedł do nas Darek z Małym. Akurat z Darkiem dostaliśmy wolną rękę na eksplorację Dependance. Mieliśmy sporo rozmyślania w którą stronę pójść i ostatecznie wybraliśmy się w stronę okienka pilnowanego przez dużą wantę, która skutecznie nam przeszkodziła i mieliśmy z pod niej wycof. Z Darkiem stworzyliśmy jeszcze zespół pomiarowy, dzięki czemu plan jaskini zyskał kilka metrów. W między czasie odwiedził nas kolega Małego tzw. Money (przynajmniej tak zrozumiałem ;). Gość w dom, Bóg w dom, także wieczory spędziliśmy na wspólnych pogawędkach, opowiadaniach o innych wyprawach i anegdot. Wieczory bardzo były przyjemne, przy wspólnym biesiadowaniu. Jedną z niepojętych rzeczy w tym roku był codzienny upał. Istnie nie gollowska pogoda, która spowodowała, że za deszczem patrzeliśmy nie raz z utęsknieniem... Resztę o jaskiniach i ferracie dopowie Iwona :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując Gölla 2018, nasze działania skupiły się na jaskiniach:&lt;br /&gt;
Gamssteighöhle: połączyliśmy biwak z otworem przez Jaskownicę, tym samym umożliwiono przejście na biwak bez przechodzenia przez ulubione przez wszystkich meandry; prace na najgłębszym przodku - przejście krótkiego meandra, zjechanie kolejnych studni do głębokości ok.-725m; i na koniec zaskakująca wspinaczka za Koniem do największej sali w Gamssteigu&lt;br /&gt;
Dependance: wspinaczka, która dalej się kontynuuje - pozostało ok.10m i na górze optymistycznie wieje&lt;br /&gt;
Mondhöhle: zaporęczowaliśmy do ok. -320m, a studnie ciągną się dalej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten rok był wyjątkowo upalny. Miłosz skonstruował stojący prysznic, Mateusz zaordynował kupno zapasu mydła i szamponu, i prawie mogliśmy się prysznicować w promieniach słońca, tyle że … brakowało wody! Z problemem poradziliśmy sobie przynosząc śnieg z otworu Częstochowaschacht. A i tam spod śniegu wyłonił się otwór jaskini, jeszcze niezbadanej…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojego punktu widzenia, najciekawszym było własne poręczowanie i zejście na biwak. Razem z Małym zjechaliśmy do studni, której jedno dno było piaszczyste – mogłam z pełną satysfakcją stawiać tam pierwsze kroki, których odciski było wyraźnie widać ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FGoll-2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PORTUGALIA: wędrówka z Faro do Fatimy |&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os. tow.), Dominika (os. tow.)|31 07 - 21 08 2018}}&lt;br /&gt;
Przeważnie piesza wędrówka wzdłuż wybrzeża Atlantyku na odcinku Faro - Lizbona (ok. 250 km). Droga wiodła plażami, klifami, lasami oraz przez małe miejscowości. Dalej z Lizbony do Fatimy. Po drodze najdalej na zachód wysunięty przyl. Europy - Cabo de Roca. Szersza relacja później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - grań Otargańców |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 08 2018}}&lt;br /&gt;
Jeden z bardziej odosobnionych i osobliwych szlaków słowackich Tatr. Wiedzie urozmaiconą granią między dol. Jamnicką a Raczkową z pięknymi widokami na niemal całe Tatry Zach. Trudności technicznych brak ale jest wysoko. Zwieńczeniem jest drugi co do wys. szczyt Tatr Zach. - Jakubina (Raczkowa Czuba) - 2194. Stąd przez Jarząbczy i Kończysty schodzimy do dol. Raczkowej. Krótki odpoczynek przy szałasie pod Klinem (Starorobociański Szczyt) a następnie szybko w dół do wylotu Wąskiej Doliny. Cały dzień piękna pogoda a na naszym szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Całość trasy to ok. 20 km i 1600 m przewyższeń. Czas przejścia - 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOtargance&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Skarżyc |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 07 2018}}&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy teren w okolicach Skarżyc pod kątem obiektów jaskiniowych. Oprócz 2 dość ciekawych lejów nic ciekawego nie odkryliśmy. Nadchodząca nawałnica przegnała nas do auta. Udało się zebrać trochę grzybów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Sauerland - jaskinia Witte Kuhle |Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 - 22 07 2018}}&lt;br /&gt;
Sauerland to wyżynno-górzysta kraina w środkowych-zachodnich Nieczech o dość ciekawej budowie geologicznej. Nie brakuje tu wapienia i związanych z nim zjawisk krasowych. W pobliżu miejscowości Marsberg znajdują się wapienne wzgórza. Dawno temu były tu kamieniołomy a ich pozostałości widoczne są po dziś dzień. W okolicy jednego z nich jest jaskinia Witte Kuhle (czasem zwana Białą Jaskinią). Potężny otwór z tego co się dowiedziałem z skąpych informacji był w pradawnych czasach siedzibą ludzi pierwotnych a obecnie dobrym miejscem na pikinik. Mało kto jednak zapuszcza się w głąb tej jaskini. Gdy tylko Paweł przekazał mi te informacje postanowiliśmy przy pierwszej okazji zbadać temat co w sumie owocowało trzema akcjami do tej dziury. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża sala wejściowa kończy się półką nad okapem. Aby się tam dostać trzeba strawersować po wąskiej perci ścianę skalną. Za półką korytarz ciągnie się na wschód rozdzielając się w kilku miejscach i łącząc się później w &amp;quot;centralnej&amp;quot; sali. Penetrujemy jaskinię dość dokładnie. Dalsze sale posiadają grube namuliska sięgające niemal stropu. Udaje mi się wpełzać dalej w głąb masywu aż do miejsca gdzie moje gabaryty nie przystawały do wysokości. Widać jednak, że jaskinia się kontynuuje dalej w wgłąb masywu. W trakcie &amp;quot;chodzenia&amp;quot; po jaskini zauważyliśmy kilka miejsc gdzie po poszerzeniu namulisk można by przedostać się dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Namalowane sporadycznie strzałki na ścianach oraz ślady świadczą o obecności grotołazów w tej jaskini. Brak jakichkolwiek śmieci też potwierdza fakt rzadkiego pobytu tu ludzi. Wobec braku informacji n.t. tej dziury chcieliśmy ją początkowo skartować (skartowaliśmy wstępne partie) sądząc, że to niewielka dziura. Jednak po jej przejściu stwierdziliśmy, że trzeba na to znacznie więcej czasu i może przy następnej okazji to zrobimy (to co najmniej kilkaset metrów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz działania w jaskini na rowerze objechałem cały teren w celu rozeznania uwarunkowań dot. tutejszego krasu gdyż penetrowana przez nas jaskinia posiada przepływowy charakter. Teren jest częściowo rolniczy, częściowo zalesiony co trochę utrudnia dostęp do całego terenu. Po za tym w starym kamieniołomie widnieje jeszcze jeden otwór do którego się trzeba wspiąć lub zjechać. Być może to tylko ślepa dziura lecz warto to zbadać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|USA/KANADA: na rowerach przez góry Alaski i zach. Kanady |&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|05 06 - 14 07 2018}}&lt;br /&gt;
Kontynuacja rowerowej podróży sprzed 9 lat. Przejechano górski odcinek północny od Anchorage na Alasce poprzez kanadyjskie terytorium Jukon, Kolumbię Brytyjską do Calgary w Albercie. Szerzej o wyprawie tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:USA/Kanada_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAlaska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: ferrata na Jägihorn |Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2018}}&lt;br /&gt;
Po raz kolejny odwiedzamy siostrę Karola w Szwajcarii w trakcie przedłużonego weekendu. Oprócz spacerów po okolicy Lucerny udaje nam się zrobić jedną via ferratę, na którą w zeszłym roku brakło nam już czasu. Prowadzi ona na szczyt Vorgipfel (3150m n.p.m.), a następnie Jägihorn (3206m). Wyjechaliśmy przed 6, na szlaku jesteśmy o 10. Pogoda idealna, słońce,  lekki wiatr,  niewielkie zachmurzenie. Sama ferrata była najtrudniejszą jaką do tej pory robiliśmy. W miejscach gdzie ściana była pionowa, a chwyty nieoczywiste przydały się umiejętności wspinaczkowe. Znowu przekonujemy się o fantazji Szwajcarów tworzących via ferraty - główną atrakcją drogi był most zawieszony pomiędzy dwoma ścianami. Idąc w górę mogliśmy oglądać innych wspinaczy pokonujących most, co u mnie powodowało silne ukłucie stresu. Pocieszające było to, że w razie niepowodzenia można go obejść dołem. Przed samym przejściem mostu nie mogę się zdecydować, co jest mniej stresujące: czy iść pierwszą i mieć to za sobą, czy zobaczyć, że jak Karol przez niego przebiega i to powtórzyć. Postanowiłam nawet liczyć stopnie, ale po dziesięciu presja była na tyle duża, że się pogubiłam :) Ostatecznie Karol ratuje mnie informacją, że jest dozwolone przejście w dwójkę i tak też robimy. W końcu przychodzi czas na najprzyjemniejsze, czyli wyjście na sam szczyt i podziwianie widoków z góry. Po krótkiej przerwie szybko schodzimy w dół i ruszamy w drogę powrotną do Lucerny jednocześnie żałując, że mamy tak daleko do tak wspaniałych miejsc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fferrata&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami MTB po pograniczu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 07 2018}}&lt;br /&gt;
Start w Krzyżowej. Przez Krzyżówki górskim szlakiem rowerowym nie złym podjazdem osiągamy Watówki i dalej do granicy słowackiej w okolicy Głuchaczek. Apogeum jest na Jaworzynie (1045) a dalej dość trudnym technicznie zjazdem obniżamy się na Przeł. Półgrską. Jakoś nie udało nam się znaleźć na polskim szlaku zjazdu na Słowację. Na przełaj przez las po uprzednim rozeznaniu terenu docieramy do zrywkowej drogi i nią zjeżdżamy nie bez trudności do doliny Polhoranki. Tu starą asfaltową drogą jedziemy do Oravskiej Polhory odświeżając się po drodze w rzece. Potem podjazd drogą na przeł. Glinne i piękny zjazd do Korbielowa. Aby trochę przedłużyć wycieczkę do Krzyżowej docieramy systemem szlaków rowerowych o urozmaiconej konfiguracji. Cały dzień piękna pogoda, która podkreślała jeszcze bardziej odcienie soczystej zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMTBJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - W drodze do Jaskini Litworowej|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Adam Tulec, &amp;lt;u&amp;gt;Staszek Dacy&amp;lt;/u&amp;gt;|06 07 2018}}&lt;br /&gt;
W planie jaskinia Litworowa. Po cierpkiej (dla niektórych) nocy pod namiotem (Fjorda Nansena – serce rośnie:D) piękny poranek. Z małą obsuwą, ale i tak przed 8 ruszamy do doliny Małej Łąki – miła odmiana po ostatnich startach z Kir. Na Przysłopie piękna pogoda. Skoruśniak też poszedł szybko, szczególnie że to kolejny raz z rzędu – już znany, a jeszcze się nie przejadł. Poza tym większość lin czeka na górze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebo czyste – po drodze opisujemy okoliczne widoki – w końcu w ostatnich tygodniach jesteśmy już trzeci raz w Tatrach, a pierwszy raz coś widać. Mówimy sobie – w końcu ładna pogoda. Docieramy pod Kobylarzowy Żleb, już niedaleko, tylko trochę pod górę. Na niebie pojawiają się chmury. Po dojściu na Czerwony Grzbiet pogoda zmienia się diametralnie, momentalnie zaczyna padać. Zdążyliśmy dojść do rozwidlenia ścieżek do jaskini Litworowej i pod Wantą, lało już niemiłosiernie. Biegniemy po liny, a część idzie pod otwór. Grzmi. Zaczyna padać grad o średnicy ponad centymetra, trzeba chronić głowę. Worki znaleźliśmy bez problemu. Przeczekaliśmy burzę przy jaskini pod Wantą, reszta w rejonie otworu. Gdy chcemy ruszyć do reszty, gdzieś w pobliżu znów uderza piorun i czekamy. Kiedy w końcu docieramy pod otwór, jesteśmy kompletnie przemoczeni, reszta ekipy na nasz widok zakłada plecaki. Zalecono odwrót z pełnym poparciem. Kiedy z powrotem wychodzimy na szlak pomimo deszczu i chmur, w rejon Giewontu leci śmigłowiec. Powoli przestaje padać, zlało nas znowu za Przysłopem. Wsiadamy szybko do samochodu, na polu namiotowym nikt nie chce z niego wysiąść. Zadziałało dopiero hasło: „Idziemy na herbatę i ciacho” - zrozumiecie jak zobaczycie zdjęcia. Pozdrawiamy z Polany Rogoźniczańskiej :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. W zeszłym tygodniu to jednak było pięknie:D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Flitworowa_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Kanale Gliwickim|Bianka Witman Fulde, Tadek, Basia, Ania, Adam, Agnieszka Szmatłoch, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jola i Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej, Monika i Henryk Tomanek, Lucek, Jurek i wiele innych osób (ponad 70 osób)|04 07 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udział w urodzinowym rejsie Bianki w rozrywkowych klimatach z tańcami przy wspaniałej muzyce (głównie lat 70-tych). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska , Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Wanda Cacha z sopockiego KTJ, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec, Stanisław Dacy|30 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było Zimno!!! Mam nadzieję, że kursanci napiszą trochę więcej niż ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten weekend zdecydowaliśmy  się z Iwoną potowarzyszyć Rysiowi i  Kursowi w wycieczce do jaskini Pod Wantą. Wyjechaliśmy nad ranem z Katowic i po 8 czekaliśmy przy wejściu do Doliny Kościeliskiej na resztę ekipy. Szybko przypominaliśmy sobie topografię, a nuż Rysiek zapyta, więc trzeba będzie błysnąć wiedzą. Po chwili przyszedł Rysiek z kursem, gdzie obok Magdy, Adama i Staszka była kursantka Wanda od naszej znajomej i wesołej ekipy z Sopotu, których poznaliśmy na wypadzie do Serbii. Pogoda była nijaka, trochę wiało, pochmurno, mokro i zimno. Dziarskim krokiem przeszlyśmy Kobylarz, który nie okazał się jakimś wyzwaniem. Może to brak lin na plecach to spowodował? Śmiało można było rzecz, że ogarneła nas &amp;quot;nieznośna lekkość butów&amp;quot;. Po drodze zgarneliśmy Kaję. Pomimo mgły, jasknie znaleźliśmy bez problemu. Nawet nie wiem, jak na swoim kursie mogliśmy jej szukać przez godzine?! Kurs przygotowany, szybko się przebrał i zaczął poręczować. Szkoda, że sami nie mieliśmy okazji czegoś zaporęczować, bo ćwiczyć zawsze trzeba, a kończąc kurs nie można usiąść na laurach. W drodze powrotnej złapała nas ciepła letnia śnieżyca:) &lt;br /&gt;
Następnego dnia po wyspaniu się, zrobiliśmy szybki treking Kuźnice-Murowaniec-Czarny Staw-Karb pod Kościelcem- Kuźnice. Na szlaku pogoda w kratkę. Czasem słońce czasem deszcz. Turystów nawet spora ilość jak na panujące warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Skawą|Tadek Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Justyna, Bianka Fulde-Witman, Bożena Kołodziej oraz osoby tow. m. in. - Grzegorz Burek, Kinga, Marcin, Jan Kempny, Basia Borowiec i 15 innych osób tow.|23 - 24 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach padał śnieg a niżej deszcz. Jadąc na miejsce startu nic nie wskazywało na zmianę sytuacji. Decydujemy się nawet na skrócenie spływu z Wadowic (planowaliśmy od zapry w Świnnej Porębie). Jednak z chwilą wodowania deszcz ustał i spływ odbywał się w całkiem przyzwoitej pogodzie choć bez upału. Sama rzeka ciekawa, bez nudnych fragemtnów, wymagająca uwagi. Po drodze fajny biwak w Grodzisku. Jak zawsze ognisko, śpiewy i opowieści. Spływ kończymy w Podolszy. kilka osób z 14 załóg debiutowało i nie obyło się bez nieprzwidziaych kąpieli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSkawa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w Jaskini Marmurowej|Mateusz Golicz, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec |23 06 2018}}&lt;br /&gt;
Nie możemy z Bogdanem zabrać kursantom przyjemności pisania opisu z wyjścia kursowego, więc o jaskini nie napiszemy nic. Możemy jedynie dodać, że dojeżdżając w sobotę z rana, wyruszyliśmy na szlak dużo po kursantach i ekipę zobaczyliśmy dopiero pod otworem. Dosłownie! była taka mgła, że dochodząc pod otwór słyszeliśmy jakieś głosy i szczęk szpeju, ale cokolwiek zobaczyliśmy dopiero będąc prawie tuż przed Mateuszem i resztą. Po wyjściu z jaskini mgła i ziąb taki sam, jeśli nie większy, do tego dopadła nas pierwsza śnieżyca tego lata. &lt;br /&gt;
Kilka ujęć dla stęsknionych zimy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmarmurowa_kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB na Baranią Górę|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Uznajemy, że w końcu trzeba zrobić sobie krótką przerwę w remontowaniu. Ja mam ochotę pojechać w góry, Łukasz na rower. Postanawiamy zadowolić każdego z nas i połączyć nasze zachcianki. Tym sposobem trafiamy z rowerami do Wisły i kierujemy się na Baranią Górę. Choć jesteśmy dość wcześnie, bo wyruszyliśmy jak tylko Łukasz skończył nocną zmianę to i tak już spotykamy na szlaku ludzi – głównie biegaczy, których tego dnia jest całkiem sporo (chyba jakieś zawody…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do schroniska podjeżdżamy spokojnie, drogą asfaltową, nawet specjalnie się nie męcząc. Wyżej jest gorzej. Stromo i kamienie. Ale to nie szkodzi, pchamy rowery pod górę, bo wiemy, że ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Udaje nam się trochę popedałować na grani i na szczyt wjeżdżamy, a nie pchamy. Tam trochę przerwy. Ja wchodzę na wieżę widokową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia, początkowo rowery musimy sprowadzać, później poruszamy się mieszanką zjazdu, odpychania się i sprowadzania. A potem zaczyna się asfalt. Patrzymy na siebie z porozumiewawczym błyskiem w oku, bo wiemy, że teraz ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Po parunastu minutach docieramy pod samochód z wiatrem we włosach i szczęściem na twarzy, na nowo naładowani energią do dalszej pracy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z naszego wyjazdu:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania%20gora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Januszkowe Skały|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Na kolejny wypad wybraliśmy z Iwoną skałki które leżą w miarę blisko nas. Wybór padł na Januszkowe Skały. Ruch pod skałą całkiem duży, ale wciąż nośny. Iwonie padła kolejna VI.1+, którą ja później przeszedłem z górną asekuracją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2018}}&lt;br /&gt;
W Tatry wkracza lato, czego doświadczamy na podejściu w parnym powietrzu. Akcja w dziurze do Bajora, które zalane było po strop. W zamian wychodzimy po linie kilkadziesiąt metrów ponad Brązowy Próg (szczelinowaty komin zawęża się do wiszącego zawaliska) oraz zjeżdżamy do korytarza Mamutowego z nieznanej nam dotąd pochylni. Odwiedzamy jeszcze inne zakamarki i wychodzimy z dziury wcześniej niż to planowaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/CzarnaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Łabajowa i wspinaczki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z delegacji nic innego nam nie pozostało jak w końcu wspólnie z Iwonką skoczyć po pracy na skałki. Tym razem nasz wybór padł na podkrakowskie skałki - Łabajową. Ja bez większych sukcesów, widać, że troszkę czasu mi zajmie rozchodzenie się, natomiast Iwona nie próżnowała w kwietniu i w mają, jak ja kiblowałem w stolicy i pokazała swoje pazurki robiąc w drugim podejściu VI.1+. Duma mnie rozpiera, że tak ładnie jej w tym sezonie idzie, a przecież jeszcze całe wakacje przed nami!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty autoratownictwa PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja K. oraz członkowie różnych klubów PZA|09- 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach miałem napisać relacje już w niedziele po powrocie, ale dwa dni zajęć z autoratownictwa wymęczą człowieka strasznie, tak jakbym został przeżuty, a później wypluty. Warsztaty zaczęły się z sobotniego rana, na górze Birów. Miałem przyjemność zaporęczować stanowisko do ćwiczeń, po którym sobie obiecałem, że w przyszłym roku muszę pójść na szkolenie z poręczowania  ;) Nasza ok. 20 osobowa grupa została podzielona na 4 grupy i każda grupa miała ćwiczyć po jednej z technik: uwalnianie poszkodowanego z przyrządów zjazdowych, zaciskowych oraz transport poszkodowanego metodą hiszpańskiej przeciwwagi i za pomocą bloczka microTraxion. Jako ostatnią technikę poznałem metoda hiszpańskiej przeciwwagi. Muszę przyznać, że wraz z koleżanką z warszawskiego klubu, z którą byłem w parze, nie wiele z niej nauczyliśmy. Po 7-8 godzinach cierpień ciężko przyjąć nową wiedzę. Wieczorem było ognisko, przy którym pogadałem z ludźmi z innych klubów, szczególnie że było kilka osób z speleomajówki z Serbii. W niedzielę o 8.15 staliśmy znów pod ścianą i tym razem ćwiczyliśmy: przejazd z poszkodowanym przez punkt, węzeł oraz ratowanie poszkodowane z trawersu i tyrolki. Było ciężko się przełamać, aby znów uprząż włożyć. Ćwiczyliśmy do 16. Później szybkie podsumowanie i każdy ruszył w swoją stronę. Było to moje drugie szkolenie z PZA i jestem z niego bardzo zadowolony. Najważniejszą aby ćwiczyć regularnie techniki autoratownictwa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 42-lecie klubu w Piasecznie|Basia i Tadek Szmatłoch, Julia, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Justyna, Basia,  Irek Olearczuk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzenna i Ryszard Widuch, Wojtek Orszulik, Bartek, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Agnieszka i Grzegorz Szczurek z dziećmi, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Olek Kufel z córką|08 - 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na starym, jakże uroczym miejscu w Piasecznie spotkaliśmy się po raz kolejny z okazji obchodów 42-lecia klubu. Każdy spontanicznie robił to co chciał. Niektórzy się wspinali, inni wspominali miniony czas a także snuli plany na przyszłość, a wszystko w pięknej pogodzie przy cudownej bryzie. Godziny wieczorno-nocne spędzamy przy ognisku koncentrując przy wsparciu dwóch gitar, bębna i instrumentu &amp;quot;australijskiego&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Babic na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadwerężenie łokcia po grach w badmintona powoduje, że muszę ograniczać sporty angażujące kończyny górne. Kolejny więc wyjazd na rowery po rzadziej uczęszczanych zakątkach Jury. Lawirując między czarnymi chmurami w akompaniamencie bliższych lub dalszych grzmotów pokonujemy niezbyt długą lecz ciekawą trasę o dość dużych jak na Jurę przewyższeniach. Z Babic ostry podjazd pod zamek a dalej łagodnym grzbietem do Regulic. Po drodze krótka przerwa w tzw. Starym Dworzysku. Potem szalony zjazd do Regulic i dalej tzw. wąwozem Simoty. W pewnym momencie szlak pieszy i rowerowy odbijają na przeciwległe zbocza a my chcąc sobie skrócić drogę podążamy prosto doliną. W końcu ścieżka zanika a my przedzieramy się przez gęstwiny traw i pokrzyw, które po ulewnym deszczu nie żle nas moczą. Dalej teren zamienia się w bagnisko więc uciekamy do pobliskiego lasu i nim nie co okrężną drogą osiągamy zamierzony kierunek. Z Płazy wracamy drogą do punktu startu. Mimo przetaczających się obok burz zostaliśmy tylko trochę zroszeni z góry i już bardziej od dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Babice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szybki wypad na Romankę|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|31 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie tygodnie spędzam w pracy na wygnaniu na dalekiej północy otoczony  betonową dżunglą, która mnie prostego chłopaka zbyt przytłacza. Ponadto ostatnie weekendy spędzaliśmy z Iwoną jak nie na weselu, to na komunii, więc na ten wolny czwartek czekałem jak na małe zbawienie, aby uciec trochę od tego zgiełku i spędzić kilka chwil na szlaku. Mój wybór padł na Romankę,  którą odwiedziłem dość dawno temu i na dodatek w zimę. Wyjechałem w miarę wcześnie i szlaku byłem ok. godz. 8, a startowałem z Żabnicy, z której to niebieskim szlakiem przez Halę Boraczą, a następnie zielonym i żółtym szlakiem doszedłem na Romankę, a ze szczytu niebieski i czerwonym z powrotem  do Żabnicy. Dłuższy popas zrobiłem w schronisku na Rysiance. Ludzi początkowo żadnych na szlaku, ale czym bliżej schronisk tym częściej inni turyści się pojawiali. Pogada super, z nieba lampa (i chyba dlatego byłem tam ostatnio w zimie ;), widoki piękne, szczególnie na Babią Górę i Pilsko, ale Małą Fatrę też było dobrze widać. Pętla liczyła ok. 28 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY/SŁOWACJA: Lysa Hora i wspin w Sulowie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rudi (os. tow.)|19 - 21 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Sulova w Beskidzie Śląsko-Morawskim wypad na Lysą Horę (1323). W Sulovie wspinaczka w grupie skał Javor o trudnościach V+ - VI.1. Niektóre drogi źle obite. Noclegi na kampingu. Cały czas piękna pogoda i mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Środkowa Jura na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawać się mogło, że znamy Jurę na wylot lecz ta wycieczka znów pozwoliła nam „odkryć” nowe ścieżki, skały, szlaki. Na rowerach start z Żerkowic i dalej trasą: Karlin (przejeżdżamy piękny jar) – zalew w Siamoszycach (szlak na północ wiedzie rozległymi lasami i polami, wskazana nawigacja GPS) – Kroczyce – Kostkowice (zalew) – okolice jaskini Głębokiej (jest nowy otwór jaskini na potrzeby turystów a stary, którym niegdyś wchodziliśmy do dziury został zasypany) – Rzędkowice (odpoczynek w naszym, klubowym, starym miejscu biwakowym za skałkami) – Skarżyce (odwiedzamy Okiennik okupywany przez wspinaczy) i po ok. 40 km kończymy trasę w Żerkowicach. Trasa bardzo ciekawa po względem terenowym, wymagająca czasem ciut techniki i kondycji. Dla nas dodatkowo dość sentymentalna gdyż ponad 40 lat wyjazdów w ten rejon sprawia, że z niemal każdym zakątkiem tej ziemi wiążą się jakieś wspomnienia sytuacji i osób, zwłaszcza w aspekcie wczorajszego pożegnania naszego kolegi Piotra Widucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSrodkowaJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|19 05 2018}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy do Przeciwstoku, pod IV Płytowcem. Litworowa jest bardzo urozmaiconą jaskinią, byłem w niej bodajże siódmy raz i nie żałuję. Skoruśniak na powrocie niezmiennie jest okropny, zwłaszcza jeśli niesie się tyle lin w dwie osoby. Pogoda umiarkowanie dobra, chwilami trochę mgliście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wąwóz Kraków|Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2018}}&lt;br /&gt;
Jako asystenci naukowca wybraliśmy się na legalną przebieżkę po Wąwozie Kraków. Celem badań Jacka nie jest tym razem poszukiwanie swoistych kuriozów, a raczej zachwianie posadami dotychczas obowiązujących teorii. Konkretnym celem tego niedzielnego wyjścia było zaś pobranie próbek z siedmiu nisko położonych jaskiń: Dziurawiec, Pod Smrekiem, Pod Okapem, z Mostami, Ciasnej, Zakosistej i Dudziej Dziury. Uzyskaliśmy niespodziewanie dobre rezultaty, bo sensowny materiał udało się wynieść z Ciasnej oraz z Dudziej Dziury; może coś też wyjdzie z próbki z Pod Smrekiem. Najdłużej zajęła nam akcja w Dudziej Dziurze (23 m długości). Żeby dostać się do rury prowadzącej na dno musieliśmy uprawiać całkiem poważną jogę, twarzami przy tym niemal dotykając wielkich i strasznych pająków. Było warto, bo na dnie można było wyraźnie odczuć takie rasowe, jaskiniowe wrażenie dna. Nie było syfonu, ale po prostu czuło się, że to już koniec jaskini, że teraz już zobaczyliśmy wszystko i trzeba skupić się na powrocie. I co najlepsze, tam właśnie na dnie była nagroda: tam znaleźliśmy najlepszy materiał do pobrania!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy też Zakosistą - bardzo ciekawy obiekt jak na 131 m długości, do którego nawet wcisnęliśmy Monikę. W przypadku jaskini z Mostami oraz pod Okapem postanowiliśmy nie ryzykować życia w imię chwiania posadami tych dotychczas obowiązujących teorii. Przyznaję, że może zgrzeszyliśmy nadmiarem optymizmu zakładając, że wywspinamy  w ubłoconych trekach 10 metrów trudności III+, które zapowiadał opis dojścia do otworu Jaskini z Mostami. Ale tego, że ta droga trójkowa będzie przewieszona(!), to już naprawdę nie mieliśmy jak przewidzieć. Najwyraźniej w 1977, kiedy zapewne powstał opis dojścia, trudność III+ znaczyła trochę coś innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojście do jaskini Dziurawiec okazało się być zasłane padłymi świerkami. Wyglądało jak dobry tor przeszkód na ćwiczenia żołnierzy sił specjalnych. Zapoznaliśmy się jeszcze raz z opisem i doszliśmy do wniosku, że chyba i tak nie będzie tam dobrego materiału do badań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach była idealna pogoda na wycieczki: słonecznie, ale nie skwarnie. Ludzi też jakoś mało. Zdaniem mieszkańców Zakopanego, podobno weekend przed i weekend po &amp;quot;majówce&amp;quot; należą do rzadkiej w Tatrach kategorii pod tytułem &amp;quot;poza sezonem&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sokole Góry - Egzamin na Kartę Taternika|Jacek Szczygieł (KKS), Mirek Kopertowski (SGW) z podopiecznymi, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kursanci KKS/SDG: Łukasz, Dominik, Asia, Adam i Michał|12 05 2018}}&lt;br /&gt;
Zostałem poproszony o udział w komisji egzaminu na kartę taternika. Było całkiem pozytywnie: pogoda dopisała, a kursanci nie mieli się czego wstydzić. Po akcji przejeżdżam sobie jeszcze na rowerze krótką trasę przez jurajskie lasy i asfalty: Zaborze-Suliszowice-Ostrężnik-Czatachowa-Jaroszów-Przybynów-Zaborze. W restauracjach przy Ostrężniku trochę ruchu, poza tym generalnie w lasach pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SERBIA - Wielka Majówka Speleo|Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja|30 04 - 06 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu przeprowadzono akcje do jaskiń w wsch. Serbii. Tu szerszy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Serbia_2018 a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSerbia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Bońku w Górach Sokolich |Paweł, Teresa, Kamil, Kasia P., &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skała w cieniu więc w skwarny dzień zjawiło się dość sporo wspinaczy. Później odwiedził nas jeszcze Kamil z Kasią.&lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg od V do VI.2+ (''Burgundia'' - Paweł), ja poprowadziłem „piątkę” reszta trudnych Paweł. Wieczorem jeszcze idę pograć w badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBoniek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dolina Leśnicy|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszy ciąg wędrówek beskidzkich lecz z &amp;quot;odkrywaniem&amp;quot; nowych terenów. Z doliny Leśnicy na Grabową, dalej przez Salmopol, Smerkowiec i ponownie do doliny przez uroczy teren Wilczego Potoku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBrenna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|30 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całodzienna wspinaczka w skałkach rzędkowickich. Zrobiliśmy 10 dróg w zakresie V+ do VI.1+. Mimo pięknej pogody w skałach bez tłoku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrk - trening biegowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Kącka, Marek Jezierski-Krupa|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając ze wspólnie spędzanego weekendu, razem z parą biegaczy górskich, zaproszono mnie do wspólnego treningu tzn. oni sobie trenowali a ja walczyłem o życie. Zrobiliśmy 20 km z przewyższeniem ok. 1250 m w czasie około 2,5 godz. Trasa: Szczyrk Migdały na grań i czerwonym szlakiem do przeł. Karkoszczonka – odbicie na Błatnią do schroniska – Klimczok – szlakiem z powrotem do Szczyrku Migdały. &lt;br /&gt;
Pogoda była bardzo słoneczna, co trochę przeszkadzało.&lt;br /&gt;
To było moje drugie podejście do biegów górskich, więc tym razem mądrzejszy o doświadczenia lepiej rozłożyłem siły, choć lepiej nie oznacza optymalnie, bo sił starczyło do Klimczoka. Ostatnie około 3 km, gdy zostały już tylko zbiegi i trawersy, pokonywałem na znacznym spadku energetycznym i z bólem brzucha. Tym razem odbyło się bez żadnych kontuzji, zostały jeszcze tylko zakwasy.&lt;br /&gt;
Jeszcze raz dziękuję Ani i Markowi za zabranie mnie na „trening” i mentalną pomoc w dokulaniu się do końca:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Krawców Wierch|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Ja: &amp;quot;...Wybierzmy się na bieg górski...&amp;quot; - tu piorunujące spojrzenie Esy; &amp;quot;... no dobra, niech będzie spacer...&amp;quot;. Tak więc ze Złatnej fajnym szlakiem wychodzimy wśród szmaragdowych lasów na Krawców Wierch. Przepiękna pogoda a spod schroniska szerokie widoki od Fatry po Beskid Sląski. Dalej wędrujemy na Grubą Buczynę i z niej na przełaj do Złatnej gdzie jeszcze w rzece się ochładzamy. Generalnie w tej części gór bardzo mało ludzi jak na majówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/KrawcowWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - biwak pod Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Zygmunt (Speleoklub Częstochowa)|28 - 29 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatnią sobotę i niedzielę kwietnia odbył się tradycyjny biwak Nad Wiercicą organizowany przez Speleo Myszków; w tym czasie były też otwarte jaskinie Wiercica i Wierna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę po południu miałam okazję brać udział w prowadzonych przez Jurka pracach kartograficznych czterech wybranych obiektów w otoczeniu Wiercicy. Wieczorem ognisko, wino i śpiew w doborowym, ogólnopolskim, towarzystwie speleologów. W niedzielę - wejście do jaskini Wiernej gdzie Jurek przeprowadza kartowanie a ja pełnię rolę asystentki. Wyniki tych prac ukażą się niebawem  w tomie Jaskinie okolic Złotego Potoku. Warto zaznaczyć, że kartowanie Jurek przeprowadzał przy użyciu polskiego systemu Cave Sniper. Dzięki niemu wygrał też tegoroczne zawody kartograficzne na II Speleo Forum w Chęcinach zajmując I i III miejsce.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jak widać udało mi się wyjść z Wiernej, ale chyba tylko dlatego, że mimo wieku i gabarytów posiada się jeszcze te umiejętności jaskiniowe tj. … doboru  partnera który wyszarpie człowieka z tej najdłuższej obecnie  jurajskiej czeluści. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd pieszy na Klimczok|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią, gdzie natykamy się na pierwszą dużą falę turystów. Choć była niespełna 10, to już byli mocno rozgoszczeni na ławkach pod schroniskiem. Dalej, wydłużając sobie trasę, poszliśmy szlakiem niebieskim do Wapienicy. Na pierwszym mostku za jeziorem w Dolinie Wapienicy przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie w schronisku uzupełniamy zapasy picia (choć upał nie był przesadny, to jakimś sposobem 1,5l szybko nam się skończyło...). Później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy. W drodze na Błatnią czujemy już zew powrotu do domu i nogi same zaczynają przyspieszać. W domu podziwiamy czerwone ślady naszej nowej opalenizny 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - rajd rowerowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
W końcu już czas na rower góski. Start w Kozach w Beskidzie Małym. Szlak niebieski w ciekawy sposób trawersuje północne stoki gór i zapewnia czasem emocjonującą a zarazem trudną jazdę. Stoki są tu nadzwyczaj strome i porośnięte pięknym bukowym lasem. Przez rezerwat Zasolnica zjeżdżamy/schodzimy wąską ścieżką pokrytą całunami suchych liści do doliny Soły. Kawałek ruchliwej drogi wzdłuż jeziora Międzybrodzkiego i niezły podjazd najpierw drogą asfaltową a potem &amp;quot;asafaltową&amp;quot; aż do schroniska na Hrobaczej Łące (828). Stąd już ciągły zjazd do Kóz atrakcyjnym dla górskiego &amp;quot;bikera&amp;quot; terenie. Zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i &amp;quot;tylko&amp;quot; 20 km lecz bardzo sytych. Cały dzień cudowna pogoda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FHrobacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Alpy Zillertalskie - Großer Möseler|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|13 - 16 04 2018}}&lt;br /&gt;
Zdobycie Wielkiego Moselera (3 480 m) w zasadzie zajmuje nam trzy dni. W piątek na ciężko i ledwo żywi po nocnym dojeździe docieramy do Furtschaglhausu (2 293 m). Podejście było szczególnie męczące, bo pierwsze 500 m przyszło nam deptać po zamkniętym niestety jeszcze dla samochodów asfalcie. Zaraz po założeniu fok czekało nas jeszcze obejście jeziora zaporowego Schlegeisspeicher, a zatem prawie pięć kilometrów po poziomicy na mapie, a w terenie - po rozległych lawiniskach. Dopiero ostatnim etapem było podejście około czterystu metrów po właściwie skiturowym zboczu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cierpliwość została nagrodzona całkowitym brakiem ludzi wokół nas - bo komu by się chciało tyle przebierać nogami? Na dodatek w sobotę mieliśmy świetne warunki na narciarską wędrówkę: słońce, nieznaczny wiatr i niewiarygodnie stabilne warunki lawinowe - tym bardziej, że na mapie zagrożenia lawinowego w Austrii tego dnia przeważały liczby &amp;quot;3&amp;quot; i &amp;quot;4&amp;quot;. Ruszyliśmy na najwyższy okoliczny wierzchołek, a zatem wspominany już szczyt Großer Möseler. Droga na tę górę wiedzie najpierw nieco stromymi zboczami wzgórków i dołków wyraźnie polodowcowej doliny. Następnie wyszliśmy na w miarę bezpieczną część lodowca Schlegeiskees, do którego skalną turniczką Felsköpfl (2985) sięga zachodnie żebro odchodzące ze szczytu. Depresja w tym żebrze (którym prowadzi szlak) z oddali wydaje się nam niewiarygodnie stroma. Byliśmy już bliscy zmiany planów na coś mniej stromego - i dopiero kiedy znaleźliśmy się tuż pod Felsköpfl uznaliśmy, że może podchodzenie tą drogą nie jest zupełnym szaleństwem. Narty w każdym razie na ponad godzinę trzeba było zapakować na plecaki, aż do ostatniego wypłaszczenia tuż pod szczytem. To &amp;quot;ostatnie wypłaszczenie&amp;quot;, ostatnie 200 metrów pionu wydawało się zresztą po stromiznach drobną przeszkodą, ale wysokość trochę nam już doskwierała i wierzchołek osiągnęliśmy około godziny 14:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu mieliśmy widok na pierwszych i jedynych poza nami ludzi, których dane nam było zobaczyć tamtego dnia. Było ich dwóch, jakieś trzysta metrów pod nami. Z tego dystansu jeden wyglądał na dosyć połamanego, a drugi na dosyć martwego. Zauważywszy ślady podejścia biegnące niemal na szczyt i ślady oderwania się deski śnieżnej, nie zastanawialiśmy się długo: ponieważ nie mieliśmy żadnej możliwości bezpiecznego dotarcia do poszkodowanych, wykręciliśmy 140. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy helikopter (z Austrii) pojawił się po dwunastu minutach od odłożenia słuchawki. Okazał się jednak najwyraźniej niewystarczająco wyposażony i musiał polecieć po wsparcie na włoską (a raczej: południowotyrolską) stronę. Po kilkunastu minutach przylecieli austriaccy Włosi i wciągnęli na pokład śmigłowca jednego feralnego skiturowca w noszach, a tego drugiego, bardziej ruchliwego - przy pomocy uprzęży. Z gazet dowiedzieliśmy się później, że nie było aż tak źle, jak się nam wydawało: ten drugi wyszedł z całego incydentu bez szwanku, podczas gdy ten pierwszy w stanie ciężkim - ale żywy - przetransportowany został do szpitala w Innsbrucku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała akcja potrwała godzinę. Na prośbę pogotowia, przez ten czas pozostaliśmy na Moselerze. Jak można się domyślić, te dodatkowe, niecodzienne widoki miały wpływ na naszą ostrożność podczas zjazdu. Mimo wszystko, z naszej strony było jednak nieco bezpieczniej i zjazd ten zaliczamy do najbardziej udanych w sezonie. Był komplet fajnych wrażeń na długim dystansie: miękki, ale nie za miękki śnieg na lodowcu, były widoki i były strome i wymagające fragmenty dla prawdziwych mężczyzn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem w chatce byliśmy dosyć wcześnie, dzięki czemu mogliśmy dosuszyć rzeczy i ugotować obiad na świeżym powietrzu, w promieniach wiosennego już słońca. Prognozy pogody na kolejne dni nie były zbyt optymistyczne. Następnego dnia obudziliśmy się wcześnie rano i ruszyliśmy po betonach w stronę przełęczy Schönbichler Scharte (3081). Nieco nad poziomicą 2700 dopadła nas jednak mgła, co przeważyło szalę plusów i minusów wycieczki i przekonało nas do odwrotu i skierowania się w stronę doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak również można się domyślić, zejście w dół do parkingu zajęło nam kilka godzin i było niewiele mniej męczące, niż podejście. Na około godzinę obchodzenia jeziora musieliśmy założyć foki, a ostatnie kilka kilometrów drogi przeszliśmy piechotą. Jeszcze dwa dni wcześniej mieliśmy w planach przeniesienie się do innej chatki, ale przy samochodzie znaleźliśmy się na tyle późno i z tak zniszczonym przez prognozy pogody morale, że postanowiliśmy wdrożyć opcję awaryjną: Naturfreundehaus Kolm Saigurn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko to, punkt wypadowy na Sonnblick (3105) i Hocharn (3254) do którego można dojechać samochodem na wysokość 1600 m, wcześniej już dwa razy ratowało nas przy logistycznych awariach. Po raz kolejny udało się nam trafić na międzysezonowy spokój; wzięliśmy najtańszą opcję noclegu, na materacach na strychu i cała sala znów była tylko dla nas. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspominana, korzystna wysokość niestety nie wystarczyła, żeby uniknąć deszczu. W nocy lało dosyć konkretnie i na domiar złego było na tyle ciepło, że nie można było liczyć na to, że wyżej gromadzi się dla nas pyszny puch. Rano po śniadaniu ze szwedzkiego bufetu w rzęsistej mżawce i mgle ruszyliśmy na grań względnie łagodnymi, wschodnimi zboczami doliny. Dotarlismy do schroniska Niedersachsenhaus (2471), ostatniego sensownego punktu do osiągnięcia bez zdejmowania nart. Stamtąd prędko zjechaliśmy do samochodu. Śnieg był bardzo mokry, ale jego (ubity i zsiadły) zapas sięgał miejscami dwóch metrów. Jak na pogodę która się nam trafiła - jak na opady deszczu zapowiadane w niemal całej Austrii - i tak byliśmy zadowoleni z naszego dnia. Powrót przebiegł sprawnie, w zasadzie z jednym tylko dłuższym postojem technicznym w Salzburgu. W Katowicach byliśmy jeszcze przed północą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka, Teresa Szołtysik|15 04 2018}}&lt;br /&gt;
To było prawdziwe rozczarowanie. Tydzień upałów zdołał zmasakrować śnieg nawet na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy więc zamiast na nartach podchodzimy z buta aż na wys. 1600 m. Potem wprawdzie na nartach lecz pośród wysp kamieni. Ostatni wyciąg na Łomnickie Sedlo (2190) kursował i nawet zjeżdzało tu niezbyt wiele osób. Podchodzimy na nartach na samą przełęcz z zamiarem zjazdu Filmarowym Żlebem do Doliny Zimnej Wody. Kolejnym więc zawodem był brak śniegu w żlebie, na który tak bardzo liczyliśmy. Cóż, zjeżdżamy drogą podejścia kombinując w dolnej części zjazdu od płatu do płatu wykorzystując nawet trawę. W upale docieramy do auta. Zrobiliśmy ok. 1300 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLomnickaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z kartowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|07 - 08 04 2018}}&lt;br /&gt;
W dniach 7-8 kwietnia w Łutowcu odbył się kurs kartowania jaskiniowego pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu. Sam kurs odbył się w urokliwym budynku starej szkoły, w którym brakowało tylko sprawnego dzwonka, aby mógł obwieszczać początek i koniec zajęć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni poranek rozpoczął się od wysłuchania wykładu wstępnego, po którym przystąpiliśmy do praktycznej nauki mierzenia, sporządzania szkiców i notatek terenowych. Zajęcia praktyczne przeprowadzone były w jurajskich jaskiniach: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i Na Dupce. Pomiarów dokonywaliśmy w trzyosobowych zespołach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z akcji zjedliśmy wspólnie obiad, po którym przystąpiliśmy do opracowywania naszych pomiarów. Aby zobrazować nam to, co przetwarzają specjalistyczne programy do kartowania i aby zyskać świadomość, czym jest otrzymywany przez nich wynik, byliśmy zmuszeni do przeliczenia ich ręcznie w arkuszu kalkulacyjnym. Dla poniektórych osób był to moment, w którym zrozumieli i zobaczyli praktyczne zastosowanie czegoś, na co natknęli się w szkole – funkcji trygonometrycznej. Na szczęście Mateusz miał przygotowane kilka slajdów, dzięki czemu w sposób przejrzysty i łopatologiczny wytłumaczył wszystkim na czym cała ta trygonometria polega. Po wstępnych przeliczeniach nanieśliśmy nasze wyniki na papier milimetrowy oraz dorysowaliśmy to, co zdążyliśmy zanotować z terenu i w ten sposób każda z grup otrzymała swój wstępny plan jaskini. Po zakończonych zajęciach, zorganizowane zostało ognisko, gdzie mogliśmy się lepiej poznać i wymienić się wrażeniami z pierwszego dnia szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ponownie przeliczyliśmy nasze pomiary, ale tym razem za pomocą programu Survex, który w sposób znaczący skrócił czas obliczeń. Kolejnym ćwiczeniem było narysowanie za pomocą programu Inkscape planu naszych jaskiń. Jako podkładka posłużyły nam nasze zeskanowane szkice z poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie zostały nam zaprezentowane metody pomiarów przy pomocy urządzeń elektronicznych, czyli szkicowanie jaskini na  komórce bądź palmtopie. Pomiarów ponownie dokonywaliśmy w terenie udając do jaskiń. Dzięki temu poznaliśmy zalety, jak również wady zastosowania nowoczesnych metod pomiarowych. Po powrocie na bazę i zjedzeniu wspólnego  posiłku Instruktorzy podziękowali nam za uczestnictwo i nasze towarzystwo rozjechało się w świat. Po tych warsztatach z pewnością będzie nam również łatwiej korzystać z już gotowych planów jaskiń.&lt;br /&gt;
W kursie wzięło udział 28 osób z 12 klubów zrzeszonych w PZA. Zajęcia prowadzili: Mateusz, Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Parczewski (ST). Mamy nadzieję, że włożony w nas trud szybko się zwróci na kolejnych wyprawach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A po warsztatach znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby się powspinać na Łutowskich skałkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Czarna na wskroś|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
Pobudka o godzinie trzeciej, wyjście z domu przed czwartą, trzy godziny drogi i byliśmy na miejscu. Co ważne, byliśmy przed tłumem krokusowiczów, dzięki czemu udało nam się uniknąć całego Armagedonu z tym wydarzeniem związanego. Pogoda ładna, aczkolwiek o tak wczesnej porze jeszcze wszystko pokryte było szronem, a krokusy szczelnie zamknięte. Pod otworem, przygotowani do szybkiej akcji, tylko narzucamy na siebie kombinezony i wskakujemy do dziury. Początek jaskini nadal w sporej mierze pokryty lodem. Cudowne lodowe chłopki napotkaliśmy w Sali Ewy i Hanki, które przez kapiącą z góry wodę przybrały bardzo ciekawe formy, mnie osobiście zafascynował ich rozmiar - były prawie tak wysokie jak ja! Dwuosobowa ekipa pozwala nam na szybkie przemieszczanie się od studni do studni, od prożku do prożku. Obraliśmy drogę  przez obejście Komina Węgierskiego, aby trochę urozmaicić tę dobrze znaną trasę. Nie napotykając na żadne przeszkody przemierzamy całą jaskinię, by ponownie wyjść na powierzchnię po około 5 godzinach. Na zejściu trochę czyścimy kombinezony z błota na ostatnich połaciach śniegu (połaciach zmrożonego śniegu) i na spokojnie (bez turystów) możemy pooglądać krokusy. W dolinie napotykamy większą rzeszę turystów niż o poranku, co nie może się jednak nijak równać z tym (brakmisłówczym) co się dzieje kiedy mijamy zjazd na Dolinę Chochołowską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - Brestowa i skrajne Salatyny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik, os. tow.|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
W pięknej pogodzie robimy piękną wędrówkę narciarską po dolinie Salatyńskiej. Od dołu podejście czynną nartostradą a dalej stromo na grzbiet Przedniego Salatyna.  Łagodną granią osiągamy na nartach Brestową (1934). Śnieg był bajeczny, delikatnie odpuszczony więc zjazd do dol. Salatyńskiej wspaniały. Od zerw skalnych opadających z szczytu wychodzimy jeszcze na przeł. Parichvost by zjechać ponownie. Następnie trawersujemy górne partie doliny (w tym czasie na Salatyna podążała &amp;quot;pielgrzymka&amp;quot; skiturowców) by przedostać się na sąsiednią grań Zadniego Salatyna. Najpierw granią a potem z przełęczy stromo zjeżdżamy do doliny i wkrótce do nartostrady. W kilka chwil jesteśmy przy aucie. Zrobiliśmy ok. 1300 m przewyższenia i 12 km dystansu. Mimo popularności narciarskiej tego terenu udało nam się przebyć trasę w miarę samotnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Goldbergruppe - Skitury i narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi|30 03 - 03 04 2018}}&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Szybka, wieczorna przebieżka do doliny Dosener Tal (Ankogelgruppe). Na oko z 200 m przewyższenia. Powrót o szarówce, bez czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Sprawdzoną dolinę mieliśmy podjechać do Jamnig Hutte i stamtąd ruszyć w góry. Niestety płatna droga okazała się jeszcze zamknięta. Zdecydowaliśmy się pokonać ją na nartach, częściowo skracając sobie przez las. Wielkie lawiniska w tym lesie oraz grzmoty rozmawiających ze sobą we mgle lawin skutecznie przekonały nas, że to nie był dobry dzień na górski wyczyn. Zawróciliśmy niewiele nad chatą i zjechaliśmy drogą, pokonawszy w sumie nieco ponad 500 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Pogoda się nieco poprawiła. Z Markiem weszliśmy na Sandkopf (3090). U góry kilka przyjemnych zakrętów w miękkim. W dole śnieg ciężki, trudny i bardzo męczący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Narty zjazdowe po świeżym opadzie na lodowcu Mölltaler. Wykorzystaliśmy prawie cały dzień, przez większość czasu zdjeżdżając poza trasą. Wieczorem domęczamy się jeszcze z Markiem przebieżką na piechotę po górach nad Flattach (aż śnieg zaczął sięgać po kolana). Przy samochodzie spotykamy się z Gośką, która podbiegła to, co my podjechaliśmy do początku naszego spaceru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': szybka przebieżka z Gośką z jeziora w Innerfragant w stronę szczytu Saukopf (2786). Zawracamy z ok. 2600. U góry śnieg łapiący narty, na dole ciężki i topiący się. Pod jeziorem spotykamy się z Markiem i dziećmi wracającym z wyciągów, przepakowujemy samochody i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Szmaragdowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow.|29 03 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie nocny wypad w okolice Częstochowy. Na pierwszy ogień idzie jaskinia w kamieniu, która od tego momentu dumnie dzierży miano najbardziej śmierdzącej jaskini z jaką kiedykolwiek miałem kontakt. Lokalizacja otworu sprawia, że dziura zionie czymś pomiędzy wilgocią, zgnilizną, pleśnią, a przepoconym żubrem po wiosennych roztopach.&lt;br /&gt;
Po pokornym przyjęciu reprymendy od księdza z pobliskiej parafii (biegając z czołówkami w nocy, przestraszyliśmy Wiernych i Gosposię), udajemy się w stronę kamieniołomu.&lt;br /&gt;
Jaskinia Szeptunów: „Są miejsca, w których człowiek czuje się mniej, lub bardziej pewnie, są takie, których unika, są też takie, z których należy natychmiast… oddalać się bez zbędnej zwłoki.” Korytarz wejściowy wali się jak kamienice w Bytomiu: krucho, sypko, niestabilnie, strach dotknąć czegokolwiek. Do tego spory, świeży obryw nie poprawia humoru. &lt;br /&gt;
Niżej robi się bezpiecznie: jest stabilnie, dolne partie zwiedzamy bez poczucia zagrożenia. Jeziorko zgodnie z przewidywaniami – zachwyca, aż chce się wskoczyć popływać. Zwiedzamy także pozostałe, dostępne korytarze przyjemnie myte, wygodne, aż szkoda, że góra grozi zawaleniem i odcięciem dostępu do tych partii.&lt;br /&gt;
Droga powrotna na powierzchnię: szczęśliwie górne wyjście stało się drożne, nie musimy przechodzić białym korytarzem. Wdrapujemy się na powierzchnię, grzecznie wracamy do domu. Z jednej strony czuć niedosyt, ale z drugiej szczęście: udało się wyjść i nikt niczym nie dostał w łeb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fszmaragdowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w Jaskini Kasprowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Staszek Dacy, Magda Sarapata|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis pojawi się wkrótce (mamy nadzieję ;] )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Iwona SPastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Forum Speleologicznego zajechaliśmy do Rzędkowic na wspinanie. Kilka stopni na plusie oraz słońce, sprawiło, że na skałach pojawili się najbardziej zniecierpliwieni wspinacze. Iwona i Karol zrobili kilka dróg inicjujących ich sezon wspinaczkowy na skałach Zegarowej i Turni Kursantów. Nawet ja, w pożyczonych butach skusiłam się by przykleić ręce do zimnego kamienia i poczuć mroźny wiatr we włosach na szczycie skały. Popołudnie było bardzo przyjemne o ile zmieniało się miejsce postoju wraz z przemieszczającym się słońcem i do domu wróciliśmy usatysfakcjonowani pierwszym w tym sezonie jurajskim wspinaniem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Frz%EAdkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|II OGÓLNOPOLSKIE FORUM SPELO|Mateusz Golicz, Kaja, Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Było to już drugie spotkanie, podczas którego spotkali się grotołazi z całej polski, aby porozmawiać na tematy powiązane z jaskiniami. W trakcie weekendu (od piątku) mogliśmy m. in.  odwiedzić sztolnię Zofię na Miedziance, do której wejście prowadzi przez naturalną jaskinię. Dla wielu osób, które poza speleologią są związane z geologią była to nie lada ciekawostka, ponieważ łączyła te dwie dziedziny w jednym miejscu, w którym dawniej wydobywano rudy miedzi, a obecnie widoczne są pozostałości zarówno eksploatacji (stare obudowy, chodniki, zniszczenie jaskini) jak i kruszców, w postaci dość charakterystycznych minerałów- malachitu i azurytu, których barwy (odpowiednio intensywna zieleń i niebieski), odcinały się wśród charakterystycznego brązowo beżowego jaskiniowego otoczenia. Samodzielnie wybrałam się jeszcze na wycieczkę szlakiem Archeo- Geologicznym, prowadzącym przez Górę Rzepkę (której szczyt postanowiłam zdobyć).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego wieczoru odbyły się również Igrzyska Zacisków, w których miałam okazję wystartować. Zawodnicy (sztafeta) mieli do pokonania skrzynię z labiryntem (dla utrudnienia, przejście w pionie), przejście przez podwieszony tunel z opon, pokonanie zacisku (mój udział) oraz zawiązanie węzła z zawiązanymi oczami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia obywały się głównie wykłady, częściowo połączone z warsztatami. Tematy były bardzo różnorodne, odwiedzający mogli wybierać najciekawsze spośród odbywających się różnych paneli: eksploracyjnego, geologicznego, kartograficznego, elektrycznego, przyrodniczego, ratownictwa jaskiniowego, historycznego, sprzętowego,czy spraw KTJ i TPN. Najbardziej pouczającym i dającym najwięcej do myślenia był wykład dotyczący prawidłowego użytkowania sprzętu. Szczególny nacisk położono na pokazanie zużycia sprzętu, które powinno wykluczyć go z użytku, wraz z prezentacją uszkodzeń. Na koniec mogliśmy zobaczyć kilka sztuk przyrządów, które zostały odebrane właścicielom, ze względu na zbyt duże (niebezpieczne!) zużycie. Sprzęt taki, w zestawieniu z historią wypadku do jakiego się przyczynił, spowodował, że sama postanowiłam stać się mniej pobłażliwa dla mojego szpeju i jak najszybciej spojrzeć na niego krytycznym okiem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wieczorem! Wieczorem odbył się Bal Grotołaza! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenie o tyle ciekawe, że zobaczyliśmy siebie (grotołazów) w strojach odświętnych, ładnym uczesaniem i często nawet makijażem! W trakcie balu zostały rozdane nagrody z konkursów kartograficznego i fotograficznego oraz uczczone zostało 40-lecie wyprawy Picos de Europa. W trakcie prezentacji książki, jaka została wydana z okazji tego wydarzenia, złożone zostały podziękowania dla wszystkich, którzy swoimi wspomnieniami i informacjami wspomogli jej powstanie. Wśród wymienionych był m. in. Rysiek Widuch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, jednym z prelegentów był Mateusz, który prowadził wykład oraz warsztaty z fotogrametrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie wszyscy Nockowicze opuścili Forum wczesnym popołudniem, żeby wykorzystać jeden z pierwszych ,,wiosennych” dni w tym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fforum&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Ostrą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Andrzej Gałecka, Łukasz Majewicz|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostra (1764) to najwyższy szczyt w południowej grani Siwego Wierchu, który właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To było nasze drugie podejście bo przed 6 laty trafiliśmy tu na czysty lód (w ten pamiętny weekend zginęło w Tatrach 6 osób). Podchodzimy z Jałowca a na śnieg trafiamy dopiero na wys. 1100 – 1200 m. Po przerywniku w Chacie na Narużim idziemy w stronę szczytu. Śnieg i tym razem nie był przyjazny. Twardy, czasem zlodzony. Tym razem jednak na nartach udaje nam się wejść na górę. Zjazd generalnie drogą podejścia z małymi odchyłami. Ostatnie  pół godziny schodzimy „z buta”. Zrobiliśmy ok. 1100 m przewyższenia i 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOstra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu bardzo ciekawy album Andrzeja: https://photos.app.goo.gl/pyQ6ngIkut6golL83&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - polskie Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście Pilsko jest dość rozległe więc można sobie wymyślać nowe warianty wycieczek. Tym razem podchodzimy wzdłuż potoku Glinne (gdzieś w połowie podjazdu między Korbielowem a przeł. Glinne). Podejście ciekawe i zróżnicowane. Na dole temp. wynosiła -10 st., u góry na szczycie bardzo mocny wiatr potęgował przenikliwe zimno. Należy tu podziwiać naszego kolegę, który zapomniał plecaka i w lekkim stroju zdobył również szczyt. Z granicznego Pilska (1533) zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej gdzie przychodzimy do siebie. Tu też spotykamy naszego kolegę Jerzego Urbańskiego (weterana taternictwa jaskiniowego), który zaprasza nas na kawę do Sopotni. Dalej zjeżdżamy nartostradą do Korbielowa przez Buczynkę z pieszym epizodem w środku gdzie było za mało śniegu. Jeszcze przeskok do Sopotni (już autem) na rzeczoną, wspaniałą kawę (dzięki Jurek!) a potem do domu w coraz bardziej padającym śniegu. Zrobiliśmy ok. 900 m przewyższenia i 12 km dystansu (ja dodatkowo 3 km biegu po auto)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Miętusiej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis Sylwka:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krok za krokiem. Idę. Wśród rozwianego wiatrem śniegu, w ślad za rysującymi się przede mną sylwetkami towarzyszy, do miejsca, którego szczerze nienawidzę miłością wielką – do jaskini. Dziesięć miesięcy minęło od ostatniej mojej wizyty w tatrzańskich podziemiach i musze przyznać, że mi tego brakowało. Tym bardziej się cieszę, że za sprawą zrządzenia losu mój rozbrat z jaskiniami zakończył się akurat w dzień moich urodzin. Czy można sobie wyobrazić lepszy i bardziej oryginalny sposób na spędzenie takiego dnia? Raczej trudno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Jaskini Miętusiej Mateusz radośnie stosował wszystkie swoje metody dezorientacji tegorocznych kursantów. A to zagadał Adama i ten minął właściwe skrzyżowanie ścieżek. A to wyrażał tak samo wielkie zdumienie na każdą sugestię Magdy, w którym kierunku powinniśmy pójść. Najbardziej rozwalił mnie jednak po dotarciu pod otwór, gdy wraz z Asią wyraźnie próbował dać do zrozumienia, że to nie ta jaskinia. To skubańce dwa! W zeszłym roku aż na takie testy psychologiczne nas nie wystawiali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do środka wszedłem przedostatni. Asia zamykała nasz pochód. Zejście Rurą sprawia masę frajdy.  Trochę zjeżdża się na tyłku, trochę pełza. Ot, taka ekstremalna wersja ślizgawki dla dzieci. Uwielbiam. Na końcu krótki odcinek do zjechania po linie, który poręczowała Magda. Trochę była na początku niepewna, ale poradziła sobie dobrze i wkrótce doszliśmy do Wiszącego Syfoniku. Za Chiny nie pamiętałem go z zeszłego roku. Może był płytszy? Nie wiem, ale tym razem tarasował całe przejście, a głęboki był na tyle, że sięgnąłby mi do pasa. Pokonanie go wymagało czułego objęcia się ze ścianą i wykazaniem się odrobiną cyrkowej gibkości w przebieraniu nóżkami na niewielkich występkach skalnych. Wszystkim nam się to udało, choć nie obyło się bez pomocy Mateusza, który ze swoim typowym uśmiechem na ustach przeskakiwał z jednego brzegu na drugi jak kozica górska. Salę bez Stropu minęliśmy bez zbędnej zwłoki i kursanci rozpoczęli poręczowanie kolejnych odcinków. Dotarłszy do Błotnych Zamków od razu usłyszałem, że w Wielkich Kominach leje, że łooO. Adam próbował się tam jeszcze wpakować, ale po ledwie paru minutach Mateusz zarządził odwrót.  Deporęczowaniem zajął się Adam z Magdą, tymczasem ja, Asia i Staszek wróciliśmy do Sali bez Stropu. Zgasiliśmy czołówki i tak bez słowa siedzieliśmy przez długie minut. To chyba jedna z najlepszych chwil jakie mogą przytrafić się w jaskini. Całkowita ciemność sprawia, że człowiek przestaje postrzegać siebie samego materialnie, staje się wirującym zlepkiem myśli w środku nieskończonej przestani. Przynajmniej ja tak mam. W końcu jednak ekipa deporęczycieli nas dogoniła i wraz z ostro tnącymi światłami czar prysł. O dziwo Mateusz zdecydował o całkowitym odwrocie. Trochę mnie to zdziwiło, bo w analogicznej sytuacji rok temu mnie przewalcował jeszcze Trzema Królami.  Z drugiej strony nie trzeba zawsze siedzieć w jaskini do oporu, więc przyjąłem tę decyzję, podobnie jak pozostali, z zadowoleniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście Rurą to trudna sprawa. Wydaje się ze dwa razy dłuższa niż gdy się schodzi nią w dół. Ciasno, ściany oblodzone. Nogi ślizgają się we wszystkie strony, wór zahacza o każdy kamyczek i klinuje się, gdzie tylko może. Wychodzę na powierzchnię jako pierwszy. Wciąż jest widno, co jest miłą odmianą w zimowych wyprawach speleologicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej zastanawiam się co dalej.  Na razie nie mam pojęcia, ale Szmaragdowe Jeziorko przywołuje miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Spostrzeżenia Magdy:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jaskinie mogą być trochę jak plac zabaw, po którym trochę bardziej boli du** :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Zjeżdżanie rurą nie ma wiele wspólnego z aquaparkiem, poza wodą oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Zjeżdżanie rurą jest fajne, wychodzenie z powrotem niekoniecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Trzeba się trochę pomęczyć i zmoczyć by dojść do pięknego zjazdu w studni, gdzie pod nogami i wokoło przestrzeń i to uczucie wolności połączone z prawdziwą frajdą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Z praktycznych obserwacji: tarzając się w wodzie, uważaj by nie wlała Ci się do wora. Na pranie liny przyjedzie jeszcze czas ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Odgłos lejącej się w jaskini wody nie pomaga. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. W jaskiniach też może przydać się no hand (jeśli potrafi się go zrobić) przy przechodzeniu obok jeziorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Trzeba uczyć się węzłów, och tak. Rozwiązywanie zaciśniętej podwójnej 8 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Deporęczowanie jest fajnie, jesteś na końcu, jest cicho i przyjemnie. A potem zdajesz sobie sprawę, że poza wciągnięciem do góry swojego d**ska trzeba wciągnąć też mokre liny :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Bycie kierownikiem ma swoje zalety i wady. Ciekawe doświadczenie, ale trzeba się bardziej postarać i lepiej przygotować, no i zadbać o posłuch w grupie, z czym bywa różnie ;P Następnym razem mam nadzieję pójdzie z górki!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - szkolenie zimowo-lawinowe|Łukasz Pawlas, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Sylwester Siwiec, Adam Tulec|17 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzima_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Będzin – Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|10 03 2018}}&lt;br /&gt;
Sobotni poranek spędzamy w okolicach Będzina sprawdzając, na ile sprawnie jesteśmy w stanie trafić pod otwory pomniejszych dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Jaskinię Naciekową: niewielka, krucha, z przysypanym przejściem do dolnych partii. Trafiamy pod otwór Jaskini Moherowych Beretów której nie udaje nam się zwiedzić – studnia wejściowa jest zasypana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pocieszenie jedziemy do Będzina, gdzie na terenie Grodźca zwiedzamy nieczynną cementownię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBedzin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - od Rysów do Grzesia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|08 - 11 03 2018}}&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy sobie narciarską wędrówkę przez polskie Tatary poczynając od Rysów (2499) a kończąc na Grzesiu (1653). Pogoda i śnieg nie były wymarzone więc na bieżąco korygowaliśmy trasę (w dużej mierze na łatwiejszą) aby bezpiecznie przebyć góry. W ciągu 4 dni pokonaliśmy 80 km i 5500 m przewyższenia. Spaliśmy w schroniskach w Morskim Oku, Kondratowej i na Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Rysy w pierwszy dzień weszliśmy w kiepskiej pogodzie bez nart (zostawiliśmy je pod rysą). W trakcie podejścia spotkaliśmy kilka osób i grupkę Słowaków zjeżdżających jak się później okazało z tego samego miejsca co my później. Zjazd do Moka trudny z uwagi na śnieg o charakterze szreni łamliwej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień próbowaliśmy się przedrzeć przez Szpiglawoą przeł. lecz załamanie pogody i kiepski do zjazdu śnieg owocował zmianą trasy. Zjazd do Moka to walka przed upadkiem na chwytającym narty śniegu. Potem w dół doliny i długim szlakiem przez Rówień Waksmundzką do Murowańca, zjazd do Kuźnic i podejście już po ciemku do schroniska na Kondratowej gdzie śpimy na glebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzecim dniu przy prószącym śniegu lecz dodatniej temperaturze podejście na przeł. Kondratową i ładny zjazd Głaźnym Żlebem do dol. Małej Łąki. Krótki etap kończymy w schronisku na Ornaku gdzie też śpimy na glebie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwarty dzień przy ładnej pogodzie przechodzimy przez Iwaniacką Przeł. i zjeżdżamy do Chochołowskiej w parszywej szreni łamliwej (efekt ocieplenia i nocnego przymrozku). Przy schronisku spotykamy Zosią Gutek i Jurka Ganszera z Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy dzień wcześniej startowali w Memoriale Strzeleckiego. Wzrastająca szybko temperatura puściła śnieg ale też zwiększyła stopień lawinowy na III. Zjazd Z Grzesia po miękkim śniegu okazał się i tak najlepszy. Na nartach po śnieżno-wodnej brei docieramy do parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Tatry_polskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1RwLZtAequ6ysXXhCchVB1Us4SADesdVi/view?usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Artur Sobczyk i Maciej Maciejewski (Uniwersytet Wrocławski), Emanuel Soja (SDG)|09 03 2018}}&lt;br /&gt;
W Niedźwiedziej byłem po raz pierwszy w życiu i jestem skłonny uwierzyć, że jest to najładniejsza jaskinia turystyczna w Polsce - nawet w części turystycznej! Głównym celem piątkowego wyjścia było wykonanie pomiarów struktur tektonicznych. Praca przebiegała jak zwykle w zespołach dwójkowych, złożonych każdy z utytułowanego naukowca i utalentowanego skryby. Ja przy okazji tej pracy wykonałem zdjęcia do modelu fotogrametrycznego małego fragmentu jaskini. Mając do porównania starannie wykonane pomiary struktur będziemy mogli teraz bardziej obiektywnie ocenić dokładność &amp;quot;trójwymiarowych obrazków&amp;quot;, którymi od kilku miesięcy się fascynuję. Podczas tej sesji odwiedziliśmy te nudniejsze partie jaskini, ale przynajmniej trochę się poruszałem i poprzeciskałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitur na Rysiankę|Andrzej Gałecka, Kaja, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Heniek Tomanek|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjazd najwcześniej zaczął (i najpóźniej skończył) Heniu, który zobowiązał się zebrać całą ekipę. Po drodze dołączył do nas Andrzej. Od samego początku ciesząc się dobrej pogody, dojechaliśmy do Zlatniej. Tam trochę ze strachem w oczach, próbujemy dojechać jak najbliżej śniegu na niebieskim szlaku. Jak to bywa ze strachem i wielkimi oczami, narty możemy założyć od razu po zejściu szlaku z drogi w las. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podchodzimy bez pośpiechu, pozwala nam na to dobra pogoda - ciepło! widoki! widoczne Tatry!! Robiąc po drodze parę postojów na śniadanie, podziwianie widoków, ogarnięcie niesfornego sprzętu, czy wymyślenie, jak przedrzeć się pomiędzy powalonymi drzewami lub ponad strumyczkami. Jako że nie wszyscy jesteśmy jeszcze w pełni władcami naszych nart i nie zawsze wychodziło nam tak jak zaplanowaliśmy, to efekty były nie raz powodem wybuchów śmiechu pozostałej części ekipy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed Halą Lipowską, ścięliśmy szlak i podeszliśmy dość stromą przecinką. Po przerwie w schronisku, weszliśmy na żółty szlak, którym jeszcze musieliśmy podejść do najbliższego zjazdu. Foki ściągnęliśmy na połączeniu z zielonym szlakiem, przekonani, że od tego miejsca czekają nas same zjazdy…. Przekonanie umarło dość szybko i dlatego krótkie fragmenty podejść pokonaliśmy na nogach, żeby nie tracić czasu na przyklejanie i odklejanie fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szlaku zjeżdżamy koło Hali na Zapolance i dalej w dół drogą, łąką, a pod same auta dość stromym zjazdem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fhala%20lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - przez Ciemniak i Małołączniak|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano co przekładało się na adekwatną temperaturę, która w Kirach wyniosła -23 st. Podejście na Ciemniak nas rozgrzewa gdyż tempo nie było znów takie spacerowe. Pogoda była wymarzona. Słonecznie i bezwietrznie. Z Ciemniniaka (2096) na Krzesanicę (2122) i dalej zjazdem na fokach na Litworową Przeł. i krótkie podejście na Małołączniak (2096). Stąd już zaczynamy prawdziwy zjazd, który jak się okazało obfitował w wiele ciekawych wrażeń. Do Kobylarza zjazd po wywianym do kamieni i lodu zboczem poprzecinanym poprzecznymi pryzmami odłożonego śniegu. W samym żlebie śnieg również trudny (akurat zaczęło operować tu słońce) od twardej lodoszreni do łamiących się płyt. Dopiero w dolnej części żlebu niezły puch, którym śmigamy wprost do Wielkiej Świstówki. Ostatni odcinek stromy i wąski między kosówkami i drzewami. Potem krótkie podejście i walka w Wantulach. Wykroty i mnóstwo powalonych świerków stanowiły nie złą łamigłówkę, z którą jakoś sobie poradziliśmy osiągając halę w dolinie Miętusiej. Potem przyjemny zjazd po ścieżce przedeptanej zapewne przez grotołazów. Wkrótce zjeżdżamy do dol. Kościeliskiej gdzie lawirując wśród tabunów ludzi docieramy do wylotu doliny. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji i 16 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur w dolinie Jarząbczej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda znów trafiła się nam niezła. Początkowo myśleliśmy o Jarząbczym czy Kończystym, ale z uwagi na skomplikowane warunki śniegowe ostatecznie nie decydujemy się na wyjście na żaden znany szczyt. Sam zjeżdżam z wysokości około 1850 m, a Monika czeka na mnie trochę niżej. W dolinie już śnieg bardzo dobry, przez kilkanaście minut szusujemy z dużą przyjemnością po miękkim. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Spaloną Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2018}}&lt;br /&gt;
Tak, mam swoje ulubione miejsca w Tatrach i dolina Rohacka jest jednym z nich. Ma same zalety. Ludzi mało. Na nartach można po niej chodzić legalnie. Późniejszą zimą, w braku śniegu w lesie jest do wykorzystania nartostrada. Dojazd od nas jest bez korków, można daleko wjechać w dolinę i dzięki temu mniej deptać po płaskim. Przy parkingu jest Pensjonat Szyndłowiec, w którym serwują najlepszą zupę czosnkową, jaką znam. Wracając, można zrobić zapas Kofoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem wybiegam na Spaloną Kopę, może nie na czas, ale tak dosyć szybkim tempem. Wycieczka wraz ze zjazdem zajmuje mi 3h 20m. Pogoda cudna, choć warunki śniegowe nazwałbym skomplikowanymi. Sporo zmienności, wiele różnych rodzajów śniegu w niespodziewanych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kondracka Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przed spotkaniem KTJ z dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego wybiegam prędko na Kopę przez przełęcz pod Kondracką Kopą. Bardzo dobra, szybka wycieczka z wyśmienitą pogodą i dobrymi warunkami śniegowymi. Aż szkoda, że byłem sam i bałem się bardziej szaleć. No i jedynie słuszny wniosek jest taki, że należy pracować w soboty i niedziele, a jeździć w góry w poniedziałki i wtorki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na rowerze i nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerze startuję z Ryczowa. Wszystko ośnieżone choć nie zbyt głęboką warstwą. Szlakami przez lasy (po drodze zaglądam do jaskini na Biśniku) dojeżdżam do Smolenia wysilając się czasem więcej niż zwykle (buksowanie koła w śniegu). Aby sobie urozmaicić podróż w Smoleniu wypożyczam narty i godzinę szusuję na 400-metrowym stoku co jak na Jurę jest całkiem fajnym miejscem. Do Ryczowa wracam od północnej strony. Było -13 st. W sumie fajna przebieżka po zimowej Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Smolen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Wyżnią Kondracką Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
Trzaskający mróz ustępuje wraz ze zdobywaną wysokością i gdyby nie spokojny, ale jednostajnie mroźny wiatr na grani, może i dałoby się zajść aż na Kopę. Przez ten wiatr i przez kurczący się czas, zjeżdżamy w każdym razie już z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, a zmęczony Marek nawet z nieco niższa. Warunki śniegowe nad Głazistym Żlebem bardzo dobre, udaje się tam kilka bardzo przyjemnych skrętów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie miała być Miętusia, bo już od jesieni miałem wielką ochotę na odwiedzenie Rury. Okazało się jednak, że w jaskini ma miejsce jakieś rozbudowane szkolenie GOPR, wobec czego zapisaliśmy się na Kasprową Niżnią. W systemie TPN widniały jakieś dwie pomniejsze ekipy, ale jednak wyszedłem z założenia, że w Kasprowej miniemy się z łatwością, a w Miętusiej pewnie zamarzniemy czekając na mrozie, albo co gorsza - w przeciągu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Komorze Wstępnej zastajemy lekko podmarzającą dwójkę z folią NRC i śpiworami w pogotowiu. Szybko okazuje się, że trafiliśmy w sam środek manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Korzystając ze znajomości, załatwiam naprędce specjalne zezwolenie na przemknięcie się obok ćwiczeń. Musimy solennie obiecać, że nie będziemy przeszkadzać, że nie urwiemy kabla od telefonu i że w razie czego, damy pierwszeństwo noszom. Nie mając specjalnego wyboru, dopakowujemy do worów puchówki i pobieramy cukier od ekipy łacznościowej. Los czasami podąża dziwnymi ścieżkami: to, że zapomnieliśmy posłodzić czarną herbatę w termosie początkowo było dla nas zmartwieniem, ale szybko okazało się we wspaniały sposób nadać sens wniesieniu cukru do jaskini przez dwójkę grupowych ratowników. Żadne z nich bowiem nie słodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców dotarliśmy do Komory Gwiaździstej. Przypomniało mi się, że za Zapałkami to nawet znajduje się kawałek całkiem fajnej jaskini, w której można się trochę poczołgać, pomęczyć i pobrudzić. Po drodze &amp;quot;tam&amp;quot;, jak i &amp;quot;z powrotem&amp;quot; minęliśmy kilku znajomych, najpierw w punkcie cieplnym w Sali Rycerskiej, a potem w roju kłebiącym się wokół noszy nad Wielkim Kominem. Zanotowaliśmy kilka obserwacji społecznych o fenomenie GRJ-u: oczywiście na wierzchu widać przede wszystkim wymianę doświadczeń, uczenie się logistyki, doskonalenie się w technikach i bardzo słuszne przygotowywanie się na okoliczność wypadku na jednej z licznych polskich wypraw eksploracyjnych. Sądząc jednak po tym, że tak wielu ludzi pozostawało w jaskini mimo zakończenia przydzielonego im zadania, zaryzykuję stwierdzenie, że nie bez znaczenia chyba jest i charakter tych manewrów. Niczego nie ujmując samej akcji - bo na ratownictwie się nie znam - to momentami miałem wrażenie, że ćwiczenia są też świetnym pretekstem i powodem, żeby pójść znowu do tej samej jaskini w znowu tej samej grupie znajomych, bez specjalnego męczenia się (jak na akcjach sportowych) i bez odpowiedzialności (jak na akcjach kursowych). W tym kontekście GRJ wypełnia próźnię w szerszym sensie. Ciekawe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw.-Skitur na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworscy, Rafał Pośpiech|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przyjemny skitur z Złatnej wpierw różnymi dziwnymi zakosami na Halę Lipowską, później na Rysiankę i do schroniska poniżej. Większość wycieczki spędzamy w towarzystwie naszej trójki, natomiast w schronisku zastajemy istny nalot skiturowców. Śnieg prószy dość intensywnie. O ile do góry poruszamy się własnym, wytyczonym szlakiem, to na dół &amp;quot;zjeżdżamy' głównie szlakiem czarnym. Na zjeździe nie poszaleliśmy, ale i tak było bardzo przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka%20i%20Lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus|23 02 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek chwilę po północy i jedziemy po Bogdana. O 01.00 już w trójkę mkniemy na Łysą Polanę. Droga mija spokojnie i szybko, z jednym postojem na małe co nie co. Warto tu wspomnieć, że Mc, w którym jedliśmy, był otwarty  o 2 nad ranem pomimo zapewnień Asi, że jest zamknięty. Warto wspomnieć ponownie, że jedzenie o tej godzinie nie jest dobre, a konkretnie mało wypieczone. Na Łysej polanie jesteśmy chwilę po godzinie 4. Zostawiamy samochód na parkingu, szybko się ogarniamy i startujemy. Droga do Morskiego oka mija szybko, w kontemplacji z małymi przerwami na rozmowy. Dochodząc do schroniska jesteśmy pierwszą ekipą wybierającą się tego dnia na Rysy. Po przepakowaniu sprzętu wychodzimy już jako druga ekipa za pierwszą pięcioosobową wyposażoną jakby szli przynajmniej na K2, tylko butli nie widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodząc przez taflę Morskiego Oka, docieramy do pierwszej tego dnia drogi pod górkę, prowadzącą do Czarnego Stawu Pod Rysami. W rakach idzie się bardzo pewnie, przez co bardzo szybko jesteśmy już przy zamarzniętym brzegu. Czekam na resztę i razem ruszamy na przeciwległy brzeg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu Asia decyduje się wrócić do schroniska, a ja z Bogdanem mkniemy pod górę za ekipą przed nami.&lt;br /&gt;
Droga do góry jest w miarę wydeptana, przez co idzie się bardzo wygodnie pod warunkiem, że nie stawi się stopy tylko troszkę za bardzo poza nią, co grozi wpadnięciem po pas w śnieg. Kilka razy po drodze odpoczywamy, przez co mija nas kilka osób. Ze dwa razy czekam na Bogdana dłużej. Gdy spotykamy się po raz kolejny Bogdan „daje mi pozwolenia abym szedł” i spotkamy się na szczycie.&lt;br /&gt;
Ruszam więc pod górę i mijam po drodze wszystkich, który podczas odpoczynku wyprzedzili nas, a także rzeczoną pięcioosobową ekipę, która ze schroniska wyruszyła przed nami. Na szczycie jestem sam, dopiero po chwili dochodzi pozostała reszta. Robię kilka zdjęć choć pogoda jak zawsze była kapryśna i nie pozwoliła podziwiać widoków. Ranek dawał nadzieję, a przedpołudnie wszystko zweryfikowało. Przechodzę jeszcze na Słowacką stronę, kilka smsów , telefon i zaczynam schodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzę do łańcuchów i czekam na Bogdana, który po kilku(nastu?) minutach pojawia się na horyzoncie oznajmiając, że  ma skurcz nogi :)  Razem ponownie wchodzimy na szczyt, kilka zdjęć, pogoda bez zmian. Zaczynamy schodzić. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Przed nami kilka osób schodzących na dół, i kilkanaście idących do góry. Gdy przed nami robi się pusto i stwierdzamy, że szlak jest na tyle stabilny decydujemy się na tzw „zjazd na dupie”.  Tym sposobem na dole (w Morskim Oku) jesteśmy w nieco ponad godzinę. Przed nami kilka osób robi podobnie, reszta za nami o dziwo również. W schronisku spotykamy się z Asią i całym dzikim tłumem turystów. Wchodząc do schroniska przez drzwi musiałem wypuścić 14 osób, a po wejściu do środka i tak nigdzie nie było miejsca. Przepakowujemy się, jemy na szybko i zaczynamy wracać drogą do samochodu. W dół droga mija jakoś wolniej, kilka razy myślę, że dobrze byłoby mieć ze sobą narty, żeby zjechać tym odcinkiem,  no ale cóż... Zaczyna prószyć śnieg. Na parkingu szybko się przebieramy i wracamy na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był bardzo dobrze spędzony piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy wypad na Ryczerzową i Switkową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soblówki na przeł. Przysłop. Dalej trawersem do bacówki na Rycerzowej gdzie robimy sobie krótki odpoczynek. Potem podejście na Ryczerzową (1226) i fajny zjazd z powrotem na przeł. Przysłop. Dalej bardzo strome podejście na graniczny szczyt Switkowej(1086) i przepiękny zjazd rzadkim bukowym lasem do polany Królowej i dalej do Soblówki. U góry śniegu sporo, niżej gorzej ale do auta docieramy na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/OkoliceRycerzowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia w Straszykowej Górze, Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Maciek R.|13 02 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie po pracy szybki wypad za Ogrodzieniec. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, sporo śniegu, lekki minus, ciemności dookoła. &lt;br /&gt;
Jaskinia w Straszykowej Górze zaskakuje: po średnio przyjemnej pierwszej części, na dłużej zatrzymujemy się w dalszych, mytych korytarzach. Bogdan jako jeden z najszczuplejszych w ekipie udowadnia, że miejsce które określiliśmy jako niedostępne jest do przejścia i prowadzi do bardzo przyjemnego kominka, w którym spędzamy sporo czasu. Ogólnie jaskinia zachwyca, opuszczamy ją ze smutkiem i kierujemy się przez Schronisko na Straszykowej Górze (IV) w stronę Jaskini z Kominem. Droga do schroniska bez większych przeszkód, obiekt przyjemny, malowniczy, trzeba o nim pamiętać na przyszłość – świetna miejscówka na piknik albo odpoczynek. Dalszy przemarsz do Jaskini z Kominem już z atrakcjami: próba skrócenia drogi owocuje przedzieraniem się przez krzaki, las, wiatrołomy, bagna, a nawet momentami wydawać by się mogło, że także przez pustynię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy pod otwór: jaskinia brzydka i brudna jak noc w Sosnowcu, ogólnie ciasno i zero atrakcji. No, może poza udowodnieniem przez Pitera, że naprawdę nie warto pchać się głową w dół. Odpuszczamy przejście wszystkich korytarzy – droga do lewego ciągu jest tak ciasna, że Berkowa przy niej to autostrada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini próbujemy kierować się do samochodów (próbujemy – słowo klucz). Prowadzeni GPSem na którym niechcący coś mi się nacisnęło, zwiedzamy solidny kawał lasu, przecierając szlaki które nie widziały człowieka od czasu, gdy praludzie biegali po dziczy odziani w skóry z mamutów i rzucali w małpy kamieniami. &lt;br /&gt;
Ostatecznie odnajdujemy samochody, wracamy do domów bez większych urazów i odmrożeń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fstraszykowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Adam Tulec&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Niedziela, 11.02.2018. O godzinie 5:55 dzwoni budzik.&lt;br /&gt;
Jakimś cudem wstaję po pierwszym dzwonku.&lt;br /&gt;
To chyba efekt uboczny wczorajszego dnia - po wizycie w Jaskini Zimnej padliśmy jak muchy. Jeśli dodać do tego szczyptę adrenaliny na myśl o dzisiejszej akcji, w efekcie poranna pobudka idzie lepiej niż się tego spodziewałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero nasza trzecia akcja w Tatrach, ale już nabieramy wprawy w tym speleoceremoniale. Plecaki i szpej wzorcowo spakowane wieczorem, ciuchy na wyjście przygotowane. Dorzucamy potrzebne liny do wora, jemy śniadanie i ekipa jest gotowa do wyjścia.&lt;br /&gt;
Pomimo, że za oknem przyjemny mrozik - skład ekipy trochę stopniał. Na niedzielne wyjście do Kasprowej Niżniej wychodzimy w trzyosobowym składzie - Rysiek (instruktor), Iwona (koleżanka z wcześniejszego kursu) i ja.&lt;br /&gt;
Czyli w dniu dzisiejszym zapowiadają się zajęcia indywidualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic i dziarskim krokiem ruszamy zielonym szlakiem w stronę Myślenickich Turni. Śnieg skrzypi pod nogami, mocne słońce sprawia, że zimowa szata gór nabiera dużego uroku. Dojście do otworu bezproblemowe i bardzo przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się w jaskiniowe wdzianka, sprawdzamy czołówki, szpeimy się i po chwili ruszamy w mniej-lub-bardziej nieznane! Pierwsze ruchy idą mi trochę opornie, czuję zmęczenie po wczorajszym dniu. Ale problem szybko znika, po raz kolejny potwierdza się stara zasada, że zakwasy najlepiej rozchodzić.&lt;br /&gt;
Iwona zasuwa do przodu jak dzik lub raczej jakaś łasica. Sprawnie pokonuje kolejne metry metry jaskini, przeciska się gdzie jest wąsko, przeskakuje tam gdzie mokro.&lt;br /&gt;
Staram się dotrzymać jej tempa, znajdując jednak chwilę czasu na nacieszenie się jaskinią, szczególnie, że jest zupełnie inna od wczorajszej Zimnej (a raczej Błotnej).&lt;br /&gt;
Pokonujemy razem kolejne fragmenty, całkiem sprawnie poręczujemy trudniejsze miejsca. Chwila zawahania przed wejściem do Gniazda Złotej Kaczki... Ufff. Suchutko!&lt;br /&gt;
Nawet czołganie się jest całkiem przyjemne, bo spąg jest pokryty czystym, drobnym piachem.&lt;br /&gt;
Krótki, łatwy prożek do pokonania (II) i po chwili jesteśmy w Sali Rycerskiej. Dogania nas Rysiek. Po zerknięciu na zegarki stwierdzamy, że możemy się z czystym sumieniem rozsiąść na chwilę. Wciągamy przekąski i idziemy sprawdzić co się czai za Wiszącym Jeziorkiem. Udaje się nam przejść bez kąpieli słynne Zapałki, ale dalej odpuszczamy, tłumacząc sobie, że musi pozostać jakiś niedosyt na przyszłość.&lt;br /&gt;
Wracamy do Sali Rycerskiej znów ćwicząc zapieraczkę. Dostajemy drugie zadanie - sprawdzić korytarz prowadzący w stronę Syfonu Danka. Po chwili wątpliwości znajdujemy poszukiwany przez nas ciąg korytarzy i dochodzimy do kluczowego miejsca - oczom naszym ukazuje się budzący we mnie lekki niepokój komin.&lt;br /&gt;
Ponieważ nie zakładaliśmy przechodzenia tego fragmentu, nie mamy ze sobą stosownej liny. Ale próbujemy przejść pierwsze metry, żeby sprawdzić swoje umiejętności. Po kilku próbach chyba udaje się nam rozpracować poczatek tego jaskiniowego 'balda'. Następnym razem zobaczymy czy przejdziemy całość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do Ryśka, a ponieważ w tak małej grupie wszystko poszło szybko i sprawnie - mamy jeszcze spory zapas czasu. Robimy dłuższą przerwę, plotkujemy trochę o jaskiniowym środowisku, naszych doświadczeniach i słuchamy historii 'z podziemia'. Ale z czasem dochodzą do nas dźwięki kolejnej kursowej grupy, więc stwierdzamy, że pora wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas drogi powrotnej mamy małe przestoje, bo przepuszczamy dwa inne kursy, ale wychodzimy z jaskini o wczesnej porze. Do Kuźnic wracamy w świetle zachodzącego słońca, mijani przez duże grupy narciarzy i skiturowców. Wypad do Kasprowej Niżniej będę wspominał bardzo miło, a kolacja po takim dniu smakowała wybornie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka,&amp;lt;u&amp;gt; Staszek Dacy &amp;lt;/u&amp;gt; Irek Olearczuk, Adam Tulec|10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście jak wiadomo proste, droga przez dolinę wydeptana i wylodzona, na schodach u góry parę zwalonych drzew, jednak po doświadczeniach naszego kursu z Jaskini Czarniej to czysta przyjemność. Przed otworem krótka przerwa i ruszamy w dół, po lodzie, który na szczęście w drodze powrotnej nie był problemem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw długo prosto i sucho, zakręt i znów prosto, jednak nie tak sucho. W wielkim napięciu wyczekiwaliśmy Ponoru, mieliśmy nadzieję, że stan wody będzie w nim tak niski, że nie zwrócimy na niego uwagi. Nie udało się, teraz już wiemy, że tego miejsca nie da się przegapić. Bez zastanowienia szybki desant z ciuchów (nie było co się zastanawiać - decyzję, że Ponor sprawdzi najmłodszy podjęto już dawno). Początek szedł dobrze, później było do dupy... zasygnalizowałem, że wody jest właśnie tyle - rozpoczęto operację przeprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak zabawa zaczynała się dopiero teraz i znów padło na mnie. Progi i Czarny Komin mój, i... tego mi trzeba było jako w jednej z pierwszych jaskiń naszego kursu. Jako początkujący wspinacz nieźle dostałem w tyłek pod każdym względem. Poza oczywiście fizycznym wyciskiem (bo jak wiadomo większość &amp;quot;wywspinana&amp;quot; z buły na pętlach) doczekałem się niezłej lekcji psychiki, albo... fizyki - zrozumiałem, że codziennie odczuwalny współczynnik tarcia daleko jest od swojej granicznej wartości:D Teraz mokra skała i zapieraczka jest dużo bardziej intuicyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostanie poręczowanie i zjazd do Chatki by Adam. Tam chwila przerwy i odwrót. Szybki, przejście przez Ponor już bez zbędnych ceregieli. Wór z mokrą liną dał się we znaki...&lt;br /&gt;
Wszystko pięknie i potrzebne, ale z wyjścia do Kasprowej Niżnej na drugi dzień odmeldowuję się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST)|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwsze skitury dziewczyn w Tatrach. Podchodzimy do Murowańca przez Boczań i zjeżdżamy nartostradą. Wszystkie kończyny całe! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8558</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8558"/>
		<updated>2018-11-11T16:28:36Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jira. Wspinanie w Rzędkowicach|Karol Jagoda, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u|10 11 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z przedłużonego weekendu oraz ze wspaniałej pogody wspinając się w krótkim rękawku na skałkach w Rzędkowicach. Mimo bardzo wielu wcześniejszych wizyt na tych skałach, nadal odnajdujemy naprawdę wspaniałe drogi - tym razem na Wysokiej pokonujemy 2 bardzo ładne filary, a potem na Studnisku próbujemy czegoś trudniejszego. Wspinaczy mało jak na Rzędkowice i zarazem sporo jak na połowę listopada.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Angia: Jaskinie w Yorkshire Dales|Ola Skowrońska (WKTJ), Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt; i Karol Pastuszka|1-4 11 2018}}&lt;br /&gt;
Gdy zdaliśmy sobie sprawę, że przed nami długi, wolny weekend, Mateusz szybko wpadł na pomysł, żeby pojechać do angielskich jaskiń. Jak dla mnie to całkiem nowy kierunek dotychczasowych podróży, tym bardziej był ekscytujący ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszamy w czwartek nad ranem, po południu docieramy do wynajętego domku w północnej Anglii w miejscowości Arkholme. Otaczają nas zielone łąki z mnóstwem owiec, krów, z wszechobecnymi kamiennymi murkami i rozłożystymi drzewami. Przejeżdżamy przez stare wioski z kamienną zabudową, gdzie można jeszcze spotkać wyróżniające się charakterystyczne czerwone budki telefoniczne (w środku których można czasem znaleźć zamiast telefonu przenośny defibrylator). Jadąc wąskimi drogami parę razy mieliśmy okazję się przestraszyć widząc samochód pędzący w naszym kierunku po prawej stronie jezdni ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszy dzień w ramach akcji rozruchowej idziemy do Heron Pot. Początkowo poruszamy się w dużym meandrze przypominającym Wodociąg w Śnieżnej, zjeżdżamy studnią o bardzo ciekawej strukturze ścian i kończymy w obniżającym się korzytarzu, gdzie trzeba było się przeczołgać. W drugi dzień na najdłuższą akcję idziemy do Boxhead Pot. Od początku jaskinia jest zadziwiająca. Otwór ciężko ominąć, jest on po prostu rurą wystającą z ziemi, a ktokolwiek się nad nią pochylał wyglądał jak postać z gry - Mario (tylko grzybka brakowało). Konstrukcja otworu tylko z zewnątrz wygląda banalnie, tak naprawdę patrząc od dołu widać, że musiano się nad nią bardzo napracować. Zjeżdżamy w dół i decydujemy się zrobić kółko przez Tate Galleries. Po drodze zbaczamy w boczne korytarze oglądając przepiękne nacieki, których w Tatrach nie uraczymy. Największą przeszkodą na tej drodze jest tzw. Rura (‘The Tube’). Jest to dość wąskie przejście z płynącą wodą, cytując przewodnik – zacisk, przez który płynie cała woda z Boxhead Pot. Przejść przez niego udało się nam z różnym rezultatem, niektórym woda wylewała się nawet zza kołnierza! &lt;br /&gt;
Na trzeci dzień wybraliśmy Rowten Pot. Jaskinia z największym otworem z tych trzech jaskiń. Zjeżdżając pierwszą liną widzieliśmy wodospad wlewający się w głąb oraz skały porośnięte ogromnymi mchami i paprociami. Droga na dno prowadziła przez studnie omijając wodę, tak żeby na koniec móc przejść zaraz obok wodospadu, a następnie krótkim meandrem do syfonu. Jaskinię można przetrawersować przechodząc na bezdechu trzy odcinki. Tym razem zrezygnowaliśmy z tej przyjemności. W ostatni dzień postanawiamy zrobić spacer w parku narodowym Peak District (choć mogliśmy jechać do Cambridge). Na drodze spotykamy stado owiec przeskakujących mur jak w bajce. Wracając na lotnisko, wpadamy na zasłużone fish&amp;amp;chips uszczęśliwiając tym samym Karola. Osobiście jestem też bardzo zaskoczona mieszkańcami Anglii, zawsze uśmiechniętymi i serdecznymi.&lt;br /&gt;
Pogoda była całkiem w porządku, trochę padało, trochę mroziło, ale były i chwile bardzo słoneczne i takie z pięknymi tęczami na niebie. Czas dojścia do otworów też był bardzo przyjemny, max 15-20min; temp. w jaskiniach 7-8st. Pomimo, że ktoś nas postraszył przed wyjazdem, że angielskie jaskinie są mokre i pianki mogą się przydać…  nie spanikowaliśmy i było warto!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAnglia%20&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Miętusia Wyżnia - wyjście kursowe|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|27 10 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce. &lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmietusia+wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda krzyżuje plany na wyjazd wspinaczkowy, więc decydujemy się na spacery po Beskidach - na wszelki wypadek wrzucam rower do bagażnika. Lądujemy w Węgierskiej Górce o 12:00, gdzie Ala z małą i znajomymi spacerują po okolicy, a ja wybieram się rowerem, czerwonym szlakiem przez Magurkę Wiślańską - Malinów - Salmopol - Kotarz do Szczyrku. Widoczność bardzo kiepska. Mżawka zaczyna się w okolicach Magurki, a pod koniec wycieczki jestem już bardzo przemoczony i dość zmarznięty. Łącznie wychodzi ok. 25 km i trochę ponad 1000 m podjazdów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Dolina Kluczywody - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Adam Tulec|13-14 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Dolinie Kluczywody odbyła się ostatnia część szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Śnieżna|Karol, Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|13-14 10 2018}}&lt;br /&gt;
Mało spania, za dużo lin, brak czasu na rozmyślenie się i oto byliśmy! Na szlaku w dolinie Małej Łąki o godzinie 7 rano. Dreptaliśmy trochę za bardzo obciążeni jak na relaksacyjne wyjście i  rozmyślaliśmy kogo spotkamy w jaskini.  I wtedy nasze myśli jakby się zmaterializowały w postaci kolegów z SBB, radośnie oznajmiających nam, że oni idą zaporęczować jaskinię i nie musimy nieść naszych lin, bo możemy skorzystać z ich poręczówki. Tak proszę państwa! To wcale nie był sen grotołaza! Aż pod sam otwór nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini Śnieżnej weszliśmy dość późno, ale letnia pogoda wcale nie zachęcała by przykleić brzuch do lodospadu i zjechać w głąb ziemi. No właśnie... lodospad... będąc ostatnio w tej jaskini przynajmniej rok temu nie miałam świadomości... że lodospad jakby się skurczył... zmalał... a miejscami znikł... Pierwszym zaskoczeniem było samo wejście do dziury, gdzie wg. moich wspomnień trzeba było przeciskać się pomiędzy stropem a lodem, teraz znajduje się tam zjazd, lód zaczyna się dopiero w połowie pochylni i dość gwałtownie kończy, odkrywając nie do końca stabilne głazy... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niżej już po staremu. Mkniemy w dół aż do wodociągu. Tu kręcimy się trochę, jemy, mijamy trochę ludzi. Można nawet powiedzieć, że całkiem tłoczno było tam na dole... Do góry jak zwykle pocimy się na linach. Ja przeżywam małą chwilę przerażenia, odkrywając, że moja delta zbyt łatwo się odkręca i uprząż próbuje się z niej wydostać. Przed wielką studnią dokręcam ją jednak tak skutecznie, że po wyjściu potrzebuję pomocy w oswobodzeniu się z uprzęży...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień poszukujemy jakiejś krótkiej wycieczki, żeby móc wcześnie wyjechać z Zakopanego, ale wykorzystać dzień w Tatrach. Pogoda zachęca do wycieczki powierzchniowej, a mokre kombinezony i wnętrza odpychają od jaskiniowej. Decydujemy się na szybką przebieżkę Doliną Strążyską pod Siklawicę, dalej Ścieżką nad Reglami, przez Sarnią Skalę, do Doliny Białego. Koło zamykamy dochodząc Ścieżką pod Reglami z powrotem pod Dolinę Strążyską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2018%2Fsniezna&amp;amp;startat=5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziejowska i Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
Ostatnią niedzielę spędziłem leniwie, więc postanowiłem wziąć się za siebie i wybrałem się na szybki wypad w góry, akurat żeby wieczorem zdążyć na koncert. Przed  godz. 8 byłem już w Węgierskiej Górce, skąd czerwonym szlakiem udałem się na Baranią Górę przez Magurkę Radziejowską. Szlak bardzo sentymentalny, bo na nim 4 lata temu na rajdzie górskim poznałem moją Iwonę ;) Początkowo pogoda była super, taka nasza prawdziwa polska złota jesień (choć jeszcze nie wszystkie drzewa zmieniły kolor na złoty), to później na grani zaczeło bardzo mocno wiać. Horyzont zeszarzał i widoki były bardzo ograniczone. Z wieży widokowej na Baraniej było trudno dostrzec nawet Babią Górę. Do Węgierskiej Górki wracałem początkowo czarnym szlakiem, a później zielonym. Po powrocie do auta kupiłem sobie w nagrodę lody w pobliskiej cukierni. Do Katowic wróciłem troszkę po 15.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: zajęcia na Kuli i Żabim Koniu - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|06-07 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach pomiędzy Będkowicami a Kobylanami, odbyła się druga z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magura i Klimczok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, trochę wcześniej od Biłej na szczyt wyszli Rysiek i Marzenna Widuch|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem w dobrej pogodzie start z Mesznej na przełaj wzdłuż potoku Mesznianaka. Potok najpierw płynie w dość głębokim jarze. Dalej stromo do góry zdobywamy wysokość na granicy zadłużenia tlenowego osiągając szlak czerwony z Bystrej. Następnie szczyt Magury i Klimoczoka. Dość sporo osób kręciło się w okolicy schroniska. Wracamy żółtym szlakiem do Mesznej zatrzymując się w Chacie pod Starym Groniem na szarlotce. Od tej strony na szczyt wychodzi znacznie mniej ludzi niż z pozostałych zboczy. Z niecierpliwością należy czekać na dobre śniegi by powtórzyć tą trasę skitorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Straszykowe skały - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec i Asia Przymus (jeden dzień)|29 - 30 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Ryczowie odbyła się pirewsza z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów. Opis pojawi się po ukończeniu całości szkolenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Banikov - Rohacze|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wstępny plan kursowego wyjścia do Ptasiej zawiódł, więc wybraliśmy słowackie zachodnie Tatry jako cel naszej wycieczki. Rochacze od dawna chodziły nam po głowach. Dzień wcześniej relaksujemy się w Termach Chochołowskich, gdzie jak się okazało trafiliśmy na sobotnie „Pool party”, czyli imprezę na odkrytym basenie rodem z amerykańskich filmów dla nastolatków, z DJem itp. &lt;br /&gt;
Nocujemy w muszli koncertowej zlokalizowanej na parkingu przy jaskini Brestovskiej; miejscówka bardzo dogodna, można się schować w środku, tak że nikt z drogi nas nie widzi i nie przegania. Trekking rozpoczynamy od wejścia na Banikov, później dalej granią przez Rochacze Płaczliwego i Ostrego na Wołowiec. Odcinki z łańcuchami nie są aż takie trudne jak się spodziewaliśmy czytając opisy przejść.  Szczyty były niestety zakryte chmurami, mocno wiało. Na Banikowym szczycie kępki trawy były już nieco zaśnieżone/oblodzone tworząc ciekawe formy dzięki wiejącemu wiatrowi. Mimo nienajlepszej pogody na szlaku spotykamy wielu wędrowców. Szlak zdecydowanie do powtórzenia przy lepszej pogodzie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze przy przydrożnych ruinach, które okazały się pozostałościami Franciszkowej huty z ogromnym piecem hutniczym w środku.&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBanikov%20Rohacze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - pasmo z Oszustem|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow.|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Pokonano dość długą trasę z przeł. Glinka do Rycerzowej i zejście do Soblówki. Pogoda niezbyt lecz na szlaku nikogo. Zejście w nocy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wejście na Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os. tow.|21 09 2018}}&lt;br /&gt;
Mój plan na spędzenie weekendu w tatrach pogrzebał się pod zwałami zapowiadanych opadów deszczu i śniegu oraz zimna. Rozpacz jaka mnie ogarnęła z powodu utraconego tatrzańskiego lata została jednak przepędzona przez Piotrka, który miał spędzać czwartek i piątek w górach i zaprosił mnie bym dołączyła do niego i kolegi w Piątkowe wyjście na Kościelec. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coś we mnie drgnęło i nagle zapragnęłam nie przejmować się żadnymi obowiązkami i pozwolić sobie działać spontaniczne. Od razu wybrałam wolne na piątek, po pracy szybko się spakowałam i poszłam spać chwilę po zmroku. Pobudka o 2:15, o 2:45 wyjazd z Rudy Śląskiej i udało mi się złapać miejsce w Pekaesie do Zakopanego o 3:45. Na miejscu byłam trochę po czasie - o 7:30, zamiast 7:00 (uwaga korki w Białym Dunajcu), gdzie spotkałam się ze Strzelcem i jego znajomym. Bez zwłoki udaliśmy się na szlak z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pogoda owszem letnia, więc szybko pozrzucałam z siebie zbędne nogawki i długie rękawy, aczkolwiek na trochę wyższym i odkrytym terenie wiał mroźny i mocny wiatr. W Murowańcu zatrzymaliśmy się na szarlotkę, Strzelec z powodu kontuzji wycofał się ze zdobywania z nami Kościelca i wybrał kontemplację natury nad Czarnym Stawem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
My ruszyliśmy na Kościelec z lekką obawą, czy aby przypadkiem nie zwieje nas jak tylko wyjdziemy na grań Małego Kościelca. Jak się wyżej okazało, na szczęście mimo nagłych podmuchów i konieczności założenia dodatkowych warstw, nie groziło nam zdmuchnięcie ze skał. Na drogę podejścia wybraliśmy trasę prowadzącą koło Czarnego Stawu, przez Mały Kościelec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlak na Kościelec, aczkolwiek stromy jest bardzo przyjemny, szybko zdobywa się wysokość, mogąc cały czas podziwiać wspaniałe widoki, bliżej szczytu wymaga użycia rąk przy podchodzeniu. Jak dla mnie było to jedno z ciekawszych podejść jakie robiłam w Tatrach. Na szczycie posiedzieliśmy tak długo jak tylko się dało aby nie zamarznąć. Na drogę powrotną wybraliśmy zejście koło Stawków w Dolinie Gąsienicowej. Na Hali Gąsienicowej spotkaliśmy się ponownie z Piotrem i razem ułożyliśmy się wygodnie na trawie by jeszcze chwilę pokontemplować ostatni letni dzień w Tatrach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fkoscielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: jaskinie: Berkowa, Ostrężnicka, Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Max, Speleo-Myszków|17 09 2018}}&lt;br /&gt;
Robimy szybki wypad na Jurę: najpierw z Piterem zaliczamy Berkową (jaskinia z roku na rok wydaje się coraz bardziej ciasna), później już we 3 z Maxem dla zabicia czasu odwiedzamy Ostrężnicką. W krzakach nad jaskinią odnajdujemy chyba ruiny zamku, bardziej &amp;quot;chyba&amp;quot; niż &amp;quot;ruiny&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem dojeżdża wsparcie z Myszkowa. W piątkę ruszamy do Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskiniowy gwóźdź programu szybko klasyfikujemy jako „byłem, widziałem, nie wrócę”. Jaskinia niepokojąca, długa i piękna. Miejscami krucho, miejscami ciasno, są też chodniki po których można biegać będąc  w pełni wyprostowanym. Przechodzimy przez wszystkie główne ciągi, zwiedzając dodatkowo ciekawsze boczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziura zdecydowanie warta uwagi, jakiej formy nacieku by sobie człowiek nie wymyślił – taką znajdzie w Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzimy z jaskini z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;
Dziękujemy Speleo-Myszków za otwarcie obiektu 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fberkowa_ostreznicka_wierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: kaniony okolic Chiusaforte (Alpy Karnickie - Alpy Julijskie- Prealpy Julijskie)|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|13 - 16 09 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz trzeci udało nam się wybrać w rozpoznany już rejon kanioningowy. Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich skrupulatnie obserwowaliśmy przed wyjazdem pogodę i trafiliśmy w dychę – słońce, ciepło i co najważniejsze odpowiednie przepływy wody pozwoliły nam zrealizować cały plan. Odwiedziliśmy 4 kaniony najlepiej oddające klimat rejonu. Standardowo wyjazd w środę późnym wieczorem – na miejscu ok. 5 rano. Krótka regeneracja i na pierwszy ogień, lub lepiej napisać wodę poszedł Rio Ronce (v3a3III). Kanion typowo rozgrzewkowo-zabawowy, krótkie podejście około godziny a w środku wszystkiego po trochu; zjazdy, skoki, tobogany. W piątek zrobiliśmy Simona dolną część (v4a4V). Opisując go można cytować bardziej doświadczonych od nas kolegów z SDG  „Rio Simon jest jednym z najpiękniejszych kanionów Alp Karnickich. Woda jest w nim krystalicznie szmaragdowa, ściany są utworzone z białego, czystego wapienia. Kanion jest głęboki i wąski, lecz mimo to pełen słońca, które sprawia, że zdaje się być przyjazny i dostępny” – nic dodać nic ująć. W sobotę zmierzyliśmy się z Rio Cuestis (v5a3III). Początek zapowiadał się całkiem nieźle – parę mis do których udało się skoczyć. W środkowej partii woda zanika i do końca staje się suchy. Brak wody nie rekompensowały nam pionowe zjazdy dochodzące do 70 m. Dla nas grotołazów zjazdy powiedzmy sobie szczerze to trochę nie to czego szukamy w kanionach. No ale na wiosnę przy dużej wodzie to musi być fest…Niedziela na deser pobudka o 6.30 i o 8.00 maszerujemy w stronę Frondizzona (v4a2III). Kanion krótki ale intensywny. Zaczyna się 35 m. kaskadą z silnym strumieniem w końcowym odcinku zjazdu „zrywającym buty”. Potem skoki, pływanie, zjazdy wszystko w mocno wciętym a czasem zasklepionym kanionie. Dobre zakończenie wyjazdu. W Mikołowie jesteśmy o 22.00. &lt;br /&gt;
Uwaga: osoby planujące wyjście do Rio Cuestis – zły opis długości potrzebnej liny na stronie http://www.descente-canyon.com/canyoning/canyon-description/22007 . Myśmy mieli 73 + 58 i na najdłuższej kaskadzie było na styk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyceny trudności kanionów dla zainteresowanych:  http://v7a7.pl/skale-i-trudnoci/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKaniony-Italia&lt;br /&gt;
      &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Klimczok |Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|16 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią. Stamtąd, aby nie dojść zbyt szybko na Klimczok, skręcamy na szlak w kierunku Wapienicy. Pogoda idealna na takie spacery, słońce, nie za ciepło, nie za zimno, nie padało. Dużo grzybów, żadne z nas nie przepada za tym przysmakiem, ale jak widać większość ludzi już tak. Praktycznie każdy turysta, którego mijaliśmy niósł siatkę wypełnioną właśnie grzybami. Po zejściu do Doliny Wapienicy, przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie zatrzymujemy się na obiad, a później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy, zajadając domowe ciasteczka owsiane 😊. Z Klimczoka kierujemy się z powrotem na Błatnią i dalej do auta w Brennej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem na Magurę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 09 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku zrobiłem sobie ciekawą trasę na rowerze górskim. Z Szczyrku częściowo szlakiem, częściowo leśną drogą podjazd do schroniska pod Klimczokiem (skwar utrudniał zadanie). Potem przez szczyt Magury (1109) żółtym szlakiem do Mesznej. Zjazd trudny technicznie, sporo dużych kamieni lub trawiaste stoki, na których kiepsko wychodzi hamowanie. Zjeżdżałem tu pierwszy raz więc była to swego rodzaju nowość. Z Mesznej ładnym szlakiem rowerowym wracam do Szczyrku tuż przed ogromną nawałnicą. Grad wielkości kurzych jaj dewastował samochody a główna droga w Szczyrku zamieniła się w rwącą rzekę. W tym czasie już jednak siedziałem w knajpce na lodach z znajomymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Szczyrk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Königsjodler |Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |18 08 2018}}&lt;br /&gt;
Razem z Sarenką i Michałem postanowiliśmy zejść z Gölla dzień wcześniej, żeby wejść jeszcze na szczyt Hochkönig(2941m) przez ferratę Königsjodler.&lt;br /&gt;
Zaparkowaliśmy samochód na parkingu przy wejściu na szlak, po czym okazało się, że nie mamy gazu. Próby zakupienia w okolicznych wioskach były oczywiście nieskuteczne. Na całe szczęście pierwszy Austriak, którego zapytaliśmy o możliwość zakupu, podarował nam swój kartusz. Rozbiliśmy się na parkingu, a towarzyszyło nam niespodziewanie dużo osób, w tym grupa Czechów, z którą w następnym dniu kilkukrotnie się mijaliśmy.&lt;br /&gt;
Rano powitała nas całkiem przyzwoita pogoda, choć szczyty były zakryte chmurami. Szczęście znów nam dopisało. Im wyżej wychodziliśmy, tym chmury wznosiły się wyżej, odsłaniając poszarpaną grań, przez którą prowadziła ferrata. Pomiędzy kolejnymi szczytami musieliśmy pokonać „skok młodej panny”, most linowy i tyrolkę. Część odcinków pomimo sztiftów wymagała siły i wytrzymałości. Na szczyt dotarliśmy po paru godzinach wspinaczki, znów mijając wcześniej wspomnianych Czechów (którzy, jak to stwierdzili, uzupełnili witaminy i minerały w schronisku pijąc piwo). Po chwili oddechu na szczycie zaczęliśmy schodzenie. Początkowo po piargu, dość sypkim, o czym miałam się okazję przekonać zjeżdżając pewien odcinek w dół. Schodzeniu towarzyszył piękny zachód słońca oświecający zdobyty tego dnia szczyt i pomniejsze szczyty. Noc spędziliśmy ponownie na parkingu. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną, zahaczając o Lechovice. &lt;br /&gt;
zdjęcia w galerii &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa Goll'2018 |Mateusz Golicz (kier.), Miłosz Dryjański (KKS), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Ola Skowrońska (WKTJ), Jacek Szczygieł (KKS), Darek (KKS) |04 - 26 08 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja z pierwszych dwóch tygodni, z mojej i Iwony perspektywy. Iwona prześle osobno swój punkt widzenia  :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczna wyprawa odbyła się w terminie od 4 sierpnia do 26 sierpnia. My z Iwoną mieliśmy tegoroczny urlop tak zaplanowany aby być przez pierwsze dwa tygodnie. Cała ekipa spotkała się w piątkowe popołudnie u Sarenki i Michała, gdzie spakowaliśmy wszystkie rzeczy i wyjechaliśmy w stronę Austrii. Dojechaliśmy nad ranem, także był czas aby się jeszcze przespać. Po drzemce szybkie spakowanie big bag'ów i czekanie na helikopter. Na szczęści w tym roku śmigło było o czasie i nie zaskoczył naś za wczesnym przylotem. Resztę dnia spędziliśmy na rozkładaniu bazy oraz planowaniu zadań na następne kilka dni. Ze względu na ograniczony zasób ludzki mnie i Iwonie przypadło więcej zadań niż w zeszłym roku... i bardzo dobrze ;) &lt;br /&gt;
Drugie dnia Mateusz i Ja poszliśmy do Mondholle. To była moja trzecia jaskinia po Gammsteigu i Dependance w tym masywie. Muszę przyznać, że do miejsca gdzie zjechaliśmy była czysta;) Jednak główną jej atrakcją to były skamieniałości, które występowały często i gęsto ;) Dla mnie bardzo fajna akcja rozgrzewkowa, przy której miałem okazję poznać trochę teorii i praktyki związanej z poręczowaniem. Następnego dnia powtórka Mondholle z Olą i kolejne kilka metrów jaskinia puszcza. Kolejne kilka akcji mam w Gamssteighöhle. Inni ze sukcesem szukali nowego obejścia do biwaku, ja tym czasem z innymi staraliśmy się udogodnić nową drogę, a to przeporęczować ją lub przekopać gdzie było za ciasno. Po połączeniu nowej drogi (gdzie to w magiczny sposób kominy staly się nagle studniami) czekał nas deporencz swoistej legendy tj. Klappachera. Jak dla mnie historyczny moment. Przecież tyle lat nas klappacherem straszyli, a tu już zdeporenczowany. Czym teraz straszyć nowych kursantów??? Na kolejne dni pracy było wbród, więc uczestniczyłem w rozkładaniu kabla telefonicznego, deporenczu, transporcie i innych. Po tygodniu doszedł do nas Darek z Małym. Akurat z Darkiem dostaliśmy wolną rękę na eksplorację Dependance. Mieliśmy sporo rozmyślania w którą stronę pójść i ostatecznie wybraliśmy się w stronę okienka pilnowanego przez dużą wantę, która skutecznie nam przeszkodziła i mieliśmy z pod niej wycof. Z Darkiem stworzyliśmy jeszcze zespół pomiarowy, dzięki czemu plan jaskini zyskał kilka metrów. W między czasie odwiedził nas kolega Małego tzw. Money (przynajmniej tak zrozumiałem ;). Gość w dom, Bóg w dom, także wieczory spędziliśmy na wspólnych pogawędkach, opowiadaniach o innych wyprawach i anegdot. Wieczory bardzo były przyjemne, przy wspólnym biesiadowaniu. Jedną z niepojętych rzeczy w tym roku był codzienny upał. Istnie nie gollowska pogoda, która spowodowała, że za deszczem patrzeliśmy nie raz z utęsknieniem... Resztę o jaskiniach i ferracie dopowie Iwona :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując Gölla 2018, nasze działania skupiły się na jaskiniach:&lt;br /&gt;
Gamssteighöhle: połączyliśmy biwak z otworem przez Jaskownicę, tym samym umożliwiono przejście na biwak bez przechodzenia przez ulubione przez wszystkich meandry; prace na najgłębszym przodku - przejście krótkiego meandra, zjechanie kolejnych studni do głębokości ok.-725m; i na koniec zaskakująca wspinaczka za Koniem do największej sali w Gamssteigu&lt;br /&gt;
Dependance: wspinaczka, która dalej się kontynuuje - pozostało ok.10m i na górze optymistycznie wieje&lt;br /&gt;
Mondhöhle: zaporęczowaliśmy do ok. -320m, a studnie ciągną się dalej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten rok był wyjątkowo upalny. Miłosz skonstruował stojący prysznic, Mateusz zaordynował kupno zapasu mydła i szamponu, i prawie mogliśmy się prysznicować w promieniach słońca, tyle że … brakowało wody! Z problemem poradziliśmy sobie przynosząc śnieg z otworu Częstochowaschacht. A i tam spod śniegu wyłonił się otwór jaskini, jeszcze niezbadanej…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojego punktu widzenia, najciekawszym było własne poręczowanie i zejście na biwak. Razem z Małym zjechaliśmy do studni, której jedno dno było piaszczyste – mogłam z pełną satysfakcją stawiać tam pierwsze kroki, których odciski było wyraźnie widać ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FGoll-2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PORTUGALIA: wędrówka z Faro do Fatimy |&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os. tow.), Dominika (os. tow.)|31 07 - 21 08 2018}}&lt;br /&gt;
Przeważnie piesza wędrówka wzdłuż wybrzeża Atlantyku na odcinku Faro - Lizbona (ok. 250 km). Droga wiodła plażami, klifami, lasami oraz przez małe miejscowości. Dalej z Lizbony do Fatimy. Po drodze najdalej na zachód wysunięty przyl. Europy - Cabo de Roca. Szersza relacja później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - grań Otargańców |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 08 2018}}&lt;br /&gt;
Jeden z bardziej odosobnionych i osobliwych szlaków słowackich Tatr. Wiedzie urozmaiconą granią między dol. Jamnicką a Raczkową z pięknymi widokami na niemal całe Tatry Zach. Trudności technicznych brak ale jest wysoko. Zwieńczeniem jest drugi co do wys. szczyt Tatr Zach. - Jakubina (Raczkowa Czuba) - 2194. Stąd przez Jarząbczy i Kończysty schodzimy do dol. Raczkowej. Krótki odpoczynek przy szałasie pod Klinem (Starorobociański Szczyt) a następnie szybko w dół do wylotu Wąskiej Doliny. Cały dzień piękna pogoda a na naszym szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Całość trasy to ok. 20 km i 1600 m przewyższeń. Czas przejścia - 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOtargance&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Skarżyc |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 07 2018}}&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy teren w okolicach Skarżyc pod kątem obiektów jaskiniowych. Oprócz 2 dość ciekawych lejów nic ciekawego nie odkryliśmy. Nadchodząca nawałnica przegnała nas do auta. Udało się zebrać trochę grzybów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Sauerland - jaskinia Witte Kuhle |Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 - 22 07 2018}}&lt;br /&gt;
Sauerland to wyżynno-górzysta kraina w środkowych-zachodnich Nieczech o dość ciekawej budowie geologicznej. Nie brakuje tu wapienia i związanych z nim zjawisk krasowych. W pobliżu miejscowości Marsberg znajdują się wapienne wzgórza. Dawno temu były tu kamieniołomy a ich pozostałości widoczne są po dziś dzień. W okolicy jednego z nich jest jaskinia Witte Kuhle (czasem zwana Białą Jaskinią). Potężny otwór z tego co się dowiedziałem z skąpych informacji był w pradawnych czasach siedzibą ludzi pierwotnych a obecnie dobrym miejscem na pikinik. Mało kto jednak zapuszcza się w głąb tej jaskini. Gdy tylko Paweł przekazał mi te informacje postanowiliśmy przy pierwszej okazji zbadać temat co w sumie owocowało trzema akcjami do tej dziury. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża sala wejściowa kończy się półką nad okapem. Aby się tam dostać trzeba strawersować po wąskiej perci ścianę skalną. Za półką korytarz ciągnie się na wschód rozdzielając się w kilku miejscach i łącząc się później w &amp;quot;centralnej&amp;quot; sali. Penetrujemy jaskinię dość dokładnie. Dalsze sale posiadają grube namuliska sięgające niemal stropu. Udaje mi się wpełzać dalej w głąb masywu aż do miejsca gdzie moje gabaryty nie przystawały do wysokości. Widać jednak, że jaskinia się kontynuuje dalej w wgłąb masywu. W trakcie &amp;quot;chodzenia&amp;quot; po jaskini zauważyliśmy kilka miejsc gdzie po poszerzeniu namulisk można by przedostać się dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Namalowane sporadycznie strzałki na ścianach oraz ślady świadczą o obecności grotołazów w tej jaskini. Brak jakichkolwiek śmieci też potwierdza fakt rzadkiego pobytu tu ludzi. Wobec braku informacji n.t. tej dziury chcieliśmy ją początkowo skartować (skartowaliśmy wstępne partie) sądząc, że to niewielka dziura. Jednak po jej przejściu stwierdziliśmy, że trzeba na to znacznie więcej czasu i może przy następnej okazji to zrobimy (to co najmniej kilkaset metrów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz działania w jaskini na rowerze objechałem cały teren w celu rozeznania uwarunkowań dot. tutejszego krasu gdyż penetrowana przez nas jaskinia posiada przepływowy charakter. Teren jest częściowo rolniczy, częściowo zalesiony co trochę utrudnia dostęp do całego terenu. Po za tym w starym kamieniołomie widnieje jeszcze jeden otwór do którego się trzeba wspiąć lub zjechać. Być może to tylko ślepa dziura lecz warto to zbadać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|USA/KANADA: na rowerach przez góry Alaski i zach. Kanady |&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|05 06 - 14 07 2018}}&lt;br /&gt;
Kontynuacja rowerowej podróży sprzed 9 lat. Przejechano górski odcinek północny od Anchorage na Alasce poprzez kanadyjskie terytorium Jukon, Kolumbię Brytyjską do Calgary w Albercie. Szerzej o wyprawie tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:USA/Kanada_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAlaska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: ferrata na Jägihorn |Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2018}}&lt;br /&gt;
Po raz kolejny odwiedzamy siostrę Karola w Szwajcarii w trakcie przedłużonego weekendu. Oprócz spacerów po okolicy Lucerny udaje nam się zrobić jedną via ferratę, na którą w zeszłym roku brakło nam już czasu. Prowadzi ona na szczyt Vorgipfel (3150m n.p.m.), a następnie Jägihorn (3206m). Wyjechaliśmy przed 6, na szlaku jesteśmy o 10. Pogoda idealna, słońce,  lekki wiatr,  niewielkie zachmurzenie. Sama ferrata była najtrudniejszą jaką do tej pory robiliśmy. W miejscach gdzie ściana była pionowa, a chwyty nieoczywiste przydały się umiejętności wspinaczkowe. Znowu przekonujemy się o fantazji Szwajcarów tworzących via ferraty - główną atrakcją drogi był most zawieszony pomiędzy dwoma ścianami. Idąc w górę mogliśmy oglądać innych wspinaczy pokonujących most, co u mnie powodowało silne ukłucie stresu. Pocieszające było to, że w razie niepowodzenia można go obejść dołem. Przed samym przejściem mostu nie mogę się zdecydować, co jest mniej stresujące: czy iść pierwszą i mieć to za sobą, czy zobaczyć, że jak Karol przez niego przebiega i to powtórzyć. Postanowiłam nawet liczyć stopnie, ale po dziesięciu presja była na tyle duża, że się pogubiłam :) Ostatecznie Karol ratuje mnie informacją, że jest dozwolone przejście w dwójkę i tak też robimy. W końcu przychodzi czas na najprzyjemniejsze, czyli wyjście na sam szczyt i podziwianie widoków z góry. Po krótkiej przerwie szybko schodzimy w dół i ruszamy w drogę powrotną do Lucerny jednocześnie żałując, że mamy tak daleko do tak wspaniałych miejsc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fferrata&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami MTB po pograniczu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 07 2018}}&lt;br /&gt;
Start w Krzyżowej. Przez Krzyżówki górskim szlakiem rowerowym nie złym podjazdem osiągamy Watówki i dalej do granicy słowackiej w okolicy Głuchaczek. Apogeum jest na Jaworzynie (1045) a dalej dość trudnym technicznie zjazdem obniżamy się na Przeł. Półgrską. Jakoś nie udało nam się znaleźć na polskim szlaku zjazdu na Słowację. Na przełaj przez las po uprzednim rozeznaniu terenu docieramy do zrywkowej drogi i nią zjeżdżamy nie bez trudności do doliny Polhoranki. Tu starą asfaltową drogą jedziemy do Oravskiej Polhory odświeżając się po drodze w rzece. Potem podjazd drogą na przeł. Glinne i piękny zjazd do Korbielowa. Aby trochę przedłużyć wycieczkę do Krzyżowej docieramy systemem szlaków rowerowych o urozmaiconej konfiguracji. Cały dzień piękna pogoda, która podkreślała jeszcze bardziej odcienie soczystej zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMTBJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - W drodze do Jaskini Litworowej|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Adam Tulec, &amp;lt;u&amp;gt;Staszek Dacy&amp;lt;/u&amp;gt;|06 07 2018}}&lt;br /&gt;
W planie jaskinia Litworowa. Po cierpkiej (dla niektórych) nocy pod namiotem (Fjorda Nansena – serce rośnie:D) piękny poranek. Z małą obsuwą, ale i tak przed 8 ruszamy do doliny Małej Łąki – miła odmiana po ostatnich startach z Kir. Na Przysłopie piękna pogoda. Skoruśniak też poszedł szybko, szczególnie że to kolejny raz z rzędu – już znany, a jeszcze się nie przejadł. Poza tym większość lin czeka na górze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebo czyste – po drodze opisujemy okoliczne widoki – w końcu w ostatnich tygodniach jesteśmy już trzeci raz w Tatrach, a pierwszy raz coś widać. Mówimy sobie – w końcu ładna pogoda. Docieramy pod Kobylarzowy Żleb, już niedaleko, tylko trochę pod górę. Na niebie pojawiają się chmury. Po dojściu na Czerwony Grzbiet pogoda zmienia się diametralnie, momentalnie zaczyna padać. Zdążyliśmy dojść do rozwidlenia ścieżek do jaskini Litworowej i pod Wantą, lało już niemiłosiernie. Biegniemy po liny, a część idzie pod otwór. Grzmi. Zaczyna padać grad o średnicy ponad centymetra, trzeba chronić głowę. Worki znaleźliśmy bez problemu. Przeczekaliśmy burzę przy jaskini pod Wantą, reszta w rejonie otworu. Gdy chcemy ruszyć do reszty, gdzieś w pobliżu znów uderza piorun i czekamy. Kiedy w końcu docieramy pod otwór, jesteśmy kompletnie przemoczeni, reszta ekipy na nasz widok zakłada plecaki. Zalecono odwrót z pełnym poparciem. Kiedy z powrotem wychodzimy na szlak pomimo deszczu i chmur, w rejon Giewontu leci śmigłowiec. Powoli przestaje padać, zlało nas znowu za Przysłopem. Wsiadamy szybko do samochodu, na polu namiotowym nikt nie chce z niego wysiąść. Zadziałało dopiero hasło: „Idziemy na herbatę i ciacho” - zrozumiecie jak zobaczycie zdjęcia. Pozdrawiamy z Polany Rogoźniczańskiej :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. W zeszłym tygodniu to jednak było pięknie:D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Flitworowa_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Kanale Gliwickim|Bianka Witman Fulde, Tadek, Basia, Ania, Adam, Agnieszka Szmatłoch, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jola i Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej, Monika i Henryk Tomanek, Lucek, Jurek i wiele innych osób (ponad 70 osób)|04 07 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udział w urodzinowym rejsie Bianki w rozrywkowych klimatach z tańcami przy wspaniałej muzyce (głównie lat 70-tych). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska , Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Wanda Cacha z sopockiego KTJ, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec, Stanisław Dacy|30 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było Zimno!!! Mam nadzieję, że kursanci napiszą trochę więcej niż ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten weekend zdecydowaliśmy  się z Iwoną potowarzyszyć Rysiowi i  Kursowi w wycieczce do jaskini Pod Wantą. Wyjechaliśmy nad ranem z Katowic i po 8 czekaliśmy przy wejściu do Doliny Kościeliskiej na resztę ekipy. Szybko przypominaliśmy sobie topografię, a nuż Rysiek zapyta, więc trzeba będzie błysnąć wiedzą. Po chwili przyszedł Rysiek z kursem, gdzie obok Magdy, Adama i Staszka była kursantka Wanda od naszej znajomej i wesołej ekipy z Sopotu, których poznaliśmy na wypadzie do Serbii. Pogoda była nijaka, trochę wiało, pochmurno, mokro i zimno. Dziarskim krokiem przeszlyśmy Kobylarz, który nie okazał się jakimś wyzwaniem. Może to brak lin na plecach to spowodował? Śmiało można było rzecz, że ogarneła nas &amp;quot;nieznośna lekkość butów&amp;quot;. Po drodze zgarneliśmy Kaję. Pomimo mgły, jasknie znaleźliśmy bez problemu. Nawet nie wiem, jak na swoim kursie mogliśmy jej szukać przez godzine?! Kurs przygotowany, szybko się przebrał i zaczął poręczować. Szkoda, że sami nie mieliśmy okazji czegoś zaporęczować, bo ćwiczyć zawsze trzeba, a kończąc kurs nie można usiąść na laurach. W drodze powrotnej złapała nas ciepła letnia śnieżyca:) &lt;br /&gt;
Następnego dnia po wyspaniu się, zrobiliśmy szybki treking Kuźnice-Murowaniec-Czarny Staw-Karb pod Kościelcem- Kuźnice. Na szlaku pogoda w kratkę. Czasem słońce czasem deszcz. Turystów nawet spora ilość jak na panujące warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Skawą|Tadek Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Justyna, Bianka Fulde-Witman, Bożena Kołodziej oraz osoby tow. m. in. - Grzegorz Burek, Kinga, Marcin, Jan Kempny, Basia Borowiec i 15 innych osób tow.|23 - 24 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach padał śnieg a niżej deszcz. Jadąc na miejsce startu nic nie wskazywało na zmianę sytuacji. Decydujemy się nawet na skrócenie spływu z Wadowic (planowaliśmy od zapry w Świnnej Porębie). Jednak z chwilą wodowania deszcz ustał i spływ odbywał się w całkiem przyzwoitej pogodzie choć bez upału. Sama rzeka ciekawa, bez nudnych fragemtnów, wymagająca uwagi. Po drodze fajny biwak w Grodzisku. Jak zawsze ognisko, śpiewy i opowieści. Spływ kończymy w Podolszy. kilka osób z 14 załóg debiutowało i nie obyło się bez nieprzwidziaych kąpieli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSkawa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w Jaskini Marmurowej|Mateusz Golicz, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec |23 06 2018}}&lt;br /&gt;
Nie możemy z Bogdanem zabrać kursantom przyjemności pisania opisu z wyjścia kursowego, więc o jaskini nie napiszemy nic. Możemy jedynie dodać, że dojeżdżając w sobotę z rana, wyruszyliśmy na szlak dużo po kursantach i ekipę zobaczyliśmy dopiero pod otworem. Dosłownie! była taka mgła, że dochodząc pod otwór słyszeliśmy jakieś głosy i szczęk szpeju, ale cokolwiek zobaczyliśmy dopiero będąc prawie tuż przed Mateuszem i resztą. Po wyjściu z jaskini mgła i ziąb taki sam, jeśli nie większy, do tego dopadła nas pierwsza śnieżyca tego lata. &lt;br /&gt;
Kilka ujęć dla stęsknionych zimy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmarmurowa_kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB na Baranią Górę|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Uznajemy, że w końcu trzeba zrobić sobie krótką przerwę w remontowaniu. Ja mam ochotę pojechać w góry, Łukasz na rower. Postanawiamy zadowolić każdego z nas i połączyć nasze zachcianki. Tym sposobem trafiamy z rowerami do Wisły i kierujemy się na Baranią Górę. Choć jesteśmy dość wcześnie, bo wyruszyliśmy jak tylko Łukasz skończył nocną zmianę to i tak już spotykamy na szlaku ludzi – głównie biegaczy, których tego dnia jest całkiem sporo (chyba jakieś zawody…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do schroniska podjeżdżamy spokojnie, drogą asfaltową, nawet specjalnie się nie męcząc. Wyżej jest gorzej. Stromo i kamienie. Ale to nie szkodzi, pchamy rowery pod górę, bo wiemy, że ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Udaje nam się trochę popedałować na grani i na szczyt wjeżdżamy, a nie pchamy. Tam trochę przerwy. Ja wchodzę na wieżę widokową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia, początkowo rowery musimy sprowadzać, później poruszamy się mieszanką zjazdu, odpychania się i sprowadzania. A potem zaczyna się asfalt. Patrzymy na siebie z porozumiewawczym błyskiem w oku, bo wiemy, że teraz ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Po parunastu minutach docieramy pod samochód z wiatrem we włosach i szczęściem na twarzy, na nowo naładowani energią do dalszej pracy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z naszego wyjazdu:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania%20gora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Januszkowe Skały|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Na kolejny wypad wybraliśmy z Iwoną skałki które leżą w miarę blisko nas. Wybór padł na Januszkowe Skały. Ruch pod skałą całkiem duży, ale wciąż nośny. Iwonie padła kolejna VI.1+, którą ja później przeszedłem z górną asekuracją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2018}}&lt;br /&gt;
W Tatry wkracza lato, czego doświadczamy na podejściu w parnym powietrzu. Akcja w dziurze do Bajora, które zalane było po strop. W zamian wychodzimy po linie kilkadziesiąt metrów ponad Brązowy Próg (szczelinowaty komin zawęża się do wiszącego zawaliska) oraz zjeżdżamy do korytarza Mamutowego z nieznanej nam dotąd pochylni. Odwiedzamy jeszcze inne zakamarki i wychodzimy z dziury wcześniej niż to planowaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/CzarnaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Łabajowa i wspinaczki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z delegacji nic innego nam nie pozostało jak w końcu wspólnie z Iwonką skoczyć po pracy na skałki. Tym razem nasz wybór padł na podkrakowskie skałki - Łabajową. Ja bez większych sukcesów, widać, że troszkę czasu mi zajmie rozchodzenie się, natomiast Iwona nie próżnowała w kwietniu i w mają, jak ja kiblowałem w stolicy i pokazała swoje pazurki robiąc w drugim podejściu VI.1+. Duma mnie rozpiera, że tak ładnie jej w tym sezonie idzie, a przecież jeszcze całe wakacje przed nami!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty autoratownictwa PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja K. oraz członkowie różnych klubów PZA|09- 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach miałem napisać relacje już w niedziele po powrocie, ale dwa dni zajęć z autoratownictwa wymęczą człowieka strasznie, tak jakbym został przeżuty, a później wypluty. Warsztaty zaczęły się z sobotniego rana, na górze Birów. Miałem przyjemność zaporęczować stanowisko do ćwiczeń, po którym sobie obiecałem, że w przyszłym roku muszę pójść na szkolenie z poręczowania  ;) Nasza ok. 20 osobowa grupa została podzielona na 4 grupy i każda grupa miała ćwiczyć po jednej z technik: uwalnianie poszkodowanego z przyrządów zjazdowych, zaciskowych oraz transport poszkodowanego metodą hiszpańskiej przeciwwagi i za pomocą bloczka microTraxion. Jako ostatnią technikę poznałem metoda hiszpańskiej przeciwwagi. Muszę przyznać, że wraz z koleżanką z warszawskiego klubu, z którą byłem w parze, nie wiele z niej nauczyliśmy. Po 7-8 godzinach cierpień ciężko przyjąć nową wiedzę. Wieczorem było ognisko, przy którym pogadałem z ludźmi z innych klubów, szczególnie że było kilka osób z speleomajówki z Serbii. W niedzielę o 8.15 staliśmy znów pod ścianą i tym razem ćwiczyliśmy: przejazd z poszkodowanym przez punkt, węzeł oraz ratowanie poszkodowane z trawersu i tyrolki. Było ciężko się przełamać, aby znów uprząż włożyć. Ćwiczyliśmy do 16. Później szybkie podsumowanie i każdy ruszył w swoją stronę. Było to moje drugie szkolenie z PZA i jestem z niego bardzo zadowolony. Najważniejszą aby ćwiczyć regularnie techniki autoratownictwa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 42-lecie klubu w Piasecznie|Basia i Tadek Szmatłoch, Julia, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Justyna, Basia,  Irek Olearczuk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzenna i Ryszard Widuch, Wojtek Orszulik, Bartek, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Agnieszka i Grzegorz Szczurek z dziećmi, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Olek Kufel z córką|08 - 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na starym, jakże uroczym miejscu w Piasecznie spotkaliśmy się po raz kolejny z okazji obchodów 42-lecia klubu. Każdy spontanicznie robił to co chciał. Niektórzy się wspinali, inni wspominali miniony czas a także snuli plany na przyszłość, a wszystko w pięknej pogodzie przy cudownej bryzie. Godziny wieczorno-nocne spędzamy przy ognisku koncentrując przy wsparciu dwóch gitar, bębna i instrumentu &amp;quot;australijskiego&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Babic na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadwerężenie łokcia po grach w badmintona powoduje, że muszę ograniczać sporty angażujące kończyny górne. Kolejny więc wyjazd na rowery po rzadziej uczęszczanych zakątkach Jury. Lawirując między czarnymi chmurami w akompaniamencie bliższych lub dalszych grzmotów pokonujemy niezbyt długą lecz ciekawą trasę o dość dużych jak na Jurę przewyższeniach. Z Babic ostry podjazd pod zamek a dalej łagodnym grzbietem do Regulic. Po drodze krótka przerwa w tzw. Starym Dworzysku. Potem szalony zjazd do Regulic i dalej tzw. wąwozem Simoty. W pewnym momencie szlak pieszy i rowerowy odbijają na przeciwległe zbocza a my chcąc sobie skrócić drogę podążamy prosto doliną. W końcu ścieżka zanika a my przedzieramy się przez gęstwiny traw i pokrzyw, które po ulewnym deszczu nie żle nas moczą. Dalej teren zamienia się w bagnisko więc uciekamy do pobliskiego lasu i nim nie co okrężną drogą osiągamy zamierzony kierunek. Z Płazy wracamy drogą do punktu startu. Mimo przetaczających się obok burz zostaliśmy tylko trochę zroszeni z góry i już bardziej od dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Babice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szybki wypad na Romankę|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|31 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie tygodnie spędzam w pracy na wygnaniu na dalekiej północy otoczony  betonową dżunglą, która mnie prostego chłopaka zbyt przytłacza. Ponadto ostatnie weekendy spędzaliśmy z Iwoną jak nie na weselu, to na komunii, więc na ten wolny czwartek czekałem jak na małe zbawienie, aby uciec trochę od tego zgiełku i spędzić kilka chwil na szlaku. Mój wybór padł na Romankę,  którą odwiedziłem dość dawno temu i na dodatek w zimę. Wyjechałem w miarę wcześnie i szlaku byłem ok. godz. 8, a startowałem z Żabnicy, z której to niebieskim szlakiem przez Halę Boraczą, a następnie zielonym i żółtym szlakiem doszedłem na Romankę, a ze szczytu niebieski i czerwonym z powrotem  do Żabnicy. Dłuższy popas zrobiłem w schronisku na Rysiance. Ludzi początkowo żadnych na szlaku, ale czym bliżej schronisk tym częściej inni turyści się pojawiali. Pogada super, z nieba lampa (i chyba dlatego byłem tam ostatnio w zimie ;), widoki piękne, szczególnie na Babią Górę i Pilsko, ale Małą Fatrę też było dobrze widać. Pętla liczyła ok. 28 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY/SŁOWACJA: Lysa Hora i wspin w Sulowie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rudi (os. tow.)|19 - 21 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Sulova w Beskidzie Śląsko-Morawskim wypad na Lysą Horę (1323). W Sulovie wspinaczka w grupie skał Javor o trudnościach V+ - VI.1. Niektóre drogi źle obite. Noclegi na kampingu. Cały czas piękna pogoda i mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Środkowa Jura na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawać się mogło, że znamy Jurę na wylot lecz ta wycieczka znów pozwoliła nam „odkryć” nowe ścieżki, skały, szlaki. Na rowerach start z Żerkowic i dalej trasą: Karlin (przejeżdżamy piękny jar) – zalew w Siamoszycach (szlak na północ wiedzie rozległymi lasami i polami, wskazana nawigacja GPS) – Kroczyce – Kostkowice (zalew) – okolice jaskini Głębokiej (jest nowy otwór jaskini na potrzeby turystów a stary, którym niegdyś wchodziliśmy do dziury został zasypany) – Rzędkowice (odpoczynek w naszym, klubowym, starym miejscu biwakowym za skałkami) – Skarżyce (odwiedzamy Okiennik okupywany przez wspinaczy) i po ok. 40 km kończymy trasę w Żerkowicach. Trasa bardzo ciekawa po względem terenowym, wymagająca czasem ciut techniki i kondycji. Dla nas dodatkowo dość sentymentalna gdyż ponad 40 lat wyjazdów w ten rejon sprawia, że z niemal każdym zakątkiem tej ziemi wiążą się jakieś wspomnienia sytuacji i osób, zwłaszcza w aspekcie wczorajszego pożegnania naszego kolegi Piotra Widucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSrodkowaJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|19 05 2018}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy do Przeciwstoku, pod IV Płytowcem. Litworowa jest bardzo urozmaiconą jaskinią, byłem w niej bodajże siódmy raz i nie żałuję. Skoruśniak na powrocie niezmiennie jest okropny, zwłaszcza jeśli niesie się tyle lin w dwie osoby. Pogoda umiarkowanie dobra, chwilami trochę mgliście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wąwóz Kraków|Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2018}}&lt;br /&gt;
Jako asystenci naukowca wybraliśmy się na legalną przebieżkę po Wąwozie Kraków. Celem badań Jacka nie jest tym razem poszukiwanie swoistych kuriozów, a raczej zachwianie posadami dotychczas obowiązujących teorii. Konkretnym celem tego niedzielnego wyjścia było zaś pobranie próbek z siedmiu nisko położonych jaskiń: Dziurawiec, Pod Smrekiem, Pod Okapem, z Mostami, Ciasnej, Zakosistej i Dudziej Dziury. Uzyskaliśmy niespodziewanie dobre rezultaty, bo sensowny materiał udało się wynieść z Ciasnej oraz z Dudziej Dziury; może coś też wyjdzie z próbki z Pod Smrekiem. Najdłużej zajęła nam akcja w Dudziej Dziurze (23 m długości). Żeby dostać się do rury prowadzącej na dno musieliśmy uprawiać całkiem poważną jogę, twarzami przy tym niemal dotykając wielkich i strasznych pająków. Było warto, bo na dnie można było wyraźnie odczuć takie rasowe, jaskiniowe wrażenie dna. Nie było syfonu, ale po prostu czuło się, że to już koniec jaskini, że teraz już zobaczyliśmy wszystko i trzeba skupić się na powrocie. I co najlepsze, tam właśnie na dnie była nagroda: tam znaleźliśmy najlepszy materiał do pobrania!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy też Zakosistą - bardzo ciekawy obiekt jak na 131 m długości, do którego nawet wcisnęliśmy Monikę. W przypadku jaskini z Mostami oraz pod Okapem postanowiliśmy nie ryzykować życia w imię chwiania posadami tych dotychczas obowiązujących teorii. Przyznaję, że może zgrzeszyliśmy nadmiarem optymizmu zakładając, że wywspinamy  w ubłoconych trekach 10 metrów trudności III+, które zapowiadał opis dojścia do otworu Jaskini z Mostami. Ale tego, że ta droga trójkowa będzie przewieszona(!), to już naprawdę nie mieliśmy jak przewidzieć. Najwyraźniej w 1977, kiedy zapewne powstał opis dojścia, trudność III+ znaczyła trochę coś innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojście do jaskini Dziurawiec okazało się być zasłane padłymi świerkami. Wyglądało jak dobry tor przeszkód na ćwiczenia żołnierzy sił specjalnych. Zapoznaliśmy się jeszcze raz z opisem i doszliśmy do wniosku, że chyba i tak nie będzie tam dobrego materiału do badań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach była idealna pogoda na wycieczki: słonecznie, ale nie skwarnie. Ludzi też jakoś mało. Zdaniem mieszkańców Zakopanego, podobno weekend przed i weekend po &amp;quot;majówce&amp;quot; należą do rzadkiej w Tatrach kategorii pod tytułem &amp;quot;poza sezonem&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sokole Góry - Egzamin na Kartę Taternika|Jacek Szczygieł (KKS), Mirek Kopertowski (SGW) z podopiecznymi, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kursanci KKS/SDG: Łukasz, Dominik, Asia, Adam i Michał|12 05 2018}}&lt;br /&gt;
Zostałem poproszony o udział w komisji egzaminu na kartę taternika. Było całkiem pozytywnie: pogoda dopisała, a kursanci nie mieli się czego wstydzić. Po akcji przejeżdżam sobie jeszcze na rowerze krótką trasę przez jurajskie lasy i asfalty: Zaborze-Suliszowice-Ostrężnik-Czatachowa-Jaroszów-Przybynów-Zaborze. W restauracjach przy Ostrężniku trochę ruchu, poza tym generalnie w lasach pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SERBIA - Wielka Majówka Speleo|Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja|30 04 - 06 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu przeprowadzono akcje do jaskiń w wsch. Serbii. Tu szerszy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Serbia_2018 a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSerbia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Bońku w Górach Sokolich |Paweł, Teresa, Kamil, Kasia P., &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skała w cieniu więc w skwarny dzień zjawiło się dość sporo wspinaczy. Później odwiedził nas jeszcze Kamil z Kasią.&lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg od V do VI.2+ (''Burgundia'' - Paweł), ja poprowadziłem „piątkę” reszta trudnych Paweł. Wieczorem jeszcze idę pograć w badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBoniek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dolina Leśnicy|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszy ciąg wędrówek beskidzkich lecz z &amp;quot;odkrywaniem&amp;quot; nowych terenów. Z doliny Leśnicy na Grabową, dalej przez Salmopol, Smerkowiec i ponownie do doliny przez uroczy teren Wilczego Potoku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBrenna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|30 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całodzienna wspinaczka w skałkach rzędkowickich. Zrobiliśmy 10 dróg w zakresie V+ do VI.1+. Mimo pięknej pogody w skałach bez tłoku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrk - trening biegowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Kącka, Marek Jezierski-Krupa|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając ze wspólnie spędzanego weekendu, razem z parą biegaczy górskich, zaproszono mnie do wspólnego treningu tzn. oni sobie trenowali a ja walczyłem o życie. Zrobiliśmy 20 km z przewyższeniem ok. 1250 m w czasie około 2,5 godz. Trasa: Szczyrk Migdały na grań i czerwonym szlakiem do przeł. Karkoszczonka – odbicie na Błatnią do schroniska – Klimczok – szlakiem z powrotem do Szczyrku Migdały. &lt;br /&gt;
Pogoda była bardzo słoneczna, co trochę przeszkadzało.&lt;br /&gt;
To było moje drugie podejście do biegów górskich, więc tym razem mądrzejszy o doświadczenia lepiej rozłożyłem siły, choć lepiej nie oznacza optymalnie, bo sił starczyło do Klimczoka. Ostatnie około 3 km, gdy zostały już tylko zbiegi i trawersy, pokonywałem na znacznym spadku energetycznym i z bólem brzucha. Tym razem odbyło się bez żadnych kontuzji, zostały jeszcze tylko zakwasy.&lt;br /&gt;
Jeszcze raz dziękuję Ani i Markowi za zabranie mnie na „trening” i mentalną pomoc w dokulaniu się do końca:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Krawców Wierch|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Ja: &amp;quot;...Wybierzmy się na bieg górski...&amp;quot; - tu piorunujące spojrzenie Esy; &amp;quot;... no dobra, niech będzie spacer...&amp;quot;. Tak więc ze Złatnej fajnym szlakiem wychodzimy wśród szmaragdowych lasów na Krawców Wierch. Przepiękna pogoda a spod schroniska szerokie widoki od Fatry po Beskid Sląski. Dalej wędrujemy na Grubą Buczynę i z niej na przełaj do Złatnej gdzie jeszcze w rzece się ochładzamy. Generalnie w tej części gór bardzo mało ludzi jak na majówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/KrawcowWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - biwak pod Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Zygmunt (Speleoklub Częstochowa)|28 - 29 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatnią sobotę i niedzielę kwietnia odbył się tradycyjny biwak Nad Wiercicą organizowany przez Speleo Myszków; w tym czasie były też otwarte jaskinie Wiercica i Wierna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę po południu miałam okazję brać udział w prowadzonych przez Jurka pracach kartograficznych czterech wybranych obiektów w otoczeniu Wiercicy. Wieczorem ognisko, wino i śpiew w doborowym, ogólnopolskim, towarzystwie speleologów. W niedzielę - wejście do jaskini Wiernej gdzie Jurek przeprowadza kartowanie a ja pełnię rolę asystentki. Wyniki tych prac ukażą się niebawem  w tomie Jaskinie okolic Złotego Potoku. Warto zaznaczyć, że kartowanie Jurek przeprowadzał przy użyciu polskiego systemu Cave Sniper. Dzięki niemu wygrał też tegoroczne zawody kartograficzne na II Speleo Forum w Chęcinach zajmując I i III miejsce.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jak widać udało mi się wyjść z Wiernej, ale chyba tylko dlatego, że mimo wieku i gabarytów posiada się jeszcze te umiejętności jaskiniowe tj. … doboru  partnera który wyszarpie człowieka z tej najdłuższej obecnie  jurajskiej czeluści. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd pieszy na Klimczok|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią, gdzie natykamy się na pierwszą dużą falę turystów. Choć była niespełna 10, to już byli mocno rozgoszczeni na ławkach pod schroniskiem. Dalej, wydłużając sobie trasę, poszliśmy szlakiem niebieskim do Wapienicy. Na pierwszym mostku za jeziorem w Dolinie Wapienicy przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie w schronisku uzupełniamy zapasy picia (choć upał nie był przesadny, to jakimś sposobem 1,5l szybko nam się skończyło...). Później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy. W drodze na Błatnią czujemy już zew powrotu do domu i nogi same zaczynają przyspieszać. W domu podziwiamy czerwone ślady naszej nowej opalenizny 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - rajd rowerowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
W końcu już czas na rower góski. Start w Kozach w Beskidzie Małym. Szlak niebieski w ciekawy sposób trawersuje północne stoki gór i zapewnia czasem emocjonującą a zarazem trudną jazdę. Stoki są tu nadzwyczaj strome i porośnięte pięknym bukowym lasem. Przez rezerwat Zasolnica zjeżdżamy/schodzimy wąską ścieżką pokrytą całunami suchych liści do doliny Soły. Kawałek ruchliwej drogi wzdłuż jeziora Międzybrodzkiego i niezły podjazd najpierw drogą asfaltową a potem &amp;quot;asafaltową&amp;quot; aż do schroniska na Hrobaczej Łące (828). Stąd już ciągły zjazd do Kóz atrakcyjnym dla górskiego &amp;quot;bikera&amp;quot; terenie. Zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i &amp;quot;tylko&amp;quot; 20 km lecz bardzo sytych. Cały dzień cudowna pogoda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FHrobacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Alpy Zillertalskie - Großer Möseler|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|13 - 16 04 2018}}&lt;br /&gt;
Zdobycie Wielkiego Moselera (3 480 m) w zasadzie zajmuje nam trzy dni. W piątek na ciężko i ledwo żywi po nocnym dojeździe docieramy do Furtschaglhausu (2 293 m). Podejście było szczególnie męczące, bo pierwsze 500 m przyszło nam deptać po zamkniętym niestety jeszcze dla samochodów asfalcie. Zaraz po założeniu fok czekało nas jeszcze obejście jeziora zaporowego Schlegeisspeicher, a zatem prawie pięć kilometrów po poziomicy na mapie, a w terenie - po rozległych lawiniskach. Dopiero ostatnim etapem było podejście około czterystu metrów po właściwie skiturowym zboczu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cierpliwość została nagrodzona całkowitym brakiem ludzi wokół nas - bo komu by się chciało tyle przebierać nogami? Na dodatek w sobotę mieliśmy świetne warunki na narciarską wędrówkę: słońce, nieznaczny wiatr i niewiarygodnie stabilne warunki lawinowe - tym bardziej, że na mapie zagrożenia lawinowego w Austrii tego dnia przeważały liczby &amp;quot;3&amp;quot; i &amp;quot;4&amp;quot;. Ruszyliśmy na najwyższy okoliczny wierzchołek, a zatem wspominany już szczyt Großer Möseler. Droga na tę górę wiedzie najpierw nieco stromymi zboczami wzgórków i dołków wyraźnie polodowcowej doliny. Następnie wyszliśmy na w miarę bezpieczną część lodowca Schlegeiskees, do którego skalną turniczką Felsköpfl (2985) sięga zachodnie żebro odchodzące ze szczytu. Depresja w tym żebrze (którym prowadzi szlak) z oddali wydaje się nam niewiarygodnie stroma. Byliśmy już bliscy zmiany planów na coś mniej stromego - i dopiero kiedy znaleźliśmy się tuż pod Felsköpfl uznaliśmy, że może podchodzenie tą drogą nie jest zupełnym szaleństwem. Narty w każdym razie na ponad godzinę trzeba było zapakować na plecaki, aż do ostatniego wypłaszczenia tuż pod szczytem. To &amp;quot;ostatnie wypłaszczenie&amp;quot;, ostatnie 200 metrów pionu wydawało się zresztą po stromiznach drobną przeszkodą, ale wysokość trochę nam już doskwierała i wierzchołek osiągnęliśmy około godziny 14:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu mieliśmy widok na pierwszych i jedynych poza nami ludzi, których dane nam było zobaczyć tamtego dnia. Było ich dwóch, jakieś trzysta metrów pod nami. Z tego dystansu jeden wyglądał na dosyć połamanego, a drugi na dosyć martwego. Zauważywszy ślady podejścia biegnące niemal na szczyt i ślady oderwania się deski śnieżnej, nie zastanawialiśmy się długo: ponieważ nie mieliśmy żadnej możliwości bezpiecznego dotarcia do poszkodowanych, wykręciliśmy 140. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy helikopter (z Austrii) pojawił się po dwunastu minutach od odłożenia słuchawki. Okazał się jednak najwyraźniej niewystarczająco wyposażony i musiał polecieć po wsparcie na włoską (a raczej: południowotyrolską) stronę. Po kilkunastu minutach przylecieli austriaccy Włosi i wciągnęli na pokład śmigłowca jednego feralnego skiturowca w noszach, a tego drugiego, bardziej ruchliwego - przy pomocy uprzęży. Z gazet dowiedzieliśmy się później, że nie było aż tak źle, jak się nam wydawało: ten drugi wyszedł z całego incydentu bez szwanku, podczas gdy ten pierwszy w stanie ciężkim - ale żywy - przetransportowany został do szpitala w Innsbrucku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała akcja potrwała godzinę. Na prośbę pogotowia, przez ten czas pozostaliśmy na Moselerze. Jak można się domyślić, te dodatkowe, niecodzienne widoki miały wpływ na naszą ostrożność podczas zjazdu. Mimo wszystko, z naszej strony było jednak nieco bezpieczniej i zjazd ten zaliczamy do najbardziej udanych w sezonie. Był komplet fajnych wrażeń na długim dystansie: miękki, ale nie za miękki śnieg na lodowcu, były widoki i były strome i wymagające fragmenty dla prawdziwych mężczyzn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem w chatce byliśmy dosyć wcześnie, dzięki czemu mogliśmy dosuszyć rzeczy i ugotować obiad na świeżym powietrzu, w promieniach wiosennego już słońca. Prognozy pogody na kolejne dni nie były zbyt optymistyczne. Następnego dnia obudziliśmy się wcześnie rano i ruszyliśmy po betonach w stronę przełęczy Schönbichler Scharte (3081). Nieco nad poziomicą 2700 dopadła nas jednak mgła, co przeważyło szalę plusów i minusów wycieczki i przekonało nas do odwrotu i skierowania się w stronę doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak również można się domyślić, zejście w dół do parkingu zajęło nam kilka godzin i było niewiele mniej męczące, niż podejście. Na około godzinę obchodzenia jeziora musieliśmy założyć foki, a ostatnie kilka kilometrów drogi przeszliśmy piechotą. Jeszcze dwa dni wcześniej mieliśmy w planach przeniesienie się do innej chatki, ale przy samochodzie znaleźliśmy się na tyle późno i z tak zniszczonym przez prognozy pogody morale, że postanowiliśmy wdrożyć opcję awaryjną: Naturfreundehaus Kolm Saigurn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko to, punkt wypadowy na Sonnblick (3105) i Hocharn (3254) do którego można dojechać samochodem na wysokość 1600 m, wcześniej już dwa razy ratowało nas przy logistycznych awariach. Po raz kolejny udało się nam trafić na międzysezonowy spokój; wzięliśmy najtańszą opcję noclegu, na materacach na strychu i cała sala znów była tylko dla nas. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspominana, korzystna wysokość niestety nie wystarczyła, żeby uniknąć deszczu. W nocy lało dosyć konkretnie i na domiar złego było na tyle ciepło, że nie można było liczyć na to, że wyżej gromadzi się dla nas pyszny puch. Rano po śniadaniu ze szwedzkiego bufetu w rzęsistej mżawce i mgle ruszyliśmy na grań względnie łagodnymi, wschodnimi zboczami doliny. Dotarlismy do schroniska Niedersachsenhaus (2471), ostatniego sensownego punktu do osiągnięcia bez zdejmowania nart. Stamtąd prędko zjechaliśmy do samochodu. Śnieg był bardzo mokry, ale jego (ubity i zsiadły) zapas sięgał miejscami dwóch metrów. Jak na pogodę która się nam trafiła - jak na opady deszczu zapowiadane w niemal całej Austrii - i tak byliśmy zadowoleni z naszego dnia. Powrót przebiegł sprawnie, w zasadzie z jednym tylko dłuższym postojem technicznym w Salzburgu. W Katowicach byliśmy jeszcze przed północą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka, Teresa Szołtysik|15 04 2018}}&lt;br /&gt;
To było prawdziwe rozczarowanie. Tydzień upałów zdołał zmasakrować śnieg nawet na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy więc zamiast na nartach podchodzimy z buta aż na wys. 1600 m. Potem wprawdzie na nartach lecz pośród wysp kamieni. Ostatni wyciąg na Łomnickie Sedlo (2190) kursował i nawet zjeżdzało tu niezbyt wiele osób. Podchodzimy na nartach na samą przełęcz z zamiarem zjazdu Filmarowym Żlebem do Doliny Zimnej Wody. Kolejnym więc zawodem był brak śniegu w żlebie, na który tak bardzo liczyliśmy. Cóż, zjeżdżamy drogą podejścia kombinując w dolnej części zjazdu od płatu do płatu wykorzystując nawet trawę. W upale docieramy do auta. Zrobiliśmy ok. 1300 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLomnickaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z kartowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|07 - 08 04 2018}}&lt;br /&gt;
W dniach 7-8 kwietnia w Łutowcu odbył się kurs kartowania jaskiniowego pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu. Sam kurs odbył się w urokliwym budynku starej szkoły, w którym brakowało tylko sprawnego dzwonka, aby mógł obwieszczać początek i koniec zajęć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni poranek rozpoczął się od wysłuchania wykładu wstępnego, po którym przystąpiliśmy do praktycznej nauki mierzenia, sporządzania szkiców i notatek terenowych. Zajęcia praktyczne przeprowadzone były w jurajskich jaskiniach: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i Na Dupce. Pomiarów dokonywaliśmy w trzyosobowych zespołach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z akcji zjedliśmy wspólnie obiad, po którym przystąpiliśmy do opracowywania naszych pomiarów. Aby zobrazować nam to, co przetwarzają specjalistyczne programy do kartowania i aby zyskać świadomość, czym jest otrzymywany przez nich wynik, byliśmy zmuszeni do przeliczenia ich ręcznie w arkuszu kalkulacyjnym. Dla poniektórych osób był to moment, w którym zrozumieli i zobaczyli praktyczne zastosowanie czegoś, na co natknęli się w szkole – funkcji trygonometrycznej. Na szczęście Mateusz miał przygotowane kilka slajdów, dzięki czemu w sposób przejrzysty i łopatologiczny wytłumaczył wszystkim na czym cała ta trygonometria polega. Po wstępnych przeliczeniach nanieśliśmy nasze wyniki na papier milimetrowy oraz dorysowaliśmy to, co zdążyliśmy zanotować z terenu i w ten sposób każda z grup otrzymała swój wstępny plan jaskini. Po zakończonych zajęciach, zorganizowane zostało ognisko, gdzie mogliśmy się lepiej poznać i wymienić się wrażeniami z pierwszego dnia szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ponownie przeliczyliśmy nasze pomiary, ale tym razem za pomocą programu Survex, który w sposób znaczący skrócił czas obliczeń. Kolejnym ćwiczeniem było narysowanie za pomocą programu Inkscape planu naszych jaskiń. Jako podkładka posłużyły nam nasze zeskanowane szkice z poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie zostały nam zaprezentowane metody pomiarów przy pomocy urządzeń elektronicznych, czyli szkicowanie jaskini na  komórce bądź palmtopie. Pomiarów ponownie dokonywaliśmy w terenie udając do jaskiń. Dzięki temu poznaliśmy zalety, jak również wady zastosowania nowoczesnych metod pomiarowych. Po powrocie na bazę i zjedzeniu wspólnego  posiłku Instruktorzy podziękowali nam za uczestnictwo i nasze towarzystwo rozjechało się w świat. Po tych warsztatach z pewnością będzie nam również łatwiej korzystać z już gotowych planów jaskiń.&lt;br /&gt;
W kursie wzięło udział 28 osób z 12 klubów zrzeszonych w PZA. Zajęcia prowadzili: Mateusz, Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Parczewski (ST). Mamy nadzieję, że włożony w nas trud szybko się zwróci na kolejnych wyprawach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A po warsztatach znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby się powspinać na Łutowskich skałkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Czarna na wskroś|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
Pobudka o godzinie trzeciej, wyjście z domu przed czwartą, trzy godziny drogi i byliśmy na miejscu. Co ważne, byliśmy przed tłumem krokusowiczów, dzięki czemu udało nam się uniknąć całego Armagedonu z tym wydarzeniem związanego. Pogoda ładna, aczkolwiek o tak wczesnej porze jeszcze wszystko pokryte było szronem, a krokusy szczelnie zamknięte. Pod otworem, przygotowani do szybkiej akcji, tylko narzucamy na siebie kombinezony i wskakujemy do dziury. Początek jaskini nadal w sporej mierze pokryty lodem. Cudowne lodowe chłopki napotkaliśmy w Sali Ewy i Hanki, które przez kapiącą z góry wodę przybrały bardzo ciekawe formy, mnie osobiście zafascynował ich rozmiar - były prawie tak wysokie jak ja! Dwuosobowa ekipa pozwala nam na szybkie przemieszczanie się od studni do studni, od prożku do prożku. Obraliśmy drogę  przez obejście Komina Węgierskiego, aby trochę urozmaicić tę dobrze znaną trasę. Nie napotykając na żadne przeszkody przemierzamy całą jaskinię, by ponownie wyjść na powierzchnię po około 5 godzinach. Na zejściu trochę czyścimy kombinezony z błota na ostatnich połaciach śniegu (połaciach zmrożonego śniegu) i na spokojnie (bez turystów) możemy pooglądać krokusy. W dolinie napotykamy większą rzeszę turystów niż o poranku, co nie może się jednak nijak równać z tym (brakmisłówczym) co się dzieje kiedy mijamy zjazd na Dolinę Chochołowską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - Brestowa i skrajne Salatyny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik, os. tow.|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
W pięknej pogodzie robimy piękną wędrówkę narciarską po dolinie Salatyńskiej. Od dołu podejście czynną nartostradą a dalej stromo na grzbiet Przedniego Salatyna.  Łagodną granią osiągamy na nartach Brestową (1934). Śnieg był bajeczny, delikatnie odpuszczony więc zjazd do dol. Salatyńskiej wspaniały. Od zerw skalnych opadających z szczytu wychodzimy jeszcze na przeł. Parichvost by zjechać ponownie. Następnie trawersujemy górne partie doliny (w tym czasie na Salatyna podążała &amp;quot;pielgrzymka&amp;quot; skiturowców) by przedostać się na sąsiednią grań Zadniego Salatyna. Najpierw granią a potem z przełęczy stromo zjeżdżamy do doliny i wkrótce do nartostrady. W kilka chwil jesteśmy przy aucie. Zrobiliśmy ok. 1300 m przewyższenia i 12 km dystansu. Mimo popularności narciarskiej tego terenu udało nam się przebyć trasę w miarę samotnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Goldbergruppe - Skitury i narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi|30 03 - 03 04 2018}}&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Szybka, wieczorna przebieżka do doliny Dosener Tal (Ankogelgruppe). Na oko z 200 m przewyższenia. Powrót o szarówce, bez czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Sprawdzoną dolinę mieliśmy podjechać do Jamnig Hutte i stamtąd ruszyć w góry. Niestety płatna droga okazała się jeszcze zamknięta. Zdecydowaliśmy się pokonać ją na nartach, częściowo skracając sobie przez las. Wielkie lawiniska w tym lesie oraz grzmoty rozmawiających ze sobą we mgle lawin skutecznie przekonały nas, że to nie był dobry dzień na górski wyczyn. Zawróciliśmy niewiele nad chatą i zjechaliśmy drogą, pokonawszy w sumie nieco ponad 500 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Pogoda się nieco poprawiła. Z Markiem weszliśmy na Sandkopf (3090). U góry kilka przyjemnych zakrętów w miękkim. W dole śnieg ciężki, trudny i bardzo męczący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Narty zjazdowe po świeżym opadzie na lodowcu Mölltaler. Wykorzystaliśmy prawie cały dzień, przez większość czasu zdjeżdżając poza trasą. Wieczorem domęczamy się jeszcze z Markiem przebieżką na piechotę po górach nad Flattach (aż śnieg zaczął sięgać po kolana). Przy samochodzie spotykamy się z Gośką, która podbiegła to, co my podjechaliśmy do początku naszego spaceru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': szybka przebieżka z Gośką z jeziora w Innerfragant w stronę szczytu Saukopf (2786). Zawracamy z ok. 2600. U góry śnieg łapiący narty, na dole ciężki i topiący się. Pod jeziorem spotykamy się z Markiem i dziećmi wracającym z wyciągów, przepakowujemy samochody i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Szmaragdowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow.|29 03 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie nocny wypad w okolice Częstochowy. Na pierwszy ogień idzie jaskinia w kamieniu, która od tego momentu dumnie dzierży miano najbardziej śmierdzącej jaskini z jaką kiedykolwiek miałem kontakt. Lokalizacja otworu sprawia, że dziura zionie czymś pomiędzy wilgocią, zgnilizną, pleśnią, a przepoconym żubrem po wiosennych roztopach.&lt;br /&gt;
Po pokornym przyjęciu reprymendy od księdza z pobliskiej parafii (biegając z czołówkami w nocy, przestraszyliśmy Wiernych i Gosposię), udajemy się w stronę kamieniołomu.&lt;br /&gt;
Jaskinia Szeptunów: „Są miejsca, w których człowiek czuje się mniej, lub bardziej pewnie, są takie, których unika, są też takie, z których należy natychmiast… oddalać się bez zbędnej zwłoki.” Korytarz wejściowy wali się jak kamienice w Bytomiu: krucho, sypko, niestabilnie, strach dotknąć czegokolwiek. Do tego spory, świeży obryw nie poprawia humoru. &lt;br /&gt;
Niżej robi się bezpiecznie: jest stabilnie, dolne partie zwiedzamy bez poczucia zagrożenia. Jeziorko zgodnie z przewidywaniami – zachwyca, aż chce się wskoczyć popływać. Zwiedzamy także pozostałe, dostępne korytarze przyjemnie myte, wygodne, aż szkoda, że góra grozi zawaleniem i odcięciem dostępu do tych partii.&lt;br /&gt;
Droga powrotna na powierzchnię: szczęśliwie górne wyjście stało się drożne, nie musimy przechodzić białym korytarzem. Wdrapujemy się na powierzchnię, grzecznie wracamy do domu. Z jednej strony czuć niedosyt, ale z drugiej szczęście: udało się wyjść i nikt niczym nie dostał w łeb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fszmaragdowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w Jaskini Kasprowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Staszek Dacy, Magda Sarapata|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis pojawi się wkrótce (mamy nadzieję ;] )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Iwona SPastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Forum Speleologicznego zajechaliśmy do Rzędkowic na wspinanie. Kilka stopni na plusie oraz słońce, sprawiło, że na skałach pojawili się najbardziej zniecierpliwieni wspinacze. Iwona i Karol zrobili kilka dróg inicjujących ich sezon wspinaczkowy na skałach Zegarowej i Turni Kursantów. Nawet ja, w pożyczonych butach skusiłam się by przykleić ręce do zimnego kamienia i poczuć mroźny wiatr we włosach na szczycie skały. Popołudnie było bardzo przyjemne o ile zmieniało się miejsce postoju wraz z przemieszczającym się słońcem i do domu wróciliśmy usatysfakcjonowani pierwszym w tym sezonie jurajskim wspinaniem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Frz%EAdkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|II OGÓLNOPOLSKIE FORUM SPELO|Mateusz Golicz, Kaja, Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Było to już drugie spotkanie, podczas którego spotkali się grotołazi z całej polski, aby porozmawiać na tematy powiązane z jaskiniami. W trakcie weekendu (od piątku) mogliśmy m. in.  odwiedzić sztolnię Zofię na Miedziance, do której wejście prowadzi przez naturalną jaskinię. Dla wielu osób, które poza speleologią są związane z geologią była to nie lada ciekawostka, ponieważ łączyła te dwie dziedziny w jednym miejscu, w którym dawniej wydobywano rudy miedzi, a obecnie widoczne są pozostałości zarówno eksploatacji (stare obudowy, chodniki, zniszczenie jaskini) jak i kruszców, w postaci dość charakterystycznych minerałów- malachitu i azurytu, których barwy (odpowiednio intensywna zieleń i niebieski), odcinały się wśród charakterystycznego brązowo beżowego jaskiniowego otoczenia. Samodzielnie wybrałam się jeszcze na wycieczkę szlakiem Archeo- Geologicznym, prowadzącym przez Górę Rzepkę (której szczyt postanowiłam zdobyć).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego wieczoru odbyły się również Igrzyska Zacisków, w których miałam okazję wystartować. Zawodnicy (sztafeta) mieli do pokonania skrzynię z labiryntem (dla utrudnienia, przejście w pionie), przejście przez podwieszony tunel z opon, pokonanie zacisku (mój udział) oraz zawiązanie węzła z zawiązanymi oczami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia obywały się głównie wykłady, częściowo połączone z warsztatami. Tematy były bardzo różnorodne, odwiedzający mogli wybierać najciekawsze spośród odbywających się różnych paneli: eksploracyjnego, geologicznego, kartograficznego, elektrycznego, przyrodniczego, ratownictwa jaskiniowego, historycznego, sprzętowego,czy spraw KTJ i TPN. Najbardziej pouczającym i dającym najwięcej do myślenia był wykład dotyczący prawidłowego użytkowania sprzętu. Szczególny nacisk położono na pokazanie zużycia sprzętu, które powinno wykluczyć go z użytku, wraz z prezentacją uszkodzeń. Na koniec mogliśmy zobaczyć kilka sztuk przyrządów, które zostały odebrane właścicielom, ze względu na zbyt duże (niebezpieczne!) zużycie. Sprzęt taki, w zestawieniu z historią wypadku do jakiego się przyczynił, spowodował, że sama postanowiłam stać się mniej pobłażliwa dla mojego szpeju i jak najszybciej spojrzeć na niego krytycznym okiem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wieczorem! Wieczorem odbył się Bal Grotołaza! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenie o tyle ciekawe, że zobaczyliśmy siebie (grotołazów) w strojach odświętnych, ładnym uczesaniem i często nawet makijażem! W trakcie balu zostały rozdane nagrody z konkursów kartograficznego i fotograficznego oraz uczczone zostało 40-lecie wyprawy Picos de Europa. W trakcie prezentacji książki, jaka została wydana z okazji tego wydarzenia, złożone zostały podziękowania dla wszystkich, którzy swoimi wspomnieniami i informacjami wspomogli jej powstanie. Wśród wymienionych był m. in. Rysiek Widuch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, jednym z prelegentów był Mateusz, który prowadził wykład oraz warsztaty z fotogrametrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie wszyscy Nockowicze opuścili Forum wczesnym popołudniem, żeby wykorzystać jeden z pierwszych ,,wiosennych” dni w tym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fforum&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Ostrą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Andrzej Gałecka, Łukasz Majewicz|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostra (1764) to najwyższy szczyt w południowej grani Siwego Wierchu, który właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To było nasze drugie podejście bo przed 6 laty trafiliśmy tu na czysty lód (w ten pamiętny weekend zginęło w Tatrach 6 osób). Podchodzimy z Jałowca a na śnieg trafiamy dopiero na wys. 1100 – 1200 m. Po przerywniku w Chacie na Narużim idziemy w stronę szczytu. Śnieg i tym razem nie był przyjazny. Twardy, czasem zlodzony. Tym razem jednak na nartach udaje nam się wejść na górę. Zjazd generalnie drogą podejścia z małymi odchyłami. Ostatnie  pół godziny schodzimy „z buta”. Zrobiliśmy ok. 1100 m przewyższenia i 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOstra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu bardzo ciekawy album Andrzeja: https://photos.app.goo.gl/pyQ6ngIkut6golL83&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - polskie Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście Pilsko jest dość rozległe więc można sobie wymyślać nowe warianty wycieczek. Tym razem podchodzimy wzdłuż potoku Glinne (gdzieś w połowie podjazdu między Korbielowem a przeł. Glinne). Podejście ciekawe i zróżnicowane. Na dole temp. wynosiła -10 st., u góry na szczycie bardzo mocny wiatr potęgował przenikliwe zimno. Należy tu podziwiać naszego kolegę, który zapomniał plecaka i w lekkim stroju zdobył również szczyt. Z granicznego Pilska (1533) zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej gdzie przychodzimy do siebie. Tu też spotykamy naszego kolegę Jerzego Urbańskiego (weterana taternictwa jaskiniowego), który zaprasza nas na kawę do Sopotni. Dalej zjeżdżamy nartostradą do Korbielowa przez Buczynkę z pieszym epizodem w środku gdzie było za mało śniegu. Jeszcze przeskok do Sopotni (już autem) na rzeczoną, wspaniałą kawę (dzięki Jurek!) a potem do domu w coraz bardziej padającym śniegu. Zrobiliśmy ok. 900 m przewyższenia i 12 km dystansu (ja dodatkowo 3 km biegu po auto)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Miętusiej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis Sylwka:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krok za krokiem. Idę. Wśród rozwianego wiatrem śniegu, w ślad za rysującymi się przede mną sylwetkami towarzyszy, do miejsca, którego szczerze nienawidzę miłością wielką – do jaskini. Dziesięć miesięcy minęło od ostatniej mojej wizyty w tatrzańskich podziemiach i musze przyznać, że mi tego brakowało. Tym bardziej się cieszę, że za sprawą zrządzenia losu mój rozbrat z jaskiniami zakończył się akurat w dzień moich urodzin. Czy można sobie wyobrazić lepszy i bardziej oryginalny sposób na spędzenie takiego dnia? Raczej trudno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Jaskini Miętusiej Mateusz radośnie stosował wszystkie swoje metody dezorientacji tegorocznych kursantów. A to zagadał Adama i ten minął właściwe skrzyżowanie ścieżek. A to wyrażał tak samo wielkie zdumienie na każdą sugestię Magdy, w którym kierunku powinniśmy pójść. Najbardziej rozwalił mnie jednak po dotarciu pod otwór, gdy wraz z Asią wyraźnie próbował dać do zrozumienia, że to nie ta jaskinia. To skubańce dwa! W zeszłym roku aż na takie testy psychologiczne nas nie wystawiali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do środka wszedłem przedostatni. Asia zamykała nasz pochód. Zejście Rurą sprawia masę frajdy.  Trochę zjeżdża się na tyłku, trochę pełza. Ot, taka ekstremalna wersja ślizgawki dla dzieci. Uwielbiam. Na końcu krótki odcinek do zjechania po linie, który poręczowała Magda. Trochę była na początku niepewna, ale poradziła sobie dobrze i wkrótce doszliśmy do Wiszącego Syfoniku. Za Chiny nie pamiętałem go z zeszłego roku. Może był płytszy? Nie wiem, ale tym razem tarasował całe przejście, a głęboki był na tyle, że sięgnąłby mi do pasa. Pokonanie go wymagało czułego objęcia się ze ścianą i wykazaniem się odrobiną cyrkowej gibkości w przebieraniu nóżkami na niewielkich występkach skalnych. Wszystkim nam się to udało, choć nie obyło się bez pomocy Mateusza, który ze swoim typowym uśmiechem na ustach przeskakiwał z jednego brzegu na drugi jak kozica górska. Salę bez Stropu minęliśmy bez zbędnej zwłoki i kursanci rozpoczęli poręczowanie kolejnych odcinków. Dotarłszy do Błotnych Zamków od razu usłyszałem, że w Wielkich Kominach leje, że łooO. Adam próbował się tam jeszcze wpakować, ale po ledwie paru minutach Mateusz zarządził odwrót.  Deporęczowaniem zajął się Adam z Magdą, tymczasem ja, Asia i Staszek wróciliśmy do Sali bez Stropu. Zgasiliśmy czołówki i tak bez słowa siedzieliśmy przez długie minut. To chyba jedna z najlepszych chwil jakie mogą przytrafić się w jaskini. Całkowita ciemność sprawia, że człowiek przestaje postrzegać siebie samego materialnie, staje się wirującym zlepkiem myśli w środku nieskończonej przestani. Przynajmniej ja tak mam. W końcu jednak ekipa deporęczycieli nas dogoniła i wraz z ostro tnącymi światłami czar prysł. O dziwo Mateusz zdecydował o całkowitym odwrocie. Trochę mnie to zdziwiło, bo w analogicznej sytuacji rok temu mnie przewalcował jeszcze Trzema Królami.  Z drugiej strony nie trzeba zawsze siedzieć w jaskini do oporu, więc przyjąłem tę decyzję, podobnie jak pozostali, z zadowoleniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście Rurą to trudna sprawa. Wydaje się ze dwa razy dłuższa niż gdy się schodzi nią w dół. Ciasno, ściany oblodzone. Nogi ślizgają się we wszystkie strony, wór zahacza o każdy kamyczek i klinuje się, gdzie tylko może. Wychodzę na powierzchnię jako pierwszy. Wciąż jest widno, co jest miłą odmianą w zimowych wyprawach speleologicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej zastanawiam się co dalej.  Na razie nie mam pojęcia, ale Szmaragdowe Jeziorko przywołuje miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Spostrzeżenia Magdy:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jaskinie mogą być trochę jak plac zabaw, po którym trochę bardziej boli du** :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Zjeżdżanie rurą nie ma wiele wspólnego z aquaparkiem, poza wodą oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Zjeżdżanie rurą jest fajne, wychodzenie z powrotem niekoniecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Trzeba się trochę pomęczyć i zmoczyć by dojść do pięknego zjazdu w studni, gdzie pod nogami i wokoło przestrzeń i to uczucie wolności połączone z prawdziwą frajdą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Z praktycznych obserwacji: tarzając się w wodzie, uważaj by nie wlała Ci się do wora. Na pranie liny przyjedzie jeszcze czas ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Odgłos lejącej się w jaskini wody nie pomaga. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. W jaskiniach też może przydać się no hand (jeśli potrafi się go zrobić) przy przechodzeniu obok jeziorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Trzeba uczyć się węzłów, och tak. Rozwiązywanie zaciśniętej podwójnej 8 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Deporęczowanie jest fajnie, jesteś na końcu, jest cicho i przyjemnie. A potem zdajesz sobie sprawę, że poza wciągnięciem do góry swojego d**ska trzeba wciągnąć też mokre liny :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Bycie kierownikiem ma swoje zalety i wady. Ciekawe doświadczenie, ale trzeba się bardziej postarać i lepiej przygotować, no i zadbać o posłuch w grupie, z czym bywa różnie ;P Następnym razem mam nadzieję pójdzie z górki!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - szkolenie zimowo-lawinowe|Łukasz Pawlas, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Sylwester Siwiec, Adam Tulec|17 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzima_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Będzin – Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|10 03 2018}}&lt;br /&gt;
Sobotni poranek spędzamy w okolicach Będzina sprawdzając, na ile sprawnie jesteśmy w stanie trafić pod otwory pomniejszych dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Jaskinię Naciekową: niewielka, krucha, z przysypanym przejściem do dolnych partii. Trafiamy pod otwór Jaskini Moherowych Beretów której nie udaje nam się zwiedzić – studnia wejściowa jest zasypana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pocieszenie jedziemy do Będzina, gdzie na terenie Grodźca zwiedzamy nieczynną cementownię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBedzin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - od Rysów do Grzesia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|08 - 11 03 2018}}&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy sobie narciarską wędrówkę przez polskie Tatary poczynając od Rysów (2499) a kończąc na Grzesiu (1653). Pogoda i śnieg nie były wymarzone więc na bieżąco korygowaliśmy trasę (w dużej mierze na łatwiejszą) aby bezpiecznie przebyć góry. W ciągu 4 dni pokonaliśmy 80 km i 5500 m przewyższenia. Spaliśmy w schroniskach w Morskim Oku, Kondratowej i na Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Rysy w pierwszy dzień weszliśmy w kiepskiej pogodzie bez nart (zostawiliśmy je pod rysą). W trakcie podejścia spotkaliśmy kilka osób i grupkę Słowaków zjeżdżających jak się później okazało z tego samego miejsca co my później. Zjazd do Moka trudny z uwagi na śnieg o charakterze szreni łamliwej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień próbowaliśmy się przedrzeć przez Szpiglawoą przeł. lecz załamanie pogody i kiepski do zjazdu śnieg owocował zmianą trasy. Zjazd do Moka to walka przed upadkiem na chwytającym narty śniegu. Potem w dół doliny i długim szlakiem przez Rówień Waksmundzką do Murowańca, zjazd do Kuźnic i podejście już po ciemku do schroniska na Kondratowej gdzie śpimy na glebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzecim dniu przy prószącym śniegu lecz dodatniej temperaturze podejście na przeł. Kondratową i ładny zjazd Głaźnym Żlebem do dol. Małej Łąki. Krótki etap kończymy w schronisku na Ornaku gdzie też śpimy na glebie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwarty dzień przy ładnej pogodzie przechodzimy przez Iwaniacką Przeł. i zjeżdżamy do Chochołowskiej w parszywej szreni łamliwej (efekt ocieplenia i nocnego przymrozku). Przy schronisku spotykamy Zosią Gutek i Jurka Ganszera z Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy dzień wcześniej startowali w Memoriale Strzeleckiego. Wzrastająca szybko temperatura puściła śnieg ale też zwiększyła stopień lawinowy na III. Zjazd Z Grzesia po miękkim śniegu okazał się i tak najlepszy. Na nartach po śnieżno-wodnej brei docieramy do parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Tatry_polskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1RwLZtAequ6ysXXhCchVB1Us4SADesdVi/view?usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Artur Sobczyk i Maciej Maciejewski (Uniwersytet Wrocławski), Emanuel Soja (SDG)|09 03 2018}}&lt;br /&gt;
W Niedźwiedziej byłem po raz pierwszy w życiu i jestem skłonny uwierzyć, że jest to najładniejsza jaskinia turystyczna w Polsce - nawet w części turystycznej! Głównym celem piątkowego wyjścia było wykonanie pomiarów struktur tektonicznych. Praca przebiegała jak zwykle w zespołach dwójkowych, złożonych każdy z utytułowanego naukowca i utalentowanego skryby. Ja przy okazji tej pracy wykonałem zdjęcia do modelu fotogrametrycznego małego fragmentu jaskini. Mając do porównania starannie wykonane pomiary struktur będziemy mogli teraz bardziej obiektywnie ocenić dokładność &amp;quot;trójwymiarowych obrazków&amp;quot;, którymi od kilku miesięcy się fascynuję. Podczas tej sesji odwiedziliśmy te nudniejsze partie jaskini, ale przynajmniej trochę się poruszałem i poprzeciskałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitur na Rysiankę|Andrzej Gałecka, Kaja, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Heniek Tomanek|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjazd najwcześniej zaczął (i najpóźniej skończył) Heniu, który zobowiązał się zebrać całą ekipę. Po drodze dołączył do nas Andrzej. Od samego początku ciesząc się dobrej pogody, dojechaliśmy do Zlatniej. Tam trochę ze strachem w oczach, próbujemy dojechać jak najbliżej śniegu na niebieskim szlaku. Jak to bywa ze strachem i wielkimi oczami, narty możemy założyć od razu po zejściu szlaku z drogi w las. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podchodzimy bez pośpiechu, pozwala nam na to dobra pogoda - ciepło! widoki! widoczne Tatry!! Robiąc po drodze parę postojów na śniadanie, podziwianie widoków, ogarnięcie niesfornego sprzętu, czy wymyślenie, jak przedrzeć się pomiędzy powalonymi drzewami lub ponad strumyczkami. Jako że nie wszyscy jesteśmy jeszcze w pełni władcami naszych nart i nie zawsze wychodziło nam tak jak zaplanowaliśmy, to efekty były nie raz powodem wybuchów śmiechu pozostałej części ekipy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed Halą Lipowską, ścięliśmy szlak i podeszliśmy dość stromą przecinką. Po przerwie w schronisku, weszliśmy na żółty szlak, którym jeszcze musieliśmy podejść do najbliższego zjazdu. Foki ściągnęliśmy na połączeniu z zielonym szlakiem, przekonani, że od tego miejsca czekają nas same zjazdy…. Przekonanie umarło dość szybko i dlatego krótkie fragmenty podejść pokonaliśmy na nogach, żeby nie tracić czasu na przyklejanie i odklejanie fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szlaku zjeżdżamy koło Hali na Zapolance i dalej w dół drogą, łąką, a pod same auta dość stromym zjazdem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fhala%20lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - przez Ciemniak i Małołączniak|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano co przekładało się na adekwatną temperaturę, która w Kirach wyniosła -23 st. Podejście na Ciemniak nas rozgrzewa gdyż tempo nie było znów takie spacerowe. Pogoda była wymarzona. Słonecznie i bezwietrznie. Z Ciemniniaka (2096) na Krzesanicę (2122) i dalej zjazdem na fokach na Litworową Przeł. i krótkie podejście na Małołączniak (2096). Stąd już zaczynamy prawdziwy zjazd, który jak się okazało obfitował w wiele ciekawych wrażeń. Do Kobylarza zjazd po wywianym do kamieni i lodu zboczem poprzecinanym poprzecznymi pryzmami odłożonego śniegu. W samym żlebie śnieg również trudny (akurat zaczęło operować tu słońce) od twardej lodoszreni do łamiących się płyt. Dopiero w dolnej części żlebu niezły puch, którym śmigamy wprost do Wielkiej Świstówki. Ostatni odcinek stromy i wąski między kosówkami i drzewami. Potem krótkie podejście i walka w Wantulach. Wykroty i mnóstwo powalonych świerków stanowiły nie złą łamigłówkę, z którą jakoś sobie poradziliśmy osiągając halę w dolinie Miętusiej. Potem przyjemny zjazd po ścieżce przedeptanej zapewne przez grotołazów. Wkrótce zjeżdżamy do dol. Kościeliskiej gdzie lawirując wśród tabunów ludzi docieramy do wylotu doliny. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji i 16 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur w dolinie Jarząbczej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda znów trafiła się nam niezła. Początkowo myśleliśmy o Jarząbczym czy Kończystym, ale z uwagi na skomplikowane warunki śniegowe ostatecznie nie decydujemy się na wyjście na żaden znany szczyt. Sam zjeżdżam z wysokości około 1850 m, a Monika czeka na mnie trochę niżej. W dolinie już śnieg bardzo dobry, przez kilkanaście minut szusujemy z dużą przyjemnością po miękkim. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Spaloną Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2018}}&lt;br /&gt;
Tak, mam swoje ulubione miejsca w Tatrach i dolina Rohacka jest jednym z nich. Ma same zalety. Ludzi mało. Na nartach można po niej chodzić legalnie. Późniejszą zimą, w braku śniegu w lesie jest do wykorzystania nartostrada. Dojazd od nas jest bez korków, można daleko wjechać w dolinę i dzięki temu mniej deptać po płaskim. Przy parkingu jest Pensjonat Szyndłowiec, w którym serwują najlepszą zupę czosnkową, jaką znam. Wracając, można zrobić zapas Kofoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem wybiegam na Spaloną Kopę, może nie na czas, ale tak dosyć szybkim tempem. Wycieczka wraz ze zjazdem zajmuje mi 3h 20m. Pogoda cudna, choć warunki śniegowe nazwałbym skomplikowanymi. Sporo zmienności, wiele różnych rodzajów śniegu w niespodziewanych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kondracka Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przed spotkaniem KTJ z dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego wybiegam prędko na Kopę przez przełęcz pod Kondracką Kopą. Bardzo dobra, szybka wycieczka z wyśmienitą pogodą i dobrymi warunkami śniegowymi. Aż szkoda, że byłem sam i bałem się bardziej szaleć. No i jedynie słuszny wniosek jest taki, że należy pracować w soboty i niedziele, a jeździć w góry w poniedziałki i wtorki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na rowerze i nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerze startuję z Ryczowa. Wszystko ośnieżone choć nie zbyt głęboką warstwą. Szlakami przez lasy (po drodze zaglądam do jaskini na Biśniku) dojeżdżam do Smolenia wysilając się czasem więcej niż zwykle (buksowanie koła w śniegu). Aby sobie urozmaicić podróż w Smoleniu wypożyczam narty i godzinę szusuję na 400-metrowym stoku co jak na Jurę jest całkiem fajnym miejscem. Do Ryczowa wracam od północnej strony. Było -13 st. W sumie fajna przebieżka po zimowej Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Smolen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Wyżnią Kondracką Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
Trzaskający mróz ustępuje wraz ze zdobywaną wysokością i gdyby nie spokojny, ale jednostajnie mroźny wiatr na grani, może i dałoby się zajść aż na Kopę. Przez ten wiatr i przez kurczący się czas, zjeżdżamy w każdym razie już z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, a zmęczony Marek nawet z nieco niższa. Warunki śniegowe nad Głazistym Żlebem bardzo dobre, udaje się tam kilka bardzo przyjemnych skrętów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie miała być Miętusia, bo już od jesieni miałem wielką ochotę na odwiedzenie Rury. Okazało się jednak, że w jaskini ma miejsce jakieś rozbudowane szkolenie GOPR, wobec czego zapisaliśmy się na Kasprową Niżnią. W systemie TPN widniały jakieś dwie pomniejsze ekipy, ale jednak wyszedłem z założenia, że w Kasprowej miniemy się z łatwością, a w Miętusiej pewnie zamarzniemy czekając na mrozie, albo co gorsza - w przeciągu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Komorze Wstępnej zastajemy lekko podmarzającą dwójkę z folią NRC i śpiworami w pogotowiu. Szybko okazuje się, że trafiliśmy w sam środek manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Korzystając ze znajomości, załatwiam naprędce specjalne zezwolenie na przemknięcie się obok ćwiczeń. Musimy solennie obiecać, że nie będziemy przeszkadzać, że nie urwiemy kabla od telefonu i że w razie czego, damy pierwszeństwo noszom. Nie mając specjalnego wyboru, dopakowujemy do worów puchówki i pobieramy cukier od ekipy łacznościowej. Los czasami podąża dziwnymi ścieżkami: to, że zapomnieliśmy posłodzić czarną herbatę w termosie początkowo było dla nas zmartwieniem, ale szybko okazało się we wspaniały sposób nadać sens wniesieniu cukru do jaskini przez dwójkę grupowych ratowników. Żadne z nich bowiem nie słodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców dotarliśmy do Komory Gwiaździstej. Przypomniało mi się, że za Zapałkami to nawet znajduje się kawałek całkiem fajnej jaskini, w której można się trochę poczołgać, pomęczyć i pobrudzić. Po drodze &amp;quot;tam&amp;quot;, jak i &amp;quot;z powrotem&amp;quot; minęliśmy kilku znajomych, najpierw w punkcie cieplnym w Sali Rycerskiej, a potem w roju kłebiącym się wokół noszy nad Wielkim Kominem. Zanotowaliśmy kilka obserwacji społecznych o fenomenie GRJ-u: oczywiście na wierzchu widać przede wszystkim wymianę doświadczeń, uczenie się logistyki, doskonalenie się w technikach i bardzo słuszne przygotowywanie się na okoliczność wypadku na jednej z licznych polskich wypraw eksploracyjnych. Sądząc jednak po tym, że tak wielu ludzi pozostawało w jaskini mimo zakończenia przydzielonego im zadania, zaryzykuję stwierdzenie, że nie bez znaczenia chyba jest i charakter tych manewrów. Niczego nie ujmując samej akcji - bo na ratownictwie się nie znam - to momentami miałem wrażenie, że ćwiczenia są też świetnym pretekstem i powodem, żeby pójść znowu do tej samej jaskini w znowu tej samej grupie znajomych, bez specjalnego męczenia się (jak na akcjach sportowych) i bez odpowiedzialności (jak na akcjach kursowych). W tym kontekście GRJ wypełnia próźnię w szerszym sensie. Ciekawe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw.-Skitur na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworscy, Rafał Pośpiech|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przyjemny skitur z Złatnej wpierw różnymi dziwnymi zakosami na Halę Lipowską, później na Rysiankę i do schroniska poniżej. Większość wycieczki spędzamy w towarzystwie naszej trójki, natomiast w schronisku zastajemy istny nalot skiturowców. Śnieg prószy dość intensywnie. O ile do góry poruszamy się własnym, wytyczonym szlakiem, to na dół &amp;quot;zjeżdżamy' głównie szlakiem czarnym. Na zjeździe nie poszaleliśmy, ale i tak było bardzo przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka%20i%20Lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus|23 02 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek chwilę po północy i jedziemy po Bogdana. O 01.00 już w trójkę mkniemy na Łysą Polanę. Droga mija spokojnie i szybko, z jednym postojem na małe co nie co. Warto tu wspomnieć, że Mc, w którym jedliśmy, był otwarty  o 2 nad ranem pomimo zapewnień Asi, że jest zamknięty. Warto wspomnieć ponownie, że jedzenie o tej godzinie nie jest dobre, a konkretnie mało wypieczone. Na Łysej polanie jesteśmy chwilę po godzinie 4. Zostawiamy samochód na parkingu, szybko się ogarniamy i startujemy. Droga do Morskiego oka mija szybko, w kontemplacji z małymi przerwami na rozmowy. Dochodząc do schroniska jesteśmy pierwszą ekipą wybierającą się tego dnia na Rysy. Po przepakowaniu sprzętu wychodzimy już jako druga ekipa za pierwszą pięcioosobową wyposażoną jakby szli przynajmniej na K2, tylko butli nie widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodząc przez taflę Morskiego Oka, docieramy do pierwszej tego dnia drogi pod górkę, prowadzącą do Czarnego Stawu Pod Rysami. W rakach idzie się bardzo pewnie, przez co bardzo szybko jesteśmy już przy zamarzniętym brzegu. Czekam na resztę i razem ruszamy na przeciwległy brzeg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu Asia decyduje się wrócić do schroniska, a ja z Bogdanem mkniemy pod górę za ekipą przed nami.&lt;br /&gt;
Droga do góry jest w miarę wydeptana, przez co idzie się bardzo wygodnie pod warunkiem, że nie stawi się stopy tylko troszkę za bardzo poza nią, co grozi wpadnięciem po pas w śnieg. Kilka razy po drodze odpoczywamy, przez co mija nas kilka osób. Ze dwa razy czekam na Bogdana dłużej. Gdy spotykamy się po raz kolejny Bogdan „daje mi pozwolenia abym szedł” i spotkamy się na szczycie.&lt;br /&gt;
Ruszam więc pod górę i mijam po drodze wszystkich, który podczas odpoczynku wyprzedzili nas, a także rzeczoną pięcioosobową ekipę, która ze schroniska wyruszyła przed nami. Na szczycie jestem sam, dopiero po chwili dochodzi pozostała reszta. Robię kilka zdjęć choć pogoda jak zawsze była kapryśna i nie pozwoliła podziwiać widoków. Ranek dawał nadzieję, a przedpołudnie wszystko zweryfikowało. Przechodzę jeszcze na Słowacką stronę, kilka smsów , telefon i zaczynam schodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzę do łańcuchów i czekam na Bogdana, który po kilku(nastu?) minutach pojawia się na horyzoncie oznajmiając, że  ma skurcz nogi :)  Razem ponownie wchodzimy na szczyt, kilka zdjęć, pogoda bez zmian. Zaczynamy schodzić. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Przed nami kilka osób schodzących na dół, i kilkanaście idących do góry. Gdy przed nami robi się pusto i stwierdzamy, że szlak jest na tyle stabilny decydujemy się na tzw „zjazd na dupie”.  Tym sposobem na dole (w Morskim Oku) jesteśmy w nieco ponad godzinę. Przed nami kilka osób robi podobnie, reszta za nami o dziwo również. W schronisku spotykamy się z Asią i całym dzikim tłumem turystów. Wchodząc do schroniska przez drzwi musiałem wypuścić 14 osób, a po wejściu do środka i tak nigdzie nie było miejsca. Przepakowujemy się, jemy na szybko i zaczynamy wracać drogą do samochodu. W dół droga mija jakoś wolniej, kilka razy myślę, że dobrze byłoby mieć ze sobą narty, żeby zjechać tym odcinkiem,  no ale cóż... Zaczyna prószyć śnieg. Na parkingu szybko się przebieramy i wracamy na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był bardzo dobrze spędzony piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy wypad na Ryczerzową i Switkową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soblówki na przeł. Przysłop. Dalej trawersem do bacówki na Rycerzowej gdzie robimy sobie krótki odpoczynek. Potem podejście na Ryczerzową (1226) i fajny zjazd z powrotem na przeł. Przysłop. Dalej bardzo strome podejście na graniczny szczyt Switkowej(1086) i przepiękny zjazd rzadkim bukowym lasem do polany Królowej i dalej do Soblówki. U góry śniegu sporo, niżej gorzej ale do auta docieramy na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/OkoliceRycerzowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia w Straszykowej Górze, Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Maciek R.|13 02 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie po pracy szybki wypad za Ogrodzieniec. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, sporo śniegu, lekki minus, ciemności dookoła. &lt;br /&gt;
Jaskinia w Straszykowej Górze zaskakuje: po średnio przyjemnej pierwszej części, na dłużej zatrzymujemy się w dalszych, mytych korytarzach. Bogdan jako jeden z najszczuplejszych w ekipie udowadnia, że miejsce które określiliśmy jako niedostępne jest do przejścia i prowadzi do bardzo przyjemnego kominka, w którym spędzamy sporo czasu. Ogólnie jaskinia zachwyca, opuszczamy ją ze smutkiem i kierujemy się przez Schronisko na Straszykowej Górze (IV) w stronę Jaskini z Kominem. Droga do schroniska bez większych przeszkód, obiekt przyjemny, malowniczy, trzeba o nim pamiętać na przyszłość – świetna miejscówka na piknik albo odpoczynek. Dalszy przemarsz do Jaskini z Kominem już z atrakcjami: próba skrócenia drogi owocuje przedzieraniem się przez krzaki, las, wiatrołomy, bagna, a nawet momentami wydawać by się mogło, że także przez pustynię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy pod otwór: jaskinia brzydka i brudna jak noc w Sosnowcu, ogólnie ciasno i zero atrakcji. No, może poza udowodnieniem przez Pitera, że naprawdę nie warto pchać się głową w dół. Odpuszczamy przejście wszystkich korytarzy – droga do lewego ciągu jest tak ciasna, że Berkowa przy niej to autostrada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini próbujemy kierować się do samochodów (próbujemy – słowo klucz). Prowadzeni GPSem na którym niechcący coś mi się nacisnęło, zwiedzamy solidny kawał lasu, przecierając szlaki które nie widziały człowieka od czasu, gdy praludzie biegali po dziczy odziani w skóry z mamutów i rzucali w małpy kamieniami. &lt;br /&gt;
Ostatecznie odnajdujemy samochody, wracamy do domów bez większych urazów i odmrożeń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fstraszykowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Adam Tulec&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Niedziela, 11.02.2018. O godzinie 5:55 dzwoni budzik.&lt;br /&gt;
Jakimś cudem wstaję po pierwszym dzwonku.&lt;br /&gt;
To chyba efekt uboczny wczorajszego dnia - po wizycie w Jaskini Zimnej padliśmy jak muchy. Jeśli dodać do tego szczyptę adrenaliny na myśl o dzisiejszej akcji, w efekcie poranna pobudka idzie lepiej niż się tego spodziewałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero nasza trzecia akcja w Tatrach, ale już nabieramy wprawy w tym speleoceremoniale. Plecaki i szpej wzorcowo spakowane wieczorem, ciuchy na wyjście przygotowane. Dorzucamy potrzebne liny do wora, jemy śniadanie i ekipa jest gotowa do wyjścia.&lt;br /&gt;
Pomimo, że za oknem przyjemny mrozik - skład ekipy trochę stopniał. Na niedzielne wyjście do Kasprowej Niżniej wychodzimy w trzyosobowym składzie - Rysiek (instruktor), Iwona (koleżanka z wcześniejszego kursu) i ja.&lt;br /&gt;
Czyli w dniu dzisiejszym zapowiadają się zajęcia indywidualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic i dziarskim krokiem ruszamy zielonym szlakiem w stronę Myślenickich Turni. Śnieg skrzypi pod nogami, mocne słońce sprawia, że zimowa szata gór nabiera dużego uroku. Dojście do otworu bezproblemowe i bardzo przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się w jaskiniowe wdzianka, sprawdzamy czołówki, szpeimy się i po chwili ruszamy w mniej-lub-bardziej nieznane! Pierwsze ruchy idą mi trochę opornie, czuję zmęczenie po wczorajszym dniu. Ale problem szybko znika, po raz kolejny potwierdza się stara zasada, że zakwasy najlepiej rozchodzić.&lt;br /&gt;
Iwona zasuwa do przodu jak dzik lub raczej jakaś łasica. Sprawnie pokonuje kolejne metry metry jaskini, przeciska się gdzie jest wąsko, przeskakuje tam gdzie mokro.&lt;br /&gt;
Staram się dotrzymać jej tempa, znajdując jednak chwilę czasu na nacieszenie się jaskinią, szczególnie, że jest zupełnie inna od wczorajszej Zimnej (a raczej Błotnej).&lt;br /&gt;
Pokonujemy razem kolejne fragmenty, całkiem sprawnie poręczujemy trudniejsze miejsca. Chwila zawahania przed wejściem do Gniazda Złotej Kaczki... Ufff. Suchutko!&lt;br /&gt;
Nawet czołganie się jest całkiem przyjemne, bo spąg jest pokryty czystym, drobnym piachem.&lt;br /&gt;
Krótki, łatwy prożek do pokonania (II) i po chwili jesteśmy w Sali Rycerskiej. Dogania nas Rysiek. Po zerknięciu na zegarki stwierdzamy, że możemy się z czystym sumieniem rozsiąść na chwilę. Wciągamy przekąski i idziemy sprawdzić co się czai za Wiszącym Jeziorkiem. Udaje się nam przejść bez kąpieli słynne Zapałki, ale dalej odpuszczamy, tłumacząc sobie, że musi pozostać jakiś niedosyt na przyszłość.&lt;br /&gt;
Wracamy do Sali Rycerskiej znów ćwicząc zapieraczkę. Dostajemy drugie zadanie - sprawdzić korytarz prowadzący w stronę Syfonu Danka. Po chwili wątpliwości znajdujemy poszukiwany przez nas ciąg korytarzy i dochodzimy do kluczowego miejsca - oczom naszym ukazuje się budzący we mnie lekki niepokój komin.&lt;br /&gt;
Ponieważ nie zakładaliśmy przechodzenia tego fragmentu, nie mamy ze sobą stosownej liny. Ale próbujemy przejść pierwsze metry, żeby sprawdzić swoje umiejętności. Po kilku próbach chyba udaje się nam rozpracować poczatek tego jaskiniowego 'balda'. Następnym razem zobaczymy czy przejdziemy całość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do Ryśka, a ponieważ w tak małej grupie wszystko poszło szybko i sprawnie - mamy jeszcze spory zapas czasu. Robimy dłuższą przerwę, plotkujemy trochę o jaskiniowym środowisku, naszych doświadczeniach i słuchamy historii 'z podziemia'. Ale z czasem dochodzą do nas dźwięki kolejnej kursowej grupy, więc stwierdzamy, że pora wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas drogi powrotnej mamy małe przestoje, bo przepuszczamy dwa inne kursy, ale wychodzimy z jaskini o wczesnej porze. Do Kuźnic wracamy w świetle zachodzącego słońca, mijani przez duże grupy narciarzy i skiturowców. Wypad do Kasprowej Niżniej będę wspominał bardzo miło, a kolacja po takim dniu smakowała wybornie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka,&amp;lt;u&amp;gt; Staszek Dacy &amp;lt;/u&amp;gt; Irek Olearczuk, Adam Tulec|10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście jak wiadomo proste, droga przez dolinę wydeptana i wylodzona, na schodach u góry parę zwalonych drzew, jednak po doświadczeniach naszego kursu z Jaskini Czarniej to czysta przyjemność. Przed otworem krótka przerwa i ruszamy w dół, po lodzie, który na szczęście w drodze powrotnej nie był problemem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw długo prosto i sucho, zakręt i znów prosto, jednak nie tak sucho. W wielkim napięciu wyczekiwaliśmy Ponoru, mieliśmy nadzieję, że stan wody będzie w nim tak niski, że nie zwrócimy na niego uwagi. Nie udało się, teraz już wiemy, że tego miejsca nie da się przegapić. Bez zastanowienia szybki desant z ciuchów (nie było co się zastanawiać - decyzję, że Ponor sprawdzi najmłodszy podjęto już dawno). Początek szedł dobrze, później było do dupy... zasygnalizowałem, że wody jest właśnie tyle - rozpoczęto operację przeprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak zabawa zaczynała się dopiero teraz i znów padło na mnie. Progi i Czarny Komin mój, i... tego mi trzeba było jako w jednej z pierwszych jaskiń naszego kursu. Jako początkujący wspinacz nieźle dostałem w tyłek pod każdym względem. Poza oczywiście fizycznym wyciskiem (bo jak wiadomo większość &amp;quot;wywspinana&amp;quot; z buły na pętlach) doczekałem się niezłej lekcji psychiki, albo... fizyki - zrozumiałem, że codziennie odczuwalny współczynnik tarcia daleko jest od swojej granicznej wartości:D Teraz mokra skała i zapieraczka jest dużo bardziej intuicyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostanie poręczowanie i zjazd do Chatki by Adam. Tam chwila przerwy i odwrót. Szybki, przejście przez Ponor już bez zbędnych ceregieli. Wór z mokrą liną dał się we znaki...&lt;br /&gt;
Wszystko pięknie i potrzebne, ale z wyjścia do Kasprowej Niżnej na drugi dzień odmeldowuję się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST)|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwsze skitury dziewczyn w Tatrach. Podchodzimy do Murowańca przez Boczań i zjeżdżamy nartostradą. Wszystkie kończyny całe! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8557</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8557"/>
		<updated>2018-11-11T16:24:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''10 11 2018''' - Wspinanie w Rzędkowicach&lt;br /&gt;
* '''1-4 11 2018''' - Anglia - Jaskinie Yorkshire Dales&lt;br /&gt;
* '''27 10 2018''' - Tatry  - Jaskinia Miętusia Wyżnia&lt;br /&gt;
* '''20 10 2018''' - Beskid Śl.  - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''13-14 10 2018''' - Tatry  - Jaskinia Śnieżna&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8542</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8542"/>
		<updated>2018-10-21T15:37:57Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''20 10 2018''' - Beskid Śl.  - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''13-14 10 2018''' - Tatry  - Jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''07 10 2018''' - Beskid Śl.  - Barania Góra&lt;br /&gt;
* '''07 10 2018''' - Beskid Śl.  - Magura i Klimczok&lt;br /&gt;
* '''29 - 30 09 2018''' - Jura - szkolenie wspinaczkowe kursu TJ&lt;br /&gt;
* '''23 09 2018''' - Tatry Zachodnie - Rochacze od słowackiej strony&lt;br /&gt;
* '''23 09 2018''' - Beskid Zyw. - pasmo z Oszustem&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8541</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8541"/>
		<updated>2018-10-21T15:36:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda krzyżuje plany na wyjazd wspinaczkowy, więc decydujemy się na spacery po Beskidach - na wszelki wypadek wrzucam rower do bagażnika. Lądujemy w Węgierskiej Górce o 12:00, gdzie Ala z małą i znajomymi spacerują po okolicy, a ja wybieram się rowerem, czerwonym szlakiem przez Magurkę Wiślańską - Malinów - Salmopol - Kotarz do Szczyrku. Widoczność bardzo kiepska. Mżawka zaczyna się w okolicach Magurki, a pod koniec wycieczki jestem już bardzo przemoczony i dość zmarznięty. Łącznie wychodzi ok. 25 km i trochę ponad 1000 m podjazdów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Dolina Kluczywody - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Adam Tulec|13-14 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Dolinie Kluczywody odbyła się ostatnia część szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Śnieżna|Karol, Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|13-14 10 2018}}&lt;br /&gt;
Mało spania, za dużo lin, brak czasu na rozmyślenie się i oto byliśmy! Na szlaku w dolinie Małej Łąki o godzinie 7 rano. Dreptaliśmy trochę za bardzo obciążeni jak na relaksacyjne wyjście i  rozmyślaliśmy kogo spotkamy w jaskini.  I wtedy nasze myśli jakby się zmaterializowały w postaci kolegów z SBB, radośnie oznajmiających nam, że oni idą zaporęczować jaskinię i nie musimy nieść naszych lin, bo możemy skorzystać z ich poręczówki. Tak proszę państwa! To wcale nie był sen grotołaza! Aż pod sam otwór nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini Śnieżnej weszliśmy dość późno, ale letnia pogoda wcale nie zachęcała by przykleić brzuch do lodospadu i zjechać w głąb ziemi. No właśnie... lodospad... będąc ostatnio w tej jaskini przynajmniej rok temu nie miałam świadomości... że lodospad jakby się skurczył... zmalał... a miejscami znikł... Pierwszym zaskoczeniem było samo wejście do dziury, gdzie wg. moich wspomnień trzeba było przeciskać się pomiędzy stropem a lodem, teraz znajduje się tam zjazd, lód zaczyna się dopiero w połowie pochylni i dość gwałtownie kończy, odkrywając nie do końca stabilne głazy... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niżej już po staremu. Mkniemy w dół aż do wodociągu. Tu kręcimy się trochę, jemy, mijamy trochę ludzi. Można nawet powiedzieć, że całkiem tłoczno było tam na dole... Do góry jak zwykle pocimy się na linach. Ja przeżywam małą chwilę przerażenia, odkrywając, że moja delta zbyt łatwo się odkręca i uprząż próbuje się z niej wydostać. Przed wielką studnią dokręcam ją jednak tak skutecznie, że po wyjściu potrzebuję pomocy w oswobodzeniu się z uprzęży...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień poszukujemy jakiejś krótkiej wycieczki, żeby móc wcześnie wyjechać z Zakopanego, ale wykorzystać dzień w Tatrach. Pogoda zachęca do wycieczki powierzchniowej, a mokre kombinezony i wnętrza odpychają od jaskiniowej. Decydujemy się na szybką przebieżkę Doliną Strążyską pod Siklawicę, dalej Ścieżką nad Reglami, przez Sarnią Skalę, do Doliny Białego. Koło zamykamy dochodząc Ścieżką pod Reglami z powrotem pod Dolinę Strążyską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2018%2Fsniezna&amp;amp;startat=5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziejowska i Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
Ostatnią niedzielę spędziłem leniwie, więc postanowiłem wziąć się za siebie i wybrałem się na szybki wypad w góry, akurat żeby wieczorem zdążyć na koncert. Przed  godz. 8 byłem już w Węgierskiej Górce, skąd czerwonym szlakiem udałem się na Baranią Górę przez Magurkę Radziejowską. Szlak bardzo sentymentalny, bo na nim 4 lata temu na rajdzie górskim poznałem moją Iwonę ;) Początkowo pogoda była super, taka nasza prawdziwa polska złota jesień (choć jeszcze nie wszystkie drzewa zmieniły kolor na złoty), to później na grani zaczeło bardzo mocno wiać. Horyzont zeszarzał i widoki były bardzo ograniczone. Z wieży widokowej na Baraniej było trudno dostrzec nawet Babią Górę. Do Węgierskiej Górki wracałem początkowo czarnym szlakiem, a później zielonym. Po powrocie do auta kupiłem sobie w nagrodę lody w pobliskiej cukierni. Do Katowic wróciłem troszkę po 15.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: zajęcia na Kuli i Żabim Koniu - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|06-07 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach pomiędzy Będkowicami a Kobylanami, odbyła się druga z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magura i Klimczok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, trochę wcześniej od Biłej na szczyt wyszli Rysiek i Marzenna Widuch|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem w dobrej pogodzie start z Mesznej na przełaj wzdłuż potoku Mesznianaka. Potok najpierw płynie w dość głębokim jarze. Dalej stromo do góry zdobywamy wysokość na granicy zadłużenia tlenowego osiągając szlak czerwony z Bystrej. Następnie szczyt Magury i Klimoczoka. Dość sporo osób kręciło się w okolicy schroniska. Wracamy żółtym szlakiem do Mesznej zatrzymując się w Chacie pod Starym Groniem na szarlotce. Od tej strony na szczyt wychodzi znacznie mniej ludzi niż z pozostałych zboczy. Z niecierpliwością należy czekać na dobre śniegi by powtórzyć tą trasę skitorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Straszykowe skały - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec i Asia Przymus (jeden dzień)|29 - 30 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Ryczowie odbyła się pirewsza z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów. Opis pojawi się po ukończeniu całości szkolenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Banikov - Rohacze|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wstępny plan kursowego wyjścia do Ptasiej zawiódł, więc wybraliśmy słowackie zachodnie Tatry jako cel naszej wycieczki. Rochacze od dawna chodziły nam po głowach. Dzień wcześniej relaksujemy się w Termach Chochołowskich, gdzie jak się okazało trafiliśmy na sobotnie „Pool party”, czyli imprezę na odkrytym basenie rodem z amerykańskich filmów dla nastolatków, z DJem itp. &lt;br /&gt;
Nocujemy w muszli koncertowej zlokalizowanej na parkingu przy jaskini Brestovskiej; miejscówka bardzo dogodna, można się schować w środku, tak że nikt z drogi nas nie widzi i nie przegania. Trekking rozpoczynamy od wejścia na Banikov, później dalej granią przez Rochacze Płaczliwego i Ostrego na Wołowiec. Odcinki z łańcuchami nie są aż takie trudne jak się spodziewaliśmy czytając opisy przejść.  Szczyty były niestety zakryte chmurami, mocno wiało. Na Banikowym szczycie kępki trawy były już nieco zaśnieżone/oblodzone tworząc ciekawe formy dzięki wiejącemu wiatrowi. Mimo nienajlepszej pogody na szlaku spotykamy wielu wędrowców. Szlak zdecydowanie do powtórzenia przy lepszej pogodzie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze przy przydrożnych ruinach, które okazały się pozostałościami Franciszkowej huty z ogromnym piecem hutniczym w środku.&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBanikov%20Rohacze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - pasmo z Oszustem|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow.|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Pokonano dość długą trasę z przeł. Glinka do Rycerzowej i zejście do Soblówki. Pogoda niezbyt lecz na szlaku nikogo. Zejście w nocy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wejście na Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os. tow.|21 09 2018}}&lt;br /&gt;
Mój plan na spędzenie weekendu w tatrach pogrzebał się pod zwałami zapowiadanych opadów deszczu i śniegu oraz zimna. Rozpacz jaka mnie ogarnęła z powodu utraconego tatrzańskiego lata została jednak przepędzona przez Piotrka, który miał spędzać czwartek i piątek w górach i zaprosił mnie bym dołączyła do niego i kolegi w Piątkowe wyjście na Kościelec. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coś we mnie drgnęło i nagle zapragnęłam nie przejmować się żadnymi obowiązkami i pozwolić sobie działać spontaniczne. Od razu wybrałam wolne na piątek, po pracy szybko się spakowałam i poszłam spać chwilę po zmroku. Pobudka o 2:15, o 2:45 wyjazd z Rudy Śląskiej i udało mi się złapać miejsce w Pekaesie do Zakopanego o 3:45. Na miejscu byłam trochę po czasie - o 7:30, zamiast 7:00 (uwaga korki w Białym Dunajcu), gdzie spotkałam się ze Strzelcem i jego znajomym. Bez zwłoki udaliśmy się na szlak z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pogoda owszem letnia, więc szybko pozrzucałam z siebie zbędne nogawki i długie rękawy, aczkolwiek na trochę wyższym i odkrytym terenie wiał mroźny i mocny wiatr. W Murowańcu zatrzymaliśmy się na szarlotkę, Strzelec z powodu kontuzji wycofał się ze zdobywania z nami Kościelca i wybrał kontemplację natury nad Czarnym Stawem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
My ruszyliśmy na Kościelec z lekką obawą, czy aby przypadkiem nie zwieje nas jak tylko wyjdziemy na grań Małego Kościelca. Jak się wyżej okazało, na szczęście mimo nagłych podmuchów i konieczności założenia dodatkowych warstw, nie groziło nam zdmuchnięcie ze skał. Na drogę podejścia wybraliśmy trasę prowadzącą koło Czarnego Stawu, przez Mały Kościelec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlak na Kościelec, aczkolwiek stromy jest bardzo przyjemny, szybko zdobywa się wysokość, mogąc cały czas podziwiać wspaniałe widoki, bliżej szczytu wymaga użycia rąk przy podchodzeniu. Jak dla mnie było to jedno z ciekawszych podejść jakie robiłam w Tatrach. Na szczycie posiedzieliśmy tak długo jak tylko się dało aby nie zamarznąć. Na drogę powrotną wybraliśmy zejście koło Stawków w Dolinie Gąsienicowej. Na Hali Gąsienicowej spotkaliśmy się ponownie z Piotrem i razem ułożyliśmy się wygodnie na trawie by jeszcze chwilę pokontemplować ostatni letni dzień w Tatrach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fkoscielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: jaskinie: Berkowa, Ostrężnicka, Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Max, Speleo-Myszków|17 09 2018}}&lt;br /&gt;
Robimy szybki wypad na Jurę: najpierw z Piterem zaliczamy Berkową (jaskinia z roku na rok wydaje się coraz bardziej ciasna), później już we 3 z Maxem dla zabicia czasu odwiedzamy Ostrężnicką. W krzakach nad jaskinią odnajdujemy chyba ruiny zamku, bardziej &amp;quot;chyba&amp;quot; niż &amp;quot;ruiny&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem dojeżdża wsparcie z Myszkowa. W piątkę ruszamy do Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskiniowy gwóźdź programu szybko klasyfikujemy jako „byłem, widziałem, nie wrócę”. Jaskinia niepokojąca, długa i piękna. Miejscami krucho, miejscami ciasno, są też chodniki po których można biegać będąc  w pełni wyprostowanym. Przechodzimy przez wszystkie główne ciągi, zwiedzając dodatkowo ciekawsze boczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziura zdecydowanie warta uwagi, jakiej formy nacieku by sobie człowiek nie wymyślił – taką znajdzie w Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzimy z jaskini z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;
Dziękujemy Speleo-Myszków za otwarcie obiektu 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fberkowa_ostreznicka_wierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: kaniony okolic Chiusaforte (Alpy Karnickie - Alpy Julijskie- Prealpy Julijskie)|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|13 - 16 09 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz trzeci udało nam się wybrać w rozpoznany już rejon kanioningowy. Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich skrupulatnie obserwowaliśmy przed wyjazdem pogodę i trafiliśmy w dychę – słońce, ciepło i co najważniejsze odpowiednie przepływy wody pozwoliły nam zrealizować cały plan. Odwiedziliśmy 4 kaniony najlepiej oddające klimat rejonu. Standardowo wyjazd w środę późnym wieczorem – na miejscu ok. 5 rano. Krótka regeneracja i na pierwszy ogień, lub lepiej napisać wodę poszedł Rio Ronce (v3a3III). Kanion typowo rozgrzewkowo-zabawowy, krótkie podejście około godziny a w środku wszystkiego po trochu; zjazdy, skoki, tobogany. W piątek zrobiliśmy Simona dolną część (v4a4V). Opisując go można cytować bardziej doświadczonych od nas kolegów z SDG  „Rio Simon jest jednym z najpiękniejszych kanionów Alp Karnickich. Woda jest w nim krystalicznie szmaragdowa, ściany są utworzone z białego, czystego wapienia. Kanion jest głęboki i wąski, lecz mimo to pełen słońca, które sprawia, że zdaje się być przyjazny i dostępny” – nic dodać nic ująć. W sobotę zmierzyliśmy się z Rio Cuestis (v5a3III). Początek zapowiadał się całkiem nieźle – parę mis do których udało się skoczyć. W środkowej partii woda zanika i do końca staje się suchy. Brak wody nie rekompensowały nam pionowe zjazdy dochodzące do 70 m. Dla nas grotołazów zjazdy powiedzmy sobie szczerze to trochę nie to czego szukamy w kanionach. No ale na wiosnę przy dużej wodzie to musi być fest…Niedziela na deser pobudka o 6.30 i o 8.00 maszerujemy w stronę Frondizzona (v4a2III). Kanion krótki ale intensywny. Zaczyna się 35 m. kaskadą z silnym strumieniem w końcowym odcinku zjazdu „zrywającym buty”. Potem skoki, pływanie, zjazdy wszystko w mocno wciętym a czasem zasklepionym kanionie. Dobre zakończenie wyjazdu. W Mikołowie jesteśmy o 22.00. &lt;br /&gt;
Uwaga: osoby planujące wyjście do Rio Cuestis – zły opis długości potrzebnej liny na stronie http://www.descente-canyon.com/canyoning/canyon-description/22007 . Myśmy mieli 73 + 58 i na najdłuższej kaskadzie było na styk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyceny trudności kanionów dla zainteresowanych:  http://v7a7.pl/skale-i-trudnoci/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKaniony-Italia&lt;br /&gt;
      &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Klimczok |Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|16 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią. Stamtąd, aby nie dojść zbyt szybko na Klimczok, skręcamy na szlak w kierunku Wapienicy. Pogoda idealna na takie spacery, słońce, nie za ciepło, nie za zimno, nie padało. Dużo grzybów, żadne z nas nie przepada za tym przysmakiem, ale jak widać większość ludzi już tak. Praktycznie każdy turysta, którego mijaliśmy niósł siatkę wypełnioną właśnie grzybami. Po zejściu do Doliny Wapienicy, przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie zatrzymujemy się na obiad, a później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy, zajadając domowe ciasteczka owsiane 😊. Z Klimczoka kierujemy się z powrotem na Błatnią i dalej do auta w Brennej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem na Magurę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 09 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku zrobiłem sobie ciekawą trasę na rowerze górskim. Z Szczyrku częściowo szlakiem, częściowo leśną drogą podjazd do schroniska pod Klimczokiem (skwar utrudniał zadanie). Potem przez szczyt Magury (1109) żółtym szlakiem do Mesznej. Zjazd trudny technicznie, sporo dużych kamieni lub trawiaste stoki, na których kiepsko wychodzi hamowanie. Zjeżdżałem tu pierwszy raz więc była to swego rodzaju nowość. Z Mesznej ładnym szlakiem rowerowym wracam do Szczyrku tuż przed ogromną nawałnicą. Grad wielkości kurzych jaj dewastował samochody a główna droga w Szczyrku zamieniła się w rwącą rzekę. W tym czasie już jednak siedziałem w knajpce na lodach z znajomymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Szczyrk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Königsjodler |Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |18 08 2018}}&lt;br /&gt;
Razem z Sarenką i Michałem postanowiliśmy zejść z Gölla dzień wcześniej, żeby wejść jeszcze na szczyt Hochkönig(2941m) przez ferratę Königsjodler.&lt;br /&gt;
Zaparkowaliśmy samochód na parkingu przy wejściu na szlak, po czym okazało się, że nie mamy gazu. Próby zakupienia w okolicznych wioskach były oczywiście nieskuteczne. Na całe szczęście pierwszy Austriak, którego zapytaliśmy o możliwość zakupu, podarował nam swój kartusz. Rozbiliśmy się na parkingu, a towarzyszyło nam niespodziewanie dużo osób, w tym grupa Czechów, z którą w następnym dniu kilkukrotnie się mijaliśmy.&lt;br /&gt;
Rano powitała nas całkiem przyzwoita pogoda, choć szczyty były zakryte chmurami. Szczęście znów nam dopisało. Im wyżej wychodziliśmy, tym chmury wznosiły się wyżej, odsłaniając poszarpaną grań, przez którą prowadziła ferrata. Pomiędzy kolejnymi szczytami musieliśmy pokonać „skok młodej panny”, most linowy i tyrolkę. Część odcinków pomimo sztiftów wymagała siły i wytrzymałości. Na szczyt dotarliśmy po paru godzinach wspinaczki, znów mijając wcześniej wspomnianych Czechów (którzy, jak to stwierdzili, uzupełnili witaminy i minerały w schronisku pijąc piwo). Po chwili oddechu na szczycie zaczęliśmy schodzenie. Początkowo po piargu, dość sypkim, o czym miałam się okazję przekonać zjeżdżając pewien odcinek w dół. Schodzeniu towarzyszył piękny zachód słońca oświecający zdobyty tego dnia szczyt i pomniejsze szczyty. Noc spędziliśmy ponownie na parkingu. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną, zahaczając o Lechovice. &lt;br /&gt;
zdjęcia w galerii &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa Goll'2018 |Mateusz Golicz (kier.), Miłosz Dryjański (KKS), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Ola Skowrońska (WKTJ), Jacek Szczygieł (KKS), Darek (KKS) |04 - 26 08 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja z pierwszych dwóch tygodni, z mojej i Iwony perspektywy. Iwona prześle osobno swój punkt widzenia  :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczna wyprawa odbyła się w terminie od 4 sierpnia do 26 sierpnia. My z Iwoną mieliśmy tegoroczny urlop tak zaplanowany aby być przez pierwsze dwa tygodnie. Cała ekipa spotkała się w piątkowe popołudnie u Sarenki i Michała, gdzie spakowaliśmy wszystkie rzeczy i wyjechaliśmy w stronę Austrii. Dojechaliśmy nad ranem, także był czas aby się jeszcze przespać. Po drzemce szybkie spakowanie big bag'ów i czekanie na helikopter. Na szczęści w tym roku śmigło było o czasie i nie zaskoczył naś za wczesnym przylotem. Resztę dnia spędziliśmy na rozkładaniu bazy oraz planowaniu zadań na następne kilka dni. Ze względu na ograniczony zasób ludzki mnie i Iwonie przypadło więcej zadań niż w zeszłym roku... i bardzo dobrze ;) &lt;br /&gt;
Drugie dnia Mateusz i Ja poszliśmy do Mondholle. To była moja trzecia jaskinia po Gammsteigu i Dependance w tym masywie. Muszę przyznać, że do miejsca gdzie zjechaliśmy była czysta;) Jednak główną jej atrakcją to były skamieniałości, które występowały często i gęsto ;) Dla mnie bardzo fajna akcja rozgrzewkowa, przy której miałem okazję poznać trochę teorii i praktyki związanej z poręczowaniem. Następnego dnia powtórka Mondholle z Olą i kolejne kilka metrów jaskinia puszcza. Kolejne kilka akcji mam w Gamssteighöhle. Inni ze sukcesem szukali nowego obejścia do biwaku, ja tym czasem z innymi staraliśmy się udogodnić nową drogę, a to przeporęczować ją lub przekopać gdzie było za ciasno. Po połączeniu nowej drogi (gdzie to w magiczny sposób kominy staly się nagle studniami) czekał nas deporencz swoistej legendy tj. Klappachera. Jak dla mnie historyczny moment. Przecież tyle lat nas klappacherem straszyli, a tu już zdeporenczowany. Czym teraz straszyć nowych kursantów??? Na kolejne dni pracy było wbród, więc uczestniczyłem w rozkładaniu kabla telefonicznego, deporenczu, transporcie i innych. Po tygodniu doszedł do nas Darek z Małym. Akurat z Darkiem dostaliśmy wolną rękę na eksplorację Dependance. Mieliśmy sporo rozmyślania w którą stronę pójść i ostatecznie wybraliśmy się w stronę okienka pilnowanego przez dużą wantę, która skutecznie nam przeszkodziła i mieliśmy z pod niej wycof. Z Darkiem stworzyliśmy jeszcze zespół pomiarowy, dzięki czemu plan jaskini zyskał kilka metrów. W między czasie odwiedził nas kolega Małego tzw. Money (przynajmniej tak zrozumiałem ;). Gość w dom, Bóg w dom, także wieczory spędziliśmy na wspólnych pogawędkach, opowiadaniach o innych wyprawach i anegdot. Wieczory bardzo były przyjemne, przy wspólnym biesiadowaniu. Jedną z niepojętych rzeczy w tym roku był codzienny upał. Istnie nie gollowska pogoda, która spowodowała, że za deszczem patrzeliśmy nie raz z utęsknieniem... Resztę o jaskiniach i ferracie dopowie Iwona :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując Gölla 2018, nasze działania skupiły się na jaskiniach:&lt;br /&gt;
Gamssteighöhle: połączyliśmy biwak z otworem przez Jaskownicę, tym samym umożliwiono przejście na biwak bez przechodzenia przez ulubione przez wszystkich meandry; prace na najgłębszym przodku - przejście krótkiego meandra, zjechanie kolejnych studni do głębokości ok.-725m; i na koniec zaskakująca wspinaczka za Koniem do największej sali w Gamssteigu&lt;br /&gt;
Dependance: wspinaczka, która dalej się kontynuuje - pozostało ok.10m i na górze optymistycznie wieje&lt;br /&gt;
Mondhöhle: zaporęczowaliśmy do ok. -320m, a studnie ciągną się dalej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten rok był wyjątkowo upalny. Miłosz skonstruował stojący prysznic, Mateusz zaordynował kupno zapasu mydła i szamponu, i prawie mogliśmy się prysznicować w promieniach słońca, tyle że … brakowało wody! Z problemem poradziliśmy sobie przynosząc śnieg z otworu Częstochowaschacht. A i tam spod śniegu wyłonił się otwór jaskini, jeszcze niezbadanej…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojego punktu widzenia, najciekawszym było własne poręczowanie i zejście na biwak. Razem z Małym zjechaliśmy do studni, której jedno dno było piaszczyste – mogłam z pełną satysfakcją stawiać tam pierwsze kroki, których odciski było wyraźnie widać ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FGoll-2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PORTUGALIA: wędrówka z Faro do Fatimy |&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os. tow.), Dominika (os. tow.)|31 07 - 21 08 2018}}&lt;br /&gt;
Przeważnie piesza wędrówka wzdłuż wybrzeża Atlantyku na odcinku Faro - Lizbona (ok. 250 km). Droga wiodła plażami, klifami, lasami oraz przez małe miejscowości. Dalej z Lizbony do Fatimy. Po drodze najdalej na zachód wysunięty przyl. Europy - Cabo de Roca. Szersza relacja później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - grań Otargańców |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 08 2018}}&lt;br /&gt;
Jeden z bardziej odosobnionych i osobliwych szlaków słowackich Tatr. Wiedzie urozmaiconą granią między dol. Jamnicką a Raczkową z pięknymi widokami na niemal całe Tatry Zach. Trudności technicznych brak ale jest wysoko. Zwieńczeniem jest drugi co do wys. szczyt Tatr Zach. - Jakubina (Raczkowa Czuba) - 2194. Stąd przez Jarząbczy i Kończysty schodzimy do dol. Raczkowej. Krótki odpoczynek przy szałasie pod Klinem (Starorobociański Szczyt) a następnie szybko w dół do wylotu Wąskiej Doliny. Cały dzień piękna pogoda a na naszym szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Całość trasy to ok. 20 km i 1600 m przewyższeń. Czas przejścia - 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOtargance&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Skarżyc |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 07 2018}}&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy teren w okolicach Skarżyc pod kątem obiektów jaskiniowych. Oprócz 2 dość ciekawych lejów nic ciekawego nie odkryliśmy. Nadchodząca nawałnica przegnała nas do auta. Udało się zebrać trochę grzybów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Sauerland - jaskinia Witte Kuhle |Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 - 22 07 2018}}&lt;br /&gt;
Sauerland to wyżynno-górzysta kraina w środkowych-zachodnich Nieczech o dość ciekawej budowie geologicznej. Nie brakuje tu wapienia i związanych z nim zjawisk krasowych. W pobliżu miejscowości Marsberg znajdują się wapienne wzgórza. Dawno temu były tu kamieniołomy a ich pozostałości widoczne są po dziś dzień. W okolicy jednego z nich jest jaskinia Witte Kuhle (czasem zwana Białą Jaskinią). Potężny otwór z tego co się dowiedziałem z skąpych informacji był w pradawnych czasach siedzibą ludzi pierwotnych a obecnie dobrym miejscem na pikinik. Mało kto jednak zapuszcza się w głąb tej jaskini. Gdy tylko Paweł przekazał mi te informacje postanowiliśmy przy pierwszej okazji zbadać temat co w sumie owocowało trzema akcjami do tej dziury. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża sala wejściowa kończy się półką nad okapem. Aby się tam dostać trzeba strawersować po wąskiej perci ścianę skalną. Za półką korytarz ciągnie się na wschód rozdzielając się w kilku miejscach i łącząc się później w &amp;quot;centralnej&amp;quot; sali. Penetrujemy jaskinię dość dokładnie. Dalsze sale posiadają grube namuliska sięgające niemal stropu. Udaje mi się wpełzać dalej w głąb masywu aż do miejsca gdzie moje gabaryty nie przystawały do wysokości. Widać jednak, że jaskinia się kontynuuje dalej w wgłąb masywu. W trakcie &amp;quot;chodzenia&amp;quot; po jaskini zauważyliśmy kilka miejsc gdzie po poszerzeniu namulisk można by przedostać się dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Namalowane sporadycznie strzałki na ścianach oraz ślady świadczą o obecności grotołazów w tej jaskini. Brak jakichkolwiek śmieci też potwierdza fakt rzadkiego pobytu tu ludzi. Wobec braku informacji n.t. tej dziury chcieliśmy ją początkowo skartować (skartowaliśmy wstępne partie) sądząc, że to niewielka dziura. Jednak po jej przejściu stwierdziliśmy, że trzeba na to znacznie więcej czasu i może przy następnej okazji to zrobimy (to co najmniej kilkaset metrów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz działania w jaskini na rowerze objechałem cały teren w celu rozeznania uwarunkowań dot. tutejszego krasu gdyż penetrowana przez nas jaskinia posiada przepływowy charakter. Teren jest częściowo rolniczy, częściowo zalesiony co trochę utrudnia dostęp do całego terenu. Po za tym w starym kamieniołomie widnieje jeszcze jeden otwór do którego się trzeba wspiąć lub zjechać. Być może to tylko ślepa dziura lecz warto to zbadać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|USA/KANADA: na rowerach przez góry Alaski i zach. Kanady |&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|05 06 - 14 07 2018}}&lt;br /&gt;
Kontynuacja rowerowej podróży sprzed 9 lat. Przejechano górski odcinek północny od Anchorage na Alasce poprzez kanadyjskie terytorium Jukon, Kolumbię Brytyjską do Calgary w Albercie. Szerzej o wyprawie tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:USA/Kanada_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAlaska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: ferrata na Jägihorn |Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2018}}&lt;br /&gt;
Po raz kolejny odwiedzamy siostrę Karola w Szwajcarii w trakcie przedłużonego weekendu. Oprócz spacerów po okolicy Lucerny udaje nam się zrobić jedną via ferratę, na którą w zeszłym roku brakło nam już czasu. Prowadzi ona na szczyt Vorgipfel (3150m n.p.m.), a następnie Jägihorn (3206m). Wyjechaliśmy przed 6, na szlaku jesteśmy o 10. Pogoda idealna, słońce,  lekki wiatr,  niewielkie zachmurzenie. Sama ferrata była najtrudniejszą jaką do tej pory robiliśmy. W miejscach gdzie ściana była pionowa, a chwyty nieoczywiste przydały się umiejętności wspinaczkowe. Znowu przekonujemy się o fantazji Szwajcarów tworzących via ferraty - główną atrakcją drogi był most zawieszony pomiędzy dwoma ścianami. Idąc w górę mogliśmy oglądać innych wspinaczy pokonujących most, co u mnie powodowało silne ukłucie stresu. Pocieszające było to, że w razie niepowodzenia można go obejść dołem. Przed samym przejściem mostu nie mogę się zdecydować, co jest mniej stresujące: czy iść pierwszą i mieć to za sobą, czy zobaczyć, że jak Karol przez niego przebiega i to powtórzyć. Postanowiłam nawet liczyć stopnie, ale po dziesięciu presja była na tyle duża, że się pogubiłam :) Ostatecznie Karol ratuje mnie informacją, że jest dozwolone przejście w dwójkę i tak też robimy. W końcu przychodzi czas na najprzyjemniejsze, czyli wyjście na sam szczyt i podziwianie widoków z góry. Po krótkiej przerwie szybko schodzimy w dół i ruszamy w drogę powrotną do Lucerny jednocześnie żałując, że mamy tak daleko do tak wspaniałych miejsc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fferrata&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami MTB po pograniczu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 07 2018}}&lt;br /&gt;
Start w Krzyżowej. Przez Krzyżówki górskim szlakiem rowerowym nie złym podjazdem osiągamy Watówki i dalej do granicy słowackiej w okolicy Głuchaczek. Apogeum jest na Jaworzynie (1045) a dalej dość trudnym technicznie zjazdem obniżamy się na Przeł. Półgrską. Jakoś nie udało nam się znaleźć na polskim szlaku zjazdu na Słowację. Na przełaj przez las po uprzednim rozeznaniu terenu docieramy do zrywkowej drogi i nią zjeżdżamy nie bez trudności do doliny Polhoranki. Tu starą asfaltową drogą jedziemy do Oravskiej Polhory odświeżając się po drodze w rzece. Potem podjazd drogą na przeł. Glinne i piękny zjazd do Korbielowa. Aby trochę przedłużyć wycieczkę do Krzyżowej docieramy systemem szlaków rowerowych o urozmaiconej konfiguracji. Cały dzień piękna pogoda, która podkreślała jeszcze bardziej odcienie soczystej zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMTBJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - W drodze do Jaskini Litworowej|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Adam Tulec, &amp;lt;u&amp;gt;Staszek Dacy&amp;lt;/u&amp;gt;|06 07 2018}}&lt;br /&gt;
W planie jaskinia Litworowa. Po cierpkiej (dla niektórych) nocy pod namiotem (Fjorda Nansena – serce rośnie:D) piękny poranek. Z małą obsuwą, ale i tak przed 8 ruszamy do doliny Małej Łąki – miła odmiana po ostatnich startach z Kir. Na Przysłopie piękna pogoda. Skoruśniak też poszedł szybko, szczególnie że to kolejny raz z rzędu – już znany, a jeszcze się nie przejadł. Poza tym większość lin czeka na górze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebo czyste – po drodze opisujemy okoliczne widoki – w końcu w ostatnich tygodniach jesteśmy już trzeci raz w Tatrach, a pierwszy raz coś widać. Mówimy sobie – w końcu ładna pogoda. Docieramy pod Kobylarzowy Żleb, już niedaleko, tylko trochę pod górę. Na niebie pojawiają się chmury. Po dojściu na Czerwony Grzbiet pogoda zmienia się diametralnie, momentalnie zaczyna padać. Zdążyliśmy dojść do rozwidlenia ścieżek do jaskini Litworowej i pod Wantą, lało już niemiłosiernie. Biegniemy po liny, a część idzie pod otwór. Grzmi. Zaczyna padać grad o średnicy ponad centymetra, trzeba chronić głowę. Worki znaleźliśmy bez problemu. Przeczekaliśmy burzę przy jaskini pod Wantą, reszta w rejonie otworu. Gdy chcemy ruszyć do reszty, gdzieś w pobliżu znów uderza piorun i czekamy. Kiedy w końcu docieramy pod otwór, jesteśmy kompletnie przemoczeni, reszta ekipy na nasz widok zakłada plecaki. Zalecono odwrót z pełnym poparciem. Kiedy z powrotem wychodzimy na szlak pomimo deszczu i chmur, w rejon Giewontu leci śmigłowiec. Powoli przestaje padać, zlało nas znowu za Przysłopem. Wsiadamy szybko do samochodu, na polu namiotowym nikt nie chce z niego wysiąść. Zadziałało dopiero hasło: „Idziemy na herbatę i ciacho” - zrozumiecie jak zobaczycie zdjęcia. Pozdrawiamy z Polany Rogoźniczańskiej :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. W zeszłym tygodniu to jednak było pięknie:D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Flitworowa_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Kanale Gliwickim|Bianka Witman Fulde, Tadek, Basia, Ania, Adam, Agnieszka Szmatłoch, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jola i Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej, Monika i Henryk Tomanek, Lucek, Jurek i wiele innych osób (ponad 70 osób)|04 07 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udział w urodzinowym rejsie Bianki w rozrywkowych klimatach z tańcami przy wspaniałej muzyce (głównie lat 70-tych). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska , Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Wanda Cacha z sopockiego KTJ, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec, Stanisław Dacy|30 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było Zimno!!! Mam nadzieję, że kursanci napiszą trochę więcej niż ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten weekend zdecydowaliśmy  się z Iwoną potowarzyszyć Rysiowi i  Kursowi w wycieczce do jaskini Pod Wantą. Wyjechaliśmy nad ranem z Katowic i po 8 czekaliśmy przy wejściu do Doliny Kościeliskiej na resztę ekipy. Szybko przypominaliśmy sobie topografię, a nuż Rysiek zapyta, więc trzeba będzie błysnąć wiedzą. Po chwili przyszedł Rysiek z kursem, gdzie obok Magdy, Adama i Staszka była kursantka Wanda od naszej znajomej i wesołej ekipy z Sopotu, których poznaliśmy na wypadzie do Serbii. Pogoda była nijaka, trochę wiało, pochmurno, mokro i zimno. Dziarskim krokiem przeszlyśmy Kobylarz, który nie okazał się jakimś wyzwaniem. Może to brak lin na plecach to spowodował? Śmiało można było rzecz, że ogarneła nas &amp;quot;nieznośna lekkość butów&amp;quot;. Po drodze zgarneliśmy Kaję. Pomimo mgły, jasknie znaleźliśmy bez problemu. Nawet nie wiem, jak na swoim kursie mogliśmy jej szukać przez godzine?! Kurs przygotowany, szybko się przebrał i zaczął poręczować. Szkoda, że sami nie mieliśmy okazji czegoś zaporęczować, bo ćwiczyć zawsze trzeba, a kończąc kurs nie można usiąść na laurach. W drodze powrotnej złapała nas ciepła letnia śnieżyca:) &lt;br /&gt;
Następnego dnia po wyspaniu się, zrobiliśmy szybki treking Kuźnice-Murowaniec-Czarny Staw-Karb pod Kościelcem- Kuźnice. Na szlaku pogoda w kratkę. Czasem słońce czasem deszcz. Turystów nawet spora ilość jak na panujące warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Skawą|Tadek Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Justyna, Bianka Fulde-Witman, Bożena Kołodziej oraz osoby tow. m. in. - Grzegorz Burek, Kinga, Marcin, Jan Kempny, Basia Borowiec i 15 innych osób tow.|23 - 24 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach padał śnieg a niżej deszcz. Jadąc na miejsce startu nic nie wskazywało na zmianę sytuacji. Decydujemy się nawet na skrócenie spływu z Wadowic (planowaliśmy od zapry w Świnnej Porębie). Jednak z chwilą wodowania deszcz ustał i spływ odbywał się w całkiem przyzwoitej pogodzie choć bez upału. Sama rzeka ciekawa, bez nudnych fragemtnów, wymagająca uwagi. Po drodze fajny biwak w Grodzisku. Jak zawsze ognisko, śpiewy i opowieści. Spływ kończymy w Podolszy. kilka osób z 14 załóg debiutowało i nie obyło się bez nieprzwidziaych kąpieli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSkawa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w Jaskini Marmurowej|Mateusz Golicz, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec |23 06 2018}}&lt;br /&gt;
Nie możemy z Bogdanem zabrać kursantom przyjemności pisania opisu z wyjścia kursowego, więc o jaskini nie napiszemy nic. Możemy jedynie dodać, że dojeżdżając w sobotę z rana, wyruszyliśmy na szlak dużo po kursantach i ekipę zobaczyliśmy dopiero pod otworem. Dosłownie! była taka mgła, że dochodząc pod otwór słyszeliśmy jakieś głosy i szczęk szpeju, ale cokolwiek zobaczyliśmy dopiero będąc prawie tuż przed Mateuszem i resztą. Po wyjściu z jaskini mgła i ziąb taki sam, jeśli nie większy, do tego dopadła nas pierwsza śnieżyca tego lata. &lt;br /&gt;
Kilka ujęć dla stęsknionych zimy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmarmurowa_kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB na Baranią Górę|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Uznajemy, że w końcu trzeba zrobić sobie krótką przerwę w remontowaniu. Ja mam ochotę pojechać w góry, Łukasz na rower. Postanawiamy zadowolić każdego z nas i połączyć nasze zachcianki. Tym sposobem trafiamy z rowerami do Wisły i kierujemy się na Baranią Górę. Choć jesteśmy dość wcześnie, bo wyruszyliśmy jak tylko Łukasz skończył nocną zmianę to i tak już spotykamy na szlaku ludzi – głównie biegaczy, których tego dnia jest całkiem sporo (chyba jakieś zawody…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do schroniska podjeżdżamy spokojnie, drogą asfaltową, nawet specjalnie się nie męcząc. Wyżej jest gorzej. Stromo i kamienie. Ale to nie szkodzi, pchamy rowery pod górę, bo wiemy, że ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Udaje nam się trochę popedałować na grani i na szczyt wjeżdżamy, a nie pchamy. Tam trochę przerwy. Ja wchodzę na wieżę widokową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia, początkowo rowery musimy sprowadzać, później poruszamy się mieszanką zjazdu, odpychania się i sprowadzania. A potem zaczyna się asfalt. Patrzymy na siebie z porozumiewawczym błyskiem w oku, bo wiemy, że teraz ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Po parunastu minutach docieramy pod samochód z wiatrem we włosach i szczęściem na twarzy, na nowo naładowani energią do dalszej pracy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z naszego wyjazdu:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania%20gora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Januszkowe Skały|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Na kolejny wypad wybraliśmy z Iwoną skałki które leżą w miarę blisko nas. Wybór padł na Januszkowe Skały. Ruch pod skałą całkiem duży, ale wciąż nośny. Iwonie padła kolejna VI.1+, którą ja później przeszedłem z górną asekuracją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2018}}&lt;br /&gt;
W Tatry wkracza lato, czego doświadczamy na podejściu w parnym powietrzu. Akcja w dziurze do Bajora, które zalane było po strop. W zamian wychodzimy po linie kilkadziesiąt metrów ponad Brązowy Próg (szczelinowaty komin zawęża się do wiszącego zawaliska) oraz zjeżdżamy do korytarza Mamutowego z nieznanej nam dotąd pochylni. Odwiedzamy jeszcze inne zakamarki i wychodzimy z dziury wcześniej niż to planowaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/CzarnaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Łabajowa i wspinaczki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z delegacji nic innego nam nie pozostało jak w końcu wspólnie z Iwonką skoczyć po pracy na skałki. Tym razem nasz wybór padł na podkrakowskie skałki - Łabajową. Ja bez większych sukcesów, widać, że troszkę czasu mi zajmie rozchodzenie się, natomiast Iwona nie próżnowała w kwietniu i w mają, jak ja kiblowałem w stolicy i pokazała swoje pazurki robiąc w drugim podejściu VI.1+. Duma mnie rozpiera, że tak ładnie jej w tym sezonie idzie, a przecież jeszcze całe wakacje przed nami!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty autoratownictwa PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja K. oraz członkowie różnych klubów PZA|09- 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach miałem napisać relacje już w niedziele po powrocie, ale dwa dni zajęć z autoratownictwa wymęczą człowieka strasznie, tak jakbym został przeżuty, a później wypluty. Warsztaty zaczęły się z sobotniego rana, na górze Birów. Miałem przyjemność zaporęczować stanowisko do ćwiczeń, po którym sobie obiecałem, że w przyszłym roku muszę pójść na szkolenie z poręczowania  ;) Nasza ok. 20 osobowa grupa została podzielona na 4 grupy i każda grupa miała ćwiczyć po jednej z technik: uwalnianie poszkodowanego z przyrządów zjazdowych, zaciskowych oraz transport poszkodowanego metodą hiszpańskiej przeciwwagi i za pomocą bloczka microTraxion. Jako ostatnią technikę poznałem metoda hiszpańskiej przeciwwagi. Muszę przyznać, że wraz z koleżanką z warszawskiego klubu, z którą byłem w parze, nie wiele z niej nauczyliśmy. Po 7-8 godzinach cierpień ciężko przyjąć nową wiedzę. Wieczorem było ognisko, przy którym pogadałem z ludźmi z innych klubów, szczególnie że było kilka osób z speleomajówki z Serbii. W niedzielę o 8.15 staliśmy znów pod ścianą i tym razem ćwiczyliśmy: przejazd z poszkodowanym przez punkt, węzeł oraz ratowanie poszkodowane z trawersu i tyrolki. Było ciężko się przełamać, aby znów uprząż włożyć. Ćwiczyliśmy do 16. Później szybkie podsumowanie i każdy ruszył w swoją stronę. Było to moje drugie szkolenie z PZA i jestem z niego bardzo zadowolony. Najważniejszą aby ćwiczyć regularnie techniki autoratownictwa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 42-lecie klubu w Piasecznie|Basia i Tadek Szmatłoch, Julia, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Justyna, Basia,  Irek Olearczuk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzenna i Ryszard Widuch, Wojtek Orszulik, Bartek, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Agnieszka i Grzegorz Szczurek z dziećmi, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Olek Kufel z córką|08 - 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na starym, jakże uroczym miejscu w Piasecznie spotkaliśmy się po raz kolejny z okazji obchodów 42-lecia klubu. Każdy spontanicznie robił to co chciał. Niektórzy się wspinali, inni wspominali miniony czas a także snuli plany na przyszłość, a wszystko w pięknej pogodzie przy cudownej bryzie. Godziny wieczorno-nocne spędzamy przy ognisku koncentrując przy wsparciu dwóch gitar, bębna i instrumentu &amp;quot;australijskiego&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Babic na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadwerężenie łokcia po grach w badmintona powoduje, że muszę ograniczać sporty angażujące kończyny górne. Kolejny więc wyjazd na rowery po rzadziej uczęszczanych zakątkach Jury. Lawirując między czarnymi chmurami w akompaniamencie bliższych lub dalszych grzmotów pokonujemy niezbyt długą lecz ciekawą trasę o dość dużych jak na Jurę przewyższeniach. Z Babic ostry podjazd pod zamek a dalej łagodnym grzbietem do Regulic. Po drodze krótka przerwa w tzw. Starym Dworzysku. Potem szalony zjazd do Regulic i dalej tzw. wąwozem Simoty. W pewnym momencie szlak pieszy i rowerowy odbijają na przeciwległe zbocza a my chcąc sobie skrócić drogę podążamy prosto doliną. W końcu ścieżka zanika a my przedzieramy się przez gęstwiny traw i pokrzyw, które po ulewnym deszczu nie żle nas moczą. Dalej teren zamienia się w bagnisko więc uciekamy do pobliskiego lasu i nim nie co okrężną drogą osiągamy zamierzony kierunek. Z Płazy wracamy drogą do punktu startu. Mimo przetaczających się obok burz zostaliśmy tylko trochę zroszeni z góry i już bardziej od dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Babice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szybki wypad na Romankę|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|31 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie tygodnie spędzam w pracy na wygnaniu na dalekiej północy otoczony  betonową dżunglą, która mnie prostego chłopaka zbyt przytłacza. Ponadto ostatnie weekendy spędzaliśmy z Iwoną jak nie na weselu, to na komunii, więc na ten wolny czwartek czekałem jak na małe zbawienie, aby uciec trochę od tego zgiełku i spędzić kilka chwil na szlaku. Mój wybór padł na Romankę,  którą odwiedziłem dość dawno temu i na dodatek w zimę. Wyjechałem w miarę wcześnie i szlaku byłem ok. godz. 8, a startowałem z Żabnicy, z której to niebieskim szlakiem przez Halę Boraczą, a następnie zielonym i żółtym szlakiem doszedłem na Romankę, a ze szczytu niebieski i czerwonym z powrotem  do Żabnicy. Dłuższy popas zrobiłem w schronisku na Rysiance. Ludzi początkowo żadnych na szlaku, ale czym bliżej schronisk tym częściej inni turyści się pojawiali. Pogada super, z nieba lampa (i chyba dlatego byłem tam ostatnio w zimie ;), widoki piękne, szczególnie na Babią Górę i Pilsko, ale Małą Fatrę też było dobrze widać. Pętla liczyła ok. 28 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY/SŁOWACJA: Lysa Hora i wspin w Sulowie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rudi (os. tow.)|19 - 21 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Sulova w Beskidzie Śląsko-Morawskim wypad na Lysą Horę (1323). W Sulovie wspinaczka w grupie skał Javor o trudnościach V+ - VI.1. Niektóre drogi źle obite. Noclegi na kampingu. Cały czas piękna pogoda i mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Środkowa Jura na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawać się mogło, że znamy Jurę na wylot lecz ta wycieczka znów pozwoliła nam „odkryć” nowe ścieżki, skały, szlaki. Na rowerach start z Żerkowic i dalej trasą: Karlin (przejeżdżamy piękny jar) – zalew w Siamoszycach (szlak na północ wiedzie rozległymi lasami i polami, wskazana nawigacja GPS) – Kroczyce – Kostkowice (zalew) – okolice jaskini Głębokiej (jest nowy otwór jaskini na potrzeby turystów a stary, którym niegdyś wchodziliśmy do dziury został zasypany) – Rzędkowice (odpoczynek w naszym, klubowym, starym miejscu biwakowym za skałkami) – Skarżyce (odwiedzamy Okiennik okupywany przez wspinaczy) i po ok. 40 km kończymy trasę w Żerkowicach. Trasa bardzo ciekawa po względem terenowym, wymagająca czasem ciut techniki i kondycji. Dla nas dodatkowo dość sentymentalna gdyż ponad 40 lat wyjazdów w ten rejon sprawia, że z niemal każdym zakątkiem tej ziemi wiążą się jakieś wspomnienia sytuacji i osób, zwłaszcza w aspekcie wczorajszego pożegnania naszego kolegi Piotra Widucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSrodkowaJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|19 05 2018}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy do Przeciwstoku, pod IV Płytowcem. Litworowa jest bardzo urozmaiconą jaskinią, byłem w niej bodajże siódmy raz i nie żałuję. Skoruśniak na powrocie niezmiennie jest okropny, zwłaszcza jeśli niesie się tyle lin w dwie osoby. Pogoda umiarkowanie dobra, chwilami trochę mgliście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wąwóz Kraków|Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2018}}&lt;br /&gt;
Jako asystenci naukowca wybraliśmy się na legalną przebieżkę po Wąwozie Kraków. Celem badań Jacka nie jest tym razem poszukiwanie swoistych kuriozów, a raczej zachwianie posadami dotychczas obowiązujących teorii. Konkretnym celem tego niedzielnego wyjścia było zaś pobranie próbek z siedmiu nisko położonych jaskiń: Dziurawiec, Pod Smrekiem, Pod Okapem, z Mostami, Ciasnej, Zakosistej i Dudziej Dziury. Uzyskaliśmy niespodziewanie dobre rezultaty, bo sensowny materiał udało się wynieść z Ciasnej oraz z Dudziej Dziury; może coś też wyjdzie z próbki z Pod Smrekiem. Najdłużej zajęła nam akcja w Dudziej Dziurze (23 m długości). Żeby dostać się do rury prowadzącej na dno musieliśmy uprawiać całkiem poważną jogę, twarzami przy tym niemal dotykając wielkich i strasznych pająków. Było warto, bo na dnie można było wyraźnie odczuć takie rasowe, jaskiniowe wrażenie dna. Nie było syfonu, ale po prostu czuło się, że to już koniec jaskini, że teraz już zobaczyliśmy wszystko i trzeba skupić się na powrocie. I co najlepsze, tam właśnie na dnie była nagroda: tam znaleźliśmy najlepszy materiał do pobrania!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy też Zakosistą - bardzo ciekawy obiekt jak na 131 m długości, do którego nawet wcisnęliśmy Monikę. W przypadku jaskini z Mostami oraz pod Okapem postanowiliśmy nie ryzykować życia w imię chwiania posadami tych dotychczas obowiązujących teorii. Przyznaję, że może zgrzeszyliśmy nadmiarem optymizmu zakładając, że wywspinamy  w ubłoconych trekach 10 metrów trudności III+, które zapowiadał opis dojścia do otworu Jaskini z Mostami. Ale tego, że ta droga trójkowa będzie przewieszona(!), to już naprawdę nie mieliśmy jak przewidzieć. Najwyraźniej w 1977, kiedy zapewne powstał opis dojścia, trudność III+ znaczyła trochę coś innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojście do jaskini Dziurawiec okazało się być zasłane padłymi świerkami. Wyglądało jak dobry tor przeszkód na ćwiczenia żołnierzy sił specjalnych. Zapoznaliśmy się jeszcze raz z opisem i doszliśmy do wniosku, że chyba i tak nie będzie tam dobrego materiału do badań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach była idealna pogoda na wycieczki: słonecznie, ale nie skwarnie. Ludzi też jakoś mało. Zdaniem mieszkańców Zakopanego, podobno weekend przed i weekend po &amp;quot;majówce&amp;quot; należą do rzadkiej w Tatrach kategorii pod tytułem &amp;quot;poza sezonem&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sokole Góry - Egzamin na Kartę Taternika|Jacek Szczygieł (KKS), Mirek Kopertowski (SGW) z podopiecznymi, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kursanci KKS/SDG: Łukasz, Dominik, Asia, Adam i Michał|12 05 2018}}&lt;br /&gt;
Zostałem poproszony o udział w komisji egzaminu na kartę taternika. Było całkiem pozytywnie: pogoda dopisała, a kursanci nie mieli się czego wstydzić. Po akcji przejeżdżam sobie jeszcze na rowerze krótką trasę przez jurajskie lasy i asfalty: Zaborze-Suliszowice-Ostrężnik-Czatachowa-Jaroszów-Przybynów-Zaborze. W restauracjach przy Ostrężniku trochę ruchu, poza tym generalnie w lasach pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SERBIA - Wielka Majówka Speleo|Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja|30 04 - 06 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu przeprowadzono akcje do jaskiń w wsch. Serbii. Tu szerszy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Serbia_2018 a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSerbia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Bońku w Górach Sokolich |Paweł, Teresa, Kamil, Kasia P., &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skała w cieniu więc w skwarny dzień zjawiło się dość sporo wspinaczy. Później odwiedził nas jeszcze Kamil z Kasią.&lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg od V do VI.2+ (''Burgundia'' - Paweł), ja poprowadziłem „piątkę” reszta trudnych Paweł. Wieczorem jeszcze idę pograć w badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBoniek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dolina Leśnicy|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszy ciąg wędrówek beskidzkich lecz z &amp;quot;odkrywaniem&amp;quot; nowych terenów. Z doliny Leśnicy na Grabową, dalej przez Salmopol, Smerkowiec i ponownie do doliny przez uroczy teren Wilczego Potoku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBrenna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|30 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całodzienna wspinaczka w skałkach rzędkowickich. Zrobiliśmy 10 dróg w zakresie V+ do VI.1+. Mimo pięknej pogody w skałach bez tłoku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrk - trening biegowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Kącka, Marek Jezierski-Krupa|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając ze wspólnie spędzanego weekendu, razem z parą biegaczy górskich, zaproszono mnie do wspólnego treningu tzn. oni sobie trenowali a ja walczyłem o życie. Zrobiliśmy 20 km z przewyższeniem ok. 1250 m w czasie około 2,5 godz. Trasa: Szczyrk Migdały na grań i czerwonym szlakiem do przeł. Karkoszczonka – odbicie na Błatnią do schroniska – Klimczok – szlakiem z powrotem do Szczyrku Migdały. &lt;br /&gt;
Pogoda była bardzo słoneczna, co trochę przeszkadzało.&lt;br /&gt;
To było moje drugie podejście do biegów górskich, więc tym razem mądrzejszy o doświadczenia lepiej rozłożyłem siły, choć lepiej nie oznacza optymalnie, bo sił starczyło do Klimczoka. Ostatnie około 3 km, gdy zostały już tylko zbiegi i trawersy, pokonywałem na znacznym spadku energetycznym i z bólem brzucha. Tym razem odbyło się bez żadnych kontuzji, zostały jeszcze tylko zakwasy.&lt;br /&gt;
Jeszcze raz dziękuję Ani i Markowi za zabranie mnie na „trening” i mentalną pomoc w dokulaniu się do końca:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Krawców Wierch|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Ja: &amp;quot;...Wybierzmy się na bieg górski...&amp;quot; - tu piorunujące spojrzenie Esy; &amp;quot;... no dobra, niech będzie spacer...&amp;quot;. Tak więc ze Złatnej fajnym szlakiem wychodzimy wśród szmaragdowych lasów na Krawców Wierch. Przepiękna pogoda a spod schroniska szerokie widoki od Fatry po Beskid Sląski. Dalej wędrujemy na Grubą Buczynę i z niej na przełaj do Złatnej gdzie jeszcze w rzece się ochładzamy. Generalnie w tej części gór bardzo mało ludzi jak na majówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/KrawcowWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - biwak pod Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Zygmunt (Speleoklub Częstochowa)|28 - 29 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatnią sobotę i niedzielę kwietnia odbył się tradycyjny biwak Nad Wiercicą organizowany przez Speleo Myszków; w tym czasie były też otwarte jaskinie Wiercica i Wierna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę po południu miałam okazję brać udział w prowadzonych przez Jurka pracach kartograficznych czterech wybranych obiektów w otoczeniu Wiercicy. Wieczorem ognisko, wino i śpiew w doborowym, ogólnopolskim, towarzystwie speleologów. W niedzielę - wejście do jaskini Wiernej gdzie Jurek przeprowadza kartowanie a ja pełnię rolę asystentki. Wyniki tych prac ukażą się niebawem  w tomie Jaskinie okolic Złotego Potoku. Warto zaznaczyć, że kartowanie Jurek przeprowadzał przy użyciu polskiego systemu Cave Sniper. Dzięki niemu wygrał też tegoroczne zawody kartograficzne na II Speleo Forum w Chęcinach zajmując I i III miejsce.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jak widać udało mi się wyjść z Wiernej, ale chyba tylko dlatego, że mimo wieku i gabarytów posiada się jeszcze te umiejętności jaskiniowe tj. … doboru  partnera który wyszarpie człowieka z tej najdłuższej obecnie  jurajskiej czeluści. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd pieszy na Klimczok|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią, gdzie natykamy się na pierwszą dużą falę turystów. Choć była niespełna 10, to już byli mocno rozgoszczeni na ławkach pod schroniskiem. Dalej, wydłużając sobie trasę, poszliśmy szlakiem niebieskim do Wapienicy. Na pierwszym mostku za jeziorem w Dolinie Wapienicy przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie w schronisku uzupełniamy zapasy picia (choć upał nie był przesadny, to jakimś sposobem 1,5l szybko nam się skończyło...). Później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy. W drodze na Błatnią czujemy już zew powrotu do domu i nogi same zaczynają przyspieszać. W domu podziwiamy czerwone ślady naszej nowej opalenizny 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - rajd rowerowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
W końcu już czas na rower góski. Start w Kozach w Beskidzie Małym. Szlak niebieski w ciekawy sposób trawersuje północne stoki gór i zapewnia czasem emocjonującą a zarazem trudną jazdę. Stoki są tu nadzwyczaj strome i porośnięte pięknym bukowym lasem. Przez rezerwat Zasolnica zjeżdżamy/schodzimy wąską ścieżką pokrytą całunami suchych liści do doliny Soły. Kawałek ruchliwej drogi wzdłuż jeziora Międzybrodzkiego i niezły podjazd najpierw drogą asfaltową a potem &amp;quot;asafaltową&amp;quot; aż do schroniska na Hrobaczej Łące (828). Stąd już ciągły zjazd do Kóz atrakcyjnym dla górskiego &amp;quot;bikera&amp;quot; terenie. Zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i &amp;quot;tylko&amp;quot; 20 km lecz bardzo sytych. Cały dzień cudowna pogoda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FHrobacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Alpy Zillertalskie - Großer Möseler|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|13 - 16 04 2018}}&lt;br /&gt;
Zdobycie Wielkiego Moselera (3 480 m) w zasadzie zajmuje nam trzy dni. W piątek na ciężko i ledwo żywi po nocnym dojeździe docieramy do Furtschaglhausu (2 293 m). Podejście było szczególnie męczące, bo pierwsze 500 m przyszło nam deptać po zamkniętym niestety jeszcze dla samochodów asfalcie. Zaraz po założeniu fok czekało nas jeszcze obejście jeziora zaporowego Schlegeisspeicher, a zatem prawie pięć kilometrów po poziomicy na mapie, a w terenie - po rozległych lawiniskach. Dopiero ostatnim etapem było podejście około czterystu metrów po właściwie skiturowym zboczu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cierpliwość została nagrodzona całkowitym brakiem ludzi wokół nas - bo komu by się chciało tyle przebierać nogami? Na dodatek w sobotę mieliśmy świetne warunki na narciarską wędrówkę: słońce, nieznaczny wiatr i niewiarygodnie stabilne warunki lawinowe - tym bardziej, że na mapie zagrożenia lawinowego w Austrii tego dnia przeważały liczby &amp;quot;3&amp;quot; i &amp;quot;4&amp;quot;. Ruszyliśmy na najwyższy okoliczny wierzchołek, a zatem wspominany już szczyt Großer Möseler. Droga na tę górę wiedzie najpierw nieco stromymi zboczami wzgórków i dołków wyraźnie polodowcowej doliny. Następnie wyszliśmy na w miarę bezpieczną część lodowca Schlegeiskees, do którego skalną turniczką Felsköpfl (2985) sięga zachodnie żebro odchodzące ze szczytu. Depresja w tym żebrze (którym prowadzi szlak) z oddali wydaje się nam niewiarygodnie stroma. Byliśmy już bliscy zmiany planów na coś mniej stromego - i dopiero kiedy znaleźliśmy się tuż pod Felsköpfl uznaliśmy, że może podchodzenie tą drogą nie jest zupełnym szaleństwem. Narty w każdym razie na ponad godzinę trzeba było zapakować na plecaki, aż do ostatniego wypłaszczenia tuż pod szczytem. To &amp;quot;ostatnie wypłaszczenie&amp;quot;, ostatnie 200 metrów pionu wydawało się zresztą po stromiznach drobną przeszkodą, ale wysokość trochę nam już doskwierała i wierzchołek osiągnęliśmy około godziny 14:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu mieliśmy widok na pierwszych i jedynych poza nami ludzi, których dane nam było zobaczyć tamtego dnia. Było ich dwóch, jakieś trzysta metrów pod nami. Z tego dystansu jeden wyglądał na dosyć połamanego, a drugi na dosyć martwego. Zauważywszy ślady podejścia biegnące niemal na szczyt i ślady oderwania się deski śnieżnej, nie zastanawialiśmy się długo: ponieważ nie mieliśmy żadnej możliwości bezpiecznego dotarcia do poszkodowanych, wykręciliśmy 140. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy helikopter (z Austrii) pojawił się po dwunastu minutach od odłożenia słuchawki. Okazał się jednak najwyraźniej niewystarczająco wyposażony i musiał polecieć po wsparcie na włoską (a raczej: południowotyrolską) stronę. Po kilkunastu minutach przylecieli austriaccy Włosi i wciągnęli na pokład śmigłowca jednego feralnego skiturowca w noszach, a tego drugiego, bardziej ruchliwego - przy pomocy uprzęży. Z gazet dowiedzieliśmy się później, że nie było aż tak źle, jak się nam wydawało: ten drugi wyszedł z całego incydentu bez szwanku, podczas gdy ten pierwszy w stanie ciężkim - ale żywy - przetransportowany został do szpitala w Innsbrucku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała akcja potrwała godzinę. Na prośbę pogotowia, przez ten czas pozostaliśmy na Moselerze. Jak można się domyślić, te dodatkowe, niecodzienne widoki miały wpływ na naszą ostrożność podczas zjazdu. Mimo wszystko, z naszej strony było jednak nieco bezpieczniej i zjazd ten zaliczamy do najbardziej udanych w sezonie. Był komplet fajnych wrażeń na długim dystansie: miękki, ale nie za miękki śnieg na lodowcu, były widoki i były strome i wymagające fragmenty dla prawdziwych mężczyzn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem w chatce byliśmy dosyć wcześnie, dzięki czemu mogliśmy dosuszyć rzeczy i ugotować obiad na świeżym powietrzu, w promieniach wiosennego już słońca. Prognozy pogody na kolejne dni nie były zbyt optymistyczne. Następnego dnia obudziliśmy się wcześnie rano i ruszyliśmy po betonach w stronę przełęczy Schönbichler Scharte (3081). Nieco nad poziomicą 2700 dopadła nas jednak mgła, co przeważyło szalę plusów i minusów wycieczki i przekonało nas do odwrotu i skierowania się w stronę doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak również można się domyślić, zejście w dół do parkingu zajęło nam kilka godzin i było niewiele mniej męczące, niż podejście. Na około godzinę obchodzenia jeziora musieliśmy założyć foki, a ostatnie kilka kilometrów drogi przeszliśmy piechotą. Jeszcze dwa dni wcześniej mieliśmy w planach przeniesienie się do innej chatki, ale przy samochodzie znaleźliśmy się na tyle późno i z tak zniszczonym przez prognozy pogody morale, że postanowiliśmy wdrożyć opcję awaryjną: Naturfreundehaus Kolm Saigurn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko to, punkt wypadowy na Sonnblick (3105) i Hocharn (3254) do którego można dojechać samochodem na wysokość 1600 m, wcześniej już dwa razy ratowało nas przy logistycznych awariach. Po raz kolejny udało się nam trafić na międzysezonowy spokój; wzięliśmy najtańszą opcję noclegu, na materacach na strychu i cała sala znów była tylko dla nas. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspominana, korzystna wysokość niestety nie wystarczyła, żeby uniknąć deszczu. W nocy lało dosyć konkretnie i na domiar złego było na tyle ciepło, że nie można było liczyć na to, że wyżej gromadzi się dla nas pyszny puch. Rano po śniadaniu ze szwedzkiego bufetu w rzęsistej mżawce i mgle ruszyliśmy na grań względnie łagodnymi, wschodnimi zboczami doliny. Dotarlismy do schroniska Niedersachsenhaus (2471), ostatniego sensownego punktu do osiągnięcia bez zdejmowania nart. Stamtąd prędko zjechaliśmy do samochodu. Śnieg był bardzo mokry, ale jego (ubity i zsiadły) zapas sięgał miejscami dwóch metrów. Jak na pogodę która się nam trafiła - jak na opady deszczu zapowiadane w niemal całej Austrii - i tak byliśmy zadowoleni z naszego dnia. Powrót przebiegł sprawnie, w zasadzie z jednym tylko dłuższym postojem technicznym w Salzburgu. W Katowicach byliśmy jeszcze przed północą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka, Teresa Szołtysik|15 04 2018}}&lt;br /&gt;
To było prawdziwe rozczarowanie. Tydzień upałów zdołał zmasakrować śnieg nawet na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy więc zamiast na nartach podchodzimy z buta aż na wys. 1600 m. Potem wprawdzie na nartach lecz pośród wysp kamieni. Ostatni wyciąg na Łomnickie Sedlo (2190) kursował i nawet zjeżdzało tu niezbyt wiele osób. Podchodzimy na nartach na samą przełęcz z zamiarem zjazdu Filmarowym Żlebem do Doliny Zimnej Wody. Kolejnym więc zawodem był brak śniegu w żlebie, na który tak bardzo liczyliśmy. Cóż, zjeżdżamy drogą podejścia kombinując w dolnej części zjazdu od płatu do płatu wykorzystując nawet trawę. W upale docieramy do auta. Zrobiliśmy ok. 1300 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLomnickaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z kartowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|07 - 08 04 2018}}&lt;br /&gt;
W dniach 7-8 kwietnia w Łutowcu odbył się kurs kartowania jaskiniowego pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu. Sam kurs odbył się w urokliwym budynku starej szkoły, w którym brakowało tylko sprawnego dzwonka, aby mógł obwieszczać początek i koniec zajęć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni poranek rozpoczął się od wysłuchania wykładu wstępnego, po którym przystąpiliśmy do praktycznej nauki mierzenia, sporządzania szkiców i notatek terenowych. Zajęcia praktyczne przeprowadzone były w jurajskich jaskiniach: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i Na Dupce. Pomiarów dokonywaliśmy w trzyosobowych zespołach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z akcji zjedliśmy wspólnie obiad, po którym przystąpiliśmy do opracowywania naszych pomiarów. Aby zobrazować nam to, co przetwarzają specjalistyczne programy do kartowania i aby zyskać świadomość, czym jest otrzymywany przez nich wynik, byliśmy zmuszeni do przeliczenia ich ręcznie w arkuszu kalkulacyjnym. Dla poniektórych osób był to moment, w którym zrozumieli i zobaczyli praktyczne zastosowanie czegoś, na co natknęli się w szkole – funkcji trygonometrycznej. Na szczęście Mateusz miał przygotowane kilka slajdów, dzięki czemu w sposób przejrzysty i łopatologiczny wytłumaczył wszystkim na czym cała ta trygonometria polega. Po wstępnych przeliczeniach nanieśliśmy nasze wyniki na papier milimetrowy oraz dorysowaliśmy to, co zdążyliśmy zanotować z terenu i w ten sposób każda z grup otrzymała swój wstępny plan jaskini. Po zakończonych zajęciach, zorganizowane zostało ognisko, gdzie mogliśmy się lepiej poznać i wymienić się wrażeniami z pierwszego dnia szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ponownie przeliczyliśmy nasze pomiary, ale tym razem za pomocą programu Survex, który w sposób znaczący skrócił czas obliczeń. Kolejnym ćwiczeniem było narysowanie za pomocą programu Inkscape planu naszych jaskiń. Jako podkładka posłużyły nam nasze zeskanowane szkice z poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie zostały nam zaprezentowane metody pomiarów przy pomocy urządzeń elektronicznych, czyli szkicowanie jaskini na  komórce bądź palmtopie. Pomiarów ponownie dokonywaliśmy w terenie udając do jaskiń. Dzięki temu poznaliśmy zalety, jak również wady zastosowania nowoczesnych metod pomiarowych. Po powrocie na bazę i zjedzeniu wspólnego  posiłku Instruktorzy podziękowali nam za uczestnictwo i nasze towarzystwo rozjechało się w świat. Po tych warsztatach z pewnością będzie nam również łatwiej korzystać z już gotowych planów jaskiń.&lt;br /&gt;
W kursie wzięło udział 28 osób z 12 klubów zrzeszonych w PZA. Zajęcia prowadzili: Mateusz, Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Parczewski (ST). Mamy nadzieję, że włożony w nas trud szybko się zwróci na kolejnych wyprawach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A po warsztatach znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby się powspinać na Łutowskich skałkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Czarna na wskroś|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
Pobudka o godzinie trzeciej, wyjście z domu przed czwartą, trzy godziny drogi i byliśmy na miejscu. Co ważne, byliśmy przed tłumem krokusowiczów, dzięki czemu udało nam się uniknąć całego Armagedonu z tym wydarzeniem związanego. Pogoda ładna, aczkolwiek o tak wczesnej porze jeszcze wszystko pokryte było szronem, a krokusy szczelnie zamknięte. Pod otworem, przygotowani do szybkiej akcji, tylko narzucamy na siebie kombinezony i wskakujemy do dziury. Początek jaskini nadal w sporej mierze pokryty lodem. Cudowne lodowe chłopki napotkaliśmy w Sali Ewy i Hanki, które przez kapiącą z góry wodę przybrały bardzo ciekawe formy, mnie osobiście zafascynował ich rozmiar - były prawie tak wysokie jak ja! Dwuosobowa ekipa pozwala nam na szybkie przemieszczanie się od studni do studni, od prożku do prożku. Obraliśmy drogę  przez obejście Komina Węgierskiego, aby trochę urozmaicić tę dobrze znaną trasę. Nie napotykając na żadne przeszkody przemierzamy całą jaskinię, by ponownie wyjść na powierzchnię po około 5 godzinach. Na zejściu trochę czyścimy kombinezony z błota na ostatnich połaciach śniegu (połaciach zmrożonego śniegu) i na spokojnie (bez turystów) możemy pooglądać krokusy. W dolinie napotykamy większą rzeszę turystów niż o poranku, co nie może się jednak nijak równać z tym (brakmisłówczym) co się dzieje kiedy mijamy zjazd na Dolinę Chochołowską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - Brestowa i skrajne Salatyny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik, os. tow.|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
W pięknej pogodzie robimy piękną wędrówkę narciarską po dolinie Salatyńskiej. Od dołu podejście czynną nartostradą a dalej stromo na grzbiet Przedniego Salatyna.  Łagodną granią osiągamy na nartach Brestową (1934). Śnieg był bajeczny, delikatnie odpuszczony więc zjazd do dol. Salatyńskiej wspaniały. Od zerw skalnych opadających z szczytu wychodzimy jeszcze na przeł. Parichvost by zjechać ponownie. Następnie trawersujemy górne partie doliny (w tym czasie na Salatyna podążała &amp;quot;pielgrzymka&amp;quot; skiturowców) by przedostać się na sąsiednią grań Zadniego Salatyna. Najpierw granią a potem z przełęczy stromo zjeżdżamy do doliny i wkrótce do nartostrady. W kilka chwil jesteśmy przy aucie. Zrobiliśmy ok. 1300 m przewyższenia i 12 km dystansu. Mimo popularności narciarskiej tego terenu udało nam się przebyć trasę w miarę samotnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Goldbergruppe - Skitury i narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi|30 03 - 03 04 2018}}&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Szybka, wieczorna przebieżka do doliny Dosener Tal (Ankogelgruppe). Na oko z 200 m przewyższenia. Powrót o szarówce, bez czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Sprawdzoną dolinę mieliśmy podjechać do Jamnig Hutte i stamtąd ruszyć w góry. Niestety płatna droga okazała się jeszcze zamknięta. Zdecydowaliśmy się pokonać ją na nartach, częściowo skracając sobie przez las. Wielkie lawiniska w tym lesie oraz grzmoty rozmawiających ze sobą we mgle lawin skutecznie przekonały nas, że to nie był dobry dzień na górski wyczyn. Zawróciliśmy niewiele nad chatą i zjechaliśmy drogą, pokonawszy w sumie nieco ponad 500 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Pogoda się nieco poprawiła. Z Markiem weszliśmy na Sandkopf (3090). U góry kilka przyjemnych zakrętów w miękkim. W dole śnieg ciężki, trudny i bardzo męczący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Narty zjazdowe po świeżym opadzie na lodowcu Mölltaler. Wykorzystaliśmy prawie cały dzień, przez większość czasu zdjeżdżając poza trasą. Wieczorem domęczamy się jeszcze z Markiem przebieżką na piechotę po górach nad Flattach (aż śnieg zaczął sięgać po kolana). Przy samochodzie spotykamy się z Gośką, która podbiegła to, co my podjechaliśmy do początku naszego spaceru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': szybka przebieżka z Gośką z jeziora w Innerfragant w stronę szczytu Saukopf (2786). Zawracamy z ok. 2600. U góry śnieg łapiący narty, na dole ciężki i topiący się. Pod jeziorem spotykamy się z Markiem i dziećmi wracającym z wyciągów, przepakowujemy samochody i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Szmaragdowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow.|29 03 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie nocny wypad w okolice Częstochowy. Na pierwszy ogień idzie jaskinia w kamieniu, która od tego momentu dumnie dzierży miano najbardziej śmierdzącej jaskini z jaką kiedykolwiek miałem kontakt. Lokalizacja otworu sprawia, że dziura zionie czymś pomiędzy wilgocią, zgnilizną, pleśnią, a przepoconym żubrem po wiosennych roztopach.&lt;br /&gt;
Po pokornym przyjęciu reprymendy od księdza z pobliskiej parafii (biegając z czołówkami w nocy, przestraszyliśmy Wiernych i Gosposię), udajemy się w stronę kamieniołomu.&lt;br /&gt;
Jaskinia Szeptunów: „Są miejsca, w których człowiek czuje się mniej, lub bardziej pewnie, są takie, których unika, są też takie, z których należy natychmiast… oddalać się bez zbędnej zwłoki.” Korytarz wejściowy wali się jak kamienice w Bytomiu: krucho, sypko, niestabilnie, strach dotknąć czegokolwiek. Do tego spory, świeży obryw nie poprawia humoru. &lt;br /&gt;
Niżej robi się bezpiecznie: jest stabilnie, dolne partie zwiedzamy bez poczucia zagrożenia. Jeziorko zgodnie z przewidywaniami – zachwyca, aż chce się wskoczyć popływać. Zwiedzamy także pozostałe, dostępne korytarze przyjemnie myte, wygodne, aż szkoda, że góra grozi zawaleniem i odcięciem dostępu do tych partii.&lt;br /&gt;
Droga powrotna na powierzchnię: szczęśliwie górne wyjście stało się drożne, nie musimy przechodzić białym korytarzem. Wdrapujemy się na powierzchnię, grzecznie wracamy do domu. Z jednej strony czuć niedosyt, ale z drugiej szczęście: udało się wyjść i nikt niczym nie dostał w łeb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fszmaragdowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w Jaskini Kasprowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Staszek Dacy, Magda Sarapata|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis pojawi się wkrótce (mamy nadzieję ;] )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Iwona SPastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Forum Speleologicznego zajechaliśmy do Rzędkowic na wspinanie. Kilka stopni na plusie oraz słońce, sprawiło, że na skałach pojawili się najbardziej zniecierpliwieni wspinacze. Iwona i Karol zrobili kilka dróg inicjujących ich sezon wspinaczkowy na skałach Zegarowej i Turni Kursantów. Nawet ja, w pożyczonych butach skusiłam się by przykleić ręce do zimnego kamienia i poczuć mroźny wiatr we włosach na szczycie skały. Popołudnie było bardzo przyjemne o ile zmieniało się miejsce postoju wraz z przemieszczającym się słońcem i do domu wróciliśmy usatysfakcjonowani pierwszym w tym sezonie jurajskim wspinaniem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Frz%EAdkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|II OGÓLNOPOLSKIE FORUM SPELO|Mateusz Golicz, Kaja, Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Było to już drugie spotkanie, podczas którego spotkali się grotołazi z całej polski, aby porozmawiać na tematy powiązane z jaskiniami. W trakcie weekendu (od piątku) mogliśmy m. in.  odwiedzić sztolnię Zofię na Miedziance, do której wejście prowadzi przez naturalną jaskinię. Dla wielu osób, które poza speleologią są związane z geologią była to nie lada ciekawostka, ponieważ łączyła te dwie dziedziny w jednym miejscu, w którym dawniej wydobywano rudy miedzi, a obecnie widoczne są pozostałości zarówno eksploatacji (stare obudowy, chodniki, zniszczenie jaskini) jak i kruszców, w postaci dość charakterystycznych minerałów- malachitu i azurytu, których barwy (odpowiednio intensywna zieleń i niebieski), odcinały się wśród charakterystycznego brązowo beżowego jaskiniowego otoczenia. Samodzielnie wybrałam się jeszcze na wycieczkę szlakiem Archeo- Geologicznym, prowadzącym przez Górę Rzepkę (której szczyt postanowiłam zdobyć).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego wieczoru odbyły się również Igrzyska Zacisków, w których miałam okazję wystartować. Zawodnicy (sztafeta) mieli do pokonania skrzynię z labiryntem (dla utrudnienia, przejście w pionie), przejście przez podwieszony tunel z opon, pokonanie zacisku (mój udział) oraz zawiązanie węzła z zawiązanymi oczami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia obywały się głównie wykłady, częściowo połączone z warsztatami. Tematy były bardzo różnorodne, odwiedzający mogli wybierać najciekawsze spośród odbywających się różnych paneli: eksploracyjnego, geologicznego, kartograficznego, elektrycznego, przyrodniczego, ratownictwa jaskiniowego, historycznego, sprzętowego,czy spraw KTJ i TPN. Najbardziej pouczającym i dającym najwięcej do myślenia był wykład dotyczący prawidłowego użytkowania sprzętu. Szczególny nacisk położono na pokazanie zużycia sprzętu, które powinno wykluczyć go z użytku, wraz z prezentacją uszkodzeń. Na koniec mogliśmy zobaczyć kilka sztuk przyrządów, które zostały odebrane właścicielom, ze względu na zbyt duże (niebezpieczne!) zużycie. Sprzęt taki, w zestawieniu z historią wypadku do jakiego się przyczynił, spowodował, że sama postanowiłam stać się mniej pobłażliwa dla mojego szpeju i jak najszybciej spojrzeć na niego krytycznym okiem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wieczorem! Wieczorem odbył się Bal Grotołaza! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenie o tyle ciekawe, że zobaczyliśmy siebie (grotołazów) w strojach odświętnych, ładnym uczesaniem i często nawet makijażem! W trakcie balu zostały rozdane nagrody z konkursów kartograficznego i fotograficznego oraz uczczone zostało 40-lecie wyprawy Picos de Europa. W trakcie prezentacji książki, jaka została wydana z okazji tego wydarzenia, złożone zostały podziękowania dla wszystkich, którzy swoimi wspomnieniami i informacjami wspomogli jej powstanie. Wśród wymienionych był m. in. Rysiek Widuch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, jednym z prelegentów był Mateusz, który prowadził wykład oraz warsztaty z fotogrametrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie wszyscy Nockowicze opuścili Forum wczesnym popołudniem, żeby wykorzystać jeden z pierwszych ,,wiosennych” dni w tym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fforum&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Ostrą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Andrzej Gałecka, Łukasz Majewicz|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostra (1764) to najwyższy szczyt w południowej grani Siwego Wierchu, który właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To było nasze drugie podejście bo przed 6 laty trafiliśmy tu na czysty lód (w ten pamiętny weekend zginęło w Tatrach 6 osób). Podchodzimy z Jałowca a na śnieg trafiamy dopiero na wys. 1100 – 1200 m. Po przerywniku w Chacie na Narużim idziemy w stronę szczytu. Śnieg i tym razem nie był przyjazny. Twardy, czasem zlodzony. Tym razem jednak na nartach udaje nam się wejść na górę. Zjazd generalnie drogą podejścia z małymi odchyłami. Ostatnie  pół godziny schodzimy „z buta”. Zrobiliśmy ok. 1100 m przewyższenia i 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOstra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu bardzo ciekawy album Andrzeja: https://photos.app.goo.gl/pyQ6ngIkut6golL83&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - polskie Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście Pilsko jest dość rozległe więc można sobie wymyślać nowe warianty wycieczek. Tym razem podchodzimy wzdłuż potoku Glinne (gdzieś w połowie podjazdu między Korbielowem a przeł. Glinne). Podejście ciekawe i zróżnicowane. Na dole temp. wynosiła -10 st., u góry na szczycie bardzo mocny wiatr potęgował przenikliwe zimno. Należy tu podziwiać naszego kolegę, który zapomniał plecaka i w lekkim stroju zdobył również szczyt. Z granicznego Pilska (1533) zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej gdzie przychodzimy do siebie. Tu też spotykamy naszego kolegę Jerzego Urbańskiego (weterana taternictwa jaskiniowego), który zaprasza nas na kawę do Sopotni. Dalej zjeżdżamy nartostradą do Korbielowa przez Buczynkę z pieszym epizodem w środku gdzie było za mało śniegu. Jeszcze przeskok do Sopotni (już autem) na rzeczoną, wspaniałą kawę (dzięki Jurek!) a potem do domu w coraz bardziej padającym śniegu. Zrobiliśmy ok. 900 m przewyższenia i 12 km dystansu (ja dodatkowo 3 km biegu po auto)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Miętusiej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis Sylwka:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krok za krokiem. Idę. Wśród rozwianego wiatrem śniegu, w ślad za rysującymi się przede mną sylwetkami towarzyszy, do miejsca, którego szczerze nienawidzę miłością wielką – do jaskini. Dziesięć miesięcy minęło od ostatniej mojej wizyty w tatrzańskich podziemiach i musze przyznać, że mi tego brakowało. Tym bardziej się cieszę, że za sprawą zrządzenia losu mój rozbrat z jaskiniami zakończył się akurat w dzień moich urodzin. Czy można sobie wyobrazić lepszy i bardziej oryginalny sposób na spędzenie takiego dnia? Raczej trudno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Jaskini Miętusiej Mateusz radośnie stosował wszystkie swoje metody dezorientacji tegorocznych kursantów. A to zagadał Adama i ten minął właściwe skrzyżowanie ścieżek. A to wyrażał tak samo wielkie zdumienie na każdą sugestię Magdy, w którym kierunku powinniśmy pójść. Najbardziej rozwalił mnie jednak po dotarciu pod otwór, gdy wraz z Asią wyraźnie próbował dać do zrozumienia, że to nie ta jaskinia. To skubańce dwa! W zeszłym roku aż na takie testy psychologiczne nas nie wystawiali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do środka wszedłem przedostatni. Asia zamykała nasz pochód. Zejście Rurą sprawia masę frajdy.  Trochę zjeżdża się na tyłku, trochę pełza. Ot, taka ekstremalna wersja ślizgawki dla dzieci. Uwielbiam. Na końcu krótki odcinek do zjechania po linie, który poręczowała Magda. Trochę była na początku niepewna, ale poradziła sobie dobrze i wkrótce doszliśmy do Wiszącego Syfoniku. Za Chiny nie pamiętałem go z zeszłego roku. Może był płytszy? Nie wiem, ale tym razem tarasował całe przejście, a głęboki był na tyle, że sięgnąłby mi do pasa. Pokonanie go wymagało czułego objęcia się ze ścianą i wykazaniem się odrobiną cyrkowej gibkości w przebieraniu nóżkami na niewielkich występkach skalnych. Wszystkim nam się to udało, choć nie obyło się bez pomocy Mateusza, który ze swoim typowym uśmiechem na ustach przeskakiwał z jednego brzegu na drugi jak kozica górska. Salę bez Stropu minęliśmy bez zbędnej zwłoki i kursanci rozpoczęli poręczowanie kolejnych odcinków. Dotarłszy do Błotnych Zamków od razu usłyszałem, że w Wielkich Kominach leje, że łooO. Adam próbował się tam jeszcze wpakować, ale po ledwie paru minutach Mateusz zarządził odwrót.  Deporęczowaniem zajął się Adam z Magdą, tymczasem ja, Asia i Staszek wróciliśmy do Sali bez Stropu. Zgasiliśmy czołówki i tak bez słowa siedzieliśmy przez długie minut. To chyba jedna z najlepszych chwil jakie mogą przytrafić się w jaskini. Całkowita ciemność sprawia, że człowiek przestaje postrzegać siebie samego materialnie, staje się wirującym zlepkiem myśli w środku nieskończonej przestani. Przynajmniej ja tak mam. W końcu jednak ekipa deporęczycieli nas dogoniła i wraz z ostro tnącymi światłami czar prysł. O dziwo Mateusz zdecydował o całkowitym odwrocie. Trochę mnie to zdziwiło, bo w analogicznej sytuacji rok temu mnie przewalcował jeszcze Trzema Królami.  Z drugiej strony nie trzeba zawsze siedzieć w jaskini do oporu, więc przyjąłem tę decyzję, podobnie jak pozostali, z zadowoleniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście Rurą to trudna sprawa. Wydaje się ze dwa razy dłuższa niż gdy się schodzi nią w dół. Ciasno, ściany oblodzone. Nogi ślizgają się we wszystkie strony, wór zahacza o każdy kamyczek i klinuje się, gdzie tylko może. Wychodzę na powierzchnię jako pierwszy. Wciąż jest widno, co jest miłą odmianą w zimowych wyprawach speleologicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej zastanawiam się co dalej.  Na razie nie mam pojęcia, ale Szmaragdowe Jeziorko przywołuje miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Spostrzeżenia Magdy:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jaskinie mogą być trochę jak plac zabaw, po którym trochę bardziej boli du** :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Zjeżdżanie rurą nie ma wiele wspólnego z aquaparkiem, poza wodą oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Zjeżdżanie rurą jest fajne, wychodzenie z powrotem niekoniecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Trzeba się trochę pomęczyć i zmoczyć by dojść do pięknego zjazdu w studni, gdzie pod nogami i wokoło przestrzeń i to uczucie wolności połączone z prawdziwą frajdą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Z praktycznych obserwacji: tarzając się w wodzie, uważaj by nie wlała Ci się do wora. Na pranie liny przyjedzie jeszcze czas ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Odgłos lejącej się w jaskini wody nie pomaga. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. W jaskiniach też może przydać się no hand (jeśli potrafi się go zrobić) przy przechodzeniu obok jeziorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Trzeba uczyć się węzłów, och tak. Rozwiązywanie zaciśniętej podwójnej 8 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Deporęczowanie jest fajnie, jesteś na końcu, jest cicho i przyjemnie. A potem zdajesz sobie sprawę, że poza wciągnięciem do góry swojego d**ska trzeba wciągnąć też mokre liny :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Bycie kierownikiem ma swoje zalety i wady. Ciekawe doświadczenie, ale trzeba się bardziej postarać i lepiej przygotować, no i zadbać o posłuch w grupie, z czym bywa różnie ;P Następnym razem mam nadzieję pójdzie z górki!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - szkolenie zimowo-lawinowe|Łukasz Pawlas, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Sylwester Siwiec, Adam Tulec|17 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzima_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Będzin – Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|10 03 2018}}&lt;br /&gt;
Sobotni poranek spędzamy w okolicach Będzina sprawdzając, na ile sprawnie jesteśmy w stanie trafić pod otwory pomniejszych dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Jaskinię Naciekową: niewielka, krucha, z przysypanym przejściem do dolnych partii. Trafiamy pod otwór Jaskini Moherowych Beretów której nie udaje nam się zwiedzić – studnia wejściowa jest zasypana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pocieszenie jedziemy do Będzina, gdzie na terenie Grodźca zwiedzamy nieczynną cementownię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBedzin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - od Rysów do Grzesia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|08 - 11 03 2018}}&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy sobie narciarską wędrówkę przez polskie Tatary poczynając od Rysów (2499) a kończąc na Grzesiu (1653). Pogoda i śnieg nie były wymarzone więc na bieżąco korygowaliśmy trasę (w dużej mierze na łatwiejszą) aby bezpiecznie przebyć góry. W ciągu 4 dni pokonaliśmy 80 km i 5500 m przewyższenia. Spaliśmy w schroniskach w Morskim Oku, Kondratowej i na Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Rysy w pierwszy dzień weszliśmy w kiepskiej pogodzie bez nart (zostawiliśmy je pod rysą). W trakcie podejścia spotkaliśmy kilka osób i grupkę Słowaków zjeżdżających jak się później okazało z tego samego miejsca co my później. Zjazd do Moka trudny z uwagi na śnieg o charakterze szreni łamliwej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień próbowaliśmy się przedrzeć przez Szpiglawoą przeł. lecz załamanie pogody i kiepski do zjazdu śnieg owocował zmianą trasy. Zjazd do Moka to walka przed upadkiem na chwytającym narty śniegu. Potem w dół doliny i długim szlakiem przez Rówień Waksmundzką do Murowańca, zjazd do Kuźnic i podejście już po ciemku do schroniska na Kondratowej gdzie śpimy na glebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzecim dniu przy prószącym śniegu lecz dodatniej temperaturze podejście na przeł. Kondratową i ładny zjazd Głaźnym Żlebem do dol. Małej Łąki. Krótki etap kończymy w schronisku na Ornaku gdzie też śpimy na glebie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwarty dzień przy ładnej pogodzie przechodzimy przez Iwaniacką Przeł. i zjeżdżamy do Chochołowskiej w parszywej szreni łamliwej (efekt ocieplenia i nocnego przymrozku). Przy schronisku spotykamy Zosią Gutek i Jurka Ganszera z Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy dzień wcześniej startowali w Memoriale Strzeleckiego. Wzrastająca szybko temperatura puściła śnieg ale też zwiększyła stopień lawinowy na III. Zjazd Z Grzesia po miękkim śniegu okazał się i tak najlepszy. Na nartach po śnieżno-wodnej brei docieramy do parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Tatry_polskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1RwLZtAequ6ysXXhCchVB1Us4SADesdVi/view?usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Artur Sobczyk i Maciej Maciejewski (Uniwersytet Wrocławski), Emanuel Soja (SDG)|09 03 2018}}&lt;br /&gt;
W Niedźwiedziej byłem po raz pierwszy w życiu i jestem skłonny uwierzyć, że jest to najładniejsza jaskinia turystyczna w Polsce - nawet w części turystycznej! Głównym celem piątkowego wyjścia było wykonanie pomiarów struktur tektonicznych. Praca przebiegała jak zwykle w zespołach dwójkowych, złożonych każdy z utytułowanego naukowca i utalentowanego skryby. Ja przy okazji tej pracy wykonałem zdjęcia do modelu fotogrametrycznego małego fragmentu jaskini. Mając do porównania starannie wykonane pomiary struktur będziemy mogli teraz bardziej obiektywnie ocenić dokładność &amp;quot;trójwymiarowych obrazków&amp;quot;, którymi od kilku miesięcy się fascynuję. Podczas tej sesji odwiedziliśmy te nudniejsze partie jaskini, ale przynajmniej trochę się poruszałem i poprzeciskałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitur na Rysiankę|Andrzej Gałecka, Kaja, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Heniek Tomanek|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjazd najwcześniej zaczął (i najpóźniej skończył) Heniu, który zobowiązał się zebrać całą ekipę. Po drodze dołączył do nas Andrzej. Od samego początku ciesząc się dobrej pogody, dojechaliśmy do Zlatniej. Tam trochę ze strachem w oczach, próbujemy dojechać jak najbliżej śniegu na niebieskim szlaku. Jak to bywa ze strachem i wielkimi oczami, narty możemy założyć od razu po zejściu szlaku z drogi w las. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podchodzimy bez pośpiechu, pozwala nam na to dobra pogoda - ciepło! widoki! widoczne Tatry!! Robiąc po drodze parę postojów na śniadanie, podziwianie widoków, ogarnięcie niesfornego sprzętu, czy wymyślenie, jak przedrzeć się pomiędzy powalonymi drzewami lub ponad strumyczkami. Jako że nie wszyscy jesteśmy jeszcze w pełni władcami naszych nart i nie zawsze wychodziło nam tak jak zaplanowaliśmy, to efekty były nie raz powodem wybuchów śmiechu pozostałej części ekipy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed Halą Lipowską, ścięliśmy szlak i podeszliśmy dość stromą przecinką. Po przerwie w schronisku, weszliśmy na żółty szlak, którym jeszcze musieliśmy podejść do najbliższego zjazdu. Foki ściągnęliśmy na połączeniu z zielonym szlakiem, przekonani, że od tego miejsca czekają nas same zjazdy…. Przekonanie umarło dość szybko i dlatego krótkie fragmenty podejść pokonaliśmy na nogach, żeby nie tracić czasu na przyklejanie i odklejanie fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szlaku zjeżdżamy koło Hali na Zapolance i dalej w dół drogą, łąką, a pod same auta dość stromym zjazdem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fhala%20lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - przez Ciemniak i Małołączniak|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano co przekładało się na adekwatną temperaturę, która w Kirach wyniosła -23 st. Podejście na Ciemniak nas rozgrzewa gdyż tempo nie było znów takie spacerowe. Pogoda była wymarzona. Słonecznie i bezwietrznie. Z Ciemniniaka (2096) na Krzesanicę (2122) i dalej zjazdem na fokach na Litworową Przeł. i krótkie podejście na Małołączniak (2096). Stąd już zaczynamy prawdziwy zjazd, który jak się okazało obfitował w wiele ciekawych wrażeń. Do Kobylarza zjazd po wywianym do kamieni i lodu zboczem poprzecinanym poprzecznymi pryzmami odłożonego śniegu. W samym żlebie śnieg również trudny (akurat zaczęło operować tu słońce) od twardej lodoszreni do łamiących się płyt. Dopiero w dolnej części żlebu niezły puch, którym śmigamy wprost do Wielkiej Świstówki. Ostatni odcinek stromy i wąski między kosówkami i drzewami. Potem krótkie podejście i walka w Wantulach. Wykroty i mnóstwo powalonych świerków stanowiły nie złą łamigłówkę, z którą jakoś sobie poradziliśmy osiągając halę w dolinie Miętusiej. Potem przyjemny zjazd po ścieżce przedeptanej zapewne przez grotołazów. Wkrótce zjeżdżamy do dol. Kościeliskiej gdzie lawirując wśród tabunów ludzi docieramy do wylotu doliny. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji i 16 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur w dolinie Jarząbczej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda znów trafiła się nam niezła. Początkowo myśleliśmy o Jarząbczym czy Kończystym, ale z uwagi na skomplikowane warunki śniegowe ostatecznie nie decydujemy się na wyjście na żaden znany szczyt. Sam zjeżdżam z wysokości około 1850 m, a Monika czeka na mnie trochę niżej. W dolinie już śnieg bardzo dobry, przez kilkanaście minut szusujemy z dużą przyjemnością po miękkim. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Spaloną Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2018}}&lt;br /&gt;
Tak, mam swoje ulubione miejsca w Tatrach i dolina Rohacka jest jednym z nich. Ma same zalety. Ludzi mało. Na nartach można po niej chodzić legalnie. Późniejszą zimą, w braku śniegu w lesie jest do wykorzystania nartostrada. Dojazd od nas jest bez korków, można daleko wjechać w dolinę i dzięki temu mniej deptać po płaskim. Przy parkingu jest Pensjonat Szyndłowiec, w którym serwują najlepszą zupę czosnkową, jaką znam. Wracając, można zrobić zapas Kofoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem wybiegam na Spaloną Kopę, może nie na czas, ale tak dosyć szybkim tempem. Wycieczka wraz ze zjazdem zajmuje mi 3h 20m. Pogoda cudna, choć warunki śniegowe nazwałbym skomplikowanymi. Sporo zmienności, wiele różnych rodzajów śniegu w niespodziewanych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kondracka Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przed spotkaniem KTJ z dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego wybiegam prędko na Kopę przez przełęcz pod Kondracką Kopą. Bardzo dobra, szybka wycieczka z wyśmienitą pogodą i dobrymi warunkami śniegowymi. Aż szkoda, że byłem sam i bałem się bardziej szaleć. No i jedynie słuszny wniosek jest taki, że należy pracować w soboty i niedziele, a jeździć w góry w poniedziałki i wtorki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na rowerze i nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerze startuję z Ryczowa. Wszystko ośnieżone choć nie zbyt głęboką warstwą. Szlakami przez lasy (po drodze zaglądam do jaskini na Biśniku) dojeżdżam do Smolenia wysilając się czasem więcej niż zwykle (buksowanie koła w śniegu). Aby sobie urozmaicić podróż w Smoleniu wypożyczam narty i godzinę szusuję na 400-metrowym stoku co jak na Jurę jest całkiem fajnym miejscem. Do Ryczowa wracam od północnej strony. Było -13 st. W sumie fajna przebieżka po zimowej Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Smolen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Wyżnią Kondracką Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
Trzaskający mróz ustępuje wraz ze zdobywaną wysokością i gdyby nie spokojny, ale jednostajnie mroźny wiatr na grani, może i dałoby się zajść aż na Kopę. Przez ten wiatr i przez kurczący się czas, zjeżdżamy w każdym razie już z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, a zmęczony Marek nawet z nieco niższa. Warunki śniegowe nad Głazistym Żlebem bardzo dobre, udaje się tam kilka bardzo przyjemnych skrętów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie miała być Miętusia, bo już od jesieni miałem wielką ochotę na odwiedzenie Rury. Okazało się jednak, że w jaskini ma miejsce jakieś rozbudowane szkolenie GOPR, wobec czego zapisaliśmy się na Kasprową Niżnią. W systemie TPN widniały jakieś dwie pomniejsze ekipy, ale jednak wyszedłem z założenia, że w Kasprowej miniemy się z łatwością, a w Miętusiej pewnie zamarzniemy czekając na mrozie, albo co gorsza - w przeciągu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Komorze Wstępnej zastajemy lekko podmarzającą dwójkę z folią NRC i śpiworami w pogotowiu. Szybko okazuje się, że trafiliśmy w sam środek manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Korzystając ze znajomości, załatwiam naprędce specjalne zezwolenie na przemknięcie się obok ćwiczeń. Musimy solennie obiecać, że nie będziemy przeszkadzać, że nie urwiemy kabla od telefonu i że w razie czego, damy pierwszeństwo noszom. Nie mając specjalnego wyboru, dopakowujemy do worów puchówki i pobieramy cukier od ekipy łacznościowej. Los czasami podąża dziwnymi ścieżkami: to, że zapomnieliśmy posłodzić czarną herbatę w termosie początkowo było dla nas zmartwieniem, ale szybko okazało się we wspaniały sposób nadać sens wniesieniu cukru do jaskini przez dwójkę grupowych ratowników. Żadne z nich bowiem nie słodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców dotarliśmy do Komory Gwiaździstej. Przypomniało mi się, że za Zapałkami to nawet znajduje się kawałek całkiem fajnej jaskini, w której można się trochę poczołgać, pomęczyć i pobrudzić. Po drodze &amp;quot;tam&amp;quot;, jak i &amp;quot;z powrotem&amp;quot; minęliśmy kilku znajomych, najpierw w punkcie cieplnym w Sali Rycerskiej, a potem w roju kłebiącym się wokół noszy nad Wielkim Kominem. Zanotowaliśmy kilka obserwacji społecznych o fenomenie GRJ-u: oczywiście na wierzchu widać przede wszystkim wymianę doświadczeń, uczenie się logistyki, doskonalenie się w technikach i bardzo słuszne przygotowywanie się na okoliczność wypadku na jednej z licznych polskich wypraw eksploracyjnych. Sądząc jednak po tym, że tak wielu ludzi pozostawało w jaskini mimo zakończenia przydzielonego im zadania, zaryzykuję stwierdzenie, że nie bez znaczenia chyba jest i charakter tych manewrów. Niczego nie ujmując samej akcji - bo na ratownictwie się nie znam - to momentami miałem wrażenie, że ćwiczenia są też świetnym pretekstem i powodem, żeby pójść znowu do tej samej jaskini w znowu tej samej grupie znajomych, bez specjalnego męczenia się (jak na akcjach sportowych) i bez odpowiedzialności (jak na akcjach kursowych). W tym kontekście GRJ wypełnia próźnię w szerszym sensie. Ciekawe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw.-Skitur na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworscy, Rafał Pośpiech|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przyjemny skitur z Złatnej wpierw różnymi dziwnymi zakosami na Halę Lipowską, później na Rysiankę i do schroniska poniżej. Większość wycieczki spędzamy w towarzystwie naszej trójki, natomiast w schronisku zastajemy istny nalot skiturowców. Śnieg prószy dość intensywnie. O ile do góry poruszamy się własnym, wytyczonym szlakiem, to na dół &amp;quot;zjeżdżamy' głównie szlakiem czarnym. Na zjeździe nie poszaleliśmy, ale i tak było bardzo przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka%20i%20Lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus|23 02 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek chwilę po północy i jedziemy po Bogdana. O 01.00 już w trójkę mkniemy na Łysą Polanę. Droga mija spokojnie i szybko, z jednym postojem na małe co nie co. Warto tu wspomnieć, że Mc, w którym jedliśmy, był otwarty  o 2 nad ranem pomimo zapewnień Asi, że jest zamknięty. Warto wspomnieć ponownie, że jedzenie o tej godzinie nie jest dobre, a konkretnie mało wypieczone. Na Łysej polanie jesteśmy chwilę po godzinie 4. Zostawiamy samochód na parkingu, szybko się ogarniamy i startujemy. Droga do Morskiego oka mija szybko, w kontemplacji z małymi przerwami na rozmowy. Dochodząc do schroniska jesteśmy pierwszą ekipą wybierającą się tego dnia na Rysy. Po przepakowaniu sprzętu wychodzimy już jako druga ekipa za pierwszą pięcioosobową wyposażoną jakby szli przynajmniej na K2, tylko butli nie widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodząc przez taflę Morskiego Oka, docieramy do pierwszej tego dnia drogi pod górkę, prowadzącą do Czarnego Stawu Pod Rysami. W rakach idzie się bardzo pewnie, przez co bardzo szybko jesteśmy już przy zamarzniętym brzegu. Czekam na resztę i razem ruszamy na przeciwległy brzeg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu Asia decyduje się wrócić do schroniska, a ja z Bogdanem mkniemy pod górę za ekipą przed nami.&lt;br /&gt;
Droga do góry jest w miarę wydeptana, przez co idzie się bardzo wygodnie pod warunkiem, że nie stawi się stopy tylko troszkę za bardzo poza nią, co grozi wpadnięciem po pas w śnieg. Kilka razy po drodze odpoczywamy, przez co mija nas kilka osób. Ze dwa razy czekam na Bogdana dłużej. Gdy spotykamy się po raz kolejny Bogdan „daje mi pozwolenia abym szedł” i spotkamy się na szczycie.&lt;br /&gt;
Ruszam więc pod górę i mijam po drodze wszystkich, który podczas odpoczynku wyprzedzili nas, a także rzeczoną pięcioosobową ekipę, która ze schroniska wyruszyła przed nami. Na szczycie jestem sam, dopiero po chwili dochodzi pozostała reszta. Robię kilka zdjęć choć pogoda jak zawsze była kapryśna i nie pozwoliła podziwiać widoków. Ranek dawał nadzieję, a przedpołudnie wszystko zweryfikowało. Przechodzę jeszcze na Słowacką stronę, kilka smsów , telefon i zaczynam schodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzę do łańcuchów i czekam na Bogdana, który po kilku(nastu?) minutach pojawia się na horyzoncie oznajmiając, że  ma skurcz nogi :)  Razem ponownie wchodzimy na szczyt, kilka zdjęć, pogoda bez zmian. Zaczynamy schodzić. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Przed nami kilka osób schodzących na dół, i kilkanaście idących do góry. Gdy przed nami robi się pusto i stwierdzamy, że szlak jest na tyle stabilny decydujemy się na tzw „zjazd na dupie”.  Tym sposobem na dole (w Morskim Oku) jesteśmy w nieco ponad godzinę. Przed nami kilka osób robi podobnie, reszta za nami o dziwo również. W schronisku spotykamy się z Asią i całym dzikim tłumem turystów. Wchodząc do schroniska przez drzwi musiałem wypuścić 14 osób, a po wejściu do środka i tak nigdzie nie było miejsca. Przepakowujemy się, jemy na szybko i zaczynamy wracać drogą do samochodu. W dół droga mija jakoś wolniej, kilka razy myślę, że dobrze byłoby mieć ze sobą narty, żeby zjechać tym odcinkiem,  no ale cóż... Zaczyna prószyć śnieg. Na parkingu szybko się przebieramy i wracamy na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był bardzo dobrze spędzony piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy wypad na Ryczerzową i Switkową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soblówki na przeł. Przysłop. Dalej trawersem do bacówki na Rycerzowej gdzie robimy sobie krótki odpoczynek. Potem podejście na Ryczerzową (1226) i fajny zjazd z powrotem na przeł. Przysłop. Dalej bardzo strome podejście na graniczny szczyt Switkowej(1086) i przepiękny zjazd rzadkim bukowym lasem do polany Królowej i dalej do Soblówki. U góry śniegu sporo, niżej gorzej ale do auta docieramy na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/OkoliceRycerzowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia w Straszykowej Górze, Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Maciek R.|13 02 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie po pracy szybki wypad za Ogrodzieniec. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, sporo śniegu, lekki minus, ciemności dookoła. &lt;br /&gt;
Jaskinia w Straszykowej Górze zaskakuje: po średnio przyjemnej pierwszej części, na dłużej zatrzymujemy się w dalszych, mytych korytarzach. Bogdan jako jeden z najszczuplejszych w ekipie udowadnia, że miejsce które określiliśmy jako niedostępne jest do przejścia i prowadzi do bardzo przyjemnego kominka, w którym spędzamy sporo czasu. Ogólnie jaskinia zachwyca, opuszczamy ją ze smutkiem i kierujemy się przez Schronisko na Straszykowej Górze (IV) w stronę Jaskini z Kominem. Droga do schroniska bez większych przeszkód, obiekt przyjemny, malowniczy, trzeba o nim pamiętać na przyszłość – świetna miejscówka na piknik albo odpoczynek. Dalszy przemarsz do Jaskini z Kominem już z atrakcjami: próba skrócenia drogi owocuje przedzieraniem się przez krzaki, las, wiatrołomy, bagna, a nawet momentami wydawać by się mogło, że także przez pustynię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy pod otwór: jaskinia brzydka i brudna jak noc w Sosnowcu, ogólnie ciasno i zero atrakcji. No, może poza udowodnieniem przez Pitera, że naprawdę nie warto pchać się głową w dół. Odpuszczamy przejście wszystkich korytarzy – droga do lewego ciągu jest tak ciasna, że Berkowa przy niej to autostrada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini próbujemy kierować się do samochodów (próbujemy – słowo klucz). Prowadzeni GPSem na którym niechcący coś mi się nacisnęło, zwiedzamy solidny kawał lasu, przecierając szlaki które nie widziały człowieka od czasu, gdy praludzie biegali po dziczy odziani w skóry z mamutów i rzucali w małpy kamieniami. &lt;br /&gt;
Ostatecznie odnajdujemy samochody, wracamy do domów bez większych urazów i odmrożeń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fstraszykowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Adam Tulec&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Niedziela, 11.02.2018. O godzinie 5:55 dzwoni budzik.&lt;br /&gt;
Jakimś cudem wstaję po pierwszym dzwonku.&lt;br /&gt;
To chyba efekt uboczny wczorajszego dnia - po wizycie w Jaskini Zimnej padliśmy jak muchy. Jeśli dodać do tego szczyptę adrenaliny na myśl o dzisiejszej akcji, w efekcie poranna pobudka idzie lepiej niż się tego spodziewałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero nasza trzecia akcja w Tatrach, ale już nabieramy wprawy w tym speleoceremoniale. Plecaki i szpej wzorcowo spakowane wieczorem, ciuchy na wyjście przygotowane. Dorzucamy potrzebne liny do wora, jemy śniadanie i ekipa jest gotowa do wyjścia.&lt;br /&gt;
Pomimo, że za oknem przyjemny mrozik - skład ekipy trochę stopniał. Na niedzielne wyjście do Kasprowej Niżniej wychodzimy w trzyosobowym składzie - Rysiek (instruktor), Iwona (koleżanka z wcześniejszego kursu) i ja.&lt;br /&gt;
Czyli w dniu dzisiejszym zapowiadają się zajęcia indywidualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic i dziarskim krokiem ruszamy zielonym szlakiem w stronę Myślenickich Turni. Śnieg skrzypi pod nogami, mocne słońce sprawia, że zimowa szata gór nabiera dużego uroku. Dojście do otworu bezproblemowe i bardzo przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się w jaskiniowe wdzianka, sprawdzamy czołówki, szpeimy się i po chwili ruszamy w mniej-lub-bardziej nieznane! Pierwsze ruchy idą mi trochę opornie, czuję zmęczenie po wczorajszym dniu. Ale problem szybko znika, po raz kolejny potwierdza się stara zasada, że zakwasy najlepiej rozchodzić.&lt;br /&gt;
Iwona zasuwa do przodu jak dzik lub raczej jakaś łasica. Sprawnie pokonuje kolejne metry metry jaskini, przeciska się gdzie jest wąsko, przeskakuje tam gdzie mokro.&lt;br /&gt;
Staram się dotrzymać jej tempa, znajdując jednak chwilę czasu na nacieszenie się jaskinią, szczególnie, że jest zupełnie inna od wczorajszej Zimnej (a raczej Błotnej).&lt;br /&gt;
Pokonujemy razem kolejne fragmenty, całkiem sprawnie poręczujemy trudniejsze miejsca. Chwila zawahania przed wejściem do Gniazda Złotej Kaczki... Ufff. Suchutko!&lt;br /&gt;
Nawet czołganie się jest całkiem przyjemne, bo spąg jest pokryty czystym, drobnym piachem.&lt;br /&gt;
Krótki, łatwy prożek do pokonania (II) i po chwili jesteśmy w Sali Rycerskiej. Dogania nas Rysiek. Po zerknięciu na zegarki stwierdzamy, że możemy się z czystym sumieniem rozsiąść na chwilę. Wciągamy przekąski i idziemy sprawdzić co się czai za Wiszącym Jeziorkiem. Udaje się nam przejść bez kąpieli słynne Zapałki, ale dalej odpuszczamy, tłumacząc sobie, że musi pozostać jakiś niedosyt na przyszłość.&lt;br /&gt;
Wracamy do Sali Rycerskiej znów ćwicząc zapieraczkę. Dostajemy drugie zadanie - sprawdzić korytarz prowadzący w stronę Syfonu Danka. Po chwili wątpliwości znajdujemy poszukiwany przez nas ciąg korytarzy i dochodzimy do kluczowego miejsca - oczom naszym ukazuje się budzący we mnie lekki niepokój komin.&lt;br /&gt;
Ponieważ nie zakładaliśmy przechodzenia tego fragmentu, nie mamy ze sobą stosownej liny. Ale próbujemy przejść pierwsze metry, żeby sprawdzić swoje umiejętności. Po kilku próbach chyba udaje się nam rozpracować poczatek tego jaskiniowego 'balda'. Następnym razem zobaczymy czy przejdziemy całość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do Ryśka, a ponieważ w tak małej grupie wszystko poszło szybko i sprawnie - mamy jeszcze spory zapas czasu. Robimy dłuższą przerwę, plotkujemy trochę o jaskiniowym środowisku, naszych doświadczeniach i słuchamy historii 'z podziemia'. Ale z czasem dochodzą do nas dźwięki kolejnej kursowej grupy, więc stwierdzamy, że pora wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas drogi powrotnej mamy małe przestoje, bo przepuszczamy dwa inne kursy, ale wychodzimy z jaskini o wczesnej porze. Do Kuźnic wracamy w świetle zachodzącego słońca, mijani przez duże grupy narciarzy i skiturowców. Wypad do Kasprowej Niżniej będę wspominał bardzo miło, a kolacja po takim dniu smakowała wybornie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka,&amp;lt;u&amp;gt; Staszek Dacy &amp;lt;/u&amp;gt; Irek Olearczuk, Adam Tulec|10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście jak wiadomo proste, droga przez dolinę wydeptana i wylodzona, na schodach u góry parę zwalonych drzew, jednak po doświadczeniach naszego kursu z Jaskini Czarniej to czysta przyjemność. Przed otworem krótka przerwa i ruszamy w dół, po lodzie, który na szczęście w drodze powrotnej nie był problemem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw długo prosto i sucho, zakręt i znów prosto, jednak nie tak sucho. W wielkim napięciu wyczekiwaliśmy Ponoru, mieliśmy nadzieję, że stan wody będzie w nim tak niski, że nie zwrócimy na niego uwagi. Nie udało się, teraz już wiemy, że tego miejsca nie da się przegapić. Bez zastanowienia szybki desant z ciuchów (nie było co się zastanawiać - decyzję, że Ponor sprawdzi najmłodszy podjęto już dawno). Początek szedł dobrze, później było do dupy... zasygnalizowałem, że wody jest właśnie tyle - rozpoczęto operację przeprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak zabawa zaczynała się dopiero teraz i znów padło na mnie. Progi i Czarny Komin mój, i... tego mi trzeba było jako w jednej z pierwszych jaskiń naszego kursu. Jako początkujący wspinacz nieźle dostałem w tyłek pod każdym względem. Poza oczywiście fizycznym wyciskiem (bo jak wiadomo większość &amp;quot;wywspinana&amp;quot; z buły na pętlach) doczekałem się niezłej lekcji psychiki, albo... fizyki - zrozumiałem, że codziennie odczuwalny współczynnik tarcia daleko jest od swojej granicznej wartości:D Teraz mokra skała i zapieraczka jest dużo bardziej intuicyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostanie poręczowanie i zjazd do Chatki by Adam. Tam chwila przerwy i odwrót. Szybki, przejście przez Ponor już bez zbędnych ceregieli. Wór z mokrą liną dał się we znaki...&lt;br /&gt;
Wszystko pięknie i potrzebne, ale z wyjścia do Kasprowej Niżnej na drugi dzień odmeldowuję się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST)|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwsze skitury dziewczyn w Tatrach. Podchodzimy do Murowańca przez Boczań i zjeżdżamy nartostradą. Wszystkie kończyny całe! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8540</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8540"/>
		<updated>2018-10-21T15:35:21Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== III kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem z Węgierskiej Górki do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|20 10 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda krzyżuje plany na wyjazd wspinaczkowy, więc decydujemy się na spacery po Beskidach - na wszelki wypadek wrzucam rower do bagażnika. Lądujemy w Węgierskiej Górce o 12:00, gdzie Ala z małą i znajomymi spacerują po okolicy, a ja wybieram się rowerem czerwonym szlakiem przez Magurkę Wiślańską - Malinów - Salmopol - Kotarz do Szczyrku. Widoczność bardzo kiepska. Mżawka zaczyna się w okolicach Magurki, a pod koniec wycieczki jestem już bardzo przemoczony i dość zmarznięty. Łącznie wychodzi ok. 25 km i trochę ponad 1000 m podjazdów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Dolina Kluczywody - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Adam Tulec|13-14 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Dolinie Kluczywody odbyła się ostatnia część szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Jaskinia Śnieżna|Karol, Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|13-14 10 2018}}&lt;br /&gt;
Mało spania, za dużo lin, brak czasu na rozmyślenie się i oto byliśmy! Na szlaku w dolinie Małej Łąki o godzinie 7 rano. Dreptaliśmy trochę za bardzo obciążeni jak na relaksacyjne wyjście i  rozmyślaliśmy kogo spotkamy w jaskini.  I wtedy nasze myśli jakby się zmaterializowały w postaci kolegów z SBB, radośnie oznajmiających nam, że oni idą zaporęczować jaskinię i nie musimy nieść naszych lin, bo możemy skorzystać z ich poręczówki. Tak proszę państwa! To wcale nie był sen grotołaza! Aż pod sam otwór nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini Śnieżnej weszliśmy dość późno, ale letnia pogoda wcale nie zachęcała by przykleić brzuch do lodospadu i zjechać w głąb ziemi. No właśnie... lodospad... będąc ostatnio w tej jaskini przynajmniej rok temu nie miałam świadomości... że lodospad jakby się skurczył... zmalał... a miejscami znikł... Pierwszym zaskoczeniem było samo wejście do dziury, gdzie wg. moich wspomnień trzeba było przeciskać się pomiędzy stropem a lodem, teraz znajduje się tam zjazd, lód zaczyna się dopiero w połowie pochylni i dość gwałtownie kończy, odkrywając nie do końca stabilne głazy... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niżej już po staremu. Mkniemy w dół aż do wodociągu. Tu kręcimy się trochę, jemy, mijamy trochę ludzi. Można nawet powiedzieć, że całkiem tłoczno było tam na dole... Do góry jak zwykle pocimy się na linach. Ja przeżywam małą chwilę przerażenia, odkrywając, że moja delta zbyt łatwo się odkręca i uprząż próbuje się z niej wydostać. Przed wielką studnią dokręcam ją jednak tak skutecznie, że po wyjściu potrzebuję pomocy w oswobodzeniu się z uprzęży...  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drugi dzień poszukujemy jakiejś krótkiej wycieczki, żeby móc wcześnie wyjechać z Zakopanego, ale wykorzystać dzień w Tatrach. Pogoda zachęca do wycieczki powierzchniowej, a mokre kombinezony i wnętrza odpychają od jaskiniowej. Decydujemy się na szybką przebieżkę Doliną Strążyską pod Siklawicę, dalej Ścieżką nad Reglami, przez Sarnią Skalę, do Doliny Białego. Koło zamykamy dochodząc Ścieżką pod Reglami z powrotem pod Dolinę Strążyską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2018%2Fsniezna&amp;amp;startat=5&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magurka Radziejowska i Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
Ostatnią niedzielę spędziłem leniwie, więc postanowiłem wziąć się za siebie i wybrałem się na szybki wypad w góry, akurat żeby wieczorem zdążyć na koncert. Przed  godz. 8 byłem już w Węgierskiej Górce, skąd czerwonym szlakiem udałem się na Baranią Górę przez Magurkę Radziejowską. Szlak bardzo sentymentalny, bo na nim 4 lata temu na rajdzie górskim poznałem moją Iwonę ;) Początkowo pogoda była super, taka nasza prawdziwa polska złota jesień (choć jeszcze nie wszystkie drzewa zmieniły kolor na złoty), to później na grani zaczeło bardzo mocno wiać. Horyzont zeszarzał i widoki były bardzo ograniczone. Z wieży widokowej na Baraniej było trudno dostrzec nawet Babią Górę. Do Węgierskiej Górki wracałem początkowo czarnym szlakiem, a później zielonym. Po powrocie do auta kupiłem sobie w nagrodę lody w pobliskiej cukierni. Do Katowic wróciłem troszkę po 15.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: zajęcia na Kuli i Żabim Koniu - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec|06-07 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach pomiędzy Będkowicami a Kobylanami, odbyła się druga z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Magura i Klimczok|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, trochę wcześniej od Biłej na szczyt wyszli Rysiek i Marzenna Widuch|07 10 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem w dobrej pogodzie start z Mesznej na przełaj wzdłuż potoku Mesznianaka. Potok najpierw płynie w dość głębokim jarze. Dalej stromo do góry zdobywamy wysokość na granicy zadłużenia tlenowego osiągając szlak czerwony z Bystrej. Następnie szczyt Magury i Klimoczoka. Dość sporo osób kręciło się w okolicy schroniska. Wracamy żółtym szlakiem do Mesznej zatrzymując się w Chacie pod Starym Groniem na szarlotce. Od tej strony na szczyt wychodzi znacznie mniej ludzi niż z pozostałych zboczy. Z niecierpliwością należy czekać na dobre śniegi by powtórzyć tą trasę skitorowo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKlimoczk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: Straszykowe skały - szkolenie wspinaczkowe kursantów|Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec i Asia Przymus (jeden dzień)|29 - 30 09 2018}}&lt;br /&gt;
Na skałkach w Ryczowie odbyła się pirewsza z trzech części szkolenia wspinaczkowego kursantów. Opis pojawi się po ukończeniu całości szkolenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Banikov - Rohacze|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wstępny plan kursowego wyjścia do Ptasiej zawiódł, więc wybraliśmy słowackie zachodnie Tatry jako cel naszej wycieczki. Rochacze od dawna chodziły nam po głowach. Dzień wcześniej relaksujemy się w Termach Chochołowskich, gdzie jak się okazało trafiliśmy na sobotnie „Pool party”, czyli imprezę na odkrytym basenie rodem z amerykańskich filmów dla nastolatków, z DJem itp. &lt;br /&gt;
Nocujemy w muszli koncertowej zlokalizowanej na parkingu przy jaskini Brestovskiej; miejscówka bardzo dogodna, można się schować w środku, tak że nikt z drogi nas nie widzi i nie przegania. Trekking rozpoczynamy od wejścia na Banikov, później dalej granią przez Rochacze Płaczliwego i Ostrego na Wołowiec. Odcinki z łańcuchami nie są aż takie trudne jak się spodziewaliśmy czytając opisy przejść.  Szczyty były niestety zakryte chmurami, mocno wiało. Na Banikowym szczycie kępki trawy były już nieco zaśnieżone/oblodzone tworząc ciekawe formy dzięki wiejącemu wiatrowi. Mimo nienajlepszej pogody na szlaku spotykamy wielu wędrowców. Szlak zdecydowanie do powtórzenia przy lepszej pogodzie. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze przy przydrożnych ruinach, które okazały się pozostałościami Franciszkowej huty z ogromnym piecem hutniczym w środku.&lt;br /&gt;
Zdjęcia poniżej&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBanikov%20Rohacze&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - pasmo z Oszustem|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, osoby tow.|23 09 2018}}&lt;br /&gt;
Pokonano dość długą trasę z przeł. Glinka do Rycerzowej i zejście do Soblówki. Pogoda niezbyt lecz na szlaku nikogo. Zejście w nocy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wejście na Kościelec|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os. tow.|21 09 2018}}&lt;br /&gt;
Mój plan na spędzenie weekendu w tatrach pogrzebał się pod zwałami zapowiadanych opadów deszczu i śniegu oraz zimna. Rozpacz jaka mnie ogarnęła z powodu utraconego tatrzańskiego lata została jednak przepędzona przez Piotrka, który miał spędzać czwartek i piątek w górach i zaprosił mnie bym dołączyła do niego i kolegi w Piątkowe wyjście na Kościelec. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Coś we mnie drgnęło i nagle zapragnęłam nie przejmować się żadnymi obowiązkami i pozwolić sobie działać spontaniczne. Od razu wybrałam wolne na piątek, po pracy szybko się spakowałam i poszłam spać chwilę po zmroku. Pobudka o 2:15, o 2:45 wyjazd z Rudy Śląskiej i udało mi się złapać miejsce w Pekaesie do Zakopanego o 3:45. Na miejscu byłam trochę po czasie - o 7:30, zamiast 7:00 (uwaga korki w Białym Dunajcu), gdzie spotkałam się ze Strzelcem i jego znajomym. Bez zwłoki udaliśmy się na szlak z Kuźnic przez Boczań do Murowańca. Pogoda owszem letnia, więc szybko pozrzucałam z siebie zbędne nogawki i długie rękawy, aczkolwiek na trochę wyższym i odkrytym terenie wiał mroźny i mocny wiatr. W Murowańcu zatrzymaliśmy się na szarlotkę, Strzelec z powodu kontuzji wycofał się ze zdobywania z nami Kościelca i wybrał kontemplację natury nad Czarnym Stawem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
My ruszyliśmy na Kościelec z lekką obawą, czy aby przypadkiem nie zwieje nas jak tylko wyjdziemy na grań Małego Kościelca. Jak się wyżej okazało, na szczęście mimo nagłych podmuchów i konieczności założenia dodatkowych warstw, nie groziło nam zdmuchnięcie ze skał. Na drogę podejścia wybraliśmy trasę prowadzącą koło Czarnego Stawu, przez Mały Kościelec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szlak na Kościelec, aczkolwiek stromy jest bardzo przyjemny, szybko zdobywa się wysokość, mogąc cały czas podziwiać wspaniałe widoki, bliżej szczytu wymaga użycia rąk przy podchodzeniu. Jak dla mnie było to jedno z ciekawszych podejść jakie robiłam w Tatrach. Na szczycie posiedzieliśmy tak długo jak tylko się dało aby nie zamarznąć. Na drogę powrotną wybraliśmy zejście koło Stawków w Dolinie Gąsienicowej. Na Hali Gąsienicowej spotkaliśmy się ponownie z Piotrem i razem ułożyliśmy się wygodnie na trawie by jeszcze chwilę pokontemplować ostatni letni dzień w Tatrach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fkoscielec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura: jaskinie: Berkowa, Ostrężnicka, Wierna|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Max, Speleo-Myszków|17 09 2018}}&lt;br /&gt;
Robimy szybki wypad na Jurę: najpierw z Piterem zaliczamy Berkową (jaskinia z roku na rok wydaje się coraz bardziej ciasna), później już we 3 z Maxem dla zabicia czasu odwiedzamy Ostrężnicką. W krzakach nad jaskinią odnajdujemy chyba ruiny zamku, bardziej &amp;quot;chyba&amp;quot; niż &amp;quot;ruiny&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem dojeżdża wsparcie z Myszkowa. W piątkę ruszamy do Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskiniowy gwóźdź programu szybko klasyfikujemy jako „byłem, widziałem, nie wrócę”. Jaskinia niepokojąca, długa i piękna. Miejscami krucho, miejscami ciasno, są też chodniki po których można biegać będąc  w pełni wyprostowanym. Przechodzimy przez wszystkie główne ciągi, zwiedzając dodatkowo ciekawsze boczki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziura zdecydowanie warta uwagi, jakiej formy nacieku by sobie człowiek nie wymyślił – taką znajdzie w Wiernej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wychodzimy z jaskini z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;
Dziękujemy Speleo-Myszków za otwarcie obiektu 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tutaj:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fberkowa_ostreznicka_wierna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: kaniony okolic Chiusaforte (Alpy Karnickie - Alpy Julijskie- Prealpy Julijskie)|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|13 - 16 09 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz trzeci udało nam się wybrać w rozpoznany już rejon kanioningowy. Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich skrupulatnie obserwowaliśmy przed wyjazdem pogodę i trafiliśmy w dychę – słońce, ciepło i co najważniejsze odpowiednie przepływy wody pozwoliły nam zrealizować cały plan. Odwiedziliśmy 4 kaniony najlepiej oddające klimat rejonu. Standardowo wyjazd w środę późnym wieczorem – na miejscu ok. 5 rano. Krótka regeneracja i na pierwszy ogień, lub lepiej napisać wodę poszedł Rio Ronce (v3a3III). Kanion typowo rozgrzewkowo-zabawowy, krótkie podejście około godziny a w środku wszystkiego po trochu; zjazdy, skoki, tobogany. W piątek zrobiliśmy Simona dolną część (v4a4V). Opisując go można cytować bardziej doświadczonych od nas kolegów z SDG  „Rio Simon jest jednym z najpiękniejszych kanionów Alp Karnickich. Woda jest w nim krystalicznie szmaragdowa, ściany są utworzone z białego, czystego wapienia. Kanion jest głęboki i wąski, lecz mimo to pełen słońca, które sprawia, że zdaje się być przyjazny i dostępny” – nic dodać nic ująć. W sobotę zmierzyliśmy się z Rio Cuestis (v5a3III). Początek zapowiadał się całkiem nieźle – parę mis do których udało się skoczyć. W środkowej partii woda zanika i do końca staje się suchy. Brak wody nie rekompensowały nam pionowe zjazdy dochodzące do 70 m. Dla nas grotołazów zjazdy powiedzmy sobie szczerze to trochę nie to czego szukamy w kanionach. No ale na wiosnę przy dużej wodzie to musi być fest…Niedziela na deser pobudka o 6.30 i o 8.00 maszerujemy w stronę Frondizzona (v4a2III). Kanion krótki ale intensywny. Zaczyna się 35 m. kaskadą z silnym strumieniem w końcowym odcinku zjazdu „zrywającym buty”. Potem skoki, pływanie, zjazdy wszystko w mocno wciętym a czasem zasklepionym kanionie. Dobre zakończenie wyjazdu. W Mikołowie jesteśmy o 22.00. &lt;br /&gt;
Uwaga: osoby planujące wyjście do Rio Cuestis – zły opis długości potrzebnej liny na stronie http://www.descente-canyon.com/canyoning/canyon-description/22007 . Myśmy mieli 73 + 58 i na najdłuższej kaskadzie było na styk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyceny trudności kanionów dla zainteresowanych:  http://v7a7.pl/skale-i-trudnoci/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKaniony-Italia&lt;br /&gt;
      &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Klimczok |Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|16 09 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią. Stamtąd, aby nie dojść zbyt szybko na Klimczok, skręcamy na szlak w kierunku Wapienicy. Pogoda idealna na takie spacery, słońce, nie za ciepło, nie za zimno, nie padało. Dużo grzybów, żadne z nas nie przepada za tym przysmakiem, ale jak widać większość ludzi już tak. Praktycznie każdy turysta, którego mijaliśmy niósł siatkę wypełnioną właśnie grzybami. Po zejściu do Doliny Wapienicy, przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie zatrzymujemy się na obiad, a później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy, zajadając domowe ciasteczka owsiane 😊. Z Klimczoka kierujemy się z powrotem na Błatnią i dalej do auta w Brennej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerem na Magurę |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 09 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Szczyrku zrobiłem sobie ciekawą trasę na rowerze górskim. Z Szczyrku częściowo szlakiem, częściowo leśną drogą podjazd do schroniska pod Klimczokiem (skwar utrudniał zadanie). Potem przez szczyt Magury (1109) żółtym szlakiem do Mesznej. Zjazd trudny technicznie, sporo dużych kamieni lub trawiaste stoki, na których kiepsko wychodzi hamowanie. Zjeżdżałem tu pierwszy raz więc była to swego rodzaju nowość. Z Mesznej ładnym szlakiem rowerowym wracam do Szczyrku tuż przed ogromną nawałnicą. Grad wielkości kurzych jaj dewastował samochody a główna droga w Szczyrku zamieniła się w rwącą rzekę. W tym czasie już jednak siedziałem w knajpce na lodach z znajomymi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Szczyrk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: Königsjodler |Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; |18 08 2018}}&lt;br /&gt;
Razem z Sarenką i Michałem postanowiliśmy zejść z Gölla dzień wcześniej, żeby wejść jeszcze na szczyt Hochkönig(2941m) przez ferratę Königsjodler.&lt;br /&gt;
Zaparkowaliśmy samochód na parkingu przy wejściu na szlak, po czym okazało się, że nie mamy gazu. Próby zakupienia w okolicznych wioskach były oczywiście nieskuteczne. Na całe szczęście pierwszy Austriak, którego zapytaliśmy o możliwość zakupu, podarował nam swój kartusz. Rozbiliśmy się na parkingu, a towarzyszyło nam niespodziewanie dużo osób, w tym grupa Czechów, z którą w następnym dniu kilkukrotnie się mijaliśmy.&lt;br /&gt;
Rano powitała nas całkiem przyzwoita pogoda, choć szczyty były zakryte chmurami. Szczęście znów nam dopisało. Im wyżej wychodziliśmy, tym chmury wznosiły się wyżej, odsłaniając poszarpaną grań, przez którą prowadziła ferrata. Pomiędzy kolejnymi szczytami musieliśmy pokonać „skok młodej panny”, most linowy i tyrolkę. Część odcinków pomimo sztiftów wymagała siły i wytrzymałości. Na szczyt dotarliśmy po paru godzinach wspinaczki, znów mijając wcześniej wspomnianych Czechów (którzy, jak to stwierdzili, uzupełnili witaminy i minerały w schronisku pijąc piwo). Po chwili oddechu na szczycie zaczęliśmy schodzenie. Początkowo po piargu, dość sypkim, o czym miałam się okazję przekonać zjeżdżając pewien odcinek w dół. Schodzeniu towarzyszył piękny zachód słońca oświecający zdobyty tego dnia szczyt i pomniejsze szczyty. Noc spędziliśmy ponownie na parkingu. Po śniadaniu wyruszyliśmy w drogę powrotną, zahaczając o Lechovice. &lt;br /&gt;
zdjęcia w galerii &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa Goll'2018 |Mateusz Golicz (kier.), Miłosz Dryjański (KKS), &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Ola Skowrońska (WKTJ), Jacek Szczygieł (KKS), Darek (KKS) |04 - 26 08 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Relacja z pierwszych dwóch tygodni, z mojej i Iwony perspektywy. Iwona prześle osobno swój punkt widzenia  :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tegoroczna wyprawa odbyła się w terminie od 4 sierpnia do 26 sierpnia. My z Iwoną mieliśmy tegoroczny urlop tak zaplanowany aby być przez pierwsze dwa tygodnie. Cała ekipa spotkała się w piątkowe popołudnie u Sarenki i Michała, gdzie spakowaliśmy wszystkie rzeczy i wyjechaliśmy w stronę Austrii. Dojechaliśmy nad ranem, także był czas aby się jeszcze przespać. Po drzemce szybkie spakowanie big bag'ów i czekanie na helikopter. Na szczęści w tym roku śmigło było o czasie i nie zaskoczył naś za wczesnym przylotem. Resztę dnia spędziliśmy na rozkładaniu bazy oraz planowaniu zadań na następne kilka dni. Ze względu na ograniczony zasób ludzki mnie i Iwonie przypadło więcej zadań niż w zeszłym roku... i bardzo dobrze ;) &lt;br /&gt;
Drugie dnia Mateusz i Ja poszliśmy do Mondholle. To była moja trzecia jaskinia po Gammsteigu i Dependance w tym masywie. Muszę przyznać, że do miejsca gdzie zjechaliśmy była czysta;) Jednak główną jej atrakcją to były skamieniałości, które występowały często i gęsto ;) Dla mnie bardzo fajna akcja rozgrzewkowa, przy której miałem okazję poznać trochę teorii i praktyki związanej z poręczowaniem. Następnego dnia powtórka Mondholle z Olą i kolejne kilka metrów jaskinia puszcza. Kolejne kilka akcji mam w Gamssteighöhle. Inni ze sukcesem szukali nowego obejścia do biwaku, ja tym czasem z innymi staraliśmy się udogodnić nową drogę, a to przeporęczować ją lub przekopać gdzie było za ciasno. Po połączeniu nowej drogi (gdzie to w magiczny sposób kominy staly się nagle studniami) czekał nas deporencz swoistej legendy tj. Klappachera. Jak dla mnie historyczny moment. Przecież tyle lat nas klappacherem straszyli, a tu już zdeporenczowany. Czym teraz straszyć nowych kursantów??? Na kolejne dni pracy było wbród, więc uczestniczyłem w rozkładaniu kabla telefonicznego, deporenczu, transporcie i innych. Po tygodniu doszedł do nas Darek z Małym. Akurat z Darkiem dostaliśmy wolną rękę na eksplorację Dependance. Mieliśmy sporo rozmyślania w którą stronę pójść i ostatecznie wybraliśmy się w stronę okienka pilnowanego przez dużą wantę, która skutecznie nam przeszkodziła i mieliśmy z pod niej wycof. Z Darkiem stworzyliśmy jeszcze zespół pomiarowy, dzięki czemu plan jaskini zyskał kilka metrów. W między czasie odwiedził nas kolega Małego tzw. Money (przynajmniej tak zrozumiałem ;). Gość w dom, Bóg w dom, także wieczory spędziliśmy na wspólnych pogawędkach, opowiadaniach o innych wyprawach i anegdot. Wieczory bardzo były przyjemne, przy wspólnym biesiadowaniu. Jedną z niepojętych rzeczy w tym roku był codzienny upał. Istnie nie gollowska pogoda, która spowodowała, że za deszczem patrzeliśmy nie raz z utęsknieniem... Resztę o jaskiniach i ferracie dopowie Iwona :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując Gölla 2018, nasze działania skupiły się na jaskiniach:&lt;br /&gt;
Gamssteighöhle: połączyliśmy biwak z otworem przez Jaskownicę, tym samym umożliwiono przejście na biwak bez przechodzenia przez ulubione przez wszystkich meandry; prace na najgłębszym przodku - przejście krótkiego meandra, zjechanie kolejnych studni do głębokości ok.-725m; i na koniec zaskakująca wspinaczka za Koniem do największej sali w Gamssteigu&lt;br /&gt;
Dependance: wspinaczka, która dalej się kontynuuje - pozostało ok.10m i na górze optymistycznie wieje&lt;br /&gt;
Mondhöhle: zaporęczowaliśmy do ok. -320m, a studnie ciągną się dalej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ten rok był wyjątkowo upalny. Miłosz skonstruował stojący prysznic, Mateusz zaordynował kupno zapasu mydła i szamponu, i prawie mogliśmy się prysznicować w promieniach słońca, tyle że … brakowało wody! Z problemem poradziliśmy sobie przynosząc śnieg z otworu Częstochowaschacht. A i tam spod śniegu wyłonił się otwór jaskini, jeszcze niezbadanej…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z mojego punktu widzenia, najciekawszym było własne poręczowanie i zejście na biwak. Razem z Małym zjechaliśmy do studni, której jedno dno było piaszczyste – mogłam z pełną satysfakcją stawiać tam pierwsze kroki, których odciski było wyraźnie widać ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FGoll-2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|PORTUGALIA: wędrówka z Faro do Fatimy |&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os. tow.), Dominika (os. tow.)|31 07 - 21 08 2018}}&lt;br /&gt;
Przeważnie piesza wędrówka wzdłuż wybrzeża Atlantyku na odcinku Faro - Lizbona (ok. 250 km). Droga wiodła plażami, klifami, lasami oraz przez małe miejscowości. Dalej z Lizbony do Fatimy. Po drodze najdalej na zachód wysunięty przyl. Europy - Cabo de Roca. Szersza relacja później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - grań Otargańców |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 08 2018}}&lt;br /&gt;
Jeden z bardziej odosobnionych i osobliwych szlaków słowackich Tatr. Wiedzie urozmaiconą granią między dol. Jamnicką a Raczkową z pięknymi widokami na niemal całe Tatry Zach. Trudności technicznych brak ale jest wysoko. Zwieńczeniem jest drugi co do wys. szczyt Tatr Zach. - Jakubina (Raczkowa Czuba) - 2194. Stąd przez Jarząbczy i Kończysty schodzimy do dol. Raczkowej. Krótki odpoczynek przy szałasie pod Klinem (Starorobociański Szczyt) a następnie szybko w dół do wylotu Wąskiej Doliny. Cały dzień piękna pogoda a na naszym szlaku spotkaliśmy zaledwie kilka osób. Całość trasy to ok. 20 km i 1600 m przewyższeń. Czas przejścia - 7 godzin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOtargance&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Skarżyc |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 07 2018}}&lt;br /&gt;
Spenetrowaliśmy teren w okolicach Skarżyc pod kątem obiektów jaskiniowych. Oprócz 2 dość ciekawych lejów nic ciekawego nie odkryliśmy. Nadchodząca nawałnica przegnała nas do auta. Udało się zebrać trochę grzybów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Sauerland - jaskinia Witte Kuhle |Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 06 - 22 07 2018}}&lt;br /&gt;
Sauerland to wyżynno-górzysta kraina w środkowych-zachodnich Nieczech o dość ciekawej budowie geologicznej. Nie brakuje tu wapienia i związanych z nim zjawisk krasowych. W pobliżu miejscowości Marsberg znajdują się wapienne wzgórza. Dawno temu były tu kamieniołomy a ich pozostałości widoczne są po dziś dzień. W okolicy jednego z nich jest jaskinia Witte Kuhle (czasem zwana Białą Jaskinią). Potężny otwór z tego co się dowiedziałem z skąpych informacji był w pradawnych czasach siedzibą ludzi pierwotnych a obecnie dobrym miejscem na pikinik. Mało kto jednak zapuszcza się w głąb tej jaskini. Gdy tylko Paweł przekazał mi te informacje postanowiliśmy przy pierwszej okazji zbadać temat co w sumie owocowało trzema akcjami do tej dziury. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Duża sala wejściowa kończy się półką nad okapem. Aby się tam dostać trzeba strawersować po wąskiej perci ścianę skalną. Za półką korytarz ciągnie się na wschód rozdzielając się w kilku miejscach i łącząc się później w &amp;quot;centralnej&amp;quot; sali. Penetrujemy jaskinię dość dokładnie. Dalsze sale posiadają grube namuliska sięgające niemal stropu. Udaje mi się wpełzać dalej w głąb masywu aż do miejsca gdzie moje gabaryty nie przystawały do wysokości. Widać jednak, że jaskinia się kontynuuje dalej w wgłąb masywu. W trakcie &amp;quot;chodzenia&amp;quot; po jaskini zauważyliśmy kilka miejsc gdzie po poszerzeniu namulisk można by przedostać się dalej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Namalowane sporadycznie strzałki na ścianach oraz ślady świadczą o obecności grotołazów w tej jaskini. Brak jakichkolwiek śmieci też potwierdza fakt rzadkiego pobytu tu ludzi. Wobec braku informacji n.t. tej dziury chcieliśmy ją początkowo skartować (skartowaliśmy wstępne partie) sądząc, że to niewielka dziura. Jednak po jej przejściu stwierdziliśmy, że trzeba na to znacznie więcej czasu i może przy następnej okazji to zrobimy (to co najmniej kilkaset metrów).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oprócz działania w jaskini na rowerze objechałem cały teren w celu rozeznania uwarunkowań dot. tutejszego krasu gdyż penetrowana przez nas jaskinia posiada przepływowy charakter. Teren jest częściowo rolniczy, częściowo zalesiony co trochę utrudnia dostęp do całego terenu. Po za tym w starym kamieniołomie widnieje jeszcze jeden otwór do którego się trzeba wspiąć lub zjechać. Być może to tylko ślepa dziura lecz warto to zbadać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FNiemcy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|USA/KANADA: na rowerach przez góry Alaski i zach. Kanady |&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Hilus (b. czł. klubu)|05 06 - 14 07 2018}}&lt;br /&gt;
Kontynuacja rowerowej podróży sprzed 9 lat. Przejechano górski odcinek północny od Anchorage na Alasce poprzez kanadyjskie terytorium Jukon, Kolumbię Brytyjską do Calgary w Albercie. Szerzej o wyprawie tu: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:USA/Kanada_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FAlaska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: ferrata na Jägihorn |Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2018}}&lt;br /&gt;
Po raz kolejny odwiedzamy siostrę Karola w Szwajcarii w trakcie przedłużonego weekendu. Oprócz spacerów po okolicy Lucerny udaje nam się zrobić jedną via ferratę, na którą w zeszłym roku brakło nam już czasu. Prowadzi ona na szczyt Vorgipfel (3150m n.p.m.), a następnie Jägihorn (3206m). Wyjechaliśmy przed 6, na szlaku jesteśmy o 10. Pogoda idealna, słońce,  lekki wiatr,  niewielkie zachmurzenie. Sama ferrata była najtrudniejszą jaką do tej pory robiliśmy. W miejscach gdzie ściana była pionowa, a chwyty nieoczywiste przydały się umiejętności wspinaczkowe. Znowu przekonujemy się o fantazji Szwajcarów tworzących via ferraty - główną atrakcją drogi był most zawieszony pomiędzy dwoma ścianami. Idąc w górę mogliśmy oglądać innych wspinaczy pokonujących most, co u mnie powodowało silne ukłucie stresu. Pocieszające było to, że w razie niepowodzenia można go obejść dołem. Przed samym przejściem mostu nie mogę się zdecydować, co jest mniej stresujące: czy iść pierwszą i mieć to za sobą, czy zobaczyć, że jak Karol przez niego przebiega i to powtórzyć. Postanowiłam nawet liczyć stopnie, ale po dziesięciu presja była na tyle duża, że się pogubiłam :) Ostatecznie Karol ratuje mnie informacją, że jest dozwolone przejście w dwójkę i tak też robimy. W końcu przychodzi czas na najprzyjemniejsze, czyli wyjście na sam szczyt i podziwianie widoków z góry. Po krótkiej przerwie szybko schodzimy w dół i ruszamy w drogę powrotną do Lucerny jednocześnie żałując, że mamy tak daleko do tak wspaniałych miejsc.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fferrata&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami MTB po pograniczu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|08 07 2018}}&lt;br /&gt;
Start w Krzyżowej. Przez Krzyżówki górskim szlakiem rowerowym nie złym podjazdem osiągamy Watówki i dalej do granicy słowackiej w okolicy Głuchaczek. Apogeum jest na Jaworzynie (1045) a dalej dość trudnym technicznie zjazdem obniżamy się na Przeł. Półgrską. Jakoś nie udało nam się znaleźć na polskim szlaku zjazdu na Słowację. Na przełaj przez las po uprzednim rozeznaniu terenu docieramy do zrywkowej drogi i nią zjeżdżamy nie bez trudności do doliny Polhoranki. Tu starą asfaltową drogą jedziemy do Oravskiej Polhory odświeżając się po drodze w rzece. Potem podjazd drogą na przeł. Glinne i piękny zjazd do Korbielowa. Aby trochę przedłużyć wycieczkę do Krzyżowej docieramy systemem szlaków rowerowych o urozmaiconej konfiguracji. Cały dzień piękna pogoda, która podkreślała jeszcze bardziej odcienie soczystej zieleni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMTBJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - W drodze do Jaskini Litworowej|Mateusz Golicz, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Magda Sarapata, Adam Tulec, &amp;lt;u&amp;gt;Staszek Dacy&amp;lt;/u&amp;gt;|06 07 2018}}&lt;br /&gt;
W planie jaskinia Litworowa. Po cierpkiej (dla niektórych) nocy pod namiotem (Fjorda Nansena – serce rośnie:D) piękny poranek. Z małą obsuwą, ale i tak przed 8 ruszamy do doliny Małej Łąki – miła odmiana po ostatnich startach z Kir. Na Przysłopie piękna pogoda. Skoruśniak też poszedł szybko, szczególnie że to kolejny raz z rzędu – już znany, a jeszcze się nie przejadł. Poza tym większość lin czeka na górze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niebo czyste – po drodze opisujemy okoliczne widoki – w końcu w ostatnich tygodniach jesteśmy już trzeci raz w Tatrach, a pierwszy raz coś widać. Mówimy sobie – w końcu ładna pogoda. Docieramy pod Kobylarzowy Żleb, już niedaleko, tylko trochę pod górę. Na niebie pojawiają się chmury. Po dojściu na Czerwony Grzbiet pogoda zmienia się diametralnie, momentalnie zaczyna padać. Zdążyliśmy dojść do rozwidlenia ścieżek do jaskini Litworowej i pod Wantą, lało już niemiłosiernie. Biegniemy po liny, a część idzie pod otwór. Grzmi. Zaczyna padać grad o średnicy ponad centymetra, trzeba chronić głowę. Worki znaleźliśmy bez problemu. Przeczekaliśmy burzę przy jaskini pod Wantą, reszta w rejonie otworu. Gdy chcemy ruszyć do reszty, gdzieś w pobliżu znów uderza piorun i czekamy. Kiedy w końcu docieramy pod otwór, jesteśmy kompletnie przemoczeni, reszta ekipy na nasz widok zakłada plecaki. Zalecono odwrót z pełnym poparciem. Kiedy z powrotem wychodzimy na szlak pomimo deszczu i chmur, w rejon Giewontu leci śmigłowiec. Powoli przestaje padać, zlało nas znowu za Przysłopem. Wsiadamy szybko do samochodu, na polu namiotowym nikt nie chce z niego wysiąść. Zadziałało dopiero hasło: „Idziemy na herbatę i ciacho” - zrozumiecie jak zobaczycie zdjęcia. Pozdrawiamy z Polany Rogoźniczańskiej :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ps. W zeszłym tygodniu to jednak było pięknie:D&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Flitworowa_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rejs po Kanale Gliwickim|Bianka Witman Fulde, Tadek, Basia, Ania, Adam, Agnieszka Szmatłoch, Esa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jola i Janusz Dolibog, Zygmunt Zbirenda, Kasia Jasińska, Maciek Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej, Monika i Henryk Tomanek, Lucek, Jurek i wiele innych osób (ponad 70 osób)|04 07 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udział w urodzinowym rejsie Bianki w rozrywkowych klimatach z tańcami przy wspaniałej muzyce (głównie lat 70-tych). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej na zdjęciach: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Pod Wantą|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska , Iwona Pastuszka, Magda Sarapata, Wanda Cacha z sopockiego KTJ, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec, Stanisław Dacy|30 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Było Zimno!!! Mam nadzieję, że kursanci napiszą trochę więcej niż ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ten weekend zdecydowaliśmy  się z Iwoną potowarzyszyć Rysiowi i  Kursowi w wycieczce do jaskini Pod Wantą. Wyjechaliśmy nad ranem z Katowic i po 8 czekaliśmy przy wejściu do Doliny Kościeliskiej na resztę ekipy. Szybko przypominaliśmy sobie topografię, a nuż Rysiek zapyta, więc trzeba będzie błysnąć wiedzą. Po chwili przyszedł Rysiek z kursem, gdzie obok Magdy, Adama i Staszka była kursantka Wanda od naszej znajomej i wesołej ekipy z Sopotu, których poznaliśmy na wypadzie do Serbii. Pogoda była nijaka, trochę wiało, pochmurno, mokro i zimno. Dziarskim krokiem przeszlyśmy Kobylarz, który nie okazał się jakimś wyzwaniem. Może to brak lin na plecach to spowodował? Śmiało można było rzecz, że ogarneła nas &amp;quot;nieznośna lekkość butów&amp;quot;. Po drodze zgarneliśmy Kaję. Pomimo mgły, jasknie znaleźliśmy bez problemu. Nawet nie wiem, jak na swoim kursie mogliśmy jej szukać przez godzine?! Kurs przygotowany, szybko się przebrał i zaczął poręczować. Szkoda, że sami nie mieliśmy okazji czegoś zaporęczować, bo ćwiczyć zawsze trzeba, a kończąc kurs nie można usiąść na laurach. W drodze powrotnej złapała nas ciepła letnia śnieżyca:) &lt;br /&gt;
Następnego dnia po wyspaniu się, zrobiliśmy szybki treking Kuźnice-Murowaniec-Czarny Staw-Karb pod Kościelcem- Kuźnice. Na szlaku pogoda w kratkę. Czasem słońce czasem deszcz. Turystów nawet spora ilość jak na panujące warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Skawą|Tadek Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Sarnecka (AKG), Justyna, Bianka Fulde-Witman, Bożena Kołodziej oraz osoby tow. m. in. - Grzegorz Burek, Kinga, Marcin, Jan Kempny, Basia Borowiec i 15 innych osób tow.|23 - 24 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach padał śnieg a niżej deszcz. Jadąc na miejsce startu nic nie wskazywało na zmianę sytuacji. Decydujemy się nawet na skrócenie spływu z Wadowic (planowaliśmy od zapry w Świnnej Porębie). Jednak z chwilą wodowania deszcz ustał i spływ odbywał się w całkiem przyzwoitej pogodzie choć bez upału. Sama rzeka ciekawa, bez nudnych fragemtnów, wymagająca uwagi. Po drodze fajny biwak w Grodzisku. Jak zawsze ognisko, śpiewy i opowieści. Spływ kończymy w Podolszy. kilka osób z 14 załóg debiutowało i nie obyło się bez nieprzwidziaych kąpieli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSkawa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w Jaskini Marmurowej|Mateusz Golicz, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Adam Tulec |23 06 2018}}&lt;br /&gt;
Nie możemy z Bogdanem zabrać kursantom przyjemności pisania opisu z wyjścia kursowego, więc o jaskini nie napiszemy nic. Możemy jedynie dodać, że dojeżdżając w sobotę z rana, wyruszyliśmy na szlak dużo po kursantach i ekipę zobaczyliśmy dopiero pod otworem. Dosłownie! była taka mgła, że dochodząc pod otwór słyszeliśmy jakieś głosy i szczęk szpeju, ale cokolwiek zobaczyliśmy dopiero będąc prawie tuż przed Mateuszem i resztą. Po wyjściu z jaskini mgła i ziąb taki sam, jeśli nie większy, do tego dopadła nas pierwsza śnieżyca tego lata. &lt;br /&gt;
Kilka ujęć dla stęsknionych zimy: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fmarmurowa_kurs &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MTB na Baranią Górę|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Uznajemy, że w końcu trzeba zrobić sobie krótką przerwę w remontowaniu. Ja mam ochotę pojechać w góry, Łukasz na rower. Postanawiamy zadowolić każdego z nas i połączyć nasze zachcianki. Tym sposobem trafiamy z rowerami do Wisły i kierujemy się na Baranią Górę. Choć jesteśmy dość wcześnie, bo wyruszyliśmy jak tylko Łukasz skończył nocną zmianę to i tak już spotykamy na szlaku ludzi – głównie biegaczy, których tego dnia jest całkiem sporo (chyba jakieś zawody…). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do schroniska podjeżdżamy spokojnie, drogą asfaltową, nawet specjalnie się nie męcząc. Wyżej jest gorzej. Stromo i kamienie. Ale to nie szkodzi, pchamy rowery pod górę, bo wiemy, że ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Udaje nam się trochę popedałować na grani i na szczyt wjeżdżamy, a nie pchamy. Tam trochę przerwy. Ja wchodzę na wieżę widokową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia, początkowo rowery musimy sprowadzać, później poruszamy się mieszanką zjazdu, odpychania się i sprowadzania. A potem zaczyna się asfalt. Patrzymy na siebie z porozumiewawczym błyskiem w oku, bo wiemy, że teraz ,,zjazd nam wszystko wynagrodzi”. Po parunastu minutach docieramy pod samochód z wiatrem we włosach i szczęściem na twarzy, na nowo naładowani energią do dalszej pracy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z naszego wyjazdu:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fbarania%20gora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Januszkowe Skały|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|17 06 2018}}&lt;br /&gt;
Na kolejny wypad wybraliśmy z Iwoną skałki które leżą w miarę blisko nas. Wybór padł na Januszkowe Skały. Ruch pod skałą całkiem duży, ale wciąż nośny. Iwonie padła kolejna VI.1+, którą ja później przeszedłem z górną asekuracją. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna|Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 06 2018}}&lt;br /&gt;
W Tatry wkracza lato, czego doświadczamy na podejściu w parnym powietrzu. Akcja w dziurze do Bajora, które zalane było po strop. W zamian wychodzimy po linie kilkadziesiąt metrów ponad Brązowy Próg (szczelinowaty komin zawęża się do wiszącego zawaliska) oraz zjeżdżamy do korytarza Mamutowego z nieznanej nam dotąd pochylni. Odwiedzamy jeszcze inne zakamarki i wychodzimy z dziury wcześniej niż to planowaliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/CzarnaN&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Łabajowa i wspinaczki|Iwona i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|13 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z delegacji nic innego nam nie pozostało jak w końcu wspólnie z Iwonką skoczyć po pracy na skałki. Tym razem nasz wybór padł na podkrakowskie skałki - Łabajową. Ja bez większych sukcesów, widać, że troszkę czasu mi zajmie rozchodzenie się, natomiast Iwona nie próżnowała w kwietniu i w mają, jak ja kiblowałem w stolicy i pokazała swoje pazurki robiąc w drugim podejściu VI.1+. Duma mnie rozpiera, że tak ładnie jej w tym sezonie idzie, a przecież jeszcze całe wakacje przed nami!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - warsztaty autoratownictwa PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja K. oraz członkowie różnych klubów PZA|09- 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach miałem napisać relacje już w niedziele po powrocie, ale dwa dni zajęć z autoratownictwa wymęczą człowieka strasznie, tak jakbym został przeżuty, a później wypluty. Warsztaty zaczęły się z sobotniego rana, na górze Birów. Miałem przyjemność zaporęczować stanowisko do ćwiczeń, po którym sobie obiecałem, że w przyszłym roku muszę pójść na szkolenie z poręczowania  ;) Nasza ok. 20 osobowa grupa została podzielona na 4 grupy i każda grupa miała ćwiczyć po jednej z technik: uwalnianie poszkodowanego z przyrządów zjazdowych, zaciskowych oraz transport poszkodowanego metodą hiszpańskiej przeciwwagi i za pomocą bloczka microTraxion. Jako ostatnią technikę poznałem metoda hiszpańskiej przeciwwagi. Muszę przyznać, że wraz z koleżanką z warszawskiego klubu, z którą byłem w parze, nie wiele z niej nauczyliśmy. Po 7-8 godzinach cierpień ciężko przyjąć nową wiedzę. Wieczorem było ognisko, przy którym pogadałem z ludźmi z innych klubów, szczególnie że było kilka osób z speleomajówki z Serbii. W niedzielę o 8.15 staliśmy znów pod ścianą i tym razem ćwiczyliśmy: przejazd z poszkodowanym przez punkt, węzeł oraz ratowanie poszkodowane z trawersu i tyrolki. Było ciężko się przełamać, aby znów uprząż włożyć. Ćwiczyliśmy do 16. Później szybkie podsumowanie i każdy ruszył w swoją stronę. Było to moje drugie szkolenie z PZA i jestem z niego bardzo zadowolony. Najważniejszą aby ćwiczyć regularnie techniki autoratownictwa!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - 42-lecie klubu w Piasecznie|Basia i Tadek Szmatłoch, Julia, Artur Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Justyna, Basia,  Irek Olearczuk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Marzenna i Ryszard Widuch, Wojtek Orszulik, Bartek, Asia Przymus, Łukasz Piskorek, Agnieszka i Grzegorz Szczurek z dziećmi, Wojtek i Ola Rymarczyk z dziećmi, Olek Kufel z córką|08 - 10 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na starym, jakże uroczym miejscu w Piasecznie spotkaliśmy się po raz kolejny z okazji obchodów 42-lecia klubu. Każdy spontanicznie robił to co chciał. Niektórzy się wspinali, inni wspominali miniony czas a także snuli plany na przyszłość, a wszystko w pięknej pogodzie przy cudownej bryzie. Godziny wieczorno-nocne spędzamy przy ognisku koncentrując przy wsparciu dwóch gitar, bębna i instrumentu &amp;quot;australijskiego&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu niektóre zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Babic na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|02 06 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nadwerężenie łokcia po grach w badmintona powoduje, że muszę ograniczać sporty angażujące kończyny górne. Kolejny więc wyjazd na rowery po rzadziej uczęszczanych zakątkach Jury. Lawirując między czarnymi chmurami w akompaniamencie bliższych lub dalszych grzmotów pokonujemy niezbyt długą lecz ciekawą trasę o dość dużych jak na Jurę przewyższeniach. Z Babic ostry podjazd pod zamek a dalej łagodnym grzbietem do Regulic. Po drodze krótka przerwa w tzw. Starym Dworzysku. Potem szalony zjazd do Regulic i dalej tzw. wąwozem Simoty. W pewnym momencie szlak pieszy i rowerowy odbijają na przeciwległe zbocza a my chcąc sobie skrócić drogę podążamy prosto doliną. W końcu ścieżka zanika a my przedzieramy się przez gęstwiny traw i pokrzyw, które po ulewnym deszczu nie żle nas moczą. Dalej teren zamienia się w bagnisko więc uciekamy do pobliskiego lasu i nim nie co okrężną drogą osiągamy zamierzony kierunek. Z Płazy wracamy drogą do punktu startu. Mimo przetaczających się obok burz zostaliśmy tylko trochę zroszeni z góry i już bardziej od dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Babice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - szybki wypad na Romankę|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|31 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnie tygodnie spędzam w pracy na wygnaniu na dalekiej północy otoczony  betonową dżunglą, która mnie prostego chłopaka zbyt przytłacza. Ponadto ostatnie weekendy spędzaliśmy z Iwoną jak nie na weselu, to na komunii, więc na ten wolny czwartek czekałem jak na małe zbawienie, aby uciec trochę od tego zgiełku i spędzić kilka chwil na szlaku. Mój wybór padł na Romankę,  którą odwiedziłem dość dawno temu i na dodatek w zimę. Wyjechałem w miarę wcześnie i szlaku byłem ok. godz. 8, a startowałem z Żabnicy, z której to niebieskim szlakiem przez Halę Boraczą, a następnie zielonym i żółtym szlakiem doszedłem na Romankę, a ze szczytu niebieski i czerwonym z powrotem  do Żabnicy. Dłuższy popas zrobiłem w schronisku na Rysiance. Ludzi początkowo żadnych na szlaku, ale czym bliżej schronisk tym częściej inni turyści się pojawiali. Pogada super, z nieba lampa (i chyba dlatego byłem tam ostatnio w zimie ;), widoki piękne, szczególnie na Babią Górę i Pilsko, ale Małą Fatrę też było dobrze widać. Pętla liczyła ok. 28 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CZECHY/SŁOWACJA: Lysa Hora i wspin w Sulowie|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rudi (os. tow.)|19 - 21 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Sulova w Beskidzie Śląsko-Morawskim wypad na Lysą Horę (1323). W Sulovie wspinaczka w grupie skał Javor o trudnościach V+ - VI.1. Niektóre drogi źle obite. Noclegi na kampingu. Cały czas piękna pogoda i mało ludzi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Środkowa Jura na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|20 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydawać się mogło, że znamy Jurę na wylot lecz ta wycieczka znów pozwoliła nam „odkryć” nowe ścieżki, skały, szlaki. Na rowerach start z Żerkowic i dalej trasą: Karlin (przejeżdżamy piękny jar) – zalew w Siamoszycach (szlak na północ wiedzie rozległymi lasami i polami, wskazana nawigacja GPS) – Kroczyce – Kostkowice (zalew) – okolice jaskini Głębokiej (jest nowy otwór jaskini na potrzeby turystów a stary, którym niegdyś wchodziliśmy do dziury został zasypany) – Rzędkowice (odpoczynek w naszym, klubowym, starym miejscu biwakowym za skałkami) – Skarżyce (odwiedzamy Okiennik okupywany przez wspinaczy) i po ok. 40 km kończymy trasę w Żerkowicach. Trasa bardzo ciekawa po względem terenowym, wymagająca czasem ciut techniki i kondycji. Dla nas dodatkowo dość sentymentalna gdyż ponad 40 lat wyjazdów w ten rejon sprawia, że z niemal każdym zakątkiem tej ziemi wiążą się jakieś wspomnienia sytuacji i osób, zwłaszcza w aspekcie wczorajszego pożegnania naszego kolegi Piotra Widucha.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSrodkowaJura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|19 05 2018}}&lt;br /&gt;
Dotarliśmy do Przeciwstoku, pod IV Płytowcem. Litworowa jest bardzo urozmaiconą jaskinią, byłem w niej bodajże siódmy raz i nie żałuję. Skoruśniak na powrocie niezmiennie jest okropny, zwłaszcza jeśli niesie się tyle lin w dwie osoby. Pogoda umiarkowanie dobra, chwilami trochę mgliście. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wąwóz Kraków|Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Monika Strojny (TKN Tatra Team), &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2018}}&lt;br /&gt;
Jako asystenci naukowca wybraliśmy się na legalną przebieżkę po Wąwozie Kraków. Celem badań Jacka nie jest tym razem poszukiwanie swoistych kuriozów, a raczej zachwianie posadami dotychczas obowiązujących teorii. Konkretnym celem tego niedzielnego wyjścia było zaś pobranie próbek z siedmiu nisko położonych jaskiń: Dziurawiec, Pod Smrekiem, Pod Okapem, z Mostami, Ciasnej, Zakosistej i Dudziej Dziury. Uzyskaliśmy niespodziewanie dobre rezultaty, bo sensowny materiał udało się wynieść z Ciasnej oraz z Dudziej Dziury; może coś też wyjdzie z próbki z Pod Smrekiem. Najdłużej zajęła nam akcja w Dudziej Dziurze (23 m długości). Żeby dostać się do rury prowadzącej na dno musieliśmy uprawiać całkiem poważną jogę, twarzami przy tym niemal dotykając wielkich i strasznych pająków. Było warto, bo na dnie można było wyraźnie odczuć takie rasowe, jaskiniowe wrażenie dna. Nie było syfonu, ale po prostu czuło się, że to już koniec jaskini, że teraz już zobaczyliśmy wszystko i trzeba skupić się na powrocie. I co najlepsze, tam właśnie na dnie była nagroda: tam znaleźliśmy najlepszy materiał do pobrania!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy też Zakosistą - bardzo ciekawy obiekt jak na 131 m długości, do którego nawet wcisnęliśmy Monikę. W przypadku jaskini z Mostami oraz pod Okapem postanowiliśmy nie ryzykować życia w imię chwiania posadami tych dotychczas obowiązujących teorii. Przyznaję, że może zgrzeszyliśmy nadmiarem optymizmu zakładając, że wywspinamy  w ubłoconych trekach 10 metrów trudności III+, które zapowiadał opis dojścia do otworu Jaskini z Mostami. Ale tego, że ta droga trójkowa będzie przewieszona(!), to już naprawdę nie mieliśmy jak przewidzieć. Najwyraźniej w 1977, kiedy zapewne powstał opis dojścia, trudność III+ znaczyła trochę coś innego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dojście do jaskini Dziurawiec okazało się być zasłane padłymi świerkami. Wyglądało jak dobry tor przeszkód na ćwiczenia żołnierzy sił specjalnych. Zapoznaliśmy się jeszcze raz z opisem i doszliśmy do wniosku, że chyba i tak nie będzie tam dobrego materiału do badań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach była idealna pogoda na wycieczki: słonecznie, ale nie skwarnie. Ludzi też jakoś mało. Zdaniem mieszkańców Zakopanego, podobno weekend przed i weekend po &amp;quot;majówce&amp;quot; należą do rzadkiej w Tatrach kategorii pod tytułem &amp;quot;poza sezonem&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Sokole Góry - Egzamin na Kartę Taternika|Jacek Szczygieł (KKS), Mirek Kopertowski (SGW) z podopiecznymi, &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz kursanci KKS/SDG: Łukasz, Dominik, Asia, Adam i Michał|12 05 2018}}&lt;br /&gt;
Zostałem poproszony o udział w komisji egzaminu na kartę taternika. Było całkiem pozytywnie: pogoda dopisała, a kursanci nie mieli się czego wstydzić. Po akcji przejeżdżam sobie jeszcze na rowerze krótką trasę przez jurajskie lasy i asfalty: Zaborze-Suliszowice-Ostrężnik-Czatachowa-Jaroszów-Przybynów-Zaborze. W restauracjach przy Ostrężniku trochę ruchu, poza tym generalnie w lasach pusto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SERBIA - Wielka Majówka Speleo|Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja|30 04 - 06 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie wyjazdu przeprowadzono akcje do jaskiń w wsch. Serbii. Tu szerszy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Serbia_2018 a tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FSerbia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin na Bońku w Górach Sokolich |Paweł, Teresa, Kamil, Kasia P., &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skała w cieniu więc w skwarny dzień zjawiło się dość sporo wspinaczy. Później odwiedził nas jeszcze Kamil z Kasią.&lt;br /&gt;
Robimy kilka dróg od V do VI.2+ (''Burgundia'' - Paweł), ja poprowadziłem „piątkę” reszta trudnych Paweł. Wieczorem jeszcze idę pograć w badmintona.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBoniek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - dolina Leśnicy|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalszy ciąg wędrówek beskidzkich lecz z &amp;quot;odkrywaniem&amp;quot; nowych terenów. Z doliny Leśnicy na Grabową, dalej przez Salmopol, Smerkowiec i ponownie do doliny przez uroczy teren Wilczego Potoku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBrenna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach rzędkowickich|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|30 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całodzienna wspinaczka w skałkach rzędkowickich. Zrobiliśmy 10 dróg w zakresie V+ do VI.1+. Mimo pięknej pogody w skałach bez tłoku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrk - trening biegowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Kącka, Marek Jezierski-Krupa|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając ze wspólnie spędzanego weekendu, razem z parą biegaczy górskich, zaproszono mnie do wspólnego treningu tzn. oni sobie trenowali a ja walczyłem o życie. Zrobiliśmy 20 km z przewyższeniem ok. 1250 m w czasie około 2,5 godz. Trasa: Szczyrk Migdały na grań i czerwonym szlakiem do przeł. Karkoszczonka – odbicie na Błatnią do schroniska – Klimczok – szlakiem z powrotem do Szczyrku Migdały. &lt;br /&gt;
Pogoda była bardzo słoneczna, co trochę przeszkadzało.&lt;br /&gt;
To było moje drugie podejście do biegów górskich, więc tym razem mądrzejszy o doświadczenia lepiej rozłożyłem siły, choć lepiej nie oznacza optymalnie, bo sił starczyło do Klimczoka. Ostatnie około 3 km, gdy zostały już tylko zbiegi i trawersy, pokonywałem na znacznym spadku energetycznym i z bólem brzucha. Tym razem odbyło się bez żadnych kontuzji, zostały jeszcze tylko zakwasy.&lt;br /&gt;
Jeszcze raz dziękuję Ani i Markowi za zabranie mnie na „trening” i mentalną pomoc w dokulaniu się do końca:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Krawców Wierch|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Ja: &amp;quot;...Wybierzmy się na bieg górski...&amp;quot; - tu piorunujące spojrzenie Esy; &amp;quot;... no dobra, niech będzie spacer...&amp;quot;. Tak więc ze Złatnej fajnym szlakiem wychodzimy wśród szmaragdowych lasów na Krawców Wierch. Przepiękna pogoda a spod schroniska szerokie widoki od Fatry po Beskid Sląski. Dalej wędrujemy na Grubą Buczynę i z niej na przełaj do Złatnej gdzie jeszcze w rzece się ochładzamy. Generalnie w tej części gór bardzo mało ludzi jak na majówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/KrawcowWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - biwak pod Wiercicą|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Jerzy Zygmunt (Speleoklub Częstochowa)|28 - 29 04 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ostatnią sobotę i niedzielę kwietnia odbył się tradycyjny biwak Nad Wiercicą organizowany przez Speleo Myszków; w tym czasie były też otwarte jaskinie Wiercica i Wierna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę po południu miałam okazję brać udział w prowadzonych przez Jurka pracach kartograficznych czterech wybranych obiektów w otoczeniu Wiercicy. Wieczorem ognisko, wino i śpiew w doborowym, ogólnopolskim, towarzystwie speleologów. W niedzielę - wejście do jaskini Wiernej gdzie Jurek przeprowadza kartowanie a ja pełnię rolę asystentki. Wyniki tych prac ukażą się niebawem  w tomie Jaskinie okolic Złotego Potoku. Warto zaznaczyć, że kartowanie Jurek przeprowadzał przy użyciu polskiego systemu Cave Sniper. Dzięki niemu wygrał też tegoroczne zawody kartograficzne na II Speleo Forum w Chęcinach zajmując I i III miejsce.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Jak widać udało mi się wyjść z Wiernej, ale chyba tylko dlatego, że mimo wieku i gabarytów posiada się jeszcze te umiejętności jaskiniowe tj. … doboru  partnera który wyszarpie człowieka z tej najdłuższej obecnie  jurajskiej czeluści. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd pieszy na Klimczok|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią, gdzie natykamy się na pierwszą dużą falę turystów. Choć była niespełna 10, to już byli mocno rozgoszczeni na ławkach pod schroniskiem. Dalej, wydłużając sobie trasę, poszliśmy szlakiem niebieskim do Wapienicy. Na pierwszym mostku za jeziorem w Dolinie Wapienicy przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie w schronisku uzupełniamy zapasy picia (choć upał nie był przesadny, to jakimś sposobem 1,5l szybko nam się skończyło...). Później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy. W drodze na Błatnią czujemy już zew powrotu do domu i nogi same zaczynają przyspieszać. W domu podziwiamy czerwone ślady naszej nowej opalenizny 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - rajd rowerowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
W końcu już czas na rower góski. Start w Kozach w Beskidzie Małym. Szlak niebieski w ciekawy sposób trawersuje północne stoki gór i zapewnia czasem emocjonującą a zarazem trudną jazdę. Stoki są tu nadzwyczaj strome i porośnięte pięknym bukowym lasem. Przez rezerwat Zasolnica zjeżdżamy/schodzimy wąską ścieżką pokrytą całunami suchych liści do doliny Soły. Kawałek ruchliwej drogi wzdłuż jeziora Międzybrodzkiego i niezły podjazd najpierw drogą asfaltową a potem &amp;quot;asafaltową&amp;quot; aż do schroniska na Hrobaczej Łące (828). Stąd już ciągły zjazd do Kóz atrakcyjnym dla górskiego &amp;quot;bikera&amp;quot; terenie. Zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i &amp;quot;tylko&amp;quot; 20 km lecz bardzo sytych. Cały dzień cudowna pogoda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FHrobacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Alpy Zillertalskie - Großer Möseler|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|13 - 16 04 2018}}&lt;br /&gt;
Zdobycie Wielkiego Moselera (3 480 m) w zasadzie zajmuje nam trzy dni. W piątek na ciężko i ledwo żywi po nocnym dojeździe docieramy do Furtschaglhausu (2 293 m). Podejście było szczególnie męczące, bo pierwsze 500 m przyszło nam deptać po zamkniętym niestety jeszcze dla samochodów asfalcie. Zaraz po założeniu fok czekało nas jeszcze obejście jeziora zaporowego Schlegeisspeicher, a zatem prawie pięć kilometrów po poziomicy na mapie, a w terenie - po rozległych lawiniskach. Dopiero ostatnim etapem było podejście około czterystu metrów po właściwie skiturowym zboczu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cierpliwość została nagrodzona całkowitym brakiem ludzi wokół nas - bo komu by się chciało tyle przebierać nogami? Na dodatek w sobotę mieliśmy świetne warunki na narciarską wędrówkę: słońce, nieznaczny wiatr i niewiarygodnie stabilne warunki lawinowe - tym bardziej, że na mapie zagrożenia lawinowego w Austrii tego dnia przeważały liczby &amp;quot;3&amp;quot; i &amp;quot;4&amp;quot;. Ruszyliśmy na najwyższy okoliczny wierzchołek, a zatem wspominany już szczyt Großer Möseler. Droga na tę górę wiedzie najpierw nieco stromymi zboczami wzgórków i dołków wyraźnie polodowcowej doliny. Następnie wyszliśmy na w miarę bezpieczną część lodowca Schlegeiskees, do którego skalną turniczką Felsköpfl (2985) sięga zachodnie żebro odchodzące ze szczytu. Depresja w tym żebrze (którym prowadzi szlak) z oddali wydaje się nam niewiarygodnie stroma. Byliśmy już bliscy zmiany planów na coś mniej stromego - i dopiero kiedy znaleźliśmy się tuż pod Felsköpfl uznaliśmy, że może podchodzenie tą drogą nie jest zupełnym szaleństwem. Narty w każdym razie na ponad godzinę trzeba było zapakować na plecaki, aż do ostatniego wypłaszczenia tuż pod szczytem. To &amp;quot;ostatnie wypłaszczenie&amp;quot;, ostatnie 200 metrów pionu wydawało się zresztą po stromiznach drobną przeszkodą, ale wysokość trochę nam już doskwierała i wierzchołek osiągnęliśmy około godziny 14:00. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szczytu mieliśmy widok na pierwszych i jedynych poza nami ludzi, których dane nam było zobaczyć tamtego dnia. Było ich dwóch, jakieś trzysta metrów pod nami. Z tego dystansu jeden wyglądał na dosyć połamanego, a drugi na dosyć martwego. Zauważywszy ślady podejścia biegnące niemal na szczyt i ślady oderwania się deski śnieżnej, nie zastanawialiśmy się długo: ponieważ nie mieliśmy żadnej możliwości bezpiecznego dotarcia do poszkodowanych, wykręciliśmy 140. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobra wiadomość jest taka, że pierwszy helikopter (z Austrii) pojawił się po dwunastu minutach od odłożenia słuchawki. Okazał się jednak najwyraźniej niewystarczająco wyposażony i musiał polecieć po wsparcie na włoską (a raczej: południowotyrolską) stronę. Po kilkunastu minutach przylecieli austriaccy Włosi i wciągnęli na pokład śmigłowca jednego feralnego skiturowca w noszach, a tego drugiego, bardziej ruchliwego - przy pomocy uprzęży. Z gazet dowiedzieliśmy się później, że nie było aż tak źle, jak się nam wydawało: ten drugi wyszedł z całego incydentu bez szwanku, podczas gdy ten pierwszy w stanie ciężkim - ale żywy - przetransportowany został do szpitala w Innsbrucku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Cała akcja potrwała godzinę. Na prośbę pogotowia, przez ten czas pozostaliśmy na Moselerze. Jak można się domyślić, te dodatkowe, niecodzienne widoki miały wpływ na naszą ostrożność podczas zjazdu. Mimo wszystko, z naszej strony było jednak nieco bezpieczniej i zjazd ten zaliczamy do najbardziej udanych w sezonie. Był komplet fajnych wrażeń na długim dystansie: miękki, ale nie za miękki śnieg na lodowcu, były widoki i były strome i wymagające fragmenty dla prawdziwych mężczyzn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powrotem w chatce byliśmy dosyć wcześnie, dzięki czemu mogliśmy dosuszyć rzeczy i ugotować obiad na świeżym powietrzu, w promieniach wiosennego już słońca. Prognozy pogody na kolejne dni nie były zbyt optymistyczne. Następnego dnia obudziliśmy się wcześnie rano i ruszyliśmy po betonach w stronę przełęczy Schönbichler Scharte (3081). Nieco nad poziomicą 2700 dopadła nas jednak mgła, co przeważyło szalę plusów i minusów wycieczki i przekonało nas do odwrotu i skierowania się w stronę doliny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak również można się domyślić, zejście w dół do parkingu zajęło nam kilka godzin i było niewiele mniej męczące, niż podejście. Na około godzinę obchodzenia jeziora musieliśmy założyć foki, a ostatnie kilka kilometrów drogi przeszliśmy piechotą. Jeszcze dwa dni wcześniej mieliśmy w planach przeniesienie się do innej chatki, ale przy samochodzie znaleźliśmy się na tyle późno i z tak zniszczonym przez prognozy pogody morale, że postanowiliśmy wdrożyć opcję awaryjną: Naturfreundehaus Kolm Saigurn.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schronisko to, punkt wypadowy na Sonnblick (3105) i Hocharn (3254) do którego można dojechać samochodem na wysokość 1600 m, wcześniej już dwa razy ratowało nas przy logistycznych awariach. Po raz kolejny udało się nam trafić na międzysezonowy spokój; wzięliśmy najtańszą opcję noclegu, na materacach na strychu i cała sala znów była tylko dla nas. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspominana, korzystna wysokość niestety nie wystarczyła, żeby uniknąć deszczu. W nocy lało dosyć konkretnie i na domiar złego było na tyle ciepło, że nie można było liczyć na to, że wyżej gromadzi się dla nas pyszny puch. Rano po śniadaniu ze szwedzkiego bufetu w rzęsistej mżawce i mgle ruszyliśmy na grań względnie łagodnymi, wschodnimi zboczami doliny. Dotarlismy do schroniska Niedersachsenhaus (2471), ostatniego sensownego punktu do osiągnięcia bez zdejmowania nart. Stamtąd prędko zjechaliśmy do samochodu. Śnieg był bardzo mokry, ale jego (ubity i zsiadły) zapas sięgał miejscami dwóch metrów. Jak na pogodę która się nam trafiła - jak na opady deszczu zapowiadane w niemal całej Austrii - i tak byliśmy zadowoleni z naszego dnia. Powrót przebiegł sprawnie, w zasadzie z jednym tylko dłuższym postojem technicznym w Salzburgu. W Katowicach byliśmy jeszcze przed północą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka, Teresa Szołtysik|15 04 2018}}&lt;br /&gt;
To było prawdziwe rozczarowanie. Tydzień upałów zdołał zmasakrować śnieg nawet na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy więc zamiast na nartach podchodzimy z buta aż na wys. 1600 m. Potem wprawdzie na nartach lecz pośród wysp kamieni. Ostatni wyciąg na Łomnickie Sedlo (2190) kursował i nawet zjeżdzało tu niezbyt wiele osób. Podchodzimy na nartach na samą przełęcz z zamiarem zjazdu Filmarowym Żlebem do Doliny Zimnej Wody. Kolejnym więc zawodem był brak śniegu w żlebie, na który tak bardzo liczyliśmy. Cóż, zjeżdżamy drogą podejścia kombinując w dolnej części zjazdu od płatu do płatu wykorzystując nawet trawę. W upale docieramy do auta. Zrobiliśmy ok. 1300 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLomnickaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z kartowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|07 - 08 04 2018}}&lt;br /&gt;
W dniach 7-8 kwietnia w Łutowcu odbył się kurs kartowania jaskiniowego pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu. Sam kurs odbył się w urokliwym budynku starej szkoły, w którym brakowało tylko sprawnego dzwonka, aby mógł obwieszczać początek i koniec zajęć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni poranek rozpoczął się od wysłuchania wykładu wstępnego, po którym przystąpiliśmy do praktycznej nauki mierzenia, sporządzania szkiców i notatek terenowych. Zajęcia praktyczne przeprowadzone były w jurajskich jaskiniach: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i Na Dupce. Pomiarów dokonywaliśmy w trzyosobowych zespołach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z akcji zjedliśmy wspólnie obiad, po którym przystąpiliśmy do opracowywania naszych pomiarów. Aby zobrazować nam to, co przetwarzają specjalistyczne programy do kartowania i aby zyskać świadomość, czym jest otrzymywany przez nich wynik, byliśmy zmuszeni do przeliczenia ich ręcznie w arkuszu kalkulacyjnym. Dla poniektórych osób był to moment, w którym zrozumieli i zobaczyli praktyczne zastosowanie czegoś, na co natknęli się w szkole – funkcji trygonometrycznej. Na szczęście Mateusz miał przygotowane kilka slajdów, dzięki czemu w sposób przejrzysty i łopatologiczny wytłumaczył wszystkim na czym cała ta trygonometria polega. Po wstępnych przeliczeniach nanieśliśmy nasze wyniki na papier milimetrowy oraz dorysowaliśmy to, co zdążyliśmy zanotować z terenu i w ten sposób każda z grup otrzymała swój wstępny plan jaskini. Po zakończonych zajęciach, zorganizowane zostało ognisko, gdzie mogliśmy się lepiej poznać i wymienić się wrażeniami z pierwszego dnia szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ponownie przeliczyliśmy nasze pomiary, ale tym razem za pomocą programu Survex, który w sposób znaczący skrócił czas obliczeń. Kolejnym ćwiczeniem było narysowanie za pomocą programu Inkscape planu naszych jaskiń. Jako podkładka posłużyły nam nasze zeskanowane szkice z poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie zostały nam zaprezentowane metody pomiarów przy pomocy urządzeń elektronicznych, czyli szkicowanie jaskini na  komórce bądź palmtopie. Pomiarów ponownie dokonywaliśmy w terenie udając do jaskiń. Dzięki temu poznaliśmy zalety, jak również wady zastosowania nowoczesnych metod pomiarowych. Po powrocie na bazę i zjedzeniu wspólnego  posiłku Instruktorzy podziękowali nam za uczestnictwo i nasze towarzystwo rozjechało się w świat. Po tych warsztatach z pewnością będzie nam również łatwiej korzystać z już gotowych planów jaskiń.&lt;br /&gt;
W kursie wzięło udział 28 osób z 12 klubów zrzeszonych w PZA. Zajęcia prowadzili: Mateusz, Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Parczewski (ST). Mamy nadzieję, że włożony w nas trud szybko się zwróci na kolejnych wyprawach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A po warsztatach znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby się powspinać na Łutowskich skałkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Czarna na wskroś|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
Pobudka o godzinie trzeciej, wyjście z domu przed czwartą, trzy godziny drogi i byliśmy na miejscu. Co ważne, byliśmy przed tłumem krokusowiczów, dzięki czemu udało nam się uniknąć całego Armagedonu z tym wydarzeniem związanego. Pogoda ładna, aczkolwiek o tak wczesnej porze jeszcze wszystko pokryte było szronem, a krokusy szczelnie zamknięte. Pod otworem, przygotowani do szybkiej akcji, tylko narzucamy na siebie kombinezony i wskakujemy do dziury. Początek jaskini nadal w sporej mierze pokryty lodem. Cudowne lodowe chłopki napotkaliśmy w Sali Ewy i Hanki, które przez kapiącą z góry wodę przybrały bardzo ciekawe formy, mnie osobiście zafascynował ich rozmiar - były prawie tak wysokie jak ja! Dwuosobowa ekipa pozwala nam na szybkie przemieszczanie się od studni do studni, od prożku do prożku. Obraliśmy drogę  przez obejście Komina Węgierskiego, aby trochę urozmaicić tę dobrze znaną trasę. Nie napotykając na żadne przeszkody przemierzamy całą jaskinię, by ponownie wyjść na powierzchnię po około 5 godzinach. Na zejściu trochę czyścimy kombinezony z błota na ostatnich połaciach śniegu (połaciach zmrożonego śniegu) i na spokojnie (bez turystów) możemy pooglądać krokusy. W dolinie napotykamy większą rzeszę turystów niż o poranku, co nie może się jednak nijak równać z tym (brakmisłówczym) co się dzieje kiedy mijamy zjazd na Dolinę Chochołowską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - Brestowa i skrajne Salatyny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik, os. tow.|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
W pięknej pogodzie robimy piękną wędrówkę narciarską po dolinie Salatyńskiej. Od dołu podejście czynną nartostradą a dalej stromo na grzbiet Przedniego Salatyna.  Łagodną granią osiągamy na nartach Brestową (1934). Śnieg był bajeczny, delikatnie odpuszczony więc zjazd do dol. Salatyńskiej wspaniały. Od zerw skalnych opadających z szczytu wychodzimy jeszcze na przeł. Parichvost by zjechać ponownie. Następnie trawersujemy górne partie doliny (w tym czasie na Salatyna podążała &amp;quot;pielgrzymka&amp;quot; skiturowców) by przedostać się na sąsiednią grań Zadniego Salatyna. Najpierw granią a potem z przełęczy stromo zjeżdżamy do doliny i wkrótce do nartostrady. W kilka chwil jesteśmy przy aucie. Zrobiliśmy ok. 1300 m przewyższenia i 12 km dystansu. Mimo popularności narciarskiej tego terenu udało nam się przebyć trasę w miarę samotnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Goldbergruppe - Skitury i narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi|30 03 - 03 04 2018}}&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Szybka, wieczorna przebieżka do doliny Dosener Tal (Ankogelgruppe). Na oko z 200 m przewyższenia. Powrót o szarówce, bez czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Sprawdzoną dolinę mieliśmy podjechać do Jamnig Hutte i stamtąd ruszyć w góry. Niestety płatna droga okazała się jeszcze zamknięta. Zdecydowaliśmy się pokonać ją na nartach, częściowo skracając sobie przez las. Wielkie lawiniska w tym lesie oraz grzmoty rozmawiających ze sobą we mgle lawin skutecznie przekonały nas, że to nie był dobry dzień na górski wyczyn. Zawróciliśmy niewiele nad chatą i zjechaliśmy drogą, pokonawszy w sumie nieco ponad 500 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Pogoda się nieco poprawiła. Z Markiem weszliśmy na Sandkopf (3090). U góry kilka przyjemnych zakrętów w miękkim. W dole śnieg ciężki, trudny i bardzo męczący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Narty zjazdowe po świeżym opadzie na lodowcu Mölltaler. Wykorzystaliśmy prawie cały dzień, przez większość czasu zdjeżdżając poza trasą. Wieczorem domęczamy się jeszcze z Markiem przebieżką na piechotę po górach nad Flattach (aż śnieg zaczął sięgać po kolana). Przy samochodzie spotykamy się z Gośką, która podbiegła to, co my podjechaliśmy do początku naszego spaceru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': szybka przebieżka z Gośką z jeziora w Innerfragant w stronę szczytu Saukopf (2786). Zawracamy z ok. 2600. U góry śnieg łapiący narty, na dole ciężki i topiący się. Pod jeziorem spotykamy się z Markiem i dziećmi wracającym z wyciągów, przepakowujemy samochody i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Szmaragdowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow.|29 03 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie nocny wypad w okolice Częstochowy. Na pierwszy ogień idzie jaskinia w kamieniu, która od tego momentu dumnie dzierży miano najbardziej śmierdzącej jaskini z jaką kiedykolwiek miałem kontakt. Lokalizacja otworu sprawia, że dziura zionie czymś pomiędzy wilgocią, zgnilizną, pleśnią, a przepoconym żubrem po wiosennych roztopach.&lt;br /&gt;
Po pokornym przyjęciu reprymendy od księdza z pobliskiej parafii (biegając z czołówkami w nocy, przestraszyliśmy Wiernych i Gosposię), udajemy się w stronę kamieniołomu.&lt;br /&gt;
Jaskinia Szeptunów: „Są miejsca, w których człowiek czuje się mniej, lub bardziej pewnie, są takie, których unika, są też takie, z których należy natychmiast… oddalać się bez zbędnej zwłoki.” Korytarz wejściowy wali się jak kamienice w Bytomiu: krucho, sypko, niestabilnie, strach dotknąć czegokolwiek. Do tego spory, świeży obryw nie poprawia humoru. &lt;br /&gt;
Niżej robi się bezpiecznie: jest stabilnie, dolne partie zwiedzamy bez poczucia zagrożenia. Jeziorko zgodnie z przewidywaniami – zachwyca, aż chce się wskoczyć popływać. Zwiedzamy także pozostałe, dostępne korytarze przyjemnie myte, wygodne, aż szkoda, że góra grozi zawaleniem i odcięciem dostępu do tych partii.&lt;br /&gt;
Droga powrotna na powierzchnię: szczęśliwie górne wyjście stało się drożne, nie musimy przechodzić białym korytarzem. Wdrapujemy się na powierzchnię, grzecznie wracamy do domu. Z jednej strony czuć niedosyt, ale z drugiej szczęście: udało się wyjść i nikt niczym nie dostał w łeb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fszmaragdowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w Jaskini Kasprowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Staszek Dacy, Magda Sarapata|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis pojawi się wkrótce (mamy nadzieję ;] )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Iwona SPastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Forum Speleologicznego zajechaliśmy do Rzędkowic na wspinanie. Kilka stopni na plusie oraz słońce, sprawiło, że na skałach pojawili się najbardziej zniecierpliwieni wspinacze. Iwona i Karol zrobili kilka dróg inicjujących ich sezon wspinaczkowy na skałach Zegarowej i Turni Kursantów. Nawet ja, w pożyczonych butach skusiłam się by przykleić ręce do zimnego kamienia i poczuć mroźny wiatr we włosach na szczycie skały. Popołudnie było bardzo przyjemne o ile zmieniało się miejsce postoju wraz z przemieszczającym się słońcem i do domu wróciliśmy usatysfakcjonowani pierwszym w tym sezonie jurajskim wspinaniem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Frz%EAdkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|II OGÓLNOPOLSKIE FORUM SPELO|Mateusz Golicz, Kaja, Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Było to już drugie spotkanie, podczas którego spotkali się grotołazi z całej polski, aby porozmawiać na tematy powiązane z jaskiniami. W trakcie weekendu (od piątku) mogliśmy m. in.  odwiedzić sztolnię Zofię na Miedziance, do której wejście prowadzi przez naturalną jaskinię. Dla wielu osób, które poza speleologią są związane z geologią była to nie lada ciekawostka, ponieważ łączyła te dwie dziedziny w jednym miejscu, w którym dawniej wydobywano rudy miedzi, a obecnie widoczne są pozostałości zarówno eksploatacji (stare obudowy, chodniki, zniszczenie jaskini) jak i kruszców, w postaci dość charakterystycznych minerałów- malachitu i azurytu, których barwy (odpowiednio intensywna zieleń i niebieski), odcinały się wśród charakterystycznego brązowo beżowego jaskiniowego otoczenia. Samodzielnie wybrałam się jeszcze na wycieczkę szlakiem Archeo- Geologicznym, prowadzącym przez Górę Rzepkę (której szczyt postanowiłam zdobyć).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego wieczoru odbyły się również Igrzyska Zacisków, w których miałam okazję wystartować. Zawodnicy (sztafeta) mieli do pokonania skrzynię z labiryntem (dla utrudnienia, przejście w pionie), przejście przez podwieszony tunel z opon, pokonanie zacisku (mój udział) oraz zawiązanie węzła z zawiązanymi oczami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia obywały się głównie wykłady, częściowo połączone z warsztatami. Tematy były bardzo różnorodne, odwiedzający mogli wybierać najciekawsze spośród odbywających się różnych paneli: eksploracyjnego, geologicznego, kartograficznego, elektrycznego, przyrodniczego, ratownictwa jaskiniowego, historycznego, sprzętowego,czy spraw KTJ i TPN. Najbardziej pouczającym i dającym najwięcej do myślenia był wykład dotyczący prawidłowego użytkowania sprzętu. Szczególny nacisk położono na pokazanie zużycia sprzętu, które powinno wykluczyć go z użytku, wraz z prezentacją uszkodzeń. Na koniec mogliśmy zobaczyć kilka sztuk przyrządów, które zostały odebrane właścicielom, ze względu na zbyt duże (niebezpieczne!) zużycie. Sprzęt taki, w zestawieniu z historią wypadku do jakiego się przyczynił, spowodował, że sama postanowiłam stać się mniej pobłażliwa dla mojego szpeju i jak najszybciej spojrzeć na niego krytycznym okiem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wieczorem! Wieczorem odbył się Bal Grotołaza! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenie o tyle ciekawe, że zobaczyliśmy siebie (grotołazów) w strojach odświętnych, ładnym uczesaniem i często nawet makijażem! W trakcie balu zostały rozdane nagrody z konkursów kartograficznego i fotograficznego oraz uczczone zostało 40-lecie wyprawy Picos de Europa. W trakcie prezentacji książki, jaka została wydana z okazji tego wydarzenia, złożone zostały podziękowania dla wszystkich, którzy swoimi wspomnieniami i informacjami wspomogli jej powstanie. Wśród wymienionych był m. in. Rysiek Widuch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, jednym z prelegentów był Mateusz, który prowadził wykład oraz warsztaty z fotogrametrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie wszyscy Nockowicze opuścili Forum wczesnym popołudniem, żeby wykorzystać jeden z pierwszych ,,wiosennych” dni w tym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fforum&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Ostrą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Andrzej Gałecka, Łukasz Majewicz|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostra (1764) to najwyższy szczyt w południowej grani Siwego Wierchu, który właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To było nasze drugie podejście bo przed 6 laty trafiliśmy tu na czysty lód (w ten pamiętny weekend zginęło w Tatrach 6 osób). Podchodzimy z Jałowca a na śnieg trafiamy dopiero na wys. 1100 – 1200 m. Po przerywniku w Chacie na Narużim idziemy w stronę szczytu. Śnieg i tym razem nie był przyjazny. Twardy, czasem zlodzony. Tym razem jednak na nartach udaje nam się wejść na górę. Zjazd generalnie drogą podejścia z małymi odchyłami. Ostatnie  pół godziny schodzimy „z buta”. Zrobiliśmy ok. 1100 m przewyższenia i 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOstra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu bardzo ciekawy album Andrzeja: https://photos.app.goo.gl/pyQ6ngIkut6golL83&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - polskie Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście Pilsko jest dość rozległe więc można sobie wymyślać nowe warianty wycieczek. Tym razem podchodzimy wzdłuż potoku Glinne (gdzieś w połowie podjazdu między Korbielowem a przeł. Glinne). Podejście ciekawe i zróżnicowane. Na dole temp. wynosiła -10 st., u góry na szczycie bardzo mocny wiatr potęgował przenikliwe zimno. Należy tu podziwiać naszego kolegę, który zapomniał plecaka i w lekkim stroju zdobył również szczyt. Z granicznego Pilska (1533) zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej gdzie przychodzimy do siebie. Tu też spotykamy naszego kolegę Jerzego Urbańskiego (weterana taternictwa jaskiniowego), który zaprasza nas na kawę do Sopotni. Dalej zjeżdżamy nartostradą do Korbielowa przez Buczynkę z pieszym epizodem w środku gdzie było za mało śniegu. Jeszcze przeskok do Sopotni (już autem) na rzeczoną, wspaniałą kawę (dzięki Jurek!) a potem do domu w coraz bardziej padającym śniegu. Zrobiliśmy ok. 900 m przewyższenia i 12 km dystansu (ja dodatkowo 3 km biegu po auto)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Miętusiej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis Sylwka:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krok za krokiem. Idę. Wśród rozwianego wiatrem śniegu, w ślad za rysującymi się przede mną sylwetkami towarzyszy, do miejsca, którego szczerze nienawidzę miłością wielką – do jaskini. Dziesięć miesięcy minęło od ostatniej mojej wizyty w tatrzańskich podziemiach i musze przyznać, że mi tego brakowało. Tym bardziej się cieszę, że za sprawą zrządzenia losu mój rozbrat z jaskiniami zakończył się akurat w dzień moich urodzin. Czy można sobie wyobrazić lepszy i bardziej oryginalny sposób na spędzenie takiego dnia? Raczej trudno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Jaskini Miętusiej Mateusz radośnie stosował wszystkie swoje metody dezorientacji tegorocznych kursantów. A to zagadał Adama i ten minął właściwe skrzyżowanie ścieżek. A to wyrażał tak samo wielkie zdumienie na każdą sugestię Magdy, w którym kierunku powinniśmy pójść. Najbardziej rozwalił mnie jednak po dotarciu pod otwór, gdy wraz z Asią wyraźnie próbował dać do zrozumienia, że to nie ta jaskinia. To skubańce dwa! W zeszłym roku aż na takie testy psychologiczne nas nie wystawiali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do środka wszedłem przedostatni. Asia zamykała nasz pochód. Zejście Rurą sprawia masę frajdy.  Trochę zjeżdża się na tyłku, trochę pełza. Ot, taka ekstremalna wersja ślizgawki dla dzieci. Uwielbiam. Na końcu krótki odcinek do zjechania po linie, który poręczowała Magda. Trochę była na początku niepewna, ale poradziła sobie dobrze i wkrótce doszliśmy do Wiszącego Syfoniku. Za Chiny nie pamiętałem go z zeszłego roku. Może był płytszy? Nie wiem, ale tym razem tarasował całe przejście, a głęboki był na tyle, że sięgnąłby mi do pasa. Pokonanie go wymagało czułego objęcia się ze ścianą i wykazaniem się odrobiną cyrkowej gibkości w przebieraniu nóżkami na niewielkich występkach skalnych. Wszystkim nam się to udało, choć nie obyło się bez pomocy Mateusza, który ze swoim typowym uśmiechem na ustach przeskakiwał z jednego brzegu na drugi jak kozica górska. Salę bez Stropu minęliśmy bez zbędnej zwłoki i kursanci rozpoczęli poręczowanie kolejnych odcinków. Dotarłszy do Błotnych Zamków od razu usłyszałem, że w Wielkich Kominach leje, że łooO. Adam próbował się tam jeszcze wpakować, ale po ledwie paru minutach Mateusz zarządził odwrót.  Deporęczowaniem zajął się Adam z Magdą, tymczasem ja, Asia i Staszek wróciliśmy do Sali bez Stropu. Zgasiliśmy czołówki i tak bez słowa siedzieliśmy przez długie minut. To chyba jedna z najlepszych chwil jakie mogą przytrafić się w jaskini. Całkowita ciemność sprawia, że człowiek przestaje postrzegać siebie samego materialnie, staje się wirującym zlepkiem myśli w środku nieskończonej przestani. Przynajmniej ja tak mam. W końcu jednak ekipa deporęczycieli nas dogoniła i wraz z ostro tnącymi światłami czar prysł. O dziwo Mateusz zdecydował o całkowitym odwrocie. Trochę mnie to zdziwiło, bo w analogicznej sytuacji rok temu mnie przewalcował jeszcze Trzema Królami.  Z drugiej strony nie trzeba zawsze siedzieć w jaskini do oporu, więc przyjąłem tę decyzję, podobnie jak pozostali, z zadowoleniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście Rurą to trudna sprawa. Wydaje się ze dwa razy dłuższa niż gdy się schodzi nią w dół. Ciasno, ściany oblodzone. Nogi ślizgają się we wszystkie strony, wór zahacza o każdy kamyczek i klinuje się, gdzie tylko może. Wychodzę na powierzchnię jako pierwszy. Wciąż jest widno, co jest miłą odmianą w zimowych wyprawach speleologicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej zastanawiam się co dalej.  Na razie nie mam pojęcia, ale Szmaragdowe Jeziorko przywołuje miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Spostrzeżenia Magdy:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jaskinie mogą być trochę jak plac zabaw, po którym trochę bardziej boli du** :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Zjeżdżanie rurą nie ma wiele wspólnego z aquaparkiem, poza wodą oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Zjeżdżanie rurą jest fajne, wychodzenie z powrotem niekoniecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Trzeba się trochę pomęczyć i zmoczyć by dojść do pięknego zjazdu w studni, gdzie pod nogami i wokoło przestrzeń i to uczucie wolności połączone z prawdziwą frajdą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Z praktycznych obserwacji: tarzając się w wodzie, uważaj by nie wlała Ci się do wora. Na pranie liny przyjedzie jeszcze czas ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Odgłos lejącej się w jaskini wody nie pomaga. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. W jaskiniach też może przydać się no hand (jeśli potrafi się go zrobić) przy przechodzeniu obok jeziorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Trzeba uczyć się węzłów, och tak. Rozwiązywanie zaciśniętej podwójnej 8 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Deporęczowanie jest fajnie, jesteś na końcu, jest cicho i przyjemnie. A potem zdajesz sobie sprawę, że poza wciągnięciem do góry swojego d**ska trzeba wciągnąć też mokre liny :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Bycie kierownikiem ma swoje zalety i wady. Ciekawe doświadczenie, ale trzeba się bardziej postarać i lepiej przygotować, no i zadbać o posłuch w grupie, z czym bywa różnie ;P Następnym razem mam nadzieję pójdzie z górki!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - szkolenie zimowo-lawinowe|Łukasz Pawlas, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Sylwester Siwiec, Adam Tulec|17 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzima_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Będzin – Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|10 03 2018}}&lt;br /&gt;
Sobotni poranek spędzamy w okolicach Będzina sprawdzając, na ile sprawnie jesteśmy w stanie trafić pod otwory pomniejszych dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Jaskinię Naciekową: niewielka, krucha, z przysypanym przejściem do dolnych partii. Trafiamy pod otwór Jaskini Moherowych Beretów której nie udaje nam się zwiedzić – studnia wejściowa jest zasypana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pocieszenie jedziemy do Będzina, gdzie na terenie Grodźca zwiedzamy nieczynną cementownię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBedzin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - od Rysów do Grzesia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|08 - 11 03 2018}}&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy sobie narciarską wędrówkę przez polskie Tatary poczynając od Rysów (2499) a kończąc na Grzesiu (1653). Pogoda i śnieg nie były wymarzone więc na bieżąco korygowaliśmy trasę (w dużej mierze na łatwiejszą) aby bezpiecznie przebyć góry. W ciągu 4 dni pokonaliśmy 80 km i 5500 m przewyższenia. Spaliśmy w schroniskach w Morskim Oku, Kondratowej i na Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Rysy w pierwszy dzień weszliśmy w kiepskiej pogodzie bez nart (zostawiliśmy je pod rysą). W trakcie podejścia spotkaliśmy kilka osób i grupkę Słowaków zjeżdżających jak się później okazało z tego samego miejsca co my później. Zjazd do Moka trudny z uwagi na śnieg o charakterze szreni łamliwej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień próbowaliśmy się przedrzeć przez Szpiglawoą przeł. lecz załamanie pogody i kiepski do zjazdu śnieg owocował zmianą trasy. Zjazd do Moka to walka przed upadkiem na chwytającym narty śniegu. Potem w dół doliny i długim szlakiem przez Rówień Waksmundzką do Murowańca, zjazd do Kuźnic i podejście już po ciemku do schroniska na Kondratowej gdzie śpimy na glebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzecim dniu przy prószącym śniegu lecz dodatniej temperaturze podejście na przeł. Kondratową i ładny zjazd Głaźnym Żlebem do dol. Małej Łąki. Krótki etap kończymy w schronisku na Ornaku gdzie też śpimy na glebie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwarty dzień przy ładnej pogodzie przechodzimy przez Iwaniacką Przeł. i zjeżdżamy do Chochołowskiej w parszywej szreni łamliwej (efekt ocieplenia i nocnego przymrozku). Przy schronisku spotykamy Zosią Gutek i Jurka Ganszera z Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy dzień wcześniej startowali w Memoriale Strzeleckiego. Wzrastająca szybko temperatura puściła śnieg ale też zwiększyła stopień lawinowy na III. Zjazd Z Grzesia po miękkim śniegu okazał się i tak najlepszy. Na nartach po śnieżno-wodnej brei docieramy do parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Tatry_polskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1RwLZtAequ6ysXXhCchVB1Us4SADesdVi/view?usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Artur Sobczyk i Maciej Maciejewski (Uniwersytet Wrocławski), Emanuel Soja (SDG)|09 03 2018}}&lt;br /&gt;
W Niedźwiedziej byłem po raz pierwszy w życiu i jestem skłonny uwierzyć, że jest to najładniejsza jaskinia turystyczna w Polsce - nawet w części turystycznej! Głównym celem piątkowego wyjścia było wykonanie pomiarów struktur tektonicznych. Praca przebiegała jak zwykle w zespołach dwójkowych, złożonych każdy z utytułowanego naukowca i utalentowanego skryby. Ja przy okazji tej pracy wykonałem zdjęcia do modelu fotogrametrycznego małego fragmentu jaskini. Mając do porównania starannie wykonane pomiary struktur będziemy mogli teraz bardziej obiektywnie ocenić dokładność &amp;quot;trójwymiarowych obrazków&amp;quot;, którymi od kilku miesięcy się fascynuję. Podczas tej sesji odwiedziliśmy te nudniejsze partie jaskini, ale przynajmniej trochę się poruszałem i poprzeciskałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitur na Rysiankę|Andrzej Gałecka, Kaja, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Heniek Tomanek|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjazd najwcześniej zaczął (i najpóźniej skończył) Heniu, który zobowiązał się zebrać całą ekipę. Po drodze dołączył do nas Andrzej. Od samego początku ciesząc się dobrej pogody, dojechaliśmy do Zlatniej. Tam trochę ze strachem w oczach, próbujemy dojechać jak najbliżej śniegu na niebieskim szlaku. Jak to bywa ze strachem i wielkimi oczami, narty możemy założyć od razu po zejściu szlaku z drogi w las. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podchodzimy bez pośpiechu, pozwala nam na to dobra pogoda - ciepło! widoki! widoczne Tatry!! Robiąc po drodze parę postojów na śniadanie, podziwianie widoków, ogarnięcie niesfornego sprzętu, czy wymyślenie, jak przedrzeć się pomiędzy powalonymi drzewami lub ponad strumyczkami. Jako że nie wszyscy jesteśmy jeszcze w pełni władcami naszych nart i nie zawsze wychodziło nam tak jak zaplanowaliśmy, to efekty były nie raz powodem wybuchów śmiechu pozostałej części ekipy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed Halą Lipowską, ścięliśmy szlak i podeszliśmy dość stromą przecinką. Po przerwie w schronisku, weszliśmy na żółty szlak, którym jeszcze musieliśmy podejść do najbliższego zjazdu. Foki ściągnęliśmy na połączeniu z zielonym szlakiem, przekonani, że od tego miejsca czekają nas same zjazdy…. Przekonanie umarło dość szybko i dlatego krótkie fragmenty podejść pokonaliśmy na nogach, żeby nie tracić czasu na przyklejanie i odklejanie fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szlaku zjeżdżamy koło Hali na Zapolance i dalej w dół drogą, łąką, a pod same auta dość stromym zjazdem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fhala%20lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - przez Ciemniak i Małołączniak|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano co przekładało się na adekwatną temperaturę, która w Kirach wyniosła -23 st. Podejście na Ciemniak nas rozgrzewa gdyż tempo nie było znów takie spacerowe. Pogoda była wymarzona. Słonecznie i bezwietrznie. Z Ciemniniaka (2096) na Krzesanicę (2122) i dalej zjazdem na fokach na Litworową Przeł. i krótkie podejście na Małołączniak (2096). Stąd już zaczynamy prawdziwy zjazd, który jak się okazało obfitował w wiele ciekawych wrażeń. Do Kobylarza zjazd po wywianym do kamieni i lodu zboczem poprzecinanym poprzecznymi pryzmami odłożonego śniegu. W samym żlebie śnieg również trudny (akurat zaczęło operować tu słońce) od twardej lodoszreni do łamiących się płyt. Dopiero w dolnej części żlebu niezły puch, którym śmigamy wprost do Wielkiej Świstówki. Ostatni odcinek stromy i wąski między kosówkami i drzewami. Potem krótkie podejście i walka w Wantulach. Wykroty i mnóstwo powalonych świerków stanowiły nie złą łamigłówkę, z którą jakoś sobie poradziliśmy osiągając halę w dolinie Miętusiej. Potem przyjemny zjazd po ścieżce przedeptanej zapewne przez grotołazów. Wkrótce zjeżdżamy do dol. Kościeliskiej gdzie lawirując wśród tabunów ludzi docieramy do wylotu doliny. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji i 16 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur w dolinie Jarząbczej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda znów trafiła się nam niezła. Początkowo myśleliśmy o Jarząbczym czy Kończystym, ale z uwagi na skomplikowane warunki śniegowe ostatecznie nie decydujemy się na wyjście na żaden znany szczyt. Sam zjeżdżam z wysokości około 1850 m, a Monika czeka na mnie trochę niżej. W dolinie już śnieg bardzo dobry, przez kilkanaście minut szusujemy z dużą przyjemnością po miękkim. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Spaloną Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2018}}&lt;br /&gt;
Tak, mam swoje ulubione miejsca w Tatrach i dolina Rohacka jest jednym z nich. Ma same zalety. Ludzi mało. Na nartach można po niej chodzić legalnie. Późniejszą zimą, w braku śniegu w lesie jest do wykorzystania nartostrada. Dojazd od nas jest bez korków, można daleko wjechać w dolinę i dzięki temu mniej deptać po płaskim. Przy parkingu jest Pensjonat Szyndłowiec, w którym serwują najlepszą zupę czosnkową, jaką znam. Wracając, można zrobić zapas Kofoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem wybiegam na Spaloną Kopę, może nie na czas, ale tak dosyć szybkim tempem. Wycieczka wraz ze zjazdem zajmuje mi 3h 20m. Pogoda cudna, choć warunki śniegowe nazwałbym skomplikowanymi. Sporo zmienności, wiele różnych rodzajów śniegu w niespodziewanych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kondracka Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przed spotkaniem KTJ z dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego wybiegam prędko na Kopę przez przełęcz pod Kondracką Kopą. Bardzo dobra, szybka wycieczka z wyśmienitą pogodą i dobrymi warunkami śniegowymi. Aż szkoda, że byłem sam i bałem się bardziej szaleć. No i jedynie słuszny wniosek jest taki, że należy pracować w soboty i niedziele, a jeździć w góry w poniedziałki i wtorki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na rowerze i nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerze startuję z Ryczowa. Wszystko ośnieżone choć nie zbyt głęboką warstwą. Szlakami przez lasy (po drodze zaglądam do jaskini na Biśniku) dojeżdżam do Smolenia wysilając się czasem więcej niż zwykle (buksowanie koła w śniegu). Aby sobie urozmaicić podróż w Smoleniu wypożyczam narty i godzinę szusuję na 400-metrowym stoku co jak na Jurę jest całkiem fajnym miejscem. Do Ryczowa wracam od północnej strony. Było -13 st. W sumie fajna przebieżka po zimowej Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Smolen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Wyżnią Kondracką Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
Trzaskający mróz ustępuje wraz ze zdobywaną wysokością i gdyby nie spokojny, ale jednostajnie mroźny wiatr na grani, może i dałoby się zajść aż na Kopę. Przez ten wiatr i przez kurczący się czas, zjeżdżamy w każdym razie już z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, a zmęczony Marek nawet z nieco niższa. Warunki śniegowe nad Głazistym Żlebem bardzo dobre, udaje się tam kilka bardzo przyjemnych skrętów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie miała być Miętusia, bo już od jesieni miałem wielką ochotę na odwiedzenie Rury. Okazało się jednak, że w jaskini ma miejsce jakieś rozbudowane szkolenie GOPR, wobec czego zapisaliśmy się na Kasprową Niżnią. W systemie TPN widniały jakieś dwie pomniejsze ekipy, ale jednak wyszedłem z założenia, że w Kasprowej miniemy się z łatwością, a w Miętusiej pewnie zamarzniemy czekając na mrozie, albo co gorsza - w przeciągu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Komorze Wstępnej zastajemy lekko podmarzającą dwójkę z folią NRC i śpiworami w pogotowiu. Szybko okazuje się, że trafiliśmy w sam środek manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Korzystając ze znajomości, załatwiam naprędce specjalne zezwolenie na przemknięcie się obok ćwiczeń. Musimy solennie obiecać, że nie będziemy przeszkadzać, że nie urwiemy kabla od telefonu i że w razie czego, damy pierwszeństwo noszom. Nie mając specjalnego wyboru, dopakowujemy do worów puchówki i pobieramy cukier od ekipy łacznościowej. Los czasami podąża dziwnymi ścieżkami: to, że zapomnieliśmy posłodzić czarną herbatę w termosie początkowo było dla nas zmartwieniem, ale szybko okazało się we wspaniały sposób nadać sens wniesieniu cukru do jaskini przez dwójkę grupowych ratowników. Żadne z nich bowiem nie słodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców dotarliśmy do Komory Gwiaździstej. Przypomniało mi się, że za Zapałkami to nawet znajduje się kawałek całkiem fajnej jaskini, w której można się trochę poczołgać, pomęczyć i pobrudzić. Po drodze &amp;quot;tam&amp;quot;, jak i &amp;quot;z powrotem&amp;quot; minęliśmy kilku znajomych, najpierw w punkcie cieplnym w Sali Rycerskiej, a potem w roju kłebiącym się wokół noszy nad Wielkim Kominem. Zanotowaliśmy kilka obserwacji społecznych o fenomenie GRJ-u: oczywiście na wierzchu widać przede wszystkim wymianę doświadczeń, uczenie się logistyki, doskonalenie się w technikach i bardzo słuszne przygotowywanie się na okoliczność wypadku na jednej z licznych polskich wypraw eksploracyjnych. Sądząc jednak po tym, że tak wielu ludzi pozostawało w jaskini mimo zakończenia przydzielonego im zadania, zaryzykuję stwierdzenie, że nie bez znaczenia chyba jest i charakter tych manewrów. Niczego nie ujmując samej akcji - bo na ratownictwie się nie znam - to momentami miałem wrażenie, że ćwiczenia są też świetnym pretekstem i powodem, żeby pójść znowu do tej samej jaskini w znowu tej samej grupie znajomych, bez specjalnego męczenia się (jak na akcjach sportowych) i bez odpowiedzialności (jak na akcjach kursowych). W tym kontekście GRJ wypełnia próźnię w szerszym sensie. Ciekawe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw.-Skitur na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworscy, Rafał Pośpiech|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przyjemny skitur z Złatnej wpierw różnymi dziwnymi zakosami na Halę Lipowską, później na Rysiankę i do schroniska poniżej. Większość wycieczki spędzamy w towarzystwie naszej trójki, natomiast w schronisku zastajemy istny nalot skiturowców. Śnieg prószy dość intensywnie. O ile do góry poruszamy się własnym, wytyczonym szlakiem, to na dół &amp;quot;zjeżdżamy' głównie szlakiem czarnym. Na zjeździe nie poszaleliśmy, ale i tak było bardzo przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka%20i%20Lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus|23 02 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek chwilę po północy i jedziemy po Bogdana. O 01.00 już w trójkę mkniemy na Łysą Polanę. Droga mija spokojnie i szybko, z jednym postojem na małe co nie co. Warto tu wspomnieć, że Mc, w którym jedliśmy, był otwarty  o 2 nad ranem pomimo zapewnień Asi, że jest zamknięty. Warto wspomnieć ponownie, że jedzenie o tej godzinie nie jest dobre, a konkretnie mało wypieczone. Na Łysej polanie jesteśmy chwilę po godzinie 4. Zostawiamy samochód na parkingu, szybko się ogarniamy i startujemy. Droga do Morskiego oka mija szybko, w kontemplacji z małymi przerwami na rozmowy. Dochodząc do schroniska jesteśmy pierwszą ekipą wybierającą się tego dnia na Rysy. Po przepakowaniu sprzętu wychodzimy już jako druga ekipa za pierwszą pięcioosobową wyposażoną jakby szli przynajmniej na K2, tylko butli nie widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodząc przez taflę Morskiego Oka, docieramy do pierwszej tego dnia drogi pod górkę, prowadzącą do Czarnego Stawu Pod Rysami. W rakach idzie się bardzo pewnie, przez co bardzo szybko jesteśmy już przy zamarzniętym brzegu. Czekam na resztę i razem ruszamy na przeciwległy brzeg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu Asia decyduje się wrócić do schroniska, a ja z Bogdanem mkniemy pod górę za ekipą przed nami.&lt;br /&gt;
Droga do góry jest w miarę wydeptana, przez co idzie się bardzo wygodnie pod warunkiem, że nie stawi się stopy tylko troszkę za bardzo poza nią, co grozi wpadnięciem po pas w śnieg. Kilka razy po drodze odpoczywamy, przez co mija nas kilka osób. Ze dwa razy czekam na Bogdana dłużej. Gdy spotykamy się po raz kolejny Bogdan „daje mi pozwolenia abym szedł” i spotkamy się na szczycie.&lt;br /&gt;
Ruszam więc pod górę i mijam po drodze wszystkich, który podczas odpoczynku wyprzedzili nas, a także rzeczoną pięcioosobową ekipę, która ze schroniska wyruszyła przed nami. Na szczycie jestem sam, dopiero po chwili dochodzi pozostała reszta. Robię kilka zdjęć choć pogoda jak zawsze była kapryśna i nie pozwoliła podziwiać widoków. Ranek dawał nadzieję, a przedpołudnie wszystko zweryfikowało. Przechodzę jeszcze na Słowacką stronę, kilka smsów , telefon i zaczynam schodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzę do łańcuchów i czekam na Bogdana, który po kilku(nastu?) minutach pojawia się na horyzoncie oznajmiając, że  ma skurcz nogi :)  Razem ponownie wchodzimy na szczyt, kilka zdjęć, pogoda bez zmian. Zaczynamy schodzić. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Przed nami kilka osób schodzących na dół, i kilkanaście idących do góry. Gdy przed nami robi się pusto i stwierdzamy, że szlak jest na tyle stabilny decydujemy się na tzw „zjazd na dupie”.  Tym sposobem na dole (w Morskim Oku) jesteśmy w nieco ponad godzinę. Przed nami kilka osób robi podobnie, reszta za nami o dziwo również. W schronisku spotykamy się z Asią i całym dzikim tłumem turystów. Wchodząc do schroniska przez drzwi musiałem wypuścić 14 osób, a po wejściu do środka i tak nigdzie nie było miejsca. Przepakowujemy się, jemy na szybko i zaczynamy wracać drogą do samochodu. W dół droga mija jakoś wolniej, kilka razy myślę, że dobrze byłoby mieć ze sobą narty, żeby zjechać tym odcinkiem,  no ale cóż... Zaczyna prószyć śnieg. Na parkingu szybko się przebieramy i wracamy na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był bardzo dobrze spędzony piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy wypad na Ryczerzową i Switkową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soblówki na przeł. Przysłop. Dalej trawersem do bacówki na Rycerzowej gdzie robimy sobie krótki odpoczynek. Potem podejście na Ryczerzową (1226) i fajny zjazd z powrotem na przeł. Przysłop. Dalej bardzo strome podejście na graniczny szczyt Switkowej(1086) i przepiękny zjazd rzadkim bukowym lasem do polany Królowej i dalej do Soblówki. U góry śniegu sporo, niżej gorzej ale do auta docieramy na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/OkoliceRycerzowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia w Straszykowej Górze, Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Maciek R.|13 02 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie po pracy szybki wypad za Ogrodzieniec. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, sporo śniegu, lekki minus, ciemności dookoła. &lt;br /&gt;
Jaskinia w Straszykowej Górze zaskakuje: po średnio przyjemnej pierwszej części, na dłużej zatrzymujemy się w dalszych, mytych korytarzach. Bogdan jako jeden z najszczuplejszych w ekipie udowadnia, że miejsce które określiliśmy jako niedostępne jest do przejścia i prowadzi do bardzo przyjemnego kominka, w którym spędzamy sporo czasu. Ogólnie jaskinia zachwyca, opuszczamy ją ze smutkiem i kierujemy się przez Schronisko na Straszykowej Górze (IV) w stronę Jaskini z Kominem. Droga do schroniska bez większych przeszkód, obiekt przyjemny, malowniczy, trzeba o nim pamiętać na przyszłość – świetna miejscówka na piknik albo odpoczynek. Dalszy przemarsz do Jaskini z Kominem już z atrakcjami: próba skrócenia drogi owocuje przedzieraniem się przez krzaki, las, wiatrołomy, bagna, a nawet momentami wydawać by się mogło, że także przez pustynię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy pod otwór: jaskinia brzydka i brudna jak noc w Sosnowcu, ogólnie ciasno i zero atrakcji. No, może poza udowodnieniem przez Pitera, że naprawdę nie warto pchać się głową w dół. Odpuszczamy przejście wszystkich korytarzy – droga do lewego ciągu jest tak ciasna, że Berkowa przy niej to autostrada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini próbujemy kierować się do samochodów (próbujemy – słowo klucz). Prowadzeni GPSem na którym niechcący coś mi się nacisnęło, zwiedzamy solidny kawał lasu, przecierając szlaki które nie widziały człowieka od czasu, gdy praludzie biegali po dziczy odziani w skóry z mamutów i rzucali w małpy kamieniami. &lt;br /&gt;
Ostatecznie odnajdujemy samochody, wracamy do domów bez większych urazów i odmrożeń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fstraszykowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Adam Tulec&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Niedziela, 11.02.2018. O godzinie 5:55 dzwoni budzik.&lt;br /&gt;
Jakimś cudem wstaję po pierwszym dzwonku.&lt;br /&gt;
To chyba efekt uboczny wczorajszego dnia - po wizycie w Jaskini Zimnej padliśmy jak muchy. Jeśli dodać do tego szczyptę adrenaliny na myśl o dzisiejszej akcji, w efekcie poranna pobudka idzie lepiej niż się tego spodziewałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero nasza trzecia akcja w Tatrach, ale już nabieramy wprawy w tym speleoceremoniale. Plecaki i szpej wzorcowo spakowane wieczorem, ciuchy na wyjście przygotowane. Dorzucamy potrzebne liny do wora, jemy śniadanie i ekipa jest gotowa do wyjścia.&lt;br /&gt;
Pomimo, że za oknem przyjemny mrozik - skład ekipy trochę stopniał. Na niedzielne wyjście do Kasprowej Niżniej wychodzimy w trzyosobowym składzie - Rysiek (instruktor), Iwona (koleżanka z wcześniejszego kursu) i ja.&lt;br /&gt;
Czyli w dniu dzisiejszym zapowiadają się zajęcia indywidualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic i dziarskim krokiem ruszamy zielonym szlakiem w stronę Myślenickich Turni. Śnieg skrzypi pod nogami, mocne słońce sprawia, że zimowa szata gór nabiera dużego uroku. Dojście do otworu bezproblemowe i bardzo przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się w jaskiniowe wdzianka, sprawdzamy czołówki, szpeimy się i po chwili ruszamy w mniej-lub-bardziej nieznane! Pierwsze ruchy idą mi trochę opornie, czuję zmęczenie po wczorajszym dniu. Ale problem szybko znika, po raz kolejny potwierdza się stara zasada, że zakwasy najlepiej rozchodzić.&lt;br /&gt;
Iwona zasuwa do przodu jak dzik lub raczej jakaś łasica. Sprawnie pokonuje kolejne metry metry jaskini, przeciska się gdzie jest wąsko, przeskakuje tam gdzie mokro.&lt;br /&gt;
Staram się dotrzymać jej tempa, znajdując jednak chwilę czasu na nacieszenie się jaskinią, szczególnie, że jest zupełnie inna od wczorajszej Zimnej (a raczej Błotnej).&lt;br /&gt;
Pokonujemy razem kolejne fragmenty, całkiem sprawnie poręczujemy trudniejsze miejsca. Chwila zawahania przed wejściem do Gniazda Złotej Kaczki... Ufff. Suchutko!&lt;br /&gt;
Nawet czołganie się jest całkiem przyjemne, bo spąg jest pokryty czystym, drobnym piachem.&lt;br /&gt;
Krótki, łatwy prożek do pokonania (II) i po chwili jesteśmy w Sali Rycerskiej. Dogania nas Rysiek. Po zerknięciu na zegarki stwierdzamy, że możemy się z czystym sumieniem rozsiąść na chwilę. Wciągamy przekąski i idziemy sprawdzić co się czai za Wiszącym Jeziorkiem. Udaje się nam przejść bez kąpieli słynne Zapałki, ale dalej odpuszczamy, tłumacząc sobie, że musi pozostać jakiś niedosyt na przyszłość.&lt;br /&gt;
Wracamy do Sali Rycerskiej znów ćwicząc zapieraczkę. Dostajemy drugie zadanie - sprawdzić korytarz prowadzący w stronę Syfonu Danka. Po chwili wątpliwości znajdujemy poszukiwany przez nas ciąg korytarzy i dochodzimy do kluczowego miejsca - oczom naszym ukazuje się budzący we mnie lekki niepokój komin.&lt;br /&gt;
Ponieważ nie zakładaliśmy przechodzenia tego fragmentu, nie mamy ze sobą stosownej liny. Ale próbujemy przejść pierwsze metry, żeby sprawdzić swoje umiejętności. Po kilku próbach chyba udaje się nam rozpracować poczatek tego jaskiniowego 'balda'. Następnym razem zobaczymy czy przejdziemy całość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do Ryśka, a ponieważ w tak małej grupie wszystko poszło szybko i sprawnie - mamy jeszcze spory zapas czasu. Robimy dłuższą przerwę, plotkujemy trochę o jaskiniowym środowisku, naszych doświadczeniach i słuchamy historii 'z podziemia'. Ale z czasem dochodzą do nas dźwięki kolejnej kursowej grupy, więc stwierdzamy, że pora wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas drogi powrotnej mamy małe przestoje, bo przepuszczamy dwa inne kursy, ale wychodzimy z jaskini o wczesnej porze. Do Kuźnic wracamy w świetle zachodzącego słońca, mijani przez duże grupy narciarzy i skiturowców. Wypad do Kasprowej Niżniej będę wspominał bardzo miło, a kolacja po takim dniu smakowała wybornie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka,&amp;lt;u&amp;gt; Staszek Dacy &amp;lt;/u&amp;gt; Irek Olearczuk, Adam Tulec|10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście jak wiadomo proste, droga przez dolinę wydeptana i wylodzona, na schodach u góry parę zwalonych drzew, jednak po doświadczeniach naszego kursu z Jaskini Czarniej to czysta przyjemność. Przed otworem krótka przerwa i ruszamy w dół, po lodzie, który na szczęście w drodze powrotnej nie był problemem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw długo prosto i sucho, zakręt i znów prosto, jednak nie tak sucho. W wielkim napięciu wyczekiwaliśmy Ponoru, mieliśmy nadzieję, że stan wody będzie w nim tak niski, że nie zwrócimy na niego uwagi. Nie udało się, teraz już wiemy, że tego miejsca nie da się przegapić. Bez zastanowienia szybki desant z ciuchów (nie było co się zastanawiać - decyzję, że Ponor sprawdzi najmłodszy podjęto już dawno). Początek szedł dobrze, później było do dupy... zasygnalizowałem, że wody jest właśnie tyle - rozpoczęto operację przeprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jednak zabawa zaczynała się dopiero teraz i znów padło na mnie. Progi i Czarny Komin mój, i... tego mi trzeba było jako w jednej z pierwszych jaskiń naszego kursu. Jako początkujący wspinacz nieźle dostałem w tyłek pod każdym względem. Poza oczywiście fizycznym wyciskiem (bo jak wiadomo większość &amp;quot;wywspinana&amp;quot; z buły na pętlach) doczekałem się niezłej lekcji psychiki, albo... fizyki - zrozumiałem, że codziennie odczuwalny współczynnik tarcia daleko jest od swojej granicznej wartości:D Teraz mokra skała i zapieraczka jest dużo bardziej intuicyjna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostanie poręczowanie i zjazd do Chatki by Adam. Tam chwila przerwy i odwrót. Szybki, przejście przez Ponor już bez zbędnych ceregieli. Wór z mokrą liną dał się we znaki...&lt;br /&gt;
Wszystko pięknie i potrzebne, ale z wyjścia do Kasprowej Niżnej na drugi dzień odmeldowuję się.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST)|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwsze skitury dziewczyn w Tatrach. Podchodzimy do Murowańca przez Boczań i zjeżdżamy nartostradą. Wszystkie kończyny całe! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8309</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8309"/>
		<updated>2018-04-30T12:24:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
== II kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Szczyrk - trening biegowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ania Kącka, Marek Jezierski-Krupa|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając ze wspólnie spędzanego weekendu, razem z parą biegaczy górskich, zaproszono mnie do wspólnego treningu tzn. oni sobie trenowali a ja walczyłem o życie. Zrobiliśmy 20 km z przewyższeniem ok. 1250 m w czasie około 2,5 godz. Trasa: Szczyrk Migdały na grań i czerwonym szlakiem do przeł. Karkoszczonka – odbicie na Błatnią do schroniska – Klimczok – szlakiem z powrotem do Szczyrku Migdały. &lt;br /&gt;
Pogoda była bardzo słoneczna, co trochę przeszkadzało.&lt;br /&gt;
To było moje drugie podejście do biegów górskich, więc tym razem mądrzejszy o doświadczenia lepiej rozłożyłem siły, choć lepiej nie oznacza optymalnie, bo sił starczyło do Klimczoka. Ostatnie około 3 km, gdy zostały już tylko zbiegi i trawersy, pokonywałem na znacznym spadku energetycznym i z bólem brzucha. Tym razem odbyło się bez żadnych kontuzji, zostały jeszcze tylko zakwasy.&lt;br /&gt;
Jeszcze raz dziękuję Ani i Markowi za zabranie mnie na „trening” i mentalną pomoc w dokulaniu się do końca:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Krawców Wierch|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2018}}&lt;br /&gt;
Ja: &amp;quot;...Wybierzmy się na bieg górski...&amp;quot; - tu piorunujące spojrzenie Esy; &amp;quot;... no dobra, niech będzie spacer...&amp;quot;. Tak więc ze Złatnej fajnym szlakiem wychodzimy wśród szmaragdowych lasów na Krawców Wierch. Przepiękna pogoda a spod schroniska szerokie widoki od Fatry po Beskid Sląski. Dalej wędrujemy na Grubą Buczynę i z niej na przełaj do Złatnej gdzie jeszcze w rzece się ochładzamy. Generalnie w tej części gór bardzo mało ludzi jak na majówkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/KrawcowWierch&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - rajd pieszy na Klimczok|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
Wystartowaliśmy z Brennej czarnym szlakiem, dalej zielonym na Błatnią, gdzie natykamy się na pierwszą dużą falę turystów. Choć była niespełna 10, to już byli mocno rozgoszczeni na ławkach pod schroniskiem. Dalej, wydłużając sobie trasę, poszliśmy szlakiem niebieskim do Wapienicy. Na pierwszym mostku za jeziorem w Dolinie Wapienicy przechodzimy na drugą stronę potoku i wspinamy się żółtym szlakiem na Szyndzielnię, gdzie w schronisku uzupełniamy zapasy picia (choć upał nie był przesadny, to jakimś sposobem 1,5l szybko nam się skończyło...). Później, już dość szybko dochodzimy na Klimczok, gdzie wraz z tłumem turystów wyciągamy nogi na trawie i odpoczywamy. W drodze na Błatnią czujemy już zew powrotu do domu i nogi same zaczynają przyspieszać. W domu podziwiamy czerwone ślady naszej nowej opalenizny 😊&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: już wkrótce! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Mały - rajd rowerowy|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 04 2018}}&lt;br /&gt;
W końcu już czas na rower góski. Start w Kozach w Beskidzie Małym. Szlak niebieski w ciekawy sposób trawersuje północne stoki gór i zapewnia czasem emocjonującą a zarazem trudną jazdę. Stoki są tu nadzwyczaj strome i porośnięte pięknym bukowym lasem. Przez rezerwat Zasolnica zjeżdżamy/schodzimy wąską ścieżką pokrytą całunami suchych liści do doliny Soły. Kawałek ruchliwej drogi wzdłuż jeziora Międzybrodzkiego i niezły podjazd najpierw drogą asfaltową a potem &amp;quot;asafaltową&amp;quot; aż do schroniska na Hrobaczej Łące (828). Stąd już ciągły zjazd do Kóz atrakcyjnym dla górskiego &amp;quot;bikera&amp;quot; terenie. Zrobiliśmy ponad 1000 m deniwelacji i &amp;quot;tylko&amp;quot; 20 km lecz bardzo sytych. Cały dzień cudowna pogoda. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FHrobacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Andrzej Gałecka, Teresa Szołtysik|15 04 2018}}&lt;br /&gt;
To było prawdziwe rozczarowanie. Tydzień upałów zdołał zmasakrować śnieg nawet na nartostradzie w Tatrzańskiej Łomnicy więc zamiast na nartach podchodzimy z buta aż na wys. 1600 m. Potem wprawdzie na nartach lecz pośród wysp kamieni. Ostatni wyciąg na Łomnickie Sedlo (2190) kursował i nawet zjeżdzało tu niezbyt wiele osób. Podchodzimy na nartach na samą przełęcz z zamiarem zjazdu Filmarowym Żlebem do Doliny Zimnej Wody. Kolejnym więc zawodem był brak śniegu w żlebie, na który tak bardzo liczyliśmy. Cóż, zjeżdżamy drogą podejścia kombinując w dolnej części zjazdu od płatu do płatu wykorzystując nawet trawę. W upale docieramy do auta. Zrobiliśmy ok. 1300 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FLomnickaPrzelecz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie z kartowania PZA|&amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|07 - 08 04 2018}}&lt;br /&gt;
W dniach 7-8 kwietnia w Łutowcu odbył się kurs kartowania jaskiniowego pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu. Sam kurs odbył się w urokliwym budynku starej szkoły, w którym brakowało tylko sprawnego dzwonka, aby mógł obwieszczać początek i koniec zajęć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobotni poranek rozpoczął się od wysłuchania wykładu wstępnego, po którym przystąpiliśmy do praktycznej nauki mierzenia, sporządzania szkiców i notatek terenowych. Zajęcia praktyczne przeprowadzone były w jurajskich jaskiniach: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i Na Dupce. Pomiarów dokonywaliśmy w trzyosobowych zespołach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie z akcji zjedliśmy wspólnie obiad, po którym przystąpiliśmy do opracowywania naszych pomiarów. Aby zobrazować nam to, co przetwarzają specjalistyczne programy do kartowania i aby zyskać świadomość, czym jest otrzymywany przez nich wynik, byliśmy zmuszeni do przeliczenia ich ręcznie w arkuszu kalkulacyjnym. Dla poniektórych osób był to moment, w którym zrozumieli i zobaczyli praktyczne zastosowanie czegoś, na co natknęli się w szkole – funkcji trygonometrycznej. Na szczęście Mateusz miał przygotowane kilka slajdów, dzięki czemu w sposób przejrzysty i łopatologiczny wytłumaczył wszystkim na czym cała ta trygonometria polega. Po wstępnych przeliczeniach nanieśliśmy nasze wyniki na papier milimetrowy oraz dorysowaliśmy to, co zdążyliśmy zanotować z terenu i w ten sposób każda z grup otrzymała swój wstępny plan jaskini. Po zakończonych zajęciach, zorganizowane zostało ognisko, gdzie mogliśmy się lepiej poznać i wymienić się wrażeniami z pierwszego dnia szkolenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następnego dnia ponownie przeliczyliśmy nasze pomiary, ale tym razem za pomocą programu Survex, który w sposób znaczący skrócił czas obliczeń. Kolejnym ćwiczeniem było narysowanie za pomocą programu Inkscape planu naszych jaskiń. Jako podkładka posłużyły nam nasze zeskanowane szkice z poprzedniego dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie zostały nam zaprezentowane metody pomiarów przy pomocy urządzeń elektronicznych, czyli szkicowanie jaskini na  komórce bądź palmtopie. Pomiarów ponownie dokonywaliśmy w terenie udając do jaskiń. Dzięki temu poznaliśmy zalety, jak również wady zastosowania nowoczesnych metod pomiarowych. Po powrocie na bazę i zjedzeniu wspólnego  posiłku Instruktorzy podziękowali nam za uczestnictwo i nasze towarzystwo rozjechało się w świat. Po tych warsztatach z pewnością będzie nam również łatwiej korzystać z już gotowych planów jaskiń.&lt;br /&gt;
W kursie wzięło udział 28 osób z 12 klubów zrzeszonych w PZA. Zajęcia prowadzili: Mateusz, Paweł Ramatowski (STJ KW Kraków), Jacek Szczygieł (KKS), Michał Parczewski (ST). Mamy nadzieję, że włożony w nas trud szybko się zwróci na kolejnych wyprawach :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A po warsztatach znaleźliśmy jeszcze chwilę, żeby się powspinać na Łutowskich skałkach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Czarna na wskroś|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
Pobudka o godzinie trzeciej, wyjście z domu przed czwartą, trzy godziny drogi i byliśmy na miejscu. Co ważne, byliśmy przed tłumem krokusowiczów, dzięki czemu udało nam się uniknąć całego Armagedonu z tym wydarzeniem związanego. Pogoda ładna, aczkolwiek o tak wczesnej porze jeszcze wszystko pokryte było szronem, a krokusy szczelnie zamknięte. Pod otworem, przygotowani do szybkiej akcji, tylko narzucamy na siebie kombinezony i wskakujemy do dziury. Początek jaskini nadal w sporej mierze pokryty lodem. Cudowne lodowe chłopki napotkaliśmy w Sali Ewy i Hanki, które przez kapiącą z góry wodę przybrały bardzo ciekawe formy, mnie osobiście zafascynował ich rozmiar - były prawie tak wysokie jak ja! Dwuosobowa ekipa pozwala nam na szybkie przemieszczanie się od studni do studni, od prożku do prożku. Obraliśmy drogę  przez obejście Komina Węgierskiego, aby trochę urozmaicić tę dobrze znaną trasę. Nie napotykając na żadne przeszkody przemierzamy całą jaskinię, by ponownie wyjść na powierzchnię po około 5 godzinach. Na zejściu trochę czyścimy kombinezony z błota na ostatnich połaciach śniegu (połaciach zmrożonego śniegu) i na spokojnie (bez turystów) możemy pooglądać krokusy. W dolinie napotykamy większą rzeszę turystów niż o poranku, co nie może się jednak nijak równać z tym (brakmisłówczym) co się dzieje kiedy mijamy zjazd na Dolinę Chochołowską. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka fotek: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fczarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach - Brestowa i skrajne Salatyny|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik, os. tow.|07 04 2018}}&lt;br /&gt;
W pięknej pogodzie robimy piękną wędrówkę narciarską po dolinie Salatyńskiej. Od dołu podejście czynną nartostradą a dalej stromo na grzbiet Przedniego Salatyna.  Łagodną granią osiągamy na nartach Brestową (1934). Śnieg był bajeczny, delikatnie odpuszczony więc zjazd do dol. Salatyńskiej wspaniały. Od zerw skalnych opadających z szczytu wychodzimy jeszcze na przeł. Parichvost by zjechać ponownie. Następnie trawersujemy górne partie doliny (w tym czasie na Salatyna podążała &amp;quot;pielgrzymka&amp;quot; skiturowców) by przedostać się na sąsiednią grań Zadniego Salatyna. Najpierw granią a potem z przełęczy stromo zjeżdżamy do doliny i wkrótce do nartostrady. W kilka chwil jesteśmy przy aucie. Zrobiliśmy ok. 1300 m przewyższenia i 12 km dystansu. Mimo popularności narciarskiej tego terenu udało nam się przebyć trasę w miarę samotnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Brestowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria - Goldbergruppe - Skitury i narty|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi|30 03 - 03 04 2018}}&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Szybka, wieczorna przebieżka do doliny Dosener Tal (Ankogelgruppe). Na oko z 200 m przewyższenia. Powrót o szarówce, bez czołówek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Sprawdzoną dolinę mieliśmy podjechać do Jamnig Hutte i stamtąd ruszyć w góry. Niestety płatna droga okazała się jeszcze zamknięta. Zdecydowaliśmy się pokonać ją na nartach, częściowo skracając sobie przez las. Wielkie lawiniska w tym lesie oraz grzmoty rozmawiających ze sobą we mgle lawin skutecznie przekonały nas, że to nie był dobry dzień na górski wyczyn. Zawróciliśmy niewiele nad chatą i zjechaliśmy drogą, pokonawszy w sumie nieco ponad 500 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Pogoda się nieco poprawiła. Z Markiem weszliśmy na Sandkopf (3090). U góry kilka przyjemnych zakrętów w miękkim. W dole śnieg ciężki, trudny i bardzo męczący.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Narty zjazdowe po świeżym opadzie na lodowcu Mölltaler. Wykorzystaliśmy prawie cały dzień, przez większość czasu zdjeżdżając poza trasą. Wieczorem domęczamy się jeszcze z Markiem przebieżką na piechotę po górach nad Flattach (aż śnieg zaczął sięgać po kolana). Przy samochodzie spotykamy się z Gośką, która podbiegła to, co my podjechaliśmy do początku naszego spaceru.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': szybka przebieżka z Gośką z jeziora w Innerfragant w stronę szczytu Saukopf (2786). Zawracamy z ok. 2600. U góry śnieg łapiący narty, na dole ciężki i topiący się. Pod jeziorem spotykamy się z Markiem i dziećmi wracającym z wyciągów, przepakowujemy samochody i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
== I kwartał ==&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Szmaragdowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow.|29 03 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie nocny wypad w okolice Częstochowy. Na pierwszy ogień idzie jaskinia w kamieniu, która od tego momentu dumnie dzierży miano najbardziej śmierdzącej jaskini z jaką kiedykolwiek miałem kontakt. Lokalizacja otworu sprawia, że dziura zionie czymś pomiędzy wilgocią, zgnilizną, pleśnią, a przepoconym żubrem po wiosennych roztopach.&lt;br /&gt;
Po pokornym przyjęciu reprymendy od księdza z pobliskiej parafii (biegając z czołówkami w nocy, przestraszyliśmy Wiernych i Gosposię), udajemy się w stronę kamieniołomu.&lt;br /&gt;
Jaskinia Szeptunów: „Są miejsca, w których człowiek czuje się mniej, lub bardziej pewnie, są takie, których unika, są też takie, z których należy natychmiast… oddalać się bez zbędnej zwłoki.” Korytarz wejściowy wali się jak kamienice w Bytomiu: krucho, sypko, niestabilnie, strach dotknąć czegokolwiek. Do tego spory, świeży obryw nie poprawia humoru. &lt;br /&gt;
Niżej robi się bezpiecznie: jest stabilnie, dolne partie zwiedzamy bez poczucia zagrożenia. Jeziorko zgodnie z przewidywaniami – zachwyca, aż chce się wskoczyć popływać. Zwiedzamy także pozostałe, dostępne korytarze przyjemnie myte, wygodne, aż szkoda, że góra grozi zawaleniem i odcięciem dostępu do tych partii.&lt;br /&gt;
Droga powrotna na powierzchnię: szczęśliwie górne wyjście stało się drożne, nie musimy przechodzić białym korytarzem. Wdrapujemy się na powierzchnię, grzecznie wracamy do domu. Z jednej strony czuć niedosyt, ale z drugiej szczęście: udało się wyjść i nikt niczym nie dostał w łeb.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fszmaragdowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w Jaskini Kasprowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Staszek Dacy, Magda Sarapata|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis pojawi się wkrótce (mamy nadzieję ;] )&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Rzędkowicach|Iwona SPastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej z Forum Speleologicznego zajechaliśmy do Rzędkowic na wspinanie. Kilka stopni na plusie oraz słońce, sprawiło, że na skałach pojawili się najbardziej zniecierpliwieni wspinacze. Iwona i Karol zrobili kilka dróg inicjujących ich sezon wspinaczkowy na skałach Zegarowej i Turni Kursantów. Nawet ja, w pożyczonych butach skusiłam się by przykleić ręce do zimnego kamienia i poczuć mroźny wiatr we włosach na szczycie skały. Popołudnie było bardzo przyjemne o ile zmieniało się miejsce postoju wraz z przemieszczającym się słońcem i do domu wróciliśmy usatysfakcjonowani pierwszym w tym sezonie jurajskim wspinaniem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Frz%EAdkowice&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|II OGÓLNOPOLSKIE FORUM SPELO|Mateusz Golicz, Kaja, Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 - 25 03 2018}}&lt;br /&gt;
Było to już drugie spotkanie, podczas którego spotkali się grotołazi z całej polski, aby porozmawiać na tematy powiązane z jaskiniami. W trakcie weekendu (od piątku) mogliśmy m. in.  odwiedzić sztolnię Zofię na Miedziance, do której wejście prowadzi przez naturalną jaskinię. Dla wielu osób, które poza speleologią są związane z geologią była to nie lada ciekawostka, ponieważ łączyła te dwie dziedziny w jednym miejscu, w którym dawniej wydobywano rudy miedzi, a obecnie widoczne są pozostałości zarówno eksploatacji (stare obudowy, chodniki, zniszczenie jaskini) jak i kruszców, w postaci dość charakterystycznych minerałów- malachitu i azurytu, których barwy (odpowiednio intensywna zieleń i niebieski), odcinały się wśród charakterystycznego brązowo beżowego jaskiniowego otoczenia. Samodzielnie wybrałam się jeszcze na wycieczkę szlakiem Archeo- Geologicznym, prowadzącym przez Górę Rzepkę (której szczyt postanowiłam zdobyć).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego wieczoru odbyły się również Igrzyska Zacisków, w których miałam okazję wystartować. Zawodnicy (sztafeta) mieli do pokonania skrzynię z labiryntem (dla utrudnienia, przejście w pionie), przejście przez podwieszony tunel z opon, pokonanie zacisku (mój udział) oraz zawiązanie węzła z zawiązanymi oczami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia obywały się głównie wykłady, częściowo połączone z warsztatami. Tematy były bardzo różnorodne, odwiedzający mogli wybierać najciekawsze spośród odbywających się różnych paneli: eksploracyjnego, geologicznego, kartograficznego, elektrycznego, przyrodniczego, ratownictwa jaskiniowego, historycznego, sprzętowego,czy spraw KTJ i TPN. Najbardziej pouczającym i dającym najwięcej do myślenia był wykład dotyczący prawidłowego użytkowania sprzętu. Szczególny nacisk położono na pokazanie zużycia sprzętu, które powinno wykluczyć go z użytku, wraz z prezentacją uszkodzeń. Na koniec mogliśmy zobaczyć kilka sztuk przyrządów, które zostały odebrane właścicielom, ze względu na zbyt duże (niebezpieczne!) zużycie. Sprzęt taki, w zestawieniu z historią wypadku do jakiego się przyczynił, spowodował, że sama postanowiłam stać się mniej pobłażliwa dla mojego szpeju i jak najszybciej spojrzeć na niego krytycznym okiem.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wieczorem! Wieczorem odbył się Bal Grotołaza! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wydarzenie o tyle ciekawe, że zobaczyliśmy siebie (grotołazów) w strojach odświętnych, ładnym uczesaniem i często nawet makijażem! W trakcie balu zostały rozdane nagrody z konkursów kartograficznego i fotograficznego oraz uczczone zostało 40-lecie wyprawy Picos de Europa. W trakcie prezentacji książki, jaka została wydana z okazji tego wydarzenia, złożone zostały podziękowania dla wszystkich, którzy swoimi wspomnieniami i informacjami wspomogli jej powstanie. Wśród wymienionych był m. in. Rysiek Widuch. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, jednym z prelegentów był Mateusz, który prowadził wykład oraz warsztaty z fotogrametrii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prawie wszyscy Nockowicze opuścili Forum wczesnym popołudniem, żeby wykorzystać jeden z pierwszych ,,wiosennych” dni w tym roku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fforum&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - skitura na Ostrą|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Andrzej Gałecka, Łukasz Majewicz|25 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostra (1764) to najwyższy szczyt w południowej grani Siwego Wierchu, który właściwie niczym szczególnym się nie wyróżnia. To było nasze drugie podejście bo przed 6 laty trafiliśmy tu na czysty lód (w ten pamiętny weekend zginęło w Tatrach 6 osób). Podchodzimy z Jałowca a na śnieg trafiamy dopiero na wys. 1100 – 1200 m. Po przerywniku w Chacie na Narużim idziemy w stronę szczytu. Śnieg i tym razem nie był przyjazny. Twardy, czasem zlodzony. Tym razem jednak na nartach udaje nam się wejść na górę. Zjazd generalnie drogą podejścia z małymi odchyłami. Ostatnie  pół godziny schodzimy „z buta”. Zrobiliśmy ok. 1100 m przewyższenia i 14 km dystansu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOstra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu bardzo ciekawy album Andrzeja: https://photos.app.goo.gl/pyQ6ngIkut6golL83&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - polskie Pilsko|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście Pilsko jest dość rozległe więc można sobie wymyślać nowe warianty wycieczek. Tym razem podchodzimy wzdłuż potoku Glinne (gdzieś w połowie podjazdu między Korbielowem a przeł. Glinne). Podejście ciekawe i zróżnicowane. Na dole temp. wynosiła -10 st., u góry na szczycie bardzo mocny wiatr potęgował przenikliwe zimno. Należy tu podziwiać naszego kolegę, który zapomniał plecaka i w lekkim stroju zdobył również szczyt. Z granicznego Pilska (1533) zjeżdżamy do schroniska na Hali Miziowej gdzie przychodzimy do siebie. Tu też spotykamy naszego kolegę Jerzego Urbańskiego (weterana taternictwa jaskiniowego), który zaprasza nas na kawę do Sopotni. Dalej zjeżdżamy nartostradą do Korbielowa przez Buczynkę z pieszym epizodem w środku gdzie było za mało śniegu. Jeszcze przeskok do Sopotni (już autem) na rzeczoną, wspaniałą kawę (dzięki Jurek!) a potem do domu w coraz bardziej padającym śniegu. Zrobiliśmy ok. 900 m przewyższenia i 12 km dystansu (ja dodatkowo 3 km biegu po auto)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kursanci w jaskini Miętusiej|Mateusz Golicz, Asia Przymus, Staszek Dacy, &amp;lt;u&amp;gt;Magda Sarapata&amp;lt;/u&amp;gt;, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Adam Tulec|18 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Opis Sylwka:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krok za krokiem. Idę. Wśród rozwianego wiatrem śniegu, w ślad za rysującymi się przede mną sylwetkami towarzyszy, do miejsca, którego szczerze nienawidzę miłością wielką – do jaskini. Dziesięć miesięcy minęło od ostatniej mojej wizyty w tatrzańskich podziemiach i musze przyznać, że mi tego brakowało. Tym bardziej się cieszę, że za sprawą zrządzenia losu mój rozbrat z jaskiniami zakończył się akurat w dzień moich urodzin. Czy można sobie wyobrazić lepszy i bardziej oryginalny sposób na spędzenie takiego dnia? Raczej trudno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze do Jaskini Miętusiej Mateusz radośnie stosował wszystkie swoje metody dezorientacji tegorocznych kursantów. A to zagadał Adama i ten minął właściwe skrzyżowanie ścieżek. A to wyrażał tak samo wielkie zdumienie na każdą sugestię Magdy, w którym kierunku powinniśmy pójść. Najbardziej rozwalił mnie jednak po dotarciu pod otwór, gdy wraz z Asią wyraźnie próbował dać do zrozumienia, że to nie ta jaskinia. To skubańce dwa! W zeszłym roku aż na takie testy psychologiczne nas nie wystawiali.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do środka wszedłem przedostatni. Asia zamykała nasz pochód. Zejście Rurą sprawia masę frajdy.  Trochę zjeżdża się na tyłku, trochę pełza. Ot, taka ekstremalna wersja ślizgawki dla dzieci. Uwielbiam. Na końcu krótki odcinek do zjechania po linie, który poręczowała Magda. Trochę była na początku niepewna, ale poradziła sobie dobrze i wkrótce doszliśmy do Wiszącego Syfoniku. Za Chiny nie pamiętałem go z zeszłego roku. Może był płytszy? Nie wiem, ale tym razem tarasował całe przejście, a głęboki był na tyle, że sięgnąłby mi do pasa. Pokonanie go wymagało czułego objęcia się ze ścianą i wykazaniem się odrobiną cyrkowej gibkości w przebieraniu nóżkami na niewielkich występkach skalnych. Wszystkim nam się to udało, choć nie obyło się bez pomocy Mateusza, który ze swoim typowym uśmiechem na ustach przeskakiwał z jednego brzegu na drugi jak kozica górska. Salę bez Stropu minęliśmy bez zbędnej zwłoki i kursanci rozpoczęli poręczowanie kolejnych odcinków. Dotarłszy do Błotnych Zamków od razu usłyszałem, że w Wielkich Kominach leje, że łooO. Adam próbował się tam jeszcze wpakować, ale po ledwie paru minutach Mateusz zarządził odwrót.  Deporęczowaniem zajął się Adam z Magdą, tymczasem ja, Asia i Staszek wróciliśmy do Sali bez Stropu. Zgasiliśmy czołówki i tak bez słowa siedzieliśmy przez długie minut. To chyba jedna z najlepszych chwil jakie mogą przytrafić się w jaskini. Całkowita ciemność sprawia, że człowiek przestaje postrzegać siebie samego materialnie, staje się wirującym zlepkiem myśli w środku nieskończonej przestani. Przynajmniej ja tak mam. W końcu jednak ekipa deporęczycieli nas dogoniła i wraz z ostro tnącymi światłami czar prysł. O dziwo Mateusz zdecydował o całkowitym odwrocie. Trochę mnie to zdziwiło, bo w analogicznej sytuacji rok temu mnie przewalcował jeszcze Trzema Królami.  Z drugiej strony nie trzeba zawsze siedzieć w jaskini do oporu, więc przyjąłem tę decyzję, podobnie jak pozostali, z zadowoleniem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście Rurą to trudna sprawa. Wydaje się ze dwa razy dłuższa niż gdy się schodzi nią w dół. Ciasno, ściany oblodzone. Nogi ślizgają się we wszystkie strony, wór zahacza o każdy kamyczek i klinuje się, gdzie tylko może. Wychodzę na powierzchnię jako pierwszy. Wciąż jest widno, co jest miłą odmianą w zimowych wyprawach speleologicznych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej zastanawiam się co dalej.  Na razie nie mam pojęcia, ale Szmaragdowe Jeziorko przywołuje miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Spostrzeżenia Magdy:'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jaskinie mogą być trochę jak plac zabaw, po którym trochę bardziej boli du** :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Zjeżdżanie rurą nie ma wiele wspólnego z aquaparkiem, poza wodą oczywiście.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Zjeżdżanie rurą jest fajne, wychodzenie z powrotem niekoniecznie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Trzeba się trochę pomęczyć i zmoczyć by dojść do pięknego zjazdu w studni, gdzie pod nogami i wokoło przestrzeń i to uczucie wolności połączone z prawdziwą frajdą!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Z praktycznych obserwacji: tarzając się w wodzie, uważaj by nie wlała Ci się do wora. Na pranie liny przyjedzie jeszcze czas ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. Odgłos lejącej się w jaskini wody nie pomaga. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. W jaskiniach też może przydać się no hand (jeśli potrafi się go zrobić) przy przechodzeniu obok jeziorek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Trzeba uczyć się węzłów, och tak. Rozwiązywanie zaciśniętej podwójnej 8 to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
9. Deporęczowanie jest fajnie, jesteś na końcu, jest cicho i przyjemnie. A potem zdajesz sobie sprawę, że poza wciągnięciem do góry swojego d**ska trzeba wciągnąć też mokre liny :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
10. Bycie kierownikiem ma swoje zalety i wady. Ciekawe doświadczenie, ale trzeba się bardziej postarać i lepiej przygotować, no i zadbać o posłuch w grupie, z czym bywa różnie ;P Następnym razem mam nadzieję pójdzie z górki!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - szkolenie zimowo-lawinowe|Łukasz Pawlas, Asia Przymus, Staszek Dacy, Magda Sarapata, Sylwester Siwiec, Adam Tulec|17 03 2018}}&lt;br /&gt;
Opis wkrótce.&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzima_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Będzin – Jaskinia Naciekowa, Jaskinia Moherowych Beretów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka|10 03 2018}}&lt;br /&gt;
Sobotni poranek spędzamy w okolicach Będzina sprawdzając, na ile sprawnie jesteśmy w stanie trafić pod otwory pomniejszych dziur.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy Jaskinię Naciekową: niewielka, krucha, z przysypanym przejściem do dolnych partii. Trafiamy pod otwór Jaskini Moherowych Beretów której nie udaje nam się zwiedzić – studnia wejściowa jest zasypana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na pocieszenie jedziemy do Będzina, gdzie na terenie Grodźca zwiedzamy nieczynną cementownię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBedzin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - od Rysów do Grzesia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, os. tow.|08 - 11 03 2018}}&lt;br /&gt;
Za cel obraliśmy sobie narciarską wędrówkę przez polskie Tatary poczynając od Rysów (2499) a kończąc na Grzesiu (1653). Pogoda i śnieg nie były wymarzone więc na bieżąco korygowaliśmy trasę (w dużej mierze na łatwiejszą) aby bezpiecznie przebyć góry. W ciągu 4 dni pokonaliśmy 80 km i 5500 m przewyższenia. Spaliśmy w schroniskach w Morskim Oku, Kondratowej i na Ornaku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z ciekawostek:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Rysy w pierwszy dzień weszliśmy w kiepskiej pogodzie bez nart (zostawiliśmy je pod rysą). W trakcie podejścia spotkaliśmy kilka osób i grupkę Słowaków zjeżdżających jak się później okazało z tego samego miejsca co my później. Zjazd do Moka trudny z uwagi na śnieg o charakterze szreni łamliwej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugi dzień próbowaliśmy się przedrzeć przez Szpiglawoą przeł. lecz załamanie pogody i kiepski do zjazdu śnieg owocował zmianą trasy. Zjazd do Moka to walka przed upadkiem na chwytającym narty śniegu. Potem w dół doliny i długim szlakiem przez Rówień Waksmundzką do Murowańca, zjazd do Kuźnic i podejście już po ciemku do schroniska na Kondratowej gdzie śpimy na glebie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzecim dniu przy prószącym śniegu lecz dodatniej temperaturze podejście na przeł. Kondratową i ładny zjazd Głaźnym Żlebem do dol. Małej Łąki. Krótki etap kończymy w schronisku na Ornaku gdzie też śpimy na glebie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czwarty dzień przy ładnej pogodzie przechodzimy przez Iwaniacką Przeł. i zjeżdżamy do Chochołowskiej w parszywej szreni łamliwej (efekt ocieplenia i nocnego przymrozku). Przy schronisku spotykamy Zosią Gutek i Jurka Ganszera z Speleoklubu Bielsko-Biała, którzy dzień wcześniej startowali w Memoriale Strzeleckiego. Wzrastająca szybko temperatura puściła śnieg ale też zwiększyła stopień lawinowy na III. Zjazd Z Grzesia po miękkim śniegu okazał się i tak najlepszy. Na nartach po śnieżno-wodnej brei docieramy do parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Tatry_polskie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Filmik: https://drive.google.com/file/d/1RwLZtAequ6ysXXhCchVB1Us4SADesdVi/view?usp=sharing&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Sudety - Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Szczygieł (Uniwersytet Śląski), Artur Sobczyk i Maciej Maciejewski (Uniwersytet Wrocławski), Emanuel Soja (SDG)|09 03 2018}}&lt;br /&gt;
W Niedźwiedziej byłem po raz pierwszy w życiu i jestem skłonny uwierzyć, że jest to najładniejsza jaskinia turystyczna w Polsce - nawet w części turystycznej! Głównym celem piątkowego wyjścia było wykonanie pomiarów struktur tektonicznych. Praca przebiegała jak zwykle w zespołach dwójkowych, złożonych każdy z utytułowanego naukowca i utalentowanego skryby. Ja przy okazji tej pracy wykonałem zdjęcia do modelu fotogrametrycznego małego fragmentu jaskini. Mając do porównania starannie wykonane pomiary struktur będziemy mogli teraz bardziej obiektywnie ocenić dokładność &amp;quot;trójwymiarowych obrazków&amp;quot;, którymi od kilku miesięcy się fascynuję. Podczas tej sesji odwiedziliśmy te nudniejsze partie jaskini, ale przynajmniej trochę się poruszałem i poprzeciskałem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - skitur na Rysiankę|Andrzej Gałecka, Kaja, Łukasz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Heniek Tomanek|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjazd najwcześniej zaczął (i najpóźniej skończył) Heniu, który zobowiązał się zebrać całą ekipę. Po drodze dołączył do nas Andrzej. Od samego początku ciesząc się dobrej pogody, dojechaliśmy do Zlatniej. Tam trochę ze strachem w oczach, próbujemy dojechać jak najbliżej śniegu na niebieskim szlaku. Jak to bywa ze strachem i wielkimi oczami, narty możemy założyć od razu po zejściu szlaku z drogi w las. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podchodzimy bez pośpiechu, pozwala nam na to dobra pogoda - ciepło! widoki! widoczne Tatry!! Robiąc po drodze parę postojów na śniadanie, podziwianie widoków, ogarnięcie niesfornego sprzętu, czy wymyślenie, jak przedrzeć się pomiędzy powalonymi drzewami lub ponad strumyczkami. Jako że nie wszyscy jesteśmy jeszcze w pełni władcami naszych nart i nie zawsze wychodziło nam tak jak zaplanowaliśmy, to efekty były nie raz powodem wybuchów śmiechu pozostałej części ekipy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed Halą Lipowską, ścięliśmy szlak i podeszliśmy dość stromą przecinką. Po przerwie w schronisku, weszliśmy na żółty szlak, którym jeszcze musieliśmy podejść do najbliższego zjazdu. Foki ściągnęliśmy na połączeniu z zielonym szlakiem, przekonani, że od tego miejsca czekają nas same zjazdy…. Przekonanie umarło dość szybko i dlatego krótkie fragmenty podejść pokonaliśmy na nogach, żeby nie tracić czasu na przyklejanie i odklejanie fok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze szlaku zjeżdżamy koło Hali na Zapolance i dalej w dół drogą, łąką, a pod same auta dość stromym zjazdem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fhala%20lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - przez Ciemniak i Małołączniak|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy o 4 rano co przekładało się na adekwatną temperaturę, która w Kirach wyniosła -23 st. Podejście na Ciemniak nas rozgrzewa gdyż tempo nie było znów takie spacerowe. Pogoda była wymarzona. Słonecznie i bezwietrznie. Z Ciemniniaka (2096) na Krzesanicę (2122) i dalej zjazdem na fokach na Litworową Przeł. i krótkie podejście na Małołączniak (2096). Stąd już zaczynamy prawdziwy zjazd, który jak się okazało obfitował w wiele ciekawych wrażeń. Do Kobylarza zjazd po wywianym do kamieni i lodu zboczem poprzecinanym poprzecznymi pryzmami odłożonego śniegu. W samym żlebie śnieg również trudny (akurat zaczęło operować tu słońce) od twardej lodoszreni do łamiących się płyt. Dopiero w dolnej części żlebu niezły puch, którym śmigamy wprost do Wielkiej Świstówki. Ostatni odcinek stromy i wąski między kosówkami i drzewami. Potem krótkie podejście i walka w Wantulach. Wykroty i mnóstwo powalonych świerków stanowiły nie złą łamigłówkę, z którą jakoś sobie poradziliśmy osiągając halę w dolinie Miętusiej. Potem przyjemny zjazd po ścieżce przedeptanej zapewne przez grotołazów. Wkrótce zjeżdżamy do dol. Kościeliskiej gdzie lawirując wśród tabunów ludzi docieramy do wylotu doliny. Zrobiliśmy niemal 1400 m deniwelacji i 16 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FCiemniak&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur w dolinie Jarząbczej|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|04 03 2018}}&lt;br /&gt;
Pogoda znów trafiła się nam niezła. Początkowo myśleliśmy o Jarząbczym czy Kończystym, ale z uwagi na skomplikowane warunki śniegowe ostatecznie nie decydujemy się na wyjście na żaden znany szczyt. Sam zjeżdżam z wysokości około 1850 m, a Monika czeka na mnie trochę niżej. W dolinie już śnieg bardzo dobry, przez kilkanaście minut szusujemy z dużą przyjemnością po miękkim. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Spaloną Kopę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|03 03 2018}}&lt;br /&gt;
Tak, mam swoje ulubione miejsca w Tatrach i dolina Rohacka jest jednym z nich. Ma same zalety. Ludzi mało. Na nartach można po niej chodzić legalnie. Późniejszą zimą, w braku śniegu w lesie jest do wykorzystania nartostrada. Dojazd od nas jest bez korków, można daleko wjechać w dolinę i dzięki temu mniej deptać po płaskim. Przy parkingu jest Pensjonat Szyndłowiec, w którym serwują najlepszą zupę czosnkową, jaką znam. Wracając, można zrobić zapas Kofoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem wybiegam na Spaloną Kopę, może nie na czas, ale tak dosyć szybkim tempem. Wycieczka wraz ze zjazdem zajmuje mi 3h 20m. Pogoda cudna, choć warunki śniegowe nazwałbym skomplikowanymi. Sporo zmienności, wiele różnych rodzajów śniegu w niespodziewanych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kondracka Kopa|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przed spotkaniem KTJ z dyrekcją Tatrzańskiego Parku Narodowego wybiegam prędko na Kopę przez przełęcz pod Kondracką Kopą. Bardzo dobra, szybka wycieczka z wyśmienitą pogodą i dobrymi warunkami śniegowymi. Aż szkoda, że byłem sam i bałem się bardziej szaleć. No i jedynie słuszny wniosek jest taki, że należy pracować w soboty i niedziele, a jeździć w góry w poniedziałki i wtorki...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - na rowerze i nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na rowerze startuję z Ryczowa. Wszystko ośnieżone choć nie zbyt głęboką warstwą. Szlakami przez lasy (po drodze zaglądam do jaskini na Biśniku) dojeżdżam do Smolenia wysilając się czasem więcej niż zwykle (buksowanie koła w śniegu). Aby sobie urozmaicić podróż w Smoleniu wypożyczam narty i godzinę szusuję na 400-metrowym stoku co jak na Jurę jest całkiem fajnym miejscem. Do Ryczowa wracam od północnej strony. Było -13 st. W sumie fajna przebieżka po zimowej Jurze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/Smolen&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitur na Wyżnią Kondracką Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|25 02 2018}}&lt;br /&gt;
Trzaskający mróz ustępuje wraz ze zdobywaną wysokością i gdyby nie spokojny, ale jednostajnie mroźny wiatr na grani, może i dałoby się zajść aż na Kopę. Przez ten wiatr i przez kurczący się czas, zjeżdżamy w każdym razie już z Wyżniej Kondrackiej Przełęczy, a zmęczony Marek nawet z nieco niższa. Warunki śniegowe nad Głazistym Żlebem bardzo dobre, udaje się tam kilka bardzo przyjemnych skrętów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ)|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwotnie miała być Miętusia, bo już od jesieni miałem wielką ochotę na odwiedzenie Rury. Okazało się jednak, że w jaskini ma miejsce jakieś rozbudowane szkolenie GOPR, wobec czego zapisaliśmy się na Kasprową Niżnią. W systemie TPN widniały jakieś dwie pomniejsze ekipy, ale jednak wyszedłem z założenia, że w Kasprowej miniemy się z łatwością, a w Miętusiej pewnie zamarzniemy czekając na mrozie, albo co gorsza - w przeciągu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Komorze Wstępnej zastajemy lekko podmarzającą dwójkę z folią NRC i śpiworami w pogotowiu. Szybko okazuje się, że trafiliśmy w sam środek manewrów Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Korzystając ze znajomości, załatwiam naprędce specjalne zezwolenie na przemknięcie się obok ćwiczeń. Musimy solennie obiecać, że nie będziemy przeszkadzać, że nie urwiemy kabla od telefonu i że w razie czego, damy pierwszeństwo noszom. Nie mając specjalnego wyboru, dopakowujemy do worów puchówki i pobieramy cukier od ekipy łacznościowej. Los czasami podąża dziwnymi ścieżkami: to, że zapomnieliśmy posłodzić czarną herbatę w termosie początkowo było dla nas zmartwieniem, ale szybko okazało się we wspaniały sposób nadać sens wniesieniu cukru do jaskini przez dwójkę grupowych ratowników. Żadne z nich bowiem nie słodziło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców dotarliśmy do Komory Gwiaździstej. Przypomniało mi się, że za Zapałkami to nawet znajduje się kawałek całkiem fajnej jaskini, w której można się trochę poczołgać, pomęczyć i pobrudzić. Po drodze &amp;quot;tam&amp;quot;, jak i &amp;quot;z powrotem&amp;quot; minęliśmy kilku znajomych, najpierw w punkcie cieplnym w Sali Rycerskiej, a potem w roju kłebiącym się wokół noszy nad Wielkim Kominem. Zanotowaliśmy kilka obserwacji społecznych o fenomenie GRJ-u: oczywiście na wierzchu widać przede wszystkim wymianę doświadczeń, uczenie się logistyki, doskonalenie się w technikach i bardzo słuszne przygotowywanie się na okoliczność wypadku na jednej z licznych polskich wypraw eksploracyjnych. Sądząc jednak po tym, że tak wielu ludzi pozostawało w jaskini mimo zakończenia przydzielonego im zadania, zaryzykuję stwierdzenie, że nie bez znaczenia chyba jest i charakter tych manewrów. Niczego nie ujmując samej akcji - bo na ratownictwie się nie znam - to momentami miałem wrażenie, że ćwiczenia są też świetnym pretekstem i powodem, żeby pójść znowu do tej samej jaskini w znowu tej samej grupie znajomych, bez specjalnego męczenia się (jak na akcjach sportowych) i bez odpowiedzialności (jak na akcjach kursowych). W tym kontekście GRJ wypełnia próźnię w szerszym sensie. Ciekawe!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw.-Skitur na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworscy, Rafał Pośpiech|24 02 2018}}&lt;br /&gt;
Przyjemny skitur z Złatnej wpierw różnymi dziwnymi zakosami na Halę Lipowską, później na Rysiankę i do schroniska poniżej. Większość wycieczki spędzamy w towarzystwie naszej trójki, natomiast w schronisku zastajemy istny nalot skiturowców. Śnieg prószy dość intensywnie. O ile do góry poruszamy się własnym, wytyczonym szlakiem, to na dół &amp;quot;zjeżdżamy' głównie szlakiem czarnym. Na zjeździe nie poszaleliśmy, ale i tak było bardzo przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka%20i%20Lipowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny, Joanna Przymus|23 02 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy w piątek chwilę po północy i jedziemy po Bogdana. O 01.00 już w trójkę mkniemy na Łysą Polanę. Droga mija spokojnie i szybko, z jednym postojem na małe co nie co. Warto tu wspomnieć, że Mc, w którym jedliśmy, był otwarty  o 2 nad ranem pomimo zapewnień Asi, że jest zamknięty. Warto wspomnieć ponownie, że jedzenie o tej godzinie nie jest dobre, a konkretnie mało wypieczone. Na Łysej polanie jesteśmy chwilę po godzinie 4. Zostawiamy samochód na parkingu, szybko się ogarniamy i startujemy. Droga do Morskiego oka mija szybko, w kontemplacji z małymi przerwami na rozmowy. Dochodząc do schroniska jesteśmy pierwszą ekipą wybierającą się tego dnia na Rysy. Po przepakowaniu sprzętu wychodzimy już jako druga ekipa za pierwszą pięcioosobową wyposażoną jakby szli przynajmniej na K2, tylko butli nie widziałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodząc przez taflę Morskiego Oka, docieramy do pierwszej tego dnia drogi pod górkę, prowadzącą do Czarnego Stawu Pod Rysami. W rakach idzie się bardzo pewnie, przez co bardzo szybko jesteśmy już przy zamarzniętym brzegu. Czekam na resztę i razem ruszamy na przeciwległy brzeg.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu Asia decyduje się wrócić do schroniska, a ja z Bogdanem mkniemy pod górę za ekipą przed nami.&lt;br /&gt;
Droga do góry jest w miarę wydeptana, przez co idzie się bardzo wygodnie pod warunkiem, że nie stawi się stopy tylko troszkę za bardzo poza nią, co grozi wpadnięciem po pas w śnieg. Kilka razy po drodze odpoczywamy, przez co mija nas kilka osób. Ze dwa razy czekam na Bogdana dłużej. Gdy spotykamy się po raz kolejny Bogdan „daje mi pozwolenia abym szedł” i spotkamy się na szczycie.&lt;br /&gt;
Ruszam więc pod górę i mijam po drodze wszystkich, który podczas odpoczynku wyprzedzili nas, a także rzeczoną pięcioosobową ekipę, która ze schroniska wyruszyła przed nami. Na szczycie jestem sam, dopiero po chwili dochodzi pozostała reszta. Robię kilka zdjęć choć pogoda jak zawsze była kapryśna i nie pozwoliła podziwiać widoków. Ranek dawał nadzieję, a przedpołudnie wszystko zweryfikowało. Przechodzę jeszcze na Słowacką stronę, kilka smsów , telefon i zaczynam schodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Schodzę do łańcuchów i czekam na Bogdana, który po kilku(nastu?) minutach pojawia się na horyzoncie oznajmiając, że  ma skurcz nogi :)  Razem ponownie wchodzimy na szczyt, kilka zdjęć, pogoda bez zmian. Zaczynamy schodzić. Na szlaku zaczyna robić się tłoczno. Przed nami kilka osób schodzących na dół, i kilkanaście idących do góry. Gdy przed nami robi się pusto i stwierdzamy, że szlak jest na tyle stabilny decydujemy się na tzw „zjazd na dupie”.  Tym sposobem na dole (w Morskim Oku) jesteśmy w nieco ponad godzinę. Przed nami kilka osób robi podobnie, reszta za nami o dziwo również. W schronisku spotykamy się z Asią i całym dzikim tłumem turystów. Wchodząc do schroniska przez drzwi musiałem wypuścić 14 osób, a po wejściu do środka i tak nigdzie nie było miejsca. Przepakowujemy się, jemy na szybko i zaczynamy wracać drogą do samochodu. W dół droga mija jakoś wolniej, kilka razy myślę, że dobrze byłoby mieć ze sobą narty, żeby zjechać tym odcinkiem,  no ale cóż... Zaczyna prószyć śnieg. Na parkingu szybko się przebieramy i wracamy na Śląsk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To był bardzo dobrze spędzony piątek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy wypad na Ryczerzową i Switkową|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Piskorek, Teresa Szołtysik, os. tow.|18 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Soblówki na przeł. Przysłop. Dalej trawersem do bacówki na Rycerzowej gdzie robimy sobie krótki odpoczynek. Potem podejście na Ryczerzową (1226) i fajny zjazd z powrotem na przeł. Przysłop. Dalej bardzo strome podejście na graniczny szczyt Switkowej(1086) i przepiękny zjazd rzadkim bukowym lasem do polany Królowej i dalej do Soblówki. U góry śniegu sporo, niżej gorzej ale do auta docieramy na nartach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2018/OkoliceRycerzowej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia w Straszykowej Górze, Jaskinia z Kominem|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Maciek R.|13 02 2018}}&lt;br /&gt;
Urządzamy sobie po pracy szybki wypad za Ogrodzieniec. &lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, sporo śniegu, lekki minus, ciemności dookoła. &lt;br /&gt;
Jaskinia w Straszykowej Górze zaskakuje: po średnio przyjemnej pierwszej części, na dłużej zatrzymujemy się w dalszych, mytych korytarzach. Bogdan jako jeden z najszczuplejszych w ekipie udowadnia, że miejsce które określiliśmy jako niedostępne jest do przejścia i prowadzi do bardzo przyjemnego kominka, w którym spędzamy sporo czasu. Ogólnie jaskinia zachwyca, opuszczamy ją ze smutkiem i kierujemy się przez Schronisko na Straszykowej Górze (IV) w stronę Jaskini z Kominem. Droga do schroniska bez większych przeszkód, obiekt przyjemny, malowniczy, trzeba o nim pamiętać na przyszłość – świetna miejscówka na piknik albo odpoczynek. Dalszy przemarsz do Jaskini z Kominem już z atrakcjami: próba skrócenia drogi owocuje przedzieraniem się przez krzaki, las, wiatrołomy, bagna, a nawet momentami wydawać by się mogło, że także przez pustynię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy pod otwór: jaskinia brzydka i brudna jak noc w Sosnowcu, ogólnie ciasno i zero atrakcji. No, może poza udowodnieniem przez Pitera, że naprawdę nie warto pchać się głową w dół. Odpuszczamy przejście wszystkich korytarzy – droga do lewego ciągu jest tak ciasna, że Berkowa przy niej to autostrada. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini próbujemy kierować się do samochodów (próbujemy – słowo klucz). Prowadzeni GPSem na którym niechcący coś mi się nacisnęło, zwiedzamy solidny kawał lasu, przecierając szlaki które nie widziały człowieka od czasu, gdy praludzie biegali po dziczy odziani w skóry z mamutów i rzucali w małpy kamieniami. &lt;br /&gt;
Ostatecznie odnajdujemy samochody, wracamy do domów bez większych urazów i odmrożeń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fstraszykowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Adam Tulec&amp;lt;/u&amp;gt;|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Niedziela, 11.02.2018. O godzinie 5:55 dzwoni budzik.&lt;br /&gt;
Jakimś cudem wstaję po pierwszym dzwonku.&lt;br /&gt;
To chyba efekt uboczny wczorajszego dnia - po wizycie w Jaskini Zimnej padliśmy jak muchy. Jeśli dodać do tego szczyptę adrenaliny na myśl o dzisiejszej akcji, w efekcie poranna pobudka idzie lepiej niż się tego spodziewałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
To dopiero nasza trzecia akcja w Tatrach, ale już nabieramy wprawy w tym speleoceremoniale. Plecaki i szpej wzorcowo spakowane wieczorem, ciuchy na wyjście przygotowane. Dorzucamy potrzebne liny do wora, jemy śniadanie i ekipa jest gotowa do wyjścia.&lt;br /&gt;
Pomimo, że za oknem przyjemny mrozik - skład ekipy trochę stopniał. Na niedzielne wyjście do Kasprowej Niżniej wychodzimy w trzyosobowym składzie - Rysiek (instruktor), Iwona (koleżanka z wcześniejszego kursu) i ja.&lt;br /&gt;
Czyli w dniu dzisiejszym zapowiadają się zajęcia indywidualne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podjeżdżamy do Kuźnic i dziarskim krokiem ruszamy zielonym szlakiem w stronę Myślenickich Turni. Śnieg skrzypi pod nogami, mocne słońce sprawia, że zimowa szata gór nabiera dużego uroku. Dojście do otworu bezproblemowe i bardzo przyjemne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się w jaskiniowe wdzianka, sprawdzamy czołówki, szpeimy się i po chwili ruszamy w mniej-lub-bardziej nieznane! Pierwsze ruchy idą mi trochę opornie, czuję zmęczenie po wczorajszym dniu. Ale problem szybko znika, po raz kolejny potwierdza się stara zasada, że zakwasy najlepiej rozchodzić.&lt;br /&gt;
Iwona zasuwa do przodu jak dzik lub raczej jakaś łasica. Sprawnie pokonuje kolejne metry metry jaskini, przeciska się gdzie jest wąsko, przeskakuje tam gdzie mokro.&lt;br /&gt;
Staram się dotrzymać jej tempa, znajdując jednak chwilę czasu na nacieszenie się jaskinią, szczególnie, że jest zupełnie inna od wczorajszej Zimnej (a raczej Błotnej).&lt;br /&gt;
Pokonujemy razem kolejne fragmenty, całkiem sprawnie poręczujemy trudniejsze miejsca. Chwila zawahania przed wejściem do Gniazda Złotej Kaczki... Ufff. Suchutko!&lt;br /&gt;
Nawet czołganie się jest całkiem przyjemne, bo spąg jest pokryty czystym, drobnym piachem.&lt;br /&gt;
Krótki, łatwy prożek do pokonania (II) i po chwili jesteśmy w Sali Rycerskiej. Dogania nas Rysiek. Po zerknięciu na zegarki stwierdzamy, że możemy się z czystym sumieniem rozsiąść na chwilę. Wciągamy przekąski i idziemy sprawdzić co się czai za Wiszącym Jeziorkiem. Udaje się nam przejść bez kąpieli słynne Zapałki, ale dalej odpuszczamy, tłumacząc sobie, że musi pozostać jakiś niedosyt na przyszłość.&lt;br /&gt;
Wracamy do Sali Rycerskiej znów ćwicząc zapieraczkę. Dostajemy drugie zadanie - sprawdzić korytarz prowadzący w stronę Syfonu Danka. Po chwili wątpliwości znajdujemy poszukiwany przez nas ciąg korytarzy i dochodzimy do kluczowego miejsca - oczom naszym ukazuje się budzący we mnie lekki niepokój komin.&lt;br /&gt;
Ponieważ nie zakładaliśmy przechodzenia tego fragmentu, nie mamy ze sobą stosownej liny. Ale próbujemy przejść pierwsze metry, żeby sprawdzić swoje umiejętności. Po kilku próbach chyba udaje się nam rozpracować poczatek tego jaskiniowego 'balda'. Następnym razem zobaczymy czy przejdziemy całość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy do Ryśka, a ponieważ w tak małej grupie wszystko poszło szybko i sprawnie - mamy jeszcze spory zapas czasu. Robimy dłuższą przerwę, plotkujemy trochę o jaskiniowym środowisku, naszych doświadczeniach i słuchamy historii 'z podziemia'. Ale z czasem dochodzą do nas dźwięki kolejnej kursowej grupy, więc stwierdzamy, że pora wracać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas drogi powrotnej mamy małe przestoje, bo przepuszczamy dwa inne kursy, ale wychodzimy z jaskini o wczesnej porze. Do Kuźnic wracamy w świetle zachodzącego słońca, mijani przez duże grupy narciarzy i skiturowców. Wypad do Kasprowej Niżniej będę wspominał bardzo miło, a kolacja po takim dniu smakowała wybornie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka, Irek, Adam, Staszek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w Zimnej do Chatki, ponor zalany do d-py, Staszek wywspinał wszystko. Brawo!!! W moim wieku przechodzenie wody to już tylko zmarszczki może mi wyrównać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie: Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST)|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
Pierwsze skitury dziewczyn w Tatrach. Podchodzimy do Murowańca przez Boczań i zjeżdżamy nartostradą. Wszystkie kończyny całe! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8308</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8308"/>
		<updated>2018-04-30T12:22:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''29 04 2018''' - Beskid Śl.  - Szczyrk – trening biegowy&lt;br /&gt;
* '''29 04 2018''' - Beskid Żyw. - Krawców Wierch&lt;br /&gt;
* '''22 04 2018''' - Beskid Śl. - rajd pieszy&lt;br /&gt;
* '''22 04 2018''' - Beskid Mł. - rajd rowerowy&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8171</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=8171"/>
		<updated>2018-02-15T12:31:11Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''11 02 2018''' - SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach&lt;br /&gt;
* '''10 - 11 02 2018''' - Tatry Zach. - jaskinia Zimna i Kasprowa Niżna&lt;br /&gt;
* '''10 02 2018''' - Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę&lt;br /&gt;
* '''04 - 11 02 2018''' - Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia&lt;br /&gt;
* '''04 02 2018''' - Beskid Żyw. - skitura w masywie Pilska&lt;br /&gt;
* '''03 02 2018''' - Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8170</id>
		<title>Wyjazdy 2018</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2018&amp;diff=8170"/>
		<updated>2018-02-15T12:29:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Diablak i Cyl na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trójka lawinowa w Tatrach jak zwykle o tej porze roku pokrzyżowała plany przejścia dłuższej skitury. W zamian wybraliśmy masyw Babiej Góry od południowej strony, który gwarantuje największe możliwości w Beskidzie. Wycieczkę rozpoczynamy przy schronisku w „słonej wodzie”, następnie czerwonym szlakiem na Cyl (Mała Babia), zjazd na przełęcz Brona i podejście na Diablak  (Babią Górę). Zjazd z szczytu - chyba najlepszym dla skiturowca – żółtym szlakiem. Pogoda nie popisała się tym razem – widoków mało, mocny wiatr na szczytach i spory mróz. Dystans tury 20 km i przewyższenie 1100 m.       &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FBabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka, Adam|11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w Kasprowej do &amp;quot;zapałek&amp;quot;, reszta ekipy z różnych względów pozostała na bazie. Z Zakopanego wracaliśmy prawie 4 godz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głębszy opis mam nadzieję, że wykonają panowie kursanci.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Zimna|&amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka, Irek, Adam, Staszek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy w Zimnej do Chatki, ponor zalany do d-py, Staszek wywspinał wszystko. Brawo!!! W moim wieku przechodzenie wody to już tylko zmarszczki może mi wyrównać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fzimna_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - z Żabnicy na Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Łukasz Piskorek |10 02 2018}}&lt;br /&gt;
Warunki śnieżne po ostatnich opadach ciut lepsze. Z Żabnicy bez szlaku najpierw leśnymi duktami a potem wśród wykrotów (z stromym miejscem) do szlaku wiodącego na Lipowską. Szlak przetarty. Przy schronisku na Lipowskiej jakieś zgromadzenia pielgrzymów. Opodal była msza. Uciekamy więc czym prędzej i idziemy jeszcze na szczyt Rysianki (1326) skąd zjazd do schroniska (mnóstwo ludzi więc odpoczywamy na dworze). Dalej zjazd szlakiem gdyż na wskutek mgły wolimy nie eksperymentować. Zjazd całkiem przyzwoity choć niżej kilka razy przyhaczamy o kamienie. Na nartach zjeżdżamy do samego auta. Zrobiliśmy niemal 700 m przewyższenia i 11 km&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - wycieczki w okolicach Wisły i Ustronia| &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz&amp;lt;/u&amp;gt; i Ala Pawlas, Asia i Tomek Jaworscy, Michał Wyciślik, Rafał i Ola Pospiech|04-11 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z tygodniowego urlopu odbywamy liczne wycieczki w okolicach Wisły Tokarnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ze względu na słabe warunki śniegowe, do zjazdów wykorzystujemy pobliskie trasy narciarskie. Najbliżej mamy wyciąg na Palenicy w Ustroniu Jaszowcu, na którą łatwo dostajemy się przez Orłową - za każdym razem innym wariantem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilkukrotnie wchodzimy również na Czantorię.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do ciekawych historii należy w szczególności wieczorny wypad na Czantorię, połączony z ukrywaniem się przed ratrakami i przedstawicielami władzy, zakończony na szczęście upomnieniem - zabawa jak w przedszkolu:) Otóż, nie należy wchodzić na teren prywatny (główna trasa narciarska z Czantorii), w szczególności gdy trasa jest ratrakowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dodatkowo odwiedzam kamieniołom Skalica - miejsce dość ciekawe, ale ze średnim potencjałem wspinaczkowym (nawet nie wiem czy jest to tam legalne), choć dla dzieci może stanowić pewną atrakcję. Kilka dróg została obita słabą metodą gospodarczą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie śniegu niewiele, więc trzeba by skoczyć w Tatry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skitur na Orłową| Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Rafał Pospiech|09 02 2018}}&lt;br /&gt;
Szybki, przyjemny skitur. Do zjazdu wykorzystaliśmy  nartostradę w Ustroniu Jaszowcu (Palenica).    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - pierwsze skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;, Mateusz Golicz|04 02 2018}}&lt;br /&gt;
Całe życie spędziłam w przekonanu, że narty to takie baaaaardzo długie deski, które przywiązuje się na stałe do nóg i które w wypadku wypadku łamią te nogi, co może być problemem, jeśli się taki upadek przeżyje... &lt;br /&gt;
Uległam jednak namowom przyjaciółki i uznałam, że mogę się raz poświęcić i spróbować, zwłaszcza, że mam porządne ubezpieczenie, w tym NNW. Poświęciłam się (i przy okazji Mateusza), wybłagałam zabranie mnie na stok, zrobiłam dziką awanturę o brak kijków i spędziłam godzinę, próbując zjechać ze Strasznie Stromego stoku w Istebnej. Tego dla dzieci. W trakcie drugiej godziny udało mi się zjechać kilka razy, zaliczając średnio 2.5 upadku przy każdym zjeździe... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Potem jeszcze 2 razy odwiedziliśmy Istebną, nauczyłam się hamować nartami, a nie całym człowiekiem... Zatem - czas na przetestowanie kompatybilności ze skiturami. Skuszeni porannymi opadami śniegu, wybraliśmy się do Korbielowa, z planem wejścia jak najwyżej. No i...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niniejszym oficjalnie przepraszam wszystkich, którym mówiłam, że skiturzyści się popisują i w ogóle. Nie ma NIC LEPSZEGO niż spacer na nartach przez zimowy las! A foki naprawdę działają! I nawet da się skręcać o 90 stopni, idąc przez las! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samym Korbielowie śniegu było niewiele, ale od wycągu zrobiło się na tyle przyzwoicie, że można było przypiąć narty. Po zadziwiająco krótkim czasie i tylko jednym upadku (uwaga: nie należy klękać na własnej narcie...), dotarliśmy na Halę Miziową i rozważaliśmy dalszą trasę, ale niestety pogoda z radosnego &amp;quot;bim-bom!&amp;quot; zaczęła przechodzić w gęstą mgłę, więc postanowiliśmy wracać. &lt;br /&gt;
W drodze w dół przypomnieliśmy sobie o zakazie jazdy na prostych nogach, konieczności unikania płotków (przydają się te płotki...), zachowaniu należytej uwagi przy jeździe po halach oraz poznaliśmy zasadę &amp;quot;na muldach się nie skręca!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przynajmniej dla połowy z nas wycieczka była jedną z najlepszych w życiu! A druga połowa chyba też się dobrze bawiła, zwłaszcza w sytuacjach okołopłotkowych...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Malinów/Mł. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Paweł Szołtysik|03 02 2018}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Skiturowa trasa Solisko - Malinów (szlak zielony już nie istnieje, jest tu częściowo nowa nartostrada) - Malinowska Skała - Małe Skrzyczne - zjazd nartostradą do Soliska. Poniżej 1000 m śniegu mało, na dole symboliczna ilość, u góry nawet całkiem nieźle. Zjeżdżamy nartostradą do parkingu. Po inwestycjach ośrodek narciarski całkiem inny niż poprzednio. Pogoda była dobra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMaleSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|27 - 28 01 2018}}&lt;br /&gt;
Mimo różnych przygód i zmienności - a może właśnie z ich powodu - mieliśmy niezły, narciarski weekend.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę Monika była na wycieczce, a Marek na zawodach; każde ze swoimi podpopiecznymi. Ola i ja tymczasem podeszliśmy na Zadnią Spaloną przez Spaloną Dolinę. Zawróciliśmy z poziomicy 1800, uznając że gęsta mgła i betony nie są dobrą kombinacją warunków do ataku szczytowego. Zanim zeszła na nas chmura, pogoda była bardzo przyjemna: niebiesko, słonecznie i bez wiatru. Śnieg w tej części Tatr był bardzo zmienny, mocno doświadczony przez pogodę. Na grzbietach przewiane gipsy i betony, a w lesie zsiadły puch i trochę mokrego śniegu. Zjechaliśmy na stronę doliny Zadniej Spalonej, na ostatnim odcinku przed drogą popełniając mały błąd nawigacyjny i ładując się wprost w żleb, którym prowadzona jest zrywka drewna. Wystające pniaki i powalone w poprzek stoku kłody spowodowały, że pokonanie stu metrów pionu w dół na nartach zajęło nam pół godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę już w pełnym składzie idziemy pod ciemnym, skandynawskim niebem od Brzezin do doliny Pańszczycy. W drodze w górę wydaje się nam, że będziemy mieli świetne warunki do zjazdu. Niestety powietrze zmienia się na takie ze Skandynawii coraz bardziej północnej i w końcu porywisty wiatr przynosi mżawkę marznącą na naszych twarzach i - co gorsza - na naszym wymarzonym śniegu. W ten sposób wszyscy z nas, którym w mieście było mało zimowo, zostali zimą nasyceni po uszy. Pod samym Krzyżnym jest bardzo twardo, najwyraźniej po zejściu jakieś wcześniejszej lawiny. Trudno jest na nartach nawet podejść tak, żeby się nie zsunąć. Marek odpiął deski i podszedł niemal na przełęcz, a bardziej strachliwi spośród nas przepięli się do zjazdu wcześniej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Wielka Fatra - skitura na Malinne|Teresa Szołtysik, Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski|28 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Relaksacyjna skitura na Malinne (1209) w górach Wielkiej Fatry. Podejście szlakami z dala od ludzi (spotykaliśmy tylko skiturowców). Śniegu mało więc zjazd odbył się po jednej z najdłuższych nartostrad Słowacji aż do dołu w Harbovie. W sumie zrobilismy 930 m deniwelacji i 13 km dystansu. Pogoda nawet nie zła. Zjazd bardzo fajny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FMalinne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jaskinia Wierzchowska Górna, Dzika, Mamutowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
Korzystając z kilku wolnych chwil, urządzam sobie spacer po Wierzchowskiej Górnej z przyległościami. Szczęśliwie nie ma tłumów (jest tylko 3 zwiedzających, w tym ja). Turystyczna część przechadzki bardzo przyjemna, nie wyobrażam sobie jaka radość towarzyszyła pracom związanym z odkrywaniem i późniejszym udostępnianiem kolejnych części Wierzchowieskiej. Przyjemna jaskinia, polecam.&lt;br /&gt;
Drugi etap to podejście kawałek w stronę Dzikiej i Mamutowej: jedyne co mogło się równać z wrażeniami przy odkrywaniu malowideł naściennych w tej pierwszej, to reakcja na drogi wspinaczkowe w tej większej. Deklaracja Nieśmiertelności robi wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po śniadaniu w towarzystwie mamutowych wnętrzności, uciekam przed deszczem w stronę parkingu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2Fwierzchowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|OMAN: góry i jaskinie|Mateusz Golicz – kierownik, Kaja, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Henryk Tomanek, Piotr Strzelecki, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Joanna Przymus, Sylwia Solarczyk (Speleoklub Tatrzański)|11 - 21 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Oman stał się celem klubowego wyjazdu, którego inicjatorem był Mateusz z Kają (Mateusz był już tam trzy razy, zaś Kaja dwa). Ich opowieści sprawiły, że całkiem spory zespół zebrał się do odwiedzenia tego egzotycznego dla nas kraju. W trakcie wyjazdu przeprowadziliśmy akcję do najgłębszego systemu jaskiniowego Selmah Plateu System a konkretnie do 7-th Hole. Wysoki stan wody wprawdzie uniemożliwił nam trawers do Kahf Tahry lecz później weszliśmy do systemu właśnie od strony tej jaskini.  W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy ciekawe jaskinie solne w rejonie Qarat Kibrit, wspinaliśmy się w Wadi Dayqah, jeździliśmy off-road po pustyni Wahiba i po wertepach w górach Al Hajar (to przygoda sama w sobie). Kąpaliśmy się też w uroczych kanionach i delektowaliśmy miejscowe potrawy. Sam kraj jest natomiast oazą spokoju w zaognionym ostatnimi laty świecie muzułmańskim. Rządzony apodyktycznie przez bardzo mądrego sułtana wyróżnia się namacalnie od wielu innych państw. Wszyscy byliśmy zafascynowani pod każdym względem tym surowym a jednocześnie szalenie kolorowym zakątkiem świata. Wielkie brawa dla Mateusza za perfekcyjne przygotowanie wyjazdu. Tu szczegółowa relacja Asi i zdjęcia z tej pięknej przygody - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Oman_2018&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu są i będą pojawiać się kolejne zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FOman&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Beskid – skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Pośpiech|13 01 2018}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Przechodzimy trasę: Boczań z buta (brak śniegu), Murowaniec, Czarny Staw Gąsienicowy, Przełęcz Karb, zjazd do stawków gąsienicowych, Przełęcz Liliowe, Beskid, Kasprowy Wierch, zjazd kotłem Goryczkowym ( dystans tury ok. 18,5 km, deniwelacja 1450 m).&lt;br /&gt;
Pierwszy stopień lawinowy gwarantował w miarę bezpieczne warunki do poruszania się w górach (od połączenia szlaku niebieskiego z żółtym na Boczaniu przyzwoite ilości śniegu). Jedynym utrudnieniem na trasie była skorupa lodowa przy podejściu na Liliowe i częściowa mgła przy zjeździe z Kasprowego. Zjazd do samego auta przy rondzie w Kuźnicach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2018%2FKarb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kasprowa Niżnia|Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|06 01 2018}}&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy rano, z małą nadzieją na powodzenie akcji, dodatnia temperatura na termometrze jakby mówiła: ,,nie wejdziecie, nie wejdziecie&amp;quot;. Po drodze omówiliśmy plan awaryjny. Dwie poprzednie zimy podczas których nie miałam szczęścia trafić w Kasprowej dalej niż do Kaczki, też nie napawały nadzieją...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Kuźnicach już od parkingu wykonywaliśmy piruety na lodzie, ale dopiero przy bramkach do parku zdecydowaliśmy się uzbroić buty. Trzy pary raków i jedna raczków spisały się doskonale, dzięki czemu zdobyliśmy przewagę nad resztą turystów idących o gołym bucie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weszliśmy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kaczki szliśmy z zapartym tchem, bojąc się odezwać, żeby przypadkiem złośliwie nie zaczęła się zalewać kiedy nas usłyszy. Łukasz zjechał do Gniazda Złotej Kaczki pierwszy i usłyszeliśmy triumfalny okrzyk ,,jest! da się przejść&amp;quot;. Co nie zupełnie oddawało sposób w jaki faktycznie przemieściliśmy się później na drugą stronę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach przygotowań zbudowaliśmy w piasku kilka poziomów zbiorników, do których odlewaliśmy breję z przejścia oraz tamę, która miała na chwilę zatrzymać strumyczek, który dopływał do Kaczki. Bogdan dla sprawy poświęcił swoje kalosze, których używaliśmy jak wiader, sam stojąc w skarpetkach. Kiedy już przeszliśmy dalej, popędziliśmy jak burza, nie zatrzymując się nawet, żeby się rozebrać w Wielkim Korytarzu. Woda po kolana była nam nie straszna, kiedy wcześniej nabraliśmy przez kołnierze brei z Kaczki. Krótki postój nastąpił w Sali Rycerskiej. Toż to gumowa kaczuszka zaklinowała się między skałami! Trzeba ją było uratować oraz zadbać żeby miała gdzie pływać. Dodatkowymi atrakcjami jakie jej zapewniliśmy był dopływ zlewarowanej wody z górnego jeziorka, oraz sztormowe przelewanie wody worami. Trochę przeholowaliśmy i kaczuszka wykorzystała okazję, żeby zwiać z Wiszącego Jeziorka. Zniecierpliwiony Bogdan przeszedł w kombinezonie, nim cokolwiek wody zdążyło ubyć. Nie pozostało nam nic innego jak ruszyć za nim (i pomoczyć kombinezony nawet do ,,jajec&amp;quot;). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Za salą gwieździstą usłyszeliśmy szum, którego się nie spodziewaliśmy - to fragment strumienia, płynącego przez jaskinię. Jeśli zakończenie strumienia w ścianie może zaskakiwać to co dopiero jego początek, który wyglądał tak jakby strumień wylewał się ze spągu. Woda była na tyle spokojna, że można było się przypatrzyć skałom w głębi... Bardzo mi się to spodobało i trafiło na pierwsze miejsce w rankingu ulubionych wywierzysk. Kiedy ja czekałam na Bogdana wspinającego się z naszą ostatnią liną na uskoku w Szczelinie, Łukasz z Karolem poszli penetrować dalej. Zatrzymał ich Okresowy Syfon. Z ich relacji, był niecałkowicie zalany, ale wymagał takiego zanurzenia, że cała ekipa, której mokre i zimne kombinezony już dały się we znaki zdecydowała, że trzeba zostawić trochę tajemnic na następne odwiedziny. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej spotkaliśmy drugą ekipę. Zawróciliśmy kaczuszkę do Wiszącego Jeziorka i zażyliśmy kąpieli błotnej w Gnieździe Kaczki. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że inżynierem jestem marnym skoro moja tama puściła, a zbiorniki retencyjne nie zatrzymały wody, nie uratowało mnie nawet tłumaczenie, że badania gruntów zostały przez nich zignorowane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kaczka jest dla nas coraz przychylniejsza, może następnym razem pozwoli nam przejść o suchym brzuchu....&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7812</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7812"/>
		<updated>2017-09-26T07:17:45Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__ &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Włochy - kaniony okolic Tolmezzo|Ala i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt; Tomasz Jaworski|22 - 24 09 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na tegoroczny wyjazd canyoningowy, początkowo chętnych było 12 osób. Niestety, po przeanalizowaniu prognoz pogody, które jednoznaczne wskazywały na obfite opady deszczu, postanowiliśmy przesunąć wyjazd o kilka dni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I tak, z 12 osób zostały 3. Wyruszamy z Mikołowa w środę po 20:00. Deszcz przestaje padać w połowie Austrii. Pozostaje jedynie obawa o ilość wody w kanionach oraz czas unormowania się w nich poziomu wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeszcze w środę w nocy, z drogi widzimy ostatni wodospad kanionu Brussine, znanego Tomkowi z ubiegłorocznego wyjazdu, kiedy to przypominał ciurkający strumień po połogiej ścianie. Obecnie wylatywała potężna siklawa, zasłaniająca ścianę kanionu. Rzeka Fella, zbierająca wodę z większości tutejszych kanionów, również znacznie się poszerzyła i nabrała rozpędu. Ale co tam, poczekamy do rana i zobaczymy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przespaniu paru godzin, budzimy się i pytamy o warunki wodne lokalnych kanioningowców. Ci oznajmiaj, że wody jest dużo, ale szybko opada. Jeszcze raz więc podjeżdżamy pod Brussine i wodospad jakby mniejszy, ale rzeka, w której kończy się kanion jest zupełnie nie do przejścia. Wybór, ze względu na warunki wodne, ale również zmęczenie podróżą i brak doświadczenia części ekipy, pada więc na pobliski kanion Pattoc. Tomek był tam rok temu z Damianem i Maćkiem i nie wzbudził ich podziwu, ale była przynajmniej pewność, że się nie potopimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No właśnie, pewność szybko zmieniła się w lekkie obawy czy aby wyjdziemy z kanion bez szwanku na ciele jak i na psychice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kanion od ostatniego spotkania zmienił znacznie charakter - niewielkie progi zmieniły się w kaskady, które, mimo że nie wysokie stanowiły spore wyzwanie do pokonania. Kanion faktycznie okazał się na szczęście dość krótki. Prowadzi do niego ciekawa i krótka ścieżka, a powrót do samochodu odbywamy ścieżką rowerową poprowadzoną po trasie dawnej linii kolejowej.  Nasze obawy zaczął jednak budzić zamierzony plan działania, bo jeżeli tak ciężko jest w jednym z najprostszych kanionów, to co będziemy robić przez najbliższe dni…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczęście przewidzieliśmy w panie kilka alternatyw. Pierwszą z nich był dość daleko położony kanion Viellia, który decydujemy się przejść następnego dnia. Dojazd z miejsca biwaku zajął nam ponad 2 godziny. Spowodowane było to głównie korkiem oraz drogą wiodącą licznymi serpentynami. Dodatkowo dojście do kaniony trwa 2 godziny. Przez przeciwności losu (późny start oraz kaskada przypominająca rozpędzony pociąg, przez który trzeba byłoby zjechać) zostajemy zmuszeni do przejścia kanionu jedynie w jego niewielkiej acz ciekawej części. Dzień kończymy noclegiem pod kanionem Lavarie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na trzeci dzień wybieramy kanion Frondizzon. Z enigmatycznych opisów dojścia dostępnych w Internecie, próbujemy wybrać optymalną drogę, lecz odnajdujemy tylko jeden białoniebieski znak, którym oznakowane miało być bezpośrednie dojście nad kaskady kanionu. Podążamy więc trochę okrężną drogą przez urocze miasteczko Illegio, które ewidentnie szykowało się do jakiegoś lokalnego festynu. Kanion zaczynamy więc już w górnym odcinku, który przez dłuższy czas stanowi po prostu górski potok. Wijemy się więc między kamieniami spoglądając gdzieniegdzie na wybitne okazy geologicznych form odkrytych przez koryto rzeki. W końcu docieramy do głównych kaskad i okazuje się, że leniwie i szeroko rozlany górski potok nagle diametralnie się zwęża tworząc wodospad o potężnej sile. Niestety obicie nie pozwala na zjazd z ominięciem głównego nurtu wodospadu. Mocno zirytowani, szukamy rozwiązania. Decydujemy się na ominięcie kaskady brzegiem i powrót do kanionu w niżej położonej części. Niestety, jak to w kanionie brzegi bywają strome, tak było i tym razem. Po około kilkunastu metrach pozornie łatwego terenu, będącego de facto bardzo stromym jesiennym lasem, Ala zaczyna zjeżdżać w kierunku przepaści a ja widzę w myślach tylko twarze świeżo upieczonych teściów… Na szczęście udaje jej się wyhamować i dalej idziemy z podstawową asekuracją. Po przewspinaniu kilkudziesięciu metrów w runie leśnym, jakkolwiek głupi by to nie brzmiało, docieramy do prowadzącej gdzieś… ścieżki. Z początku jej kierunek jest zbieżny z kierunkiem kanionu, do którego chcemy wrócić, lecz szybko zmienia się na przeciwny. Decydujemy się więc na zejście ze ścieżki i na azymut dotrzeć do dna kanionu. Po paru chwilach owszem docieramy do dna doliny, ale jak się szybko okazuje nie tej właściwej! Pozostaje nam iść z biegiem rzeki i czekać na połączenie z „naszym” kanionem. Rzeka owszem łączy się z naszym kanionem, lecz bardzo wysoką kaskadą, na którą nie starcza nam liny. Pozostaje nam jedynie powrót pod auto. Ale i tym razem nie dajemy za wygraną i postanawiamy zwiedzić choć część kanionu, tym razem jednak od dołu. Udaje nam się wspiąć na kilka prożków z kaskadami i zobaczyć jaskiniową część kanionu. Po powrocie szybki obiad w promieniach włoskiego słońca i gdy już zamierzamy wrócić na miejsce noclegu akumulator odmawia posłuszeństwa. Szybka pomoc włoskich rolników, którzy użyczają nam trochę mocy z traktora, przynosi efekty i możemy wrócić pod cel na kolejny dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z każdym dniem mogliśmy obserwować ciągły spadek poziomu wody. Jednak trudno było nam szacować czy dany poziom jest już wystarczający na bezpieczne przejście każdego z kanionów. Ostatniego dnia udajemy się jednak do kanionu Rio Simon, klasyki rejonu! Szybki dojazd i dość długie podeście zabierają nam około 2 godzin. Jesteśmy więc wcześnie i w dodatku spotykamy parę kanioningowców z Austrii, którzy twierdzą, że wody jest dużo, ale da się. Ruszamy więc za nimi, tym razem tylko ja i Tomek, lecz szybko nam uciekają. Cały kanion zajmuje nam 5,5 godziny co i tak uważamy za sukces bo nie traciliśmy czasu na szukanie punktów, czy dywagacje typu skakać, czy zjeżdżać, tempo marszu również było rześkie. Kanion na 90% swej długości przedstawia typową formę kanionu – wysokie skalne ściany i praktycznie brak szans na ewakuację. Dodaje mu to grozy, ale i zdecydowanie piękna, w szczególności w porównaniu ze znacznie krótszymi okolicznymi kanionami, które charakteryzują się zbliżoną skalą trudności. Nie odbyło się też bez walki i strachu przed potęgą spadającej wody. Dla mnie przejście tego kanionu, jak również tych mniejszych, ale o większej wodzie pozwoliło na nabranie znacznego doświadczenia w zabawie z kanionami. Mam nadzieję wrócić w te strony po kolejne przejścia, lecz następnym razem wybiorę pewnie bardziej letni okres – nocami bywały 3 st. C no i dzień trochę krótki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bieszczady - górskie wędrówki|Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt; + 2os.towarzyszące|16 - 17 09 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo mieliśmy jechać na Jurę powspinać się. Jednak pogoda miała być kiepska, więc stwierdziliśmy, że może to lepiej, spędzimy weekend między puszką farby do malowania a sklepem meblowym. Ostatecznie jednak wygrał kolega dzwoniąc w południe w piątek z propozycją wyjazdu w Bieszczady ;) I tak po pracy szybko się spakowaliśmy i wieczorem byliśmy w drodze na wschód. W pierwsza noc rozbiliśmy namioty na parkingu. Pogoda rano była idealna, nie za ciepło, słonecznie. Z Ustrzyk Górnych wybraliśmy szlak czerwony na Tarnicę. Przez całą drogę mieliśmy piękne widoki na wszystkie strony świata. W dół schodziliśmy przez Bukowe Berdo cały czas rozglądając się wokół. Kolejną noc spędziliśmy w Schronisku Pod Wysoką Połoniną, całkiem fajne miejsce. Na drugi dzień mimo zachmurzenia i niewielkiego deszczu weszliśmy na Połoninę Wetlińską. Pogoda już nas aż tak bardzo nie rozpieściła, ale mimo wszystko było warto. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W połowie września nie zastaliśmy w Bieszczadach złotej polskiej jesieni, ale po czerwonozłotych trawach połonin widać, że powoli już się skrada w te strony.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBieszczady&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - Lodowy Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; oraz Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|10 09 2017}}&lt;br /&gt;
Z Hrebienoka przez Chatę Tery'ego, a następnie tzw. Konia wchodzimy na Lodowy Szczyt. Następnie schodzimy granią do Lodowej Przełęczy i Dolinką pod Sedielką z powrotem do Tery'ego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - dookoła Pilska|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 09 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teresa pieszo wychodzi na szczyt Pilska gdzie spotyka naszych klubowych przyjaciół - Karola i Iwony Pastuszków. Ja samotnie pokonuję rowerem górskim trasę: Korbielów - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wlk. - Rysianka - przeł. Beskid Orawski - Mutne - Randowa - przeł. Glinne - Korbielów. Ponad 50 km zróżnicowanego terenu górskiego. Wszystkie atrakcje jazdy górskiej: niesienie roweru po wąskich i stromych ścieżkach, zjazdy po korzeniach i dużych kamolach, strumienie, błoto, i wiele innych urozmaiceń. Po stronie słowackiej masyw Pilska jest dziki i mało uczęszczany przez turystów (na całym tym odcinku spotkałem zaledwie kilka osób. Nawigacja czujna gdyż błąd oznacza nadłożenie wielu kilometrów zbędnej drogi. Trasa kondycyjnie dość wymagająca (po którymś tam podjeździe musiałem walczyć z ostrymi skurczami 'czwórek&amp;quot;). Na odcinku do granicy zrosił mnie trochę deszcz. Szczęśliwie jednak docieram do Korbielowa gdzie w umówionym miejscu spotykam się z Esą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMTBPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WĘGRY: Mátyás-hegyi-barlang|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Zoltán Povázsay (BEAC Barlangkutató Csoport)|02 09 2017}}&lt;br /&gt;
Przy okazji wizyty w Budapeszcie odwiedzamy jaskinię Mátyás-hegyi-barlang. Poza tym, podczas nieco przedłużonego weekendu na Węgrzech udało się nam pójść do zoo, na krótki spacer w Góry Bukowe, wykąpać w jaskini no i pozwiedzać miasto Eger.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NORWEGIA: treking po Hallingskarvet|Łukasz Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymys&amp;lt;/u&amp;gt;|22 08 - 02 09 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis w WYPRAWACH: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:NORWEGIA_2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami przez Boraczą|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|27 08 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dość upalny dzień z Węgierskiej Górki szlakiem rowerowym wzdłuż Soły jedziemy do Milówki. Stąd podjazd najpierw asfaltową drogą, potem terenową a w końcu ciekawą ścieżką. Szlak piękny choć w kilku miejscach musimy zsiąść z rowerów bo teren był zbyt trudny do podjazdu. Przy schronisku na Hali Boraczej (845) robimy dłuższy odpoczynek. Zjeżdżamy do doliny Żabnicy. Zjazd przepiękny. Pęd, wiatr we włosach, umykający, wspaniały pejzaż. Kto jeździ po górach ten wie. Do samej Węgierskiej Górki ograniczamy się jedynie do hamowania w bardziej stromych miejscach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBoracza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Po górach SŁOWACJI|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 15 08 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tydzień przepełniony przepięknymi wrażeniami ale i sporym wysiłkiem. Jadąc od wschodu Słowacji robiliśmy wypady piesze i rowerowe w poszczególne pasma górskie oraz inne ciekawe miejsca. Zdołaliśmy wyjść na Kremenec w Bieszczadach, Lodowy Szczyt w Tatrach oraz Salatin w Niżnych Tatrach. Po za tym objechaliśmy m. in. rowerami pasmo Holicy i wjechaliśmy na Ruskie Sedlo. Niemal cały tydzień przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSlowacja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej szczegółów:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bieszczady: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od polskiej strony (z Żubraczego) wyjeżdżamy dol. Solinki pod Kiczerkę, zjazd do Roztok Górnych i na graniczną przeł. – Ruskie Sedlo. Poniżej znajdują się źródła rzeki Cirochy. Miejsce bardzo piękne. Zjazd do Majdanu i obwodnicą do Żubraczego gdzie mieliśmy auto. Śpimy w Woli Michowskiej na „polu namiotowym”.&lt;br /&gt;
Następny dzień przejechaliśmy autem do najdalej na wschód wysuniętej miejscowości na Słowacji – Nowej Sedlicy. Tu kończy się droga jezdna a zaczyna szlak na Kremenec (1221). Szlak jest dość długi lecz bardzo piękny. Upał był znaczny więc w Stużyckiej Riece robimy sobie kąpiel. Szlak prowadzi starym karpackim borem wzdłuż granicy z Ukrainą. Na szczycie od strony polskiej dość tłumnie przybywają turyści. My spotkaliśmy nie wiele osób. Schodzimy inną drogą przez Ciertaż. Noc spędzamy przy ostatnim budynku Sedlicy. W nocy atrakcją są spadające Perseidy. Mamy w nocy nawet odwiedziny kilkunastu Słowaków, którzy kieliszkami trunków fetowali kolejny spadający obiekt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Góry Lubowelskie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zwiedzeniu uroczego Bardejowa zagłębiamy się w Jarabinowy  przełom. Miejsce dość ciekawe lecz płynący tu potok był bardzo mętny. Wieczorem leje. Śpimy na kampingu w Czerownym Klasztorze.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pieniny – pasmo Holicy:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od klasztoru (ciekawy obiekt historyczny) jedziemy ruchliwym ale i pięknym szlakiem rowerowym wiodącym przełomem Dunajca. Potem zataczamy 30-kilometrową pętlę dookoła pasma Holicy i wracamy do punktu startu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tatry Wys.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem szybko wychodzimy do Chaty Theriego w dol. Zimnej Wody. Mocno wiało. Śpimy na glebie (11 euro). O świcie ruszamy na Lodwy Szczyt. Rysiek przez komórkę przedstawił opis więc posiłkując się tymi informacjami pustą doliną ruszamy na szczyt. Śpiwory ukrywamy między wantami i zabieramy tylko niezbędny sprzęt. Po przez rozległe piarżyska docieramy do żlebu a nim na przełęcz (dość nieprzyjemne podejście po osuwających się kamykach). U góry nadchodzi cwangla utrudniając widoczność. Tu robimy poważny błąd kierując się dość wyraźną precią zmiast granią (należy iść ciągle granią). Zachodnia strona grani po ostatnich deszczach i nocnych przymrozkach była w wielu miejscach zalodzona. Ścieżka trawersuje góra-dół po osuwiskach nad potężnymi „lufami”. Zaczynało robić się trudniej, pojawiła się duża kruszyzna i nic nie zgadzało się z opisem (że rzekomo łatwo). Gdy teren był trudny i eksponowany a widoczność mocno ograniczona postanawiamy wrócić na przełęcz by spróbować granią. Grań z wyjątkiem tzw. Konia jest banalna. Jako, że zabrałem linę to na Koniu się asekurujemy (wiało). Tracąc niepotrzebnie godzinę w końcu jednak wychodzimy na Lodowy (trzeci szczyt Tatr – 2627 m. n. p. m.). Dopiero jednak  na zejściu wiatr rozrywa chmury i widzimy znacznie więcej. Mamy nawet szczęście na widmo Brockena. Zejście do doliny już w pięknym słońcu. Docieramy szczęśliwie do Terinki gdzie już jest rojno od ludzi. Schodzimy wśród tłumów do Starego Smokowca. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed laty wspinając się na Kościółku w dol. Batyżowieckiej natknęliśmy się na szczątki kadłuba rozbitego w 1944 roku radzieckiego samolotu. Wtedy zainteresowałem się tą historią (np. można tu o niej poczytać: http://www.ezakopane.pl/wiadomosci/tygodnik/64.html ). Pozostało jeszcze pójść na groby żołnierzy. Odbijamy więc do Gerlachowa. Przy cygańskich domach na końcu wsi znajduje się cmentarz gdzie w jego centralnej części jest wyszczególnione miejsce z grobami ofiar tamtej tragedii. Kilka razy już chcieliśmy tu przyjść aż w końcu nadarzyła się okazja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niżne Tatry:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po nocy na fajnym kampingu Raczkowa Dolina (Zach. Tatry) jedziemy jeszcze do Ludrovej doliny. Tu idziemy na Salatin (1630 m, nie mylić z tym w Tatrach Zach.). Szlaki są nader rzadko uczęszczane choć teren jest przepiękny. Zdarza się nam więc zbłądzić. Schodzimy ponownie w dół i z drugiej strony podjeżdżamy najpierw rowerami ile się da a potem przez piękny, wapienny wąwóz a dalej rozległymi polanami i finalnie stromy zboczem wychodzimy na Salatina. Zejście jest bardzo szybkie a ostatni zjazd rowerami do auta upojny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - techniki jaskiniowe i wspin w Olkuskich Igłach|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|05 08 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zacienione i puste skały Olkuskich Igieł były idealnym miejscem na ćwiczenia technik jaskiniowych oraz wspinaczki w skwarny, sierpniowy dzień.  Przećwiczyliśmy podstawowe operacje z sprzętem jaskiniowym a potem zrobiliśmy kilka pięknych dróg wspinaczkowych od V do VI.2.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FOlkuskieIgly&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: Alpy - Strahlhorn (4190) |Karol i &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|28 07 - 04 08 2017}}&lt;br /&gt;
Tegoroczne wakacje rozpoczęliśmy od pobytu w Szwajcarii, korzystając z gościnności siostry Karola, Kasi, mieszkającej na stałe w Lucernie. Mieliśmy szczęście, bo Kasia razem ze znajomymi już od dawna chciała pójść na czterotysięcznik, umówili przewodnika i akurat pokryło się to z naszym wyjazdem, więc dołączyliśmy się do nich z radością. To miał być nasz pierwszy raz na takiej wysokości, a szczytem który zdobywaliśmy był Strahlhorn (4190m).&lt;br /&gt;
W sobotę dotarliśmy do Saas-Fee, malutkiej miejscowości, z niesamowitymi widokami na ośnieżone szczyty, pełnej drewnianych domków, po której można się poruszać tylko za pomocą małych elektrycznych samochodów. Stamtąd dotarliśmy do Britannia Hütte na 3030m. To co mnie urzekło w tym schronisku, to stojaki na kijki, czekany przy wejściu, a potem szafki na buty, gdzie nikt się nie bał, że coś mu zginie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sam raz jak dotarliśmy złapał nas deszcz, nie widzieliśmy gór. Za to po wieczornej burzy góry się odsłoniły, pokazały się kozice i było pięknie.&lt;br /&gt;
Niedziela rano: pobudka o 3, śniadanie, i wymarsz. Pogoda marzenie – bezchmurne niebo pełne gwiazd, a na horyzoncie rysujące się góry. Szliśmy w 2 grupy po 4-5osób. Jak na początku powiedział przewodnik, żeby dojść na szczyt musimy iść. Choćby powoli, ale musimy iść. Podejście było długie, mozolne, niezbyt strome, a jednak w ostatnią godzinę każdy z nas już odczuwał zmęczenie i wysokość, wtedy szliśmy już bardzo powoli :P. A jednak udało nam się zdobyć szczyt! I było warto, bo widoki przez cała drogę były piękne, ale to co czekało na nas na szczycie oprócz strasznego zimna, było niczym w porównaniu do poprzednich widoków.&lt;br /&gt;
Schodząc poczuliśmy trochę innego klimatu wysokich gór. Słyszeliśmy pękanie lodowca, skakaliśmy nad szczelinami, widzieliśmy małą „lawinę” kamieni.&lt;br /&gt;
Cała akcja od wyjścia ze schroniska do przyjścia na stacje kolejki trwała ok. 13-14 h. Będąc już na dole, byliśmy porządnie zmęczeni, ale również  zadowoleni z siebie. Następny dzień spędziliśmy restowo, jednak przed powrotem do Luzerny zrobiliśmy szybko jedną via ferratę (k3/K4), aby rozgrzać się na kolejne dni. Wieczorem dorwaliśmy przewodnik po szwajcarskich „żelaznych drogach” i podjeliśmy decyzje co robimy w następne dni.&lt;br /&gt;
Na pierwszy ogień podjechaliśmy do pobliskiej miejscowości Engelberg,  gdzie na celownik wzięliśmy dwie krótkie (średnio ok. 1h każda), ale treściwe drogi. Jedna  o trudności K2/K3 (w 6-stopniowej skali trudności) była idealna aby przeżyć swoją pierwszą przygodę z ferratą, więc mieliśmy po niej wielki niedosyt, pomimo iż było na niej kilka atrakcji jak linowe mosty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Druga droga o trudności K4 była za to bardzo fajna, bo poprowadzona była w ciągłej ekspozycji, przez to dostarczała emocji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo tego, wciąż mieliśmy mało, więc ruszyliśmy kolejnego dnia dalej, w stronę Grindelwaldu, miejscowości leżącej u podnóża Eigeru. Po znalezieniu kempingu i rozbiciu namiotu, szybko wyruszyliśmy szukać przygody. Tym razem wybraliśmy via ferratę Eiger Rotstock (trudność K3), która prowadziła w na szczyt góry Rotstock, znajdującego się w cieniu słynnej północnej ściany Eigeru. Widoki były przepiękne. Powrót urozmaiciły nam koziorożce, które w przeciwieństwie do naszych kozic w tatrach, nie uciekają przed ludźmi, tylko raczej są gotowe bronić swoich samic i terenu, lecz na szczęście do rękoczynów nie doszło ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej przyglądając się majestatycznej północnej ścianie Eigeru, Iwona wypatrzyła kilka punktów, co oznaczało że śmiałków na ścianie nie brakowało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejnego dnia wybraliśmy się na drogę prowadzącą na szczyt Schwarzhornu, umiejscowionego po drugiej stronie doliny (K3). Ciekawostką było to, że podejście do ferraty było poprowadzone przez dolinę, nazwaną doliną świstaków. Ku naszej radości świstaki nie występowały tam tylko w nazwie doliny, ale faktycznie było je widać na każdym kroku. Ferrata sama w sobie nie była trudna, ale może wydawało nam się to przez to, że byliśmy już po kilku i byliśmy wprawieni w bojach. Po powrocie do Luzerny, zrobiliśmy szybkie pranie i przepakowanie, żeby być przygotowani na drugą część naszego urlopu, czyli pierwsza nasza wyprawa w życiu – Goll 2017 J Jednak wrażanie z niej opiszemy w osobnym wpisie ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSzwajcaria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN/TADŻYKISTAN: Pamir - Pik Lenina (7134)|&amp;lt;u&amp;gt;Aleksander Kufel&amp;lt;/u&amp;gt;|10 07 - 03 08 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście na Pik Lenina w górach Pamir. Szersza relacja w WYPRAWACH - http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:KIRGISTAN_2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FLenin&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRALIA: 17-ty Międzynarodowy Kongres Speleologiczny|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|21 - 31 07 2017}}&lt;br /&gt;
W dniach 23 - 29.07.2017 w Penrith, nieopodal Sydney, miał miejsce 17. Międzynarodowy Kongres Speleologiczny. W imprezie wzięło udział ponad 450 speleologów oraz grotołazów z 46 krajów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach programu speleologicznego przez cztery dni, w czterech-pięciu salach równolegle, uczestnicy od rana do wieczora przedstawiali 20-minutowe prelekcje. Tematyka obejmowała m.in. geomorfologię i hydrologię krasu, życie w jaskiniach, odtwarzanie historii klimatu na podstawie analizy osadów i nacieków, paleontologię i archeologię prowadzoną w jaskiniach, mierzenie i sporządzanie planów jaskiń, ratownictwo jaskiniowe, ochronę jaskiń, historię speleologii i wyprawy eksploracyjne. Oprócz prelekcji, zaplanowano wycieczki terenowe, uroczysty bankiet, pokazy filmów i walne zgromadzenie Międzynarodowej Unii Speleologicznej. W namiocie wystawowym można było podziwiać prace nadesłane na konkurs fotograficzny i kartograficzny, nabyć sprzęt, książki o jaskiniach i speleo-akcesoria, jak również spróbować swoich sił w wyścigu po linie na 30 metrów i w sztucznych zaciskach. Oraz zobaczyć modele 3D największych sal jaskiniowych świata.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie sposób było uczestniczyć w całym programie kongresu. Mnie najbardziej interesowały wątki kartograficzne i eksploracyjne, choć odwiedziłem też pojedyncze prelekcje z sesji geologicznych i ratowniczych. Na sesjach dotyczących miernictwa i sporządzania planów bardzo dużo mówiło się oczywiście o skanowaniu 3D jaskiń. Skanery laserowe są coraz tańsze i coraz bardziej dostępne - choć mówimy nadal o progach cenowych, które są do przejścia raczej przez instytucje naukowe czy przemysł, niż nasze kluby. Rozwijają się jednak również algorytmy fotogrametryczne, do których działania potrzebne są tylko i wyłącznie dobre zdjęcia. Technika Surface from Motion już dziś sprawia wrażenie sensownej alternatywy do tradycyjnego miernictwa pod wodą. O ile tylko widać ściany, z dobrze doświetlonego filmu z nurkowania można uzyskać niezłej jakości model 3D.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach sesji eksploracyjnych przedstawiłem prelekcję podsumowującą ostatnie cztery lata polskiej działalności w austriackich Alpach. Oczywiście chciałoby się powiedzieć o wszystkich polskich projektach, ale w dwadzieścia minut naprawdę nie sposób ich przedstawić. Trzeba było coś wybrać, a jednak siłą rzeczy do Alp mi najbliżej. Większość pozostałych polskich wypraw została na szczeście opisana w okolicznościowym wydaniu &amp;quot;Polish Caving&amp;quot;. Zeszyty, które wręczałem każdemu, z kim zamieniłem kilka słów, stanowiły lwią część mojego bagażu w drodze do Australii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety z braku czasu nie udało mi się pójść do żadnej jaskini. Problemem był ograniczony czas i odległości. Choć Australia to najmniejszy kontynent, to jednak jest to kontynent z prawdziwego zdarzenia, a nie jakaś marna wysepka, jak mogłoby się wydawać z oddali. Mając do dyspozycji jeden dzień przed, jeden dzień po i jeden dzień pośrodku kongresu, nie miałem możliwości oddalenia się na więcej niż 200 czy 300 km od Sydney. I tak się cieszę z wycieczek, które udało mi się zrobić. Zajrzałem do centrum Sydney i do koalowego parku Tilligerry, choć żadnego pożeracza eukaliptusów tam nie spotkałem. Przeszedłem po jednym szlaku w parkach narodowych: Gór Błękitnych, Brisbane Water, Nattai, Morton oraz Murramarang. Szczególnie w tym ostatnim było wspaniale: przez trzy godziny wędrowałem wzdłuż brzegu Pacyfiku, częściowo po skalistych tarasach, ale i sporo boso po drobniutkim piasku. Nie spotkałem ani jednego człowieka, zapewne dlatego, że na antypodach jest teraz środek zimy - a kto interesowałby się oceanem o temperaturze Bałtyku latem. Po powrocie do samochodu zastałem na parkingu wypasające się stado kangurów, zgodnie zresztą z tym, co obiecywali miejscowi. Zwierzęta pozwalają zbliżyć się na odległosć dwóch metrów. Po przekroczeniu tej granicy zaczynają powolutku się oddalać, jeśli natomiast przyspieszy się kroku i podejdzie na bliżej niż jeden metr, kangur odskakuje zupełnie jak w filmie animowanym. Podczas godzinnej sesji fotograficznej trafiły mi się też dwie wściekle kolorowe papugi, które postanowiły sprawdzić, czy nie mam czasem czegoś do jedzenia. Podobnie jak we wszystkie pozostałe dni, było słonecznie, temperatura sięgała 17 - 20 C. Swoją drogą, podczas moich dziewięciu dni pobytu na okolice Sydney nie spadła ani kropla deszczu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny kongres UIS będzie miał miejsce w 2021 roku w Lyonie (Francja). Po drodze jednak, pod koniec sierpnia 2018 (w Austrii) oraz w 2020 odbędzie się EuroSpeleo. Generalnie uczestniczenie w tych spotkaniach jest świetnym sposobem na pogłębienie swojej wiedzy o jaskiniach we wszelkich możliwych obszarach. Poznaje się przy tym bardzo dużo ludzi, z którymi potem można ... pójść do jaskini! Czasami - jak choćby w ubiegłym roku w Anglii - jest też łatwo pójść do jaskiń w nowym dla siebie rejonie. Zdecydowanie polecam zarezerwowanie sobie czasu i pieniędzy na tego typu imprezę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mój wyjazd do Australii dofinansowany został w ok. 50% ze środków Polskiego Związku Alpinizmu, za co serdecznie Zarządowi PZA dziękuję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry wys. - Łomnica (2634)|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2017}}&lt;br /&gt;
Wyszliśmy drogą tradycyjną na drugi szczyt Tatr - Łomnicę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z domu wyjechaliśmy po północy i mimo pustych dróg na miejscu w Tatrzańskiej Łomnicy jesteśmy około czwartej. Równo z brzaskiem (ok. 4.30) ruszamy w górę wzdłuż wyciągów. O tej porze nie ma żywej duszy i tylko dwie sarny czmychnęły przez szlak. Nie ociągając się dość szybko osiągamy Łomnicką Przeł. i dalej klucząc po piargach docieramy do skał wieńczących szczyt Łomnicy (druga co do wys. góra w Tatrach). Stąd do samego szczytu są łańcuchy (potrzebne raczej bardziej przy zejściu). Po ósmej jesteśmy na szczycie kompletnie sami (zdarzyło mi się to tu pierwszy raz). Czas podejścia - 3.40 h. Pogoda jest idealna. Mimo wczesnej pory cieplutko i bezwietrznie. Przepiękne pejzaże na tle lazurowego nieba. Zejście bezproblemowe. Pierwszych turystów spotykamy na najniższych łańcuchach. W zejściu chłodziła nas przyjemna bryza. Przy Skalnatym Plesie pojawiło się już setki ludzi (uruchomiono wyciągi). Nie śpiesząc się w trochę krótszym czasie jesteśmy przy aucie (o godz. 12.30). Jeszcze ochłoda w pobliskim strumieniu i dość uciążliwy jak to na &amp;quot;zakopiance&amp;quot; bywa powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FLomnica&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28-29 07 2017}}&lt;br /&gt;
I choć wstaliśmy pełni przekonania, że pobudka o 3:30 zagwarantuje nam pustą drogę aż na Krzyżne, a przynajmniej na Kozi Wierch, to ruch na parkingu w Kuźnicach sprowadził nas  i nasze oczekiwania na ziemię. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w lekkim deszczyku, ale w Dolinę Jaworzynki weszliśmy już suchą stopą. Szybko przemknęliśmy koło pierwszych ospałych turystów. Śniadanie przy Murowańcu. Tam pogoda z ,,rokującej nadzieje&amp;quot; zmieniła się w ,,depresyjną wilgoć i z mroźnymi podmuchami&amp;quot;. Powyżej Czarnego Stawu Gąsienicowego, przy podejściu Zawratowym Żlebem natrafiliśmy na pierwsze spowolnienia na łańcuchach. Na szczęście na Zawracie część turystów popadła w kontemplację, część  chyba zrezygnowała i tak, weszliśmy na Orlą Perć samotnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od tego momentu pogoda zaczęła się poprawiać, po drodze napotykaliśmy grupy turystów, które w miarę możliwości wyprzedzaliśmy. Za Kozim Wierchem, gdzie mieliśmy pierwszą długą przerwę szło się szybciej, mniej łańcuchów i więcej możliwości na mijanie. Od granatów już całkiem sporo turystów z przeciwnej strony. Na Buczynowych turniach naszło mnie trochę zwątpienia w to co robię: ,,góra, dół, góra, dół - jakby nie wystarczyło na jedną górę wejść na raz? &amp;quot;, ale gdy wdrapałam się na kolejną ,,górę&amp;quot;, to znowu zaczęłam pojmować ,,jakiś&amp;quot; sens. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu całej Orlej Perci, na przełęczy Krzyżne, siadamy trochę wyżej, trochę z boku, żeby choć trochę odpocząć i uciec od tłumu. Ostatnie nużące zejście do Doliny Pańszczycy, zamieniło się w całkiem przyjemny spacer za Wielką Kopką, gdzie teren się wypłaszczył. I było przyjemnym spacerem aż do Murowańca. Droga powrotna, dla odmiany przez Skupniów Upłaz. Tam nabraliśmy tempa, był to jedyny sposób, by nie dać się wciągnąć w dziki nurt ludzi przemieszczający się w dół szlaku.&lt;br /&gt;
Na parking przy Rondzie doszliśmy po godzinie 18, kończąc tym samym nasz ponad 14 godzinny marsz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Forla+perc |'''Trochę widoków z naszego wyjazdu można zobaczyć TUTAJ''']&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Wielka Litworowa|Iwona Pastuszka, Karol Pastuszka, Łukasz Piskorek, Asia Przymus|22 07 2017}}&lt;br /&gt;
Dojście do Sali pod Płytowce, szerszy opis może wkrótce.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2F22.07.2017%20Litworka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Brenna| Łukasz Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2017}}&lt;br /&gt;
Przejażdżka rowerowa z Brennej na Karkoszczonkę i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w skałkach mirowskich| Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|16 07 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wspinamy kilka średniej trudności dróg. Skałki oblężone przez wspinaczy. Na parkingu spotkaliśmy Michała Maksalona z rodziną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMirow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: wyspa Rodos - jaskinia Koumelo|&amp;lt;u&amp;gt;Andrzej Gałecka&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Spernol|12 07 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas urlopu z rodzinami, jak zawsze, staramy się wygospodarować trochę czasu na jakieś inne przyjemności - np. jaskinie. Tym razem byliśmy na Rodos, w miejscowości Afandou i dowiedzieliśmy się, że w okolicy sąsiedniego miasteczka (Archangelos) leży, podobno warta zwiedzenia, jaskinia Koumelo. Niestety w internetach nie odnaleźliśmy szczegółowych informacji o jej lokalizacji, pozostało więc zasięgnąć języka u okolicznych mieszkańców. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okazało się, że jaskinia ma wejście na wysokości 180m, niedaleko szczytu niewielkiego wzniesienia nad samym brzegiem Morza Śródziemnego. Po półtoragodzinnym spacerze w 40 stopniowym upale i kolejnych 30 minutach poszukiwania znaleźliśmy w końcu wejście do jaskini, która powitała nas przyjemnych chłodem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z informacji do jakich dotarliśmy wynika, że w jaskini prowadzono prace wykopaliskowe do głębokości 2,6m (czego dowodem są 2 niezasypane równo wykopane dziury), podczas których ustalono, że jaskinia wykorzystywana była periodycznie poczynając od okresu neolitu. Na kolejnych warstwach odnaleziono także pył wulkaniczny wybuchu wulkanu Santorini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zwiedzanie jaskini zajęło nam ok.1,5h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRodos&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Rysia| Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2017}}&lt;br /&gt;
Dobór jaskini nieprzypadkowy – miało być trochę ciężko, trochę ze zjazdami i tak żeby się trochę spocić i jeszcze, żeby nie trwało za długo, a wszystko dlatego, że przez ,,pracującą niedzielę” mogliśmy wyjechać dopiero po południu, a pod otworem byliśmy dopiero po godzinie 16. Na miejscu spotkaliśmy rodzinę Szmatłochów, która działała w jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Z naszej strony wrażenia z jaskini Rysiej niezmienne – fajnie, że na Jurze jest takie miejsce, w którym można się trochę pobawić z linami, ciaśniejszymi przejściami i odrobiną wspinaczki. W jaskini spędziliśmy około 2,5h poręczując wszystkie batinoksy jakie zobaczyliśmy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu spotkaliśmy się z resztą klubowych kolegów, którzy dojechali w czasie naszej nieobecności.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w okolicach Ryczowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 07 2017}}&lt;br /&gt;
Po raz pierwszy wspinaliśmy się na Brzuchackiej Skale. Piękna skała z trudnymi drogami. Z OSa robimy ''Forum Kynologiczne'' (V+). Nawet nie źle jak na początek. Potem robimy jeszcze kilka dróg (V - VI) &amp;quot;z dołem&amp;quot; w skałkach z obeliskiem. Wracając odwiedzamy w Rodakach naszych klubowych kolegów, którzy byli w jaskiniach Józefa i Rysiej. Do wieczora siedzimy przy ognisku i razem wracamy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć z Brzuchackiej Skały: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRyczow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Józefa |Tadeusz Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Basia Szmatłoch, Asia|09 07 2017}}&lt;br /&gt;
Dojazd do dziury off-road z doliny Centurii. Dokonano kompleksowego przejścia jaskini Józefa. Po akcji spotkanie z Asią Przymus i Łukaszem Piskorkiem, którzy startowali do jaskini Rysiej (zapewne będzie opis). Pod wieczór dojechał Damian z Esą. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Spływ kajakowy dolnym odcinkiem Liswarty|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk oraz dzieci i osoby towarzyszące (w sumie 14 os.)|30 06 - 02 07 2017}}&lt;br /&gt;
Spływ odbył się na trasie Danków - Wąsocz Gorny. Zrobiliśmy ją zw. na obecność dzieci (6~8 lat) dla których to spływ był organizowany w dwóch odcinkach gdzie noclegiem była polanka za Zawadami.&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień (odcinek 17 km) to 3 przenioski i jedno utopienie kajaka. Drugi (prawie 19 km) to spokojne wiosłowanie przez malowniczy i kręty dolny odcinek Liswarty zanim wpada do Warty. Na całej trasie dosyć płytko, nawet Warta &lt;br /&gt;
nie grzeszyła głębokością. Pogoda ogólnie dopisała. W sobotę złapał nas tylko kilkuminutowy deszcz i dopiero niedzielny poranek przywitał nas lekkim ale długotrwałym opadem, który skończył się ok 11:00 i po tej godzinie mogliśmy spakować rzeczy by ruszyć dalej. Oczywiście nie obyło się bez dwóch biwaków, ogniska, gitary z bębnami i wspólnym śpiewaniu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - obserwacje meteo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomek Szmatłoch, Teresa Szołtysik|01 07 2017}}&lt;br /&gt;
Jak w temacie. Tylko deszcze. Z jaskini nici.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda|24 06 2017}}&lt;br /&gt;
Szybki wyjazd. Wspinamy drogi do VI.3, w tym kilka klasyków. Piękna pogoda, mało ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Koprowa Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Joanna Przymus|24 06 2017}}&lt;br /&gt;
Koprowa Studnia (-52) nie jest zapewne popularnym celem speleologicznych wypadów o czym może świadczyć brak jakiejkolwiek ścieżki w żlebie. Nam jednak udaje się bez większych problemów dotrzeć pod otwór. W jaskini jesteśmy raptem 2 godziny. Na uwagę zasługuje sporych rozmiarów korek śnieżny w dolnych partiach studni. Ponieważ pogoda była przecudowna to potem podchodzimy jeszcze Koprowym Żlebem na grzbiet Kondrackiej Kopy a dalej zahaczamy o Giewont i przez Grzybowiec schodzimy do Mł. Łąki co w sumie okazało się piękną wycieczką. Wszędzie dominuje soczysta zieleń. Lato w pełnej krasie. Kilka zdjęć (robiliśmy tylko telefonami) jest tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKoprowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie w Sokolikach i Podzamczu|Iwona i Karol Pastuszka, Błażej Czaicki|15 - 18 06 2017}}&lt;br /&gt;
Na ten długi weekend mieliśmy z Iwoną różne plany, ale ze względu na moje obowiązki zdecydowaliśmy spędzić czas w Polsce. Kilku kumpli wybierało się w Sokoliki, więc się do nich dołączyliśmy. W sokolikach byliśmy przeszło rok temu i mamy dobre wspomnienia z nimi związane. W nocy z środy na czwartek dojechaliśmy na tabor pod Krzywą i po rozbiciu namiotów poszliśmy spać. Następnego dnia pogoda była cudna, a że kolejne dni nie zapowiadały się aż tak ciekawie, postanowiliśmy spędzić cały dzień w skałach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jakie skały są w Sokolikach? Cudne! Przepiękne! Mnogość form skalnych: rysy, krawądki, kominy itp. Całkowicie inne wspinanie niż na jurze. Prawdziwy przedsmak tatrzańskiej przygody. Mieliśmy ze sobą najmłodszego brata Iwony- Błażeja, którego zapoznawaliśmy z tajnikami wspinaczki. Błażej okazał się pojętnym uczniem. W sumie mu zazdroszczę, że w jego dość młodym wieku (16 lat), ktoś go zapoznaje ze wspinaczką w tak arcyciekawych terenie. Oby złapał bakcyla ;)&lt;br /&gt;
Cały dzień był owocny, szczególnie dla Iwony, która pokazała hart ducha, przechodząc OS-em klasyki na Sokoliku dużym. Piątek zaś był pechowy. Od rana padał deszcz, ale był to dość ciepły dzień, więc skały szybko obeschły. Mimo, iż nic tego nie zapowiadało, to popołudniu zerwał się wiatr i przywiał kolejne deszczowe chmurki, które zostały z nami do wieczora. Prognozy pogody na sobotę nie były jeszcze gorsze, więc pomiędzy kolejnymi falami deszczu zwinęliśmy w piątek namioty i wróciliśmy do Katowic. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie był to nasz jedyny wypad wspinaczkowy w ten weekend. W niedzielę zawiesiliśmy ekspresy na skałkach w Podzamczu. Pomimo bardzo fajnego wspinu, szkoda nam było, że tak krótko gościliśmy w Sokolikach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy dolną Rabą|Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Henryk Tomanek, Sonia Tomanek, Adam Tomanek, Justyna, Grzegorz Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Darek i Kasia Garbas z dziećmi, Michał Chowaniec oraz 7 osób tow., grupa wspomagająca z lądu – Tomasz Szmatłoch i Asia|17 - 18 06 2017}}&lt;br /&gt;
Spływ odbył się na trasie Dobczyce (poniżej zapory) do Chełmu. Rzeka na tym odcinku ma typowo górski charakter i wije się pośród wzgórz. Spływ ciekawy. W pierwszy dzień chłodno i przelotne deszcze. Odnotować należy trzy wywrotki na tym odcinku. Przepiękne miejsce biwakowe mieliśmy na leśnej polanie w okolicach Pierzchowa (ujście Stradomki do Raby). Biwak, ognisko, nie zastąpiony Grzegorz przygrywał na gitarze. Wszystko dość brutalnie przerwał kolejny opad deszczu. Drugi dzień to już przepiękna pogoda i kajakowy spacerek do Chełma gdzie kończymy spływ. W spływie wzięło udział łącznie 27  osób. Warto dodać, że firma KajakiDunajcem profesjonalnie nas obsłużyła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRaba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu filmik: https://vimeo.com/222730711&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolny Śląsk / Czechy - Rowery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|17 06 2017}}&lt;br /&gt;
Przejechaliśmy z grubsza wzdłuż szlaku ER-10 z Lwówka Śląskiego do miasta Frydlant w Czechach. Przejażdżka rowerowa jest bardzo dobrym sposobem zwiedzania i tego regionu Polski. Wiele okolicznych miasteczek datuje swoją historię od średniowiecza. Mirsk uzyskał prawa miejskie w 1337, Lwówek Śląski w 1217, Lubomierz w 1291... Dziś życie tu nie jest łatwe, ale w wielu miejscach zachował się średniowieczny układ miast, z pręgierzami i zabytkowymi budynkami (oby jeszcze kiedyś wróciły do dawnej świetności). Powrót mniej więcej tą samą trasą, w sumie wyszło nam 149 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - Ferrata HZS|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2017}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad w Małą Fatrę. Głównym celem była ferrata HZS, której nie mieliśmy okazji przejść będąc poprzednim razem na Słowacji. Wyruszyliśmy rano, mijając na szlaku nielicznych Słowaków.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Droga prowadzi początkowo wąwozem przez las. Upał dawał się nawet tam we znaki. Po dojściu do tablicy informującej o początku ferraty założyliśmy uprzęże z lonżami i ruszyliśmy dalej w górę rzeki. Wybraliśmy wariant trudniejszy (B/C), jednak łatwość przejścia trochę nas rozczarowała. Poza jednym fragmentem wspinaczki na ścianie przy wodospadzie, większych emocji dostarczyło nam jedynie moje poślizgnięcie się na mokrych kamieniach. Choć brak trudności nie odebrał kanionowi uroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po wyjściu na szlak wpisaliśmy się do pamiątkowej książki i ruszyliśmy na Wielką Lukę. Na szczycie zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Drogę w dół, składającą się z monotonnych zakosów, urozmaiciliśmy sobie wyszukując liczne skróty stromymi ścieżkami dla rowerzystów. Cała wycieczka zajęła nam około 6 godzin. [http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FHZS |'''Zdjęcia z ferraty tutaj.''']&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: rowerem dookoła kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 13 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głównym celem wyjazdu było objechanie Szwajcarii, podążając długodystansowymi ścieżkami rowerowymi. Szwajcaria ma całą sieć takich ścieżek i bez problemów można przemierzać cały kraj na rowerze. Jako punkt start/metę wybrałem Bazyleę ponieważ tam były najdogodniejsze połączenia pociągiem. Od Bazylei już na rowerze w stronę Neuchatel i Lozanny. Pierwsze dni dają popalić. Teren bez przerwy góra - dół, do tego upał ponad 30 stopni. Trzeciego dnia cały czas deszcz i nawałnice. Przez Lozannę i Montreux docieram do Martigny. Tam na sczeszcie wypogadza się i wiatr zmienia kierunek. Zaczynają się wysokie góry. Tego dnia docieram za Sierre. Niestety, ostatnie kilometry to awaria przerzutki i walka by dotrzeć do zaplanowanego noclegu. Rano 18km to samo aż do sklepu rowerowego w Visp gdzie wymieniam przerzutkę. Tego dnia słonecznie, dojeżdżam na camping w Oberwald przed Furka Pass. Kolejnego dnia wcześnie pobudka i solidny podjazd na przełęcz Furka (2429) a następnie na Operalppass (2044) . Od Andermatt kieruję się ścieżka krajową nr 2 wzdłuż Renu. Po drodze na krótko odwiedzam Lichtenstein i obok Jeziora Bodeńskiego, granicy niemieckiej docieram z  powrotem do Bazylei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - centralny kurs autroatownictwa jaskiniowego PZA| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie różnych klubów PZA|10 - 11 06 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę ćwiczenia na górze Birów. Niedziela autoratownictwo w jaskiniach: Świniuszka, Studnia Szpatowców, Filipa, Rysia, gdzie prowadziłem zajęcia.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|11 06 2017}}&lt;br /&gt;
Rudzki Klub Grotołazów po raz drugi wsparł akcję zbiórki krwi Motoserce. Impreza miała miejsce na terenach parkingowych Biedroni na Wirku w Rudzie Śląskiej. Na wszystkich uczestników imprezy czekały ciekawe atrakcje oraz występy różnych grup na scenie oraz przed nią. Najważniejszym miejscem był jednak autobus stacji krwiodawstwa. Podczas kilku godzin imprezy udało się zebrać prawie 18 litrów krwi. Po południu nastąpiło wręczenie nagród (w tym losowanie motocykla dla jednej z osób oddających krew) oraz podziękowania dla wszystkich, którzy zdecydowali się wesprzeć akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rudzki klub Grotołazów miał do swojej dyspozycji spory kawałek zieleni, na którym przygotował tor przeszkód dla dzieci. Wszystkich chętnych witała pani manekin ubrana w strój grotołaza oraz tablica, gdzie można było poczytać objaśnienia dotyczące jej stroju. Wszystkie dzieciaku oczekujące na swoją kolej mogły poćwiczyć wiązanie węzłów oraz sprawdzić swoją wiedzę dotyczącą wystroju jaskini na specjalnie do tego przygotowanej planszy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na trasie poza przeszkodami do pokonania, dzieci miały do wykonania zadania dodatkowe, takie jak: szukanie ukrytych karabinków oraz bieg z worem jaskiniowym z liną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wszystkich uczestników naszej zabawy czekały drobne upominki, a najlepszym (dzieci były podzielone na cztery kategorie wiekowe) po południu zostały wręczone nagrody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć w nockowej galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fmotoserce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
oraz artykuł ze zdjęciami: https://rudaslaska.com.pl/i,motoserce---zebrali-1785-litra-krwi,200274,1284672.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - górska przebieżka rowerowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;| 11 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy pięknej pogodzie start z Szarculi (obok Kubalonki), dalej szlakami pieszymi bądź rowerowymi przez Istebnę, dolinę Olzy, wzdłuż granicy do Jaworzynki. Następnie przez Koniaków i Stecówkę na miejsce startu. Trasa zmienna, zauważyć można coraz więcej wyasfaltowanych szlaków co jak dla mnie jest złą tendencją. Zrobiliśmy 40 km i 1360 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/MTB-BeskidSl&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 41-lecia RKG w Piasecznie|Tadek, Basia, Adam, Ania,  Artur (z Julią), Tomek Szmatłoch (z Asią), Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Piotr Witkowski, Justyna, Daniel i Magda Bula, Grzegorz i Agnieszka Szczurek, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Zygmunt Zbirenda, Bianka Witman-Fulde, Bożena Kołodziej, Ryszard i Marzenna Widuch, Jan i Marzena Kieczka, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Iwona i Karol Pastuszka, Michał Chowaniec z dziewczyną, Janusz Dolibog (z Jolą), Mirek i Ilona Siwiec, Ola i Wojciech Rymarczyk, Ewa i Jerzy Bodzenta, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Gałecka, Piotr Strzelecki, Darek Sapieszko z dość liczną ekipą TKTJu oraz dzieci i osoby towarzyszące|02 - 04 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się kolejne spotkanie klubowiczów Nocka z okazji 41-lecia klubu. Część osób przyjechała w piątek. W sobotę odbył się egzamin kursowy na kartę taternika jaskiniowego do którego przystąpili nasi kursanci – Iwona i Karol oraz 6 osób z TKTJu. Wszyscy zdali  egzamin pomyślnie pod okiem instruktorów PZA za co należą się gratulacje. Pozostali wspinali się na różnych skałach tudzież zapędzili się do jaskini Wielkanocnej. Wieczór upływa przy ognisku. Jak zwykle mnóstwo wspomnień, anegdot, żartów. Został również podsumowany klubowy plebiscyt „SPITY’2016”. W kategorii: zdjęcie roku zwyciężyła Basia Szmatłoch za zdjęcie z 40-lecia klubu w Łutowcu, w kategorii: opis roku zwyciężył Sylwester Siwiec za opis akcji w jaskini Śnieżnej oraz Paweł Szołtysik w kategorii: wyczyn roku za wyjście na najwyższy szczyt Ameryki Płd. – Aconcagua. Niedziela upływa na wycieczkach rowerowych, wspinaczce, pogawędkach i wypoczynku. Zarząd serdecznie dziękuje wszystkim za przybycie i zaangażowanie w działalności klubowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FLecie (jeżeli ktoś posiada jeszcze zdjęcia to proszę zamieścić w Galerii lub posłać Damianowi, można również dodać opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd z młodzieżą szkolną|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Obrzut-Makowicz (kadra G7), Marek Buczek (kadra G7) oraz 11 uczniów i uczennic Gimnazjum nr 7 - Karolina Dziopa, Patrycja Kapica, Kinga Watola, Mateusz Kaczmarek, Dawid Kaczmarek, Mateusz Opaszowski, Adam Kokoszka, Zbigniew Michalski, Mariusz Muras, Jakub Szymański, Marcin Wandzlewicz|30 05 - 01 06 2017}}&lt;br /&gt;
Odbyliśmy kolejny rajd pieszy po północnej Jurze na trasie Zalew Porajski - Góry Sokole (biwak w jaskini Olsztyńskiej) - Krasawa - Ostrężnik - Trzebniów - Łutowiec - Mirów (biwak pod skałami). W pierwszy skwarny dzień dotarliśmy w Góry Sokole gdzie niespełna 1 km przed jaskinią dopadła nas ulewa. Biwak w jaskini jednak był znośny gdyż udało się rozpalić ognisko i posuszyć bardziej mokre rzeczy. W drugi dzień przez zmienny teren docieramy do Mirowa gdzie biwakujemy pod skałami. Przed południem wracamy do domu. W trakcie rajdu młodzież mogła zapoznać się z charakterem długodystansowej wędrówki, biwakowaniem w terenie bez namiotu, oraz terenem krasowym naszej pięknej Jury. Przebyliśmy ponad 50 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: Nocek na GONItwie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny|27 05 2017}}&lt;br /&gt;
Rudzki Klub Grotołazów uczestniczył w organizacji biegu charytatywnego GONItwa, podczas którego zbierano datki na remont Ośrodka Rehabilitacyjno - Edukacyjno - Wychowawczego OREW w Bytomiu. Poza samym biegiem, przygotowano wiele atrakcji dla małych i dużych. Dmuchane zamki i zjeżdżalnie, tor przeszkód Runmagedonu, radiowozy, wozy strażackie czy ratownicze to tylko niektóre z nich. Wiele emocji wzbudził występ zespołu tanecznego z Teatru Tańca Integra,a po nim losowanie nagród (i wygranie nagrody głównej przez jeden z naszych losów). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocek wystawił namiot z ,,jaskiniowymi atrakcjami&amp;quot;. Dla najmłodszych stworzyliśmy do zabawy tunel oraz kącik z kolorowankami, trochę starsi mieli okazję zmierzyć się z trudniejszymi zadaniami m.in. musieli dopasowywać nazwy do elementów wystroju wnętrza jaskini czy spróbować zawiązać węzły na podstawie instrukcji obrazkowych. Poza tym przygotowaliśmy garść jaskiniowych ciekawostek oraz zaprezentowaliśmy ubiór grotołaza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kajakiem przez stawy kochłowickie|Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 05 2017}}&lt;br /&gt;
W lasach południowej części naszego miasta jest kilka dużych stawów, które obraliśmy sobie za cel kajakowej przeprawy. Może to nie Mazury lecz przyroda jak na przemysłowy Śląsk dość ciekawa. Przepływamy ciąg stawów robiąc po drodze kilka przenosek. Największym utrudnieniem okazali się moczykije, których doprowadzaliśmy do furii strasząc ich złote rybki. Widząc ich fanatyzm rezygnujemy nawet z dwóch ostatnich stawów (płacą za nie składki). Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FStawy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Wąwóz Ostryszni - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2017}}&lt;br /&gt;
Nasz pierwszy w tym roku wspinaczkowy wyjazd w skały. Nie obyło się bez przygód: przespanie budzika (jednego, drugiego, trzeciego…), popsutej szyby i kluczenia po wsiach naokoło Imbramowic. Do Wąwozu Ostryszni dojechaliśmy dość późno i zaczęliśmy wspinaczki od pierwszej napotkanej skały - Fortepian. Po zrobieniu kilku dróg przenieśliśmy się kawałek dalej na Kowadło. Mimo szczerych chęci przewspinania większej ilości dróg, ograniczał nas czas i na tej skale musieliśmy zakończyć. &lt;br /&gt;
W ciągu naszego pobytu spotkaliśmy ludzi: 0, w tym wspinaczy: 0, jednego zająca oraz zaskrońca. &lt;br /&gt;
Brak ludzi przemawia zdecydowanie na korzyść tego miejsca, jednak sprawia, że drogi są nieprzechodzone, obrośnięte mchem (ślisko), a niektóre chwyty wymagają odchwaszczenia, przedmuchania albo wymiecenia pajęczyn, co trochę wydłużało wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fostrysznia &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Murańska Płanina - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Tomek Szmatłoch, Asia (os. tow.) oraz ponad 50 grotołazów z rożnych klubów Polski i Słowacji|19 - 21 05 2017}}&lt;br /&gt;
To było 28 spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego organizowane tym razem przez Speleoklub Brzeszcze oraz Jurka Ganszera (SBB) przy współpracy grotołazów słowackich. W sobotę przeprowadziliśmy akcję w jaskini Bobackiej, która przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Piękna szata naciekowa, narowisty strumień, prożki, wodospad a na końcu syfon. Wieczorem na bazie odbyło się pasowanie kolegi i koleżanki z SBB na weteranów. Wieczór i noc upływa na śpiewach i gawędach. W niedzielę odbywamy również podziemną wycieczkę tym razem do zapomnianego tunelu, którym nigdy nie przejechał pociąg (był kuty w latach 1940 - 45 aby połączyć koleją dwie doliny lecz po wojnie na wskutek zmiany granicy słowcko-węgierskiej inwestycja okazała się zbędna). Ma 2 km długości a na ostatnich 400 m jest zatopiony na wskutek obrywu skał. Po południu wszyscy się rozjeżdżają a nocki udają się jeszcze na pikinik do przepięknej doliny Hrdzavy. Więcej szczegółów na stronie SBB - http://www.speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/2600-2017-05-19-21-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-28-na-s%C5%82owacj%C4%99-mur%C3%A1%C5%88ska-planina.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralne Warsztaty Poręczowania Jaskiniowego KTJ|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;| 12-14 05 2017}}&lt;br /&gt;
Warsztaty odbywały się w stałym już miejscu, na Górze Birów w Podzamczu. Ze względu na ścianę obitą pod ćwiczenie poręczowania jaskiniowego jest to najlepsze miejsce dla takich zajęć. Przyjechaliśmy z Bogdanem na miejsce w piątek wieczorem, zgodnie z informacją jaka została przesłana przez organizatora. Jednak ze względu na absencję wielu osób, wszelkie wprowadzenia i omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na dwójki i przez cały dzień wykonywaliśmy poręczowania w różnych konfiguracjach, na różnych drogach i z użyciem różnych elementów (v-ki, poręczowanie szeregowe, odciąg). Pokazane również zostało poręczowanie zjazdu kierunkowego, oraz omówione zostały węzły używane do poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, ćwiczyliśmy poręczowanie cienkimi linami (w tym również na cienkich linach – 8 mm) oraz poręczowanie i deporęczowanie trawersów w zespole i wycofanie się ze ściany. W ramach teorii zostało nam pokazane kilka rodzajów plakietek oraz przedstawiono zasady ich osadzania, wwiązywanie liny w punkt bez użycia karabinka oraz stanowiska samonastawne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fauto&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Niżne Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik|14 05 2017}}&lt;br /&gt;
W Tatrach jeszcze sporo śniegu a rejon Rysów jest wciąż legalnie dostępny dla skiturowców. Szybki spacerek żmudnym asfaltem do Moka mija na ciekawych dyskusjach. Tuż powyżej Moka wchodzimy na śnieg. Cel Rysy lub Niżne Rysy (2430). Ponieważ na podobny pomysł wpadło wielu skiturowców tudzież kwalifikowanych turystów to Rysa siłą rzeczy była zajęta przez wszelkiej maści łazików. Natomiast na Niżne Rysy nikt nie zmierzał więc ostatecznie na ten szczyt się udajemy. Dość stromym stokiem w nieszczególnej widoczności osiągamy cel. Zjazd piękny lecz śnieg mokry, przepadający lecz zarazem wybaczający. Upojne chwile zjazdu mijają jak zwykle szybko. Od Moka z buta. Do Palenicy Damian z Esą piechotą a Tomek z Łukaszem na hulajnogach co jest znakomitym o tej porze rozwiązaniem. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 23 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FNizneRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Kursanci przechodzą Czarną|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|13 05 2017}}&lt;br /&gt;
W końcu nasze przekładane wejście do J.Czarnej doszło do skutku. Oficjalnie – to ostatni wyjazd w ramach kursu. Kto by pomyślał, że czas tak szybko zleci!&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano wszyscy razem. Po szybkiej kawie u znajomych gospodarzy Ryśka podążając opustoszałą doliną przypominamy sobie poszczególne punkty topograficzne. Na szczęście mimo złych prognoz nie łapie nas burza po drodze. Nie ma więc obawy, że zostaniemy wpisani na kartach historii jako drudzy rażeni piorunem na zlotówce ;). W miarę sprawnie docieramy do Prożku Rabka, którego tym razem wspinam ja, podobnie Trawers Herkulesa. Komin Węgierski wspina Sylwek z Karolem. W tym miejscu zaczyna się tworzyć loża szyderców, początkowo należą do niej Tadek i Rysiek. Przed Smoluchem robimy małą przerwę. Do Szmaragdowego Jeziorka poruszamy się swobodniej, jako że byliśmy tu już wcześniej z Mateuszem. Po tym fragmencie miło było wejść w partie jaskini, w których wcześniej nie byliśmy.&lt;br /&gt;
Trawers Szmaragdowego Jeziorka należy do Sylwka. Kolejno idzie Karol, który przez małe nieporozumienie męczy się z ściągnięciem karabinka z pierwszego przelotu (miał się przepiąć). Było mu o tyle ciężej, że Rysiek na dole go głośno dopingował na różne sposoby, a my z Tadkiem dołączyliśmy do niego tłumiąc śmiech, gdy rękawiczki Karola były pozbawiane kolejnych palców. Przewieszoną Wantę jako pierwszemu udaje się przejść Sylwkowi stosując technikę szpagatową. Potem idzie Karol, a następnie Rysiek, który z wielką dumą udowadnia chłopakom (a przynajmniej próbuje), że próg można przejść nawet bez użycia rąk! Choć daleko nie zaszedł i ku wielkiej szyderczej mojej i Tadka uciesze odpada ze ściany. Do Sali św.Bernarda dochodzimy Przez Studnię Imieninową. Ostatnią wspinaczkę prowadzi Karol. Tym razem obyło się bez większych złośliwości ;)&lt;br /&gt;
Wyjazd musimy zdecydowanie zaliczyć do udanych. Nawet mimo zapowiadanych burz, pogoda nie spłatała nam figla i nie złapał nas deszcz ani na wejściu ani na zejściu. Teraz jedyne co pozostaje, to zdać egzamin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzarna-maj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Mała Fatra Krywańska|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2017 - 07 05 2017}}&lt;br /&gt;
Nigdy wcześniej nie będąc w Małej Fatrze zaplanowaliśmy sobie kilka tras, które chcieliśmy zrobić w tych górach. Niespokojnie obserwując prognozy pogody oraz kamerki internetowe (śnieg, wszędzie śnieg), szukaliśmy nawet alternatyw dla naszego majówkowego wyjazdu. Ostatecznie jednak spędziliśmy ten czas w Małej Fatrze Krywańskiej, nieznacznie tylko modyfikując pomysły po uwzględnieniu informacji o zamkniętych szlakach zamieszczonej na stronie HZS (słowacki odpowiednik TOPR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rozgościliśmy się we wsi Terchová, żeby móc w poniedziałek z samego rana zacząć eksplorować szlaki. W pierwszej kolejności udaliśmy sie chyba na najbardziej popularny szlak - Dolne diery biegnący w malowniczym wąwozie potoku Hlbokiego. Poza wrażeniami estetycznymi szlak dostarcza wiele uciechy w postaci konieczności przebycia go skokami po kamieniach, przejściami po kładkach i wspinaczkami po drabinkach. Po krótkiej przerwie (polana Podziar), weszliśmy w Horne diery - jeszcze więcej drabinek, skoków i wspinaczek. Z sedla Medzirozsutce roztaczała się panorama na Tatry. Weszliśmy na Maly Rozsutec i znaleźliśmy kawałek szczytu dla siebie, żeby napić się herbaty i pooglądać widoki. Po powrocie na siodło Miedzirozsutce, z westchnieniem minęliśmy zamknięty szlak na Velky Rozsutec i zadowoliliśmy się tylko obejściem go bokiem aż na sedlo Medziholie, stamtąd do wsi Stefanova i z powrotem do Dolnych dierów przez Nove diery. W nocy rozpoczęła się ulewa i trwała cały następny dzień (z krótkimi przerwami, które kończyły się deszczem za każdym razem, kiedy byliśmy gotowi do wyjścia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy na resztę tygodnia były równie deszczowe jak cały poprzedni dzień, dlatego wybierając środową trasę, zaślepiona chęcią zobaczenia/przejścia jak największej liczby ciekawych miejsc, nie wzięłam pod uwagę rozsądnego doboru trasy, co poskutkowało tym, że łączna suma podejść tego dnia przekroczyła wysokość najwyższego szczytu jaki zdobyliśmy. &lt;br /&gt;
Początkowo wysokość zdobywaliśmy szybko wspinając się po skałkach (i łańcuchach) szlaku z Tiesnavy (w Dolinie Vratniej) na Male Noclachy i pierwszy szczyt Sokolie. Siedlo Prislop było prawdopodobnie tym miejscem, w który moje rozsądne ,,JA&amp;quot; zdecydowało by się zejść z powrotem do doliny i wybrać jakiś krótki szlak na dalszą wycieczkę. W zamian tego odsuwając od siebie myśl o możliwym deszczu i burzy zaczęliśmy się piąć na kolejne szczyty: Baraniarky, Zitne i Kraviarskie (piękny szlak, ale miejscami bardzo wąska grań, której nie chciałabym pokonywać w śniegu, ani deszczu), aż do sedla za Kraviarskym. Podchodząc na sedlo Bublen spotkaliśmy się z największą na naszej drodze ilością śniegu, mokrego, płynącego śniegu, na którym trzeba było stawiać stopy dokładnie tam gdzie widniały ślady poprzedników. Stąpnięcie w każdym innym miejscu groziło zapadnięciem się po pas w mokry, płynący śnieg i kosówkę. Dalej na Pekelnik i Velky Krivan, którym jednak nie mogliśmy się nacieszyć tak jak chcieliśmy, z powodu pierwszych kropel deszczu, które nas tam dopadły. Do górnej stacji kolejki na Snilovskym sedle szliśmy już w ulewie, która ustała dopiero w połowie szlaku biegnącego wzdłuż wyciągu kolejki i wróciła kiedy szliśmy drogą wzdłuż potoku Varinka do samochodu (to ten sam potok, który w wyniku osunięci się do niego mas ziemi spowodował w 2014 roku ogromne szkody w całej dolinie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulewa nawracała przez całą noc i przedpołudnie dnia następnego, zniechęcając do jakiegokolwiek spaceru. Popołudniowe wypogodzenie postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzenie wsi -w tym wieży widokowej i spawanego pomniku Janosika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia naszego pobytu w Małej Fatrze zdecydowaliśmy się kontynuować wycieczkę granią, ze Snilovskiego sedla, na które dostaliśmy się wspomnianą wcześniej kolejką. I stamtąd przez kolejne szczyty: Chleb, Hromove, Steny, aż na Poludnovy grun, cały czas gnani przez wizję kolejnej ulewy (objawiającej się ciężką, burzową chmurą nad Velkim Kryvaniem). Deszcz nas nie dopadł i nawet udało nam się posiedzieć chwilę na słońcu w okolicy Chaty na Gruni. Ulewa z burzą rozpoczęła się dopiero (i towarzyszyła nam) w drodze do Kościeliska, gdzie chcieliśmy spędzić koniec naszego wyjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz ostatni rozpoczęliśmy dzień od zerknięcia w pogodę. Znowu zaplanowana była ulewa i burza. Nie licząc na kolejny uśmiech szczęścia w postaci pomyłki meteorologów zdecydowaliśmy się tylko na krótką wycieczkę na Gubałówkę [Przez chwilę w Zakopanym zastanawiałam się gdzie się podziali wszyscy turyści, lecz szybko się zorientowałam, że wszyscy wpadli na ten sam pomysł co my. Jednak na nasze szczęście wybierając zamiast podejścia, kolejkę i taki sam powrót.] i powrót przez Michny. Widok Tatr, którego się spodziewaliśmy został w połowie ocenzuorowany (tej górnej) przez kolejne chmury. Prognozy sprawdziły się co do minuty i ostanie metry do samochodu pokonaliśmy biegiem. Pozostałą część dnia spędziliśmy relaksując się (i szalejąc) na basenach termalnych w Białce Tatrzańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu można zobaczyć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMala%20Fatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - rowerowo-narciarski wypad na grzbiet Rakonia |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 05 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety tym razem fatalne prognozy pogody się sprawdziły. Mając to na uwadze wybieramy na skiturowe ostatki górne partie doliny Chochołowskiej. Najpierw na rowerach (wszędzie mnóstwo wody i błota, w dodatku ciągłe zlewy z nieba) a od schroniska początkowo z buta a potem już po śniegu. Planowałem Czerwony Wierch lecz upatrzony żleb zaledwie w 2/3 był wyśnieżony a wkrótce zakryła go całkowicie cwangla więc podchodzimy na Rakonia (1866). W okolicach szczytu następuje zmiana deszczu na grad więc przepinamy się błyskawicznie do zjazdu. Mimo fatalnej pogody zjazd początkowo wspaniały, później trzeba w kilku miejscach zdjąć narty i dojść do schroniska szlakiem a właściwie potokiem. Jak tylko wsiedliśmy na rowery znów zaczyna lać. Zmoknięci, ochlapani i zziębnięci szybko zjeżdżamy do auta. Dosłownie na kilka metrów przed autem Esa zalicza spektakularny upadek (nogę miała zakleszczoną między nartami a kierownicą) lecz na szczęście nic groźnego się nie stało. Potem tylko myjemy w rzece sprzęt i wracamy do domu. Łącznie zrobiliśmy 27 km i ponad 1000 m deniwelacji. Myślę, że długo będziemy pamiętać ten wyjazd. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FChocholowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn |Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|06 05 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niekorzystne prognozy pogody, zanikająca pokrywa śnieżna i niechęć do noszenia nart więcej niż jest to konieczne zdecydowały poniekąd za nas o wyborze celu wycieczki skiturowej.  Padło na Tatrzański KLASYK. W temperaturze + 11 stopni (łał tak ciepło jeszcze nie było - uf jak ciepło - ale się pocę) w szybkim tempie w pełni słońca wchodzimy na szczyt. Widok ośnieżonych szczytów kontrastował z morzem zielonymi łąk w dolinach. Niestety szybko przychodzą chmury i deszcz mobilizują do zagęszczenia ruchów w celu odwrotu -  ale jakiego - prawie dziewiczy stok - w tym dniu przed nami na górze była tylko czwórka Słowaków. Szybki zjazd w &amp;quot;górskiej&amp;quot; części i nie do końca wytopiona nartostrada są ostatnim akordem dnia. Czasowy bilans wypadu trochę nie korzystny bo 6 godzin w aucie a 4 w górach - ale za to jakich.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Pădurea Craiului|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST), Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków - organizator wyjazdu), wielu grotołazów z Sopotu, kilku z Krakowa i całkiem osobna grupa z KS &amp;quot;Aven&amp;quot; Sosnowiec|29 04 2017 - 03 05 2017}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy jaskinie Ciur Ponor, Avenul din Sesuri i Osoi oraz wybraliśmy się na wycieczkę rowerową (choć rowery zostawiliśmy kiedy woda zaczęła sięgać ponad suporty, a zawróciliśmy kiedy sięgała po pas). Generalnie, przez cały tydzień odbywały się wyjścia do wielu różnych jaskiń. Wszystko koordynował niezawodny Tomek Pawłowski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka w Czarnobylu|&amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 - 03 05 2017}}&lt;br /&gt;
Postanowiłem wreszcie zrealizować długo planowany wyjazd do Czarnobyla. Jako fan klimatów postapo, miast-widm nie mogłem sobie wyobrazić by pewnego dnia tam nie zawitać. Wyprawę zacząłem od dojazdu do Warszawy. W Warszawie miałem 2,5 h okienko między jednym autokarem a następnym, dlatego poświęciłem ten czas na spacer po stolicy, w której dotychczas nie byłem nawet przejazdem. Zahaczyłem o wszystkie najbardziej popularne miejsca i jakoś szału nie było. Ok, miasto zadbane, czyste, sporo zabytków, ale na kolana to mnie nie rzuciło. Ze wszystkich miejsc Pałac Kultury wydał mi się zdecydowanie najciekawszym architektonicznie i stylowo zabytkiem. To zabawne, zwłaszcza gdy pomyślę jak wiele osób mówi, że Pałac to budowlany potworek, który trzeba by było zaorać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 20 załadowałem się w kolejny autokar jadący na Ukrainę. Na granicy w Dorhusku straciliśmy sześć godzin, ale na szczęście większość tego czasu przekimałem. Pierwsze co mnie uderzyło  po wjeździe na Ukrainę to prawie niewidoczna obecność cywilizacji. Łąki, pola, lasy, łąki, pola, lasy. No spoko, jestem na jakiś peryferiach to pewnie później zaczną się jakieś miasta i wsie- pomyślałem na początku. Ale gdzie tam! Łąki, pola, lasy, łąki, pola, lasy, trzy chałupki gdzieś w oddali, łaki, pola, lasy i tak w kółko. Czy te trzy domki tu, dwa tam to typowa wielkość tutejszych wsi? – zastanawiałem się później - może tak… Ostatecznie minęliśmy może jakieś dwie większe miasteczka i parę wsi w drodze do Kijowa. Niestety ze względu na duże opóźnienie na granicy nie było czasu zwiedzić stolicy czym byłem bardzo zawiedziony. Jedyną opcją było szybkie zwiedzanie byłej Willi Janukowycza przemianowanej na Muzeum Korupcji, ale mnie to całkowicie nie interesowało. Podejrzewam, że wszystkie wille bogaczy są do siebie podobne: złote wanny, złote klamki, pola golfowe i wypasione fury w garażu. Jak się później dowiedziałem z relacji, było właśnie tak jak przypuszczałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu ruszyłem wreszcie na północ do Sławutycza, w którym miałem nocować. Niewielkie miasto 30 km od Czarnobyla założone dla ludzi ewakuowanych z Prypeci oraz dla osób wciąż pracujących w elektrowni atomowej. Następnego dnia wczesnym rankiem załadowałem się do eksterytorialnego pociągu do Stefy. Na miejscu poznałem przewodnika Jurija ,który  z wyglądu był najbardziej stereotypowym Rosjaninem jakiego można sobie wyobrazić. Po krótkim objaśnieniu kwestii bezpieczeństwa itp. zaczęliśmy eksplorację. Na początku zobaczyliśmy nowy sarkofag nad blokiem nr 4. Wbrew pozorom samo nasunięcie nowego sarkofagu na stary nie załatwiło sprawy i do dziś alpiniści przemysłowi kończą budowę. Ich długość pracy zależy od poziomu promieniowania nad sarkofagiem danego dnia, który czasami wynosi nawet 1000 mSv/h- przy takim promieniowaniu mogą pracować przez 6 minut, podczas gdy przejście wszystkich procedur kontrolnych przed i po pracy nawet osiem godzin. Następnie zwiedziłem port rzeczny przy którym rdzewieją dźwigi portowe, czołg, który miał być wykorzystany do strzelania specjalnie zaprojektowanymi pociskami w uszkodzony reaktor(!) (sowieci to mieli fantazje), zdalnie sterowane roboty służące do usuwania radioaktywnych odłamków reaktora, niedokończony blok 5 i 6, komin chłodniczy. Do Czerwonego Lasu nie wolno był wejść, ponieważ wciąż jest tam wysokie promieniowanie. Nasze pomiary przy drodze wskazały na co najmniej 35 mSv/h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny dzień zacząłem od Oka Moskwy. Wejście na tę gigantyczną antenę zajęło mi ok. 50 min, ale widoki były fantastyczne. Z góry cały obszar Strefy wygląda jak Puszcza Białowieska: wielkie, gęste połacie drzew w różnych odcieniach zieleni, rzeka, parę większych i mniejszych zbiorników wodnych. Jednym słowem sielanka. Następnym punktem zwiedzania była Prypeć. Promieniowanie na większości obszaru jest stosunkowo niskie i rzadko przekracza 1 mSv/h, jest jednak kilka miejsc, których lepiej unikać. Jednym z nich są podziemia szpitala w Prypeci, w której zmagazynowane kombinezony likwidatorów promieniują na poziomie 1500 mSv/h i zdecydowanie nie miałem ochoty się tam zapuszczać. Niewielka strata, bo miejsc do odwiedzenia było całe mnóstwo. Poza górną częścią szpitala, połaziłem po paru przedszkolach, szkołach, ruinach hotelu i kawiarni zlokalizowanej nad brzegiem jeziora, blokach mieszkalnych, zadziwiająco dobrze zachowanej szklarni, która spokojnie mogła by posłużyć jako miejsce akcji jakiegoś horroru. Na płycie boiska miejskiego rośnie dzisiaj bujny las i gdyby mi nie powiedziano, że był tam stadion, to w życiu sam bym się nie domyślił. Nie sposób wymienić wszystkich ciekawych miejsc, które widziałem, więc nawet nie będę próbował. Przez cały pobyt w Strefie przechodziłem regularne kontrole dozymetryczne, które na szczęście nic nie stwierdziły, więc na koniec zadowolony mogłem wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie mogę tylko dodać, że bardzo polecam odwiedzić Strefę Zero. Jest to jedyne takie miejsce na świecie i nie wiadomo jak długo pozostanie w takim stanie jak teraz, bo złomiarze ostro sobie ostrzą na nie zęby, wiele budynków się wali, a natura coraz większymi kawałkami pochłania ślady dawnej obecności człowieka. Za parę lat może już nic z tego nie zostanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - bieg na Rysiankę|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując kilkoma godzinami czasu postanowiliśmy skoczyć raz jeszcze w Beskid Żywiecki jednak tym razem bez pewności co do warunków terenowych. Nastawialiśmy się zarówno na wyjście skiturowe jak i na bieg górski. Widok w górę z Żabnicy decyduje o pozostawieniu nart skuturowych w aucie (było zielono, tylko na górze jakieś płaty śniegu). Od auta podbieg zielonym szlakiem na Rysiankę. Na stromych odcinkach idziemy szybkim marszem a na łagodniejszych ambitnie podbiegamy walcząc z narastającym zmęczeniem. Gdzieś na wys. 1100 m pojawia się śnieg dobry do zjazdu (nawet chwilę pożałowałem, że jednak nie zawierzyłem swojej intuicji śniegowej), który utrudnia podejście/podbieg. Wkrótce osiągamy schronisko gdzie robimy nie zbyt długi odpoczynek. Zbiegamy wprawdzie szlakiem lecz tylko częściowo gdyż wykorzystujemy inne leśne drogi co znakomicie urozmaica zadanie. Bardzo szybko docieramy do auta nie czując nawet bólu w kolanach za to wspaniałe uczucie lekkiego zmęczenia i pulsującej w żyłach krwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Rysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko/Mechy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|23 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lawinowa &amp;quot;czwórka&amp;quot; w Tatrach nie pozostawiała wiele możliwości. Warunki śnieżne w okolicach Pilska (1557) przerosły jednak nasze najśmielsze oczekiwania. Od auta z Soptoni Wlk. ruszamy na nartach dol. Cebulowego Potoku aż na graniczny grzbiet w okolicach Hali Miziowej. W trakcie marszruty pada dość intensywnie śnieg. Po odpoczynku w schronisku podejście na Pilsko (tu pojawiło się więcej skiturowców) gdzie akurat chmury zaczęły się przerzedzać więc można było zrealizować wypad na rzadko uczęszczany wierzchołek Mechów (1466) wznoszący się dalej na południe, całkowicie na terenie Słowcji. Stąd mamy cudowny zjazd dość nachylonym zboczem w boskim puchu do doliny Raztoki gdzie tylko na nie wielkim odcinku powalone drzewa utrudniały nam zadanie. Po sforsowaniu potoku (narty przerzuciliśmy na drugą stronę) ponownie odrabiamy wysokość kierując się na graniczny grzbiet. Wychodzimy na niego idealnie w miejscu, w którym zamierzaliśmy. Stąd przepiękny zjazd do Cebulowego Potoku i choć śnieg na dole został trochę uszczuplony to i tak udaje nam się zjechać do auta co jak na koniec kwietnia w Beskidach nie zdarza się często. Zrobiliśmy 16 km i ponad 1000 m deniwelacji. Większość szlaku była kompletnie nieprzetarta. Ludzi spotkaliśmy tylko w okolicy schroniska. Nawet nie spodziewaliśmy się, że wyjdzie z tego taka piękna skitura.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu króciutka migawka filmowa autorstwa Heńka Tomanka: https://vimeo.com/214737990&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, studenci SGSP|22 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaliczeniu &amp;quot;Najgłębszej Jurajskiej&amp;quot; mając chwilę czasu kierujemy się w stronę Olsztyńskiej/Wszystkich Świętych. Po drodze jakimś magicznym sposobem gubimy się z dziesięć razy. Finalnie docieramy pod otwory, które niestety zostały już wypełnione przez drużyny ratownicze prowadzące tam ćwiczenia. Decydujemy się na szybkie zejście do Koralowej. &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Salę Zawaliskowę - niezmiennie urokliwa i przerażająca. Zdobywamy WAR - udaje się bez ofiar w ludziach. Po zwiedzeniu wystawy glinianych... juwenaliów zbieramy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkoralowa2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, studenci SGSP|22 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upiekło się, nie musiałem czekać do września. Jakimś magicznym sposobem podczepiłem się pod zespół chłopaków z SGSP, którzy już wkrótce będą dowodzić akcjami ratunkowymi na wysokościach. Upiekło się podwójnie, bo dodatkowo była okazja spotkać się z Ratownikami z Olsztyna, którzy wpadli do nas sprawdzić jak sobie radzimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niesamowite jest to, jak zareagowałem widząc niebieskie krzyż na bluzach. Niby tacy sami ludzie jak ja (w sensie, że dwie ręce, dwie nogi, głowa itd zależnie od płci), a jednak jakby stali „po drugiej stronie barykady”. Do dziś zadaję sobie pytanie: czy to odruch, czy instynktowna reakcja sprawia, że widząc ratownika człowiek przełącza się automatycznie na tryb wykonywania poleceń? Nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy do jaskini, bowiem przed naszymi stopami rozwarła swą paszczę mityczna jaskinia na „S”.&lt;br /&gt;
Jaskinia Studnisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej głowie wokół Studniska powstał jakiś tajemniczy mit. Od początku szlajania się po Sokolich Górach wiedziałem, że jest taki obiekt. Ba! Nawet widziałem otwór raz, czy dwa, natomiast nigdy wcześniej nawet nie przymierzałem się do tej jaskini. Wcześniej wiedziałem, że „trzeba dużo liny i umiejętności”, później biegałem po Tatrach z kursem, następnie jakoś było nam tak nie po drodze. Aż do soboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stając na krawędzi otworu wspomniałem słowa Pitera: „po Tatrach jaskinie jurajskie będą jak wczołganie się pod tapczan”. Spodziewałem się więc, że ze względu na rozmiar i głębokość Jaskini Studnisko (jako tej naj-naj-naj), dane mi będzie poczuć odrobinę tatrzańskiego klimatu. Nie pozostało więc nic innego, jak wskoczyć do dziury by to sprawdzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Legendarny, śmiercionośny zjazd do Komory Wejściowej. Kilometry metrów do pokonania, legendarny dzwon, który powala rozmiarami i przestrzenią. Gdzie on jest? Czy zaczynam odczuwać rozczarowanie? Czyżby niedosyt wynikający z faktu, że lina pod rolkami już się skończyła i stoję na dnie? A może odebrałem sobie część tajemnic jaskini rozrywając jej mroki nowym światłem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdziwienie, na pewno zdziwienie. Bo miało być przerażająco, przestrzennie, a jest… Przytulnie. „Dzień dobry Pani Jaskinio” ciśnie się jeszcze raz na usta. Póki co rozglądamy się po sali, zrzucam szpej, ruszamy do Maryny, by poczuć odrobinę Pragnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo przyjemnie będę wspominał drogę w dół, do dna. Było to jedno z tych zejść, w trakcie których zawalaty człek jadąc na plecach grawitacji co chwilę myśli: „ale tędy to nie wylezę, nie przecisnę się w górę, tu będzie problem, ledwo zlazłem, nie wylezę bez ściągania z siebie gratów”. Bo Jaskinia Studnisko na tym odcinku to momentami jakby Miętusia i jej Ciasny Korytarzyk. Więc cisnąłem się w dół, skazując sam siebie na późniejsze pokonywanie tej samej drogi w górę, mając przeciw sobie swój gabaryt, grawitację i wszystko to, o co można zaczepić kombinezonem. Pchałem się do dna, z uśmiechem na ustach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okolice najgłębszego punktu jaskini. Kładę się, wrzucam nogi w otwór i staram się wepchnąć najdalej jak jestem w stanie. Mam nadzieję, że ostatnie rozwidlenie które ledwie minąłem wsuwając się do wysokości kolan, jest legendarnym -77,5. Tyle. Wracamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczucie Maryny, które wydawać by się mogło będzie chciało mnie zabić, zatrzymuje mnie na dłużej tylko raz. Wystarczyło zdjąć kask, wyjąć aparat, poszukać kilku cm obwodu likwidując kaptur i kawałek źle ułożonego kombinezonu i już jesteśmy na Pochyłej. Wyskakujemy jeszcze na chwilę do Sali Zawaliskowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miła, przyjemna, poduszkowa. Dyndające pod stropem, dumnie prężące pierś Kalafiory zachwycają. Mały stalaktytowy lasek też wydaje się całkiem przyjemny.&lt;br /&gt;
Tylko na potęgę kudłaty strop przypomina, że pora się zbierać – posiadacze włochatych futerek chcą jeszcze trochę pospać.&lt;br /&gt;
Kierujemy się w stronę powierzchni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpinamy się kolejno w linę, ja zamykam i deporęczuję drogę. Idzie jakoś topornie, chyba z żalu. Co chwila przystaję, staram się zrobić jeszcze jedno zdjęcie. Naprawdę szkoda stąd wychodzić, pomimo że Studnisko jeszcze ma na rękach świeżą krew ostatniej ofiary. A, nie, przepraszam, to nie Studnisko ma zakrwawione dłonie, lecz ludzka głupota. Studnisko jest po prostu jaskinią, z jej wszystkimi jaskiniowymi zachowaniami. Tak więc, ten teges, do widzenia Pani Jaskinio.&lt;br /&gt;
Do zobaczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/studnisko2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna - partie Techuby od sali Francuskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch|19 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry wróciła zima. W głębokim śniegu podchodzimy pod otwór Czarnej. W przykrym zimnie zjeżdżamy Zlotówką i lecimy do sali Francuskiej. Naszym celem jest przejście z tego miejsca dołem przez partie Techuby do Sali Ewy i Hanki. Najpierw zaliczamy trzy krótkie zjazdy a potem odnajdujemy w zawalisku ciąg doprowadzający nas w efekcie wprost do syfonu Techuby. Nie śpiesząc się podążamy w górę zaglądając również w boczne odgałęzienia (byliśmy to ostatnio &amp;quot;przed wiekami&amp;quot;). Od tzw. Ślizagawki trzeba się więcej wysilić. Tomek wspina poszczególne progi zakładając asekurację. W końcu udaje nam się dotrzeć do progu w głównym ciągu jaskini (zatoczyliśmy pętlę do Sali Ewy i Hanki). Tadek zagląda jeszcze do zaporęczowanego okna i wychodzimy na dwór. Przez kilka godzin naszego pobytu pod ziemią warunki na zewnątrz drastycznie się zmieniły. Przybyło w tym czasie gdzieś pół metra śniegu. Po wykopaniu plecaków od razu bez przebierania najpierw zjeżdżamy na linie a potem schodzimy (a właściwie zsuwamy się) w dół. Nie często się zdarza torować szlak w dolinie Kościeliskiej, która była zawiana w różnych konfiguracjach. Wiatr hulał swawolnie i ciągle sypało. Do auta docieramy niczym lodowe sople. Po uporaniu się z szpejem uciekamy do domu zadowoleni z akcji i przeżycia kolejnej pięknej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzarna-Techuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Skrajny Salatyn|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak późno w Tatry nigdy nie wyjeżdżaliśmy (10.30). Cel jednak nie zbyt odległy i wymagający (tak przynajmniej mi się zdawało). Skrajny Salatyn (1864) w sąsiedztwie trasy zjazdowej był w zasięgu 4-godzinnej wycieczki skiturowej, zwłaszcza, że podejście naśnieżoną nartostradą przyśpiesza akcję. Parking pod wyciągiem niemal pełny (pierwszy raz widziałem tu tyle aut). My przemykamy bokiem pełnej nartostrady i od górnej stacji skręcamy na nowy szlak wiodący na Skrajny Salatyn. Tu już nie ma nikogo. Wkrótce jednak gubimy znaki i idziemy tak jak pozwala konfiguracja terenu mniej więcej równolegle do żlebu, który upatrzyłem sobie do zjazdu.  Gdzieś w połowie podejścia zbocze robi się strome (trochę bardziej niż na Salatyńską przełęcz) więc podchodzimy z buta. Miało być „łatwo” więc nie zabraliśmy sprzętu zimowego ani nawet lawinowego. Ostatnie kilkadziesiąt metrów przedłuża się masakrycznie gdyż  muszę wykuwać długo stopnie w twardym śniegu. Esa z Pawłem zostawiają narty przy ostatnich kosówkach tylko ja taszczę je na górę. Na grzbiecie Skrajnego mocno wieje więc długo tu nie bawimy i uciekamy w dół. Najpierw po twardym stromym śniegu kilka nie pewnych skrętów lecz potem bajka. Wkrótce wszyscy mkniemy w dół owym żlebem. Na twardym podłożu zalegała cienka warstwa puchu o idealnej do zjazdu konsystencji. Żleb sprowadza nas na nartostradę w okolicy rozwidlenia. Wyciąg już nie kursował więc cała trasa nasza. Szalonym zjazdem osiągamy pusty już prawie parking i szybko wracamy do domu. Zrobiliśmy 777 m deniwelacji na dyst. ok. 6 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/SkrajnySalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| &amp;quot;Jaskinia Czarna - Sala św. Bernarda&amp;quot;| Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec| 08-04-2017}}&lt;br /&gt;
Na ten wyjazd długo czekaliśmy, ponieważ miał być naszym ostatnim przejściem w Tatrach, a później miały nas czekać żmudne przygotowania do egzaminu na kartę, chociaż Rysiek jeszcze nam przyrzekł, że jak starczy czasu to odwiedzimy Litworkę, która nas na letnim obozie omineła.&lt;br /&gt;
W bojowych nastrojach pakowaliśmy się, później dojechał do nas Sylwek i w trójkę wyruszyliśmy w stronę Kir, gdzie już czekał na nas Rysiek. Podczas podróży nasze nastroje ostudziła prognoza pogody, ale jak to z prognozą, może się nie sprawdzić. Ok. 23 dojeżdżamy na bazę. Umawiamy się z Ryśkiem o ktorej wstajemy i idziemy spać. &lt;br /&gt;
Rano budzi nas Rysiek i mówi żebyśmy spojrzeli przez okno. Faktycznie prognozy się nie sprawdziły, było gorzej niż zapowiadali wczoraj. Deszcz, deszcz, deszcz, zimno, zimno... Przy wspólnym śniadaniu robimy debatę (przypominamy sobie opis Asi dotyczący Komina Węgierskiego z jej ostatniego pobytu, moje złamane kije na błocie pod Czarną) i dochodzimy do wniosku, że przekładamy akcję na &amp;quot;po święta&amp;quot;. Z ciężkim sercem wsiadamy w auto i wracamy, planując resztę dnia, aby go jakoś jeszcze aktywnie spędzić. Następnym razem się nie wycofamy. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Małgorzata Czeczott (UKA Warszawa)|09 04 2017}}&lt;br /&gt;
W ostatnim tygodniu w Tatrach miejscami (Dol. 5 Stawów) spadło 50 cm śniegu. W związku z tym, należało wybrać się na skitury. Z Brzezin przez Psią Trawkę z drobnymi problemami orientacyjnymi trafiamy do dol. Pańszczycy i ruszamy pod Krzyżne. Z powodu zagrożenia lawinowego, zamiast z Krzyżnego zjeżdżamy z Przełączki pod Ptakiem. Przez pierwsze 300 metrów pionu jedziemy po zsiadłym, świeżym śniegu. Jest pysznie. Niżej śnieg jest już bardziej uwodniony i z każdym traconym metrem wysokości bardziej przyhamowuje narty. Wracamy przez Murowaniec i drogą z powrotem do Brzezin. Pogodę mieliśmy doskonałą (słońce, brak wiatru, ciepło). Narty trzeba było nosić przez ok. 20 minut w każdą stronę. Podczas podejścia spotkaliśmy jednego turystę na butach (torował na kolanach, z czekanem w ręku), zaś wracając, w drodze do Murowańca, jeszcze dwóch piechurów i trzech skiturowców. I to tyle. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - przejażdżka rowerowa do jaskini Na Kamieniu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 04 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem wybieramy się z rowerami na pn. Jurę. Start z Olsztyna. Przez okolice Gór Towarnych i Zielonej Góry docieramy do Częstochowy gdzie odwiedzamy Kamila (b. czł. klubu). Stąd kierując się namiarami GPS odszukujemy jaskinię Na Kamieniu (ma kilka otworów). Sama dziura  ma podobno ponad 100 m lecz zwiedzam tylko wstępne partie (nie miałem kombinezonu). Spąg jakiś grząski a zapach dość nieciekawy. Jaskinia raczej dla desperatów przynajmniej w tym stanie czystości. Od jaskini jedziemy ładnym szlakiem wzdłuż Warty i nie co inną drogą wracamy do Olsztyna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FNaKamieniu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - ekstremalna droga krzyżowa|&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka, Darek Kowalski (os. tow.), Sylwester Kmiecik (os. tow.)|07/08 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miejsce Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 kwietnia o godzinie 19 mszą św. w kościele w Istebnej rozpoczęła się droga krzyżowa, w której uczestniczyło około 300 osób. 44km trasa prowadziła po górach. Uczestnicy szli indywidualnie lub w kilkuosobowych grupach. Warunki były trudne. Przez całą noc z małymi przerwami padał deszcz, była mgła, na szczytach zalegał śnieg. Podejście na Baranią Górę z Wisły Czarne było zabłocone, zaśnieżone i chwilami w płynącym strumieniu. Do ostatniej stacji doszliśmy o godzinie 8:30 następnego dnia mokrzy, zmęczeni, śpiący i z przekonaniem że było warto to przeżyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRA: Alpy Zillertalskie, Alpy Ötztalskie, Wysokie Taury - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Michał Ciszewski (KKTJ)|31 03 - 03  04 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem na coroczne &amp;quot;chatki&amp;quot; wybraliśmy się całkowicie męską ekipą. Po nocnym dojeździe i krótkiej drzemce w samochodzie, w piątek  podchodzimy z parkingu do Zittauer Hütte (2328). Zostawiamy w chatce sprzęt biwakowy i przemieszczamy się dalej na szczyt Gabler (3262). Niewiele pamiętam, bo byłem niewyspany, ale na pewno była dobra pogoda i był przyjemny zjazd w miękkim śniegu. Po noclegu, w sobotę, nasz cel jest nieco mniej zdefiniowany. W każdym razie, robimy z 500 czy 600 m podejścia z chaty, a Furek i Marek wychodzą nawet na jakiś szczyt. Zwiedzamy też jaskinię w lodowcu. Zjeżdżamy do samochodu i przemieszczamy się 200 km do miejscowości Vent pod Sölden. W tej okolicy występuje drastyczny brak śniegu, ale na szczęście w kierunku naszej upatrzonej chatki jest mały ośrodek narciarski z utrzymaną nartostradą, na której śnieg zalega niemal do miasteczka. Korzystamy z niej, a następnie nieco wspomagając się GPSem, pół godziny po zmroku docieramy do Breslauer Hütte.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wychodzimy na Wildspitze, drugi co do wysokości szczyt Austrii (3770m). Moim zdaniem była to najgorsza wycieczka wyjazdu: musieliśmy nosić dodatkowy sprzęt do poruszania się po lodowcu (z którego i tak nie skorzystaliśmy, ale być musiał); ostatnie ok. 150 metrów musieliśmy wchodzić po kamieniach bez nart, a ponadto zjazd odbywał się po okropnych betonach. Utrwalone w nich ślady zjazdów poprzedników wprowadzały nasze narty w drgania, których mój dentysta z pewnością by nie pochwalił. Chłopakom się bardzo podobało, a ja podobno nie rozumiem, na czym polega istota alpinizmu. Dodatkową nieprzyjemnością tego dnia była popularność tego celu. Poprzedniego wieczoru zaprzyjaźnialiśmy się z pięcioma Czechami i ok. 10 Polakami, którzy również postanowili nocować w Chatce Wrocławiaków. Po powrocie z Wildspitze spotkaliśmy kolejną, ok. 10 osobową grupę Polaków z przewodnikiem. Pod naszą nieobecność wkręcili w swój palnik nasz kartusz, bo leżał. W krótkiej konwersacji, która wywiązała się po naszej prośbie o rozmienienie 20 EUR wyrazili szczere zdumienie faktem, że za chatkę trzeba zapłacić do skarbonki. Być może w istocie byli to bardzo mili ludzie i doszło tylko do drobnych i nieistotnych nieporozumień. Tym niemniej, przewidując skalę wieczornej imprezy (wcześniejsza grupa rodaków, zamierzająca spędzić kolejną w chatce, dysponowała sporym zapasem trunków) pokazaliśmy sobie wzajemnie na migi &amp;quot;SPADAMY!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu względnie późnej pory i zamiaru zakończenia kolejnej wycieczki w miarę wcześnie (mając w perspektywie powrót do domu), zdecydowaliśmy się na sprawdzone miejsce - Sonnblickbasis w Wysokich Taurach, u stóp szczytu Sonnblick. Jest to normalne schronisko z obsługą, stosunkowo łatwo dostępne z parkingu (20 minut drogą). Po raz kolejny obsługa zrobiła dla nas wyjątek - i mimo tego, że teoretycznie kartę do szlabanu dostaje się przy pobycie na minimum dwie noce, pozwolono nam wjechać wspomnianą drogą naszym samochodem aż pod schronisko. Idziemy spać w miarę wcześnie i następnego dnia powtarzamy spacer na Hocharn (3254 m). Warunki śniegowe są w miarę, praktycznie po dziesięciu minutach od parkingu udaje się założyć narty na nogi. Tym razem mamy jednak słabą pogodę i podchodzimy w dużej mierze nawigując się przy pomocy GPSa. Kiedy osiągamy szczyt, chmury magicznie rozstępują się i nagle uzyskujemy całkowicie stuprocentową widoczność zboczy, aż do schroniska. Po pierwszych, nieprzyjmnie twardych ok. 200 m zjazdu następują przepyszne, miękkie firny. Cała wycieczka kończy się więc przyjemnie i około godziny 14:00 ruszamy w podróż powrotną do Katowic. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Rowery i jaskinie z dziećmi| &amp;lt;u&amp;gt;Asia &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek, Karol, Szymon Jaworscy|01 - 03 04 2017}}&lt;br /&gt;
3 wspaniałe dni w Tatrach, z piękną pogodą. Pierwszy dzień to rowery na Gubałówce, drugi- to wizyta w Kościeliskiej: w Jaskini Mylnej i Smoczej Jamie, trzeci dzień to rowery w Chochołowskiej. Mimo, iż w tej okolicy zanotowano najazd turystów, to nam udało się w miarę spokojnie spędzić te dni. Dzięki temu, że odwiedziliśmy najpierw jaskinie w Kościeliskiej a dopiero później wybraliśmy się do schroniska, to na Hali Ornak mogliśmy posiedzieć w miarę spokojnie. Wracając odwiedziliśmy jeszcze Wąwóz Kraków-tam nie było już żywej duszy. Pozostawienie Dol. Chochołowskiej na poniedziałek było równie dobrym wyborem- nie męczyliśmy się dzięki temu przesadnym towarzystwem innych turystów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2F3%20dni%20w%20Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Będkowska - wspinanie|Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow|01 - 02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Już drugi raz piękny weekend pokrył mi się ze zjazdem w Krakowie. W sumie to dobra kombinacja. Dni coraz dłuższe, a zajęcia coraz krótsze. &lt;br /&gt;
W sobotę z Iwoną oraz szwagrem Michałem byliśmy w dolinie Będkowskiej w okolicach Wysokiej oraz Futerka. Wspin zaliczony do udanych, ale był lekki niedosyt, że krótko. Z spod skał poszliśmy pod brandysówkę, gdzie czekały na nas kiełbaski z ogniska. &lt;br /&gt;
W niedzielę powróciliśmy do Witkowych skał, gdzie oprócz pomęczenia się na kilku drogach poćwiczyliśmy sobie techniki wspinaczkowej takie jak budowa stanowiska, zjazdy itd. aby nam nikt nie zarzucał że się nie przygotowujemy do egzaminu na kartę ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fbedkowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Łukasz Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|01 - 02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Pod Dolinę Kościeliską dotarliśmy ze sporym opóźnieniem, spowodowanym przez ,,turystów” przyjeżdżających zobaczyć krokusy. Jako, że sami nigdy nie byliśmy na krokusowej wycieczce, zupełnie nie byliśmy świadomi jak wyglądają Tatry w tym okresie. Samochody poszukujące parkingu na tyle spowolniły ruch, że byliśmy wyprzedzani przez pieszych, wjazd do doliny był blokowany przez straż pożarną oraz policję. Z niewiadomych dla nas przyczyn, krokusy są powodem do pielgrzymek ogromnej, normalnie nie spotykanej w Tatrach rzeszy ludzi. Równie niezrozumiały jest dla mnie fakt, że krokusy są pożądane jedynie w dolinie, te na łąkach przed, są bez skrupułów rozjeżdżane i rozdeptywane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy w końcu doszliśmy pod jaskinię i zaczęliśmy zjazd do otworu Czarnej była godzina 14. Pierwotny plan zakładał dojście do Partii Królewskich i z powrotem. W samej jaskini dość sporo wody. Kiedy doszliśmy do Herkulesa zastaliśmy wartki i huczący potok. Również na Węgrze woda spływała strumykiem (tym razem cichym) o czym przekonałam się podczas wspinaczki, kiedy woda wpływała mi rękawem i wypływała w kaloszu. Z powodu przemoczenia oraz późnej godziny zdecydowaliśmy, że odpuścimy sobie Partie Królewskie i wyjście jaskiniowe zakończymy statusem ,,przyjemne”. Po wylaniu wody z kalosza i wykręceniu skarpetek rozpoczęliśmy wycof. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę ograniczyliśmy się do wycieczki na Stoły. W dolinie wymijaliśmy wszystkich niedzielnych turystów, tak bardzo zdeterminowani na ucieczkę w spokojniejsze miejsce, że prawie nie zauważyliśmy Asi i Tomka, którzy wraz z dziećmi szli do jaskini Mylnej. Po odbiciu na Stoły spotkaliśmy tylko kilku turystów schodzących na dół, pod domkami zrobiliśmy sobie piknik oraz lekcję topografii. Skończyliśmy, kiedy u góry zaczęło się robić tłoczno. Nie chcieliśmy też przedłużać wycieczki, żeby wyjechać przed wszystkimi ,,krokusowymi turystami”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Baranie Rogi|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Baranie Rogi (2526) były celem naszego wypadu w przepięknych okolicznościach przyrody i pogody. Z Starego Smokowca przez Hrebieniok do Chaty Zamkowskiego gdzie pojawia się śnieg sensowny do podejścia na nartach. Doliną Studeną docieramy do chaty Theriego i po krótkim odpoczynku dość stromo na Baranią przeł. (2389). Tu zasadnicza grupa zostawia narty (tylko bierzemy raki i czekany) i tylko Łukasz zabiera sprzęt na szczyt. Od przełęczy wiedzie stromy żleb lecz potem bez trudności na szczyt. Pogoda wciąż dobra, widoki wspaniałe. Wkrótce zejście a Łukasz na nartach pokonuje stromy fragment żlebu bez problemów. Od przełęczy bajeczny zjazd do Terinki gdzie tylko zaliczamy piwo (po takiej wyrypie można na temat piwa pisać poemat, zwłaszcza w Terince). Dalej równie fajnie do końca śniegu. Ostatni odcinek znów z buta ale i tak nie było źle więc bez niespodzianek dochodzimy do auta. Zrobiliśmy 1500 m deniwelacji i ok 20 km. Zacny wyjazd, jak na razie numer jeden sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBaranieRogi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Bogdanem rano w Tatry do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Na parkingu jesteśmy przed godziną 0900 i już po chwili idziemy szlakiem w Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
Zazwyczaj wybieram taką jaskinię i taki termin, który gwarantuje przemoczenie się w jaskini do suchej nitki i nie dojście do celu bo coś po drodze jest zawsze zalane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie inaczej było tym razem. Doliną Miętusią idziemy w śniegu, podejście pod otwór oblodzone.&lt;br /&gt;
Szybkie przebranie się i po chwili jesteśmy gotowi do zejścia. Idzie dość sprawnie co skutkuje tym, że zatrzymuje nas dopiero wiszący syfonik, który jest zalany aż do połączenia z syfonem Zwolińskich. Jako, że naszym pierwotnym celem było dojście do MarWoju mamy spory zapas czasu, który decydujemy się wykorzystać na zwiedzenie każdego zakamarka jaskini od tego miejsca aż do otworu. Od Igliczki wchodzimy do górnego korytarza i udajemy się do Partii Nietoperzowych lewarując około 30 minut gdzieś po drodze jakieś donikąd nie prowadzące jeziorko. Stamtąd do Jeziorka Gotyckiego i przez prożek z powrotem do Komory pod Matką Boską. Jako, że pod Igliczką zostawiliśmy wory wracamy po nie i zaczynamy wycof.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;rurze&amp;quot; wychodzi z człowieka to co najpiękniejsze ale dajemy radę. Na powierzchni jest jeszcze jasno więc szybko się przebieramy i zaczynamy schodzić.Bogdan po drodze zalicza upadek tak spektakularny, że nawet jego kijki z wrażenia dosłownie chylą ku niemu swoje końcówki. Po dojściu do szlaku zastaje nas zmrok. Doliną kościeliską idziemy już przy świetle czołówek. Tego samego dnia przed 2200 jesteśmy już na Śląsku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|I Ogólnopolskie Forum Speleologiczne w Chęcinach - czyli weekend pełen wrażeń|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka oraz speleofani z całej Polski|24 - 26 03 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nim Forum zdążyło się zacząć skorzystałam z wolnego dnia i zwiedziłam muzeum minerałów Wydziału Nauk o Ziemi w Sosnowcu oraz Zamek Królewski w Chęcinach. &lt;br /&gt;
Po południu zaczyna się Forum. Pierwszą atrakcją są odwiedziny jaskiniach w Jaworzni – Chelosiowa Jama oraz Pajęcza. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiam i do jednej i do drugiej jaskini. Oba obiekty znajdują się w nieczynnym kamieniołomie na Górze Kopaczowej. Teren jest obecnie rezerwatem przyrody nieożywionej właśnie z powodu znajdującego się tam najdłuższego systemu jaskiniowego w Górach Świętokrzyskich (system Chelosiowa Jama-Jaskinia Jaworznicka o długości korytarzy 3,67 km oraz Pajęcza 1,18km). &lt;br /&gt;
W czasie wycieczki możliwe jest obejrzenie jedynie fragmentów jaskiń, które zobaczone nawet w tak małych fragmentach robią spore wrażenie. Choć jaskinie nie mają przepaścistych studni jak te tatrzańskie, to jednak nie są tak ciasne jak jurajskie. W Chelosiowej Jamie stykamy się z szerokimi korytarzami i dużymi salami, gdzieniegdzie naciekami oraz (!) wyrastającymi ze ściany kryształami kalcytu. Jaskinia Pajęcza jest mniej obszerna lecz równie interesująca jak poprzednia. Przejście tych jaskiń również nieco bardziej wymagające niż zwiedzanie jaskiń jurajskich. Poza wszędobylskim błotem, do pokonania mamy kilka zapieraczek i czujnych prożków. &lt;br /&gt;
Po powrocie kolacja na której spotykam Iwonę i Karola, którzy dojechali wieczorem. Po kolacji odbył się drużynowy quiz jaskiniowy. Sama nie wiem jak, ale nagle znalazłam się przy stole jednej z drużyn, jak się później okazało zwycięskiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed południem odbywały się panele tematyczne, między którymi można było dowolnie wybierać, bardzo różnorodna tematyka. Można było posłuchać czegoś o eksploracji, geologii, sprzęcie, ratownictwie (GOPR I GRJ), czy zapoznać się ze sprawami KTJ. Powtórzona zostaje wycieczka z dnia poprzedniego. &lt;br /&gt;
Kiedy wykład o łączności przenosi się na dwór w celu zaprezentowania działania poszczególnych pozycji, ja idę na wycieczkę dookoła kamieniołomu (na 3 poziomach, przy okazji doczytując informacje o skałach i geologii znajdujące się na tablicach Świętokrzyskiego Szlaku Archeo-Geologicznego. &lt;br /&gt;
Po obiedzie odbywa się Forum Eksploracji na którym przedstawione zostały dokonania 9 polskich wypraw wraz z rysem historycznym oraz geologicznym, a wieczorem ognisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Również zaczyna się cyklem wykładów i zajęć o różnorodnej tematyce. Część zajęć odbywa się w terenie. Wczesnym popołudniem duża grupa udaje si na wycieczkę geologiczną. W odniesieniu do lokalnej budowy geologicznej wyjaśnione zastało wiele pojęć i zagadnień geologicznych, procesów i zależności. Mimo chęci grupy do większego wgłębiania się w temat, były to ostatnie zajęcia, a czas ograniczony. W związku z czym zakończyliśmy wycieczkę i wróciliśmy na obiad do ośrodka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostaje mi mieć nadzieję, że numeracja przed nazwą forum nie została dodana przypadkowo i w przyszłym roku będę się mogła wybrać na Drugie Ogólnopolskie Forum Speleologiczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka raz jeszcze|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde, Sonia Tomanek (os. tow.)|26 03 2017}}&lt;br /&gt;
Okoliczności sprawiły, iż po raz drugi przyszło wychodzić na Rysiankę. Przez ostatni tydzień powłoka śnieżna znacznie &amp;quot;odjechała&amp;quot; w górę. Sonia idzie bez nart a Bianka zostawia swoje narty również w aucie bez wiary w konkretny zjazd. Wkrótce jednak jest upragniony śnieg. Wyjście do schroniska a potem zjazd przez las do Złatnej a dziewczyny niestety drałowały &amp;quot;z buta&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Dolina Żarska; Skitur na Pośredni Przysłop|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Damian Szołtysik + os.tow|25 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wcześnie rano, dojazd zajmuje nam niespełna 4 godz. W asyście promieni słonecznych docieramy do Żarskiego Schroniska. Stamtąd ruszamy w przeciwnym kierunku, niż wszyscy inni skiturowcy, zmierzający na Smutną Przełęcz. Po drodze, na szlaku mijamy duże lawinisko-dość dawna pamiątka po wielkim śniegu. Dochodzimy do stromego żlebu, który po pewnym czasie musimy pokonać z nartami na plecach. Po osiągnięciu celu wędrówki tj. Pośredniego Przysłopu, zaczynamy wyśmienity zjazd, w nieco mokrym śniegu. Słońce towarzyszy nam, aż do końca wycieczki. W bardzo dobrych humorach wracamy kolejne 4 godz. do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FPosredni%20Przyslop%20w%20dolinie%20Zarskiej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Klimczok przez Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2017}}&lt;br /&gt;
W środę z samego rana wybieram się do Brennej by przed popołudniowym spotkaniem przejść się na Klimczok. Pogoda nie rozpieszcza. Na miejscu nie pada ale też nie ma słońca, wieje i jest dość zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję z Brennej czarnym szlakiem do zielonego prowadzącego na Błatnią i w tym momencie zaczyna padać. Tam zmieniam szlak na niebieski i podążam nim aż do zapory w Wapiennicy. Za zaporą skracam szlak przez mostek, na żółty prowadzący do czerwonego, biegnącego przez schronisko na Szyndzielni. Przed samym Klimczokiem zmieniam szlak na żółty i nim schodzę na Błatnią, cały czas idąc w deszczu. Droga zejścia taka jak przy podejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dane z GPSa 22.3km w czasie 4h47min gdzie pod górę było prawie 1300m&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Copik (os. tow.)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach szlakiem z Złatnej po śniegu. Ze schroniska przejście na Redykalny Wierch a następnie zjazd częściowo lasami do szlaku zjazdowego z Lipowskiej. Piękna pogoda i śnieg do samego dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kołowa Czuba|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski,  Damian Żmuda, Kasia Rupiewicz (os. tow.)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście całą grupą z Kuźnic do Murowańca. Kasia poszła w stronę Granatów a reszta zespołu próbowała podejść pod Honoratkę (żleb opadający z Mł. Koziego Wierchu). Po wichurach jednak potworzyły się ogromne depozyty niebezpiecznego śniegu. Ostrożnie jak po szkle podchodzimy pod wylot żlebu lecz nie odważamy się na naruszenie przypuszczalnie nikłej stabilności śnieżnej poduchy przy podstawie żlebu. Czujnie trawersujemy do Zawratowego żlebu i nim w rakach na przełęcz. Aby coś &amp;quot;zdobyć&amp;quot; wychodzimy więc na Kołową Czubę (2105). Potem zjazd po zmiennych śniegach Dol. 5 Stawów i Roztoką do drogi (Damianowi Ż. zdarza się złamać nartę). Od Wodogrzmotów już po ciemku z buta na Palenicę. Nie było już żadnych busów. Tomek udaje się więc do Kużnic po auto z przypadkiem jadącym w tamtą stronę gościem. To i inne opóźnienia sprawiają, że w domu jesteśmy dopiero po północy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKolowaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Szpiglasowa Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Podchodzimy z Palenicy Białczańskiej przez Pięć Stawów pod Szpiglasową Przełecz. Powyżej schroniska leżał pyszny, nieco upakowany, ale jednak miękki, bezpieczny i nie klejący się śnieg. Zjazd po łagodnych, rozległych stokach &amp;quot;piątki&amp;quot; do Wielkiego Stawu należał do jednych z lepszych w sezonie. Pogoda też dopisała, choć momentami wiało bardzo mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Jacek Szczygieł (WNoZ UŚ), os. tow.|18 03 2017}}&lt;br /&gt;
Zostaliśmy zaproszeni do współpracy podczas służbowego wyjścia Jacka na badania geologiczne w Kasprowej Niżniej. Polegało to na odkopywaniu, polewaniu wodą, pobieraniu, fotografowaniu, przenoszeniu sprzętu z punktu A do punktu B itd. Wszystkie merytoryczne prace odbywały się w zasadzie na odcinku od otworu do Wielkiego Progu. Żeby cokolwiek pozwiedzać, przebiegliśmy się jeszcze na szybko do Złotej Kaczki (sucha!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: The Lake District |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska+os.tow.&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
3 dni w Zjednoczonym Królestwie, z czego jeden spędzam w Parku Narodowym Lake District, wybierając trasę przy Rydal Water, niewielkim jeziorku otoczonym przez ciekawe, trawiaste wzniesienia, położonym w centralnej częsci Parku. Ponoć Park ten słynie z malowniczych, często bezdrzewnych widoków, mnie nie dane było zweryfikować, czy rzeczywiście to prawda. Powodem była oczywiście zła pogoda i gęste mgły. Co gorsza, dzień przed i dzień po, było całkiem fajnie i słonecznie. Poza tym, zdołałam zwiedzić York i Liverpool oraz przejazdem odwiedzić Park The Peak District.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Lake%20District&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pośrednia Salatyńska Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem trudno mówić tu o &amp;quot;samotnym wyjściu&amp;quot;. Dobrze że była mgła, bo nie widziałem wszystkich tych ludzi. Zjazd w każðym razie bardzo przyjemny; śnieg miękki, a i chmury się nieco rozstąpiły. Cała wycieczka zajęła mi 2h 40m, więc po południu wyciągam jeszcze kolegę na szybką przebieżkę do Doliny Kondratowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Huncowski Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Agnieszka Sarnecka (AKG)|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
Ocieplenia z końca lutego spowodowały &amp;quot;ucieczkę&amp;quot; śniegów mocno w górę zwłaszcza na południowych stokach. Dlatego m. in. za cel wybraliśmy Huncowski Szczyt (2352) gdyż sporo podejścia można wykonać naśnieżoną nartostradą. Od Skalnatego Plesa już całkowicie sami, dość stromym stokiem podchodzimy zachodnią stroną śnieżnymi polami na szczyt. Śnieg twardy. Michał walczy długo na fokach lecz górny odcinek pokonujemy wszyscy w rakach zostawiając narty kilkadziesiąt metrów pod wierzchołkiem gdyż zalegało tam więcej kamieni niż śniegu. Pogoda była cudowna i nawet przykry na początku wiatr przycichł. Z kamienistego szczytu kawałek schodzimy do nart a potem twardym zboczem suniemy na nartach w dół lawirując nieco między kamieniami. Śnieg taki trochę szreniowaty. Niżej już lepiej. Do auta śmigamy już rozjeżdżoną nartostradą w coraz większym upale. Zrobiliśmy 1420 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Huncowski&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie na skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka|05 03 2017}}&lt;br /&gt;
W ten weekend miałem kolejny zjazd i bardzo psioczyłem na fakt, iż wypadają mi studia. Dodatkowo niedziela miała być już zdecydowanie gorsza. Zrobiliśmy z Iwoną szybkie postanowienie. ja biorę szpej, a ona dojeżdza do mnie  w niedzielę do Krakowa. Jeżeli prognozy się poprawią to jedziemy na Witkowe skały (obok słonecznych), a jak będzie kicha to po drodze wstąpimy na jakąś ściankę. Na szczęście prognozy się polepszyły i po wykładach byliśmy już  pod skałami. W pierwszej chwili szok! Tyle aut nie widziałem w słonecznych skałach przez cały sezon! Tylu wspinaczy rzuciło się na te pierwsze słoneczne dni, my również ;) Na początek padło kilka łatwych dróg, z cięższymi były lekkie trudności. Widać, że będzie się trzeba porządnie rozwspinać zanim w tym roku rzucimy się ma swoje życiówki ;) Najważniejsze, że sezon się już rozpoczął, przynajmniej do kolejnego słonecznego weekendu ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch skiturowo|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia i Tomasz Jaworscy, Jacek Copik (os. tow.)|05 03 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad na Kasprowy Wierch (1987). Podejście &amp;quot;nowym&amp;quot; szlakiem skiturowym przez dol. Goryczkową. Wiał halny i kolej linowa nie działała więc generalnie pustki. Warunki nie specjalne na podejściu za to po południu śniegi puszczają i zjazd przepiękny. Zahaczamy jeszcze o schronisko na Kondratowej (spotykamy tu Marka Wierzbowskiego) i dalej do Kuźnic  niemal do brukowanej drogi po śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - J. Kryształowa, Ludwinowska, Niedźwiedzia Grota|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|04 03 2017}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z wolnego dnia i ładnej pogody... schodząc pod ziemię. Jaskinia Kryształowa zaskakuje nie tylko małym wejściem które musimy rozkopać by przecisnął się mój gabaryt, ale i warunkami które zastajemy w środku. Wszystko wygląda tak, jakby dziura zawaliła się w połowie i nie była do końca zdecydowana czy chce runąć na amen. Zwiedzamy główny ciąg odpuszczając niepewne boczne korytarze i wycofujemy się na bezpieczną powierzchnię. Ludwinowska i Niedźwiedzia Grota okazują się typowo rodzinnymi obiektami, którym bliżej do schronisk niż jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkrysztalowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Brzozowa|Andrzej Gałecka, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Ruda (PGE - os. tow), Chris (PGE - os. tow.)|26 02 2017}}&lt;br /&gt;
Dzięki uprzejmości Speleoklubu Brzeszcze mamy okazję odwiedzić Jaskinię Brzozową. Do jaskini ruszamy we trójkę: ja, Piter i Andrzej. Na miejscu dołącza do nas zaprzyjaźniony duet z PGE.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Jako, że jaskinia jest otwarta jedynie przez 3 godziny, nie mamy wiele czasu. Pomimo sporej ilości osób krążących w korytarzach jaskiniowych, udaje nam się wygodnie zajrzeć w każdy dostępny chodnik. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Stan w którym jest jaskinia udowadnia, że decyzja o zabezpieczeniu jej włazem była dobrą decyzją: nienaruszona szata naciekowa, wielkie bogactwo kości i brak wydrapanych na ścianach wyznań miłosnych sprawiają, że obiekt robi wielkie wrażenie.&lt;br /&gt;
2.5 godziny mijają nam w oka mgnieniu. Największe wrażenia robi Zamkowy Korytarz, na wstęp do którego otrzymujemy oficjalne przyzwolenie. Las stalaktytów na który trafiamy sprawia, że nawet ja w końcu milknę z wrażenia. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Chyba z odrobiną niedosytu wychodzimy z jaskini minutę przed jej zamknięciem. Jednomyślnie stwierdzamy, że to było bardzo dobrze spędzone niedzielne popołudnie. &amp;lt;br&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fbrzozowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Asia Przymus, Łukasz Piskorek|25 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6:45. Natarczywy sygnał budzika. Otwieram oczy. Nie! Już!? Przecież ledwo co zasnąłem! Przynajmniej tak mi się zdawało. Sprawdzam godzinę. Jest źle, ale jeszcze nie tragicznie. Mam kwadrans po planowanego wstawania, więc przestawiam alarm i obracam się na drugi bok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7:00. NIEEEE! Podnoszę się na poduszce i robię zwiad. Wciąż cisza, reszta wygląda jakby spała. Nawet Rysiek nie daje oznak przebudzenia. Walczę przez chwilę z myślami „ Czy powinienem dać dobry przykład i wstać pierwszy?”.  Wynikiem tej krótkiej lecz zażartej wewnętrznej walki było przestawienie alarmu na kolejne piętnaście minut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7:30. Nieee! Zaspałem! Iwona z Karolem również zamarudzili. Rysiek już walił nam reprymendę za opieszałość. W pośpiechu zacząłem się zbierać. Na szczęście  graty miałem w większości spakowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie dojechała jeszcze Asia z Łukaszem i  jakoś o 8.20 wyruszyliśmy. Myknęliśmy najpierw autem , potem busem do Kuźnic. Szlak był na szczęście prawie płaski. Odbiliśmy w pewnym momencie ku Kasprowemu Potokowi i tam po krótkim przedzieraniu się na przełaj dotarliśmy do otworu. Wleźliśmy do środka. W przedsionku jaskini było już ciemno, a podłoże było wilgotne i przez to dość bagniste. W pierwszej chwili pomyślałem, że wolałbym się przebierać na zewnątrz, ale już nie miałem ochoty przeciskać się przez otwór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na wstępie przywitał nas tunel, w którym na zmianę trzeba było się czołgać i lawirować między kałużami. Może bardziej fachowo trzeba by to nazwać jeziorkami? Jak kto woli. Dla innych może to małe jeziorka, dla mnie duże kałuże. Na szczęście  w żadnej z nich poziom wody nie przekroczył krytycznej wysokości mojej cholewki, więc przeszedłem całość suchą skarpetą. Sukces. Pierwszy zjazd- łatwizna. Następnie znowu mokradła, które wymagały już większej gimnastyki niż poprzednie. No! Wreszcie Wielki Komin. Karol szykował się do wspinaczki. Zastanawiałem się, czy nie zaoferować się z asekuracją. Młody jest, właśnie się ożenił, pewnie jeszcze chce pożyć jakiś czas – ok., przekonałem samego siebie, że powinna zająć się tym Iwona. W oczekiwaniu na gotową drogę siedziało się zadziwiająco komfortowo. Jedynym minusem było regularne nadchodzące nieprzyjemne zapachy. Ta jaskinia po prostu śmierdziała. Czym? Błotem, zbyt długo zalegającą wodą, produktami potrzeb fizjologicznych poprzednich wizytatorów?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pokonaniu Wielkiego Komina krótki zjazd do Gniazda Złotej Kaczki. „Złotej” jest pewnie odniesieniem do zalegającej w tym miejscu żółtej wody… o pardon, złotej. Barwa wynikająca z rozpuszczenia dużej ilości pewnych składników mineralnych w wodzie? Oby. Na szczęście nie trzeba było się w niej moczyć. Korytarz do dalszej części jaskini okazał się całkowicie zalany i rozbijając biwak na bagnistym brzegu każdy zajął się tym czym uważaj za stosowne. Większość coś wrzucała na ząb, ale Asia poza tym postanowił również ulepić błotnego bałwana z jedną kończyną. Cóż za kunszt! Te wyrzeźbione rysy, ta niemal naturalna sylwetka. Opera d’arte w pełnej krasie! Na koniec zrobiliśmy sobie parę zdjęć przy Złotej Kaczce i zaczęliśmy wychodzenie. Przebiegło sprawnie i bez większych problemów. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o kilka pobocznych korytarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tylu miesiącach wreszcie miła odmiana - po wyjściu z jaskini wciąż było widno. Jakże przyjemniejsze jest wyjście i później pedałowanie w stronę Zakopanego. Oczywiście nie było się bez paru upadków głównie w moim wykonaniu, ale już taki mam chyba styl chodzenia po szlaku zimą. Po dotarciu do Kuźnic i pożegnaniu z Łukaszem oraz Asią skierowaliśmy się do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ISLANDIA: nieokiełzana natura|Tomasz Jaworski, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Teresa Szołtysik, Agnieszka Sarnecka (AKG)|17 - 25 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozowanie pogody na Islandii jest tyle warte co obstawianie w 3 karty. Spędziliśmy na wyspie tydzień i mieliśmy wszystkie możliwe pogody i pory roku mimo kalendarzowej zimy. Cel naszego wyjazdu – góra Hvanndalsnukur (2121) mimo dużej determinacji zespołu nie została osiągnięta. Wycieczkę na nią zaplanowaliśmy w najlepszy wg wszelkich dostępnych prognoz dzień. O świcie ruszyliśmy w mżawce/deszczu niosąc narty na plecach. Od wysokości ok. 900 m n. p. m. (a startuje się niemal z poziomu morza) szliśmy po śniegu, osiągając lodowiec już na nartach. Deszcz zamienił się w śnieg a temperatura drastycznie spadła powodując zamianę naszych ubrań w lodowe pancerze. Wyżej poruszaliśmy się wg wskazań GPSa bo widoczność spadła do kilku metrów co w połączeniu z śnieżną zadymką i wzmagającym na sile wiatrem dramatycznie spowalniało ruchy. Lodowiec mógł skrywać szczeliny lecz mimo posiadania sprzętu nie związaliśmy się liną z uwagi na te właśnie trudne warunki (również wykonanie zdjęcia było nie lada wyzwaniem) . To lodowa pustynia bez jakichkolwiek punktów odniesienia i tego co można nazywać infrastrukturą turystyczną. Zawracamy więc z wysokości niespełna 1800 m. Więcej nie uda się ugrać gdyż nie mieliśmy zamiaru zabijać się dla Hvanna. Na szczęście ślady nie zostały całkowicie zawiane więc czujnie lecz w miarę szybko zjeżdżamy jak lodowe sople do granicy śniegu i innego klimatu. Znów wychodzi słońce a pod nami rozlega się bezgraniczna i wręcz przerażająca pustka lawowych połaci, białych lodowców i czarnych skał. Szybko odtajaliśmy schodząc już na nogach do drogi nr 1. W tym rejonie naszą bazę stanowiła chatka oddalona o niespełna kilometr o w/w drogi (kilkanaście km na E od parkingu przy Hvannie). Stąd właśnie zrobiliśmy sobie wycieczkę do lodowej laguny oraz do dwóch jaskiń lodowych usytuowanych w lodowcu Vatnajoköll.  O ile do chatki dojechaliśmy gruntową drogą w „letnich” warunkach o tyle powrót do „jedynki” odbywał się w iście zimowej scenerii. Damian z Tomkiem jechali po białej pustce a reszta ekipy z czołówkami wskazywała domniemany przebieg drogi. Nawet główna, asfaltowa droga była tylko białym, nieskalanym żadnym śladem kobiercem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następnych dniach odwiedziliśmy lawową jaskinię Raufarholshellir, kąpaliśmy się w ciepłych wodach i podziwialiśmy wspaniałe wodospady. Na zakończenie, były członek naszego klubu – Stasiu Zawada (mieszka już na Islandii 10 lat) oprowadził nas niczym zawodowy przewodnik po Reykjaviku. W ostatni dzień wcześnie musieliśmy się ewakuować na lotnisko gdyż ostrzeżono nas o możliwości zamknięcia na czas sztormu drogi do Keflawik. I rzeczywiście trudno było się w tym wietrze przemieszczać czy to pieszo czy samochodem. Udało nam się jednak do domu dotrzeć szczęśliwie. Tu bardziej szczegółowy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Islandia_2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Islandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Zwiedzanie i nieco jaskiń bis|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 21 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nauczeni doświadczeniami z poprzedniego wyjazdu, uzupełnionymi o dane od innej ekipy jaskiniowej, uznaliśmy, że co prawda Wizzar do Dubaju jest dużo tańszy, ale przy wyjeździe tygodniowym dużo więcej sensu ma przelot prosto do Maskatu. Nie trzeba biegać z worami, szukać transportu do Omanu, martwić się o granice... Poza tym udało się nam znaleźć świetne połączenie, z Krakowa, czyli niemal spod domu, z krótką przesiadką w Amsterdamie i międzylądowaniem w Abu Dhabi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej w Relacji: [[Relacje:Oman_2017]] &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - System Jaskiń Towarnych|Andrzej Gałecka, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|19 02 2017}}&lt;br /&gt;
Szybka niedzielna akcja: ja po dłuższej przerwie szukam okazji do poleżenia w jaskiniowym błocie, a Andrzej rozgląda się za możliwością odwiedzenia łatwiejszej jaskini. Znajdujemy wspólny mianownik naszych potrzeb i jedziemy pod Olsztyn odwiedzić Cabanową, Towarną, Dzwonnicę i na deser Zieloną Górę. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Cabanowa bez zmian, nie widać kolejnych zniszczeń przy wejściu, najwyraźniej poszerzanie otworu skończyło się na jednym kamieniu. Szybko przemieszczamy się do Towarnej wchodząc najwyżej i najgłębiej gdzie się da (no jest tego ze 3.5 metra!), odwiedzamy część Niedźwiedzią i czołgamy się niskim korytarzem do Dzwonnicy. Tam robimy kilka zdjęć po czym wychodzimy drugim wyjściem (zawaliskowym) z jaskini i zmieniamy lokalizację. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Rezerwat Zielona Góra poza samą jaskinią pokazał nam też ciekawy wytop w jednym miejscu. Charakterystyczne, śnieżne zapadlisko przy wyłażących spod ziemi kamieniach może sugerować jakąś ciekawą przestrzeń pod ziemią, ale o tym trzeba porozmawiać z kimś mądrzejszym ;)&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Jaskinia w Zielonej Górze zajmuje nam odrobinę więcej czasu. Andrzej ma możliwość poćwiczenia czytania planów jaskiniowych, sprawdzamy też, przez jak wąskie miejsca jesteśmy w stanie się przecisnąć. Po zwiedzeniu każdego z miejsc, w które udało nam się wepchnąć nasze szacowne organizmy, opuszczamy jaskinię. Po drodze do samochodu jeszcze sprawdzamy jedno ze schronisk z interesującym prawie-korytarzem. Jako, że nie odkrywamy nic nowego - wracamy do domów by resztę niedzieli spędzić na praniu rozkosznie umorusanych ciuchów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: [http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTowarne http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTowarne]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Sölden|Tomek i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 18 02 2017}}&lt;br /&gt;
Coroczny wyjazd na narty. Tym razem wybór padł na Sölden w Austrii gdzie na lodowcach Tiefenbachgletscher i Rettenbachgletscher doskonaliliśmy techniki zjazdowe na nartach. Warunki do szaleństwa narciarskiego doskonałe a pogoda nas dopieszczała. Widoki gór bajeczny tylko czas za szybko płynął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Faustria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Morsowanie w Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Lucjan Kaliński (dawny Speleoklub Gliwice), Zygmunt Zbirenda (b. cz. klubu)|09 - 12 02 2017}}&lt;br /&gt;
Odbył się XIV Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie. Kąpiele w Bałtyku były rewelacyjne, pogoda wspaniała, imprezy towarzyszące świetnie zorganizowane. Wszyscy uczestnicy Zlotu byli obowiązkowo ubezpieczeni a odpowiednie służby (ratowicy wodni i medyczni) czuwali nad bezpieczeństwem kąpiących się. Po kąpieli w Bałtyku, tuż obok plaży czekały na Morsów jakuzzi i sauna! &lt;br /&gt;
Na Zlot pojechaliśmy z klubem MORSY z Dobrzenia (woj. opolskie) którego wieloletnim członkiem jest Lucek; założyliśmy tam podsekcję Morsów Jaskiniowych. Było to prawdopodobnie pierwsze w historii naszego klubu oficjalne Morsowanie&lt;br /&gt;
jego członków; mamy nadzieję,że na kolejny Zlot Morsów wybierzemy się w liczniejszej reprezentacji, bo naprawdę warto.  Do Morsowania – oprócz rozgrzewki na plaży tuż przed kąpielą - nie przygotowywaliśmy się w jakiś specjalny sposób ; no chyba , że wliczymy w to  nieplanowane /najczęściej/ kąpiele w jaskiniach. W związku z powyższym proponuję, założenie również w naszym klubie podsekcji Morsów Jaskiniowych. Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMorsy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - manewry ratownictwa jaskiniowego (GRJ) w jaskini Miętusiej|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt; oraz grotołazi zrzeszeni w GRJ z różnych klubów PZA|11 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/grj-zimowe-manewry-022017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Berchtesgadeńskie - skitury i jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team) i przez jeden dzień Michał Ciszewski (KKTJ)|04 - 07 02 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z Katowic w piątek wieczorem. Bazę tego wypadu stanowi chatka pod Lampo, gdzie przebywa liczna grupa naszych jaskiniowych znajomych. Po kilku godzinach snu, w sobotę wychodzimy na Buchauer Scharte (2300). W niedzielę do naszej ekipy dołącza tymczasowo Furek i podejmujemy próbę podejścia na szczyt Hochkönig. Niedospanie i mała ilość śniegu wysoko na plateau przyczyniają się jednak do redukcji planów i odwrotu z bańbuły na wysokości 2600. Niżej ze śniegiem jest bardzo dobrze, mamy więc używanie i nawet zjeżdżamy nieco dalej niż w planach, podchodząc później z powrotem na fokach w celu dotarcia do samochodu. W poniedziałek, ze względu na duży opad deszczu, szybką dwójką wybieramy się z Markiem do jaskini Lamprechtsofen zerknąć do studni King Kong. Akcja na +440 zajmuje nam nieco ponad 6 godzin. Ze względu na podejścia i zejścia w tej jaskini, dotarcie do tego poziomu wymaga w istocie podejścia sześciuset metrów w jedną stronę, głównie na nogach i po drabinach. W poniedziałek pogoda się poprawia, wzrasta za to zagrożenie lawinowe. Ruszamy więc w Wysokie Taury, na szczyt Baukogel (2224). Jesteśmy kompletnie sami na szerokich, pokrytych świeżym puchem łąkach. Na około 300 metrów przed szczytem Marek odkrywa, że jego wiązanie usiłuje odpaść od narty, co przyczynia się do decyzji o wcześniejszym odwrocie. Może nawet wyszliśmy na tym lepiej, bo mogliśmy konsumować pyszny zjazd na mniej zmęczonych nogach. W Katowicach jesteśmy z powrotem we wtorek o 22:30. W sumie, w ciagu czterech dni podeszliśmy łącznie ponad 4 000 metrów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Jacek Copik|05 02 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejny szybki i przyjemny wyjazd. Pogoda w Mikołowie nie zachęcała do opuszczania domu.  Na szczęście,  po dotarciu do Soblówki deszcz ustąpił niemalże w momencie. Startujemy z parkingu przy czarnym szlaku i po ponad godzinie docieramy do Schroniska. Krótka przerwa na herbatkę i ruszamy na Wielką Rycerzową. Stąd zaczynamy zjazd  niebieskim szlakiem bardziej przez las, niż wzdłuż szlaku. Później szusujemy już wzdłuż szlaku zielonego. Pokonanie przeszkód w postaci gęsto występujących drzew, bądź też ukrytych strumyków okazuje sie ciekawym doświadczeniem i treningiem zwiększającym nasze umiejętności:)&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,Łukasz Mazurek, Monika (os.tow.)|05 02 2017}}&lt;br /&gt;
Krótki niedzielny wypad. Mieliśmy pokazać Łukaszowi i Monice czym zajmują się grotołazi. Do jaskini weszliśmy obejściem, tak by nie musieć używać lin. Doszliśmy aż do korytarza Kryształowego. Tam zrobiliśmy parę pętelek i pozaglądaliśmy w kilka zakamarków. Łukasz znalazł zestaw temperówek i baterii (proszę nie zgłaszać się po zgubę, różowa temperówka bardzo mi się podoba). W drodze powrotnej część zespołu skorzystała z obejścia Studni Awenowców. Dalszą drogę pokonaliśmy trasą zejścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - wyjazd narciarsko-jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Posłuszny Bogdan, Asia Przymus|28 - 29 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan na weekend był prosty sobota narty, niedziela jaskinia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę przed południem i przez Słowację udajemy się do Kościeliska. Po zorganizowaniu się na bazie zabieramy sprzęt i jedziemy do Witowa na stok. Zjeżdżamy raz za razem nie tracąc czasu a wręcz zaczynając przyspieszać co z boku mogło wyglądać jak wyścigi. Ale czego się spodziewać jak chce się nadrobić tyle czasu życia w nieświadomości, że na dwóch kawałkach &amp;quot;deski&amp;quot; można tak sprawnie jeździć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem wracamy na bazę i weryfikujemy nasz plan dotyczący wyjścia do jaskini i ostatecznie postanawiamy udać się do Zimnej. Plan dojścia do wideł realizujemy sprawnie, w ponorze sucho więc nic nas nie spowolniło. W jaskini spotykamy grupę kursantów z instruktorami, w sumie 12 osób ale dość sprawnie mijamy się przed Chatką. Z jaskini wychodzimy po około pięciu godzinach i udajemy się na bazę a wieczorem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Małgorzata Czeczott (UKA; w sobotę)|28 - 29 01 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę wchodzimy na Spaloną Kopę. Śnieg bardzo zmienny, miejscami twardo, ale miejscami sypko i bardzo przyjemnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę szybkie wyjście na Wyżnią Kondracką Przełęcz od strony Małej Łąki. Dużo więcej ludzi i dużo gorsze warunki śniegowe, niż dwa tygodnie temu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki meteo tym razem bajkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trzydniowiański Wierch i Grześ na skiturach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 2017}}&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Za szczęśliwca może się uważać ten, który w ten weekend przemierzał tatrzańskie szczyty. Granatowe niebo z królującym słońcem, zero wiatru, lekki mrozik. Warunki niemal idealne gdyż na niektórych wystawach śnieg mógł sprawiać niespodzianki. O świcie w okolicach Chochołowa mroził nas widok samochodowego termometru – 22 st. W Chochołowskiej też dość arktycznie ale czym wyżej tym cieplej co wskazywało na ewidentną inwersję. Strome podejście na Trzydniowiański Wierch (1765) wypruwa trochę sił, zwłaszcza, że robimy to w żwawym tempie (wyprzedzaliśmy grupki skiturowców). Na szczycie krótki odpoczynek z niesamowitą panoramą białych szczytów. Z góry zjeżdżamy najpierw Jarząbczym Upłazem a potem na wprost centralnym żlebem. Na początku trochę szreni łamliwej lecz niżej już zsiadły puch. Gdy żleb robi się wąską rynną wskakujemy do stromego lasu i nim docieramy do szlaku w Jarząbczej dolinie. Po drodze jest zaśnieżona, dość wąska kładka bez poręczy nad strumykiem. Zrobiłem to na szybkości i się udało. Esa dotarła na drugi brzeg lecz tuż za kładką zjechała jej narta i z nie małej skarpy spadła lądując w wodzie na plecach z nartami na sztorc. Po krótkiej akcji ratunkowej okazało się, że do połowy jest mokra (plecak uratował ją od zmoczenia pleców). W tej sytuacji byłem przekonany, że to koniec akcji więc z ogromnym zaskoczeniem usłyszałem zdanie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Mieliśmy jeszcze iść na Grzesia...”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Grzesia szlakiem a zjazd najpierw  na przełaj a niżej traktem narciarskim wprost pod schronisko gdzie się nawet nie zatrzymujemy. Tnę szybko doliną w dół zostawiając Esę daleko z tyłu a ostatnie 2 km pokonuję szybką „łyżwą”. Spotykamy się przy parkingu. Pokonaliśmy 28 km i 1550 m deniwelacji. Skiturowa zima Nocków trwa...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTrzydniowanski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitur na Baranią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|25.01.2017}}&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Ferie spędzamy rodzinnie w Istebnej ucząc dzieciaki jazdy na nartach, ale nie był bym sobą gdyby nie uszczknął coś tylko dla siebie. Najsensowniejsza dla mnie była Barania Góra z Kamiesznicy czarnym szlakiem. Samochód zostawiam w okolicy koloni Fajkówka, skąd jednostajnie wznoszącym szlakiem wchodzę na górę. Trasa świetna na skiturową wycieczkę, lecz pogoda najgorsza z całego tygodnia (mgła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Ferie w Korbielowie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 22 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd pod hasłem ,,nic nie musimy”. Do Korbielowa pojechaliśmy bez konkretnego planu, jednak z kilkoma pomysłami na spędzenie czasu. &lt;br /&gt;
Poza leniuchowaniem i nadrabianiem zaległości kinematograficznych, które zdecydowanie dominowały na tym wyjeździe udało nam się odbyć kilka wycieczek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę stanowiliśmy grupę wsparcia dla grupy wsparcia skiturowców mierzących się z ,,tryptykiem beskidzkim”. Co oznacza jedynie to, że uchroniliśmy Teresę i Heńka przed kilkugodzinnym marznięciem w samochodzie w oczekiwaniu na Damiana i Michała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek w czasie kiedy Łukasz zagłębiał tajniki jazdy na nartach, ja postanowiłam bliżej zapoznać się ze skiturami. W czasie dwugodzinnej wycieczki udało mi się pokonać około połowę drogi na Pilsko, zanim uznałam, że muszę się pospieszyć, żeby wrócić na umówioną godzinę. Pogoda dopisywała, miałam dobry widok na Babią Górę i jeszcze lepszy na Tatry. Na drogę powrotną wybrałam nartostradę, którą podchodziłam.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek oboje z Łukaszem wybraliśmy się na Pilsko (na nogach), podchodziliśmy wzdłuż nartostrady, tak jak ja dzień wcześniej na nartach, skracając sobie jednak drogę od czasu do czasu przecinając las i nieczynną jeszcze linię krzesełkową. W schronisku na Hali Miziowej zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby się rozgrzać i przygotować na spotkanie z białą śnieżno-mgielną ścianą. Na szczyt udało nam się dotrzeć bez problemów, jednak byliśmy nielicznymi, którzy zapuścili się poza linię najwyższego wyciągu.  Szlak od nieszlaku dało się rozpoznać po tym, że zapadaliśmy się nieco płycej w śniegu (po zboczeniu okazało się, że jesteśmy powyżej kosówki w której lądowaliśmy do pasa). &lt;br /&gt;
Na drogę powrotną wybraliśmy szlak niebieski biegnący wzdłuż granicy PL-SK. W miejscu w którym dobijał on z grani był zupełnie nie przetarty, schodząc nim mieliśmy ubaw po pachy (śniegu zresztą prawie też) lądując co chwilę w śniegu. Z powodu mgły nie szło odróżnić gdzie kończy się ziemia, a zaczyna powietrze. Jedynym wskaźnikiem drogi był dla nas GPS. Niżej, w miejscu połączenia z czerwonym szlakiem widoczność się poprawiła i już bez przygód wróciliśmy na kwaterę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę przenieśliśmy się na jeden dzień w Tatry. Tam między innym odbyliśmy spacer nad Smreczyński Staw. Po obiedzie odwiedziliśmy jeszcze Ryśka i Marzenę, którzy spędzali w tamtej okolicy ferie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostałe dni spędziliśmy na jeżdżeniu na nartach. Jedynie ostatni dzień zasługuje na uwagę. Pragnąc zaznać trochę mocniejszych wrażeń zdecydowaliśmy się zmienić stok i zjechać na nartach z Hali Miziowej. Jadąc wyciągiem zweryfikowaliśmy plany i zjazd rozpoczęliśmy z Hali Szczawiny. Z dołu widzieliśmy wyjeżdżoną trasę dlatego wielki znak ,,TRASA ZAMKNIĘTA”, minęliśmy niemalże z pogardą. Po drodze przeprosiłam w duchu osobę, która go stawiała walcząc na wąskim zjeździe z lodowymi połaciami usypanymi kamieniami lub lawirując między drzewami próbując je ominąć. I jeszcze raz na końcu, wykręcając nogę z narty, która się zablokowała przy próbie skrętu na dość stromym lodzie. Moja próba założenia narty była na tyle długa, że Łukasz rozpoczął misję ratunkową w moim kierunku. Cale szczęście zjechałam nim zaczął na poważnie podchodzić. Po tym ekstremalnym dla mnie zjeździe zastanawiam się czy takie przygody bardziej mnie zniechęcają, czy zachęcają do takich zabaw. Za to w oczach Łukasza na pewno widziałam błyski ekscytacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkorbielow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|22 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli można by pisać poematy na temat skitouringu to przebyta przez nas trasa na pewno na to by zasłużyła. Każdy kto od kotliny Żywieckiej mija ten szczyt musi zobaczyć białe i strome zbocza opadające na wschód z tej największej w Beskidzie Śl. góry. Zachodnie zbocza są do granic możliwości skomercjalizowane przez gestorów wyciągów narciarskich podczas gdy tu są totalne pustki. Startujemy z Słotwiny głęboko wciętą  doliną między Niesłychanym Groniem a Palenicą. Leśna droga wkrótce ucieka w bok  a my podążamy przez rzadki las w stronę owych stromizn. Wyżej śniegu w bród. Jest tu kilka starych śladów narciarskich lecz człowieka nie spotykamy. Zakosami po starym wiatrołomie windujemy się ostro w górę osiągając zakręt niebieskiego szlaku i wkrótce szczyt pełen przywyciągowaych narciarzy. Tu tylko przepinaka i po przełknięciu śliny (z wrażenia przed czekającym zjazdem) ruszamy w dół. Mając w zespole lekarza ortopedę i pielęgniarkę można sobie pozwolić na trochę więcej swawoli. Na początku „tatrzańskimi” stromiznami wśród rzadkich drzew a potem przez rozległe polany dające niesamowite poczucie wolności śmigamy w dół ku naszej dolinie pogrążającej się w cieniu  kończącego się dnia. Gdzieś daleko na południu błyszczały Tatry a Babia i Pilsko wydawały się być w zasięgu ręki. Szybko tracimy wysokość pisząc nartami na śniegu linie naszej fantazji. Śnieg jest bardzo nośny więc gdy wyskakujemy na leśną drogę zjazd do auta trwa zaledwie kilka chwil.  Uff...! Co za upojny dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne-Slotwina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków - jaskinia Twardowskiego i inne|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Krakowie - Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|21 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy wzgórze Twardowskiego przechodząc szlak okrężny. Zaglądamy do jaskini Twardowskiego lecz tylko tam gdzie za nadto nie trzeba się tarzać. Udaje mi się w niej walnąć głową o strop do tego stopnia, że poczułem jak głowa wciska się z 2 cm do karku (nie miałem  kasku). Później idziemy na zalew Zakrzówek a następnie zerkamy do jaskini Wiślanej. W okolicy rozkopanych jest jeszcze kilka innych otworów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugiej części dnia przenosimy się do centrum. Przechodzimy przez Wawel i stare miasto by w Instytucie Konfucjusza Uniwersytetu Jagiellońskiego w kameralnej atmosferze posłuchać prelekcji dot. Chin oraz je przeprowadzić.  Mateusz opowiadał o polskiej eksploracji jaskiń w Chinach a ja o wędrówce rowerowej przez ten kraj. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKrokow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - samotne wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 15 01 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzę na Kondracką Przełęcz od strony dol. Małej Łąki. Do Wielkiej Polany spotykam cztery osoby. Potem muszę torować, bo na świeżym śniegu nie ma nawet śladu śladów. Na grani pusto, kolejnych ludzi widzę dopiero na zjeździe (po moich tropach na popołudniowy spacer po dolinie wybrało się kilka grupek). Pierwsze 100 m zjazdu z Przełęczy to wymagające lodowe kalafiory, przykryte świeżym śniegiem. Potem czekała mnie dosyć puchowa przygoda, choć miejscami musiałem przesmykiwać się pomiędzy wystającymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę od strony dol. Chochołowskiej wchodzę na Iwaniacką Przełęcz i dalej na Suchy Wierch Ornaczański. Choć podobnie jak poprzedniego dnia, początek zjazdu był nieco trudny, to dalej już trafiłem w pyszny puch. Tym razem kamieni nie było, ale w momencie, w którym zjeżdżałem, opad śniegu akurat się wzmógł i znacząco spadł kontrast, więc i tak musiałem jechać dosyć powoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Jaworzyna w Worku Raczańskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.) |15 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z zasypanej śniegiem Rycerki Górnej zagłębiamy się w dolinę Śrubity. W górnej części doliny skręcamy stromo do góry na grzbiet Kołyski a nim do granicznego grzbietu. Celem była Jaworzyna (1174), która osiągamy. Stąd zjazd początkowo drogą podejścia a potem na przełaj w dół do doliny Abramów po przepięknym puchu w rzadkim bukowym lesie. W dolinie jest tyle śniegu, że na łagodnym stoku nie da się swobodnie zjeżdżać. Później jednak docieramy do drogi z Przegibka gdzie jest w miarę przetarte. Do auta docieramy „łyżwą” w coraz bardziej padającym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Skiturowy maraton przez „tryptyk beskidzki”|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik (na długiej trasie), Heniek Tomanek, Teresa Szołtysik (na krótszej trasie), Łukasz Piskorek, Asia Przymus (na kwaterze w Korbielowie)|14 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babia Góra (1725), Mała Babia Góra (1517) i Pilsko (1557) to trzy najwyższe szczyty Beskidów. Zrobienie ich na skiturach w ciągu jednego dnia wydało nam się dość ambitnym planem, który był następujący: Heniek podrzuca nas autem do Zawoji. On i Teresa robią turę narciarską przez Mosorny Groń a potem odbierają nas z mety w Korbielowie. My natomiast po kolei zdobywamy Babią Górę, Mł. Babią Górę, zjeżdżamy na Słowację do dol. Polhoranki by następnie wdrapać się na Beskid Krzyżowski (923) i zjechać do Korbielowa. Stąd podejście na Pilsko i zjazd ponownie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była taka sobie. Prószył śnieg, pochmurno. Ruszamy dość późno tj. o godz. 9.00. Szczyt Babiej osiągamy o 11.30 po pokonaniu pełnej nawisów przeł. Brona a potem po ostrej walce na lodowych kalafiorach w zimnym wietrze i kiepskiej widoczności. Kopuła szczytowa niemal całkowicie wywiana  z śniegu. O dziwo było tu kilka osób. W dół najpierw schodzimy po piargach a potem zjeżdżamy po lodowej tarce gdzie każdy skręt był loterią a Michał zaliczył nawet bliski kontakt z zlodzonym kamieniem. Widoczność była fatalna i mimo, że staraliśmy się wypatrywać tyczek to i tak udało nam się zapędzić na słowacką stronę na szlak do Slanej Vody. Po odrobieniu wysokości docieramy nie bez problemów z powrotem na przeł. Brona. Zjazd wcale nie był wiele krótszy od podejścia. Na Babiej byliśmy zimą wiele razy lecz nigdy nie zastaliśmy tak fatalnych warunków narciarskich. Wyjście na Mł. Babia (Cyl) obyło się bez przeszkód. Stąd mamy przepiękny (nie licząc poprzecznych zasp), długi zjazd zupełnie nietkniętym śniegiem na Jałowcową przełęcz i dalej na przełaj do słowackiej doliny Polhoranki. Dolina jest piękna, zwłaszcza, że nagle oświetliło ją słońce. Po kilku kilometrach niemal poziomego terenu skręcamy na graniczne pasmo. Po nieskalanych, głębokich śniegach torujemy w stronę Beskidu Krzyżowskiego, który udaje nam się bezbłędnie osiągnąć. Łagodny zjazd do Korbielowa już w zapadającym zmroku. Dalej doliną Buczynki maszerujemy na Halę Miziową już solidnie zmęczeni dość szybko docieramy do schroniska gdzie robimy półgodzinny odpoczynek. W całkowitych ciemnościach ruszamy jeszcze na szczyt Pilska. Profilaktycznie wbijamy do GPSa ostatni słup wyciągu narciarskiego bo Pilsko to zdradliwa góra (dla przestrogi warto przeczytać historię tragedii z roku 1980 - http://www.wgorach.com/?id=66219 ). W wietrze i padającym coraz mocniej śniegu docieramy na szczyt słowackiego Pilska. Szybka przepinka, selfie i mkniemy w dół. Wydawało nam się, że zjeżdżamy w dobrym kierunku lecz gdy zbocze zaczęło robić się stromsze a w świetle naszych czołówek nie pojawiła się żadna tyczka zaglądamy na GPS. Szok. Odbiliśmy w bok o 633 metry od ostatniego nabitego punktu. Znów długi trawers w zablokowanych butach. Dopiero gdy ujrzeliśmy ostatni słup wyciągu odetchnęliśmy z ulgą. Dalej zjeżdżamy nartostradą aż do Korbielowa gdzie czekał na nas Heniek z Teresą. Była godzina 20.30. Pokonaliśmy 42 km i 2478 m deniwelacji. W domu jesteśmy przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Tryptyk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Heniek z Teresą w tym czasie podeszli szlakiem na Mosorny Groń (przerwa na posiłek w stacji turystycznej) i dalej na Cyl Hali Śmietanowej (1298). Stąd zjechali na Brożki i dalej na przełaj pełnym wykrotów lasem do Polcznego. Potem drogą z buta pod wyciąg Mosorny Groń. Heniek na lekko skoczył po auto i wrócił po Esę i sprzęt. Następnie pojechali do Korbielowa gdzie czekając na „martończyków” zagościli u naszych klubowych przjaciół: Łukasza Piskorka i Asi Przymus, którzy akurat spędzali tam ferie. Gdy tylko cała ekipa skiturowa znalazła się na dole wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMosorny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.- Skrzyczne_Skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny wyjazd, uzależniony od decyzji teściów...Udało się i rano po 7 wyruszamy spod domu. Temp. -25 st nie zachęcała do opuszczenia auta w Szczyrku, jednak na podejściu nie było już tak źle. Pod szczytem wiatr był już nieco bardziej okrutny. W schronisku ogrzewamy się w towarzystwie wielu narciarzy i po chwili szybko ruszamy w dół. Zjazd nartostradą wyśmienity. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria na nartach od Bucznika|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Kurdziel-Sarnecka (AKG) |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Czantorii byliśmy już wiele razy z różnych stron lecz tym razem podeszliśmy zupełnie nową trasą w dość odosobnionym terenie. To dolina Gahury (w górnym biegu zwana Bucznikiem). Wystartowaliśmy klasycznie od parkingu pod wyciągiem, potem kawałek niebieską nartostradą i dość długim trawersem zakończonym nie długim zjazdem (na fokach) do doliny Bucznika. Doliną podchodzimy na nartach w zupełnie nieprzetartych śniegach stromo do góry osiągając wierzchołek Czantorii (995) niemal przy samej wieży.  Szlak podejścia okazał się bardzo ciekawy. Przy dobrych śniegach będzie tu przepiękny zjazd. Z szczytu najpierw szlakiem a później nartostradą smagani mroźnym powietrzem osiągamy w kilka chwil parking gdzie zostawiliśmy auto. Tym razem było cieplej, ok. –17 st. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 Żagańskie Bobry, Bogusia Chlipała z TPNu|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień Pierwszy słowami Iwony'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień obozu zimowego spędziliśmy na szkoleniu lawinowym. Ze względu na niezbyt zachęcającą temperaturę powietrza wynoszącą prawie -30st oraz ogłoszony 3 stopień zagrożenia lawinowego, pierwsza część szkolenia odbyła się na Kalatówkach. Najpierw słuchaliśmy wykładu Mateusza m.in. na temat lawinowego ABC, plecaka ABS (w tym momencie Karol się rozmarzył na myśl o odpaleniu plecaka) grzejąc się w ciepełku hotelu/schroniska. Następnie już na zewnątrz Bogusia Chlipała z TPNu opowiadała nam o zasadach korzystania z detektorów i sond, po czym  wbiegaliśmy na pole z zakopanymi detektorami wysyłającymi sygnał, z sondami wzniesionymi jak dzida u człowieka pierwotnego wyruszającego na polowanie. A jaka radość była przy znalezieniu zakopanego punktu! Ćwiczyliśmy na pojedynczych „ofiarach lawin”, jak i na mnogich. Dla urzeczywistnienia sondowania człowieka wykopaliśmy jamę śnieżną, gdzie schował się Sylwek, a potem Paweł. Mogliśmy wyczuć miękkie odbijanie sondy od człowieka i wbicie sondy w powietrzną jamę. Po tych atrakcjach znowu schowaliśmy się do hotelu. Tam posłuchaliśmy dalszej części wykładu na temat, jak poruszać się po górach, żeby uniknąć lawiny i co zrobić, jeśli już zejdzie. Ku największej uciesze Karola, Bogusia zaprezentowała nam mammutowy plecak lawinowy, pozwalając go uruchomić. Mnie w tamtej chwili tylko brakowało wnętrza – stroju Supermana, może by wtedy nawet się supermoc uruchomiła i by odleciał ;)&lt;br /&gt;
Na dalszą część szkolenia przeszliśmy spacerkiem na Nosal i niedaleko ćwiczyliśmy obsługę czekana. Imitowaliśmy wszelkie zjazdy, nogami w przód, głową, na plecach, na brzuchu. A i tak najlepiej było na jabłuszku.  Próbowaliśmy założyć stanowiska z czekanów, taśm, grzyba śnieżnego – w naszym wykonaniu i takim śniegu ja bym im nie zaufała :)&lt;br /&gt;
Po wszystkim korzystając, że skończyliśmy nie za późno pojechaliśmy na obiad, gdzie dołączył do nas Piter.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Temperatura nie była aż taka nieznośna, na jaką wydawać by się mogła. Choć myśl, że w kolejny dzień wejdziemy do stosunkowo ciepłej i przytulnej jaskini dodawała otuchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy oczami Damiana'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień szkoleniowy. Całą ekipą spotykamy się w Kuźnicach i razem podchodzimy na Kalatówki. Temperatura oscylowała wokół –20 st. więc wykład Mateusza na temat zagadnień lawinowych w przytulnym kąciku schroniska był bardzo na miejscu. W końcu jednak wyszliśmy na mróz i obok schroniska ćwiczyliśmy na „poletku lawinowym” specjalnie przeznaczonym do tego typu szkoleń. Jest tu specjalna konsola pozwalająca na losowe szukanie „ofiar” a w terenie pod śniegiem zasypane są „ofiary” z pipsami. Bogusia Chlipała (TPN) zademonstrowała na Karolu plecak wypornościowy Jet Force. Po części lawinowej przenieśliśmy się na Nosala gdzie na nieczynnej od dawna nartostradzie próbowaliśmy ćwiczyć hamowanie czekanem tudzież chodzenie w rakach. Śnieg był kopny więc niezbyt dobrze to szło (posiłkowaliśmy się nawet „jabłuszkiem”) lecz każdy mógł wykonać niezbędne w danej sytuacji ruchy. O zmroku zjeżdżamy (Mateusz,  Damian, Esa, Paweł na nartach a Asia na „jabłuszku”)/ schodzimy (reszta) do Zakopca. Ja wracam z Esą do domu a reszta ekipy zostaje na następne dni by zrobić przejścia jaskiniowe lub wycieczki skiturowe. Opisy z akcji jaskiniowych zapewne się pojawią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi według Sylwestra - Jaskinia Miętusia'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po całkiem rozrywkowym dniu pierwszym, przyszedł czas na poważniejsze wyzwanie- Jaskinię Miętusią. Dojście do otworu nie było specjalnie trudne. Wystarczyło przebrnąć przez głęboki śnieg i nie zwracać uwagi na śmieszne minus dwadzieścia kilka stopni. Dolina Miętusia raczyła nas swoimi mroźnymi urokami. Tu ładnie ośnieżone zbocze, tam schowany szczyt za kłębami poszarpanych chmur. No ogólnie było na co popatrzeć. Doszliśmy w dobrym czasie pod Dziurawego i po krótkim lawirowaniu między drzewami stanęliśmy przed otworem. Przebierając się w tak ekstremalnym zimnie, z zaskoczeniem zauważyłem, że wcale nie jest mi zimno. Dopiero w przedsionku jaskini, w tzw. „Rurze”, gdy pomagałem Asi założyć czołówkę na kask, szybko straciłem czucie w palcach. Rada dla innych: lepiej bez czucia nie majstrować przy zatrzaskach na kasku, bo można sobie zrobić krzywdę. :) Rura była ogólnie super, trochę jak zjeżdżalnia w aquaparku, tylko lód zamiast wody. Bez większych problemów dotarliśmy do Sali bez Stropu. Tam chwila relaksacji i znowu ruszyliśmy w dół. Poręczując po kolei kolejne odcinki dotarliśmy do wejścia do tzw. Wielkich Kominów. Karol zanurzył się w kolejnej czeluści, w której miało ostro lać, ale po paru minutach Mateusz postanowił zmienić plany i ostatecznie Karol musiał wyleźć znowu do nas na górę. W tym czasie minęliśmy się z inną grupą grotołazów, która po kilku kurtuazjach zniknęła nam z oczu za Błotnymi Zamkami. Zamiast Wielkich Kominów mieliśmy zaporęczować przynajmniej część Korytarza Trzech Króli. Ten zaszczyt przypadł mnie. Wróciłem pierwszy do Sali bez Stropu i stamtąd miałem zapieraczką wspiąć się osiemnaście metrów wyżej, asekuracją miał się zająć Karol. Już dojście do miejsca, skąd miałem rozpocząć wejście przysporzyło nam nie lada gimnastyki. Nie byłem pewien, czy dam radę, ale w sumie okazało się, że się udało. Już oszczędzę czytelnikom szczegółów, jak wydawałem z siebie dziwaczne odgłosy rodzącej kobiety i chichoczącego do siebie psychopaty- co te jaskinie robią z człowiekiem?! Najciekawszym jednak zjawiskiem, które się objawiło po przebytym chwilę wcześniej wysiłku, było niemal namacalnie przeze mnie doświadczone spowolnienie procesów myślowych, co nie zostało bez konsekwencji. Najpierw, zupełnie niepotrzebnie, spowolniłem całą grupę nie poręczując od razu kolejnego odcinka, by następnie zamiast zawiązać podwójny zderzak, zawiązać coś co sam później nazwałem „psim ogonkiem”. Ale czułem, że coś jest nie tak. Wiążę, wiążę i sobie myślę: „ Nieee, coś za szybko mi poszło. Zawsze dłużej musiałem się napocić przy tym węźle.” Z wyglądu też był jakiś podejrzany, ale jednak zjeżdżam na tym „psim ogonku” trochę niżej i  oglądając się za Mateuszem widzę jak dość energicznie gimnastykuje palce przy moim węźle. Na moje pytanie odpowiada uspokajająco: „ Nie, nie, wszystko ok…. ale ty tam jesteś do czegoś teraz przypięty?” – Ahaa, czyli schrzaniłem! Z poczuciem zażenowania i kolejnej wtopy muszę żyć do dziś. Zeszliśmy wreszcie do jakiejś niezbyt dużej półeczki i stamtąd mieliśmy rozpocząć wyjście na powierzchnię. Deporęczowaniem zajęła się Iwona z asystą Mateusza. Ja, Karol i Asia mieliśmy nie oglądając się na nich wychodzić jak najszybciej. Nie trzeba było nam tego dwa razy powtarzać. Wyście raczej było dość standardowe i nie ma się tu o czym rozpisywać. Jedynie przejście przez lodową Rurę było karkołomne. Po wyjściu było już ciemno, wciąż bardzo zimno, ale chociaż nic na nas nie padało, ani nie sypało z nieba. Szybko się przebraliśmy i żwawo ruszyliśmy szlakiem do cywilizacji. Zabawne, jak wiele w człowieku jest pokładów energii, gdy chodzi o chęć jak najszybszego wydostania się skądś. Przystanęliśmy jednak w Dolinie Miętusiej dwa razy, by zawiesić na dłuższą chwilę oczy na widowiskowo gwiaździste niebo i błyszczący księżyc oprawione w klimatyczną zimową ramkę. Na dobry koniec wywinąłem jeszcze orła na prostej drodze i tyle. Wróciliśmy do ciepła, miękkiej pościeli i zapasów jedzenia. Tak, tego po całym dniu było nam potrzeba. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi - wycieczka skiturowa Prezesa i Ali'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FGesiaSzyja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień trzeci według Karola - Jaskinia Zimna'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzeci dzień obozu wybraliśmy się do jaskini Zimnej. Pierwotnie planowaliśmy przejście jaskini aż do Wideł. Plany duże, ale analizując możliwości i dostępny czas, Mateusz zadecydował, że schodzimy do Chatki.&lt;br /&gt;
Pobudka, śniadanie i wpakowanie szpeju do auta. Jak przez ostatnie 2 dni, pogoda nie zachęca, aby wyjść na zewnątrz. Mało kto ma ochotę, żeby wychodząc z pod ciepłej kołderki ładować się na – 26 stopni. Piter po zapoznaniu się z panującą na zewnątrz aurą ponownie przejmuje rolę kwatermistrza, jednakże z tym wyjątkiem, że tym razem nie organizuje nam niespodzianki w postaci rosołku. Po pierwszym szoku temperaturowym dochodzimy do siebie i już na szlaku robi nam się ciepło. Zaletą „zimowych” jaskiń jest na pewno ich dogodne położenie. Zamiast wyprawy mamy spokojny spacer i po dłużej chwili stoimy już pod wyjściem z jaskini Mroźnej. Temperatura mobilizuje do szybkiego przebrania się.  Plecaki zostawiamy w przebieralni i myk do korytarzyka. Ze względu na to, że we wrześniu doszliśmy do zalanego ponoru, powrót do niego przebiega sprawnie. Po dojściu  do Błotnego Progu, zaczynamy wspinaczkę. 13 m nie stanowi wyzwania, choć obłocone skały i gumiaki nie są pomocne. Dalej Sylwek bez przeszkód pokonuje Próg Wantowy i dochodzimy największej trudności, czyli Czarnego Komina. Nie ukrywam, że miałem duże wątpliwości, czy dam radę go zrobić. Zdarzało mi się rezygnować na jurze z niektórych „piątek” bo były za wymagające, a taka trudność spotkana w jaskini może dopiero przyprawić człowieka o czarne myśli. Może przez to ten fragment jaskini nazywany jest Czarnym Kominem? Zamieniam gumiaki na butki wspinaczkowe i cisnę. Z kilkoma przerwami udaje się zrobić pierwszy wyciąg i o dziwo czuję nie dosyt. Dalej ciśnie Iwonka, której trudność dopiero sprawia Szklany Prożek (przed którym strasznie marudzi i wyżywa swoją złość na bogu ducha winnym asekurującym;) ), ale ostatecznie z nim wygrywa. Jaskinia Zimna sprawia w gruncie rzeczy wiele frajdy, ze względu na wspinaczkowe urozmaicenia. Nie jest nudno. Taka Beczka, czy Biały Prożek potrafią dostarczyć dreszczyku, nawet czasem bardziej od kolejnej studni;) Chyba jedyny poważny zjazd, to zjazd do Chatki. Tam po krótkim odpoczynku pada szybkie polecenie: „Wychodzimy”. W Zimnej ćwiczymy techniki zjazdu na złodzieja i przeciwwagę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra – Sylwester|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;; + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście z Krowiarek ustalamy na godzinę 20:30. Dla mnie to już drugi sylwester, który będę spędzać na szczycie Królowej Beskidów. Poprzedni był już lata temu i należał do tych najlepszych, więc chętnie odświeżę wrażenia. Już na początku widać różnicę. Poprzednio na Krowiarkach ukazały nam się rozstawione namioty i ludzie, którzy krzątali się tu i ówdzie coś gotując czy przygotowując się do wyjścia na szczyt. Od kilku lat w miejscu, gdzie kiedyś była polana, znajduje się zagospodarowany parking. Również i w tym roku ujrzeliśmy na Krowiarkach ludzi przygotowujących się do wyjścia z tą małą różnicą, że namioty zostały zastąpione samochodami. Cóż, może i mniej klimatyczne, ale zmian zatrzymać nie sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy pojawiają się punktualnie, więc możemy wyruszyć bez zbędnych opóźnień. Po krótkim podejściu zrzucam z siebie zbędne warstwy odzieży, i aż do Sokolicy podchodzę w lekkim softshellu. Na sokolicy obowiązkowo zdjęcie grupowe i pierwszy nieco dłuższy postój. Tu dosięgają nas pierwsze mocniejsze podmuchy wiatru, więc trzeba zarzucić na siebie kurtkę. Na dzisiejszą noc na Babiej zapowiadają ok. -10 stopni, ale wiatr ma się wzmóc dopiero po północy. Trafia się nam swego rodzaju okno pogodowe, bo na te dwa dni pogoda bardzo się poprawia. Kilka dni wcześniej sypał śnieg, kilka dni później znowu zapowiadają opady i znaczne ochłodzenie, a nam trafia się zupełnie bezchmurna noc. Szkoda tylko, że księżyc był w nowiu, no, ale wszystkiego mieć nie można.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Sokolicy meldujemy się o 21:30, a więc w miarę punktualnie. Do północy jeszcze daleko a czas mamy bardzo dobry, więc strategicznie proponuję iść nieco wolniej, aby nie być na szczycie za szybko. Pamiętam warunki z poprzedniego sylwestra, kiedy to na szczyt weszliśmy jakieś 15-30 min przed północą i tak wiało, że nie byliśmy w stanie wytrzymać bez ruchu. Musieliśmy zacząć schodzić aby nie przemarznąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem kolejny nieco dłuższy postój robimy na Kępie. Krótka sesja fotograficzna na sznur czołówek ciągnący się od Sokolicy. Zaczynam żałować, że nie zabrałem statywu. Miało być light&amp;amp;Fast, ale te kilka dodatkowych gramów by mnie nie zbawiło. Zakładam na siebie buffa i ruszamy w górę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa szybko nam się rozciągnęła. Ja widząc oczami wyobraźni tysiące okazji do upolowania ciekawego ujęcia schodzę nieco na bok i przepuszczam pozostałych. Szukam w pobliżu szlaku jakiś kamieni, barierek, tyczek. Czegokolwiek, na czy mógłbym postawić aparat i nieco go ustabilizować. Niestety, bez statywu i lepszego aparatu większość ujęć zostaje w sferze marzeń. Zdjęcia z ręki na długim czasie naświetlania wychodzą poruszone, a krótki czas naświetlania nie daje efektu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciągnący się przed nami i za nami sznur czołówek ponownie robi imponujące wrażenie. Jak wtedy, kilka lat wcześniej. Szybko orientuję się, że ostatnie osoby z naszej grupy dawno mnie wyprzedziły i zostałem nieco z tyłu. To w sumie dobrze, myślę sobie. Naszym tempem bylibyśmy na szczycie godzinę przed północą, a tak na spokojnie wejdę sobie zwykłym tempem robiąc przerwy fotograficzne. Wysyłam tylko sms-a, że u mnie wszystko ok i żeby na mnie nie czekali. W karawanie podążającej na szczyt jestem raczej bezpieczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po podejściu na najbliższe wzniesienie okazuje się, że Grażyna z Piotrkiem i Asią niewiele mi „uciekli”. Doganiam ich czekających na szczycie wzniesienia. Zaczyna mocniej wiać, więc zmieniam rękawiczki na cieplejsze. Piotrek z Asią idą nieco szybszym tempem a my zostajemy na końcu i pomału podążamy na szczyt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na jakieś 30 min. przed północą, po podejściu na kolejne wzniesienie widzę setki czołówek. Tak, to chyba już szczyt. Chyba, że wszyscy nagle postanowili odpocząć w tym samym miejscu :P Co mnie dziwi to brak jakiegokolwiek namiotu. Ostatnim razem jak tu byłem, na szczycie stało już na tyle dużo namiotów, że nie dało się już znaleźć jakiegokolwiek bardziej płaskiego i osłoniętego od wiatru miejsca na rozbicie naszego, dlatego też zdecydowaliśmy się zejść nieco niżej. Tym razem planujemy zejść do schroniska, więc również nikt z nas nie ma namiotu. Chowamy się przed wiatrem za ułożonym z kamieni murkiem i oczekując na godzinę zero popijamy ciepłą herbatę i pałaszujemy „szturm żarcie”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na krótko przed północą na szczycie pojawiają się grupki Straży Parku. Grzecznie przechodzą wśród wszystkich osób prosząc o nie puszczanie fajerwerków ze szczytu. Chwała im za to, że im się chciało i za sposób, w jaki to zrobili. Za to, że nie zaogniali konfliktu pomiędzy Parkiem a jego użytkownikami, jak to ma często miejsce w Tatrach. Jak widać – da się i moim zdaniem należą im się za to wielkie brawa. Słuszna inicjatywa, bo to w końcu Park Narodowy, a w zeszłym roku ze szczytu niestety poleciało bardzo dużo petard, widocznych z daleka (obserwowałem je wtedy z Maciejowej w Gorcach).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O północy życzenia, symboliczny szampan i podziwianie aż po widnokrąg milionów a może i miliardów małych, kolorowych wulkanów wybuchających gdzieś daleko w dole. Niesamowite wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz pozostało nam już tylko, a może aż, zejście ze szczytu w kierunku schroniska przez przełęcz Brona. Zejście wcale nie takie łatwe, bo warunki są trudne. Szlaki co prawda przedeptane, ale miejscami sporo zalodzeń. Poza szlakiem całą kopułę szczytową pokrywa gruba warstwa lodoszreni. I to nie takiej cienkiej, łamliwej, a takiej, która spokojnie utrzymuje ciężar człowieka i jedynie raki uchronić mogą przed poślizgnięciem. A tych niestety tym razem nie posiadam. Jak praktycznie za każdym razem, gdy szedłem na Babią miałem ze sobą raki, których prawie nigdy nie używałem, bo tylko nabijały się miękkim śniegiem, to teraz, kiedy ich nie mam jak na złość akurat by się przydały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze zatrzymuję się na chwilę w pobliżu Kamiennej Dolinki. To część mojego ostatniego projektu. Zimowego wejścia akademicką percią na szczyt Babiej i zjazd na nartach Kamienną Dolinką. Niestety, ciężkie warunki śniegowe i duża mgła zmusiła nas wtedy do odwrotu z perci i zmiany planów. Kamienna Dolinka też będzie musiała chyba jeszcze trochę poczekać na wzrost moich skiturowych umiejętności :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupowe zdjęcie na przełęczy Brona. Tutaj jesteśmy już wszyscy w komplecie. Grupa podchodząca z Krowiarek od razu granią, oraz grupa, która zdecydowała się na podejście na szczyt percią przyrodników. Zejścia z Brony obawiałem się najbardziej. Okazało się jednak niezalodzone i całkiem przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koło drugiej w nocy lądujemy w schronisku na Markowych Szczawinach.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7811</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7811"/>
		<updated>2017-09-26T07:14:41Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''20 - 24 09 2017''' - Włochy - kaniony&lt;br /&gt;
* '''16 - 17 09 2017''' - Bieszczady - górskie wędrówki&lt;br /&gt;
* '''10 09 2017''' - SŁOWACJA: Tatry Wys.: Lodowy Szczyt&lt;br /&gt;
* '''10 09 2017''' - Beskid Żyw. - dookoła Pilska&lt;br /&gt;
* '''02 09 2017''' - WĘGRY: Mátyás-hegyi-barlang&lt;br /&gt;
* '''22 08 - 02 09 2017''' - NORWEGIA: treking po Hallingskarvet&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7672</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7672"/>
		<updated>2017-06-26T11:01:48Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* II kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== II kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda|24 06 2017}}&lt;br /&gt;
Szybki wyjazd. Wspinamy drogi do VI.3, w tym kilka klasyków. Piękna pogoda, mało ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Koprowa Studnia|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Joanna Przymus|24 06 2017}}&lt;br /&gt;
Koprowa Studnia (-52) nie jest zapewne popularnym celem speleologicznych wypadów o czym może świadczyć brak jakiejkolwiek ścieżki w żlebie. Nam jednak udaje się bez większych problemów dotrzeć pod otwór. W jaskini jesteśmy raptem 2 godziny. Na uwagę zasługuje sporych rozmiarów korek śnieżny w dolnych partiach studni. Ponieważ pogoda była przecudowna to potem podchodzimy jeszcze Koprowym Żlebem na grzbiet Kondrackiej Kopy a dalej zahaczamy o Giewont i przez Grzybowiec schodzimy do Mł. Łąki co w sumie okazało się piękną wycieczką. Wszędzie dominuje soczysta zieleń. Lato w pełnej krasie. Jakieś zdjęcia (robiliśmy tylko telefonami) powinny się niebawem ukazać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinanie w Sokolikach i Podzamczu|Iwona i Karol Pastuszka, Błażej Czaicki|15 - 18 06 2017}}&lt;br /&gt;
Na ten długi weekend mieliśmy z Iwoną różne plany, ale ze względu na moje obowiązki zdecydowaliśmy spędzić czas w Polsce. Kilku kumpli wybierało się w Sokoliki, więc się do nich dołączyliśmy. W sokolikach byliśmy przeszło rok temu i mamy dobre wspomnienia z nimi związane. W nocy z środy na czwartek dojechaliśmy na tabor pod Krzywą i po rozbiciu namiotów poszliśmy spać. Następnego dnia pogoda była cudna, a że kolejne dni nie zapowiadały się aż tak ciekawie, postanowiliśmy spędzić cały dzień w skałach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A jakie skały są w Sokolikach? Cudne! Przepiękne! Mnogość form skalnych: rysy, krawądki, kominy itp. Całkowicie inne wspinanie niż na jurze. Prawdziwy przedsmak tatrzańskiej przygody. Mieliśmy ze sobą najmłodszego brata Iwony- Błażeja, którego zapoznawaliśmy z tajnikami wspinaczki. Błażej okazał się pojętnym uczniem. W sumie mu zazdroszczę, że w jego dość młodym wieku (16 lat), ktoś go zapoznaje ze wspinaczką w tak arcyciekawych terenie. Oby złapał bakcyla ;)&lt;br /&gt;
Cały dzień był owocny, szczególnie dla Iwony, która pokazała hart ducha, przechodząc OS-em klasyki na Sokoliku dużym. Piątek zaś był pechowy. Od rana padał deszcz, ale był to dość ciepły dzień, więc skały szybko obeschły. Mimo, iż nic tego nie zapowiadało, to popołudniu zerwał się wiatr i przywiał kolejne deszczowe chmurki, które zostały z nami do wieczora. Prognozy pogody na sobotę nie były jeszcze gorsze, więc pomiędzy kolejnymi falami deszczu zwinęliśmy w piątek namioty i wróciliśmy do Katowic. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie był to nasz jedyny wypad wspinaczkowy w ten weekend. W niedzielę zawiesiliśmy ekspresy na skałkach w Podzamczu. Pomimo bardzo fajnego wspinu, szkoda nam było, że tak krótko gościliśmy w Sokolikach...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy dolną Rabą|Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Julia, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Henryk Tomanek, Sonia Tomanek, Adam Tomanek, Justyna, Grzegorz Burek, Jan Kempny, Barbara Borowiec, Darek i Kasia Garbas z dziećmi, Michał Chowaniec oraz 7 osób tow., grupa wspomagająca z lądu – Tomasz Szmatłoch i Asia|17 - 18 06 2017}}&lt;br /&gt;
Spływ odbył się na trasie Dobczyce (poniżej zapory) do Chełmu. Rzeka na tym odcinku ma typowo górski charakter i wije się pośród wzgórz. Spływ ciekawy. W pierwszy dzień chłodno i przelotne deszcze. Odnotować należy trzy wywrotki na tym odcinku. Przepiękne miejsce biwakowe mieliśmy na leśnej polanie w okolicach Pierzchowa (ujście Stradomki do Raby). Biwak, ognisko, nie zastąpiony Grzegorz przygrywał na gitarze. Wszystko dość brutalnie przerwał kolejny opad deszczu. Drugi dzień to już przepiękna pogoda i kajakowy spacerek do Chełma gdzie kończymy spływ. W spływie wzięło udział łącznie 27  osób. Warto dodać, że firma KajakiDunajcem profesjonalnie nas obsłużyła. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRaba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolny Śląsk / Czechy - Rowery|Piotr i &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz&amp;lt;/u&amp;gt; Golicz|17 06 2017}}&lt;br /&gt;
Przejechaliśmy z grubsza wzdłuż szlaku ER-10 z Lwówka Śląskiego do miasta Frydlant w Czechach. Przejażdżka rowerowa jest bardzo dobrym sposobem zwiedzania i tego regionu Polski. Wiele okolicznych miasteczek datuje swoją historię od średniowiecza. Mirsk uzyskał prawa miejskie w 1337, Lwówek Śląski w 1217, Lubomierz w 1291... Dziś życie tu nie jest łatwe, ale w wielu miejscach zachował się średniowieczny układ miast, z pręgierzami i zabytkowymi budynkami (oby jeszcze kiedyś wróciły do dawnej świetności). Powrót mniej więcej tą samą trasą, w sumie wyszło nam 149 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Mała Fatra - Ferrata HZS|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 06 2017}}&lt;br /&gt;
Krótki wypad w Małą Fatrę. Głównym celem była ferrata HZS, której nie mieliśmy okazji przejść będąc poprzednim razem na Słowacji. Wyruszyliśmy rano, mijając na szlaku nielicznych Słowaków.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Droga prowadzi początkowo wąwozem przez las. Upał dawał się nawet tam we znaki. Po dojściu do tablicy informującej o początku ferraty założyliśmy uprzęże z lonżami i ruszyliśmy dalej w górę rzeki. Wybraliśmy wariant trudniejszy (B/C), jednak łatwość przejścia trochę nas rozczarowała. Poza jednym fragmentem wspinaczki na ścianie przy wodospadzie, większych emocji dostarczyło nam jedynie moje poślizgnięcie się na mokrych kamieniach. Choć brak trudności nie odebrał kanionowi uroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Po wyjściu na szlak wpisaliśmy się do pamiątkowej książki i ruszyliśmy na Wielką Lukę. Na szczycie zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Drogę w dół, składającą się z monotonnych zakosów, urozmaiciliśmy sobie wyszukując liczne skróty stromymi ścieżkami dla rowerzystów. Cała wycieczka zajęła nam około 6 godzin. [http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FHZS |'''Zdjęcia z ferraty tutaj.''']&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZWAJCARIA: rowerem dookoła kraju|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 - 13 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Głównym celem wyjazdu było objechanie Szwajcarii, podążając długodystansowymi ścieżkami rowerowymi. Szwajcaria ma całą sieć takich ścieżek i bez problemów można przemierzać cały kraj na rowerze. Jako punkt start/metę wybrałem Bazyleę ponieważ tam były najdogodniejsze połączenia pociągiem. Od Bazylei już na rowerze w stronę Neuchatel i Lozanny. Pierwsze dni dają popalić. Teren bez przerwy góra - dół, do tego upał ponad 30 stopni. Trzeciego dnia cały czas deszcz i nawałnice. Przez Lozannę i Montreux docieram do Martigny. Tam na sczeszcie wypogadza się i wiatr zmienia kierunek. Zaczynają się wysokie góry. Tego dnia docieram za Sierre. Niestety, ostatnie kilometry to awaria przerzutki i walka by dotrzeć do zaplanowanego noclegu. Rano 18km to samo aż do sklepu rowerowego w Visp gdzie wymieniam przerzutkę. Tego dnia słonecznie, dojeżdżam na camping w Oberwald przed Furka Pass. Kolejnego dnia wcześnie pobudka i solidny podjazd na przełęcz Furka (2429) a następnie na Operalppass (2044) . Od Andermatt kieruję się ścieżka krajową nr 2 wzdłuż Renu. Po drodze na krótko odwiedzam Lichtenstein i obok Jeziora Bodeńskiego, granicy niemieckiej docieram z  powrotem do Bazylei.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - centralny kurs autroatownictwa jaskiniowego PZA| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie różnych klubów PZA|10 - 11 06 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę ćwiczenia na górze Birów. Niedziela autoratownictwo w jaskiniach: Świniuszka, Studnia Szpatowców, Filipa, Rysia, gdzie prowadziłem zajęcia.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocek na Motosercu|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|11 06 2017}}&lt;br /&gt;
Rudzki Klub Grotołazów po raz drugi wsparł akcję zbiórki krwi Motoserce. Impreza miała miejsce na terenach parkingowych Biedroni na Wirku w Rudzie Śląskiej. Na wszystkich uczestników imprezy czekały ciekawe atrakcje oraz występy różnych grup na scenie oraz przed nią. Najważniejszym miejscem był jednak autobus stacji krwiodawstwa. Podczas kilku godzin imprezy udało się zebrać prawie 18 litrów krwi. Po południu nastąpiło wręczenie nagród (w tym losowanie motocykla dla jednej z osób oddających krew) oraz podziękowania dla wszystkich, którzy zdecydowali się wesprzeć akcję. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rudzki klub Grotołazów miał do swojej dyspozycji spory kawałek zieleni, na którym przygotował tor przeszkód dla dzieci. Wszystkich chętnych witała pani manekin ubrana w strój grotołaza oraz tablica, gdzie można było poczytać objaśnienia dotyczące jej stroju. Wszystkie dzieciaku oczekujące na swoją kolej mogły poćwiczyć wiązanie węzłów oraz sprawdzić swoją wiedzę dotyczącą wystroju jaskini na specjalnie do tego przygotowanej planszy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na trasie poza przeszkodami do pokonania, dzieci miały do wykonania zadania dodatkowe, takie jak: szukanie ukrytych karabinków oraz bieg z worem jaskiniowym z liną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na wszystkich uczestników naszej zabawy czekały drobne upominki, a najlepszym (dzieci były podzielone na cztery kategorie wiekowe) po południu zostały wręczone nagrody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć w nockowej galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fmotoserce&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
oraz artykuł ze zdjęciami: https://rudaslaska.com.pl/i,motoserce---zebrali-1785-litra-krwi,200274,1284672.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - górska przebieżka rowerowa|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;| 11 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy pięknej pogodzie start z Szarculi (obok Kubalonki), dalej szlakami pieszymi bądź rowerowymi przez Istebnę, dolinę Olzy, wzdłuż granicy do Jaworzynki. Następnie przez Koniaków i Stecówkę na miejsce startu. Trasa zmienna, zauważyć można coraz więcej wyasfaltowanych szlaków co jak dla mnie jest złą tendencją. Zrobiliśmy 40 km i 1360 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/MTB-BeskidSl&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 41-lecia RKG w Piasecznie|Tadek, Basia, Adam, Ania,  Artur (z Julią), Tomek Szmatłoch (z Asią), Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Piotr Witkowski, Justyna, Daniel i Magda Bula, Grzegorz i Agnieszka Szczurek, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Zygmunt Zbirenda, Bianka Witman-Fulde, Bożena Kołodziej, Ryszard i Marzenna Widuch, Jan i Marzena Kieczka, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Iwona i Karol Pastuszka, Michał Chowaniec z dziewczyną, Janusz Dolibog (z Jolą), Mirek i Ilona Siwiec, Ola i Wojciech Rymarczyk, Ewa i Jerzy Bodzenta, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Andrzej Gałecka, Piotr Strzelecki, Darek Sapieszko z dość liczną ekipą TKTJu oraz dzieci i osoby towarzyszące|02 06 - 041 06 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odbyło się kolejne spotkanie klubowiczów Nocka z okazji 41-lecia klubu. Część osób przyjechała w piątek. W sobotę odbył się egzamin kursowy na kartę taternika jaskiniowego do którego przystąpili nasi kursanci – Iwona i Karol oraz 6 osób z TKTJu. Wszyscy zdali  egzamin pomyślnie pod okiem instruktorów PZA za co należą się gratulacje. Pozostali wspinali się na różnych skałach tudzież zapędzili się do jaskini Wielkanocnej. Wieczór upływa przy ognisku. Jak zwykle mnóstwo wspomnień, anegdot, żartów. Został również podsumowany klubowy plebiscyt „SPITY’2016”. W kategorii: zdjęcie roku zwyciężyła Basia Szmatłoch za zdjęcie z 40-lecia klubu w Łutowcu, w kategorii: opis roku zwyciężył Sylwester Siwiec za opis akcji w jaskini Śnieżnej oraz Paweł Szołtysik w kategorii: wyczyn roku za wyjście na najwyższy szczyt Ameryki Płd. – Aconcagua. Niedziela upływa na wycieczkach rowerowych, wspinaczce, pogawędkach i wypoczynku. Zarząd serdecznie dziękuje wszystkim za przybycie i zaangażowanie w działalności klubowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FLecie (jeżeli ktoś posiada jeszcze zdjęcia to proszę zamieścić w Galerii lub posłać Damianowi, można również dodać opisy)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rajd z młodzieżą szkolną|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Bożena Obrzut-Makowicz (kadra G7), Marek Buczek (kadra G7) oraz 11 uczniów i uczennic Gimnazjum nr 7 - Karolina Dziopa, Patrycja Kapica, Kinga Watola, Mateusz Kaczmarek, Dawid Kaczmarek, Mateusz Opaszowski, Adam Kokoszka, Zbigniew Michalski, Mariusz Muras, Jakub Szymański, Marcin Wandzlewicz|30 05 - 01 06 2017}}&lt;br /&gt;
Odbyliśmy kolejny rajd pieszy po północnej Jurze na trasie Zalew Porajski - Góry Sokole (biwak w jaskini Olsztyńskiej) - Krasawa - Ostrężnik - Trzebniów - Łutowiec - Mirów (biwak pod skałami). W pierwszy skwarny dzień dotarliśmy w Góry Sokole gdzie niespełna 1 km przed jaskinią dopadła nas ulewa. Biwak w jaskini jednak był znośny gdyż udało się rozpalić ognisko i posuszyć bardziej mokre rzeczy. W drugi dzień przez zmienny teren docieramy do Mirowa gdzie biwakujemy pod skałami. Przed południem wracamy do domu. W trakcie rajdu młodzież mogła zapoznać się z charakterem długodystansowej wędrówki, biwakowaniem w terenie bez namiotu, oraz terenem krasowym naszej pięknej Jury. Przebyliśmy ponad 50 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Bytom: Nocek na GONItwie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny|27 05 2017}}&lt;br /&gt;
Rudzki Klub Grotołazów uczestniczył w organizacji biegu charytatywnego GONItwa, podczas którego zbierano datki na remont Ośrodka Rehabilitacyjno - Edukacyjno - Wychowawczego OREW w Bytomiu. Poza samym biegiem, przygotowano wiele atrakcji dla małych i dużych. Dmuchane zamki i zjeżdżalnie, tor przeszkód Runmagedonu, radiowozy, wozy strażackie czy ratownicze to tylko niektóre z nich. Wiele emocji wzbudził występ zespołu tanecznego z Teatru Tańca Integra,a po nim losowanie nagród (i wygranie nagrody głównej przez jeden z naszych losów). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocek wystawił namiot z ,,jaskiniowymi atrakcjami&amp;quot;. Dla najmłodszych stworzyliśmy do zabawy tunel oraz kącik z kolorowankami, trochę starsi mieli okazję zmierzyć się z trudniejszymi zadaniami m.in. musieli dopasowywać nazwy do elementów wystroju wnętrza jaskini czy spróbować zawiązać węzły na podstawie instrukcji obrazkowych. Poza tym przygotowaliśmy garść jaskiniowych ciekawostek oraz zaprezentowaliśmy ubiór grotołaza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kajakiem przez stawy kochłowickie|Kamil i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|22 05 2017}}&lt;br /&gt;
W lasach południowej części naszego miasta jest kilka dużych stawów, które obraliśmy sobie za cel kajakowej przeprawy. Może to nie Mazury lecz przyroda jak na przemysłowy Śląsk dość ciekawa. Przepływamy ciąg stawów robiąc po drodze kilka przenosek. Największym utrudnieniem okazali się moczykije, których doprowadzaliśmy do furii strasząc ich złote rybki. Widząc ich fanatyzm rezygnujemy nawet z dwóch ostatnich stawów (płacą za nie składki). Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FStawy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA: Wąwóz Ostryszni - wspinanie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2017}}&lt;br /&gt;
Nasz pierwszy w tym roku wspinaczkowy wyjazd w skały. Nie obyło się bez przygód: przespanie budzika (jednego, drugiego, trzeciego…), popsutej szyby i kluczenia po wsiach naokoło Imbramowic. Do Wąwozu Ostryszni dojechaliśmy dość późno i zaczęliśmy wspinaczki od pierwszej napotkanej skały - Fortepian. Po zrobieniu kilku dróg przenieśliśmy się kawałek dalej na Kowadło. Mimo szczerych chęci przewspinania większej ilości dróg, ograniczał nas czas i na tej skale musieliśmy zakończyć. &lt;br /&gt;
W ciągu naszego pobytu spotkaliśmy ludzi: 0, w tym wspinaczy: 0, jednego zająca oraz zaskrońca. &lt;br /&gt;
Brak ludzi przemawia zdecydowanie na korzyść tego miejsca, jednak sprawia, że drogi są nieprzechodzone, obrośnięte mchem (ślisko), a niektóre chwyty wymagają odchwaszczenia, przedmuchania albo wymiecenia pajęczyn, co trochę wydłużało wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fostrysznia &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Murańska Płanina - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|z RKG: &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Teresa Szołtysik, Tomek Szmatłoch, Asia (os. tow.) oraz ponad 50 grotołazów z rożnych klubów Polski i Słowacji|19 - 21 05 2017}}&lt;br /&gt;
To było 28 spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego organizowane tym razem przez Speleoklub Brzeszcze oraz Jurka Ganszera (SBB) przy współpracy grotołazów słowackich. W sobotę przeprowadziliśmy akcję w jaskini Bobackiej, która przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Piękna szata naciekowa, narowisty strumień, prożki, wodospad a na końcu syfon. Wieczorem na bazie odbyło się pasowanie kolegi i koleżanki z SBB na weteranów. Wieczór i noc upływa na śpiewach i gawędach. W niedzielę odbywamy również podziemną wycieczkę tym razem do zapomnianego tunelu, którym nigdy nie przejechał pociąg (był kuty w latach 1940 - 45 aby połączyć koleją dwie doliny lecz po wojnie na wskutek zmiany granicy słowcko-węgierskiej inwestycja okazała się zbędna). Ma 2 km długości a na ostatnich 400 m jest zatopiony na wskutek obrywu skał. Po południu wszyscy się rozjeżdżają a nocki udają się jeszcze na pikinik do przepięknej doliny Hrdzavy. Więcej szczegółów na stronie SBB - http://www.speleobielsko.pl/index.php/sprawozdania11/jaskinie/item/2600-2017-05-19-21-wyjazd-dla-weteran%C3%B3w-nr-28-na-s%C5%82owacj%C4%99-mur%C3%A1%C5%88ska-planina.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Podzamcze - Centralne Warsztaty Poręczowania Jaskiniowego KTJ|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;| 12-14 05 2017}}&lt;br /&gt;
Warsztaty odbywały się w stałym już miejscu, na Górze Birów w Podzamczu. Ze względu na ścianę obitą pod ćwiczenie poręczowania jaskiniowego jest to najlepsze miejsce dla takich zajęć. Przyjechaliśmy z Bogdanem na miejsce w piątek wieczorem, zgodnie z informacją jaka została przesłana przez organizatora. Jednak ze względu na absencję wielu osób, wszelkie wprowadzenia i omówienia zostały przełożone na dzień następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę zostaliśmy podzieleni na dwójki i przez cały dzień wykonywaliśmy poręczowania w różnych konfiguracjach, na różnych drogach i z użyciem różnych elementów (v-ki, poręczowanie szeregowe, odciąg). Pokazane również zostało poręczowanie zjazdu kierunkowego, oraz omówione zostały węzły używane do poręczowania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę, ćwiczyliśmy poręczowanie cienkimi linami (w tym również na cienkich linach – 8 mm) oraz poręczowanie i deporęczowanie trawersów w zespole i wycofanie się ze ściany. W ramach teorii zostało nam pokazane kilka rodzajów plakietek oraz przedstawiono zasady ich osadzania, wwiązywanie liny w punkt bez użycia karabinka oraz stanowiska samonastawne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fauto&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Niżne Rysy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Łukasz Pawlas, Teresa Szołtysik|14 05 2017}}&lt;br /&gt;
W Tatrach jeszcze sporo śniegu a rejon Rysów jest wciąż legalnie dostępny dla skiturowców. Szybki spacerek żmudnym asfaltem do Moka mija na ciekawych dyskusjach. Tuż powyżej Moka wchodzimy na śnieg. Cel Rysy lub Niżne Rysy (2430). Ponieważ na podobny pomysł wpadło wielu skiturowców tudzież kwalifikowanych turystów to Rysa siłą rzeczy była zajęta przez wszelkiej maści łazików. Natomiast na Niżne Rysy nikt nie zmierzał więc ostatecznie na ten szczyt się udajemy. Dość stromym stokiem w nieszczególnej widoczności osiągamy cel. Zjazd piękny lecz śnieg mokry, przepadający lecz zarazem wybaczający. Upojne chwile zjazdu mijają jak zwykle szybko. Od Moka z buta. Do Palenicy Damian z Esą piechotą a Tomek z Łukaszem na hulajnogach co jest znakomitym o tej porze rozwiązaniem. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 23 km dystansu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FNizneRysy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Kursanci przechodzą Czarną|Rysiek Widuch, Tadek Szmatłoch, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|13 05 2017}}&lt;br /&gt;
W końcu nasze przekładane wejście do J.Czarnej doszło do skutku. Oficjalnie – to ostatni wyjazd w ramach kursu. Kto by pomyślał, że czas tak szybko zleci!&lt;br /&gt;
Wyruszyliśmy w sobotę rano wszyscy razem. Po szybkiej kawie u znajomych gospodarzy Ryśka podążając opustoszałą doliną przypominamy sobie poszczególne punkty topograficzne. Na szczęście mimo złych prognoz nie łapie nas burza po drodze. Nie ma więc obawy, że zostaniemy wpisani na kartach historii jako drudzy rażeni piorunem na zlotówce ;). W miarę sprawnie docieramy do Prożku Rabka, którego tym razem wspinam ja, podobnie Trawers Herkulesa. Komin Węgierski wspina Sylwek z Karolem. W tym miejscu zaczyna się tworzyć loża szyderców, początkowo należą do niej Tadek i Rysiek. Przed Smoluchem robimy małą przerwę. Do Szmaragdowego Jeziorka poruszamy się swobodniej, jako że byliśmy tu już wcześniej z Mateuszem. Po tym fragmencie miło było wejść w partie jaskini, w których wcześniej nie byliśmy.&lt;br /&gt;
Trawers Szmaragdowego Jeziorka należy do Sylwka. Kolejno idzie Karol, który przez małe nieporozumienie męczy się z ściągnięciem karabinka z pierwszego przelotu (miał się przepiąć). Było mu o tyle ciężej, że Rysiek na dole go głośno dopingował na różne sposoby, a my z Tadkiem dołączyliśmy do niego tłumiąc śmiech, gdy rękawiczki Karola były pozbawiane kolejnych palców. Przewieszoną Wantę jako pierwszemu udaje się przejść Sylwkowi stosując technikę szpagatową. Potem idzie Karol, a następnie Rysiek, który z wielką dumą udowadnia chłopakom (a przynajmniej próbuje), że próg można przejść nawet bez użycia rąk! Choć daleko nie zaszedł i ku wielkiej szyderczej mojej i Tadka uciesze odpada ze ściany. Do Sali św.Bernarda dochodzimy Przez Studnię Imieninową. Ostatnią wspinaczkę prowadzi Karol. Tym razem obyło się bez większych złośliwości ;)&lt;br /&gt;
Wyjazd musimy zdecydowanie zaliczyć do udanych. Nawet mimo zapowiadanych burz, pogoda nie spłatała nam figla i nie złapał nas deszcz ani na wejściu ani na zejściu. Teraz jedyne co pozostaje, to zdać egzamin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzarna-maj&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Słowacja - Mała Fatra Krywańska|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 2017 - 07 05 2017}}&lt;br /&gt;
Nigdy wcześniej nie będąc w Małej Fatrze zaplanowaliśmy sobie kilka tras, które chcieliśmy zrobić w tych górach. Niespokojnie obserwując prognozy pogody oraz kamerki internetowe (śnieg, wszędzie śnieg), szukaliśmy nawet alternatyw dla naszego majówkowego wyjazdu. Ostatecznie jednak spędziliśmy ten czas w Małej Fatrze Krywańskiej, nieznacznie tylko modyfikując pomysły po uwzględnieniu informacji o zamkniętych szlakach zamieszczonej na stronie HZS (słowacki odpowiednik TOPR). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę rozgościliśmy się we wsi Terchová, żeby móc w poniedziałek z samego rana zacząć eksplorować szlaki. W pierwszej kolejności udaliśmy sie chyba na najbardziej popularny szlak - Dolne diery biegnący w malowniczym wąwozie potoku Hlbokiego. Poza wrażeniami estetycznymi szlak dostarcza wiele uciechy w postaci konieczności przebycia go skokami po kamieniach, przejściami po kładkach i wspinaczkami po drabinkach. Po krótkiej przerwie (polana Podziar), weszliśmy w Horne diery - jeszcze więcej drabinek, skoków i wspinaczek. Z sedla Medzirozsutce roztaczała się panorama na Tatry. Weszliśmy na Maly Rozsutec i znaleźliśmy kawałek szczytu dla siebie, żeby napić się herbaty i pooglądać widoki. Po powrocie na siodło Miedzirozsutce, z westchnieniem minęliśmy zamknięty szlak na Velky Rozsutec i zadowoliliśmy się tylko obejściem go bokiem aż na sedlo Medziholie, stamtąd do wsi Stefanova i z powrotem do Dolnych dierów przez Nove diery. W nocy rozpoczęła się ulewa i trwała cały następny dzień (z krótkimi przerwami, które kończyły się deszczem za każdym razem, kiedy byliśmy gotowi do wyjścia). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozy na resztę tygodnia były równie deszczowe jak cały poprzedni dzień, dlatego wybierając środową trasę, zaślepiona chęcią zobaczenia/przejścia jak największej liczby ciekawych miejsc, nie wzięłam pod uwagę rozsądnego doboru trasy, co poskutkowało tym, że łączna suma podejść tego dnia przekroczyła wysokość najwyższego szczytu jaki zdobyliśmy. &lt;br /&gt;
Początkowo wysokość zdobywaliśmy szybko wspinając się po skałkach (i łańcuchach) szlaku z Tiesnavy (w Dolinie Vratniej) na Male Noclachy i pierwszy szczyt Sokolie. Siedlo Prislop było prawdopodobnie tym miejscem, w który moje rozsądne ,,JA&amp;quot; zdecydowało by się zejść z powrotem do doliny i wybrać jakiś krótki szlak na dalszą wycieczkę. W zamian tego odsuwając od siebie myśl o możliwym deszczu i burzy zaczęliśmy się piąć na kolejne szczyty: Baraniarky, Zitne i Kraviarskie (piękny szlak, ale miejscami bardzo wąska grań, której nie chciałabym pokonywać w śniegu, ani deszczu), aż do sedla za Kraviarskym. Podchodząc na sedlo Bublen spotkaliśmy się z największą na naszej drodze ilością śniegu, mokrego, płynącego śniegu, na którym trzeba było stawiać stopy dokładnie tam gdzie widniały ślady poprzedników. Stąpnięcie w każdym innym miejscu groziło zapadnięciem się po pas w mokry, płynący śnieg i kosówkę. Dalej na Pekelnik i Velky Krivan, którym jednak nie mogliśmy się nacieszyć tak jak chcieliśmy, z powodu pierwszych kropel deszczu, które nas tam dopadły. Do górnej stacji kolejki na Snilovskym sedle szliśmy już w ulewie, która ustała dopiero w połowie szlaku biegnącego wzdłuż wyciągu kolejki i wróciła kiedy szliśmy drogą wzdłuż potoku Varinka do samochodu (to ten sam potok, który w wyniku osunięci się do niego mas ziemi spowodował w 2014 roku ogromne szkody w całej dolinie). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ulewa nawracała przez całą noc i przedpołudnie dnia następnego, zniechęcając do jakiegokolwiek spaceru. Popołudniowe wypogodzenie postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzenie wsi -w tym wieży widokowej i spawanego pomniku Janosika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia naszego pobytu w Małej Fatrze zdecydowaliśmy się kontynuować wycieczkę granią, ze Snilovskiego sedla, na które dostaliśmy się wspomnianą wcześniej kolejką. I stamtąd przez kolejne szczyty: Chleb, Hromove, Steny, aż na Poludnovy grun, cały czas gnani przez wizję kolejnej ulewy (objawiającej się ciężką, burzową chmurą nad Velkim Kryvaniem). Deszcz nas nie dopadł i nawet udało nam się posiedzieć chwilę na słońcu w okolicy Chaty na Gruni. Ulewa z burzą rozpoczęła się dopiero (i towarzyszyła nam) w drodze do Kościeliska, gdzie chcieliśmy spędzić koniec naszego wyjazdu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz ostatni rozpoczęliśmy dzień od zerknięcia w pogodę. Znowu zaplanowana była ulewa i burza. Nie licząc na kolejny uśmiech szczęścia w postaci pomyłki meteorologów zdecydowaliśmy się tylko na krótką wycieczkę na Gubałówkę [Przez chwilę w Zakopanym zastanawiałam się gdzie się podziali wszyscy turyści, lecz szybko się zorientowałam, że wszyscy wpadli na ten sam pomysł co my. Jednak na nasze szczęście wybierając zamiast podejścia, kolejkę i taki sam powrót.] i powrót przez Michny. Widok Tatr, którego się spodziewaliśmy został w połowie ocenzuorowany (tej górnej) przez kolejne chmury. Prognozy sprawdziły się co do minuty i ostanie metry do samochodu pokonaliśmy biegiem. Pozostałą część dnia spędziliśmy relaksując się (i szalejąc) na basenach termalnych w Białce Tatrzańskiej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu można zobaczyć tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMala%20Fatra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - rowerowo-narciarski wypad na grzbiet Rakonia |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 05 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niestety tym razem fatalne prognozy pogody się sprawdziły. Mając to na uwadze wybieramy na skiturowe ostatki górne partie doliny Chochołowskiej. Najpierw na rowerach (wszędzie mnóstwo wody i błota, w dodatku ciągłe zlewy z nieba) a od schroniska początkowo z buta a potem już po śniegu. Planowałem Czerwony Wierch lecz upatrzony żleb zaledwie w 2/3 był wyśnieżony a wkrótce zakryła go całkowicie cwangla więc podchodzimy na Rakonia (1866). W okolicach szczytu następuje zmiana deszczu na grad więc przepinamy się błyskawicznie do zjazdu. Mimo fatalnej pogody zjazd początkowo wspaniały, później trzeba w kilku miejscach zdjąć narty i dojść do schroniska szlakiem a właściwie potokiem. Jak tylko wsiedliśmy na rowery znów zaczyna lać. Zmoknięci, ochlapani i zziębnięci szybko zjeżdżamy do auta. Dosłownie na kilka metrów przed autem Esa zalicza spektakularny upadek (nogę miała zakleszczoną między nartami a kierownicą) lecz na szczęście nic groźnego się nie stało. Potem tylko myjemy w rzece sprzęt i wracamy do domu. Łącznie zrobiliśmy 27 km i ponad 1000 m deniwelacji. Myślę, że długo będziemy pamiętać ten wyjazd. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FChocholowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn |Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|06 05 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niekorzystne prognozy pogody, zanikająca pokrywa śnieżna i niechęć do noszenia nart więcej niż jest to konieczne zdecydowały poniekąd za nas o wyborze celu wycieczki skiturowej.  Padło na Tatrzański KLASYK. W temperaturze + 11 stopni (łał tak ciepło jeszcze nie było - uf jak ciepło - ale się pocę) w szybkim tempie w pełni słońca wchodzimy na szczyt. Widok ośnieżonych szczytów kontrastował z morzem zielonymi łąk w dolinach. Niestety szybko przychodzą chmury i deszcz mobilizują do zagęszczenia ruchów w celu odwrotu -  ale jakiego - prawie dziewiczy stok - w tym dniu przed nami na górze była tylko czwórka Słowaków. Szybki zjazd w &amp;quot;górskiej&amp;quot; części i nie do końca wytopiona nartostrada są ostatnim akordem dnia. Czasowy bilans wypadu trochę nie korzystny bo 6 godzin w aucie a 4 w górach - ale za to jakich.    &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|RUMUNIA - Pădurea Craiului|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Kalina Kardas (ST), Tomasz Pawłowski (STJ KW Kraków - organizator wyjazdu), wielu grotołazów z Sopotu, kilku z Krakowa i całkiem osobna grupa z KS &amp;quot;Aven&amp;quot; Sosnowiec|29 04 2017 - 03 05 2017}}&lt;br /&gt;
Odwiedziliśmy jaskinie Ciur Ponor, Avenul din Sesuri i Osoi oraz wybraliśmy się na wycieczkę rowerową (choć rowery zostawiliśmy kiedy woda zaczęła sięgać ponad suporty, a zawróciliśmy kiedy sięgała po pas). Generalnie, przez cały tydzień odbywały się wyjścia do wielu różnych jaskiń. Wszystko koordynował niezawodny Tomek Pawłowski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Majówka w Czarnobylu|&amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|29 04 - 03 05 2017}}&lt;br /&gt;
Postanowiłem wreszcie zrealizować długo planowany wyjazd do Czarnobyla. Jako fan klimatów postapo, miast-widm nie mogłem sobie wyobrazić by pewnego dnia tam nie zawitać. Wyprawę zacząłem od dojazdu do Warszawy. W Warszawie miałem 2,5 h okienko między jednym autokarem a następnym, dlatego poświęciłem ten czas na spacer po stolicy, w której dotychczas nie byłem nawet przejazdem. Zahaczyłem o wszystkie najbardziej popularne miejsca i jakoś szału nie było. Ok, miasto zadbane, czyste, sporo zabytków, ale na kolana to mnie nie rzuciło. Ze wszystkich miejsc Pałac Kultury wydał mi się zdecydowanie najciekawszym architektonicznie i stylowo zabytkiem. To zabawne, zwłaszcza gdy pomyślę jak wiele osób mówi, że Pałac to budowlany potworek, który trzeba by było zaorać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 20 załadowałem się w kolejny autokar jadący na Ukrainę. Na granicy w Dorhusku straciliśmy sześć godzin, ale na szczęście większość tego czasu przekimałem. Pierwsze co mnie uderzyło  po wjeździe na Ukrainę to prawie niewidoczna obecność cywilizacji. Łąki, pola, lasy, łąki, pola, lasy. No spoko, jestem na jakiś peryferiach to pewnie później zaczną się jakieś miasta i wsie- pomyślałem na początku. Ale gdzie tam! Łąki, pola, lasy, łąki, pola, lasy, trzy chałupki gdzieś w oddali, łaki, pola, lasy i tak w kółko. Czy te trzy domki tu, dwa tam to typowa wielkość tutejszych wsi? – zastanawiałem się później - może tak… Ostatecznie minęliśmy może jakieś dwie większe miasteczka i parę wsi w drodze do Kijowa. Niestety ze względu na duże opóźnienie na granicy nie było czasu zwiedzić stolicy czym byłem bardzo zawiedziony. Jedyną opcją było szybkie zwiedzanie byłej Willi Janukowycza przemianowanej na Muzeum Korupcji, ale mnie to całkowicie nie interesowało. Podejrzewam, że wszystkie wille bogaczy są do siebie podobne: złote wanny, złote klamki, pola golfowe i wypasione fury w garażu. Jak się później dowiedziałem z relacji, było właśnie tak jak przypuszczałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po południu ruszyłem wreszcie na północ do Sławutycza, w którym miałem nocować. Niewielkie miasto 30 km od Czarnobyla założone dla ludzi ewakuowanych z Prypeci oraz dla osób wciąż pracujących w elektrowni atomowej. Następnego dnia wczesnym rankiem załadowałem się do eksterytorialnego pociągu do Stefy. Na miejscu poznałem przewodnika Jurija ,który  z wyglądu był najbardziej stereotypowym Rosjaninem jakiego można sobie wyobrazić. Po krótkim objaśnieniu kwestii bezpieczeństwa itp. zaczęliśmy eksplorację. Na początku zobaczyliśmy nowy sarkofag nad blokiem nr 4. Wbrew pozorom samo nasunięcie nowego sarkofagu na stary nie załatwiło sprawy i do dziś alpiniści przemysłowi kończą budowę. Ich długość pracy zależy od poziomu promieniowania nad sarkofagiem danego dnia, który czasami wynosi nawet 1000 mSv/h- przy takim promieniowaniu mogą pracować przez 6 minut, podczas gdy przejście wszystkich procedur kontrolnych przed i po pracy nawet osiem godzin. Następnie zwiedziłem port rzeczny przy którym rdzewieją dźwigi portowe, czołg, który miał być wykorzystany do strzelania specjalnie zaprojektowanymi pociskami w uszkodzony reaktor(!) (sowieci to mieli fantazje), zdalnie sterowane roboty służące do usuwania radioaktywnych odłamków reaktora, niedokończony blok 5 i 6, komin chłodniczy. Do Czerwonego Lasu nie wolno był wejść, ponieważ wciąż jest tam wysokie promieniowanie. Nasze pomiary przy drodze wskazały na co najmniej 35 mSv/h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Następny dzień zacząłem od Oka Moskwy. Wejście na tę gigantyczną antenę zajęło mi ok. 50 min, ale widoki były fantastyczne. Z góry cały obszar Strefy wygląda jak Puszcza Białowieska: wielkie, gęste połacie drzew w różnych odcieniach zieleni, rzeka, parę większych i mniejszych zbiorników wodnych. Jednym słowem sielanka. Następnym punktem zwiedzania była Prypeć. Promieniowanie na większości obszaru jest stosunkowo niskie i rzadko przekracza 1 mSv/h, jest jednak kilka miejsc, których lepiej unikać. Jednym z nich są podziemia szpitala w Prypeci, w której zmagazynowane kombinezony likwidatorów promieniują na poziomie 1500 mSv/h i zdecydowanie nie miałem ochoty się tam zapuszczać. Niewielka strata, bo miejsc do odwiedzenia było całe mnóstwo. Poza górną częścią szpitala, połaziłem po paru przedszkolach, szkołach, ruinach hotelu i kawiarni zlokalizowanej nad brzegiem jeziora, blokach mieszkalnych, zadziwiająco dobrze zachowanej szklarni, która spokojnie mogła by posłużyć jako miejsce akcji jakiegoś horroru. Na płycie boiska miejskiego rośnie dzisiaj bujny las i gdyby mi nie powiedziano, że był tam stadion, to w życiu sam bym się nie domyślił. Nie sposób wymienić wszystkich ciekawych miejsc, które widziałem, więc nawet nie będę próbował. Przez cały pobyt w Strefie przechodziłem regularne kontrole dozymetryczne, które na szczęście nic nie stwierdziły, więc na koniec zadowolony mogłem wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie mogę tylko dodać, że bardzo polecam odwiedzić Strefę Zero. Jest to jedyne takie miejsce na świecie i nie wiadomo jak długo pozostanie w takim stanie jak teraz, bo złomiarze ostro sobie ostrzą na nie zęby, wiele budynków się wali, a natura coraz większymi kawałkami pochłania ślady dawnej obecności człowieka. Za parę lat może już nic z tego nie zostanie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - bieg na Rysiankę|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dysponując kilkoma godzinami czasu postanowiliśmy skoczyć raz jeszcze w Beskid Żywiecki jednak tym razem bez pewności co do warunków terenowych. Nastawialiśmy się zarówno na wyjście skiturowe jak i na bieg górski. Widok w górę z Żabnicy decyduje o pozostawieniu nart skuturowych w aucie (było zielono, tylko na górze jakieś płaty śniegu). Od auta podbieg zielonym szlakiem na Rysiankę. Na stromych odcinkach idziemy szybkim marszem a na łagodniejszych ambitnie podbiegamy walcząc z narastającym zmęczeniem. Gdzieś na wys. 1100 m pojawia się śnieg dobry do zjazdu (nawet chwilę pożałowałem, że jednak nie zawierzyłem swojej intuicji śniegowej), który utrudnia podejście/podbieg. Wkrótce osiągamy schronisko gdzie robimy nie zbyt długi odpoczynek. Zbiegamy wprawdzie szlakiem lecz tylko częściowo gdyż wykorzystujemy inne leśne drogi co znakomicie urozmaica zadanie. Bardzo szybko docieramy do auta nie czując nawet bólu w kolanach za to wspaniałe uczucie lekkiego zmęczenia i pulsującej w żyłach krwi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Rysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko/Mechy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Henryk Tomanek, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|23 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Lawinowa &amp;quot;czwórka&amp;quot; w Tatrach nie pozostawiała wiele możliwości. Warunki śnieżne w okolicach Pilska (1557) przerosły jednak nasze najśmielsze oczekiwania. Od auta z Soptoni Wlk. ruszamy na nartach dol. Cebulowego Potoku aż na graniczny grzbiet w okolicach Hali Miziowej. W trakcie marszruty pada dość intensywnie śnieg. Po odpoczynku w schronisku podejście na Pilsko (tu pojawiło się więcej skiturowców) gdzie akurat chmury zaczęły się przerzedzać więc można było zrealizować wypad na rzadko uczęszczany wierzchołek Mechów (1466) wznoszący się dalej na południe, całkowicie na terenie Słowcji. Stąd mamy cudowny zjazd dość nachylonym zboczem w boskim puchu do doliny Raztoki gdzie tylko na nie wielkim odcinku powalone drzewa utrudniały nam zadanie. Po sforsowaniu potoku (narty przerzuciliśmy na drugą stronę) ponownie odrabiamy wysokość kierując się na graniczny grzbiet. Wychodzimy na niego idealnie w miejscu, w którym zamierzaliśmy. Stąd przepiękny zjazd do Cebulowego Potoku i choć śnieg na dole został trochę uszczuplony to i tak udaje nam się zjechać do auta co jak na koniec kwietnia w Beskidach nie zdarza się często. Zrobiliśmy 16 km i ponad 1000 m deniwelacji. Większość szlaku była kompletnie nieprzetarta. Ludzi spotkaliśmy tylko w okolicy schroniska. Nawet nie spodziewaliśmy się, że wyjdzie z tego taka piękna skitura.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu króciutka migawka filmowa autorstwa Heńka Tomanka: https://vimeo.com/214737990&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, studenci SGSP|22 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zaliczeniu &amp;quot;Najgłębszej Jurajskiej&amp;quot; mając chwilę czasu kierujemy się w stronę Olsztyńskiej/Wszystkich Świętych. Po drodze jakimś magicznym sposobem gubimy się z dziesięć razy. Finalnie docieramy pod otwory, które niestety zostały już wypełnione przez drużyny ratownicze prowadzące tam ćwiczenia. Decydujemy się na szybkie zejście do Koralowej. &lt;br /&gt;
Odwiedzamy Salę Zawaliskowę - niezmiennie urokliwa i przerażająca. Zdobywamy WAR - udaje się bez ofiar w ludziach. Po zwiedzeniu wystawy glinianych... juwenaliów zbieramy się do wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkoralowa2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Studnisko|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, studenci SGSP|22 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Upiekło się, nie musiałem czekać do września. Jakimś magicznym sposobem podczepiłem się pod zespół chłopaków z SGSP, którzy już wkrótce będą dowodzić akcjami ratunkowymi na wysokościach. Upiekło się podwójnie, bo dodatkowo była okazja spotkać się z Ratownikami z Olsztyna, którzy wpadli do nas sprawdzić jak sobie radzimy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niesamowite jest to, jak zareagowałem widząc niebieskie krzyż na bluzach. Niby tacy sami ludzie jak ja (w sensie, że dwie ręce, dwie nogi, głowa itd zależnie od płci), a jednak jakby stali „po drugiej stronie barykady”. Do dziś zadaję sobie pytanie: czy to odruch, czy instynktowna reakcja sprawia, że widząc ratownika człowiek przełącza się automatycznie na tryb wykonywania poleceń? Nie wiem…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wróćmy do jaskini, bowiem przed naszymi stopami rozwarła swą paszczę mityczna jaskinia na „S”.&lt;br /&gt;
Jaskinia Studnisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W mojej głowie wokół Studniska powstał jakiś tajemniczy mit. Od początku szlajania się po Sokolich Górach wiedziałem, że jest taki obiekt. Ba! Nawet widziałem otwór raz, czy dwa, natomiast nigdy wcześniej nawet nie przymierzałem się do tej jaskini. Wcześniej wiedziałem, że „trzeba dużo liny i umiejętności”, później biegałem po Tatrach z kursem, następnie jakoś było nam tak nie po drodze. Aż do soboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Stając na krawędzi otworu wspomniałem słowa Pitera: „po Tatrach jaskinie jurajskie będą jak wczołganie się pod tapczan”. Spodziewałem się więc, że ze względu na rozmiar i głębokość Jaskini Studnisko (jako tej naj-naj-naj), dane mi będzie poczuć odrobinę tatrzańskiego klimatu. Nie pozostało więc nic innego, jak wskoczyć do dziury by to sprawdzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Legendarny, śmiercionośny zjazd do Komory Wejściowej. Kilometry metrów do pokonania, legendarny dzwon, który powala rozmiarami i przestrzenią. Gdzie on jest? Czy zaczynam odczuwać rozczarowanie? Czyżby niedosyt wynikający z faktu, że lina pod rolkami już się skończyła i stoję na dnie? A może odebrałem sobie część tajemnic jaskini rozrywając jej mroki nowym światłem?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdziwienie, na pewno zdziwienie. Bo miało być przerażająco, przestrzennie, a jest… Przytulnie. „Dzień dobry Pani Jaskinio” ciśnie się jeszcze raz na usta. Póki co rozglądamy się po sali, zrzucam szpej, ruszamy do Maryny, by poczuć odrobinę Pragnienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo przyjemnie będę wspominał drogę w dół, do dna. Było to jedno z tych zejść, w trakcie których zawalaty człek jadąc na plecach grawitacji co chwilę myśli: „ale tędy to nie wylezę, nie przecisnę się w górę, tu będzie problem, ledwo zlazłem, nie wylezę bez ściągania z siebie gratów”. Bo Jaskinia Studnisko na tym odcinku to momentami jakby Miętusia i jej Ciasny Korytarzyk. Więc cisnąłem się w dół, skazując sam siebie na późniejsze pokonywanie tej samej drogi w górę, mając przeciw sobie swój gabaryt, grawitację i wszystko to, o co można zaczepić kombinezonem. Pchałem się do dna, z uśmiechem na ustach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Okolice najgłębszego punktu jaskini. Kładę się, wrzucam nogi w otwór i staram się wepchnąć najdalej jak jestem w stanie. Mam nadzieję, że ostatnie rozwidlenie które ledwie minąłem wsuwając się do wysokości kolan, jest legendarnym -77,5. Tyle. Wracamy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeczucie Maryny, które wydawać by się mogło będzie chciało mnie zabić, zatrzymuje mnie na dłużej tylko raz. Wystarczyło zdjąć kask, wyjąć aparat, poszukać kilku cm obwodu likwidując kaptur i kawałek źle ułożonego kombinezonu i już jesteśmy na Pochyłej. Wyskakujemy jeszcze na chwilę do Sali Zawaliskowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miła, przyjemna, poduszkowa. Dyndające pod stropem, dumnie prężące pierś Kalafiory zachwycają. Mały stalaktytowy lasek też wydaje się całkiem przyjemny.&lt;br /&gt;
Tylko na potęgę kudłaty strop przypomina, że pora się zbierać – posiadacze włochatych futerek chcą jeszcze trochę pospać.&lt;br /&gt;
Kierujemy się w stronę powierzchni.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wpinamy się kolejno w linę, ja zamykam i deporęczuję drogę. Idzie jakoś topornie, chyba z żalu. Co chwila przystaję, staram się zrobić jeszcze jedno zdjęcie. Naprawdę szkoda stąd wychodzić, pomimo że Studnisko jeszcze ma na rękach świeżą krew ostatniej ofiary. A, nie, przepraszam, to nie Studnisko ma zakrwawione dłonie, lecz ludzka głupota. Studnisko jest po prostu jaskinią, z jej wszystkimi jaskiniowymi zachowaniami. Tak więc, ten teges, do widzenia Pani Jaskinio.&lt;br /&gt;
Do zobaczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/studnisko2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Czarna - partie Techuby od sali Francuskiej|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Tomasz Szmatłoch|19 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatry wróciła zima. W głębokim śniegu podchodzimy pod otwór Czarnej. W przykrym zimnie zjeżdżamy Zlotówką i lecimy do sali Francuskiej. Naszym celem jest przejście z tego miejsca dołem przez partie Techuby do Sali Ewy i Hanki. Najpierw zaliczamy trzy krótkie zjazdy a potem odnajdujemy w zawalisku ciąg doprowadzający nas w efekcie wprost do syfonu Techuby. Nie śpiesząc się podążamy w górę zaglądając również w boczne odgałęzienia (byliśmy to ostatnio &amp;quot;przed wiekami&amp;quot;). Od tzw. Ślizagawki trzeba się więcej wysilić. Tomek wspina poszczególne progi zakładając asekurację. W końcu udaje nam się dotrzeć do progu w głównym ciągu jaskini (zatoczyliśmy pętlę do Sali Ewy i Hanki). Tadek zagląda jeszcze do zaporęczowanego okna i wychodzimy na dwór. Przez kilka godzin naszego pobytu pod ziemią warunki na zewnątrz drastycznie się zmieniły. Przybyło w tym czasie gdzieś pół metra śniegu. Po wykopaniu plecaków od razu bez przebierania najpierw zjeżdżamy na linie a potem schodzimy (a właściwie zsuwamy się) w dół. Nie często się zdarza torować szlak w dolinie Kościeliskiej, która była zawiana w różnych konfiguracjach. Wiatr hulał swawolnie i ciągle sypało. Do auta docieramy niczym lodowe sople. Po uporaniu się z szpejem uciekamy do domu zadowoleni z akcji i przeżycia kolejnej pięknej przygody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fotorelacja: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzarna-Techuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Skrajny Salatyn|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|15 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak późno w Tatry nigdy nie wyjeżdżaliśmy (10.30). Cel jednak nie zbyt odległy i wymagający (tak przynajmniej mi się zdawało). Skrajny Salatyn (1864) w sąsiedztwie trasy zjazdowej był w zasięgu 4-godzinnej wycieczki skiturowej, zwłaszcza, że podejście naśnieżoną nartostradą przyśpiesza akcję. Parking pod wyciągiem niemal pełny (pierwszy raz widziałem tu tyle aut). My przemykamy bokiem pełnej nartostrady i od górnej stacji skręcamy na nowy szlak wiodący na Skrajny Salatyn. Tu już nie ma nikogo. Wkrótce jednak gubimy znaki i idziemy tak jak pozwala konfiguracja terenu mniej więcej równolegle do żlebu, który upatrzyłem sobie do zjazdu.  Gdzieś w połowie podejścia zbocze robi się strome (trochę bardziej niż na Salatyńską przełęcz) więc podchodzimy z buta. Miało być „łatwo” więc nie zabraliśmy sprzętu zimowego ani nawet lawinowego. Ostatnie kilkadziesiąt metrów przedłuża się masakrycznie gdyż  muszę wykuwać długo stopnie w twardym śniegu. Esa z Pawłem zostawiają narty przy ostatnich kosówkach tylko ja taszczę je na górę. Na grzbiecie Skrajnego mocno wieje więc długo tu nie bawimy i uciekamy w dół. Najpierw po twardym stromym śniegu kilka nie pewnych skrętów lecz potem bajka. Wkrótce wszyscy mkniemy w dół owym żlebem. Na twardym podłożu zalegała cienka warstwa puchu o idealnej do zjazdu konsystencji. Żleb sprowadza nas na nartostradę w okolicy rozwidlenia. Wyciąg już nie kursował więc cała trasa nasza. Szalonym zjazdem osiągamy pusty już prawie parking i szybko wracamy do domu. Zrobiliśmy 777 m deniwelacji na dyst. ok. 6 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/SkrajnySalatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| &amp;quot;Jaskinia Czarna - Sala św. Bernarda&amp;quot;| Ryszard Widuch, Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec| 08-04-2017}}&lt;br /&gt;
Na ten wyjazd długo czekaliśmy, ponieważ miał być naszym ostatnim przejściem w Tatrach, a później miały nas czekać żmudne przygotowania do egzaminu na kartę, chociaż Rysiek jeszcze nam przyrzekł, że jak starczy czasu to odwiedzimy Litworkę, która nas na letnim obozie omineła.&lt;br /&gt;
W bojowych nastrojach pakowaliśmy się, później dojechał do nas Sylwek i w trójkę wyruszyliśmy w stronę Kir, gdzie już czekał na nas Rysiek. Podczas podróży nasze nastroje ostudziła prognoza pogody, ale jak to z prognozą, może się nie sprawdzić. Ok. 23 dojeżdżamy na bazę. Umawiamy się z Ryśkiem o ktorej wstajemy i idziemy spać. &lt;br /&gt;
Rano budzi nas Rysiek i mówi żebyśmy spojrzeli przez okno. Faktycznie prognozy się nie sprawdziły, było gorzej niż zapowiadali wczoraj. Deszcz, deszcz, deszcz, zimno, zimno... Przy wspólnym śniadaniu robimy debatę (przypominamy sobie opis Asi dotyczący Komina Węgierskiego z jej ostatniego pobytu, moje złamane kije na błocie pod Czarną) i dochodzimy do wniosku, że przekładamy akcję na &amp;quot;po święta&amp;quot;. Z ciężkim sercem wsiadamy w auto i wracamy, planując resztę dnia, aby go jakoś jeszcze aktywnie spędzić. Następnym razem się nie wycofamy. &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wysokie - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Małgorzata Czeczott (UKA Warszawa)|09 04 2017}}&lt;br /&gt;
W ostatnim tygodniu w Tatrach miejscami (Dol. 5 Stawów) spadło 50 cm śniegu. W związku z tym, należało wybrać się na skitury. Z Brzezin przez Psią Trawkę z drobnymi problemami orientacyjnymi trafiamy do dol. Pańszczycy i ruszamy pod Krzyżne. Z powodu zagrożenia lawinowego, zamiast z Krzyżnego zjeżdżamy z Przełączki pod Ptakiem. Przez pierwsze 300 metrów pionu jedziemy po zsiadłym, świeżym śniegu. Jest pysznie. Niżej śnieg jest już bardziej uwodniony i z każdym traconym metrem wysokości bardziej przyhamowuje narty. Wracamy przez Murowaniec i drogą z powrotem do Brzezin. Pogodę mieliśmy doskonałą (słońce, brak wiatru, ciepło). Narty trzeba było nosić przez ok. 20 minut w każdą stronę. Podczas podejścia spotkaliśmy jednego turystę na butach (torował na kolanach, z czekanem w ręku), zaś wracając, w drodze do Murowańca, jeszcze dwóch piechurów i trzech skiturowców. I to tyle. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - przejażdżka rowerowa do jaskini Na Kamieniu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|09 04 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem wybieramy się z rowerami na pn. Jurę. Start z Olsztyna. Przez okolice Gór Towarnych i Zielonej Góry docieramy do Częstochowy gdzie odwiedzamy Kamila (b. czł. klubu). Stąd kierując się namiarami GPS odszukujemy jaskinię Na Kamieniu (ma kilka otworów). Sama dziura  ma podobno ponad 100 m lecz zwiedzam tylko wstępne partie (nie miałem kombinezonu). Spąg jakiś grząski a zapach dość nieciekawy. Jaskinia raczej dla desperatów przynajmniej w tym stanie czystości. Od jaskini jedziemy ładnym szlakiem wzdłuż Warty i nie co inną drogą wracamy do Olsztyna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FNaKamieniu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - ekstremalna droga krzyżowa|&amp;lt;u&amp;gt;Grzegorz Szczurek&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka, Darek Kowalski (os. tow.), Sylwester Kmiecik (os. tow.)|07/08 04 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miejsce Istebna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7 kwietnia o godzinie 19 mszą św. w kościele w Istebnej rozpoczęła się droga krzyżowa, w której uczestniczyło około 300 osób. 44km trasa prowadziła po górach. Uczestnicy szli indywidualnie lub w kilkuosobowych grupach. Warunki były trudne. Przez całą noc z małymi przerwami padał deszcz, była mgła, na szczytach zalegał śnieg. Podejście na Baranią Górę z Wisły Czarne było zabłocone, zaśnieżone i chwilami w płynącym strumieniu. Do ostatniej stacji doszliśmy o godzinie 8:30 następnego dnia mokrzy, zmęczeni, śpiący i z przekonaniem że było warto to przeżyć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRA: Alpy Zillertalskie, Alpy Ötztalskie, Wysokie Taury - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA Warszawa), Michał Ciszewski (KKTJ)|31 03 - 03  04 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem na coroczne &amp;quot;chatki&amp;quot; wybraliśmy się całkowicie męską ekipą. Po nocnym dojeździe i krótkiej drzemce w samochodzie, w piątek  podchodzimy z parkingu do Zittauer Hütte (2328). Zostawiamy w chatce sprzęt biwakowy i przemieszczamy się dalej na szczyt Gabler (3262). Niewiele pamiętam, bo byłem niewyspany, ale na pewno była dobra pogoda i był przyjemny zjazd w miękkim śniegu. Po noclegu, w sobotę, nasz cel jest nieco mniej zdefiniowany. W każdym razie, robimy z 500 czy 600 m podejścia z chaty, a Furek i Marek wychodzą nawet na jakiś szczyt. Zwiedzamy też jaskinię w lodowcu. Zjeżdżamy do samochodu i przemieszczamy się 200 km do miejscowości Vent pod Sölden. W tej okolicy występuje drastyczny brak śniegu, ale na szczęście w kierunku naszej upatrzonej chatki jest mały ośrodek narciarski z utrzymaną nartostradą, na której śnieg zalega niemal do miasteczka. Korzystamy z niej, a następnie nieco wspomagając się GPSem, pół godziny po zmroku docieramy do Breslauer Hütte.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wychodzimy na Wildspitze, drugi co do wysokości szczyt Austrii (3770m). Moim zdaniem była to najgorsza wycieczka wyjazdu: musieliśmy nosić dodatkowy sprzęt do poruszania się po lodowcu (z którego i tak nie skorzystaliśmy, ale być musiał); ostatnie ok. 150 metrów musieliśmy wchodzić po kamieniach bez nart, a ponadto zjazd odbywał się po okropnych betonach. Utrwalone w nich ślady zjazdów poprzedników wprowadzały nasze narty w drgania, których mój dentysta z pewnością by nie pochwalił. Chłopakom się bardzo podobało, a ja podobno nie rozumiem, na czym polega istota alpinizmu. Dodatkową nieprzyjemnością tego dnia była popularność tego celu. Poprzedniego wieczoru zaprzyjaźnialiśmy się z pięcioma Czechami i ok. 10 Polakami, którzy również postanowili nocować w Chatce Wrocławiaków. Po powrocie z Wildspitze spotkaliśmy kolejną, ok. 10 osobową grupę Polaków z przewodnikiem. Pod naszą nieobecność wkręcili w swój palnik nasz kartusz, bo leżał. W krótkiej konwersacji, która wywiązała się po naszej prośbie o rozmienienie 20 EUR wyrazili szczere zdumienie faktem, że za chatkę trzeba zapłacić do skarbonki. Być może w istocie byli to bardzo mili ludzie i doszło tylko do drobnych i nieistotnych nieporozumień. Tym niemniej, przewidując skalę wieczornej imprezy (wcześniejsza grupa rodaków, zamierzająca spędzić kolejną w chatce, dysponowała sporym zapasem trunków) pokazaliśmy sobie wzajemnie na migi &amp;quot;SPADAMY!&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu względnie późnej pory i zamiaru zakończenia kolejnej wycieczki w miarę wcześnie (mając w perspektywie powrót do domu), zdecydowaliśmy się na sprawdzone miejsce - Sonnblickbasis w Wysokich Taurach, u stóp szczytu Sonnblick. Jest to normalne schronisko z obsługą, stosunkowo łatwo dostępne z parkingu (20 minut drogą). Po raz kolejny obsługa zrobiła dla nas wyjątek - i mimo tego, że teoretycznie kartę do szlabanu dostaje się przy pobycie na minimum dwie noce, pozwolono nam wjechać wspomnianą drogą naszym samochodem aż pod schronisko. Idziemy spać w miarę wcześnie i następnego dnia powtarzamy spacer na Hocharn (3254 m). Warunki śniegowe są w miarę, praktycznie po dziesięciu minutach od parkingu udaje się założyć narty na nogi. Tym razem mamy jednak słabą pogodę i podchodzimy w dużej mierze nawigując się przy pomocy GPSa. Kiedy osiągamy szczyt, chmury magicznie rozstępują się i nagle uzyskujemy całkowicie stuprocentową widoczność zboczy, aż do schroniska. Po pierwszych, nieprzyjmnie twardych ok. 200 m zjazdu następują przepyszne, miękkie firny. Cała wycieczka kończy się więc przyjemnie i około godziny 14:00 ruszamy w podróż powrotną do Katowic. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Rowery i jaskinie z dziećmi| &amp;lt;u&amp;gt;Asia &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek, Karol, Szymon Jaworscy|01 - 03 04 2017}}&lt;br /&gt;
3 wspaniałe dni w Tatrach, z piękną pogodą. Pierwszy dzień to rowery na Gubałówce, drugi- to wizyta w Kościeliskiej: w Jaskini Mylnej i Smoczej Jamie, trzeci dzień to rowery w Chochołowskiej. Mimo, iż w tej okolicy zanotowano najazd turystów, to nam udało się w miarę spokojnie spędzić te dni. Dzięki temu, że odwiedziliśmy najpierw jaskinie w Kościeliskiej a dopiero później wybraliśmy się do schroniska, to na Hali Ornak mogliśmy posiedzieć w miarę spokojnie. Wracając odwiedziliśmy jeszcze Wąwóz Kraków-tam nie było już żywej duszy. Pozostawienie Dol. Chochołowskiej na poniedziałek było równie dobrym wyborem- nie męczyliśmy się dzięki temu przesadnym towarzystwem innych turystów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2F3%20dni%20w%20Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dolina Będkowska - wspinanie|Iwona Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow|01 - 02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Już drugi raz piękny weekend pokrył mi się ze zjazdem w Krakowie. W sumie to dobra kombinacja. Dni coraz dłuższe, a zajęcia coraz krótsze. &lt;br /&gt;
W sobotę z Iwoną oraz szwagrem Michałem byliśmy w dolinie Będkowskiej w okolicach Wysokiej oraz Futerka. Wspin zaliczony do udanych, ale był lekki niedosyt, że krótko. Z spod skał poszliśmy pod brandysówkę, gdzie czekały na nas kiełbaski z ogniska. &lt;br /&gt;
W niedzielę powróciliśmy do Witkowych skał, gdzie oprócz pomęczenia się na kilku drogach poćwiczyliśmy sobie techniki wspinaczkowej takie jak budowa stanowiska, zjazdy itd. aby nam nikt nie zarzucał że się nie przygotowujemy do egzaminu na kartę ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fbedkowska&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY: Jaskinia Czarna|Łukasz Piskorek i &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|01 - 02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Pod Dolinę Kościeliską dotarliśmy ze sporym opóźnieniem, spowodowanym przez ,,turystów” przyjeżdżających zobaczyć krokusy. Jako, że sami nigdy nie byliśmy na krokusowej wycieczce, zupełnie nie byliśmy świadomi jak wyglądają Tatry w tym okresie. Samochody poszukujące parkingu na tyle spowolniły ruch, że byliśmy wyprzedzani przez pieszych, wjazd do doliny był blokowany przez straż pożarną oraz policję. Z niewiadomych dla nas przyczyn, krokusy są powodem do pielgrzymek ogromnej, normalnie nie spotykanej w Tatrach rzeszy ludzi. Równie niezrozumiały jest dla mnie fakt, że krokusy są pożądane jedynie w dolinie, te na łąkach przed, są bez skrupułów rozjeżdżane i rozdeptywane. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kiedy w końcu doszliśmy pod jaskinię i zaczęliśmy zjazd do otworu Czarnej była godzina 14. Pierwotny plan zakładał dojście do Partii Królewskich i z powrotem. W samej jaskini dość sporo wody. Kiedy doszliśmy do Herkulesa zastaliśmy wartki i huczący potok. Również na Węgrze woda spływała strumykiem (tym razem cichym) o czym przekonałam się podczas wspinaczki, kiedy woda wpływała mi rękawem i wypływała w kaloszu. Z powodu przemoczenia oraz późnej godziny zdecydowaliśmy, że odpuścimy sobie Partie Królewskie i wyjście jaskiniowe zakończymy statusem ,,przyjemne”. Po wylaniu wody z kalosza i wykręceniu skarpetek rozpoczęliśmy wycof. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę ograniczyliśmy się do wycieczki na Stoły. W dolinie wymijaliśmy wszystkich niedzielnych turystów, tak bardzo zdeterminowani na ucieczkę w spokojniejsze miejsce, że prawie nie zauważyliśmy Asi i Tomka, którzy wraz z dziećmi szli do jaskini Mylnej. Po odbiciu na Stoły spotkaliśmy tylko kilku turystów schodzących na dół, pod domkami zrobiliśmy sobie piknik oraz lekcję topografii. Skończyliśmy, kiedy u góry zaczęło się robić tłoczno. Nie chcieliśmy też przedłużać wycieczki, żeby wyjechać przed wszystkimi ,,krokusowymi turystami”. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Baranie Rogi|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|02 04 2017}}&lt;br /&gt;
Baranie Rogi (2526) były celem naszego wypadu w przepięknych okolicznościach przyrody i pogody. Z Starego Smokowca przez Hrebieniok do Chaty Zamkowskiego gdzie pojawia się śnieg sensowny do podejścia na nartach. Doliną Studeną docieramy do chaty Theriego i po krótkim odpoczynku dość stromo na Baranią przeł. (2389). Tu zasadnicza grupa zostawia narty (tylko bierzemy raki i czekany) i tylko Łukasz zabiera sprzęt na szczyt. Od przełęczy wiedzie stromy żleb lecz potem bez trudności na szczyt. Pogoda wciąż dobra, widoki wspaniałe. Wkrótce zejście a Łukasz na nartach pokonuje stromy fragment żlebu bez problemów. Od przełęczy bajeczny zjazd do Terinki gdzie tylko zaliczamy piwo (po takiej wyrypie można na temat piwa pisać poemat, zwłaszcza w Terince). Dalej równie fajnie do końca śniegu. Ostatni odcinek znów z buta ale i tak nie było źle więc bez niespodzianek dochodzimy do auta. Zrobiliśmy 1500 m deniwelacji i ok 20 km. Zacny wyjazd, jak na razie numer jeden sezonu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBaranieRogi&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia|Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|25 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Bogdanem rano w Tatry do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Na parkingu jesteśmy przed godziną 0900 i już po chwili idziemy szlakiem w Kościeliskiej.&lt;br /&gt;
Zazwyczaj wybieram taką jaskinię i taki termin, który gwarantuje przemoczenie się w jaskini do suchej nitki i nie dojście do celu bo coś po drodze jest zawsze zalane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie inaczej było tym razem. Doliną Miętusią idziemy w śniegu, podejście pod otwór oblodzone.&lt;br /&gt;
Szybkie przebranie się i po chwili jesteśmy gotowi do zejścia. Idzie dość sprawnie co skutkuje tym, że zatrzymuje nas dopiero wiszący syfonik, który jest zalany aż do połączenia z syfonem Zwolińskich. Jako, że naszym pierwotnym celem było dojście do MarWoju mamy spory zapas czasu, który decydujemy się wykorzystać na zwiedzenie każdego zakamarka jaskini od tego miejsca aż do otworu. Od Igliczki wchodzimy do górnego korytarza i udajemy się do Partii Nietoperzowych lewarując około 30 minut gdzieś po drodze jakieś donikąd nie prowadzące jeziorko. Stamtąd do Jeziorka Gotyckiego i przez prożek z powrotem do Komory pod Matką Boską. Jako, że pod Igliczką zostawiliśmy wory wracamy po nie i zaczynamy wycof.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W &amp;quot;rurze&amp;quot; wychodzi z człowieka to co najpiękniejsze ale dajemy radę. Na powierzchni jest jeszcze jasno więc szybko się przebieramy i zaczynamy schodzić.Bogdan po drodze zalicza upadek tak spektakularny, że nawet jego kijki z wrażenia dosłownie chylą ku niemu swoje końcówki. Po dojściu do szlaku zastaje nas zmrok. Doliną kościeliską idziemy już przy świetle czołówek. Tego samego dnia przed 2200 jesteśmy już na Śląsku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|I Ogólnopolskie Forum Speleologiczne w Chęcinach - czyli weekend pełen wrażeń|Mateusz Golicz, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka oraz speleofani z całej Polski|24 - 26 03 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nim Forum zdążyło się zacząć skorzystałam z wolnego dnia i zwiedziłam muzeum minerałów Wydziału Nauk o Ziemi w Sosnowcu oraz Zamek Królewski w Chęcinach. &lt;br /&gt;
Po południu zaczyna się Forum. Pierwszą atrakcją są odwiedziny jaskiniach w Jaworzni – Chelosiowa Jama oraz Pajęcza. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafiam i do jednej i do drugiej jaskini. Oba obiekty znajdują się w nieczynnym kamieniołomie na Górze Kopaczowej. Teren jest obecnie rezerwatem przyrody nieożywionej właśnie z powodu znajdującego się tam najdłuższego systemu jaskiniowego w Górach Świętokrzyskich (system Chelosiowa Jama-Jaskinia Jaworznicka o długości korytarzy 3,67 km oraz Pajęcza 1,18km). &lt;br /&gt;
W czasie wycieczki możliwe jest obejrzenie jedynie fragmentów jaskiń, które zobaczone nawet w tak małych fragmentach robią spore wrażenie. Choć jaskinie nie mają przepaścistych studni jak te tatrzańskie, to jednak nie są tak ciasne jak jurajskie. W Chelosiowej Jamie stykamy się z szerokimi korytarzami i dużymi salami, gdzieniegdzie naciekami oraz (!) wyrastającymi ze ściany kryształami kalcytu. Jaskinia Pajęcza jest mniej obszerna lecz równie interesująca jak poprzednia. Przejście tych jaskiń również nieco bardziej wymagające niż zwiedzanie jaskiń jurajskich. Poza wszędobylskim błotem, do pokonania mamy kilka zapieraczek i czujnych prożków. &lt;br /&gt;
Po powrocie kolacja na której spotykam Iwonę i Karola, którzy dojechali wieczorem. Po kolacji odbył się drużynowy quiz jaskiniowy. Sama nie wiem jak, ale nagle znalazłam się przy stole jednej z drużyn, jak się później okazało zwycięskiej.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed południem odbywały się panele tematyczne, między którymi można było dowolnie wybierać, bardzo różnorodna tematyka. Można było posłuchać czegoś o eksploracji, geologii, sprzęcie, ratownictwie (GOPR I GRJ), czy zapoznać się ze sprawami KTJ. Powtórzona zostaje wycieczka z dnia poprzedniego. &lt;br /&gt;
Kiedy wykład o łączności przenosi się na dwór w celu zaprezentowania działania poszczególnych pozycji, ja idę na wycieczkę dookoła kamieniołomu (na 3 poziomach, przy okazji doczytując informacje o skałach i geologii znajdujące się na tablicach Świętokrzyskiego Szlaku Archeo-Geologicznego. &lt;br /&gt;
Po obiedzie odbywa się Forum Eksploracji na którym przedstawione zostały dokonania 9 polskich wypraw wraz z rysem historycznym oraz geologicznym, a wieczorem ognisko.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Również zaczyna się cyklem wykładów i zajęć o różnorodnej tematyce. Część zajęć odbywa się w terenie. Wczesnym popołudniem duża grupa udaje si na wycieczkę geologiczną. W odniesieniu do lokalnej budowy geologicznej wyjaśnione zastało wiele pojęć i zagadnień geologicznych, procesów i zależności. Mimo chęci grupy do większego wgłębiania się w temat, były to ostatnie zajęcia, a czas ograniczony. W związku z czym zakończyliśmy wycieczkę i wróciliśmy na obiad do ośrodka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostaje mi mieć nadzieję, że numeracja przed nazwą forum nie została dodana przypadkowo i w przyszłym roku będę się mogła wybrać na Drugie Ogólnopolskie Forum Speleologiczne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka raz jeszcze|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bianka Witman-Fulde, Sonia Tomanek (os. tow.)|26 03 2017}}&lt;br /&gt;
Okoliczności sprawiły, iż po raz drugi przyszło wychodzić na Rysiankę. Przez ostatni tydzień powłoka śnieżna znacznie &amp;quot;odjechała&amp;quot; w górę. Sonia idzie bez nart a Bianka zostawia swoje narty również w aucie bez wiary w konkretny zjazd. Wkrótce jednak jest upragniony śnieg. Wyjście do schroniska a potem zjazd przez las do Złatnej a dziewczyny niestety drałowały &amp;quot;z buta&amp;quot;. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Dolina Żarska; Skitur na Pośredni Przysłop|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy, Damian Szołtysik + os.tow|25 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wcześnie rano, dojazd zajmuje nam niespełna 4 godz. W asyście promieni słonecznych docieramy do Żarskiego Schroniska. Stamtąd ruszamy w przeciwnym kierunku, niż wszyscy inni skiturowcy, zmierzający na Smutną Przełęcz. Po drodze, na szlaku mijamy duże lawinisko-dość dawna pamiątka po wielkim śniegu. Dochodzimy do stromego żlebu, który po pewnym czasie musimy pokonać z nartami na plecach. Po osiągnięciu celu wędrówki tj. Pośredniego Przysłopu, zaczynamy wyśmienity zjazd, w nieco mokrym śniegu. Słońce towarzyszy nam, aż do końca wycieczki. W bardzo dobrych humorach wracamy kolejne 4 godz. do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FPosredni%20Przyslop%20w%20dolinie%20Zarskiej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Klimczok przez Szyndzielnię|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|22 03 2017}}&lt;br /&gt;
W środę z samego rana wybieram się do Brennej by przed popołudniowym spotkaniem przejść się na Klimczok. Pogoda nie rozpieszcza. Na miejscu nie pada ale też nie ma słońca, wieje i jest dość zimno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Startuję z Brennej czarnym szlakiem do zielonego prowadzącego na Błatnią i w tym momencie zaczyna padać. Tam zmieniam szlak na niebieski i podążam nim aż do zapory w Wapiennicy. Za zaporą skracam szlak przez mostek, na żółty prowadzący do czerwonego, biegnącego przez schronisko na Szyndzielni. Przed samym Klimczokiem zmieniam szlak na żółty i nim schodzę na Błatnią, cały czas idąc w deszczu. Droga zejścia taka jak przy podejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dane z GPSa 22.3km w czasie 4h47min gdzie pod górę było prawie 1300m&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Rysianka|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Jacek Copik (os. tow.)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach szlakiem z Złatnej po śniegu. Ze schroniska przejście na Redykalny Wierch a następnie zjazd częściowo lasami do szlaku zjazdowego z Lipowskiej. Piękna pogoda i śnieg do samego dołu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Kołowa Czuba|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski,  Damian Żmuda, Kasia Rupiewicz (os. tow.)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście całą grupą z Kuźnic do Murowańca. Kasia poszła w stronę Granatów a reszta zespołu próbowała podejść pod Honoratkę (żleb opadający z Mł. Koziego Wierchu). Po wichurach jednak potworzyły się ogromne depozyty niebezpiecznego śniegu. Ostrożnie jak po szkle podchodzimy pod wylot żlebu lecz nie odważamy się na naruszenie przypuszczalnie nikłej stabilności śnieżnej poduchy przy podstawie żlebu. Czujnie trawersujemy do Zawratowego żlebu i nim w rakach na przełęcz. Aby coś &amp;quot;zdobyć&amp;quot; wychodzimy więc na Kołową Czubę (2105). Potem zjazd po zmiennych śniegach Dol. 5 Stawów i Roztoką do drogi (Damianowi Ż. zdarza się złamać nartę). Od Wodogrzmotów już po ciemku z buta na Palenicę. Nie było już żadnych busów. Tomek udaje się więc do Kużnic po auto z przypadkiem jadącym w tamtą stronę gościem. To i inne opóźnienia sprawiają, że w domu jesteśmy dopiero po północy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKolowaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - Szpiglasowa Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team)|19 03 2017}}&lt;br /&gt;
Podchodzimy z Palenicy Białczańskiej przez Pięć Stawów pod Szpiglasową Przełecz. Powyżej schroniska leżał pyszny, nieco upakowany, ale jednak miękki, bezpieczny i nie klejący się śnieg. Zjazd po łagodnych, rozległych stokach &amp;quot;piątki&amp;quot; do Wielkiego Stawu należał do jednych z lepszych w sezonie. Pogoda też dopisała, choć momentami wiało bardzo mocno.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Kasprowa Niżnia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska, Jacek Szczygieł (WNoZ UŚ), os. tow.|18 03 2017}}&lt;br /&gt;
Zostaliśmy zaproszeni do współpracy podczas służbowego wyjścia Jacka na badania geologiczne w Kasprowej Niżniej. Polegało to na odkopywaniu, polewaniu wodą, pobieraniu, fotografowaniu, przenoszeniu sprzętu z punktu A do punktu B itd. Wszystkie merytoryczne prace odbywały się w zasadzie na odcinku od otworu do Wielkiego Progu. Żeby cokolwiek pozwiedzać, przebiegliśmy się jeszcze na szybko do Złotej Kaczki (sucha!).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA: The Lake District |&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska+os.tow.&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
3 dni w Zjednoczonym Królestwie, z czego jeden spędzam w Parku Narodowym Lake District, wybierając trasę przy Rydal Water, niewielkim jeziorku otoczonym przez ciekawe, trawiaste wzniesienia, położonym w centralnej częsci Parku. Ponoć Park ten słynie z malowniczych, często bezdrzewnych widoków, mnie nie dane było zweryfikować, czy rzeczywiście to prawda. Powodem była oczywiście zła pogoda i gęste mgły. Co gorsza, dzień przed i dzień po, było całkiem fajnie i słonecznie. Poza tym, zdołałam zwiedzić York i Liverpool oraz przejazdem odwiedzić Park The Peak District.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Lake%20District&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Pośrednia Salatyńska Przełęcz|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
Tym razem trudno mówić tu o &amp;quot;samotnym wyjściu&amp;quot;. Dobrze że była mgła, bo nie widziałem wszystkich tych ludzi. Zjazd w każðym razie bardzo przyjemny; śnieg miękki, a i chmury się nieco rozstąpiły. Cała wycieczka zajęła mi 2h 40m, więc po południu wyciągam jeszcze kolegę na szybką przebieżkę do Doliny Kondratowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Huncowski Szczyt|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik, Agnieszka Sarnecka (AKG)|11 03 2017}}&lt;br /&gt;
Ocieplenia z końca lutego spowodowały &amp;quot;ucieczkę&amp;quot; śniegów mocno w górę zwłaszcza na południowych stokach. Dlatego m. in. za cel wybraliśmy Huncowski Szczyt (2352) gdyż sporo podejścia można wykonać naśnieżoną nartostradą. Od Skalnatego Plesa już całkowicie sami, dość stromym stokiem podchodzimy zachodnią stroną śnieżnymi polami na szczyt. Śnieg twardy. Michał walczy długo na fokach lecz górny odcinek pokonujemy wszyscy w rakach zostawiając narty kilkadziesiąt metrów pod wierzchołkiem gdyż zalegało tam więcej kamieni niż śniegu. Pogoda była cudowna i nawet przykry na początku wiatr przycichł. Z kamienistego szczytu kawałek schodzimy do nart a potem twardym zboczem suniemy na nartach w dół lawirując nieco między kamieniami. Śnieg taki trochę szreniowaty. Niżej już lepiej. Do auta śmigamy już rozjeżdżoną nartostradą w coraz większym upale. Zrobiliśmy 1420 m deniwelacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Huncowski&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Wspinanie na skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Iwona Pastuszka|05 03 2017}}&lt;br /&gt;
W ten weekend miałem kolejny zjazd i bardzo psioczyłem na fakt, iż wypadają mi studia. Dodatkowo niedziela miała być już zdecydowanie gorsza. Zrobiliśmy z Iwoną szybkie postanowienie. ja biorę szpej, a ona dojeżdza do mnie  w niedzielę do Krakowa. Jeżeli prognozy się poprawią to jedziemy na Witkowe skały (obok słonecznych), a jak będzie kicha to po drodze wstąpimy na jakąś ściankę. Na szczęście prognozy się polepszyły i po wykładach byliśmy już  pod skałami. W pierwszej chwili szok! Tyle aut nie widziałem w słonecznych skałach przez cały sezon! Tylu wspinaczy rzuciło się na te pierwsze słoneczne dni, my również ;) Na początek padło kilka łatwych dróg, z cięższymi były lekkie trudności. Widać, że będzie się trzeba porządnie rozwspinać zanim w tym roku rzucimy się ma swoje życiówki ;) Najważniejsze, że sezon się już rozpoczął, przynajmniej do kolejnego słonecznego weekendu ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy Wierch skiturowo|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia i Tomasz Jaworscy, Jacek Copik (os. tow.)|05 03 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybki wypad na Kasprowy Wierch (1987). Podejście &amp;quot;nowym&amp;quot; szlakiem skiturowym przez dol. Goryczkową. Wiał halny i kolej linowa nie działała więc generalnie pustki. Warunki nie specjalne na podejściu za to po południu śniegi puszczają i zjazd przepiękny. Zahaczamy jeszcze o schronisko na Kondratowej (spotykamy tu Marka Wierzbowskiego) i dalej do Kuźnic  niemal do brukowanej drogi po śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - J. Kryształowa, Ludwinowska, Niedźwiedzia Grota|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|04 03 2017}}&lt;br /&gt;
Korzystamy z wolnego dnia i ładnej pogody... schodząc pod ziemię. Jaskinia Kryształowa zaskakuje nie tylko małym wejściem które musimy rozkopać by przecisnął się mój gabaryt, ale i warunkami które zastajemy w środku. Wszystko wygląda tak, jakby dziura zawaliła się w połowie i nie była do końca zdecydowana czy chce runąć na amen. Zwiedzamy główny ciąg odpuszczając niepewne boczne korytarze i wycofujemy się na bezpieczną powierzchnię. Ludwinowska i Niedźwiedzia Grota okazują się typowo rodzinnymi obiektami, którym bliżej do schronisk niż jaskiń. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkrysztalowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Brzozowa|Andrzej Gałecka, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Ruda (PGE - os. tow), Chris (PGE - os. tow.)|26 02 2017}}&lt;br /&gt;
Dzięki uprzejmości Speleoklubu Brzeszcze mamy okazję odwiedzić Jaskinię Brzozową. Do jaskini ruszamy we trójkę: ja, Piter i Andrzej. Na miejscu dołącza do nas zaprzyjaźniony duet z PGE.&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Jako, że jaskinia jest otwarta jedynie przez 3 godziny, nie mamy wiele czasu. Pomimo sporej ilości osób krążących w korytarzach jaskiniowych, udaje nam się wygodnie zajrzeć w każdy dostępny chodnik. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Stan w którym jest jaskinia udowadnia, że decyzja o zabezpieczeniu jej włazem była dobrą decyzją: nienaruszona szata naciekowa, wielkie bogactwo kości i brak wydrapanych na ścianach wyznań miłosnych sprawiają, że obiekt robi wielkie wrażenie.&lt;br /&gt;
2.5 godziny mijają nam w oka mgnieniu. Największe wrażenia robi Zamkowy Korytarz, na wstęp do którego otrzymujemy oficjalne przyzwolenie. Las stalaktytów na który trafiamy sprawia, że nawet ja w końcu milknę z wrażenia. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Chyba z odrobiną niedosytu wychodzimy z jaskini minutę przed jej zamknięciem. Jednomyślnie stwierdzamy, że to było bardzo dobrze spędzone niedzielne popołudnie. &amp;lt;br&amp;gt;&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fbrzozowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Kasprowa Niżna|Ryszard Widuch, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Iwona Pastuszka, Asia Przymus, Łukasz Piskorek|25 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6:45. Natarczywy sygnał budzika. Otwieram oczy. Nie! Już!? Przecież ledwo co zasnąłem! Przynajmniej tak mi się zdawało. Sprawdzam godzinę. Jest źle, ale jeszcze nie tragicznie. Mam kwadrans po planowanego wstawania, więc przestawiam alarm i obracam się na drugi bok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7:00. NIEEEE! Podnoszę się na poduszce i robię zwiad. Wciąż cisza, reszta wygląda jakby spała. Nawet Rysiek nie daje oznak przebudzenia. Walczę przez chwilę z myślami „ Czy powinienem dać dobry przykład i wstać pierwszy?”.  Wynikiem tej krótkiej lecz zażartej wewnętrznej walki było przestawienie alarmu na kolejne piętnaście minut później.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7:30. Nieee! Zaspałem! Iwona z Karolem również zamarudzili. Rysiek już walił nam reprymendę za opieszałość. W pośpiechu zacząłem się zbierać. Na szczęście  graty miałem w większości spakowane.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W międzyczasie dojechała jeszcze Asia z Łukaszem i  jakoś o 8.20 wyruszyliśmy. Myknęliśmy najpierw autem , potem busem do Kuźnic. Szlak był na szczęście prawie płaski. Odbiliśmy w pewnym momencie ku Kasprowemu Potokowi i tam po krótkim przedzieraniu się na przełaj dotarliśmy do otworu. Wleźliśmy do środka. W przedsionku jaskini było już ciemno, a podłoże było wilgotne i przez to dość bagniste. W pierwszej chwili pomyślałem, że wolałbym się przebierać na zewnątrz, ale już nie miałem ochoty przeciskać się przez otwór.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na wstępie przywitał nas tunel, w którym na zmianę trzeba było się czołgać i lawirować między kałużami. Może bardziej fachowo trzeba by to nazwać jeziorkami? Jak kto woli. Dla innych może to małe jeziorka, dla mnie duże kałuże. Na szczęście  w żadnej z nich poziom wody nie przekroczył krytycznej wysokości mojej cholewki, więc przeszedłem całość suchą skarpetą. Sukces. Pierwszy zjazd- łatwizna. Następnie znowu mokradła, które wymagały już większej gimnastyki niż poprzednie. No! Wreszcie Wielki Komin. Karol szykował się do wspinaczki. Zastanawiałem się, czy nie zaoferować się z asekuracją. Młody jest, właśnie się ożenił, pewnie jeszcze chce pożyć jakiś czas – ok., przekonałem samego siebie, że powinna zająć się tym Iwona. W oczekiwaniu na gotową drogę siedziało się zadziwiająco komfortowo. Jedynym minusem było regularne nadchodzące nieprzyjemne zapachy. Ta jaskinia po prostu śmierdziała. Czym? Błotem, zbyt długo zalegającą wodą, produktami potrzeb fizjologicznych poprzednich wizytatorów?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pokonaniu Wielkiego Komina krótki zjazd do Gniazda Złotej Kaczki. „Złotej” jest pewnie odniesieniem do zalegającej w tym miejscu żółtej wody… o pardon, złotej. Barwa wynikająca z rozpuszczenia dużej ilości pewnych składników mineralnych w wodzie? Oby. Na szczęście nie trzeba było się w niej moczyć. Korytarz do dalszej części jaskini okazał się całkowicie zalany i rozbijając biwak na bagnistym brzegu każdy zajął się tym czym uważaj za stosowne. Większość coś wrzucała na ząb, ale Asia poza tym postanowił również ulepić błotnego bałwana z jedną kończyną. Cóż za kunszt! Te wyrzeźbione rysy, ta niemal naturalna sylwetka. Opera d’arte w pełnej krasie! Na koniec zrobiliśmy sobie parę zdjęć przy Złotej Kaczce i zaczęliśmy wychodzenie. Przebiegło sprawnie i bez większych problemów. Po drodze zahaczyliśmy jeszcze o kilka pobocznych korytarzy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tylu miesiącach wreszcie miła odmiana - po wyjściu z jaskini wciąż było widno. Jakże przyjemniejsze jest wyjście i później pedałowanie w stronę Zakopanego. Oczywiście nie było się bez paru upadków głównie w moim wykonaniu, ale już taki mam chyba styl chodzenia po szlaku zimą. Po dotarciu do Kuźnic i pożegnaniu z Łukaszem oraz Asią skierowaliśmy się do bazy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ISLANDIA: nieokiełzana natura|Tomasz Jaworski, Łukasz Pawlas, Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Paweł Szołtysik, Teresa Szołtysik, Agnieszka Sarnecka (AKG)|17 - 25 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Prognozowanie pogody na Islandii jest tyle warte co obstawianie w 3 karty. Spędziliśmy na wyspie tydzień i mieliśmy wszystkie możliwe pogody i pory roku mimo kalendarzowej zimy. Cel naszego wyjazdu – góra Hvanndalsnukur (2121) mimo dużej determinacji zespołu nie została osiągnięta. Wycieczkę na nią zaplanowaliśmy w najlepszy wg wszelkich dostępnych prognoz dzień. O świcie ruszyliśmy w mżawce/deszczu niosąc narty na plecach. Od wysokości ok. 900 m n. p. m. (a startuje się niemal z poziomu morza) szliśmy po śniegu, osiągając lodowiec już na nartach. Deszcz zamienił się w śnieg a temperatura drastycznie spadła powodując zamianę naszych ubrań w lodowe pancerze. Wyżej poruszaliśmy się wg wskazań GPSa bo widoczność spadła do kilku metrów co w połączeniu z śnieżną zadymką i wzmagającym na sile wiatrem dramatycznie spowalniało ruchy. Lodowiec mógł skrywać szczeliny lecz mimo posiadania sprzętu nie związaliśmy się liną z uwagi na te właśnie trudne warunki (również wykonanie zdjęcia było nie lada wyzwaniem) . To lodowa pustynia bez jakichkolwiek punktów odniesienia i tego co można nazywać infrastrukturą turystyczną. Zawracamy więc z wysokości niespełna 1800 m. Więcej nie uda się ugrać gdyż nie mieliśmy zamiaru zabijać się dla Hvanna. Na szczęście ślady nie zostały całkowicie zawiane więc czujnie lecz w miarę szybko zjeżdżamy jak lodowe sople do granicy śniegu i innego klimatu. Znów wychodzi słońce a pod nami rozlega się bezgraniczna i wręcz przerażająca pustka lawowych połaci, białych lodowców i czarnych skał. Szybko odtajaliśmy schodząc już na nogach do drogi nr 1. W tym rejonie naszą bazę stanowiła chatka oddalona o niespełna kilometr o w/w drogi (kilkanaście km na E od parkingu przy Hvannie). Stąd właśnie zrobiliśmy sobie wycieczkę do lodowej laguny oraz do dwóch jaskiń lodowych usytuowanych w lodowcu Vatnajoköll.  O ile do chatki dojechaliśmy gruntową drogą w „letnich” warunkach o tyle powrót do „jedynki” odbywał się w iście zimowej scenerii. Damian z Tomkiem jechali po białej pustce a reszta ekipy z czołówkami wskazywała domniemany przebieg drogi. Nawet główna, asfaltowa droga była tylko białym, nieskalanym żadnym śladem kobiercem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W następnych dniach odwiedziliśmy lawową jaskinię Raufarholshellir, kąpaliśmy się w ciepłych wodach i podziwialiśmy wspaniałe wodospady. Na zakończenie, były członek naszego klubu – Stasiu Zawada (mieszka już na Islandii 10 lat) oprowadził nas niczym zawodowy przewodnik po Reykjaviku. W ostatni dzień wcześnie musieliśmy się ewakuować na lotnisko gdyż ostrzeżono nas o możliwości zamknięcia na czas sztormu drogi do Keflawik. I rzeczywiście trudno było się w tym wietrze przemieszczać czy to pieszo czy samochodem. Udało nam się jednak do domu dotrzeć szczęśliwie. Tu bardziej szczegółowy opis: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Islandia_2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Islandia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SUŁTANAT OMANU - Zwiedzanie i nieco jaskiń bis|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 21 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nauczeni doświadczeniami z poprzedniego wyjazdu, uzupełnionymi o dane od innej ekipy jaskiniowej, uznaliśmy, że co prawda Wizzar do Dubaju jest dużo tańszy, ale przy wyjeździe tygodniowym dużo więcej sensu ma przelot prosto do Maskatu. Nie trzeba biegać z worami, szukać transportu do Omanu, martwić się o granice... Poza tym udało się nam znaleźć świetne połączenie, z Krakowa, czyli niemal spod domu, z krótką przesiadką w Amsterdamie i międzylądowaniem w Abu Dhabi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Więcej w Relacji: [[Relacje:Oman_2017]] &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - System Jaskiń Towarnych|Andrzej Gałecka, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|19 02 2017}}&lt;br /&gt;
Szybka niedzielna akcja: ja po dłuższej przerwie szukam okazji do poleżenia w jaskiniowym błocie, a Andrzej rozgląda się za możliwością odwiedzenia łatwiejszej jaskini. Znajdujemy wspólny mianownik naszych potrzeb i jedziemy pod Olsztyn odwiedzić Cabanową, Towarną, Dzwonnicę i na deser Zieloną Górę. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Cabanowa bez zmian, nie widać kolejnych zniszczeń przy wejściu, najwyraźniej poszerzanie otworu skończyło się na jednym kamieniu. Szybko przemieszczamy się do Towarnej wchodząc najwyżej i najgłębiej gdzie się da (no jest tego ze 3.5 metra!), odwiedzamy część Niedźwiedzią i czołgamy się niskim korytarzem do Dzwonnicy. Tam robimy kilka zdjęć po czym wychodzimy drugim wyjściem (zawaliskowym) z jaskini i zmieniamy lokalizację. &amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Rezerwat Zielona Góra poza samą jaskinią pokazał nam też ciekawy wytop w jednym miejscu. Charakterystyczne, śnieżne zapadlisko przy wyłażących spod ziemi kamieniach może sugerować jakąś ciekawą przestrzeń pod ziemią, ale o tym trzeba porozmawiać z kimś mądrzejszym ;)&amp;lt;br&amp;gt;&lt;br /&gt;
Jaskinia w Zielonej Górze zajmuje nam odrobinę więcej czasu. Andrzej ma możliwość poćwiczenia czytania planów jaskiniowych, sprawdzamy też, przez jak wąskie miejsca jesteśmy w stanie się przecisnąć. Po zwiedzeniu każdego z miejsc, w które udało nam się wepchnąć nasze szacowne organizmy, opuszczamy jaskinię. Po drodze do samochodu jeszcze sprawdzamy jedno ze schronisk z interesującym prawie-korytarzem. Jako, że nie odkrywamy nic nowego - wracamy do domów by resztę niedzieli spędzić na praniu rozkosznie umorusanych ciuchów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: [http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTowarne http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTowarne]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Sölden|Tomek i &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 18 02 2017}}&lt;br /&gt;
Coroczny wyjazd na narty. Tym razem wybór padł na Sölden w Austrii gdzie na lodowcach Tiefenbachgletscher i Rettenbachgletscher doskonaliliśmy techniki zjazdowe na nartach. Warunki do szaleństwa narciarskiego doskonałe a pogoda nas dopieszczała. Widoki gór bajeczny tylko czas za szybko płynął.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Faustria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Morsowanie w Bałtyku|&amp;lt;u&amp;gt;Bianka Witman-Fulde&amp;lt;/u&amp;gt;, Lucjan Kaliński (dawny Speleoklub Gliwice), Zygmunt Zbirenda (b. cz. klubu)|09 - 12 02 2017}}&lt;br /&gt;
Odbył się XIV Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie. Kąpiele w Bałtyku były rewelacyjne, pogoda wspaniała, imprezy towarzyszące świetnie zorganizowane. Wszyscy uczestnicy Zlotu byli obowiązkowo ubezpieczeni a odpowiednie służby (ratowicy wodni i medyczni) czuwali nad bezpieczeństwem kąpiących się. Po kąpieli w Bałtyku, tuż obok plaży czekały na Morsów jakuzzi i sauna! &lt;br /&gt;
Na Zlot pojechaliśmy z klubem MORSY z Dobrzenia (woj. opolskie) którego wieloletnim członkiem jest Lucek; założyliśmy tam podsekcję Morsów Jaskiniowych. Było to prawdopodobnie pierwsze w historii naszego klubu oficjalne Morsowanie&lt;br /&gt;
jego członków; mamy nadzieję,że na kolejny Zlot Morsów wybierzemy się w liczniejszej reprezentacji, bo naprawdę warto.  Do Morsowania – oprócz rozgrzewki na plaży tuż przed kąpielą - nie przygotowywaliśmy się w jakiś specjalny sposób ; no chyba , że wliczymy w to  nieplanowane /najczęściej/ kąpiele w jaskiniach. W związku z powyższym proponuję, założenie również w naszym klubie podsekcji Morsów Jaskiniowych. Bianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMorsy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - manewry ratownictwa jaskiniowego (GRJ) w jaskini Miętusiej|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel Bula&amp;lt;/u&amp;gt; oraz grotołazi zrzeszeni w GRJ z różnych klubów PZA|11 02 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły tu:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/grj-zimowe-manewry-022017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Berchtesgadeńskie - skitury i jaskinia|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team) i przez jeden dzień Michał Ciszewski (KKTJ)|04 - 07 02 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjazd z Katowic w piątek wieczorem. Bazę tego wypadu stanowi chatka pod Lampo, gdzie przebywa liczna grupa naszych jaskiniowych znajomych. Po kilku godzinach snu, w sobotę wychodzimy na Buchauer Scharte (2300). W niedzielę do naszej ekipy dołącza tymczasowo Furek i podejmujemy próbę podejścia na szczyt Hochkönig. Niedospanie i mała ilość śniegu wysoko na plateau przyczyniają się jednak do redukcji planów i odwrotu z bańbuły na wysokości 2600. Niżej ze śniegiem jest bardzo dobrze, mamy więc używanie i nawet zjeżdżamy nieco dalej niż w planach, podchodząc później z powrotem na fokach w celu dotarcia do samochodu. W poniedziałek, ze względu na duży opad deszczu, szybką dwójką wybieramy się z Markiem do jaskini Lamprechtsofen zerknąć do studni King Kong. Akcja na +440 zajmuje nam nieco ponad 6 godzin. Ze względu na podejścia i zejścia w tej jaskini, dotarcie do tego poziomu wymaga w istocie podejścia sześciuset metrów w jedną stronę, głównie na nogach i po drabinach. W poniedziałek pogoda się poprawia, wzrasta za to zagrożenie lawinowe. Ruszamy więc w Wysokie Taury, na szczyt Baukogel (2224). Jesteśmy kompletnie sami na szerokich, pokrytych świeżym puchem łąkach. Na około 300 metrów przed szczytem Marek odkrywa, że jego wiązanie usiłuje odpaść od narty, co przyczynia się do decyzji o wcześniejszym odwrocie. Może nawet wyszliśmy na tym lepiej, bo mogliśmy konsumować pyszny zjazd na mniej zmęczonych nogach. W Katowicach jesteśmy z powrotem we wtorek o 22:30. W sumie, w ciagu czterech dni podeszliśmy łącznie ponad 4 000 metrów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Skitura na Wielką Rycerzową|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Jacek Copik|05 02 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejny szybki i przyjemny wyjazd. Pogoda w Mikołowie nie zachęcała do opuszczania domu.  Na szczęście,  po dotarciu do Soblówki deszcz ustąpił niemalże w momencie. Startujemy z parkingu przy czarnym szlaku i po ponad godzinie docieramy do Schroniska. Krótka przerwa na herbatkę i ruszamy na Wielką Rycerzową. Stąd zaczynamy zjazd  niebieskim szlakiem bardziej przez las, niż wzdłuż szlaku. Później szusujemy już wzdłuż szlaku zielonego. Pokonanie przeszkód w postaci gęsto występujących drzew, bądź też ukrytych strumyków okazuje sie ciekawym doświadczeniem i treningiem zwiększającym nasze umiejętności:)&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FRycerzowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;,Łukasz Mazurek, Monika (os.tow.)|05 02 2017}}&lt;br /&gt;
Krótki niedzielny wypad. Mieliśmy pokazać Łukaszowi i Monice czym zajmują się grotołazi. Do jaskini weszliśmy obejściem, tak by nie musieć używać lin. Doszliśmy aż do korytarza Kryształowego. Tam zrobiliśmy parę pętelek i pozaglądaliśmy w kilka zakamarków. Łukasz znalazł zestaw temperówek i baterii (proszę nie zgłaszać się po zgubę, różowa temperówka bardzo mi się podoba). W drodze powrotnej część zespołu skorzystała z obejścia Studni Awenowców. Dalszą drogę pokonaliśmy trasą zejścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - wyjazd narciarsko-jaskiniowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Posłuszny Bogdan, Asia Przymus|28 - 29 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan na weekend był prosty sobota narty, niedziela jaskinia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy w sobotę przed południem i przez Słowację udajemy się do Kościeliska. Po zorganizowaniu się na bazie zabieramy sprzęt i jedziemy do Witowa na stok. Zjeżdżamy raz za razem nie tracąc czasu a wręcz zaczynając przyspieszać co z boku mogło wyglądać jak wyścigi. Ale czego się spodziewać jak chce się nadrobić tyle czasu życia w nieświadomości, że na dwóch kawałkach &amp;quot;deski&amp;quot; można tak sprawnie jeździć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem wracamy na bazę i weryfikujemy nasz plan dotyczący wyjścia do jaskini i ostatecznie postanawiamy udać się do Zimnej. Plan dojścia do wideł realizujemy sprawnie, w ponorze sucho więc nic nas nie spowolniło. W jaskini spotykamy grupę kursantów z instruktorami, w sumie 12 osób ale dość sprawnie mijamy się przed Chatką. Z jaskini wychodzimy po około pięciu godzinach i udajemy się na bazę a wieczorem jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - Skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Monika Strojny (TKN Tatra Team), Małgorzata Czeczott (UKA; w sobotę)|28 - 29 01 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę wchodzimy na Spaloną Kopę. Śnieg bardzo zmienny, miejscami twardo, ale miejscami sypko i bardzo przyjemnie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę szybkie wyjście na Wyżnią Kondracką Przełęcz od strony Małej Łąki. Dużo więcej ludzi i dużo gorsze warunki śniegowe, niż dwa tygodnie temu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Warunki meteo tym razem bajkowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trzydniowiański Wierch i Grześ na skiturach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 01 2017}}&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Za szczęśliwca może się uważać ten, który w ten weekend przemierzał tatrzańskie szczyty. Granatowe niebo z królującym słońcem, zero wiatru, lekki mrozik. Warunki niemal idealne gdyż na niektórych wystawach śnieg mógł sprawiać niespodzianki. O świcie w okolicach Chochołowa mroził nas widok samochodowego termometru – 22 st. W Chochołowskiej też dość arktycznie ale czym wyżej tym cieplej co wskazywało na ewidentną inwersję. Strome podejście na Trzydniowiański Wierch (1765) wypruwa trochę sił, zwłaszcza, że robimy to w żwawym tempie (wyprzedzaliśmy grupki skiturowców). Na szczycie krótki odpoczynek z niesamowitą panoramą białych szczytów. Z góry zjeżdżamy najpierw Jarząbczym Upłazem a potem na wprost centralnym żlebem. Na początku trochę szreni łamliwej lecz niżej już zsiadły puch. Gdy żleb robi się wąską rynną wskakujemy do stromego lasu i nim docieramy do szlaku w Jarząbczej dolinie. Po drodze jest zaśnieżona, dość wąska kładka bez poręczy nad strumykiem. Zrobiłem to na szybkości i się udało. Esa dotarła na drugi brzeg lecz tuż za kładką zjechała jej narta i z nie małej skarpy spadła lądując w wodzie na plecach z nartami na sztorc. Po krótkiej akcji ratunkowej okazało się, że do połowy jest mokra (plecak uratował ją od zmoczenia pleców). W tej sytuacji byłem przekonany, że to koniec akcji więc z ogromnym zaskoczeniem usłyszałem zdanie:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Mieliśmy jeszcze iść na Grzesia...”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Grzesia szlakiem a zjazd najpierw  na przełaj a niżej traktem narciarskim wprost pod schronisko gdzie się nawet nie zatrzymujemy. Tnę szybko doliną w dół zostawiając Esę daleko z tyłu a ostatnie 2 km pokonuję szybką „łyżwą”. Spotykamy się przy parkingu. Pokonaliśmy 28 km i 1550 m deniwelacji. Skiturowa zima Nocków trwa...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FTrzydniowanski&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - skitur na Baranią Górę|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|25.01.2017}}&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Ferie spędzamy rodzinnie w Istebnej ucząc dzieciaki jazdy na nartach, ale nie był bym sobą gdyby nie uszczknął coś tylko dla siebie. Najsensowniejsza dla mnie była Barania Góra z Kamiesznicy czarnym szlakiem. Samochód zostawiam w okolicy koloni Fajkówka, skąd jednostajnie wznoszącym szlakiem wchodzę na górę. Trasa świetna na skiturową wycieczkę, lecz pogoda najgorsza z całego tygodnia (mgła). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Ferie w Korbielowie|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 22 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd pod hasłem ,,nic nie musimy”. Do Korbielowa pojechaliśmy bez konkretnego planu, jednak z kilkoma pomysłami na spędzenie czasu. &lt;br /&gt;
Poza leniuchowaniem i nadrabianiem zaległości kinematograficznych, które zdecydowanie dominowały na tym wyjeździe udało nam się odbyć kilka wycieczek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę stanowiliśmy grupę wsparcia dla grupy wsparcia skiturowców mierzących się z ,,tryptykiem beskidzkim”. Co oznacza jedynie to, że uchroniliśmy Teresę i Heńka przed kilkugodzinnym marznięciem w samochodzie w oczekiwaniu na Damiana i Michała. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek w czasie kiedy Łukasz zagłębiał tajniki jazdy na nartach, ja postanowiłam bliżej zapoznać się ze skiturami. W czasie dwugodzinnej wycieczki udało mi się pokonać około połowę drogi na Pilsko, zanim uznałam, że muszę się pospieszyć, żeby wrócić na umówioną godzinę. Pogoda dopisywała, miałam dobry widok na Babią Górę i jeszcze lepszy na Tatry. Na drogę powrotną wybrałam nartostradę, którą podchodziłam.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
We wtorek oboje z Łukaszem wybraliśmy się na Pilsko (na nogach), podchodziliśmy wzdłuż nartostrady, tak jak ja dzień wcześniej na nartach, skracając sobie jednak drogę od czasu do czasu przecinając las i nieczynną jeszcze linię krzesełkową. W schronisku na Hali Miziowej zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby się rozgrzać i przygotować na spotkanie z białą śnieżno-mgielną ścianą. Na szczyt udało nam się dotrzeć bez problemów, jednak byliśmy nielicznymi, którzy zapuścili się poza linię najwyższego wyciągu.  Szlak od nieszlaku dało się rozpoznać po tym, że zapadaliśmy się nieco płycej w śniegu (po zboczeniu okazało się, że jesteśmy powyżej kosówki w której lądowaliśmy do pasa). &lt;br /&gt;
Na drogę powrotną wybraliśmy szlak niebieski biegnący wzdłuż granicy PL-SK. W miejscu w którym dobijał on z grani był zupełnie nie przetarty, schodząc nim mieliśmy ubaw po pachy (śniegu zresztą prawie też) lądując co chwilę w śniegu. Z powodu mgły nie szło odróżnić gdzie kończy się ziemia, a zaczyna powietrze. Jedynym wskaźnikiem drogi był dla nas GPS. Niżej, w miejscu połączenia z czerwonym szlakiem widoczność się poprawiła i już bez przygód wróciliśmy na kwaterę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W środę przenieśliśmy się na jeden dzień w Tatry. Tam między innym odbyliśmy spacer nad Smreczyński Staw. Po obiedzie odwiedziliśmy jeszcze Ryśka i Marzenę, którzy spędzali w tamtej okolicy ferie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostałe dni spędziliśmy na jeżdżeniu na nartach. Jedynie ostatni dzień zasługuje na uwagę. Pragnąc zaznać trochę mocniejszych wrażeń zdecydowaliśmy się zmienić stok i zjechać na nartach z Hali Miziowej. Jadąc wyciągiem zweryfikowaliśmy plany i zjazd rozpoczęliśmy z Hali Szczawiny. Z dołu widzieliśmy wyjeżdżoną trasę dlatego wielki znak ,,TRASA ZAMKNIĘTA”, minęliśmy niemalże z pogardą. Po drodze przeprosiłam w duchu osobę, która go stawiała walcząc na wąskim zjeździe z lodowymi połaciami usypanymi kamieniami lub lawirując między drzewami próbując je ominąć. I jeszcze raz na końcu, wykręcając nogę z narty, która się zablokowała przy próbie skrętu na dość stromym lodzie. Moja próba założenia narty była na tyle długa, że Łukasz rozpoczął misję ratunkową w moim kierunku. Cale szczęście zjechałam nim zaczął na poważnie podchodzić. Po tym ekstremalnym dla mnie zjeździe zastanawiam się czy takie przygody bardziej mnie zniechęcają, czy zachęcają do takich zabaw. Za to w oczach Łukasza na pewno widziałam błyski ekscytacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2Fkorbielow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Skrzyczne od wschodu|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz|22 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli można by pisać poematy na temat skitouringu to przebyta przez nas trasa na pewno na to by zasłużyła. Każdy kto od kotliny Żywieckiej mija ten szczyt musi zobaczyć białe i strome zbocza opadające na wschód z tej największej w Beskidzie Śl. góry. Zachodnie zbocza są do granic możliwości skomercjalizowane przez gestorów wyciągów narciarskich podczas gdy tu są totalne pustki. Startujemy z Słotwiny głęboko wciętą  doliną między Niesłychanym Groniem a Palenicą. Leśna droga wkrótce ucieka w bok  a my podążamy przez rzadki las w stronę owych stromizn. Wyżej śniegu w bród. Jest tu kilka starych śladów narciarskich lecz człowieka nie spotykamy. Zakosami po starym wiatrołomie windujemy się ostro w górę osiągając zakręt niebieskiego szlaku i wkrótce szczyt pełen przywyciągowaych narciarzy. Tu tylko przepinaka i po przełknięciu śliny (z wrażenia przed czekającym zjazdem) ruszamy w dół. Mając w zespole lekarza ortopedę i pielęgniarkę można sobie pozwolić na trochę więcej swawoli. Na początku „tatrzańskimi” stromiznami wśród rzadkich drzew a potem przez rozległe polany dające niesamowite poczucie wolności śmigamy w dół ku naszej dolinie pogrążającej się w cieniu  kończącego się dnia. Gdzieś daleko na południu błyszczały Tatry a Babia i Pilsko wydawały się być w zasięgu ręki. Szybko tracimy wysokość pisząc nartami na śniegu linie naszej fantazji. Śnieg jest bardzo nośny więc gdy wyskakujemy na leśną drogę zjazd do auta trwa zaledwie kilka chwil.  Uff...! Co za upojny dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne-Slotwina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kraków - jaskinia Twardowskiego i inne|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, w Krakowie - Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|21 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy wzgórze Twardowskiego przechodząc szlak okrężny. Zaglądamy do jaskini Twardowskiego lecz tylko tam gdzie za nadto nie trzeba się tarzać. Udaje mi się w niej walnąć głową o strop do tego stopnia, że poczułem jak głowa wciska się z 2 cm do karku (nie miałem  kasku). Później idziemy na zalew Zakrzówek a następnie zerkamy do jaskini Wiślanej. W okolicy rozkopanych jest jeszcze kilka innych otworów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drugiej części dnia przenosimy się do centrum. Przechodzimy przez Wawel i stare miasto by w Instytucie Konfucjusza Uniwersytetu Jagiellońskiego w kameralnej atmosferze posłuchać prelekcji dot. Chin oraz je przeprowadzić.  Mateusz opowiadał o polskiej eksploracji jaskiń w Chinach a ja o wędrówce rowerowej przez ten kraj. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FKrokow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - samotne wycieczki skiturowe|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|14 - 15 01 2017}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzę na Kondracką Przełęcz od strony dol. Małej Łąki. Do Wielkiej Polany spotykam cztery osoby. Potem muszę torować, bo na świeżym śniegu nie ma nawet śladu śladów. Na grani pusto, kolejnych ludzi widzę dopiero na zjeździe (po moich tropach na popołudniowy spacer po dolinie wybrało się kilka grupek). Pierwsze 100 m zjazdu z Przełęczy to wymagające lodowe kalafiory, przykryte świeżym śniegiem. Potem czekała mnie dosyć puchowa przygoda, choć miejscami musiałem przesmykiwać się pomiędzy wystającymi kamieniami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę od strony dol. Chochołowskiej wchodzę na Iwaniacką Przełęcz i dalej na Suchy Wierch Ornaczański. Choć podobnie jak poprzedniego dnia, początek zjazdu był nieco trudny, to dalej już trafiłem w pyszny puch. Tym razem kamieni nie było, ale w momencie, w którym zjeżdżałem, opad śniegu akurat się wzmógł i znacząco spadł kontrast, więc i tak musiałem jechać dosyć powoli.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Jaworzyna w Worku Raczańskim|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.) |15 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z zasypanej śniegiem Rycerki Górnej zagłębiamy się w dolinę Śrubity. W górnej części doliny skręcamy stromo do góry na grzbiet Kołyski a nim do granicznego grzbietu. Celem była Jaworzyna (1174), która osiągamy. Stąd zjazd początkowo drogą podejścia a potem na przełaj w dół do doliny Abramów po przepięknym puchu w rzadkim bukowym lesie. W dolinie jest tyle śniegu, że na łagodnym stoku nie da się swobodnie zjeżdżać. Później jednak docieramy do drogi z Przegibka gdzie jest w miarę przetarte. Do auta docieramy „łyżwą” w coraz bardziej padającym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FJaworzyna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Skiturowy maraton przez „tryptyk beskidzki”|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik (na długiej trasie), Heniek Tomanek, Teresa Szołtysik (na krótszej trasie), Łukasz Piskorek, Asia Przymus (na kwaterze w Korbielowie)|14 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babia Góra (1725), Mała Babia Góra (1517) i Pilsko (1557) to trzy najwyższe szczyty Beskidów. Zrobienie ich na skiturach w ciągu jednego dnia wydało nam się dość ambitnym planem, który był następujący: Heniek podrzuca nas autem do Zawoji. On i Teresa robią turę narciarską przez Mosorny Groń a potem odbierają nas z mety w Korbielowie. My natomiast po kolei zdobywamy Babią Górę, Mł. Babią Górę, zjeżdżamy na Słowację do dol. Polhoranki by następnie wdrapać się na Beskid Krzyżowski (923) i zjechać do Korbielowa. Stąd podejście na Pilsko i zjazd ponownie do Korbielowa. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda była taka sobie. Prószył śnieg, pochmurno. Ruszamy dość późno tj. o godz. 9.00. Szczyt Babiej osiągamy o 11.30 po pokonaniu pełnej nawisów przeł. Brona a potem po ostrej walce na lodowych kalafiorach w zimnym wietrze i kiepskiej widoczności. Kopuła szczytowa niemal całkowicie wywiana  z śniegu. O dziwo było tu kilka osób. W dół najpierw schodzimy po piargach a potem zjeżdżamy po lodowej tarce gdzie każdy skręt był loterią a Michał zaliczył nawet bliski kontakt z zlodzonym kamieniem. Widoczność była fatalna i mimo, że staraliśmy się wypatrywać tyczek to i tak udało nam się zapędzić na słowacką stronę na szlak do Slanej Vody. Po odrobieniu wysokości docieramy nie bez problemów z powrotem na przeł. Brona. Zjazd wcale nie był wiele krótszy od podejścia. Na Babiej byliśmy zimą wiele razy lecz nigdy nie zastaliśmy tak fatalnych warunków narciarskich. Wyjście na Mł. Babia (Cyl) obyło się bez przeszkód. Stąd mamy przepiękny (nie licząc poprzecznych zasp), długi zjazd zupełnie nietkniętym śniegiem na Jałowcową przełęcz i dalej na przełaj do słowackiej doliny Polhoranki. Dolina jest piękna, zwłaszcza, że nagle oświetliło ją słońce. Po kilku kilometrach niemal poziomego terenu skręcamy na graniczne pasmo. Po nieskalanych, głębokich śniegach torujemy w stronę Beskidu Krzyżowskiego, który udaje nam się bezbłędnie osiągnąć. Łagodny zjazd do Korbielowa już w zapadającym zmroku. Dalej doliną Buczynki maszerujemy na Halę Miziową już solidnie zmęczeni dość szybko docieramy do schroniska gdzie robimy półgodzinny odpoczynek. W całkowitych ciemnościach ruszamy jeszcze na szczyt Pilska. Profilaktycznie wbijamy do GPSa ostatni słup wyciągu narciarskiego bo Pilsko to zdradliwa góra (dla przestrogi warto przeczytać historię tragedii z roku 1980 - http://www.wgorach.com/?id=66219 ). W wietrze i padającym coraz mocniej śniegu docieramy na szczyt słowackiego Pilska. Szybka przepinka, selfie i mkniemy w dół. Wydawało nam się, że zjeżdżamy w dobrym kierunku lecz gdy zbocze zaczęło robić się stromsze a w świetle naszych czołówek nie pojawiła się żadna tyczka zaglądamy na GPS. Szok. Odbiliśmy w bok o 633 metry od ostatniego nabitego punktu. Znów długi trawers w zablokowanych butach. Dopiero gdy ujrzeliśmy ostatni słup wyciągu odetchnęliśmy z ulgą. Dalej zjeżdżamy nartostradą aż do Korbielowa gdzie czekał na nas Heniek z Teresą. Była godzina 20.30. Pokonaliśmy 42 km i 2478 m deniwelacji. W domu jesteśmy przed północą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2017/Tryptyk&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Heniek z Teresą w tym czasie podeszli szlakiem na Mosorny Groń (przerwa na posiłek w stacji turystycznej) i dalej na Cyl Hali Śmietanowej (1298). Stąd zjechali na Brożki i dalej na przełaj pełnym wykrotów lasem do Polcznego. Potem drogą z buta pod wyciąg Mosorny Groń. Heniek na lekko skoczył po auto i wrócił po Esę i sprzęt. Następnie pojechali do Korbielowa gdzie czekając na „martończyków” zagościli u naszych klubowych przjaciół: Łukasza Piskorka i Asi Przymus, którzy akurat spędzali tam ferie. Gdy tylko cała ekipa skiturowa znalazła się na dole wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FMosorny&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl.- Skrzyczne_Skitura|&amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomek Jaworski |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spontaniczny wyjazd, uzależniony od decyzji teściów...Udało się i rano po 7 wyruszamy spod domu. Temp. -25 st nie zachęcała do opuszczenia auta w Szczyrku, jednak na podejściu nie było już tak źle. Pod szczytem wiatr był już nieco bardziej okrutny. W schronisku ogrzewamy się w towarzystwie wielu narciarzy i po chwili szybko ruszamy w dół. Zjazd nartostradą wyśmienity. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria na nartach od Bucznika|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Kurdziel-Sarnecka (AKG) |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Czantorii byliśmy już wiele razy z różnych stron lecz tym razem podeszliśmy zupełnie nową trasą w dość odosobnionym terenie. To dolina Gahury (w górnym biegu zwana Bucznikiem). Wystartowaliśmy klasycznie od parkingu pod wyciągiem, potem kawałek niebieską nartostradą i dość długim trawersem zakończonym nie długim zjazdem (na fokach) do doliny Bucznika. Doliną podchodzimy na nartach w zupełnie nieprzetartych śniegach stromo do góry osiągając wierzchołek Czantorii (995) niemal przy samej wieży.  Szlak podejścia okazał się bardzo ciekawy. Przy dobrych śniegach będzie tu przepiękny zjazd. Z szczytu najpierw szlakiem a później nartostradą smagani mroźnym powietrzem osiągamy w kilka chwil parking gdzie zostawiliśmy auto. Tym razem było cieplej, ok. –17 st. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 Żagańskie Bobry, Bogusia Chlipała z TPNu|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień Pierwszy słowami Iwony'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień obozu zimowego spędziliśmy na szkoleniu lawinowym. Ze względu na niezbyt zachęcającą temperaturę powietrza wynoszącą prawie -30st oraz ogłoszony 3 stopień zagrożenia lawinowego, pierwsza część szkolenia odbyła się na Kalatówkach. Najpierw słuchaliśmy wykładu Mateusza m.in. na temat lawinowego ABC, plecaka ABS (w tym momencie Karol się rozmarzył na myśl o odpaleniu plecaka) grzejąc się w ciepełku hotelu/schroniska. Następnie już na zewnątrz Bogusia Chlipała z TPNu opowiadała nam o zasadach korzystania z detektorów i sond, po czym  wbiegaliśmy na pole z zakopanymi detektorami wysyłającymi sygnał, z sondami wzniesionymi jak dzida u człowieka pierwotnego wyruszającego na polowanie. A jaka radość była przy znalezieniu zakopanego punktu! Ćwiczyliśmy na pojedynczych „ofiarach lawin”, jak i na mnogich. Dla urzeczywistnienia sondowania człowieka wykopaliśmy jamę śnieżną, gdzie schował się Sylwek, a potem Paweł. Mogliśmy wyczuć miękkie odbijanie sondy od człowieka i wbicie sondy w powietrzną jamę. Po tych atrakcjach znowu schowaliśmy się do hotelu. Tam posłuchaliśmy dalszej części wykładu na temat, jak poruszać się po górach, żeby uniknąć lawiny i co zrobić, jeśli już zejdzie. Ku największej uciesze Karola, Bogusia zaprezentowała nam mammutowy plecak lawinowy, pozwalając go uruchomić. Mnie w tamtej chwili tylko brakowało wnętrza – stroju Supermana, może by wtedy nawet się supermoc uruchomiła i by odleciał ;)&lt;br /&gt;
Na dalszą część szkolenia przeszliśmy spacerkiem na Nosal i niedaleko ćwiczyliśmy obsługę czekana. Imitowaliśmy wszelkie zjazdy, nogami w przód, głową, na plecach, na brzuchu. A i tak najlepiej było na jabłuszku.  Próbowaliśmy założyć stanowiska z czekanów, taśm, grzyba śnieżnego – w naszym wykonaniu i takim śniegu ja bym im nie zaufała :)&lt;br /&gt;
Po wszystkim korzystając, że skończyliśmy nie za późno pojechaliśmy na obiad, gdzie dołączył do nas Piter.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Temperatura nie była aż taka nieznośna, na jaką wydawać by się mogła. Choć myśl, że w kolejny dzień wejdziemy do stosunkowo ciepłej i przytulnej jaskini dodawała otuchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy oczami Damiana'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień szkoleniowy. Całą ekipą spotykamy się w Kuźnicach i razem podchodzimy na Kalatówki. Temperatura oscylowała wokół –20 st. więc wykład Mateusza na temat zagadnień lawinowych w przytulnym kąciku schroniska był bardzo na miejscu. W końcu jednak wyszliśmy na mróz i obok schroniska ćwiczyliśmy na „poletku lawinowym” specjalnie przeznaczonym do tego typu szkoleń. Jest tu specjalna konsola pozwalająca na losowe szukanie „ofiar” a w terenie pod śniegiem zasypane są „ofiary” z pipsami. Bogusia Chlipała (TPN) zademonstrowała na Karolu plecak wypornościowy Jet Force. Po części lawinowej przenieśliśmy się na Nosala gdzie na nieczynnej od dawna nartostradzie próbowaliśmy ćwiczyć hamowanie czekanem tudzież chodzenie w rakach. Śnieg był kopny więc niezbyt dobrze to szło (posiłkowaliśmy się nawet „jabłuszkiem”) lecz każdy mógł wykonać niezbędne w danej sytuacji ruchy. O zmroku zjeżdżamy (Mateusz,  Damian, Esa, Paweł na nartach a Asia na „jabłuszku”)/ schodzimy (reszta) do Zakopca. Ja wracam z Esą do domu a reszta ekipy zostaje na następne dni by zrobić przejścia jaskiniowe lub wycieczki skiturowe. Opisy z akcji jaskiniowych zapewne się pojawią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi według Sylwestra - Jaskinia Miętusia'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po całkiem rozrywkowym dniu pierwszym, przyszedł czas na poważniejsze wyzwanie- Jaskinię Miętusią. Dojście do otworu nie było specjalnie trudne. Wystarczyło przebrnąć przez głęboki śnieg i nie zwracać uwagi na śmieszne minus dwadzieścia kilka stopni. Dolina Miętusia raczyła nas swoimi mroźnymi urokami. Tu ładnie ośnieżone zbocze, tam schowany szczyt za kłębami poszarpanych chmur. No ogólnie było na co popatrzeć. Doszliśmy w dobrym czasie pod Dziurawego i po krótkim lawirowaniu między drzewami stanęliśmy przed otworem. Przebierając się w tak ekstremalnym zimnie, z zaskoczeniem zauważyłem, że wcale nie jest mi zimno. Dopiero w przedsionku jaskini, w tzw. „Rurze”, gdy pomagałem Asi założyć czołówkę na kask, szybko straciłem czucie w palcach. Rada dla innych: lepiej bez czucia nie majstrować przy zatrzaskach na kasku, bo można sobie zrobić krzywdę. :) Rura była ogólnie super, trochę jak zjeżdżalnia w aquaparku, tylko lód zamiast wody. Bez większych problemów dotarliśmy do Sali bez Stropu. Tam chwila relaksacji i znowu ruszyliśmy w dół. Poręczując po kolei kolejne odcinki dotarliśmy do wejścia do tzw. Wielkich Kominów. Karol zanurzył się w kolejnej czeluści, w której miało ostro lać, ale po paru minutach Mateusz postanowił zmienić plany i ostatecznie Karol musiał wyleźć znowu do nas na górę. W tym czasie minęliśmy się z inną grupą grotołazów, która po kilku kurtuazjach zniknęła nam z oczu za Błotnymi Zamkami. Zamiast Wielkich Kominów mieliśmy zaporęczować przynajmniej część Korytarza Trzech Króli. Ten zaszczyt przypadł mnie. Wróciłem pierwszy do Sali bez Stropu i stamtąd miałem zapieraczką wspiąć się osiemnaście metrów wyżej, asekuracją miał się zająć Karol. Już dojście do miejsca, skąd miałem rozpocząć wejście przysporzyło nam nie lada gimnastyki. Nie byłem pewien, czy dam radę, ale w sumie okazało się, że się udało. Już oszczędzę czytelnikom szczegółów, jak wydawałem z siebie dziwaczne odgłosy rodzącej kobiety i chichoczącego do siebie psychopaty- co te jaskinie robią z człowiekiem?! Najciekawszym jednak zjawiskiem, które się objawiło po przebytym chwilę wcześniej wysiłku, było niemal namacalnie przeze mnie doświadczone spowolnienie procesów myślowych, co nie zostało bez konsekwencji. Najpierw, zupełnie niepotrzebnie, spowolniłem całą grupę nie poręczując od razu kolejnego odcinka, by następnie zamiast zawiązać podwójny zderzak, zawiązać coś co sam później nazwałem „psim ogonkiem”. Ale czułem, że coś jest nie tak. Wiążę, wiążę i sobie myślę: „ Nieee, coś za szybko mi poszło. Zawsze dłużej musiałem się napocić przy tym węźle.” Z wyglądu też był jakiś podejrzany, ale jednak zjeżdżam na tym „psim ogonku” trochę niżej i  oglądając się za Mateuszem widzę jak dość energicznie gimnastykuje palce przy moim węźle. Na moje pytanie odpowiada uspokajająco: „ Nie, nie, wszystko ok…. ale ty tam jesteś do czegoś teraz przypięty?” – Ahaa, czyli schrzaniłem! Z poczuciem zażenowania i kolejnej wtopy muszę żyć do dziś. Zeszliśmy wreszcie do jakiejś niezbyt dużej półeczki i stamtąd mieliśmy rozpocząć wyjście na powierzchnię. Deporęczowaniem zajęła się Iwona z asystą Mateusza. Ja, Karol i Asia mieliśmy nie oglądając się na nich wychodzić jak najszybciej. Nie trzeba było nam tego dwa razy powtarzać. Wyście raczej było dość standardowe i nie ma się tu o czym rozpisywać. Jedynie przejście przez lodową Rurę było karkołomne. Po wyjściu było już ciemno, wciąż bardzo zimno, ale chociaż nic na nas nie padało, ani nie sypało z nieba. Szybko się przebraliśmy i żwawo ruszyliśmy szlakiem do cywilizacji. Zabawne, jak wiele w człowieku jest pokładów energii, gdy chodzi o chęć jak najszybszego wydostania się skądś. Przystanęliśmy jednak w Dolinie Miętusiej dwa razy, by zawiesić na dłuższą chwilę oczy na widowiskowo gwiaździste niebo i błyszczący księżyc oprawione w klimatyczną zimową ramkę. Na dobry koniec wywinąłem jeszcze orła na prostej drodze i tyle. Wróciliśmy do ciepła, miękkiej pościeli i zapasów jedzenia. Tak, tego po całym dniu było nam potrzeba. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi - wycieczka skiturowa Prezesa i Ali'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FGesiaSzyja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień trzeci według Karola - Jaskinia Zimna'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trzeci dzień obozu wybraliśmy się do jaskini Zimnej. Pierwotnie planowaliśmy przejście jaskini aż do Wideł. Plany duże, ale analizując możliwości i dostępny czas, Mateusz zadecydował, że schodzimy do Chatki.&lt;br /&gt;
Pobudka, śniadanie i wpakowanie szpeju do auta. Jak przez ostatnie 2 dni, pogoda nie zachęca, aby wyjść na zewnątrz. Mało kto ma ochotę, żeby wychodząc z pod ciepłej kołderki ładować się na – 26 stopni. Piter po zapoznaniu się z panującą na zewnątrz aurą ponownie przejmuje rolę kwatermistrza, jednakże z tym wyjątkiem, że tym razem nie organizuje nam niespodzianki w postaci rosołku. Po pierwszym szoku temperaturowym dochodzimy do siebie i już na szlaku robi nam się ciepło. Zaletą „zimowych” jaskiń jest na pewno ich dogodne położenie. Zamiast wyprawy mamy spokojny spacer i po dłużej chwili stoimy już pod wyjściem z jaskini Mroźnej. Temperatura mobilizuje do szybkiego przebrania się.  Plecaki zostawiamy w przebieralni i myk do korytarzyka. Ze względu na to, że we wrześniu doszliśmy do zalanego ponoru, powrót do niego przebiega sprawnie. Po dojściu  do Błotnego Progu, zaczynamy wspinaczkę. 13 m nie stanowi wyzwania, choć obłocone skały i gumiaki nie są pomocne. Dalej Sylwek bez przeszkód pokonuje Próg Wantowy i dochodzimy największej trudności, czyli Czarnego Komina. Nie ukrywam, że miałem duże wątpliwości, czy dam radę go zrobić. Zdarzało mi się rezygnować na jurze z niektórych „piątek” bo były za wymagające, a taka trudność spotkana w jaskini może dopiero przyprawić człowieka o czarne myśli. Może przez to ten fragment jaskini nazywany jest Czarnym Kominem? Zamieniam gumiaki na butki wspinaczkowe i cisnę. Z kilkoma przerwami udaje się zrobić pierwszy wyciąg i o dziwo czuję nie dosyt. Dalej ciśnie Iwonka, której trudność dopiero sprawia Szklany Prożek (przed którym strasznie marudzi i wyżywa swoją złość na bogu ducha winnym asekurującym;) ), ale ostatecznie z nim wygrywa. Jaskinia Zimna sprawia w gruncie rzeczy wiele frajdy, ze względu na wspinaczkowe urozmaicenia. Nie jest nudno. Taka Beczka, czy Biały Prożek potrafią dostarczyć dreszczyku, nawet czasem bardziej od kolejnej studni;) Chyba jedyny poważny zjazd, to zjazd do Chatki. Tam po krótkim odpoczynku pada szybkie polecenie: „Wychodzimy”. W Zimnej ćwiczymy techniki zjazdu na złodzieja i przeciwwagę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra – Sylwester|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;; + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście z Krowiarek ustalamy na godzinę 20:30. Dla mnie to już drugi sylwester, który będę spędzać na szczycie Królowej Beskidów. Poprzedni był już lata temu i należał do tych najlepszych, więc chętnie odświeżę wrażenia. Już na początku widać różnicę. Poprzednio na Krowiarkach ukazały nam się rozstawione namioty i ludzie, którzy krzątali się tu i ówdzie coś gotując czy przygotowując się do wyjścia na szczyt. Od kilku lat w miejscu, gdzie kiedyś była polana, znajduje się zagospodarowany parking. Również i w tym roku ujrzeliśmy na Krowiarkach ludzi przygotowujących się do wyjścia z tą małą różnicą, że namioty zostały zastąpione samochodami. Cóż, może i mniej klimatyczne, ale zmian zatrzymać nie sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy pojawiają się punktualnie, więc możemy wyruszyć bez zbędnych opóźnień. Po krótkim podejściu zrzucam z siebie zbędne warstwy odzieży, i aż do Sokolicy podchodzę w lekkim softshellu. Na sokolicy obowiązkowo zdjęcie grupowe i pierwszy nieco dłuższy postój. Tu dosięgają nas pierwsze mocniejsze podmuchy wiatru, więc trzeba zarzucić na siebie kurtkę. Na dzisiejszą noc na Babiej zapowiadają ok. -10 stopni, ale wiatr ma się wzmóc dopiero po północy. Trafia się nam swego rodzaju okno pogodowe, bo na te dwa dni pogoda bardzo się poprawia. Kilka dni wcześniej sypał śnieg, kilka dni później znowu zapowiadają opady i znaczne ochłodzenie, a nam trafia się zupełnie bezchmurna noc. Szkoda tylko, że księżyc był w nowiu, no, ale wszystkiego mieć nie można.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Sokolicy meldujemy się o 21:30, a więc w miarę punktualnie. Do północy jeszcze daleko a czas mamy bardzo dobry, więc strategicznie proponuję iść nieco wolniej, aby nie być na szczycie za szybko. Pamiętam warunki z poprzedniego sylwestra, kiedy to na szczyt weszliśmy jakieś 15-30 min przed północą i tak wiało, że nie byliśmy w stanie wytrzymać bez ruchu. Musieliśmy zacząć schodzić aby nie przemarznąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem kolejny nieco dłuższy postój robimy na Kępie. Krótka sesja fotograficzna na sznur czołówek ciągnący się od Sokolicy. Zaczynam żałować, że nie zabrałem statywu. Miało być light&amp;amp;Fast, ale te kilka dodatkowych gramów by mnie nie zbawiło. Zakładam na siebie buffa i ruszamy w górę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa szybko nam się rozciągnęła. Ja widząc oczami wyobraźni tysiące okazji do upolowania ciekawego ujęcia schodzę nieco na bok i przepuszczam pozostałych. Szukam w pobliżu szlaku jakiś kamieni, barierek, tyczek. Czegokolwiek, na czy mógłbym postawić aparat i nieco go ustabilizować. Niestety, bez statywu i lepszego aparatu większość ujęć zostaje w sferze marzeń. Zdjęcia z ręki na długim czasie naświetlania wychodzą poruszone, a krótki czas naświetlania nie daje efektu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciągnący się przed nami i za nami sznur czołówek ponownie robi imponujące wrażenie. Jak wtedy, kilka lat wcześniej. Szybko orientuję się, że ostatnie osoby z naszej grupy dawno mnie wyprzedziły i zostałem nieco z tyłu. To w sumie dobrze, myślę sobie. Naszym tempem bylibyśmy na szczycie godzinę przed północą, a tak na spokojnie wejdę sobie zwykłym tempem robiąc przerwy fotograficzne. Wysyłam tylko sms-a, że u mnie wszystko ok i żeby na mnie nie czekali. W karawanie podążającej na szczyt jestem raczej bezpieczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po podejściu na najbliższe wzniesienie okazuje się, że Grażyna z Piotrkiem i Asią niewiele mi „uciekli”. Doganiam ich czekających na szczycie wzniesienia. Zaczyna mocniej wiać, więc zmieniam rękawiczki na cieplejsze. Piotrek z Asią idą nieco szybszym tempem a my zostajemy na końcu i pomału podążamy na szczyt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na jakieś 30 min. przed północą, po podejściu na kolejne wzniesienie widzę setki czołówek. Tak, to chyba już szczyt. Chyba, że wszyscy nagle postanowili odpocząć w tym samym miejscu :P Co mnie dziwi to brak jakiegokolwiek namiotu. Ostatnim razem jak tu byłem, na szczycie stało już na tyle dużo namiotów, że nie dało się już znaleźć jakiegokolwiek bardziej płaskiego i osłoniętego od wiatru miejsca na rozbicie naszego, dlatego też zdecydowaliśmy się zejść nieco niżej. Tym razem planujemy zejść do schroniska, więc również nikt z nas nie ma namiotu. Chowamy się przed wiatrem za ułożonym z kamieni murkiem i oczekując na godzinę zero popijamy ciepłą herbatę i pałaszujemy „szturm żarcie”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na krótko przed północą na szczycie pojawiają się grupki Straży Parku. Grzecznie przechodzą wśród wszystkich osób prosząc o nie puszczanie fajerwerków ze szczytu. Chwała im za to, że im się chciało i za sposób, w jaki to zrobili. Za to, że nie zaogniali konfliktu pomiędzy Parkiem a jego użytkownikami, jak to ma często miejsce w Tatrach. Jak widać – da się i moim zdaniem należą im się za to wielkie brawa. Słuszna inicjatywa, bo to w końcu Park Narodowy, a w zeszłym roku ze szczytu niestety poleciało bardzo dużo petard, widocznych z daleka (obserwowałem je wtedy z Maciejowej w Gorcach).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O północy życzenia, symboliczny szampan i podziwianie aż po widnokrąg milionów a może i miliardów małych, kolorowych wulkanów wybuchających gdzieś daleko w dole. Niesamowite wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz pozostało nam już tylko, a może aż, zejście ze szczytu w kierunku schroniska przez przełęcz Brona. Zejście wcale nie takie łatwe, bo warunki są trudne. Szlaki co prawda przedeptane, ale miejscami sporo zalodzeń. Poza szlakiem całą kopułę szczytową pokrywa gruba warstwa lodoszreni. I to nie takiej cienkiej, łamliwej, a takiej, która spokojnie utrzymuje ciężar człowieka i jedynie raki uchronić mogą przed poślizgnięciem. A tych niestety tym razem nie posiadam. Jak praktycznie za każdym razem, gdy szedłem na Babią miałem ze sobą raki, których prawie nigdy nie używałem, bo tylko nabijały się miękkim śniegiem, to teraz, kiedy ich nie mam jak na złość akurat by się przydały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze zatrzymuję się na chwilę w pobliżu Kamiennej Dolinki. To część mojego ostatniego projektu. Zimowego wejścia akademicką percią na szczyt Babiej i zjazd na nartach Kamienną Dolinką. Niestety, ciężkie warunki śniegowe i duża mgła zmusiła nas wtedy do odwrotu z perci i zmiany planów. Kamienna Dolinka też będzie musiała chyba jeszcze trochę poczekać na wzrost moich skiturowych umiejętności :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupowe zdjęcie na przełęczy Brona. Tutaj jesteśmy już wszyscy w komplecie. Grupa podchodząca z Krowiarek od razu granią, oraz grupa, która zdecydowała się na podejście na szczyt percią przyrodników. Zejścia z Brony obawiałem się najbardziej. Okazało się jednak niezalodzone i całkiem przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koło drugiej w nocy lądujemy w schronisku na Markowych Szczawinach.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7671</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7671"/>
		<updated>2017-06-26T10:59:53Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''24 06 2017''' - Jura - wspina na Górze Birów&lt;br /&gt;
* '''24 06 2017''' - Tatry Zach. - Koprowa Studnia&lt;br /&gt;
* '''15 - 18 06 2017''' - wspinanie w Sokolikach&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 06 2017''' - klubowy spływ Rabą&lt;br /&gt;
* '''15 06 2017''' - Ferrata HZS&lt;br /&gt;
* '''03 - 13 06 2017''' - SZWAJCARIA: rowerem dookoła kraju&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7188</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7188"/>
		<updated>2017-01-09T06:48:58Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - Czantoria na nartach od Bucznika|Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Michał Wyciślik, Agnieszka Kurdziel-Sarnecka (AKG) |08 01 2017}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Czantorii byliśmy już wiele razy z różnych stron lecz tym razem podeszliśmy zupełnie nową trasą w dość odosobnionym terenie. To dolina Gahury (w górnym biegu zwana Bucznikiem). Wystartowaliśmy klasycznie od parkingu pod wyciągiem, potem kawałek niebieską nartostradą i dość długim trawersem zakończonym nie długim zjazdem (na fokach) do doliny Bucznika. Doliną podchodzimy na nartach w zupełnie nieprzetartych śniegach stromo do góry osiągając wierzchołek Czantorii (995) niemal przy samej wierzy.  Szlak podejścia okazał się bardzo ciekawy. Przy dobrych śniegach będzie tu przepiękny zjazd. Z szczytu najpierw szlakiem a później nartostradą smagani mroźnym powietrzem osiągamy w kilka chwil parking gdzie zostawiliśmy auto. Tym razem było cieplej, ok. –17 st. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FCzantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 Żagańskie Bobry, Bogusia Chlipała z TPNu|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
Opis dni szkoleniowo-jaskiniowych pozostawiam kursantom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja opiszę jedynie wycieczkę skiturową, którą odbyłem w sobotę z Alą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FGesiaSzyja&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
''Damian (opis pierwszego dnia)'': Dzień szkoleniowy. Całą ekipą spotykamy się w Kuźnicach i razem podchodzimy na Kalatówki. Temperatura oscylowała wokół –20 st. więc wykład Mateusza na temat zagadnień lawinowych w przytulnym kąciku schroniska był bardzo na miejscu. W końcu jednak wyszliśmy na mróz i obok schroniska ćwiczyliśmy na „poletku lawinowym” specjalnie przeznaczonym do tego typu szkoleń. Jest tu specjalna konsola pozwalająca na losowe szukanie „ofiar” a w terenie pod śniegiem zasypane są „ofiary” z pipsami. Bogusia Chlipała (TPN) zademonstrowała na Karolu plecak ABS. Po części lawinowej przenieśliśmy się na Nosala gdzie na nieczynnej od dawna nartostradzie próbowaliśmy ćwiczyć hamowanie czekanem tudzież chodzenie w rakach. Śnieg był kopny więc niezbyt dobrze to szło (posiłkowaliśmy się nawet „jabłuszkiem”) lecz każdy mógł wykonać niezbędne w danej sytuacji ruchy. O zmroku zjeżdżamy (Mateusz,  Damian, Esa, Paweł na nartach a Asia na „jabłuszku”)/ schodzimy (reszta) do Zakopca. Ja wracam z Esą do domu a reszta ekipy zostaje na następne dni by zrobić przejścia jaskiniowe lub wycieczki skiturowe. Opisy z akcji jaskiniowych zapewne się pojawią. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Babia Góra – Sylwester|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;; + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście z Krowiarek ustalamy na godzinę 20:30. Dla mnie to już drugi sylwester, który będę spędzać na szczycie Królowej Beskidów. Poprzedni był już lata temu i należał do tych najlepszych, więc chętnie odświeżę wrażenia. Już na początku widać różnicę. Poprzednio na Krowiarkach ukazały nam się rozstawione namioty i ludzie, którzy krzątali się tu i ówdzie coś gotując czy przygotowując się do wyjścia na szczyt. Od kilku lat w miejscu, gdzie kiedyś była polana, znajduje się zagospodarowany parking. Również i w tym roku ujrzeliśmy na Krowiarkach ludzi przygotowujących się do wyjścia z tą małą różnicą, że namioty zostały zastąpione samochodami. Cóż, może i mniej klimatyczne, ale zmian zatrzymać nie sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy pojawiają się punktualnie, więc możemy wyruszyć bez zbędnych opóźnień. Po krótkim podejściu zrzucam z siebie zbędne warstwy odzieży, i aż do Sokolicy podchodzę w lekkim softshellu. Na sokolicy obowiązkowo zdjęcie grupowe i pierwszy nieco dłuższy postój. Tu dosięgają nas pierwsze mocniejsze podmuchy wiatru, więc trzeba zarzucić na siebie kurtkę. Na dzisiejszą noc na Babiej zapowiadają ok. -10 stopni, ale wiatr ma się wzmóc dopiero po północy. Trafia się nam swego rodzaju okno pogodowe, bo na te dwa dni pogoda bardzo się poprawia. Kilka dni wcześniej sypał śnieg, kilka dni później znowu zapowiadają opady i znaczne ochłodzenie, a nam trafia się zupełnie bezchmurna noc. Szkoda tylko, że księżyc był w nowiu, no, ale wszystkiego mieć nie można.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Sokolicy meldujemy się o 21:30, a więc w miarę punktualnie. Do północy jeszcze daleko a czas mamy bardzo dobry, więc strategicznie proponuję iść nieco wolniej, aby nie być na szczycie za szybko. Pamiętam warunki z poprzedniego sylwestra, kiedy to na szczyt weszliśmy jakieś 15-30 min przed północą i tak wiało, że nie byliśmy w stanie wytrzymać bez ruchu. Musieliśmy zacząć schodzić aby nie przemarznąć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem kolejny nieco dłuższy postój robimy na Kępie. Krótka sesja fotograficzna na sznur czołówek ciągnący się od Sokolicy. Zaczynam żałować, że nie zabrałem statywu. Miało być light&amp;amp;Fast, ale te kilka dodatkowych gramów by mnie nie zbawiło. Zakładam na siebie buffa i ruszamy w górę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupa szybko nam się rozciągnęła. Ja widząc oczami wyobraźni tysiące okazji do upolowania ciekawego ujęcia schodzę nieco na bok i przepuszczam pozostałych. Szukam w pobliżu szlaku jakiś kamieni, barierek, tyczek. Czegokolwiek, na czy mógłbym postawić aparat i nieco go ustabilizować. Niestety, bez statywu i lepszego aparatu większość ujęć zostaje w sferze marzeń. Zdjęcia z ręki na długim czasie naświetlania wychodzą poruszone, a krótki czas naświetlania nie daje efektu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciągnący się przed nami i za nami sznur czołówek ponownie robi imponujące wrażenie. Jak wtedy, kilka lat wcześniej. Szybko orientuję się, że ostatnie osoby z naszej grupy dawno mnie wyprzedziły i zostałem nieco z tyłu. To w sumie dobrze, myślę sobie. Naszym tempem bylibyśmy na szczycie godzinę przed północą, a tak na spokojnie wejdę sobie zwykłym tempem robiąc przerwy fotograficzne. Wysyłam tylko sms-a, że u mnie wszystko ok i żeby na mnie nie czekali. W karawanie podążającej na szczyt jestem raczej bezpieczny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po podejściu na najbliższe wzniesienie okazuje się, że Grażyna z Piotrkiem i Asią niewiele mi „uciekli”. Doganiam ich czekających na szczycie wzniesienia. Zaczyna mocniej wiać, więc zmieniam rękawiczki na cieplejsze. Piotrek z Asią idą nieco szybszym tempem a my zostajemy na końcu i pomału podążamy na szczyt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na jakieś 30 min. przed północą, po podejściu na kolejne wzniesienie widzę setki czołówek. Tak, to chyba już szczyt. Chyba, że wszyscy nagle postanowili odpocząć w tym samym miejscu :P Co mnie dziwi to brak jakiegokolwiek namiotu. Ostatnim razem jak tu byłem, na szczycie stało już na tyle dużo namiotów, że nie dało się już znaleźć jakiegokolwiek bardziej płaskiego i osłoniętego od wiatru miejsca na rozbicie naszego, dlatego też zdecydowaliśmy się zejść nieco niżej. Tym razem planujemy zejść do schroniska, więc również nikt z nas nie ma namiotu. Chowamy się przed wiatrem za ułożonym z kamieni murkiem i oczekując na godzinę zero popijamy ciepłą herbatę i pałaszujemy „szturm żarcie”&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na krótko przed północą na szczycie pojawiają się grupki Straży Parku. Grzecznie przechodzą wśród wszystkich osób prosząc o nie puszczanie fajerwerków ze szczytu. Chwała im za to, że im się chciało i za sposób, w jaki to zrobili. Za to, że nie zaogniali konfliktu pomiędzy Parkiem a jego użytkownikami, jak to ma często miejsce w Tatrach. Jak widać – da się i moim zdaniem należą im się za to wielkie brawa. Słuszna inicjatywa, bo to w końcu Park Narodowy, a w zeszłym roku ze szczytu niestety poleciało bardzo dużo petard, widocznych z daleka (obserwowałem je wtedy z Maciejowej w Gorcach).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O północy życzenia, symboliczny szampan i podziwianie aż po widnokrąg milionów a może i miliardów małych, kolorowych wulkanów wybuchających gdzieś daleko w dole. Niesamowite wrażenie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz pozostało nam już tylko, a może aż, zejście ze szczytu w kierunku schroniska przez przełęcz Brona. Zejście wcale nie takie łatwe, bo warunki są trudne. Szlaki co prawda przedeptane, ale miejscami sporo zalodzeń. Poza szlakiem całą kopułę szczytową pokrywa gruba warstwa lodoszreni. I to nie takiej cienkiej, łamliwej, a takiej, która spokojnie utrzymuje ciężar człowieka i jedynie raki uchronić mogą przed poślizgnięciem. A tych niestety tym razem nie posiadam. Jak praktycznie za każdym razem, gdy szedłem na Babią miałem ze sobą raki, których prawie nigdy nie używałem, bo tylko nabijały się miękkim śniegiem, to teraz, kiedy ich nie mam jak na złość akurat by się przydały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po drodze zatrzymuję się na chwilę w pobliżu Kamiennej Dolinki. To część mojego ostatniego projektu. Zimowego wejścia akademicką percią na szczyt Babiej i zjazd na nartach Kamienną Dolinką. Niestety, ciężkie warunki śniegowe i duża mgła zmusiła nas wtedy do odwrotu z perci i zmiany planów. Kamienna Dolinka też będzie musiała chyba jeszcze trochę poczekać na wzrost moich skiturowych umiejętności :p&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Grupowe zdjęcie na przełęczy Brona. Tutaj jesteśmy już wszyscy w komplecie. Grupa podchodząca z Krowiarek od razu granią, oraz grupa, która zdecydowała się na podejście na szczyt percią przyrodników. Zejścia z Brony obawiałem się najbardziej. Okazało się jednak niezalodzone i całkiem przyjemnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koło drugiej w nocy lądujemy w schronisku na Markowych Szczawinach.&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7180</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7180"/>
		<updated>2017-01-08T10:52:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i Damian Szołtysik, Asia Przymus, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 Żagańskie Bobry, Bogusia Chlipała z TPNu|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
Opis dni szkoleniowo-jaskiniowych pozostawiam kursantom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja opiszę jedynie wycieczkę skiturową, którą odbyłem w sobotę z Alą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7179</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7179"/>
		<updated>2017-01-08T10:47:34Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i Damian Szołtysik, Asia Przymus, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 Żagańskie Bobry|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
Opis dni szkoleniowo-jaskiniowych pozostawiam kursantom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja opiszę jedynie wycieczkę skiturową, którą odbyłem w sobotę z Alą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7178</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7178"/>
		<updated>2017-01-08T10:46:24Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry – obóz zimowy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Teresa, Paweł i Damian Szołtysik, Asia Przymus, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, Mateusz Golicz, Piotr Strzelecki, 2 osoby z Żagańskich Bobrów|05 - 08 01 2017}}&lt;br /&gt;
Opis dni szkoleniowo-jaskiniowych pozostawiam kursantom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ja opiszę jedynie wycieczkę skiturową, którą odbyłem w sobotę z Alą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Około 7:00 budzi nas pakowanie się kursantów wybierających się do Miętusiej, ale obracam się tylko na drugi bok. Jednak błękitne, czyste niebo nie pozwala leżeć długo w łóżku. Więc nie spiesząc się jemy śniadanie i powoli się pakujemy. Po chwili wraca Piotrek, który niosąc ciężki plecak nie potrafił się nawet rozgrzać podczas podejścia do Miętusiej. Piekielny mróz daje o sobie znać po raz pierwszy tego dnia lecz na drugi i trzeci raz nie każe długo czekać – samochód nie odpala. Prosimy więc Piotrka żeby podjechał swoim autem w celu podładowania akumulatora – jego też nie odpala. Odpala za to sąsiadka i pozwala się podłączyć – jeszcze raz dziękujemy. Przez poranne zawirowania jest już 11:00 i zastanawiamy się czy nie olać wycieczki i póki auto działa wracać do Zabrza, choć tak naprawdę to zastanawialiśmy się czy wycieczka w takiej temperaturze (-20, odczuwalna -30) w ogóle będzie przyjemnością. Ostatecznie decydujemy się zaryzykować, w końcu zaplanowana  wycieczka jest idealną na warunki tego dnia (trójka lawinowa i idealna widoczność), pomijając oczywiście arktyczny mróz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na parkingu Brzezinach czaka na nas ostatnie wolne miejsce. Idziemy czarnym szlakiem w kierunku Murowańca, lecz już na Psiej Trawce odbijamy czerwonym szlakiem za wschód przez Dol. Pańszycy i Waksumndzką Polanę do Rówieni Waksumndzkiej, gdzie zielonym już szlakiem na szczyt Gęsiej Szyi. No właśnie, ktoś z Was wie co to i gdzie to? Otóż szczyt ten leży pomiędzy Dol. Pańszczycy i Dol. Złotą, od północy otoczony Dol. Filipki, zaś od południa Dol. Waksmundzką. I co, dalej nic…? I właśnie dlatego jest tam tak urokliwie. Ze szczytu rozpościera się kapitalny widok na Koszystą i Wołoszyn oraz szeroka panorama od wydających się być na wyciągnięcie ręki Tatr Bielskich, przez Jaworowy, Lodowy, chyba Gerlach, Ganek, Wysoką, Rysy … aż po sam Giewont. Świetna lekcja topografii.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Dzięki korzystnemu położeniu na wprost wylotu Doliny Białej Wody oraz wzniesieniu nad Dolinami Białki i Filipki – jest niepozorny szczyt lesistego regla, zwanego Gęsią Szyją – jednym z najwdzięczniejszych punktów widokowych. Podobny, jakkolwiek mniej rozległy widok rozpościera się z leżącej niżej Polany Rusinowej. Na polanie szałasy pasterskie, piękne miejsc na odpoczynek południowy.” Tadeusz Zwoliński Zima w Tatrach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zjazd ze szczuty Gęsiej Szyi na Rusinową Polanę, choć krótki dostarcza naprawdę wiele radości. Z polany roztacza się bardzo podobna panorama co ze szczytu, która naprawdę hipnotyzuje. Tutaj skracamy nieznacznie klasyczny wariant wycieczki i odbijamy na niebieski szlak w kierunku Dol. Złotej, zatrzymując się jeszcze na wybornej herbatce w Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach. Stamtąd zjazd szeroką drogą leśną, cały czas na nartach, aż do drogi. Zdążamy jedynie wypiąć się z nart i łapiemy busa z powrotem do Brzezin. Auto odpala od strzału – uff. &lt;br /&gt;
Wracamy przez zupełnie nieznane mi wsie i prowadzeni przez nawigację omijamy zatłoczone Zakopane i sąsiednie wsie. Dalej droga zupełnie pusta. W samochodzie robi się w miarę ciepło dopiero za Jordanowem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zakończenie: Planując wycieczkę w takie mrozy warto się solidnie przygotować i jak zawsze mieć kilka planów awaryjnych. W tym wypadku termy były wybitnie kuszące – stroje mieliśmy w samochodzie. Foki nawet nie próbowały się przykleić do nart, ale jakoś trzymały i nie dało się odczuć uciążliwości z tym związanych. Ale następnym razem schowam je za pazuchę. Podczas całej wycieczki tempo było naprawdę szybkie, a mimo to nawet się nie spociłem. Każdy postój powyżej minuty niemile zamrażał. Jedynie zjazd i piękne widoki rozgrzewały ciało i umysł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Lipowski Wierch na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Justyna (os.tow.)|02 01 2017}}&lt;br /&gt;
Podejście na nartach zielonym szlakiem z Żabnicy na Rysiankę. Tu odpoczynek w schronisku. Dalej na Lipowski Wierch (1324) i już w zapadającym zmroku oraz przy śnieżnej zadymce zjazd na przełaj wprost na północ do doliny Żabnicy. Okazało się to nie zbyt dobrym pomysłem bowiem zbocze jest pełne wykrotów lub gęsto zalesione a w dodatku śnieg mocno zlodzony. Czasem trzeba zdjąć narty. Udało się jednak zjechać do auta gdzie czekała straż leśna. Widząc światła czołówek w miejscu gdzie turystów się nie spotyka sądzili, że w lesie grasują kłusownicy. Wszystko jednak zakończyło się pomyślnie. Zdjęcia wkrótce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7157</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7157"/>
		<updated>2017-01-02T07:15:58Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7156</id>
		<title>Wyjazdy 2017</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2017&amp;diff=7156"/>
		<updated>2017-01-02T07:15:44Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* I kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;=== I kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;; Ala Kucharska + osoby tow.|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Kolejnego Sylwestra przyszło nam spędzić w Szczyrku. Przyjeżdżamy już w piątkowy wieczór. Niestety po ciemku ciężko było ocenić warunki śniegowe, więc dopiero rano wybieramy trasę. Pada na Skrzyczne od Czyrnej bez szlaku. Narty zakładamy gdzieś w 1/3 drogi. Na szczycie popas, spotykamy znajomych i podziwiamy widoki. Następnie przejazd granią na Małe Skrzyczne, zjazd na Halę Skrzyczeńską i Bieńkulą do Czyrnej. „Nieczynna” Bieńkula okazała się być lepiej (naturalnie) przygotowana niż gdy zabiera się za to obsługa wyciągów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę robimy jedynie krótką przechadzkę z nartami (część osób z dupolotami) granią w kierunku Beskid Ski Areny i Chaty Wuja Toma. Ludzi na szlaku sporo. Śniegu coraz mniej, więc końcowe odcinki muszę zjeżdżać stylem Damiana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocne wyjście na Błatnię|Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Wyjście ok. 22 od Jaworza szlakiem na Błatnię. Szlak zlodzony, wyżej śnieg. Mimo to do góry podążało wiele innych osób. O północy na wierzchołku rozpalono potężne ognisko a Nowy Rok witało około 100 osób. Zejście tą samą drogą przed świtem do auta zostawionego w pobliżu &amp;quot;szałasu pod Błatnią&amp;quot;. Przed południem pobudka, celebracja posiłku i powrót do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FBlatnia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;; Na Młakach w chatce - Tadek, Basia, Adam, Ania Szmatłoch|31 12 2016 - 01 01 2017}}&lt;br /&gt;
Sylwestrowa noc, cudowne, rozgwieżdżone niebo, mróz, skrzypiący śnieg - oto sceneria jakiej doświadczyliśmy udając się w narciarską wędrówkę po masywie Skrzycznego (1257). Z Czyrnej najpierw stokową drogą, na której założyliśmy narty i dalej jakimiś leśnymi duktami udaje nam się wydostać na Jaworzynę. Stamtąd nartostradą na szczyt. Oprócz kilku skuterów śnieżnych i zagubionych pieszych jest generalnie pusto. Najbardziej stromy odcinek był tak zalodzony, że bez harszli nie było szans. Tu zdejmujemy narty i wykuwając stopnie z niemałym wysiłkiem pokonujemy stromiznę. Tu również zastaje nas północ. Jak okiem sięgnąć pod nami pojawia się nagle feeria milionów kolorowych fontann. Witaj 2017! Dalej bardziej połogiem stokiem docieramy na sam szczyt Skrzycznego celowo omijając schronisko pełne gawiedzi. W trakcie podejścia kilka razy telefonicznie rozmawiamy z Heńkiem Tomankiem, który z Sonią podchodził z buta na Błatnię. Na szczycie spotykamy kilku skiturowców, którzy widać wpadli na podobny pomysł co my. Szybko przepinamy się do zjazdu bo wiatr nie zachęcał do dłuższego delektowania się nocnymi widokami. Znów zimny powiew na twarzy bo narty chyżo niosły nas po zmarzłym śniegu w dół. Zjeżdżamy na Halę Skrzyczeńską a później &amp;quot;zamkniętą&amp;quot; nartostradą w stronę Czyrnej. Po drodze Na Młakach zajeżdżamy wprost pod chatkę Adama i Ani gdzie paliło się ognisko a my załapujemy się na gorącą herbatkę. Po miłej pogawędce wśród klubowych przyjaciół wskakujemy na narty i docieramy na nich do samego auta  . Uwagi: w lesie generalnie śniegu mało a do sensownego zjazdu póki co nadają się tylko nartostrady i to niektóre (tak to przynajmniej wyglądało nocą). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2017%2FSkrzyczne&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7155</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=7155"/>
		<updated>2017-01-02T07:14:18Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''31 12 2016 - 01 01 2017''' - Beskid Śl. - Skitury w Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''31 12 2016 - 01 01 2017''' - Beskid Śl. - Błatnia nocą&lt;br /&gt;
* '''31 12 2016 - 01 01 2017''' - Beskid Śl. - nocny rajd skiturowy po Skrzycznem&lt;br /&gt;
* '''26 12 2016''' - Beskid Żyw. - Bendoszka Wlk. na nartach&lt;br /&gt;
* '''13 - 20 12 2016''' - WŁOCHY: wędrówki po Sardynii&lt;br /&gt;
* '''16 - 18 12 2016''' - RUMUNIA: jaskinie w Pădurea Craiului&lt;br /&gt;
* '''18 12 2016''' - Beskid Żyw. - skitura na Mł. Babią Górę&lt;br /&gt;
* '''17 12 2016''' - Beskid Żyw. - okolice Rysianki na nartach&lt;br /&gt;
* '''11 12 2016''' - Beskid Żyw. - skitura na Oszusta&lt;br /&gt;
* '''10 12 2016''' - Tatry - jaskinia Kasprowa Niżnia&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6993</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6993"/>
		<updated>2016-11-14T08:02:37Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - M. Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
Jeszcze w piątek rano przeglądam kamerki internetowe w polskich górach i uznaję, że Małe Skrzyczne wygląda niczego sobie. Zapada więc szybka decyzja na wyjazd. Podchodzimy leśnymi duktami z doliny Malinowa. Cóż fok nawet nie założyliśmy, ale nie mogłem sobie odmówić co prawda krótkiego ale zawsze zjazdu ze szczytu M. Skrzycznego. Na szczęście górny odcinek jest mocno trawiasty więc nie pokaleczyłem nawet nart, choć do normalnych warunków trzeba jeszcze kilkunastu centymetrów białego. Ala nie była tak mocno wygłodniała jak ja i decyduje się schodzić z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na dobicie udajemy się jeszcze na Biały Krzyż - tam otwarli już wyciąg. Na Białym Krzyżu poszaleć się nie da, ale można się już delikatnie przyzwyczaić do desek przypiętych do nóg i mroźnego powiewu na twarzy:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Karkonosze- Śnieżka - Czarna Kopa - Skalny Stół|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|11 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis niebawem :) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
a zdjęcia już są: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fsniezka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Chuda|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Chuda znajduje się na wierzchowinie Rysiej Góry na pn. – zach. od Trzebniowa. Posiada 3 otwory. Całkiem fajna jaskinia. Z sali Barokowej pomagając sobie liną osiągamy salę Naciekową. Dość dużo przestrzeni. Jaskinia kończy się korytarzem wchodzącym w zawalisko. Na powierzchnię wychodzimy drugim otworem po przeciwnej stronie skały. Na dworze prószył śnieg więc rozpalamy ognisko i do szybko nadchodzącego zmierzchu przy nim spędzamy reszki krótkiego, jesiennego dnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu 3 zdjęcia z przed otw.: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FChuda&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Barania Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|6 11 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późny wypad na Baranią Górę. Na szlak weszliśmy o godzinie 13. Startujemy z Czarnej. Od samego początku było mgliście, wilgotno i błotniście, później deszczowo. Szlak bardzo ładny, choć miałabym więcej okazji się nim pozachwycać, gdybym nie musiała patrzeć pod nogi i szukać kamieni wystających z błota i kałuż. Sporym urozmaiceniem były napotkane barany z różowymi czuprynami. Do schroniska dochodzimy jeszcze nie przemoczeni. Tam przerwa na jedzenie. Dalej szlak zamienił się w potok. Miejscami wyłożony palami. Miejscami pale pływały w wodzie (UWAGA! ,,pływające&amp;quot; pale nie różnią się od tych ,,stałych&amp;quot;, można je rozpoznać dopiero po nadepnięciu, kiedy woda przeleje się do buta górą). Szczyt nie wywołał u mnie specjalnych emocji, raczej wolałam się nie zatrzymywać i nie wychładzać wody w butach, ale żeby nie było, że tylko malowane barany zostały obfotografowane, sobie też zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie na szczycie. Szlak prowadzący w dół, również był skryty pod potokiem. Zanim zeszliśmy do asfaltu musieliśmy wyciągnąć czołówki. Zaczął padać śnieg, który po czasie przemienił się w deszcz i pod górę do samochodu szliśmy już całkowicie przemoczeni. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miło było wybrać się w góry po tych wszystkich mokrych jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia malowanych baranów i zamglonego szczytu tutaj: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbaraniagora &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|5 11 2016}}&lt;br /&gt;
Szybki spacer Lipowa - Skrzyczne - Malinowska Skała - Lipowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Maraton Jaskiniowy Speleoklubu Bielsko-Biała|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|29 - 30 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z okazji, dołączam do Speleoklubu Bielsko-Biała i uczestniczę w trzydziestym Maratonie Jaskiniowym. W ciągu około 17 godzin odwiedzamy 32 obiekty (w tym kilkanaście jaskiń) na Jurze. Szczegółowy opis już wkrótce. &lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmaratonjaskiniowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zachodnie - spacer|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team)|1 11 2016}}&lt;br /&gt;
Kuźnice - dol. Kondratowa - przełęcz pod Kopą - Kasprowy Wierch - Murowaniec - Boczań - Kuźnice. Wspaniały dzień na przechadzkę, na szlakach spotykamy pojedyncze osoby. Bez słońca, ale i bez wiatru. Śnieg w ilościach drobnych, akurat korzystnych dla kolan.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Chiny - eksploracja jaskiń w prowincji Hubei|Andrzej Ciszewski (kierownik wyprawy), Michał Ciszewski, Stanisław Wasyluk, Agata Klewar (KKTJ); Sylwia Solarczyk (ST); Krzysztof Recielski (SW); Sławomir Parzonka (WKGiJ); Robert Matuszczak (WKTJ); &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i w roli tłumaczy Kaja Kałużyńska (SŁ) oraz Paweł Maciejewski (niezrz.)|7 - 29 10 2016}}&lt;br /&gt;
Udział w kolejnej wyprawie. Szerszy opis w swoim czasie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Centralne Manewry Autoratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|21 - 23 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Weekend spędzamy na etapie tatrzańskim centralnych manewrów autoratownictwa jaskiniowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Witowa przyjeżdżamy w piątek wieczorem. Pogoda nie rozpieszcza, ale po obozie centralnym nie robi to na nas wrażenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę rano odprawa i ze względu na panującą pogodę wszystkie trzy małe ekipy udają się do jaskini Czarnej. Grupa, w której przypadło mi być miała udać się do Partii Królewskich od kraty, poprzez obejście Komina Węgierskiego. Od tego miejsca realizujemy założenia przekazane przez instruktora.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po kolei wykorzystujemy techniki autoratownicze transportując &amp;quot;rannego&amp;quot; w stronę otworu. Przy kolejnych odcinkach zamieniamy się rolami aby każdy mógł przećwiczyć jak najwięcej technik. Do otworu docieramy przed założonym czasem w związku z czym postanawiamy sprowadzić poszkodowanego od otworu do przebieralni poniżej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wszyscy razem spotykamy się na bazie wieczorem, omawiamy dzisiejszy dzień i planujemy następny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wszyscy razem udajemy się do jaskiń Kasprowa Średnia i Kasprowa Wyżnia. Tam po zmianie instruktorów w ekipach, ćwiczymy dalej techniki autoratownictwa. Na niebie świeci słońce, ale jego ciepło jest prawie w ogóle nieodczuwalne przez wiejący dość mocno wiatr.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia kończymy około 1400 i rozjeżdżamy się do domów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Aktywnie na Jurze|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|16 10 2016}}&lt;br /&gt;
Dzień spędzam na jurze wysilając się umysłowo i fizycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Troszkę biegu, marszu, nawigacji i jak by mogło być inaczej z wejściem do jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda nie rozpieszczała tego dnia ale nie było takiej potrzeby.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - Skrzyczne|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina i Karina (os. tow)|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Babski wypad w góry. Dla koleżanek ,,niechodzących&amp;quot;. Na dobry początek wybrałam Skrzyczne. Ruszyłyśmy ze Szczyrku zielonym szlakiem. Schodziłyśmy niebieskim, biegnącym wzdłuż kolei liniowej. Pogoda jak na specjalne zamówienie. Podchodziłyśmy w krótkich rękawkach. Turystów sporo, ale na szczęście udało się nam na szczycie znaleźć kawałek ustronnego lasu i zrobić piknik. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - wędrówki|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby towarzyszące|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji tego, że nie jechaliśmy na rajd w piątkowy wieczór przyjmuję propozycję wyjazdu w sobotę do Węgierskiej Górki ze strażakami mającymi w tym dniu ćwiczenia kondycyjne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, towarzystwo również. Co prawda bez zaliczenia szczytu Baraniej Góry ale jak najbardziej dzień należał do udanych.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
Plany na sobotę były zupełnie nie wspinaczkowe. Na szczęście już o 10 rano plany trafił szlak i po ekspresowych choć bezskutecznych poszukiwaniach ekipy do wspinu, jedziemy we dwójkę do Podzamcza sprawdzić czy może tam podziali się wspinacze. Cóż, to co zaobserwowaliśmy budzi zdziwienie oraz strach w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
Nawet na podzamczańskich skałach wspinaczy praktycznie brak. Obchodząc większość skałek przy zamku spotykamy łącznie około 10 osób (nie licząc kilku turystów). Nadal tajemnicą pozostaje więc miejsce ukrycia polskich wspinaczy, bo przecież nie przerzucili się chyba na speleologię...&lt;br /&gt;
Postrach natomiast wzbudziła dwójka męska, która ochoczo wspinała się na skały pomijając powszechnie znane zasady kultury wspinaczkowej włączając w to puszczoną przez nich muzykę z głośników bezprzewodowych oraz kamery ustawionej na ciągłe nagrywanie!&lt;br /&gt;
Na szczęście chłodny wiatr oraz brak pary w przedramionach wywiał cudaków spod skały dość szybko.&lt;br /&gt;
A co do samego wspinania, to straciłem niepotrzebnie trochę czasu na próbach na drodze &amp;quot;Ani gniady nie da rady&amp;quot;, gdyż droga okazała się być zupełnie mokra na ostatnich przechwytach. Przenosimy się więc na Adepta i tam pokonuję dość szybko m.in. drogę &amp;quot;997&amp;quot; za VI.2+/3, której cała trudność polega na wpinaniu ekspresów. Potem jeszcze kilka łatwiejszych i przyjemnych dróg. Pogoda piękna choć wiatr skutecznie mroził kości. Dzięki Ala za wytrwałość godną prawdziwego asekuranta:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa| &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki |12 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z dnia wolnego, udajemy się z Piterem na Jurę. W planie mamy Jaskinię Koralową i Wszystkich Świętych, jednak pogoda weryfikuje nasze plany - realizujemy tylko pierwszą część naszego planu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia piękna, jeszcze nie jest zbyt mocno zdewastowana. Z Sali Wejściowej, przez Gotycką i Pochyły Korytarz docieramy do Sali Zawaliskowej, której odwiedziny to jedna z najkrótszych wizyt w których brałem udział - ilość pęknięć stropu przeraża, to co leży na ziemi także nie poprawia samopoczucia. &lt;br /&gt;
Wracamy na WAR, z asekuracją Pitera zdobywam szczyt, tworząc kilka nowych technik we wspinaczce plugawej, odrażającej wizualnie, technicznie dramatycznej. Ale skutecznej, dzięki czemu docieramy do Sali MGG i po chwili kierujemy się w stronę wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zewnątrz wita nas ulewa, podejmujemy decyzję o powrocie do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fkoralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, instruktorzy i grotołazi z różnych klubów|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspominając zeszłoroczny obóz byłam nastawiona na ciężkie, długie, ciekawe i niestandardowe akcje. Pogoda zweryfikowała nasze plany. Wiedzieliśmy, że może popadać trochę śniegu, ALE miał stopnieć! Nie spodziewaliśmy się, że w ciągu paru godzin od naszego przyjazdu będziemy mogli ulepić bałwana, a pierwszą akcję rozpoczniemy torowaniem drogi do jaskini w śniegu po kolana... ( a jak się źle trafi to i wyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia odwiedziłam jaskinię Miętusią. Przez świeży śnieg dojście zajęło nam dużo więcej czasu niż zwykle. Powalone drzewa też zrobiły swoje (trzeba uważać, w okolicy otworu jest jeszcze dużo takich, które w każdej chwili mogą się przewrócić). Jak się spodziewaliśmy, przejście do Sali Bez Stropu było zalane, ale mieliśmy plan awaryjny w postaci zwiedzania Partii Nietoperzowych i kąpieli w Gotyckim Jeziorku, za którym zrobiliśmy bieg w bieliźnie do Zawaliska Wantul i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia pogoda bez zmian, w związku z czym wszystkie grupy działały razem. Dzień zaczęliśmy od wykładów unifikujących podstawowe techniki jaskiniowe, a następnie przeszliśmy do Doliny Lejowej, aby poćwiczyć wszystkie omówione elementy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia byłam w jednej z ekip odwiedzających jaskinię Czarną. W prawie całkowicie żeńskim składzie zrobiliśmy przejście całej jaskini. Mimo, że po raz kolejny znalazłam się w Czarnej (i po raz kolejny na trawersie) to miło wspominam tą akcję - trafiłam na zgrany zespół w którym każdy był chętny wykonywać kolejne poręczowania/ deporęczowania, a ja miałam okazję po raz pierwszy wywspinać Komin Węgierski. Całość przebiegła sprawnie dzięki czemu na bazie znaleźliśmy się o dość wczesnej porze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia w celu zagospodarowania nadmiaru energii, która nie mogła zostać spożytkowana na ciężkie akcje jaskiniowe,  wybraliśmy się na wycieczkę topograficzną. Instruktorzy zaoferowali nam dwie opcje. Zarówno Łukasz, jak i ja wybraliśmy tą samą. Zwiedziliśmy kawałek doliny Bystrej oraz poznazliśmy miejsca w których znajdują się otwory jaskiń Goryczkowej i Kalackiej. Wycieczkę zakończyliśmy szarlotką i gorącą czekoladą w schronisku na Kalatówkach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FItalia-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Clip: https://vimeo.com/187466765&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygoda zaczęła się na lotnisku w Dusseldorfie. Okazało się ze moje połączenie zostało zmienione i że zamiast jednej przesiadki mam dwie i do tego  do Denver muszę 2 razy nadawać bagaż. Po długiej podroży docieram do Denver. Po pierwszej nocy na terminalu na lotnisku ruszam do miasta gdzie po kilku godzinach wsiadam w autobus Greyhound do miasta Vail.  Małe zakupy, przepak i do Vail. Po dwóch godzinach docieram do tego miasta, które wypadło w moim przypadku jako miejsce przesiadkowe. Leży już w Rocky Mountains i w okresie zimy prężnie działa jako kurort narciarski. Stamtąd już miejscowym autobusem docieram w końcu do miasta docelowego jakim jest Leadville. To stare jak na rachubę w USA miasto i typowy klimat. Leadville leży już u podnóża Mt Elbert i Mt Masive, dwóch najwyższych szczytów Gór Skalistych które były moim  głównym celem. W Leadville, nocleg w hostelu i na następny dzień zaopatruję się w jedzenie na kilka dni. Z Leadville drałuję z buta do campingu około 11 mil. Chciałem łapać stopa ale stwierdziłem ze zrobię to w drodze powrotnej. Po jakichś 5 godzinach marszu, najpierw wydłuż Highway, potem już w lesie lokalną droga dochodzę do Elbert Creek campground. Tu przykra niespodzianka. Jako że już przed wyjazdem w czytałem o tym miejscu i planowałem tu spędzić ze 4 noce, miało to być miejsce z dostępem do wody pitnej, jedyne w tamtej okolicy. Pojawił się problem kiedy okazało się na miejscu ze pompa wodna jest zepsuta. Ponieważ woda ze strumyków była zanieczyszczona w zasadzie zostałem bez wody bo cały zapas zużyłem na drogę z Leadville. Jedynym wyjściem z sytuacji było uzbieranie wody od ludzi, którzy schodzili z gór. Taktyka okazała się 100% skuteczna. Po paru godzinach uzbierałem ok 10 litrów wody pitnej co pozwoliło tam zostać i przetrwać 3 dni. Dowiedziałem się również ze nadchodzi zmiana pogody, wcześniej niż to przed kilkoma dniami zapowiadano. Dotarłem na camping we poniedziałek, pogoda miała być jednak dobra nie do piątku, tyle planowałem wstępnie tam zostać, lecz tylko do środy. Biorąc pod uwagę kłopoty z dostępem do wody, i małe zapasy jedzenia, zdecydowałem się na pójście we wtorek na Mt Elbert, we środę na Mt Massive i potem się ewakuować  z powrotem do Leadville. Pogoda do środy była cudna. Prawie zero wiatru, słonecznie i bez chmur, jedynie w nocy lekko na minusie. Udaje się wyjść na obydwa wierzchołki. Droga technicznie nie posiada trudności. W kość daje słonce, wysokość i odległość. Szczególnie na Mt Masive. Z campingu na szczyt i z powrotem to ok 14 mil. Zgodnie z prognozami już podczas schodzenia powoli zaczęła się psuć pogoda. Jakby uciekając trochę przed burzą po dotarciu do namiotu likwiduję całe obozowisko i próbuję złapać stopa do Leadville. Udaje sie to dość szybko i jeszcze tego samego dnia wieczorem jestem z powrotem w miescie. Tu śpię jeszcze  3 noce bo dopiero w niedzielę mam wylot. Jednego dnia robię jeszcze spacer nad Turquise Lake oddalone kilka mil od miasta. W sobotę rano podobnym połączeniem autobusowym docieram z powrotem do Denver, tam śpię jedną noc by następnego dnia popołudniu dostać się na lotnisko. Podroż powrotna przebiegła sprawnie i bez problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy.  Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6992</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6992"/>
		<updated>2016-11-14T07:54:12Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''13 11 2016''' - Jura - jaskinia Chuda&lt;br /&gt;
* '''11 11 2016''' - skitury na M. Skrzyczne&lt;br /&gt;
* '''06 11 2016''' - Beskid Śl. - Barania Góra&lt;br /&gt;
* '''05 11 2016''' - Beskid Śl. - Skrzyczne od Lipowej&lt;br /&gt;
* '''01 11 2016''' - Tatry Zach. - okolice Kondratowej&lt;br /&gt;
* '''29 - 30 10 2016''' - Maraton jaskiniowy&lt;br /&gt;
* '''07 - 29 10 2016''' - CHINY: wyprawa eksploracyjna&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6929</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6929"/>
		<updated>2016-10-16T07:35:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
Plany na sobotę były zupełnie nie wspinaczkowe. Na szczęście już o 10 rano plany trafił szlak i po ekspresowych choć bezskutecznych poszukiwaniach ekipy do wspinu, jedziemy we dwójkę do Podzamcza sprawdzić czy może tam podziali się wspinacze. Cóż, to co zaobserwowaliśmy budzi zdziwienie oraz strach w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
Nawet na podzamczańskich skałach wspinaczy praktycznie brak. Obchodząc większość skałek przy zamku spotykamy łącznie około 10 osób (nie licząc kilku turystów). Nadal tajemnicą pozostaje więc miejsce ukrycia polskich wspinaczy, bo przecież nie przerzucili się chyba na speleologię...&lt;br /&gt;
Postrach natomiast wzbudziła dwójka męska, która ochoczo wspinała się na skały pomijając powszechnie znane zasady kultury wspinaczkowej włączając w to puszczoną przez nich muzykę z głośników bezprzewodowych oraz kamery ustawionej na ciągłe nagrywanie!&lt;br /&gt;
Na szczęście chłodny wiatr oraz brak pary w przedramionach wywiał cudaków spod skały dość szybko.&lt;br /&gt;
A co do samego wspinania, to straciłem niepotrzebnie trochę czasu na próbach na drodze &amp;quot;Ani gniady nie da rady&amp;quot;, gdyż droga okazała się być zupełnie mokra na ostatnich przechwytach. Przenosimy się więc na Adepta i tam pokonuję dość szybko m.in. drogę &amp;quot;997&amp;quot; za VI.2+/3, której cała trudność polega na wpinaniu ekspresów. Potem jeszcze kilka łatwiejszych i przyjemnych dróg. Pogoda piękna choć wiatr skutecznie mroził kości. Dzięki Ala za wytrwałość godną prawdziwego asekuranta:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa| &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki |12 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z dnia wolnego, udajemy się z Piterem na Jurę. W planie mamy Jaskinię Koralową i Wszystkich Świętych, jednak pogoda weryfikuje nasze plany - realizujemy tylko pierwszą część naszego planu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia piękna, jeszcze nie jest zbyt mocno zdewastowana. Z Sali Wejściowej, przez Gotycką i Pochyły Korytarz docieramy do Sali Zawaliskowej, której odwiedziny to jedna z najkrótszych wizyt w których brałem udział - ilość pęknięć stropu przeraża, to co leży na ziemi także nie poprawia samopoczucia. &lt;br /&gt;
Wracamy na WAR, z asekuracją Pitera zdobywam szczyt, tworząc kilka nowych technik we wspinaczce plugawej, odrażającej wizualnie, technicznie dramatycznej. Ale skutecznej, dzięki czemu docieramy do Sali MGG i po chwili kierujemy się w stronę wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zewnątrz wita nas ulewa, podejmujemy decyzję o powrocie do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fkoralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, instruktorzy i grotołazi z różnych klubów|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspominając zeszłoroczny obóz byłam nastawiona na ciężkie, długie, ciekawe i niestandardowe akcje. Pogoda zweryfikowała nasze plany. Wiedzieliśmy, że może popadać trochę śniegu, ALE miał stopnieć! Nie spodziewaliśmy się, że w ciągu paru godzin od naszego przyjazdu będziemy mogli ulepić bałwana, a pierwszą akcję rozpoczniemy torowaniem drogi do jaskini w śniegu po kolana... ( a jak się źle trafi to i wyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia odwiedziłam jaskinię Miętusią. Przez świeży śnieg dojście zajęło nam dużo więcej czasu niż zwykle. Powalone drzewa też zrobiły swoje (trzeba uważać, w okolicy otworu jest jeszcze dużo takich, które w każdej chwili mogą się przewrócić). Jak się spodziewaliśmy, przejście do Sali Bez Stropu było zalane, ale mieliśmy plan awaryjny w postaci zwiedzania Partii Nietoperzowych i kąpieli w Gotyckim Jeziorku, za którym zrobiliśmy bieg w bieliźnie do Zawaliska Wantul i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia pogoda bez zmian, w związku z czym wszystkie grupy działały razem. Dzień zaczęliśmy od wykładów unifikujących podstawowe techniki jaskiniowe, a następnie przeszliśmy do Doliny Lejowej, aby poćwiczyć wszystkie omówione elementy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia byłam w jednej z ekip odwiedzających jaskinię Czarną. W prawie całkowicie żeńskim składzie zrobiliśmy przejście całej jaskini. Mimo, że po raz kolejny znalazłam się w Czarnej (i po raz kolejny na trawersie) to miło wspominam tą akcję - trafiłam na zgrany zespół w którym każdy był chętny wykonywać kolejne poręczowania/ deporęczowania, a ja miałam okazję po raz pierwszy wywspinać Komin Węgierski. Całość przebiegła sprawnie dzięki czemu na bazie znaleźliśmy się o dość wczesnej porze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia w celu zagospodarowania nadmiaru energii, która nie mogła zostać spożytkowana na ciężkie akcje jaskiniowe,  wybraliśmy się na wycieczkę topograficzną. Instruktorzy zaoferowali nam dwie opcje. Zarówno Łukasz, jak i ja wybraliśmy tą samą. Zwiedziliśmy kawałek doliny Bystrej oraz poznazliśmy miejsca w których znajdują się otwory jaskiń Goryczkowej i Kalackiej. Wycieczkę zakończyliśmy szarlotką i gorącą czekoladą w schronisku na Kalatówkach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FItalia-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Clip: https://vimeo.com/187466765&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygoda zaczęła się na lotnisku w Dusseldorfie. Okazało się ze moje połączenie zostało zmienione i że zamiast jednej przesiadki mam dwie i do tego  do Denver muszę 2 razy nadawać bagaż. Po długiej podroży docieram do Denver. Po pierwszej nocy na terminalu na lotnisku ruszam do miasta gdzie po kilku godzinach wsiadam w autobus Greyhound do miasta Vail.  Małe zakupy, przepak i do Vail. Po dwóch godzinach docieram do tego miasta, które wypadło w moim przypadku jako miejsce przesiadkowe. Leży już w Rocky Mountains i w okresie zimy prężnie działa jako kurort narciarski. Stamtąd już miejscowym autobusem docieram w końcu do miasta docelowego jakim jest Leadville. To stare jak na rachubę w USA miasto i typowy klimat. Leadville leży już u podnóża Mt Elbert i Mt Masive, dwóch najwyższych szczytów Gór Skalistych które były moim  głównym celem. W Leadville, nocleg w hostelu i na następny dzień zaopatruję się w jedzenie na kilka dni. Z Leadville drałuję z buta do campingu około 11 mil. Chciałem łapać stopa ale stwierdziłem ze zrobię to w drodze powrotnej. Po jakichś 5 godzinach marszu, najpierw wydłuż Highway, potem już w lesie lokalną droga dochodzę do Elbert Creek campground. Tu przykra niespodzianka. Jako że już przed wyjazdem w czytałem o tym miejscu i planowałem tu spędzić ze 4 noce, miało to być miejsce z dostępem do wody pitnej, jedyne w tamtej okolicy. Pojawił się problem kiedy okazało się na miejscu ze pompa wodna jest zepsuta. Ponieważ woda ze strumyków była zanieczyszczona w zasadzie zostałem bez wody bo cały zapas zużyłem na drogę z Leadville. Jedynym wyjściem z sytuacji było uzbieranie wody od ludzi, którzy schodzili z gór. Taktyka okazała się 100% skuteczna. Po paru godzinach uzbierałem ok 10 litrów wody pitnej co pozwoliło tam zostać i przetrwać 3 dni. Dowiedziałem się również ze nadchodzi zmiana pogody, wcześniej niż to przed kilkoma dniami zapowiadano. Dotarłem na camping we poniedziałek, pogoda miała być jednak dobra nie do piątku, tyle planowałem wstępnie tam zostać, lecz tylko do środy. Biorąc pod uwagę kłopoty z dostępem do wody, i małe zapasy jedzenia, zdecydowałem się na pójście we wtorek na Mt Elbert, we środę na Mt Massive i potem się ewakuować  z powrotem do Leadville. Pogoda do środy była cudna. Prawie zero wiatru, słonecznie i bez chmur, jedynie w nocy lekko na minusie. Udaje się wyjść na obydwa wierzchołki. Droga technicznie nie posiada trudności. W kość daje słonce, wysokość i odległość. Szczególnie na Mt Masive. Z campingu na szczyt i z powrotem to ok 14 mil. Zgodnie z prognozami już podczas schodzenia powoli zaczęła się psuć pogoda. Jakby uciekając trochę przed burzą po dotarciu do namiotu likwiduję całe obozowisko i próbuję złapać stopa do Leadville. Udaje sie to dość szybko i jeszcze tego samego dnia wieczorem jestem z powrotem w miescie. Tu śpię jeszcze  3 noce bo dopiero w niedzielę mam wylot. Jednego dnia robię jeszcze spacer nad Turquise Lake oddalone kilka mil od miasta. W sobotę rano podobnym połączeniem autobusowym docieram z powrotem do Denver, tam śpię jedną noc by następnego dnia popołudniu dostać się na lotnisko. Podroż powrotna przebiegła sprawnie i bez problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy.  Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6928</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6928"/>
		<updated>2016-10-16T07:28:33Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* IV kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== IV kwartał ===&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|15 10 2016}}&lt;br /&gt;
Plany na sobotę były zupełnie nie wspinaczkowe. Na szczęście już o 10 rano plany trafił szlak i po ekspresowych choć bezskutecznych poszukiwaniach ekipy do wspinu, jedziemy we dwójkę do Podzamcza sprawdzić czy może tam podziali się wspinacze. Cóż, to co zaobserwowaliśmy budzi zdziwienie oraz strach w najczystszej postaci.&lt;br /&gt;
Nawet na podzamczańskich skałach wspinaczy praktycznie brak. Obchodząc większość skałek przy zamku spotykamy łącznie około 10 osób (nie licząc kilku turystów). Nadal tajemnicą pozostaje więc miejsce ukrycia polskich wspinaczy, bo przecież nie przerzucili się chyba na speleologię...&lt;br /&gt;
Postrach natomiast wzbudziła dwójka męska, która ochoczo wspinała się na skały pomijając powszechnie znane zasady kultury wspinaczkowej włączając w to puszczoną przez nich muzykę z głośników bezprzewodowych oraz kamery ustawionej na ciągłe nagrywanie!&lt;br /&gt;
Na szczęście chłodny wiatr oraz brak pary w przedramionach wywiał cudaków spod skały dość szybko.&lt;br /&gt;
A co do samego wspinania, to straciłem niepotrzebnie trochę czasu na próbach na drodze &amp;quot;Ani gniady nie da rady&amp;quot;, gdyż droga okazał asię być zupełnie mokra na ostatnich przechwytach. Przenosimy się więc na Adepta i tam pokonuję m.in. drogę &amp;quot;997&amp;quot; za VI.2+/3, której całą trudność polega na wpinaniu ekspresów. Potem jeszcze kilka łątwiejszych i przyjemnych dróg. Pogoda piękna choć wiatr skutecznie mroził kości.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Koralowa| &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki |12 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z dnia wolnego, udajemy się z Piterem na Jurę. W planie mamy Jaskinię Koralową i Wszystkich Świętych, jednak pogoda weryfikuje nasze plany - realizujemy tylko pierwszą część naszego planu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia piękna, jeszcze nie jest zbyt mocno zdewastowana. Z Sali Wejściowej, przez Gotycką i Pochyły Korytarz docieramy do Sali Zawaliskowej, której odwiedziny to jedna z najkrótszych wizyt w których brałem udział - ilość pęknięć stropu przeraża, to co leży na ziemi także nie poprawia samopoczucia. &lt;br /&gt;
Wracamy na WAR, z asekuracją Pitera zdobywam szczyt, tworząc kilka nowych technik we wspinaczce plugawej, odrażającej wizualnie, technicznie dramatycznej. Ale skutecznej, dzięki czemu docieramy do Sali MGG i po chwili kierujemy się w stronę wyjścia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zewnątrz wita nas ulewa, podejmujemy decyzję o powrocie do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fkoralowa&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: Centralny Obóz Jaskiniowy KTJ PZA|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, instruktorzy i grotołazi z różnych klubów|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspominając zeszłoroczny obóz byłam nastawiona na ciężkie, długie, ciekawe i niestandardowe akcje. Pogoda zweryfikowała nasze plany. Wiedzieliśmy, że może popadać trochę śniegu, ALE miał stopnieć! Nie spodziewaliśmy się, że w ciągu paru godzin od naszego przyjazdu będziemy mogli ulepić bałwana, a pierwszą akcję rozpoczniemy torowaniem drogi do jaskini w śniegu po kolana... ( a jak się źle trafi to i wyżej). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia odwiedziłam jaskinię Miętusią. Przez świeży śnieg dojście zajęło nam dużo więcej czasu niż zwykle. Powalone drzewa też zrobiły swoje (trzeba uważać, w okolicy otworu jest jeszcze dużo takich, które w każdej chwili mogą się przewrócić). Jak się spodziewaliśmy, przejście do Sali Bez Stropu było zalane, ale mieliśmy plan awaryjny w postaci zwiedzania Partii Nietoperzowych i kąpieli w Gotyckim Jeziorku, za którym zrobiliśmy bieg w bieliźnie do Zawaliska Wantul i z powrotem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia pogoda bez zmian, w związku z czym wszystkie grupy działały razem. Dzień zaczęliśmy od wykładów unifikujących podstawowe techniki jaskiniowe, a następnie przeszliśmy do Doliny Lejowej, aby poćwiczyć wszystkie omówione elementy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeciego dnia byłam w jednej z ekip odwiedzających jaskinię Czarną. W prawie całkowicie żeńskim składzie zrobiliśmy przejście całej jaskini. Mimo, że po raz kolejny znalazłam się w Czarnej (i po raz kolejny na trawersie) to miło wspominam tą akcję - trafiłam na zgrany zespół w którym każdy był chętny wykonywać kolejne poręczowania/ deporęczowania, a ja miałam okazję po raz pierwszy wywspinać Komin Węgierski. Całość przebiegła sprawnie dzięki czemu na bazie znaleźliśmy się o dość wczesnej porze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatniego dnia w celu zagospodarowania nadmiaru energii, która nie mogła zostać spożytkowana na ciężkie akcje jaskiniowe,  wybraliśmy się na wycieczkę topograficzną. Instruktorzy zaoferowali nam dwie opcje. Zarówno Łukasz, jak i ja wybraliśmy tą samą. Zwiedziliśmy kawałek doliny Bystrej oraz poznazliśmy miejsca w których znajdują się otwory jaskiń Goryczkowej i Kalackiej. Wycieczkę zakończyliśmy szarlotką i gorącą czekoladą w schronisku na Kalatówkach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|WŁOCHY: Alpy Karnickie - kanioning|Tomasz Jaworski, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Maciej Dziurka (SDG)|05 - 09 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciekawy wypad kanioningowy u schyłku sezonu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień: kanion Brussine (V4, A3, III)* – szereg wodospadów, krótkie tobogany i skoki, ostatnia kaskada imponująco (60 m) opada wprost do koryta rzeki Fella. Do auta w Chiusaforte wracamy idąc pod prąd rzeki lub jej brzegami. Generalnie wody mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień: w planie był kanion Simon (V4, A4, IV). Dojście dłuższe ale bardzo ciekawe (kilkaset metrów ładną percią zawieszoną nad przepaścią). W miejscu startu jesteśmy jednak dość późno i przez długi czas szukamy punktów zjazdowych. Woda w kanionie dość burzliwa więc po zsumowaniu wszystkich czynników postanawiamy go zrobić w dłuższe i cieplejsze dni. Robimy sobie za to wycieczkę na sucho w górę tego imponującego wielkością kanionu. Wracamy tą samą drogą do wioski gdzie zostało auto.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trzeci dzień: kanion Patoc (V3, A3, III) – krótki ale dość ciekawy. Zjazdy w wodospadach tudzież krótkie skoki na nie zbyt głęboką wodę. Kanion kończy się tuż przed korytem Felli. Do Chiusaforte wracamy płynąc trochę wartkim nurtem rzeki. Potem robimy wspinaczkę na szlak dawnej linii kolejowej gdzie obecnie jest zbudowana piękna ścieżka rowerowa. Od mostu zapomnianą ścieżkę wiodącą po półkach niemal pionowych brzegów wracamy do auta. Tego samego dnia zagłębiamy się jeszcze w kanion Favarinis bardziej jednak w celach poznawczych (krótki dzień) przed następnym wypadem. Dno kanionu zalegają potężne głazy. Idziemy w górę kilkaset metrów i wraz z zaczynającym się opadem deszczu wracamy do auta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Biwakowaliśmy w ładnym miejscu przy wylocie kanionu Lavarie. Tomek z Maćkiem eksplorowali jeszcze pobliskie schrony wykute w tunelu. „Szczurowiewiórki” nie zachęcały jednak to pozostania tam na biwak.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie zła pogoda lecz temperatury mocno jesienne, znacznie krótszy dzień i przymrozki w nocy. Po sobotnich opadach szczyty gór przyprószone śniegiem. W takiej scenerii opuszczamy ten piękny zakątek bogatsi o nowe doświadczenia.,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FItalia-kaniony&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Clip: https://vimeo.com/187466765&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* - w nawiasach podano trudności kanionu. V – trudności linowe, A – trudności wodne, cyfra rzymska– ogólna wycena. Skala trudności waha się od 1 (łatwo) do 7 (nie do przejścia)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|STANY ZJEDNOCZONE: Góry Skaliste - Mt. Elbert i Mt. Massive|Paweł Szołtysik|24 09 - 03 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przygoda zaczęła się na lotnisku w Dusseldorfie. Okazało się ze moje połączenie zostało zmienione i że zamiast jednej przesiadki mam dwie i do tego  do Denver muszę 2 razy nadawać bagaż. Po długiej podroży docieram do Denver. Po pierwszej nocy na terminalu na lotnisku ruszam do miasta gdzie po kilku godzinach wsiadam w autobus Greyhound do miasta Vail.  Małe zakupy, przepak i do Vail. Po dwóch godzinach docieram do tego miasta, które wypadło w moim przypadku jako miejsce przesiadkowe. Leży już w Rocky Mountains i w okresie zimy prężnie działa jako kurort narciarski. Stamtąd już miejscowym autobusem docieram w końcu do miasta docelowego jakim jest Leadville. To stare jak na rachubę w USA miasto i typowy klimat. Leadville leży już u podnóża Mt Elbert i Mt Masive, dwóch najwyższych szczytów Gór Skalistych które były moim  głównym celem. W Leadville, nocleg w hostelu i na następny dzień zaopatruję się w jedzenie na kilka dni. Z Leadville drałuję z buta do campingu około 11 mil. Chciałem łapać stopa ale stwierdziłem ze zrobię to w drodze powrotnej. Po jakichś 5 godzinach marszu, najpierw wydłuż Highway, potem już w lesie lokalną droga dochodzę do Elbert Creek campground. Tu przykra niespodzianka. Jako że już przed wyjazdem w czytałem o tym miejscu i planowałem tu spędzić ze 4 noce, miało to być miejsce z dostępem do wody pitnej, jedyne w tamtej okolicy. Pojawił się problem kiedy okazało się na miejscu ze pompa wodna jest zepsuta. Ponieważ woda ze strumyków była zanieczyszczona w zasadzie zostałem bez wody bo cały zapas zużyłem na drogę z Leadville. Jedynym wyjściem z sytuacji było uzbieranie wody od ludzi, którzy schodzili z gór. Taktyka okazała się 100% skuteczna. Po paru godzinach uzbierałem ok 10 litrów wody pitnej co pozwoliło tam zostać i przetrwać 3 dni. Dowiedziałem się również ze nadchodzi zmiana pogody, wcześniej niż to przed kilkoma dniami zapowiadano. Dotarłem na camping we poniedziałek, pogoda miała być jednak dobra nie do piątku, tyle planowałem wstępnie tam zostać, lecz tylko do środy. Biorąc pod uwagę kłopoty z dostępem do wody, i małe zapasy jedzenia, zdecydowałem się na pójście we wtorek na Mt Elbert, we środę na Mt Massive i potem się ewakuować  z powrotem do Leadville. Pogoda do środy była cudna. Prawie zero wiatru, słonecznie i bez chmur, jedynie w nocy lekko na minusie. Udaje się wyjść na obydwa wierzchołki. Droga technicznie nie posiada trudności. W kość daje słonce, wysokość i odległość. Szczególnie na Mt Masive. Z campingu na szczyt i z powrotem to ok 14 mil. Zgodnie z prognozami już podczas schodzenia powoli zaczęła się psuć pogoda. Jakby uciekając trochę przed burzą po dotarciu do namiotu likwiduję całe obozowisko i próbuję złapać stopa do Leadville. Udaje sie to dość szybko i jeszcze tego samego dnia wieczorem jestem z powrotem w miescie. Tu śpię jeszcze  3 noce bo dopiero w niedzielę mam wylot. Jednego dnia robię jeszcze spacer nad Turquise Lake oddalone kilka mil od miasta. W sobotę rano podobnym połączeniem autobusowym docieram z powrotem do Denver, tam śpię jedną noc by następnego dnia popołudniu dostać się na lotnisko. Podroż powrotna przebiegła sprawnie i bez problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie w Mirowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i pies|02 10 2016}}&lt;br /&gt;
Wspinamy się na 3 Siostrach, robiąc kilka klasycznych perełek Mirowa, w tym Krainę Wytrwałych Wprost za VI.3, z czego jestem bardzo zadowolony, choć po przejściu jeszcze kilku dróg, stwierdzam, że mirowska cyfra jest raczej słaba:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od pewnego czasu na Jurze da się zauważyć pewną anomalię. Otóż, w tak popularnych rejonach jak np. Mirów, czy Góra Birów, nawet w pogodny dzień wspinaczy jest jak na lekarstwo. Nie żebym się skarżył, ale czy wszyscy wspinają się już tylko za granicą? Jeśli tak, to oby tak dalej. Na żadną z dróg nie musiałem czekać w kolejce, no i w końcu można się nacieszyć ciszą i spokojem w skałach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl - okolice Szczyrku|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; oraz inne osoby|01 - 02 10 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sportowy weekend. W sobotę Esa wychodzi na Skrzyczne a my gramy w tenisa. W niedzielę robię marszobieg na trasie Szczyrk - Bieniatka - Magura - schr. Klimoczok - Szczyrk. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|MAJORKA - DWS|Ania i &amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |15 - 29 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkąd pamiętam zawsze chciałem spróbować wspinaczki DWS - definicja według Wikipedii  ,,Deep Water Soloing (DWS) lub też psicobloc to określenie wspinaczki free solo nad głęboką wodą, która służy w jej trakcie jako olbrzymi crashpad ‘’  Majorka jest uważana za najlepsze miejsce na świecie pod względem DWS, poza tym oferuje mnóstwo rejonów do wspinaczki sportowej. W trakcie dwutygodniowego wyjazdu udaje nam się zwiedzić cztery rejony DWS i  trzy rejony sportowe. Zatrzymujemy się w Calas de Mallorca na wschodnim wybrzeżu, gdzie znajduje się większość rejonów DWS. Zaczynamy od najpopularniejszego rejonu na wyspie Cala Barques, który jest ostatnią oazą dla wspinaczy wybierających krzonowanie.  Niestety biwakowanie na dziko na Majorce jest niezwykle trudne w porównaniu do innych rejonów. Nieomal nie ma miejsc, gdzie nie ma ogrodzeń, problem istnieje nawet z zaparkowaniem auta czy campera. Cala Barques jest popularna co najmniej z kilku względów: piękne położenie w uroczej zatoczce, bliskość do piaszczystej plaży oraz względnie bezpieczne wspinanie. Mała dygresja na temat wyceny DWS, poza wyceną trudności określa się obiektywne zagrożenia w skali S0 do S3, gdzie S0 to  drogi stosunkowo niedługie, na których crux jest nisko, a w przypadku odpadnięcia wpada się do głębokiej wody, natomiast S3 to np. droga 22 metrowa z cruxem pod koniec, a spada się do wody o głębokości 4m. Ze względu na brak właściwie zrytej psychy decyduję się jedynie na drogi S0. Na pierwszą drogę wybieram klasyk rejonu - 9 metrowego Herkulesa (6c). Droga w moim stylu, z jednym zastrzeżeniem, niestety potwierdza się pogląd, że na Majorce łatwej cyfry nie znajdziesz. Kolejna droga to Metrosexual (7a) 12 m, niestety odpadam z samej końcówki, druga wstawka udowadnia, że dzisiaj mogę już iść się tylko poopalać. Kolejnego dnia budzę się i mam mały problem z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej, spory ból karku podpowiada mi, że spadanie do wody z 10 m nie zawsze jest bezpieczne. Po tym doświadczeniu znacznie ostrożniej podchodzę do wyboru dróg. Kolejnym poznanym rejonem,  jest Santanyi , gdzie wspinam dwie proste ładne drogi 8 metrowe. Po tej rozgrzewce przemieszczamy się na słynny Es Pontas, gdzie niejaki Krzysiu otworzył najtrudniejszą na świecie drogę DWS (9b), rezygnuje ze wstawek, bo warun niestety nie dopisał (lekka bryza morska i ćwierć chmury na horyzoncie). Nie można być na Majorce i nie wspinać się w najbardziej imponującym rejonie Cova del Diablo. Klif ten ma 18 m wysokości, co już na wstępie wskazuje, że tutaj żartów nie ma. Robię dwie drogi, a w zasadzie kombinację 60 m trawersu White Noise (5c) i wychodzę  18 m Dogging Romp (6a+). Tylko wspomnę, że było to najbardziej stresowe 6a+ jakie w życiu robiłem (strach ma naprawdę duże oczy). W tak zwanym miedzy czasie zwiedzamy wyspę: północną zachodnią górzystą stronę wyspy (góry Sierra de Tramuntana wraz z sympatycznym sportowym rejonem Gorg Blau), stolicę wyspy Palmę (sklep wspinaczkowy całkiem fajny), piękne  romantyczne miasteczko Valldemossa (przy okazji fajny rejon wspinaczkowy o tej samej nazwie). Na koniec wspinam się w mało sprzyjającej pogodzie (stosunkowo zimno i pada lekki deszcz) w Cala Brafia (niedaleko plaży nudystów). Robię tam dwie drogi Given (6a+) 10 m oraz Atom (5c) 12 m. &lt;br /&gt;
Ps. dla niewspinających się: warun do opalania znakomity, w pobliżu każdego rejonu DWS można znaleźć piękną, piaszczystą, niezaludnioną plażę (nie zawsze nudystów), a dla osób lubiących pływać polecam zatoczki z przejrzystą, lazurową wodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia:  http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FHoneymoon&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Niska i w Rodakach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedzamy dwie nie duże jaskinie na Świniuszce. Potem robimy sobie ognisko i trochę się wspinamy. Przepiękna pogoda.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJaskinia-w-Rodakach&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|W poszukiwaniu jesieni|Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w niedalekiej odległości od Gorców (w moim domu rodzinnym) wybieramy się na niedzielny spacer. Mamy nadzieję poczuć nutkę jesieni na szlaku, na koniec cel poszukiwań nieco się zmienia, ale o tym później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy z miejscowości Rzeki i kolejno zdobywamy Kudłoń, Turbacz, Kiczorę, Gorc. Szlaki praktycznie puste, jedynie w okolicach schroniska pod Turbaczem panuje małe oblężenie, dlatego szybko stamtąd uciekamy. Na drodze zdobywamy nawet jaskinię zwaną Zbójecką Jamą. Nie jest to nic imponującego, ale zawsze sukces, że udało się wejść choć te 3 metry pod powierzchnię ;) Na Gorcu czeka nas miła niespodzianka w postaci wieży widokowej, z której bardzo ładnie widać pełną panoramę wokół. Niedługo po tym zaczynają się nasze problemy w znalezieniu szlaku gubiącego się na polanie. Po jakimś czasie nieskutecznego poszukiwania postanawiamy wykorzystać w praktyce korzystanie z kompasa, wyznaczamy azymut i kierujemy się na przełaj w stronę samochodu. Trafiamy na szlak, choć w innym miejscu niż się tego spodziewaliśmy, ale jakoś tako nasze umiejętności się sprawdziły. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przyjeździe do domu i obejrzeniu mapy na internecie okazuje się, że nasza papierowa mapa nie jest zbyt aktualna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna|spotkanie powyprawowe|24 - 25 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Akcja do syfonu Dominiki&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NEPAL: Jaskinia Bat Cave, Pokhara|&amp;lt;u&amp;gt;Piotr Strzelecki&amp;lt;/u&amp;gt;|22 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udając się na koniec świata, serce grotołaza podpowiadało mi aby sprawdzić czy w rejonie Himalajów nie występuje jakaś ciekawa dziura warta odwiedzenia. I doczytałem, że w Pokharze (miasto przez które przejeżdża się w celu udania się na szlak Annapurna Base Camp) znajduje się jaskinia Bat Cave. Jest to dosyć ciekawy obiekt wielkością przypominający trochę nasze Jurajskie Jaskinie. Do jaskini wchodzi się po schodkach dochodząc do komory na oko wielkości 15x10x10 m. Płynie w niej podziemna rzeka, która pośrodku sali tworzy niewielki wodospad. Woda w porównaniu z naszymi rodzimymi temperaturami jest wręcz letnia. Dalej udajemy się wąskim przejściem do kolejnej sali, w której bardzo licznie występują nietoperze. Dalej z sali po wspięciu się po ok 5 metrowym progu, dochodzimy do szczeliny wysokości ok 6 metrów prowadzącej na powierzchnię.  Szczelinę pokonujemy techniką kombinowaną, trochę wspinaczki trochę zapieraczki.&lt;br /&gt;
Przebywając w jaskini od razu stwierdzamy bardzo wysoką temperaturę, na moje oko ok 12-15 stopni. Stałem w koszulce i się pociłem. Oprócz tego jaskinia bardzo wilgotna, ze stropu cały czas pada deszcz jaskiniowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Reasumując dziura ta jest bardzo miłym obiektem szczególnie jeśli chodzi o jej temperaturę, ponieważ polski grotołaz jest przyzwyczajony do tego, że jest poubierany bardzo grubo a i tak jest mu zimno, a tutaj można latać w samej bieliźnie praktycznie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Foto: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fbatcave&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Beskid Żyw. - rowerami mtb przez Oźną|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Oźna to góra o wys. 952 m rozdzielająca doliny Słanicy i Radecki. Startując z tartaku w Rycerce Dolnej nie spodziewaliśmy się tylu wyzwań natury orientacyjnej, kondycyjnej i technicznej. Do przemieszczenia się z jednej do drugiej doliny chcieliśmy skorzystać z turystycznego szlaku niebieskiego i czarnego rowerowego. Asfaltową drogą wiodącą przez Sól zapędziliśmy się aż na przeł. Graniczne (granica z Słowacją) co tylko uświadczyło nas w popełnionym błędzie (pojechaliśmy za daleko). Wracamy w dół szukając w/w szlaków. Za trzecią próba udaje nam się znaleźć gdzieś na drzewie zamalowany znak szlaku, później następne też zamazane. Widocznie szlak został zlikwidowany. Posiłkując się mapą podjeżdżamy a później prowadzimy rowery w trudnym terenie. Podejście na Oźną na wprost  po stromym a zarazem grząskim terenie i obfitującym w powalone w poprzek traktu drzewa wystawiło nasze siły i psychę na nie złą próbę. Z Oźnej zjazd na czuja po zmiennym terenie aż do utwardzonej a późnej asfaltowej dróżki w dolinie. Zjazd okazał się jednak przepiękny. Dotarliśmy szczęśliwie do auta. Pogoda w sam raz na taką wycieczkę, trochę słońca, trochę chmur i lekki wiaterk. Nic dodać, nic ująć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOzna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskiniowy obóz kursowy|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień I''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina  15.30 – fajrant! W końcu troszkę wolnego. Po pracy pobiegłem szybko do domu, żeby spakować resztę przygotowanych rzeczy na długo zapowiadaną przygodę – obóz jaskiniowy. W planach były 4 jaskinie, bo już od początku wiedzieliśmy, że szkolenie z parkowcem odpada. Trochę ta wizja przerażała, bo po Marmurce byliśmy wszyscy wykończeni, a tu taki maraton.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Środa, godzina 18.30 – wszystkie rzeczy w aucie, wszystkie osoby w aucie, wyruszamy. Podróż bez kłopotów. Po przyjeździe, szybkie rozpakowanie rzeczy i rzucamy się do szkiców. Mateusz daje nam znać, na pierwszy ogień- jaskinia Pod Wantą. Szybkie worowanie, prysznic i spać. Ja leżę na łóżku, czekam na swoją kolej, żeby iść pod prysznic. Przysypiam, ze snu wyrywa mnie tylko regularne tłuczenie – kotlety rozbijają – myślę, dziwne, że tak późno, bo po 23. Jednakże po chwili namysłu skojarzyliśmy z Iwoną brak Sylwestra z regularnym tłuczeniem… Zdarza się, że zamki się zacinają ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czwartek, 6 rano – pobudka, śniadanie, pakowanie i wyruszamy doliną – oczywiście doliną walną, doliną Małej Łąki i odbijamy do doliny Miętusiej – recytujemy i czujemy się jak za szkolnych czasów będąc odpytywani przez Mateusza. Dobry humor psuje nam troszkę Emil, wspominając o pewnym miejscu na szlaku zwanym Kobylarzem, przygotowując się na najgorsze pokonujemy ten fragment trasy… i nie było tak źle. Gorsze było przed nami, czyli szukanie wejścia do jaskini za pomocą bardzo malowniczego opisu dojścia… autor mógłby sobie spokojnie podać rękę z Elizą Orzeszkową, bo ostatnio tak literackie opisy czytałem tylko w powieści „Nad Niemnem”…  Jednakże, wspólnymi siłami znajdujemy siodełko w grzędzie i docieramy do jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod jaskinią lekki tłok, spotykamy inny kurs. Bałem się o moje poręczowanie, ale nie było tak źle, żadna lina się nie pomieszała i przepinki wykonywaliśmy bezbłędnie. W czasie poręczowania nauczyłem się, że jest ważny węzeł na końcu liny, dał się wyczuć, jak przy drugiej studni, nagle zabrakło liny. Po rozwiązaniu problemu z krótką liną, bez problemu zjechaliśmy na dno, ale wychodzenie też nie sprawiło wielu problemów. Większe obawy były o kolana, ale ku naszej radości, większość szpeju została u góry, aby w przyszłości nie dźwigać lin do Litworki. Z lekkimi plecakami zeszliśmy do auta i na bazie dogorywaliśmy- pierwszy dzień dał w kość, ale byliśmy zadowoleni. Po uporządkowaniu szpeju, kolejne worowanie, kolejnym celem miały być lekkie kasprowe jaskinie: Wyżnia i Pośrednia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień II''' ''(Sylwester Siwiec)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień kursowego obozu. Po pierwszym dniu, w którym czułem się zmaltretowany przez góry i jaskinię, w drugim miało być lepiej. Czy było? Oczywiście, czułem się zmaltretowany tylko troszkę. Ale od początku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewodnikiem naszego kursowego stada zostałem ja i byłem nim przynajmniej do połowy drogi, dopóki reszta zdecydowanie nie zaczęła nade mną górować kondycyjnie. Cóż, przyjąłem wówczas siłą rzeczy ważną funkcję polegającą na pilnowaniu tyłów i temperowaniu wyścigowych zapędów moich kolegów i koleżanek poprzez spowalnianie całej grupy.  Pałeczkę dowodzenia przejęła zawsze dobrze przygotowana organizacyjnie Iwona.  Niemało zachodu sprawiło nam szukanie wejścia do Jaskini Kasprowej Średniej, przy której mieliśmy zostawić nasze toboły. Każdy powędrował w inna stronę szukając oznak jaskini, ale ostatecznie znalazł ją Mateusz. O ironio! Była cały czas tuż nad naszymi głowami. Jak to los potrafi być dowcipny… Ok., przebraliśmy się w miarę szybko, zostawiliśmy niepotrzebne rzeczy ukryte w krzakach, a potrzebne na grzbiet, obolały grzbiet.  Team przewodników złożony głównie z Iwony i Mateusza po pewnych nieistotnych problemach doprowadził nas do Jaskini Wyżnej. Tam chcąc zmazać plamę za moje niby-przywództwo wziąłem poręczowanie na siebie. Tego dnia Mateusz miał nam objaśnić tajniki zjazdu na „złodzieja”, więc wszyscy wyczekiwaliśmy z ciekawością, co takiego się za tym kryje. Iwona została wtajemniczona przy wjeździe do jaskini. Sama jaskinia była dość niewielkich rozmiarów z kilkoma zaledwie bocznymi odgałęzieniami. Jedno z nich wychodziło na powierzchnię i chętnie bym podszedł pod samą krawędź  rzucić okiem na zewnątrz, ale niestety z racji bezpieczeństwa musiałem wraz z resztą porzucić ten pomysł. Ok., po obczajeniu wewnątrz co było do obczajenia, szybka wspinaczka po pionowej ścianie i byliśmy na powierzchni. Słońce dawało popalić i szybko doprowadziło mnie do stanu gwałtownej utraty wody (taki kolokwializm, sami wiecie co mam na myśli). Tam oto czekała na nas 60 metrowa ściana lecąca pionowo w dóóóóóóół. Oczywiście w tym miejscu przyszedł czas na wtajemniczanie mnie w technikę zjazdu na złodzieja… taki fart, cóż począć? Parę minut później w panice po raz 10 zadając pytanie” czy na pewno wszystko jest jak trzeba?”, czule przytulając się do ściany pomału zsunąłem się i zawisłem nad przepaścią. JA ŻYJĘ! – pomyślałem sobie wówczas uradowany. Zacząłem zjazd. Pogoda była wciąż piękna, widoki wspaniałe. Aż miałem ochotę sobie zawisnąć w miejscu i popodziwiać, porobić zdjęcia, ale niestety reszta czekała na górze i nie chciałem nadwyrężać ich cierpliwości. W końcu zjechałem w wyznaczone miejsce i się wpiąłem w batinox’a. Reszta po kilkudziesięciu minutach dołączyła do mnie. Cztery osoby wpięte w 2 batinoxy- trochę ciasno, mnie osobiście trochę się to z pisklakami w gnieździe skojarzyło, z takimi tuż przed wylotem. :D Na krótkim odcinku do ziemi Karol jako ostatni przećwiczył złodziejski zjazd i wreszcie wróciliśmy na ziemię. Czekał nas jeszcze wejście do Jaskini Kasprowej Średniej. Jaskinia była dość krótka, ale zajmując się poręczowaniem i deporęczowaniem wydawało mi się, że spędziłem tam tydzień. Cholerna lina nie chciała mi się przez całe wyjście sama wyciągać, więc tak ją w myślach zbluzgałem, że przekleństwo będzie na niej ciążyło zapewne jeszcze sto lat. Ale jest! W końcu wypełzłem jak ten robak z jabłka, jak Gollum spod Gór Szarych, jak ślimak spod miażdżącego go buta.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Było świetnie! To był naprawdę wspaniały dzień! Następne też były świetne! Nawet ten pierwszy, gdzie miałem ochotę umrzeć też był wspaniały. Tak, tak, moje kości, stawy i ścięgna były troszkę innego zdania, ale kto by się przejmował takimi drobiazgami?! Ważne, że była to wspaniała przygoda, która zapadła mi w pamięć zapewne do końca mych dni. ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień III''' ''(Iwona Czaicka)''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z powodu niekorzystnej prognozy pogody w trzeci dzień obozu zdecydowaliśmy się na Jaskinię Czarną. Jeszcze nie byliśmy gotowi na trawers, więc przygotowaliśmy się na dojście do Jeziorka Szmaragdowego. Jedynym problemem była druga grupa również planująca wejście do Czarnej na godz. 10. W związku z tym komisyjnie postanowiliśmy wyjść wcześniej niż później. I w ten sposób wychodząc o 6.45 ok. 8.30 byliśmy pod otworem.  Korzystając z rad uzyskanych  poprzedniego dnia, szybko zebraliśmy się do wejścia, zwłaszcza, że powoli już zaczynało padać. Szło nam w miarę sprawnie, poręczowaniem wlotówki zajęłam się ja, Sylwek zaporęczował trawers Herkulesa, a Karol wywspinał Komin Węgierski. Nie sposób nie wspomnieć o wręcz heroicznej wspinaczce Sylwka na Prożku Rabka, gdzie mimo podwójnego odpadnięcia wstawał i próbował, aż mu się udało! A my tylko patrzyliśmy z podziwem i ćwiczyliśmy spotowanie. Jaskinie przeszliśmy trochę w pośpiechu, bo czuliśmy jak druga grupa depcze nam po piętach. Przed trawersem Jeziorka Szmaragdowego zostawiliśmy wstążeczkę dla Asi, Łukasza i Bogdana, znak że już tu dotarliśmy. Cale przejście zajęło nam niecałe 10h (od wejścia pierwszej osoby do wyjścia ostatniej). Po raz pierwszy jak wychodziliśmy z jaskini padał deszcz - z jednej strony nawet się cieszyliśmy. Znaczyło to, że na ostatni dzień obozu też może będzie brzydko i jednak nie będziemy musieli iść do zaporęczowanej już Litworki czy Śnieżnej ;). Każdy z nas był już wymęczony, choć myślę, że robiliśmy dobra minę do złej gry. A jeszcze znowu moglibyśmy wpaść na pomysł wstawania przed 6.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień IV''' ''(Karol Pastuszka)''&lt;br /&gt;
Po powrocie z Jaskini Czarnej przejrzeliśmy prognozę na niedzielę. Niestety zapowiadała się jeszcze gorzej. Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, stwierdziliśmy, że zrobimy sobie „lajtową” niedzielę (co w zasadzie uszczęśliwiło każdego, bo po 3 dniach byliśmy zmęczeni). Na pierwszy ogień Jaskinia Zimna, dojście ok. 1h, aż się nie chce wierzyć, że się tak krótko trwa.  &lt;br /&gt;
Wiedząc, że nic nas nie goni wyspaliśmy się i wolnym krokiem doszliśmy do jaskini.  Przez to, że było blisko, poszliśmy w kombinezonach, co powodowało, że zwracaliśmy trochę na siebie uwagę. Jaskinia Zimna była ciekawa, pierwszy raz mieliśmy do czynienia z taką ilością wody. Na szczęście mój kombinezon sobie radził z takim mokrym środowiskiem i wody z butów wylewać nie musiałem. Po dojściu do syfonu, Mateusz obiecał, że do jaskini tej jeszcze wrócimy, jak poziom wód opadnie, co nas ucieszyło.&lt;br /&gt;
Po wyjściu na zewnątrz, podsumowaliśmy szybko te kilka dni obozu i pożegnaliśmy się z Mateuszem. Mając sporo czasu przeszliśmy jeszcze do wspominanej przez Emila wiele razy jaskini Mylnej. Fajna, ale krótka, choć faktycznie może dać każdemu skosztować troszkę speleologicznej przygody. Po akcji powrót i pakowanie. Powrót jak zawsze z przygodami. Jak nie policja to regeneracja alternatora…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - trawers Jaskini Czarnej od inNego końca|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 - 18 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po raz kolejny mam okazję tylko ,,odwiedzić&amp;quot; świetnie bawiącą się ekipę jaskiniującą. Tym razem z odwiedzinami wpadłam na obóz kursowy. Trawers jaskini Czarnej planowaliśmy zrobić w sobotę, tak żeby spotkać się z kursantami przy Szmaragdowym Jeziorku. Obudziliśmy się kiedy kursanci wychodzili, tylko po to, żeby pomyśleć jak to dobrze, że my możemy jeszcze pospać. Obudziliśmy się kiedy my mieliśmy wstać, tylko po to, żeby pomyśleć jak bardzo nam się nie chce wychodzić do jaskini w ulewie i jak to dobrze, że byliśmy umówieni z kursantami, że po dojściu do Szmaragda zaczną się wycofywać nie czekając na nas. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W zamian jaskinie zorganizowaliśmy zajęcia w podgrupach :&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Emil z Bogdanem - kriowodoterapia w Wodnej Pod Pisaną&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- Łukasz z Asią - śpiworowanie &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały dzień nasze sumienia nie dawały nam spokoju i postanowiliśmy z Łukaszem, że nie ma takiej siły, która by nas odwiodła od zrobienia trawersu dnia następnego. Żeby przez przypadek śpiwory nas znowu nie skusiły, spakowaliśmy się do jaskini już wieczorem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rano trochę się tylko pociągaliśmy, aura była lepsza - nie padało. Wstaliśmy, doszliśmy, przebraliśmy się pod linami. Pokonywanie kolejnych studni szło nam sprawnie. Zrobiłam trawers Szmaragda. Łukasz wywspinał Studnię Smoluchowskiego, kolejne zjazdy i kolejna (ostatnia) przerwa na wspinanie studni wlotowej, którą zaczęłam ja, a skończył Łukasz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na bazę kursantów nie zastaliśmy, a chcieliśmy im zwrócić czerwoną wstążkę, tę którą dla nas zostawili w jaskini przy Szmaragdowym Jeziorku, żebyśmy wiedzieli, że już sobie poszli....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|17 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zrywamy się z Bogdanem o świcie (tzn. w samo południe) i korzystając z faktu, że chwilowo nie leje - ruszamy w stronę Kościeliskiej. Idziemy w skromnym składzie - Asia i Łukasz tak skutecznie zaklinowali się w śpiworach, że nijak nie dało się ich ruszyć.&lt;br /&gt;
Dziś w planie jest trawers Wodnej Pod Pisaną.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mija 10 minut, gdy znów zaczyna kropić, następnie lać, a później jest już tylko ściana wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przebieramy się pod otworem bombardowani gradem pytań gapiów i zalewani deszczem. Po kilku minutach ociekający wodą i podziwem zebranych, dowartościowani nurkujemy w otworze II.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przechodzimy z otworu II w stronę zawalonego III, wykonujemy nawrót i ruszamy w stronę otworu I, który ma być naszym wyjściem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Całość wizyty w jaskini trwa trochę ponad półtorej godziny. Po przebrnięciu przez rzekę, wypadamy na powierzchnię przy mostu w dolinie Kościeliskiej. Gapiów brak, za to jest diabelnie zimno. I nadal leje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwodna_pod_pisana&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Wielka Litworowa|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|16 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek jako cel obieramy jaskinię Wielką Litworową mając w założeniu jej zaporęczowanie na ewentualną akcję w tej jaskini kursantów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod otworem jesteśmy w troszkę ponad 3h od momentu wyjazdu (pod wlot doliny zawiózł nas Emil) z bazy zabierając po drodze depozyt pozostawiony w terenie poprzedniego dnia przez kursantów. Pogoda dopisała, ludzi na szlaku jak na lekarstwo choć na Przysłopie Miętusim było ich dość sporo.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze odcinki linowe poręczuje Bogdan i jak to zwykle bywa idzie mu bardzo sprawnie. I i II Pięćdziesiątkę, trawers nas Studnią Flacha i I Płytowiec poręczuję ja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na zaporęczowanie I Pięćdziesiątki mamy dwa odcinki liny i nie wiedzieć czemu jako pierwszy wybieram ten krótszy co skutkuje tym, że brakuje mi do ostatniej przepinki i połączenia w niej lin ok 2m liny. Wracam więc na górę i zamieniam liny miejscami. W Sali pod Płytowcem chwilę odpoczywamy i zbieramy się do wyjścia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni jesteśmy po 4 godzinach. W drodze powrotnej szlakiem nie spotykamy nikogo aż do Skoruśniaka. Do bazy wracamy przez Kościeliską jeszcze przed kursantami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Trawers Czarnej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Bogdan Posłuszny|15 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas wyjścia kursantów do jaskini Pod Wantą postanawiamy z Bogdanem zrobić trawers czarnej od głównego otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z bazy wychodzimy dość późno i pod otworem jesteśmy kilka minut przed 1000. Szybkie ogarnięcie sprzętu i kilka minut później jesteśmy już w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idzie nam dość sprawnie dlatego też nie spieszymy się specjalnie. Rezygnujemy ze skorzystania z liny na obejściu Komina Węgierskiego i wspinamy go od podstawy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalsza droga do Komina Furkotnego przebiega bez problemu, dopiero za nim udaje nam się na moment &amp;quot;zgubić&amp;quot; wybierając nie ten korytarz, ale po chwili jesteśmy już nad Studnią Imieninową, po zjechaniu której muszę wchodzić z powrotem do góry aby odblokować zaklinowany karabinek.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dochodząc do Progu Latających Want mam nadzieję, że nie będzie tam założonej liny jak podczas trawersu na naszym kursie i rzeczywiście liny nie ma, a ja mam okazję się powspinać po raz kolejny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy chwilę po godzinie 1600 i spokojnie udajemy się na bazę, na której to kursantów jeszcze nie ma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd| Tatry Zach. - jaskinia Raptawicka|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;|14 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wykorzystując możliwość wcześniejszego przyjazdu w Tatry, wybieram się na krótki spacer w kierunku Jaskini Raptawickiej. W związku z późną porą, dolina jest praktycznie pusta. Szybko wspinam się szlakiem pod otwór i nurkuję w dziurze, na którą przez prawie cały czas mam wyłączność.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo braku planu, po kilkunastu minutach udaje mi się zlokalizować miejsce, gdzie był nieodżałowany przekop do Mylnej. Zadowolony ze swoich detektywistycznych zdolności, powoli wyczłapuję z dziury, po drodze olśniewając swoimi speleozdolnościami sympatyczną parkę, która też zdecydowała się na wieczorną wizytę w Raptawickiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Może nie była to imponująca akcja jaskiniowa, ale za to wieczorem Legii udało się osiągnąć NAPRAWDĘ imponujący wynik, przegrywając 0:6. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fraptawicka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KIRGISTAN trekkingowo|Damian Żmuda, &amp;lt;u&amp;gt;Kasia Rupiewicz&amp;lt;/u&amp;gt; |24.07 - 15.08 2016}}&lt;br /&gt;
Wspomniena z tegorocznego wyjazdu w góry Kirgistanu czyli propozycja na deszczowy jesienny wieczór.&lt;br /&gt;
Zapraszamy do [[Relacje:Kirgistan_2016|działu Wyprawy]].&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKirgistan&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Rakuska Czuba|Joanna Jaworska, Aleksandra Rymarczyk, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zaczynamy dość niecodziennie uczestnicząc w ślubie naszego klubowego kolegi Karola Jagody (współczułem mu trochę, że musi się męczyć w garniturze a nie łoić kolejne piony). Po ceremoni jedziemy prosto do Tatrzańskiej Łomnicy gdzie biwakujemy na tamtejszym kampie. Pobudka po czwartej i jeszcze w ciemnościach ruszamy w drogę. Szlak do Skalnatego Plesa jest z uwagi na otoczenie (wyciągi) niezbyt ciekawy. Mimo, że za cel stawialiśmy sobie Łomnicę to okoliczności (tym razem nie pogodowe) odwiodły nas od tego zamiaru. Nagle z wyciągów wyłoniło się mnóstwo ludzi. Zrobił się zgiełk i hałas. Pragniemy od tego uciec ku ogromnemu niezadowoleniu Esy. Koniec końców umykamy na Rakuską Czubę (2038), z której rozlega się jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. Do punktu wyjścia wracamy przez wspaniałą Dolinę Kieżmarską. Uczucie pewnego niedosytu pogłębił dłuuugi powrót autem do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRakuskaCzuba&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - Babia Góra|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|11 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejny weekend z letnią pogodą. Z każdym kolejnym obawiam się, że to ostatni, a jednak cały czas udaje mi się zmagazynować trochę więcej ciepła na zimę. Wybrałam Babią Górę bo pamiętałam, że zimą było tam całkiem przyjemnie. Nie spodziewałam się (nie pomyślałam!), że mogę spotkać na miejscu dzikie tłumy ludzi. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym sposobem trafiliśmy na przełęcz Krowiarki zbyt późno, żeby móc znaleźć miejsce parkingowe w okolicy przełęczy. &lt;br /&gt;
Żeby nie wchodzić na Babią Górę najpopularniejszym podejściem, zaplanowaliśmy zejść wzdłuż drogi do Zawoi i tam dopiero wejść na niebieski szlak. Wybór był trafny ponieważ nie spotkaliśmy po drodze prawie żadnego turysty, jednak tak jak się spodziewaliśmy oznaczało to, że właściciele i pasażerowie wszystkich aut, które nie pozwoliły nam zaparkować tam gdzie chcieliśmy, musieli być skondensowani powyżej schroniska, aż na Diablak. Wyprzedzając wszystkich po drodze i robiąc jedynie krótkie postoje czekając na zwolnienie łańcuchów, dość szybko dotarliśmy na szczyt. Tam poddaliśmy się ogólnemu nastrojowi i znaleźliśmy kawałek odludnego miejsca dla siebie na zjedzenie drugiego śniadania (dla niektórych kolejnego) i wyschnięcie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas zejścia również skorzystaliśmy z opcji przejścia mało popularnym szlakiem (żadnego turysty!) i zeszliśmy z czerwonego szlaku, zielonym, wprost na niebieski, po to, żeby na koniec zajrzeć nad Mokry Stawek. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - spływ kajakowy przełomem Dunajca|Tomasz Jaworski, Henryk i Sonia Tomanek|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Opis może będzie...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzaliśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratownictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6927</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6927"/>
		<updated>2016-10-16T06:53:19Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''15 10 2016''' - Jura - wspinanie w Podzamczu&lt;br /&gt;
* '''12 10 2016''' - Jura - jaskinia Koralowa&lt;br /&gt;
* '''05 - 09 10 2016''' - Tatry - obóz KTJ PZA&lt;br /&gt;
* '''05 - 09 10 2016''' - WŁOCHY: Alpy Karnickie - kaniony&lt;br /&gt;
* '''24 09 - 03 10 2016''' - USA: Góry Skaliste - Mt. Elbert&lt;br /&gt;
* '''02 10 2016''' - Jura - wspinanie w Mirowie&lt;br /&gt;
* '''02 10 2016''' - Beskid Śl. - okolice Szczyrku&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6883</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6883"/>
		<updated>2016-10-03T13:17:38Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''02 10 2016''' - Jura - wspinanie w Mirowie&lt;br /&gt;
* '''02 10 2016''' - Beskid Śl. - okolice Szczyrku&lt;br /&gt;
* '''25 09 2016''' - Jura - jaskinia w Rodakach i Niska&lt;br /&gt;
* '''24 - 25 09 2016''' - Tatry Zach. - jaskinia Śnieżna&lt;br /&gt;
* '''18 09 2016''' - Beskid Żyw. - rowerami przez Oźną&lt;br /&gt;
* '''17 - 18 09 2016''' - Tatry Zach. - trawers jaskini Czarnej&lt;br /&gt;
* '''04 - 18 09 2016''' - RUMUNIA: off-road i jaskinie&lt;br /&gt;
* '''17 09 2016''' - Tatry Zach. - jaskinia Wodna pod Pisaną&lt;br /&gt;
* '''16 09 2016''' - Tatry Zach. - jaskinia Wlk. Litoworowa&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci&amp;diff=6794</id>
		<title>Aktualności</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Aktualno%C5%9Bci&amp;diff=6794"/>
		<updated>2016-09-10T09:13:28Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''22-23 października 2016''' - centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego. Więcej szczegółów tu: http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/kursy/centralne-manewry-autoratownictwa-jaskiniowego-zaproszenie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''4 wrzesień 2016''' -  w dzielnicy Bykowina (w tym miejscu - https://goo.gl/maps/svPE44ZPsEJ2 ) została niedawno oddana &amp;quot;promenada&amp;quot; z ciekawymi urządzeniami do ćwiczeń głównie w oparciu o własną grawitację. To przede wszystkim drążki na różnej wysokości, poziomie i pionowe drabinki, poręcze. Bardzo dobry zestaw do ćwiczeń uzupełniających szczególnie wspinaczkę oraz możliwość wykonania wielu ćwiczeń ogólnorozwojowych lecz głównie wzmacniających gorset mięśniowy. Jeżeli ktoś z klubowiczów urządza sobie biegi w tej okolicy to warto urozmaicić trening o pokonanie tego toru. W niedzielę miałem okazję zaprezentować kilka ćwiczeń podczas lokalnego festynu. Tu kilka zdjęć a imprezy i toru: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FTrening&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''3 wrzesień 2016''' -  W WYPRAWACH ukazała się fascynująca relacja z Anglii i to nie tylko o jaskiniach: http://nocek.pl/wiki/index.php?title=Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''1 - 2 październik 2016''' -  nabór na kurs instruktora taternictwa jaskiniowego - http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/kursy/nabor-na-kurs-instruktora-taternictwa-jaskiniowego-2016-2017&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''6 - 9 październik 2016''' -  centralny obóz KTJ PZA: http://pza.org.pl/news/news-jaskinie/oboz-centralny-ktj-pza-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' ubezpieczenie PZA 2016''' -  możliwość ubezpieczenia zwłaszcza dla członków PZA:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://www.pza.org.pl/news.acs?id=2879546&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
----&lt;br /&gt;
* '''2 wrzesień 2016 (piątek)''' -  w Zabrzu Pawłowie w kościele św. Pawła odbył się ślub naszych klubowych przyjaciół, byłych członków naszego klubu. Związek małżeński zawarli Sławek Musiał z Anią Bil. Wydarzenie to na miejscu obserwowali również członkowie Nocka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''1 wrzesień 2016''' -  w WYPRAWACH pojawiło się sprawozdanie z wyprawy Goll'2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''wakacje 2016''' -  korzystanie z szkolnej ścianki wspinaczkowej jest możliwe w poniedziałki, środy i piątki pod warunkiem, że wejście odbywa się o godz. 19.00 - 19.10 (wtedy będzie ktoś na portierni). Do wykorzystania jest również ścianka w Nowym Bytomiu bez ograniczeń&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''24 sierpień 2016''' -  w FILMACH KLUBOWYCH pojawił się filmik autorstwa Emila Stępniaka charakteryzujący w skrócie kursy taternictwa jaskiniowego: https://www.youtube.com/watch?v=YTFj_wdOrx0&amp;amp;feature=youtu.be&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''17 sierpień 2016''' -  info o wyprawie Goll'2016 na portalu rudzkim:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,jaskiniowa-wyprawa-eksploracyjna-gll-2016,200274,1220849.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''31 lipiec 2016''' -  wyprawa Göll'2016 szczęśliwa wróciła do Polski. Sprawozdanie ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''28 lipiec 2016''' -  wieści z wyprawy Göll'2016. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nockowicze wrócili z do domu z wtorku na środę. Wraz z Miłoszem Dryjańskim dokonali dalszego reporęczowania w jaskini Gruberhornhöhle. Asia wraz z Łukaszem byli na biwaku w trakcie którego posunęli się dalej meandrem Syf On. Reszta ekipy zlikwidowała biwak w jaskini oraz bazę w Zakrystii i jest w drodze do kraju z przerwą na zwyczajowe odwiedzenie zaprzyjaźnionej Helgi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''24 lipiec 2016''' -  wieści z wyprawy Göll'2016. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak dotąd w oparciu o biwak na -284, działając niemal nie przerwanie od 11 do 19 lipca (rotacja ekip biwakowych) wywspinano ponad 100 m Kominów na Pałę odkrywając w środku nieznany meander. Drugi przodek w stronę jaskini Gamssteigschacht zatrzymał nas wąskimi szczelinami jak na razie trudnymi do przejścia. Obecnie rusza następny biwak. W Gamssteigschacht sprawdzone zostały okna skalne (bez dalszej kontynuacji). Zaporęczowana została jaskinia Błądzących we Mgle a także wróciliśmy do tematu jaskini Dependance i kilku innych zarzuconych przed laty problemów. Wyprawa działa w oparciu o bazę w tzw. Zakrystii. To skalna pieczara z skośną trawiastą półką zawieszona w ścianie skalnego urwiska. Teren działania jest trudny a droga podejścia/zejścia z bazy w zasadzie nie dostępna dla zwykłego turysty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Teraz na bazie przebywa jeszcze dodatkowo 4 grotołazów z Nocka. Do kraju wrócili natomiast Damian z Pauliną. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''13 lipiec 2016''' - '''z przykrością informujemy, iż w ubiegłą środę tragicznie zmarła nasza koleżanka Joanna Kołodziej.''' &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 9 lipiec 2016''' -  rozpoczęła się wyprawa eksploracyjna Göll'2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''5 lipiec 2016''' -  obwodnica rowerowa Rudy Ślaskiej na sportowo: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Rower#Obwodnica_rowerowa_Rudy_.C5.9Al.C4.85skiej&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''4 lipiec 2016''' -  jeszcze o spływie Sołą. W tym samym czasie co my odbywał się 50 Ogólnopolski Spływ Kajakowy 3 Zapór organizowany przez TKKF Andrychów. Tu materiały wideo , które pojawiły się w internecie z tej imprezy a w której mimochodem też braliśmy udział (ku zmartwieniu organizatorów):&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.youtube.com/watch?v=PwsbADnyKI4&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://www.youtube.com/watch?v=MFHQ6HBlK-U&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trochę nam było przykro, że korzystamy okazjonalnie z załatwionej przez organizatorów wody i nie dokładamy się do całej imprezy lecz bardziej cenimy spokój niż współzawodnictwo zwłaszcza delektując się charakterem takiej rzeki jak Soła. W każdym razie pozdrowienia dla organizatorów i wszystkich uczestników.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''2 lipiec 2016''' -  '''z przykrością zawiadamiany, że zmarł Marek Topol, jeden z założycieli naszego klubu, bardziej znany starszej generacji członków Nocka. Tu więcej informacji nt. Marka: http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Marek_Topol'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 1 - 3 lipiec 2016''' -  na Pazurku odbyły się warsztaty kanioningowe PZA, w których udział wziął Łukasz Pawlas&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''1 lipiec 2016''' -  w FILMACH KLUBOWYCH pojawił się filmik z ostatniego klubowego spływu kajakowego Sołą:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 29 czerwiec 2016''' -  jeszcze o 40-leciu...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
[[Image:wr40.jpg]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 25 - 26 czerwiec 2016''' -  odbył się kolejny klubowy spływ kajakowy, tym razem rzeką Sołą. W spływie wzięło udział 26 osób + 2 dzieci. Soła jest ciut bardziej wymagająca od rzek nizinnych więc niektórzy nabyli sporo doświadczenia. Wszyscy szczęśliwie dotarli do celu. Szczegóły w WYJAZDACH. Tu film z spływu: https://vimeo.com/173044465 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 23 czerwiec 2016''' -  z przyczyn niezależnych &amp;quot;sabat czarownic&amp;quot; w tym sezonie się nie odbył.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 3 - 5 czerwiec 2016''' -  odbyły się obchody 40-lecia klubu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu więcej informacji:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://nocek.pl/wiki/index.php?title=40-lecie_RKG_NOCEK. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia do obejrzenia w GALERII. Zachęcamy do dosyłania zdjęć i ewentualnie szerszych opisów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 27 - 28 maj 2016''' -  Speleomistrzostwa Polski w technikach jaskiniowych - http://speleomistrzostwa.pl/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 23 maj 2016''' -  do GALERII dodano zdjęcia Agnieszki Szmatłoch z oficjalnych obchodów 40-lecia klubu - http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* &amp;lt;b&amp;gt;22 maj 2016&amp;lt;/b&amp;gt; - na WZD PZA wybrano nowe władze: http://pza.org.pl/news/news-pza/nowe-wladze-pza , w Komisji Taternictwa Jaskiniowego jako wiceprzewodniczący do spraw kontaktów międzynarodowych zasiada kol. Mateusz Golicz - http://pza.org.pl/jaskinie/intro&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 22 maj 2016''' - W Katowicach Szopienicach odbyła się spartakiada organizacji TKKF w różnych dyscyplinach sportu. Damian i Teresa Szołtysik reprezentowali &amp;quot;Jastrząb&amp;quot; Ruda Śląska zajmując odpowiednio miejsca IV i III.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 20 maj 2016''' - Rudzka trasa rowerowa nagrodzona przez ekspertów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Obwodowa trasa rowerowa w Rudzie Śląskiej zdobyła najwięcej głosów jury konkursu „Mieszkam-Tu.eu – mądre pomysły na mądre miasto”. Komisja uznała rudzki projekt za najlepszy w kategorii inwestycji zrealizowanych z budżetu obywatelskiego na 2015 rok. Nagrody zostały wręczone dzisiaj podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Inicjatorami projektu byli Damian Szołtysik (RKG NOCEK) i Ewa Chmielewska (spoza klubu). Dziękujemy raz jeszcze klubowiczom, którzy głosowali na ten projekt:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://wiadomoscirudzkie.pl/wiadomosci/aktualnosci/rudzka-trasa-rowerowa-nagrodzona-przez-ekspertow,6674&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 18 maj 2016''' -  na obiekcie Burloch w Goduli odbył się test Coopera. Z naszego klubu udział wzięli Damian Szołtysik - 2828 (wynik bdb.), Teresa Szołtysik - 2415 (wynik bdb.), Michał Wyciślik - 3195 (wynik bdb,), Jerzy Nowok - 2133 (wynki bdb.). Na teście zjawiły się 82 osoby co jest swoistym rekordem. Tu wszystkie wyniki:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://mosir.rsl.pl/obrazki/cms/9362.zalaczniki.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 16 maj 2016''' -  W TV Sfera w &amp;quot;Wydarzeniach&amp;quot; ukazał się materiał o obchodach naszego 40-lecia (od 11.32 min.) -  http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016 &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 15 maj 2016''' -  do Filmów Klubowych dodano z 10-letnim poślizgiem filmik z obchodów 30-lecia w Łutowcu. Temat jest obecnie na rzeczy. Tu można zobaczyć &amp;quot;30-lecie RKG NOCEK&amp;quot; - https://vimeo.com/166690274&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 13 maj 2016''' -  odbyło się oficjalne spotkanie w siedzibie klubu z przedstawicielami miasta i organizacji zajmujących się zbliżoną działalnością. W tym historycznym dla naszego klubu spotkaniu uczestniczyli: zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Damian Szołtysik&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W  trakcie spotkania prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' wiosna 2016''' -  na stadionie &amp;quot;Pogoni&amp;quot; Nowy Bytom w każdą środę o godz. 18.00 (przed zebraniem klubowym) odbywają się ogólnodostępne treningi biegowe z ultramarotończykiem Augustem Jakubikiem. Klubowicze mile widziani.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
D. Sz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 13 - 15 maj 2016''' -  na górze Birów (Podzamcze/Ogrodzieniec) odbyło się szkolenie podstawowe z technik ratownictwa jaskiniowego. Z klubu uczestniczyła w nim Joanna Przymus.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 3 maj 2016''' -  odbył się egzamin kursowy na KT. Część praktyczna jaskiniowa i teoria zaliczona poprawnie. Do konsultacji zostaje tylko wspinaczka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(R.W, D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' zima/wiosna 2016''' -  KALENDARZ ZAWODÓW W NARCIARSTWIE WYSOKOGÓRSKIM 2016: http://kandahar.pl//media/aktualnosci/2015/Kalendarz%20Zawodow%20SkiAlp%202016.pdf&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 15 - 16 kwiecień 2016''' -  w kinie &amp;quot;Patria&amp;quot; w Nowym Bytomiu odbędzie się &amp;quot;The Art of Ride&amp;quot;. M. in. spotkanie z b. czł. naszego klubu: Wojciechem Szmatłochem (prelekcja z wyprawy motocyklowej do Wietnamu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,motocyklowo---podrozniczy-festiwal-w-patrii,378054,1189629.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* '''kwiecień 2016''' -  ukazał się nowy numer &amp;quot;Jaskiń&amp;quot;, w którym m. in. znajdują się relacje Mateusza Golicza z wypraw na Goll i do Chin.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 30 marzec 2016''' - &amp;lt;span style=&amp;quot;color: red&amp;quot;&amp;gt; w klubie odbyło się zebranie organizacyjne nowego kursu taternictwa jaskiniowego. &amp;lt;/span&amp;gt; Kurs będzie trwał około roku, będzie prowadzony zgodnie z wytycznymi Polskiego Związku Alpinizmu. W ramach szkolenia kursant musi zaliczyć co najmniej 8 akcji do jaskiń tatrzańskich (w tym 3 zimą) oraz odbyć przeszkolenie wspinaczkowe. Zajęcia będą się odbywały z instruktorami Polskiego Związku Alpinizmu początkowo na naszej ściance wspinaczkowej a później w skałkach Jury i w Tatrach. Szczegóły objaśniał Mateusz Golicz i Łukasz Pawlas. W efekcie na kurs zapisały się 3 osoby. Szczegóły w KURSACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 26 marzec 2016''' -  ukazał się wywiad o naszym klubie: http://rudaslaska.com.pl/i,jaskinie-kaukazu-to-niezapomniana-wyprawa---damian-szoltysik-klub-nocek,823819,1184574.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 26 marzec 2016''' -  spalił się szałas mieszkalny naszego zaprzyjaźnionego bacy z Kir. Zostawialiśmy czasem u niego auta przy szałasie a czasem nocowaliśmy u niego w Dzianiszu. Tadek zrobił ściepkę na pierwsze potrzeby i zawiózł pieniądze i rzeczy codziennego użytku, Podziękowania dla klubowiczów, którzy przekazali datki na rzecz pokrzywdzonego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 20 marzec 2016''' -  odbył się egzamin kursowy 2015/16. Gratulacje dla Piotra Strzeleckiego za zdanie egzaminu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 16 marzec 2016''' -  w klubie odbyło się szkolenie z pierwszej pomocy przedmedycznej, które przeprowadził nasz kolega klubowy Piotr Strzelecki (ratownik medyczny). Przećwiczono na fantomie podstawowe procedury ratownicze łącznie z użyciem defibrylatora. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 9 marzec 2016''' -  odbyła się prelekcja Mateusza Golicza z ostatniej wyprawy do jaskiń w Chinach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 4 marzec 2016''' - &amp;lt;span style=&amp;quot;color: blue&amp;quot;&amp;gt; odbyły się mistrzostwa Rudy Śląskiej w badmintonie. Nasz klub reprezentowali Damian i Teresa Szołtysik. Wyniki i szczegóły tu: [[Badminton'2016]]. Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMMbadminton&amp;lt;/span&amp;gt;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 2 marzec 2016''' -  w ''Filmach klubowych'' pojawił się film Piotrka i Agnieszki z ostatniego wyjazdu do jaskiń Rumunii: https://vimeo.com/157415202&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 28 luty 2016''' -  w programie TVP Katowice Ekosonda m. in. nasz kolega klubowy Jasiu Kieczka wypowiada się (od ok. 10 minuty) na temat dewastacji gór przez użytkowników quadów, crossów i off-roadwców: http://katowice.tvp.pl/23875596/9022016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
(D. Sz.)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 24 luty 2016''' -  odbyło się zebranie Zarządu na którym zweryfikowano listę członków klubu. Ponadto podjęto uchwałę o dofinansowaniu do wypraw eksploracyjnych dla członków naszego klubu oraz opracowano stosowny regulamin. Szczegóły dostępne w Zarządzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 17 luty 2016''' -  odbyło się walne zebranie sprawozdawcze. Zostały przedstawione sprawozdania z działalności statutowej, finansów oraz Komisji Rewizyjnej. W trakcie zebrania poruszone zostały zagadnienia związane z kursem taternictwa jaskiniowego, obchodów 40-lecia klubu a także kilka spraw związanych z sprzętem klubowym oraz wyprawami. Prezes podziękował wszystkim za duży wkład pracy w rozwój klubu. Barbara Szmatłoch została mianowana honorowym członkiem klubu. W zebraniu udział wzięli: Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Damian Szołtysik, Mateusz Golicz, Ryszard Widuch, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Tomasz Zięć, Daniel Bula, Łukasz Majewicz, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Joanna Przymus, Joanna Jaworska, Piotr Strzelecki, Michał Wyciślik, Dariusz Rank,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 10 luty 2016''' -  '''PILNE'''! Termin zwrotu sprzętu do magazynu klubowego. Będzie robiona inwentaryzacja.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 9 luty 2016''' -  odbył się kolejny „śledź” u Basi i Tadka Szmatłochów na Kłodnicy. Tematem przewodnim był tabor cygański. W rolę Cyganów wcielili się: Basia i Tadek Szmatłoch, Artur Szmatłoch z dziewczyną, Tomek Szmatłoch z dziewczyną, Michał Chowaniec z dziewczyną, Piotr, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Ziga Zbirenda, Bianka i Jurek Fulde , Maciek Dziurka, Tomek i Asia Jaworscy z dziećmi, Wojtek i Ewa Orszulik (z córką), Heniek i Monika Tomanek, Justyna, Damian i Teresa Szołtysik, Janusz Dolibog z Jolą oraz kilka osób tow. Wielkie brawa dla organizatorów – w szczególności Basi i Tadka za kolosalną pracę i inwencję.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSledz&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 20 styczeń 2016''' -  ruszyło nowe forum speleo - http://forum.speleo.pl/ oraz nasz profil na FB - https://www.facebook.com/RKG-Nocek-136033333175724/?fref=ts&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* ''' 20 styczeń 2016''' -  odbyło się zebranie dot. przygotowań do obchodów 40-lecia klubu&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2015]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2014]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2013]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2012]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2011]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2010]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2009]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2008]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2007]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2006]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2005]]&lt;br /&gt;
* [[Archiwum aktualności - 2004]]&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_aktualno%C5%9Bci&amp;diff=6793</id>
		<title>Szablon:Skrót aktualności</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_aktualno%C5%9Bci&amp;diff=6793"/>
		<updated>2016-09-10T09:12:09Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* &amp;lt;b&amp;gt;22-23 października 2016&amp;lt;/b&amp;gt; - centralne manewry autoratownictwa jaskiniowego&lt;br /&gt;
* &amp;lt;b&amp;gt;1 - 2 październik 2016&amp;lt;/b&amp;gt; - nabór na krus instruktora taternictwa jaskiniowego...&lt;br /&gt;
* &amp;lt;b&amp;gt;6 - 9 październik 2016&amp;lt;/b&amp;gt; - centralny obóz KTJ PZA...&lt;br /&gt;
* &amp;lt;b&amp;gt;31 lipiec 2016&amp;lt;/b&amp;gt; - wyprawa Goll'2016 zakończona...&lt;br /&gt;
* &amp;lt;b&amp;gt;2016&amp;lt;/b&amp;gt; - możliwość ubezpieczenia PZU dla członków PZA...&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6790</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6790"/>
		<updated>2016-09-05T06:30:35Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|JURA - wspina na Górze Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Karol Jagoda, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda, Wojtek Sitko, Ania Bil, Sławek Musiał, os. tow., pies|04 09 2016}}&lt;br /&gt;
Wyjazdem tym żegnamy pewien etap życia Naszego kolegi Karola, a oprócz tego wspinamy się w pięknej scenerii Góry Birów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|03 09 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Znów piękny wypad w góry. Tym razem celem była Bystra (2248, najwyższy szczyt Tatr Zach.) położona całkowicie na terenie Słowacji. Na szczyt podchodzimy od południa Doliną Bystrą. Mało ludzi, teren przepiękny. Idziemy tu pierwszy raz w życiu więc ekscytujemy się jeszcze bardziej pięknymi pejzażami. W górnych partiach doliny znajduje się rozległe plato z większymi lub mniejszymi stawkami. Nigdzie w Tatrach czegoś takiego nie widziałem. Z wypłaszczenia szlak dość stromo wyprowadza na grań Kobylej i dalej bez trudności na szczyt. O ile na szlaku ludzi bardzo mało to zaskoczenie stanowi dość liczna grupa folklorystyczna słowackich górali (i góralek) na wierzchołku. Bardzo fajnie ubrani. Oprócz tego śpiewali góralskie piosenki, grali na instrumentach a juhasi strzelali z bata. Cały czas myśleliśmy, że występują tylko w domach kultury a tu proszę. Zresztą fajnie komponowali się z krajobrazem. Po godzinnym pobycie w tak malowniczej asyście na szczycie schodzimy w dół tą samą drogą snując skiturowe plany. Czasy podjeścia/zejścia zbijamy niemal o połowę. Zrobiliśmy 1400 m przewyższenia. W drodze do domu zatrzymujemy się jeszcze w Liptowskim Hradokku przy zamku.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FBystra&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Starorobociański Wierch, Czerwone Wierchy|Daniel ,,Buli&amp;quot; Bula, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 - 28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Spędziliśmy z Bulim dwa dni zdobywając tatrzańskie szczyty i nabierając modnego ostatnio, czerwonego koloru. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się na Dolinę Chochołowską, a w niej wariant wejścia na grań przez Trzydniowiański Wierch, dalej przez Czubik na Kończysty Wierch, a z niego na Starorobociański. Trasę pokonaliśmy szybciej niż zakładaliśmy w związku z czym zdecydowaliśmy się wydłużyć drogę zejścia i przejść jeszcze przez Ornak na Iwanicką Przełęcz. Po drodze potęgowaliśmy efekt nabierania koloru poprzez wypacanie każdej kropli wody jaką wypiliśmy, efektem czego Iwaniacki Potok jest dla mnie najpiękniejszym, najsmaczniejszym i najmokrzejszym potokiem na świecie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugiego dnia po długich rozmowach i wielu zmianach planów zdecydowaliśmy się wejść przez Adamicę na Ciemniak, przejść przez Krzesanicę, Małołączniak i stamtąd zejść do doliny Kościeliskiej. &lt;br /&gt;
Dzień był jeszcze bardziej gorętszy niż poprzedni więc zaopatrzyliśmy się w znacznie większą ilość napoi, nasze organizmy chyba zdążyły się przystosować do tych warunków, tak, że woda służyła nam za dodatkowe obciążenie plecaka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała, ani jednej chmurki na niebie, znowu miałam okazję porównać mapę z widokami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/tatry2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Orla Perć|&amp;lt;u&amp;gt; Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Weekend z dość napiętym planem ale ostatecznie realizuję wyjazd w Tatry z zamiarem przejścia Orlej Perci.&lt;br /&gt;
Wyjeżdżam w niedzielę chwilę po północy. Na parkingu jestem po 0300 co nie zmienia faktu, że parkingowi też już tam są. Szybka zmiana obuwia, włączenie GPSa i w drogę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do Kuźnic niebieskim, następnie żółtym i dalej do Murowańca znowu niebieskim szlakiem. Tu nie zatrzymując się ani na chwilę gnany myślą, żeby na grani być przed pierwszym rzutem turystów z Kasprowego w drodze zastanawiam się czy przejść przez Świnicę czy od razu udać się na Zawrat niebieskim szlakiem. Perspektywa dłuższego marszu jednak wygrywa i schodzę na czarny szlak prowadzący z Murowańca na Świnicką Przełęcz. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po dojściu na Zawrat turyści już tam są(nie nie Ci z kolejki) jednak wcale nie spowalnia to marszu granią i bez problemu idę przed siebie. Na Kozim Wierchu sporo ludzi ale to tu planowałem pierwszą przerwę. Siedząc na uboczu kask przytroczony do mojego plecaka i tak kilka razy wzbudził zainteresowanie tych bardziej „profesjonalnych turystów”. Pewnie dostali by zawału jak by zobaczyli co jest we wnętrzu owego plecaka. Pomimo, że to dopiero mój czwarty raz na tym szlaku od Koziego Wierchu zaczyna się mój ulubiony odcinek przez Granaty. Idzie się dość szybko pomimo sporej liczby turystów. Za Skrajnym robi się luźniej i nawet przez pewien czas w zasięgu wzroku nie mam nikogo. Na Krzyżne docieram jeszcze przed południem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi raz robię krótką przerwę i ruszam dalej. Żółty szlak biegnący doliną Pańszczyca nigdy nie robił na mnie wrażenia ale może to przez to, że pokonywaliśmy go już w półmroku i mało było widać w świetle czołówek… za dnia jest tak samo nudny i nie zmieni tego nawet ładny odcinek przez las gąsienicowy. W Murowańcu tłumy ale i tak nie planowałem tu postoju więc powrót niebieskim szlakiem do Kuźnic tak, żeby nie wracać znów przez Dolinę Jaworzynka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W samochodzie jestem po niecałych 11h od startu. Już zapomniałem jakie to uczucie nie robić za piosenkowego króliczka, którego ktoś musi gonić więc nawet sobie pozwalałem na szlaku troszkę przyspieszyć. Z czasu spokojnie jeszcze można urwać i to nawet sporo ale czy jest sens? &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda dopisała i to nawet bardzo do tego nawet nie czuję zmęczenia pisząc opis więc chyba było ok.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Piękna wycieczka w odludny zakątek Tatr i to w wymarzonej pogodzie. Z Raczkowej wyjście na Baraniec (2186, trzeci szczyt Tatr Zach.), następnie przejście przez Smrak na Żarską Przełęcz i powrót doliną Jamnicką i Wąską do punktu wyjścia. Na opisanej trasie spotkaliśmy bardzo nie wiele osób (może z wyjątkiem Barańca). Ścieżka w Jamnickiej słabo przedeptana co świadczy o jej małym uczęszczaniu. Cała wędrówka zajęła nam 7 h (wg. mapy 10 h)z odpoczynkami. Jeżeli więc ktoś pragnie w środku sezonu i przy pięknej pogodzie zaznać w Tatrach samotności i spokoju to miejsce to jest w sam raz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Baraniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ANGLIA  i jaskinie Yorkshire|Mateusz Golicz, Kaja Kałużyńska (SŁ)|11 - 22 08 2016}}&lt;br /&gt;
Pod pretekstem udziału w kongresie Europejskiej Federacji Speleologicznej odwiedziliśmy kilka jaskiń w Yorkshire i pozwiedzialiśmy Anglię. Więcej w [[Relacje:Yorkshire_EuroSpeleoForum_2016|dziale Wyprawy]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ujmę to w ten sposób: przechadzka była mi proponowana jako doskonały sposób rozgrzania nóg. Tymczasem prawda jest taka, że sadyści próbowali mnie zabić najnudniejszą doliną, z jaką w życiu miałem do czynienia. &lt;br /&gt;
Nie dałem się, przeżyłem. Spacer Grześ - Rakoń - Wołowiec - Lejowa, z pewnością byłby czymś przyjemnym dla miłośników gór. Pogoda dopisała - prawie nie padało. Przemarsz poszedł równo i gładko, zaowocował kilkoma zdjęciami, pożarciem kilku oscypków z grilla, oraz jednym wielkim odciskiem.&lt;br /&gt;
Jeśli ktoś kiedyś zaproponuje mi ponowne przejście Doliny Chochołowskiej – zostanie powieszony za kciuki na najbliższym drzewie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W poniedziałek niedobitki poszły na spacer do Doliny Lejowej. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, &amp;lt;u&amp;gt;Karol Pastuszka&amp;lt;/u&amp;gt;, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratwonictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 o6 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6789</id>
		<title>Szablon:Skrót wyjazdów</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Szablon:Skr%C3%B3t_wyjazd%C3%B3w&amp;diff=6789"/>
		<updated>2016-09-05T06:09:01Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: &lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;* '''04 09 2016''' - Jura - wspin na Birowie&lt;br /&gt;
* '''03 09 2016''' - SŁOWACJA: Tatry Zach. - Bystra&lt;br /&gt;
* '''28 08 2016''' - przełom Dunajca kajakami&lt;br /&gt;
* '''28 08 2016''' - Tatry Wys. - Orla Perć&lt;br /&gt;
* '''28 08 2016''' - SŁOWACJA: Tatry Zach. - Baraniec&lt;br /&gt;
* '''28 08 2016''' - Jura - wspin na Birowie&lt;br /&gt;
* '''28 08 2016''' - Jura - wspin na Okienniku&lt;br /&gt;
* '''11 - 22 08 2016''' - ANGLIA i jaskinie Yorkshire&lt;br /&gt;
* '''27 - 28 08 2016''' - Tatry Zach. - wędrówki górskie&lt;br /&gt;
* '''21 08 2016''' - Beskid Śl. - szybki szpil na MTB&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6705</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6705"/>
		<updated>2016-08-29T07:46:37Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu, więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić, więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika, jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratwonictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 o6 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
	<entry>
		<id>http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6704</id>
		<title>Wyjazdy 2016</title>
		<link rel="alternate" type="text/html" href="http://stara.nocek.pl//wiki/index.php?title=Wyjazdy_2016&amp;diff=6704"/>
		<updated>2016-08-29T07:45:27Z</updated>

		<summary type="html">&lt;p&gt;TPawlas: /* III kwartał */&lt;/p&gt;
&lt;hr /&gt;
&lt;div&gt;__NOTOC__&lt;br /&gt;
=== III kwartał ===&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Góra Birów|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska|28 08 2016}}&lt;br /&gt;
Po męczącej sobocie wyjeżdżamy dość późno (około 11). Rzekomy właściciel parkingu kasuje nas piątaka i idzie spać w pobliskie krzaki mówiąc, że popilnuje aut aż nie wyjedziemy. &lt;br /&gt;
W samych skałach ludzi mało i to bardzo mało, jak na taką pogodę. Nawet turystów niewiele.&lt;br /&gt;
W sumie wspinamy kilka dróg do VI.2 lecz z niektórych musimy rezygnować z powodu zbyt krótkiej liny i tylko 10 ekspresów. Położenie skał pozwala nam cały czas wspinać się w cieniu więc upał nie był odczuwalny.&lt;br /&gt;
Wracając planujemy wypluskać się jeszcze w Przeczycach lecz trafiamy na bardzo mulastą plażę i wodę strasznie syfiastą więc kończymy na 5 min. moczeniu stóp. Wracając do auta okazuje się, że nie chce odpalić więc w drodze do domu odstawiamy samochód do mechanika jadąc już lawetą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Tatry – Grań Żabiego Konia i Grań Wideł|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. Towarzyszące (Jakub, Krzysztof, Karol, Mateusz)|13 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
Godz. 3:00 w nocy. Ruszamy z Katowic by skoro świt zameldować się u stóp gór po stronie naszych sąsiadów – Słowaków. Po drodze w Bieruniu zgarniamy jeszcze Krzysia. Kuba czeka na nas już na parkingu w Popradzkim Plesie. Wymieniamy się szpejem i koło 7mej wyruszamy na szlak. Z początku asfaltową ścieżką do Popradzkiego Plesa. Mimo, że asfalt, to jednak idzie się jakoś tak przyjemniej, niż do MOka. Może to ten brak tłumów, może krótsza droga, a może po prostu cel, który mamy dziś przed sobą sprawia, że człowiek jest jakoś bardziej zmotywowany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jak tylko pierwszy raz usłyszałem o Żabim Koniu i zobaczyłem zdjęcia z jego ostrej jak brzytwa grani wiedziałem, że musze kiedyś się tam wybrać. Droga wschodnią granią Żabiego Konia nie należy co prawda do trudnych – (II-IV w zależności od topo z którego korzystamy), jednak zaliczana jest do najpiękniejszych i najbardziej powietrznych grani w całych Tatrach. Żabi Koń jest też jednym z nielicznych szczytów w Tatrach, których zdobycie determinuje posiadanie choćby podstawowych umiejętności taternickich, bowiem najłatwiejsza opcja dotarcia na szczyt to właśnie wspomniana dwójkowa grań.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najłatwiejszą opcją dostania się na grań jest przejście dwóch mrożących krew w żyłach kominków (tu również wyceny wahają się od I+ do III w zależności od relacji, na której się opierać). Owe kominki są bardzo kruche, wszystko się sypie, chwyty zostają w rękach a możliwości założenia asekuracji są tylko iluzoryczne (ze względu na kruszynę). Od polskiej strony jest jeszcze gorzej, to już prawie samobójstwo. Takie przynajmniej wyobrażenie miałem po przeczytaniu dostępnych w Internecie relacji i opisów podejść….&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…Stoję ponad Żabią Przełęczą i spoglądam na grań Żabiego. Za mną dwa proste, jedynkowe, max II-kowe kominki, które do specjalnie kruchych wcale nie należały. Oba przeszliśmy bez asekuracji, jednak było to podyktowane nie tyle brakiem jej możliwości co łatwością podejścia. W drugim kominku były nawet haki, do których można byłoby się spokojnie wpiąć. Ja z Kubą na początku tego drugiego kominka zmieniliśmy, co prawda buty na wspinaczkowe pantofle, jednak nieco trudniejsze okazało się jedynie pierwsze parę metrów, po pokonaniu których teren się wypłaszczał.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak więc stoimy teraz na tarasie w zachodniej grani Rysów szykując się do zjazdu na siodło Żabiej Przełęczy, z której zaczyna się właściwa wspinaczka. Cztery wyciągi ostrą jak brzytwa granią. Spoglądamy na Konia i…..grań wygląda przepięknie, widzimy posuwające się ku szczytowi wcześniejsze zespoły. Lufa z prawej, lufa z lewej. Na razie jednak nie ma panicznego strachu, jest raczej dreszczyk adrenaliny przed czekającą nas przygodą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na szczyt zwyczajowo wchodzi się dzieląc drogę na cztery wyciągi. Pierwszy to tzw. Dolny Koń, pochylona pod kątem płyta skalna, którą trawersuje się na tarcie. Pokonany bez większych problemów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi to pokonanie pierwszego spiętrzenia skalnego w grani. Tego miejsca obawiałem się najbardziej. Niektóre schematy wyceniają je na IV, a relacje dostępne w Internecie wspominają o mrożącej krew w żyłach lufie pod nogami. Spiętrzenie ostrej jak brzytwa grani, trudności techniczne, potężna ekspozycja pod nami, nogi jak z waty, przyśpieszone tętno, walące ze strachu serce. Wierząc relacjom, to wszystko miało nas czekać właśnie w tym miejscu. Z pewną dozą respektu próbuję wymacać pierwsze chwyty i ułożyć optymalną sekwencję przejścia najbliższego odcinka. Chwytam dobrych klam, gdzie wchodzą niemal całe ręce, spoglądam gdzie postawić stopy. Podnoszę się na nogach, przechodzę na północną stronę grani. Tu, od polskiej strony lufa faktycznie jest dużo bardziej zauważalna, ściany Żabiego Konia są dużo bardziej spionizowane. Jest ciekawie. Podnoszę się na nogach, chwytam kolejnych klam, przewinięcie na Słowacką stronę. Spoglądam przed siebie i widzę już kolejny bardziej poziomy fragment grani, tzw. „Górnego Konia”. Rozglądam się dookoła, szukając tego mrożącego krew w żyłach miejsca, które miało tu na mnie czekać. Wygląda jednak na to, że pierwsze spiętrzenie zostało pode mną. Trudności IV-kowe? Gdzie? Nie zauważyłem. Potężna ekspozycja? Owszem, trochę powietrza pod nogami było, ale ów fragment pokonałem jak każdy inny, żadnego zawahania, szybkiego uderzenia adrenaliny, strachu, miękkich nóg czy zawrotów w głowie. Osobiście nie dałbym temu miejscu więcej niż II, może II+. Chwyty i stopnie ewidentne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Górnego konia też pokonujemy bez problemu. Zastanawiając się, gdzie mogą kryć się trudności obstawiamy jeszcze kolejne, nieco mniejsze spiętrzenie grani już przed samą kopuła szczytową. Ten fragment na wielu schematach również jest wyceniany na IV. Podobnie jednak jak poprzednia „IVka” nie sprawia większych trudności. Moim zdaniem max III, i to takie naciągane. Przez moment faktycznie wychodzi się na północną stronę grani a patrząc pionowo w dół widać dopiero piargi u podstawy ściany, jednak ten moment to dosłownie kilka ruchów i wychodzimy na szeroką jak autostrada grań wprowadzającą na kopułę szczytową. Chwila relaksu, wpis do książki szczytowej. Przed nami jeszcze dwa zjazdy i jesteśmy na ścieżce zejściowej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ani przez moment nie poczułem obecności jakiejś ponadprzeciętnej ekspozycji pod nogami. Ani przez moment nie doświadczyłem szybszego bicia serca, nagłego zastrzyku adrenaliny, przerażenia, paniki czy innych opisywanych w relacjach emocji. Faktem jest, że podczas naszego przejścia niemal cały czas przez grań przechodziły chmury, więc nie zawsze było widać pełną ekspozycję z obu stron naraz, jednak nie były to gęste chmury, a raczej takie dodające tajemniczości, odsłaniające co jakiś czas to, co wcześniej skrywały, ukazując ile powietrza mamy pod nogami, więc myślę, że nasze odczucie ekspozycji w przypadku bezchmurnej pogody niewiele by się zmieniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czy to oznacza, że drogi nie polecam? Absolutnie nie!!! Droga jest przepiękna, prowadzi piękną, litą formacją o dostępnych dla praktycznie każdego trudnościach i w pełni zgadzam się, że to jedna z piękniejszych tatrzańskich grani (przynajmniej tych, które do tej pory dane mi było przejść). Moim zdaniem jest to jedna z tych dróg, które obowiązkowo powinny znaleźć się w każdym taternickim portfolio, zarówno ze względów historycznych jak i estetycznych, jednak, jeżeli chodzi o emocje i adrenalinę, wiele innych dróg dostarczyło mi ich w dużo większym stopniu (jak choćby wyciąg trawersem Zamarłej na Festiwalu Granitu).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieco problematyczne okazuje się zejście, ścieżka zejściowa jest, co prawda widoczna, jednak w pewnym momencie przecina żleb z widoczną pętlą zjazdową. My zasugerowaliśmy się ową pętlą i wykonaliśmy kolejny zjazd. Faktyczna ścieżka zanika w tym miejscu, jednak podobno wystarczy przejść przez żleb na drugą stronę (nie idąc w dół do pętli zjazdowej) i znajdujemy się ponownie na ścieżce. Po wykonaniu zjazdu trawersujemy kawałek szeroką, trawiastą półką do właściwej ścieżki i dalej nią bez problemów dochodzimy do koleby pod Żabim Koniem, gdzie spędzamy kolejną noc. Nieco niżej, w bezpośrednim sąsiedztwie szlaku znajduje się słynna „Żabia Koleba”, ze śladem tablicy upamiętniającej pierwszy w historii stricte taternicki wypadek śmiertelny. Miał on miejsce w 1907 roku właśnie na Żabim Koniu (jednemu ze zjeżdżających ze szczytu Węgrów urwała się lina. Jak na złość wszyscy jego poprzednicy podczas zjazdu byli asekurowani dodatkową liną od góry, Jenő Wachter jednak uniósł się honorem i odmówił dodatkowej asekuracji). Do Żabiej Koleby zaglądamy z ciekawości już kolejnego dnia, przy zejściu. Jest nieco lepiej „zaopatrzona”: porcelanowe talerze, wyrównana podłoga…. Nasza jednak  była zdecydowanie bardziej „klimatyczna”, z widokiem na kłębiące się nisko w dolinie morze mgieł.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niedzielę traktujemy jako dzień restowy. Wczoraj pożegnaliśmy Karola, który musiał już wracać, natomiast po południu ma dojechać Mateusz. Na spokojnie schodzimy do cywilizacji, pijemy słowackie piwko a późnym popołudniem podchodzimy na Skalnate Pleso. Tu spotykamy grupę Polaków, od których dowiadujemy się, że nieco wyżej jest luksusowa koleba z drewnianą podłogą i świeczkami wewnątrz. My jednak, wraz z inną dużą grupą naszych rodaków, zadowalamy się równie luksusowym miejscem noclegowym w okolicy stacji kolejki na Łomnicę. Dach nad głową bardzo się przydaje, ponieważ w nocy przez okolicę przewala się potężna ulewa. Nota bene, ciekawie wyglądają pioruny, gdy nie biją nad naszymi głowami a na horyzoncie, mniej więcej na naszej wysokości lub nawet nieco pod nami. Ze współczuciem obserwujemy światełka czołówek, które gdzieś daleko w oddali, w tej zlewie, podążają pomału w naszym kierunku. Sami zastanawiamy się, czy po takiej zlewie jutro będzie warun, by cokolwiek załoić. Granie co prawda powinny szybko przeschnąć, jednak nocna ulewa niczego nie oszczędziła.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z rana wita nas przepiękny wschód słońca nad kłębiącym się poniżej morzem mgieł. O wieczornej ulewie przypominają tylko kałuże i mokre skały. Prognozy są raczej optymistyczne, jednak niektóre z nich zapowiadają jakieś przelotne opady po południu. Celem na dziś miała być grań Wideł. Grań pomiędzy Łomnicą a Kieżmarskim Szczytem. Droga dość długa, ze skomplikowanymi wycofami, więc fajnie byłoby mieć pewną pogodę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Decydujemy się podejść na Łomnice i tam podjąć decyzję, co dalej. Przechodzimy pod szlabanem który strzeże wejścia na stary szlak prowadzący na Łomnicką Przełęcz. W pierwszych kosówkach chowamy plecaki ze śpiworami i innymi zbędnymi gratami. Dalej idziemy już na lekko (choć dymanie z całym szpejem ciężko nazwać spacerkiem na lekko). Starym szlakiem docieramy na Łomnicką Przełęcz. Następnie trawersujemy południowe stoki Łomnicy i słabo widoczną ścieżką docieramy pod ostatnie spiętrzenia ściany, uzbrojone w klamry i łańcuchy. Z ich pomocą docieramy na szczyt Łomnicy, witani zaskoczonymi spojrzeniami turystów, którzy wjechali tu kolejką płacąc minimum 24 Euro (za ostatnio odcinek ze Skalnatego Plesa). Przeskakujemy przez barierkę i stajemy na tarasie widokowym. Na szczycie znajduje się niewielka, luksusowa knajpka.  Warunki? Grań w miarę sucha, z naciskiem na „w miarę”, jednak cały czas wokół kłębią się podejrzane chmury. Póki co nie wyglądają groźnie, jednak nie wiadomo co się z nich rozwinie. Ze względu na to, że mój partner jest nieco kontuzjowany (wcześniej nabawił się sporych obtarć i oparzeń) oraz niepewną pogodę (wolałbym nie trafić na załamanie pogody na tej grani) decydujemy się odpuścić i zejść tą samą drogą. Krzysiek z Mateuszem postanawiają spróbować. Umawiamy się więc wieczorem na parkingu przy aucie. Przez jakiś czas obserwujemy ich poczynania z tarasu widokowego na szczycie. Pierwsze wyciągi idą im dość wolno. Potem zasłaniają ich gęste chmury i tracimy ich z pola widzenia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po krótkim odpoczynku na szczycie schodzimy z Łomnicy drogą wejścia. Przed nami i za nami schodzą związane liną grupy klientów z przewodnikami. Dla odmiany, po przejściu łańcuchów schodzimy wzdłuż grani, czyli kierujemy się bardziej na prawo od naszej drogi podejścia. Tak też schodzą klienci z przewodnikiem. Ścieżka jest zresztą oznaczona kopczykami. Ten wariant wydaje mi się nieco bardziej interesujący, ponieważ pozwala spojrzeć na strome, zachodnie zerwy Łomnicy oraz rzucić okiem w głąb Doliny Pięciu Stawów Spiskich.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy aucie jesteśmy koło 18stej. Szacujemy, że jakoś między 20stą a 22gą powinni do nas dotrzeć Krzysiu wraz z Mateuszem. W oczekiwaniu na nich robimy sobie krótką drzemkę. Robi się jednak coraz później, a chłopaków cały czas nie ma. Dopiero o godzinie 4tej w nocy dostajemy smsa, że bezpiecznie zeszli i będą biwakować przy stacji kolejki. Piszą, żebyśmy na nich nie czekali, bo są tak padnięci, że dzisiaj nie dadzą rady już zejść. Później okazało się, że pogubili się w zejściu po zrobieniu grani i zamiast terenem 0+ zejść do Skalnatego Plesa, wpakowali się duże trudności.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Ptasia Studnia|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Agnieszka Sarnecka (AKG), Michał Wyciślik|19 - 21 08 2016}}&lt;br /&gt;
Ktoś zrezygnował, coś się przesunęło, ktoś wstał za późno, coś poszło inaczej niż planowano - czyli tak jak zwykle. &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Rano pobudka była długa i nawet gorąco nie było w stanie wygnać nas z namiotów, liny nie były zworowane i dlatego wyszliśmy dopiero w południe. Na szlaku pełno turystów więc trzeba było iść slalomem, co wydłużyło nam drogę, a słońce świeciło tak, że zapomnieliśmy, że trzeba się spieszyć. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do jaskini weszliśmy o 19. Bardzo szybko pokonywaliśmy kolejne studnie prowadzeni przez Agnieszkę, która znała drogę. W studni z Mostkiem Piratów uciekliśmy w okno za którym czekała nas droga w górę (tak dla odmiany), najpierw Pustynna Burza (całe szczęście zaporęczowana nową liną) następnie, za Posterunkiem Wysuniętym, pieszo Meandrem Majowym. Nie wiem, kto robił tą jaskinię, ale nie pomyślał o tych z krótkimi rączkami i nóżkami - połowa progów była dla mnie niemożliwa do pokonania bez jakiegoś dodatkowego ramienia, czy kolana, których (na szczęście!) miałam pod dostatkiem do dyspozycji... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwsze emocje pojawiły się pod 12 m progiem, który miał być zaporęczowany, a nie był i został wywspinany przez Łukasz (chyba, bo w sumie to wolałam nie patrzeć). Kolejne emocje pojawiły się w Oku Demona, gdzie kilka niecenzuralnych słów zabłądziło na ustach większych (dłuższych) uczestników akcji (bo nie istnieje taki rozmiar grotołaza, żeby wszędzie był dobry). Studnia PTTK'u wywarła jeszcze większe wrażenie, po części ze względu na wygląd, a po części ze względu na obicie, którego bardziej nie było, niż było, a jak było to tarło....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne dwie studnie i w końcu zobaczyłam to o czym tyle słyszałam - Wielki Kłamca. Mimo kilku par oczu, które zjechały do sali, żeby wypatrzeć obicie trawersu do Grobli, nikomu nie udało się zobaczyć ani kawałka spita. Nie pozostało mi nic innego jak powisieć parę minut nad wodą i popodziwiać.....&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchni znaleźliśmy się około godziny 7. I nie był to koniec... Zjazd Progiem prowadziła Aga, zamykał Łukasz, na wszystkich półkach, do przekładania liny były zaangażowane wszystkie ręce, żeby jak najsprawniej i jak najszybciej znaleźć się w Dolinie Miętusiej. &lt;br /&gt;
Jeszcze biegnąc w stronę szlaku złapał nas deszcz, a ci co sprytniejsi, którzy założyli krótkie spodenki, musieli (chcieli?) biec sprintem przez pokrzywowe pola. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ostatnim punktem wycieczki było zaszycie się w śpiworach i uśnięcie przy akompaniamencie kropel deszczu uderzających w namiot tak, by móc wstać o 19 i wrócić do domu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - szybki szpil na MTB|Paweł i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|21 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W padającym deszczu startujemy z przełączy Salmopolskiej szutrową, stokową drogą w stronę Baraniej Góry. Stokówka trawersuje w dość finezyjny sposób zbocza gór począwszy od Malinowa, przez Zielony Kopiec, Magurę Wiślańską po Baranią Górę. Mimo nie zbyt dobrej pogody ładne, rozległe widoki. W żwawym tempie pokonujemy zmienny teren. W okolicach Wierchu Równiańskiego zjeżdżamy doliną Bobrowskiego Potoku do Białej Wisełki w totalnej zlewie. Pędząc w dół przy walących w oczy strugach wody mamy problemy z patrzeniem przed siebie. W kilka chwil osiągamy Wisłę Malinkę by już w znacznie wolniejszym tempie asfaltową drogą windować się na Salmopol do auta. Apogeum zlewy przypada na ostatnie kilkaset metrów podjazdu.  Potem tylko szybki przepak i nie bez problemów (korki) do domu. W sumie fajna kondycyjna  przebieżka.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmtb&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Marmurowej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugą w kolejności jaskinią tatrzańską, z którą mogliśmy się zmierzyć była Jaskinia Marmurowa. Kursanci dotarli w sobotę wieczorem dołączając do reszty grupy. W niedzielę z rana wyszliśmy na szlak. Niestety początkowo morale były niskie z powodu nieobecności Emila, który nie dał się namówić na wspólne wyjście. Od samego początku przyświecało nam słońce i tak zasapani dotarliśmy pod otwór obserwując po drodze dwie pasące się kozice. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Co było nowego, to odgłos dochodzący z otworu. Osobiście przysłuchiwałam się z trwogą i złym przeczuciem, że na pierwszym zjeździe na moim już starym kombinezonie nie pozostanie sucha nitka, a jednak było zgoła inaczej. Poręczowaniem zajął się Sylwek, a w tym samym czasie Łukasz dodawał szyku kombinezonowi Asi, oklejając co po większe dziury taśmą izolacyjną. Sala Deszczu w rzeczywistości nie była taka mokra, jak mogłoby się wydawać. Za to robiła duże wrażenie będąc chyba największą, w jakiej do tej pory zjeżdżaliśmy, jednak to miano szybko uległo zmianie, bo czekało na nas coś większego. Dla mnie najbardziej imponującym fragmentem jaskini była Studnia Kandydata. W trakcie tego 50 metrowego zjazdu widząc odległe światła czołówek na dnie, pomyślałam sobie, że to chyba odpowiedni moment, żeby zacząć się bać. Nie skupiając się zbytnio na tej myśli osiągnęłam dno (studni) i razem podążyliśmy do ostatniego fragmentu jaskini, czyli do Piaskownicy. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nieprzekonani, co do naszego zejścia w to miejsce Łukasz z Asią zadali pytanie godne Shakespeare'a: schodzić czy nie schodzić? Nasz nieposkromiony zapał dał wynik 3:0 na korzyść: schodzimy. Wspólnymi siłami nasze nogi postanęły na piasku. Podejrzewam, że nie jednej osobie w czasie schodzenia czy wychodzenia przyszła do głowy myśl, że to jednak nie był dobry pomysł i przecież mogliśmy asekurować się liną z ciała, ale daliśmy radę ;) Tylko Piter w stroju skrzata, pomocnika św.Mikołaja, wymawiając się tym nie musi i że chce zrobić nam zdjęcie grupowe nie potowarzyszył nam w zabawach w piasku. W trakcie powrotu Studnia Kandydata jeszcze raz mnie zachwyciła i to nawet bardziej, bo podczas odpoczynków miałam czas na rozejrzenie się dokoła. Zwłaszcza, gdy Rysiu przyświecał mi z góry mocniejszym światłem niż dysponuje moja czołówka, wrażenie bycia małą mrówką w środku szklanej kuli się powiększało. Poczułam się trochę jak na filmie (w sumie, to nie wiem czemu). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już na zewnątrz czekało na nas słońce, więc droga w dół była również przyjemna. I znów udało nam się poobserwować kozice, tym razem pięć. W drodze powrotnej Rysiu pochwalił nas mówiąc, że jesteśmy fajnym kursem i mimo obaw idzie nam całkiem sprawnie. A dla nas kursantów szczegół ten jest warty zapamiętania! Ma on być pocieszeniem w trudnych chwilach, które pewnie nie raz nastąpią (zwłaszcza podczas nadciągającego obozu), kiedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na powiedzenie: nie idę, bo nie muszę. Pogoda udała się idealnie. Na dowód tego tylko przez ostatnie 5 minut marszu nieznacznie nas pokropiło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pomimo przekonywań, że w jaskiniach jest zimno, brudno, ciemno i mokro, bardzo nam się podobało (tak łatwo się nie damy). Tak naprawdę było całkiem przytulnie i ciepło – szczególnie podczas wychodzenia z jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Grześ, Rakoń, Wołowiec i Dolina Lejowa|Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|12 - 15 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - przebieżka z Wisły do Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
Czy zastanawialiście się kiedyś nad rosnącą popularnością biegów górskich i na czym może polegać fenomen tej dyscypliny? A może pamiętacie jeszcze uwagi typu: „po górach się chodzi a nie biega”?&lt;br /&gt;
Ja też nie znajdywałem żadnych logicznych odpowiedzi, więc postanowiłem spróbować tego na własnej skórze. Korzystając z okazji pobytu w Beskidach „przebiegłem” trasę z Wisły Tokarni, przez Trzy Kopce, Salmopol dalej granią w stronę Klimczoka do Szczyrku-Migdały. Wyszło około 15 km.&lt;br /&gt;
Podczas wycieczki miałem 1:45 min na przemyślenia, i tak:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Jest to sport kondycyjny – Ameryki nie odkrywam,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Trochę to podobne do skiturów, ale na końcu nie czeka na Ciebie błogi zjazd,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Przed pierwszą próbą, myślę że warto coś przynajmniej przeczytać na ten temat, bo łatwo dorobić się kontuzji albo jakoś lepiej rozplanować siły,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Sądzę, że istnieje przynajmniej kilka sposobów biegu: od truptania, przez długie susy, szybki marsz, nie wykluczam też użycia napędu 4x4 czy ruchu pełzającego. Dwóch ostatnich nie przetestowałem, a każdy rodzaj ma swoje wady i zalety,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
5. Sport mimo, że górski to nie można liczyć na jakieś widoki. Raczej poznaje się strukturę żwiru i rodzaje kamieni czy korzeni,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
6. O dziwo picia nie zeszło mi dużo,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
7. Mięśnie nawet nie bolą, za to stawy bardzo – i z czasem ból się nasila. Serio, nie przestaje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
8. Świadomość zimnego piwa na mecie bardzo motywuje,&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Generalnie to nie wiem czy jeszcze kiedyś spróbuję, choć z braku laku. W końcu zawsze to lepiej „przejść się” górami niż jechać samochodem. Mimo wszystko zachęcam do spróbowania. Jeśli okoliczności nie pozwalają na wspinanie, jaskinie lub cokolwiek innego to można spróbować:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
P.S. Cholera. O jaskiniach też tak kiedyś myślałem.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - rowerami wokół Muńcuła|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|14 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Fajna i zróżnicowana przejażdżka rowerami górskimi wokół masywu Muńcuła (1165) na trasie Ujsoły - dol. Danielki - przeł. Kotarz - zjazd do Soblówki - szlakiem do Glinki - powrót do Ujsoł. Dość trudny odcinek na przełęcz i przepiękny zjazd do Soblówki. W Glince w starym kamieniołomie jest piękny kompleks sportowo-rekreacyjny z fajną ścianką wspinaczkową i parkiem linowym. Pogoda mimo pojawiających się czarnych chmur utrzymała się w formie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMuncul&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Straszykowe Skały|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, os.tow. (Ola)|07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponownie wybraliśmy się na Straszykowe Skały i ponownie pokonywaliśmy drogi na Weselnej Skale. Ponownie pogoda dopisała, towarzystwo też. Na ponowność zdecydowaliśmy się za sprawą Prezesa, który spędzał w tamtej okolicy weekend z rodziną. Później dołączyli do nas Ania i Sławek. Jak to mówią towarzystwo stawowi 80% udanego wyjazdu. Mimo dość dużego rozluźnienia wśród ekipy padło kilka parę życiowych rekordów!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fweselna &lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kaszuby – żagle, kajaki, rowery i grota|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 - 07 08 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W trakcie poznawania kolejnego pięknego zakątka naszego kraju jakim są Kaszuby zdołaliśmy pożeglować przez jezioro Gołuń, objechać rowerami jezioro Wdzydze i okolice, zrobić spływ kajakowy przez jezioro Ostrzyckie i rzeką Radunią do Kielpina, wjechać rowerami na najwyższe wzniesienie niżu europejskiego – Wieżycę. Zwiedziliśmy też Grotę Mechowską. W końcu dotarliśmy nad Bałtyk w okolicach Karwii (najbardziej na północ wysunięte rubieże Rzeczpospolitej). Mimo nie zbyt dobrej pogody (a właściwie złej) zrobiliśmy dość ciekawą pętlę rowerową  w okolicach Krokowej a także wyskoczyliśmy do Kuźnicy na Płw. Hel. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKaszuby&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kursanci w Jaskini Czarnej|Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, Emil Stępniak, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczęło się. W końcu po wielu tygodniach zajęć na ściance, odwiedzeniu kilku jurajskich jaskiń nasi instruktorzy zadecydowali – jedziemy w Tatry. Przygotowania rozpoczęły się od analizy schematów, które w porównaniu z jurajskimi są skomplikowane. Na szczęście uspokojono nas, że z całej jaskini Czarnej odwiedzimy tylko część zwaną Partiami Techuby. Oszpejeni wyjechaliśmy z Katowic, by w niespełna 2,5 h być przed wylotem doliny Kościeliskiej. Rysiek żyjący w zgodzie z lokalnymi gazdami zapewnił dla nas darmowy parking.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście pod jaskinie przebiegło szybko i sprawnie, pogoda dopisywała. Przy jednym z dłuższych przystanków dołączyli do nas Aśka z Łukaszem. Stromizna nie okazała się aż tak straszna jak się spodziewaliśmy, jednakże było czymś nowym w stosunku do jaskiń jurajskich, które raczej były w miejscach bardziej dostępnych. Na pewno zaskoczył nas otwór, którego się nie dało nie zauważyć, jak to się zdarzało na Jurze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przebraniu się i zabezpieczeniu plecaków przystąpiliśmy do poręczowania. Bardzo pomocni okazali się zeszłoroczni kursanci, którzy poczuli się za nas odpowiedzialni, jak za młodsze rodzeństwo i dobrymi radami podpowiadali nam jak wdrażać się w sztukę speleo ;) Po zjechaniu na dno komina znów uderzyły nas kolejne różnice między jaskiniami tatrzańskimi a jurajskimi –tutaj jest dużo miejsca. Przestrzenie, majestatyczne komnaty, czasem tylko jakiś wąski korytarzyk. Spacer po Techubach trwał godzinami, a to jak nam powiedział Rysiek, tylko malutki fragment tej jaskini. Ze względu na to, że Emil już jako pełnoprawny taternik jaskiniowy nie musiał się użerać ze szpejem, mógł poświęcić się fotografowaniu naszych pierwszych tatrzańskich poczynań. Przy okazji Rysio nie omieszkał stworzyć dowodu na to, że w speleo płeć piękna ma silną reprezentację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wyjściu z jaskini zastało nas wciąż piękne słońce, przez to klarowanie sprzętu poszło gładko, a po chwili byliśmy już pod autem. Wracając powtarzałem sobie co chwilę słowa Asi „zapamiętajcie, to będzie ostatnia jaskinia z jakiej wyjdziecie za dnia”. Chyba za bardzo mnie wzięło na rozpamiętywanie tych słów, bo z zadumy wyrwali mnie dopiero kochani panowie policjanci, którzy pilnowali porządku w terenie zabudowanym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dol. Tomanowa|Ala Kucharska, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|30 07 2016}}&lt;br /&gt;
Zabierając się z kursantami, wybieramy się na wycieczkę do dol. Tomanowej. Na hali Pisanej zostawiamy zoltodziobów i przemykamy przez Wąwóz Kraków,  następnie odsypiamy noc 1,5 godzinną drzemką pod schroniskiem na Ornaku. Potem już wbijamy się w Tomanową. Przyznaję, że widoki na całej trasie cudowne. Zahaczając o Czerwone Wierchy wracamy do Kościeliskiej i po niedługim chwili spotykamy Emila. Szczegółów dotyczących akcji kursowej nie znam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: wyprawa eksploracyjna Hoher Göll'2016|Mateusz Golicz (kierownik), Miłosz Dryjański (KKS), Aleksandra Skowrońska (WKTJ), Agnieszka Sarnecka-Kurdziel (AKG), Łukasz Piskorek, Michał Wyciślik, Paulina Piechowiak (WKTJ), &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przez 4 dni wspomogli wyprawę: Joanna Przymus, Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, Piotr Strzelecki|08 - 29 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dobiegła końca kolejna wyprawa eksploracyjna w alpejski masyw  Hoher Göll. W jej trakcie eksplorowano otwarte w roku ubiegłym przodki w jaskini Gamsstieghohle. O co najmniej 100 m wyżej posunęła się wspinaczka w Kominach na Pałę, rozpoznane zostały ciągi za Salą Niedoszłych Samobójców oraz dalej badano meander Syf On. Eksploracja tak jak w roku ubiegłym odbywała się w oparciu o biwak na -284 m. W sumie biwak pod ziemią trwał przez 14 dni. Sprawdzono również okna w jaskini Gamssteigschacht i mimo bardzo bliskiej odległości (ok. 6 m) nie udało się połączyć obu jaskiń. Ponadto została zaporęczowana jaskinia Błądzących we Mgle, sprawdzony korek śnieżny w jaskini Jubileuszowej a także rozeznano obiekty w pobliżu Dependace. Szersza relacja ukaże się w WYPRAWACH.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry: wspinanie na Zawratowej Turni|&amp;lt;u&amp;gt;Darek Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + os. towarzosząca|22 - 24 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
- czekam przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-gdzie czekasz?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy stanowisku nr 8&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-przy jakim stanowisku, ja jestem na dworcu, tak jak się umawialiśmy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-no ja też, na PKS&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
-a ja na PKP&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak mniej więcej zaczął się nasz wyjazd inaugurujący sezon tatrzański. Piątek, zaraz po pracy. Pierwszy, niewinny poślizg czasowy, a będzie ich w czasie tego wyjazdu jeszcze sporo. Na zjeździe do Krakowa korki. Chwilę przed nami miał miejsce jakiś wypadek. Na szczęście dosłownie chwilę przed nami, wydostajemy się z autostrady słuchając w radio informację o tym, aby lepiej unikać tego odcinka. Kolejny poślizg. Autobus relacji Kraków – Zakopane też nie chciał być gorszy, więc z kolejnym opóźnieniem docieramy do celu. A właściwe prawie do celu, bo teraz trzeba dostać się jeszcze do Kuźnic. A, że jest już dość późno, pozostaje nam już tylko opcja „z buta”. Nie śpiesząc się więc szczególnie uzupełniamy jeszcze zapasy w pobliskim sklepie spożywczym oraz delektujemy dzisiejszą kolacją – kebabem z frytkami. I co z tego, że nie zdrowe. Kalorie nam się jeszcze przydadzą.&lt;br /&gt;
Do Betlejemki docieramy już grubo po północy, co niweczy nasze ambitne plany wczesnego wyjścia na w ścianę. Pod drogę docieramy ostatecznie następnego dnia koło południa. Nota bene nie wiem, dlaczego tak mało popularna w rejonie Hali. Moim zdaniem trochę niedoceniana. Co prawda to tylko II-ka, ale na mnie zrobiła pozytywne wrażenie. Zwłaszcza drugi wyciąg, trawers prowadzący wąską, eksponowaną półeczką. Asekuracja wystarczająca, ale lufa pod nogami robi swoje. Trzeba czujnie wybierać chwyty i stopnie. Mowa oczywiście o Rysie Kordysa na Zawratowej Turni, bo tą drogę wybraliśmy. Obserwowani przez turystów podążających szlakiem na Zawrat oraz wspinaczy mierzących się ze skałą na kursowych drogach wschodniej ściany Kościelca, docieramy w końcu do miejsca, w którym nasza ściana się kładzie i odpuszcza. Stąd możliwe są dwa warianty, albo WHP 90 w prawo trawiastymi półeczkami, albo dalej w górę na szczyt Zawratowej Turni. Jako, że strome, trawiaste półeczki nie należą do naszych ulubionych letnich formacji, wybraliśmy drugi wariant, z tym, że w miarę możliwości będziemy próbowali przebić się prędzej na grań, nie dochodząc do właściwego szczytu. Kolejny wyciąg prowadzę praktycznie nie zakładając żadnego przelotu, bo po a) było tak łatwo, że nie było potrzeby, po b) nie było nawet sensownego miejsca, gdzie można by coś konkretnego zamotać. Prędzej więc usłyszałem: „kooonieeec liny”, niż zdążyłem coś założyć. Ciekawie zaczyna robić się przed samą granią. Teren dalej plus minus II-kowy, jednak trzeba się trochę powspinać, by ujrzeć świat ukryty po drugiej stronie granitowych turni. A świat po drugiej stronie turni zaczyna zabarwiać się już kolorami zachodzącego słońca. Ściągam Artura na stanowisko, zakładamy czołówki, by nie szukać ich później po ciemku, i zaczynamy schodzić granią w kierunku Mylnej Przełęczy. Na początku idzie nam w miarę sprawnie. Potem, w świetle czołówek, choć już nieco wolniej, nadal posuwamy się do przodu. Na dobre zatrzymuje nas dopiero niewysoka, lecz stroma ścianka skalna, którą urywa się grań. Żaden z nas nie robił wcześniej tej grani. Żaden z nas nie zna jej przebiegu za dnia. Nie jesteśmy pewni, czy dobrze zrobimy, próbując schodzić. Czy powinniśmy iść bardziej na prawo? A może na lewo, jakimś obejściem? Nie chcemy wpakować się w jakiś zapych, więc ostatecznie zapada decyzja o biwaku. Tym bardziej, że miejsce w którym jesteśmy wygląda, jak by zostało właśnie do tego stworzone. Szerokie wywłaszczenie, niemal pozioma, równa platforma skalna, otoczona z każdej strony większymi głazami chroniącymi od wiatru. Przykrywamy się NRC-tką i układamy w naszej sypialni. &lt;br /&gt;
Nazajutrz, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, okazuje się, że spaliśmy jakieś 3m od pętli zjazdowej. Bez pośpiechu kończymy grań obserwując kolejne grupy wspinaczy startujących na z Mylnej na Grań Kościelców. Po południu zapowiadane są opady deszczu i burze, więc już nic konkretnego nie planujemy. Szybki przepak w Betlejem i ciśniemy na busa do cywilizacji.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA: odwiedziny na Göllu|Łukasz Pawlas, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|22 - 26 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odwiedziny, które  były wynikiem kiepskiego żartu Bogdana - kiepskiego, bo ja w ogóle nie załapałam, że to żart i nim Bogdan zaczął się śmiać ze swojego dowcipu, ja miałam już zaplanowane całe cztery dni. Choć nie mogłam jechać na wyprawę w tym roku, to dzięki temu wypadowi miałam jej małą namiastkę (dosłownie) - nie ominął mnie szał zakupów przedwyprawowych (w tym wypadku śródwyprawowych), planowanie podejścia, pakowanie, oczekiwanie na wyjazd, ani nawet eksplorowanie! &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po pełnym emocji podejściu  - szczególnie dla Prezesa, Pitera i Bogdana, którzy do końca nie wiedzieli z czym tak naprawdę przyjdzie im się zmierzyć, dotarliśmy do Zakrystii w sobotę wieczorem. Nie tak bardzo zmęczeni, jak moglibyśmy być, gdyby nie Łukasz, który zszedł dzień wcześniej z Damianem i Pauliną z bazy, po to by pomóc nam w transporcie zamówionych przez wyprawę sprawunków. Od razu zaczęliśmy planowanie następnych dni. Chłopaki dostali propozycję odwiedzin w jaskini Gruberhornhöhle, aż do Oazy i zdeporęczowania paru lin przy wychodzeniu. Ja natomiast mogłam wziąć udział w wyprawowym biwaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moja akcja zaczęła się w niedzielę po południu. Wyruszyłam razem z Łukaszem, najpierw w stronę Biwaku w jaskini Gamssteighöhle, a następnie, po szybkim obiedzie przed drzwiami namiotu, dalej w dół jaskini, aż do miejsca w którym zakończyłam wyprawę w zeszłym roku. Pełna radości i zapału, że mogę kontynuować eksplorację wzięłam się za instruowanie Łukasza jak powinien wykonywać pomiary i oznaczać punkty, żebym mogła narysować dalszą (odkrywaną) przez nas część jaskini. Niestety zawiodła moja znajomość palmtopa i po kilku frustrujących próbach nawiązania z nim porozumienia zarzuciliśmy pomysł kartowania, na rzecz eksploracji, na którą miałam tylko jedną jedyną szychtę w tym roku. Mimo, że poruszaliśmy się cały czas jednym meandrem, to dzięki jego zmienności ta cześć jaskini zafascynowała mnie jeszcze bardziej. Wyznaczony przez nas czas na działanie dobiegł szybko końca i musieliśmy się zbierać nie dowiadując się co znajduje się za następną kaskadą i zakrętem... Z niejasnych dla mnie powodów droga w górę zajęła nam mniej czasu niż zejście w dół, stąd pojawiliśmy się na biwaku o godzinę za wcześnie. Być może był to dla nas szczęśliwy zbieg okoliczności ponieważ uniknęliśmy przekonania się jak wygląda mokra część jaskini w trakcie nagłego przyboru wody. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię wyszłam w poniedziałek w nocy po nocy na biwaku.  Jeszcze chwilę pomarudziłam przy stole na bazie w Zakrystii, aby jak najbardziej wydłużyć sobie pobyt na wyprawie. Po przebudzeniu się we wtorek rano nie pozostało mi nic innego jak spakować się i zejść razem z chłopakami do samochodu i wrócić do domu.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fodwiedziny_goll&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Wielka Śnieżna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Karolina, Marta, Rafał|15 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na ten weekend zmieniały nam się bardzo dynamiczne. Ja byłam uparta tylko w jednym względzie - chcę konkretnej, męczącej akcji. Postawiam na swoim! Wybór padł na Galerię Krokodyla w  Śnieżnej. Co prawda plan dojścia do Laguny się nie powiódł, natomiast punkty ,,zmęczenie&amp;quot; i ,,ciężko&amp;quot; zostały zrealizowane na 300%. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zmokliśmy i zmarzliśmy jeszcze przed wejściem do jaskini, a dzięki przyborowi wody nie udało nam się rozgrzać aż do powrotu na Polanę Rogoźniczańską. Ja dzieliłam moje wychłodzenie na: bardzo zimno i chlupotanie w butach oraz, po wylaniu tejże wody z kaloszy i wykręceniu skarpetek, na: po prostu zimno. Jedyny moment wytchnienia od wody (zarówno jej mokrości jak i huku) mieliśmy w Galerii Krokodyla. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podświadomie czując co nas może czekać na wyjściu zdecydowaliśmy zawrócić nie dochodząc do końca Galerii. I rzeczywiście połączenie trzech kobiecych intuicji nie zawiodło, wszędzie tam gdzie woda zazwyczaj ciurka, płynęły potoki, a na każdym załamaniu tworzyły się wodospady (czyt. na Płytowcach),  natomiast deszcz jaskiniowy w Wielkiej Studni przemienił się w ulewę od samego dołu do góry. I nawet podjęcie wyzwania SBB, nie pomogło nam się rozgrzać... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wyszliśmy nad ranem mile przywitani przez mżawkę (tak, mżawka to było miłe - bo nie lało i nie wiało). Podczas zejścia odbył się festiwal poślizgnięć i upadków, ukoronowany rozdarciem moich ulubionych geterków na kolanie... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
I cokolwiek, ktokolwiek pomyślał czytając ten opis - mi się podobało!!!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - urlop w Tatrach - Jaskinia ku Dziurze|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt; + Koteł Ajaxeł|12 - 17 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W ramach miniurlopu spędzamy tydzień pod Tatrami. Korzystając z okazji, zaliczamy kilka spacerków po okolicznych dolinach, oraz po ekstremalnie ciężkim, wyczerpującym podejściu docieramy pod Morskie Oko od strony Asfaltowego Pro-Podejścia Wydolnościowej Zagłady. Oczywiście odwiedzamy też Dziurę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia Dziura (w Dolinie ku Dziurze, Jaskinia Strążyska, Zbójnicka Jama, Jaskinia Dziura)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia, której nazwy dłużej się wymawia, niż się ją zwiedza.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sympatyczny obiekt, idealny na zaczerpnięcie chłodniejszego wdechu podczas spacerów pod Tatrami. Typowo turystyczna dziura, która nie wymaga praktycznie żadnego sprzętu poza źródłem światła.&lt;br /&gt;
Dojście do niej to spacerek doliną Ku Dziurze, zwiedzanie jej to dziesięć minut spędzonych w skupieniu nad tym, by nie wyłożyć się na śliskim spągu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Można powiedzieć, że Jaskinia Dziura to idealny obiekt do zapoznania dzieciaków z podziemiami: poza tym, że jest w środku ciut ślisko, nie ma z czego spaść, nie ma do czego wpaść, na dobrą sprawę można tam wepchnąć berbecia i tylko co jakiś czas dorzucać mu jakąś paszę, ewentualnie coś do picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeden otwór wejściowy gwarantuje, że dzieciak nie pryśnie gdzieś bokiem. No chyba, że wywspina się i ucieknie górą, ale to już bardziej będzie powód do dumy, niż zmartwienia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fdziura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid - spacery w Międzybrodziu|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|09 - 10 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z odwiedzin u znajomych w Międzybrodziu odbywam dwie wycieczki. Pierwsza to wieczorny spacer na Żar. Druga trochę dłuższa (aczkolwiek nie za bardzo, bo udaje mi się zebrać dopiero po 12, a mój powrót ograniczał zaplanowany grill). Przez Żar, Kiczerę pętlą do Międzybrodzia i z powrotem kawałek podejścia na Żar, bo tam znajdował się grill.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia na Świniuszce|Ola Rymarczyk, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|06 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O 15:30 ruszamy z Piotrem do Rudy po Olę. Ta ma mały poślizg, więc jesteśmy zmuszeni poczekać kilka chwil. Kilka... Kilkanaście. Daję pół lewej nerki, że nasze oczekiwanie było wystarczająco długie, by w jego czasie na Świniuszce wyrosło kilka nowych stalaktytów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tradycyjnym &amp;quot;muszę kupić jeszcze baterie&amp;quot;, oraz zaskakującym &amp;quot;zapomniałam zabrać gumowców&amp;quot;, ruszamy w drogę. Odstajemy swoje w korkach, robimy kilka kółek, w końcu docieramy pod Ogrodzieniec. Szybko znajdujemy miejsce gdzie zostawiamy samochód, przebieramy się i ruszamy dziarskim krokiem na poszukiwanie dziury. Kroki Oli są bardziej dziarskie niż moje, czy Piotra, a to ze względu na nieco za duże glany, którymi została poratowana.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opis położenia otworu jak zwykle jest niezmiernie pomocny - od etapu &amp;quot;po zostawieniu samochodu należy wejść w las&amp;quot; ciężko się połapać w wytycznych. Nawet mech na drzewach rośnie jakby dookoła, więc ciężko stwierdzić, gdzie jest zachód. Finalnie udaje nam się znaleźć otwór po zaledwie kilkunastu minutach szukania.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w ciemność...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia równie sympatyczna, co krótka. Trzy przepinki i około 37 metrów głębokości to jedyne, co jest w stanie zaproponować. Sprawnie schodzimy na głębsze dno, gdzie zawiązuje się ciekawa dysputa ideologiczno-egzystencjalna. Płytsze dno odpuszczamy sobie ze względu na niestabilność... wszystkiego. Ciasno, mokro, sypie się z każdej strony. Uwzględniając sugestie osób, które ostatnio były w tamtej części jaskini - udajemy, że płytsze dno nie istnieje.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podsumowując: akcja krótka (2h), jaskinia przyjemna, w bliskiej okolicy są jeszcze dwa pomniejsze, poziome obiekty, które następnym razem warto będzie odwiedzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
foto tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fswiniuszka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - szkolenie kanioningowe na Pzurku|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Paulina Piechowiak (WKTJ), Marta Walczewska (SKTJ), Izabela Pałygiewicz (SW), Dorota Zakrzewska (SW), Renata Kisielewska (AKG), Joanna Wolańska (SW), Kajetan Ginter (SW), Agnieszka Byrtek (SBB), Krzysztof Górski (SBB), Olek Dobrzański (SDG), Zbyszek Tabaczyński (Zakopane), Michał Humienik (SW), Wielbłąd (AKG) i chyba tyle|01-03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W piątek wieczorem odbywa się wstęp teoretyczny i przedstawienie planu na kolejne dwa dni oraz unifikacja sprzętu i integracja. W sobotę, w piekącym słońcu i okrutnej duchocie zapoznajemy się z metodami zjazdu, przygotowania i obsługi stanowiska oraz komunikacją w kanionach. Po zajęciach na skałach część ekipy rusza na basen w Bukownie aby ćwiczyć skoki do wody. Zajęcia okazały się bardzo istotne, gdyż uświadomiły niektórym, że przed zdecydowaniem się na wykonanie skoku, należy jednak upewnić się, że umie się pływać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę nie przestaje padać do około godziny 13:00 – marznę okrutnie. Ale nie było przebacz zajęcia się odbyły. Tego dnia powtarzamy to czego nauczyliśmy się w sobotę oraz poznajemy podstawy poręczowania, w tym trawersów oraz innych mniej typowych formacji.&lt;br /&gt;
Szkolenie przydatne. Ale jak sobie tego nie powtórzę w najbliższych tygodniach to zdobyta wiedza przepadnie, także jak ktoś ma ochotę powisieć trochę na sznurkach do proszę o kontakt.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziękuję organizatorom za zaangażowanie i cenne rady.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zorganizowane w ramach działań Komisji Kanioningowej PZA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - trasa Czantoria-Nydek-Stożek-Czantoria|Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|03 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdesperowana żeby spędzić miło [i męcząco!] weekend, namówiłam Łukasza na wyjazd w Beskidy. Wybraliśmy trasę Czantoria Wielka - Nydek - Stożek Wielki - Czantoria.&lt;br /&gt;
  &lt;br /&gt;
Po przyjechaniu na miejsce, siedząc na parkingu w samochodzie, patrząc na mgłę i słuchając kropel deszczu uderzających o dach samochodu czułam się bardzo zniechęcona. Na szczęście została podjęta męska decyzja, która wygoniła mnie po buty podejściowe do bagażnika. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podejście na Czantorię w deszczu i mgle. Po zejściu ze szczytu na stronę czeską mgła ustąpiła i deszcz też jakby przeszedł. Gdzieś po drodze udaje nam się zgubić szlak, nawet się nie zorientowałam póki nie natrafiliśmy na właściwą drogę zejścia. Nydek okazał się bardzo uroczą miejscowością, toteż nawet dreptanie po asfalcie nie było tam męczące. Dodatkowymi atrakcjami jakie nam zaoferował poza mini skocznią narciarską, były ciekawskie strusie. Podczas dalszej drogi udało nam się już nie gubić szlaku. Gdzieś na podejściu prowadzącym na Filipkę przebija się słońce i już zostaje do końca dnia. Wielki Stożek i dalej granią, znowu na Czantorię. Z Czantorii marszobiegiem do samochodu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Złota Rybka nie poradziła by sobie lepiej ze spełnieniem mojego życzenia - spędziłam bardzo miło dzień i jestem zmęczona, tak jak chciałam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskiniach Józefa i Spełnionych Marzeń|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Asia Przymus, 2 os.tow., Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, &amp;lt;u&amp;gt;Sylwester Siwiec&amp;lt;/u&amp;gt;|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotę we wczesnych godzinach porannych wyruszyliśmy naszą wówczas jeszcze niekompletną drużyną do Jaskini Józefa. Po dotarciu do punktu zbiórki we wsi Rodaki dołączył do nas nasz instruktor Mateusz wraz z dwiema zaprzyjaźnionymi dziewczynami. Tym razem na szefa wyprawy został wyznaczony Karol, który całkiem sprawnie i bez większej pomocy doprowadził nas do wejścia do jaskini ukrytego pod stertą kamieni w pobliskim lesie. Przyjemność poręczowania przypadła Iwonie, która promieniując z tego powodu ze szczęścia w radosnych podskokach zniknęła na dłuższy czas w ciemnej pustce za wlotem do jaskini. My oczekując na znak do zjazdu cieszyliśmy się piękną pogodą, świeżym powietrzem i miłym towarzystwem komarów i much oraz wielu innych wielonożnych stworzeń witających nas uporczywie. Lecz sielanka ta nie trwała długo, bo z dołu w końcu dobiegł sygnał, że czas się zbierać i po kolei zaczęliśmy schodzenie. Zejście było miejscami dość ciasne, przynajmniej dla mnie (czas schudnąć?), mimo to dostarczało przyjemnych wrażeń odkrywania nowej miejscówki. Na dole ciągnące się korytarze również zapewniały nam rozrywkę pod postacią zapieraczek, przeczołgiwania się w wąskich przejściach lub karkołomnych próbach znajdowania zaczepienia dla kończyn na stromych podejściach. Po zajrzeniu w każdy zakamarek, szczelinę i odnogę oraz obejrzeniu ciekawszych form skalnych nadszedł czas na to co niestety dotychczas dostarcza mi najmniej przyjemności – wyjście. Zziajany, zgrzany i obolały w końcu wypełzłem na powierzchnię, reszcie poszło chyba lepiej, przynajmniej nie okazywali takiego wymemłania co ja. Cała eksploracja poszła nam niespodziewanie gładko i sprawnie dzięki czemu zapadła decyzja o zejściu do znajdującej się niedaleko Jaskini Spełnionych Marzeń. Po niewielkim błądzeniu w celu znalezienia wlotu do jaskini, w trakcie którego zgubił się na dłuższą chwilę Mateusz, stanęliśmy w końcu przy właściwej „dziurze”. Poręczowaniem zajął się osobiście Mateusz. Nie wiedząc czego się spodziewać na dole (nie, nie spodziewałem się Mac’a), okazało się, że zjazd jest dość długi, a sama jaskinia znacznie większa niż to co o niej słyszałem przed zjazdem. W paru miejscach również znacząco się zwężała utrudniając zejście, cóż, wciągnęło się brzuch to jakoś poszło… :) Na dole w nagrodę otrzymaliśmy parę kolejnych ciekawych korytarzy, w których można było sobie przećwiczyć techniki eksploracyjne. Na końcu jednego z takich korytarzy znaleźliśmy coś co zdziwiło nawet Asię. Nietypowa biała struktura o wygładzie pianki do golenia (przynajmniej mnie to przypomniała) pokrywała salę na końcu jednego z najtrudniej dostępnych korytarzy. Asia wysunęła hipotezę, że to nietypowa odmiana mleka wapiennego, ale uczestniczący w tej debacie naukowej Mateusz nie był do końca przekonany. Po strzeleniu temu czemuś paru fotek, które możecie obejrzeć w galerii, przyszedł czas na wyjście. Wyjście dało mi solidnie w kość dosłownie i w przenośni, ale w końcu się udało i z resztą kursantów mogłem być dumny z zaliczenia dwóch nowych, ciekawych, dostarczających wrażeń jaskiń, do których z przyjemnością jeszcze kiedyś wrócę, gdy ponownie postradam zmysły. :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Ostrysznia bis we wspinie|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|02 07 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na skwarne dni dobry jest wspin w zacienionym wąwozie Ostryszni. Robimy kolejne 10 dróg o trudnościach adekwatnych do rozleniwiającej pogody. Jest tu jeszcze wiele do roboty.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie KTJ PZA - Autoratwonictwo w Podzamczu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|24 - 26 o6 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na miejsce biwaku dojeżdżamy jako jedni z pierwszych pomimo małych perypetii z samochodem ale i tak mamy czas na rozbicie namiotu.&lt;br /&gt;
Po przyjeździe na miejsce pierwszego instruktora pędzimy na skały zaporęczować stanowiska do ćwiczeń na dzień następny.&lt;br /&gt;
Idzie dość sprawnie dzięki czemu wieczór spędzamy przy ognisku na rozmowach i jedzeniu.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W sobotę wstajemy z samego rana, żeby na 08.00 być już na skałach. Zostajemy podzieleni na grupy i razem z Asią dołączamy do Dominika i Rafała co sprawia, że dopisują nam humory przez cały dzień.&lt;br /&gt;
Jako, że „dziwnym” trafem pod skałami jesteśmy z Asią gotowi jako pierwsi idziemy zjechać z góry na dół aby pospuszczać liny, które poprzedniego dnia podwiesiliśmy. Oczywiście to, że zjechaliśmy najdłuższymi jakie były nie miało nic wspólnego z tym, że Asia odczuwała potrzebę zjechania „jakimś długim zjazdem”. Po prostu przypadek.&lt;br /&gt;
Po kolei na każdym stanowisku ćwiczymy pod okiem instruktorów wyciąganie poszkodowanego z ucha przepinki oraz zjazd z poszkodowanym przez przepinkę i węzeł, wciąganie poszkodowanego do góry metodą hiszpańskiej przeciwwagi oraz metodą U, techniki podstawowe autoratownictwa oraz ściąganie poszkodowanego z trawersu i tyrolki. Całość bez przerw trwa około ośmiu godzin co dla mnie było rewelacyjne. Po ćwiczeniach deporęczujemy to co zostało i następnie każdy zajmuje się swoimi sprawami a wieczorem i tak większość spotyka się na ognisku, do którego dołączamy i my. Tu też przekazują nam informację, że Asia nazajutrz udaje się ze swoją grupą do jaskini Rysiej a ja wraz z Darkiem, Kamilą, Przemkiem i Jarkiem do jaskini Józefa.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W niedzielę wyjeżdżamy z samego rana i mamy okazję przećwiczyć rzeczy z dnia wczorajszego ale już w warunkach jaskiniowych. Idzie dość sprawnie. Na dnie organizujemy punkt cieplny i zaczynamy transport poszkodowanego na górę studnią ASa.&lt;br /&gt;
Po pokonaniu pierwszej przepinki następuje zmiana poszkodowanego i do samej góry(przez właz również) jestem wyciągany z zawiązanymi oczami. Uczucie co najmniej dziwne niby wszystko mogę ale tak naprawdę nie mogę robić nic. Po wyjściu na powierzchnię bez odpoczynku zjeżdżamy na dno jeszcze raz i całość powtarzamy zmieniając poszkodowanego. Na bieżąco przekazujemy sobie uwagi i cenne rady a opowieści Darka umilają i dają do myślenia podczas wyciągania poszkodowanego do góry Z jaskimi wychodzimy ok godzimy 15 i jedziemy na miejsce biwaku, gdzie czekają już na nas dwie inne ekipy. Tam wspólnie oczekujemy na grupę Asi będącą jeszcze w Rysiej.&lt;br /&gt;
Po powrocie odprawa z podsumowaniem, pamiątkowe zdjęcie i jedziemy do domów.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Już nie mogę doczekać się etapu Tatrzańskiego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Klubowy spływ kajakowy Sołą|Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tadeusz Szmatłoch, Grzegorz Burek, Henryk Tomanek, Justyna, Adam Szmatłoch, Ania Szmatłoch z dziećmi, Tomek Szmatłoch, Asia, Artur Szmatłch z dziewczyną, Łukasz Pawlas, Ala Kucharska, Marzenna Widuch, Ryszard Widuch, Tomasz Jaworski z partnerem (kajakowym), Adam Jaworski z córką, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Rafał Florczyk, Iza Florczyk, Jan Kempny, Barbara Borowiec |25 - 26 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jejku, jejku, rany...co za spływ za sobą mamy. To był chyba jeden z najbardziej emocjonujących spływów pod wieloma względami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pierwszy dzień to odcinek jeziorny. Wyruszyliśmy z Moszczanicy. Słoneczna i gorąca pogoda zachęciła nas do zrobienia łuku po jeziorze Żywieckim na południe w stronę beskidzkich szczytów. W okolicy Zarzecza robimy sobie wspaniałą kąpiel w jeziorze i dalej leniwie suniemy do zapory Tresna gdzie goście z firmy, która nam wypożyczyła kajaki (Przystań przy Zaporze) sprawnie przerzucają kajaki poniżej tamy. Dalszy spływ w sielankowej atmosferze przerywamy na postój przy nadbrzeżnej knajpce z telewizorem aby choć trochę popatrzeć na mecz naszych z Szwajcarią. Nagle na południu pojawiła się ogromna chmura, która okazała się forpocztą nadchodzącej burzy. Mimo znaczących niebo błyskawic ruszamy dalej lecz przy moście w Międzybrodziu dognała nas nawałnica. Jednak i tu jest knajpka i TV gdzie oglądając dalej mecz przeczekujemy rzęsisty deszcz i wiatr. Po kolejnej godzinie ruszamy na jezioro. Gdzieś w środku akwenu nowa porcja wody z nieba wymusza na nas postój w jednej z dość licznych tu przystani. Najgorsze nastąpiło w chwilę później gdy płynąc dalej zerwał się potężny szkwał  unoszący wodę z jeziora a ulewa w postaci drgającej kurtyny ograniczyła widoczność. Tak właśnie wygląda namiastka białego szkwału i to na jeziorze Międzybrodzkim. Odwracając się plecami do wiatru od razu pędzimy do brzegu gdzie na szczęście natrafiamy na kolejną przystań w której i tak telepiemy się na falach. Jakiś duży ponton, pewno gdzieś zerwany z cumy koziołkował po jeziorze niesiony wiatrem. W końcu jednak pogoda się normuje i po skompletowaniu ekipy docieramy do zapory w Porąbce. Tu mieliśmy auta a firma przewozi nam kajaki poniżej zapory w Czańcu (jezioro to z uwagi na ujęcie wody pitnej jest nieudostępnione) gdzie wcześniej upatrzyliśmy sobie miejsce na biwak. Tu ognisko, śpiewy i generalnie wesoła atmosfera, którą w dodatku Grzegorz umilał grą na gitarze. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień anonsuje syrena oznaczająca upust wody z pobliskiej zapory (akurat odbywał się też doroczny Spływ Trzech Zapór na którego właśnie potrzeby woda jest zrzucana). My jednak najpierw dostarczamy auta do Oświęcimia a potem ruszamy wezbraną rzeką. Soła jest rzeką górską ze wszystkimi tego atutami. W zasadzie nie ma czasu na większą nudę. Nagłe skręty, cofki, wiry a w wodzie powalone drzewa, bloki skalne. Na domiar złego od gór znowu sunęły czarne chmury. Wkrótce też wszystko poczerniało tak jak by miała nastąpić noc.  Przed Bielanami rzeka robi skręty w kształcie litery Z. W tym newralgicznym miejscu działy się bardzo ciekawe rzeczy i to nawet niebezpieczne. Co rusz jakaś załoga wlatywała do wody wyrzucona na skałach czy wadząc o zwalone konary. Nie ominęło to również naszej ekipy. Kajak odpłynął dnem do góry lecz załoga się uratowała. Inny kajak (nie z grupy nockowej) tak zakleszczył się w konarach, że nie sposób było go wyszarpać. Do tego wszystkiego wmieszała się jeszcze pogoda. Rozrywane co chwilę błyskawicami niebo, huk grzmotów i konkretna zlewa.  Na szczęście utracony kajak się znalazł trochę niżej a pogoda się wkrótce poprawia. Potem było jeszcze kilka ciekawych miejsc na rzece i trzy wywrotki. Na szczęście wszyscy szczęśliwie docieramy do Oświęcimia gdzie kończymy spływ (Soła poniżej tego miasta wpada do Wisły). Ze strat materialnych należy odnotować cenne okulary, jakieś buty oraz kilka innych drobiazgów. Ze strat nie materialnych ale cielesnych uczestników to odnowienie kontuzji mięśnia, odczyn alergiczny (po ukąszeniu mrówki), rany i ranki lżejsze.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola2&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSola1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Film:  https://vimeo.com/173044465&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rowerami w okolicach Wisły|Łukasz Pawlas, Ala Kucharska|18-19 06 2016}}&lt;br /&gt;
Odwiedzamy większość bocznych dolinek Wisły. Niechcący bierzemy udział we fragmencie Bike Maratonu, również niechcący goni nas stado dzików (ostatnio mamy do nich pecha). Generalnie pogoda cudna, a Beskidy z roku na rok jakby jakoś bardziej dzikie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - kurs w jaskini Racławickiej|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Asia Przymus, &amp;lt;u&amp;gt;Iwona Czaicka&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę wybraliśmy się do Jaskini Racławickiej na nasz drugi wyjazd kursowy, a pierwszy z wykorzystaniem technik linowych. Spotykamy się w Racławicach. Z pomocą mapy i lokalnego mieszkańca kierujemy się w okolice jaskini. Później, opierając się bardziej na GPSie, z wiernym dopingiem starych kursantów znajdujemy otwór. Poręczuje Karol, po kolei pokonujemy studnie podziwiając obecne tam nacieki. Będąc w głównej komorze znajdujemy ciasną studnię, będącą najniższym dostępnym punktem jaskini. Z radością i optymizmem każdy do niej schodzi, a z bólem (mniejszym lub większym) próbuje wyjść. Po wyjściu do Czeskiego Korytarza Asia pokazuje nam jak wyglądają m.in. makarony, mleko wapienne, pola ryżowe. Na tym kończymy nasze zwiedzanie jaskini. Na koniec, nie sposób nie dodać, że tym razem wszystkim udało się wyjść na powierzchnię w stroju kompletnym :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pd. - wspin w wąwozie Ostryszni|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bardzo fajne wspinanie w skałach wąwozu Ostryszni. Duży wybór dróg i w sam raz na upalne dni. Było tu zaledwie kilku wspinaczy. Robimy 10 dróg może o niezbyt wygórowanych trudnościach lecz bardzo ciekawych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOstrysznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Czerwone Wierchy|os. tow., Przymus Joanna, &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pisząc ten opis zastanawiam się od czego zacząć? Wiem, że najprościej od początku ale czy się da? Spróbuję.&lt;br /&gt;
Od razu uprzedzę, że niektóre treści tu zawarte mogą być niezrozumiałe dla osób, których z nami nie było więc o ich genezę należy pytać nas bezpośrednio.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenie miało być proste w niedzielę przy dobrej pogodzie jedziemy w Tatry i idziemy na Rysy. Plany swoje a życie swoje, nie wdając się w szczegóły a żeby &amp;quot;i wilk był syty i owca cała&amp;quot; (cytat przyp. aut.) padło na Czerwone Wierchy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jedziemy już w sobotę wieczorem po wyjeździe od Asi i Tomka, gdzie odbywała się mała klubowa imprezka, na którą za zaproszenie serdecznie dziękujemy. Bez przeszkód dojeżdżamy na miejsce noclegu i po szybkim ogarnięciu biwaku idziemy spać. Jako, że jest niedziela pozwalamy sobie pospać do godziny 0700 (ja byłem za opcją pobudki o 0800) i godzinę później jesteśmy już w Kirach na szlaku. Dzięki podpowiedziom Tadka wybieramy trasę przez Dolinę Tomanową.&lt;br /&gt;
Zielony szlak, który tamtędy biegnie jest bardzo uro.... tfu przyjemny i nawet nie czuć specjalnie zmęczenia przy nabieraniu na nim wysokości w drodze na Chudą Turnię. Po drodze odpoczywamy kilka razy zajadając się ciastkami przygotowanymi przez Asię i mufinkami(słownik cały czas chce mi to słowo poprawiać na muminkami o czym też chyba była rozmowa?) Michała dzięki czemu w moim plecaku oprócz energetyka są tylko trzy batony i paczka cukierków z zielonej herbaty :D Na Chudej turni robimy odpoczynek na... kotlety sojowe Asi. Nie wiem co w nich było ponieważ nie skorzystałem mając jeszcze zapas energii z mufinków z poprzedniego postoju ale coś musiało być ponieważ chwilę po otwarciu pojemnika w pobliżu pojawiły się kozice. Przypadek? Nie wiem czy efektem ubocznym otwarcia tego pojemnika nie było też to, że od tego momentu szliśmy cały czas we mgle ale lepiej może zostawić temat(co też jest modne ostatnimi czasy). Gdzieś za Krzesanicą padło pytanie z &amp;quot;tłumu&amp;quot; kiedy wreszcie przejdziemy przez jakiś szczyt ale będąc już na Malołączniaku sprawa wyjaśniła się sama a my ruszamy dalej w stronę Kopy Kondrackiej. Na szczycie pamiątkowe zdjęcie(tak naprawdę były dwa) i schodzimy do Przełęczy Kondrackiej.&lt;br /&gt;
Tam pomimo nadal unoszącej się mgły spotykamy chyba najwięcej ludzi z całego dzisiejszego dnia więc postanawiamy zejść nieco niżej, żeby po raz kolejny coś zjeść. Po posiłku schodzimy szlakiem do Doliny Małej Łąki gdzie po drodze mamy możliwość uczestniczyć w festiwalu upadków i kontrolowanych poślizgnięć po małym opadzie deszczu jaki nas uraczył na szlaku. Przed wejściem na Wielką Polanę na wysokości Wyżnich Kolebisk Asia ma okazję w praktyce wykorzystać umiejętności jakich nabyła na kursach pierwszej pomocy u Piotra opatrując dłoń Michała, który po raz kolejny próbował wylądować telemarkiem. Ale jako, że podparł się dłonią stracił kilka punktów i zyskał opatrunek z naprawdę bardzo gustowną kokardą na miarę tej jaką na głowie nosi Myszka Minnie. Na Wielkiej Polanie robimy odpoczynek po którym ruszamy na Przysłop Miętusi. Tu kolejny telefon od Ryśka, który cały czas &amp;quot;trzyma rękę na pulsie&amp;quot;. Wcześniej dzwonił gdzieś w okolicy Wyżniej Tomanowej Polany ale tylko mój telefon ma tu zasięg i możemy chwilę porozmawiać. Swoją drogą nie dziwię się, że hasło reklamowe dawnej Noki brzmiało &amp;quot;Łączy Ludzi&amp;quot;. Z Przysłopu schodzimy czerwonym szlakiem na ścieżkę pod reglami i wracamy do samochodu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W tym miejscu warto by wspomnieć o czym były tematy rozmów, które nam towarzyszyły.&lt;br /&gt;
Może nie będzie zachowana chronologia ale w dużym, skrócie było o procesorach i przewadze tych &amp;quot;nowszych&amp;quot; nad tymi &amp;quot;starszymi&amp;quot; było nawet sporo o edukacji seksualnej było o ssakach wodnych(sprawdziłem na wikipedii nie 3m tylko 2,4m). Ciekawym tematem był temat spódnic, sukienek i ich długości(temat wciąż otwarty) oraz powiązane z tematem słowo tren. Panowie to nie jest tylko utwór liryczny. Było o depilacji nóg no i dwie(na razie nieskuteczne) próby &amp;quot;zabawienia się&amp;quot; w swatkę ale jako, że te starsze procesory wolno myślą obie okazje przepadły a właściwie to poszły dalej. Teresa próbowałem, naprawdę próbowałem. Było coś o brwiach a właściwie o ich pozbywaniu się i o geologii. Trzeba również pamiętać, że wyrazy uroczo i romantycznie nie brzmią dobrze w ustach niektórych ludzi, radzę więc poćwiczyć przed lustrem zanim się ich użyje. Mieliśmy też okazję z bliska zobaczyć jak wygląda salamandra wg. Michała.&lt;br /&gt;
Były też inne tematy ale tylko ja wiem czy pominąłem je celowo czy zapomniałem o nich tak samo jak o tabletkach na pamięć W każdym razie tak mniej więcej wyglądał nasz dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Miałem ze sobą GPS-a ale dla mnie cyfry wcale nie są ważne i nie podam danych:P&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejność uczestników, która jest podana na początku ma znaczenie i zauważyłem, że nie dotyczy tylko kolejności w jakiej szliśmy na szlaku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pozostało mi tylko zaprosić Wszystkich na kolejne wyjazdy i podziękować za ten.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia w galerii.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Pieniny - kajakiem przez przełom Dunajca|Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Korzystając z zaproszenia na sobotnie wesele w Szczawnicy, postanawiamy wykorzystać niedzielę na otrzeźwienie umysłu i ciała chłodną górską wodą. Na weselu jakoś udaje nam się nie przesadzić, stąd mamy jeszcze siły na niedzielę. Spływ zaczynamy w Sromowcach Wyżnich. Na szczęście pogoda była niepewna więc na naszym szlaku mijamy tylko ok. 20 łodzi flisackich. Sama rzeka nie sprawiła nam większych trudności, choć płynęliśmy dmuchanym kajakiem i mimo starań nie udało nam się go przewrócić. Trzeba jednak przyznać, że przełom Dunajca to jeden z bardziej urokliwych szlaków kajakowych który zaliczyliśmy do tej pory. Spływ kończymy w Krościenku, za mostem - idealna długość trasy jak na 1 (poimprezowy) dzień. Może za rok nockowy spływ Dunajcem - naszą trasę można przedłużyć?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - na rowerach dookoła Czantorii |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;&lt;br /&gt;
|12 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Niemal 30 km górskiej trasy wokół Czantorii: Ustroń - przeł. pod Tułem - Strelma (CZECHY) - przeł. Beskidek - Jawornik - Ustroń. Szlak piękny i zróżnicowany w dodatku po czeskiej stronie prawie bezludny. Najtrudniejszy odcinek to szlak na Beskidek od strony zachodniej. Później upojny zjazd do Jawornika i ładną ścieżką rowerową wzdłuż Wisły do Ustronia. Pogoda wspaniała.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FDookola-Czantoria&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Łutowiec - Szkolenie kartograficzne|W roli kadry: &amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Jacek Szczygieł (KKS), Darek Lubomski (SKTJ), Paulina Piechowiak (WKTJ), Michał Ciszewski (KKTJ), Izabela Luty (SW) plus 27 kursantów|11 - 12 06 2016}}&lt;br /&gt;
Podczas pierwszego dnia szkolenia, uczestnicy wysłuchali wykładu wstępnego i przystąpili do praktycznej nauki mierzenia i sporządzania notatek terenowych w prawdziwych jurajskich jaskiniach. Podzieliliśmy się na trzy grupy, po trzy zespoły każda, które udały się do jaskiń: Trzebniowskiej, Ludwinowskiej i w Sokolnikach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po wspólnym obiedzie, zebrane dane zostały krok po kroku przeliczone do postaci umożliwiającej ich wykreślenie na czysto. Mimo tego, że komputerowe przetwarzanie danych jest obecnie standardem, na początek kursanci używali do obliczeń wyłącznie arkusza kalkulacyjnego, w charakterze „trochę mądrzejszego kalkulatora”. Swój pierwszy plan sporządzili zaś na papierze milimetrowym, aby zyskać świadomość, jak też w istocie przebiegają wykonywane przez specjalistyczne programy obliczenia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Drugi dzień rozpoczął się od wykonania w dziesięć minut dokładnie tych samych obliczeń i dokładnie tych samych wykreśleń, ale tym razem przy pomocy programu Survex. Następnie, przy pomocy pakietu graficznego Inkscape z rozszerzeniami jaskiniowymi, wspólnymi siłami staraliśmy się opracować sporządzone poprzedniego dnia plany – wczytane jako skany – do postaci nadającej się do publikacji. Jak zwykle, ograniczony czas pozwolił w istocie tylko na zasygnalizowanie pewnych tematów i pewnych technik; kursanci otrzymali jednak instrukcję krok-po-kroku, pozwalającą im dokończyć ćwiczenia z oprogramowaniem kartograficznym w domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie zakończyliśmy wprowadzeniem do pomiarów terenowych w systemie całkowicie elektronicznym, czyli z szkicowaniem w jaskini na urządzeniu PDA (tzw. palmtop). Po krótkim wykładzie, ponownie udaliśmy się do jaskiń, gdzie każdy z kursantów miał możliwość narysowania ostrym(!) rysikiem szkicu dla jednego czy dwóch odcinków pomiarowych. Z uwagi na późną porę, opracowanie tych rysunków musiało już zostać pozostawione jako zadanie domowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Rajd pieszy po środkowej Jurze |kadra - Bożena Obrzut-Makowicz, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Rafał Florczyk, uczniowie Gimnazjum nr 7 - Mateusz  Opaszowski, Krystian Abramczuk,  Zuzanna Banach, Damian Dymek, Monika Matura, Tomasz Karkoszka, Michał Belica, Bartłomiej Kowalczyk, Daniel Musioł &lt;br /&gt;
|07 - 09 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kontynuując tradycję zrealizowaliśmy kolejny rajd pieszy tym razem po środkowej Jurze. Celem było pokonanie 66 km z Kluczy przez Bydlin, Smoleń, Ryczów, Podzamcze, Piaseczno, górę Zborów, Zdów do Mirowa. Młodzież miała okazję zapoznać się z walorami przyrodniczymi naszej Jury, możliwościami biwaku pod gołym niebem jak też w pieczarach skalnych, sposobami nawigacji a także charakterystyką poruszania się w terenie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1 dzień: Klucze - Smoleń, biwak w jaskini Jasnej, wejście do jaskiń: Na Biśniku, Psia, Zegarowa. Dyst. 25 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2 dzień: Smoleń - Mirów. Dyst. 40 km. Biwak pod gołym niebem przy skałkach mirowskich w pobliżu jaskini Stajnia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3 dzień: przejście do Mirowa, zakończenie raju. Dyst. 1 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przez cały okres przepiękna pogoda. Młodzież pomimo obtarć i słabości spisała się dzielnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRajd-Jura&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu - Piętrowa Szczelina|Łukasz Pawlas, (PREZES), Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek Sitko, os.tow.|05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie było by lecia klubu grotołazów, gdyby nie jaskinie.... dlatego w przerwie między dobrą zabawą i jeszcze lepszą zabawą wybraliśmy się odwiedzić pobliską jaskinię Piętrową Szczelinę. Z naszej skromnej ekipy ja i Łukasz ostatnio bywamy dość często w tej jaskini, dlatego staliśmy się przewodnikami dla pozostałej trójki. Pokazaliśmy im obejście, dzięki któremu nie potrzeba użyć w jaskini ani kawałka liny oraz kilka ciekawostek zapieraczkowych i zaciskowych. Mimo, że kolejny raz będąc w tej jaskini wciskałam się w różne przejścia i układałam w głowie wirtualny plan, to nadal nie udało mi się spenetrować jej tak jak należy. Myślę, że na to będę potrzebowała jeszcze dużo czasu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Flecie_jaskinia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - obchody 40-lecia klubu w Łutowcu|Iwona Piotrowska, Wiesław Piotrowski, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Maryla Przymus, Jerzy Przymus, Grażyna Ciołek, Andrzej Ciołek, Rafał Ciołek, Damian Żmuda, Katarzyna Rupiewicz, Łukasz Pawlas, Alicja Kucharska, Wojciech Sitko, Adam Witkowski z Martyną, Dariusz Rank, Michał Chowaniec z dziewczyną, Mirsław Siwiec, Ilona Siwiec z dziećmi, Tadeusz Gniełka (Kosa), Krystyna Gniełka z dziećmi, Jacek Kaźmierczak, Izabela Kaźmierczak, Janusz Proksza, Grzegorz Pęczek z żoną, Adam Wilkoszyński, Brygida Wilkoszyńska, Grzogorz Wilkoszyński, Janusz Dolibog z Jolą, Grzegorz Szczurek, Agnieszka Szczurek z dziećmi, Jan Kieczka, Marzena Kieczka z dziećmi, Krzysztof Kubocz z dzieckiem, Tomasz Jaworski, Joanna Jaworska z dziećmi, Wojciech Orszulik, Ewa Orszulik z dzieckiem, Katarzyna Garbas, Dariusz Garbas, Grzegorz Klima, Aleksandra Rymarczyk, Wojciech Rymarczyk z dziećmi, Sebastian Śmiarowski z koleżanką, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, Grzegorz Przybyła z żoną i dziećmi, Renata Szmatłoch, Wojciech Rusek z żoną i dwoma psami, Adam Rajda (Dugi), Urszula Rajda, Grzegorz Burek, Kinga Burek, Jerzy Nowok, Artur Wiśniewicz, Beata Wiśniewicz, Henryk Tomanek, Monika Tomanek, Justyna Francik, Mateusz Golicz, Wojciech Wyciślik, Lucek, Katarzyna Jasińska, Maciej Dziurka, Wanda Jewdoszuk, Bożena Kołodziej z córką, Jarosław Kania, Iwona Kania, Michał Kania, Teresa Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, (skład zostanie uzupełniony...)|03 - 05 06 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Łutowcu (bazę stanowiła szkoła „Elementarz” i jej okolice) odbyły się obchody 40-lecia klubu. Zjechało się mnóstwo ludzi. Basia łącznie z dziećmi naliczyła 108 osób. Od piątku do niedzieli można było pobyć w gronie ludzi mających bliższy lub dalszy kontakt z klubem na przestrzeni jego istnienia. Apogeum przypadło na sobotę. Dzieci mieli zorganizowane zabawy sprawnościowe i tyrolkę. Starsi się wspinali na różnej trudności drogach, odwiedzono jaskinię Szczelina Piętrowa, inni się opalali, jeszcze inni jeździli na rowerach lub zwiedzali pieszo okolice. W świetlicy szkolnej zgromadzili się wszyscy i obejrzeli film Agnieszki i Tadka Szmatłochów obrazujący przekrój przez całą historię „Nocka”. Zostały również wręczone biuletyny klubowe, smycze, naklejki klubowe. Potem rozegrano „międzypokoleniowy” mecz piłkarski, który obfitował w ogromne emocje. Wieczory były przy ognisku urozmaicone gitarowymi hitami, do tego stopnia, że trzy razy odwiedziła nas policja („pozdrowienia” do anonimowego zrzędy, który po nią dzwonił). Został też rozstrzygnięty klubowy konkurs „SPITY’2015” . Trzy dni pięknej pogody, miłych spotkań po latach, rozmów, śpiewów, wspomnień. Oby tak przez następne 40 lat a najlepiej co najmniej 100.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szczegóły podane będą w AKTUALNOŚCIACH. Zdjęcia w GALERII:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLecie-uczestnicy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zachęcamy gorąco do opisania tu swoich wrażeń i dosyłania zdjęć do GALERII.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Litworowa - Błękitna Laguna|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, os.tow.|28 - 29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo długiego weekendu, mogliśmy przeznaczyć tylko jeden dzień na wypad w Tatry. Długo wyczekiwana i odkładana akcja do J.Litworowej w końcu doszła do skutku. Wyjechaliśmy w sobotę wieczorem, nocleg na leśnej polance i w niedzielny poranek (świt?) akcja.  Zapowiedź upału trochę opóźniła nasze wejście do jaskini. Jednak, kiedy już tam weszliśmy, nic nie było w stanie nas zatrzymać. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szybko przebrnęliśmy przez odcinki linowe i zaczęliśmy wędrówkę z Sali Pod Płytowcem w kierunku J. Śnieżnej. Mimo posiadania w grupie przewodnika i całej masy strzałek na ścianach, mieliśmy okazję zaczytać się w opisie i zapatrzeć na plan jaskini. Całkiem niechcący udało nam się też zajść nad Bobusiową Studnię. Największym uznaniem z naszej strony cieszył się Elektromagiel oraz Szczelina Agonii. Po dojściu do Błękitnej Laguny, po długich debatach i pozowanych zdjęciach z grabiami, doszliśmy do wniosku, że dalsze partie zostawimy sobie na inny raz (inny tzn.: wtedy gdy nie będzie trzeba zaraz po wyjść z jaskini iść do pracy...) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z jaskini również było pełne wrażeń, wyciągnęliśmy wnioski z Bajki o Jasiu i Małgosi, trzeba było znaczyć drogę repem, a nie szarymi kamieniami....  Jednak mimo to wychodziliśmy szybko i sprawnie. Po wyjściu mieliśmy sporo czasu na przebranie się i zejście do samochodu nim  całkowicie się ściemniło.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zajęcia kursowe w G7|Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, &amp;lt;u&amp;gt;Ryszard Widuch&amp;lt;/u&amp;gt;|29 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dniu dzisiejszym miał miejsce wyjazd szkoleniowy na salę gimnazjum nr 7, pogoda zadecydowała o miejscu szkolenie, które było bardzo  intensywne prawie 8 godz. wiszenia na linach, przećwiczyliśmy różne przepinanki, tyrolkę oraz firanki, kursanci z radością witali się z parkietem mogąc rozmasować nogi, w ramach instruktor pokazał i objaśnił różne metody autoratownictwa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKursG7&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - jaskinia Ciesenć|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, pod otworem dogonili nas Kamil Sz. z Kasią|28 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na Birowie Emil wykonał ostatni wspinaczkowy krok w uzyskaniu KT (gratulacje). Emil załatwił także klucze do dziury i jedziemy do Hucisk szukać jaskini Ciesenć. Awaria GPSa i brak zasięgu powoduje, że 2 godziny krążymy po terenie badając w lesie ciekawe skądinąd  skały lecz bez efektu. Po powtórnym powrocie do wsi nagle GPS zadziałał i w kilka minut docieramy pod otwór gdzie dogonił nas Kamil z Kasią. W jaskini potrzebna jest lina. Jaskinia bardzo ciekawa z piękną szatą naciekową. Dużo błota. Warto było się męczyć by tu wejść. W drodze do domu moczymy jeszcze nogi w Przemszy przy okazji czyszcząc zabrudzony sprzęt. Może jeszcze opisze to szerzej Emil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ciesenć zdaniem Emila:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wizyta w dziurze, na którą namierzałem się od dobrych dwóch lat. Szczęśliwie, w tym roku udaje mi się zorganizować klucze, zbiera się towarzystwo do zejścia i trochę wolnego czasu. Ruszamy w stronę jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po zostawieniu samochodów na pętli autobusowej, zagłębiamy się w las. Kierowani otrzymanymi wskazówkami brniemy przed siebie. Niestety, nie możemy kierować się żadnym z posiadanych GPSów – jednemu się zmarło, a drugi lokalizuje nas z dokładnością do 3 mil.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po ponad półtoragodzinnym spacerze przez las, dochodzimy wspólnie do wniosku, że chyba coś się pokręciło z tą lokalizacją otworu i nawet posiadany przez nas opis nie jest w stanie pomóc. Tym oto sposobem zabieramy się za analizowanie każdego większego skupiska kamieni w okolicy. Nie wiem jak daleko zaszliśmy w las, ale mógłbym przysiąc, że znajdujemy się już w okolicach Częstochowy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec końców poddajemy się  - zapada decyzja o powrocie do samochodów, skąd jeszcze raz ruszymy w stronę otworu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przy samochodach spotyka nas niespodzianka – zaczyna się burza. Na szczęście ulewa kończy się na kilku grzmotach i kilkunastu kroplach. Tak czy inaczej – najwyraźniej wyładowania atmosferyczne mają zbawienny wpływ na jeden z GPSów, bowiem nagle nasz elektrotrup wraca do życia radośnie informując, że siedzimy na przystanku będąc niecałe 500 metrów od jaskini. Ruszamy w stronę otworu kierowani nieumarłym sprzętem i kilkoma sugestiami sympatycznego Jegomościa, który jako mieszkaniec okolicy zasugerował nam pójście tu, o tam tam, a później o, tam!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzięki działającemu GPSowi trafiamy pod otwór w ciągu 15 minut. Niewielka dziurka nie sprawia wrażenia, jakby za nią miało być coś ciekawego. Wpełzam do dziury sprawdzić, czy to na pewno nasza jaskinia: po kilki metrach ukazuje się krata, po demontażu której powoli można się zsuwać w dół jaskini Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia powala na kolana. Na każdym centymetrze kwadratowym tworzy się szata naciekowa w formach, których lwią część widzę po raz pierwszy na oczy. Pomimo niewielkich rozmiarów jaskini, na podziwianiu nacieków można w niej spokojnie spędzić 3-4 godziny.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Czas na dole mija nam szybko i przyjemnie – po zlustrowaniu głównej Sali kierujemy się do Korytarza Krystyny, który szokuje  kolejnymi, zaszytymi w meandrach formami naciekowymi. Strach się ruszyć, by czegoś nie uszkodzić.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dziś rozumiem, dlaczego jaskinia Ciesenć jest za kratą. To co zobaczyliśmy na dole, naprawdę wymaga specjalnej opieki. Nie przypominam sobie jaskini, która by była tak dobrze zachowana; która by robiła takie wrażenie, jak Ciesenć.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
…i skąd, u Licha, wzięła się jej nazwa? Muszę to sprawdzić!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym popołudniem wychodzimy z otworu równie uśmiechnięci, co uświnieni w błocie. Odnoszę wrażenie, że dla każdego z nas była to na swój sposób ciekawa wyprawa: Damian z Teresą wynieśli z niej radość ze zwiedzania nowych terenów leśnych, ja wyniosłem kupę szczęścia z powrotu na Jurę, a Piter wyniósł kleszcza. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Ciesenc&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Zimnik - Manewry nurkowo-linowe|&amp;lt;u&amp;gt;Daniel &amp;quot;Buli&amp;quot; Bula&amp;lt;/u&amp;gt;, członkowie sekcji wsparcia GRJ oraz sami członkowie GRJ|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wstaję o 5 rano by zdążyć z Huciska, gdzie brałem udział w VII Ogólnopolskich Zawodach Uczelni Wyższych w Ratownictwie Medycznym do Zimnika, gdzie najpóźniej na godzinę 9 mam się wstawić na manewry jako członek Sekcji Wsparcia Grupy Ratownictwa Jaskiniowego. Udaje się. Po odprawie, omówieniu akcji, przygotowaniach zaczynamy. Zostaję kierownikiem 3 punktu. Ogólnie akcja wygląda tak: pani nurek płynie z innymi nurkami w noszach, dopływają do półki, rozpoczynamy transport ręczny. Przechodzimy sobie półeczkami na pochylnię, gdzie znów dochodzi do zanurzenia ratowanej. Następnie nosze z Anią zostają wyciągnięte z wody za pomocą balansu na tyrolce, przejechanie na drugą stronę kamieniołomu, tam przepięcie na drugą tyrolkę (moje stanowisko 3) i ponowny przejazd na drugą stronę zalewiska na linii poziomu wody, gdzie nurkowie zabierają nosze z pakunkiem na początkową pochylnię. Akcja zakończona, odprawa, rozmowy i trudny powrót do domu. Tego samego dnia walczyłem sobie z gorączką, a następnego okazało się,że to jest angina...i teraz się leczę:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Koniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
PS Zimnik to zbiornik wodny który powstał w wyniku zalania opuszczonego kamieniołomu granitu. Maksymalna głębokość zbiornika wynosi ok 28 m. Wykorzystywany od wielu lat przez nurków do szkoleń i nurkowania rekreacyjnego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|KURS- szkolenie z pierwszej pomocy| Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec, 2 os. z OSP|22 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie z pierwszej pomocy obejmujące wszystkie elementy, które mogą się przydać zarówno podczas udzielania pomocy w warunkach miejskich, jak i w górach oraz jaskiniach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zajęcia prowadzili Piotr i Iwona. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Podczas szkolenia przećwiczyliśmy oraz omówiliśmy takie zagadnienia jak: podstawy prawne udzielania pomocy, bezpieczeństwo ratownika, telefony alarmowe, układanie poszkodowanego, RKO dorosłych oraz dzieci i niemowląt plus AED , narażenie na zakażenia, ukąszenia przez różne zwierzęta, opatrywanie ran (tamowanie krwotoków i ciała obce) złamania, oparzenia, udary cieplne, rażenie piorunem, odmrożenia, hipotermia, hipoglikemia, PP w stanach nagłych (zawał, udar, zakrztuszenie, drgawki, zatrucia) oraz pierwszą pomoc w wypadkach drogowych. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspinanie na Straszykowej Górze|Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dołączyłam do Bogdana i Łukasza, którzy wybrali się na skałki poćwiczyć techniki wspinaczkowe. Mimo zaopatrzenia się w koc i książkę, zmobilizowałam się by parę razy wejść na skałę. Po południu odbyła się wspinaczkowa część egzaminu na KT, wszyscy zdali śpiewająco!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - rowerowa przebieżka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, na skałach w Przwodziszowicach Damian Żmuda z Kasią|21 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Trasa wiodła z Żarek do Mirowa i Bobolic, następnie Łutowiec - Ludwinów - Trzebniów - Czatachowa - Żarki. Na pierwszym i ostatnim odcinku prawdziwe drogi rowerowe (w stylu holenderskim) z całą infrastrukturą. Mirów oblężony przez wspinaczy. W Łutowcu zjadamy obfity obiad w szkole gdzie planujemy lecie. Bardzo fajny szlak wiedzie z Moczydła do Ludwinowa. Przy ruinach warowni w Przwodziszowiach spotykamy niespodziewania Damiana Żmudy z Kasią, którzy się tam wspinali i ćwiczyli slack. Pogoda przepiękna a trasa jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FJura-rower&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SZKOCJA| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworscy|12- 19 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
„Państwo na Majorkę?”-tendencyjnym tonem głosu zapytał miły Pan parkingowy z parkingu Arma w Balicach- „dzisiaj wszyscy na Majorkę”. Nim zdążyłam otworzyć usta, miłemu Panu zadzwonił telefon. Nie bacząc na postawione wcześniej pytanie, zawołał do kolegi: „Zdzisiuuu, do odebrania z Majorki”. Pan Zdzisiu (imię przypadkowo wybrane) zapakował co trzeba i razem z Nami zasuwał na lotnisko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Byliśmy dużo przed czasem, więc co było robić-siedzieliśmy bezczynnie. Tak, bezczynnie, my, ja- Matka Polka Umęczona. Trochę dziwne, aczkolwiek miłe zwłaszcza, że proces przygotowania trwający od tygodnia skutecznie zniechęcał mnie do wyjazdu. Tak! tydzień czasu zajęło mi przygotowanie domu, dzieci, teściów i wszelkich innych rzeczy (niezbędnych),(oczywiście!) do mojej nieobecności a raczej przygotowanie innych do egzystowania beze mnie. Tak więc, siedziałam sobie bezczynnie nie myśląc: kiedy oni w końcu zasną?, w co mam ich jutro ubrać?, czy Karol czasem nie miał zadania do szkoły? co jeszcze ogarnąć? no  i najbardziej  wku*wiające pytanie ze wszystkich pytań stawianych po 22:00 (TAK!): co jutro na obiad?…Po dłuższej chwili nie wytrzymałam i jednak wyciągnęłam wcześniej przygotowane materiały z pracy. Wtedy, gdy je zabierałam myślałam, że dobrze było by wykorzystać 2,5 godziny lotu na coś sensownego a nie siedzieć bezczynnie. W ówczesnej czasoprzestrzeni artykuły naukowe okazały się jednak być skutecznym środkiem usypiającym, więc lot przebiegł szybko i niezauważalnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkocja przywitała nas o dziwo nie deszczem a wiatrem. Te przenikające mój szpik kostny i każdą jego komórkę wiatrzysko odbierało mi umiejętność logicznego myślenia. Na szczęście po niedługiej chwili,  no może dłuższej ale jeszcze znośnej, naszym oczom ukazał się piękny niebieski VW Caravell-nasz nowy dom na następny tydzień. Po szybkim powitaniu polsko-brytyjskiego teamu ruszyliśmy dalej.&lt;br /&gt;
W dobie google earth zaplanowanie takiego wyjazdu nie jest trudnym zadaniem. Tak więc, pierwszy nocleg, jak i kolejne były dokładnie przemyślane: gdzie postawimy auto, w jakiej konfiguracji, koło której toalety itp. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Postanowiliśmy objechać Szkocję wzdłuż i wszerz (prawie). Dolecieliśmy tam grubo po północy, więc na pierwszy nocleg wybraliśmy mały Park miejski Kirkgate, gdzieś na trasie w kierunku Parku Narodowego Cairngorms. Po ogarnięciu się rano pomknęliśmy dalej do Cairngorms, po drodze odwiedzając typowe szkockie miasteczko. Drugi nocleg przypadł w Spittal of Glenmuick, w pobliżu jeziora  Loch Muick, skąd zaplanowaliśmy wejście na Lochnagar. Rano zebraliśmy się dość wcześnie z zamiarem wejścia na szczyt i następnie przejazdu w kolejny rejon. Na podejściu towarzyszyły nam przepiękne widoki, surowa, dzika natura, samotność no i oczywiście! nieprzerwanie wiatr. Po południu wróciliśmy „na bazę” i ruszyliśmy dalej, zaliczając po drodze szybką przerwę na szybkiego grilla, szybkiego z oczywistego powodu: upierdliwego wiatru. Po dotarciu do rejonu Torridon, odnaleźliśmy darmowy kemping (dobrowolny „datek”) i poszliśmy spać. Kolejnego dnia wybraliśmy się na Beinn Alligin (z celtyckiego: Mountain of Beauty) tym razem w deszczu i mgle. Krajobraz zdawał się być piękny, lecz dość złowrogi, strome zbocza i surowa natura tworzyły niezwykły klimat. Trasa przebiegała szczytami, a w oddali można było podziwiać fiordy i jeziora w tym Loch Torridon. Po powrocie na kemp ruszyliśmy dalej: w kierunku wyspy Skye. Po drodze mijaliśmy ciche miasteczka, sprawiające wrażenie wyludnionych. Poza miasteczkami domy wyglądały jak porozrzucane, w nieładzie, no i znów sprawiały wrażenie niezamieszkałych. Wyspa Skye a dokładniej rejon Trotternish (bo taki wybraliśmy) to imponujące urodą klify, wspaniałe przestrzenie, szeroki horyzont, ujmujące piękno. Nocowaliśmy na parkingu w okolicach skały zwanej Starcem ze Storr. Jest to popularna atrakcja i stanowi ją prawie 50-metrowa kamienna maczuga, która według jednej z legend jest wystającym kciukiem pochowanego w ziemi Giganta. Inna wersja mówi o Gigancie, który został zamieniony w kamień, gdy obejrzał się za siebie podczas ucieczki przed napastnikami. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeżeli czujesz się zmęczony cywilizacją to z całą pewnością Wyspa Skye jest odpowiednim miejscem do złapania dystansu. My załapaliśmy dystans i to dość odczuwalnie, gdy spowity gęstą mgłą skalisty szczyt Storr nie pozawalał nam na spokojne, bezstresowe wędrowanie. Dotarliśmy mimo wszystko bezpiecznie na parking. Na skutek dużych opadów modyfikujemy nasze plany i w efekcie zmierzamy w inny rejon: Fort William. Tu zaplanowaliśmy wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii tj.: Ben Nevis. Niestety, tutaj pogoda też nie pozostawiła nam wyboru: ogromne opady, góry zaciągnięte masywnymi chmurami deszczowymi spowodowały, że znów zmieniliśmy nasze plany. W efekcie zwiedzamy szkockie miasta: StAndrews i Edynburg. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po tygodniu w dzikiej Szkocji wróciliśmy do domu w równie atrakcyjnych warunkach tj. w gronie Szkotów udających się na wieczór kawalerski do Krakowa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z Podstaw Ratownictwa Jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 - 15 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Szkolenie miało miejsce na skałach przy grodzie Birów. Uczestnicy zjechali się już w piątek, aby w sobotę rozpocząć zajęcia o wczesnych godzinach porannych. Uczyliśmy się m.in. budowy balansu, flaszencugu czy tyrolki, wraz z różnymi układami pomocniczymi. Pierwszego dnia ćwiczyliśmy również transportować poszkodowanego w noszach. &lt;br /&gt;
W niedzielę  zbudowaliśmy tor zawierający wszystkie elementy poznane poprzedniego dnia oraz przeprowadziliśmy opartą o niego akcję ratunkową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura pn. - spotkanie weteranów taternictwa jaskiniowego|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt; - weteran, Jerzy Pukowski - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Maryla Nawrocka - Osoba Towarzysząca, Wanda Ganszer - Fanklub Speleoklubu Bielsko-Biała, Zofia Skrudlik - Speleoklub Bielsko-Biała, Andrzej Skrudlik - Osoba Towarzyszaca, Jerzy Urbański - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jerzy Ganszer - Speleoklub Bielsko-Biała - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Halina Szczerbińska - Koneser, Józef Gurgul - Koneser, Włodzimierz Porębski - Speleoklub Dąbrowa Górnicza - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Jan Dunat - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Michał Dunat - Osoba Towarzysząca, Marcin Dunat - Osoba Towarzysząca, Beata Michalska-Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała - Weteran, Paweł Kasperkiewicz - Speleokub Bielsko-Biała, Jarosław Gutek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - Weteran &amp;quot;Kapituła&amp;quot;, Grzegorz Michałek - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Monika Miłaszewicz - Klub Alpinistyczny przy Grupie Beskidzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, Adam Kucharczyk - Były Członek Speleoklubu Bielsko-Biała, Jolanta Jętkowska - Osoba Towarzysząca, Teresa Szołtysik - Rudzki Klub Grotołazów &amp;quot;Nocek&amp;quot; - Weteran, Adam Marcinków - Speleoklub Bielsko-Biała|14 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Już bodaj dwudziesty siódmy raz (ach ten upływający czas) spotkaliśmy się jako weterani tego sportu. Tym razem na północnych rubieżach Jury w zakolu Warty. Niemal cała sympatyczna grupa odwiedziła jaskinie góry Zelce: jaskinia Stalaktytowa (wyposażona w metalową drabinę), jaskinia Zanokcicka (tu do zjazdu użyliśmy liny, do wyjścia drabinki speleo), jaskinia Za Kratą (wyposażona w drabiny metalowe, jaskinia dość duża i ładna). Koledzy zostają jeszcze do dnia następnego my musimy wracać. Pogoda dopisała znakomicie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FWeterani&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Siedziba klubu - spotkanie z okazji 40-lecia|zaproszeni goście - Renata Szmatłoch, Marek Topol, Bernard Pala, Jerzy Nowok (założyciele klubu), Marzenna Widuch i Jolanta Klepek (dyrekcja Gim 7),  Krzysztof Żok (Urząd Miasta), Piotr Buchcik (KS „Wawel” Wirek), August Jakubik („Jastrząb” Ruda Śl),  Zygmunt Grzybek (MOSiR Ruda Śl.),  Stanisław Witała (PTTK), Tomasz Bartniczak (Stowarzyszenie In-nI), Barbara Pilocik (Portal Miejski), Ewa Chmielewska (Klub Seniora), klubowicze – Łukasz Pawlas, Grzegorz Szczurek, Tadeusz Szmatłoch, Barbara Szmatłoch, Artur Szmatłoch, Agnieszka Szmatłoch-Witkowska, Teresa Szołtysik, Zygmunt Zbirenda, Adam Wilkoszyński, Henryk Tomanek, Aleksandra Rymarczyk, Katarzyna Jasińska, Ryszard Widuch, Karol Jagoda, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Michał Chowaniec z dziewczyną, Aleksander Kufel, Janusz Dolibog z Jolą, Ewa Bodzenta, Jerzy Bodzenta, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|13 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetlicy Gimnazjum nr 7 (siedziba klubu) odbyło się „oficjalne” spotkanie z przedstawicielami rudzkich organizacji z okazji 40-lecia klubu. W jego trakcie prezes Łukasz Pawlas scharakteryzował naszą działalność a Tadek Szmatłoch i Bernard Pala mówili o jego historii. Zaprezentowano film o klubie autorstwa Tadka i Agnieszki Szmatłoch. Goście również mogli zobaczyć pamiątki klubowe i obecny sprzęt. Spotkanie odbyło się w sympatycznej atmosferze. Zostały wręczone pamiątki na ręce prezesa klubu a wszyscy goście otrzymali okazjonalne biuletyny oraz smycze. Byli także przedstawiciele TV Sfera oraz Portalu Miejskiego. Zarząd Klubu bardzo dziękuje gościom za przybycie na nasze spotkanie oraz klubowiczom za jego organizację.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2F40-lecie&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Artykuł na Portalu Miejskim - &amp;quot;Poznali się w szkole - dziś świętują 40-lecie działalności&amp;quot; oraz wiele zdjęć z imprezy: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
http://rudaslaska.com.pl/i,poznali-sie-w-szkole---dzis-swietuja-40-lecie-dzialalnosci,100,1198226.html&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - http://www.sferatv.pl/aktualnosci/ruda-slaska/14386-jubileusz-rudzkiego-klubu-grotolazow-nocek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
TV Sfera - materiał filmowy w programie &amp;quot;Wydarzenia&amp;quot; (od. 11.32 min.): http://www.sferatv.pl/vod/informacyjne/wydarzenia/14392-wydarzenia-16-maja-2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Barania Góra|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na niedzielne popołudnie za cel obieramy Baranią Górę.&lt;br /&gt;
Wejście jednak nie od Węgierskiej Górki a od strony Wisły,&lt;br /&gt;
Startujemy z Przełęczy Szarcula i czerwonym szlakiem idziemy prosto na szczyt.&lt;br /&gt;
Po drodze do schroniska na Stecówce mijamy tłumy ludzi dalej już tylko kilku.&lt;br /&gt;
Pod wieżą robimy przerwę. Decydujemy się na zejście niebieskim szlakiem(bardzo fajnym) do Wisły Czarne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda wręcz idealna, dystans 22.4km pokonujemy w czasie 5h40min.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach - Przez Siwą Przełęcz na Ornak|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W Tatrach już wiosna, dlatego w czasie wędrówki przez Dolinę Chochołowską i Starorobociańską mogliśmy sobie pozwolić na chodzenie w krótkim rękawie, o ile nie wiało i nie staliśmy za długo :) Śnieg pojawił się gdzieś w Żlebie pod Pyszną, jednak nie było go dużo, w wielu miejscach na powierzchnię przebijają się skały. Na Siwej Przełęczy zawróciliśmy na Ornak, po zejściu na Iwaniacką Przełęcz zdecydowaliśmy, że wydłużymy wycieczkę schodząc do Doliny Kościeliskiej. Do samochodu zostawionego w Dolinie Chochołowskiej doszliśmy Drogą pod Reglami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Nocny rajd rowerowy|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Teresa Szołtysik + ok. 150 rowerzystów|07/08 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rześka majowa noc przepłoszyła zmęczenie tatrzańskiej eskapady. Drugi raz odbył się rajd nocny (organizowany przez MOSiR) tym razem z Nowego Bytomia do ośr. Rybaczówka w Kochłowicach. Eskortowani przez służby porządkowe długim, świetlistym wężem przejechaliśmy do celu gdzie czekało ognisko i kiełbaski. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys - zjazd z Świnickiej Przeł.|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Pawlas|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na drogę podejścia wybraliśmy szlak z Brzezin. Bardzo żwawo też dotarliśmy na Halę Gąsienicową gdzie o dziwo były pustki. Narty zakładamy powyżej rozdroża. Ńa dole śniegi przepadające, wyżej dość twardo. Pół żlebu na przełęcz (2051) wyszliśmy w rakach. Słynny nawis był &amp;quot;zjeżdżalny&amp;quot; choć bardzo stromy i twardy. Ponieważ jednak posiadamy dwadzieścia parę metrów liny to głównie w celach szkoleniowych zakładamy sobie zjazd z grzyba śnieżnego. Pierwsze metry więc ześlizgujemy się z pomocą liny. Dalej zjazd różny. Raz bardzo twardo a za chwilę rozmięk. W pierwszej części robię kilka obskoków. Łukasz poczynał sobie znacznie śmielej. Potem już obaj pędzimy w dół do kotła i dalej do stawów. Przy końcu śniegu znalazłem kluczyki z auta (jak co to do odebrania w recepcji schroniska Murowaniec). Przy rozbudzonym już na dobre schronisku robimy przerwę na posiłek. Dalej szybkie zejście do auta i do domu. Pogoda cały dzień dobra. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia tu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwinskaPrzelecz &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Ostryszni|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|07 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pokonano 10 dróg o trud. V - VI.1. Pogoda cały dzień znakomita, ludzi mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin i egzamin kursowy w Piasecznie|Joanna Przymus, Michał Wyciślik, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ryszard Widuch (instr.), Grzegorz Szczurek z rodziną (na egzaminie instr. Jacek Szczygieł + kursanci z KKS)|03 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Najpierw wspinamy się na Cydzownikiu a potem przenosimy się na skałki Sowa gdzie odbywa się egzamin kursowy RKG i KKS.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPiaseczno&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinie Józefa i Spełnionych Marzeń|Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny|02 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poniedziałkowy wieczór przed egzaminem postanawiamy spędzić w jaskini. Wybór pada na jaskinię Józefa i Spełnionych Marzeń. Na miejscu spotykamy się ok 17:30, a kwadrans później jesteśmy już pod otworem jaskini Józefa zaopatrzeni w ilość lin, która wystarczyłaby do zapręczowania kilku jaskiń. Po kolei zwiedzamy wszystkie ciągi i zaglądamy w każdy zakamarek, żeby niczego nie przegapić, co skutkuje tym, że dwa razy po przeciśnięciu się do jakiegoś ślepego tunelu czekamy na ostatniego, żeby oznajmić mu &amp;quot;no to możesz zawracać&amp;quot;. Po wyjściu na dworze jeszcze jest jasno. Chwila odpoczynku i dalej kierowani wskazówkami Asi  szukamy otworu jaskini Spełnionych Marzeń, który znajdujemy prawie natychmiast. Poręczowanie przypada mi. Zjeżdżając w dół kolejne metry, jestem coraz bardziej zafascynowany tym, że nie widać końca. Posiadając jeden odcinek liny poręczuję do samego dna. Po tym jak na dnie jesteśmy już wszyscy zaglądamy i wspinamy gdzie się da. Z jaskini wychodzę ostatni już grubo po zmroku, zabezpieczmy otwór i wtedy zaczyna padać deszcz.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W świetle czołówek bez pomocy GPSa wracamy lasem do samochodów. Postanawiamy zostać na miejscu do rana. Chwilę po rozpaleniu ogniska przestaje padać. Wieczór mija na rozmowie i jedzeniu. Grubo po północy idziemy spać aby następnego dnia udać się do Piaseczna.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fjozef&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - tura w okolicach Brennej| &amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Beskid Śląski – trasa Brenna, Kotarz, Przełęcz Karkoszczonka, otwór jaskini Trzy Kopce, Błatnia, Brenna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Korzystając z pobytu w Brennej robię sobie tradycyjną pętle. Beskidy znacznie się przeobraziły po ataku kornika i nie poznaje rejonu wokół jaskini Trzy Kopce. Pogoda idealna do wędrówki.   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Niżne Tatry - wypad rowerowo-skiturowy na Kralową Holę|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|01 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
O świcie opuszczamy autem Łabajów i wlokąc się przez polskie i słowackie góry docieramy po kilku godzinach jazdy do Sumiaca. Miejscowość ładna choć jakaś opustoszała z kręcącymi się gdzieniegdzie Cyganami. Z ryneczku gdzie zostawiamy auto z przytroczonymi do rowerów nartami od razu pniemy się do góry. To najwyżej dostępny szlak rowerowy w całych Karpatach. Droga w większości szutrowa lecz całkiem przyzwoita. Na szczyt około 14 km podjazdu lecz my u góry wykorzystamy narty na ostatnie podejścia co nie co skróci i urozmaici osiągnięcie wierzchołka. Na dobre śniegi natrafiamy w okolicach Kralvej Skaly. Rowery ukrywamy w kosówce i na nartach podchodzimy ponad 300m pionu do tej ohydnej budowli masztu tv. Nawet spotykamy tu kilka osób. Zjazd na nartach do rowerów jak dla mnie piękny. Krótkie połacie trawy po prostu przeskakuję z rozpędu. Śniegi szybko topnieją i za kilka dni będą wspomnieniem. Zjazd rowerami w dół sprowadzał się tylko i wyłącznie do hamowania. Szybko więc osiągamy Sumiac i definitywnie kończy się nasza przygoda z Niżnymi Tatrami. Zrobiliśmy 1068 m deniwelacji i 22 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FKralovaHola&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - rajd pieszy|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt; + osoby tow.|1 05 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z racji braku czasu i chętnych w sobotę z samego rana po pracy zabieram się wraz z ekipą MTBT do Brennej. Trasa dość szybka Brenna- Błatnia-Wielka Laka-Szyndzielnia-Klimczok-Błatnia-Brenna. W sumie 23,6km w 4h13min. W tym samym czasie chłopaki z ekipy śmigali na nieco bardziej rozbudowanej trasie na rowerach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Stożka|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Jan Kieczka (na miejscu)|30 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień biegowo - rowerowy. Z Wisły Łabajowa podbiegamy zielonym szlakiem na Stożek (979). Przy schronisku krótki rest a dalej niebieskim przez Kiczory i bez szlaku do Łabajowa. Tu spotykamy się z naszym klubowym kolegą mieszkającym obecnie tutaj - Jasiem. Zostaniemy u niego na noc lecz zaliczamy jeszcze rowerowy rajd górski z Łabajowa czarnym szlakiem do Nowej Osady a dalej drogami rowerowymi do Wisły i powrót do Łabajowa. Wieczór (a właściwie sporą część nocy) spędzamy na sympatycznej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FStozek&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie wspinaczkowe dla kursantów|&amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Asia Przymus|20-23 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 1.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Birów. Po solidnym, teoretycznym  wprowadzeniu w temat wspinania i przewinięciu przez nas kilometra liny, zabieramy się za praktykę:  zdobywanie pierwszych dróg. Uzbrojenie w dziesiątki ekspresów pchamy się w stronę nieba, próbując udowodnić, że grawitacja nie jest nam straszna. Asia zgodnie z przewidywaniami pcha się w stronę szczytu szybciej, niż da się wydawać linę, Piter pomimo początkowej niechęci do wspinaczki, teraz z uśmiechem wgryza się w skałę, a ja próbuję nie dostać zawału po wspięciu się na wysokości przekraczające półtora metra.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 2.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Opuszczamy Birów i przenosimy się pod Straszykową Górę. Wyraźnie rośnie poziom trudności: poza bezpiecznym wdrapaniem się na skałę i zjechaniem z niej, trzeba w międzyczasie pozować do zdjęć. Szlifując zdobyte dzień wcześniej umiejętności, coraz śmielej człapiemy tam, gdzie wzrok nie sięga. Oczywiście Asia jest daleko nad poziomem Piotra i moim: drogi, które dla nas dwóch są śmiertelnym wyzwaniem, ona robi od niechcenia, nawet się przy tym nie męcząc.&lt;br /&gt;
Ten dzień upewnia mnie w przekonaniu, że musiałem kiedyś zadrzeć z Eolem. Gdy tylko wdrapię się metr w górę, zrywa się wiatr próbujący zrzucić mnie ze skały.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 3.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wracamy na Górę Birów. Pojawiają się Mrok, Groza i Zniszczenie. Instruktor prezentuje nam sprzęt, za pomocą którego będziemy musieli zbudować swoje własne drogi. Po zapoznaniu się z masą różnorakiego żelastwa, próbujemy montować  dzwoniące patenty we wszystkich możliwych skalnych otworach. Stwierdzeniem przewodnim tego dnia, było: „następny będzie lepszy”.&lt;br /&gt;
Po szkoleniu i sprawdzeniu umiejętności osadzania punktów, udaje nam się jeszcze zbudować i zdemontować po jednej drodze. Oczywiście pomiędzy budową a demontażem należało trasę przejść. Jak się okazuje – ku mojemu przerażeniu – nie da się tego zrobić z zamkniętymi oczami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dzień 4.:&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Armagedon, Ragnarok, Ostateczna Zagłada. Od samego rana wspinamy się na własnej asekuracji. Można powiedzieć, że zostałem naczelnym testerem punktów. Nie wynika to z faktu posiadania przeze mnie jakichś wybitnych umiejętności. Po prostu „jeśli się nie urwało pod tym najcięższym, to chyba się nie urwie wcale”.&lt;br /&gt;
Z wielką przyjemnością zaliczamy kilka tras, całość zwieńczając przeciśnięciem się na własnej asekuracji przez Komin Kursantów.&lt;br /&gt;
Około godziny 17 okazuje się, że zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia. Innymi słowy: szkolenie dobiegło końca. Z przejmującym uczuciem bolesnej pustki w sercu, pakujemy się do samochodu i wracamy do domów. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fwspin_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|2 dni w Tatrach|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Jaworska&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow.|16-17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej pogody. 2 dni beztroski w Tatrach. Odwiedzam stare, dobrze znane trasy pełne wspomnień. W sobotę w Murowańcu dość dużo turystów, parę zdesperowanych skiturowców z nartami na plecach, jakiś koncert w schronisku, telewizja. Przyglądam się też z bliska akcji TOPR nad Czarnym Stawem Gąsienicowym. Niedziela to spokojna wycieczka Doliną Białego w stronę Kalatówek, piękne widoki, bezchmurne niebo. Deszcz pojawia się koło godz 18 i -co najważniejsze-dopiero po dojściu do auta. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żywiecki - spacer przez Romankę i Rysiankę|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Naszą trasę zaczęliśmy w Żabnicy, stamtąd  bardzo przyjemnym i pustym szlakiem skierowaliśmy się w stronę Romanki.  Z powodu fantastycznej pogody nie skąpiliśmy sobie przerw na śniadanie (pierwsze, drugie, trzecie....). Najdłuższy postój mieliśmy na Rysiance, gdzie nie wytrzymaliśmy presji tłumu i tak jak dziesiątki innych turystów znaleźliśmy sobie kawałek trawy do leżenia. Przy Lipowskiej Górze odbiliśmy zielonym szlakiem skracającym trochę obejście doliny. Na Hali Boraczej weszliśmy na niebieski szlak, którym doszliśmy z powrotem do samochodu. Przez cały dzień słońce pilnie pracowało by dodać mi kolorów (pomyliło farby, bo zamiast złocistego brązu, wyszła wściekła czerwień), jedynie ostatnią godzinę naszego marszu wtrącił się deszcz, zupełnie nas przemaczając. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Zach. - Salatyn skiturowo|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, os. tow.|17 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przewspaniała pogoda, no może ciut za mocno wiało. Od parkingu pod wyciągiem (nie czynnym) podchodzimy na nartach po resztkach nartostrady a dalej już rynną i żlebem na szczyt Mł. Salatyna (2046). Ten cel wybrało jeszcze kilkunastu innych narciarzy z Polski i Słowacji. U góry zima. Zjazd super. Szybki i ciekawy. Śnieg firnowaty a więc bardzo pobłażliwy. W dole już prawdziwy upał ale udało nam się w fajnym stylu zjechać do parkingu bez zdejmowania nart. To chyba ostatnia taka chwila w tym sezonie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tak to wyglądało: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Salatyn&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Piętrowa Szczelina - narybek w akcji|starzy wyjadacze: Daniel Bula, Asia Przymus, Łukasz Piskorek; adepci sztuk jaskiniowych: Iwona Czaicka, Karol Pastuszka, Sylwester Siwiec|16 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Udało się! Pomimo małej ilości chętnych, udało się w tym roku wystartować z nowym kursem taternictwa jaskiniowego organizowanym przez nasz Klub.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
W związku tym, Asia i Buli chcieli jak najszybciej pokazać nowemu „narybkowi” na co się piszą i w ostatnią sobotę 16.04.2016 r. wraz z Łukaszem zabrali nas na Jurę w okolicę Mirowa do Szczeliny Piętrowej. Jaskinia dosyć wymagająca dla początkujących „jaskiniowców” ze względu na dosyć żmudną „rozpieraczkę”, ale jeżeli chcieli przestraszyć kursantów, to im nie wyszło. Cała nasza trójka poradziła sobie wyśmienicie. Dla Sylwestra była to pierwsza w życiu jaskinia, a dla Iwony i dla mnie kolejne do dodania w ich skromnym (jak na razie !) dorobku. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przodownikiem wyjazdu był Buli, który w czasie zwiedzania podziemnych korytarzy udzielał sporo rad kursantom, co do tego jak się przygotować na wyjazdy do kolejnych jaskiń. Asia z Łukaszem byli przewodnikami, którzy prowadzili i nawigowali resztę grupy po jaskini. Gdyby nawigację zostawić kursantom, to zapewne wszyscy by pomarli, bo by nie znaleźli powrotu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z tego względu wyjazd był bardzo pouczający, ale nie tylko. Pozwolił uświadomić, że przed kolejnymi wypadami kursowymi trzeba będzie się wzmocnić się fizycznie (wyjście dało w kość), zejść z brzuszkiem (nie udana próba Buliego i moja przeciśnięcia się przez pewien otwór, który dla Asi, Łukasza i Iwony nie stanowił większego problemu) oraz dozbroić się w szpej. Szczególnie na uwadze będzie miał to Sylwester, który na następny raz lepiej wybierze sobie spodnie. Tym, którzy za nim podążali, na długo w pamięci pozostanie widok jego roztarganych spodni ;) &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd zamiast przestraszyć, zachęcił nas kursantów do kolejnych wyjazdów -  czekamy na tatrzańskie jaskinie!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?showall=&amp;amp;path=.%2F2016%2Fpietrowa&amp;amp;startat=1&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Alpy Sztubajskie, Alpy Zillertalskie - narty i chatki|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG), Marek Wierzbowski (UKA), Monika Strojny (TKN Tatra Team), Michał Ciszewski i Agata Klewar (KKTJ)|8 - 11 04 2016}}&lt;br /&gt;
W sprawdzonej formule, nocując w samoobsługowych schroniskach należacych do Alpenverein, spędzamy cztery dni na skiturach w Austrii. Przez ten czas podchodzimy łącznie ponad 6150 m i zjeżdżamy niemal tyle samo, o dziwo całkiem sporo w świeżym śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Piątek''': Po nocnym dojeździe docieramy do Nürnberger Hütte (2297 m). Po zainstalowaniu się w chatce, pozostawiwszy Agatę w śpiworze, wychodzimy jeszcze na krótką wycieczkę na nienazwaną przełęcz (2698 m). Widoczność jest słaba, a warunki narciarskie jeszcze gorsze. Mimo tego, że na ogół cały mój kijek (1,30 m) wchodzi w śnieg, wystaje wiele kamieni, a jeszcze więcej przykryte jest tylko cienką warstewką. Zupełnie jak po pierwszych, październikowych śniegach. Na zjeździe do schroniska nasze ślizgi zyskują kilka porządnych rys, a w narcie Marka pęka krawędź.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Okazuje się, że w nocy spadło sporo śniegu. Przy pełnym zachmurzeniu i w umiarkowanej widoczności ruszamy ostrożnie w kierunku Freigerscharte. Po drodze dogania nas pewien (południowy) Tyrolczyk imieniem Andreas, który postanowił tego dnia kondycyjnie podejść z parkingu prosto na szczyt Wilder Freiger (3418 m). Z językami wywieszonymi do kolan idziemy śladem torowanym w puchu przez naszego nowego kolegę, który zapewnił nas, że trasę zna i że nie musimy obawiać się lodowca. Rzeczywiście, z wierzchołka zaliczyliśmy jeden z najlepszych puchowych zjazdów sezonu. Brak słońca działał tylko na naszą korzyść, bo jakiekolwiek podgrzanie mocno zaśnieżonych stoków niechybnie skończyłoby się lawiną. Po obiedzie zjeżdżamy na parking - traumatyczne przeżycie; z całą pewnością najgorszy zjazd sezonu z powodu zabójczych dla nart kamieni. Przemieszczamy się samochodem do doliny Ziller i w świetle czołówek podchodzimy do Berliner Hütte (2042 m). Do nowego miejsca zakwaterowania docieramy grubo po północy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wychodzimy na III. Hornspitze (Berliner Spitze). Tym razem, dla odmiany, przez całe popołudnie towarzyszyło nam palące słońce. Znowu spotykamy miejscowych, którzy niby robią podobne rzeczy jak my, tylko tyle, że podchodząc z samego podnóża gór. Z uwagi na późną porę, wierzchołek sobie odpuszczamy i rozpoczynamy pyszny, puchowy zjazd z przełeczy pod szczytem (3174 m). Tego wieczora mamy w chatce aż sześciu gości i nie musimy nigdzie się spieszyć. Udaje mi się nawet przeczytać kilka stron książki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Austriacy budzą nas krzątaniną o czwartej trzydzieści nad ranem, a godzinę później dobudzają jeszcze dzwoniąc śrubami lodowymi (sypialnia jest najlepszym miejscem, żeby je przechowywać, czyż nie?). Przyznaję, że jestem pod dużym wrażeniem kultury górskiej tych dobrych ludzi (większość miała na kurtkach dumne naszywki &amp;quot;Przewodnik górski IVBV&amp;quot;). Koledzy zostawili śmieci, a jeden nawet specjalnie wrócił się, żeby dołożyć do nich jeszcze jedną puszkę po piwie. Cóż, być może zamierzali przez chatkę wracać. W każdym razie, bez Agaty, która skuteczniej niż my zakopała się w śpiworze, ledwo widocznym śladem ścigamy naszych oprawców na Schwarzenstein (3368 m). Choć dzień jest bardzo słoneczny i przyjemny, to jednak wczesna pora rozpoczęcia naszej wycieczki i dobór trasy pod kątem stabilności lawinowej oznaczają dla nas nieprzyjemności na zjeździe. Pierwsze 300 m to pyszny puch, ale dalej przychodzi nam zjeżdżać po lodoszreni i betonach. Po obiedzie w chatce zjeżdżamy/znosimy narty na parking i wracamy do Polski.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - okolice Ogrodzieńca na rowerach|Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|10 04 2016}} &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ta niedziela była zaprzeczeniem poprzedniej gdzie w letnich strojach i warunkach uprawialiśmy wspinaczkę w skałkach Łutowca. Skitury w Tatrach nie były zbyt dobrym pomysłem więc koniec końców wyskoczyliśmy na rowery na równie zamgloną, mokrą i dość chłodną (6 st.) Jurę. Z Ogrodzieńca piaszczystymi traktami do ośrodka Krempa gdzie są akweny wodne. Dalej przez lasy do Śrubarni i Żelazka. Stąd pięknym do jazdy rowerem górskim szlakiem pomknęliśmy do Podzamcza. Okolice zamku Bonerów to obecnie jakiś cyrk (gabinety strachu, kramy, sklepiki, park linowy, itp.). Skały za zamkiem wydają się jeszcze odcięte od &amp;quot;atrakcji&amp;quot;. Tym nie mniej jednak w tych warunkach było tu zupełnie pusto. Stąd jeszcze jedziemy w stronę Birowa i Bzowa i od północy wróciliśmy do punktu startu w Ogrodzieńcu. Nawet fajna wycieczka jak na tak ponury dzień.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FOgrodzieniec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Klimczok|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt; z rodziną i os.tow.|03.04.2016}}&lt;br /&gt;
Na przywitanie wiosny trasa z Dębowca przez Szyndzielnie na Klimczok i z powrotem. Pogoda już prawie letnia (trasę pokonałem w krótkich spodenkach). Powyżej schroniska na Szyndzielni jeszcze w śniegu, choć mokrym i płynącym. Na szlakach masa rowerzystów, na których coraz bardziej trzeba uważać szczególnie idąc z dziećmi bo mkną w dół bez hamulców :)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - wspin w Łutowcu|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek, Joanna Przymus, Teresa Szołtysik, Karol Jagoda i Ania, Łukasz Pawlas, Damian Żmuda i Kasia, Ania Bil, Sławek Musiał i jeden pies|03 04 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wręcz upalny dzień wygnał z domu wszelkich wspinaczy a wielu z nich wybrało jako cel wiosennego przetarcia skałki Łutowca. Grupka z naszego klubu wspinała się głównie na Knurze i Zamkowej Turni przechodząc wiele dróg od IV do VI.3. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Lutowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - trawers Czarnej|Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, os.tow., w okolicy kręcił się również Ryszard Widuch z Marzeną|02.04.2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zaczyna się wiosna. Jest to jedyne wytłumaczenie jakie znajduję dla faktu, że w końcu ktoś zdecydował się zrezygnować ze skiturów na rzecz jaskini. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na początek sezonu poskiturowego padł trawers Czarnej. Zaklepywanie kto i co wspina zaczęliśmy już w samochodzie. Całe szczęście, że trafiłam na dżentelmenów, którzy ustąpili mi większość wspinaczek oraz jeden trawers. Dla urozmaicenia wybraliśmy drogę z obejściem Węgierskiego Komina. Mieliśmy również zjechać  Brązowym Progiem, niestety okazało się to niemożliwe z powodu wysokiego poziomu wody. Wyszliśmy za dnia (pięknego, ciepłego i słonecznego). Ja zaczęłam doszukiwać się oznak wiosny - ptaszki, roztopy i krokusy, chłopcy natomiast uronili łezkę nad coraz bardziej uszczuplającymi się połaciami śniegu.  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Czarna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|AUSTRIA - Karyntia - Wielkanoc na nartach|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski i Małgorzata Czeczott (UKA) z dziećmi Julią i Stefanem|26 - 29 03 2016}}&lt;br /&gt;
W związku z wysypaniem się moich planów narciarskich w Kaukazie, skorzystałem z zaproszenia Marka do spędzenia świąt wielkanocnych z jego rodziną. Naszą bazą wypadową było miasteczko Flattach, znajdujące się po południowej stronie grani głównej Wysokich Taurów. W ciągu czterech dni w Austrii udaje mi się wyjść na trzy wycieczki skiturowe w rejonie Goldberggruppe i spędzić jeden dzień na wyciągach. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Sobota''': Wybieram się z Gogo na Stellkopf (2852 m, niecałe 900 m podejścia). Niewiele pamiętam, bo byłem po nocnym dojeździe. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Niedziela''': Wspólnie z Markiem podchodzimy na Hoher Sonnblick (3106 m). Startujemy z wysokości 1530, więc dzień jest długi i schodzi nam dużo wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Poniedziałek''': Całą grupą wybieramy się do ośrodka narciarskiego na lodowcu Mölltaler Gletscher. Przez pół dnia Gogo kondycyjnie podchodzi na fokach wzdłuż tras, a w tym samym czasie Marek jeździ po trasach ze mną i z dziećmi. Potem dzieci przechodzą pod opiekę matki, a my z Markiem możemy wyszaleć się poza trasą. Niestety, po niedzielnej wycieczce czuję bardzo duże zmęczenie  w nogach i ogólnie rzecz biorąc, błagam dużo bardziej rozjeżdżonego ode mnie Marka o litość.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Wtorek''': Ruszamy z Gogo spod gościńca Jamnighütte w gminie Mallnitz (uwaga, droga płatna 4 EUR, automat na monety!) z zamiarem wejścia na Vorderer Geisslkopf (2974). Od rana jest jednak bardzo ciepło i słonecznie, co wpływa w naszej ocenie niekorzystnie na stabilność pokrywy śnieżnej. Na przełęczy Feldseescharte (2714) widząc nachylenie żlebu prowadzącego na szczyt podejmujemy decyzję o odwrocie. Mimo wszystko, zrobiliśmy uczciwy tysiąc metrów podejścia, a i zjazd tego dnia był moim zdaniem najlepszy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Poza poniedziałkowym przedpołudniem, widziałem sporo słońca. Nie musiałem ani przez moment nosić nart na plecach i codziennie choć kawałek zjeżdżałem w przyjemnym, miękkim śniegu. Wieczorami miałem zamiar trochę popracować, ale zmęczenie kompletnie mi na to nie pozwoliło i co najwyżej byłem w stanie pójść na spacer na plac zabaw z dziećmi. I właśnie o to chodziło. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śląski - Czantoria na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Wojtek, Czantoria &amp;amp; Czeremosz|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszy weekend po jesienno-zimowym sezonie grypowym, kiedy to żaden z członków rodziny nie wykazywał oznak choroby, postanowiliśmy uczcić drobną wycieczką. Skorzystaliśmy z miejscowych udogodnień i atrakcji, także pierwszy odcinek pokonujemy ELKĄ, lecz z twardym postanowieniem, że tylko w jedną stronę;) Warto było jednak choć przez chwilę zaznać cudownego uczucia, kiedy słońce rozgrzewa kości, a ty możesz siedzieć w miejscu, bo dzieci są... przymocowane. Kolejny etap to dojście od kolejki na szczyt Czantorii. Muszę przyznać, że trochę wyszliśmy z wprawy w kwestii &amp;quot;ogarniania&amp;quot; i w dalszą drogę wyruszyliśmy po 14 (tłumacząc sobie, że to wina zmiany czasu). Po kolejnych nieudanych próbach zagonienia w jednym kierunku (ledwie) dwuosobowej dzieciarni przyjmujemy metodę na wielbłąda - kogo i co się da - na plecy i w drogę. I sukces! jest szyczyt! a ja prawie padam ze zmęczenia. Zastanawiamy się czy bilety w jedną stronę to było dobre rozwiązanie. Zosia i Staś bawią się w najlepsze na śniegu (nie mieli za bardzo okazji w tym roku), a ja próbuję wyrównać oddech. Do zejścia niebieskim szlakiem, doliną Potoku Gronik, Wojtek jest dość sceptycznie nastawiony, jest 15, a do auta będzie jeszcze kawałek dreptania. Na szczęście wyłączam racjonalizm i przekonuję go, że nie będzie tak źle. Uciekamy wreszcie od tłumów i od razu jakoś lepiej, lżej się idzie. Wreszcie wiatr, jakaś polana. Mijamy schronisko i w dół - ostatni śnieżny odcinek. Szlak bardzo przyjemny, żywego ducha, a strome zbocza doliny robią wrażenie. Kiedy dochodzimy do głównej drogi robimy mały przepak - chłopaki idą po auto, a ja i nasz własna mała Czantoria przeżywamy w opowiadaniach ten dzień raz jeszcze. /Czeremosz na odwiedzenie swojego imiennika będzie musiał zaczekać pewnie dłużej ;)/&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura Pd. - wspina w Słonecznych Skałach|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska, Ania Bil, Sławek Musiał, Kasia Rupiewicz, Damian Żmuda i os. tow.|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
W wyniku tzw. &amp;quot;szumów komunikacyjnych&amp;quot; ja z Alą wspinamy się na Słonecznych Skałach (jak było ustalone dzień wcześniej), a reszta na sąsiednich Witkowych Skałach. W związku z dobranymi projektami na ten dzień, spotykamy się razem dopiero popołudniu robiąc razem tylko jedną drogę i składając sobie świąteczne życzenia. Z konkretów to ja nie urobiłem nic ciekawego, a reszta to nawet nie wiem:) choć znając Damiana zrobił &amp;quot;Speleologię dekoltu&amp;quot; i to nie raz:) &lt;br /&gt;
Jak na taką pogodę i wybrane miejsce, to można powiedzieć, że ludzi BRAK!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skiturowy debiut na Pilsku| Michał Wyciślik, &amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Śniegu mało, narty za długie, buty dużo za duże i kijki za krótkie, a tak w ogóle to nigdy nie jeździłam na skiturach. Nadrabiałam zapałem, dobrymi radami Michała i energią czerpaną ze słońca.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Polana Strugi, z której mieliśmy wystartować, wyglądała tak jakby nie widziała Zimy tej zimy. W poszukiwaniu śniegu wjechaliśmy wyciągiem na Szczawiny. Stamtąd w słońcu i upale, slalomem między wyciągami i unikając zderzenia czołowego z narciarzami weszliśmy na szczyt. Potem zjechaliśmy do schroniska na Halę Miziową, poopalaliśmy się na ławce i jeszcze raz weszliśmy na szczyt. Zjechaliśmy z powrotem na Szczawiny, przejechaliśmy pod taśmą i dojechaliśmy nieczynną nartostradą ,,tam gdzie się da&amp;quot;. Dalej pieszo w błocie i po kamieniach na sam dół. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spodobały mi się te skitury, tylko następnym razem nie dam się podpuścić opowieściom Damiana o Teresie jeżdżącej w jego sprzęcie i nie będę pchała nóg w buty cztery rozmiary za duże... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - z Rysianki na Krawców Wierch|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, Sonia Tomanek (os. tow.)|28 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Start z Złatnej Huty na Rysiankę. Wyżej idzie się w śniegu. Z Rysianki granicznym szlakiem na Krawców Wierch niemal ciągle po śniegu. Szlak pusty. Powrót do Złatnej i kilka kilometrów drogą do auta zostawionego w Hucie. Niżej śniegu brak. Cała trasa zrobiona z buta.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Świstowy Szczyt na skiturach|Paweł, Teresa, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, przy Zbójnickiej Chacie spotkaliśmy ekipę z SBB - Beata i Paweł Kasperkiewicz, Jakub Krajewski oraz 3 inne osoby|27 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przepiękna trasa choć nie zbyt trudna na Świstowy Szczyt (2386) w słowackich Tatrach Wysokich. Najpierw w niepewnej pogodzie startujemy z Starego Smokoca na Hrebieniok (1282). Podejście z buta gdyż śniegu było za mało. Od Hrebienioka warunki bardzo dobre. Podchodzimy szlakiem rezerwując sobie późniejszy zjazd dnem doliny. W dolinie dość wielu skiturowców gdyż i warunki, i pogoda, i piękno tego zakątka Tatr działają magnetycznie. Im wyżej tym pogoda lepsza. Aby nie było jednak zbyt pięknie udaje mi się złamać kijek podczas zbijania śniegu przyklejonego do foki (zdartej zresztą do zera). Z Dzikiej Kotliny podchodzi się częściowo Świstową Granią wprost na szczyt należący do główniej grani Tatr. W moim przypadku jestem skasowany walką z zniszczonymi fokami (a właściwie przyklejającymi się tonami śniegu do jej spodu) i pracą złamanym kijkiem. Jako ostatni dowlekam się na szczyt. Nagle robi się cudownie. Chmury znikają gdzieś w dole i sąsiednimi graniami a my zostajemy w słońcu pod granatowym niebem otoczni granitowymi kolosami. Niemal idealny warun do zjazdu. W kilka chwil tracimy wysokość upajając się każdą sekundą zjazdu. Przy Zbójnickiej Chacie spotykamy przypadkowo grupkę naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała. Potem doliną pędzimy najpierw pośród kosówek a potem w lesie aż do Hrebienioka. Ostatni odcinek niestety z buta ale i tak było cudownie. Zrobiliśmy 1400 m deniwelacji i 20 km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSwistowySzczyt&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Jasna w Strzegowej - Egzamin na Kartę Taternika|Ryszard Widuch Jacek Szczygieł (KKS), Mateusz Golicz, Asia Przymus, Kaja Kałużyńska (SŁ), Piotr Strzelecki, Emil Stępniak, Bogdan Posłuszny, Łukasz Piskorek |20 03 2016}}&lt;br /&gt;
Pytania nie trafiły, stres dopadł, zimno było, a Emil nas wszystkich zdołował. Piter zapomniał uprzęży, a Jackowi pomyliły się terminy egzaminów (ubrał się jak na swój, majowy). Po prostu to nie był dobry dzień. Zdarza się. Ja na prawo jazdy zdałem za trzecim razem...&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Dolina Goryczkowa|Henryk Tomanek, Justyna (os. tow.)|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Krótka wycieczka do kotła Goryczkowego nowym szlakiem skiturowym&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Wys. - Łomnicka Wieża na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|19 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z Tatrzańskiej Łomnicy podejście nartostradami w stronę Łomnickiej Przełęczy. Potem na wprost na Łomnicką Wieżę (2215). Pogoda znakomita, właściwie bezwietrznie. Z szczytu zjeżdżamy przez przełęcz w Łomnickim Grzebieniu a potem aż do auta nartostradami. Zrobiliśmy 1325 m przewyższenia. Tu zdjęcia (niezbyt udane): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLomnickaVeza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Kalacka i Nosal|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pod Kalacką Turnię doszłam od strony schroniska na Kalatówkach. Po wgłębieniu się w opis dojścia do jaskini Kalackiej wytypowałam dwie najbardziej prawdopodobne drogi odpowiadające wskazówce ,,''podchodzimy wprost do góry''&amp;quot;. Ostateczną decyzję podjęła moja kobieca intuicja i ze zdziwieniem odkryłam, że ona naprawdę działa. Działa też moja bujna wyobraźnia, która podsunęła mi w jaskini wizję chrapiącego misia. Miś okazał się przebudzonym motylem, a każdy ruch jego przemrożonych skrzydełek był słyszalny w całej komorze wstępnej.... &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jaskinia przyjemna, miejscami bardzo błotnista (szczególnie jeśli się postanowi wepchnąć w każdą szczelinę). Wycieczka zajęła mi godzinę. Udało mi się dojść do końca, mimo, że miejscami korytarz bardziej przypominał wyrobisko górnicze przed zawałem niż jaskinię...  (ps. opis jaskini trochę nieaktualny - brak kraty na wejściu)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po powrocie na szlak i szybkiej, telefonicznej konsultacji z grupą skitourową postanawiłam jeszcze marszobiegiem podejść na Kondratową Polanę, popodziwiać widoki. Widoki miałam podobne jak reszta ekipy - ,,mleko&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Dalej, zgodnie z planem, wróciłam do Kuźnic, zmieniłam szlak i weszłam na Nosal. Znowu podziwiałam ,,mleko&amp;quot;. Na poziomie miasta udało mi się dwa razy zgubić, nim trafiłam do samochodu. Skitourowcy zjawili się 10 min później. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/kalacka  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Kasprowy na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Joanna Przymus|13 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mleko, tak można określić pogodę panującą ostatnimi dniami w Tatrach. Podchodzimy na Halę Gąsienicową przez Boczań lecz narty zakładamy dopiero nad przełęczą gdyż dolne partie gór są tylko przylukrowane śniegiem. Krótki popas w Murowańcu a dalej szlakiem na Kasprowy Wierch gdyż w tych warunkach to jedyny sensowny cel. Z wietrznego i mglistego szczytu zjeżdżamy do Dol. Goryczkowej testując przy okazji nasze błędniki. Niżej jest lepiej więc jeszcze śmigamy na Kondratową a potem całkiem w nie złych warunkach niemal do Kuźnic. Asia w tym czasie zrobiła sobie też ciekawą wycieczkę o czym zapewne napisze.&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Kasprowy&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - kurs lawinowy IIgo stopnia|&amp;lt;u&amp;gt;Dariusz Rank&amp;lt;/u&amp;gt;, + inne osoby z całej Polski|11-13 03 2016}}&lt;br /&gt;
Od piątku do niedzieli miałem okazję brać udział w prowadzonym w Pięciu Stawach kursie lawinowym 2-go stopnia. Kurs miał za zadanie rozszerzenie podstawowej wiedzy lawinowej o tzw. &amp;quot;trudne scenariusze&amp;quot;. W naszej niewielkiej - 6cio osobowej grupie pod okiem doświadczonego ratownika TOPRu - Marcina Józefowicza - szefa szkolenia TOPRowców specjalizującego się w temacie lawin, zdobywamy nową wiedzę i ćwiczymy ją w praktyce. Po krótkim podsumowaniu podstawowej wiedzy lawinowej mieliśmy okazję przećwiczyć sposoby poszukiwania wielu zasypanych w bliskiej odległości od siebie (metoda wąskich korytarzy i trzech kółek), poszukiwania w przypadku głębokich zasypań, poznać zasady szukania w trybie analogowym, zasady postępowania gdy wyświetlacz detektora zostanie uszkodzony lub gdy padnie nam bateria oraz zastanowić się nad logistyką akcji ratunkowej, poznać odwrotny triage i jego zastosowanie w wypadku lawinowym.&lt;br /&gt;
W ostatni dzień szkolenia odgrywaliśmy scenki lawinowe przeprowadzając symulowane akcje poszukiwawczo ratunkowe na zasypanych manekinach z, i bez detektorów lawinowych. Nasze działania mogliśmy późnej przeanalizować na nagranych w trakcie naszych działań materiałach filmowych oraz poznać nasze słabe strony, nad którymi musimy jeszcze poćwiczyć.&lt;br /&gt;
Okazało się, że wbrew pozorom największy nacisk powinniśmy położyć nie na ćwiczenie szukania zasypanych, a na ich odkopywanie, czego z doświadczenia wiem, że prawie nikt samodzielnie nie ćwiczy. Praktycznie każdy z nas popełniał też błędy w sondowaniu (sondowanie pionowo w dół a nie prostopadle do powierzchni śniegu) na czym traciliśmy kilka cennych sekund. Zapominaliśmy też o monitorowaniu stanu zdrowia już odkopanych osób (wg. zaleceń IKAR powinno się to robić co 2min) zostawiając odkopane osoby z funkcjami życiowymi na lawinisku same sobie, co powodowało, że część odkopanych &amp;quot;żywych&amp;quot; straciliśmy podczas odkopywania pozostałych.&lt;br /&gt;
Generalnie bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które na pewno wiele nas nauczyły i dały wskazówki nad czym pracować i co ćwiczyć z osobami, z którymi udajemy się później w zimowe góry.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry, Beskid Żywiecki - Dynamicznie planowany weekend|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; i momentami Monika Strojny (TKN Tatra Team) i Marek Wierzbowski (UKA)|05 - 07 03 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę rano jedziemy z Moniką na Słowację. Za 3,33 EUR / os. wjeżdżamy kolejką w Skrajną Salatyńską Dolinę. Świeże lawiniska na północnych zboczach przekonują nas do pierwszej zmiany planów i przyjęcia kursu na Brestovą. Druga zmiana planów została wymuszona przez halny, tuż pod granią Skrajnego Salatyna. Po drodze kilka razy tuliliśmy się do stoku w związku z przewracającym wiatrem, ale kiedy czas oczekiwania na możliwość dalszej wędrówki przekroczył pięć minut, doszliśmy do wniosku, że już nam wystarczy. Pierwszy raz przepinałem się do zjazdu na leżąco. Warto odnotować, że warunki w dół w tym rejonie są nawet przyjemne. Ponieważ zmęczyliśmy się dużo mniej, niż było w planie, wieczorem doprawiamy się wspólnie z Markiem przebieżką tam i z powrotem na Halę Gąsienicową. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W niedzielę z kolei widok za oknem doprowadził mnie do jedynie słusznego wniosku, że należy się spakować i pojechać na Pilsko. Przemieszczam się wobec tego przez Słowację i w okazyjnej cenie 35 PLN nabywam popołudniowy karnet, który pozwala mi dostać się kolejką linową na Halę Szczawiny. Poranna decyzja była dobra, bo już na wysokości Szczawin panowała w miarę sensowna zima, a na Hali Miziowej padał zupełnie poprawny śnieg. Korzystając z pustek, jeżdżę trochę w górę i w dół i trochę pracuję w schronisku, a po zamknięciu ośrodka przemieszczam się na fokach na Halę Lipowską (notka na przyszłość - zajmuje to 1h10m). Tam spędzam noc i w poniedziałek bladym świtem wracam na Halę Miziową (1h40m), zjeżdżam na Szczawiny i wypraszam darmowy przejazd kolejką w dół, do samochodu, żeby zdążyć do pracy na spotkanie w samo południe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - Pilsko na skiturach|&amp;lt;u&amp;gt;Henryk Tomanek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Justyna|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na Pilsko od przeł. Glinne. Śnieg dopiero od granicy lasu. Na szczycie mgła i zadymka. Zjazd/zejście tą samą drogą.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - okolice Brennej|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Piskorek&amp;lt;/u&amp;gt;, os. tow.: Martyna, Kasia, Marta i Dominika|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Moje założenie na ten weekend miało(tak tak miało) być proste odpoczynek od jakichkolwiek wyjazdów aby choć w minimalnym stopniu zregenerować siły. Miałem nawet nie czytać wiadomości, żeby mnie nie kusiło ale tym razem znowu uległem odbierając telefon w dodatku o 3 nad ranem(albo w nocy jak kto woli). &amp;quot;Może jutro wyskoczymy gdzieś w góry pohasać ale, żeby nie było jakoś specjalnie hardcorowo?&amp;quot;&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
No i się zgodziłem. Myśląc, że jedziemy sami napisałem nawet do reszty, że można się zabrać z nami a rano okazało się, że to ja jestem piąty w samochodzie. Trasa jak się okazało również była ustalona lecz nie zostałem do końca wyjazdu dopuszczony do tajemnicy jej poznania. Swoją drogą ciekawe dlaczego?&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
A wyglądała następująco z Brennej ruszamy niebieskim szlakiem na Kotarz dalej czerwonym na Przełęcz Salmopolską następnie na Trzy Kopce Wiślańskie(przez Smerekowiec) dalej niebieskim na Orłową, żółtym na Stary Groń i zielonym do Brennej.&lt;br /&gt;
Trasa 25.9km w niecałe 6h30min Pogoda mogła by być lepsza jak na taki spacer ale przynajmniej nie padało non stop no i było o czym pogadać. Zaproszenie na kurs nadal aktualne!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Mł. Fatra - ferrata i skitury na Velką Lukę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, WM|06 03 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W strugach deszczu ruszamy z Stranego doliną Pivowarskego Potoku z nartami na plecach. Śniegu brak. Głęboko wcięta dolina przekształca się wyżej w skalisty wąwóz, którego ścianami poprowadzono Ferratę HZS. Może nie jest ona specjalnie trudna lecz w zimowych warunkach podchodzimy do niej z należytą powagą. W uprzężach wspinaczkowych z lonżami przechodzimy po stalowych linach, które czasem znikają pod śniegiem. Dodatkową atrakcją jest szumiący w dole potok, który pokonujemy często różnym wariantami bacząc by nie urozmaicić przypadkiem wycieczki o nie planowany kanioning. Przejście trudności w tych warunkach jest atrakcyjne, zwłaszcza, że nagle pojawia się mnóstwo śniegu. Po sforsowaniu wąwozu zakładamy narty i na fokach podążamy w gęstej mgle wprost na szczyt Velkiej Luki (1476). Biała mgła i biały śnieg zlewają się w jedno więc na szczyt docieramy posiłkując się wskazaniami GPSa. Stalowy maszt znajdujący się na szczycie dostrzegamy dopiero z kilku metrów. Na szczęście za ogrodzeniem jest osłonięte od wiatru miejsce więc dość wygodnie przepinamy się do zjazdu. Z uwagi na warunki zjazd ciekawy a śnieg całkiem dobry (jak na dole padał deszcz to tu sypał śnieg). Wkrótce dojeżdżamy do nartostrady i nią w dół a dalej szlakiem dokąd tylko pozwala śnieg. Później jednak narty ku naszej złości znów wędrują na plecy i z buta docieramy do auta już w znacznie lepszej pogodzie. Bardzo fajna i urozmaicona tura i tylko żal tych 3 km na butach w dół. Zrobiliśmy 952 m deniwelacji, czas: 6 h.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FVelkaLuka &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|ARGENTYNA: Andy - wyjście na Aconcagua (6963)|&amp;lt;u&amp;gt;Paweł Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Klimczok (os. tow.)|13 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście na najwyższy szczyt obu Ameryk drogą &amp;quot;normalną&amp;quot;. Szczegóły w WYPRAWACH - http://nocek.pl//wiki/index.php?title=Relacje:Andy , tuz zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FAconcagua&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Smocza Jama|&amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W czasie kiedy kursanci wesoło pląsali między syfonami w Miętusiej Wyżnej, ja musiałam po raz kolejny odpuścić wizytę w tej jaskini. Pogoda niesprzyjająca czytaniu książki na bazie, dlatego zdecydowałam się na krótki spacer - kolejny z cyklu ,,Tatry - podstawy i początki&amp;quot;. Wybrałam  Smoczą Jamę. Tłumy turystów napotkanych w Dolinie Kościeliskiej, na szczęście da mnie, nie odważyły się zapuścić za odstraszający znak ,,uwaga lawiny&amp;quot; znajdujący się na wejściu do Wąwozu Kraków. Owszem po drodze napotkałam małe lawiniątka, jednak zamiast wzbudzić moje przerażenie, raczej fascynowały, szczególnie ze względu na szkolenie lawinowe z dnia poprzedniego. Powyżej drabiny ślisko, a Jama kończy się szybciej niż zaczyna. Szlak schodzący do Wyżniej Pisanej Polany zaoferował ciekawszą niż zwykle perspektywę otoczenia Doliny Kościeliskiej, co zaowocowało kolejnym postojem ,,topograficznym&amp;quot;.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Tatry Niżne - granią na rakietach|&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Zięć&amp;lt;/u&amp;gt;, Krzysztof Atamaniuk, os. tow.: Agnieszka, Rafał, Krzysiek i Marek|25 - 28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plan był by powtórzyć po części jesienną wyprawę w Tatry Niżne, ale tym razem w otoczeniu śniegu i przemierzyć trasę na rakietach śnieżnych.&lt;br /&gt;
Mieliśmy 4 dni by dojechać w Tatry, przejść trasę i wrócić na Śląsk. W czwartek z samego rana wyjeżdżamy na dwa auta na Słowację. Zostawiamy auto Demanovskiej Dolinie i dwoma autobusami przenosimy się na start, tj. do Vysna Boca. Stamtąd idziemy niebieskim szlakiem w stronę głównej grani gdzie przebiega czerwony szlak i nim na wschód w stronę Ramzy, gdzie mamy zaplanowany pierwszy nocleg w szałasie oddalonym ok 50m od szlaku. W szałasie nocuję prócz nas jeszcze dwóch Czechów i jeden Słowak - wszyscy trzej na skiturach. Warunki śniegowe na grani wyśmienite, śniegu co najmniej 50 cm, choć w większości lekko zmrożony i tworzy się skorupa. Chodzenie w samych butach powoduje zapadanie się po kolana, także rakiety bądź skitury obowiązkowe. Rano przy bezchmurnej pogodzie czerwonym szlakiem idziemy na zachód, aż do schroniska Chata gen. Stefanika. Tu za 21€ od osoby dostajemy nocleg ze śniadaniem (dla zainteresowanych piwo jest po 2,5€ - co i tak moim zdaniem jest nie drogo zważając że cały towar w schronisku został wniesiony na plecach). Niestety w schronisku była awaria wody i prysznice były nieczynne, także zostały mokre chusteczki :)&lt;br /&gt;
Trzeci dzień startujemy w gęstej mgle a musimy zaraz za schroniskiem wdrapać się na Dumbier (2043m). Niestety pogoda nie pozwala podziwiać widoków - widać do 10m. Na szczęście im dalej w stronę Chopoka tym pogoda się poprawia, mgła schodzi a niebo staje się praktycznie bezchmurne. Od schroniska do Chopoka mijają nas praktycznie sami skiturowcy. Ludzi na rakietach jak na lekarstwo, ludzi w samych butach można policzyć na placach jednej ręki. Ale nie dziwię się, sam przekonałem się że następny tego typu wyjazd to tylko skitury. To co ja musiałem schodzić i zajmowało mi to niewiele mniej nich wchodzenie, skiturowcy pokonywali w sekundach. Po schronisku również widać iż trend idzie w stronę skiturów, praktycznie 90% obecnych byli na nartach. &lt;br /&gt;
W niższych partiach jak okolice Certovicy można spotkać jeszcze ludzi na biegówkach, ale gdy już idzie o podchodzenie powyżej 1700m to tylko skitury. Na koniec ostatni nocleg pod namiotem z ogniskiem w tle i w niedziele do domu.&lt;br /&gt;
Trochę statystyk: Pokonaliśmy 86km z tego 30km na nogach. Na nogach podejść było 3409m, zejść 2344m. Po płaskim z tego było tylko 4,2km.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia z wyjazdu: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/TatryNizne&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Austria-skitury| &amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Daniel W.|11 02 -28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
16 dni na nartach plus jeden dzień wspinaczkowy. Pomimo słabej zimy niezwykle udany wyjazd podczas którego skiturowo zwiedzamy rejon Höllengebirge, Dachstein oraz Alpy Berchtesgadeńskie, doskonalimy moje umiejętności narciarskie (nie ma to jak prywatny instruktor!), bawimy się w poszukiwanie pipsa oraz odwiedzamy austriackich znajomych. Przez kilka dni towarzyszy nam również Klaus. W ramach dnia restowego wspinamy się w St. Gilgen w rejonie Plombergstein (http://www.bergsteigen.com/klettergarten/salzburg/salzkammergut-berge/plombergstein), ćwiczymy techniki linowe, a nawet zwiedzamy okoliczną jaskinię!&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia Wyżnia - kurs|Mateusz Golicz, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki, Kaja Kałużyńska (SŁ)|28 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Od rana wszystko wydawało się jakby nie takie, jakim być powinno: obolała Asia trzeszcząc stawami oznajmiła, że rezygnuje z wyjścia do jaskini, Piter wyglądał jakby ktoś go zjadł i częściowo strawił, a ja po średnio przespanej nocy czułem, że zamiast zapału do odwiedzenia dziury – wypełnia mnie  egzystencjalny ból i toczące mój organizm przeziębienie. Do tego kanapka, która miała zostać zabrana do jaskini, wyszła jakoś dziwnie. Bo i bułka krzywo się ukroiła i ser wyglądał jakoś tak mało zachęcająco. Tylko Łukasz i Bogdan bez względu na warunki i samopoczucie, od rana buchali z nozdrzy parą nie mogąc się doczekać jaskiniowych przeszkód. Ale u nich to normalne.	&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Kolejne oznaki nadchodzących ciężkich czasów, zaczęły się pojawiać po wyjściu z bazy: na starcie mieliśmy ponad 20 minut poślizgu, niebo wyglądało jakby miało zamiar zwymiotować na nas jednocześnie deszczem, śniegiem, żabami i ogniem piekielnym, a delikatny wiaterek starał się zedrzeć nam skórę z twarzy. Mimo to, ruszyliśmy w komplecie. Przyznam się bez bicia: szedłem bez większego przekonania i wiary, że uda mi się dotrzeć do jaskini. Jedno było pewne: idę na Wyżnią Miętusią Rówień, czyli do ostatniego miejsca z którego mogę wycofać się sam. Właśnie tam zdecyduję czy mam siłę i zapał, by iść dalej. Pech chciał, że jakoś wpadłem w głębokie zamyślenie i nim zorientowałem się co robimy – doszliśmy bez większych problemów do podnóża Małej Świstówki. Tak to bywa, gdy człowiek zamiast myśleć o bolączkach egzystencjalnych i słabościach ciała, skupia się na kamieniach pod nogami, próbując nie wybić sobie zębów podczas stawiania kolejnych kroków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeprawa spod Świstówki do otworu jaskini idzie sprawniej niż dzień wcześniej podczas szkolenia lawinowo-rakowo-czekanowego: mokry śnieg daje stabilniejsze oparcie. Poza tym, lwia część drogi została przetarta, gdy gnaliśmy w górę odbyć taniec z czekanami. Szczęśliwie dochodzimy pod otwór Jaskini Miętusiej Wyżniej nawet nie mając stanu przedzawałowego. Nie pozostaje nic innego, jak wtarabanić się kilka metrów na linie w górę, skąd łypie na nas otwór jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Założenia dotyczące zaliczenia Jaskini Miętusiej były następujące: pracujemy głównie Piter i ja (bo podobno się obijamy, co wcale nie jest prawdą. To nie nasza wina, że ciężko nadążyć za pozostałymi speleopsychopatami z kursu). Zakładamy, że ja biorę na siebie część jaskini do syfonów, a jeśli uda się je pokonać – Piter przejmuje poręczowanie w niższych partiach. Tak czy inaczej – ku ogólnej rozpaczy - ja prowadzę. Nie da się ukryć – co skrzyżowanie następuje z mojej strony kontrola mapy i sprawdzenie czy idziemy w dobrą stronę; każdy prożek poddawany jest przeze mnie dogłębnej analizie. Oczywiście nawet godzinne gapienie się w strop nie gwarantuje wypatrzenia przeze mnie wszystkiego, co niezbędne: np. udaje mi się przegapić połowę batinoxów (tzn. jeden z dwóch).&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Tak czy inaczej, brniemy do przodu. Powoli. Bardzo powoli. Mateusz tradycyjnie (jako instruktor) nie pogania, nie miesza się do tego co robimy, a jedynie pilnuje byśmy się nie pozabijali. &lt;br /&gt;
W końcu docieramy do miejsca, które (po dokładnej analizie planu) określam jako punkt, w którym powinniśmy zacząć wędrówkę w dół, ku Syfonowi Błotnemu i Syfonowi Paszczaka. Niestety, daję sobie wmówić, że pomyliłem się i to srodze, a miejsce gdzie jesteśmy to dopiero studnia nad Suchym Dnem. Plując sobie w brodę brnę dalej do przodu, po chwili docierając do końca jaskini – jak się okazało – zarezerwowanego przez Warszawę. Nie wiedziałem, że jaskinie można rezerwować, widocznie ze speleoodkryciami jest jak z fragami – za ich podkradanie można dostać w dziób. Wycofujemy się z przodka bardzo uważając, by czasami czegoś przez przypadek nie odkryć.  Moglibyśmy w ten sposób narazić się aktualnej Stolycy. Wracamy do punkty, który określiłem przejściem w stronę Syfonów i zdecydowanie kierujemy się w stronę najpaskudniejszego miejsca, w jakie udało mi się trafić podczas kursu. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Syfony Błotny i Syfonik Paszczaka okazują się czymś pomiędzy porankiem po ostrym kebabie, a rodzeniem jeża. Opróżnienie górnego syfonu (Błotnego) wymaga wyciągania wiader i worów z wodą ponad 10m w górę, aż do głównego ciągu jaskini. Inne atrakcje? Przeciskanie się przez Syfon Błotny gwarantuje borowanie pyskiem w błocie, a to, co jaskinia rzuca w oczy po przebrnięciu Błotnego, to cztery metry kwadratowe przestrzeni i kolejna studnia prowadząca do Syfonu Paszczaka.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
Matka natura to złośliwa zołza: chcąc opróżnić Paszczaka, musimy zalać syfon Błotny. Oczywiście transportując wodę w górę za pomocą worów… Po półtorej godziny efekt pracy mającej na celu osuszenie Paszczaka, można zamknąć w 3 punktach:&lt;br /&gt;
*Łukasz i Bogdan przeciskają się na drugą stronę mocząc sobie nawet te miejsca, do których normalnie woda nie dociera;&lt;br /&gt;
*Ja na tyle się wyziębiam, że nawet przestaję drzeć się po wszystkich i trząść;&lt;br /&gt;
*Łukasz z Bogdanem stwierdzają, że po drugiej stronie Syfonu Paszczaka nie ma miejsca, gdzie można zlewać wodę. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W związku z tym, że już nie mamy gdzie upychać wody (oraz faktem, że mój organizm zaczyna przybierać barwę sino-bladą) zapada decyzja o wyjściu z jaskini. A w zasadzie ja ją podejmuję. A w zasadzie zarządzam wyjście. A w zasadzie drę się na speleoprzodowników, by (tu padają krótkie żołnierskie słowa) odpuścili temat i zaczęli się zbierać w stronę wyjścia. Oczywiście za swe kwieciste motywatory słowne wszystkich zebranych serdecznie przepraszam.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście w górę i przejście przez Syfon Błotny wymaga jego zlewarowania. Tym razem wodę przenosimy w dół. Szczęśliwie zrzucenie wody na niższy poziom nie zabiera wiele czasu i dość sprawnie wydostajemy się poza rejon syfonów, gdzie mogę się ubrać w dodatkową warstwę ciuchów. A i przy okazji wmusić w siebie coś do jedzenia i picia.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zbieramy się do wyjścia. Droga powrotna idzie jak krew z nosa, wybitnie opóźniam przemarsz. Domyślam się, że lwia część ekipy wolałaby przynajmniej odwiedzić Suche Dno zamiast od razu iść do wyjścia, jednak zdecydowanie pcham się ku powierzchni. Przemarsz w górę rozkosznie rozgrzewa, odzywa się zdrowy głód, a to najlepszy dowód, że będę żył. Czeka mnie jeszcze długie przepraszanie uczestników wyprawy za uwagi dotyczące ich powiązań genetycznych ze ślepymi zaułkami ludzkiej ewolucji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Docieramy do otworu wyjściowego – z zadowoleniem stwierdzamy, że jeszcze jest jasno. Zjeżdżamy w ciuchach jaskiniowych z ostatniego progu, a następnie niczym dzieci na megaślizgawce, zsuwamy się radośnie w dół zbocza, zostawiając za sobą obrzydliwe, brązowe ślady. Taki ładny śnieg ubrudziliśmy… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Do bazy docieramy już po zmroku. Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć szybki prysznic, spakować wory do samochodu i ruszać w stronę domu. Po drodze odwiedzamy Zimową Stolicę Polski, doceniając jej największe skarby kultury i dziedzictwa. Znaczy się wpadamy do Maca i pochłaniamy stertę martwych krów. Dławiąc się kęsami paszy, ronimy łzy pełne żalu i smutku – w końcu to było nasze ostatnie kursowe zejście do jaskini…&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FMietusia-Wyznia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - szkolenie zimowe|Mateusz Golicz, Łukasz Pawlas, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Ksawery Patryn, Joanna Przymus, Łukasz Piskorek, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki, Bogdan Posłuszny, Teresa Szołtysik|26 - 27 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Piękna słoneczna pogoda, niewielki mróz ale tez mało śniegu. Dzień wcześniej przypomnieliśmy sobie wiadomości o sprzęcie zimowym i specyfice poruszania się zimą po górach. W dolinie Miętusiej i w kotle MS ćwiczyliśmy hamowanie czekanem w różnych sytuacjach, poruszanie się w rakach, wykorzystanie czekana przy podchodzeniu i schodzeniu, wykonanie asekuracji i zjazdu z grzyba śnieżnego. Później na polanie odbyły się zajęcia z lawinoznawstwa (poszukiwanie zasypanego z pipsem, sondowanie metodą tradycyjną). Trzy osoby poruszały się na nartach z różnym skutkiem gdyż z śniegiem jest dość kiepsko. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie-zimowe&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
i tu (Emil): http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSzkolenie_zimowe-cd&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitura - Beskid Śl.| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna &amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski|22 02 2016}}&lt;br /&gt;
Nie wiem jakim cudem-bo śniegu jak na lekarstwo-ale udało się zorganizować wypad na skitury. Próbujemy trochę w Istebnej na stoku Zagroń (poza stokiem tylko trawa), następnie przenosimy się na Stożek, gdzie warunki zdecydowanie lepsze, na nartach można było dojść aż do schroniska... (wow!)W drodze powrotnej spotkaliśmy Jasia K wracającego z pracy w związku z czym spędziliśmy jeszcze godzinkę w domu nadleśnictwa :) na miłej pogawędce.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Dwa dni i 45km Tatr| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|19-21 02 2016}}&lt;br /&gt;
Pierwszego dnia naszych spacerów pogoda była sprzyjająca, mimo zachmurzenia i mgły towarzyszących nam podczas wędrówki Doliną Chochołowską, przez większą część dnia było słonecznie, dzięki czemu miałam odpowiednie widoki do nauki topografii. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo ze schroniska ruszamy zielonym szlakiem prowadzącym na grań. Bez problemów torujemy sobie szlak, jednak na wysokości ok 1400m n.p.m postanawiamy zmienić trasę i udać się na Trzydniowianski Wierch. Podchodzimy od strony Doliny Jarząbczej, po drodze mijamy jednego skituourowca, następni ludzie pojawiają się dopiero w okolicy szczytu. U góry nagle odzyskujemy zasięg (chyba przywiał go wiatr), nim kończymy rozmowy okazuje się, że już jesteśmy zbyt wyziębieni by patrzeć w mapę i na widoki dookoła. Schodzimy w dół Kulawcem. Gdzieś pomiędzy jego końcem i początkiem Krowiego Żlebu odkrywam szybszy, łatwiejszy i przede wszystkim &amp;lt;u&amp;gt;zabawniejszy!&amp;lt;/u&amp;gt; sposób schodzenia (przydają się grube spodnie zimowe, bardziej zaawansowani mogą użyć sanek; uwaga na czekany wbijające się w nogi).  Niestety ten sposób nie nadawał się do zastosowania w Dolinie Chochołowskiej przez co musieliśmy ją znowu całą przedeptać.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Plany na pierwszy dzień uległy zmianie, to te na drugi dzień też musiały zostać zmienione. Zaplanowaną trasę postanowiliśmy zrobić w odwrotnej kolejności niż początkowo zakładaliśmy. Wycieczka pod znakiem deszczu. Na wejściu na szlak prowadzący na Przysłop Miętusi przez Staników Żleb zamieniłam polar na kurtkę przeciwdeszczową. Przez plusowe temperatury ze śniegu zrobiła się ciapa, miejscami śliska ciapa, albo woda z ciapą, co zaowocowało całkowitym przemoczeniem gdzieś pomiędzy Przełęczą w Grzybowcu, a Strążyską Polaną. Idąc Ścieżką nad Reglami do Doliny Białego po drodze wstąpiliśmy jeszcze na Sarnią Skałę. W Dolinie Białego spotkaliśmy dużo ludzi - nie dziwię się, ponieważ jest to jak na razie najładniejsza dolina w Tatrach w jakiej byłam. Po drodze do wylotu robimy kilka przerw na zerknięcie w mapę i próbę zajrzenia głąb starej sztolni uranu. W drodze powrotnej weszliśmy jeszcze do Doliny ku Dziurze i do Dziury (jak na pilnych grotołazów przystało!) oraz do Doliny za Bramką. Wycieczkę zakończyliśmy wykręcaniem skarpetek pod bazą. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|CHINY: Chongqing - Wyprawa noworoczna do jaskini Luo Shui Kong|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt; (RKG Nocek), dr Jacek Szczygieł (KKS/Uniwersytet Śląski), Erin Lynch (Hong Meigui CES; kierownik wyprawy), Devra Heyer (Paamul Grotto), Annie Leonard (Cambridge University Caving Club)|30 01 - 15 02 2016}}&lt;br /&gt;
Po raz drugi z rzędu miałem przyjemność uczestniczyć w cyklicznej, noworocznej wyprawie jaskiniowej, organizowanej przez Erin Lynch z klubu jaskiniowego Hong Meigui. Działaliśmy w bardzo okrojonym, ale za to bardzo dobrze zgranym amerykańsko-polskim zespole. Wyprawa była bardzo intensywna. Przez 11 dni pod rząd codziennie byliśmy pod ziemią, z czego przez dziesięć działaliśmy w Luo Shui Kong, jaskini rozpoczynającej się 210-metrową studnią. W skromnym gronie Polaków trochę liczyliśmy na piony i wspinaczki hakowe. Choć jednak tegoroczne odkrycia miały w dużej mierze charakter poziomy, i tak dały nam bardzo dużo satysfakcji. Najbardziej spektakularna była Casablanca, wielka sala o kształcie trójkąta o najdłuższym boku 100 m i &amp;quot;szerokości&amp;quot; 65 m. Salę nazwaliśmy tak od mnóstwa gipsowych kryształów, które formują w niej liczne, dwumetrowe wieże, gipsowe &amp;quot;krzaki&amp;quot; i inne ozdobniki. Spąg pokrywa gruz, będący połamanymi fragmentami krystalicznej gipsowej skorupy, odseparowanej od stropu. W sumie, w Luo Shui Kong skartowaliśmy ponad 4.8 hektara przy długości ciągów pomiarowych 2.5 km. Dla porównania, całkowita powierzchnia rzutu spągu jaskini Zimnej wynosi ok. 0.8 ha, zaś jaskini Miętusiej - ok. 1.9 ha. Dłuższa relacja zostanie opublikowana w &amp;quot;Jaskiniach&amp;quot;. Zdjęcia dostępne są w Galerii: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FLSK2016&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs| Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Piotr Strzelecki|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
Jak na wzorowych kursantów przystało, ruszamy z bazy o ustalonej wcześniej godzinie. Przedzierając się przez półmroki poranka, docieramy Doliną Kościeliską pod największe wyzwanie podejściowe tego dnia: schody do Jaskini Mroźnej. Po ich pokonaniu wskakujemy w kombinezony, a następnie podchodzimy kilkanaście kolejnych metrów w górę i wchodzimy do Jaskini Zimnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początkowo nic nie zapowiada dramatu, który ma się wydarzyć:  trochę się czołgamy, trochę przeciskamy. Nagle, niczym grom z jasnego nieba, spada na nas wiadomość, że trzeba będzie się tego dnia solidnie zmoczyć. Jeszcze przez moment nie budzi to jakiejś szczególnej grozy – w końcu niekiedy  po powrocie z jaskini człowiekowi zdarzy się wziąć prysznic… &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem nie chodzi o pucowanie stref intymnych, lecz o przebrnięcie przez zalany Ponor. Rozlewisko zbadane wcześniej przez Asię i Łukasza, pokonujemy kolejno, prezentując swoje bogactwo językowe.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W dalszej części jaskini mamy okazję do zaprezentowania umiejętności wspinaczkowych. Jedno po drugim wspinamy się na progi, ściany i kominy. Asia wraz z Łukaszem znudzeni pokonywaniem standardowych przeszkód, przedzierają się obejściem wokół Czarnego Komina, co pozwala nam zaoszczędzić sporo czasu. Rzucona przez nich z góry lina sprawia, że nie muszę od dołu zdobywać całości Czarnego Komina, co zapewne trwałoby wieki.&lt;br /&gt;
Finalnie docieramy za Prożek Burcharda, gdzie po zlewarowaniu syfonu otwiera się dla nas przejście w stronę Korytarza Galeriowego. Początkowo ruszamy doń we czwórkę: Asia, Piotr, Łukasz i ja. Niestety Korkociąg Krakowski pokonuje mnie oraz Pitera, w związku z czym wycofujemy się na Prożek. Asia z Łukaszem są nie do zatrzymania: docierają do Korytarza Galeriowego.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W drodze powrotnej mamy jeszcze raz okazję do sprawdzenia odporności na zimno: tym razem mało komu chce się rozbierać przed pokonaniem Ponoru. Wchodzimy doń praktycznie w kompletnym ubiorze. Nic tak nie motywuje do szybszego wydostania się z jaskini, jak klejący się do ciała mokry kombinezon, dzięki czemu ostatni odcinek pokonujemy szybko i sprawnie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Na powierzchnię docieramy 10 minut przez wyznaczonym czasem. Do bazy wracamy już w kompletnych ciemnościach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fzimna&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Na nartach na Babią Górę| &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Łukasz Pawlas, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik|14 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wybór znów padł na Babią Górę i znów od południa. Po ostatnich opadach przybyło śniegu lecz bez rewelacji. Z Slanej Wody początkowo szlakiem a potem na przełaj na Jedlę i granicznym grzbietem na szczyt Babiej Góry (1725). Śnieg na podejście znośny lecz do zjazdu na pewno kiepski. Wystawały kamienie i kosówki. Pogoda w górnych partiach dość charakterystyczna dla tego szczytu. Biorąc pod uwagę powyższe okoliczności na zjazd obieramy znany nam żółty szlak. Była to bardzo dobra decyzja. Do połowy góry zjazd wyśmienity choć śnieg tępy. Dalej uważnie (więcej kamieni) lecz ciągle na nartach śmigamy w dół aż do połączenia z drogą podejścia i dalej do auta w Slanej Wodzie. Zrobiliśmy niemal 1000 m deniwelacji. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęćia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/BabiaGora&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu film: https://vimeo.com/156540639&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Grześ| &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek|13 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mimo pierwszego dnia śląskich ferii udało nam się dojechać prawie bez korków. W Tatrach już czekał na nas śnieg i bałwany na każdym rogu. Dolinę Chochołowską udało nam się przejść w miarę szybko. Przed wejściem na szlak prowadzący na Grzesia zrobiliśmy przerwę śniadaniową w schronisku.  Na szlaku sporo ludzi, dzięki temu był przedeptany. U góry przerwa na zdjęcia i telefon od Ryśka ,,tylko nie mów kursantom, że w Zimnej będzie kąpiel&amp;quot;. Droga na dół, do schroniska bardzo przyjemna, od schroniska do parkingu raczej nudna. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura-Sokole Góry, Kamieniołom Kielniki| &amp;lt;u&amp;gt;Asia&amp;lt;/u&amp;gt; i Tomek Jaworski z dzieciakami|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Planowaliśmy narty, ale wyszło inaczej. Odwiedziliśmy Olsztyn, gdzie wędrowaliśmy ścieżką geologiczną Kamieniołomu Kielniki. Zwiedziliśmy kamieniołom a także Jaskinię Magazyn w Kielnikach. Dalej szlakiem żółtym i czerwonym zawędrowaliśmy do rezerwatu Sokole Góry, gdzie odwiedziliśmy Jaskinię Olsztyńską. Starszy syn ewidentnie poczuł zew eksploratora. Dzień jeszcze jest zbyt krótki więc wróciliśmy do auta po zmroku.&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Cienkowie |Teresa i &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Początek lutego, +8 stopni, słońce. Gdzie ta zima?! Jednak i tym razem w desperacji intuicja mnie nie zawiodła w zaplanowaniu skiturowego spacerku. W Stryczkowie zostawiamy auto i bez szlaku podchodzimy północnym skłonem pasma cienkowskiego. Ku naszemu zaskoczeniu po kilkuset metrach zakładamy narty i podchodzimy po nieskalanej bieli na szczyt Cienkowa Postrzedniego (867). Stąd łagodnym zjazdem w stronę Cienkowa. Na rozległym obniżeniu śnieg zalega już tylko płatami więc znów kilkaset metrów dajemy z buta podchodząc w efekcie na początek nartostrady. Tu mocno wieje. Z wierzchołka zjeżdżamy już błyskawicznie do doliny. Tu Esa klaruje sprzęt a ja już na lekko biegnę ponad 2 km w górę po zostawione w Stryczkowie auto. Wkrótce też wracamy do domu. Jeżeli nie dopada śniegu to chyba będzie czas definitywnie przerzucić się  na rowery i wspinaczkę.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FCienkow&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - wycieczka na Rysiankę |Sonia i &amp;lt;u&amp;gt;Henryk &amp;lt;/u&amp;gt; Tomanek, Justyna (os. tow.)|07 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjście z Żabnicy zielonym szlakiem na Rysiankę. Powrót przez Boraczą. Śniegu mało.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FRysianka&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Malinów |Ala Kucharska i &amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|06 02 2016}}&lt;br /&gt;
Desperacki wyjazd na ekspresowe skitury. Wyjeżdżamy ok. 16:30 do Szczyrku, gdzie trasą Golgoty podchodzimy w okolice Malinowa. Trasa narciarska oświetlona, wyżej trasę chwilowo oświetlają krążące ratraki, a potem już tylko w czołówkach. Piękna gwieździsta i bardzo wietrzna noc. Zjeżdżamy trasą podejścia. Stoki Skrzycznego jeszcze z niewielką warstwą białego, ale chyba już nie długo wytrzyma.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|TATRY - wspinanie |Łukasz Depta(instruktor), Artur,&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt;|01-05 02 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W pierwszym tygodniu lutego miałem przyjemność uczestniczyć w kursie taternictwa zimowego. Podobnie jak dwa lata temu odbył się on na Hali Gąsienicowej. W poniedziałek wieczorem po deszczowym (!!!) podejściu spotykamy się w zatłoczonej jak zawsze Betlejemce. Niestety we wtorek odwilż nie odpuszcza, podobnie jak my :). Wybieramy drogę Potoczka (III) z wariatem prostującym  na Czubie nad Karbem jako dobrą drogę na początek. Na własnej skórze przekonuje się, że dodatnia temperatura znacząco zwiększa trudności pokonywanej drogi. Ze względu na zagrożenie lawinowe wracamy dłuższą drogą przez pojezierze. W środę udaje się sprawnie zrobić klasyk Hali Gąsienicowej tj. filar Świnicy (IV), na kluczowych wyciągach wspinaczkę utrudniały zalane lodem rysy (patrz pogoda dwa dni wcześniej). Kolejnego dnia wyznaczony cel jest ambitny -  Filar Staszla (V), jest to droga znacznie poważniejsza od dwóch poprzednich. Pogoda w tym dniu zadbała, żeby pokonanie tej drogi wryło się w pamięć.  Pomimo zmęczenia i niepromocyjnych warunków drogę udaję się skończyć przed zmierzchem. W ostatnim dniu ze względu na brak sił (czytaj brak warunków m.in. 30cm świeżego śniegu) Łukasz szkoli nas jak powinno się wspinać w lodzie. Zaczynamy od pokonania lodospadu nad Zmarzłym Stawem z dwoma czekanami, potem z jednym a na końcu bez. Wniosek czekany są dla słabych :).  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|SŁOWACJA: Beskid Kysucki - skitura na Wielką Raczę|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Henryk Tomanek, Tomasz Jaworski, Teresa Szołtysik, Jacek Copik (os. tow.)|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zima tylko z nazwy, bardzo kiepska. Z Lalik podchodzimy nieczynną nartostradą (bo gdzie indziej brak śniegu) obok wyciągu na zachodni grzbiet Raczy. Dalej szlakiem o dziwo po twardym śniegu na szczyt Wielkiej Raczy (1236) zaglądając po drodze do Dier (niewielka jaskinia tektoniczna). Pogoda dobra. W schronisku robimy dłuższy odpoczynek po czym zjeżdżamy. Pod szczytem spotykamy zupełnie przypadkowo naszych przyjaciół z Speleoklubu Bielsko Biała: Beatę Michalską i Pawła Kasperkiewicza, którzy też na skiturach podchodzili do góry. Później zalodzonymi nartostradami zjeżdżamy aż do auta. Całkiem udany wyjazd i warunki wykorzystane w 100%.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/VelkaRacza&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - spacer |Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, &amp;lt;u&amp;gt; Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|31 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zostajemy w Kirach po akcji w Miętusiej. W nocy padał deszcz, rano za oknem szaro, jednak w momencie w którym zdecydowaliśmy się na wysunięcie ze śpiworów zaczął padać śnieg. Po wyjściu z bazy było go już powyżej kostek. Zakrył lodowe placki z dnia wczorajszego, a tam gdzie nie było go na tyle żeby uniknąć poślizgu zapewniał w miarę miękkie lądowanie. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przeszliśmy od Kir Drogą pod Reglami, aż do wlotu do Doliny Strążyskiej, którą doszliśmy do Siklawicy. Spod wodospadu wycofaliśmy się do połączenia ze Ścieżką Nad Reglami, którą poszliśmy dalej, przez Przełęcz Grzybowską i Przysłop Miętusi do Doliny Kościeliskiej. Po 4 godzinach marszu docieramy z powrotem na bazę , pakujemy się i jedziemy do domu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Ftatry_spacer&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia - kurs |Ryszard Widuch, Joanna Przymus, kursanci: Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Emil Stępniak, Piotr Strzelecki|30 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Sobota, szósta rano. Jak to na wzorowych kursantów przystało, zwarci i gotowi czekamy przed Bazą na wymarsz. Kilka minut później ruszamy w komplecie do Jaskini Miętusiej.&lt;br /&gt;
Droga bez większych problemów: śniegu praktycznie zero, jedynie leżące miejscami placki zdradliwego lodu starają się sprawić, że nasze kończyny wygną się w niecodzienny sposób.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Bez złamań i z kompletem zębów docieramy do jaskini. W sobotę ma być na dole dość tłoczno, więc z radością stwierdzamy brak śladów innych ekip. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jesteśmy pierwsi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Łukasz z Bogdanem nurkują w otworze, zanim reszta skończy przeżuwanie przedzejściowych kanapek. Asia gna za nimi (Bogdanem i Łukaszem, nie kanapkami) starając się dogonić rozbrykane speleostadko, zaś Rysiek, Piter i ja dostojnie schodzimy w dół, kolejno polerując zadami Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
Przodowników jaskiniowych doganiamy na Kaskadach, skąd razem ruszamy w dół ku Wielkim Kominom.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po osiągnięciu dna, zaczynamy wspinaczkę do góry. Do zdeporęczowania zostaje całość lin, która czekała na nas od poprzedniej wizyty Nockowiczów w Miętusiej. Nawet w miarę sensownie i sprawnie idzie nam przekazywanie worów, jakimś sposobem nikt nie popada w hipotermię, chociaż Piter trzęsąc się ziewa na potęgę i zaczyna coś majaczyć. Na szczęście majaczy o piwie, więc nie jest z nim źle.&lt;br /&gt;
Na Kaskadach mamy wielokrotną mijankę - trafiamy na pozostałe ekipy, które planowały dziś odwiedziny w Miętusiej. Po grzecznościowej wymianie uprzejmości i podzieleniu się prowiantem, ruszamy w górę gdzie czeka na nas Ciasny Korytarzyk.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Rysiek, Bogdan i Piter pokonują korytarz w oka mgnieniu, Asia znudzona moim ślimaczym przepychaniem gabarytów przez rurę wyprzedza nas obejściem, a ja celebrując tradycję, klinuję się każdym możliwym elementem w miejscu, gdzie podobno zaklinować się nie da.&lt;br /&gt;
Nie wiedzieć jakim magicznym sposobem Łukasz nie umiera z wyziębienia czekając za mną aż łaskawie schudnę i przejdę przez Ciasny Korytarzyk. Po długiej walce w końcu przeciągam swe boskie ciało przez problematyczne miejsca i ruszamy ku górze. Udaje nam się zabłądzić (tak, da się zabłądzić w Ciasnym Korytarzyku) i zamiast na powierzchnię - trafiamy w jakiś komin, który zamiast wyjścia ma śpiącego nietoperza i stado komarów. Po wykonaniu odwrotu i powrocie do głównego ciągu, w ułamku sekundy trafiamy w odpowiednią dziurę i wyczłapujemy na powierzchnię, wyczekiwani przez resztę ekipy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Powrót (pomimo występującego miejscami oblodzenia) to przyjemny spacerek, wracamy do bazy przed zapadnięciem zmierzchu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tego samego dnia Rysiek, Piter i ja decydujemy się na powrót do domu, Asia, Bogdan i Łukasz zostają by jeszcze w niedzielę pohasać po tatrzańskich szlakach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
zdjęcia:http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia_kurs&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|GRECJA: Kreta - wyjazd urodzinowy AD 2016|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Kaja Kałużyńska (SŁ)|16 - 24 01 2016}}&lt;br /&gt;
Z okazji (moich okrągłych) urodzin wybraliśmy się na Kretę. Szerszy opis tutaj: [[Relacje:Kreta_2016]]&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Smerkowiec |Henryk Tomanek, Teresa, Kamil, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pogoda tym razem zaprzeczeniem dnia poprzedniego. Padał śnieg a nawet deszcz, dość mglisto. Z Nowej Osady czarnym szlakiem podejście doliną Gościejowa na Smerkowiec (835). Warunki śnieżne lepsze niż w Tatrach lecz do ideału daleko. Potem przez Czupel (885) zjazd do Nowej Osady. W lesie na bardziej stromych zboczach haczyliśmy o kamienie lub korzenie. Końcówka tury to zjazd nartostradą i dalej wprost do auta na nartach. Bardzo fajna wycieczka, adekwatna do istniejących warunków.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FSmerkowiec&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - Jaskinia Miętusia |Tadeusz Szmatłoch, Damian Szołtysik, &amp;lt;u&amp;gt;Joanna Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjechaliśmy wczas rano, z niepokojem obserwując termometr pokazujący coraz niższą temperaturę. W pewnej chwili na wyświetlaczu ukazało nam się nawet -26,5 st. jednak w momencie, w którym wyruszaliśmy na szlak było jedynie -20. Śniegu mało więc szybko dotarliśmy do Miętusiej. Pokonanie rury nie zajęło nam dużo czasu, Tadek nawet tak się rozpędził, że dopiero w połowie progu do Komory pod Matką Boską zorientował się, że jest mu potrzebna lina. Stamtąd pobiegliśmy dalej, szukając wora pozostawionego dla nas tydzień wcześniej przez dziewczyny. Znaleźliśmy go przed Kaskadami, które zaporęczowałam i nie czekając na chłopaków poszłam dalej poręczować zjazd do Błotnych Zamków. Drugi wór zostawiony został pod Progiem Męczenników, dlatego też musiałam pokonać Prożek Beatki, żeby je zdobyć. Naszym planem było wywspinanie Korytarza Trzech Króli i zjazd do Sali Bez Stropu. Pierwszy próg pokonał Damian, następne dwa ja. Doszliśmy do przedostatniego progu, wycenionego na V+. Z lektury wcześniejszych opisów dotyczących tego miejsca, Damian wysunął wniosek, że potrzeba nam do jego pokonania więcej asekuracji niż zapewniają batinoksy, dlatego wziął ze sobą cały zestaw kości i friendów. Niestety komin bardzo się bronił przed zdobyciem i nawet próby zdobycia go za pomocą lassa i heroiczna próba wspinania Tadka nie pomogły. Wreszcie po 2h odeszliśmy stamtąd z planem większej wyprawy idącej od dwóch końców Korytarza Trzech Króli. Miłą niespodzianką na koniec wycieczki było wyjście z dziury za dnia. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tu kilka zdjęć: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2Fmietusia&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Żyw. - skitura na Rysiankę i Pilsko |&amp;lt;u&amp;gt;Tomasz Jaworski&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Majewicz, Teresa Szołtysik, 1 os.tow.|23 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Mroźny ale słoneczny dzień. Trasa: Sopotnia Wielka - Rysianka - Pilsko - Hala Miziowa - Przeł. Przysłopy - Sopotnia Wielka. W lesie warunki do zjazdu trudne. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Pilsko po Czantorii i Skrzycznym było kolejnym testem mojego skiturowego sprzętu. Tym razem wycieczka miała być nieco dłuższa z „prawdziwymi” elementami turowania – długie podejścia, kilkakrotne przepinki, szczyt jako cel i zjazd w puchu w dziewiczym terenie. Plan realizowany był perfekcyjnie do pewnego momentu, no ale może po kolei. Wyjazd jak zwykle o 6.00 z mojej wsi, po 8.00 startujemy z Sopotni Wielkiej niebieskim szlakiem w stronę schroniska na Rysiance. Poranny mrozik mobilizuje nas do utrzymania stałego tempa i o 10.00 pijemy jako pierwsi skiturowcy herbatkę w schronisku. Krótkim zjazdem z dziką rozkoszą rozpoczynamy dalszą drogę w stronę Pilska szlakiem czerwonym. Ciepło było tylko w słońcu i podczas napierania pod górkę. Łukasz jako jedyny reprezentant w naszej ekipie ciężkiego stylu turowania (he, he reszta poszła w lekkość) na wysokości Tanecznika odbija na hale Miziową, a my wzdłuż granicy na Pilsko. Na szczycie który osiągamy o 14.00 ku mojemu zdziwieniu większość ludzi jest na nartach, tylko nieliczni pieszo. Od razu przypomniało mi się jak ze 15 lat temu byłem na walnym zebraniu PZA które procedowało o przyjęciu skialpinizmu w nasze struktury anegdotę jakoby tylko Polacy wchodzili na Mont Blanc zimą - reszta świata robiła to na nartach. Szybka przepinka, parę fotek i tniemy do schroniska na Mizowej. Od tego momentu założenia się posypały gdyż zjazd miał być wzdłuż potoku Cebulowego. Z hali Miziowej lasem podjęliśmy próbę tam się przedarcia ale ze względu na ogólną zespołową niechęć do podchodzenia i zbyt małej wysokości laso-polanowo-krzakowo zjechaliśmy do Korbielowa. Nie pozostało nic innego jak bonusowa przebieżka niebieskim i żółtym szlakiem do Sopotni po auto. Bonus kosztował nas jakieś dodatkowe 2 godziny w nieco niżej położonym terenie co wiązało się z wystającymi kamieniami spod śniegu, przyczyną efektownych choć bolesnych upadków. Mimo wszystko wyjazd bardzo udany sprzęt sprawdzony pod wszystkimi aspektami - teraz to już jestem gotów na Tatry tylko ta pogoda…                   &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=.%2F2016%2FPilsko&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|NIEMCY: Spitzingsee-Bawaria - skitury|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Patrick G.|22-24 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjazd skiturowy w nowy dla mnie rejon. Rejon specjalnie przeznaczony dla skiturowców-od tego sezonu narciarskiego postanowiono tam zamknąć wyciągi i oddać cały teren fanom foczenia pod górę. Dodatkowo uruchomiono program nocnych podejść do schronisk dla mieszkańców pobliskiego Monachium, by zachęcić ich do wizyt w tym terenie po ciężkim dniu pracy (dojazd w godzinę, ca. 60 km) - czekają na nich specjalnie przygotowane trasy i biorące w programie schroniska. Gdy skompletujesz 10 wejść do wszystkich - wygrywasz okazjonalną koszulkę :). Pogoda dopisuje mi idealnie. Zwiedzam spory kawałek okolicy oferujący różnorodne trudności podejść i zjazdów oraz sprawdzam lokalne schroniska. Moim zdaniem świetny teren dla wszystkich pragnących rozpocząć przygodę z ski-turingiem w Alpach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Mł. Skrzyczne |&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;|19 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Popołudniowy wypad na skitury do Szczyrku. Nie chciałem podchodzić nartostradami więc z Czyrnej na przełaj przez lasy kieruję się w stronę Mł. Skrzycznego. Na nartach pokonuję kilka stromych, poprzetykanych skałami zboczy. Śniegu wprawdzie około pół metra lecz był kopny, w ogóle nie związany z podłożem. Wdrapanie się w górne partie kosztowało mnie sporo wysiłku. Od obniżenia między Skrzycznem i Mł. Skrzycznem grzbietem podążam na szczyt tego drugiego. Stąd już nartostradami w dobrych warunkach w kilka minut śmigam do Czyrnej gdzie zostawiłem auto. Na całej trasie spotkałem tylko kilku skiturowców podczas zjazdu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitura na Szkrzyczne|Tomasz Jaworski + os.tow.|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nocne wyjście z Soliska nartostradami na Skrzyczne. Krótki pobyt w niemal pustym schronisku  i zjazd mniej więcej drogą podejścia. Na nartostradach dobre warunki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Kursanci w jaskiniach Mylnej i Kasprowej Niżniej|Sobota:Piotr Strzelecki, &amp;lt;u&amp;gt;Emil Stępniak&amp;lt;/u&amp;gt;, Niedziela: Ryszard Widuch, Łukasz Piskorek, Bogdan Posłuszny, Ksawery Patryn oraz znowu Piotr i Emil|15 - 16 01 2016}}&lt;br /&gt;
 &lt;br /&gt;
'''Dzień zero (piątek)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem docieramy z Piotrem na Kiry. Mając wolną sobotę (zejście kursowe planowane jest na niedzielę), chcemy spożytkować dzień na odwiedzenie jaskini Mylnej. Mając na uwadze fakt, że ostatnimi czasy zostało odkopane przejście Raptawicka-Mylna, a i połączenie Mylnej z Obłazkową ma się dobrze, zaczyna nam się klarować w głowach projekt MROK: Mylna-Raptawicka-Obłazkowa-Kościelisko (Kościeliko pojawia się tam bez żadnego merytorycznego uzasadnienia i brzmi bez sensu, ale dzięki „K” na końcu, nazwa projektu brzmi bardziej złowieszczo i PRO).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Późnym wieczorem na wszelki wypadek kładziemy się spać, zanim wpadniemy na pomysł dodatkowego przekopania się z Mylnej do Jaskini Łokietka i tuneli Wielkiego Zderzacza Hadronów.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień pierwszy (sobota)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wcześnie rano zrywamy się z łóżek i już po godzinie dziewiątej stajemy u wejścia do Doliny Kościeliskiej. Krótki (40 minut) spacerek uprzyjemniamy sobie ogólnymi rozważaniami na temat ludzkiej egzystencji, wartości w życiu, pośladków mijanych niewiast i próbie rozwiązania zagadki, dlaczego teraz nikt nie wypasa owiec.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Po przejściu na szlak biegnący już w stronę jaskiń Raptawickiej i Mylnej, zostajemy sami. Droga jest praktycznie dziewicza, mamy przed sobą ślady tylko jednej osoby. Sytuacja zmienia się dopiero gdy czarny szlak rozstaje się z czerwonym – droga na Mylną tego dnia nie zaznała jeszcze ludzkiej obecności. Starając się nie powybijać sobie zębów, tuptamy czerwonym szlakiem. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Przed trafieniem do celu mijamy jeszcze Obłazkową, którą mamy w planie zaatakować od strony Mylnej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Spacer po jaskini zaczynamy od otworu południowego, skąd (po wykonaniu kilku landszaftów przy oknach Pawlikowskiego), kierujemy się w stronę głównego korytarza, by po chwili ostro skręcić w stronę Chórów. Po drodze zahaczamy o „trzecie” okno (południowe), a po zwiedzeniu zakamarków chóralnych ruszamy Ulicą Pawlikowskiego w stronę Wielkiej Izby, gdzie (jak głoszą plany) znajduje się przekop do Jaskini Raptawickiej. Udaje nam się orientacyjnie zlokalizować miejsce przekopu, jednak dojście do niego w tym momencie przekracza nasze możliwości. O ile jeszcze istnieje szansa na wspięcie się w kierunku otworu, tak niestety z dołu nie widzimy jak dalej biegnie korytarz, zaś plan nie określa jednoznacznie, jak bardzo ciasno, parszywie i nieprzyjemnie może wyglądać przeciskanie się do Raptawickiej. Dochodzimy z Piotrem jednogłośnie do dwóch wniosków: &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
*wniosek 1: Piskorek by to przelazł,&lt;br /&gt;
*wniosek 2: trasa jest do zrobienia – jak najbardziej, ale z góry (od strony Raptawickiej) z górną asekuracją lub z normalnego stanowiska.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zadowoleni z faktu, że nasz zdrowy rozsądek nie pozwolił nam się narażać i zabić, czy zrobić innych przykrych rzeczy, wpadamy z odwiedzinami do Skośnej Komory i po kilkunastu minutach ruszamy Białą Ulicą. Po rozczarowaniu przejściem do Raptawickiej, mijamy otwór  prowadzący do Obłazkowej bez większych emocji – widocznie dziś MROK nie jest nam pisany. &lt;br /&gt;
Po 2.5 godz. wychodzimy z jaskini zadowoleni z życia i schodzimy w stronę Doliny, próbując nie połamać sobie nóg na zasypanym śniegiem zejściu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wnioski co do jaskini Mylnej: przyjemna, rekreacyjna dziura idealna na pierwsze wizyty pod ziemią. Co do MROKu – temat jak najbardziej do zrealizowania, ale jako osobna wyprawa ukierunkowana ściśle na trawers.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wieczorem przyjeżdża reszta kursu: Rysiek z Łukaszem i Bogdanem. Ku naszemu zdziwieniu przywożą ze sobą bonus: pojawia się także Ksawery. Tradycyjne wieczorne pogawędki przeciągają się do nocy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
'''Dzień drugi  (niedziela)'''&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tym razem naprawdę wcześnie zrywamy się z łóżek i przed godziną 7 wszyscy jesteśmy gotowi przy samochodach. Ruszamy w stronę Zakopanego, by zostawić samochody przy rondzie (na ul. Czecha pod Kuźnicami), skąd – jak na prawdziwych grotołazów przystało – podjeżdżamy busikiem pod dolną stację kolejki na Kasprowy Wierch.&lt;br /&gt;
Pogoda sprzyja, podejście do jaskini idzie sprawnie i przyjemnie. W mniej niż godzinę jesteśmy pod otworem i przebieramy się w niedzielne, wyjściowe (czy też wejściowe) ciuszki.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W planach mamy dojście do Zapałek, oraz (jeśli będzie taka konieczność) pomoc przy wynoszeniu sprzętu ekipie nurkującym dziś w jaskini (z STJ KW Kraków).&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zanurzamy się w otchłani… Droga przebiega bardzo sprawnie i przyjemnie. Nie wiadomo jakim sposobem w ułamku sekundy docieramy do Sali Rycerskiej, gdzie rozdzielamy się na dwa zespoły: Łukasz, Bogdan i Piotr ruszają w stronę Jeziorka z Zapałkami, a Rysiek, Ksawery i ja decydujemy się na dojście do Syfonu Danka. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Idąc w kierunku Danka mamy pierwszą okazję do bliższego kontaktu z wodą – maleńki syfonik daje okazję do sprawdzenia jej temperatury, oraz wyrzucenia z siebie kilku nie do końca cenzuralnych słów na tematy ogólnie związane z chodzeniem po jaskiniach. Finalnie docieramy do celu, robimy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do Sali Rycerskiej. Po drodze mijamy się z Piotrem, Bogdanem i Łukaszem, którzy po odwiedzeniu Zapałek poszli za nami.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ruszamy do Jeziorka z Zapałkami i my. Od Sali Rycerskiej droga równie krótka, co przyjemna i malownicza. Docieramy z Ksawerym do celu, skąd po chwili wycofujemy się nie mając nic innego do roboty. Po drodze znów mijamy Bogdana i Łukasza radośnie galopujących z linami w stronę studni za Zapałkami, z wyraźnym zamiarem jej pokonania. Rysiek jasno i jednoznacznie opiniuje ich pomysł, co skutkuje powrotem nas wszystkich do Sali Rycerskiej.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z pozostałych atrakcji Kasprowej Niżniej: Bogdan decyduje się na kąpiel z kaczuszką, Rysiek próbuje nas utopić w Partiach Gąbczastych lewarując wodę w momencie, gdy ma pod sobą kursantów poupychanych w każdym dostępnym porze jaskiniowym, a ja prezentuję w jaki sposób nie należy przechodzić nad jeziorkiem, pokaz swój zwieńczając epickim zwaleniem się do wody.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Z jaskini wychodzimy w komplecie, zdrowiu, z dobrym samopoczuciem. Kasprowa Niżnia była pierwszą morką jaskinią odwiedzaną w ramach kursu, a jednocześnie pierwszą w której był tak duży ruch – kilkukrotnie mijaliśmy się z ekipami związanym z akcją nurkową trwającą w jaskini.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Szkolenie z obsługi programu Therion|&amp;lt;u&amp;gt;Asia Przymus&amp;lt;/u&amp;gt;|15 - 17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Tajemniczo brzmiący program z nagłówka, jest niczym innym jak kolejnym programem umożliwiającym tworzenie planów i przekrojów jaskiń. Każdy kto chciał, aby Martin Slouka wprowadził go w tajniki władania tym narzędziem, musiał stawić się w miniony weekend w Szkole w Łutowcu oraz znać angielski, ponieważ w tym języku szkolenie się odbywało. Ja, aby tego dokonać, musiałam wyjechać już w piątek. Dzięki temu, że jestem niezmotoryzowana zaliczyłam dość przyjemny, wieczorny spacer do Łutowca, tam już czekał na mnie rozpalony kominek i ciepła herbata. Całą sobotę (od 10 rano, do późnych godzin nocnych - w zależności, kto kiedy się poddał, ja byłam pierwsza, koło 22) spędziliśmy z zapoznawaniem się z możliwościami programu. Program trudny (jako laik mogę jedynie to co robiłam określić jako ,,programowanie jaskini&amp;quot; a nie typowe ,,rysowanie&amp;quot;), ale za to dający różne ciekawe możliwości. Niedziela upłynęła nam podobnie, choć tego dnia, mając już pewne podstawy, odważyliśmy się bawić samodzielnie, a Martin naprowadzał nas na właściwe rozwiązania. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Wspinaczka drytoolowa w Częstochowie|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Karol Jagoda|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Odkrywamy nowo obity rejon drytoolowy w częstochowskim kamieniołomie. Krótkie drogi na dość kruchej skale. Sporo wspinaczy jak na tak niewielki rejon. Wkoło trochę śmieci. Miła odskocznia od pozostałych dyscyplin zimowych, szczególnie gdy warunki śniegowe jeszcze nie są optymalne.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Korbielowie|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Przemek M.(os.tow.)|17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W przepięknych okolicznościach przyrody (słońce i spory mróz)  robimy trasę od parkingu przy wyciągach na Halę Miziową i dalej na Rysiankę, by wrócić tą samą drogą. W górach sporo skiturowców. Zjazdy możliwe nartostradą na sam parking. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|narty/skitury w Ustroniu|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Jeździmy na Poniwcu - bardzo mało ludzi i prawie dobre warunki, a na koniec podchodzę na szczyt Czantorii i zjeżdżam do Ustronia. Cały dzień spory opad śniegu.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Skitury w Szczyrku|&amp;lt;u&amp;gt;Ola Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;|16 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nareszcie prawdziwa Zima-15 minut szukam odśnieżonego miejsca parkingowego w centrum Szczyrku!. Po osiągnięciu sukcesu już od parkingu z nartami na nogach idę zielonym szlakiem do schroniska. Na miejscu tłumy narciarzy-otwarte są wyciągi. Zjazd dokąd się da nartostradą-jeszcze nie działa na sam dół-reszta poza trasą-łąkami jak to uczynili inni przede mną :). Zmuszona jestem ściągnąć narty tylko na jakieś 100-200 m. &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Miętusia|Asia Jaworska, &amp;lt;u&amp;gt;Ola Rymarczyk&amp;lt;/u&amp;gt;, Kasia Jasińska i Gosia Borowiecka (WKTJ)|16-17 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
opis niebawem ;)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Ponieważ „niebawem” nastąpi jednak trochę później, pozwolę sobie na uzewnętrzenienie w kilku punktach.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
1. Transport: 3-osobowa kanapa Kasiowego wehikułu ustanowiła nową jakość plotkowania, Yyyy podróżowania. Niestety jedyne procenty nam towarzyszące znajdowały się w płynie do spryskiwaczy.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
2. Determinacja: Dopóki herbata w termosie, dopóty szukać otworu będziem. Około 1,5 h krążenia po lesie w poszukiwaniu otworu zakończone sukcesem dzięki grupie Krakusów (krążących 0,5 h dłużej). Ominęły mnie myśli i rozmowa nt. ewentualnego odwrotu, zdominowana zostałam dyskusją z Prince Polo XXL (tylko jednego gryza, no dobra wyrównam do 1/2, eh, po co zostawiać taki kawałek). &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
3. Podział obowiązków: Jak w każdym dobrym związku, tyle że bez spięć. Chodzące oazy cierpliwości, doświadczone codziennością się nie spinają, a ich preferencje wzajemnie uzupełniają. Są więc baby poręczujące, transportujące, deporęczujące, wspinające, zdroworozsądkowo-czasupilnujące i inne przydatne –ące.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
4. Cel: Szkoda, że Marwoj nie zobaczył tak zacnego towarzystwa. Z uwagi jednak na cykora i brak czasu wycofałyśmy się z ostatnich 3-4 metrów Korkociągu (za śliskie progi na krótkie nogi). Decyzja była słuszna, czego rezultatem były uśmiechy na dziubach po wyjściu, uściski na pożegnanie i senny powrót z oczekiwaniem na zaś! &lt;br /&gt;
dzięki:)&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - skitury na Czantorii|&amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Tomasz Jaworski, Michał Wyciślik, Teresa Szołtysik|10 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W akcie desperacji pojechaliśmy na nocną skiturową przebieżkę na Czantorię. Śniegu brak lecz korzystamy z naśnieżonej sztucznie nartostrady. Krzesło już nie kursowało więc stok tylko dla nas. Robimy dwie rundy góra-dół. Oprócz nas widzieliśmy jeszcze trzech innych desperatów. W sumie fajna narciarska zaprawa.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Beskid Śl. - nartyskitury w Wiśle|&amp;lt;u&amp;gt;Łukasz Pawlas&amp;lt;/u&amp;gt;, Ala Kucharska i osoby towarzyszące|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy z Katowic po 16:00 do Wisły na oświetlone stoki, żeby &amp;quot;wyczuć&amp;quot; nowy sprzęt i trochę się rozruszać. Kończymy późnym wieczorem - w domu jesteśmy około północy. Jakby ktoś chciał pojeździć na nartach na wyciągu to warunki są bardzo dobre ale ludzi też całkiem sporo, warunków skiturowych BRAK!  &lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry - w oczekiwaniu na prawdziwą zimę|&amp;lt;u&amp;gt;Mateusz Golicz&amp;lt;/u&amp;gt;, Marek Wierzbowski (UKA)|09 - 10 01 2016}}&lt;br /&gt;
W sobotę wychodzimy na popołudniową wycieczkę do Miętusiej Wyżniej. Zwiedzamy Suche Dno i oglądamy sobie Błotny Syfon. W jaskini spędzamy w sumie ok. 2 godziny. W niedzielę trochę jeżdżę z całą rodziną Wierzbowskich na wyciągach, a potem wspólnie z Markiem i Moniką Strojny (TKN Tatra Team) odbywamy wieczorną przebieżkę na Przysłup Miętusi.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Zach. - Jaskinia Zimna - kurs|Tomek Jaworski, Ksawery Patryn, Łukasz Piskorek, &amp;lt;u&amp;gt;Bogdan Posłuszny&amp;lt;/u&amp;gt;, Asia Przymus|09 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
W sobotni poranek wyruszamy zgodnie z założonym przez Tomka planem. Szybko dostajemy się pod otwór Zimnej. Przebieramy się, konsumujemy  ostatni posiłek i wskakujemy do dziury. Na pierwszych metrach w jaskini witają nas uroki zimy, czyli wspaniałe sople lodowe, które staramy się omijać, nie uszkadzając ich, ale oczywiście zawsze bywają wypadki (ale to nie Ja). Idziemy szybko, bo wszyscy chcą dotrzeć do słynnego Ponoru sprawdzić stan wody. Okazuje się jednak, że wody brak (tu następuje małe rozczarowanie), ale za to błota tu nie brakuje. Idąc dalej docieramy do pierwszej wspinaczki. Wypadło na mnie. Podnoszę prawą nogę i od razu łapie mnie bolesny skurcz.  Ale nie ma co się szczypać, wyruszam w końcu zaporęczować Błotny Próg.  Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie było tam wspaniałego błota. Idąc dalej na Próg Wantowy, gdzie błoto nas nie opuszcza, znów zaczynam wspinać się. Tu błoto znów nie ułatwia mi sprawy. Przesuwając się małymi kroczkami do góry, wspierająca mnie grupa na dole określi mój styl wspinaczki jako tańczącej dżdżownicy. Pełzając nowym stylem udało się zdobyć Próg Wantowy. Ksawery z Asią deporęczują liny za nami. Docieramy  do Czarnego Komina. Tu następuje zmiana prowadzącego. Łukasz rozpoczyna wspinaczkę, próbując naśladować mój styl tańczącej dżdżownicy, ale zapomniał, że Mistrz może być tylko jeden. Bez problemu pokonał  ¾ komina, ale ktoś za wysoko podwiesił + , więc wyruszyłem z pomocą, żeby Łukasz mógł zaprzeć nogę o mnie. Dalej w kominie poleciało już bez niespodzianek.  Beczkę też Łukasz rozpoczął  poręczować. Tomek uświadamia nas, że woda jest tu ciepła, ale staramy się nie skorzystać z niej. Docierając do Chatki, robimy sobie chwilę przerwy, dalej we Widłach Tomek robi krótki wykład na temat możliwości wyboru dalszych tras. Wyruszamy zgodnie z planem do Sali Złomisk, znów następuje zmiana prowadzącego, tym razem Ksawery poręczuje drogę do Zamulonych Studni. Cel wyprawy osiągnięty,  pamiątkowe zdjęcie i szykowanie się do drogi powrotnej.  Asia i Ksawery idą przodem  szykując liny do zjazdu na złodzieja, Łukasz  jak zawsze w zamyka peleton i deporęczuje liny.  Wszystko idzie jak po maśle do momentu dotarcia do Czarnego Komina. Tutaj złośliwy latający motyl kilkukrotnie skręcał nam liny, zmuszając Łukasza i mnie do powtórnego przejścia Szklanego Prożka.  Motyl został zlikwidowany i dalej trasa powrotna poszła bez problemów , poza tym, że mnie łapały skurcze już w kilku miejscach. Odważę się powiedzieć w imieniu całej grupy (nie konsultując to z nimi), że wyjazd uznajemy za bardzo udany.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/10012016JZimna?authkey=Gv1sRgCM_0wLeBuenhbA&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Tatry Wys. - wspinanie|Damian Żmuda, Kasia (os. tow.),&amp;lt;u&amp;gt;Karol Jagoda&amp;lt;/u&amp;gt; |01-02 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Wyjeżdżamy wieczorem w Nowym Roku. Śpimy w Zakopcu w aucie, pomimo -14 stopni nocleg wszyscy uznali za komfortowy:). &lt;br /&gt;
Zdecydowanie największym problemem było wyjście ze śpiwora o 4.00 rano -  reszta dnia była przy tym igraszką. &lt;br /&gt;
Po mozolnym podejściu do Morskiego Oka, zatrzymujemy się w schronisku, które o dziwo okazuje się prawie puste o tej porze. Wybieramy krótką i łatwą drogę na Buli pod Bańdziochem: Żleb+droga Blondyna (III). Warunki w Tatrach dziwne, mróz jak na Syberii, a śniegu brak, gdyby było trochę cieplej całą drogę można by zrobić bez raków i dziabek. Kasia w czasie naszej wspinaczki wybrała się na spacer po mocno zalodzonym szlaku do doliny Pięciu Stawów. W powrotnej drodze &lt;br /&gt;
mijamy chyba całą Warszawkę(co tu robić jak wyciągi nie działają???). O spotkanych turystach można by osobną książkę napisać...Do domów wracamy przez Zawoję, gdyż już w sobotę rozpoczął się wielki powrót po sylwestrowym weekendzie.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
{{wyjazd|Jura - Jaskinia Rozpadlina|Teresa, Paweł, &amp;lt;u&amp;gt;Damian Szołtysik&amp;lt;/u&amp;gt;, Łukasz Piskorek |01 01 2016}}&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Nowy Rok w jaskini. Jak na grotołazów przystało. Zgodnie z wigilijnym planem penetrujemy jaskinię Rozpadlina na Cisowniku. Otwór duży. Po zjechaniu kilku metrów koniec. Jednak stara, lekko zmurszała drabina wyprowadza nas na pięterko gdzie zaczyna się prawdziwa jaskinia. Można stwierdzić, że przerosła nasze oczekiwania. Meander rozbudowany na szczelinie sprowadza nas dość głęboko (ok. 25 - 30 m względem otworu w dół). Nie jest tu zbyt przestrzennie lecz też nie ma punktowych zacisków choć ciasne miejsca są w bocznych ciągach. Przedzieramy się do wszystkich dostępnych naszym gabarytom zakamarków. Dolne partie obfitują w miejsca z naciekami i mlekiem wapiennym. Wstępne partie zamieszkują sobie sympatyczne pająki. Niżej hibernuje jeden nietoperz. Jaskinia warta odwiedzenia. Na dworze temperatura ok. -7 st. więc przed akcją rozpaliliśmy ognisko by w luksusie się przebrać a później się ogrzać po dziurze. Jednym słowem mroźny ale piękny słoneczny dzień spędzony w uroczym zakątku naszej kochanej Jury.&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
Zdjęcia: http://foto.nocek.pl/index.php?path=./2016/Rozpadlina&lt;br /&gt;
&lt;br /&gt;
https://picasaweb.google.com/111038618410852186398/01012016Rozpadlina?authkey=Gv1sRgCJ3t7tOOx_jHTw&lt;/div&gt;</summary>
		<author><name>TPawlas</name></author>
		
	</entry>
</feed>